Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00242 007332 20003653 na godz. na dobę w sumie
Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach - ebook/epub
Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach - ebook/epub
Autor: Liczba stron: 256
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 9788379061129 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Rodzice adopcyjni mówią, że nie są heroiczni. Niczego nie żałują, choć nic – poza samą miłością – nie przyszło łatwo. Czytałam ich opowieści, zazdroszcząc odwagi, nagrodzonej głęboką więzią. Katarzyna Kolska czule i mądrze pisze o wszystkim, co niewyobrażalne, dotkliwe i piękne w spotkaniu z wybranym dzieckiem.

Paulina Wilk

Rzadko mi się zdarza przeczytać książkę jednym tchem. Tak się stało tym razem. Czytałam ją z ogromnym wzruszeniem. Jest to książka o bólu, nadziei, frustracji, radości, ale przede wszystkim o miłości, która „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”. O miłości rodzicielskiej, która – mimo wszystko – nigdy nie ustaje.

Tessa Capponi-Borawska

Rodzice adopcyjni mówią, że nie są heroiczni. Niczego nie żałują, choć nic – poza samą miłością – nie przyszło łatwo. Czytałam ich opowieści, zazdroszcząc odwagi, nagrodzonej głęboką więzią. Katarzyna Kolska czule i mądrze pisze o wszystkim, co niewyobrażalne, dotkliwe i piękne w spotkaniu z wybranym dzieckiem.

Paulina Wilk

Rzadko mi się zdarza przeczytać książkę jednym tchem. Tak się stało tym razem. Czytałam ją z ogromnym wzruszeniem. Jest to książka o bólu, nadziei, frustracji, radości, ale przede wszystkim o miłości, która „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”. O miłości rodzicielskiej, która – mimo wszystko – nigdy nie ustaje.

Tessa Capponi-Borawska

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:



Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...„ „ „ Rodzice adopcyjni mówią, że nie są heroiczni. Niczego nie żałują, choć nic - poza samą miłością - nie przyszło łatwo. Czytałam ich opowieści zazdroszcząc odwagi, nagrodzonej głęboką więzią. Katarzyna Kolska czule i mądrze pisze o wszystkim, co niewyobrażalne, dotkliwe i piękne w spotkaniu z wybranym dzieckiem. PAULIN A W ILK Obit quam es eumet molupta net a culluptur ariatis aperessim es et volut ute cum quunt offictem doluptaqui ad expliquae sim volorecatur? Aces et rerferr oribus sende natis ipsum ea dolecto et fuga. Uga. Et alitatque nonsendunt eumquam iniminvent ditaturiam et occum vel incil ipsum volendebis aut earums. IMIĘ N A Z W ISKO Obit quam es eumet molupta net a culluptur ariatis aperessim es et volut ute cum quunt offictem doluptaqui ad expliquae sim volorecatur? Aces et rerferr oribus sende natis ipsum ea dolecto et fuga. Uga. Et alitatque nonsendunt eumquam iniminvent ditaturiam et occum vel incil ipsum volendebis aut earums. IMIĘ N A Z W ISKO Patronat medialny: ISBN 978-83-7906-098-6 Cena: 29 zł (w tym 5 VAT) Książka dostępna jako e-book www.wdrodze.pl K A T A R Z Y N A K O L S K A dziennikarka, redaktorka, od 2008 roku związana z miesięcznikiem „W drodze”, autorka wielu reportaży i wywiadów. Prywatnie mężatka, mama dwóch synów. K A T A R Z Y N A K O L S K A M O J E D Z I E C K O G D Z I E Ś N A M N I E C Z E K A „ Czekanie jest trudne, męczące, zniechęcające. – Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, wie, że za dziewięć miesięcy zostanie matką. Może się na to przygotować. Ma czas, by urządzić pokój, kupić łóżeczko, wózek, śpioszki, kaftaniki, pieluszki, butelki. My nie możemy zrobić nic. Nie wiemy, czy zostaniemy rodzicami dziecka dwumiesięcznego, czy rocznego, nie wiemy, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, nie mamy pewności, czy to stanie się za tydzień, za miesiąc czy może za pół roku. Trudno trwać w takim zawieszeniu. FR AGM ENT K SIĄ ŻKI KATARZYNA KOLSKAMOJE DZIECKO GDZIEŚ NA MNIE CZEKA Opowieści o adopcjach MOJE DZIECKO GDZIEŚ NA MNIE CZEKA KATARZYNA KOLSKAMOJE DZIECKO GDZIEŚ NA MNIE CZEKA Opowieści o adopcjach © Copyright for the text by Katarzyna Kolska, 2016 © Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2016 Redaktor Agnieszka Rudziewicz Skład i łamanie Łukasz Sulimowski Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk Projekt okładki i stron tytułowych Łukasz Sulimowski Fotografia na okładce Laura Aziz / unsplash.com ISBN 978-83-7906-112-9 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie II, poprawione Poznań 2016 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 sprzedaz@wdrodze.pl www.wdrodze.pl Przedmowa Kiedy kilka lat temu poproszono mnie, żebym napisała książkę o adopcji, w pierwszym odruchu pomyślałam, że nie powinnam się tego podejmować. O adopcji wiedzia- łam niewiele. Znałam, co prawda, kilka małżeństw, które adoptowały dzieci, znałam też takie, które się do adopcji przygotowywały. Czy to jednak nie za mało? – zastana- wiałam się. To właśnie im powiedziałam o pomyśle na książkę. I to oni zachęcali mnie, bym ją napisała. – Brakuje dobrej literatury, a my ciągle szukamy prawdziwych, a nie lukrowanych informacji – przekonywali mnie. Ważąc argumenty, zastanawiałam się też, czy mając biologiczne dzieci, mam prawo zabierać głos w sprawie adopcji. Tę wątpliwość szybko rozwiałam: Będąc mamą adopcyjną, pisałabym o swoim doświadczeniu, bardzo subiektywnie, wyłącznie przez pryzmat własnych do- świadczeń, sukcesów i porażek. Jako mama rodzonych dzieci miałam większą szansę na obiektywizm. 5 Ostatecznie przyjęłam propozycję, nie przewidując zupełnie, jaka to będzie fantastyczna przygoda, dzięki której poznam niezwykłych, mądrych i dobrych ludzi. Książka ukazała się w 2011 roku. Już podczas pierw- szych spotkań autorskich, a także później, gdy otrzymywa- łam maile, listy i telefony od czytelników, utwierdzałam się w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzję. Że ta książka była potrzebna i że wiele osób znalazło w niej odpowiedzi na trudne pytania. Dlatego jestem wdzięczna wydawnictwu W drodze, w którym pracuję, że zdecydowało się na wznowienie tej książki. Mam nadzieję, że będzie ona wartościową lek- turą dla tych, którzy myślą o rodzicielstwie adopcyjnym, a także dla tych, którzy im w tej drodze towarzyszą. Przez chwilę pojawiła się pokusa, by zadzwonić do rodzin, o których pisałam. By zapytać: Co u was sły- chać? Jak żyjecie? Jak się mają wasze dzieci? Szybko jednak zrozumiałam, że to byłaby już zupełnie inna opowieść i zu- pełnie inna książka. Może kiedyś ją napiszę... Katarzyna Kolska Wstęp Rodzicielstwo wydaje się czymś oczywistym. Czymś, co wpisane jest w naszą biologię, nasze dojrzewanie, w nasze powołanie. Wyobrażamy sobie siebie jako ro- dziców, choć zdarza się, że w dorosłym życiu świadomie z tego rezygnujemy. Kiedy kapłan pyta narzeczonych, czy chcą przy- jąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg ich obdarzy, zgodnie odpowiadają „tak”. Tym jednym słowem wyrażają swoją gotowość do udziału w dziele stworzenia. Czują się do niego zaproszeni. Z czasem okazuje się, że zaproszenie to nie było kierowane do wszystkich. Trudno się z tym pogodzić, trudno z tym żyć. Bezpłodność dla każdej pary, która musi się z nią zmierzyć, jest ogromnym cierpieniem. Jest wołaniem na kolanach o łaskę, o cud. Wołaniem bez odpowiedzi. Doświadczeniem milczenia Boga. Przychodzi wreszcie 7 moment, w którym trzeba się poddać. Tyle, że owo pod- danie się nie oznacza wcale rezygnacji ze szczęścia, z ma- cierzyństwa, z ojcostwa. Poddanie się – w tym wypadku oznacza, że o swoim rodzicielstwie trzeba zacząć myśleć inaczej. Czasem to „inaczej” będzie oznaczało adopcję. Ta książka nie powstała po to, by kogokolwiek do adopcji namawiać. Bo do podjęcia tak poważnej de- cyzji nikogo namawiać nie wolno. Ma jedynie pokazać, że adopcja – z wszystkimi jej blaskami i cieniami – jest jedną z dróg do rodzicielstwa. Jest po prostu inną drogą. Mit o domach dziecka Nasze wyobrażenia o adopcji dalekie są od rzeczywistości. Wiele osób żyje w przekonaniu, że w jednej, bardzo dłu- giej kolejce stoją dzieci mieszkające w domach dziecka, w drugiej bezdzietne małżeństwa, które pragną je adop- tować, a na przeszkodzie do szczęścia jednych i drugich stoją wyłącznie bezduszne przepisy, leniwi urzędnicy i mało sprawne sądy. Wyobrażenia te kreowane są niejednokrotnie przez sentymentalne programy telewizyjne i artykuły praso- we, które mają wzbudzić w potencjalnych rodzicach litość, współczucie i poryw serca. Im dziecko mniejsze i bardziej zapłakane, tym emocje u odbiorców większe. Po takich programach, po kilku prasowych dono- sach o tym, jak długo w Polsce czeka się na adopcję, powstaje w powszechnej świadomości bardzo fałszy- wy obraz. Bo o ile prawdą jest, że w jednej kolejce stoją dzieci, a w drugiej rodziny, które pragną adoptować 9 dziecko, to prawdą niestety jest też to, że nie zawsze oczekiwania jednej i drugiej kolejki wychodzą sobie naprzeciw. W Polsce w placówkach opiekuńczo-wychowaw- czych mieszka blisko dwadzieścia tysięcy dzieci – niemal wszystkie mają jedno lub oboje rodziców1. Naturalne sieroty są dziś absolutną rzadkością. Zdecydowana więk- szość dzieci niesie na swoich barkach bagaż bolesnych wspomnień: alkoholizm ojca czy matki, bicie, znęcanie się, przemoc seksualną, biedę. Nikt nie ma wątpliwości, że każde dziecko powinno wychowywać się w swojej rodzinie. Tyle, że gdy ta ro- dzina nie potrafi stanąć na wysokości zadania, dla dobra dziecka, a czasami dla dobra całej rodziny, trzeba je stamtąd zabrać i umieścić w placówce opiekuńczo-wy- chowawczej. Dla niektórych dzieci to pierwsze miejsce w ich krótkim życiu, w którym czeka na nie czyste łóżko, ciepły posiłek i spokój. Odebranie dziecka jest dla wielu rodziców jak kubeł zimnej wody na głowę. Niektórzy, uwikłani w nałogi, poddają się leczeniu, zaczynają uczęszczać na terapię rodzinną, szukają pracy. Robią wszystko, by dziecko jak najszybciej do nich wróciło. Ale nie każda rodzina ma 1 W książce wykorzystałam fragmenty napisanego przeze mnie reportażu i rozmowy, którą przeprowadziłam z Katarzyną Kotowską. Oba teksty ukazały się w grudniu 2008 roku w miesięczniku „W drodze”. 10 tyle determinacji: nałóg okazuje się silniejszy niż dobre chęci, niezaradność życiowa większa niż troska o dziec- ko. Rodzic może być przekonany o tym, że w końcu podoła, że się zmieni. Sąd, nie chcąc mu odbierać nadziei, będzie więc jedynie ograniczał mu prawa rodzicielskie. Dzieci – bez względu na to, jak wiele złych wspomnień wyniosły ze swojego domu rodzinnego, zwykle chcą tam wrócić. Kochają swoich rodziców, a znajdując się w bezpiecznej od nich odległości, zaczynają za nimi tę- sknić, idealizować ich i czekają w placówce, aż rodzice się poprawią. Może się zdarzyć, że propozycję zamiesz- kania w rodzinie zastępczej lub adopcyjnej odrzucą. Niemal wszystkie pary myślące o adopcji marzą o tym, by w ich domu pojawiło się niemowlę. I trudno się dziwić takim marzeniom. Jako rodzice chcą prze- żyć swoje macierzyństwo i ojcostwo od początku: od pierwszych gestów, uśmiechów, słów, kroków. Mają też nadzieję, że im młodsze dziecko trafi do ich rodziny, tym łatwiej będzie mu nawiązać więź z nowymi opieku- nami. Pracownicy ośrodków adopcyjnych rozumieją to i uczciwie przyznają, że adopcja dziecka starszego jest dużo trudniejsza. – Jeśli przez ileś miesięcy czy lat dziec- ko było w domu, w którym jego podstawowe potrzeby miłości, bliskości, poczucia bezpieczeństwa nie były za- spokajane, gdzie doświadczało przemocy fizycznej czy psychicznej, wówczas jego zdolność do nawiązywania 11 prawidłowych relacji z innymi gwałtownie spada – mówi pedagog Wiesława Sędziak z Chrześcijańskiego Ośrodka Adopcyjnego „Pro Familia” w Poznaniu. I powołuje się na badania. Wykazały one, że dzieci, które doświadczy- ły w swoim życiu kilku znaczących zmian związanych z miejscem i osobami sprawującymi nad nimi opiekę, mogą mieć poważne trudności z nawiązywaniem więzi. Dziecko nie ufa nikomu, nie wierzy, że coś będzie w jego życiu na stałe. Dlatego gdy w końcu trafia do rodziny ad- opcyjnej, „próbuje” swoich nowych rodziców, sprawdza, ile są w stanie wytrzymać. Nieustannie szuka potwier- dzenia, że jest kochane. – Jeśli na to nałożą się jeszcze różne deficyty, z którymi dziecko się urodziło lub które są wynikiem zaniedbania w pierwszych latach jego życia, wówczas sytuacja naprawdę jest trudna – nie kryje Wiesława Sędziak. Stąd też niewiele par decyduje się na adopcję starszych dzieci, a po rodzeństwa, zwłaszcza takie, gdzie jest więcej niż dwoje dzieci, zgłaszają się ab- solutnie nieliczni. Alternatywą dla nich jest więc rodzina zastępcza, w której dzieci mają funkcjonować jak w nor- malnej rodzinie. To właśnie taką formę opieki, gdzie kilkoro dzieci przebywa pod opieką „rodziców”, uważa się za najlepszą. – Nikt nie ma wątpliwości, że każda pro- fesjonalna forma opieki rodzinnej wydaje się lepszym rozwiązaniem niż dom dziecka. Ale nie zawsze. I nie dla każdego. Starszemu dziecku, zwłaszcza takiemu, które 12 dźwiga ze sobą bagaż bardzo trudnych doświadczeń wyniesionych z domu, trudno czasami nawiązać więź z nowymi opiekunami i „rodzeństwem”. Dlatego podej- mując decyzję o umieszczeniu dziecka w konkretniej placówce, trzeba zawsze kierować się tym, co dla niego jest w danym momencie optymalne. Czasami będzie to właśnie dom dziecka – przekonuje Wojciech Walczak, dyrektor domu dziecka w Poznaniu. I chociaż na prawo i lewo krzyczy się coraz głośniej, że domy dziecka są przeżytkiem, przechowalnią czy jak niektórzy nawet mówią – więzieniem, to nie można zapominać, że rodzin zastępczych w Polsce wciąż brakuje i nie stoją w kolej- ce ludzie, którzy chcieliby je zakładać. Nie można mieć o to do nikogo pretensji, opieka nad kilkorgiem dzieci jest bowiem dla wielu – nawet fachowo przygotowa- nych, dobrych ludzi – zadaniem ponad siły. Dzieci chore i liczne rodzeństwa, które przeby- wają w domach dziecka, z trudnością znajdują nową rodzinę. Jeśli więc trafią do placówki opiekuńczo-wy- chowawczej, zostaną tu prawdopodobnie na długie lata. Trudno oczywiście wymagać od ludzi heroizmu, trudno obwiniać i obrażać się na nich, że boją się sprawowa- nia opieki nad dzieckiem, które wymaga szczególnej troski czy kosztownego leczenia. Ale trudno też całą winę przerzucać na zły system, bezduszne przepisy czy niewydolnych urzędników. 13 Szansą dla starszych lub chorych dzieci jest niejedno- krotnie adopcja zagraniczna: co roku z Polski do innych krajów wyjeżdża ich około trzysta. Najpierw szuka się dla nich rodziny w Polsce – w poszczególnych ośrodkach adopcyjnych. Gdy to się nie uda, trafiają do krajowego re- jestru dzieci czekających na adopcję. Jeśli przez około pół roku nadal nie można znaleźć żadnej rodziny w całym kraju, dziecko może być zakwalifikowane do adopcji zagranicznej. Na Zachodzie bezdzietne małżeństwa na adopcję czekają nawet po kilka lat. Głównie dlatego, że kobie- ty rzadziej zachodzą w nieoczekiwaną ciążę. Jeśli się tak zdarzy, mogą liczyć na wszechstronne wsparcie mate- rialne ze strony państwa, co niejednokrotnie pomaga w podjęciu decyzji, by ostatecznie dziecko urodzić i je wychowywać. Dlatego dzieci do adopcji jest niewiele. Bezdzietne małżeństwa, które myślą o adopcji, mogą liczyć właściwe tylko na dzieci z innych krajów. Chęć bycia rodzicem jest tak wielka, że są skłonne przyjąć dziecko chore, które wymaga specjalistycznego leczenia. Są też niejednokrotnie w zdecydowanie lepszej sytuacji materialnej i mieszkaniowej niż niektóre rodziny adopcyjne w Polsce, dlatego mogą sobie pozwolić na to, by adoptować rodzeństwo – czasami troje czy nawet czworo dzieci. Nie mają również oporów przed przyję- ciem do siebie dziecka o innym kolorze skóry czy innej 14 rasy. Adopcja jest bowiem na Zachodzie czymś normal- nym, nie budzi komentarzy i niezdrowej ciekawości, z czym, niestety, jeszcze czasami spotykamy się u nas. Prawdą jest też, że niejednokrotnie dzieci obciążo- ne różnymi wadami i deficytami, sprawiające w placów- ce kłopoty i nierokujące najlepiej na przyszłość, otoczo- ne miłością i troską kochających rodziców adopcyjnych szybko zdrowieją, nadrabiają wszelkie deficyty i chowają się znakomicie. Potwierdza to mama dziesięcioletniego Kamila: – Gdy wręczono mi książeczkę zdrowia chłop- ca, który już niedługo miał być moim synem – przera- ziłam się. W ciągu zaledwie dwunastu miesięcy swo- jego życia przeszedł kilka zapaleń płuc i oskrzeli, zjadł tonę antybiotyków, pięciokrotnie leczony był w szpi- talu. Gdy go poznałam, szybko zdałam sobie sprawę, że w porównaniu z innymi dziećmi jest mocno opóź- niony. Kamil ledwie siedział, nie raczkował, z trudem stawał na nogi. Do tego był chudy i przeraźliwie brzyd- ki. Ale ponieważ mój ojciec jest pediatrą, pomyślałam sobie: z taty pomocą damy radę. Przecież biologiczne dzieci też często chorują i nikt ich z tego powodu nie po- rzuca. Przez pierwsze sześć miesięcy żyliśmy w nie- ustannym lęku, że na pewno dziś, zaraz, za chwilę Kamil zachoruje. Nocami nasłuchiwałam, czy nie kaszle, zry- wałam się na równe nogi na każdy jego najdelikatniej- szy płacz. Gdy tylko w ciągu dnia był bardziej marudny 15 niż zwykle, biegłam po termometr. Ale nasz syn przy- bierał na wadze, miał tłuste fałdki na udach, uśmiechał się od ucha do ucha. Szybko opanował sztukę siedzenia, jeszcze szybciej nauczył się sam wychodzić z łóżeczka i buszować na kolanach po całym mieszkaniu. W końcu odetchnęłam. Uświadomiłam sobie, że choroby, na które tak często zapadał, wynikały z porzucenia, braku mi- łości, przytulania. Że był to jego pierwszy bunt wobec świata, który zaraz po narodzeniu okazał się dla niego tak niełaskawy. Dziś Kamil jest uczniem w szkole sportowej, odnosi sukcesy, zdobywa medale. I za każdym razem, gdy świętuje kolejne urodziny, prosi rodziców: Pokażcie mi zdjęcia, gdy byłem jeszcze takim brzydalem. To zdjęcie z jego pierwszych urodzin obchodzonych już z rodzica- mi, ale jeszcze w domu dziecka. Oczywiście nie wszystkie dzieci tak zdrowo i tak dobrze się chowają. Rodzice muszą być przygotowani na to, że dziecko będzie sprawiało jakieś trudności. Ale czy biologiczne dzieci ich nie sprawiają? Czy nie chorują, nie buntują się w okresie dojrzewania? Czy nie porzu- cają swoich domów, swoich rodziców? Czy nie zapomi- nają o nich na starość? Spis treści Przedmowa 5 Wstęp 7 Mit o domach dziecka 9 Spełnienie marzeń 17 Pokonać kryzys 20 Z tobą jest najlepiej 23 Nauczyć się siebie 26 Dwie mamy 28 Kto może zostać rodzicem adopcyjnym 32 Podwójne szczęście 40 Czy ktoś ich pokocha? 40 Ja chcę do Basi 43 Gdzie szukać pomocy 47 Kocham cię, mamo 51 251 Gdy medycyna staje się bezradna 53 Jestem kobietą 57 Negocjacje z moralnością 60 Cena macierzyństwa 63 Czy bez nich bylibyśmy szczęśliwsi? 67 Kartka z numerem 68 Oddaj te bachory 72 Coś jest nie tak 77 Nasze małe sukcesy 82 A gdy nas zabraknie... 86 A Bóg powiedział do mnie: „Zmykaj” – od rozpaczy do rodzicielstwa 88 Inaczej, czyli jak? 92 Chcemy zostać rodzicami 96 Czekanie na miłość 100 Nie wolno myśleć: jakoś to będzie 103 Plan na życie 107 Będziecie mieli kłopot 107 Kto nam pomoże 111 Dolary od papieża 114 Niech studiuje za granicą 117 Dlaczego my? 119 Ich rodzina 121 252 Budowanie więzi 124 Pamięć przejścia 124 Traktuj dziecko jak niemowlę 128 To, co najważniejsze 132 Musicie mieć drugie dziecko 132 Przyszła razem z wiosną 135 Dwa kroki 137 Miejsce w naszym sercu 140 „Byłeś u innej mamy w brzuchu” – jak i kiedy powiedzieć dziecku o adopcji 146 Nikt nie może się dowiedzieć 147 Pamiątka po mamie 152 Nie mów „inna pani” 157 Iść za dzieckiem 159 Komu o tym powiedzieć 163 Odwaga miłości 168 Masz inne geny 169 A ciebie kto urodził? 174 Moje spełnienie 178 Matka twojego dziecka – o tych, które nie podołały 180 Zasłużyć na szacunek 185 253 Co ja powiem moim dzieciom 190 Tylko w rodzinie – adopcja ze wskazaniem 197 Najważniejsza jest wierność 202 Nie dacie sobie rady 202 Całego świata nie zbawimy 206 Poznajcie waszą siostrę 209 Nasze dzieci mają FAS 214 Żeby było tak jak dawniej 217 Tylko nie wracajcie bez dzidziusia 221 Mama na dziewięć miesięcy 221 Za wcześnie, za późno 227 Moje dwie mamy – jestem dzieckiem adoptowanym 231 Porwanie 232 Calineczka 234 Prawda 235 Jestem pani wnuczką 240 To ja, twoja mama 241 By nie tracić nadziei – zakończenie 245 Podziękowania 248
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: