Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00262 014033 12791457 na godz. na dobę w sumie
Mój ojciec mnie boli! Uleczyć  ranę ojca  - ebook/pdf
Mój ojciec mnie boli! Uleczyć ranę ojca - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 148
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 9788379060238 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W książce Mój ojciec mnie boli! Uleczyć „ranę ojca” Joël Pralong analizuje i opisuje kluczowe zagadnienie „braku ojca” – związane z nim urazy psychiczne, a także ich osobiste i społeczne konsekwencje: zaburzenia tożsamości, trudności z identyfikacją płciową oraz lęk przed rzeczywistością. Dzięki wskazówkom dotyczącym symptomu „rany ojca” łatwiej uporać się z wewnętrznym cierpieniem, spowodowanym przez negatywne wyobrażenie ojca, które wynieśliśmy z dzieciństwa, i odkryć radość bycia w pełni sobą.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

2 2 Tytuł oryginału Guérir de la blessure du père © EDITIONS DES BEATITUDES, S.O.C., 2015 © Copyright for this Polish edition by Wydawnictwo W drodze, 2015 Redaktor Lidia Kozłowska Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk Projekt okładki i stron tytułowych Justyna Czyżak ISBN 978-83-7906-005-4 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie I, 2015 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 www.wdrodze.pl sprzedaz@wdrodze.pl Druk i oprawa: Drukarnia EDICA, Poznań 4 WPROWADZENIE Zraniona mewa Im częściej się jej przyglądam, tym bardziej mnie fa- scynuje – to zawieszona nad moją głową reprodukcja Powrotu syna marnotrawnego, dzieło holenderskiego malarza Rembrandta. W jakiś zdumiewający spo- sób odnosi się do mnie samego, do mojego sposobu przeżywania relacji z innymi i z Bogiem. To dzieło wielkie i głębokie jak ocean. Jego kontemplowanie nigdy nie nuży. A poetycki opis Paula Baudiqueya1 dodaje temu przeżyciu intensywności, czyniąc je jeszcze bardziej przejmującym: Jego twarz jest twarzą ślepca. Oczy Ojca osłabły, gdy starał się przebić wzrokiem mrok nocy. Nie- cierpliwie czekał na ten nieprawdopodobny powrót, 1 Do wysłuchania na You Tube: „Powrót syna marnotrawne- go” (Le retour du prodigue) Paula Baudiqueya. 5 zdarzało się, że jako jedyny. Nie licząc wszystkich wylanych ukradkiem łez… Tak, to rzeczywiście on, Ojciec, płakał najczęściej! Przygląda się teraz syno- wi: kark galernika… i ten okrywający życiowego roz- bitka bezkształtny łachman, w którego pomiętych fałdach skrywa się jeszcze i gwiżdże wicher wielkich sztormów. Obcasy sandałów starły się jak kadłub ga- leonu o krawędzie podwodnych skał, blizny są ślada- mi wszystkich błędnych ścieżek. Rozbitek spodzie- wa się sądu: „potraktuj mnie jak ostatniego spośród sług twojego domu”. Nie wie jeszcze, że w oczach ojca on, ostatni z ostatnich, jest pierwszym wśród wszystkich. Oczekiwał spotkania z sędzią, a znalazł się w bezpiecznym porcie; wyrzucony na brzeg, od- trącony, pusty, ale wreszcie gotów na przyjęcie mi- łości. Od tylu już lat dokładnie przypominam syna mar- notrawnego, tego najmłodszego, który odszedł i powrócił (zob. Łk 15,11–32), młodego człowieka nieustannie spragnionego nowości i silnych wrażeń, nienasyconego w pogoni za uznaniem i aprobatą. Ja także jestem najmłodszy w rodzinie, a marzycielski, artystyczny temperament i zmienne usposobienie nastolatka kipiącego pomysłami, projektami i kre- atywnością skłaniały mnie do działania intuicyj- nego, na oślep. Jak przed dżumą uciekałem przed wszelką formą autorytetu traktowanego jako próba umieszczenia mnie w klatce, czego nie znosiłem; jak mewy, kierowałem się ku stale nowym horyzon- 6 tom. Ale nie jestem mewą… Co to ma zresztą za znaczenie! Gdy przychodzi mi ochota uprawiać wy- soko w powietrzu akrobacje na skrzydłach wyobraź- ni, nieuchronnie spadam głową w dół, w stronę tej niekiedy naprawdę okrutnej rzeczywistości. Wtedy, ciągnąc złamane skrzydło, nie mam innego wyjścia, jak tylko rzucić się w ramiona Bożej miłości i, wtu- lając twarz w zagłębienie „łona miłosierdzia”, szu- kać nowej drogi. Czy wiecie, że w Biblii miłosier- dzie jest zestawiane z łonem matki? Bóg kocha nas i przyjmuje z czułością macierzyńską: „Czy Efraim nie jest dla Mnie umiłowanym synem, najdroższym moim dzieckiem? Bo im więcej go napominam, tym bardziej noszę go w sercu i wzruszam się do głę- bi. Na pewno ulituję się nad nim” (Jr 31,20)2. Jak echo, tekst grecki przypowieści Łukasza precyzuje: „A kiedy jeszcze był daleko, zobaczył go ojciec i uli- tował się” (Łk,15,20). Paul Baudiquey pięknie opisuje gest syna: Wsparty na policzku – jak noworodek leżący w za- głębieniu brzucha matki – dopełnia procesu naro- dzin. Nieme wołanie łona, od którego się odwrócił, brzmi szeptem w jego uszach. On je słyszy. 2 Wszystkie cytaty z Pisma Świętego za: Pismo Święte Stare- go i Nowego Testamentu, opr. Zespół Biblistów Polskich z ini- cjatywy Towarzystwa Świętego Pawła, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2009. 7 Miłosierdzie jest „zagłębieniem łona matki”, w któ- rym mogę narodzić się na nowo i stać się w ten spo- sób tym, kim jestem naprawdę: nie mewą, ale synem Ojca, który gorąco mnie kocha. Bo to ten Ojciec wpisuje w moje serce najgłębszą tożsamość: „Jesteś moim najukochańszym synem i kocham cię!”. Przez lata posługi w parafii to łono matki przy- kuwało moją uwagę do tego stopnia, że przesłoniło mi zupełnie osobowość Ojca, imponującą przecież na płótnie Rembrandta. Pomijałem ją kompletnie w moich kazaniach, wspominając przy każdej oka- zji łono miłosierdzia, matkę, która pociesza, myje, pielęgnuje, przytula. Sądzę, że ten brodacz o maje- statycznej posturze wprawiał mnie w pewne zakło- potanie. Skąd to przemilczanie? Lęk przed ojcem? Ojcem, który zajmuje zbyt wiele miejsca? Trzeba powiedzieć, że w dzieciństwie miałem bardzo dobre relacje z matką i słaby kontakt z ojcem. Taka jest z pewnością przyczyna… A potem, podczas rekolekcji „powrotu do źródeł” (lato 2013), moja dusza zaczęła mi przypominać: „Joël, jesteś księdzem pełnym miłosierdzia. Wszyst- kim, którzy do ciebie przychodzą, okazujesz serce matki, ale teraz powinieneś stać się ojcem”. Wy- obraźcie sobie ten szok! Obraz Rembrandta przy- brał odtąd zupełnie inny wygląd, odsłonił przede mną prawdziwą twarz Ojca. Poczułem, jak rodzi się we mnie siła ojca. Byłem w stanie oderwać się od łona 8 matki, aby pójść do Ojca, pozwolić, aby moje ramię objęła Jego silna, męska ręka. Zdałem sobie sprawę, że matka to „gospoda dobrego Samarytanina” (zob. Łk 10,25–37), miejsce odzyskiwania sił, uleczenia, pocieszenia, gdzie dobrze się żyje, ale że pewnego dnia trzeba pójść dalej, na nowo wyruszyć w drogę. Ojciec objawił mi się jako ideał odwagi, dzielności, niezłomności, woli wypełnienia swoich zobowiązań mężczyzny i chrześcijanina, zapomnienia o sobie, dawania siebie, wypełniania do końca ewangelicz- nych wymagań. Zarysowała się przede mną nowa perspektywa, zaczynała się nowa nauka: podjąłem nareszcie próbę stania się samemu ojcem. Ta dro- ga w sposób nieunikniony skrzyżowała się z drogą mojego żyjącego wciąż ojca; wrócę jeszcze do tego tematu. Bo dziś stawiam sobie pytanie: „Czy rzeczy- wiście byłem synem? Czy moje uczenie się roli ojca duchowego nie wpisuje się w naukę synostwa wobec Ojca Niebieskiego?”. „Syn swojej matki”, niedorastający do ojcostwa, pozostaje przez całe życie istotą spragnioną miłości, czułości, uznania i aprobaty. Rodzajem Calimero3, który wątpi w siebie, w swoją tożsamość, swoje moż- liwości. Nadmiernie wrażliwy, nie znosi ani przeciw- ności, ani sprzeciwu. Jedno słowo krytyki powala 3 Bohater japońskiego serialu, mały antropomorficzny pta- szek, którego marzeniem jest latać jak inne ptaki – przyp. tłum. 9 go na ziemię, natomiast najmniejsze pochlebstwo wprawia w niebotyczny zachwyt nad sobą. Utrzy- muje kontakty tylko z tymi, którzy go nagradzają, utwierdzają w dobrym mniemaniu o sobie, chronią. Nieustannie odczuwający potrzebę mówienia o so- bie, zwierzania się pierwszemu lepszemu, niechęt- nie słucha innych. Uwodziciel i manipulator, ma tyl- ko jedno zmartwienie: jak stać się kochanym. „Syn matki” nieświadomie szuka „mamusi”, która by go rozpieszczała i otaczała troskliwą opieką. „Syn ojca” natomiast daje siebie z radością, wierzy we własne siły i idzie naprzód, wspierając się na poczuciu pew- ności siebie, które dał mu ojciec. Ojcowskie rady do- dają mu odwagi, nadają rozmach jego działaniom, ojcowskie korekty i zalecenia budują go, ukierunko- wują jego nadmierną uczuciowość, wyrabiają w nim zdecydowanie i wytrwałość, poczucie odpowiedzial- ności, osobiste zaangażowanie. Ojciec potwierdza jego projekty i intencje: „Działaj, mój synu, tak jest dobrze”, albo, wręcz przeciwnie, hamuje go: „To zły pomysł, czekaj, zastanów się!”. Jest ważnym punk- tem odniesienia. Ojciec pozostaje jednak głęboko synem… Sy- nem tego łona matki, które chroni go przed wszel- kim skostnieniem, pozwala pozostać ojcem czułym i miłosiernym, a zarazem synem ojca, zdolnym do zdecydowanego, odważnego i wytrwałego działania. Na podobieństwo tych dwóch rąk, które widzimy na 10 obrazie Rembrandta: jedna duża, męska, umięśnio- na, chwyta ramię syna, zaś druga, delikatna, mięk- ka, kobieca, dotyka jego wątłej muskulatury, dodając mu otuchy. Syn ojca, człowiek dorosły, pozostaje zależny od Ojca Niebieskiego, od którego pochodzi nazwa wszelkiej rodziny. To On wzmacnia w nim ducho- wość, stanowi jego fundament i zakorzenia go w mi- łości Chrystusa (zob. Ef 3,15–15). „Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiego pocieszenia” (2 Kor 1,3) utwierdza nasze serce w przekonaniu, że naprawdę jesteśmy dziećmi Bożymi. Czy wobec tego stanę na wysokości zadania jako ojciec duchowy promieniujący miłością, który daje, nie oczekując niczego w zamian, akceptuje utratę miłości swoich dzieci, ponieważ chce, aby były wol- ne… aby miały prawo opuścić dom, wyprzeć się go, odrzucić jego autorytet, nie kochać go już … i w koń- cu do niego wrócić? Ojciec, który nie szuka uznania, akceptacji, uwielbienia, ponieważ otrzymuje je obfi- cie od Ojca Niebieskiego o sercu matki? Ojciec, któ- ry potrafi być zarazem wymagający i miłosierny, bo wspiera się na Ojcu, fundamencie jego najgłębszej istoty, życiu jego życia? Ta książka, jak to już zrozumieliście, stanowi logiczne następstwo mojego opisanego wyżej do- świadczenia duchowego. Krok po kroku uczy być 11 synem w Synu (Jezus), aby coraz bardziej przypo- minać Ojca4. W przypadku wielu z nas ta przemiana wymaga uleczenia „rany ojca”, albo dokładniej uwol- nienia się od wyobrażenia ojca, który stworzyliśmy sobie w dzieciństwie. Coraz więcej ludzi młodych i nieco starszych nosi jego ślady do tego stopnia, że wątpią we własną tożsamość (rozdział 1). W jaki sposób następuje uleczenie? Święci, chrześcijanie dawni i współcześni dają nam tego świadectwa (roz- dział 2). Z sakramentu przebaczenia, ofiarowanego przez Ojca, „od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi” (Ef 3,15), płynie potężna ła- ska wyzwolenia się od negatywnego obrazu ojca, dzięki której nieustannie poszerzamy znajomość naszej najgłębszej tożsamości synów i córek Bożych w Synu (rozdział 3), aby żyć jak dzieci Boga w za- ufaniu i oddaniu (rozdział 4). 4 W tekście słowo „Ojciec” pisane dużą literą odnosi się do Boga Ojca, podczas gdy „ojciec” pisany małą literą odnosi się do ojca ziemskiego. 12 Rozdział 1 PROBLEM NIEOBECNYCH OJCÓW Tata cool i mama kwoka Lubię, kiedy taty nie ma, mam wtedy mamę tylko dla siebie (Jean, 8 lat). Mój ojciec jest cool, odnosi się do mnie jak kole- ga, czasem palimy tego samego papierosa, tylko po to, żeby być razem (Axel, 14 lat). To prawda, rola kobiety w domu jest coraz więk- sza. Mamy troje dzieci, a czasem mam wrażenie, że mój mąż jest czwartym. Dość wycofany i dyskret- ny, gdy trzeba podejmować decyzje, zawsze zdaje się na mnie, a sam chętnie się im podporządkowuje (Michèle, 45 lat). Nie chodzi o to, że ojciec jest nieobecny: problem stanowi osłabienie funkcji ojcowskiej i jego poważ- ne konsekwencje dla rozwoju dziecka i całego społe- 13 czeństwa. Od czasu, kiedy „zabroniono zabraniać” (maj 1968), autorytet zadrżał w posadach, ograni- czenia znikły. Prawo? Mamy je w nosie, nie boimy się przedstawicieli służb porządkowych i wymiaru sprawiedliwości, prowokujemy ich; nauczyciele czę- sto stają się obiektem agresji… Wszystko to sprzyja zachowaniom, które pozostawiają swobodę niekon- trolowanym wybuchom popędów, natychmiasto- wemu zaspokajaniu potrzeb i pragnień, rozpasaniu uczuć i ucieczce od rzeczywistości, aby schronić się w marzeniach i sztucznych rajach, krótko mówiąc – postawom absolutnie typowym dla nastolatków, oscylujących między marzeniem a rzeczywistością. W takim społeczeństwie „adolescentrycznym”5, gdzie emocje dominują nad racjonalnością, gdzie akty przemocy wśród młodzieży mają miejsce za- równo na głównych ulicach, jak i na przedmieściach, gdzie gromkie rewindykacje kieruje się przeciw pań- stwu – żywicielowi, a na ulice wychodzi pod byle pretekstem, rozwiązanie problemów powinno za- wsze przyjść z zewnątrz, a winni są zawsze inni… W takim społeczeństwie politycy, służby socjalne, szkoła, wychowawcy coraz bardziej przypominają „mamusie”, które chronią, pomagają i wspierają, opiekują się, pocieszają, żywią, edukują, cały czas 5 Zob. Tony Anatrella, Interminables adolescences. Les 12/30 ans, Cerf–Cujas, Paryż 1991. 14 prowadzą dialog, towarzyszą, tolerują, obiecują; ka- rzą także, ale tylko tak, aby dać nową szansę wybrnię- cia z kłopotów. Symptomatyczne są programy typu „telerealités”, w których życie uczuciowe innych lu- dzi rzuca się na pastwę widzów: groteskowy spek- takl, tuczący się intymnymi problemami innych, prawdziwy koktajl złości, lęku, zazdrości, napadów płaczu lub śmiechu, który w ostatecznym rozra- chunku jedynie porusza emocje, nie przedstawiając rozwiązań. Można powiedzieć – piwo, które pieni się i pryska, po czym piana opada na powierzchnię cieczy, nie pozwalając na delektowanie się smakiem. W tej „rozrywce” i emocjonalnych debatach wszyscy widzowie grają wobec osoby w kłopotach rolę „ma- musi-do-osuszania-łez”, podchodząc do problemu ze swojego własnego punktu widzenia, ze współ- czuciem lub z uciechą. Jak pójść dalej, skoro zasa- dy etyczne zostały wykreślone z codziennego życia? I niech nikt nie waży się przypadkiem odwoływać do zdrowego poczucia moralności: zostanie okrzyknię- ty nietolerancyjnym i staroświeckim katolem! Mówię sobie, że wobec tego stanu rzeczy gwałtow- nie potrzebujemy „dobrego ojca”, kochającego i roz- tropnego, aby zrobił trochę porządku i z powrotem „postawił kościół w centrum wsi”. Oczywiście każ- dy zbiera to, co zasiał. Trzeba powiedzieć, że prze- szliśmy od społeczeństwa patriarchalnego lat 50., uregulowanego jak szwajcarski zegarek według pre- 15 cyzyjnych i ściśle ustalonych kryteriów, w którym każdy problem miał swoje rozwiązanie, a każdy człowiek – dobrze określony zakres odpowiedzialno- ści, do społeczeństwa matriarchalnego, w nieskoń- czoność przetrzymującego dzieci w „inkubatorze” i hamującego proces uczenia ich autonomii odpo- wiedzialnych dorosłych. Zmiana warunków życia, niepewna przyszłość rysująca się przed młodymi, obawa przed niepowodzeniem, coraz wyższe koszty finansowe, zjawisko „kokonu”6 utrzymywanego nie- kiedy przez rodziców, którzy nie przeżyli żałoby po swoim własnym okresie dojrzewania, w żaden spo- sób nie zachęcają młodych do zdrowego oddzielenia się od rodziny i rozpoczęcia samodzielnego życia. Wobec nastolatków w nieustającym kryzysie, bun- tujących się przeciw ich autorytetowi i stawiających się ostro przy najmniejszym sprzeciwie, rodzice czę- sto czują zniechęcenie. Niekiedy, znużeni powtarza- niem w kółko tych samych poleceń, w końcu opusz- czają ręce, wahając się wprowadzać ograniczenia lub nie wiedząc, gdzie wyznaczyć granice. Przeżywający ten burzliwy okres życia młodzi ludzie są tak samo rozdrażnieni jak ich rodzice. Po- zbawieni wzbudzających zaufanie odpowiedzi, wo- 6 Zachowanie domatorskie i pasywne, zależność od otocze- nia rodzinnego, zapewniającego ochronę przed wszelkimi pro- blemami. 16 bec braku ojców i wypróbowanych zasad etycznych, niektórzy z nich ześlizgują się ku zachowaniom ryzykownym: myśli i próby samobójcze, ucieczki, agresja, depresja, toksykomania, uzależnienia wszel- kiego rodzaju. Tato, nie jesteś moim kumplem Chcę być taki duży i taki silny jak mój tata (Julien, 5 lat). Mój tata wie wszystko, nie potrzebuję zaglądać do słownika (Martine, 8 lat). Ojciec nie jest kumplem, lecz wzorem, który dziec- ko chce naśladować, z którym chce się identyfiko- wać. Ale zacznijmy od początku. Czy tego chcemy, czy nie, naszym pierwszym do- świadczeniem miłości, najwcześniejszym obiektem naszych uczuć, jest mama! W początkach swojego istnienia, w łonie matki, we wnętrzu zamkniętego świata zapewniającego poczucie bezpieczeństwa – ciepłego, kochającego, niezawodnie chroniącego przed przeszkodami i przeciwnościami – maleństwo jest ściśle związane z matką. Całkowicie zależne od swojego małego raju, nie musi dokonywać żadnych wysiłków, wszystkie jego pragnienia są zaspokaja- ne automatycznie. To genialne! Psychologia mówi o „związku symbiotycznym”, o „fuzji” z matką: 17 jeżeli torebkę herbaty zanurzymy w kubku gorącej wody (infuzja), nie da się już oddzielić wody od her- baty. Nie ma różnicy pomiędzy matką a dzieckiem: „Mamusia to moje powiększone »ja«, zamieszkuję wielkie królestwo i jestem jego królem!”. A potem nadchodzi dzień, gdy nasz mały człowieczek wy- stawia nos na szarą rzeczywistość: szok narodzin, zerwanie! Niezbędna separacja, pęknięcie tego nie- zróżnicowanego i wynikającego z symbiozy „my”, aby nasz mały król wykształcił własne, różne od matczynego, „ja”, poddane Jego Wysokości Światu, który go otacza, podległe rzeczywistości jeszcze dla niego nierzeczywistej. Ale przez kilka lat, zwykle około trzech, symbioza trwa i wrażliwe dziecko po- zostaje uczepione matki jak pijawka. Potem pojawia się ten, który psuje zabawę, bo nie znosi pijawek: ojciec! Inaczej mówiąc, intruz rozrywa symbiotycz- ną relację matka – dziecko: „Nie jesteś małym kró- lem – daje do zrozumienia – i nie jesteś na świecie sam, twoja matka nie jest tobą, jesteś od niej róż- ny, a ja jestem jej mężem”. W ten sposób ojciec po raz pierwszy odgrywa rolę autorytetu, który stawia granice instynktowi posiadania dziecka. Bez tych ograniczeń dziecko, nastolatek czy młody dorosły, będzie się starał narzucić innym swoje własne pra- wa, realizować swoją wolę według własnych kapry- sów. Będzie wszystkiego oczekiwał od innych, nic nie dając w zamian; krótko mówiąc – nastąpi pano- 18 wanie dziecka króla! Myśląc z nostalgią o swoim raju utraconym, schroni się w wirtualnym i nierealnym świecie przyjemności, egocentryzmu i władzy, my- ląc swoje pragnienia z rzeczywistością. Stale szuka- jące przyjemnych wrażeń, zależne od sztucznych rajów zapewniających nagrodę, dziecko król nigdy nie osiągnie autonomii człowieka dorosłego. Swoim autorytetem ojciec zmusza dziecko króla do opusz- czenia własnego światka i zmierzenia się ze światem innych, co nie przebiega bez rozczarowań, frustracji i konfliktów. Ale, uwaga, autorytet nie oznacza tyranii! Zgod- nie z łacińską etymologią augere oznacza „zwięk- szać, wydobywać, promować”, a ten, kto go posiada, auctor, „zwiększa” swojego protegowanego, nadaje mu znaczenie, promuje. Można byłoby go porównać do podpory stanowiącej oparcie dla pnia drzewka aż do jego pełnej dojrzałości. Chodzi oczywiście o au- torytet miłości, który podtrzymuje dziecko, dodaje mu pewności siebie i odwagi w jego wyborach lub je ogranicza. Głos autorytetu wywiera silny wpływ pedagogicz- ny zarówno na dziecko, jak i na nastolatka. Jeden i drugi powinni usłyszeć od ojca: „Tak, mój synu, dobrze, zachęcam cię!”, albo, wręcz przeciwnie: „Nie, mój synu, nawet jeśli nie zgadzasz się z moimi poleceniami, mówię ci nie… bo cię kocham!”. Jesz- cze dziś pamiętam siedemnastoletniego Grégoire’a 19 ire’a zwierzającego mi się na zakończenie pewnej pasjonującej debaty między młodymi ludźmi: „Moi kumple skarżą się, ponieważ rodzice ich kontrolują, ale nie wiedzą, jakie to szczęście, że mają ojców, któ- rzy wprowadzają im ograniczenia!”. W podtekście – ojców, którzy ich kochają… Ten młody człowiek, wydany na pastwę niekontrolowanych popędów, za- stanawiał się, kim naprawdę jest… Obowiązek okre- ślenia punktów odniesienia, utwierdzenia dziecka w jego głębokiej tożsamości, spoczywa bez wątpienia na ojcu. Dziecko szuka u ojca uwagi i reakcji na swoje postępowanie, aby móc szanować i akceptować siebie jako istotę ludzką, wraz ze swoimi zaletami i wadami. Brak zainteresowania pozbawia je wiary w siebie i bu- dzi wątpliwości co do uczuć innych względem niego. Podobnie jest z akceptacją własnej tożsamości płcio- wej przez dziewczynkę lub chłopca. Komplementy ojca, dotyczące na przykład sposobu ubierania się córki, jej wyglądu, rezultatów w szkole albo osiągnięć sportowych, pomagają przyszłej kobiecie w rozwi- nięciu pozytywnego wizerunku samej siebie i swojej kobiecości. Czując uznanie i akceptację ojca, będzie dumna z siebie. Podobne cechy rozwinie chłopiec, gdy ojciec potrafi być dla niego wzorem. Psychoanali- tyk Tony Anatrella podsumowuje: Dziecko myśli o sobie jako o dziewczynce lub chłop- cu również poprzez sposób, w jaki postrzegają je ro- 20 dzice. Rodzice powinni uznać płeć, jaką natura dała ich dziecku, aby mogło ono naprawdę zbudować swoją tożsamość seksualną7. I oto po długim okresie spokoju następuje burzli- we wejście w okres dojrzewania. Długi okres przej- ścia, lęków, niepokoju, gniewu, rewolty, szaleństwo popędów, pragnienie wypłynięcia na szerokie wody, zerwania cum, wolności. A tymczasem za pełnymi dezynwoltury postawami roszczeniowymi kryje się wrażliwy młody człowiek. Przypomina pisklę za- mknięte w skorupce, które napiera na ścianki, pró- bując je skruszyć. Szamoce się, stara się wydostać, ale podobnie jak mały ptaszek, nie jest naprawdę gotowy żyć samodzielnie. Wobec tego wścieka się na swoich rodziców i nakładane przez nich ograni- czenia. Adolescent nie jest już dzieckiem, ale nie jest też zupełnie dorosły. Szuka swojej tożsamości, potrzebuje rodziców. Nastolatek stojący przed oj- cem buntuje się, odrzuca jego autorytet, przeciw- stawia się jego zapatrywaniom. Normalne… Czyż nie trzeba „przeciwstawić się, aby zaistnieć”, aby odnaleźć własne znaki rozpoznawcze, swoją osobo- wość różną od osobowości rodziców? W konfron- tacji z ojcem testuje jego zdolność do zachowania 7 Tony Anatrella, La différence interdite. Sexualité, éducation, violence, Flammarion, Paryż 1998. 21 SPIS TREŚCI WPROWADZENIE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Zraniona mewa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 5 Rozdział 1 PROBLEM NIEOBECNYCH OJCÓW . . . . . . . Tata cool i mama kwoka . . . . . . . . . . . . . . . . . Tato, nie jesteś moim kumplem . . . . . . . . . . . Mój ojciec mnie boli! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Jezus, terapeuta „rany ojca” . . . . . . . . . . . . . . Rozdział 2 ZAWIEDZENI SYNOWIE W POSZUKIWANIU OJCÓW . . . . . . . . . . . . . . „Rana ojca” u św. Teresy z Lisieux . . . . . . . . . Teresa, córka Ojca . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Spojrzenie Ojca leczy mnie z rany mojego ojca (Jacques, 46 lat) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Odkryć prawdziwą twarz Ojca . . . . . . . . . . . . Święty Paweł i jego „rana ojca” . . . . . . . . . . . . Teoria „gender”, symptom społeczeństwa bez Ojca. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 13 17 23 29 37 38 41 46 51 63 66 147 Osoba homoseksualna, a więc wykluczona z projektu Ojca? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Ojciec nieobecny, małżeństwo się chwieje! . . Bóg wzywa mężczyzn „bez ojców” do bycia ojcami. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 71 76 79 Rozdział 3 TERAPIA SZOKOWA: ABBA-TERAPIA . . . . . Od podejrzliwości do wspólnoty. . . . . . . . . . . Sakrament miłosierdzia, piętno naszej tożsamości synów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 94 Łaska ojcostwa duchowego . . . . . . . . . . . . . . . 103 Apostoł Paweł, duchowy ojciec Tymoteusza. . . 107 89 90 Rozdział 4 TERAPIA WSPÓLNOTOWA: POSTĘPOWANIE WSPIERAJĄCE . . . . . . . . . . 113 Żyć jak syn: wyzwanie ufności i zawierzenia Ojcu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 114 Żyć jak brat: wyzwanie zaufania do innych . . 119 Żyć jako ojciec: wyzwanie zaufania do siebie . . 127 WNIOSKI. MEWA PODJĘŁA SWÓJ LEKKI LOT . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131 Nasze rany są źródłami . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131 Tato, chciałbym kupić godzinę twojego czasu! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 137 Wniosek bis: śmierć mojego ojca . . . . . . . . . . 138 BIBLIOGRAFIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 145 148
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mój ojciec mnie boli! Uleczyć ranę ojca
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: