Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00769 005126 13088948 na godz. na dobę w sumie
Misja  Casanovy  - ebook/pdf
Misja Casanovy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875420 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Agent rządowy o pseudonimie „Casanova” i milioner w jednej osobie, Bryan Elliott, ratuje z opresji pracownicę banku, Lucy Miller, która przypadkowo odkrywa poważne przestępstwo i staje się informatorką agencji rządowej. Bryan ukrywa ją w swoim apartamencie, daje nową tożsamość i pomaga zmienić wygląd. Dziewczyna przeobraża się w prawdziwą piękność...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

8 4 9 6 5 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 8 0 5 1 R N ISSN 1641-5760 9 771641 576018 Kara Lennox 8 Misja „Casanovy” 08-GR-1.indd 1 08-GR-1.indd 1 6/21/07 10:53:37 AM 6/21/07 10:53:37 AM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Kara Lennox Misja „Casanovy” Tłumaczyła Magdalena Oborska Droga Czytelniczko! Witam serdecznie w sierpniu. Już kolejny miesiąc cieszymy się wakacjami i cudowną pogodą. A oto tytuły na lato w serii Gorący Romans: Misja „Casanovy” – kolejna część miniserii „Dynastia Elliottów”. Historia uczucia Bryana Elliotta i dziewczyny, której pomaga. Skrywana miłość – skomplikowana miłosna intryga opisana przez lubianą autorkę Dianę Palmer. Szczęśliwy powrót i Noc na plaży (Gorący Romans Duo) – dwie historie, w których istotną rolę odgrywa pewna noc sprzed lat... Zapraszam do lektury Małgorzata Pogoda Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Kara Lennox Misja „Casanovy” Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Under Deepest Cover Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2006 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Maria Kaniewska © 2006 by Harlequin Books S.A. © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5055-7 Indeks 356948 GORĄCY ROMANS – 788 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Musisz mnie z tego wyciągnąć – syknęła Lucy Miller do telefonu komórkowego, który przysłano jej do domu kilka tygodni temu. Zadzwonił dokładnie w chwili, kiedy wychodziła z narady. Na wszelki wypadek od razu ukryła się z nim w damskiej toalecie, sprawdzając wcześniej, czy nie ma nikogo w żadnej z kabin. – Uspokój się – usłyszała w słuchawce dobrze znany, ko- jący męski głos, który dla niej zawsze brzmiał uwodziciel- sko. Często fantazjowała na temat wyglądu jego właściciela. W tym momencie była jednak zbyt przerażona, by o tym rozmyślać. Marzyła jedynie, żeby się wyplątać z tej całej sy- tuacji i ocalić skórę. – Łatwo ci mówić – warknęła nerwowo. – To nie ty sie- dzisz w banku, udając, że wszystko jest w porządku, cho- ciaż wiesz, że ktoś chce cię sprzątnąć. – Oglądasz za dużo ilmów sensacyjnych. – Nie widziałeś człowieka, który mnie śledził. Jestem pewna, że to był płatny zabójca. Na dworze upał trzydzie- ści stopni, a on miał na sobie długi płaszcz. – W Waszyngtonie dziś pada. To był na pewno zwykły płaszcz przeciwdeszczowy.  Kara Lennox – Nie słuchasz mnie! Jestem spalona. Ktoś był w moim mieszkaniu. Wyciągniesz mnie stąd albo zabiorę wszystkie dane i wsiądę do pierwszego samolotu lecącego do Ame- ryki Południowej. – Bądź rozsądna… – Mam dość bycia odpowiedzialną! Dotychczas robiłam wszystko, o co mnie prosiłeś, bez zadawania pytań. Zaufałam ci, choć nie widziałam cię na oczy i nie znam twojego imie- nia. Teraz przyszła kolej na ciebie – musisz mi uwierzyć. Nie jestem głupia. Jeśli natychmiast mnie stąd nie wydostaniesz, ten maleńki, drogi telefon komórkowy wyląduje w pierwszej studzience kanalizacyjnej i nigdy więcej mnie nie usłyszysz. – No dobrze. Przyjadę o siedemnastej trzydzieści, naj- później o osiemnastej. Wytrzymasz do tego czasu? Dasz radę dotrzeć do domu? Lucy wzięła głęboki wdech, starając się uspokoić. Trzy dni temu zauważyła, że jest śledzona. Wczoraj zorientowa- ła się, że ktoś przeszukał jej mieszkanie. Jak dotąd jednak obserwator trzymał się od niej na dystans. Może więc uda jej się przetrzymać jeszcze kilka godzin. – Zrobię, co w mojej mocy. Ale jeśli coś mi się stanie, prze- każ moim rodzicom, że ich kocham, dobrze? – Wypowie- działa to z trudem, starając się, by zabrzmiało naturalnie. – Nic ci nie będzie, królowo dramatu. Lucy rozłączyła się, nie chcąc powiedzieć czegoś, czego bę- dzie później żałowała. Królowa dramatu? Czyżby Casanova uważał ją za jakąś zwariowaną paranoiczkę? W ciągu ostat- nich kilku tygodni udowodniła już chyba swoją wartość. Ca- sanova. Kto może nosić taki pseudonim? – zastanowiła się. Misja „Casanovy”  Schowała komórkę do torebki i ruszyła do drzwi. Ką- tem oka dostrzegła w lustrze swoje odbicie. Wyglądała jak obłąkana. Brązowe kręcone włosy wysunęły się z zazwy- czaj schludnego koczka i rozsypały bezładnie na twarz, na policzkach miała wypieki, a w ukrytych za okularami oczach czaił się lęk. Dała sobie pięć minut na poprawienie fryzury, przypudrowanie nosa i nałożenie różowej szminki o źle dopasowanym odcieniu. Stosowała dyskretny maki- jaż, podobnie jak wszystkie jej koleżanki pracujące na kie- rowniczych stanowiskach. Starała się dopasować do grupy. Zależało jej, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Kiedy doprowadziła się do porządku, opuściła kryjówkę i ruszyła do biura, mając nadzieję, że uda jej się tam prze- trwać w spokoju przez resztę popołudnia. Marny z ciebie szpieg. Rozsypujesz się psychicznie, gdy tylko pojawia się pierwsza oznaka niebezpieczeństwa, po- wiedziała do siebie w duchu. Pech chciał, że zaraz za rogiem wpadła na dyrektora, który zatrudnił ją w banku. – Dzień dobry, Lucy – powiedział uprzejmie. – Właśnie cię szukam. – Przepraszam, byłam w toalecie. Źle się poczułam. Chy- ba zaszkodził mi lunch – wyjaśniła, przewidując, że nie bę- dzie drążył tematu. Dawno temu odkryła, że łatwo wpadał w zakłopotanie. Spojrzał na nią uważnie jednym okiem. Drugie utra- cił w wypadku, którego szczegółów nie znała. Po plecach przeszły jej ciarki. Czyżby dostrzegł jej strach?  Kara Lennox – Marnie wyglądasz. Jesteś bardzo blada. Na pewno nic ci nie jest? – Dziękuję, naprawdę wszystko w porządku. – Cały pan Vargov. Przyjaciel wuja Denisa, zawsze życzliwy i ojcow- ski. Przyjął ją, kiedy rozpaczliwie potrzebowała bezpiecz- nej, stałej posady, choć nie miała odpowiednich kwaliika- cji na stanowisko kontrolera inansowego. Zrobiła licencjat w dziedzinie inansowości i nie posiadała żadnego do- świadczenia zawodowego. Okazało się jednak, że dosko- nale sobie radzi z obowiązkami. Według pana Vargova nawet aż za dobrze. Jego zdaniem była nazbyt skrupulatna. Kiedy zgłosiła się do niego z podej- rzeniem, że popełniono defraudację, nie potraktował jej po- ważnie. Dlatego zwróciła się do Urzędu Bezpieczeństwa Na- rodowego i w ten sposób nawiązała kontakt z Casanovą. – Weź sobie wolne na resztę popołudnia – zapropono- wał pan Vargov. – Nie mogę. Muszę przygotować raporty, o które pan prosił. – Sprawozdania poczekają. Gdyby twój wuj się dowie- dział, że gonię cię do pracy, kiedy jesteś chora, dobrałby mi się do skóry. – Dziękuję, jeśli nie poczuję się lepiej, wyjdę trochę wcześniej. Jeśli opuści biuro o nietypowej porze, może uda jej się wyprowadzić w pole mężczyznę, który ją śledzi. Przez najbliższą godzinę postara się przegrać jak najwięcej da- nych z systemu na maleńki, superpojemny dysk przenośny. Potem opuści to miejsce i już nigdy tu nie wróci. Misja „Casanovy”  Casanova zabierze ją gdzieś, gdzie jest bezpiecznie. Obiecał jej to. Kiedy zostaną przeprowadzone aresztowa- nia i przestępcy znajdą się za kratkami, rozpocznie wszyst- ko od początku. Nowe życie, nową pracę. Będzie wspaniale. O trzeciej dziesięć była gotowa. Ukryła dysk w biusto- noszu, wzięła torebkę, parasolkę i poinformowała Peggy Holmes, sekretarkę pana Vargova, że w związku z proble- mami żołądkowymi wychodzi wcześniej. – Mam nadzieję, że to nic poważnego. Od kiedy tu pra- cujesz, opuściłaś tylko jeden dzień. Peggy dobiegała sześćdziesiątki i pracowała dla dyrek- tora od ponad dwudziestu lat. Miała schludnie ułożoną fryzurę z trwałą ondulacją, przysadzistą igurę i wyjątko- wo wydatny biust. Lucy jednak doskonale wiedziała, że za babciowatym wyglądem i matczynym stosunkiem do pra- cowników biura kryła się wyjątkowo bystra i inteligentna kobieta, o niespotykanej pamięci do szczegółów i wręcz patologicznej sumienności. – Nic mi nie będzie – odparła, starając się wierzyć we własne słowa. Myśl o tym, że będzie musiała sama dojść na parking, przerażała ją. Nie powinna postępować rutynowo. Rozsąd- niej będzie, jeśli pojedzie autobusem. Przystanek znajdo- wał się niedaleko biura. Na dworze było gorąco i wilgotno od nieustającego, lek- kiego deszczu. Mimo to, kiedy wyszła z budynku na ulicę, ogarnął ją nieprzyjemny chłód. Rozłożyła parasolkę i ro- zejrzała się ukradkiem dookoła w poszukiwaniu mężczy- 10 Kara Lennox zny w płaszczu. Nie zauważyła nikogo podejrzanego. Ode- tchnęła z ulgą. Minęła przecznicę, stukając na mokrym chodniku niskimi obcasami skromnych pantofelków. Że- by nie stać zbyt długo na przystanku, zaczęła spacerować, udając, że ogląda wystawy sklepowe. Kiedy dostrzegła zbli- żający się autobus, ruszyła w jego kierunku i wskoczyła do środka na chwilę przed zamknięciem drzwi. Wysiadając niedaleko domu, w Arlington, również nie zauważyła niczego niepokojącego. Może udało jej się wy- wieść prześladowcę w pole lub sam zrezygnował, docho- dząc do wniosku, że nie warto jej śledzić, skoro nie znalazł w jej mieszkaniu żadnych dowodów. Dysk miała zawsze przy sobie. Jej mały dom miał tylko jedno wejście. Rano włożyła w drzwi grubą nitkę, żeby sprawdzić, czy podczas jej nie- obecności ktoś wchodził do mieszkania. Kordonek był na miejscu. Wsunęła klucz do zamka, otworzyła go, po czym zatrzymała się na moment w progu, żeby złożyć parasolkę i otrząsnąć ją z wody. Mieszkała tu od dwóch lat. Dom znalazł dla niej wuj, a ona zdecydowała się go wynająć bez wcześniejszego obejrzenia. Był przytulny, ale nudny, tak jak jej życie jesz- cze kilka tygodni temu. Nie starała się urządzić go po swo- jemu. Nie będzie jej żal go opuścić. Zamknęła za sobą drzwi i zasunęła zasuwkę. Niespo- dziewanie od tyłu ktoś zakrył jej dłonią usta. Ogarnęła ją panika. Poczuła dławienie w gardle. Bez za- stanowienia przystąpiła do akcji. Z całej siły dźgnęła na- pastnika w udo parasolką, którą trzymała w ręku. Misja „Casanovy” 11 Agresor wydał z siebie stłumiony jęk i na tyle rozluźnił uścisk, że udało jej się ugiąć kolana i osunąć się na podło- gę. Wtedy chwyciła mocno mężczyznę za łydkę i pociągnę- ła, przewracając go. Napastnik upadł z bolesnym hukiem na marmurową posadzkę. Ściskając mocno parasolkę, Lucy wy- prostowała się, obróciła i wymierzyła szpicem swej na pocze- kaniu zaimprowizowanej broni w gardło przeciwnika. – To ja! Casanova! – Mężczyzna sprawnym ruchem wy- rwał jej parasolkę i odrzucił na bok, mimochodem pozba- wiając ją równowagi. Lucy runęła na niego jak długa. Leżąc na nim, zdezorientowana uniosła głowę i ujrzała najcu- downiejsze niebieskie oczy, jakie w życiu widziała. – Casanova? – spytała z niedowierzaniem, choć od razu rozpoznała go po głosie. – Rany! Kobieto, czyś ty oszalała? O mało mnie nie za- biłaś. – Włamałeś się do mojego domu i zaatakowałeś mnie, więc się broniłam. Uważasz, że to nienormalne? – Wróciłaś wcześniej niż zazwyczaj. Nie wiedziałem, czy to na pewno ty. Gdzie się nauczyłaś samoobrony? – Byłam na kursie. Jak się tu dostałeś? – Jesteś obserwowana, więc nie mogłem wejść frontowy- mi drzwiami. Włamałem się. – Jakim cudem? Mam alarm. – Ale twoja sąsiadka nie ma – uśmiechnął się. Lucy po- biegła wzrokiem za jego spojrzeniem i oniemiała na widok wielkiej dziury w ścianie w salonie. – Wszedłeś tamtędy? – jęknęła. – Mam nadzieję, że nie przestraszyłeś pani Pluger? Co powie właściciel domu? 12 Kara Lennox – Nie dowiesz się, ponieważ już cię tu nie będzie. Wy- jeżdżamy. To była pierwsza pokrzepiająca wiadomość, jaką dziś usłyszała. – Więc w końcu mi wierzysz? – W twoim domu jest więcej aparatów podsłuchowych niż w Ambasadzie Amerykańskiej w Moskwie. – Jego twarz spochmurniała. Lucy zniżyła głos do szeptu. – I teraz też nas podsłuchują? – Podejrzewam, że pluskwy podłączone są do nagry- warki. Ci, którzy je założyli, kimkolwiek są, prawdopo- dobnie nie podsłuchują cię, kiedy wiedzą, że nie ma cię w domu. Nie mamy jednak zbyt wiele czasu. Wkrótce znów się podłączą. Chcę, żebyśmy byli daleko stąd, kie- dy się tu zjawią. Lucy zdała sobie sprawę, że nadal leży na Casanovie. Nie wykonała dotąd najmniejszego ruchu, żeby się pod- nieść, i zawstydziła się. Czuła pod sobą każdy jego twardy mięsień i musiała przyznać, że było to bardzo przyjemne. Od tak dawna nie dotykał jej żaden mężczyzna w sposób bardziej intymny, niż ściskając dłoń. Zsunęła się z niego niezdarnie, niechcący następując mu kolanem na krocze. – Ty naprawdę jesteś niebezpieczna – jęknął, siadając. Lu- cy w końcu mogła mu się dobrze przyjrzeć. Zawsze wyobra- żała sobie, że jest przystojny. Rzeczywistość przerosła jednak jej najśmielsze oczekiwania. Był wspaniały. Miał około metra osiemdziesięciu pięciu wzrostu, opalone, umięśnione ciało Misja „Casanovy” 13 i te niezwykłe oczy. Czarne gęste włosy zmierzwiły mu się po jej niespodziewanym ataku. – Masz trzy minuty na spakowanie wszystkich niezbęd- nych rzeczy. Lucy postanowiła mu zaufać. Pobiegła do sypialni i w mgnieniu oka zebrała, co trzeba, w tym leki przeciwaler- giczne. Wszystko zmieściło się w niewielkim plecaku. Po- nieważ została jej jeszcze chwila czasu, zrzuciła pospiesznie sukienkę i włożyła dżinsy i tenisówki. Nie wiedziała, dokąd wyruszają, jak będą podróżować ani kiedy będą mieli okazję się zatrzymać, dlatego wolała mieć wygodny strój. Wyszła z sypialni przed czasem. Casanova czekał na nią w salonie, kiwając się na piętach. Wyglądał na lekko pode- nerwowanego. – Nareszcie! – fuknął. – Dałeś mi trzy minuty i dokładnie tyle czasu mnie nie było – oświadczyła, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. – Bawi cię to? – W pewnym sensie – przyznała. Od bardzo dawna nie czuła się tak podekscytowana i nie miała takich wypieków na policzkach. Od lat. Zapomniała już, jakie to mogło być przyjemne. – Tobie też się to podoba. Inaczej nie został- byś agentem. Przyznał jej rację skinieniem głowy. – Idziemy. Przedostali się przez otwór w ścianie. – Dobrze, że pani Pluger nie było w domu. Mogłeś przy- prawić ją o zawał serca. – Dlaczego sądzisz, że jej nie było? 14 Kara Lennox W mieszkaniu obok w fotelu siedziała osiemdziesięcio- dwuletnia sąsiadka i spokojnie oglądała telewizję. Kiedy ujrzała Casanovę, uśmiechnęła się do niego szeroko. – Już pan wrócił! – ucieszyła się. Staruszka, choć unieru- chomiona przez artretyzm, zachowała wyjątkową bystrość umysłu. – Dzień dobry, Lucy – zawołała. Dziewczyna spojrzała na nią w osłupieniu. – Wy się znacie? – Tak. Ten miły pan przyszedł dziś do mnie i wyjaśnił, że jesteś w niebezpieczeństwie, bo ścigają cię terroryści, i po- prosił, żebym ci pomogła uciec… – Wzruszyła ramionami jakby chciała powiedzieć, że to oczywiste i takie rzeczy co- dziennie się zdarzają. – A ściana? Przecież zburzył pani ścianę! – Dał mi pieniądze na remont – odparła i zwróciła się do Casanovy. – Kiedy był pan zajęty przeszukiwaniem pokoju Lucy, przygotowałam rzeczy, które mogą wam się przydać. – Wskazała starą reklamówkę. – Włożyłam ubrania i inne drobiazgi. Mnie już nie będą potrzebne. Casanova przejrzał zawartość torby, uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na Lucy. – Doskonale. Włóż to na siebie. Od tej chwili jesteś Bes- sie Pluger. Bryan Elliott, pseudonim Casanova, zacisnął usta, z tru- dem powstrzymując uśmiech, kiedy obserwował, jak Lucy Miller wkłada wielkie, pomarańczowe, poliestrowe spod- nie i zapina je w talii. Dziewczyna okazała się prawdziwą niespodzianką.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Misja Casanovy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: