Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00361 005929 14492217 na godz. na dobę w sumie
Mgła z czerni zła utkana. Część druga: Nel - ebook/pdf
Mgła z czerni zła utkana. Część druga: Nel - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 129
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-935504-1-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Radość i smutek.

Uczucia, które towarzyszą nam przez całe życie. Podświadomie dążymy do szczęścia, ale każde szczęście ma swoją cenę.

Jak dużo jest w stanie poświęcić Anioł, by posmakować przyjemnego uczucia spełnienia?

Czy Nel postawi na szali istotę swego istnienia?

Czy Gabriel zapanuje nad własnymi pragnieniami?

 

Przekonaj się, czy Anioły są idealne.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Projekt okładki: © Anapt cavaletto.pl Redakcja i korekta: Marta Banaś Copyright © 2013 by Joana Wing ISBN 978-83-935504-1-8 Wydanie I Joana Wing Mgła z czerni zła utkana Część 2 „Wąska ciemna uliczka. Pokonuję ją biegiem, dopadam do schodów i zdyszana zamieram na ich szczycie. Nadzieja na odnalezienie właściwej drogi, pęka niczym bańka mydlana. To co z początku wzięłam za ponure przedmieścia moich myśli, okazało się labiryntem....” Nel Nel Ciepłe promienie słońca przemykały po mojej twarzy. Odczuwałam wszystko ze zdwojoną siłą, niecierpliwie czekając na niego. Czy już wie, gdzie mnie szukać? Może jeszcze nie dotarła do niego informacja o moim odrodzeniu? Szef do końca trzymał wszystko w wielkiej tajemnicy. To było konieczne, by on mógł się pogodzić ze światem. Obserwowałam jego postępy z krwawią- cym sercem. Tak bardzo chciałam dotknąć jego twarzy, przytulić się, zapomnieć... Długo cierpiał, żyjąc nadzieją, że w końcu mnie odnajdzie. Cierpiałam i ja, ukryta pod opieką Szefa. Nie mogłam nic zrobić, ale dzięki temu miałam czas na doskonalenie się w walce z demo- nami. Przypomniałam sobie chyba wszystko, co przepadło razem z moją pierwszą śmiercią. Nau- czyłam się wiele ciekawych rzeczy, które mogą zaskoczyć niejednego demona z Lucyferem włącznie. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Udoskonaliłam jednocześnie samokontrolę, dzięki czemu teraz potrafię panować nad sobą jeszcze lepiej. Nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. No, może prawie nic – gdzie on jest?! Otworzyłam oczy, gdy poczułam pierwsze krople deszczu na twarzy, a ujrzawszy swoje odbi- cie na powierzchni kolejnych, które spadały, oniemiałam. Zobaczyłam się po raz pierwszy, odkąd odzyskałam anielską powłokę. Nie chciałam robić tego wcześniej, by móc odkryć się na nowo, jego oczyma. Niestety deszcz pokrzyżował mi plany – uśmiechnęłam się mimowolnie. Potrafię blokować dostęp do swoich myśli, podobnie jak inne anioły. To przydatna umiejęt- ność. Jednak nadszedł czas, bym je uwolniła i tym samym przywołała Gabriela. Jeśli do tej pory nikt tego nie zrobił! – Doskonale, Nel. Gabriel usłyszał twój przekaz. Powoli dociera do niego, co się stało. Nie- długo będzie przy tobie. Powodzenia. – Dziękuję, Szefie... Uśmiechnęłam się ponownie, ten głos zawsze dodawał mi otuchy. Delikatny dreszcz podnie- cenia przeszył moje nowe stare ciało. Dziwne wrażenie, kiedy ciarki chodzą po skrzydłach. Uświadomiłam sobie istnienie każdego piórka z osobna, a trochę ich było. Rozejrzałam się dokoła. Zawsze uwielbiałam, gdy świeciło słońce i padał deszcz. Spojrzałam w oślepiającą gwiazdę i zdałam sobie sprawę, że mogę dostrzec każdy wybuch na jej powierzchni. Delikatna chmurka przysłoniła mi spektakl, a moim oczom ukazała się wspaniała tęcza. Ta feeria barw po prostu onieśmiela. Stojąc na szczycie Śnieżki, delektowałam się każdym oddechem. Tak dawno nie oddychałam, że teraz czułam się wręcz upojona tym doświadczeniem. Moje myśli były chaotyczne, trudno mi się było skupić, kiedy myślałam o mojej miłości. Wreszcie cichy świst powietrza zdradził nadejście długo oczekiwanego gościa. – Nel?! Usłyszałam za sobą głos ukochanego. Odwróciłam się w mgnieniu oka, lecz obraz, który zo- baczyłam, okazał się całkiem rozmyty. Dlaczego ja płaczę? Przecież tak długo na to czekałam, przerabiałam w głowie wiele scenariuszy, jednak w żadnym nie było łez. Ukryłam twarz w dło- niach, otarłszy pospiesznie dowód swej słabości. – Nel – Gabriel ponownie wypowiedział moje imię i zgarnął w swe objęcia. – Dziękuję! – krzyknął wyraźnie poruszony. Wtuliłam się w jego ramiona, byłam szczęśliwa. W końcu razem. – Kocham cię... tak bardzo za tobą tęskniłam – szepnęłam. Gabriel odsunął mnie nieco, by przyjrzeć mi się uważnie. – Nic ci nie jest! Jesteś taka piękna! I w jego oczach zatańczyły łzy radości. Pozwolił im na swobodne harce, nie wstydził się tego. Dlaczego więc ja czuję skrępowanie własnymi? – Za dużo od siebie wymagasz – uśmiechnął się i ponownie objął z całej siły. – Anioły nie są doskonałe. Musisz się z tym pogodzić, rogata duszo. – Żadna rogata! Nie widziałeś skrzydeł? – po tych słowach zaprezentowałam mu je w całej okazałości. – Faktycznie, piękne i mocne – przyznał – ale czy dorównasz mi szybkością? Zanim się spostrzegłam, wystrzelił w górę jak strzała. Natychmiast pomknęłam za nim, nie chcąc się z nim rozstawać nawet na ułamek sekundy. Dopadłam go dopiero w stratosferze, gdzie spokojnie mogliśmy obserwować błękitną plane- tę. – Jej błękit nie dorównuje błękitowi twoich oczu, Nel – szepnął, gdy usłyszał moje myśli. – Tak jak twoim – uśmiechnęłam się nieśmiało. Miałam nadzieję, że kiedy zostanę aniołem, nie będę się wahać ani wstydzić. – Powtórzę jeszcze raz: nie jesteśmy doskonali. Owszem, doskonalsi niż ludzie, ale daleko nam do doskonałości Szefa. I taką cię kocham. – Ale ja myślałam, że teraz będę idealna – żachnęłam się. Gabriel zbliżył się i zawisł bezpośrednio pode mną. Zajrzał mi w oczy i delikatnie pogłaskał po policzku. Nie nastręczało mu to żadnych trudności. Zresztą nic nie nastręczało nam trudno- ści. – Mało ci tego, co potrafisz? – zapytał z szelmowskim uśmiechem. – Czy naprawdę musisz być idealna? Zastanowiły mnie jego słowa. Miał rację. Mam szczęście, że jestem, kim jestem. Idealniej się nie da. – Grzeczna anielica – powiedział łagodnie. Co dziwniejsze, zapragnęłam, by mnie pocałował, i nie odczuwałam przy tym paniki, która towarzyszyłaby mi w ludzkim życiu. Chwyciłam go za skrzydło i delikatnie przyciągnęłam do siebie. W mig odczytał moje intencje i zgarnął ramieniem. Wolną ręką musnął moją szyję, potem szczękę, ucho, po czym zawahał się. Spojrzał mi głęboko w oczy i, upewniwszy się, że pragnę tego równie mocno jak on, zbliżył swoją twarz do mojej. Przymknęłam oczy. Poczułam, jak deli- katnie musnął moje wargi. Dreszcz ponownie przeszył mnie na wskroś. Odwzajemniłam każdy gest i każdy dotyk. Poczułam jego smak, a smakował jak czysta górska woda. Jak kropla deszczu podczas burzy. Zapachem przywodził mi na myśl góry i las. To dlatego będąc Leną, tak bardzo kochałam góry. Podświadomie przypominały mi jego bliskość i kojarzyły mi się z czymś cudow- nym i utraconym. Unosiliśmy się, całując bez opamiętania. Baliśmy się przestać, by nie stracić siebie ponownie. To surrealistyczne doznanie. Jeszcze nie tak dawno wyśmiałabym każdego, kto powiedziałby mi, że będę latać w stratosferze, całując anioła. A teraz... Moje myśli poszybowały za pocałunkami ukochanego. W końcu znalazłam w sobie odrobinę siły i przerwałam igraszki. Owszem, sprawiało mi to nieopisaną rozkosz, ale mamy przed sobą wieczność. I musimy pamiętać, że nie wolno nam po- sunąć się dalej. Na taki warunek przystałam, by być razem z Gabrielem. I jak mniemam, on rów- nież dał słowo. Gabriel spojrzał na mnie zaskoczony, ale szybko zreflektował się i pojął, że faktycznie mam rację. Jakie to wygodne, kiedy nawzajem znamy swoje myśli. – Jesteś pewna, że chcesz wracać na ziemię? – Tak, ale to już chyba wiesz – zauważyłam trafnie. – Trzeba wprowadzić małe utrudnienie – zaczął. – Ważne rzeczy będziemy przekazywać so- bie telepatycznie, ale całą resztę pozostawimy dla siebie. W przeciwnym razie grozi nam rutyna. A tak pozostanie element zaskoczenia czy niewiadomej, jak sobie życzysz... – Nie powiem, by w twoich słowach brakowało logiki. W sumie masz nawet rację – roze- śmiałam się moim nowym anielskim głosem. – Ja zawsze mam rację – uśmiechnął się. Przeszliśmy do pikowania, by na powrót znaleźć się na Śnieżce. Nie byłam przyzwyczajona do swego ciała i przez moment obawiałam się, że spłoniemy, wchodząc w atmosferę ziemi z tak ogromną prędkością. Widziałam, jak powietrze wokół nas tworzyło biały obłok, by po chwili zapłonąć, nie robiąc nam przy tym żadnej krzywdy. Ograniczało nam to widoczność, a mimo wszystko wiedzieliśmy doskonale, gdzie się znajdujemy. W końcu wylądowaliśmy na szczycie schroniska. Budynek wygląda, niczym trzy spodki, które przystanęły, jeden obok drugiego, na małe tankowanie przed dalszą trasą. Architekt miał fantazję. – Oj, miał – zaśmiał się Gabriel. – Ale dzięki temu mamy jedyne w swoim rodzaju schroni- sko. Uśmiechnęłam się i zeskoczyłam z budynku, ciągnąc go za sobą. – Piękne i niepowtarzalne – dodałam rozbawiona. – Pamiętasz, jak bardzo lubiliśmy tu przebywać? – Ja miałabym zapomnieć? Przecież nawet kiedy byłam człowiekiem, podświadomie ciągnęło mnie do tej góry. Za każdym razem, kiedy tu wchodziłam, byłam zmęczona, ale już po chwili nowe siły napełniały moje ciało. Tłumaczyłam to sobie hormonami wytwarzanymi przez orga- nizm pod wpływem wysiłku. Teraz jednak wiem, że prawda była inna... – Tak, zawsze byłem tuż obok ciebie, dodając ci nowych sił. Można by cię było nawet posą- dzić o doping – zamilkł na moment. – Starałem się być koło ciebie w każdej minucie twego ziemskiego życia. Chronić cię za wszelką cenę... – Nie wyrzucaj sobie, że się nie zdołałeś. Demony chciały mnie zlikwidować i to im się uda- ło. Lucek nie spodziewał się tylko, że wszystko mu wybaczę. Miał nadzieję, że zagarnie moją duszę, i tak bardzo się przeliczył. – Możesz dziękować tylko sobie. Pamiętaj, że to ty mu przebaczyłaś. Zresztą kiedy wymawia- łaś tamte słowa, kierowałaś je do wszystkich, którzy cię zranili. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałem... Jaka rozpacz ogarnęła mnie, kiedy zrozumiałem, że umierasz ponownie, że prawdopo- dobnie tracę cię bezpowrotnie... Byłem gotowy zrezygnować ze skrzydeł. To Rafaela przemówiła mi wtedy do rozumu. Kiedy wspomniał imię mojej przyjaciółki, tęsknota zawitała w moim sercu. – Chcesz, by tu przybyła? Zawahałam się przez chwilę. Jeszcze nie nacieszyłam się jego towarzystwem... – Gdzie jest teraz? – Opiekuje się ciocią Leny. – Moją ciocią?! – Już nie twoją, teraz jesteś Nel. Leną byłaś tylko przez chwilę. To był tylko epizod. – Ten epizod pozostawił trwałe piętno na mojej duszy. – Ale widzę, że radzisz sobie doskonale. Inaczej nasz powitalny pocałunek nie miałby miej- sca, prawda? Gabriel stał lekko niepewny mojej reakcji, bo tak jak wcześniej ustaliliśmy, nie udostępniłam mu wszystkich swoich myśli. – Dałam sobie radę, bo zrozumiałam, że wtedy zostało skrzywdzone moje ciało, a zraniona i upokorzona dusza doszła w końcu do siebie, po śmierci. Dlatego tak długo trwało, zanim po- nownie zostałam aniołem. Proces przebaczenia i następnie godzenia się z samą sobą był trudny... Gdy tylko myślałam, że już się ze wszystkim uporałam, nadchodziło załamanie. Podleciałam jeszcze bliżej do Gabriela i, skuliwszy swoje skrzydła, wtuliłam się w jego ra- miona. Objął mnie mocno i okrył własnymi skrzydłami. Stworzyliśmy tym samym swoisty ko- kon. Trwaliśmy tak dość długo, emanując przy tym pozytywną energią. Przechodzący turyści in- stynktownie przystawali, by nabrać sił z naszej mocy. Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że tkwimy w środku ludzkiej ciżby. Stali tak jeden koło drugiego, nieświadomi tego, co robili. Chło- nęli naszą energię. Wszyscy stali w milczeniu, uśmiechając się do siebie. Gabriel prychnął śmie- chem, gdy i do niego dotarło, co się dzieje. – Podświadomie czują naszą miłość – szepnął. – Dlaczego szepczesz? Przecież i tak nas nie słyszą. – Mylisz się, są tacy, co słyszą. Zobacz tam na lewo – wskazał ręką stojącą kilka metrów dalej kobietę. Stała, wpatrując się w nas. Uśmiechnęła się, kiedy spostrzegła, że i ja na nią zerknęłam. – Ona się do mnie uśmiecha?! – Uśmiechnij się, nic ci nie zrobi. – Wiem, że nic. Jednak zastanawiam się jakim cudem, przecież nie jest umierająca. – Niektórzy ludzie zachowują zdolność widzenia nas przez całe życie. Tylko ktoś o otwartym umyśle może nas dostrzec. I oczywiście małe dzieci. Ty też nas widziałaś, kiedy byłaś dzieckiem. – Nie tylko. Widziałam też później, jednak wmawiałam sobie, że to tylko moja wyobraźnia. Jedenastego września też widziałam anioła, tylko nie mogłam pojąć, dlaczego nie chciał mi po- móc. – Pamiętasz wszystko oprócz Akona? To on pozwolił, by stało się to, co się stało, i co gorsza, spiskował z Lucyferem. Mój najlepszy przyjaciel wbił mi nóż w plecy… – Gabriel wypowiedział te słowa z wielkim smutkiem. – Akon – teraz pamiętam – był moim przyjacielem... – On ciebie kochał, Nel. A to, czego się dopuścił, miało być karą za to, że pokochałaś mnie, a nie jego. Lucyfer zaś pragnął twojej śmierci za upokorzenie, jakiego doznał, kiedy wyraziłaś jasno, że nic do niego nie czujesz. Widzisz... walczyłem z wiatrakami, chcąc uchronić cię przed jednym i nie zdając sobie sprawy, że drugi odstawia krecią robotę. – To smutne. Tyle wycierpiałam przez chorą miłość... Mój wzrok podążył za kobietą, której przed chwilą przyglądałam się z zaciekawieniem. Szła teraz prosto w naszą stronę. Drgnęłam, usłyszawszy jej myśli. Gabriel stał się podejrzliwy. Delikatnie przesunął mnie za swoje skrzydła. W międzyczasie lu- dzie rozeszli się, każdy w swoim kierunku. Zostaliśmy w trójkę. Kobieta zbliżała się do nas po- woli. Słyszałam, jak cierpiała – wyraźnie czułam, że toczy ją nowotwór. – To dlatego nas widzi, Gabrielu, ona umiera! Chciałam wyjść jej naprzeciw i pomóc, jednak mój ukochany ponownie cofnął mnie ręką za siebie. – Nie wysuwaj się, coś tu nie gra – szepnął. – Co może nie grać? Ona potrzebuje naszej pomocy. Nie widzisz jak cie... Nie dokończyłam, bo nagle kobieta wykrzywiła twarz z bólu. Nie mogłam na to patrzeć, wy- rwałam się, by ulżyć jej w cierpieniu. Dopadłam do niej w ułamku sekundy, ale jej twarz z każdą chwilą wyglądała coraz gorzej i teraz przypominała bardziej pysk demona. Kiedy zrozumiałam, co się dzieje, było już za późno. Zostałam oszukana. Chora kobieta okazała się Lucyferem... Ga- briel momentalnie znalazł się obok mnie i odepchnął, stając na drodze Lucka. – Mówiłem, że się jeszcze spotkamy – wysyczał gniewnie przeciwnik. Rozpostarłam skrzydła, łapiąc równowagę, po czym zawisłam kilka metrów dalej. – Kiedy dasz sobie spokój? – usłyszałam zdenerwowanego Gabriela. – Nigdy. Przynajmniej do czasu, gdy wchłonę duszę Nel w swe szeregi lub ją wykończę. To wam pozostawiam wybór. – Nie myśl, że teraz jestem bezbronna. Potrafię walczyć! – krzyknęłam pewna siebie. – To dlaczego chowasz się za tym nietykalnym kogutem – Lucek wypowiedział te słowa z ta- ką pogardą w głosie, że miałam ochotę pokazać mu, gdzie raki zimują. – Nel, spokojnie, on chce nas sprowokować – Gabriel uspokoił mnie telepatycznie. – Tak, tak. Słuchaj się go. Dobrze ci radzi, maleńka! Stał teraz w lekkim rozkroku. Nie miał zamiaru atakować, po prostu czekał na mój krok. Wiedział doskonale, że gdy tylko Gabriel go muśnie, zginie. Pragnął walki ze mną. Dotarło do mnie, że jeśli nie chcę przypłacić tego życiem, muszę się opanować. Nie zniosłabym świadomo- ści, że Gabriel cierpiałby przeze mnie choćby przez minutę. Muszę być grzeczna. – Jeszcze nie widziałem, żeby dziwka została aniołem – zaczął z innej beczki, nadal mając nadzieję, że mnie sprowokuje. – Na nic twoje gadanie – odparłam bez gniewu. – Wycierpiałam swoje jako człowiek. Teraz jestem wolna od bólu, nienawiści i żalu. A ty nadal pędzisz życie gada – mówiłam spokojnie, peł- na empatii dla niego. – Widzę, że nic dzisiaj nie wskóram, a tak niewiele brakowało, bym poczęstował cię moim jadem. Pamiętaj, Gabrielu, to tylko kwestia czasu, kiedy ją dopadnę, a ciebie w pobliżu nie będzie – zaśmiał się, choć wcale mu do śmiechu nie było, po czym rozpłynął się w powietrzu, znikając bez śladu. Jeszcze chwilę zastanawiałam się, jak niewiele brakowało, abym ponownie przywitała się ze śmiercią. – Nawet o tym nie myśl – Gabriel natychmiast mnie zganił. – Przepraszam, to było głupie z mojej strony. Najwidoczniej nie jestem taka dobra, jak mi się wydawało. Ręce i skrzydła opadły mi bezradnie, spuściłam głowę. Wstyd mi było spojrzeć Gabrielowi w oczy. Ciekawe, czy zalałam się błękitem? Bo przecież nie rumieńcem. – Nel, co ja z tobą mam... – ukochany archanioł pokręcił głową i momentalnie znalazł się obok mnie. – Kiedy zobaczyłem, co jest grane, zawrzała we mnie krew. Nawet nie wiem, kiedy znalazłem się przy tobie. Widziałem, jak jego kolec jadowy musnął twoje skrzydło, zanim zdoła- łem cię odepchnąć. Nie udało mu się ciebie drasnąć, prawda? Trzymał mnie za ramiona i potrząsał. Panika jeszcze nie opuściła jego serca. – Nic mi nie jest – odpowiedziałam i obejrzałam się, by sprawdzić, czy moje skrzydło jest ca- łe. Dostrzegłam jednak czarną szramę biegnącą w poprzek piór. – Hm… faktycznie mnie mu- snął, zobacz. - Odwróciłam się, by i on zobaczył. Gabriel przyglądał się chwilę, po czym przesunął dłonią, jakby głaskał moje skrzydło. – Jest jak nowe – powiedział zadowolony z siebie. – Dziękuję, kochanie – odparłam, przytulając się do niego. – Czy on mnie dopadnie? – Zrobimy wszystko, by do tego nie dopuścić. Teraz, kiedy jesteś aniołem, możesz towarzy- szyć mi w każdej misji. Pamiętaj jednak, by trzymać się za mną. Ja cię ochronię. – Wiem, w końcu jesteś nietykalny – zauważyłam, że pozostało we mnie wiele człowieczych cech. Na pewno krnąbrność i chęć wykazania się. Jak mam się wykazać, kiedy jestem pod ochro- ną Gabriela? A zresztą wystarczy mi to, że jesteśmy razem, że mogę go wspierać... Do pioruna, ponownie jestem dla niego tylko podopieczną. Jak mam udowodnić, że potrafię walczyć? Już nie będę taka naiwna. Teraz dwa razy sprawdzę, zanim wpakuję się w kłopoty. – Nel, pamiętaj. Opanowanie to najważniejsza rzecz, bez niego nie możesz trzeźwo ocenić sytuacji. Głos Szefa postawił mnie do pionu.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mgła z czerni zła utkana. Część druga: Nel
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: