Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00139 007151 10029044 na godz. na dobę w sumie
Mój świat jest kobietą. Dziennik Lesbijki - ebook/pdf R
Mój świat jest kobietą. Dziennik Lesbijki - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 404
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3161-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka ta została nazwana „pierwszą polską powieścią lesbijską”. Powstała na podstawie dziennika napisanego w roku 2002 na konkurs czasopisma „Twój Styl” pod tytułem „Dzienniki kobiet. Miesiąc z życie kobiety”. Dziennik zajął trzecie miejsce, a autorka zachęcona zainteresowaniem wydawnictwa Jacek Santorski (obecnie Czarna Owca) napisała na jego podstawie książkę, która została wydana w kwietniu 2004. Była dużym sukcesem wydawniczym, gdyż sprzedała się w kilku tysiącach egzemplarzy. Budziła skrajne emocje – od zachwytu do krytyki i potępienia. Za jej niewątpliwą wartość uznane zostało pokazanie świata dotychczas mało znanego – świata lesbijek, na który składają się ich miejsca spotkań, portale internetowe, miłość, związki. Poza tym poruszone w niej zostało wiele innych wątków, takich jak religia Świadków Jehowy czy poszukiwanie pracy w małym miasteczku. Wiele kontrowersji wywołało umieszczone pod koniec książki opowiadanie erotyczne 'Upał'.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Recenzje na blogach:

clevera.blox.pl Mój świat jest kobietą: dziennik lesbijki - Magdalena ...

Darmowy fragment publikacji:

1 sierpnia 2001 W nocy trochę padało, ale rano znowu piękne słońce. Wsta- łam, jak zwykle od dwóch tygodni, po nieprzespanej nocy, i od razu na balkon. Odrapane ściany przypominają mi ciągle o konieczności remontu, malowania wymaga też balustrada. I trzeba by coś zrobić z podłogą. Mama ma znajomego mala- rza, rencistę, który zrobi to szybko i niedrogo – trzeba będzie do niego zadzwonić. Na śniadanie znowu tylko herbata, ale ze śmietaną kre- mówką, która ma dużo składników odżywczych i kalorii. Trochę później zmuszę się do zjedzenia jajka. Kiedy to się skończy? Ile czasu może trwać taki stan, kiedy czuję, że żołą- dek się ściska i na nic innego mnie nie stać, jak tylko na wy- picie czegoś i ewentualnie wmuszenie w siebie, mimo mdło- ści, kawałka chleba? Zwykle w chwilach kryzysu psychiczne- go mój organizm reaguje brakiem apetytu. W chwilach szczę- ścia tyję, natomiast gdy przeżywam intensywnie coś przykre- go, moje ciało spala się w szybkim tempie. I ta bezsenność! Oglądam filmy do godziny drugiej, trzeciej w nocy, najchętniej horrory lub erotyki, gaszę światło, okno otwarte, świerszcze cykają w pobliskim parku, cisza, jakaś gwiazda mruga między blokami. Ile można się przewracać z boku na bok, okręcając wokół siebie kołdrę, raz na brzegu szerokiego na stoczterdzieści centymetrów łóżka, raz przytulając poli- 7 MAGDALENA OKONIEWSKA czek do chłodnej ściany. Nic nie pomaga, nic nie uciszy tłu- kącego się serca i wspomnień, które po raz kolejny ranią i do- prowadzają do łez. A może właśnie w ten sposób oczyszczam się ze wszystkiego, co we mnie narosło w ostatnim czasie? Może płacz pozwoli otrząsnąć z siebie złe wspomnienia? 2 sierpnia Jak zwykle już o ósmej zasiadłam przy biurku i zajęłam się książką. Tym razem to fantastyka naukowa. W zasadzie, ro- biąc korektę, nie powinnam zwracać uwagi na treść, bo wów- czas nie widzę błędów, ale nie mogę się powstrzymać. Przez to muszę potem wszystko przeglądać jeszcze raz. Akcja dzieje się niby na Ziemi, ale inne są państwa i sytuacja polityczna. Bo- haterka książki jest w związku z inną kobietą – przez to czu- ję, że jest mi bliska, ale nie tylko dlatego. Lubię jej charakter, stanowczość, to, że wie, czego chce, i dąży do tego konse- kwentnie. Myślę, że to jest najważniejsze, a ja chyba dotąd te- go nie umiałam, przynajmniej nie w każdej sytuacji. Cóż, za- wsze można się zmienić... Powieść jest porywająca, czyta się ją świetnie. Fascynuje mnie wizja społeczeństwa, w którym od wczesnego dzieciństwa zaprawia się dzieci do walki, gdzie funkcjonują oddzielne szkoły dla chłopców i dziewcząt (stąd bliskość między osobami tej samej płci, czasami na całe ży- cie). Czytanie książek było moim ulubionym zajęciem od chwili, gdy nauczyłam się składać litery w wyrazy, a wyrazy w zdania. Lubiłam fantastykę, książki przygodowe, przyrod- nicze. Odpowiadało mi to bardziej niż zabawy na dworze, podczas których zwykle kłóciłam się z koleżankami, a rezultat był taki, że z płaczem wracałam do domu. Ten płacz to też 8 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI charakterystyczna cecha mojego dzieciństwa. Zresztą nie tyl- ko dzieciństwa. Mam trzydzieści dziewięć lat, a tak naprawdę, to chyba nigdy nie byłam zbyt dojrzała. Pewnie, że gdy zosta- łam sama z córką, siłą rzeczy musiałam dorosnąć do pewnych spraw, chociażby gospodarowania pieniędzmi i tak dalej, ale emocjonalnie długo byłam smarkulą, i pewnie jeszcze jestem. Po południu pojechałam do Sylwii – jest wychowawczynią na obozie. Nie miałyśmy okazji, żeby rozmawiać ze sobą zbyt długo. Zresztą o czym tu rozmawiać? To, co było między na- mi, minęło już, niezależnie od tego, czy będę się łudzić, że jeszcze wszystko da się naprawić. A łapię się na tym jeszcze bardzo często; ta nadzieja, że nie wszystko jeszcze stracone, pozwala mi jakoś żyć. Rozum mówi, że nie tędy droga, ale emocje wciąż jeszcze dochodzą do głosu. Są różne sposoby kończenia związku. Niektórzy zrywają wszelkie kontakty na tak długo, aż emocje opadną i pozwolą traktować najbliższą niegdyś osobę jak przyjaciela czy choćby znajomego. Można i tak, chociaż jest to, moim zdaniem, pójście na łatwiznę. Wo- lę nadal utrzymywać kontakt – dzięki temu mogę obserwować i niejako samej powodować ewolucję swojego podejścia do tej kobiety. Od idealistycznej miłości, jaką ją darzyłam, do po- strzegania, prawdziwego niestety, jej licznych wad i słabości. Ten proces pozbywania się iluzji boli, ale jest uzdrawiający. To jest jak odtruwanie się po uzależnieniu narkotykowym. Cóż, miłość w moim wykonaniu była uzależnieniem. Dzisiaj znowu od rana do późnego popołudnia praca nad książką, częściowo na balkonie. Po pewnym czasie zrobiło mi 3 sierpnia 9 MAGDALENA OKONIEWSKA się tak gorąco, że musiałam wrócić do chłodnego, ocienione- go żaluzjami pokoju. Wszystko jest tu jasne – białe ściany i szafy, jasnoszara podłoga, fotel i tapczan; dzięki temu po- mieszczenie stwarza wrażenie chłodu, także emocjonalnego, chociaż ten chłód łagodzą nieco drobiazgi, które ustawiłam na parapecie – butelki pomalowane w tęczowe kolory i kart- ki z kalendarza wiszące na żabkach od firanek. To Sylwia przynosiła mi te ozdoby. Wiele się za jej sprawą zmieniło... Ta surowa, opanowana osoba, jaką byłam, a przynajmniej ja- ką chciałam być – zaczęła okazywać więcej uczuć i entuzja- zmu. Nauczyła mnie również jeździć stopem, nosić buty ty- pu martensy i pić piwo. No i dzięki niej oczywiście doznałam po raz pierwszy miłości między kobietami. Poznałyśmy się przez Esterę, należącą do Świadków Jeho- wy. Najpierw przyszły do mnie razem, później Sylwia zjawi- ła się już sama, potem ja poszłam do niej. Pewnego wieczoru, po wypiciu połowy żubrówki, nawet nie pamiętam z jakiej okazji, znalazłyśmy się obok siebie na tapczanie, całowały- śmy się i... Tak to się zaczęło. Nasz burzliwy związek, odmie- rzany moim płaczem i jej tajemniczymi imprezami, w któ- rych nie pozwalała mi uczestniczyć – był destrukcyjną rela- cją matki z dzieckiem. Nasza obustronna nieumiejętność stworzenia partnerskich relacji doprowadziła do tego, że ja byłam tą, która jest zawsze na zawołanie, a ona tą, która ła- skawie pozwala na bycie ze sobą. Wieczorem weszłam na irc. Po całych dniach samotności (córka wyjechała na wakacje, a mama gości u rodziny) – inter- netowe kontakty zastępują mi życie towarzyskie. Spotkałam tam Kasię, która ma problemy ze swoją dziewczyną. Nie potra- fiły się porozumieć i w końcu zerwały ze sobą. Jej była wyje- chała na wycieczkę z... chłopakiem. Kasia bardzo cierpi i stara 10 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI się zagłuszyć to piciem. Zdaje się, że ona także traktuje miłość jak uzależnienie. I tak obie się leczymy, dyskutując i żartując, że założyłyśmy stowarzyszenie AZ – Anonimowych Zakocha- nych. Po godzinnej pogaduszce wirtualnej Kasia zadzwoniła. Rozmawiałyśmy chwilę, ma miły głos. Ku swojej radości po- czułam, że jestem zainteresowana tą dziewczyną, oczywiście czysto towarzysko, przynajmniej na teraz, ale to już jest coś. To znaczy, że chyba zaczynam otwierać się na ludzi. 4 sierpnia Po dwóch godzinach porannej pracy wybrałam się do kawia- renki internetowej. W moim komputerze coś szwankuje, nie działa Explorer. Kawiarenek w naszym mieście jak na lekar- stwo, najbliższa znajduje się o dwadzieścia minut drogi ode mnie. Przede wszystkim założyłam sobie nowe konto meilo- we, a potem weszłam na stronę „Kobiety kobietom” i dałam ogłoszenie: „Kobieta po 30-tce pozna dziewczyny w swoim wieku lub młodsze”. Przy okazji odpisałam na dwa czy trzy ogłoszenia, oczywiście dziewczyn z mojego regionu – może jakieś fajne znajomości się trafią. Czy chcę przez to koniecz- nie zapełnić pustkę, jaką czuję po zerwaniu z Sylwią? Hmm, myślę, że do końca to nie tak. Głównie chcę sprawdzić, czy jestem w stanie nawiązać kontakty z innymi dziewczynami. Jasne, że jest to najzupełniej normalne postępowanie, ale w moim przypadku dotąd tak nie było. Gdy Sylwia po półto- ra roku bycia ze mną stwierdziła, że chce zerwać, bo ma ochotę spotykać się z innymi – niejako dała mi prawo do te- go samego. Ja jednak czułam się tak od niej uzależniona, że nie wyobrażałam sobie nawet spotkań z inną kobietą. 11 MAGDALENA OKONIEWSKA Wracając z kawiarenki poszłam przez osiedle, obok mojej dawnej szkoły podstawowej i może dlatego przypomniało mi się pewne zdarzenie, jeszcze z czasów, gdy byłam małą dziew- czynką, a zamiast bloków rozpościerały się tutaj łąki. Wraca- łam tędy ze szkoły i nagle zobaczyłam leżący na ścieżce ro- wer, nad którym pochylał się jakiś facet z rozpiętymi spodniami. Zupełny szok – po raz pierwszy w życiu ujrzałam członka. Reakcja była natychmiastowa – zaczęłam uciekać jak szalona. Nie ma co się dziwić, widziałam coś – co było dla mnie wielką tajemnicą, mieszkałam przecież tylko z mamą, czasem przychodziła ciocia i babcia, a więc same kobiety. Mniejsza o tego faceta, ale tak myślę, że właśnie z tego, że żyłam w takiej „kobiecej” rodzinie brały się moje opory przed kontaktem z chłopakami. Cóż, braki nadrobiłam sku- tecznie pod koniec szkoły średniej. Może ten głód randek i przeżyć erotycznych, który się u mnie wtedy pojawił, był związany z chęcią przeżycia czegoś, czego wcześniej nie zna- łam, a do czego podświadomie tęskniłam? A może to pra- gnienie doznania czegoś nowego było podświadomym poszu- kiwaniem kobiety, a brak ojca i próby odnajdywania go w różnych mężczyznach tylko opóźniły ten proces? 5 sierpnia Od rana czuję przypływ energii. Paradoksalne gdy prawie przestałam jeść, zamiast osłabienia poczułam w sobie siłę. Żeby żyć, śpiąc tak mało, jak ja w tej chwili, i jedząc dwa jaj- ka dziennie, trzeba istotnie niemało siły. Próbowałam dzisiaj znowu skontaktować się z panią po- seł, która dwa miesiące temu obiecała, że zrobi wszystko, 12 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI bym znalazła pracę. Jak dotąd jednak nie dało to efektu. Kontakt z kierowniczką pewnego urzędu, która z polecenia pani poseł miała mnie zatrudnić, też pozostał na poziomie mglistych zapewnień, że jeszcze dzień, dwa, tydzień itp. Po kilku telefonach dowiedziałam się, że musi ze mną porozma- wiać sam dyrektor, który wróci z urlopu pod koniec miesią- ca, a ja mam do tego czasu czekać. Praca w domu przy korek- tach nie jest zła, gdyby nie fakt, że wyżyć z zarobionych w ten sposób pieniędzy nie sposób. Można to traktować tylko jako źródło dodatkowych dochodów, kieszonkowego uzyskanego dzięki wykorzystaniu popołudni i weekendów, chwil wol- nych od stałej pracy. A u mnie, cóż, regularnych dochodów brak, a praca dorywcza od kilku miesięcy pozostaje jedyną. Czy ja zresztą wiem, co tak naprawdę chciałabym robić zawo- dowo? W życiu imałam się już tak różnych zajęć. Przez kilka miesięcy byłam urzędniczką pracującą od siódmej do piętna- stej i monotonność tego zajęcia, konieczność siedzenia w biu- rze nawet wtedy, gdy nic nie było do roboty – doprowadzała mnie do szału. Najlepiej czuję się podczas zajęć, które pozwa- lają mi na swobodę w organizowaniu sobie czasu. A więc wol- ny zawód, twórczość własna, tyle że kto z tego w dzisiejszych czasach wyżyje? Nie każdy w końcu jest Sapkowskim. 6 sierpnia Od dwóch lat był to dzień naszej rocznicy. Tym razem, oczywiście, już nie. Nie ma związku, nie ma rocznicy, cho- ciaż z Sylwią się dzisiaj widziałam – odwiedziłam ją w pracy. Przyszły jeszcze dwie nasze znajome, również „z branży”, jak się ładnie nazywa osoby, które łączy upodobanie do tej samej 13 MAGDALENA OKONIEWSKA płci. Tej samej co my, oczywiście. Obserwacja tego towarzy- stwa zawsze nasuwa mi ciekawe wnioski co do zawartości pierwiastków – męskiego i żeńskiego w każdym człowieku. Nie jest przecież tak, jak może się niektórym wydawać i jak sama kiedyś myślałam, że kobieta ma cechy wyłącznie kobie- ce, a mężczyzna męskie, i że granicę między nimi można wy- znaczyć zdecydowanie i bez większych wątpliwości. Cechy te wymieszane są w każdym w różnorodnych proporcjach, a ty- py skrajne to rzadkość. Nieraz mam ochotę „rozebrać” ludzi na części, na warstwy i zobrazować w formie infografiki-tor- tu, gdzie udział poszczególnych pierwiastków byłby przed- stawiony procentowo. O sobie często myślę, zresztą może pod wpływem Sylwii, że jestem kobietą niemal w stu procentach, ale już na przykład ona ma zaledwie kobiece ciało, a co do mózgu... to chyba trzy czwarte stanowi spadek po tatusiu. Kobiety kochające kobiety i szukające wśród nich partnerek seksualnych i życiowych zwykle są typami bardziej „męski- mi”, co niejako pozwala zrozumieć ich upodobania, ale co z typami „kobiecymi”, co na przykład ze mną? Co mnie po- pycha do tego, żeby szukać związku z kobietą, a nie z mężczy- zną? Czasem wydaje mi się, analizując moje doświadczenia z dzieciństwa, że szukam osoby, która podobnie jak moja ma- ma łączyłaby w sobie oba pierwiastki, męski i żeński (myślę tu o pełnieniu przez mamę roli zarówno ojca, jak i matki w moim życiu, a nie o jej orientacji seksualnej), a takie wła- śnie w zdecydowanej większości są lesbijki. W centrum poszłyśmy do baru mlecznego. Wzięłam tylko zupę, której i tak zjadłam ledwo połowę – potem pożegnałam się i powędrowałam w stronę szosy wylotowej. Jazda stopem ma dla mnie nieodmiennie posmak przygody, niezależnie od odległości, jakie w ten sposób pokonuję. 14 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI Po powrocie zabrałam się do generalnych porządków w kuchni, do mycia okna, prania firanki, czyszczenia szafek i lodówki. To pozwoliło mi nieco odreagować i spojrzeć z dy- stansem na wszystko. 7 sierpnia Nadrobiłam zaległości w korespondencji meilowej. Regu- larnie pisuję z kilkoma dziewczynami. Część z nich znam osobiście, niektóre to dla mnie wyłącznie znajomości wirtu- alne, jak chociażby Kasia. Internet otworzył przede mną świat wielu nowych kontaktów. Zaczęło się to półtora roku temu. Serfując po necie, weszłam na stronę poświęconą les- bijkom. Były tam m. in. anonse towarzyskie – na jeden z nich, w którym ogłaszały się dwie 26-latki, odpisałam. Spo- tkałyśmy się i to właśnie od nich dowiedziałam się o istnie- niu „branżowej” listy dyskusyjnej i kanałów na ircu. Gdy tyl- ko pojawiała się tam jakaś dziewczyna z mojej okolicy, pisa- łam do niej, spotykałyśmy się i w ten sposób powstało małe grono znajomych. Wiadomo, że net nie zastąpi kontaktów „na żywo”, ale pozwala na nawiązanie ciekawych znajomości i przyjaźni. Dzięki liście dyskusyjnej byłyśmy z Sylwią w ubiegłym roku na dwóch biwakach. Miło wspominam te czasy, chociaż był to okres, kiedy bardziej niż kiedykolwiek żyłam złudzeniami. Myślę, że niepowodzenie związków mię- dzy osobami o tak dużej różnicy wieku leży w dużej mierze w tym, że młodsza pragnie wielu i wciąż nowych kontaktów. Sylwia była po prostu zachwycona, gdy tylko mogła się zna- leźć w grupie dziewczyn popijających piwo i podrywających inne dziewczyny. Czuła się ograniczona przez związek ze 15 MAGDALENA OKONIEWSKA mną, zatęskniła do innego życia. Pewnie, że nie była to jedy- na przyczyna naszego zerwania, ale jedna z wielu. Robiłam też dzisiaj trochę porządków w szafach, wyrzuca- jąc stare i niepotrzebne rzeczy. Gdy się wprowadziliśmy do te- go mieszkania, wówczas jeszcze we trójkę – ja, mój mąż i cór- ka, urządziłam je niemal ascetycznie – wszystko na biało, sza- ro i czarno, surowość i sterylność. Zrobiłam tak, jak myślę, tro- chę w celu zdystansowania się do poprzedniego naszego mieszkania, pełnego dywanów, zasłon, firan, poduszek, bibe- lotów i gromadzącego się wszędzie kurzu. Tu miało być ina- czej, tu miało być tak jak ja chcę, a nie tak jak chciała teścio- wa. Jednak „panią na własnych śmieciach” poczułam się do- piero wtedy, gdy zostałam w tym mieszkaniu sama z córką. Od tej chwili wyłącznie ja otwierałam skrzynkę na listy, ja decy- dowałam, co wynieść do piwnicy, ja robiłam zakupy, nieogra- niczana przez faceta, który liczył, ile możemy wydać z pienię- dzy przeznaczonych na tzw. życie. W ten sposób żyję już ład- nych kilka lat i jest mi z tym dobrze. Pewnie, że trudniej jest pod względem finansowym, ale niezależność nie ma ceny. 8 sierpnia Zadzwoniłam do malarza poleconego przez mamę. Ponie- waż nie zależy mi na żadnych rachunkach, nie będzie drogo. Najważniejszy jest balkon, który od dziesięciu lat, czyli od chwili, gdy tutaj mieszkam, nie zobaczył pędzla. Ponieważ uznałam, że skoro już maluję, to za jednym bałaganem moż- na zrobić więcej – zaproponowałam mu, żeby zajął się jeszcze przedpokojem. Postanowiłam jednak – koniec z bielą. Do przedpokoju wybraliśmy pastelową, delikatną zieleń. 16 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI Myślałam również o remoncie łazienki. Na ścianie do wysokości około półtora metra położone są kafelki, które w kilku miejscach odstają i pewnie niewiele potrzeba, by pewnego pięknego dnia odpadły z hukiem. Na ich kondycję wpłynęło nieuniknione działanie wilgoci w tym pomieszcze- niu, a ponadto kładł je mój były mąż. Cóż, jak każdy facet spod znaku Wagi, nie był on, łagodnie mówiąc, złotą rączką. Owszem, wbić gwóźdź czy wkręcić żarówkę potrafił, ale już prace bardziej skomplikowane leżały poza zasięgiem jego możliwości. 9 sierpnia Po skończonej korekcie zajęłam się „Przebudzeniem” Anto- ny’ego de Mello. Gdy kilka lat temu przeczytałam ją po raz pierwszy, zobaczyłam jak w lustrze swoje życie. To byłam ja, miotana sprzecznymi uczuciami, uzależniona od zdania in- nych, od ich akceptacji lub jej braku. Uświadomiłam sobie, ile musiałabym w swoim życiu zmienić, żeby osiągnąć szczę- ście, o którym traktuje ta książka, szczęście trwałe i niezależ- ne od czynników zewnętrznych. Byłam słaba, pozwalałam unosić się na fali emocji i zdarzeń, płaciłam za chwilową eks- cytację późniejszym cierpieniem. W końcu miara się prze- brała i doszłam do wniosku, że czas na zmiany. Niejako w sposób naturalny wybrałam drogę de Mello, czyli unieza- leżnienia się od.... w zasadzie od wszystkiego. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby odizolować się od ludzi, żyć jak samotnik i tylko kontemplować naturę. Myślę, że wręcz przeciwnie – chodzi o otwarcie się na świat i ludzi, ale jednocześnie posia- danie świadomości siebie, swojej wartości i celu. 17 MAGDALENA OKONIEWSKA 10 sierpnia Ciągle gorąco. Siedzę na balkonie i nie mogę patrzeć na te odrapane ściany, ale już niedługo to się zmieni. Zrobiłam so- bie dzisiaj na obiad kalafiora z tartą bułką. Pycha, i nawet udało mi się zjeść całego. Trochę mnie teraz boli żołądek, nieprzyzwyczajony do tak solidnego, przynajmniej objęto- ściowo, posiłku – bo treściwy to on za bardzo nie był. Był czas, że żywiłam się tylko warzywami, ewentualnie czarnym chlebem z pełnego ziarna. Przeczytałam wówczas książkę George’a Oshawy „Makrobiotyka Zen”. Momentalnie odkry- łam, że moim sposobem na życie jest właśnie wschodnia filo- zofia, uzupełniona specjalną dietą. No i zaczęło się kilkugo- dzinne gotowanie pszenicy, moczenie płatków zbożowych, torturowanie żołądka pumperniklem itd. Po kilku tygo- dniach eksperymentu byłam wychudzona, osłabiona i nie mogłam spać z powodu skurczu mięśni. Generalnie moje eksperymenty żywieniowe polegały na ustawicznym odchudzaniu się. Zaczęło się to jeszcze pod ko- niec szkoły podstawowej. Początkowo odchudzałam się do- syć rozsądnie – nie jadłam słodyczy, później jednak przesta- łam jeść także obiady i żywiłam się byle czym. W rezultacie stan moich włosów i skóry znacznie się pogorszył. Ze zdro- wiem też nie było najlepiej. Od dziecka byłam szczupła – pamiętam, że będąc w pod- stawówce nie mogłam znieść swojego ciała, gdy zaczęło się stawać coraz bardziej kobiece. Chciałam mieć płaskie pier- si i wąskie biodra, tymczasem natura wyposażyła mnie w atrybuty kobiece, nie jakieś przesadnie obfite, ale najzu- pełniej normalne – z którymi jednak nie mogłam się pogo- dzić. 18 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI 11 sierpnia Przedpokój już pomalowany. Delikatna zieleń prezentuje się bardzo ładnie. Zostały zrobione również pierwsze przy- miarki do balkonu, ściany oskrobane, dziury i pęknięcia za- klejone – w poniedziałek od rana ruszy malowanie. Malarz to sympatyczny facet około trzydziestki. Mieszka w pobliskiej wiosce, jest zatrudniony w jakiejś prywatnej firmie, a w wol- nym czasie chałturzy. Teraz, latem takich prac ma dużo, do- piero zimą panuje zastój w jego branży. Patrząc na odnowiony przedpokój, nabrałam ochoty na wprowadzenie koloru również w moim pokoju. Chciałabym delikatny łososiowy, coś pośredniego między różowym a po- marańczowym. Malarz powiedział, że w poniedziałek przy- niesie farbę i barwnik, żebyśmy mogli wypróbować odcień. Zmiany, jakie się tutaj dokonują, podnoszą mnie na duchu. Niby jest to tylko kolor ścian, ale działa na mnie tak, jakbym zdecydowała się na nie wiadomo co. Widziałam się z Sylwią. Powiedziała, że wyjeżdża ze swo- ją nową miłością w góry. Wiadomość ta sprawiła mi więcej bólu, niż się spodziewałam. To znak, że jeszcze długa droga przede mną. 12 sierpnia Korzystając z tego, że mojej córki ciągle nie ma, zaniosłam książki do jej pokoju. Powoli opróżniam wszystkie półki. Przy okazji robię generalne porządki. Najgorzej wyglądają tomy ustawione pod sufitem, uzbierały się na nich tony ku- rzu. Nieco niżej jest poezja, którą od czasu do czasu czytam, 19 MAGDALENA OKONIEWSKA zwłaszcza Harasymowicza, Pawlikowską-Jasnorzewską, Bur- sę. Na jednej z półek mam ulubione powieści – „Colas Breu- gnon” Romain Rollanda ze wspaniałymi ilustracjami Jana Marcina Szancera, wydanie z lat 60-tych, „Klaudiusza” Ro- berta Gravesa i „Raz w roku w Skiroławkach” Zbigniewa Nienackiego. I wbrew opinii krytyki, potępiającej ją za nie- przyzwoitość – uważam, że jest wartościowa i świetnie napi- sana. A to, że zawiera wielki ładunek erotyki, że mówi wprost o tym, co jest obsesją wielu ludzi – cenię szczególnie. W koń- cu wszelkie problemy ludzkie wynikają z niewiedzy i dzieła pozwalające nam lepiej poznać siebie i swoją naturę są bardzo potrzebne. Po południu – wizyta u mamy. Wróciła zadowolona i wy- poczęta, bo u rodziny na wsi spędzała czas głównie na świe- żym powietrzu. Też planuje remont w swoim mieszkaniu, myśli co i gdzie zmienić. Na szczęście odżyła już trochę od czasu, gdy została sama po śmierci dziadków... Znowu dzisiaj rozmawiałam z Kasią. Wróciła z kilku- dniowego wyjazdu pod namiot, który, jak zakładała, miał jej pomóc zapomnieć o rozstaniu. Jednak jej depresja za- miast minąć, jeszcze się spotęgowała. Z tego też powodu wróciła do domu wcześniej, niż planowała. Rozmawiały- śmy znowu o związkach i naszym podejściu do nich. O tym, że mimo nie wiadomo jak wielkiej miłości nie po- winno się tracić własnej autonomii, że nie można kochać – kosztem siebie. Oczywiście, nie mówimy tu o skrajnych sytuacjach, kiedy ktoś bliski jest chory, przeżywa jakąś tragedię czy potrzebuje nas bardzo z innych powodów. Wiadomo, że wówczas rzucimy wszystko i pobiegniemy do niego, ale w codziennych sprawach trzeba zachować rów- nowagę. 20 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI 13 sierpnia Dostałam wiadomość, że w jednej z miejscowych firm po- trzeba pracownika do działu marketingu. Cóż, może nie było- by to takie złe. Firma jest z branży budowlanej, a ja z budow- nictwem miałam kontakt w poprzedniej pracy. Złożyłam więc podanie i CV. Jednak widząc reakcję sekretarki na moją oso- bę – nie spodziewam się wiele. Wystarczy, że stwierdzi, iż nie wywarłam na niej dobrego wrażenia. Może też po prostu nie przekazać mojego podania. W każdym razie mam czekać na telefon, a jeżeli się nie odezwą, to znaczy tyle, że z pracy nici. Balkon już odnowiony. Malarz, ryzykując życie, wisiał nad kilkupiętrową przepaścią na zewnątrz balustrady, malując ją na czerwono, a ja nie mogłam na to patrzeć. Jutro ruszamy z du- żym pokojem. Książki leżą stosami na podłodze w pokoju cór- ki, do niektórych zaczęłam zaglądać i w rezultacie wynoszenie trwało pół dnia. Jak zauważyłam, wiele ważnych dla mnie ksią- żek gdzieś zaginęło. Część z nich pewnie trafiła do pieca, w cza- sach, gdy mieszkaliśmy z mężem u krewnych. Palenie w cen- tralnym należało do niego, a ponieważ miał z tym kłopoty, uży- wał na rozpałkę części mojej garderoby, no i książek. Swoje pamiętniki spaliłam natomiast sama i bardzo tego dzisiaj żałuję. Prowadziłam je mniej więcej od trzynastego do dwudziestego piątego roku życia. To była kopalnia spraw szkolnych, platonicznych miłości, przyjaźni. Dużo miejsca w moich zapiskach zajmował ojciec – to zrozumiałe, gdy się weźmie pod uwagę, jak bardzo mi go brakowało i jak bardzo za nim tęskniłam. Później tematyka pamiętników nieco się zmieniła – zaludniły je uczucia do różnych panów, zwykle sporo ode mnie starszych, z którymi łączyły mnie krótsze lub dłuższe przygody. 21 MAGDALENA OKONIEWSKA 14 sierpnia Mój pokój stracił już swoją dziewiczą biel, pokryty został pierwszą warstwą łososiowej farby, farby w kolorze ciała blon- dynki. Na środku pokoju, przykryte folią, stoją meble. Dzisiaj śpię w pokoju córki, która wróciła już z wyjazdu wakacyjnego w sam środek tego rozgardiaszu. Była nad morzem ze swoim ojcem. Zresztą i na co dzień widują się często – nie określam godzin czy dni, kiedy mogą się ze sobą spotykać. Uważam, że w przypadku kilkunastoletniej dziewczyny byłoby to nie na miejscu. W końcu jest na tyle dojrzała, że może sama decydo- wać o tym, czy widywać ojca i jak często. Chodzi do niego po szkole, razem jeżdżą też na spotkania Świadków Jehowy. Swo- jego czasu też byłam aktywną wyznawczynią tego ruchu, ale wkrótce zaczęłam się „dusić” rozlicznymi wymaganiami. Mę- czyło mnie kilkugodzinne siedzenie w Sali Królestwa (tak na- zywa się miejsce spotkań Świadków), nie mogłam też pogodzić obecności na zebraniach z pracą. Moja przygoda ze Świadkami zaczęła się od tego, że para głosicieli (tych co przychodzą do ludzi, by opowiadać o jedynej prawdziwej wierze – zobowiąza- ni są do tego wszyscy wyznawcy) zostawiła u mnie jakieś cza- sopismo, „Strażnicę” czy też „Przebudźcie się”. Czytałam, miałam pytania, więc Świadkowie zaczęli mnie odwiedzać. Prowadzili tzw. studium Biblii, polegające, jak oni twierdzą, na poznawaniu Pisma Świętego, a tak naprawdę na poznawa- niu ich interpretacji tej księgi. Wszystko było podane niby spójnie i logicznie, więc niewiele było trzeba, by we mnie, wiecznej poszukiwaczce prawdy, wywołało momentalną fascy- nację. Pod wpływem tego wrażenia zostałam Świadkiem. Przez kilka lat byłam gorliwą wyznawczynią, najlepszą w ca- łym zborze pod względem wyników nauczania. Wyniki te każ- 22 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI dy Świadek ma obowiązek co miesiąc oddawać tzw. starszym zboru, czyli braciom prowadzącym ich rozliczanie. W spra- wozdaniach trzeba podawać, ile godzin się głosiło, ile się roz- dało czasopism i innych publikacji itd. Zmuszało to niejako do wykorzystywania każdej chwili na rozmowy o Biblii. Do tego byliśmy zachęcani na zebraniach i uczeni podczas odgrywa- nych na niby scenek. Nic dziwnego, że znajomi zaczęli nas unikać, a rodzina podchodziła sceptycznie do tak nagłej zmia- ny poglądów. Zresztą na to Świadkowie również mieli odpo- wiedź, mówiąc, że od prawdziwych wyznawców Boga „świat” zawsze się będzie odwracał. Dlaczego w pewnym momencie przestałam być jedną z nich? Myślę, że głównym czynnikiem był mój sceptycyzm, który w końcu doszedł do głosu, oraz zmysł krytyczny, dzięki któremu dostrzegłam sprzeczności w wielu naukach oraz w postępowaniu Świadków, odbiegają- cym daleko od głoszonych przez nich ideałów. Trudno opo- wiadać innym o rzeczach, w które się samemu wątpi. Później pojawił się jeszcze dodatkowy czynnik – Świadkowie przywią- zują (przynajmniej w teorii) dużą wagę do moralności. Nie ma mowy o tolerancji dla „kochających inaczej” ani też, oczywi- ście, współżycia przed ślubem, rozwodów z błahego powodu i tym podobnych, powszechnych w tej chwili rzeczy. 15 sierpnia Znowu od rana upał. Spałam przy otwartych oknach, jednak mimo to zapach farby był ciągle wyczuwalny. Ten nowy ko- lor jest niezwykły, rano delikatny i bardziej różowy, w dzień, gdy na dworze było słonecznie i gorąco, nieco przybladł i zja- śniał, w porze zachodu natomiast rozświetlił się ciepłą poma- 23 MAGDALENA OKONIEWSKA rańczą. Ładnie z nim współgrają moje kolorowe drobiazgi i czerwone przykrycie na łóżku. Wieczorem usiadłam na bal- konie, rozkoszując się już nie tak dokuczliwym gorącem i świeżością wszystkiego wokół. Dzisiaj jest święto, zdaje się, że Wniebowzięcia Najświęt- szej Marii Panny. Nie jestem najmocniejsza w tych katolic- kich uroczystościach, chociaż przez większą część życia w nich uczestniczyłam. W naszej okolicy istnieje zwyczaj, że tego dnia zapala się na grobach znicze, tak jak pierwszego li- stopada. Nie byłam na cmentarzu, chociaż mamy tutaj dziad- ków i krewnych. W zasadzie religia jako zbiór rytuałów i na- kazów nie jest mi potrzebna. Nie odczuwam potrzeby zwra- cania się do jakiejś wyższej i wszechwładnej istoty, która od- powiadając na moje modlitwy, obdarzy mnie swoją mocą i sprawi, że stanie się to, czego pragnę. Wierzę w siebie i w nieograniczone możliwości ludzkiego rozumu. Wierzę również w źródło miłości i siły, istniejące we wszechświecie, ale nie uważam, że trzeba je nazywać jakimś imieniem, zapa- lać dla niego świece i oddawać mu cześć za pomocą obrazów, rytuałów i klepania modlitw. Kiedyś miałam mocno wpojone przekonania dotyczące grzechu. Długo wierzyłam, że pójście do komunii bez po- przedzenia tego spowiedzią jest grzechem śmiertelnym, za który Bóg mnie ukarze. Jednak, mając dwadzieścia kilka lat, zrobiłam to przy jakiejś uroczystości rodzinnej, kiedy to jako chrzestna musiałam przynieść kartkę od księdza na dowód, że byłam u spowiedzi. Nie miałam do tego absolutnie prze- konania i kartkę podpisał mi kolega. Z drżeniem serca sta- łam przed księdzem podającym mi opłatek, spodziewając się co najmniej jakichś gromów z jasnego nieba. Nic się takiego nie zdarzyło, co ostatecznie pogrzebało moją wiarę. Później, 24 MÓJ ŚWIAT JEST KOBIETĄ. DZIENNIK LESBIJKI podczas rodzenia się moich wątpliwości co do religii Świad- ków Jehowy, postępowałam podobnie, świadomie przekra- czając granice i oczekując nie wiadomo jakich skutków. Na- wet jawne wzywanie Szatana, według Świadków realnej oso- by – nic nie dało. Upewniło mnie to ostatecznie, że się nie mylę, podważając ich nauki. 16 sierpnia Sięgnęłam po notatki, które zrobiłam po wizycie u psycho- loga. Zdecydowałam się na to pod koniec lipca, kiedy czu- łam, że już nie daję sobie rady. Nie raz miałam chęć zasię- gnąć pomocy specjalisty, który wyprostowałby nieco moją zwichniętą emocjonalność, ale jakoś nigdy nie miałam do te- go stuprocentowego przekonania. Wprawdzie zauważałam u siebie niepokojące objawy typu płacz z byle powodu, nagłe wybuchy złości, ale myślałam, że to jakoś z czasem minie. W lipcu natomiast zdecydowałam się na wizytę, gdyż sądzi- łam, że pomoże mi to uporać się z rozstaniem, a jednocześnie rozwiąże również inne problemy. Pani doktor okazała się sympatyczną kobietą między czterdziestką a pięćdziesiąttką, która rozpoczęła ze mną roz- mowę od pytań o moje dzieciństwo, doświadczenia itp. Opo- wiedziałam więc o moim zakończonym kilka lat temu mał- żeństwie, o związku z kobietą, problemach emocjonalnych i tendencjach uzależnieniowych. Pani doktor stwierdziła, że zarówno niekontrolowanie emocji, jak i uzależnianie się jest związane z kryzysem autonomii. Człowiek, który nie potrafi być autonomiczną jednostką, nie potrafi czerpać siły z same- go siebie, potrzebuje więc innych i „czepia się” ich. Ktoś ta- 25 MAGDALENA OKONIEWSKA ki nie potrafi również wyrażać swoich emocji w prawidłowy sposób i panować nad nimi, często boi się odrzucenia, nie znosi krytyki i braku akceptacji. Szczerze mówiąc, do podob- nych wniosków doszłam już sama – może tylko nie używa- łam akurat takich określeń. Według pani doktor niekontrolowanie emocji to efekt ist- nienia napięcia, które może wynikać z różnych przyczyn. Je- go źródłem mogła być moja homoerotyczna natura, której istnienia sobie nie uświadamiałam (to jedna z hipotez oczy- wiście). Pani doktor powiedziała, że nauczy mnie stosowania tzw. techniki wyobrażeniowej, pozwalającej sobie radzić ze stresem. Ale wydaje mi się, że jednak mnie nie nauczy, bo ra- czej nie pójdę do niej więcej. Mam niejasne wrażenie, że chciałam spotkaniami z panią doktor zastąpić spotkania z Sylwią, a przecież nie tędy droga. Muszę sama sobie ze wszystkim poradzić i mam wrażenie, że idzie mi coraz lepiej. 17 sierpnia Zabrałam się od rana ostro do pracy. Najpierw korekty, po- tem artykuł dla pisma, które prowadzi kolega, zresztą gej. Temat – agencje towarzyskie. Jest ich mnóstwo w każdym większym mieście i mają duże powodzenie. Najlepszym do- wodem na to jest fakt, że gazety pękają w szwach od ogłoszeń, z których większość oferuje paniom ciekawą, dochodową pracę. Już kiedyś pisałam na ten temat, dzwoniłam wówczas do agencji i udając zainteresowaną, pytałam o warunki za- trudnienia. Wszędzie przyjmowano mnie z otwartymi ręka- mi. Może w dwóch czy trzech miejscach zapytano o wiek, ale o wygląd nie pytano nigdzie – twierdząc, że „to nie ma zna- 26
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mój świat jest kobietą. Dziennik Lesbijki
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: