Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00314 006615 18482387 na godz. na dobę w sumie
Mój obraz - ebook/pdf
Mój obraz - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 208
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-4300-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„Mój obraz” to lekka opowieść o poszukiwaniach zaginionego Obrazu, które prowokują poszukiwanie własnej drogi życiowej, nieznanej rodziny, korzeni, opowieść o tym,że zawsze warto walczyć o siebie i o swoją przyszłość, że zawsze można zaczynać od nowa. Można i warto, bez względu na wiek, możliwości i dotychczasowe doświadczenia. Główna bohaterka powieści, dwudziestoparoletnia Anda jest zgorzkniała i zawiedziona życiem, jakie prowadzi. Będąc u babci z okazji szkolnego zjazdu w dawnym liceum przypadkowo odkrywa na strychu domu zapomniany pamiętnik swojej prababki Eweliny. Tajemnice zawarte w pamiętniku podsuwają jej pomysł odnalezienia dalszej rodziny, o której dotychczas nie miała pojęcia. Odszukana kuzynka przekazuje jej list od ukochanego Eweliny, z którego Anda dowiaduje się o pamiątkowym Obrazie i fortunie zdeponowanej w szwajcarskim banku. Poznaje też niesamowitego, dalekiego kuzyna Witka, będącego ucieleśnieniem mężczyzny o jakim dotychczas mogła tylko pomarzyć. Zdopingowana przez mamę i babcię rozpoczyna poszukiwania Obrazu, a splot nieprzewidzianych i dramatycznych zdarzeń łączy ją z Witkiem, który „całkiem przypadkiem” pojawia się na jej drodze. Dziwnym trafem inni znajomi mężczyźni również oferują swoją pomoc. Poszukiwania prowadzone razem z babcią i Witkiem, po wielu perypetiach pozwalają jej odnaleźć cenne dzieło sztuki, a przy okazji zmienić swój wizerunek, poczucie własnej wartości, dają miłość i szczęście. Nieprzewidywane zmiany dotyczą także jej mamy i babci – może za sprawą Obrazu, może Eweliny albo książki przypadkowo kupionej na stacji benzynowej? A wszystko to zaprawione jest dreszczykiem emocji spowodowanym dramatycznymi wydarzeniami wywołanymi przez tajemniczego prześladowcę.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Witek Witold był boski. Dużo bardziej przystojny niż na zdjęciach, troszkę starszy od niej, prawdziwe „ciacho”. Nie spodziewała się, że pozna osobiście aż takiego przystojniaka. A do tego miał w sobie to „coś”. Hormony, aurę, feromony czy co tam, nieważne. Wpadł jej w oko oraz wszystkie inne miejsca związane ze zmysłami. Gdy przyjechała do pensjonatu już tam był. - To twój nowy kuzyn, Witek Jaworski - przedstawiła go babcia Wiktoria. - A to prawnuczka mojego stryja, piękna Anda - to było o niej. Zaczerwieniła się jak dziecko, gdy uśmiechnęli się do siebie. I tyle. A potem przy herbacie oglądali zdjęcia, które przywiozła Anda. Teraz ona opowiadała o swojej rodzinie: Ewelinie, Wacławie, Józefie, Kazi. Streszczała dzieje rodu obejmujące prawie stulecie. Niesamowite. Najbardziej rewelacyjny był jednak, bez wątpienia, Witek. Kuzyn Witold. Ale nie potrafiła tak o nim myśleć. Postanowiła, że sprawdzi, jak wygląda takie kuzynostwo w świetle prawa. Czy na przykład, tak całkiem teoretycznie, mogliby być parą i wziąć ślub? Takie myśli uparcie krążyły jej po głowie. Witek był olśniewającym facetem, nie widziała takiego w ciągu... hmmm... ostatnich stu lat! Zastanawiała się czy ona sama dobrze wygląda? Czy taka „mysza” może się podobać? Czy dobrze się ubrała? Zerkał na nią ukradkiem i uśmiechał się, to chyba dobrze? W myślach oglądała się jak w lustrze i w końcu uznała, że jednak nie ma szans u Witka. Miała w głowie istny mętlik. - A ty? Co robisz? - zapytał. - Ja? - spłoszyła się. To, co mogła powiedzieć było tak banalne - nic specjalnego. Pracuję w księgowości. I zajmuję się chorą mamą – dokończyła ciszej, żałośnie purpurowa jak piwonia. Witek zauważył jej zakłopotanie i nie drążył tematu. Wiedział, że kiedyś porozmawiają o tym. Czuł to. Podobała mu się ta dziewczyna. Było w niej coś nieuchwytnego i nienazwanego, jakaś bezbronność, łagodność, delikatność. Jak zauważył była zahamowana i pełna kompleksów. Mówiła jednak bardzo ciekawie. Z dużym talentem - 46 - krasomówczym opowiadała o swojej rodzinie. Miała delikatną urodę, śliczne brązowe i wilgotne oczy, drobną, ale bardzo proporcjonalną figurę, niewysoki wzrost. Podobała mu się bardzo. Zwłaszcza jej wyjątkowe imię bardzo do niej pasowało. Anda, na pierwszy rzut oka, była spokojna, cicha, wycofana. Czuł jednak, że pod powierzchnią opanowania kłębiły się w niej tłumione emocje, poczucie humoru... jakieś zablokowane energie. Taki zestaw wyglądu i wnętrza spodobał mu się natychmiast, gdy tylko ją zobaczył i poznał. Wyjął list i podał dziewczynie. Zachowywał się, jakby nie słyszał jej ostatniej odpowiedzi i nie widział rumieńca nieuzasadnionego wstydu. - To jest list, który zostawił stryj Wacław, gdy wyjeżdżał na wojnę. Prosił, żeby go oddać Ewelinie, gdyby jemu coś się przydarzyło. Mówił, że to bardzo ważne - starsza pani znów się zamyśliła. Nie przerywali ciszy. Po chwili Wiktoria dokończyła: - Niestety, gdy Wacław zaginął nikt nie miał do tego głowy. Potem Ewelina nagle wyjechała, a list został u jego rodziców. Po śmierci stryjka, jako jego spadkobierczyni, dostałam dokument razem z innymi rzeczami. Leżał z całą korespondencją, bo nie miałam komu go przekazać. A teraz, dziecinko, jest twój. Jeśli jesteś ciekawa, to czytaj. To wszak twoja rodzina. Powrót Nowo poznany kuzyn odwiózł Andę do Warszawy swoim starym, ale jak twierdził niezawodnym autem posiadającym duszę, które służyło mu od lat. Wciąż mówił, że musi kupić nowe, ale w końcu zawsze robiło mu się szkoda starego druha i odkładał zakup na później. Samochód był jego przyjacielem i ciężko mu było rozstać się z ulubionym gratem. Początkowo miał ochotę zaprosić Andę na spacer, ona jednak siedziała zamknięta w sobie, bardzo niepewna. Zawstydziła się swojej zwyczajności. Wróciła do skorupki nieudacznicy, nieciekawego Kopciuszka z kompleksami przeznaczonymi raczej dla giganta, a nie młodej kobiety. Na zewnątrz sprawiała wrażenie złej, nastroszonej. Wobec tego Witek, zniechęcony jej nastrojem, zrezygnował z myśli o wspólnym popołudniu. Odwiózł ją pod blok, wymienili grzeczności i Anda poszła do domu. Spieszyła się do mamy. - 47 - Później rozmyślał o tej dziewczynie, która uciekała przed światem, nie wierzyła w siebie i wszystko, co miała, oceniała negatywnie. Doszedł do wniosku, że potrafiłby przełamać jej kompleksy i chętnie by się z nią spotkał. I to nie jeden raz, bo to nie była dziewczyna „jednorazowego użycia”. Anda zaś weszła do mieszkania z poczuciem klęski. Wstydziła się siebie, swojej zwyczajności, wyglądu. Jak zwykle, jak zwykle. Nocą znów przyszła do niej Ewelina. Tym razem układała na stole jakieś banknoty, przed nią leżał otwarty zeszyt, w którym kopiowym ołówkiem zapisywała rzędy cyfr. Wyglądało to na podział pieniędzy na wydatki. Przy niektórych zapiskach stawiała znaczki, przy innych nie. Chyba brakowało na te wydatki pieniędzy. Ewelina, piękna jak zwykle, choć z podkrążonymi oczami, szczuplejsza niż w poprzednim śnie, odwróciła się w jej stronę i patrząc prosto w jej oczy powiedziała wyraźnie: - nie poddawaj się tak łatwo, walcz! List Wacława Tym razem Anda pojechała do babci Kazi tylko na jeden dzień. Mama, zaopatrzona w lekarstwa, oczekiwała przybycia koleżanki i nie protestowała, kiedy córka postanowiła pojechać do Czarnkowa. Teraz siedziały na tarasie domku i czytały list Wacława skierowany do prababki. To znaczy czytała ona, a babcia słuchała z uwagą. „...Najdroższa, jeśli czytasz ten list, to znaczy, że mnie nie ma już na ziemskim padole. Życie jednak musi toczyć się dalej. Nie zniósłbym myśli o tym, że cierpisz niedostatek, jaki jest udziałem ludzi po makabrycznych i okrutnych wojnach, a przeczuwam, iż ta wojna taką będzie. Pamiętasz obraz, który ci darowałem na naszym pożegnaniu? Mówiłem, żebyś strzegła go jak źrenicy oka, nie rozstawała się z nim, a już, broń Boże, nie sprzedała go w nawet najgorszej turbacji życiowej. Otóż obraz i list razem wzięte stanowią Twój majątek i zabezpieczenie na dalsze życie. Nazywam to Twoją polisą. Moją wolą jest abyś, po mojej śmierci nie rezygnowała z życia tkwiąc w żałobie, a założyła rodzinę i miała gromadkę dzieci. Kiedyś może opowiesz swoim wnukom o naszej miłości. Ale do rzeczy. Otóż na końcu tego listu podaję Ci numer konta w szwajcarskim banku, którego nazwę także podaję. Na - 48 - płótnie zaś jest ukryte hasło do tego konta, a także skrytki, jaką zabukowałem w wymienionym przeze mnie banku. Jest tam, w bankowej skrytce, akt własności sporządzony na Twoje, najdroższa, nazwisko. Dotyczy to nieruchomości oraz pewnej kwoty zdeponowanej w banku, a przeznaczonych dla Ciebie, aby Ci nie brakowało ptasiego mleka do końca Twego życia. Ewelino, jedź do Szwajcarii pod adres, który tu podaję i podejmij wszystko, co dla Ciebie tam zostawiłem. Niech Bóg cię błogosławi. Tyś moja jedyna i umiłowana, zachwycająca Ewelinko. Kocham cię całym sercem, myślę o Tobie, a i po śmierci mojej myślał będę i jako ten dobry duch będę nad Tobą czuwał.” Obie płakały. Tyle miłości, takie przywiązanie, a do tego taka przezorność. Szkoda, że Ewelina nie dostała listu. Ile łatwiejsze byłoby życie jej i małego Wacunia. Po chwili jeszcze raz, dokładnie obejrzały list. Faktycznie był tam podany adres banku i numer konta. No dobrze, a gdzie jest Obraz? - Babciu, gdzie on jest? Jeśli konto i skrytka były założone w banku, w Szwajcarii, to muszą tam być do dziś. Pojedziemy z Obrazem, podamy numery skrytki, hasło i będziemy bogate! Mama będzie miała najlepsze lekarstwa, ty zreperujesz serce, a ja skończę studia - gorączkowała się. Jednakże mina Kazi była bardzo niewyraźna. - Nic z tego, serdeńko, nie mamy go. Za późno dostałyśmy list - zasmuciła się babcia i głęboko westchnęła. - Sprzedałyście go? Komu? Pojadę tam i odszukam potrzebne numery - denerwowała się coraz bardziej. - Nie sprzedałyśmy. Zostawiłyśmy na strychu w domku, w którym mieszkałyśmy w czasie wojny. - W czasie wojny? Kiedy to było! Ale gdzie, u kogo? Mów, może ten dom jest jeszcze i go odnajdziemy? - Poczekaj, muszę pomyśleć. Ale to za chwilę. Jestem taka zmęczona wszystkimi rewelacjami. Muszę odpocząć i zebrać myśli. - 49 - Rzeczywiście babcia nie wyglądała dobrze. Była blada, zmęczona, przejęta listem i całą sytuacją. Za dużo emocji, za dużo rewelacji. Tak, teraz powinna odpocząć. Obraz Gdy już babcia Kazia wzięła lekarstwa i odespała poranne emocje, opowiedziała wnuczce historię Obrazu. Tak, był. Pamięta, że Ewelina zawsze miała go w swoim bagażu i nigdzie nie zostawiała. Początkowo zawieszała go w każdym pokoju, w którym mieszkała. Nieraz wieczorem siedziała w półmroku i patrzyła na niego. Miała wtedy taką rozmarzoną minę. Takie ciepło w oczach. Pewnie wspominała swoją wielką miłość i Wacława. Nie rozstawała się z Obrazem. Powtarzała przy tym, że Wacław zostawiając jej ten cenny prezent nakazał go strzec i nazywał polisą. Całą wojnę miała go przy sobie, choć później już go nie wyjmowała z walizy. Gdy po wojnie wkraczali do Polski rosyjscy „przyjaciele” budować nowy ustrój było wiadomo, że wszystko, co im się spodoba to zabierają, więc prababka razem z Kazią zapakowały płótno do skrzyni, takiej zwykłej, drewnianej stojącej na strychu w domku, w którym mieszkały w Zalesiu. Musiały stamtąd nagle i szybko uciekać do Czarnkowa. Nie było czasu iść po schowany skarb. Miały wrócić po niego, gdy sytuacja ustabilizuje się. Ale nic z tego nie wyszło. Do pięćdziesiątego szóstego roku było bardzo źle. Wacław po powrocie z oflagu, w tysiąc dziewięćset czterdziestym ósmym, był jakiś czas więziony, posądzany o współpracę z zachodnimi aliantami, przeciwko Sowietom. Był ciągle wzywany na przesłuchania, w domu robiono rewizje. Wciąż bali się powtórnego aresztowania Wacława. Nie mogły przywieźć Obrazu. Już sama wycieczka do Zalesia byłaby podejrzana. Ktoś by na nie doniósł, cenne dzieło sztuki na pewno by zabrano, a może jeszcze wsadzono, za jego posiadanie, do więzienia. Takie to były czasy. - Nie mogę wprost w to uwierzyć - dziwiła się Anda. Dla niej ta prehistoria wydawała się nieprawdopodobna. W domu ani babcia, ani mama nie opowiadały jej zbyt wiele o tamtych, bolesnych czasach. Nie chciały wspominać nieszczęść i psuć jej beztroskiego dzieciństwa. A szkoda - pomyślała - nie byłabym teraz taka bezradnie zdziwiona. Dlaczego nie znałam dokładnych losów mojej rodziny? - 50 - - Tak było - ciągnęła babcia - wkrótce po śmierci syna w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym trzecim roku Ewelina zachorowała, więc sprawa odszukania Obrazu nie była już dla mnie taka ważna... nie żył mój mąż, Ewunia była malutka, teściowa chora... tak... Ewelina zmarła, gdy twoja mama mieszkała już w Warszawie. Początkowo, przez powojenne kłopoty Wacława, a potem swoją chorobę przestała nalegać. Pamiętam, że od czasu do czasu mówiłyśmy o tym, że gdy Ewelinie się poprawi, to pojedziemy do Zalesia. Ale nie pojechałyśmy. Nie zdążyłyśmy. Ustaliłyśmy w końcu, gdy ona była już bardzo słaba i nie dałaby rady osobiście jechać po najdroższą pamiątkę po Wacławie, że ja pojadę sama, odnajdę ją i przywiozę. Teściowa zmarła tak nagle. Nie zdążyłam... Potem był pogrzeb - babcia tłumaczyła się bezradnie – czas tak szybko upływa... Tyle się działo przez te lata, a Obraz przecież leżał sobie spokojnie w Zalesiu. W końcu zapomniałam o nim. Dopiero teraz... A, wiesz, Ewelina zapisała mi go w testamencie... - W takim razie koniecznie musimy go odnaleźć. - Jak odnaleźć? Teraz? Teraz, to ja mam badania serca. Pamiętasz? Ale dobrze, może umówmy się na lato. Ja będę po badaniach i zabiegu, ty weźmiesz urlop i wtedy razem pojedziemy do Zalesia. Może tak być? Poczekasz jeszcze trochę? - Oczywiście, że poczekam, ale co będzie z mamą, gdy ja wyjadę? - Anda przede wszystkim myślała o chorej mamie. Babcia zamyśliła się zasmucona. Po krótkiej chwili jej twarz rozpogodziła się i kontynuowała z uśmiechem: - Wspominałaś, że ciocia chętnie przyjechała i, że było im razem dobrze. One zawsze bardzo się lubiły. Pamiętam, że dawniej Iwonka często do Czarnkowa przyjeżdżała na wakacje... Tak trzeba zrobić. Zaproś ciocię, niech przyjedzie do Ewy na tydzień. Mieszka z rodziną na przyczepkę, mają ją za służącą. U was przynajmniej odpocznie, biedna. A w tym czasie, we dwie, powalczymy o tę szwajcarską fortunę. Wprawdzie nie mam już dużo czasu, bo moja ziemska wędrówka się kończy, zresztą nic mi już nie potrzeba, ale być może dzięki odzyskanym pieniądzom wasze życie wreszcie się ułoży. Co ty na to? - Nie mów tak babciu! Będziesz żyła jeszcze minimum sto lat - Anda przytuliła się do staruszki - ciocię już zapraszałam do nas, myślę, przyjedzie ponownie, gdy ją o to - 51 - poproszę. Dowiem się także czegoś konkretnego o szwajcarskim banku, wezmę urlop i przyjadę. Tylko jak my dojedziemy do Zalesia? Gdzie to w ogóle jest? - Na Mazurach, niedaleko Olsztyna. - Kurcze, to daleko. Jak my tam dojedziemy? Wyprawa zajmie nam minimum dwa dni. Autobusem nie damy rady pojechać, bo po zabiegu nie będziesz miała siły na takie wycieczki. Może uda mi się pożyczyć samochód od koleżanki? Mam przecież prawo jazdy. Co prawda mało jeździłam... - Lepiej kup jakieś małe, używane autko. Mam niewielkie oszczędności. Słyszałam, że tak się dziś robi. Co ty na to? - Kazimiera wpadła jej w słowo. - Ojej, to byłoby wspaniałe rozwiązanie! - aż klasnęła z zachwytu - wiesz co babciu, czuję, że moje życie zaczyna być takie fajne! Nie spodziewałam się - ucieszyła się Anda. Potem spontanicznie, jak dziecko zerwała się z miejsca i zakręciła piruet. - Nie możesz mi oddać wszystkich swoich oszczędności - zatrzymała się w pól obrotu. - Kto powiedział, że oddam ci wszystko, co mam? Kupisz naprawdę tani samochód, a potem, gdy odzyskamy Obraz i fortunę, to mi oddasz pożyczkę, dobrze? - Chyba tak. Mam nadzieję, że wszystko ułoży się po naszej myśli - Anda znów wirowała. - Widzisz? Mówiłam, że będzie dobrze - Kazia była bardzo podbudowana widząc radość w oczach wnuczki i wstępującą w nią nową energię. Uśmiechnęła się do siebie zadowolona. Już sam taki widok wart był wysiłku poszukiwania. Gdyby nawet Obraz gdzieś przepadł, to może jej wnusia zdąży nabrać ochoty na życie? Już ona się o to postara. Dziewczyna jest młoda, mogłaby jeszcze zrobić wszystko, na co tylko ma chęć. Trzeba jedynie rozbudzić ten uśpiony fragment jej osobowości. To był teraz główny cel Kazimiery. Zanim umrze chciałaby zobaczyć, jak jej wnuczka ułożyła sobie szczęśliwe życie, bo przecież życie ma się tylko jedno. Spełnienie takiego marzenia, jak się zdaje, jest zawsze nadrzędnym celem każdej babci? Po chwili swobodnego wirowania po pokoju Anda zatrzymała się i roześmiała. - 52 - - Babciu, a co było na tym Obrazie i kto go namalował? Teraz śmiały się już obie. Mirek Po powrocie do domu Anda wzięła się do roboty. Miała sporo biegania, telefonowania, dowiadywania się i organizowania. Jak nigdy dotąd. Czasami wydawało się jej, że widzi gdzieś z daleka młodą Ewelinę, która uśmiecha się do niej i mówi: szukaj, szukaj, ale może to tylko jej wyobraźnia płatała figle? Tymczasem Mirek przepadł. Nie przychodził, nie odzywał się, nie odbierał telefonów. Anda nawet zadzwoniła do jego mamy, która akurat była bardzo zajęta, nie zauważyła niczego niepokojącego u syna i poradziła jej, aby sama próbowała później dodzwonić się do niego. No cóż. W takim razie Anda przestała się martwić. W jej wyobraźni obok Mirka stanęła piękna i, według słów jej narzeczonego, niezwykle utalentowana Elżbieta. Pewnie zajął się Elą, a że nigdy nie był dżentelmenem to i teraz nie potrafi kulturalnie zakończyć naszego związku. Może się bał? Mam go gdzieś – powiedziała Anda do Marleny, która była jej życzliwą duszą wśród innych zawistnych lub obojętnych współpracowniczek w księgowości. Opowiadały sobie o swoich facetach, z tym, że Marlena, w przeciwieństwie do niej, miała co opowiadać. Ona tylko kwitowała swoje „przeżycia” monosylabami i coś mamrotała, gdy koleżanka bardzo ją wypytywała i nie dawała spokoju czekając na odpowiedź. Marlena była bardzo niebanalną osobą. Po pracy zawsze spieszyła się do domu, gdzie czekała na nią niezła gromadka. Kilka znalezionych kotów i pies przypominający roztrzepanego, miniaturowego polskiego owczarka nizinnego. Jej pokraczny Maczo miał beżową sierść, szerokie bary i nisko zawieszony, wąski zad. Prawdziwy, barczysty macho. To prześmieszne stworzenie przepadało zarówno za swoją panią, jak i wszystkimi kotami, które były mu całkowicie podporządkowane. Pilnowanie kociego stada to nie lada wysiłek dla „owczarka”. Maczo był więc ciągle zajęty. Swoim chrypliwym szczekaniem zaganiał rozbiegane, miauczące stado do jednego miejsca w mieszkaniu albo, na wszelki wypadek, godzinami dyżurował przy kilku pustych kocich miskach. Dokładnie to samo robił, gdy do Marleny przychodzili goście. Szczekał zawsze tak długo, jak długo ktokolwiek stał. Dopiero, gdy stado było uporządkowane, bo wszyscy usiedli, Maczo zaczynał domagać się pieszczot od każdego po kolei. Opowieści koleżanki o zwierzakach były pełne - 53 - niesamowitych zwrotów akcji i śmiechu. Po spacerze z psem i nakarmieniu zwierząt, Marlena zajmowała się działalnością społeczną. Pracowała w stowarzyszeniu z młodzieżą, wymyślała i realizowała przeróżne projekty, które jej wolontariusze wykonywali z wielkim poświęceniem i świetnie się przy tym bawili wciągając do zabawy innych. Marlena godzinami przemierzała ulice rodzinnego miasta i fotografowała. To było jej następne ciekawe zajęcie. A do tego pisała artykuły, malowała i gdy tylko się dało chodziła na koncerty muzyki poważnej, przedstawienia teatralne czy wystawy. Zazwyczaj na koncerty i wycieczki zabierała swojego przyjaciela i wielbiciela, Szymona. I także o nim mogła godzinami opowiadać. Nie był to bezbarwny „man”, tylko indywidualność, co najmniej taka, jak ona. Przy tym wszystkim, co miała do powiedzenia Marlena, zwierzenia Andy wydawały się beznadziejnie nudne i banalne. Ona rozmowy z koleżanką traktowała jak wyjątkowe lekarstwo na swoją codzienność. Jednakże, mimo wielokrotnych zaproszeń, nigdy nie poszła na spotkanie z wolontariuszami, nie wzięła udziału w żadnej akcji czy projekcie. Wracała prosto do domu, a w domu zajmowała się pracochłonną codziennością. Czasami tylko przebiegała przez jej głowę kłopotliwa myśl, natychmiast zresztą usuwana i nie roztrząsana: a może to nie tylko chodzi o mamę? Czy faktycznie choroba mamy usprawiedliwia wszystkie jej wygodnicko - bierne zachowania? Teraz też podobne pytanie samo się nasunęło. Mirek nie odzywał się, więc zaprzestała dzwonienia do niego. Tak było jej chyba najwygodniej. Ale, jak zawsze, z przyzwyczajenia dodawała: jestem zajęta mamą, nie mam na to czasu. Tymczasem babcia Kazia zgodnie z planem od kilku dni była w szpitalu i wkrótce miała wrócić do domu. Ciocia Iwona, gdy Anda zadzwoniła do Gdańska, entuzjastycznie wykrzykiwała do słuchawki, że właśnie szykuje się do ponownego przyjazdu do Warszawy. Wszystko było więc takie, jak powinno. I tylko czasami Anda, myśląc o Witku, wzdychała i patrzyła w dal przez okno swojego pokoju. Witek nie odezwał się. Zwolnienie Nie zauważyła, kiedy przy jej biurku stanął kierownik. Pracowała, jak zwykle wklepując do komputera nudne faktury. Poszła za szefem do jego pokoju i dowiedziała się, że ma iść do kadr, a potem spakować swoje rzeczy. Jest zwolniona. Na czas - 54 - wymówienia ma wolne, niech spokojnie szuka nowej pracy. A gdy wyjąkała, „dlaczego?”, szef odpowiedział unikając jej wzroku: - Mamy właśnie reorganizację, pani Ando. Będziemy potrzebowali wykwalifikowanej kadry, kogoś po studiach kierunkowych. Sama matura nie wystarczy. Nasza firma rozwija się i chcemy nadążać za Europą. Dostanie pani odprawę i dobrą opinię, więc jako pomoc księgowej, bez problemu znajdzie pani nową pracę. Ja ze swojej strony doradzałbym ukończenie jakiegoś kursu podnoszącego kwalifikacje, bo studiować to chyba pani już nie zamierza? Wróciła do domu ledwo żywa. Jak automat przygotowała obiad, posprzątała, podała herbatę. Mama nie zauważyła jej podłego nastroju, była zajęta robótką i jednoczesnym śledzeniem brazylijskiego serialu z cyklu „musimy porozmawiać”. Dopiero w czasie wyświetlania reklam Ewa coś z werwą opowiadała, wspomniała też mimochodem, że dzwonił Mirek i ona opowiedziała mu o szwajcarskim koncie, Obrazie, planowanym kupnie samochodu i rozpoczęciu poszukiwań. Zajęta myciem talerzy i swoimi niewesołymi myślami Anda nawet nie usłyszała nowiny. Ta noc należała do najgorszych w jej życiu. Odżyły stare lęki, niska samoocena, niewiara w siebie, pesymizm. Płakała i płakała powtarzając sobie jaka jest beznadziejna, głupia, bez ambicji, brzydka i stara. A do tego jeszcze bezrobotna. I nikomu na niej nie zależy. Czuła się bardzo samotna i odrzucona. Nie widziała niczego pozytywnego w swoim życiu, niczego przecież nie dokonała, nikt jej nie chciał i nie potrzebował. Nie widziała też niczego pozytywnego przed sobą. Tylko czarną dziurę. I ta czarna dziura ją wciągała i wciągała... Usnęła w końcu zmęczona płaczem i śniła o wypadkach, spadaniu z mostu, utonięciu i nie otwartym spadochronie nad górami. Sny były tak samo męczące, jak rzeczywistość. Rano wstała niewyspana, miała zapuchnięte oczy i szarą cerę. Wyszła jednak z domu, niby to do pracy, gdyż chciała spokojnie wszystko przemyśleć, zastanowić się, ustalić, co robić dalej. Początkowo spacerowała. Poszła na Stare Miasto, bo tam mogła chodzić zawsze i nigdy nie miała dosyć. Obeszła wszystkie swoje ulubione zakątki, zeszła nad Wisłę. Gdy już uznała, że stres ma za sobą, że „przechodziła” smutek i żal poszła do kawiarni na lody. To była nagroda pocieszenia. Co prawda, w stresie zazwyczaj nie miała apetytu i - 55 -
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mój obraz
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: