Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00348 006031 14491012 na godz. na dobę w sumie
Matrymonialna oferta   - ebook/pdf
Matrymonialna oferta - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 265
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8257-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Anglia, XIX wiek

Niewielka przesyłka jest niczym puszka Pandory. Wraz z jej otwarciem wracają stare sprawy i ponownie obciążają żyjących jeszcze uczestników dawnego skandalu, a także ich dzieci. Imogena Hebden dowiaduje się, że nie może liczyć na spadek ani pomoc najbliższych krewnych. Znajduje gościnę u wujostwa, którzy po odpowiednim przygotowaniu wprowadzają ją do towarzystwa. Oczekują od swojej podopiecznej, że znajdzie sobie męża, a tym samym uwolni ich od siebie. Imogena nie uważa się za szczególnie atrakcyjną kobietę, poza tym pochodzi z rodziny uwikłanej w głośny przed laty skandal. Nieoczekiwanie wzbudza żywe zainteresowanie wicehrabiego Monty`ego Mildenhalla, uznawanego za doskonałego kandydata na męża, któremu wyraźnie spieszy się do ślubu. Imogena wie, że w grę nie wchodzi miłość. Co więc powoduje wicehrabią?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tłumaczyła Teresa Komłosz Tytuł oryginału: The Viscount and the Virgin Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Jolanta Spodar ã 2010 by Annie Burrows ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8257-2 ROMANS HISTORYCZNY – 332 Rozdział pierwszy Styczeń 1815, Londyn Imogena Hebden wiedziała, że nie powinna wi- nić sióstr Veryan za katastrofę, którą zakończył się jej pierwszy bal. Właściwie to nie był bal w pełnym tego słowa znaczeniu. Tuż po Bożym Narodzeniu w Londynie bawili nieliczni przedstawiciele socje- ty, co, jak podkreśliła ciotka, stanowiło okolicz- ność wielce sprzyjającą. Nieobyta w świecie Imo- gena mogła pokazać się na muzycznym wieczorku u pani Leeming, nie spotykając osób zajmujących istotną pozycję w towarzystwie, a tym samym uni- kając ewentualnej kompromitacji. Mimo wszystko Imogena była zadowolona, po- nieważ dżentelmen o nazwisku Dysart poprosił ją do tańca. Nieważne, że zrobił to z drewnianą miną, spełniając obowiązek wobec panny podpierającej ścianę. Sprawiał wrażenie znudzonego, a gdy tylko muzyka umilkła, skłonił się sztywno i umknął do pokoju, gdzie grano w karty. To wtedy zauważyła, że jedna z trzech falban 6 Annie Burrows zdobiąca suknię oderwała się i zwisa smętnie z tyłu. Nie sądziła, by winę ponosił pan Dysart, czułaby przecież, gdyby nadepnął na rąbek sukni. Poza tym przez cały czas trzymał się od niej w odległości wy- prostowanego ramienia. Nie, wydawało się znacz- nie bardziej prawdopodobne, że to ona zaczepiła o nogę krzesła, kiedy się poderwała w odpowiedzi na pierwsze zaproszenie do tańca. Właśnie zmierzała do pokoju wypoczynkowego, żeby podpiąć oderwaną falbanę, kiedy drogę zastą- piła jej panna Penelopa Veryan w towarzystwie swo- jej młodszej siostry Charlotte i lady Verity Carlow. – Mam nadzieję, że podobał ci się taniec z pa- nem Dysartem – zagadnęła przymilnie Penelopa, rozciągając usta w uśmiechu. – Chyba jednak mu- szę cię ostrzec, byś nie robiła sobie zbyt wielkich nadziei. Jest moim dobrym znajomym i poprosił cię do tańca tylko dlatego, że wie, iż my się tobą inte- resujemy. Nagle zachowanie pana Dysarta wydało się Imo- genie całkiem zrozumiałe. Ludzie chętnie wyświad- czali przysługi bogatej i wpływowej rodzinie Very- anów. Czuła się trochę rozczarowana, że pan Dysart nie działał z własnej woli, ale przynajmniej wiedzia- ła, że kiedy znów go spotka, nie będzie musiała uda- wać, że go lubi. To dziwne, ale w ciągu roku, odkąd zamieszkała u lady Callandar, przedstawiono jej wiele osób, jednak żadna z nich nie przypadła jej szczególnie do gustu. – Domyślam się, że oczekujesz moich podzię- Matrymonialna oferta 7 kowań – odparła Imogena, jakoś nie mogąc wzbu- dzić w sobie wdzięczności za starania Penelope. Wolałaby już raczej przesiedzieć cały wieczór, niż tańczyć z mężczyzną, który chciał się przypodo- bać Penelope, a właściwie jej ojcu, lordowi Ked- dintonowi. W oczach Penelope pojawił się błysk złości. – Czy suknia, w której wystąpisz na dworze, jest już gotowa? – wtrąciła się szybko lady Verity. Imogena odwróciła się do niej z ulgą. Wpraw- dzie skupiona wyłącznie na modnych strojach i przyjęciach lady Verity bardzo się od niej różniła, ale przynajmniej nie była złośliwa. – Miałam ostatnią przymiarkę – wyjaśniła Imo- gena. – Nie podoba ci się suknia? – podchwyciła Char- lotte, nie usłyszawszy entuzjazmu w głosie Imoge- ny. – Słyszałam, że lady Callandar najęła najlepszą modniarkę i zapłaciła za całe jardy najwspanialszej brukselskiej koronki! Imogena zjeżyła się wewnętrznie; Charlotte wy- raźnie sugerowała, że nawet największe sumy i naj- zręczniejsze modniarki nie zdołają poprawić jej ża- łosnego wyglądu. Niestety, miała rację. Zwiewne muślinowe suknie, w które ciotka ubie- rała Imogenę, z prostymi spódnicami i rzędami de- likatnych falbanek, nie pozwalały na swobodniej- sze ruchy poza dreptaniem. A i to czasami źle się kończyło. Zdarzało się, że szew na ramieniu pusz- czał w drodze z sypialni do pokoju śniadaniowego. 8 Annie Burrows A co do fryzury... Cóż, jej włosy żyły własnym życiem, niezależnie od tego, jak często Pansy, po- kojówka, którą przydzieliła jej ciotka, próbowała je uładzić. Imogena zauważyła z zazdrością, że loczki Charlotte wdzięcznie okalają jej twarz i wcale przy tym nie wpadają do oczu. Szkoda, że ciotka nie pozwoliła jej zachować długich włosów i splatać ich w warkocz, tak jak to robiła wcześniej! Modne panny nosiły krótko przycięte grzywki. Dlatego biedna Pansy co rusz musiała manipulować żelaz- kiem i upinać niesforne kosmyki. Ta myśl przypo- mniała Imogenie o konieczności podpięcia ober- wanej falbany. – Wyglądam okropnie w sukni, w której mam wystąpić na dworze – przyznała z kwaśnym uśmie- chem. – A teraz, jeśli mi wybaczycie... – Ponownie ruszyła do wyjścia. Dziewczęta jednak nie pozwoliły jej tak po pros- tu odejść; Charlotte wzięła ją pod ramię, zmuszając do zwolnienia kroku. – Spróbuj poruszać się tyłem z takim trenem – powiedziała, chichocząc. Penelopa zawtórowała jej, poruszając głową na boki, jakby nie mogła sobie wyobrazić Imogeny dokonującej takiej sztuki. – Och, jestem pewna, że sobie poradzisz, jeśli tylko odpowiednio długo poćwiczysz – wtrąciła uprzejmie lady Verity. Penelopa prychnęła z powątpiewaniem. Wszyst- kie dobrze wiedziały, że Imogena nie jest w stanie Matrymonialna oferta 9 spędzić w sali balowej pół godziny, nie uszkadza- jąc sobie przy tym stroju. Wydawało się niemoż- liwe, by podołała wymogom etykiety podczas pre- zentacji na królewskim dworze. Jakie miała szanse na uniknięcie kompromitacji, występując w sukni z długim koronkowym trenem? Imogenie wciąż udawało się zachować spokój, ale Penelopa znienacka poruszyła temat nakrycia głowy. – Ćwiczyłaś już wsiadanie do powozu? – spyta- ła tonem udawanej troski. – Zakładam, że kupiłaś pióra. Albo przynajmniej... – Zawiesiła głos, kła- dąc Imogenie dłoń na ramieniu i zatrzymując ją w miejscu. – Chyba wiesz, jakie są wysokie? Tego było dla Imogeny za wiele. Zirytowana protekcjonalnym tonem Penelopy odwróciła się gwałtownie. – Oczywiście, że wiem! – rzuciła ostro. Char- lotte puściła jej ramię, więc wykorzystała okazję, by zademonstrować wysokość nieszczęsnych piór. – Są takie! – Zatoczyła szeroki łuk w powietrzu nad swoją głową, natrafiając uniesioną ręką na jakiś przedmiot. Męski głos wypowiedział słowo, którego z całą pewnością panna nie powinna usłyszeć, a tym bar- dziej zrozumieć. Obejrzawszy się z przerażeniem, odkryła, że przedmiot, w który niechcący uderzyła, to kieliszek z szampanem, trzymany przez mężczy- znę wychodzącego z bufetu. Cała zawartość wylą- dowała na jego misternie zawiązanym fularze 10 Annie Burrows i spłynęła na pięknie haftowaną, zieloną jedwabną kamizelkę. – Och! Bardzo przepraszam! – Speszona Imo- gena sięgnęła do torebki po chusteczkę. – Znisz- czyłam panu kamizelkę! – Było jej naprawdę przy- kro, zwłaszcza że kamizelka stanowiła niemalże dzieło sztuki: nawet dziurki były wykończone tak, że guziki przypominały wysadzane klejnotami owoce wyłaniające się z bujnego listowia. Wyciągnęła chusteczkę, żeby osuszyć najmoc- niej zachlapane miejsca. Na szczęście, niewiele trunku wsiąkło w jedwab, istniała więc nadzieja, że kamerdyner poszkodowanego zdoła bez większego trudu uratować tę cenną część garderoby swego pa- na. Pansy potrafiła usuwać najgorsze plamy nawet z bardzo delikatnych tkanin. Jednak nim Imogena zdążyła dotknąć chustecz- ką kamizelki, poszkodowany zacisnął palce na jej nadgarstku. – Niech pani nie waży się mnie dotykać! – rzucił. Zaskoczona pełnym złości tonem uniosła wzrok, napotykając wściekłe spojrzenie oczu równie zie- lonych, jak kamienie zdobiące kamizelkę. Pomyślałaby, że stojący przed nią mężczyzna jest urodziwy, gdyby nie wrogie spojrzenie i dołek w podbródku. Miał regularne rysy twarzy, jasne włosy obcięte ,,na Brutusa’’, doskonale skrojony ciemnozielony frak i nieskazitelnie wypielęgnowa- ne paznokcie. Imogena słyszała wiele razy o tym, że coś komuś zaparło dech w piersi, ale jej samej Matrymonialna oferta 11 zdarzyło się to po raz pierwszy. Ale też nigdy wcześ- niej nie znalazła się tak blisko równie wspaniałego mężczyzny. Przywołała się w duchu do porządku. Ubolewała nad tym, że oblała człowieka przywiązującego tak wielką wagę do własnej prezencji. Czuła się zobo- wiązana przeprosić go za niezręczność. – Chciałam tylko... – zaczęła, mnąc w palcach chusteczkę. – Wiem, czego pani chciała – przerwał jej w pół słowa. Odkąd tylko pojawił się w mieście, matki panien na wydaniu irytowały go, podsuwając mu pod nos córki. Jednak znacznie gorsze były zabiegi przedsię- biorczych dziewcząt, takich jak ta. Podejrzewał, że wkrótce nie będzie mógł spokojnie się przejść po parku, żeby jakaś kobieta, udając potknięcie na nie- widocznej przeszkodzie, nie wpadła mu w ramiona. Sądząc po wyglądzie, w tym przypadku miał do czynienia z jedną z prowincjuszek polujących na bogatego męża, który pomoże jej nabrać ogłady. Z całą pewnością nie była to wychuchana pannica, dla której największym wysiłkiem jest haftowanie. Przytrzymując jej rękę, wyczuł w niej siłę. Nie rozumiał, dlaczego kobietom się wydaje, że dotykając go, wywrą na nim korzystne wrażenie. Zaledwie dwa wieczory wcześniej przeżył bardzo niemiłe zaskoczenie, kiedy panna siedząca obok niego przy kolacji, młoda i na pierwszy rzut oka dobrze wychowana, pod osłoną obrusa przesunęła 12 Annie Burrows dłonią po jego udzie. Najwyraźniej ta zamierzała zrobić to samo z jego torsem, udając że wyciera trunek, który sama na niego wylała. Nie kryjąc złości, popatrzył jej w oczy. Tęczów- ki miała pociemniałe, usta wciąż rozchylone od rozmarzonego westchnienia. Nie wiedzieć czemu zapragnął przygarnąć ją do siebie i pocałować. Za- miast tego odsunął się od niej gwałtownie. – Niedobrze mi się robi, gdy pomyślę, do czego zdolne są kobiety takie jak pani, byle przyciągnąć moją uwagę. – Wbrew temu, co twierdził, jego cia- ło odpowiedziało na bliskość panny wyraźnym ożywieniem. – Takie jak ja... przyciągnąć uwagę... co? – po- wiedziała zdezorientowana Imogena. – Proszę nie próbować mnie nabierać, odgrywa- jąc urażoną niewinność. I proszę się do mnie więcej nie zbliżać. Gdyby pani była osobą wartą zauważe- nia, potrafiłaby pani zaprezentować mi swoje atuty w bardziej odpowiedni sposób. Imogena stała z otwartymi ustami, podczas gdy nieznajomy mierzył ją od stóp do głów spojrzeniem zielonych oczu z taką bezczelnością, że poczuła się, jakby była naga. – O ile pani jakieś posiada – dokończył kpiąco, nie pozostawiając wątpliwości co do swej opinii na jej temat. Jeden z jego towarzyszy podniósł chusteczkę do ust, żeby ukryć uśmiech, pozostali otwarcie chi- chotali. Matrymonialna oferta 13 Penelopa i Charlotte zasłoniły twarze rozpostar- tymi wachlarzami, po czym się oddaliły. Zrobiły to jednak na tyle opieszale, że Imogena zdążyła do- strzec ich miny – obie przywodziły na myśl kota bawiącego się przestraszoną myszą. – Och – westchnęła lady Verity, marszcząc za- zwyczaj nieskazitelnie gładkie czoło. – Co za pech. Chyba pomyślał... – Nie ma wątpliwości, co pomyślał. Okropny typ! Wydaje mu się, że kim jest? – Nie mam pojęcia, ale wygląda na to, że to ktoś ważny... – Raczej ktoś, komu się zdaje, że jest ważny! – Imogena nie kryła złości. – Jak on śmie tak do mnie mówić! Widząc zmieszanie na twarzy lady Verity, Imo- gena uzmysłowiła sobie, że zaciska dłonie w pięści, oddycha ciężko i do tego ciska gromy z oczu. Żad- na dama nie powinna pozwalać sobie na takie za- chowanie, szczególnie w sali balowej. Zrezygnowa- na spojrzała w stronę ławki, gdzie siedziała jej ciot- ka, pełniąca rolę przyzwoitki i obserwująca każdy ruch siostrzenicy swojego męża. – Chyba będzie lepiej, jak dołączę do lady Cal- landar – zwróciła się Imogena do lady Verity. Lady Verity dygnęła z wyraźną ulgą i udała się na poszukiwanie przyjaciółek, natomiast Imogena starała się przygotować w duchu na stawienie czoła ciotce. Lady Callandar w żaden sposób nie zdradziła 14 Annie Burrows rozczarowania faktem, że jej podopieczna zupełnie się nie nadaje do występowania w eleganckim to- warzystwie. Nigdy nie okazywała bowiem emocji w miejscu publicznym. Krytyczne uwagi, wypo- wiadane trudnym do zniesienia łagodnym tonem, miały paść dopiero w powozie, podczas drogi po- wrotnej do domu, gdzie nikt niepowołany nie mógł ich usłyszeć. Zaczęły się, tak jak Imogena oczekiwała, w mo- mencie, gdy woźnica zamknął drzwi. – Wiązałam z tobą tyle nadziei, kiedy pani Lee- ming zaprosiła cię na to małe przyjęcie. A ty co? Musiałaś wykorzystać tę sytuację, żeby zrobić z siebie widowisko i to przed jedną z... jeśli nie najlepszą partią w mieście! Goście widzieli, jak wzburzony wicehrabia Mildenhall opuścił salę. – Pokręciła głową. – Jestem pewna, że wszyscy są- dzą, że to przez ciebie, bo oblałaś go szampanem. Imogena żałowała, że ciotka nie pozwala jej wy- jaśnić, iż bynajmniej nie wylała szampana na tego aroganta, że to był po prostu wypadek... Nagle w jej głowie zaświtało podejrzenie. Czy to przypadek, że stała w tamtym miejscu i machała ręką akurat w momencie, gdy z bufetu wychodził wicehrabia z kieliszkiem w ręku? Przypomniawszy sobie, z ja- kimi minami odchodziły jej towarzyszki, nabrała niemal pewności, że cała sytuacja została zaaran- żowana przez Penelopę Veryan, oczywiście z po- mocą Charlotte. Wiedziała jednak, że nie ma sensu oskarżać Matrymonialna oferta 15 sióstr Veryan, bo mogła łatwo przewidzieć, co ciot- ka odpowie: że gdyby Imogena nie była taka na- rwana i nie wymachiwała rękami jak wiatrak, ka- mizelka wicehrabiego nie doznałaby uszczerbku. Wuj był jeszcze bardziej zaślepiony, gdy cho- dziło o siostry Veryan. Wciąż powtarzał Imogenie, że powinna naśladować ich maniery, i nieustannie dawał jej za wzór te ,,doskonale wychowane młode damy’’. Wszystko dlatego, że słuchały go z głowa- mi przechylonymi na bok i zachwytem w oczach, jakby chłonęły każde słowo nawet wtedy, gdy plótł bzdury. Do tego poruszały się z gracją, miały pięk- ne stroje i zachowywały się niezwykle układnie. O tak, bardzo pilnowały, żeby przed osobami tak wpływowymi jak lord Callandar nie zdradzić się ze swoimi skłonnościami do płatania innym złośli- wych kawałów. Cóż, jeśli na tym polegało bycie damą, to Imoge- na mogła się tylko cieszyć, że nie jest nią w oczach swoich opiekunów. Nie zamierzała bowiem naśla- dować tych podstępnych kocic w paskudnym trak- towaniu bliźnich. – Pomyśleć tylko, ile trudu zadała sobie pani Leeming, żeby go ściągnąć – ciągnęła z wyrzutem lady Callandar. – Będzie na mnie wściekła. Niedaw- no odziedziczył tytuł i przyjechał do miasta, żeby szybko znaleźć narzeczoną i osłodzić tym ostatnie chwile swojemu biednemu, zacnemu ojcu, hrabie- mu Corfe’owi. Pani Leeming ma dwie córki, na które bardzo chciała zwrócić jego uwagę. 16 Annie Burrows Nic dziwnego, że był trochę zdenerwowany, skoro jego ojciec leżał na łożu śmierci, pomyślała Imogena. Kobiety mu się narzucały, wiedząc, że przybył do stolicy w poszukiwaniu kandydatki na żonę, i zapewne stąd brała się jego wyniosłość. Ale żeby zaliczać ją do ich grona tylko dlatego, że machnęła ręką! Przecież nawet nie wiedziała, że on za nią stoi. Myślał, że ona ma oczy z tyłu głowy? Może i był zniewalająco przystojny, ale jeśli nie potrafił rozróżnić zwykłego wypadku od celowego zabiegu, który miałby zwrócić jego uwagę, to ozna- czało, że nie tylko porusza się dumnie niczym paw, ale ma też ptasi móżdżek. – Co ty sobie myślałaś? – nie przestawała mó- wić ciotka. – Nie... – Zamknęła oczy i uniosła dłoń w geście irytacji, który Imogena zdążyła tak dobrze poznać. – Nie ma sensu cię o to pytać! Wystarczy nieprzerwany strumień wymówek, którymi nas ra- czysz, odkąd lord Callandar sprowadził cię do na- szego domu po śmierci twojego ojczyma. – Otwar- ła oczy i Imogena dostrzegła w nich tyle smutku, że ogarnął ją żal. – Wielka szkoda, że mój mąż nie zabrał cię z te- go domu wcześniej. – Słowa ,,tego domu’’ lady Callandar wymówiła szczególnym tonem. – Po- winnaś była u nas zamieszkać zaraz po śmierci matki albo rok czy dwa później, kiedy był właści- wy moment na wprowadzenie cię w świat. Wtedy byłaś wystarczająco młoda, żeby wyzbyć się choć części fatalnych przywar. – Westchnęła ciężko. –
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Matrymonialna oferta
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: