Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00194 004439 13086381 na godz. na dobę w sumie
Miesiąc w Grecji - ebook/pdf
Miesiąc w Grecji - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875925 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Podczas pobytu w Grecji Dominique poznaje atrakcyjnego greckiego biznesmena Andreasa. Ich romans wkrótce kończy się ślubem, jednak od początku nad tym małżeństwem wiszą ciemne chmury. Pewna kobieta kocha skrycie Andreasa i posunie się do każdej podłości, by odbić go Dominique. Jej intrygi przynoszą skutek, drogi świeżo poślubionych małżonków szybko się rozchodzą. Jednak żadne z nich nie chce podpisać papierów rozwodowych...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 6 0 1 2 R N , ISSN 1641-5736 Rebecca Winters 9 771641 573017 909 Miesiąc w Grecji 06-RO-1a.indd 1 06-RO-1a.indd 1 4/25/07 10:24:50 AM 4/25/07 10:24:50 AM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Rebecca Winters Miesiąc w Grecji Tłumaczyła Małgorzata Borkowska Drogie Czytelniczki! Witajcie na początku lata! Na pewno większość z Was już zaplanowała wakacyjne wyjazdy – oby były bardzo udane – i niecierpliwie odlicza dni do urlopu. Czerwcowe książki z serii ROMANS zabiorą Was w wiele ciekawych miejsc, dzięki nim odbędziecie podróż do Grecji, Australii i na pustynię. W tym miesiącu szczególnie polecam pierwszą część miniserii Biurowy romans, a także nową książkę Waszej ulubionej Rebecki Winters. A oto wszystkie czerwcowe tytuły: Miesiąc w Grecji – Rebecca Winters opisuje dzieje małżeństwa, które jest solą w oku pewnej pozbawionej skrupułu intrygantce. Mężczyzna doskonały – pierwsza część miniserii Biurowy romans. Kobieta zafascynowana mężczyzną, którego nie widziała na oczy, ma wreszcie okazję poznać swój ideał... Książę pustyni – burzliwy romans praktycznej Angielki z romantycznym szejkiem. Na ratunek miłości – dwoje życiowych rozbitków odzyskuje wiarę w ludzi i w lepsze jutro. Sprawa honoru, Ślubny kontrakt (DUO) – dwie opowieści o małżeństwach na niby, które okażą się równie trwałe jak te zawarte z wielkiej miłości... Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Rebecca Winters Miesiąc w Grecji Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Husband by Request Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Ewa Popławska, Władysław Ordęga © 2005 by Rebecca Winters © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5008-3 Indeks 360325 ROMANS – 909 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Mamo, jak wyglądam? – Dominique wyszła z łazienki ubrana w żółte bikini. Pełne miłości oczy matki wypełniły się łzami. – Niewiarygodnie pięknie. – Wiesz, o co pytam. – Nikt by się nie domyślił, że miałaś usuniętą pierś. – Andreas z pewnością zauważy różnicę. – Wyłącznie wtedy, gdy będziecie we własnej sypialni. Dominique spojrzała na matkę. – Jeśli kiedyś jeszcze dopuści mnie do siebie na tyle blisko. – Ożenił się z tobą po mastektomii, a od chwili, gdy go opuściłaś, wciąż odmawia zgody na rozwód. W ogóle nie widzę problemu. Dominique była odmiennego zdania. – Po tym, w jaki sposób odeszłam, wątpię, żeby chciał mnie przyjąć z otwartymi ramionami. – No cóż, przyznaję, tego bym się nie spodziewała. Lecz kiedy zrozumie, dlaczego tak się stało i przez co musiałaś przejść, obdarzy cię jeszcze większym uczuciem. – Mówisz jak każda matka. Boję się jednak, że samo zro- zumienie nie wystarczy. – Serce bolało ją z tęsknoty za mę-  Rebecca Winters żem. Od rozstania minął rok, ale dla niej ta separacja trwa- ła całą wieczność. – Na szczęście już jest po wszystkim. Doktor Canield zapewniła cię przecież, że jesteś całkiem zdrowa. Dominique przytaknęła z widoczną radością. – Tak czekałam na tę wiadomość! W szkole średniej ża- łowałam, że nie mam większego biustu, lecz okazało się, że dzięki małym piersiom jestem idealną kandydatką do ope- racji. Modlę się, żeby to była prawda, bo jeśli coś pójdzie źle i zrobi się jakiś wyciek albo implant zacznie się otorbiać, znów będą mnie kroić. – Kochanie… Sama słyszałam, jak doktor Canield mówiła, że takie komplikacje zdarzają się najwyżej u dziesięciu pro- cent pacjentek. Nie szukaj problemów, gdzie ich nie ma. – Masz rację. Powinnam się skoncentrować na tym, jak zorganizować spotkanie z Andreasem. – A czemu po prostu do niego nie zadzwonisz? – Wolę, żeby najpierw mnie zobaczył. Chcę go zasko- czyć, rozumiesz? Kiedy już wrócimy do Bośni, przeprowa- dzę małe śledztwo, ale tak, by się nie zorientował, że pró- buję się czegoś dowiedzieć. – W takim razie może zaczniesz się przebierać? Inaczej nie zdążymy na lotnisko. Dominique pospiesznie umknęła do łazienki. W żad- nym wypadku nie chciała spóźnić się na samolot. Trzęsącymi się rękami pakowała nowy kostium. Następ- nym razem, kiedy go włoży, będzie stała przed swoim mę- żem. Po jego oczach pozna, czy nadal jej pragnie. Wtedy będzie wiedziała, czy jest jakaś szansa dla ich małżeństwa. Miesiąc w Grecji  Dwanaście godzin później wchodziła do pokoju w kon- sulacie Stanów Zjednoczonych w Sarajewie, gdzie praco- wała dla swojego ojca. Nadszedł czas, żeby zrealizować po- wzięty plan. Podczas lotu z Nowego Jorku wymyśliła, że z automa- tu telefonicznego spróbuje zadzwonić do irmy Andrea- sa w Atenach. Postanowiła udawać sekretarkę bośniackie- go importera, który pragnie przedyskutować możliwości wspólnego interesu. W ten sposób się dowie, czy Andreas jest w mieście. Przejrzała korespondencję i już zamierzała wymknąć się na pobliską pocztę, gdy odezwał się dzwonek telefonu we- wnętrznego. – Tak, Walterze? – spytała, słysząc głos recepcjonisty. – Przyszedł Paul Christopoulos. Serce zaczęło jej walić jak młot. Najlepszy przyjaciel Andreasa, a zarazem jego asystent, był tutaj? Mogła się spodziewać różnych zbiegów okoliczności, lecz ten omal nie zbił jej z nóg. Opadła na krzesło i przez chwilę siedziała nieruchomo, czekając, aż minie oszołomienie. Mógł być tylko jeden powód wizyty Paula w konsulacie w Sarajewie. Prawdopodobnie Andreas chciał się z nią roz- wieść i wysłał przyjaciela, żeby omówił warunki ugody. Rok temu poprosiła Andreasa o rozwód, ale jedyną od- powiedzią, jaką dostała, były pieniądze, które przekazał na jej konto. Pieniądze, których nigdy nie tknęła. Milczeniem odpowiedział też na dwie kolejne prośby, które wystosował jej nowojorski adwokat. Miała już pew- ność, że Andreas nie zamierza pozwolić jej odejść. Dyspo-  Rebecca Winters nował majątkiem i władzą, które pozwalały mu na narzu- canie swoich reguł. W końcu zrozumiała, że przemawia przez niego zranio- na duma i zgodzi się na rozwód, dopiero gdy ochłonie. Po- jawienie się Paula oznaczało, że zbyt długo odwlekała za- sadniczą rozmowę z mężem. – Mam powiedzieć, że musi umówić się na spotkanie? Czy przyjmiesz go od razu? – ponaglił ją Walter. Jednak Dominique była myślami tysiące kilometrów stąd. Najwidoczniej Andreas ma jakąś kobietę i chce zacząć nowe życie. Zupełnie jak ona, tyle że ona pragnęła żyć u boku swojego męża… – Poproś, żeby wszedł, Walterze. I nie łącz mnie z nikim. Podniosła się z krzesła, żeby powitać Paula. Obaj przy- jaciele byli dobrze zbudowani i wysocy. Kruczowłosy An- dreas mierzył prawie metr dziewięćdziesiąt, rudy Paul był jeszcze wyższy. Lojalny, niezawodny Paul… Przyjaciel, któremu Andreas ufał jak własnemu bratu. Z satysfakcją spostrzegła, że z pew- nym opóźnieniem zareagował, gdy wyciągnęła na powitanie rękę. Od chwili, gdy widział ją po raz ostatni, w jej wyglądzie nastąpiła spora zmiana. Co więcej, rok temu stosunki między nimi były dość na- pięte, czemu zresztą zawiniła Dominique. Rozhisteryzowa- na z bólu, opuściła gmach sądu, zanim jeszcze rozpoczęła się sprawa przeciw Andreasowi. Paul towarzyszył jej na lotnisko, próbując wytłumaczyć, że nie powinna wyjeżdżać, zanim nie porozmawia z An- dreasem. Jednak była tak rozgorączkowana i pogrążona Miesiąc w Grecji  w smutku, że w ogóle nie słuchała jego argumentów. Na koniec oświadczyła, że chce zakończyć swoje czteromie- sięczne małżeństwo. Teraz miała wrażenie, że to wszystko działo się całe wieki temu. Oparła się o brzeg biurka i skrzyżowała ręce na piersi. – Miło cię znów zobaczyć, Paul. Siadaj. Chcesz się cze- goś napić? Nie usiadł jednak. – Nie, dziękuję, pani Stamatakis. Pani Stamatakis… Jaki oicjalny ton. – Od kiedy rok temu opuściłam Ateny, nikt się tak do mnie nie zwraca. – Po powrocie do rodziców zdjęła ob- rączkę i znów zaczęła używać panieńskiego nazwiska. – Zmieniłaś się – mruknął pod nosem. Innymi słowy, pomyślała, nie przypominam już tej nie- pewnej siebie młodej kobiety, która przed rokiem uciekła od Andreasa. Od czasu tej bolesnej decyzji nastąpiła w niej drastyczna przemiana. W umyśle i wyglądzie. To, że Paul pozwolił sobie na tak osobistą uwagę, dowodziło, jak wiel- ki przeżył szok. Uśmiechnęła się przekornie na myśl, że zapewne Andreas zareaguje podobnie, nawet jeżeli będzie chciał się z nią rozwieść. Na to jednak nie zamierzała pozwolić. W każdym razie jeszcze nie teraz. – A ty się w ogóle nie zmieniłeś. – Wciąż miał ten sam po- ważny wyraz twarzy i nosił te same okulary w ciemnej opra- wie. Między nim a jej trzydziestotrzyletnim mężem był tylko rok różnicy, ale Paul wydawał się znacznie starszy. 10 Rebecca Winters Nie odwzajemnił uśmiechu, ale przynajmniej mogła mieć satysfakcję, że jej wygląd i zachowanie mocno nim wstrząsnęły. Po raz pierwszy widziała, jak stracił zimną krew. Z pewnym wahaniem otworzył teczkę i wyciągnął z niej jakieś dokumenty. – Tutaj masz wszystko. – Podał jej papiery. – Moim zda- niem to bardzo wspaniałomyślna oferta. Wystarczy, że zło- żysz podpis i znów będziesz mogła być panną Dominique Ainsley. Bez zaglądania do środka włożyła papiery z powrotem do jego teczki. – Zanim cokolwiek podpiszę, chcę się zobaczyć z Andre- asem. Gdzie on jest? Paul spojrzał na nią z namysłem. – Na jachcie. No tak… Był wrzesień, najlepsza pora, żeby wypłynąć na „Cygnusie”. – Kiedy wraca? – To zależy od Olimpii – odparł po chwili. Czuła, że serce jej zamiera. Jak widać, Olimpia wciąż wie- le znaczyła w jego życiu. Jej imię wywołało bolesne wspo- mnienie. To przede wszystkim z jej powodu Dominique zdecydowała się opuścić Andreasa. Ciekawe, czy Paul zro- bił to specjalnie, żeby ją zranić? Cóż, osiągnął swój cel, a jednak nic nie odwiedzie jej od postanowienia, że musi zobaczyć się z mężem i walczyć o swojej małżeństwo. – Nawet mnie to nie dziwi. Oboje kochali Maris – cho- dziło o tragicznie zmarłą siostrę Andreasa – to bardzo ich Miesiąc w Grecji 11 do siebie zbliżyło. – Obeszła biurko. – Zakładam, że przy- leciałeś tu jego prywatnym samolotem? Sprawa była tak oczywista, że Paul nawet nie odpowie- dział. A może po prostu był zbyt zaskoczony faktem, że imię Olimpii nie wywołało reakcji, jakiej się spodziewał? Udając, że nie zauważyła jego milczenia, ciągnęła: – W takim razie wrócę do Grecji z tobą. – Andreas spodziewa się mnie jeszcze dzisiaj. – Nie ma sprawy. Dużo podróżuję służbowo, więc pasz- port mam stale przy sobie. – Lekarstwo również, dodała w myślach. Z szulady biurka wyciągnęła torebkę. Kątem oka do- strzegła, że Paul sięga po komórkę. – Na twoim miejscu nie robiłabym tego. Nadal jestem panią Stamatakis, jak sam przed chwilą zauważyłeś. Mój mąż twierdził, że będzie mnie zawsze kochał, więc chyba nie zamierzasz ingerować w nasze sprawy. Paul był bezgranicznie oddany Andreasowi, z którym przyjaźnił się od dziecka, jednak teraz stracił nieco pano- wanie nad sobą. Wciąż milczał, nie wiedząc, jak zareago- wać. Po raz pierwszy była świadkiem takiego fenomenu. – Paul, tym razem ja proszę o pomoc. I chyba mogę jej od ciebie oczekiwać? Jeszcze dziś chciałabym zobaczyć się z Andreasem. Możemy ruszać? Wyszli z pokoju. – Powiedz tacie, że wyjechałam do Grecji. W ciągu kilku dni będę znała swoje plany i wtedy się z nim skontaktuję – poinformowała Waltera, gdy mijali recepcję. Przyjrzał im się z zaciekawieniem. 12 Rebecca Winters – Oczywiście. Trzy godziny później helikopter, który czekał na nich w Atenach, zabrał ich na Kefalinię. Dominique z zachwytem patrzyła na bujną roślinność i złote plaże, które kiedyś zwiedzała z Andreasem. – Nie widzę „Cygnusa” – powiedziała, gdy śmigłowiec zni- żył lot nad Fiskardo, uroczym portowym miasteczkiem. – Andreas płynie teraz z Zakynthos. Spodziewa się mnie dopiero późnym popołudniem. Dominique rzuciła okiem na zegarek. Było wpół do trzeciej. – Świetnie. W takim razie możemy kilka godzin spędzić na zakupach. Skorzystam z tej hojnej oferty, jaką dla mnie przygotował. Wyjeżdżając z Sarajewa, nawet nie zatrzymała się w do- mu rodziców, żeby spakować rzeczy. Paul chodził z nią po sklepach ze stoicką miną, za którą, zdaniem Dominique, ukrywał niechęć do niej. Chyba ni- gdy nie pogodził się z myślą, że została żoną Andreasa. W przymierzalni jednego z butików zdjęła biurowy ko- stium i włożyła błyszczące bikini, a na ramiona narzuci- ła przewiewne plażowe wdzianko z białej koronki. Stopy wsunęła w sznurkowe sandałki, a z włosów wyciągnęła szylkretowy grzebień, który podtrzymywał fryzurę. Prze- czesała szczotką srebrnozłote pasma, pozwalając im opaść swobodnie na jedną stronę. Kiedy opuściła przymierzalnię, Paul otworzył usta ze zdumienia. Nie sposób było nie zauważyć, jaki jest zasko- czony. To już po raz drugi w ciągu jednego dnia, pomy- Miesiąc w Grecji 13 ślała zadowolona. Nigdy jeszcze nie widziała, żeby komuś udało się wytrącić z równowagi niewzruszonego zauszni- ka Andreasa. Rzuciła okiem w stronę portu i spostrzegła, że jacht już przypłynął. Andreas… Serce zabiło jej z nadzieją, gdy wyobraziła sobie minę, jaką zrobi mąż na jej widok. Pospiesznie zapłaciła za wybrane rzeczy i ruszyła w stro- nę motorówki, która czekała przy nabrzeżu. Przy sterze sie- dział jeden z marynarzy z „Cygnusa”. Widząc zbliżającego się Paula, mężczyzna wyskoczył na brzeg. – Pani Stamatakis! – wykrzyknął zdumiony, wpatrując się w Dominique wytrzeszczonymi oczami. Najwidoczniej zmia- na, jaka zaszła w nieśmiałej, chudziutkiej kobiecie, którą po- ślubił Andreas, faktycznie musiała być niewiarygodna. – Cześć, Myron. Dawno się nie widzieliśmy. Co u ciebie? – Wszystko dobrze. – Rzucił niespokojne spojrzenie na Paula. – A jak tam twoja rodzina? Nico pewnie dorównał ci już wzrostem. – Wsiadła do motorówki, zanim Paulowi czy Myronowi przyszło do głowy, żeby jej pomóc. Kompletnie zbity z tropu marynarz mruknął coś nie- zrozumiale. Jego wystraszona mina potwierdzała podejrze- nia Dominique, że Andreas i Olimpia są kochankami. Przed rokiem Andreas zaprzeczył takiemu oskarżeniu. Może zresztą mówił wtedy prawdę… Zdaje się jednak, że obecnie sprawy przyjęły inny obrót. – Proszę. – Myron wskoczył do łodzi i pospiesznie po- dał jej kapok. 14 Rebecca Winters Po jego minie widziała, że jest przerażony i ma wielką nadzieję, że Paul w jakiś sposób zapobiegnie nieszczęściu, które niewątpliwie nastąpi, gdy Dominique znajdzie się na jachcie. Jednak Paul spokojnie usiadł na ławeczce, jakby w ogóle nie dostrzegał jego zdenerwowania. Myron nie miał wyboru. Włączył silnik i skierował mo- torówkę w stronę „Cygnusa”. Kilka minut później wchodzi- li po trapie na pokład, gdzie powitały ją zaskoczone twa- rze załogi. Jacht zawsze był dla jej męża azylem, a teraz Dominique zakłócała spokój świętego miejsca. Trudno… Wciąż prze- cież była panią Stamatakis. Steward w końcu odzyskał przytomność umysłu i po- witał ją na pokładzie. Jak dotąd nie dostrzegła nigdzie ani Andreasa, ani Olimpii. – Pozwoli pani, że zaniosę bagaż do kabiny dla gości? – Nie ma potrzeby, Leon. Wezmę je z sobą do naszej sy- pialni. – Ale… Nie zwracając uwagi na wystraszonego stewarda, Do- minique ruszyła w stronę schodów, które prowadziły do głównej sypialni. Nie wiedziała, czego może się spodzie- wać, ale to już nie miało znaczenia. W ciągu ostatniego ro- ku uświadomiła sobie, że powodem jej ucieczki był przede wszystkim kompleks niższości, poczucie własnej niedosko- nałości. Andreas potrzebował jej podczas napawającej wstrętem i bardzo głośnej sprawy o cudzołóstwo, jaką wniósł prze- ciw niemu mąż Olimpii. Prosił, żeby mu zaufała, jednak
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Miesiąc w Grecji
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: