Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00282 006025 13111351 na godz. na dobę w sumie
Miłość czy zauroczenie - ebook/pdf
Miłość czy zauroczenie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 236
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875635 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Miłość czy zauroczenie? Lindsey zna odpowiedź na to pytanie. Wie, że kocha Dana. Niestety, on nawet się tego nie domyśla. Wciąż traktuje Lindsey jak małą dziewczynkę. Poznał ją wiele lat temu i nie zauważa, że jest już młodą kobietą. Jak sprawić, by pracoholik, z którym była żona rozstała się w atmosferze skandalu, chciał ponownie się zaangażować? Lindsey jest zdecydowana na wszystko…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Miło(cid:331)ć czy zauroczenie? Lindsey zna odpowied(cid:357) na to pytanie. Wie, (cid:359)e kocha Dana. Niestety, on nawet si(cid:277) tego nie domy(cid:331)la. Wci(cid:263)(cid:359) traktuje Lindsey jak mał(cid:263) dziewczynk(cid:277). Poznał j(cid:263) wiele lat temu i nie zauwa(cid:359)a, (cid:359)e jest ju(cid:359) młod(cid:263) kobiet(cid:263). Jak sprawić, by pracoholik, z którym była (cid:359)ona rozstała si(cid:277) w atmosferze skandalu, chciał ponownie si(cid:277) zaanga(cid:359)ować? Lindsey jest zdecydowana na wszystko… 7 7 5 8 7 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 8 A N E C 7 0 / 1 0 1 R N 01-OR.indd 1 01-OR.indd 1 11/20/06 11:34:28 AM 11/20/06 11:34:28 AM Gina Wilkins Miłość czy zauroczenie? dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Gina Wilkins Miłość czy zauroczenie? Tłumaczył Andrzej Lelito Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Gina Wilkins Miłość czy zauroczenie? Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Bachelor Cop Finally Caught? Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2001 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Ewa Długosz-Jurkowska © 2001 by Gina Wilkins © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są / kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak / rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Orchidea są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra/ a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-2872-3 Indeks 378577 ORCHIDEA – 131 Rozdział 1 Dwadzieścia sześć świec płonęło na urodzinowym torcie, stojącym przed Lindsey. Goście, wraz z jej przy- jaciółką Sereną, tłoczyli się wokół stołu, czekając, aż so- lenizantka zdmuchnie świece. Wszyscy zastanawiali się, dlaczego nie ma Dana Meadowsa. Bohaterka wieczoru nabrała powietrza i zdmuchnęła wszystkie płomyczki. Rozległy się entuzjastyczne brawa. – Sto lat, Lindsey. – Serena Scha7 er North, mistrzyni ceremonii, objęła przyjaciółkę. – Dziękuję ci bardzo, Sereno, wspaniała impreza – od- powiedziała ciepło Lindsey. – Prawda? – Serena obrzuciła zachwyconym spojrze- niem gromadkę rozbawionych gości. – Wspaniale, że wszyscy przyszli. Jednak nie wszyscy, pomyślała Lindsey. – Szkoda, że nie ma Dana. Obiecał, że będzie. – Prawdopodobnie robi wszystko, żeby złapać tego podpalacza. Ostatnio Dan wyglądał na bardzo zmęczo- nego. Powinien wziąć urlop. 6 Gina Wilkins Podszedł do nich Cameron North, od trzech miesięcy mąż Sereny, a zarazem redaktor naczelny gazety, w któ- rej pracowała Lindsey. Czule objął żonę. Serena i Cameron poznali się w niezwykłych oko- licznościach. Ona znalazła go na poboczu szosy, ciężko pobitego. Nie pamiętał, kim jest ani jak się tam znalazł. Pobrali się po pięciu miesiącach. Cameron odzyskał pa- mięć, jednak bez zażenowania zwierzył się Lindsey, że tak naprawdę jego życie zaczęło się wtedy, gdy w szpi- talu, przy swoim łóżku, ujrzał Serenę. Wzruszyło ją to wyznanie. Uśmiechnęła się promiennie i zażądała, żeby ktoś po- dał jej kawałek urodzinowego tortu. Rozbawiło ją, że przynajmniej sześć osób natychmiast podsunęło jej ta- lerzyki. To uświadomiło Lindsey, ilu ma przyjaciół. Poza tym miała też pracę, którą lubiła. Sobotniego ranka Lindsey zabrała się za sprzątanie. Odziedziczyła kilkupokojowy dom po ojcu. Zmarł w po- niedziałek po Nowym Roku. Można się było tego spo- dziewać, bo chorował długo, a od świąt Bożego Naro- dzenia był coraz słabszy. Jej starszy brat, B.J., zawodowy wojskowy, uważał, że dom się należy Lindsey ponieważ przez dwa ostatnie lata opiekowała się chorym ojcem. Mimo że Lindsey opono- wała, twierdząc, że robiła to przecież z własnej woli, brat zrzekł się praw do domu. Zadowolił się skromną częścią ubezpieczenia na życie po ojcu. Przez ostatnie dwa tygodnie Lindsey zastanawiała Miłość czy zauroczenie? 7 się, czy nie wystawić domu na sprzedaż. Może wtedy brat wziąłby część pieniędzy. Ona poszukałaby pracy w Little Rock, Atlancie, a może nawet w Dallas. Zaczę- łaby nowe życie. Miała przecież odpowiednie kwali/ - kacje, kontakty, no i była ambitna. Teraz nic jej już nie zatrzymywało. Absolutnie nic, pomyślała ze smutkiem. Dzwonek do drzwi rozległ się akurat wtedy, gdy skoń- czyła odkurzać w salonie. Spojrzała na siebie krytycznie. Miała na sobie za duży, zielony podkoszulek, workowate dżinsowe szorty a do tego / oletowe, puszyste kapcie. Po- targane włosy sterczały na wszystkie strony. Wyglądam jak sierotka z musicalu „Annie”, pomyślała, kręcąc z nie- zadowoleniem głową. Otworzyła drzwi i zamarła. W progu stał Dan Mea- dows. – Nie zaglądasz w kalendarz? Jest początek marca, a nie środek lata. – Sprzątałam – wyjaśniła krótko. – Skoro już posprzą- tałam, to nawet ty możesz wejść. – Nie śmiałbym nie skorzystać z tak miłego zaproszenia. Zza pleców wyciągnął prawą rękę i wręczył jej nie- wielki pakunek. – Sto lat, Lindsey. Przepraszam, że z jednodniowym opóźnieniem. – Niemożliwe, żebyś sam tak pięknie zapakował. – Masz rację. Zapakowali mi w sklepie. – To jest takie ładne, że aż szkoda otwierać. Uśmiechnął się szeroko. 8 Gina Wilkins – A skąd wiesz, czy jest coś w środku? Może ci przy- niosłem tylko atrakcyjne opakowanie? – A może gadasz głupstwa? Śmiejąc się, zwichrzył jej włosy tak samo jak wtedy, gdy jako dzieci bawili się razem. – Rozpakuj prezent, księżniczko. Rozpromieniła się, słysząc ten przydomek z dzieciń- stwa. – Z przyjemnością. Dan czuł się swobodnie w domu, w którym spędził dużo czasu w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Usiadł wy- godnie na kanapie, położył rękę na oparciu i wyciągnął nogi przed siebie. Kasztanowe włosy opadały mu na czo- ło, tworząc grzywkę nad ciemnobrązowymi oczami. Na skroniach pojawiły się pierwsze siwe włosy, ale Lindsey ciągle pamiętała go jako urodziwego nastolatka, który zmienił się w przystojnego mężczyznę. Siedziała na krześle, trzymając prezent na kolanach. Chociaż zazwyczaj rozpakowywała podarunki niemal natychmiast, tym razem robiła to nadzwyczaj wolno, że- by zrobić na złość Danowi. – W tym tempie doczekasz następnych urodzin, za- nim przekonasz się, co jest w środku – zauważył ironicz- nie, dając tym satysfakcję Lindsey. – Chcę się nacieszyć chwilą. Zazwyczaj mnie dener- wujesz, zamiast dawać prezenty. – Ja cię denerwuję!? To ty jesteś upartą reporterką, któ- ra ciągle depcze mi po piętach i szuka sensacji, tak jakby to było w ogóle możliwe w tym naszym Edstown. Miłość czy zauroczenie? 9 – Taką mam pracę. – Pewnie. Nic tylko czekasz, żeby mnie na czymś przy- łapać. Lindsey słyszała to już wielokrotnie i wiedziała, że ten wątek do niczego nowego nie prowadzi, pozwoliła więc sobie nie odpowiadać. Zajęła się odpakowaniem poda- runku. – Dan, to jest przepiękne. Dzięki. Uśmiechnął się, zadowolony z siebie. Od dawna Lindsey zbierała / gurki jednorożców. Kie- dyś miała ich u siebie pełno; nawet na ścianach wisiały plakaty przedstawiające jednorożce. Dan kupił jej teraz / gurkę ze szkła. Postawiła na małym stoliku do kawy ten klasyczny symbol marzeń niemożliwych do spełnienia. – Jesteś głodny? Właśnie zamierzałam coś zjeść. – Szczerze mówiąc, umieram z głodu. Co proponujez? – Kanapki. – Właśnie o tym marzyłem – powiedział ze swoim teksańskim akcentem. Śmiejąc się, poprowadziła Dana do kuchni. Przez na- stępne pół godziny jedli kanapki z chleba ryżowego ze szwajcarskim serem, kiełki i surowe jarzyny macza- ne w wiejskim sosie. W czasie posiłku rozmawiali o bra- cie Lindsey, a jednocześnie najlepszym przyjacielu Dana i wspólnych przyjaciołach z Edstown. Zapytała o rodziców Dana, którzy jak zwykle spędzali zimę na polu campingo- wym w południowym Teksasie. Zapewnił ją, że czują się dobrze, bo rozmawiał z nimi nie dalej jak wczoraj. Starannie omijali sprawę burzliwego rozwodu Dana 10 Gina Wilkins sprzed dwóch i pół roku, zaledwie sześć miesięcy przed tym, nim Lindsay wróciła, by zająć się chorym ojcem. Dan nie dopuszczał do tego, żeby ktokolwiek w jego obecności nawet wspomniał imię jego byłej żony. – Tak czy owak, hałas, który słyszała pani Treadway za oknem, to była tylko złamana gałąź, która stukała w ok- no. Zanim wraz z Jackiem to odkryliśmy, byliśmy prze- moczeni do suchej nitki, ubłoceni, przemarznięci, a koń- cu ledwo uciekliśmy przed jej rottweilerem. – Tak więc miałeś bliskie spotkanie z Bobaskiem? – Niewiele brakowało, a Bobasek ugryzłby mnie w czułe miejsce. – Nie jest taki groźny, na jakiego wygląda. To wielki, głupkowaty szczeniak. – Jasne. Tyle że przez niego o mało co nie musiałem się w chórze kościelnym przepisać z sekcji basów do so- pranów. Lindsey uśmiechnęła się i wskazała pusty talerz Dana. – Zjadłbyś coś jeszcze? Zostało mi trochę tortu z uro- dzin. Serena nalegała, żebym zabrała resztki do domu. – To brzmi nieźle… Jeżeli zostało ci jeszcze trochę… – Mam mnóstwo – zapewniła go i podniosła się, żeby ukroić kawałek. – Przepraszam, że nie przyszedłem na urodziny. Mu- siałem zostać w komisariacie i wyszedłem dopiero przed północą. – Co tłumaczy twoje podkrążone oczy. Przyjrzała mu się uważnie, nakładając kawałek tortu na talerz. Miłość czy zauroczenie? 11 – Ostatnio za dużo pracujesz, Dan. Serena uważa, że powinieneś wziąć urlop. – Naprawdę tak uważa? – Kiedy ostatnio miałeś więcej niż dobę wolnego? – Jakiś czas temu. Na razie nie wybieram się na ur- lop. Przynajmniej dopóty, dopóki podpalacz pozostaje na wolności. – Podpala zazwyczaj co kilka tygodni. Mógłbyś wy- rwać się chociaż na kilka dni, a przez ten czas twoi kole- dzy podjęliby trop. – W tym cały problem, że nie ma żadnego tropu – od- parł Dan. – Facet jest cwany, to mu muszę przyznać. Nie zostawia śladów. – W końcu coś przeoczy i wtedy go złapiesz. – Co oznacza, że najpierw musi wzniecić pożar. Jak na razie, mamy jedną o/ arę śmiertelną. Nie chcę, żeby kto- kolwiek był narażony, łącznie z naszymi strażakami. – Złapiesz go – zapewniła Lindsey. – Oczywiście, ale dlatego nie mogę brać urlopu. Poza tym, kto bierze wolne o tej porze roku? – Ludzie, którzy są zmęczeni i potrzebują odpoczynku. Dan wzruszył ramionami i nabrał na widelczyk solid- ną porcję tortu. – Bardzo mi smakowało – stwierdził kilka minut póź- niej po spałaszowaniu ostatniego kęsa i wypiciu mrożo- nej herbaty. – Ostatnio nie mieliśmy za dużo czasu, żeby spokojnie pogadać. – Rzeczywiście. Byłeś taki zajęty, że właściwie prawie się nie widywaliśmy od pogrzebu taty. 12 Gina Wilkins – Radzisz sobie? To znaczy sama tutaj? – Jakoś sobie radzę. Smutno mi bez ojca, ale wiem, jak bardzo cierpiał, jaki był już słaby. Wyczuwałam, że chce odejść. – Daj mi znać, jak będziesz czegoś potrzebowała. Obiecałem B.J., że będę miał na ciebie oko. – Dzięki, ale potra/ ę o siebie zadbać. – Oczywiście. Wiem, że potra/ sz. W tym momencie Dan zerknął na zegarek i nie zoba- czył zirytowanej miny Lindsey. Nie podobał jej się ten nadmiernie opiekuńczy ton. – Było bardzo miło, ale muszę zmykać. Mam jeszcze dużo pracy. Odprowadziła go do drzwi. – Spróbuj wrócić do domu o przyzwoitej porze – po- radziła. – Nie będzie z ciebie żadnego pożytku, jeśli nie odpoczniesz. Zachichotał i lekko rozczochrał jej włosy. – Mówisz zupełnie jak moja siostra. – Nie jestem twoją siostrą i jak mi jeszcze raz potar- gasz włosy, to cię stłukę na kwaśne jabłko. – Zupełnie jakbym słyszał moją siostrę. Lindsey otworzyła drzwi i, zmuszając się do miłego tonu, powiedziała: – Do widzenia, Dan. Jeszcze raz dziękuję za prezent urodzinowy. – Proszę bardzo. Kiedy Dan schodził po schodkach, coś ją podkusiło, żeby dodać: Miłość czy zauroczenie? 13 – Myślę o sprzedaży domu. Odwrócił się i spojrzał na nią zaskoczony. – Chyba żartujesz! Dlaczego? Nie stać cię na utrzyma- nie domu? – Z tym akurat nie mam problemu. Zastanawiam się, czy nie poszukać pracy w większym mieście. Na przy- kład w Dallas albo w Atlancie. – Rozumiem, że tam miałabyś lepsze perspektywy, ale… będziemy za tobą tęsknić. Zauważyła oczywiście, że nie powiedział, kto kon- kretnie będzie za nią tęsknił. – Jeszcze się nie zdecydowałam. Waham się. – Rozumiem. Zrobisz to, co uważasz za najlepsze dla siebie. Muszę lecieć. Do zobaczenia … na mieście. Lindsey oparła się o framugę i patrzyła, jak Dan wsia- da do samochodu. Po pewnym czasie zaniosła jednorożca do sypialni i po- stawiła na toaletce. Już dawno tu nie było kolekcji z dzie- ciństwa, ale Dan o tym nie wiedział. Od lat nie miał prze- cież okazji zobaczyć, jak wygląda jej pokój. On ciągle myśli o mnie jak o małej dziewczynce, pomyślała posępnie. W lustrze mignęło jej odbicie. Aż jęknęła, kiedy przyj- rzała się ubraniu karykaturalnie pomniejszającemu jej drobną / gurę i puszystym kapciom nadającym się dla nastolatki. Zaczęła przygładzać sterczące włosy i wycie- rać plamy brudu na nieumalowanych policzkach. – Nic dziwnego, że on ciągle traktuje mnie jak dwuna- stolatkę – orzekła Lindsey. 14 Gina Wilkins Przypomniała sobie jego byłą żonę, bardzo atrakcyjną, o pięknych włosach, regularnych rysach twarzy i impo- nujących piersiach. Lindsey stanęła bokiem do lustra. – Żałosne, po prostu żałosne. Zaniedbana kobieta w lustrze niespodziewanie zblad- ła, ale w spojrzeniu zielonych oczu pojawiły się zdecydo- wanie i determinacja. Dan Meadows wkrótce się przekona, że ma poważny problem do rozwiązania. Rozdział 2 – Co tu robisz o tak wczesnej porze? – zapytała z lek- ką irytacją sekretarka Dana, stając w progu jego gabi- netu. Podniósł głowę znad stosu papierów, zalegających biurko. – Słucham? – Podobno wczoraj ślęczałeś nad dokumentami do no- cy, a nie ma nawet ósmej i znowu tu jesteś. – Hazel Sum- ners potrząsnęła głową z dezaprobatą. – Nie jesteś Super- manem, Danie Meadows. Musisz odpocząć. Westchnął, przeciągając się. – Przespałem w nocy osiem godzin. To w sam raz jak na dorosłego faceta. – Wypoczynek to nie jest tylko kilka godzin snu – nie ustępowała Hazel. – A co z rozrywkami? Nie wziąłeś so- bie wolnego nawet w ostatni piątek, żeby pójść na uro- dziny do Lindsey. – Widziałem się z Lindsey w sobotę. Nie zapomniałem o jej urodzinach. 16 Gina Wilkins – Nie w tym rzecz. Powinieneś zabawić się wśród przy- jaciół. Dobrze by ci zrobiło, gdybyś w sobotę po południu wybrał się z Cameronem na ryby, nie mówiąc o pójściu w niedzielę do kościoła, a później na obiad. A ty co robiłeś? Cały czas pracowałeś, z wyjątkiem małej przerwy na zje- dzenie kanapki z Lindsey. – A skąd ty…? – Spotkałam Lindsey w kościele wczoraj rano i zapyta- łam, czy widziała się z tobą. Powiedziała mi, że wpadłeś na krótko złożyć jej życzenia i wróciłeś do pracy. – Czy każdego tak wypytujesz o moje sprawy, czy tylko niektórych? – Dan próbował mówić spokojnie, ale z tru- dem panował nad rozdrażnieniem. Do obowiązków Ha- zel należało pilnowanie spraw biurowych, a nie osobistego życia szefa. – Twoi przyjaciele martwią się o ciebie, Dan. Koledzy z pracy też. Pracujesz za dużo, za ciężko i jak nie zwol- nisz tempa, to się źle skończy. – Wezmę urlop, jak tylko złapiemy tego podpalacza. Ciągle nadąsana, Hazel potrząsnęła głową. – To jest tak samo jak z włamaniami, którymi zajmowałeś się przez całe lato w zeszłym roku. Obiecałeś, że jak tylko się z tym uporasz, weźmiesz urlop. Delbert Farley od dawna sie- dzi w więzieniu, a ty ciągle swoje. Złapiesz podpalacza i wy- darzy się coś nowego. Zanim się obejrzysz, życie ci minie. – Dziękuję ci bardzo za budujące prognozy, ale może zajęłabyś się raczej odbieraniem telefonów? Hazel okręciła się na pięcie i odeszła, mrucząc coś o upartych, lekkomyślnych mężczyznach. Miłość czy zauroczenie? 17 O co w tym wszystkim chodzi? – zastanowił się Dan. Własna sekretarka beszta go, że za dużo pracuje, a ko- ledzy z pracy suszą mu głowę, żeby wziął urlop. Siostra marudzi, że on zaniedbuje rodzinę. Nie mówiąc o Lind- sey. Wypytuje o najdrobniejsze szczegóły prowadzonych przez niego dochodzeń i na dodatek oznajmia, że nie- długo zamierza wynieść się z miasta. To prawda, że radziła sobie całkiem nieźle przez dwa lata w Little Rock, zanim wróciła w rodzinne strony. Jed- nak w gruncie rzeczy jest dziewczyną z małego miastecz- ka, a nie przebojową reporterką z metropolii. Zresztą Dan wcale nie chciał, żeby to się zmieniło. Oczywiście Lindsey nie musiała przejmować się jego zda- niem ani pytać go o opinię. Po prostu powiedziała, że zamie- rza wystawić dom na sprzedaż. To akurat nie była jego spra- wa, chociaż obiecał jej bratu, że będzie się nią opiekował. Młodsza o dziesięć lat od Dana i B.J., Lindsey była przecież dorosłą kobietą, w pełni zdolną do podejmo- wania samodzielnych decyzji. Jeżeli postanowiła prze- prowadzić się do Dallas, Atlanty czy diabli wiedzą gdzie, nikt nie mógł jej tego zabronić. A już na pewno nie ktoś, kto był jedynie przyjacielem jej starszego brata. Usiłując się skoncentrować na obowiązkach, rzu- cił okiem na zalegające biurko papiery. Najważniejsze były raporty o podpaleniach w mieście, którym począ- tek dał pożar w starej mleczarni zeszłego lata. Kilka tygodni później, w bardzo podobnych okolicznościach, spłonął niezamieszkany dom. I znowu krótko po tym stary garaż. Aż wreszcie doszło do pożaru, w którym 18 Gina Wilkins zginął człowiek. Spalił się domek letniskowy Trumana Kellogga z właścicielem w środku. Spał, kiedy zaczęło się palić, i chyba nawet nie zdążył się obudzić. Oczywiście było prawdopodobne, że podpalacz nie wiedział, że w domku ktoś jest: Truman bywał tam rzad- ko, a i to zazwyczaj tylko latem. Były inne szczegóły od- różniające ten pożar od poprzednich, jednak podejrze- nia, że dzieła zniszczenia dokonał ten sam przestępca, nasuwały się same. Zarówno Dan, jak i komendant stra- ży pożarnej nie wykluczali podpalenia w przypadku Kel- loga, chociaż nie mieli na to dowodów, w przeciwień- stwie do innych pożarów, gdzie ślady były ewidentne, a jednak nie doprowadziły do złapania podpalacza. Nastąpiła przerwa między tym pożarem a następnym, kiedy to przed tygodniem spaliła się opuszczona fabry- ka. Wystarczająco długa, by ludzie zaczęli mieć nadzie- ję, że pożary się skończyły. Ostatecznie nikt nie zginął w ostatnim pożarze. Dan za wszelką cenę chciał złapać przestępcę, zanim znowu ktoś zginie. – Sze/ e? – Głos Hazel w biurowym interkomie brzmiał sucho i o/ cjalnie, co świadczyło o tym, że ciągle jest lek- ko nadąsana. – Burmistrz dzwoni. Dan podniósł słuchawkę, wiedząc, że akurat ten rozmówca na pewno nie będzie go nudził, żeby wziął urlop. Burmistrz byłby zadowolony, gdyby Dan pra- cował dwadzieścia cztery godziny na dobę, jeżeli to doprowadziłoby do szybkiego rozwiązania problemu podpaleń. Miłość czy zauroczenie? 19 – Zrób z tym coś. W odpowiedzi na to kategoryczne polecenie Paula Campbell wsparła ręce na swoich rozłożystych biodrach i przyjrzała się Lindsey z uwagą. – A co byś chciała? Studiując swoje odbicie w lustrze gabinetu kosme- tycznego, Lindsey wzruszyła ramionami. – Nie wiem. Podetnij. Nakręć loki. Jakoś ułóż. Zrób coś, żebym nie wyglądała jak dwunastoletni chłopak. Paula zachichotała i sięgnęła po ręcznik i pelerynkę. – Przecież nikt cię nie pomyli z chłopakiem. Nie z ty- mi pięknymi, dużymi oczami i wspaniałą cerą. Ale je- śli chcesz zmienić swój styl, którego i tak stanowczo za długo się trzymasz, to możemy coś z tym zrobić. Chcesz przejrzeć żurnale? – Nie. Polegam na tobie. Chodzi mi tylko o to, żebym później nie traciła dużo czasu na ułożenie włosów. – Mówisz i masz. Zaintrygowana, co też mogło spowodować chęć odmia- ny u Lindsey, Paula energicznie zabrała się do dzieła. – A czemu zamierzasz zmienić styl? Chcesz się komuś spodobać? Lindsey zdawała sobie aż nadto dobrze sprawę, że tej rozmowie przysłuchują się inne klientki. Odpowie- działa ze śmiechem, który w jej przekonaniu był swo- bodny. – Mam nadzieję, że Brad Pitt zostawi swoją żonę i znaj- dzie mnie na jednej z ulic Edstown. Czy kobieta nie mo- że zmienić fryzury, żeby nie być posądzoną o chęć zła- 20 Gina Wilkins pania faceta? Właśnie miałam urodziny – czy to nie jest wystarczający powód, żeby zrobić coś dla siebie? – Trzydzieste, czterdzieste albo pięćdziesiąte urodziny to rzeczywiście okazja do zmiany, ale skończyłaś zale- dwie dwadzieścia sześć lat, a z takiej okazji kobiety na ogół nie zmieniają radykalnie makijażu ani nie przepro- wadzają operacji plastycznych. Dlatego pomyślałam, że to musi być z powodu faceta. – Fatalnie, że twój nowy szef już jest zajęty, co, Lind- sey? Carmen North to przystojny mężczyzna – zauważy- ła klientka, siedząca na sąsiednim fotelu. Lindsey się uśmiechnęła. – Oczywiście, że jest przystojny i, niestety, zajęty. On i Serena są najwspanialszymi nowożeńcami, jakich ostat- nio spotkałam. Lila Forsythe westchnęła smutno spod osobliwego hełmu z lokówek. – Ta historia jest taka romantyczna. Ona uratowała mu życie, a on się w niej zakochał, jeszcze zanim na do- bre odzyskał pamięć. Wiecie, mama Sereny uważa, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Dlatego nie przej- mowała się tym, że tak szybko się pobrali. – Miłość od pierwszego wejrzenia – powtórzyła Pau- la, obracając fotel Lindsey, aby go obniżyć i przysunąć do umywalki. – Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby coś takiego się udało. Może Serena i Cameron będą wyjąt- kiem. Lindsey milczała. Nie miała ochoty się zwierzać, że miłość od pierwszego wejrzenia może trwać dwadzieś- Miłość czy zauroczenie? 21 cia lat i więcej. Już sobie wyobrażała, co Paula by powie- działa na ten temat. A może jej się tylko wydawało, że jest zakochana w Danie Meadowsie? Jeśli nie przekona się o tym, pyta- nie to będzie ją dręczyło do końca życia. Południowy posiłek Dana składał się z kanapki, którą Hazel przyniosła, wracając z lunchu. Przy okazji zrobi- ła mu pięciominutowy wykład o jego zapracowywaniu się, aż w końcu musiał ją wyprosić z gabinetu, żeby zjeść w spokoju. Ostatnie dwie godziny spędził na dyskusji z naczelni- kiem straży pożarnej i dwoma specjalistami od podpaleń z Little Rock. Mimo że plik nowych notatek zalegał biur- ko, śledztwo nie posunęło się naprzód. Eksperci spraw- dzili bardzo dokładnie wszystkie poszlaki związane z po- żarami w Edstown, łącznie z drobiazgowym śledztwem na miejscu ostatniego podpalenia, jednak ich wnioski nie różniły się zasadniczo od wyciągniętych przez Dana i naczelnika Johna Forda. Podpalacz bardzo starannie zacierał za sobą ślady i prowadzący śledztwo nie mieli pojęcia, kto by to mógł być. Przynajmniej na razie. Dan przeczesał palcami bujną czuprynę i to mu przy- pomniało, że powinien odwiedzić fryzjera. Zadał sobie w duchu pytanie, ile czasu będzie potrzebowała Lindsey, aby wywiedzieć się, o czym mówili na spotkaniu z eks- pertami. Miał nadzieję, że cokolwiek zdoła wyszperać, napisze tylko ogólnikowy artykuł, który uspokoi lokal- 22 Gina Wilkins ną społeczność. Był pewien, że mieszkańców zadowo- liłaby wiadomość, iż zasięgnięto opinii rzeczoznawców od podpaleń. Po niecałej godzinie Hazel odezwała się przez interkom. – Masz reportera z „Evening Star”. Słysząc ironię w głosie sekretarki, Dan zdał sobie sprawę, że reporterka wie o jego obecności. – Dobra, Hazel, wpuść ją. Znowu przeczesał dłonią czuprynę i bez większego entuzjazmu próbował uporządkować biurko, tak żeby żadne poufne dokumenty nie znalazły się na widoku. Nie chciał, by Lindsey myszkowała w papierach, gdyby na moment spuścił ją z oczu. A jednak to nie Lindsey powolnym krokiem weszła po kilku minutach do jego biura. Był to wysoki, tyczko- waty, długonogi mężczyzna z lekko zblazowanym uśmie- chem, błąkającym się na kwadratowej twarzy. – Cześć, Riley – powiedział ze swoim teksańskim ak- centem Dan. – Komu Lindsey zakłada podsłuch? Na- czelnikowi straży pożarnej czy burmistrzowi? – Lindsey wzięła dzisiaj wolne – odparł Riley O’Neal i rozsiadł się wygodnie w fotelu naprzeciwko biurka Da- na. – Cam mnie tu przysłał, żebym się dowiedział, czy wiecie coś nowego w sprawie podpaleń. – Mówisz, że Lindsey wzięła wolne? – powtórzył Dan, zaskoczony. – Czy jest chora? – Nic mi o tym nie wiadomo. Wiesz, niektórzy ludzie mają jeszcze oprócz roboty życie osobiste.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Miłość czy zauroczenie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: