Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00330 005179 12583864 na godz. na dobę w sumie
Misiek i świąteczne obżarstwo - ebook/pdf
Misiek i świąteczne obżarstwo - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 107
Wydawca: SELF-PUBLISHER Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3625-4121-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).
kolejnym tomie przygód Miśka, bohatera książki Misiek i fałszerze czekolady, chłopiec o nieprzeciętnie rozwiniętym zmyśle smaku stara się przeżyć rodzinne święta. Toczy pojedynki słowne z babcią i wujkiem, zaprzyjaźnia się ze złośliwym kotem, kontestującym kuzynem i małą kuzynką o dziwnym poczuciu humoru. Bierze udział w przygotowywaniu kolacji wigilijnej, którą ciotka twórczo wzbogaca o potrawy poznane w czasie urlopu w tropikach. Kiedy dzieci zostają posądzone o zjadanie słodyczy z choinki rozpoczyna śledztwo, które kończy się sukcesem i... awanturą w wyniku której Misiek ucieka z domu, dzięki czemu ma okazję poznać magię świąt u sąsiadów.

Książka pełna humoru i zaskakujących zwrotów akcji. Dla wszystkich.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 Anna Gras Misiek świąteczne obżarstwo i Grodków 2011 2 Projekt okładki Gabryś Skład i łamanie BeNo Copyright © by Anna Gras, Kraków 2008 Copyright © by „Dobre Słowo” Grodków 2011 ISBN 978-83-62541-21-8 „Dobre Słowo” ul. Traugutta 12 49-200 Grodków www. grodkowskie.pl e-mail: redakcja@grodkowskie.pl 3 Sprawa była poważna. Misiek od 12 minut siedział nad talerzem i zamiast, jak to miał w zwyczaju, bły- skawicznie pochłonąć swoje ulubione pierogi z mię- sem przesuwał je z miejsca na miejsce widelcem. –Nigdzie nie jadę! – powiedział nagle. Mama właśnie układała naczynia w zmywarce. Spojrzała na niego i pokiwała ze zrozumieniem gło- wą. –Czy myślisz, że mnie się do tego pali? – zapytała. – Ale tak już jest. W święta spotykamy się z rodziną i już. To taka tradycja. –To wszystko przez tatę, jakby przyjechał na Boże Narodzenie, to by nie było problemu – prychnął chłopiec. –Nie łudź się – mama zrobiła pełną cierpienia minę. –Gdyby tu był też nie dali by nam spokoju. Byłoby nawet gorzej, bo wtedy wszyscy chcieliby nas odwiedzać... A ja musiałabym cały czas stać przy ga- rach... 4 –Przecież zawsze moglibyśmy udawać, że nas nie ma – kombinował Misiek. –Albo uprzedzilibyśmy, że wyjeżdżamy w góry... –Kłamstwa, oszustwa... – mama spojrzała na niego z dezaprobatą. – Czy ja cię tak wychowuję? Chłopiec wbił zdecydowanie widelec w największe- go pieroga. –To życie mnie tego uczy – powiedział. – Wszystko jest dobre co pozwala przetrwać... Mama uśmiechnęła się fałszywie. –A co łatwiej przetrwać, dwa dni z kuzynami i ciot- kami, czy napad wściekłości mamy, która w przypły- wie szału wprowadza kary i obostrzenia? – zapytała. Misiek zamyślił się. –W zasadzie – jego głos zabrzmiał dość filozoficz- nie. – Kary i szlabany uczą samodyscypliny i kształ- tują umiejętność samoograniczania. A święta z ro- dziną to... Prawdziwy koszmar... –Lubię twoją skłonność do przesady – rzuciła mama. –To nie przesada, to rzeczywistość – westchnął. – Problem w tym, że jak tak dalej pójdzie, to za parę lat będę nienawidził świąt. I jak na przykład będę miał swoje dzieci, to im zaszczepię moją niechęć i będą przeze mnie nieszczęśliwe do końca świata. Bo przecież święta to... święta. –Misiek – mama usiadła naprzeciwko niego przy stole. – Wyobraź sobie wielką choinkę, a pod nią mnóstwo pudeł, a na większości z nich napis „dla Miśka”. I co ty na to? 5 Chłopiec zakrył twarz w dłoniach. –Pamiętam ubiegły rok – jęknął boleśnie. – Do- stałem od wujka podkoszulek z rysunkiem „Pozdro- wienia z Krakowa”, babcia dała mi książkę „Wiel- ka miłość Justyny” dla dziewczyn, którą wcześniej sama przeczytała, bo rogi były pozaginane i kartki pachniały maścią rozgrzewającą na stawy, której używa... Była jeszcze paczka zmiażdżonych galare- tek w czekoladzie, zestaw czapka, szaliczek, ręka- wiczki... Mam jeszcze wymieniać... –Ale ode mnie i od taty dostałeś prezent full–wy- pas – stwierdziła mama. –No i właśnie to jest dowód na to, że lepiej zostać w domu – wzruszył ramionami. –To jest dowód – powiedziała mama. – Że jeśli ktoś jest skłonny ponieść pewne wyrzeczenia, to bywa za to sowicie wynagradzany... –Tak się zastanawiam... – Misiek wydął wargi. – Czy to przekupstwo, czy szantaż... Mama zacisnęła pięść i uderzyła nią lekko w blat. –To jest domowa dyktatura – oznajmiła. – Pakuje- my się i jedziemy na święta. A wcześniej zjesz te pie- rogi. Misiek skrzywił się i z wyraźnym niesmakiem na twarzy nadgryzł pieroga. –Co, nie smakuje ci? – mama spojrzała na niego groźnie. –No wiesz, w takiej atmosferze nawet lody miałyby gorzki smak – wyjaśnił chłopiec. 6 –Ok, zaraz zrobię ci nastrój, puszczę na cd Jingle Bell – uśmiechnęła się szelmowsko. Misiek wzniósł oczy ku sufitowi, pragnąc podkre- ślić ogrom swojego cierpienia... * * * –Ty to masz fajnie – Misiek siedział przed moni- torem komputera w pokoju Elwiry i przyglądał się ikonkom gier on–line. – Nikt cię do niczego nie zmusza. –Nie wierz w pozory – rzuciła znad zeszytu do ma- tematyki. – Dzieci zawsze się do czegoś zmusza, tyl- ko robi się to na różne sposoby. –Ty akurat masz pełny luz... – stwierdził chłopiec zerkając na instrukcję do gry łączącej strzelankę z wyścigiem. –To tylko pozory – dziewczynka skrzywiła się. – Czy słyszałeś pojęcie „aksamitny terror”? –Słyszałem tylko o „zwykłym terrorze” – wzruszył ramionami. – Mam go na co dzień w domu. –U mnie to wygląda lepiej – Elwira westchnęła. –Ale tylko na pozór... „Jaka ciocia byłaby szczęśli- wa, jakbyśmy do niej wszyscy przyjechali. Już te- lefonowała, że kupiła doskonały twaróg na sernik, i karczek na pieczeń....” Co byś na to odpowiedział? Albo: „Wszystkie kuzynki uczą się trzeciego języka. Magda ostatnio zaczęła czytać książki po francu- sku... Tak, kto nie zna trzech języków obcych nie ma żadnej przyszłości...” 7 –To jest... – Misiek przez chwilę szukał w myślach szukał odpowiedniego słowa. – Ohydne. –To się nazywa manipulacja psychiczna – wyjaśni- ła dziewczynka. –Toporna, ale skuteczna. Misiek zamyślił się. –To już wolę się kłócić z mamą– powiedział po chwili. –Przynajmniej reguły są jasne. Nie chcę, ale muszę. –No właśnie – kiwnęła Elwira. – A u mnie to jest tak: nie muszę a muszę, nie chcę, a jednak chcę. I wiesz co... U ciebie sprawa jest jasna. Wszyscy wiedzą, że nie lubisz świąt i rodzinnych spędów. Nikt nie będzie miał do ciebie pretensji, jak zro- bisz im... na przykład jakiegoś psikusa. Misiek spojrzał na nią, jak historyk sztuki na obraz, w którym nagle odkrył przewrotną metaforę. –Jesteś genialna! – oznajmił. –Tylko nie przesadzaj – powiedziała i rzuciła mu zeszyt. – Rozwiązałam. Możesz teraz sprawdzić, dlaczego ci nie wychodziło. –Teraz to mi dopiero wyjdzie – chłopiec rozanielił się. – To będą moje pierwsze udane święta od czasu, kiedy miałem pięć lat i znalazłem pod choinką wiel- kie pudło z elektryczną kolejką Burlington. To było Boże Narodzenie! Babcia wyjechała wtedy na wcza- sy dla emerytów z kąpielami w ciepłym błocie... Elwira przyjrzała mu się uważnie. –Święta to święta i czasem warto się przemęczyć dla „sprawy” – najwyraźniej zaniepokoił ją wyraz jego twarzy. 8 Chłopiec uśmiechnął się. –Ależ ja się poświęcę – powiedział. – Ale już sama myśl, że święta mogą przynieść nie tylko gadanie z rodziną, ale też trochę atrakcji sprawiają, że robi mi się cieplej na sercu... * * * Babcia przydźwigała ze sobą wielką torbę i rzuciła ją na podłogę w przedpokoju. –Ileż ja się nachodziłam za prezentami! – rzuciła wchodząc do pokoju, który pełnił funkcję salonu. –Trzeba było zamówić w internecie, kurier przy- niósłby je do domu – wzruszył ramionami Misiek. –Internet... – babcia skrzywiła się. – Drożyzna i jedno wielkie dziadostwo... –Nieprawda – chłopiec zaprotestował. – Ostatnio kupiłem sobie parę fajnych rzeczy za grosze... –Jakbym twojego ojca słuchała – wyrzuciła z sie- bie babcia. – Dobrze, że przedłużyli mu kontrakt w Ameryce i nie mógł przyjechać, bo te święta by- łyby koszmarem. –A nie będą? – zapytał niewinnie Misiek. –Pewnie, spędzimy je w miłej rodzinnej atmosfe- rze – na twarzy bliskiej krewnej chłopca pojawił się uśmiech. – Będzie tak jak za starych dobrych cza- sów. Siedzieliśmy przy stole w miłej atmosferze, dzieci biegały dookoła i cieszyły z prezentów. –Wiem, wiem – mruknął Misiek. – Mama opowia- dała mi jak dostawała szaliczki i rajtuzki... 9 –Wtedy dzieci o niczym innym nie marzyły! – bab- cia oburzyła się. – Czy wiesz jak trudno było wtedy cokolwiek kupić! –Mamo, mów za siebie – zawołała z kuchni mama, po chwili pojawiła się w drzwiach wycierając ręce papierowym ręcznikiem. – Wcale nie marzyłam o szaliczkach. Kiedy byłam w pierwszej klasie marzy- łam o lalce Barbie. Takiej jaką miała moja koleżanka z ławki. Nie chciała mi jej dać nawet potrzymać. Jak pomyślę o tej różowej sukience z takiego delikatnego materiału... Wszystkie chciałyśmy wyglądać jak Bar- bie... –Już wiem dlaczego lubisz się tak obciachowo ubierać – zawołał chłopiec. –Ty masz jakiś kom- pleks Barbie! –Jak to nie cieszyłaś się z szaliczków? – wyrzuciła z siebie babcia. – Przecież godzinami przymierzałaś je przed lustrem i robiłaś miny. –A wiesz mamo, co to były za miny? – zapytała mama Miśka i nie czekając na odpowiedź konty- nuowała: –Totalnego rozczarowania. Nic nie mó- wiłam, żeby ci nie sprawić przykrości, ale przynaj- mniej mogłam się pokrzywić do lustra. –Dobrze pamiętam jak cieszyłaś się, kiedy miałaś wyjść w nowym szaliczku na podwórko, żeby po- szpanować przed koleżankami – babcia nie dawała za wygraną. Mama i Misiek wymienili pełne rezygnacji spojrze- nia. 10 –No co?! – rzuciła babcia. –Mamo, ty jesteś niereformowalna – mama Miśka odwróciła się na pięcie i znikła w kuchni. –Ja nie reformowalna! – starsza pani strasznie się rozindyczyła. –To wy jesteście nie normalni! Cała wasza rodzina... Misiek przezornie wycofał się do swojego pokoju i delikatnie zamknął za sobą drzwi. Babci tymcza- sem przyszła do głowy jakaś przyjemniejsza myśl, bo uspokoiła się i na jej twarzy pojawiło się coś, co od biedy można było wziąć za uśmiech. –Na szczęście jest jeszcze mój Miluś – oznajmiła. – On mnie doskonale rozumie. Nie to co wy... Misiek ciężko opadł na łóżko i westchnął bole- śnie. Myśl o świętach spędzonych w jednym domu z bratem mamy, wujkiem Milkiem nie napawała go optymizmem. Za żadne skarby nie potrafił nawiązać z nim nici porozumienia. * * * Wujek Milek był bardzo dumny z siebie. Miał syna, wybudował dom na przedmieściach i nawet niedaw- no posadził drzewo. Była to malutka sosna kupiona na przecenie w hipermarkecie. Milek miał jednak nadzieję, że już za kilka lat stanie się wielkim drze- wem, które będzie mógł podziwiać z okien swoje- go salonu. Jesienią właśnie zakończył urządzanie domu, a przynajmniej jego pierwszy etap i postano- wił zaprosić na święta rodzinę. 11 –Dlaczego tam nie skręciłaś – zawołała babcia, kiedy mama przejechała błotnistą, nieutwardzoną drogę, która prowadziła do posesji brata. –Przegapiłam –wyjaśniła mama. – Wiesz, że by- łam tu tylko raz i wtedy jeszcze było tu puste pole. Zwolniła, a następnie skręciła w pierwszą napotka- ną polną drogę. Sprawnie zawróciła samochód i bez problemu dotarła do skrzyżowania. –„Osiedle Diamentowe Domy” – przeczytał Misiek głośno napis widniejący na tabliczce. Mama skręciła i gwałtownie zahamowała przed wielką kałużą. –Domy może diamentowe, ale droga to już klejno- tem nie jest – mruknęła. –Już krytykujesz! – zawołała babcia. – Niedługo wyłożą ją kostką i wszyscy będziecie zazdrościć. –Nie krytykuję – westchnęła mama wjeżdżając ostrożnie w wypełnioną wodą dziurę, której w ża- den sposób nie dało się ominąć. – Stwierdzam tylko fakt, że czuję się, jakbym jechała amfibią. –Tobie całe życie zawsze coś przeszkadza – oznaj- miła babcia. – Powinnaś mieć więcej pozytywnego nastawienia do świata jak Miluś. –Wujek i pozytywne myślenie... – wymowny uśmiech na twarzy Miśka świadczył o tym, że nie wierzy babci. Mama zaparkowała tymczasem przed bramą du- żego domu z czarnym dachem. Chłopiec otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Był tu pierwszy raz, więc z uwagą przyglądał się okolicy. 12 Dom wujka wyglądał imponująco. Łączył w sobie architektoniczną tradycję szlacheckich wiejskich re- zydencji i amerykańskich domów z przedmieścia. Promieniował wizjonerstwem i nowością. –Ale hawira! – stwierdził, kiedy mama i babcia sta- nęły obok niego. –Twój ojciec też wam powinien coś takiego wysta- wić! – powiedziała babcia. –I kto by tego doglądał? – zapytała mama. –Jak to kto, ty – wzruszyła ramionami i nacisnęła przytwierdzony do murowanego słupka ogrodzenia dzwonek. Przez długą chwilę nikt nie otwierał. Nie pomogło ponowne, kilkukrotne naciśnięcie przycisku dzwon- ka. –Hu, hu Mileczku – zawołała babcia. –To my, już jesteśmy! Wydawało się, że w domu nikogo nie ma. –No to nas babcia urządziła – powiedział Misiek. – Pewnie wyjechali na Kanary i o żadnych rodzinnych świętach nie wiedzą. Zabierajmy się już. Starsza pani rzuciła mu pełne niechęci spojrzenie. –Tak, wszystkiemu zawsze winna babcia! –wyrazi- ła swoje niezadowolenie. –Dajcie już spokój – westchnęła mama. –Na ile znam Milka, to pewnie teraz ogląda z dziećmi kre- skówki. Otworzyła drzwi samochodu i kilka razy wcisnęła klakson. Efekt był natychmiastowy. We wszystkich 13 okolicznych domach zaczęły szczekać psy. Po chwili uchyliły się drzwi w domu wujka i przez szparę wy- biegł czarno–biały border colie. Podbiegł do furtki i obrzucił gości uważnym spojrzeniem, po czym za- czął węszyć. Drzwi otwarły się szerzej i ukazał się w nich wujek Milek. –No ile mamy czekać – powiedziała babcia. – Dzwonimy i dzwonimy. –Gong jeszcze nie podłączony – rzucił mężczyzna i wolno ruszył w stronę bramy. W dłoni trzymał duży, czarny klucz, którym otworzył zamek w furt- ce. – Domofon też jeszcze nie działa. Coś porobili z przewodami. –Ale telewizja działa? – zapytała babcia. – Nie mogę przegapić moich ulubionych seriali. –Nie ma sprawy – rzucił Milek. – O ile tylko dzie- ciaki ci pozwolą. –A co one mają do gadania? – prychnęła starsza pani. – Dyscyplina w domu to podstawa. –Coś ci ostatnio urosło – mama wskazała na obfity brzuch wujka. –Nie żałujemy sobie – stwierdził Milek. – Baśka przywiozła z wakacji mnóstwo przepisów i ekspery- mentuje. Chodźcie już, tylko nie wypuście psa, bo lubi uciec i potem muszę za nim biegać... 14 * * * Misiek z zainteresowaniem rozglądał się po salo- nie. To była jego pierwsza wizyta w nowym domu wujka. W oczy rzucał się przede wszystkim wielki, obudowany klinkierową cegłą kominek, naprzeciw- ko którego stały skórzane fotele i kanapa. –Ach mamo, nareszcie jesteś – usłyszał nagle głos cioci Basi. Żona wujka Milka objęła babcię. Misiek ze zdumie- niem dostrzegł, że jest przeciwieństwem swojego męża. Była przeraźliwie chuda i ten aspekt swojej urody podkreślała obcisłymi dżinsami i T–shirtem. –Przygotowaliśmy wam dwie sypialnie u góry – powiedziała ciocia i spojrzała na Miśka. –Ale ty wyrosłeś. Szoruj na górę do dzieci, już na ciebie czekają... Chłopiec spojrzał na nią bez entuzjazmu i skinął głową, po czym ruszył w stronę schodów. Wolno wspinał się na piętro. Na półpiętrze nagle zatrzymał się. Kilka schodów wyżej czekała na niego pulch- na dziewczynka w wieku około 6 lat, której rodzice nadali imię Matylda. –Przez ciebie muszę spać w jednym pokoju z Kac- perkiem – powiedziała na przywitanie. – A on chra- pie. –Ciesz się, że nie musisz spać z babcią – rzucił Mi- siek. – Ona nie chrapie, z jej nosa wydobywają się grzmoty. 15 –Grzmoty? – zaciekawiła się dziewczynka. –Takie same jak w czasie burzy z piorunami – wy- jaśnił chłopiec. –A dlaczego? – dociekała dziewczynka. Misiek nachylił się nad nią i powiedział szeptem: –Bo kiedyś pojechała na wycieczkę do Afryki i tam w nocy wskoczył jej do nosa pasikonik burzowy. To właśnie on wydaje takie odgłosy, kiedy chce przywo- łać głodnych kumpli. –A co oni jedzą? – zapytała Matylda. Chłopiec rozejrzał się dookoła jakby chciał spraw- dzić, że nikt inny nie usłyszy tej tajemnicy. –Pluszowe misie – szepnął. –Mamo! – krzyknęła dziewczynka i zbiegła po schodach. – Przez babcię koniki zjedzą moje pluszo- we misie. –Misiek znowu ci coś naopowiadał! – dobiegł z dołu głos babci, a zaraz po nim płacz Matyldy. Chłopiec westchnął i wszedł na piętro. W jednym z pokojów dostrzegł kuzyna Kacpra, który właśnie wymieniał z kimś myśli przy pomocy internetowe- go komunikatora. –Cześć kuzyn – powiedział Misiek. Kacper nie zaszczycił go nawet spojrzeniem. Był rok młodszy od Miśka i równie szczupły jak ciocia Basia. Miał jasne włosy i podkowy pod oczami. Misiek stał przez chwilę w drzwiach, po czym mruknął pod nosem: –No to żeśmy sobie pogadali. 16 Odwrócił się i wyszedł na korytarz. Odszukał pokój z pluszowymi misiami, który, jak mniemał należał do Matyldy i bezceromonialnie położył się na jej łóż- ku. Do pokoju weszła mama. –Musiałeś? – zapytała. –Nie mogłem się powstrzymać – stwierdził. – Oni tu wszyscy mają coś takiego... No wiesz. –Wiem – przytaknęła mama. – Co prowokuje. Nie zmienia to jednak faktu, że masz 11 lat i powinieneś już nad sobą panować. –Gdybyś wiedziała jak ja nad sobą panuję! – oznaj- mił. –No to trzeba jeszcze bardziej – westchnęła mama. –Będziesz musiał przeprosić babcię za pasikoniki. –Nie sądzisz, że to było jajowe? – zapytał Misiek. –Aż za bardzo – stwierdziła. – Twój tato pewnie by to docenił, ale jego tu nie ma. Za to jest... –Wiem, wiem – burknął chłopiec. – Terytorium wroga. –Musimy to jakoś przetrzymać – powiedziała mama. –Ale po co nam to było? – w jego głosie można było wyczuć nutkę pretensji. –Bo to taka tradycja – wyjaśniła. – Chodź na dół, wu- jek właśnie zabrał się za ustawianie choinki a ciotka przygotowuje kolację. Możesz wybierać, w co chcesz się zaangażować. –A nie mogę tu poleżeć? – Misiek nie wykazywał zbyt dużego entuzjazmu do integracji z rodziną. 17 –Nie, bo będą potem przez kilka lat plotkować na nasz temat –mama pokręciła z niezadowoleniem głową. – Chcesz, żeby ci coś wyskoczyło na języku. –Nie mam nic przeciwko temu– mruknął i zwlókł się z łóżka. * * * W salonie wujek walczył właśnie z ogromną sztuczną choinką. Składała się z trzech części i sto- jaka, które jakoś nie chciały połączyć się w całość. Milek stał bezradnie na środku pokoju i drapał się w głowę. –No co tak stoisz! – zawołała z kuchni ciocia Basia. – Tam jest taki sprężynujący drucik, który trzeba wepchnąć na właściwe miejsce... Wujek chwycił środkową cześć choinki za pień i przyjrzał się dolnemu zakończeniu. –No jest drucik, ale nie sprężynuje, odkształcił się i dlatego nie chce wejść – wyjaśnił. –No to go wykrzyw! – poleciła Basia. –Ale czym? – zapytał. –Nie mam takich małych kombinerek. –To weź moje cążki do paznokci i tak są już tępe – poradziła ciocia. –A może spróbuję palcem – rozważał nową możli- wość Milek. – O popatrz, dało się! –Pomóc wujkowi? – zapytał Misiek. –Pewnie – stwierdził zwalisty mężczyzna. – O po- trzymaj, a ja dopchnę, żeby zaskoczyło. 18 Drucik rzeczywiście zaskoczył i po chwili choinka stała obok kominka. Była trochę za wysoka, jej wy- gięty czubek dotykał sufitu na odcinku dobrych 15 centymetrów. –Salon miał mieć 3 metry wysokości, ale budow- lańcy zapomnieli położyć jednej warstwy pustaków – wyjaśnił Milek zabierając się do kształtowania ga- łęzi. – Wyginaj delikatnie, bo druty na tej choince są wyjątkowo kru... Nagle spora gałąź oderwała się od pnia i została mu w ręce, pozostawiając w strukturze drzewka sporą wyrwę. –No właśnie – westchnął patrząc bezradnie na uszkodzenie. – I co my teraz zrobimy? –Niech wujek przekręci choinkę, tak, żeby tego nie było widać – doradził Misiek. –Pewnie – ucieszył się Milek. – Nie będzie żadnego problemu. –No i poradziłeś sobie – dobiegł z kuchni głos cioci. –Pewnie Basiu, ja zawsze sobie radzę – zawołał wujek. – Powiedz mi tylko, gdzie są ozdoby. –Ty się lepiej za to nie bierz, bo wszystko porozbi- jasz! – rozkazała Basia. – Zrobimy to z mamą i Anką po kolacji. –To co mam robić? – zapytał wujek. –Idź pooglądaj telewizję – poradziła ciocia. –Nie mogę, mama teraz ogląda „Modę na sukces” i zapowiedziała, że nie można jej przeszkadzać – po- wiedział Milek. 19 –To znajdź sobie jakieś hobby – rzuciła Basia za- mykając dyskusję. Wujek usiadł na kanapie. –Żebym jeszcze jakąś gazetę miał – westchnął. – Ale nie chciało mi się rano jechać. Do kiosku mam ze trzy kilometry... –Trzeba było zadzwonić do babci, to by kupiła po drodze – Misiek przycupnął na fotelu. –Jak ci się podoba nasz dom? – zapytał Milek. –No.. fajny – powiedział chłopiec. – Duży taki. –Ciocia Basia wszystko zaplanowała – wyjaśnił wujek. – A wy co, dalej się będziecie gnieździć w tym mieszkanku? –Mamy tam całkiem dużo miejsca – powiedział Misiek. –Eee tam – machnął ręką Milek. – Co to za miej- sce. U nas to wyjdzie się na taras i od razu jest prze- strzeń. I świeże powietrze. Nie to co u was. A tata to już pewnie zostanie w tej Ameryce. –Przedłużyli mu kontrakt o 10 miesięcy – wyjaśnił chłopiec. –Gadanie, na święta mógłby wrócić – wzruszył ramionami Milek. – Każdy wraca, bo to stara tra- dycja. –Chciał, ale mama mu nie pozwoliła, bo bardzo boi się samolotów i chciała, żeby tata latał jak najmniej – tłumaczył Misiek. –Gadanie – skrzywił się wujek. – Wszyscy robią z ciebie głupa. Nie daj się... 20 Nagle do ich uszu dobiegł od strony schodów od- głos tupania i w salonie pojawiła się najpierw Matyl- da. Dziewczynka stanęła przed Miśkiem. –Babcia wcale nie ma w nosie pasikoników! – stwierdziła. –Ty za to masz w głowie brudne myśli. I wiesz co?... Powinni ci je wyprać i rozwiesić na sznurku. –Z tym nosem babci bym polemizował – oznajmił Misiek. – Babcia znana jest z tego, że ma wszystko w nosie. –Może i ma wszystko, ale nie ma pasikoników – dziewczynka tupnęła nogą. – Wiem, bo zagłądałam tam, kiedy oglądała telewizję... Było tam tylko tro- chę włosów. –Ohyda – powiedział Misiek. –Matylda to nieładnie zaglądać komuś do nosa – pouczył ją wujek. – Tak nie robią małe damy. –A kto? – zapytała rezolutnie. –A na przykład... łobuzy – uzupełnił swoją wypo- wiedź Milek. –Tacy jak Misiek? – drążyła dalej temat. –Chyba nawet on nie jest takim łobuzem – stwier- dził tato Matyldy. –Tak on nie jest łobuzem – przytaknęła dziewczyn- ka. – Babcia powiedziała, że to gałgan i chuligan. –Dzięki – wtrącił się Misiek. –Faktem jest, że matka cię rozpuściła – stwierdził wujek. – Brakuje ci męskiej ręki i dyscypliny. Po- patrz na Kacpra. Jaki porządny. Nie ma z nim żad- 21 nych problemów, a jaki porządek zawsze ma w po- koju... –Słyszałem, że w każdym pokoleniu w jednej ro- dzinie rodzi się tylko jedno doskonałe dziecko – uśmiechnął się chłopiec. –Na mnie najwyraźniej nie padło. W korytarzyku prowadzącym do kuchni pojawiła się mama. –O Misiek – powiedziała. – Ciocia przygotowuje odlotową kolację, jestem pewna, że bardzo cię zain- teresuje co i jak przyrządza. –Pewnie! – zerwał się z fotela. – Nie wolno zaprze- paścić takiej okazji. * * * Ciocia Basia miała dwie pasje – podróże i goto- wanie. Wydawałoby się więc, że to ostatnie hobby sprawi, że Misiek stanie się jej oddanym fanem. Być może by się tak stało, gdyby nie jej słynne buritos. Trzy lata wcześniej razem z rodzicami został za- proszony do ciotki na kolację. Milek i Basia wróci- li właśnie z wakacji w Meksyku. Mieszkali jeszcze w ciasnym mieszkanku z wielkiej płyty na obrzeżu osiedla zwanego pieszczotliwie przez mieszkańców Bronksem, którzy najwyraźniej dostrzegali jakieś podobieństwa pomiędzy ich miejscem zamieszka- nia, a cieszącą się złą sławą dzielnicą Nowego Jorku. Kolacja zaczęła się całkiem udanie. Tato Miśka 22 i wujek Milek pili piwo zagryzając chipsami macza- nymi w sosie, czy raczej paście guacamole, a wujek snuł ciekawą opowieść o tym, jak ich okradli w cza- sie postoju autokaru, kiedy jechali zwiedzać pirami- dy Majów na Jukatanie. Jakiś desperado podprowa- dził im torbę z aparatem fotograficznym i kamerą i dlatego nie mają żadnych zdjęć z podróży. Potem ze szczegółami opisał, jak handlarze oszukali ich na stoiskach z pamiątkami i zamiast srebrnych ozdób wcisnęli im wisiorki z cyny do lutowania. Dlatego postanowili nie robić zakupów w Meksyku. Na pa- miątkę przywieźli tylko podkoszulki z nadrukiem. Na pierwszym planie widniała na nich wielka agawa i napis „Tecquilla Brava”, a na dole dużo mniejszy wyraz „Mexico”. Misiek dostał w prezencie jedną taką koszulkę. Niestety, nigdy jej nie założył, gdyż była w rozmiarze XXL. Z kuchni wydobywały się dość niepokojące zapa- chy. Misiek znał już trochę kuchnię ameryki środko- wej. Od czasu do czasu tato zabierał go do restauracji meksykańskiej, gdzie chłopiec jadł tacos, próbował z miski mamy zupę chili, a z talerza taty pikantne enchiladas. Aromaty unoszące się nad patelnią cioci Basi jakoś mu się z tamtymi chwilami nie kojarzyły. Po chwili doznał olśnienia i skojarzył te kuchenne wonie ze szkolną stołówką. Kiedy zjawił się przed nim talerz z naleśnikiem spowijającym brunatną masę i kiedy ostrożnie spró- bował niewielką cząstkę nadzienia, skrzywił się i za- wołał: 23 –To jest cebulaste! Wszyscy zamarli. Tato uśmiechnął się nerwowo, a mama nagle zrobiła się rozmowna i próbowała zmienić temat. Misiek na długo jednak zapamiętał niepokojące spojrzenie ciotki, które zapewne, gdyby miał nieco więcej doświadczenia życiowego, określiłby jako ja- dowite. Oczywiście nie zjadł buritos ciotki. Zrobił to za niego tato i wypominał mu to przez długie miesią- ce. Po kolacji Misiek zakradł się do kuchni i znalazł w niej plastikowy pojemnik z etykietą. „Mrożone buritos – przysmaki od Jana Muchy”. To sprawiło, że nigdy nie zaufał ciotce i z dużą ostrożnością próbował jej potraw. Faktem jest jed- nak, że po tej wpadce Basia bardziej się starała i za- kupiła nawet kilka drogich książek kucharskich. Jej towarzystwo wydawało się Miśkowi zdecydowanie bardziej atrakcyjne od spędzania czasu z wujkiem Milkiem, Matyldą i babcią. –Mama opowiadała mi, że stałeś się koneserem czekolady – powiedziała do niego ciotka, kiedy sta- nął przy blacie w kuchni. Chłopiec spojrzał z ukosa na mamę, która znacząco wbiła wzrok w sufit. –W zasadzie... – powiedział. – Dobra czekolada nie jest zła. A co dzisiaj będziemy jeść. –Znam twój wyrafinowany smak – powiedziała mama Matyldy. – I specjalnie dla ciebie na dzisiej- 24 szą kolację przygotowałam coś specjalnego. Dzisiaj będą na kolację polędwiczki wieprzowe. Popatrz już się marynują. Wskazała na duże naczynie, w którym leżało kilka porcji mięsa w pomarańczowym płynie. Chłopiec nachyli się nad nim z ciekawością dzien- nikarza kanału telewizyjnego Discovery. –Pomarańcze z cebulą – jęknął. –I czosnkiem – dodała ciotka. – Gdybyś wiedział co to za polędwiczki. Po całym mieście za nimi jeź- dziłam, bo już wszyscy je wykupili. Wiesz, w tym se- zonie są modne w suszonych pomidorach. Ale mam takiego zaprzyjaźnionego sprzedawcę... Zdziera jak za woły, ale zawsze ma dla mnie towar. Wystarczyło, że zdzwoniłam i oto jest. –A nie można by ich choć w suszonych śliwkach, na- wet w sosie śmietanowym?... – Miśkowi znów się coś nie podobało. –Zobaczysz jak spróbujesz – uśmiechnęła się Ba- sia. –Wszystko będzie dobrze – pocieszyła go mama. –Ciekawe co będziemy jeść jutro na kolację? – chłopiec miał najwyraźniej jakieś złe przeczucia. –Na pewno w wigilię nie będzie mięsa – oznajmiła ciotka tajemniczym głosem. – Ale zobaczysz, nie za- pomnisz jej do końca życia. Misiek spojrzał na nią pełnym powątpiewania wzrokiem. –Może coś cioci tu pomóc? – zapytał. 25 –Już z mamą zrobiłyśmy co trzeba – uśmiechnęła się Basia. –To pójdę sobie do swojego... to jest do pokoju Matyldy – oznajmił Misiek. – Coś nie za dobrze się czuję. Starając się nie zwrócić na siebie uwagi, przemknął na górę i zaszył się w sypialni. Ze swojego plecaka wyjął pudełko czekoladek Frango, które przylecia- ły z Ameryki w świątecznej paczce od taty i włożył jedną do ust. Kiedy wymieszana z miętą słodycz rozprzestrzeniła się po języku i podniebieniu, poczuł ulgę. Położył się na łóżku i raz po raz sięgał do pudełka. Nagle poczuł, że go coś trąciło w ramię. Poderwał się przestraszony i dostrzegł wpatrzone w niego ślepia border colie. –Wyniuchałeś – stwierdził Misiek i wyciągnął w stronę zwierzęcia rękę z czekoladką. Pies ostroż- nie przybliżył pysk do jego dłoni i delikatnie wycią- gnął mu spomiędzy palców smakołyk. –Żeby tak wszyscy tu byli tak delikatni – wes- tchnął. * * * –Misiek zejdź na kolację – głos mamy wyrwał go z błogiej drzemki. Usiadł na skraju łóżka, ze zdumieniem dostrzegł że z prawie pół kilograma czekoladek została połowa. 26 –Nieźle – mruknął. – Ale przynajmniej nie będę tak głodny, żeby zjeść polędwiczkę w sosie poma- rańczowym. Schował pudełko do plecaka i z głośnym westchnie- niem zszedł na dół. Rodzina siedziała już przy stole w przylegającej do kuchni jadalni. –Misiek jak zwykle ostatni – powiedział na jego widok wujek. Chłopiec wzruszył ramionami i usiadł tuż przy Kacprze. Zerknął na stojący przed kuzynem głęboki talerz. Okiem eksperta ocenił, że znajduje się w nim najprawdopodobniej chińska zupa z makaronem sojowym. –Nalej sobie – babcia wskazała białą wazę stojącą na środku stołu. –Nie mam apetytu – Misiek sięgnął po butelkę wody mineralnej i nalał ją do stojącej przed nim szklanki. – Pić mi się tylko chce. –Popatrz Miluniu – stwierdziła babcia. – Całkiem w ojca się wdał. Tylko by konflikty wywoływał. –Mamo! – powiedziała mama Miśka. – Nie prze- sadzaj. To stresujący dzień dla Michała i ma prawo nie mieć apetytu. –Dobre wychowanie wymaga, żeby zjeść kolację, jak się jest w gościach – oznajmiła babcia. –Po co mam brudzić talerz? – zapytał Misiek. – Żeby mieszać w nim łyżką jak Kacper? –Kacperek to taki niejadek – westchnęła ciotka. – On w ogóle nic nie je. Ale ty powinieneś spróbować 27 zupy. Są w niej prawdziwe młode pędy bambusa i specjalne chińskie przyprawy. Chłopiec z rezygnacją sięgnął po chochelkę. Zupa była gęsta i ciemna od sosu sojowego. Nadmiaru sosu sojowego, jak stwierdził po spróbowaniu. Za dużo w niej było również mąki ziemniaczanej, któ- rej surowy smak zepchnął na dalszy plan przypra- wy. –Wyjątkowo dobra – powiedział i podświadomie dotknął nosa, jakby chciał sprawdzić, czy nagle mu nie urósł. – Ciocia to chyba musiała się uczyć goto- wać od jakiegoś mistrza.... –Ach nie, wszystko sama podpatrzyłam, kiedy by- liśmy w Ameryce i trafiliśmy do chińskiej dzielnicy – rozpromieniła się Basia. – W jednym barze było wszystko widać, wszystko co robią w kuchni.... To było niesamowite przeżycie. Szkoda, że tato nie za- brał was jeszcze do siebie, żebyście wreszcie mogli coś zobaczyć. –Podobno Chińczycy jedzą psy – powiedział nagle Misiek i zrobił minę, jakby nagle spotkało go coś strasznego. – Właśnie, gdzie jest wasz pies... Czy ta zupa... –Nie... Chińczycy już nie jedzą psów – oznajmiła ciotka. – Przerzucili się na kotleciki sojowe. A psa w czasie kolacji wyrzucamy na zewnątrz, bo siada i wciąż się gapi na nasze talerze... To krępujące. –Pieskie życie – mruknął pod nosem Misiek. –Co mówiłeś? – zapytał Milek. 28 –Że psy lubią wzbudzać w człowieku poczucie winy – wyjaśnił. – Znałem takiego kundelka, który nie odpuścił, aż nie wyżarł wszystkiego. Całe drugie śniadanie musiałem mu dawać... –Misiek! Czego ja się dowiaduję – powiedziała mama. – To ja się męczę, robię kanapki, a ty je psu dajesz... –Ach mamo, zdarzyło się raz czy dwa – zbagateli- zował chłopiec. – Przecież jesteśmy ludźmi i czasem trzeba okazać litość... –Jak zjadłeś, to teraz przechodzimy do polędwi- czek – przerwała mu ciotka. –Ale mamo, jestem skłonny przyznać – powiedział patrząc jak ciotka z piekarnika wyjmuje szklane na- czynie pełne parującego mięsa. –Że niektórym lu- dziom uczucie litości jest całkowicie obce... –Nie chciałeś zupy, to dla ciebie będzie największa – stwierdziła Basia, zbliżając się miejsca, gdzie sie- dział Misiek. – I spróbujesz sosu... Delicje. –A gdzie go ciocia podpatrzyła? – zapytał chłopiec zrezygnowanym głosem. –Przepis dała mi najlepsza przyjaciółka – szczebio- tała ciocia. – Była na rejsie na luksusowym rosyjskim statku i tam właśnie, na balu powitalnym były te po- lędwiczki. Oczywiście od razu pobiegła do kuchni i wypytała kucharza jak to się robi. Okazało się, że szef kuchni to nasz krajan i dał jej tyle przepisów... Misiek ostrożnie wciągnął nosem woń sosu. Aro- mat pomarańczy wymieszany z zapachem czosnku i 29 cebuli najwyraźniej nie przypadł mu do gustu, gdyż skrzywił się i powiedział całkiem nie na temat. –Kiedyś słyszałem taką złotą myśl: „Boże strzeż nas od przyjaciół, bo od wrogów sam się obronię” – powiedział. –Tego was uczą teraz w szkole? – zaciekawił się Milek. Chłopiec spojrzał na niego i pokiwał głową. –W szkole to ja się wielu rzeczy nauczyłem, ale tego akurat nie – wyjaśnił. –To czego się nauczyłeś – zapytała Matylda. Misiek zamyślił się. –Na przykład nabrałem w szkole sporo złych na- wyków... – oznajmił. –Jakich? – dociekała dziewczynka. –Nie mogę powiedzieć, bo mama kazałaby mi je wyplenić, a dobrze mi z nimi – powiedział. –Dobrze ci z nimi, czyli złe nawyki są dobre – ucie- szyła Matylda. –Mamo, ja chcę mieć złe nawyki! –Ty masz same złe nawyki – powiedziała Basia. – Przejmujesz je od ojca. –Ode mnie? – zdziwił się Milek. –Jakie ja mam złe nawyki? –Właśnie, jakie on może mieć złe nawyki? – zapy- tała babcia. – Zawsze był złotym dzieckiem. –Milek był zawsze the best – rzuciła mama Miśka, a chłopiec od razu wyczuł w jej głosie ironię. – Za- wsze wiedział, gdzie leżą konfitury... –Babcia kiedyś robiła konfitury? – zapytał Misiek z udawanym niedowierzaniem. – Nie wierzę... 30 –Pewnie, że nie robiłam, bo to tylko strata czasu – obruszyła się starsza pani. – Stanie nad garami nie jest zajęciem rozwijającym... –A co jest? – dociekał chłopiec. –Z paniami z uniwersytetu trzeciego wieku doszły- śmy do wniosku, że na przykład podróże do dalekich krajów, poznawanie nowych ludzi – wyjaśniła babcia. –Masz świętą rację mamo – potwierdziła ciotka. – Ja to bym mogła cały czas podróżować... W tych innych krajach jest... Jest inaczej. Szkoda, że Milek staje się coraz mniej ruchawy i nie mogę go nigdzie wyciągnąć. Chciałabym pojechać na karnawał do Wenecji... Babcia westchnęła z rozrzewnieniem. –Gondolierzy, korowód na placu świętego Marka – powiedziała. – I te maski... arlekiny... A Włosi, jacy to przystojniacy... –Si si – wycedziła przez zęby mama. – Cosa nostra, vendetta, capo di tutti capi... –Pinokio – zawtórował jej Misiek. Razem wybuchli śmiechem. Babcia zrobiła obrażo- ną minę. –Widzę, że mój zięć was przerobił na swoją modłę – rzuciła. –Oj mamo – powiedziała mama Miśka. – Za bar- dzo bierzesz wszystko do siebie. A nam przecież na- leży się trochę uśmiechu, prawda Misiek? –Oczywiście – przytaknął chłopiec. – W końcu od- kąd tu przyjechaliśmy nie było okazji, żeby się roze- rwać i rozładować podskórne napięcie... 31 –Co rozładować? – zdziwiła się ciotka. –Podskórne napięcie, które wywołują różne nie- wyjaśnione nieporozumienia i tak dalej – wyjaśnił Misiek. –Ależ ty masz słownictwo, jakbyś nic innego nie robił tylko czytał encyklopedię – rzuciła ni to z po- dziwem, ni z naganą w głosie Basia. –Rodzice odkładają już na moje studia na Harvar- dzie i nie wydają pieniędzy na książki dla dzieci, tylko co najwyżej na słowniki i leksykony – Misiek zrobił mądrą minę. – Zabrali mi dzieciństwo. –Ty będziesz studiował w Hogwardzie? – niespo- dziewanie odezwał się Kacper. – Baju baju. Kto ci uwierzy. –Wujku – Misiek zwrócił się do Milka. – Ty jako znany w rodzinie debeściak powinieneś wytłuma- czyć Kacperkowi jaka jest różnica między Harvar- dem a Hogwartem. –A dajcie wy mi święty spokój – powiedział wujek z wyraźną niechęcią przeżuwając polędwiczkę. –A o co tu właściwie chodzi? – zapytała babcia. Kacper oskarżycielsko wskazał palcem na kuzyna. –Bo on mówi, że będzie się uczył magii tam gdzie Harry Potter – oznajmił. Mama Miśka parsknęła śmiechem, natomiast na twarzy Miśka nie drgnął nawet jeden mięsień. Ciot- ka spojrzała na niego z lekkim niepokojem. –Misiek, ty zawsze byłeś dziwny, ale chyba już tro- chę zaczynasz przesadzać w myleniu fikcji i rzeczy- wistości – stwierdziła. 32 Chłopiec spojrzał na nią boleśnie. –Ja rozumiem, że dla was studiowanie na Harvar- dzie to czary mary i latanie na miotle – wyrzucił z siebie. – Ale dlaczego odbieracie mi prawo do ma- rzeń?! –Bo to głupie marzenia – stwierdziła babcia. – Ten cały Hogwart to zgnilizna moralna i hucpa. Czyta- łam o tych czarodziejach w jednym pisemku. –Mamo, Harvard to najlepszy uniwersytet w Ame- ryce – wyjaśniła mama Miska. – Łatwiej tam zostać laureatem Nagrody Nobla niż czarnoksiężnikiem. –Doprawdy? – babcia trochę się zmieszała. – Kacper i o co ty robisz tyle hałasu? Przecież ty też pójdziesz na studia, na najlepszy uniwersytet, tyl- ko w Europie. A potem zostaniesz dyrektorem jak twój dziadek. Ktoś musi podtrzymać tradycje ro- dzinne. –Misiek, ty w ogóle nie spróbowałeś polędwiczki – ciotka okazała się nadzwyczaj spostrzegawcza. –Wie ciocia... – powiedział Misiek. – Ona jest tak wykwintna i wyśmienita i tak wspaniale wygląda w tym smakowicie rudym sosie, że odbieram ją jak dzieło sztuki i nie mam śmiałości, żeby naruszyć... naruszyć... –Jego strukturę – podpowiedziała mu mama. –Właśnie – chłopiec energicznie kiwnął głową. – Nie ruszę tego, dopóki tego nie sfotografujemy. A zjem ją potem. Odgrzeję ją sobie w mikrofalówce. –Kacper, gdzie posiałeś aparat! – zawołała Basia. 33 –To nie ja – stwierdził Kacper. – To Matylda. Ona się nim ostatnio bawiła. –Matylda! – ciotka spojrzała na nią groźnie. –Bo ja jestem podróżniczką, a podróżniczki wszę- dzie chodzą z aparatem na szyi, a potem... – dziew- czynka zamyśliła się. –Pojawiła się trąba powietrzna – szepnął Misiek. –Pojawiła się trąba powietrzna – powtórzyła Ma- tylda. –Jaka trąba? – zawołała ciotka. – Aparat! –Jaki aparat? – zapytała dziewczynka. –Muszę sama poszukać! – rzuciła Basia przez zęby i wyszła z jadalni. Misiek szybko skorzystał z okazji. Przeniósł talerz na blat w kuchni i szybko czmychnął do łazienki. Odczekał, kiedy ciotka wróci z aparatem i poszedł odpocząć do pokoju Matyldy. Zjadł kilka czekoladek i wyjął z futerału przy pasku komórkę. Sprawdził ile jeszcze mu zostało do wyga- dania i zadzwonił do Elwiry. –No cześć – powiedział. – Jak u ciebie, bo u mnie jak zwykle katastrofa. –U mnie tato przeszedł samego siebie – usłyszał w słuchawce. –Masz szlaban? Jakieś embargo? – zapytał. –Gorzej – westchnęła. – Nie wychodzę z pokoju, nie korzystam z łazienki. –No nie, rodzice chociaż w święta okazaliby ludzką twarz – oznajmił. – Ale przecież to do nich nie pasuje... 34 –Tato pokazał aż za ludzką – stwierdziła. – Posta- nowił, że zrobimy w tym roku tradycyjne święta. –I tym się martwisz? – zdziwił się Misiek. –Bo jest czym – westchnęła. – Zaczęło się od tego, że kupił naturalną choinkę. –Naturalne są najfajniejsze – wtrącił się chłopiec. –Tak, ale dlaczego mój tato zawsze wybierze naj- brzydszą! – rzuciła bardzo emocjonalnie. – Z jednej strony jest cała łysa, a po drugiej dolne gałęzie są krótsze niż górne. To jakiś koszmar! –Powiesicie włosy anielskie i nie będzie widać – pocieszył ją Misiek. –Choinka to mały pryszcz – kontynuowała. – Tato przyniósł dzisiaj do domu dwa żywe karpie! Pływają teraz w wannie. –E... tam, karpie nie gryzą – zbagatelizował chło- piec. –Ale tato chce je zamordować! – wyjaśniła. – Pół dnia chodził wokół łazienki z tłuczkiem. W końcu poszedł do sąsiada. Ale sąsiad też nie mógł. Wypili już pół butelki koniaku i dalej nie mogą. Teraz wszy- scy czekamy, aż wróci z pracy sąsiadka, która po- dobno robi to jak zawodowiec. Wpuszczą do domu morderczynię! Te święta to koszmar. –Przesadzasz – Misiek wzruszył ramionami. –Od pięciu godzin nie mogę iść do łazienki i we- dług ciebie to przesada! – Elwira zdenerwowała się. –Przemkniesz się, karpie cię nawet nie zauważą – poradził jej z uśmiechem na twarzy. 35 –Ale ja je zauważę i wtedy... – urwała w pół zdania –Wtedy co? – zapytał. –Wtedy się do nich przywiążę i będę jeszcze bar- dziej nieszczęśliwa, kiedy siądę do wigilii – stwier- dziła. –Przecież nie musisz ich jeść – stwierdził – Ja na przykład wymigałem się od skonsumowania polę- dwiczek w sosie pomarańczowo–cebulowym. –Kto wymyśla takie potrawy? – zapytała –Ciotka – westchnął Misiek. – A ty najlepiej zro- bisz jak wykradniesz te karpie i wypuścisz je do rze- ki. Póki tato zajęty jest z sąsiadem koniakiem. –Ja się do tego nie nadaję – stwierdziła płaczliwie. – Ja mam dosyć tajnych misji po fałszerzach czeko- lady. Ja chcę się położyć do łóżka i nie słyszeć krzy- ku tych karpi... –Ryby nie mają głosu – rzucił chłopiec. –Ale ich milczenie jest jeszcze gorsze... – Elwira nagle zamilkła i zapytała po chwili. – Czy przypad- kiem nie było takiego filmu „Milczenie karpi”? –Nie słyszałem – stwierdził Misiek. –Może kiedyś taki film nakręcę... – znów się zamy- śliła na moment. – To będzie prawdziwy horror. Ale muszę już kończyć, bo sąsiadka może wrócić z pracy w każdej chwili... Przerwała połączenie. Misiek wstał i ostrożnie wyjrzał na korytarz, po czym dyskretnie odwiedził wszystkie łazienki. W żadnej z nich nie było karpi. Odetchnął z ulgą. Wrócił do pokoju i zaczął czytać książkę o wielkich katastrofach. 36 37 . „Dobre Słowo” dla dzieci Anna Gras Misiek i fałszerze czekolady Misiek uwielbiał jeść, delektować się nowymi smaka- mi. Marzył nawet o tym, żeby zostać słynnym kucha- rzem lub cukiernikiem. Zamiast ćwiczyć mięśnie, co zwykle chętnie robią jedenastoletni chłopcy, wolał eks- perymenty w kuchni. Bardzo to irytowało nauczyciela wuefu pana Bronka, z którym był w ciągłym konflikcie. Pewnego dnia Misiek został reprezentantem szkoły w turnieju międzyszkolnym. Wziął udział w konkursie rozpoznawania potraw. Przegrał, gdyż podsunięto mu sfałszowaną czekoladę. Kiedy zaprotestował, zyskał opinię osoby, która nie umie przegrywać z honorem. To bardzo podrażniło jego ambicję. Postanowił wykryć jak to się stało, że na turniej trafiła podrabiana czeko- lada. Przeprowadził śledztwo, w którym pomagała mu ko- leżanka z klasy Elwira. Nim jednak odszukał fałszerzy czekolady musiał rozprawić się ze swoimi prześladowcami – szóstoklasistami Biedronką i Kielczykiem. W końcu tra- fił do siedziby przestępców, gdzie, jak to zwykle w takich książkach bywa, został uwię- ziony, a potem uratowany. Stał się bohaterem, a jego sła- wa wykroczyła daleko poza mury szkoły... a Anna Gras Filip Engel i błękitny smok Kiedy Filip przeprowadza się na nowe osiedle, nic nie dzieje się tak, jakby chciał. przyjaciółka Najlepsza nie ma dla niego czasu, gdyż uczęszcza na dodat- kowe zajęcia z języków obcych i dobrych manier, koledzy z szeregowców zadzierają nosa, a babcia jest coraz bardziej złośli- wa. Do bloku wprowadza się malarz - właściciel ob- razu przedstawiającego błękitnego smoka. Chłopiec okrywa, że istnieje tajem- nicza wyspa, gdzie żyją samotne smoki, bierze udział w niezwykłym wyścigu, stawia czoło strasznemu smoko- zbójcy i odważnie rzuca wyzwanie czerwonemu smo- kowi. Opowieść o tym, co czai się w naszym wnętrzu. Można się z niej dowiedzieć, jak odróżnić dobrego smoka od złego. Dla wszystkich, którzy mają magiczną wyobraź- nię. Powieść nominowana do nagrody IBBY 2010 e-booki dla dorosłych Bożydar Grzebyk A komu czasem nie odbija? Zwolnienie z pracy każdemu może się zdarzyć, zda- rzyło się również Jurkowi, filarowi firmy produkującej dewocjonalia. Życie jednak nie znosi próżni. Nasz boha- ter przypadkowo wygłasza mowę pogrzebową i zostaje zatrudniony w firmie zajmu- jącej się pochówkami jako mówca. Jest jednak niedosto- sowany społecznie i popada w konflikt z kolegami z pracy, policja bierze go za seryjne- go mordercę zwanego „Ma- niusiem Brzytewką” i jeszcze się nieszczęśliwie zakochuje w cudzej żonie, która ma zamiar wyjechać na stałe na Wyspy Kanaryjskie. W sumie, jedna wielka tragedia z wieloznacznym męczeniem kota w tle. Do tego dia- logi bez wątpienia pretendujące do miana kultowych i postacie, w których można się od razu zakochać, jak pan Miecio – przedsiębiorca pogrzebowy z doktoratem z filozofii, fałszywy rabin Lejczower czy przestępcy–ga- wędziarze: Bibuła i Graf. Najśmieszniejsza książka o utracie pra- cy, męczeniu kota i seryjnym mordecy. a Bożydar Grzebyk Współczesne opowieści żydowskie (usłyszane w krakowskiej kawiarni) Zbiór niezwykłych opowiadań o tym jak na życie współczesnych Polaków wpływa świadomość współist- nienia na naszych ziemiach, jeszcze całkiem niedaw- no, coraz bardziej tajemniczego, obrastającego mitami świata Żydów. a a a Bożydar Grzebyk Astrolog Jeśli myślisz, że astrologią zajmują się tylko starsi pano- wie i panie, którzy mają skłonność do dziwacznego ubiera- nia się i mówienia od rzeczy, to nic nie wiesz o astrologii. Jeśli dajesz komuś swoją datę urodzenia, nie zdziw się, kie- dy twoje najskrytsze sekrety ujrzą światło dzienne i nagle dowiesz się, że są ludzie, którzy wiedzą o twoim kryzysie w małżeństwie, gorszym okresie w pracy i finansach, czy nie ujawnianych nikomu preferencjach seksualnych. Kto wie, może nawet będą znać datę śmierci twoich bliskich... Astrolog to powieść sensacyjna, w której można znaleźć wiele ciekawostek na temat przewidywania pewnych wyda- rzeń na podstawie horoskopów i o tym jak dzięki astrologii można precyzyjniej oceniać ludzi. Odkryj wraz z astrologiem z Nowego Jorku tajemnicę żydowskiego aptekarza spod Lwowa. Powieść sensacyjna dla miłośników astrologii. a Agata Wasilenko Dieta horoskopowa ...nie ma czegoś takiego, jak uniwersalna dieta odchu- dzająca, która każdemu pomoże. Wiem coś o tym, bo wiele z nich wypróbowałam na sobie. Każdy do zrzu- cania nadmiaru kilogramów potrzebuje czegoś innego – innej motywacji, innego jadłospisu, innej aktywno- ści ruchowej i wreszcie odpowiedniego towarzystwa. a a a Agata Wasilenko Tajemnice pachnidła Książka zainspirowana słynną powieścią Pachnidło Patricka Süskinda i filmem zrealizowanym na jej pod- stawie. Autorka analizuje proces tworzenia zapachów przez Grenouille’a, objaśnia sekrety języka perfum i opisuje słynne pachnidła. Z książki można się dowie- dzieć, jaki jest związek pomiędzy źle dobranymi perfu- mami a mobbingiem i dlaczego zapach domowego cia- sta jest skuteczniejszym afrodyzjakiem od woni piżma. a a a Agata Wasilenko Świat perfum Poradnik dla początkujących miłośników perfum. Po- zycja, którą można zaliczyć do klasyki gatunku. Wyda- nie ebook zmienione i uzupełnione. Pierwsze wydanie - Świat Książki. a a a Agata Wasilenko Leksykon perfum Pierwsze wydanie leksykonu miało miejsce w roku 1999. Nakład błyskawicznie zniknął z półek. Wydanie ebook uaktualnione i uzupełnione. a a wkrótce w sprzedaży Anna Gras Misiek i perfumowana Kiełbassa a Kolejna cześć przygód Miśka. Tym razem chłopiec od- krywa nie tylko nowe smaki, lecz także niezwykle po- ciągające zapachy. Dla młodych ludzi i ich rodziców. a Anna Gras Filip Engel i smok taty a Druga część przygód Filipa Engela, który próbuje od- kryć dlaczego jego tato stracił swojego smoka. Dla mło- dych ludzi i ich rodziców. a Anna Gras Pan Słów a Wyrafinowana baśń - erudycyjna zabawa literacka, w której bohater toczy swoją prywatną wojnę ze śmiercią. a Anna Gras Urzekający zapach konwalii a Anna Gras dla dorosłych - odpowiednik filmowej ko- medii romantycznej z doskonale zarysowanymi posta- ciami bohaterów, którzy mają problem z wyrażeniem swoich uczuć. a a Bożydar Grzebyk A komu czasem nie odbija? 2 a Kolejny tom przygód Jurka, który nie może znaleźć so- bie miejsca w życiu. Zaczyna się dobrze - znajduje pra- cę w dużej firmie i jest fajnie, dopóki demoniczna sze- fowa nie zaczyna go posądzać o rozsiewanie plotek na jej temat i ktoś zaczyna mordować pracowników firmy. Jurek znów znajduje się w kręgu podejrzeń komisarza Wierciocha. Doskonale zarysowane postacie, mnóstwo czarnego humoru. Książka równie kultowa jak część pierwsza. a Bożydar Grzebyk Kłamca a Kolejna po Astrologu powieść sensacyjna Bożydara Grzebyka. Główny bohater, były ekspert zajmujący się komunikacją werbalną, zostaje po latach wezwany do dokonania zemsty, do czego się kiedyś zobowiązał. Aby jej dokonać musi posługiwać się kłamstwem. Okazu- je się, że nawet dla niego, osoby, która doskonale zna mechanizmy rządzące wiarygonością wypowiedzi, nie jest to proste, kiedy przeciwnikiem jest osoba równie biegle posługująca się nieprawdą. Z tej książki można się dowiedzieć jak kłamać, żeby nam wierzono.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Misiek i świąteczne obżarstwo
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: