Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00595 008847 10482291 na godz. na dobę w sumie
Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku - ebook/pdf
Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 410
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1440-2 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka przedstawia polską poezję najnowszą (powstałą po 1989 roku) z perspektywy melancholii, która wydaje się dzisiaj jedną z najważniejszych kategorii opisu artystycznych reakcji na rzeczywistość. Przedmiotem analizy w poszczególnych rozdziałach jest twórczość: Tadeusza Różewicza, Jarosława Marka Rymkiewicza, Ryszarda Krynic-kiego, Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, Anny Piwkowskiej i Marzanny Bogumiły Kielar, Tomasza Różyckiego i Dariusza Suski, Jolanty Stefko, Andrzeja Sosnowskiego oraz Julii Fiedorczuk. Każdy z tych przypadków melancholii rozpatrywany jest z innego punktu widzenia, tak by uwyraźnić różnice światopoglądów poetyckich, różnice poetologiczne i pojemność samego pojęcia melancholii. Mimo iż na podstawie tekstów da się opracować „model” melancholii ponowoczesnej, większość poetów realizuje w swojej twórczości jednak jej wzór „tradycyjny”, przeżyciowy, egzystencjalny. Ponowoczesna melancholia, w której brak przestał boleć, a stał się czymś naturalnym, przede wszystkim naturalnym stanem języka opartego właśnie na „źródłowym”, założycielskim braku – Blanchot, Lacan i ich postmodernistyczne „przepisanie” przez Derridę), w polskiej poezji nie wydaje się projektem w pełni przekonującym. Być może dlatego, że sam fenomen ponowoczesnej melancholii jest projektem cokolwiek podejrzanym. Czy „brak, który nie boli”, może być traktowany jako melancholiczny? Melancholia w przypadku poetów sytuujących się po stronie ponowoczesności z jednej strony wydaje się częścią językowo-filozoficznego eksperymentu, z drugiej jednak – może stanowić argument na rzecz tezy, że eksperyment ten nie jest stuprocentowo udany. Przyznanie ponowoczesnej melancholii racji istnienia wymaga przemodelowania tego pojęcia w kierunku „niedeficytowości” braku. Tam natomiast, gdzie brak nadal oznacza deficyt, należałoby uznać, że nie doszło do jego pełnej postmodernizacji.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

MODERNIZM W POLSCE MODERNIZM W POLSCE MELANCHOLIA W POEZJI POLSKIEJ PO 1989 ROKU MODERNIZM W POLSCE MODERNIZM W POLSCE Alina Świeściak universitas 34 MELANCHOLIA W POEZJI POLSKIEJ PO 1989 ROKU Studia nad nowoczesną polską literaturą, sztuką, kulturą i myślą humanistyczną pod redakcją Włodzimierza Boleckiego i Ryszarda Nycza W serii ukazują się rozprawy poświęcone literaturze oraz innym dziedzinom kultury polskiej. Ich wspólnym problemem jest analiza modernizmu, rozumianego jako składnik i konsekwencja procesów nowoczesności, rozwijających się w Polsce przed Książki ukazujące się w tej serii analizują modernizm w Polsce z różnych perspektyw XX wiekiem i w jego trakcie. metodologicznych. W przygotowaniu: Tom 35 Małgorzata Gorczyńska, Miejsca Leśmiana. Studium topiki krytycznoliterackiej Tom 36 Monika Kaczorowska, Przekład jako kontynuacja twórczości własnej. Na przykładzie wybranych translacji Stanisława Barańczaka z języka angielskiego MODERNIZM W POLSCE MELANCHOLIA W POEZJI POLSKIEJ PO 1989 ROKU MODERNIZM W POLSCE MODERNIZM W POLSCE Alina Świeściak Kraków Publikacja dofinansowana przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Publikacja dofinansowana przez Uniwersytet Śląski w Katowicach © Copyright by Alina Świeściak and Towarzystwo Autorów ISBN 97883-242-1440-2 TAiWPN UNIVERSITAS Redaktor naukowy Ryszard Nycz Opracowanie redakcyjne Katarzyna Kościuszko-Dobosz Projekt okładki i stron tytułowych Ewa Gray Koncepcja serii powstała w ramach realizacji projektów badawczych wspartych subsydiami profesorskimi FNP 2002 Włodzimierza Boleckiego („Badania nad modernizmem w literaturze polskiej XX wieku”) i Ryszarda Nycza („Polska nowoczesność: poetyka i kultura”). www.universitas.com.pl Wstęp W polskich pracach kulturologicznych nie sposób dziś nie na- tknąć się na słowo „melancholia”. Wydaje się wręcz, że mamy do czynienia z jakąś melanchologiczną modą. przeglądając niemiec- kie, francuskie czy angielskie bibliografie zagadnienia, dostrzeże- my od razu, że w zachodniej refleksji kulturowej melancholia – poczynając od słynnej siedemnastowiecznej Anatomii melancholii Burtona – niemal w ogóle nie wypadła z obiegu, w polsce nato- miast zainteresowanie tą kategorią estetyczną właściwie dopiero niedawno się narodziło (z psychologicznym aspektem melancholii jest, rzecz jasna, lepiej, ponieważ zainteresowanie nim zostało wy- muszone przez społeczne zapotrzebowanie). Właśnie w fakcie, że polski „nurt melanchologiczny” (jako rodzaj metarefleksji) jest sto- sunkowo młody, należy pewnie upatrywać przyczyn zainteresowa- nia, jakie budzi. W rozważaniach kulturologicznych melancholia pojawiła się u nas chyba wraz z książką Anny Zeidler-Janiszewskiej Między melancholią a żałobą. Estetyka wobec przemian w kultu- rze współczesnej, zaś do badań literaturoznawczych w tym zakre- sie niekwestionowanym impulsem stał się świetny esej Marka Bień- czyka Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty (i równie świetna, choć nie tak znana książka Oczy Dürera. O melancholii romantycznej). W przeciwieństwie do Zeidler-Janiszewskiej, któ- ra w melancholii upatruje mniej interesującej, bo mniej konstruk-  Myślę, oczywiście, o książce Antoniego Kępińskiego Melancholia (Warszawa 1979), po której przyszły książki innych autorów, poświęcone różnym aspek- tom depresji.  Zob. A. Zeidler-Janiszewska, Między melancholią a żałobą. Estetyka wobec przemian w kulturze współczesnej, Warszawa 1996.  M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 1998.  tenże, Oczy Dürera. O melancholii romantycznej, Warszawa 2002. 6 Wstęp tywnej (od żałoby) postawy wobec kultury współczesnej (jej cechą jest bowiem powtarzana za Adornem bezwarunkowa krytyka kul- tury, wielokontekstowa analiza kresu estetyki, nieprowadząca do zrozumienia jej najnowszych fenomenów i, co oczywiste, skrajnie pesymistyczna), Bieńczyk w „powrocie melancholii” widzi szansę dla współczesności, która może się przejrzeć w melancholicznym krzywym zwierciadle. Dla Zeidler-Janiszewskiej melancholia by- łaby więc rodzajem myślenia może niezbyt konstruktywnego, ale na pewno koniecznego do uwzględnienia w diagnozowaniu przy- szłości kultury, dla Bieńczyka – stanowczo czymś więcej: formą jej samoświadomości, a może nawet przejawem kompensacji współ- czesnej kultury, która to, co wyparte z jej obiegu podstawowego (z oczywistym dla niego kontekstem konsumpcji), wprowadza – dla równowagi – w nurcie mniej oficjalnym, poza-medialnym. po to, by zastanawiać się nad fenomenem współczesnej (pono- woczesnej) melancholii, trzeba najpierw zdać sobie sprawę z pew- nej ewolucyjności tej kategorii. Od interpretacji czysto psycholo- gicznej (a więc od pierwszych jej interpretatorów: Hipokratesa i Arystotelesa, a następnie Burtona i, rzecz jasna, Freuda), która nie straciła na ważności (o czym mogą świadczyć na przykład prace Ju- lii Kristevej), przeszła ona drogę do interpretacji kulturologicznej, estetycznej i społecznej. Dzisiaj – jak w przypadku książki Anny Zeidler-Janiszewskiej – kategoria ta wspomaga często diagnozowa- nie kultury. Bywa wykorzystywana w analizach przewartościowań w obrębie kultury najnowszej, także jej przejścia od modernizmu do postmodernizmu. Co nie mniej ważne – i co wydaje się kon- sekwencją jej „imperialności” – z kategorii bliskiej jednoznaczno- ści (jako znamienia nieoszacowanej i nieodzyskiwalnej straty, która posiada określony zespół przejawów) wyewoluowała ona w poję- cie wieloznaczne, w odniesieniu do którego nie tylko trudno usta- lić obiekt straty, ale i trudno go jednoznacznie jako taki zwalo- ryzować. Dlatego właśnie melancholia nieźle przylega do labilnej sytuacji współczesnej kultury i również dlatego stała się ona kate- gorią filozoficzną.  takie rozumienie, za René Dervaux, sugeruje Mieczysław Dąbrowski. Zob. tegoż, Ponowoczesna melancholia. Modelowanie rozumienia, „Anthropos?” 2007, nr 8–9 (albo: http://www.anthropos.us.edu.pl/texty/dabrowski.htm). Wstęp  Dwudziestowieczne tradycje melancholii w poezji polskiej Co oczywiste, polska poetycka melancholia nie narodziła się wraz z przełomem 1989 roku. Jako że melancholia jest natural- ną dyspozycją podmiotu, a od czasu do czasu również, by tak rzec, dyspozycją kultury, polską listę poetów melancholików otwierały- by zapewne nazwiska średniowiecznych twórców spod znaku va- nitas. także w okresach, w których myślenie „ciemnymi kategoria- mi” nie dominuje, można wskazać autorów, którzy wyłamując się z konwencji obowiązujących w głównym nurcie literatury swojej epoki, ujawniali jej skrywane lęki. Już jednak od początku XX wie- ku melancholia jest trwałą „przypadłością” polskiej literatury (jak- kolwiek raz wyraźniejszą, raz mniej rzucającą się w oczy). przełom XIX i XX wieku, z jego dekadenckimi nastrojami, obfituje w po- etyki spod znaku melancholii (nie ma nawet sensu wskazywanie konkretnych nazwisk, tak wielu poetów należałoby wymienić). Nie mniej obficie, a stanowczo bardziej interesująco wygląda polska mapa poetyckiej melancholii w dwudziestoleciu międzywojennym. Bardziej interesująco z tego względu, że ciemne dykcje coraz bar- dziej się dywersyfikują i przybierają coraz bardziej skomplikowane formy. O niektórych z międzywojennych poetów w kontekście me- lancholii zresztą już pisano (przede wszystkim o Lechoniu, ale rów- nież o sebyle, Czechowiczu czy tuwimie)6. Ci zaś, którzy stanow- czo domagaliby się takich opracowań, bo są one niepełne, to na przykład Jarosław Iwaszkiewicz czy Kazimierz Wierzyński. Ich me- lancholie zresztą przełamują ramy epoki, w twórczości powojennej tym bardziej widoczne. powojenny Iwaszkiewicz jest (w wielkim skrócie) przede wszystkim poetą starości i śmierci, zaś Wierzyński – nieprzezwyciężalnej samotności. 6 Zob. J. Kisielowa, Retoryka i melancholia. O poezji Jana Lechonia, Katowi- ce 2001; J. piotrowiak, Ciemny nurt mojego życia... O wyobraźni poetyc- kiej Władysława Sebyły, Katowice 2008; p. Matywiecki, Twarz Tuwima, War- szawa 2007; Czytanie Czechowicza, red. p. próchniak, J. Kopciński, Lublin 2003.  Wstęp Liryka wojenna to kolejny obszar szczególnej melancholicz- nej aktywności. Co prawda, jedyną bohaterką książki z melancho- lią w tytule jest Zuzanna Ginczanka, ale o podobnych akcentach w twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, tadeusza Gajcego czy Jerzego Kamila Weintrauba10 również pisano (tyle że nieko- niecznie wydobywając tę kategorię na plan pierwszy). spośród melancholijnych poetów drugiej połowy XX wieku wymienić należy na pewno Halinę poświatowską, Ewę Lipską, Annę Świrszczyńską, w twórczości których kategoria ta wchodzi w skomplikowane relacje z cielesnością, seksualnością i śmiercią; Rafała Wojaczka, ze słabym podmiotem jego liryki, uwikłanym w taedyjne przestrzenie i chorobliwe relacje z matką; stanisława Czycza, poetę bliskiego „bolesnej mowy” depresji. Może nieco bardziej kontrowersyjni wydają się w tym kon- tekście Miron Białoszewski (z jego tłumioną myślą o przemijaniu,  Zob. A. Araszkiewicz, Wypowiadam wam moje życie. Melancholia Zuzanny  Zob. np. J. Święch, Wstęp, w: K.K. Baczyński, Wybór poezji, oprac. J. Święch, Ginczanki, Warszawa 2001. Wrocław 1989.  Zob. np. s. Bereś, Uwięziony w śmierci: o twórczości Tadeusza Gajcego, War- szawa 1992; B. Maj, Biały chłopiec. O poezji Tadeusza Gajcego, Kraków 1992. 10 Zob. M. piotrowiak, „Kto ten pejzaż zimą niewydarzoną zatruł?”. Tropy egzystencji w liryce Jerzego Kamila Weintrauba, Katowice 2009.  Na temat melancholii w poezji poświatowskiej zob. np. A. Frania, Halina Po- światowska. Eksperyment melancholiczny, w: tegoż, Poświatowska, Marjań- ska, Cichla-Czarniawska. Trzy szkice typu ziemia-ziemia-ziemia, Częstocho- wa 2006.  O kategoriach pokrewnych melancholii w odniesieniu do poezji Ewy Lipskiej pisali: A. Legeżyńska, Dom i poetycka bezdomność w poezji Ewy Lipskiej, w: tejże, Dom i poetycka bezdomność w liryce współczesnej, Warszawa 1996; G. Olszański, Śmierć udomowiona: szkice o wyobraźni poetyckiej Ewy Lip- skiej, Katowice 2006.  R. stawowy, „Gdzie jestem ja sama”. O poezji Anny Świrszczyńskiej, Kraków  O trudnych relacjach cielesności, emocjonalności i różnych języków tradycji w odniesieniu do tych i wielu innych poetek XX wieku (z uwzględnieniem wątków melancholicznych) pisała ostatnio Anna Legeżyńska. Zob. A. Lege- żyńska, Od kochanki do psalmistki. Sylwetki, tematy i konwencje liryki miło- snej, poznań 2009.  Stanisław Czycz mistrz cierpienia, zebrał i oprac. K. Lisowski, Kraków 1997. 2004. Wstęp  z pojawiającymi się w końcowej fazie twórczości wątkami choro- bowymi i śmiertelnymi), Zbigniew Herbert (i jego unieważnienie teraźniejszości na rzecz „wiecznej przeszłości”) czy stanisław Ba- rańczak16, których twórczość niebezpośrednio kojarzy się z ciem- nymi tonami melancholii, ale gdzie są one dosyć wyraźnie obecne, co odnotowała zresztą Anna Legeżyńska w Geście pożegnania. to zapewne tylko część polskiej dwudziestowiecznej melancho- lii, jej konkretne przejawy z całą pewnością warte są szczegółowe- go omówienia, na które nie ma, niestety, miejsca w tej książce. Etiologia współczesnej melancholii Zadajmy w końcu właściwe pytania: co dla najnowszej polskiej poezji stanowi obiekt straty i jaki obraz współczesnej melancholii ona oferuje? I odpowiedzmy najpierw pośrednio, za Zeidler-Jani- szewską: „po pierwsze, [obiektem straty jest tu] model kultury no- woczesnej, który odchodzi w przeszłość lub, ostrożniej mówiąc, znacząco zmienia zakres swego oddziaływania. W grę wchodzi też, po drugie, wyróżniony fragment tego modelu, który przyczynił się w pewien sposób do transformacji nowoczesnej kultury – sztuka dwudziestowiecznych awangard artystycznych”. Zajmijmy się odchodzącym w przeszłość modelem kultury20. A właściwie samą przeszłością. 16 Bohater melanchologicznego szkicu piotra Śliwińskiego. Zob. p. Śliwiński, Melancholik pod krawatem; tegoż, Świat na brudno. Szkice o poezji i krytyce, Warszawa 2007, s. 173–184.  Bohaterami jej książki są również Iwaszkiewicz, Różewicz i Lipska. Zob. A. Legeżyńska, Gest pożegnania. Szkice o poetyckiej świadomości elegijno- -ironicznej, poznań 1999.  Na melancholiczne opracowanie czekają też poeci drugiego planu, spośród których wyróżnia się na pewno Marian Ośniałowski, reprezentujący baude- laire’owsko-verlaine’owski model wyobraźni, zaprawiony językową ludowo- ścią i kolokwialnością.  A. Zeidler-Janiszewska, Między melancholią a żałobą..., s. 7–8. 20 Awangardowość jako obiekt straty wydaje się natomiast w polskiej poezji naj- nowszej co najmniej problematyczna. Najogólniej rzecz ujmując, nie jest ona 10 Wstęp przeszłość to w ponowoczesności, można powiedzieć, podwój- ny agent. ponowoczesność objawiła na niespotykaną dotąd skalę jej ambiwalencję. Jedni, na przykład Hermann Lübbe, mówią o mu- zealizacji nowoczesności. to „samouhistorycznienie” (według tego badacza przeszłość nigdy jeszcze w tak oczywisty sposób nie za- władnęła teraźniejszością, jak tego doświadczamy dzisiaj) jest zwią- zane ze stale zmniejszającym się dystansem pomiędzy tym, co stare, i co nowe, a co za tym idzie – z alienacją naszego coraz szybciej sta- rzejącego się doświadczenia. Inni, na przykład Frederic Jameson, zwracają uwagę na iluzoryczny charakter tych powrotów. Zdaniem amerykańskiego krytyka i socjologa, nostalgiczność postmoder- nizmu powodowana jest nieumiejętnością radzenia sobie zarów- no z teraźniejszością, jak z historią. A zatem to nie historia stała się obiektem naszych tęsknot, ale jej, można by rzec, symulakrycz- ne przetworzenie, konstrukt będący efektem działania stereotypów estetycznych i społecznych wmówień. to nie historia, ale tak poję- ty historyzm wywołuje zatem falę nostalgii. Nie tęsknimy – mówi Jameson – za przeszłością, ale za jej kulturowo, a dzisiaj: popkultu- rowo, przetworzonymi obrazami. Melancholii, jak się wydaje, odpowiada tylko pierwszy, terapeu- tyczny, sposób traktowania historii, a jednak należy chyba uznać, że drugi, deziluzyjny model to nieodmiennie rewers pierwszego. Świadoma tego będzie jednak dopiero melancholia ponowoczesna, która wie, że nie mamy dostępu do „prawdziwej” historii, a tylko do jej aktualnych konstruktów. stąd pesymistyczne – i melancho- postrzegana w kategoriach braku, ponieważ albo po prostu o awangardę po- eci się nie upominają (tak jest we wszystkich modernistycznych poetykach kontynuatorskich), albo problematyzują jej możliwość, kontynuując – na tyle, na ile to możliwe – jej projekt (jak w przypadku poetyki np. Andrzeja so- snowskiego). Kwestia ta wymagałaby oddzielnego omówienia.  Zob. H. Lübbe, Muzealizacja. O powiązaniu naszej teraźniejszości z przeszło- ścią, przeł. E. paczkowska-Łagowska, w: Estetyka w świecie. Wybór tekstów, t. 3, red. M. Gołaszewska, Kraków 1993, s. 7–29. Zob. na ten temat również: A. Zeidler-Janiszewska, Między melancholią a żałobą..., s. 54–56.  Zob. F. Jameson, Postmodernizm i społeczeństwo konsumpcyjne, w: Postmo- dernizm – antologia przekładów, wybór, oprac. i przedmowa R. Nycz, Kra- ków 1998, s. 190–213. Zob. również: A. Zeidler-Janiszewska, Między melan- cholią a żałobą..., s. 54–56.  Bodaj jako pierwszy na ten konstrukcyjny aspekt historii zwrócił uwagę Hay- Wstęp  lijne zarazem – ujęcie historii jako procesu bezcelowego, nieskoń- czonego w jego niespełnieniu. tak Bieńczyk postrzega melancho- lię romantyczną, tak też można ją rozumieć i dziś, kiedy historia przez własnych analityków została zaprzeczona jako obszar kształ- towania się i podtrzymywania sensu. Analizując fenomen melancholii romantycznej, Marek Bieńczyk widzi w niej, co prawda, via negativa, ale jako stan bezpośrednio poprzedzający odrodzenie i przemianę. Melancholia romantyczna byłaby więc właściwa dla pewnej kulturowej fazy przejściowej, zna- mionowałaby schyłek i zapowiadała początek. podobnie słaby me- lancholijny podmiot byłby podmiotem sprzed metamorfozy, pod- miotem zapowiadającym nowe, silniejsze jego wcielenie. Nietrudno rozszerzyć diagnozę Bieńczyka – i stwierdzić, że melancholia jako stan niemożności ustanowienia jakiejkolwiek immanencji, afirmacji, jako konieczność unieobecniania, bywa charakterystyczna dla każ- dej fazy przejściowej. Każdej przejściowości towarzyszy wszak nie- pewność podmiotu i rozchwianie, labilność kategorii uznawanych dotychczas za pewne i oczywiste. stąd melancholia modernistycz- nego przełomu, stąd melancholia wszystkich fin de siècle’ów. A za- tem i polskiej poezji lat dziewięćdziesiątych XX i pierwszych XXI wieku, która byłaby odpowiedzią nie tylko na chorobę historyzmu, utratę wiary w historię, ale zapewne również brak stabilności spo- łecznej, konieczność życia w stanie ryzyka (o którym Giddens mówi jako o konsekwencji nadwyżki życiowych możliwości, permanent- nej konieczności dokonywania wyborów), zmianę statusu i upa- dek autorytetu intelektualistów, którzy ustąpili miejsca ekspertom i tłumaczom, absolutyzowany konsumpcjonizm wreszcie, który den White w znanej książce Metahistory (1973), który proponuje, by na hi- storiografię patrzeć jak na dzieło literackie, historia bowiem jest nam dostęp- na wyłącznie poprzez język. Zob. H. White, Poetyka pisarstwa historycznego, przeł. E. Domańska, M. Wilczyński, A. Marciniak, M. Loba, red. E. Domań- ska, M. Wilczyński, Kraków 2000.  Zob. M. Bieńczyk, Oczy Dürera..., s. 20.  Konieczność tę zakłada „refleksyjny projekt tożsamości”, polegający na nar- racyjnych uzgodnieniach, nieodzownie związany z „separacją doświadcze- nia” i „kulturą ryzyka”. Zob. A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość, „Ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, przeł. A. szulżycka, Warsza- wa 2002.  Wstęp czyni nas wyłącznie kupcami na rynku kultury. Analizując tę sytu- ację, Zygmunt Bauman jeszcze jednej przyczyny wyobcowania czło- wieka współczesnego z teraźniejszości i relacji społecznych upatruje w jego uwikłaniu w sprzeczne strategie tożsamości – nowoczesności z jej chęcią panowania i dążeniem do racjonalnego ładu (gdzie toż- samość jest przedmiotem ścisłej konstrukcji) oraz ponowoczesności z jej ucieczką od trwałych, jednoznacznych projektów, zastąpionych dryfem tożsamościowych możliwości. sprywatyzowana jaźń, twier- dzi Bauman, jest obiektem rynkowych targów i eksperckich uzgod- nień tak jak wszystko inne. Jest to jaźń słaba jak żadna dotąd – jaźń w sytuacji społecznego i etycznego wyobcowania26. tak mniej więcej mogłaby wyglądać etiologia współczesnej me- lancholii jako fenomenu kulturowego i świadomościowego. Nie- koniecznie jednak daje się ona przełożyć na pojedyncze fenomeny literackie, im bardziej oryginalne, tym mniej sprowadzalne do tego rodzaju makrokategorii. Daje się ona jednak uzgodnić, jak sądzę, z całościowym obrazem poezji polskiej po 1989 roku. Literatura jako głos sprywatyzowany poezję ostatnich kilkunastu lat można bowiem traktować jako głos sprywatyzowany – niemal na podobieństwo sprywatyzowanej jaźni Baumana. sporo już pisano o marginalizacji literatury naj- nowszej, jej poczuciu nieprzydatności, sytuacji zawieszenia, skaza- niu na rynek przy jednoczesnym lekceważeniu z jego strony. po- wtarzanie tych smutnych diagnoz nie miałoby, rzecz jasna, sensu. Co jednak istotne, wpisują się one idealnie w melancholijny projekt poezji najnowszej (nie „literatury najnowszej”, bo tego samego nie dałoby się jednak powiedzieć o prozie). Na przykład tekst wprowa- dzający do Świata na brudno piotra Śliwińskiego można by czytać 26 Na temat prywatyzacji jaźni zob. Z. Bauman, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, przeł. J. Bauman, Warszawa 1995, s. 215–259.  Zob. p. Śliwiński, Świat na brudno. Szkice o poezji i krytyce, Warszawa 2007. Wstęp  – pewnie niezupełnie zgodnie z intencjami autora – jako manife- stację tego właśnie projektu. Wskazane przez Śliwińskiego elemen- ty składające się na stan nieprzydatności poezji najnowszej, będące równocześnie dowodem jej ścisłego przylegania do obszaru ustro- jowych, społecznych i kulturowych transformacji, to równocześnie dowód jej melancholizacji. Wymieńmy te czynniki: marginalizacja poezji w sytuacji urynkowienia, deheroizacja, do której przyczyni- ła się postmodernizacja, zmiana w zakresie roli pisarza, któremu nie przysługuje już bezwzględny autorytet i który za każdym razem musi szukać nowej legitymizacji, kłopoty z komunikacją – zarówno z odbiorcą, jak z unieważnioną, zobojętnioną tradycją – pojętą także jako system wewnątrzjęzykowego porozumienia, a wreszcie decen- tralizacja życia literackiego. Wszystkie one składają się na negocjacyj- ny status literatury, który tylko pozornie jej sprzyja – sytuacja perma- nentnego wyboru działa tu mniej więcej tak samo jak w odniesieniu do pojedynczego podmiotu – raczej obezwładnia, niż wyzwala. stwierdzenie, jakoby najnowsza poezja w całości pozwalała się zamknąć w przestrzeni marginalizacji, nie jest, rzecz jasna, prawdą – i Śliwiński tego bynajmniej nie sugeruje. Krytyk marginalizację trak- tuje jako tendencję, z której zarówno pewne nurty, jak określone poetyki skutecznie się wyłamują (chociażby w myśl zasady, że lite- ratura zawsze była, jak mówi Śliwiński, reakcją samoobronną świa- ta). Jednym z (najszerzej pojętych) sposobów przezwyciężania sła- bości literatury byłoby tematyzowanie tej niekomfortowej sytuacji, innym droga pod prąd unifikacyjnym tendencjom – ujawnianie przestrzeni, w których nie mają one zastosowania. Mimo że melancholizację literatury najnowszej można postrze- gać jako synonim jej problemów z autodefinicją wobec nowej sy- tuacji w kulturze, jest ona również z całą pewnością mechanizmem oporu wobec postępującego unieważniania, szansą krytycznej (tak jak chciał Bieńczyk) (auto)refleksji i schronienia równocześnie. In- nymi słowy, możemy w niej widzieć zarówno przejaw kryzysu, jak też próbę jego przełamania. W ten sposób – z podwójnej perspek-  Owa marginalizacja poezji i zmiana w zakresie ról pisarza zaszła w gruncie rzeczy wcześniej; to, co przeżywamy po 1989 roku, to tylko ostatnia (ale chy- ba jednak najbardziej spektakularna) jej faza. Na temat wcześniejszych faz zob. np. s. Chwin, s. Rosiek, Bez autorytetu, Gdańsk 1981.  Wstęp tywy – można bowiem spoglądać na melancholię w ogóle. Będąc kryzysem (świadomości, kultury czy nawet cywilizacji), i właśnie dlatego, że nim jest, ewokuje szansę zmiany. Z jednej strony, sy- nonim stagnacji, antypostępu – jak Benjaminowski Anioł Histo- rii, który odwrócony tyłem do przyszłości i tak musi oglądać jej ruiny – z drugiej, melancholia jawi się jako droga do reinterpreta- cji historii otwierająca na Nowe, zapowiedź metamorfozy. Aspekt wyzwalającej pozytywności posiada każda „twórcza” melancholia, a zatem melancholia „przetwarzana” w dzieło artystyczne. Ma ona wręcz działanie terapeutyczne, ponieważ piękno pozwala naszej jaźni wychodzić poza siebie, jest ex-stasis. Jak mówi (nawiązując do Przemijalności Freuda) Julia Kristeva, piękno przekracza dra- mat, tylko jego nie dosięga powszechność śmierci, na moment po- jawiania się „jest w stanie zastąpić wszystkie przemijające wartości psychiczne”. Na utratę działa sublimacyjnie, a „jedynie sublima- cja opiera się śmierci”30. Estetyka nostalgii i krytyka kultury Metaforyzacje i funkcjonalizacje melancholii mogą być zatem bardzo różne – od dobrze zadomowionych w tradycji sztuki smut- nych obrazów stagnacji (to pierwsza, pasywna reakcja na kryzys), poprzez całą skalę działań destrukcyjnych i autodestrukcyjnych, do pełnych szaleństwa porywów (jak wiadomo, melancholia rozumia- na jako choroba posiada taki właśnie cyklofreniczny przebieg – od depresji do manii). pamiętać wszakże trzeba, że podmiot depre- syjny zawsze jest podmiotem słabym, podmiotem w kryzysie, na- wet jeżeli kryzys ten ma przynieść zmianę – podmiot „po zmia- nie” to już podmiot niemelancholijny. Dlatego pewnie nie należy się dziwić, że ci polscy poeci współcześni, którzy najbardziej upo- minają się o minione – przede wszystkim o wartości – nie wydają  J. Kristeva, Czarne słońce. Depresja i melancholia, przeł. M.p. Markowski, R. Ryziński, wstęp M.p. Markowski, Kraków 2007, s. 102. 30 tamże, s. 103. Wstęp  się najbardziej melancholijni. przede wszystkim dlatego, że s t r a- t a (związana ze zmianą modelu kulturowego nieodwołującego się już do podstawowych wartości) nie jest w ich wierszach postrzega- na jako u t r a t a (ta ostatnia różni się od straty bezwzględnością i pewną nieokreślonością), a bywa, że w ogóle nie rozpatrują tych zmian w kontekście straty – ale na przykład wyzwania, misji czy próby. ponowoczesność, rozumiana jako stan kultury, w wierszach Wojciecha Wencla, Jarosława Klejnockiego, Krzysztofa Koehle- ra to pewien fantazmatyczny, nieprawdziwy jej obraz, który prę- dzej czy później zostanie zaprzeczony i poniechany. Historia wpi- sana w wielki sakralny projekt rozumienia dziejów nie mieści się w przestrzeni myślenia melancholicznego, podobnie jak nie mie- ści się w niej podmiot-strażnik wartości czy, tym bardziej, mentor i kaznodzieja. Utrata wartości, skoro nie dotknęła samego podmio- tu, nie stanowi dla niego straty, niezależnie od tego, jak bardzo bę- dzie on usiłował zrobić takie wrażenie. A nawet – im bardziej bę- dzie usiłował, tym mniej w jego usiłowaniu utraty. piotr Śliwiński stwierdza wręcz, że najbardziej aktywni klasycyści (jak Wojciech Wencel) w swoim poetycko-prozelickim projekcie dochodzą do granicy kampowej ironii. Melancholijnych projektów poetyckich należy zatem szukać gdzie indziej – przede wszystkim u autorów o szczególnej kon- stytucji psychicznej, od początku „ustawionych” na przeżywanie utraty, z tego miejsca (miejsca utraty) doznających rzeczywistości i języka, a przy tym – co dosyć istotne w samej „strukturze” me- lancholii – wrażliwych na żałobno-melancholijną więź łączącą ży- wych z umarłymi, jakkolwiek ta więź może być traktowana różnie i jej tekstowe reprezentacje mogą być w różnym stopniu podatne na interpretacje melancholiczne (czy może raczej: mogą świadczyć o różnych melancholiach). Maria Janion kazałaby w więzi żywych z umarłymi widzieć przede wszystkim szansę dla kultury. paradyg- mat romantyczny, co prawda, został zamknięty, ale z żałoby moż- na, sugeruje badaczka, czerpać siły życiotwórcze – również dzisiaj, a może tym bardziej dzisiaj. ta tzw. melancholia – a właściwie  Zob. tamże, s. 52.  Zob. M. Janion, Do Europy, tak, ale razem z naszymi umarłymi, Warszawa 2000. 16 Wstęp tylko jej zewnętrzne przejawy – miałaby „służyć” po prostu kon- taktowaniu nas z tradycją, budowaniu mocno nadwątlonych więzi. Oto pewne „melancholiczne minimum”, w które wpisywaliby się wszyscy traktujący kulturę i historię „konstruktywnie”, niechcący zaakceptować myśli o jej nieodwracalnym ponowoczesnym prze- wartościowaniu – w tym właśnie „poeci wartości”, ale w pewnym sensie również „bardziej skomplikowani” klasycyści, jak pojawia- jący się w tej książce Jarosław Marek Rymkiewicz, dla którego ta- kie rozumienie melancholii jest tylko punktem wyjścia. przy oka- zji rysuje się problem stosunku melancholii do tradycji (omawiany przeze mnie właśnie na „przypadku” Rymkiewicza). Jeśli trakto- wać ją (tradycję) po Eliotowsku – nigdy nie dojdzie do melancho- lizacji przestrzeni literackiej, ponieważ tradycja stanowi barierę ochronną, strefę wiecznego pocieszenia dla poetów tylko częścio- wo funkcjonujących w swojej współczesności, w tym samym stop- niu należących bowiem do przeszłości, wraz z którą tworzą „ład współistniejący”. podejście Eliota jest antypsychologiczne – nie co innego bowiem, tylko dopasowanie się do owej ponadosobniczej przestrzeni stanowi, według niego, o wartości poety: umiejętność wyrzekania się siebie na rzecz „współistniejącego ładu”. Jeśli na- tomiast pójść za Bloomem – konfrontacja z tradycją nieuchronnie prowadzi do konfliktu i melancholii, ponieważ zanim (jeśli w ogó- le) adept nie pokona w sobie wielkich prekursorów, dopóki ma w sobie lęk – jest melancholikiem (jak twierdzi Bloom, ów lęk – tak jak i „desperacka walka o pierwszeństwo” – daje właśnie efek- ty w postaci melancholii). W książce stanowczo bliższe jest mi to drugie, psychologizujące rozumienie tradycji. Kolejnym poziomem melancholicznego zaawansowania było- by traktowanie melancholii w kategoriach terapeutycznych. Wy-  Zob. t.s. Eliot, Tradycja i talent indywidualny, przeł. H. pręczkowska, w: Teoria badań literackich za granicą. Antologia, wybór, rozprawa wstępna, ko- mentarze s. skwarczyńska, t. II: Od przełomu antypozytywistycznego do roku 1945. Cz. 2: Od fenomenologii do egzystencjalizmu, estetyzm i new criticism, Kraków 1981, s. 400–403.  Zob. H. Bloom, Lęk przed wpływem. Teoria poezji, przeł. A. Bielik-Robson, M. szuster, Kraków 2002, s. 69–71. Melancholia jest, zdaniem Blooma, na- turalną „kondycja poetycką”, ponieważ każdy poeta zaczyna od nieuchronnie przegranej próby przeciwstawienia się śmierci. Zob. tamże, s. 54. Wstęp  glądałoby to mniej więcej w ten sposób: zafiksowanie na przeszło- ści wycofuje, co prawda, z historycznej ciągłości, wyjmuje z cza- su jako ruchu naprzód, czasu rozumianego jako postęp, a jednak zabsolutyzowana przeszłość wobec niepewności innych poręczeń może stanowić azyl, dawać poczucie oswojenia. to obraz melan- cholii właściwie bezkonfliktowej – terapii melancholią (jak mówi Kristeva, depresja i melancholia mogą być traktowane jako azyl, smutek może być ostatnią formą podmiotowego scalenia, bronią- cą przed rozpadem na kawałki). Najprościej dowieść tej terapeu- tycznej funkcji przeszłości w poezji senilnej (jako pewien „gatunek” opisanej przez Annę Legeżyńską36). Nawet ci poeci, którzy niewie- le mieli z melancholią wspólnego wcześniej, na starość wpisują się w tę przestrzeń jako domenę pewności właśnie – smutnego uspo- kojenia, zrezygnowanego wyciszenia. typowy dla jej poetyki (Freu- dowski) „krwotok powtórzeń” (litanie zmarłych osób i przeszłych wydarzeń) tyleż wyłącza ich z życia, ile oddaje trwaniu, każe my- śleć o własnej śmierci jako wpisanej w odgórny porządek. Znacznie ciekawsze efekty daje melancholia wtedy, gdy jest traktowana nie tyle terapeutycznie (jakkolwiek wiadomo z lek- cji psychoanalizy, że każda artystycznie „opracowywana” melan- cholia nieuchronnie jakimś efektem pocieszenia skutkuje), ile jako wyraz niezgody na zastaną sytuację, jednym słowem – jako forma krytyki kultury. tak przejawiała się na przykład melancholia Bau- delaire’a, czułego na cywilizacyjne zagrożenia, przerażonego de- humanizacją nowoczesności, tak też przejawia się ona w poezji ta- deusza Różewicza (u którego obok tej „kontrkulturowej” ujawnia się również jej forma bardziej „uspokojona”, typowa, senilna wła- śnie). Jedna i druga melancholia – „terapeutyczna” i „kontrkul- turowa” – to formy melancholii modernistycznej, której podmiot jest nośnikiem pamięci stanu sprzed kulturowej traumy, wyznaw- cą idei ładu. Reprezentatywnym jej wcieleniem wydaje mi się wła- śnie twórczość Różewicza, niestrudzonego głosiciela upadku, który mówi z jego (upadku) wnętrza. Nie jako mentor (co często zdarza się neoklasykom), ale jako pokonany przez tę kulturę (bo skaza-  Zob. J. Kristeva, Czarne słońce..., s. 23–24. 36 Zob. A. Legeżyńska, Gest pożegnania. Szkice o poetyckiej świadomości elegij- no-ironicznej...  Wstęp ny na nią) prześmiewca. Zanurzony w historii, która nie wyzwala. Melancholikiem jest Różewicz zarówno wtedy, kiedy za Adornem stwierdza, że nie ma powrotu do poezji sprzed Oświęcimia, do hi- storii sprzed traumy (a więc Różewicz z Niepokoju i Czerwonej rę- kawiczki), jak wtedy, kiedy złości się na sprostytuowanie kultury, parodiując jej bylejakość zarówno w niskich (poppublicystyczno- poppolitycznych), jak tzw. wysokich (popfilozoficznych) dykcjach. sytuując je, rzecz jasna, w bezpośrednim sąsiedztwie. ten późny Ró- żewicz (powiedzmy, od tomu Zawsze fragment) wydaje się nawet pełniejszym melancholikiem niż wczesny, mimo – to tylko pozorna sprzeczność – wyraźnej energetyczności, wojowniczej zjadliwości jego podmiotu. przyzwyczailiśmy się do wizerunku słabego pod- miotu melancholijnego, ale słabość to kategoria względna. U póź- nego Różewicza to przede wszystkim bezradność – im większa, tym bardziej „przebrana” w sztafaż parodyjnej siły. Rzecz jasna, pozor- nej, bo uzależnionej od własnego negatywnego obiektu (bynajmniej nie jako obiektu utraty). Różewicz jest idealnie „schizofrenicznym” melancholikiem. Z jednej strony po Jamesonowsku, a nawet Bau- drillardowsku, widzi historię i kulturę w ich wersji symulakrycznej i „pop”, z drugiej – przynajmniej do Płaskorzeźby, a może nawet do nożyka profesora – przechowuje, wbrew logice ponowoczesno- ści, jakiś fantazmat, mit pierwotnych harmonijnych związków języ- ka i świata i stanu sprzed traumy – stanowiących, jak należy chyba sądzić, podstawę do upominania się o ład i całość. Śmierć i metafizyka Najwięcej obrazów melancholii przynosi twórczość poetów, dla których jednym z dominujących tematów bywa śmierć. Ich poety- ki również w znakomitej większości sytuują się po stronie moder- nizmu. Ubywanie świata, podmiotu i tekstu traktowane jest tu właśnie w kategoriach utraty, braku, który woła o dopełnienie, powrót – mimo wiedzy „ja” o nieodwracalności procesu unieobecniania. po- etów tanatologów jest w naszej najnowszej literaturze zadziwiają- Wstęp  co dużo, opanowanych przez nich rejestrów prawie tyle samo – od sarkastycznej poetyki Zbigniewa Macheja czy Marka Baczewskie- go, poprzez ironiczne, ale w zupełnie inny sposób niż u wcześniej wymienionych, ciemniejsze i stanowczo bardziej somatyczne wcie- lenie tanatologii Eugeniusza tkaczyszyna-Dyckiego, dziecięco-na- iwne obrazy Dariusza suski, liryczno-gnostyckie klimaty tomasza Różyckiego, po śmierć „udekorowaną” w wierszach Jacka Dehne- la. A wymieniać można by jeszcze dalej: wczesną poezję Krzysztofa siwczyka, twórczość Bartka Majzla, Romana Honeta, Marcina siw- ka – gdzie śmierć i melancholia zajmują całkiem sporo miejsca – czy twórczość Marzanny Bogumiły Kielar, Anny piwkowskiej, Jolan- ty stefko, Julii Fiedorczuk, Katarzyny Ewy Zdanowicz lub jeszcze młodszych: Joanny Wojdowicz, Marty Grundwald, Julii szycho- wiak, Justyny Bargielskiej i Joanny Lech, w wierszach których, na wiele sposobów, śmierć wchodzi w związki z cielesnością, kobieco- ścią i tekstowością. Wymieniając „tanatologów”, trzeba by również wspomnieć o poetach starszych pokoleń, którzy są „śmiertelnie” obecni również po 1989 roku, jak Jarosław Marek Rymkiewicz czy Ryszard Krynicki. Jako że wymienieni poeci reprezentują zarówno różne pokole- nia, różny światopogląd, jak i różne poetyki, nie sposób przekonu- jąco uspójnić wyłaniającego się stąd obrazu melancholii bez nara- żania się na niedopuszczalne uproszczenia. Zaryzykuję więc tylko jedno tego rodzaju uspójnienie – w zasadniczej większości przypad- ków (z wyjątkiem tych skrajnie ironicznych i tych, które wikłają melancholię w tematyzowane przygody języka) będą to melancho- lie rozumiane egzystencjalnie, „pamiętające” tradycyjne sposoby jej konceptualizowania i obrazowania, dla których podstawowym punktem odniesienia jest jednostkowe, przeżywające utratę „ja”. Wydaje się to zupełnie naturalne, ponieważ utrata jest pojęciem o konsekwencjach przede wszystkim psychologicznych, idealnie przylegającym do myślenia modernistycznego, do kategorii pono- woczesności stanowczo trudniej aplikowalnym. 20 Wstęp Melancholia ponowoczesna Już jednak w obszarze tych zasadniczo modernistycznych po- etyk melancholia szuka dla siebie nowej formuły – za każdym razem chodzi przecież o zreferowanie „melancholii ponowoczesnej” – doświadczanej w ponowoczesności – o której etiologii i sympto- mach mówiłam wcześniej. stwierdzenie Bieńczyka, że ponowo- czesność i melancholia to kategorie przeciwstawne, nie wydaje się słuszną diagnozą chociażby z tego względu, że przeczy ona logice zdroworozsądkowego myślenia – skoro przeżywamy dzisiaj stany melancholijne, a temu bynajmniej Bieńczyk nie zaprzecza (wręcz przeciwnie), i żyjemy w ponowoczesności (jakkolwiek skompli- kowane i trudne do „sformatowania” to pojęcie), to melancholia ponowoczesna istnieje i ma się dobrze. Bieńczykowi chodzi, rzecz jasna, nie o zaprzeczenie istnieniu dzisiejszej melancholii, ale o po- kazanie zasadniczo niemelancholicznej orientacji ponowoczesno- ści. Bo gdyby sięgnąć do „klasyków” postmodernizmu, u źródła szukając definicji tegoż, powinniśmy się upewnić, że pojęcie stra- ty – w najlepszym razie – zastąpione zostało kategorią gry, że post- modernizm to czas raczej z siebie zadowolony niż cokolwiek opła- kujący. Bezdyskusyjne przyjęcie tych rozstrzygnięć to jednak zgoda na fundamentalizm, na zadekretowanie radości i braku zobowiązań jako postawy obowiązującej, a jak wiadomo – życie bywa bogatsze niż najsprawniejsze nawet diagnozy jego analityków. porównując zniekształcone twarze pojawiające się na obrazach Francisa Bacona z przetworzoną wideoklipowo twarzą Alanis Mo- rissette, Bieńczyk wskazuje na inność wyrażanych przez nie pustek.  Decydując się na termin „melancholia modernistyczna”, w odniesieniu do jej następnej fazy powinnam właściwie zastosować określenie „melancholia post- modernistyczna”. Ale jako że chodzi mi o rozumienie ewokujące konteksty filozoficzne, socjologiczne i estetyczne, wydaje mi się, że lepszym terminem będzie tu właśnie „melancholia ponowoczesna” (ponieważ przede wszystkim termin „ponowoczesność” obrósł w tego rodzaju konteksty). Oczywiście, je- śli traktować postmodernizm bardzo szeroko – podobnie jak szeroko bywa rozumiany modernizm, w jego uwikłaniach estetyczno-światopoglądowych, terminy „melancholia ponowoczesna” i „melancholia postmodernistyczna” mogłyby być traktowane równorzędnie. Wstęp  Wykrzywione twarze Bacona skrywają ślady (minimalnej) obecno- ści, „ja” jest tu podmiotem utraty, wideoklip natomiast czyni twarz (a tym samym „ja”) czystą powierzchnią, nieodsyłającą do nicze- go, nawet do pustki, jest znakiem bez znaczeń. Estetyka post- modernizmu, zdaniem Bieńczyka, wiązałaby się zatem z retory- ką niezróżnicowania, ograniczającą się do prostych znaków życia: „jestem, czym jestem”, estetyka melancholii zachowywałaby nato- miast status zasady egzystencjalnej, jej retoryka tylko pozornie by- łaby mową powierzchni, tak naprawdę służyłaby za zasłonę tego, co ukryte – larvatus prodeo („idę zamaskowany”). Może jednak rację mają współcześni filozofowie (jak Derrida) uznający, że an- tynomia powierzchni i głębi w ponowoczesności nie obowiązuje. A co za tym idzie, zasadę „jestem, czym jestem” można by uznać w takim samym stopniu za powierzchniową (powierzchowną?), jak głęboką. Jakąś intuicję tego stanu rzeczy zawiera przeprowadzona przez Bieńczyka analiza porównawcza „myśli nieokreślonej” pou- leta z Derridiańskim „rozsiewaniem”. Mimo wielu dzielących te sposoby myślenia różnic da się je bowiem sprowadzić do jakiegoś przedwstępnego, założycielskiego braku – już nieważne, czy jako tęsknoty, czy jako jedynej „prawdy tekstu”. Melancholia byłaby za- tem również Derridiańską „afirmacją braku-źródła”, która w sytu- acji, kiedy coraz częściej mówi się o fikcjonalizacji doświadczenia, idealnie wręcz doświadczenie to referuje. Za Benjaminem40 można by zatem powiedzieć, że melancholia – jak dawniej, tak i dzisiaj – okazuje się istotą kondycji ludzkiej,  M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty..., s. 27–28.  Zob. M. Bieńczyk, Oczy Dürera..., s. 14. 40 tego rodzaju sugestie zdarzały się i wcześniej. Już w pismach pitagorejczy- ków pojawiła się teoria quattuor humores, mówiąca o naturalnych dyspozy- cjach ludzi o określonych kompleksjach ciała; długo jednak melancholii przy- pisywano rysy patologiczne. Na wyjątkowość duchową człowieka, u którego dominuje czarna żółć, jako pierwsi chyba uwagę zwrócili perypatetycy. pla- ton i Arystoteles widzą już w melancholiku geniusza. Myśl o związku melan- cholii, śmierci i samoświadomości pojawia się po raz pierwszy, jak twierdzą autorzy Saturna i melancholii, w XV wieku. Zob. R. Klibansky, E. panofsky, F. saxl, Saturn i melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki, przeł. A. Kryczyńska, Kraków 2009.  Zob. na ten temat np. p. Dybel, Melancholie społeczne – melancholia jednost- ki. Uwagi o książce Wolfa Lepeniesa „Melancholie und Gesellschaft”, w: Su-  Wstęp a także modelem wyrażania sensu (i wyrażania się sensu) w „świe- cie obiektywnym”. Co prawda, dzisiaj brak już nie boli (przynaj- mniej jako niebolesny objawia się w dyskursie), bo zakłada się jego prymarność i konieczność, ale nie przestał on być przedmiotem do- ciekań i analiz – szczególnie spektakularnych w Lacanowsko-Žiž- kowskiej koncepcji języka opartego na założycielskim braku. Z drugiej strony, wielu badaczy ponowoczesności w swoich analizach nie uwzględnia braku, a nawet, jak Baudrillard, sugeruje, że nie ma na niego dzisiaj miejsca. Jeszcze niedawno zajmujący się „estetyką posthistorii” Dietmar Kamper mówił w tonie krytyki: panuje jawny przymus powtarzania [...], chodzi o egzystencjalizm z drugiej ręki; dla ekspozycji doszczętnie plądrowane są archiwa; na- wet z najstarszych kości powinno się wydobyć jeszcze iskry życia; roz- poczęła się wzniosła sztuka cytowania, jednak nie, jak dotychczas, dla upamiętnienia zmarłych, lecz dla fantazji żyjących; metamorfozy dają się uchwycić tylko jako metastazy; przeżycia jako momenty namiastek doświadczenia są często tak rozcieńczone, że pytanie o substancję pod- miotowości nie może się pojawić. synonimem „poorgiastycznego” przesytu byłaby właśnie „wznio- sła sztuka cytowania” – wypełniająca „przestrzeń po braku”. Ale cytat, jak wiadomo, od początku stanowi modus vivendi melan- cholika. Jako taki prezentuje on swoją melancholiczną dyspozycję już w dziele Burtona. sposób istnienia współczesnego melancholi- ka nie różni się zatem bardzo od jego wczesnego, jeszcze przedno- woczesnego wcielenia, co nie znaczy, oczywiście, że nie różni ich sposób przeżywania melancholii. Zrealizowana poetycko melancholia ponowoczesna to na przy- kład dzieło Andrzeja sosnowskiego – jak mniema wielu, najciekaw- szego przedstawiciela polskiej poezji postmodernistycznej. W jego silnie zerotyzowanym, tonącym w nadmiarze, a zarazem spotencja- lizowanym dyskursie – operującym resztkami cielesności, „mgławi- mienie. Wina. Melancholia. Materiały polsko-niemieckiego seminarium, red. p. Dybel, Warszawa 1999, s. 138–149.  D. Kamper, Inszenierte Ereignisse. Kultur als Theater der Erinnerung, „Ästhe- tik und Kommunikation” 1987, nr 78; cyt. za: A. Zeidler-Janiszewska, Mię- dzy melancholią a żałobą..., s. 58. Wstęp  cową” składnią, uciekającą perspektywą narracyjną – wszystko po- jawia się, jak mówi paul Virilio, na mocy swego znikania. Erotyczne przebiegi tego języka nie znają kulminacji, wolą po- tencjalność, wieczne flow. tu brak tkwi właśnie u początku mowy i tekstu, a wszystko, co – klasycznie myśląc – miałoby go wypełnić, wydaje się tak samo niekonieczne. Ostatnie tomy sosnowskiego (Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi i Po tęczy) to niemal festiwal znikania, „melancholia znikania”, tekstowa „apokalipsa teraz” – tu wszystko może się zdarzyć, a równocześnie nie zdarza się Nic. ponowoczesny język melancholii, wykorzystujący jej klasycz- ny dyskurs i unieważniający, unieobecniający go równocześnie (chociażby dlatego, że ukonstytuowany przez zanik i „cały na po- wierzchni”), wydaje się mimo wszystko językiem przynależnym tej kategorii, wypowiadającym melancholię współczesną. Świadomym przedustawnego braku i nieszukającym pocieszeń w świecie poza- językowym. Chociaż utrata jest tu kategorią sprowadzalną do re- lacji wewnątrzjęzykowych, pozbawioną twardego psychologiczne- go rdzenia, jej śladem nadal pozostaje brak oczekujący uzupełnień, brak jako „miejsce do wypełnienia” – już nie przez „wewnętrzny krwotok”, ale jakikolwiek ciąg znaczących, a może jeszcze prościej: jako potrzeba (niekoniecznie zakotwiczonego w sensie) mówienia. Melancholia od początku podważała metafizykę obecności – wy- przedzając w tym deziluzyjne nurty dwudziestowiecznej filozofii – dopiero teraz jednak, wchodząc w alians z tymi nurtami, daje szan- sę na ostateczne jej podważenie. *** Niniejsza książka jest próbą zaprezentowania różnych melan- cholii i różnych sposobów jej językowego referowania. Do szcze- gółowych analiz wybrałam utwory poetów, którzy wydali mi się najbardziej reprezentatywni, najbardziej charakterystyczni dla pewnych melancholicznych ustrukturowań, jakkolwiek zdaję sobie sprawę, że dla wielu innych – mimo ewidentnych wskazań – zabra- kło tu miejsca. Jako cezurę czasową wybrałam rok 1989 (jednak w przypadku starszych poetów, których twórczość znacznie wyprzedza tę grani- cę, często odsyłam również do wcześniejszych tekstów, próbując  Wstęp zarysować charakterystyczną dla nich „sytuację melancholiczną”), ponieważ interesuje mnie przede wszystkim „melancholia dzisiaj”, a więc w czasie kulturowych zmian, przechodzenia od nowocze- snego do ponowoczesnego modusu jej przeżywania. Większość spośród wybranych przeze mnie poetów, jak już po- wiedziałam, reprezentuje melancholie modernistyczne. Ich różne odmiany zajmują też zasadniczą część tej pracy. Melancholię mo- dernistyczną reprezentuje zatem twórczość tadeusza Różewicza, Jarosława Marka Rymkiewicza, Ryszarda Krynickiego, Eugeniu- sza tkaczyszyna-Dyckiego, Anny piwkowskiej, Marzanny Bogumi- ły Kielar, Dariusza suski, tomasza Różyckiego i Jolanty stefko. Ich ponowoczesną przeciwwagę stanowią tutaj tylko dwa nazwiska – Andrzeja sosnowskiego i Julii Fiedorczuk. Niektórych poetów (jak tomasza Różyckiego i Dariusza suskę oraz Annę piwkowską i Marzannę Bogumiłę Kielar) zestawiam w pary, postrzegając owe „przypadki” jako warianty pewnych wspólnych tym poetom od- mian melancholii. I MELANCHOLIA I KRytyKA KULtURy. tADEUsZ RóżEWICZ Melancholia nie wydaje się kategorią najlepiej – i w sposób oczywisty – opisującą to, co charakterystyczne dla poezji tadeusza Różewicza. A jednak sporo interpretacji, szczególnie tych, które powstały w ciągu ostatnich paru lat, „ociera się” o pojęcia pokrew- ne melancholii (niektóre z nich można by uznać za jej składowe). Dotyczy to zarówno konstatacji odnoszących się do konstrukcji tekstu, wykorzystującej luźne, jukstapozycyjne zestawienia tych samych, „niczyich” słów – konstrukcji izomorficznej wobec struk- tury entropijnego świata – jak poszczególnych motywów, spośród których na plan pierwszy wysuwają się te związane z brakiem po- wierzchniowości (braku głębi), odchodzenia (Boga/bogów, człowie- ka), nicestwienia, śmierci, pustki, rozpadu, nihilizmu, „obnażonej ta- jemnicy” czy traumy. Nietrudno zauważyć, że wszystkie one dają się sprowadzić do kategorii negatywności, do „bezgruntu”, nieobecno- ści – czy to ontologicznej, czy aksjologicznej. A jednak nie jest to – jak w melancholii podejmującej grę odzyskiwania braku w znakach – negatywność ostateczna, kategoryczna. Interpretatorzy Różewicza wydobywają ostatnio z jego dzieła transgresywność, niekonkluzyw- ność, nierozstrzygalność, niewyrażalność, które zresztą również dają się zaaplikować do myślenia melancholicznego (ważnym momentem jest tu na pewno książka Andrzeja skrendy). Expressis verbis intuicje dotyczące Różewiczowskiej melan- cholii wyrażane były bardzo rzadko – Miłosz w Prywatnych obo-  A. skrendo, Tadeusz Różewicz i granice literatury. Poetyka i etyka transgresji, Kraków 2002. 26 Melancholia i krytyka kultury. tadeusz Różewicz wiązkach mówi o „nihilistycznej melancholii” autora Niepokoju, Edward Balcerzan o „ironii nostalgicznej”, której wykładnikiem tekstowym byłyby „błądzenie, operowanie aporiami i antynomia- mi”, Anna Legeżyńska pisze o obsesji śmierci i problemie starości w poezji Różewicza, a piotr Śliwiński o nudzie (można rzec: me- lancholii bez metafizycznego uzasadnienia). problem melancho- lii pojawia się też (a raczej: przede wszystkim, ponieważ tu zostaje bezpośrednio nazwany) w tekście Dariusza szczukowskiego Tade- usza Różewicza język pragnienia, odwołującym się do psychoanali- tycznych teorii Jacques’a Lacana i Julii Kristevej6. Niezależnie od (rzadkich) „posądzeń” Różewiczowskiego pod- miotu o melancholię, w interpretacjach badaczy i krytyków często pojawiał (i pojawia) się motyw braku. Andrzej Falkiewicz jest au- torem stwierdzenia, że twórczość Różewicza „jest zorganizowana raczej poprzez to – i funkcjonuje dzięki temu – czego jej brakuje, aniżeli poprzez to, co w niej jest. [...] poczucie braku (braku war- tości, konwencyj, norm), wciąż manifestowane przez autora, jest czynnikiem porozumienia z odbiorcą”. Brakiem, według badaczy, dotknięta jest tu zarówno metafizyczna strona świata i referujące- go go dyskursu (pozbawionego – mówi Różewicz – tajemnicy), jak i samo przedstawienie, które nie potrafi wywikłać się z paradoksu akceptacji własnej klęski. tomasz Kunz nazywa autora Niepokoju „artystą uświadomionej straty”, co już zupełnie nieodległe jest od określenia go mianem melancholika.  Cz. Miłosz, Prywatne obowiązki, Kraków 2001, s. 238.  E. Balcerzan, Zawsze Różewicz, „Odra” 1999, nr 4, s. 44.  Zob. A. Legeżyńska, Tadeusz Różewicz o bylejakości, w: tejże, Gest poże- gnania. Szkice o poetyckiej świadomości elegijno-ironicznej, poznań 1999, s. 129–150.  Zob. p. Śliwiński, Nuda według Różewicza, w: Nuda w kulturze, red. p. Cza- pliński, p. Śliwiński, poznań 1999, s. 231–244. 6 D. szczukowski, Tadeusz Różewicza język pragnienia, w: Przekraczanie granic. O twórczości Tadeusza Różewicza, Kraków 2007, s. 250–264.  Zob. A. Falkiewicz, W imieniu anonima, w: tegoż, Fragmenty o polskiej lite- raturze, Warszawa 1982, s. 226–227.  „podtrzymującym swoją sztuką poczucie tragicznego rozdarcia między pa- mięcią o nieosiągalnej całości (sensie, prawdzie, centrum – wielkich me- taforach, służących porządkowaniu obrazu podmiotu i świata) a konsta- tacją nieuchronnej cząstkowości doświadczeń i tworzonych na ich pod- Melancholia i krytyka kultury. tadeusz Różewicz  Nie każdy brak musi być, rzecz jasna, pochodną melancholii – melancholiczny brak wiąże się ze stratą, która oderwała się od swo- jego obiektu i która na trwałe przywiązała się do podmiotu, stała się jego integralną częścią. Jak wiadomo, Freud traktuje melancho- lię jak chorobę (strata wewnątrz „ja”, której nie sposób się pozbyć, degeneruje podmiot, który narcystycznie identyfikuje się z obiek- tem) – w przeciwieństwie do „normalnej” żałoby, która godzi się z utratą. trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, że to melan- cholia bardziej dowartościowuje obiekt; jest mu wierna, nie do- puszcza do zapomnienia, zaś „naturalna” żałoba oznacza rezygna- cję z niego, zdradę, zapomnienie. przewartościowując koncepcję Freuda, slavoj Žižek mówi wręcz o konceptualnym i etycznym pry- macie melancholii nad żałobą10. poezja Różewicza, jak chyba żadna inna, wydaje się przywiązana do braku, zafiksowana na nim; wy- znaje nieustanną konieczność nazywania go, rozpamiętywania; to poezja nieszukająca żałobnego pocieszenia, wierna utracie i świa- doma jej ostateczności. Co utracone? Jak wspomniałam we wstępie, Anna Zeidler-Janiszewska, pi- sząc o współczesnych teoriach estetycznych, dzieli jej twórców na melancholików, czyli demaskatorów i oskarżycieli, oraz zwolenni- ków „pracy żałoby”, usiłujących interpretować rewolucję związa- ną z nowymi tendencjami w kulturze (przede wszystkim mediami) nie w kategoriach kryzysu kultury, ale szansy dla niej. tym samym stawie przedstawień”. t. Kunz, Strategie negatywne w poezji Tadeusza Różewicza. Od poetyki tekstu do poetyki lektury, Kraków 2005, s. 225.  Zgodnie z klasycznymi dziś ustaleniami Freuda, których, przynajmniej w tym zakresie, nikt nie podważa. Zob. Z. Freud, Żałoba i melancholia, w: K. pospi- szyl, Zygmunt Freud. Człowiek i dzieło, Wrocław–Warszawa–Kraków 1991, s. 295–308. 10 Zob. s. Žižek, Melancholia i akt etyczny, http://members.chello.pl/a.strzeb- ski/teksty/Zizek03.pdf  A. Zeidler-Janiszewska, Między melancholią a żałobą. Estetyka wobec prze- mian w kulturze współczesnej, Warszawa 1996.  Melancholia i krytyka kultury. tadeusz Różewicz objawia jeszcze jeden wymiar dwudziestowiecznej i ponowoczesnej melancholii – jej kondycję krytyczną. I właśnie ów aspekt krytycz- ny najlepiej, jak się wydaje, odwzorowuje melancholiczny charak- ter twórczości tadeusza Różewicza – tak otwarty i wszechstronny jest projekt zawartej w niej krytyki. tym zatem, co stanowi w jego poezji (tak jak w całej twórczości) pierwszy obiekt straty, jest – naj- ogólniej mówiąc – pewien model kultury jako domeny aksjologicz- nego ładu. On też jest chyba źródłem innych, może groźniejszych, ale genetycznie wtórnych obiektów i doznań utraty. Rzecz zna- mienna – szeroko omawiany przez postmodernistów kryzys kultu- ry (kryzys humanizmu, kryzys metafizyki czy po prostu nihilizm) rzadko jest przez nich postrzegany jako problem do przezwycię- żenia. Krytyczne przezwyciężenie nowoczesności byłoby krokiem całkowicie mieszczącym się wewnątrz nowoczesności, chodzi za- tem o „inną drogę”, nie o demaskowanie błędów, ale o dostrzeże- nie w nich szansy rozwoju, źródła radości i bogactwa. W twór- czości Różewicza nie z takim „pozytywnym kryzysem” mamy do czynienia, jego przyczyną jest tu utrata wartości, traktowana jako nieprzezwyciężalny, ale dopominający się o przezwyciężenie pro- blem, nie zaś jako szansa dla kultury czy jednostki. Większość badaczy byłaby pewnie skłonna uznać, że cezurą wy- znaczającą upadek kultury (i pierwszą traumą) jest w twórczości Różewicza druga wojna światowa. Jak pokazuje, zestawiając róż- ne wypowiedzi poety, Andrzej skrendo, teza ta nie jest aż tak oczy- wista. Autor Niepokoju mówi z jednej strony: „ja wojnę uważałem za katastrofę cywilizacji europejskiej równą biblijnemu potopowi – do dnia dzisiejszego ten kryzys, wbrew różnym opiniom, nie został przezwyciężony”, z drugiej – „cała gadanina tylko o tym, że ja by-  Vattimo proponuje tu zastosowanie Heideggerowskiego Verwindung – „zwi- nięcia”, które ma w sobie coś z przezwyciężania i przekraczania, ale bez ich dialektyki utrzymującej w mocy biegun przezwyciężanego, równocześnie oznaczać ma jednak „powrót do zdrowia” i „przekręcanie”, „pogłębianie się odchylenia”. Metafizyka byłaby więc chorobą pozostawiającą w nas trwałe ślady, a równocześnie miałaby dawać szansę wyzdrowienia. Zob. G. Vattimo, Nihilizm i postmodernizm w filozofii, w: Postmodernizm a filozofia. Wybór tekstów, red. s. Czerniak i A. szahaj, Warszawa 1999, s. 187, 192–193.  „Ufajcie obcemu przechodniowi”. Rozmowa z tadeuszem Różewiczem, G. Musiał, „potop” 1991, nr 1, s. 9. Melancholia i krytyka kultury. tadeusz Różewicz  łem pokoleniem wojennym i wykrywałem wojnę, jest fałszem do- konanym przez krytyków [...]”. poeta, przyznając, że wojna po- zostaje dla niego doświadczeniem granicznym, nie chce pozwolić zamknąć się w orbicie tego doświadczenia. trudno jednak zgodzić się ze skrendą, że Oświęcim jako ruina nadziei oświecenia rów- na się otwarciu świadomości postmodernistycznej w twórczości Różewicza. Równie dobrze można postawić tezę odwrotną: sy- gnatura Oświęcimia to otwarta rana na ciele świata, która została przez podmiot wierszy autora Niepokoju uwewnętrzniona, stając się przyczyną odnawiającego się braku. Jak wygląda Różewiczowski „świat po stracie”? to oczywiste – jest światem rozpraszającym się; światem, który utracił wszelkie punkty odniesienia, umierającym, gasnącym i bolesnym; światem, w którym roi się od błąkających się martwo-żywych bytów. W Je- siennym wierszu z Niepokoju, wierszu wprowadzającym do Róże- wiczowskiej melancholii, w nastrój nieprzezwyciężalnego smutku wpisane są ślady świata sprzed straty. pojawiają się one w tonie Villo- nowskich westchnień: „Ach gdzież są fale łagodne / pierścionki świa- tła / zaręczynowe”. Kontekst innych wierszy Niepokoju wskazuje na to, że nie znamionują one wyłącznie smutku przemijania, ale utratę czasu, który był czasem znaczącym; czasem, w którym umocowany był sens. Kochankowie epoki po katastrofie, jak wszystkie ofiary me- lancholii, „pogodzeni patrzą / na brzemienne nudne niebo”16. Kłopot w tym, że dla debiutującego Różewicza świat od samego początku jest światem po stracie i albo mu uwierzymy, że pamięć jego podmiotu przechowuje ślady dawnego, „pełnego” czasu, albo uznamy, że ów czas jest jedynie mityczną konstrukcją mającą pod- trzymywać – najwyraźniej istotne dla zachowania tożsamości – po- czucie utraty. W tym drugim przypadku podmiot Różewiczowski dokonywałby swego rodzaju zawłaszczenia: jako że nie można utra-  tamże. Zob. też A. skrendo, Tadeusz Różewicz i granice literatury..., s. 266.  Zob. tamże, s. 281. 16 Niebo w Jesiennym wierszu trudno jednak nazwać „nudnym”, zbyt wiele w nim się dzieje: jak można sądzić, to pozostałości po apokalipsie, zaprezen- towane nieco groteskowo: „już anioł stróż / w zamieci słomy i papierków / wymachuje ostrzegawczo / wystrzępioną kometą / z rozpuszczonym warko- czem deszczów”. „Nudne” w tym przypadku oznacza raczej „puste”. Nuda to pustka po nieobecnej transcendencji. 30 Melancholia i krytyka kultury. tadeusz Różewicz cić tego, czego się uprzednio nie posiadało, sugerując utratę, daje on do zrozumienia, że był w posiadaniu obiektu (w tym przypad- ku wartości, czasu pełnego, świata zanurzonego w metafizycznej tajemnicy), do którego – jak należy sądzić – dostęp jest na zawsze zamknięty. Žižek właśnie w tym zawłaszczeniu, zafałszowaniu – a nie po Freudowsku, w utracie sensu stricto – dostrzega istotę me- lancholii. Utrata podstawiona w miejsce „przedustawnego” braku w ujęciu Žižka jest znamieniem przywiązania nie tyle do obiektu, ile do samej utraty. Melancholia wydaje się tym samym kategorią szczególnie dobrze przylegającą i nieźle opisującą kondycję ludzką. By powołać się tym razem na Lacana – człowiekowi od początku, od wieku niemowlęcego, towarzyszy brak, niemożność zaspokoje- nia pragnienia. Mimo że pierwotna potrzeba (besoin) przeistacza się w dającą się wypowiedzieć prośbę (demande), zawsze pozostaje pewna luka, będąca efektem niezaspokojonego pragnienia (desir). A jako że zaspokojenie może mieć jedynie charakter symboliczny, brakiem dotknięty jest od początku również sam język – mając wy- pełnić pierwotną lukę (demande w miejsce besoin), język sam sta- je się jego (braku) nośnikiem, zaś „symboliczne” zaspokojenie oka- zuje się źródłem coraz to nowych pragnień. Obecność w języku jest już zawsze śladem tego, co pierwotnie zostało utracone. ta La- canowska „kondycja utraty” opiera się w znacznej mierze na in- tuicji Freuda. to autor Objaśniania marzeń sennych jako pierw- szy stwierdził, że człowiekowi od początku towarzyszy tęsknota za czymś „pierwotnie utraconym”, brakiem znajdującym sobie miej- sce w nieświadomości, zapoczątkowującym proces beznadziejne- go poszukiwania pierwotnej identyczności, po której pozostał już tylko stygmat zdarzenia mitycznego. Obydwaj psychoanalitycy –  Zob. s. Žižek, Melancholia i akt etyczny...  „symbol zatem ukazuje się najpierw jako unicestwienie rzeczy, a śmierć ta oznacza dla podmiotu uwiecznienie jego pragnienia”. J. Lacan, Funkcja i pole mówienia i mowy w psychoanalizie. Referat wygłoszony na kongresie rzym- skim 26–27 września 1953 w Instituto di psicologia della universita di Roma, przeł. B. Gorczyca, W. Grajewski, Warszawa 1996, s. 147. Na temat związku języka i pragnienia w psychoanalizie Lacana zob. też H. Lang, Język i nieświa- domość. Podstawy teorii psychoanalitycznej Jacques’a Lacana, przeł. p. pisz- czatowski, wstęp p. Dybel, Gdańsk 2005, s. 260–279.  Zob. Z. Freud, Psychologia zbiorowości a analiza ego, w: tegoż, Poza zasadą przyjemności, przeł. J. prokopiuk, Warszawa 1997. Melancholia i krytyka kultury. tadeusz Różewicz  zarówno Freud, jak Lacan – przeceniają, jeśli wierzyć diagnozie Ži- žka, sam (mityczny) obiekt utraty, który być może jest tylko hiposta- zą sytuującego się zawsze poza rozumieniem i wysłowieniem źródła pragnienia. Žižek okazuje się znacznie bardziej deziluzyjny – według niego nieobecny mityczny obiekt uobecnia się wyłącznie w pragnie- niu, bywa odzyskiwany jedynie w konstruowanej w języku utracie. „Wczesny” Różewicz celebruje gest utraty, ustanawia tym sa- mym, jak powiedziałby Žižek, jej obiekt. Autor Niepokoju nie- ustannie ponawia ten gest, „symuluje” żałobne rytuały, które – s
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: