Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00795 010444 11035538 na godz. na dobę w sumie
Mody w kulturze i literaturze popularnej - ebook/pdf
Mody w kulturze i literaturze popularnej - ebook/pdf
Autor: , , Liczba stron: 440
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1584-3 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Popkultura jest jak moda – wzorem zmiany społecznej, w której pojedyncze formy stają się akceptowane i znajdują powszechne uznanie. Aby analizować te dwa fenomeny, należy przypatrzeć się mechanizmom uzyskiwania ogólnej aprobaty. Literatura i kultura popularna pojawiają się jako proces społecznej selekcji, którego kierunek wynika z ogólnego kierunku »wspólnotowego smaku«. Ów stadny gust jest wyrażany i reprodukowany właśnie w modzie. To podstawowa kategoria estetyczna, która mówi najwięcej o zbiorowych upodobaniach, widocznych żądzach i uśpionych instynktach.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

l a c e o p s a t i s r e v n u i l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . MODY W KULTURZE I LITERATURZE POPULARNEJ Szkice zgromadzone w tym tomie stanowią wypowiedź badaczy reprezentujących różne dziedziny współczesnej humanistyki. Wspólnym punktem odniesienia jest dla nich moda i to, co modne w kulturze, ze szczególnym uwzględnieniem kultury i literatury popularnej. „Popkultura jest jak moda – wzorem zmiany społecznej, w której pojedyncze formy stają się akceptowane i znajdują powszechne uznanie. Aby analizować te dwa fenomeny, należy przypatrzeć się mechanizmom uzyskiwania ogólnej aprobaty. Literatura i kultura popularna pojawiają się jako proces społecznej selekcji, którego kierunek wynika z ogólnego kierunku »wspólnotowego smaku«. Ó w stadny gust jest wyrażany i reprodukowany właśnie w modzie. To podstawowa kategoria estetyczna, która mówi najwięcej o zbiorowych upodobaniach, widocznych żądzach i uśpionych instynktach”. J E N R A L U P O P E Z R U T A R E T L I E Z R U T L U K W Y D O M I Ze Wstępu ISBN 97883-242-1645-1 T A V z ł z 0 0 2 9 788324 216451 4 , universitas www.universitas.com.pl l a c e o p s a t i s r e v n u i l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . Spis treści Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117 Dominika Michalak Trzy krytyki modnego rozumu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 115 Marek Lubański Pomiędzy modą a potrzebą poznawczą, czyli o psychoanalizie w kulturze polskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 137 Marcin Telicki Moda na infantylizację – tezy i antytezy do dyskusji . . . . . . . . . . . 169 Magdalena Lachman Moda na pisanie czy moda na grafomanię? Kult(ur)owe reorientacje . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 195 Sławomir Buryła (Nie)banalnie o Zagładzie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 139 Małgorzata Wrześniak Różowo mi. O modzie na różowy cuteness w sztuce i kulturze . . . 173 Krzysztof Uniłowski Patyna, a nie moda. Kulturowa wartość literatury najnowszej . . . 201 Małgorzata Skibińska Popkultura w „kujonkach”, czyli moda na pisanie o czytaniu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 217 Agnieszka Nęcka Popfeminizm: Gretkowska, Plebanek, Samson . . . . . . . . . . . . . . . . 243 Tomasz Tomasik Męskie dodatki, czyli mężczyzna w świecie modnych gadżetów . . 273 Dariusz Nowacki Metkowanie świata. O znakach firmowych w prozie współczesnej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 293 Anna Fornalczyk Piękna czy bestia, czyli o disneizacji popularnej literatury dziecięcej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 309 Lidia Gąsowska Moda na fan fiction, czyli jak fan tworzy fikcję i jak jej używa . . . 331 Mariusz Kraska Zbrodnia doskonała. Rzecz o popularności kryminału . . . . . . . . . 369 Olga Filipowska Czym „self-help” bogaty, tym „priv-lit” do księgarni . . . . . . . . . . . 389 Indeks nazwisk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 411 Wstęp Żyjemy w epoce, w której literatura i kultura popularna sta- ją się ramami interpretacyjnymi rzeczywistości. Ryty i obrządki nowoczesnego modelu kultury ustanawiane są bowiem w znacz- nej mierze przez technologie komunikacyjne, zapośredniczeniu przez medium telewizji i internetu podlegają modelujące kultu- rę mity. W tworzeniu popkulturowych ram niezwykle aktywnie uczestniczą marki i znaki towarowe (reklama), hollywoodzkie produkcje filmowe ustanawiające ład powtarzalności (duet se- ryjności i repetycji w kinie), tytuły popularnych seriali i kopie programów telewizyjnych, w których nawet emocje odtwarzane są niejako „na licencji”. Biorąc czynny udział w próbach kon- strukcji świata, popkultura nadaje znaczenia i unieważnia je, gdy mija ich czas. Na korzyść literatury i kultury popularnej przema- wia jedno: uprawomocnia ona drogi poznawania otaczającego nas świata i działania w jego obrębie. Literatura i kultura popularna przefiltrowane przez sieć porta- li społecznościowych typu Nasza-Klasa.pl czy Facebook, serwisy w rodzaju YouTube, nadają kształt modom i trendom. Zarówno w sferze realnej, jak i wirtualnej są nośnikiem przekonań i poglą- dów odbiorców, a tym samym wpływają na nasze wyobrażenia o rzeczywistości, modelują język oraz sposób komunikowania 8 Wstęp się z otoczeniem. Popkultura jest podstawowym mechanizmem tworzenia porządku w społeczeństwie. W tym sensie wszyscy, którzy ograniczają rozumienie kultury popularnej do czegoś błahego, mało ważnego, ulotnego czy nieracjonalnego, tracą nie tylko wiele z jej istoty, ale błędnie oceniają świat, w którym żyją. Popkultura jest więc jak moda – wzorem zmiany społecz- nej, w której pojedyncze formy stają się akceptowane i znajdują powszechne uznanie. Aby analizować te dwa fenomeny, należy przypatrzyć się mechanizmom uzyskiwania ogólnej aprobaty. Li- teratura i kultura popularna pojawiają się jako proces społecznej selekcji, którego kierunek wynika z ogólnego kierunku „wspól- notowego smaku”. Ów stadny gust jest wyrażany i reproduko- wany właśnie w modzie. To podstawowa kategoria estetyczna, która mówi najwięcej o zbiorowych upodobaniach, widocznych żądzach i uśpionych instynktach. Posługując się językiem socjologii, ekonomii i zarządzania ka- pitałem ludzkim, do opisu zjawiska mody można by wykorzy- stać pojęcie operacjonalizacji. Oznacza ono wyprowadzanie celów działania, czyli celów operacyjnych z celów strategicznych (ogól- nych), czyli z popkultury i „wspólnotowego smaku” czy gustu. Tak pojmowanej operacjonalizacji dokonuje się, by urzeczywist- nić i utrwalić istnienie jakiejś szeroko rozumianej „mody na…”, trendu, marki lub znaku towarowego1. Jest to gra popytu (stanowi go moda) i podaży (konkretna marka ze sklepowej półki). W modzie demokratyzacja i ekonomizacja smaku sprawiają, że banalne jest przedstawiane jako ekskluzywne, skomplikowane zaś jako niepotrzebna nadwyżka, która może zakłócić obieg dóbr banalnych. Teza ta doprowadzona do skrajności podtrzymywana jest przez frakcję „apokaliptyków” – jak Umberto Eco nazywa przeciwników kultury popularnej, rzekomo niszczącej w s z e l- k i e wartości tradycyjne2. 1 Zob. H. Vejlgaard, Anatomia trendu, przeł. D. Wąsik, Kraków 2008. 2 Zob. U. Eco, Apokaliptycy i dostosowani. Komunikacja masowa a teorie kultury masowej, przeł. P. Salwa, Warszawa 2010, s. 17. Wstęp 9 Popkultura – jak moda – stanowi element zarówno dystynk- cji, jak i integracji społecznej. Zdaniem Georga Simmla w mo- dzie uwidacznia się proces społecznego różnicowania i przysto- sowania3. Moda była i jest dyktowana przez elity, w celu okre- ślania nowych linii demarkacyjnych między elitą a resztą („tymi innymi”)4. Uważny czytelnik Simmla wie też, że nie ma jednej mody (jak nie ma jednej popkultury). Cechą nowoczesności jest różnorodność – nowoczesność daje wiele powtarzalnych form wyrażania siebie: wybór marki, wybór koloru różowego, by być trendy i cuteness, powielenie mody na disneizację, na psychoana- lizę, na popfeminizm, wybór mody na czytanie, na pisanie (tak- że, a może przede wszystkim, o sobie). Popkultura jest formą społeczną, czyli stabilną strukturą po- jawiającą się jako efekt wielości społecznych faktów. Pomimo że elementy mody/pop się zmieniają, to sama struktura funkcjo- nowania pozostaje nietknięta. Nie jest ważna moda, ale fakt, że coś zostaje rozpoznane jako modne, uznane za popularne. Po- szczególne mody nie potrzebują racjonalnych wyjaśnień, zastę- pują je eksplikacje rynkowe: moda, flirtująca z szeroko rozumia- ną kulturą popularną, okazuje się, jak wskazywał Pierre Bour- dieu, zorganizowaną wiedzą bazującą na ograniczonym dostępie do dóbr i usług. W Dystynkcji kluczowym pojęciem jest „pole mody”. Idąc tym tropem, pole haute couture definiuje Bourdieu jako równoznaczne z polem produkcji kulturowej. Pole mody w kulturze popularnej wyznacza znajomość marki, produktu, sym- bolu, miejsca konsumpcji dóbr i ich nabywania5. Popkultura jest odruchowo i bezrefleksyjnie przez swoich od- biorców naśladowana, propagowana, a nawet wyznawana6. Prze- ciętnemu użytkownikowi produktów kultury nie sprawia jednak 3 S. Magała, Simmel, Warszawa 1980, s. 233. 4 Tamże. 5 P. Bourdieu, Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia, przeł. P. Bi- łos, Warszawa 2005. 6 M. Krajewski, Kultury kultury popularnej, Poznań 2005, s. 26. 10 Wstęp zawodu oglądanie wciąż tych samych obrazów i wstawianie ich jako osobiste awatary oznaczające konto na Gadu-Gadu czy na forum dyskusyjnym, oglądanie wciąż tego samego programu w telewizji, chodzenie do kina wciąż na to samo (co zyskało mia- no popularności kina gatunków), czy obracanie się w kręgu takich samych schematów fabularnych (powielanych w literaturze fan- tasy, romansie, kryminale, thrillerze, horrorze). Koniec końców jest to niewyczerpane, odnawialne i powtarzalne źródło przyjem- ności7. Płynnie przenikamy i bezpiecznie obracamy się w kręgu znaczeń, których treści nie musimy wciąż na nowo ustalać. Można jednak spojrzeć na popkulturę bardziej optymistycznie. Eco sugeruje, by umiarkowanych i niebezkrytycznych zwolenni- ków popkultury nazywać „dostosowanymi”8. Badacz wychodzi z założenia, że skoro pewnej formacji czy pewnego typu kultury nie da się zatrzymać, to przynajmniej można z nim wejść w dialog. Od roku 2008 obserwujemy olbrzymi przyrost literatury po- święconej różnym osobliwościom z kręgu kultury popularnej. Rodzi się moda na mówienie, pisanie i analizowanie kultury po- pularnej. Modne tematy w popkulturze otwierają na różne prak- tyki czytania i pisania. Jednak dokładniejsze przyjrzenie się tema- tom, które inspirują młodych naukowców, prowadzi do wniosku, że ów przyrost jest często grą powtórzeń, iteracji i redundancji aniżeli innowacji9. Zjawiska takie jak bycie idolem, celebrytą czy natrętne „oglądactwo” kolejnych seriali, stron z fotoblogami, gry komputerowe, wraz z szeroko rozumianą audiowizualnością za- pośredniczoną przez nowe media, poddawane są wielorakim ob- serwacjom połączonym z próbami ustalenia przyczyn ich popu- larności i sensu/efektu trwania, nawet jeśli jest chwilowy. Badaczy interesują tematy modne, to, co „staje się już”, co jest aktualne 7 Powtórka jest „tania i minimalizuje ryzyko ekonomiczne” (tamże, s. 212). 8 U. Eco, Apokaliptycy i dostosowani. 9 E. Stawowczyk, Atomizm produktów kulturowych wobec nowych form per- cepcji, w: Między powtórzeniem a innowacją. Seryjność w kulturze, pod red. A. Kisielewskiej, Kraków 2004, s. 35. i popularne, a więc doceniane, bowiem czytane, oglądane (a może i tworzone? generowane?) przez szeroką publiczność10. Zwrócenie Wstęp 11 10 W tym kontekście na uwagę zasługuje działalność oficyny Wydawnictw Akademickich i Profesjonalnych (od 2010 roku Oficyna Wydawnicza Łośgraf). Polscy badacze kultury zazwyczaj szukają tematów, które są „wokół”, stano- wią przedmiot codziennych doświadczeń i praktyk. Biodra Elvisa Presleya. Od paleoherosów do neofanów (Warszawa 2007) M. Czubaja traktują przekrojowo o pop symbolach i ich formach, modnych rytuałach, muzyce, komiksie, litera- turze, o piłce nożnej i rekonstrukcji wydarzenia historycznego, o bohaterach (Adam Małysz), idolach (Michał Wiśniewski) i lokalnych gwiazdach. W 2011 roku pojawiło się na rynku księgarskim opracowanie poświęco- ne serialom, których postnowoczesna poetyka (Rodzina Soprano, Dr House, Queer as Folk, South Park czy Zagubieni) uwiodła tysięczną fanowską widow- nię (Post-soap: nowa generacja seriali telewizyjnych a polska widownia, pod red. M. Filiciaka i B. Gizy, Warszawa 2011). Autorzy wydawani w serii Popkultura i media WAiP zajmowali się też triumfem medialnym Gwiezdnych wojen i obecnością w kulturze zjawisk towa- rzyszących produktowi Georga Lucasa. Książka pod znaczącym tytułem Daw- no temu w Galaktyce Popularnej (pod red. A. Jawłowskiego, Warszawa 2010) zasługuje na uwagę z powodu fuzji różnych metodologii. Gromadzi artykuły antropologów kultury, kulturoznawców, filozofów, religioznawców, politolo- gów i językoznawców. Notabene częstym zwyczajem jest, że namysł nad kulturą popularną najczęściej odbywa się w obszarze interdyscyplinarnym. Zjawisko reklamy współczesnej opalizującej wszelkimi dostępnymi znacze- niami objaśniła wyczerpująco M. Lisowska-Magdziarz (Pasażer z tylnego siedze- nia: media, reklama i wychowanie w społeczeństwie konsumpcyjnym, Warszawa 2010). A. Ostaszewska opisała dyskurs wytworzony wokół osoby (postaci?) Michaela Jacksona (Michael Jackson jako bohater mityczny: perspektywa antropo- logiczna, Warszawa 2009). Rok wcześniej K. Krzan w studium Ekstaza w wersji pop: poszukiwania mistyczne w kulturze popularnej (Warszawa 2008) przybliży- ła wzajemne przenikanie się kultury popularnej i sakralnej. Tam też zgłębiono m.in. wątek popularności „królowej popu” – Madonny. K. Olechnicki poddał analizie cyfrowe obrazy w sieci. Zajął się fotobloga- mi i ich funkcją emancypacyjną w dominującej dziś kulturze wizualnej. Autor ukazał modę na estetyczną homogenizację, fiksację na punkcie technicznego i sprzętowego aspektu fotografii, narcyzm i ekshibicjonizm twórców (Fotoblogi, pamiętniki z opcją przekazu: fotografia i fotoblogerzy w kulturze konsumpcyjnej, Warszawa 2009). Współczesny rytuał piłki nożnej, mundialu poznawczo eks- ploatował A. Jawłowski (Święty ład. Rytuał i mit mundialu, Warszawa 2009). Z kolei Homo players. Strategie odbioru gier komputerowych D. Urbańskiej- -Galanciak (Warszawa 2009) wraz z wcześniej wydaną książką Wirtualny plac 12 Wstęp się w stronę popularnego fenomenu zapewnia wejście na salony refleksjom, które z różnych względów były do tej pory na margi- nesie, często pomijane i przemilczane w dyskursie akademickim. Prace literaturoznawców, socjologów, kulturoznawców, filozofów i antropologów wskazują na istnienie terenów jeszcze nieodkry- tych, ujawniają luki w poznaniu cyberrzeczywistości, a jednocze- śnie zwracają uwagę na nie-od-czytanie tekstów kultury i ważnych zjawisk, w orbicie których przebywamy na co dzień. Zarówno kreatorzy, analitycy, jak i wyznawcy popkultury chęt- nie sięgają po to, co sprawdzone, co miało odzew i przyniosło zysk. Dzisiejszym profetą okazuje się trendsetter. To on wyszukuje nowe nurty, wyrokuje o ich trwaniu i nadaje im status popularnego „To lubię!”. Moda w popkulturze pozwala na doświadczenie nieline- arności i odwracalności wszystkiego, choć z drugiej strony dobrze też oddaje sąd o wszystkożerności („omnivoryzmie”) popkultury. Znajduje się tu również potwierdzenie tezy Pierre’a Bourdieu, iż „wyżyny” tylko udają chłodne désintéressement wobec „nizin”, pod- czas gdy faktycznie wciąż zerkają „w dół” w poszukiwaniu tego, co by można „objąć spojrzeniem” (a niekiedy zdeptać)11. O modzie na rozważania o popkulturze przekonują zbiory artykułów opublikowanych w 2010 roku przez toruńskie Wy- dawnictwo Adam Marszałek12. Poświadczają one zainteresowanie kulturą i literaturą popularną w odniesieniu do tradycji i post- nowoczesności z metodologią genderową i próbami upłciowienia zjawiska na planie pierwszym. zabaw. Gry sieciowe i przemiany kultury współczesnej M. Filiciaka (Warszawa 2006) zmuszały czytelników do krytycznej refleksji nad jednym z istotnych wymiarów dzisiejszej popkultury, wiążącym się ponownie z partycypowaniem w kulturze zapośredniczonej technologicznie. 11 P. Bourdieu, Dystynkcja, s. 45. 12 Zob. Zawartość mediów masowych. Od kultury popularnej przez studia genderowe do języka komunikowania (pod red. P. Dudek i M. Kusia), Nowe media. Między tradycjonalizmem a kulturą popularną (pod red. M. Jezińskiego, B. Brodzińskiej i Ł. Wojtkowskiego), Konteksty kultury popularnej. Płeć, sztuka, media (pod red. M. Jezińskiego, M. Wincławskiej i B. Brodzińskiej). Wstęp 13 Moda na obecność literatury popularnej i rozpoznawanie warto ści i quasi-wartości popkultury daje się zauważyć także w namyśle nad zmieniającą się polityką oświatową i systemem edukacji w Polsce w XXI wieku13. Odnotujmy również trzy ogólnopolskie konferencje skoncen- trowane wokół modnych tematów, zorganizowane dokładnie w ciągu roku przez ośrodki naukowe z Warszawy (Kultura popu- larna – części i całości. Narracje w kulturze popularnej, 8–10 paź- dziernika 2010), Olsztyna (Mody w literaturze i kulturze popular- nej, 13–14 kwietnia 2011) i Wrocławia (Literatura w kontekście „starych” i „nowych” mediów, 14–15 października 2011). Wy- pływa z nich jeden wniosek: kultura popularna nie potrzebuje dyskursu uprawomocniającego swoje istnienie. Otoczenie galerii sztuki, muzeów, teatrów, filharmonii, kin studyjnych i bibliotek to świat jej hegemonii. Stereotypy, pobieżne osądy, powierz- chowne opinie, marki wykreowane na potrzeby ogólnoświato- wego rynku, rozpoznawalne pod każdą szerokością geograficzną popularne słodycze i tłuste kanapki z sieci fastfoodów przykrawa- ne do potrzeb lokalnego kolorytu kuchni – właściwe środowisko popkultury wraz z jej słodko-tłustym posmakiem – stanowią jej grubą warstwę, przez którą dość płynnie przenika współczesny badacz i „użytkownik” kultury, a z coraz większym trudem prze- bija się odbiorca aspirujący do miana konesera, który stara się nie dostrzegać, że to wszystko już gdzieś i kiedyś było, i zabiega o to, by ujrzeć głębszy sens. Molier, a przede wszystkim Jacques Derrida objawili swym czytelnikom, że nie tylko mówimy językiem prozy, ale prozą tak- 13 Dowodzą tego zbiory: Edukacja w świecie kultury popularnej (pod red. W. Kuligowskiego i P. Zwierzchowskiego), Edukacyjne konteksty kultury popu- larnej (pod red. W. Jakubowskiego i E. Zierkiewicz), Media, kultura popular- na, edukacja (pod red. W. Jakubowskiego), Kultura popularna w społeczeństwie współczesnym. Teoria i rzeczywistość (pod red. J. Drozdowicza i M. Bernasiewi- cza), Kultura popularna – tożsamość – edukacja (pod red. D. Hejwosz i W. Jaku- bowskiego) oraz Kultura popularna. Konteksty teoretyczne i społeczno-kulturowe (pod red. A. Gromkowskiej-Melosik i Z. Melosika). 14 Wstęp że pożądamy14. Pragnienia nasze są prozaiczne. Nie ma w nich liryki15. Oznacza to – jak powiada René Girard w Kłamstwie romantycznym i prawdzie powieściowej – że pragnienia nie są romantyczne (romantique), co najwyżej mogą być jak te „z ro- mansu”, czyli „powieściowe” (romanesque). Prozą pragnienia jest jego kolektywność: „pragniemy nie sami z siebie, tylko za Innym, względnie innymi”16. Podobnie twierdzi Jacques Lacan. Na py- tanie: „Czego chcesz?”, podmiot nie odpowiada wprost, a tylko wymijająco, oddalając od siebie problem: czego ode mnie chce pytający?17. Zatem bardziej od własnego życzenia obchodzi go pragnienie cudze/Innego. Czego zatem chce popkultura? Czego chcą jej odbiorcy? Czego chcą czytelnicy literatury popularnej? Mało znaczący staje się przedmiot. Unieważniony także jest pod- miot, bowiem rządzi pośrednik-medium, propozycja, sugestia, wzór, a ostatecznie… moda – to jej ulegamy i pragniemy. Sławomir Buryła Lidia Gąsowska Danuta Ossowska 14 J. Derrida, O gramatologii, przeł. B. Banasiak, Warszawa 1999, s. 23. 15 R. Girard, Kłamstwo romantyczne i prawda powieściowa, przeł. K. Kot, 16 Tamże, s. 46. 17 A. Doda, Pośpiech i cynizm. Wokół teorii dyskursów Jacques’a Lacana, Po- Warszawa 2001, s. 45. znań 2002, s. 121. Dominika Michalak Trzy krytyki modnego rozumu Wykorzystywanie teorii socjologicznych sprzed blisko wieku do opisu zjawisk występujących dzisiaj wymaga zwykle wytłuma- czenia. Za punkt wyjścia niniejszych rozważań – poświęconych krytyce mód intelektualnych – przyjęłam eseje Georga Simmla o modzie nie dlatego, by przez ostatnie sto lat nic na ten temat nie napisano. Nie brakuje prac poświęconych kulturze popular- nej, empirycznych badań przemysłu odzieżowego czy studiów nad mechanizmami popularyzacji nowości. Jednak większość z nich traktuje o modach zinstytucjonalizowanych, zjawiskach występujących regularnie, a tym samym dających się badać w sposób systematyczny. Przedmiotem tej pracy są tymczasem mody intelektualne, fenomen efemeryczny i trudno uchwytny. Mody intelektualne nie przypominają mód w dziedzinach życia, z którymi zjawisko to zwykliśmy łączyć. Mówiąc o „do- mach”, „katalogach” czy „dyktatorach” mód w myśleniu czy ję- zyku, terminy te brać trzeba w cudzysłowie, a identyfikując je 16 Dominika Michalak – można polegać wyłącznie na intuicji. Mody w środowiskach akademickich czy artystycznych po prostu się wyczuwa, zaś „wytwarza” się je w sposób znacznie mniej planowy niż mody w dzisiejszym przemyśle odzieżowym czy wnętrzarskim. Dlatego właśnie socjologiczny impresjonizm Simmla lepiej niż, dajmy na to, systematyczne propozycje Herberta Blumera1 nadaje się do opisu tego zjawiska; i niech dowodem trafności simmlowskiego podejścia będzie to, że – jak postaram się pokazać – dzisiejsi ob- serwatorzy i krytycy mód intelektualnych formułują socjologie mody bliskie obserwacjom niemieckiego myśliciela. Georg Simmel wywodzi istnienie mód z psychicznych po- trzeb jednostki. Co się tyczy mody, istotna jest następująca sprawa. Z jednej strony moda – o tyle, o ile jest naśladownictwem – zaspokaja potrzebę spo- łecznego oparcia, wprowadza jednostkę na trakt, którym podążają wszyscy. Z drugiej strony zaspokaja też potrzebę odrębności, odmia- ny, wyróżnienia się, ponieważ wciąż zmienia się jej treść [...]. Moda jest szczególną formą życia, która ma zapewnić kompromis między tendencją do społecznego zrównywania a tendencją do indywidualnej odrębności2. Kompromis ten jest możliwy, ponieważ moda obiektywizu- je się pomiędzy dwoma biegunami życia społecznego, pomiędzy konformizmem a indywidualizmem, umożliwiając wyróżnienie się bez ryzyka odrzucenia. Motywacje osoby podążającej za modą są prywatne, podobnie jak „zyski” z bycia modnym. Nie jesteśmy modni z powodów politycznych czy religijnych, ale dla włas nej przyjemności. Choć modzie można przypisać wiele funkcji spo- 1 H. Blumer, Fashion: From Class Differentiation to Collective Selection, „So- ciological Quarterly” 1969, nr 10, s. 275–291. 2 G. Simmel, Most i drzwi, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2006, s. 22. Trzy krytyki modnego rozumu 17 łecznych – na przykład socjalizację do nowości czy konserwowa- nie podziałów stanowych3 – nikt nie byłby chyba skłonny twier- dzić, że służy ona jakiemuś wyższemu społecznemu celowi. Zazwyczaj „modniś – jak twierdzi Simmel – spotyka się z bar- dzo miłą mieszaniną akceptacji i zazdrości”. Przyjemność ta nie trwa jednak długo. Moda nie daje sławy, a jedynie poklask. Po- zwala „modnisiowi” zabłysnąć, lecz nie – zapisać się w historii. Płynące z niej zyski symboliczne są więc krótkotrwałe, przeto niezbyt cenne. O modzie nie można nigdy powiedzieć, że jest, zawsze się staje. Gdy przeniknie grupę bez reszty, tj. gdy coś, co najpierw było udziałem tylko nielicznych, staje się bez wyjątku powszechną praktyką – elemen- tem ubioru, formą zachowania – nie nazywamy jej już modą4. Upowszechnienie mody oznacza jej koniec. Im większa, tym krótszy jej żywot. Nie trzeba być dobrym obserwatorem życia społecznego, żeby wiedzieć, że w kręgach intelektualnych podleganie modom w myśleniu nie jest niczym chwalebnym lub pożądanym. (Fakt, że mody do tej pory nie zinstytucjonalizowały się w tych śro- dowiskach, jest tego dobitnym dowodem.) O myśleniu sądzimy zwykle, że jest przeciwieństwem podlegania społecznym wpły- wom. Od intelektualistów oczekujemy niezależności, a od myśli – aktualności wykraczającej poza cykle towarzyskiej koniunktu- ry. Myśl najwybitniejszych mamy za element wspólnego dzie- dzictwa raczej niż przedmiot prywatnych rozrywek. Podleganie modzie w dziedzinie myślenia jako namiastka indywidualizmu, działanie w gruncie rzeczy samolubne i nieprzynoszące trwałych zysków, to zjawisko w sposób oczywisty niepożądane. 3 Tamże, s. 23. 4 Tamże, s. 24. 18 Dominika Michalak Jednak krytyka mód nie jest wcale zadaniem łatwym. Krytyk mody powinien nie tylko umieć modę zidentyfikować, ale i sam siebie przedstawić jako jednostkę wolną od jej wpływu i przy- należną do kultury odmiennej od kultury mody. Innymi słowy, krytyka mód intelektualnych, jeśli ma być spójna, a jednocześnie dotykać tak wielu aspektów życia, jak sama moda, powinna być sposobem autokreacji i propozycją jakiegoś ideału kultury (czy też polityką kulturalną). Poniżej pokrótce omawiam trzy przykłady krytyki mód in- telektualnych (uprawianej ex- bądź implicite) – teksty, które nie tylko odbiły się echem w środowiskach, których dotyczyły, ale również – jak sądzę – dobrze ilustrują trzy postawy wobec rze- miosła intelektualnego obecne w naszej kulturze. Na przykładzie Modnych bzdur Alana Sokala i Jeana Bricmonta, Pawła Śpie- waka Słowniczka słów modnych w humanistyce oraz stworzonej przez Richarda Rorty’ego postaci liberalnej ironistki postaram się omówić trzy postawy intelektualne i sposoby czytania kultu- ry, pozwalające na uzyskanie krytycznego dystansu wobec mód i zaznaczenie własnej odrębności. Niezależny ekspert, koneser i liberalna ironistka gdzie indziej lokują zjawiska takie jak moda i inaczej je oceniają. Zachowują przy tym autonomię wobec ta- kich jak moda sposobów reprodukcji kultury. Niniejsza praca nie ma na celu przybliżenia postaci i dorobku autorów omawianych tekstów. Artykuł mówi raczej o ich czytel- nikach – w każdym razie w tej mierze, w jakiej ekspert, koneser i liberalna ironistka są typowymi postawami wobec mód intelek- tualnych. Innymi słowy, nie jest to esej o Bricmoncie, Sokalu, Śpiewaku i Rortym, ale o trzech sposobach dystansowania się wobec mód i alternatywnych wobec kultury mody propozycjach. Ekspert Modne bzdury ukazały się w 1998 roku tuż po tym, jak Alan Sokal umieścił w jednym ze znanych humanistycznych kwartal- Trzy krytyki modnego rozumu 19 ników artykuł celowo nabity bezsensownymi twierdzeniami za- czerpniętymi z nauk ścisłych oraz równie bezsensownymi odwo- łaniami do poczytnych postmodernistów. Do wykazania bzdur- ności tekstu wystarczała pobieżna znajomość wykorzystanych w nim ścisłych pojęć. Mimo to Transgresja granic: ku transforma- tywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji dostała tak pozytywne recenzje, że nie tylko ukazała się w „The Social Text”, ale również została wznowiona w specjalnym numerze pisma. Modne bzdury to komentarz do tej prowokacji – książka dokumentująca inte- lektualne nadużycia, których dopuścili się, sięgając po dorobek nauk ścisłych, głośni postmodernistyczni intelektualiści – od Jacques’a Lacana przez Lucy Irigaray po Paula Virilio. Nadużycia te obejmują: 1. Dywagacje na temat teorii naukowych, o których autor ma w naj- lepszym razie mgliste pojęcie. […] 2. Przenoszenie pojęć z nauk ścisłych do humanistyki i nauk społecz- nych bez podania jakiegokolwiek teoretycznego lub empirycznego uzasadnienia. […] 3. Demonstrowanie powierzchownej erudycji metodą bezwstydnego rzucania naukowych terminów w kontek ście, w którym nie mają one żadnego znaczenia. […] 4. Manipulowanie zwrotami i zdaniami, które w rzeczywistości są bez sensu5. Na Modne bzdury składa się przede wszystkim szczegółowa dokumentacja przypadków intelektualnej nieuczciwości w tych czterech kategoriach. Książka nie tylko wymienia błędy, ale rów- nież szczegółowo omawia przykłady nadużyć. Czytelnik może samodzielnie skontrolować interpretacje Sokala i Bricmonta, po- 5 J. Bricmont, A. Sokal, Modne bzdury. O nadużyciach nauki popełnianych przez postmodernistycznych intelektualistów, przeł. P. Amsterdamski, Warszawa 2004, s. 18–19. 20 Dominika Michalak nieważ autorzy przytaczają obszerne fragmenty krytykowanych tekstów, każdy opatrując komentarzem, informującym o liczbie i rodzaju popełnionych błędów. Na przykład takim: [Lacan] arbitralnie miesza i stosuje [terminy zaczerpnięte z nauk ści- słych]6. Jego [Lacana] definicja zawartości nie jest po prostu fałszywa: to zwy- kły bełkot7. Tutaj Lacan niewątpliwie nabiera czytelników8. W tym fragmencie Kristeva formułuje jedno prawdziwe stwierdzenie i popełnia dwa błędy9. W tym fragmencie Kristeva demonstruje, że nie rozumie stosowanych pojęć matematycznych10. W tym fragmencie Irigaray demonstruje brak zrozumienia roli przybli- żeń i definicji w nauce11. Irigaray wykazuje brak zrozumienia natury fizycznych i matematycz- nych problemów mechaniki cieczy12. Irigaray nie rozumie roli matematycznego formalizmu w nauce13. W jego [Latoura] analizie tkwią trzy błędy14. Ostatecznie można stwierdzić, że Latour miesza pedagogiczny wykład teorii względności z „naukową treścią” samej teorii15. 16 Tamże, s. 35. 17 Tamże, s. 35. 18 Tamże, s. 38. 19 Tamże, s. 51. 10 Tamże, s. 56. 11 Tamże, s. 117. 12 Tamże, s. 118. 13 Tamże, s. 119. 14 Tamże, s. 126. 15 Tamże, s. 129. Trzy krytyki modnego rozumu 21 Trudno zrozumieć, co ma na myśli Baudrillard, gdy mówi o „odwró- ceniu” praw fizyki16. Gdyby odczytywać Modne bzdury zgodnie z dyrektywą auto- rów, by na podstawie kilku błędów konkretnych osób nie wycią- gać wniosków na temat całych dziedzin wiedzy17, tak w zasadzie mogłoby wyglądać streszczenie tej książki. Byłaby nim po prostu lista błędów. Jednak Sokal i Bricmont do dyrektywy nie stosują się zbyt rygorystycznie – piszą o modach, a nie jedynie o tym, że ktoś popełnił błąd. Ich książka odbiła się tak szerokim echem właśnie dzięki temu, że portretuje całe nurty i środowiska „męt- niackiej” humanistyki. Bricmonta i Sokala socjologia mody opiera się przede wszyst- kim na pierwszej z Simmlowskich obserwacji: za modą podąża się z egoistycznych pobudek. Autorzy Modnych bzdur twierdzą, że za intelektualnymi nadużyciami, które zdemaskowali, stało poszukiwanie poklasku i jakiegoś rodzaju estetycznej przyjem- ności. Celem głosicieli tytułowych bzdur, jak twierdzą Bricmont i Sokal, było „niewątpliwie zaimponowanie i zastraszenie czytel- ników, nie będących specjalistami w dziedzinie nauk ścisłych”18. Zdemaskowani hochsztaplerzy wykorzystali prestiż nauk ścisłych – który jest rodzajem publicznego dobra w naukowym półświat- ku – dla własnych korzyści. Bricmont i Sokal otwarcie zarzucają im bezczelny free-riding, gdy piszą: Zapewne wyobrażają sobie, że mogą wykorzystać prestiż nauk przyrod- niczych, aby nadać swoim rozważaniom pozór ścisłości, a jednocześnie wydają się całkowicie przekonani, że nikt nie zauważy nadużywania pojęć i koncepcji naukowych – nikt nie krzyknie, że król jest nagi19. 16 Tamże, s. 146. 17 Tamże, s. 12. 18 Tamże, s. 19. 19 Tamże. 22 Dominika Michalak Nie chodzi jednak wyłącznie o to, że na tytułowych postmo- dernistycznych intelektualistów spływa niezasłużona sława. Ich nierzetelna praca jest szkodliwa, bo wykonywana w ramach in- stytucji, mających służyć dobru wspólnemu. Nie dość, że „ode- rwane od rzeczywistości” idee modnych intelektualistów pozba- wione są sensownych zastosowań, to jeszcze podkopują autorytet pożytecznych instytucji. Autorzy Modnych bzdur interweniują z obawy, że modernistyczna kultura, wyrosła na ideale racjonal- ności i wierze w naukę, przez modę osunie się we wsteczne – o ironio – stadium „post”. Mimo to Bricmont i Sokal występują w roli inspekcji pracy raczej niż romantycznych obrońców modernizmu. Muszą być jednocześnie oskarżycielami i sędziami w sprawie – do wykry- cia rzekomo „oczywistych błędów” potrzeba ostatecznie specjali- sty. Ta podwójna rola nie wynika z zamierzeń autorów Modnych bzdur (którzy wkładają wiele wysiłku w jasne skonstruowanie wywodu), ale ze społecznego podziału pracy i wiedzy. Dorobku nauki nie sposób objąć jednym umysłem – w tym, czego nie wiemy sami, zdani jesteśmy na innych. Czytelnicy, którzy przy- klasnęli demaskacji tytułowych bzdur, mimo że nie rozumieli wycieczek „modnych postmodernistów” w ścisłe dziedziny wie- dzy (a tacy czytelnicy stanowić mogli większość, sądząc z sukcesu wspomnianej wcześniej prowokacji Sokala), zapewne nie zrozu- mieli również, w czym tkwiła zdemaskowana bzdurność. Po pro- stu zaufali specjalistom, a tym samym istniejącemu podziałowi dziedzin w ramach dyscyplin akademickich20. Sukces Modnych bzdur jedynie potwierdził istniejące hierarchie. Powtórzmy, Modne bzdury powstały dlatego, że nadużycia, o których traktują, większości humanistów wcale nie rzuciły się w oczy. Z powodu różnicy kompetencji pomiędzy autorami a publicznością, nawet najbardziej klarowne fragmenty wywo- dów Bricmonta i Sokala oraz najlepiej udokumentowane nad- użycia zawodzą jako rozmowa. Autorzy nie pozostawiają miejsca 20 Zob. G. Simmel, Most i drzwi, s. 234–236. Trzy krytyki modnego rozumu 23 na refleksję, a jedynie dopowiadają sobie zrozumienie czytelnika: przywołując go na świadka nadużyć, uprzedzając jego interpreta- cje, zakładając, że każdy może zrozumieć, na czym polegają nad- użycia, że dla każdego błędy widoczne są „gołym okiem”: Jeśli zaś chodzi o popisywanie się powierzchowną erudycją i manipu- lacje bezsensownymi zdaniami, c y t o w a n e t e k s t y n i e w ą t- p l i w i e m ó w i ą s a m e z a s i e b i e21. Jest to jeden z najlepszych p r z y k ł a d ó w podejmowanych przez Kristevę prób zaimponowania czytelnikom wymyślnymi słowami, któ- rych n a j w y r a ź n i e j nie rozumie22. Ostatni akapit to Baudrillard par excellence. Tr u d n o n i e d o- Tr u d n o n i e d o- s t r z e c tu licznych terminów naukowych i pseudonaukowych, wsta- wionych do zdań, które – na ile możemy stwierdzić – są pozbawione wszelkiego znaczenia23. Gdyby czytelnik miał wątpliwości, czy wszędzie w pracach Deleuze’a i Guattariego pojawia się ten pseudonaukowy język, może zapoznać się, oprócz miejsc, które wymieniliśmy w przypisach, także ze stronami 20–24, 32, 36–42, 50, 117–133, 135–142, 151–162, 197, 202–207 i 214–217 książki What is Philosophy? oraz stronami 32–33, 142–143, 211–212, 251–252, 293–295, 361–365, 369–374, 389–390, 461, 469–473 i 482–490 z książki A Thousand Plateaus. Ta lista nie jest by- najmniej wyczerpująca. Na przykład artykuł Guattariego Les énergéti- ques sémiotiques o zastosowaniu rachunku tensorowego do psychologii to prawdziwy klejnot24. Ta mieszanka optyki, geometrii, teorii względności i fotografii n i e w y m a g a k o m e n t a r z a25. Ten akapit – we francuskim oryginale stanowiący jedno zdanie liczące 193 słowa, którego „poezji” niestety przekład nie oddaje – jest n a j- 21 J. Bricmont, A. Sokal, Modne bzdury, s. 47. 22 Tamże, s. 57. 23 Tamże, s.149. 24 Tamże, s. 163. 25 Tamże, s. 168. 24 Dominika Michalak d o s k o n a l s z y m p r z y k ł a d e m biegunki pióra, z jakim się kiedykolwiek zetknęliśmy. Naszym zdaniem nie znaczy dokładnie nic26. Jeśli czytelnicy uwierzyli Bricmontowi i Sokalowi, że „król jest nagi”, „król” już wcześniej nie mógł cieszyć się królewskim auto- rytetem, a w każdym razie autorytet ekspercki okazał się większy. Skąd siła tego drugiego? Socjologiczne rozważania nad systemem edukacji wiązałyby go ze szkolnym wychowaniem. Szkoła uczy nas – obok pisania, czytania i liczenia – że wiedzę zdobywa się z ksią- żek i od dyplomowanych specjalistów. Socjalizuje nas do pew- nej hierarchii – do porządku, w którym ekspertom w ramach ich kompetencji racja przysługuje niejako z urzędu. Merytokratyczne ideały mają za rewers legitymizację władzy ekspertów, która po- zwala im, jak Sokalowi i Bricmontowi, doprowadzać do porządku również środowiska, z którymi nie za wiele mają wspólnego. Eksperci – powiada John Scott, posiłkując się obserwacjami Michela Foucaulta – zostają uznani zwierzchnikami na mocy uznania prawo- mocności ich kompetencji, które pozwalają im interweniować w taki sposób, aby produkować zdyscyplinowanych a nawet samodyscyplinu- jacych się – podwładnych27. W jakiej mierze lektura Modnych bzdur dyscyplinuje – to już kwestia empiryczna. Jeśli czytelnik oburza się na „modne teorie”, bo kłócą się one ze szkolnym kanonem, jeśli szkolne braki uznaje za haniebne, jeśli nowinki wydają mu się podejrzane, zaś wobec „szkolnej wiedzy” podejrzeń mu brakuje, odpowiada typowi ide- alnemu zdyscyplinowanego i samodyscyplinującego się podmio- tu. „Święte oburzenie”, które było bodaj najbardziej powszechną reakcją na publikację Modnych bzdur, za podstawę miało legity- 26 Tamże, s. 169. 27 J. Scott, Władza, przeł. S. Królak, Warszawa 2007, s. 116. Trzy krytyki modnego rozumu 25 mizujące władzę ekspertów szkolne wychowanie. Był to przykład konformistycznej reakcji na modę. Zjawisko ciekawe – poka- zujące również, że istnieją dziedziny, w których pojawienie się mody wywołuje skandal, a poklask budzi raczej wyrazista opozy- cja wobec tego zjawiska, swego rodzaju szkolna praworządność. Kto umyślnie nosi się lub zachowuje niemodnie – powiada Simmel – zy- skuje związane z tym poczucie indywidualizacji nie tyle dzięki własnym cechom indywidualnym, ile przez samo zanegowanie przykładu spo- łecznego: jeżeli podążanie za modą jest naśladownictwem, to rozmyślne lekceważenie mody jest również naśladownictwem, tyle że na opak, i w nie mniejszym stopniu świadczy o władzy tendencji społecznej, od któ- rej jesteśmy w jakiś sposób, pozytywnie lub negatywnie, uzależnieni28. Koneser Powiada Georg Simmel cztery strony dalej: Szybko rozprzestrzeniające się nowinki w teorii czy praktyce nigdy nie będą „modą” w oczach kogoś, kto wierzy w ich trwanie i prawdę; modą nazwie ją jedynie ktoś, kto przekonany jest, że znikną równie szybko, jak się pojawiły29. Paweł Śpiewak w Słowach modnych i niemodnych robi wła- śnie to: nazywa modnymi lub niemodnymi rozmaite „nowinki” w praktyce intelektualnego rzemiosła, wróżąc im tym samym dłuższy lub krótszy żywot, komentując ich niewyjaśnione znik- nięcia i „powroty nowego”. O jego tekście chciałabym więc napi- sać w związku z drugą z wymienionych na początku cech mody – jej specyficzną temporalnością. 28 G. Simmel, Most i drzwi, s. 26. 29 Tamże, s. 30. 26 Dominika Michalak Artykuł Słowa modne i niemodne (słownik) ukazał się w 2002 roku w „Res Publice Nowej”30. Zawiera 93 hasła, ułożone, jak to w słownikach, w kolejności alfabetycznej, połączone odsyłaczami i, zgodnie z tytułem, modne lub niemodne. W wielu hasłach po- jawiają się wszakże osobiste komentarze, niedopowiedzenia, nie brakuje definicji, które wyraźnie nie mają za zadanie wyczerpać problemu. Dla każdego, kto sięgnie po artykuł, jest więc jasne, że „słownik” to jedynie stylizacja, że tekst ma charakter żartu – jest uszczypliwym portretem modnych środowisk, niezbyt poważ- nym podręcznikiem do niezbyt pewnego sukcesu na intelektu- alnych salonach. Dla każdego, kto po Słowniczek sięgnie, jest też jasne, że Paweł Śpiewak mód doktrynalnie nie potępia, ani nie stara się być modny. Zachowuje wobec nich dystans31. W przeciwieństwie do autorów Modnych bzdur Śpiewak nie stara się czytelnikowi udowodnić, że ma rację. Jego Słownik ma charakter autorski – zawarte w nim sądy nie mają oparcia w do- wodach czy dokumentach, a jedyną rękojmią ich zasadności jest osoba autora. Mówiąc krótko, są subiektywne. O ile w przypadku Modnych bzdur ekspercki autorytet Bricmonta i Sokala pozwalał z czystym sumieniem oburzać się na tytułową bzdurność krytyko- wanych teorii również czytelnikowi, który z omawianych zagad- nień nauk ścisłych nic a nic nie rozumiał, o tyle Śpiewak zmusza swoich odbiorców do polegania na sobie przez to właśnie, że nie jest rzecznikiem żadnej instytucji. Nie prezentuje się jako ekspert, nie stoi za nim instytucjonalny autorytet przewyższający społecz- ne uznanie modnych myślicieli i nurtów. Społeczny dystans po- między autorem a czytelnikiem nie ma więc oparcia w żadnych trwałych urządzeniach społecznego świata. Jego źródłem może być jedynie osoba autora i jej manifestowana niezależność od mód. 30 P. Śpiewak, Słowa modne i niemodne (słownik), „Res Publica Nowa” 2002, nr 10, s. 17–25. 31 O roli dystansu w socjologii Simmla pisze m.in. Andrzej Waśkiewicz. Dystans nie wyklucza przynależności do grupy. Osoba zachowująca dystans ani się nie identyfikuje z grupą, ani się od niej nie odcina. Zob. Obcy z wyboru, Warszawa 2008, s. 21 i n. Trzy krytyki modnego rozumu 27 Śpiewaka słowniczek modnych nowinek może być dzięki temu swego rodzaju próbą intelektualnej samodzielności. Tekst nie jest adresowany do osób pozostających z dala od humanistycz- nego „półświatka”. Dotyczy towarzyskiej warstwy życia współ- czesnych humanistów, a wiadomości towarzyskie, podobnie jak plotki, elektryzują dopiero, gdy wiemy przynajmniej z grubsza, o kim mowa. Fakt, że Śpiewak występuje w roli przewodnika po intelektualnych salonach, czytelników zorientowanych w towa- rzystwie może rozbawić lub rozdrażnić – stosownie do tego, jak zostaną w artykule sportretowani. Jeśli nie mają wobec swego środowiska odpowiedniego dystansu, bardzo możliwe, że będą czytali o sobie – jako modnisiach – w tej nietypowej rubryce towarzyskiej. Jak jednak wytworzyć dystans? W przypadku mód intelek- tualnych, rzecz jasna, opiera się on na wiedzy, a zwłaszcza histo- rycznej wrażliwości, pozwalającej odróżnić „jedynie mody” od idei trwalszych. Owa wrażliwość zasadza się nie tylko na erudy- cji, ale i na swego rodzaju towarzyskim rozeznaniu. Dać wyraz swojemu dystansowi to zatem pokazać, że wie się, o czym mowa, zna się tego, kto mówi i wie się, skąd wziął „swoje” idee. Dlatego forma słownika nadaje się do demaskowania mód znakomicie. Pozwala połączyć w spójną całość luźne, rozproszone obserwacje. Przede wszystkim jednak pozwala pokazać, jaki ze słów robi się użytek, skąd się wzięły i w jakich środowiskach się pojawiają. Jeśli dowiedzie się, że modny termin ma synonimy, a żadne estetyczne racje nie przemawiają za jego użyciem, stanie się jasne, iż za jego popularnością nie stoi nic innego, jak tylko jego towarzyski urok. Generować – zjawia się na przykład w zdaniu: agresja jest generowana przez... (tu można wpisać dowolne słowo). Generować, czyli tworzyć, wywoływać, powodować. Zapewne jedna z licznych kalk z języka an- gielskiego. Szczególnie modna pośród socjologów i psychologów32. 32 P. Śpiewak, Słowa modne i niemodne (słownik), s. 19. 28 Dominika Michalak Kod, kodować, dekodować – w pewnym artykule przeczytałem takie zdanie: „Kodem groteski Czesi posługują się doskonale”. Nie wystarczy już powiedzieć: kultura czeska ceni groteskę czy twórcy kultury czeskiej świetnie posługują się groteską. Trzeba dodać słowo kod, co zwrócić ma w tym wypadku uwagę nie tyle na samą groteskę, ile na pozycję i samoświadomość tego, kto to zdanie wypowiada. Kod wskazuje na to, co ukryte, niejawne, a autor tego tekstu przedstawia się jako człowiek, któremu dostępne jest wtajemniczenie i narzędzia rozpracowywania tego, co dane jest nie wprost33. Zmetapoziomować – zawiera dwie cząstki „meta-” i „poziom”. Czyli chodzi o to, by na wypowiedź, sprawę spojrzeć z perspektywy ogól- niejszej, wyższej, co pozwala połączyć zjawiska różne w jedną całość. Uwaga: słowo trudne, ale polecam osobom szalenie modnym, manife- stującym swoją postnowoczesność34. Większość terminów definiuje Śpiewak poprzez towarzyskie zastosowania i intelektualne afiliacje ich użytkowników. Oprócz takich jak powyższe przepisów na zdobycie poklasku Śpiewak formułuje również szereg ostrzeżeń: Diachronia i synchronia – były ulubionymi słowami strukturalistów i każdy, kto przeczytał Lévi-Straussa, musiał się nimi posługiwać. Słowa te umarły z wyczerpania. Były eksploatowane zbyt intensywnie. Poza tym nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie już powoływał się na Lévi- -Straussa i jego krąg intelektualny35. Małe ojczyzny – regiony czy wspólnoty kulturowe, które pozwa- lają się nam zakorzenić w tradycji, przeszłości i znaleźć podobno swoje miejsce w wielkiej ojczyźnie. Modne w początkach lat 90. Obecnie weszło do słownika polityków i dlatego zemrze. Z mały- mi ojczyznami związana jest tak zwana literatura korzenna, która do 33 Tamże, s. 20. 34 Tamże, s. 25. 35 Tamże, s. 18. Trzy krytyki modnego rozumu 29 mniej lub bardziej wyimaginowanych lokalnych kultur się zwraca i próbuje je ożywić36. Ubogacić – słowo wzięte ze słownika kaznodziejów katolickich i za- pewne zastąpić ma niebezpieczne słowo „wzbogacić”. To ostatnie ko- jarzy się z pieniędzmi, a ubogacenie ma wskazywać na „bogacenie się” duchem. Ubogacić się można, słuchając słów ważnej osoby, czytając słuszne prace. Ubogacić to tyle, co rozwinąć, wzrosnąć. Zaczyna być używane w sposób prześmiewczy37. Ostrzeżenia i przepisy na sukces nadają słowniczkowi cha- rakter ironicznego poradnika, podającego przepis na towarzyski sukces w humanistyce. Dopiero spojrzenie na mody z perspektywy czasu, opisanie ich rodowodów, czyni z tego poradnika tekst o modach. Według Sim- mla „modniś” nie zdaje sobie sprawy przede wszystkim z upływu czasu – płynie niejako z nurtem zdarzeń, nie widzi, że sam jest ich wytworem, pozostaje głuchy i ślepy na trwalsze wartości i głębsze treści. Zapewne dlatego, krytykując mody, Śpiewak prezentuje je w ruchu, w ciągłym zmierzchaniu. Sięgając do przeszłości, ustala- jąc rodowody modnych terminów, pokazuje to, czego „modniś” nie dostrzega lub – jak w przypadku nasiąknięcia niemodnym hi- storyzmem – nie chciałby pewnie przyjąć do wiadomości: Historyzm, historycyzm – słowa te zrobiły zawrotną karierę dzięki Popperowi. Nieodzowne w słowniku liberałów z czasów zimnej wojny. Dziś zbliżony do nich sens ma słowo metanarracja. Obecnie w fazie schyłkowej. Wskazuje też na zmienność wszystkiego. W istocie wszyscy przeniknięci jesteśmy historyzmem. Zdecydowanie niemodne38. Oświeceniowy – oświecenie ma więcej krytyków niż sympatyków i dlatego oświeceniowy to zarazem pyszny, zarozumiały, niesceptyczny, 36 Tamże, s. 21. 37 Tamże, s. 24. 38 Tamże, s. 19. 30 Dominika Michalak przekonany o sile rozumu. Istnieje ciekawy alians: oświecenie krytyku- ją równie chętnie konserwatyści, katolicy, jak i postmoderniści, choć każdy z innego powodu39. Opozycja autora słowniczka wobec mody zaznacza się najbar- dziej wyraziście w tym, że wbrew tendencji społecznej pamięta on o tym, o czym się już nie mówi, o czym się mówiło, o czym nikt nie chce już pamiętać. Pisze spoza czasu mód, starając się wskazać to, co w kulturze trwalsze, nieprzemijające (choć może niemodne). Katharsis – czyli oczyszczenie przez ból, cierpienie. Nie pojawia się już w naszej literaturze. Nie ma też mowy o doświadczeniach katartycz- nych. Śmierć słowa bez podania przyczyn40. Konsensus, konsens – zwykle oznaczało zgodę polityczną. Konsens pojawił się w pismach nowoczesnych. Dlaczego? Nie wiem41. Oniryczny – senny, śniący. Pewien typ obrazu i obrazowania. Niestety słowo umiera, co chyba nie znaczy, że przestajemy śnić42. „Moda przychodzi z zewnątrz”, powiada Simmel. W tekście Śpiewaka taka się właśnie jawi – zewnętrzna i przypadkowa wo- bec cenniejszych elementów dorobku humanistyki. Przekonanie, że jedne idee czy koncepcje są trwalsze niż inne, wydaje się zgodne z potoczną obserwacją. Czy jednak da się od- różnić to, co przygodne, od tego, co trwałe, prawdziwe, głębo- kie? Filozoficzne spory w tej kwestii trwają. Socjologowie zwykle podchodzą do tego pytania inaczej, zastanawiając się nad funk- cjami takich rozróżnień. Pierre Bourdieu wskazuje, że w środo- 39 Tamże, s. 22. 40 Tamże, s. 20. 41 Tamże, s. 20. 42 Tamże, s. 22. Trzy krytyki modnego rozumu 31 wiskach intelektualistów orientacja na to, co w życiu nieprzygod- ne, jest powszechna i oczekiwana, a „trwałe”, „prawdziwe” czy „głębokie” w praktyce oznacza zwykle po prostu „stare”. Bour- dieu odczarowuje filozoficzne poszukiwania głębi, pokazując, że powolny rytm produkcji kulturowej jest w gruncie rzeczy cechą instytucji i sposobów socjalizacji. Nie wypływa z naturalnego „głodu prawdy”, jest raczej narzędziem budowania hierarchii w środowisku. Francuski socjolog pokazuje również, że społecz- ną funkcją poszukiwań istoty czy wiecznych prawd jest odcięcie się od kultury niskiej, nie zaś dostarczanie wiadomości o przed- miotach poszukiwań. Poszukiwanie tego, co trwałe i nieprzemi- jające, jest natomiast po prostu normalną strategią rynkową: Jakieś przedsięwzięcie jest tym bliższe bieguna „komercyjnego”, im bardziej bezpośrednio i kompletnie produkty, które rzuca na rynek od- powiadają w c z e ś n i e j i s t n i e j ą c y m o c z e k i w a n i o m [...]. Wynika z tego, że długość cyklu produkcji jest jedną z najlepszych miar pozycji jakiegoś przedsięwzięcia produkcji kulturowej w polu [produkcji kulturowej]. Z jednej strony są to przedsięwzięcia o k r ó t- k i m c y k l u p r o d u k c y j n y m, dążące do zminimalizowania ryzyka przez dostosowanie się z wyprzedzeniem do rozpoznawalnych oczekiwań klienta i wyposażone w odpowiednie kanały rynkowe oraz sposoby nagłaśniania [...]. Z drugiej strony – przedsięwzięcia o d ł u- g i m c y k l u p r o d u k c y j n y m, oparte na akceptacji ryzyka nieodłącznego od inwestycji kulturowych oraz, przede wszystkim, na podporządkowaniu się specyficznym prawom sztuki. Nie znajdując rynku w chwili obecnej, produkcja ta, całkowicie skierowana ku przy- szłości, ma tendencję do gromadzenia produktów nieustannie zagrożo- nych degradacją do statusu rzeczy materialnych43. Z perspektywy Bourdieu, poszukiwacze wiecznych prawd czy głębi to zwykle koneserzy, rzadziej filozofowie. (Tytuł znawców 43 P. Bourdieu, Reguły sztuki. Geneza i struktura pola literackiego, przeł. A. Zawadzki, Kraków 2007, s. 220. 32 Dominika Michalak przysługuje im ze względu na zgromadzony kapitał symboliczny i inwestycyjną obrotność.) Inwestują swój czas w dobra kulturo- we, będące obiecującą lokatą kapitału symbolicznego, niewiele ich zmienia zdobywana wiedza. Chcą czytać wyłącznie warto- ściowe książki, a wartość tę mierzą społeczną aprobatą. Zainte- resowania koneserów ograniczają się do kultury wysokiej, a ich znawstwo wyraża się głównie niesmakiem wobec kultury niższej. Nie zwracają się oni w przeszłość powodowani umiłowaniem mą- drości, ale w trosce o przyszłość swoich kulturowych inwestycji. Poświęcanie swojego czasu temu, co wkrótce zapewne przestanie cieszyć się uznaniem, mają za stratę czasu44. Bliźniaczo przypo- minają modnisiów – tyle że do nowości czują pogardę. Lektura Słów modnych i niemodnych dotknie właśnie konese- rów – tych, którzy do mód mają najbardziej niechętny stosunek. To ich przede wszystkim zaboli etykietka „modny” (modnisia mogłaby jedynie ucieszyć) i ich najbardziej zaniepokoi, że być może poświęcają zbyt wiele uwagi myśli niewiele wartej, zaś autor słowniczka najpewniej spotka się z ich strony „z miłą mieszaniną podziwu i zazdrości”. Osoby kształcące się gorączkowo, obawia- jące się, że czytają książki nie dość dobre, osoby potrzebujące zachęty lub pochwały, by z własnych wysiłków intelektualnych czerpać satysfakcję, po lekturze słowniczka Pawła Śpiewaka nie będą się pewnie mogły uwolnić od pytania (zawsze aktualnego w dobie kapitalizmu): w co inwestować? Tak jak Modne bzdu- ry grały na owocach szkolnej socjalizacji, tak Słowa modne i nie- modne odwołują się do swego rodzaju myślowego filisterstwa. Ponownie więc mamy do czynienia z pułapką na konformistów. Liberalna ironistka Znana z pism Richarda Rorty’ego liberalna ironistka jest, podobnie jak koneser, świadoma krótkiego żywota idei. Jednak 44 Tamże, s. 230. Trzy krytyki modnego rozumu 33 w przeciwieństwie do niego nie odwraca się w przeszłość w poszu- kiwaniu trwałych, ponadczasowych idei. Dręczy ją świadomość własnej śmiertelności i nietzscheańskie przekonanie, że nadmiar historii może być dla życia szkodliwy. Ze swego życia chce uczy- nić dzieło oryginalne, jej własne. Dlatego – w prawdziwie ame- rykańskim duchu – zwraca się w przyszłość, poszukując nowości, nie zaś oparcia w trwalszych niż jej własne życie korzeniach. Liberalna ironistka pojawia się w wielu pracach Rorty’ego. Zazwyczaj jest to osoba oskarżana o coś w rodzaju podlegania modom i brana przez amerykańskiego filozofa w obronę. Piszę o „czymś w rodzaju podlegania modom”, bo sednem oskarżeń spadających na kogoś wraz z etykietą „modny” jest zwykle coś in- nego niż po prostu podzielanie popularnych poglądów: społeczna nieodpowiedzialność, nieuctwo, oportunizm czy free-riding. Ety- kieta „modna” przylgnęła do liberalnej ironistki niesłusznie, bo brzydzi ją naśladownictwo, a troska o dobro publiczne nie jest jej wcale obca. W porównaniu z większością swego otoczenia, boha- terka z książek Rorty’ego wyznaje jednak poglądy dziwaczne, ce- chuje ją także rzadka wśród intelektualistów sympatia do kultury konsumpcji. Pewnie dlatego za modną bywa brana. Pozostaje jed- nak indywidualnością w kulturze, która większość modernistycz- nych krytyków napawa obrzydzeniem jako fabryka wytwarzająca człowieka masowego: bezmyślnego, o standardowych wymiarach, pozbawionego publicznych cnót i osobowości. We wstępie do Przygodności, ironii i solidarności Rorty pisze: W książce tej staram się pokazać, co się dzieje, gdy zaprzestajemy po- szukiwań teorii jednoczącej to, co publiczne, i to, co prywatne, a zado- walamy się traktowaniem wymogów autokreacji i ludzkiej solidarno- ści jako równie zasadnych, aczkolwiek na zawsze niewspółmiernych. Szkicuję w niej postać, którą nazywam „liberalną ironistką”. Definicję terminu „liberalny” zapożyczam od Judith Shklar, która powiada, że liberałowie to ludzie, dla których okrucieństwo jest najgorszą rzeczą, jakiej się dopuszczamy. Wyrażenia „ironistka” używam dla oznaczenia takiej osoby, która stawia czoła przygodności jego lub jej najbardziej 34 Dominika Michalak zasadniczych przekonań i pragnień – kogoś, kto jest na tyle historycy- stą i nominalistą, by porzucić pogląd, iż owe zasadnicze przekonania i pragnienia mają odniesienie do czegoś istniejącego poza zasięgiem czasu i przypadku45. Cechy te z pozoru niewiele mają wspólnego ze zjawiskami społecznymi, takimi jak mody. Jednak zasady, którym wierna jest liberalna ironistka, zmieniają sferę etycznej miałkości, którą w modzie widzieli moderniści, w arenę, wedle słów Henryka El- zenberga, „mężnego zmagania się z bytem”. Liberalny rozdział sfery publicznej i prywatnej – czy też roz- dział słowników z nimi związanych – czyni z tego, co na począt- ku eseju nazwałam „egoistycznymi pobudkami”, orientację na pewną wartość. Za rozdziałem tym stoi przekonanie o niewspół- mierności dwóch typów dóbr: w życiu publicznym orientujemy się na jedne, a w prywatnym na inne wartości, osobiste spełnie- nie i publiczna solidarność to dwie domeny ludzkiej działalności, których nie powinno się łączyć46. Tymczasem pojęcie mody takie połączenie ustanawia, sprawiając, że czyjeś publiczne poczynania dyskredytujemy, potępiając jego prywatne pobudki lub cechy in- dywidualne. Dlatego o modach intelektualnych być może wcale nie warto rozmawiać. Jeśli chcemy, jak Sokal i Bricmont, wytknąć komuś błąd lub nierzetelność, nie potrzebujemy do tego pojęcia mody. Zarzucając komuś, że myśli modnie, sugerujemy zwykle, że brak mu charakteru lub intelektualnej samodzielności, że cynicznie szuka własnych zysków zamiast altruistycznie myśleć o wspólno- cie. Niepotrzebnie wkraczamy w sferę prywatną domniemanego modnisia, bo dobro wspólne nie bierze się z prywatnych pobudek lub cech charakteru, ale – z publicznych praktyk. Liberalny sa- 45 R. Rorty, Przygodność, ironia i solidarność, przeł. W. Popowski, Warszawa 46 R. Rorty, Filozofia jako polityka kulturalna, przeł. B. Baran, Warszawa 2009, s. 16. 2009, s. 123 i n. Trzy krytyki modnego rozumu 35 voir-vivre nakazywałby więc zastanowić się, co dobrego dla wspól- noty wypływa z tego, że wobec kogoś taki zarzut formułujemy47. W odpowiedzi na pytanie o pożytki krytyki modnego my- ślenia można by zapewne przytoczyć rozważania Pawła Śpiewaka – drażniące modnisiów, lecz „po sokratejsku”, bo mające za cel wyprowadzenie rozmówcy poza doxa, ku prawdom czy ideom mniej ulotnym niż treści bieżących debat. Bohaterka Rorty’ego sympatyzuje jednak ze sceptykami i wątpi, by takie prawdy kie- dykolwiek można było odnaleźć lub by można było obiektywnie uwolnić się od ducha swego czasu. Liberalna ironistka nie będzie więc uprawiała krytyki mód również dlatego, iż wątpi, by można było pomóc komuś wyjść z jaskini pozornej indywidualizacji do światła indywidualizacji prawdziwej. Można jedynie dostarczyć mu inspiracji do tego, by na własną rękę i w mikroskali swojego życia z duchem czasu starał się zwyciężyć. Zwycięstwo to nie polega na zbliżaniu się do prawdy. To zwycięstwo subiektywności nad światem zastanym, zwycięstwo w duchu nietzscheańskiego witalizmu: w tradycji filozoficznej Zachodu życie ludzkie traktuje się o tyle tylko jako zwycięstwo, o ile wyrwie się ono ze świata czasu, zjawiska i idio- synkratycznej opinii ku światu innemu – światu wiecznotrwałej praw- dy. Nietzsche sądzi natomiast, że granicą istotną do przekroczenia jest nie ta oddzielająca czasowość od bezczasowej prawdy, lecz ta, która dzieli stare od nowego. Życie ludzkie w tej mierze uważa on za zwy- cięskie, w jakiej wymyka się ono odziedziczonym opisom rozmaitych przygodności swego trwania, i odnajduje opisy nowe48. 47 Rorty w wielu tekstach polemizuje z lewicą uniwersytecką, którą por- tretowali Sokal i Bricmont. Robi to jednak inaczej niż ci autorzy – wskazuje przede wszystkim na nikły publiczny pożytek z jej działalności. Zob. Spełnianie obietnicy naszego kraju, przeł. A. Kalarus, A. Szahaj, Toruń 2010. 48 R. Rorty, Przygodność, ironia i solidarność, s. 59. 36 Dominika Michalak Dla liberalnej ironistki dążenie do tzw. samorealizacji, podą- żanie za pragnieniem raczej niż ku prawdzie, nie jest grzechem egoizmu czy dowodem bezmyślności, lecz jednym ze sposo- bów, w jaki możemy uczynić nasze życie sensownym. Bohater- ka ta ceni kulturę o tyle, o ile urządzenie to zapewnia każdemu z jej członków wolność autokreacji i dostarcza ku tej ostatniej natchnienia. Skąd idee pochodzą, ma znaczenie drugorzędne – mogą być także modne. Przywiązanie do ideału tworzenia siebie jest indywidualnym i prywatnym zwycięstwem ironistki nad zjawiskami takimi, jak mody intelektualne. Idee, tradycje, książki – skądkolwiek by po- chodziły – stają się w jej rękach artystycznym tworzywem. Libe- ralna ironistka tym przede wszystkim różni się od modernistycz- nych krytyków mód, że nie przeraża jej „bunt mas”, a podziału na kulturę wysoką i niską, kulturę kompetentnych i niekompe- tentnych nie traktuje zbyt poważnie. Kultury dzieliłaby chętniej na demokratyczne i takie, w których występują silne hegemonie. Chociaż jej liberalizm ma mieszczańskie korzenie, metafizyka nowości sprawia, że nie będzie ona, jak koneser, gromadzicielką kapitału kulturowego, ale niestrudzonym budowniczym własnej tożsamości. Ideał wolności autokreacji dla krytyków traktujących poważ- nie zjawiska takie jak tyrania demokracji będzie oznaczało za- pewne zwycięstwo tłumów nad elitami, dla platoników będzie synonimem ogłupienia, dla posłusznych autorytetom ekspertów – pochwałą dyletantyzmu. Bohaterka książek Rorty’ego z ich punktu widzenia będzie po prostu kolejną ofiarą mody. Nie jest moją ambicją rozstrzyganie, kto z nich ma rację – w duchu libe- ralnym chciałabym pozostawić ten wybór czytelnikowi. Sądzę, że konflikt pomiędzy ekspercką merytokracją, arystokracją w służ- bie kultury wysokiej i demokratycznym świętem wolności, to je- den z trudnych do rozstrzygnięcia konfliktów dobra z dobrem, konflikt, który – mam nadzieję – wcale nie wymaga ostatecznego rozwiązania. Marek Lubański Pomiędzy modą a potrzebą poznawczą, czyli o psychoanalizie w kulturze polskiej Sytuacja psychoanalizy w Polsce Jest chyba bardzo charakterystyczny i godny rozważenia fakt, że co jakiś czas któryś ze znaczących przedstawicieli kultury i hu- manistyki zwraca uwagę i podkreśla duże opory w asymilowaniu na polskim gruncie psychoanalizy. Już w 1928 roku Karol Irzy- kowski, recenzując książkę czołowego przedwojennego psycho- analityka, Gustawa Bychowskiego1, ubolewał nad tym faktem. 1 W okresie dwudziestolecia międzywojennego powstały główne rozprawy Gustawa Bychowskiego dotyczące literatury: „Rogacz wspaniały” w świetle psy- choanalizy (1924) oraz Zbrodnia Spandrella (1923). Wtedy również – w roku 1930 – została opublikowana książka Słowacki i jego dusza. Studium psychoana- lityczne oraz znany, także z niemieckiej wersji językowej, artykuł poświęcony cyklowi powieściowemu W poszukiwaniu straconego czasu zatytułowany Proust 38 Marek Lubański Ten stan nazwał – mogłoby się wydawać wówczas, że nieco na wyrost – „kompromitującą luką polskiej inteligencji”2. Podobnie w roku 1991 Maria Janion w obszernym wywiadzie na łamach czasopisma „Polityka”, starając się określić i scharakteryzować specyfikę polskiej kultury, wśród naszych zaniedbań i niedostat- ków wymieniała „nieprzyswojenie sobie psychoanalizy”3. Pewne
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mody w kulturze i literaturze popularnej
Autor:
, ,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: