Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00058 005557 15386401 na godz. na dobę w sumie
Moment lingwistyczny - ebook/pdf
Moment lingwistyczny - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 426
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-500-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> literaturoznawstwo, językoznawstwo
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Książka ta jest próbą zbudowania takiej interpretacji wczesnego pisarstwa Ryszarda Krynickiego i Stanisława Barańczaka, która byłaby w stanie jednocześnie zdać relację z pewnego momentu historycznego oraz wyznaczyć istotną linię przemian polskiej poezji współczesnej.
Stanowi ona także próbę (wstępnego) wypracowania koncepcji późnego modernizmu jako poręcznego konceptu historycznoliterackiego. Wreszcie – stara się przetestować pewien język interpretacji modernistycznej poezji, którego punktów inicjalnych szukać by można w (paradoksalnym) uścisku amerykańskiej dekonstrukcji i rosyjskiego formalizmu.
„Moment lingwistyczny” jest jednak – niezależnie od mniej lub bardziej doraźnych celów mu towarzyszących – nade wszystko relacją z pewnego „rodzinnego romansu”. Drogi wiodące od tekstu do tekstu, ścieżki – z czasem mocno już zarośnięte i słabo czytelne – prowadzące od wiersza do wiersza stanowią dla mnie w tej książce podstawową przestrzeń interpretacyjnego (zarazem) trudu i przyjemności.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tomasz Cieślak-Sokołowski MOMENT LINGWISTYCZNY o wczesnym pisarstwie Ryszarda Krynickiego i Stanisława Barańczaka A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W universitas MOMENT LINGWISTYCZNY UNIWERSYTET JAGIELLOŃ SKI WYDZIAŁ POLONISTYKI 12 KRYTYKA XX i XXI WIEKU seria pod redakcją MARTY WYKI W przygotowaniu: Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945–1989 red. Alina Świeściak, Anna Kałuża Lidia Burska. Szkice krytyczne oprac. Marek Zaleski Tomasz Cieślak-Sokołowski MOMENT LINGWISTYCZNY o wczesnym pisarstwie Ryszarda Krynickiego i Stanisława Barańczaka A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W Kraków Książka dofinansowana przez Wydział Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego Publikacja powstała przy wsparciu finansowym Fundacji na rzecz Nauki Polskiej © Copyright by Tomasz Cieślak-Sokołowski and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 ISBN 97883–242–1500–3 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Jolanta Stal Projekt okładki i stron tytułowych Sepielak www.universitas.com.pl Rodzinie (...) „poezja lingwistyczna” (żeby pozostać już przy tej pleonastycznej, ale spopularyzowanej nazwie). (Stanisław Barańczak) Bliska relacja między czytaniem a krytyką stała się chlebem powszednim współczesnych badań literac- kich. (Paul de Man) Krytyka to sztuka rozpoznawania ukrytych dróg wiodących od wiersza do wiersza. (Harold Bloom)  Stanisław Barańczak, Nieufni i zadufani. Romantyzm i klasycyzm w mło­ dej poezji lat 60., Wrocław 1971, s. 30.  Paul de Man, Alegorie czytania. Język figuralny u Rousseau, Nietzschego, Rilkego i Prousta, przeł. Artur Przybysławski, Kraków 2004, s. 74.  Harold Bloom, Lęk przed wpływem. Teoria poezji, przeł. Agata Bielik- -Robson, Marcin Szuster, Kraków 2002, s. 136. Wstęp Pomiędzy teorią a praktyką Osobliwy status wstępu, podobnie jak tytułu, motta, dedykacji, wielokrotnie był opisywany. Wstępy bywają przestrzeniami pogra- nicznymi, sygnalizującymi możliwość wejścia, otwarcia tekstu głów- nego. Nie są więc ani w środku (nie stanowią części pracy), ani na zewnątrz (nie mogą się od niej oddzielić). Nie są wstępy częścią skła- dową zamierzenia badawczego – nie kumulują sensu wyprowadza- nego z komentarzy. Ich status można by określić mianem „p a r e r- g a”, dzieła drugorzędnego w tym sensie, że stanowiącego uboczny produkt działalności badawczej. Wstępy są uznawane zwyczajowo za pracę dodatkową poza pracą główną (retorycznie rzec by można – rozwinięcia). Wstępy nie antycypują, nie są przymiarkami do pra- cy głównej. Wstęp może być napisany jedynie po postawieniu ostatniej kropki głównej części pracy (rozwinięcia), może być napisany jedynie z peł- ną wiedzą o zawartości pracy – ma bowiem wprowadzić, poprowa- dzić czytelnika. Z drugiej jednak strony, wstęp to pierwsza myśl pra- cy, którą jej czytelnik napotyka. Wstęp jest zarazem przedsmakiem i posmakiem, znakiem wejścia, ale i zamknięcia. Powinien zawierać panoramiczny wgląd w całość. Wstęp ma więc oblicze janusowe.  Podążam w tym miejscu tropem wyznaczonym przez wstęp do książki Josepha Hillisa Millera The Linguistic Moment. From Wordsworth to Stevens (Princeton 1985, s. 13–21). 10 Wstęp Jak mógłbym określić najkrócej ową całość, którą próbuję tu otwierać, całość, która została już zamknięta „trywialną puentą”? Ta książka jest próbą zbudowania takiej interpretacji wczesnego pi- sarstwa Ryszarda Krynickiego i Stanisława Barańczaka, która by- łaby w stanie jednocześnie zdać relację z pewnego momentu hi- storycznego oraz wyznaczyć istotną linię przemian polskiej poezji współczesnej. Ta książka stanowi także próbę (wstępnego) wypra- cowania koncepcji późnego modernizmu jako poręcznego konceptu historycznoliterackiego. Ta książka wreszcie stara się przetestować pewien język interpretacji modernistycznej poezji, którego punktów inicjalnych szukać by można w (paradoksalnym) uścisku amerykań- skiej dekonstrukcji i rosyjskiego formalizmu. Moment lingwistyczny jest jednak – niezależnie od mniej lub bar- dziej doraźnych celów mu towarzyszących – nade wszystko relacją z pewnego „rodzinnego romansu”4 (stąd taki, a nie inny kształt de- dykacji). Drogi wiodące od tekstu do tekstu, ścieżki – z czasem moc- no już zarośnięte i słabo czytelne – prowadzące od wiersza do wiersza stanowią dla mnie w tej książce podstawową przestrzeń interpreta- cyjnego (zarazem) trudu i przyjemności. * Książka ta jest rozszerzoną wersją rozprawy doktorskiej przy- gotowanej pod kierunkiem Profesor Marty Wyki i obronionej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pani Profesor chciałbym podziękować za lata wspólnej pracy, cenne wskazówki, inspiracje oraz wsparcie, bez którego książka ta nie przybrałaby osta- tecznego kształtu. Za cenne, pouczające uwagi – istotne w przygoto- waniu pracy do druku – dziękuję Szanownym Recenzentom pracy doktorskiej, Panu Profesorowi Edwardowi Balcerzanowi oraz Panu Profesorowi Marianowi Stali.  Terminem pisarstwo obejmuję całokształt aktywności Barańczaka i Kry- nickiego; przy czym staram się z równą uwagą czytać zarówno szkice krytycz- ne, jak i teksty poetyckie (szerzej warunki tego zrównania omawiam w rozdzia- le pierwszym).  Szerzej dopowiadam ten problem w jednej z części dołączonego do tej książki Appendixu. 4 Por. Harold Bloom, Lęk przed wpływem. Teoria poezji, przeł. Agata Bielik- -Robson, Marcin Szuster, Kraków 2002, s. 134. Pomiędzy teorią a praktyką  11 Słowa szczególnej wdzięczności należą się wszystkim, z którymi w okresie spisywania tej pracy miałem okazję rozmawiać (niezależ- nie od tego, czy taka rozmowa odbywała się „realnie” czy poprzez teksty). Wreszcie dziękuję także rodzinie w sensie najściślejszym – Żonie Małgorzacie i Synowi Julianowi – za wspólne lata spędzone w umiłowaniu kalamburowych praktyk. Rozdział I Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne Lingwizm – (re)interpretacje 1. Zacząć wypada od próby określenia własnego miejsca, od próby nazwania perspektywy, z której prowadzona będzie narracja o tzw. nowofalowej poezji lingwistycznej. Zdaję sobie sprawę, że wybór dziedziny przedmiotowej może być nieoczywisty. W jakim sensie? Ową nieoczywistość można by zapewne zamknąć w formu- le „k ł o p o t y z p r z e d m i o t e m”, ponieważ brakuje wyraźnie określonego przedmiotu odniesienia. Dzieje tzw. poezji lingwistycz- nej nie chcą się układać w żadną spójną historycznoliteracką opo- wieść. Trzeba by wymienić kilka zasadniczych powodów takiej sy- tuacji. Po pierwsze, nie można mówić o jednej, koherentnej narracji,  Określenie narracja rozumiem tu w koniecznym związku podobieństw z aktem interpretacji, tak jak tę relację określa Hayden White w tekście The Rhe­ toric of Interpretation (w: The Rhetoric of Interpretation and the Interpretation of Rhetoric, red. Paul Hernadi, Durham 1989, s. 2–3).  W dalszym ciągu używał będę raczej sformułowania Edwarda Balcerza- na „n o w o f a l o w e o d m i a n y l i n g w i z m u” [podkr. moje, T.C.-S.], któ- re – jak postuluje badacz – wskazywać ma na „zróżnicowanie w obozie lingwi- stów”, zróżnicowanie, które nigdy nie przerodziło się w doktrynę literacką (por. Edward Balcerzan, Poezja „słowiarska” – poezja lingwistyczna, w: tegoż, Poezja polska w latach 1939–1965, cz. II. Ideologie estetyczne, Warszawa 1988, s. 96). 14 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne ponieważ trudno jest ustalić, czy „poezja lingwistyczna” jako przed- miot opisu powinna być wzięta w cudzysłów (zdradzając swą pro- blematyczność już na poziomie samej nazwy), czy może egzystować w komentarzach krytycznoliterackich i historycznoliterackich bez cudzysłowu (zasługując na autonomiczny, wyraźny kontur przed- miotowy). Jedyna jak dotąd monografistka zjawiska, Anna Świrek, w początkowych partiach swej książki W kręgu współczesnej poezji lingwistycznej zauważała znacząco: Termin określający jedną z najbardziej wpływowych orientacji we współ- czesnej poezji polskiej, w owej w końcu niezbyt długiej „historii”, poddawa- ny był coraz to staranniejszym, uściślającym zabiegom. Manipulowanie cu- dzysłowem w odniesieniu do nazwy – poezja lingwistyczna, czy też tylko jej przymiotnikowego członu sugerowało z jednej strony nieufność wobec po- jęcia wylansowanego przez Sławińskiego, z drugiej natomiast wprowadzało pewną znaczeniową korektę, zmniejszając niejako owo tautologiczne zagro- żenie. Bywało też często, iż metoda modyfikująca proponowała zgłoszenie częściowej nieakceptacji, mówiło się wtedy o tak zwanej poezji lingwistycz- nej. (...) Kłopoty wiążące się z omawianą tu nazwą zachęcały do ciągłego poszukiwania nowych, możliwie najbardziej adekwatnych określeń, ale i te z czasem nie były wolne od kontrowersyjności. Kłopoty z nazwą można by zresztą rozszerzyć i o wątpliwość na- stępującą: Czy uznać za słuszne częste traktowanie określeń „słowiar- stwo” i „poezja lingwistyczna” jako synonimiczne? Oba pojęcia – pierwsze spopularyzowane przez Juliana Przybosia, ale wywiedzione z twórczości Tadeusza Peipera4, drugie zaś pochodzące ze szkicu Ja- nusza Sławińskiego Próba porządkowania doświadczeń5 – często były  Anna Świrek, W kręgu współczesnej poezji lingwistycznej, Zielona Góra 1985, s. 9. Książka Świrek niewątpliwie jest przedsięwzięciem mającym ambi- cje podsumowania pewnego etapu myślenia o powojennej polskiej poezji ling- wistycznej. Sama autorka zastrzega jednak na początku swej pracy, że świado- ma jest ograniczeń takiego ujęcia. Pisze bowiem: „Liczne niedostatki tej pracy niech choć w części «rozgrzeszy» zapewnienie, iż pisząca te słowa widzi ją zaled- wie jako rekonesans – wiele tu bowiem miejsc «ciemnych», nierozszyfrowanych, które wymagać będą od przyszłych badaczy nie tylko wnikliwości spojrzenia, ale także benedyktyńskiej rzetelności i uporu” (tamże, s. 4). 4 Por. fragment poematu Tadeusza Peipera pt. Wyjazd niedzielny: „Mówi to słowiarz, lecz są to tylko słowa, / to jest słowiarza druga druga ta druga połowa” (w: tegoż, Pisma wybrane, oprac. Stanisław Jaworski, Wrocław 1979, s. 338). 5 Por. Janusz Sławiński, Próba porządkowania doświadczeń, w: tegoż, Pra­ ce wybrane, t. V. Przypadki poezji, red. Włodzimierz Bolecki, Kraków 2001, s. 289–305 (pierwodruk: „Odra” 1964, nr 10, s. 33–40). Lingwizm – (re)interpretacje  15 na takich właśnie zasadach używane. Przywołam w tym miejscu je- dynie tekst Jana Błońskiego Diagnozy i prognozy6, ponieważ zwraca on uwagę właśnie na problematyczność owej – jak ją nazywa – „ge- nealogii poetyckiej”. Autor Odmarszu pisał jeszcze w pierwszej poło- wie lat 70.: w liryce lat sześćdziesiątych pojawiały się i krzyżowały bardzo rozmaite orientacje. Jedną z nich było „słowiarstwo”, poezja zwana „lingwistyczną”, ponieważ skupiała się na drążeniu zagadek i wieloznaczności języka. Za dziadków miała Peipera i Przybosia, za ojców Białoszewskiego i Karpowi- cza. Uchodziła też za najbardziej wyrafinowaną i spekulatywną7. Przyglądając się tym stwierdzeniom, można – jak mi się zdaje – zasadnie powiedzieć o dwóch podstawowych możliwościach my- ślenia o poezji lingwistycznej. Jeśli traktuje się oba pojęcia synoni- micznie, to po to, by uwydatnić tradycyjny charakter tej poezji, by pokazać jej genealogiczne korzenie; rozłączne traktowanie tych po- jęć wskazywać zaś może na próby uczynienia czymś swoistym wysił- ków danej grupy, formacji poetyckiej. I w tym właśnie miejscu pojawiają się kłopoty kolejne. Wskazy- wał na nie Edward Balcerzan w szkicu Poezja „słowiarska” – poezja lingwistyczna. Badacz pisał w nim z jednej strony o problematycz- nym statusie granicy pomiędzy poezją słowiarską a poezją niesło- wiarską (który to kłopot był najczęściej sprowadzany do prób okre- ślenia „różnicy stopnia”), z drugiej zaś zwracał uwagę na wywołujące rozliczne wątpliwości „budowanie listy obecności”8. Różne odpo- wiedzi na pierwszą z owych wątpliwości skutkowały różniącymi się, często znacznie, konstelacjami nazwisk9. Janusz Sławiński, pisząc 6 Por. Jan Błoński, Diagnozy i prognozy, w: tegoż, Odmarsz, Kraków 1978, s. 168–186. 7 Tamże, s. 182. 8 Edward Balcerzan, dz. cyt., s. 82. 9 Por. także uwagi Joanny Mueller z tekstu Stratygrafia, czyli w jakie cho­ wanki gra wiersz lingwistyczny?: „Czym jest dla poezji lingwistycznej wielo- znaczność i co różni ją od tej, która istnieje w każdym przecież przekazie poetyc- kim? Zamiast terminów muzycznych pozwolę sobie użyć niezobowiązującej metafory chemicznej i potraktować utwór poetycki jako roztwór o różnym stop- niu stężenia semantycznego. W takim ujęciu poeta lingwista byłby tym, który dąży do jak największego nasycenia wiersza znaczeniami i nie przestaje ekspe- rymentować nawet tam, gdzie inni autorzy mówią «pas!» Proces nasycania teks- tu lingwistycznego wieloznacznością przebiega na wszystkich jego poziomach” 16 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne o pierwszej fali lingwzmu poetyckiego, ukształtowanej na przełomie lat 50. i 60., wymienia Mirona Białoszewskiego, Tymoteusza Karpo- wicza i – to nazwisko wzbudzało najwięcej wątpliwości – Zbignie- wa Bieńkowskiego10. Kilka lat później Stanisław Barańczak buduje odmienną „listę obecności”, zaliczając do tradycji poezji lingwistycz- nej: Mirona Białoszewskiego, Tymoteusza Karpowicza, Edwarda Balcerzana i Witolda Wirpszę, wykreślając jednocześnie z tej listy Bieńkowskiego. Po trzecie, najczęściej – na co zwraca uwagę Joanna Mueller w tekście Stratygrafia, czyli w jakie chowanki gra wiersz lingwistycz­ ny? – termin poezja lingwistyczna nie może istnieć bez należnych „podpórek definicyjnych”, co w praktyce oznacza konieczność każdorazowego obudowywania go wieloma dookreśleniami, by zre- dukować choć w części jego tautologiczny charakter. Na kolejną wątpliwość związaną z każdą próbą opisu poezji ling- wistycznej zwraca słusznie uwagę Agnieszka Kluba w tekście Poety­ ki lingwistyczne14, pisząc, że: „Zatrzymywanie refleksji na latach 70. automatycznie zakłada istnienie jakiejś domkniętej historycznie ca- łości, czemu przeczą literakcie fakty i literaturoznawcze intuicje”15. Warte podkreślenia jest stwierdzenie niemożliwości historycznolite- rackiego domknięcia całości, przy czym owa niemożliwość ma dwa uzasadnienia. Po pierwsze, wynika z braku możliwości ukonstytu- owania stałego obrazu przedmiotu opisu. Po drugie zaś – o czym bli- żej przyjdzie powiedzieć za chwilę – jest rezultatem niemożliwości uznania nurtu poezji lingwistycznej za tradycję zamkniętą16. („Poznańskie Studia Polonistyczne” (Seria Literacka) 2006, z. XIII. Kamp, ling­ wizm: niedokończone projekty nowoczesności, s. 37–38). 10 Por. Janusz Sławiński, dz. cyt., s. 294.  Por. Stanisław Barańczak, Nieufni i zadufani. Romantyzm i klasycyzm w młodej poezji lat siedemdziesiątych, Wrocław 1971, s. 47.  Por. tamże, s. 46.  Joanna Mueller, dz. cyt., s. 35. 14 Por. Agnieszka Kluba, Poetyki lingwistyczne, „Przestrzenie Teorii” 2005, nr 5, s. 93–116. 15 Tamże, s. 94. 16 Obie wspomniane tu przesłanki (konstruowania stałego obrazu przed- miotu oraz domykania, stabilizowania tegoż obrazu) można by odnieść do szer- szego problemu „martwego i obecnego przedmiotu”. Historia literatury zwykła zajmować się takimi właśnie skostniałymi w martwocie przedmiotami opisu, niezbyt troskliwie troszcząc się jednak o ich obecność. Do tego problemu szerzej powrócę na początku kolejnego podrozdziału Co jeśli modernizm nie umarł? Lingwizm – (re)interpretacje  17 W rezultacie większość prób mierzenia się z interpretacją zjawi- ska poezji lingwistycznej rozpoczynać się musiała od zestawienia ka- talogu wątpliwości, pytań. Bodaj najbardziej reprezentatywny re- pertuar zawiera tekst Andrzeja Skrendy Poezja lingwistyczna jako projekt epistemologiczny. Zerwanie, ustanowienie, zawieszenie: Każda poezja jest zjawiskiem językowym i każda implikuje pewien zespół przekonań na temat języka – co ten pozorny banał mówi nam o poezji ling- wistycznej? Czy lingwizm to hipoteza ontologiczna, a jeśli tak, jaki ma sens i jaką moc – i czy pociąga za sobą jakieś postulaty metodologiczne? Jakie są relacje między poezją lingwistyczną a teorią? – wydaje się bowiem, że po- ezja lingwistyczna jest w intymny i dwuznaczny sposób powiązana z teorią, powiązana mocniej niż inne rodzaje poezji. W jaki sposób sytuuje się wobec sfery niewyrażalnego? W jakiej mierze jest wyrazem typowego dla moder- nizmu dążenia do odkrycia fundamentów wiedzy i poznania, a w jakiej sta- nowi manifestację podejrzliwości, którą moderna skierowała przeciw samej sobie i nazwała ją postmodernizmem? Wreszcie: czy poezja lingwistyczna zrodziła się jako wynik zerwania związku słów i rzeczy, czy raczej jest wyra- zem nadziei na ich nowe połączenie?17 2. Postaram się rozpocząć od próby zapytania o rzeczy najprostsze, najbardziej ogólne. Zacznę od przyjrzenia się definicjom słowniko- wym. Jako wypowiedzenia obowiązujące na uogólnionym – preten- dującym do opisu neutralnego, obiektywnego – poziomie określają one zasadnicze rozumienia terminu poezja lingwistyczna w następu- jący sposób: P o e z j a l i n g w i s t y c z n a – jedna z wpływowych orientacji we współ- czesnej poezji polskiej, ukształtowana na przełomie l. 50. i 60. (...) Założenia p.l. rozwijała i zarazem reinterpretowała w l. 70. poezja Nowej Fali (S. Ba- rańczak, R. Krynicki i in.), która wyraźnie ukierunkowała krytycyzm wo- bec języka, zwracając się przede wszystkim przeciw znieprawieniom i nad- użyciom współczesnych form mowy publicznej stosowanych w środkach masowego przekazu (nowomowa)18. 17 Andrzej Skrendo, Poezja lingwistyczna jako projekt epistemologiczny. Ze­ rwanie, ustanowienie, zawieszenie, „Poznańskie Studia Polonistyczne” (Seria Literacka) 2006, z. XIII. Kamp, lingwizm: niedokończone projekty nowoczesnoś­ ci, s. . 18 js (Janusz Sławiński), Poezja lingwistyczna, w: Michał Głowiński, Tere- 18 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne P O E Z J A L I N G W I S T Y C Z N A – Jeden z kierunków poezji polskiej powstały około r. 1956 i żywy do lat siedemdziesiątych19. Wedle zaproponowanych w ramach dyskursu historycznoliterac- kiego definicji słownikowych poezja lingwistyczna jest przedmiotem stabilnym, określonym, precyzyjnie wyznaczonym. Co więcej, oka- zuje się przedmiotem opisu, przynależnym do określonego okresu rozwoju polskiej poezji XX-wiecznej. Jak próbowałem pokazać kil- ka chwil wcześniej, owa – by przywołać określenie Agnieszki Kluby – „domknięta historycznie całość” nie wydaje się tak pewna. Wska- zać w tym miejscu trzeba przede wszystkim na pojawienie się – wraz z powrotem awangardy w latach 90. – kolejnej odmiany lingwizmu poetyckiego. Narodziny n e o l i n g w i z m u (w latach 90. XX wieku w kry- tyce literackiej, a w pierwszych latach XXI wieku jako programu po- etyckiego20) nie pozwalają patrzeć na zjawisko poezji lingwistycznej w powojennej poezji polskiej jedynie z perspektywy historycznej. Neolingwizm okazuje się tu wprowadzającym odróżnienie punktem odniesienia. Na jakich zasadach zatem ów stabilny – utrwalony już na poziomie opracowań słownikowych – obraz destabilizuje trzecia realizacja lingwizmu poetyckiego w powojennej poezji polskiej? Autorzy Manifestu neolingwistycznego – Marcin Cecko, Maria Cyranowicz, Michał Kasprzak, Jarosław Lipszyc, Joanna Mueller – tak między innymi mówią o swoim programie: sa Kostkiewiczowa, Aleksandra Okopień-Sławińska, Janusz Sławiński, Słownik terminów literackich, wyd. III, Wrocław 1998, s. 404. 19 Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński, Poezja lingwistyczna, w: Słownik literatury polskiej XX wieku, red. Alina Brodzka i in., Wrocław 1992, s. 819. 20 W arkuszu krytycznym Europa (Kraków 2003) Igor Stokfiszewski w swo- isty sposób kodyfikował te krytycznoliterackie próby uporządkowań, wskazu- jąc na „odmianę lingwistyczną” jako jedną z dwóch wersji „wiersza postmoder- nistycznego”. Ojcem założycielem tej odmiany miał być Andrzej Sosnowski, natomiast tymi, którzy w sposób ciekawy podjęli ten model wiersza: Krzysztof Siwczyk (lingwizm) oraz Jarosław Lipszyc i Maria Cyranowicz (neolingwizm).  Jeśli zgodzimy się, że pierwszą realizacją lingwizmu poetyckiego była twórczość przede wszystkim Mirona Białoszewskiego, Tymoteusza Karpowi- cza, Edwarda Balcerzana i Witolda Wirpszy na przełomie lat 50. i 60., a drugą – poezja nowofalowa Stanisława Barańczaka i Ryszarda Krynickiego (do precy- zyjnego rozważenia zasadności wymienionych tu nazwisk przyjdzie jeszcze po- wrócić). Lingwizm – (re)interpretacje  19 Nie chcemy obnażać języka totalitaryzmu, reklamy, ulicy. Chcemy obna- żać język. Zostawić w krótkich majteczkach. Istnieje tylko jeden gatunek literacki – twórczość słowna. Wiersze służą do niszczenia poezji. Zejdźcie z drogi. Będziecie z(a)bawieni. Dwa momenty wydają się w powyższym fragmencie szczegól- nie warte podkreślenia. Po pierwsze, poeci neolingwistyczni odci- nają się od najbliższej im tradycji nowofalowej odmiany lingwizmu. Przy czym to zerwanie przybiera charakter woli odróżnienia – i o nią warto w tym miejscu spytać. Po drugie, neolingwiści eksplikują swój światopogląd w ekstatycznym wezwaniu poetycznym: „Będziecie z(a)bawieni”, co z kolei prowokuje do postawienia pytania o charak- ter owej różnicy światopoglądowej. 3. Już od połowy lat 90., przy okazji różnych dyskusji nad stanem najnowszej polskiej poezji, rozlegały się głosy narzekania na brak manifestu. Piotr Śliwiński w 2000 roku pisał na przykład o „progra- motwórczej anemii ostatnich lat”, podając kilka przyczyn takiego stanu rzeczy: po pierwsze – „brak wrażenia konieczności ustosunko- wania się do tradycji”, po wtóre – „wyczerpanie wartości dotychczas stymulujących literaturę”, po trzecie – „zanik centrali”, wreszcie – „rozpryśnięcie się takiego obrazu historii, na którym jest miejsce je- dynie dla silniejszych”24. Jakby na przekór przewidywaniom kryty- ków manifest jednak się pojawił. Został on napisany o 22:33 w piątek 28 lutego 2003 roku i ogłoszony na nowo utworzonej stronie inter- netowej. Podpisali go poeci skupieni wokół warszawskiego czasopi- sma „Meble”: Marcin Cecko, Maria Cyranowicz, Michał Kasprzak, Jarosław Lipszyc oraz Joanna Mueller (choć zapisany został przez sa- mego Lipszyca). Lektura Manifestu neolingwistycznego tylko w części potwierdza diagnozy Śliwińskiego. O ile bowiem nie chodzi tutaj o jakąś progra- mową walkę („Inni piszą inaczej. My piszemy tak. Każdy po swo-  Marcin Cecko, Maria Cyranowicz, Michał Kasprzak, Jarosław Lipszyc, Joanna Mueller, Manifest neolingwistyczny, „LiteRacje” 2003, nr 1, s. 18.  Piotr Śliwiński, Wolność od arcydzieł?, „Tygodnik Powszechny” 2000, nr 20, s. 15. 24 Tamże. 20 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne jemu”25), to autorzy manifestu wyraźnie odwołują się do pewnych tradycji. Pierwszym z kontekstów jest tu tradycja awangardowa (fu- turystyczna). Już w początkowym akapicie czytamy bowiem: „Czas po raz kolejny uwolnił słowa”26. Nie są to jednak, tak jak u Mari- nettiego, słowa wyswobodzone z zależności logiczno-składniowych i gramatycznych, lecz słowa uwolnione z zapisu na papierze („Ogła- szamy śmierć kartki papieru, ale nie boimy się grzebać w trupach. Wybieramy ekran, na którym słowa pojawiają się i gasną jakby ich nigdy nie było. Wybieramy zmianę, modyfikację i kolejne wersje sys- temu. Nic nie zostało powiedziane raz na zawsze”27). Konsekwen- cją tego jest też inne przesunięcie: już nie ma mowy o „burzeniu mu- zeów, bibliotek” (jak w Manifeście futuryzmu Marinettiego), teraz: „Należy skracać i dopisywać słowa Kochanowskim, Mickiewiczom, Miłoszom. Nie ma oryginału”28. Także właściwa manifestom futu- rystycznym topika erotyczna zostaje tu wzbogacona o figury z języ- ka komputerowego. Drugi kontekst prowadzi do myśli dekonstruktywistycznej. W przywołanym już wyżej tekście Piotr Śliwiński zauważał, że kry- zys reprezentacji prowadzi do („kolejnej”) „śmierci poety”. I rzeczy- wiście, już w pierwszym akapicie manifestu czytamy: „Mleko wy- kipiało, sztandar wyłopotał. Nie jesteśmy poetami. (...) Zsyłamy do piekła wiersze. Jest tekst”29. I to właśnie stwierdzenie odsyła bez- pośrednio do „ojca” dekonstrukcji Jacques’a Derridy i jego słynnego zdania z pracy O gramatologii: „Nie ma nic poza tekstem” (Il n’ y a pas de hors­texte)30. Podstawowe to zdanie dla Derridiańskiej „kryty- ki reprezentacji” nie oznacza jednak, że rzeczywistości w ogóle nie ma, oznacza jedynie – co zdaje się potwierdzać Manifest... – że: „Fi- zyczność jest informacją” i że: „(Re)produkcja świata trwa”. Dru- gie z owych zdań jest prostym przekładem innej z kluczowych my- śli Derridy („wszystko zaczyna się od reprodukcji”), myśli nie tylko niepodważającej władzy przedstawienia, reprezentacji, ale poświad- czającej jej nieuchronność. Tak więc ostatecznie, według autorów 25 Marcin Cecko, Maria Cyranowicz, Michał Kasprzak, Jarosław Lipszyc, Joanna Mueller, dz. cyt., s. 18. 26 Tamże. 27 Tamże, s. 17. 28 Tamże. 29 Tamże. 30 W tłumaczeniu Bogdana Banasiaka: „nie istnieje pra-tekst” (por. Jacques Derrida, O gramatologii, Wrocław 1999, s. 217). Lingwizm – (re)interpretacje  21 Manifestu..., jesteśmy skazani na świat własnych przedstawień, na tekstowy świat. Trzecią tradycją, do której bezpośrednio nawiązuje Manifest neolingwistyczny, jest myśl Ludwiga Wittgensteina. Zdania z dru- giego akapitu („Nie ma innych tekstów niż językowe, nie ma inne- go świata niż językowy. Rzeczywistość jest konstruktem intelektual- nym, co nie znaczy, że jej nie ma”) są niemal prostym powtórzeniem podstawowych tez austriackiego filozofa, który dowodził, że grani- ce języka stanowią też granice dostępnego człowiekowi świata oraz że wszelkie kwestie filozoficzne są przejawem uwikłania umysłu w „środki” językowe, dodając, iż to, co niewyrażalne, choć istnie- je, nie może stać się przedmiotem jakichkolwiek zrozumiałych wy- powiedzi. Deklaracje neolingwistów zdają się więc opierać na trzech pod- stawowych tradycjach: awangardowego zerwania, Derridiańskiej „krytyki reprezentacji” oraz Wittgensteinowskiej koncepcji języka. Jest jednak także tradycja negatywna, do której odwołują się auto- rzy Manifestu... Jest nią lingwizm nowofalowy („Nie chcemy obna- żać języka totalitaryzmu, reklamy, ulicy. Chcemy obnażać język”). To sformułowanie, eksplicytnie wyartykułowane zerwanie z najbliż- szą polską tradycją lingwistyczną, stało się symbolicznym począt- kiem n o w e g o l i n g w i z m u. Neolingwizm skończył się jednak równie szybko i spektakular- nie, jak się zaczął. Już w 2005 roku w 2 numerze „Lampy” zosta- ła ogłoszona jego śmierć34. Powiedzieć więc zapewne by należało, że rozpoznanych wyżej tradycji, do których odwołuje się Manifest..., nie można uznać za tradycje wiążące świadomość tej grupy poetyc- kiej. Co więcej, ów – swoją drogą, futurystycznych proweniencji –  Podążam w tym akapicie za sugestiami Ryszarda Nycza z tekstu Panteks­ tualizm (por. tegoż, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000, s. 59–68).  Marcin Cecko, Maria Cyranowicz, Michał Kasprzak, Jarosław Lipszyc, Joanna Mueller, dz. cyt., s. 17.  Za krytycznoliteracką zaś proklamację „nowego nurtu lingwistycznego”, będącego „dążeniem do kolejnego przewartościowania tradycji poezji lingwis- tycznej”, należy uznać tekst Leszka Szarugi Bądźmy szczerzy, „Rzeczpospolita” 2003, nr 69, dod. „Plus-Minus”, s. A13 (przedruk w: tegoż, Powinności literatu­ ry i inne szkice krytyczne, Kraków 2008, s. 212–220). 34 Por. zestaw tekstów zebranych pod zbiorczym tytułem Śmierć neolingwi­ zmu („Lampa” 2005, nr 2, s. 37–53). 22 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne gest zamknięcia, czy lepiej – gest próby stworzenia bilansu pewnego wystąpienia programowego okazuje się ostatecznie gestem daleko posuniętej nieufności wobec wszelkich grupowych wystąpień pro- gramotwórczych. 4. Zamykając tę część rozważań, chciałbym jeszcze przyjrzeć się różnym koncepcjom badawczym, różnym perspektywom opisu po- ezji lingwistycznej. Będzie to w dużej części śledzenie dookreśleń sa- mego terminu, czynionych po to, by zredukować choć w części jego tautologiczny charakter. Wyczerpujący repertuar tego typu nazw za- wiera już książka Anny Świrek W kręgu współczesnej poezji lingwis­ tycznej, w której wyliczone zostają następujące określenia: zjawisko, nurt, tendencja, orientacja, kierunek, model stylistyczny, prąd, szko- ła poetycka, metodologiczna dyrektywa35. Sama badaczka dodaje jeszcze jedną możliwość: Tak więc niejako na „peryferiach” istotnie ważnych spraw poezji lingwis- tycznej mnożyły się zjawiska poetyckie, wtórne, w swej chorobliwej repety- cji mało oryginalne, nie wzbogacające w niczym owego p o d s t a w o w e- g o w z o r c a [podkr. moje, T.C.-S.]36. Na czym miałby polegać ów „podstawowy wzorzec”, jakie cechy miałyby go konstytuować? Wypada w tym miejscu wspomnieć o naj- ważniejszych koncepcjach lektury poezji lingwistycznej. Dariusz Pawelec w tekście Między dyskrecją a dyspersją. Oblicza końca poezji lingwistycznej37 proponuje – uznając, że wzorzec wier- sza lingwistycznego stał się czytelny – u j ę c i e g e n o l o g i c z n e. Pisze wprost: 35 Por. Anna Świrek, dz. cyt., s. 5–21 i 74. Warto wspomnieć w tym miej- scu jeszcze choćby o śmiałej propozycji Henryka Pustkowskiego, który postulo- wał „lingwizm interwencyjny”, „czuwające ORMO nieufności, które tropiłoby wszystkie nadużycia frazeologii” (tegoż, „Gramatyka poezji”?, Warszawa 1974, s. 172). 36 Tamże, s. 165. 37 Dariusz Pawelec, Między dyskrecją a dyspersją. Oblicza końca poezji ling­ wistycznej, „Poznańskie Studia Polonistyczne” (Seria Literacka) 2006, z. XIII. Kamp, lingwizm: niedokończone projekty nowoczesności, s. 7–21. Lingwizm – (re)interpretacje  23 Poezja, która „chciała sprawować kontrolę nad konwencjami mowy”, sama osiągnęła status konwencji. Chcąc być „mówieniem nieustannie interpretu- jącym same możliwości mówienia” [to cytat z tekstu Janusza Sławińskiego Próba porządkowania doświadczeń38 – przyp. mój, T.C.-S.] poezja lingwis- tyczna wytworzyła stabilny i czytelny układ własnych możliwości w tym zakresie. Podejrzenia i demaskacje językowych nadużyć lub polisemii uru- chamiał w obrębie wiersza, owszem różnorodny, ale w licznych transforma- cjach już ustalony i przewidywalny katalog chwytów39. Pawelec, przywołując ustalenia Edwarda Balcerzana, stwierdza ponadto, że to dwa kluczowe chwyty („gra na konstrukcjach fraze- ologicznych” i „gra homonimem”) stały się z czasem gwarantami rozpoznawalności wiersza lingwistycznego. Podaje przy tym także repertuar chwytów wzmacniających ową rozpoznawalność konwen- cji – wymienia: efekty brzmieniowe, paronomazje, wyliczenia (am- plifikacje, gradacje, katalogi), deleksykalizacje, neologizmy, cytaty – „przedmioty znalezione” (ze słów). Czy uczynienie jednego z wy- mienionych powyżej rodzajów gry językowej dominantą konstruk- cyjną wiersza należy uznać za fortunną procedurę sprawdzania „ling- wistyczności” poezji? Moim zdaniem ujęcie takie musi prowokować – tak czy inaczej – wątpliwości związane z jednym z wymienionych już przeze mnie rodzajem „kłopotów z przedmiotem” – myślę tu o problemie z określeniem „różnicy stopnia”. Można w ramach tego typu rozważań – jak czyni to Dariusz Pawelec – zapytywać o kom- ponent „lingwistyczny” w twórczości tak różnych poetów, jak Jacek Podsiadło, Maciej Cisło, Piotr Sommer, Wisława Szymborska, Ur- szula Kozioł czy Ewa Lipska; można – jak proponuje autor Między dyskrecją a dyspersją – czynić, trzeba to przyznać, subtelne dystynk- cje między takimi postaciami lingwizmu, jak: lingwizm dyskretny, lingwizm rozproszony i manieryzm lingwistyczny – nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie te gesty narażone są na zarzut ustalania arbitralnej „różnicy stopnia”, która to różnica ma decydować o moż- liwości lektury danego wiersza w ramach zjawiska określanego mia- nem poezji lingwistycznej. Odmienną koncepcję opisu poezji lingwistycznej przynosi przy- woływany już szkic Andrzeja Skrendy Poezja lingwistyczna jako pro­ jekt epistemologiczny. Sam tytuł stanowi sedno zamysłu tekstu, sed- no, które badacz wykłada w następujący sposób: 38 Janusz Sławiński, Próba porządkowania doświadczeń..., s. 295. 39 Dariusz Pawelec, dz. cyt., s. 8. 24 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne poezja lingwistyczna to projekt epistemologiczny – i dlatego niemożliwy do spełnienia. Oznacza to, że jest wyrazem modernistycznej utopii episte- mologicznej, w której język staje się ostatecznym gruntem i najważniejszym przedmiotem poznania, zaś poezja najbardziej wyrafinowaną i najlepszą metodą opisu. Najlepszą – bo najlepiej dokumentującą językowe ukonstytu- owanie umysłu i rzeczywistości40. Sformułowawszy tę zasadniczą hipotezę, Skrendo uznaje następ- nie za kluczową cechę poezji lingwistycznej ideę „badania języka za pomocą języka”41, rozpoznając w ten sposób lingwistyczny projekt epistemologiczny – po pierwsze – w ramach modernistycznego „od- krycia języka”, po drugie – nietzscheańskiego oderwania języka od rzeczy jako jednej z konsekwencji „śmierci Boga” i osuwania się me- tafizycznego gruntu, wreszcie – w perspektywie awangardowego od- rzucenia konwencji mówienia poetyckiego opartego na idei ekspresji „ja”. Taki pryzmat lektury zmusza Skrendę do wykazania implozyj- nego charakteru poetyckiego projektu Tymoteusza Karpowicza, któ- ry „na miejscu metafizyki ustanawia lingwistyczną epistemologię”, i – szerzej, w zakończeniu szkicu – wszelkich projektów poetyckich, „powiązanych mocno z lingwizmem”, za „typowe [utopijne – przyp. mój, T.C.-S.] eksperymenty nowoczesności”. Nie ukrywam, że per- spektywa zaproponowana przez Andrzeja Skrendę42 zdaje się naj- bliższa zamysłowi rządzącemu moją książką. Jedno uściślenie wyda- je mi się jednak konieczne. Termin poezja lingwistyczna będzie mnie interesował wyłącznie jako e l e m e n t projektu epistemologiczne- go, e l e m e n t p r o g r a m o w y wystąpień Stanisława Barańczaka i Ryszarda Krynickiego. Takie ujęcie pozwala bowiem uniknąć kil- 40 Andrzej Skrendo, dz. cyt., s. 23 (wszystkie kolejne cytaty pochodzą z tego tekstu). 41 Podążając w tym względzie za jedną z możliwości definicyjnych wyzna- czonych w tekście Janusza Sławińskiego: „Sam [język – przyp. mój, T.C.-S.] jest rzeczywistością, zasadniczym stanem skupienia świata, który poezja bada, po- dejrzewa, demaskuje czy uwzniośla” (tegoż, Próba porządkowania doświad­ czeń..., s. 295). 42 By zachować ścisłość, należy wskazać, że do podobnych wniosków do- chodzili już wcześniej – co prawda, nie czyniąc ich sednem swoich opisów – inni badacze poezji lingwistycznej. W tym miejscu przywołam tylko zamysł Anny Świrek, aby umieścić refleksję o poezji lingwistycznej w ramach projektu awan- gardowego (por. tejże, dz. cyt., s. 22–73) czy tezę Henryka Pustkowskiego o ling- wizmie jako możliwym „pozytywnym projekcie poezji” (por. tegoż, dz. cyt., s. 169). Najsilniej jednak ten sposób myślenia został wpisany w szkicu Edwarda Balcerzana Poezja „słowiarska” – poezja lingwistyczna (dz. cyt.) w ramy pojęcia ideologia artystyczna. Lingwizm – (re)interpretacje  25 ku niebezpieczeństw wpisanych w większość opisów poezji lingwis- tycznej. Po pierwsze, nie będę się starał ustalać arbitralnie „różni- cy stopnia”, stopniować „lingwistyczności” poszczególnych wierszy i poezji43. Interesował mnie będzie jedynie związek pomiędzy pro- gramem poetyckim a poszczególnymi próbami jego realizacji. Uzna- ję tym samym stwierdzenie: „lingwistyczni poeci nie-lingiwści” za niefortunne. Po drugie, chciałbym nieco przeformułować stwierdze- nie Edwarda Balcerzana z tekstu Poezja „słowiarska” – poezja lingwis­ tyczna, w którym pisał: Zwracam uwagę na to stopniowe, wywołujące dyskusje i zwątpienia budo- wanie listy obecności petów słowiarzy, gdyż obrazuje ono swoistość ideolo- gii lingwistycznej. Tu na początku była poezja, program – później, i to nie tyle program dla poetów, ile dla krytyków i czytelników: program c z y t a- n i a utworów „słowiarskich”44. Balcerzan pisał, oczywiście, o pierwszym pokoleniu lingwistów (Białoszewskim, Karpowiczu i Wirpszy), co prowadziło do wspomi- nanych już kłopotów z „budowaniem listy obecności”. Sam badacz w dyskusji o awangardzie z roku 197245 przywoływał znaczące oko- liczności – pozwolę sobie na dłuższy cytat: Przed „lingwistycyzmem” bronią się także inni klasycy kierunku. Rozma- wiałem na ten temat z Karpowiczem i z Wirpszą. Tymoteusz Karpowicz nie- chętnie przyjmuje tę etykietkę. Witold Wirpsza uważa, że nazwa jest myląca, ostatecznie poezja to sztuka słowa. Przeto wszelka poezja dobra musiałaby nosić nazwę poezji „lingwistycznej”. Parę lat temu gościliśmy w Poznaniu Mirona Białoszewskiego. Na spotkaniu w klubie studenckim zapytano go: co Pan sądzi o poezji lingwistycznej? Miron Białoszewski milczał dłuższą chwilę i dumał głęboko. – Nie wiem – powiedział wreszcie – zastanowię się nad tym w domu. 43 Takie zamysły można odnaleźć w wielu opracowaniach przedmiotu. Hen- ryk Pustkowski z tej perspektywy czytał poezję Tadeusza Różewicza i Wisławy Szymborskiej (tegoż, dz. cyt., s. 55–56), Anna Świrek – twórczość Szymborskiej i wielu innych twórców najnowszej poezji polskiej (por. tejże, Wpływ lingwi­ zmu na poezję współczesną, w: tejże, dz. cyt., s. 147–165). Dosyć powszechnie, choć w różnym kontekście, wskazywano na związek poezji Czesława Miłosza z poezją lingwistyczną (por. choćby Dariusz Pawelec, Lingwiści i inni, Katowice 1994, s. 9–50; Agnieszka Kluba, dz. cyt., s. 95). 44 Edward Balcerzan, dz. cyt., s. 82. 45 Dyskusja o awangardzie, rozm. Bohdan Drozdowski, Zbigniew Bieńkow- ski, Andrzej Lam, Krzysztof Gąsiorowski, Andrzej Gronczewski, Konrad Frej- dlich, Edward Balcerzan, Andrzej Konkowski, Wiesław Paweł Szymański, Kaje- tan Sosnowski, Tadeusz Fredro, „Poezja” 1972, nr 9, s. 3–65. 26 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne Jedynie najmłodsi poeci – Ryszard Krynicki, Stanisław Barańczak – traktują ten termin jako hasło programowe. Ale i oni ujmują raz po raz to hasło w cudzysłów, osaczając je licznymi zastrzeżeniami, albo mówią o „tak zwanej” poezji ling­wistycznej. Awangarda była dziełem samych twórców – poezja lingwistyczna jest produktem pracy krytyków. Nie jest wykluczone, że krytycy, którzy na- miętnie polemizują z „lingwistami”, prowadzą w istocie rzeczy spór z dok- tryną przez siebie samych zmyśloną46. Nowofalową odmianę lingwizmu chcę więc rozumieć przede wszystkim jako element pewnego programu poetyckiego, a następ- nie zapytać o tekstowe realizacje tego programu. Ów program (dla poetów i dla czytelników) niemożliwy wydaje się jednak do zro- zumienia bez osadzenia go w ramach projektu modernistycznego, którego jest m o m e n t e m. Innymi słowy, termin „poezja lingwis- tyczna” o tyle należy uznać za istotny, że pozwala śledzić jeden z naj- istotniejszych nurtów n o w o c z e s n e j poezji polskiej (temu pro- blemowi zasadniczo będą poświęcone te rozważania). Co jeśli modernizm nie umarł? Modernizm jest, oczywiście, niemożliwym przed- miotem. (Monroe K. Spears)47 1. Swoje omówienie książki Anthony’ego Mellorsa Late Moder­ nist Poetics48 rozpoczyna Michael H. Whitworth ważnym stwier- 46 Tamże, s. 29–30. 47 Monroe K. Spears, Dionysus and the City: Modernism In the Twentieth­ ­Century Poetry, New York 1970, s. 3. Cytowane tu zdanie otwiera pierwszy roz- dział książki Spearsa zatytułowany The Modern and the Past; w zdaniu drugim badacz dopowiada, że owa „przedmiotowa niemożliwość” właściwa jest wszyst- kim przedsięwzięciom definiowania terminów literaturoznawczych. Zauważa jednak, że są terminy, które mogą okazać się szczególnie kłopotliwe („przygnę- biające” w tym względzie) – zalicza do nich właśnie kategorię „modernizmu”. 48 Por. Anthony Mellors, Late Modernist Poetics: from Pound to Prynne, Manchester–New York 2005. Co jeśli modernizm nie umarł?  27 dzeniem. Zauważa, że w akademickich studiach modernistycznych zadziwiająco rozkwitają tylko martwe przedmioty opisu – pisze: „znacznie prościej rozprawić się z ciałem, które się nie rusza”49. Za angielskim badaczem chciałbym w tym podrozdziale postawić więc – pojawiające się coraz częściej od początku wieku XXI – pytanie: co zrobić, jeśli założymy, że modernizm nie umarł? Jak ma się zachować badacz literatury, stwierdzający, że modernizm nadal żyje (i się poru- sza), że jest nadal żywotną, aktualną tradycją? Jaki kształt przybiera- ją w takim wypadku studia modernistyczne?50 Odpowiedź, którą warto za Whitworthem rozważyć, wiąże się także z funkcjonującą na zmienionych zasadach kategorią p ó ź n e- g o m o d e r n i z m u. O tym, że warto podjąć te starania, przeko- nuje choćby tekst krótkiego wstępu do książki zbiorowej Słowa? Tchnienia?, zatytułowany Lektura jako wstęp do lektury. Chciałbym tutaj wskazać na kilka ujawnionych w nim miejsc problematycznych. (Oczywiście, zdaję sobie sprawę z ograniczeń takiego okazjonalnego tekstu, jaki przyszło napisać Śliwińskiemu, ale również – jak mi się zdaje – można w tego typu szkicu dostrzec dogodną konstelację klu- czowych problemów). Badacz pisze: Znaki zapytania w tytule (...) oddają ducha poezji, która rozgrywa się po- między zwątpieniem w język, charakterystycznym dla literatury XX wieku, a silnie odczuwanym obowiązkiem wyrażania świata, pomiędzy moralno- ścią milczenia i moralnością głosu. Droga, na którą Krynicki wstąpił pod koniec lat 70., zmierza ku oczysz- czeniu myśli i prostocie wypowiedzi. (...) Chodziło o znalezienie alternaty- wy dla stanu wiecznej rozterki i pleniących się ambiwalencji, czyli tego, co zwykliśmy określać jako kondycję poety modernistycznego. Ze strony Kry- 49 Michael H. Whitworth, Late Modernism, w: Modernism, red. Michael H. Whitworth, Malden–Oxford 2007, s. 272. 50 Sprawa jest wagi zasadniczej, choć stawiam ją tu w ramach pytań formu- łowanych w tonie prowokacyjnym. Walter Benjamin przekonywał, że nawet po śmierci przedmiotu odczuwać można „martwe i obecne przedmioty”, „mogące budzić tęsknotę, którą skądinąd znamy tylko z widoku kochanego człowieka” (tegoż, O haszyszu. Teksty literackie, zapiski, materiały, przeł. Ewa Drzazgow- ska, Warszawa 2010, s. 198). Świadomość utraty przedmiotu, świadomość usy- tuowana w odczarowanym świecie mechanicznej reprodukcji i przyglądająca się domkniętej – jak w futerale – skostniałej martwocie przedmiotu swojej ob- serwacji domaga się – jednak, o czym przekonuje komentator Benjaminowskie- go zdania Hermann Scheppenhäuser – uwzględnienia owej tęsknoty zdolnej do przywrócenia przedmiotu obserwacji do życia drgającego jeszcze w głębinach martwoty i zagaśnięcia (tamże, s. 34). 28 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne nickiego nie był to gest anachroniczny, gdyż – jak wiadomo – późna faza modernizmu obfituje w próby poradzenia sobie z coraz bardziej paraliżują- cym poczuciem bezsiły51. Te zdania Piotra Śliwińskiego wprowadzają w samo sedno rodzi- mych studiów modernistycznych, a precyzyjniej: stają się świadec- twem ich podstawowych problemów. Na dwa najważniejsze chciał- bym tutaj wyraźnie wskazać. Po pierwsze, krytyk konstruuje swój obraz, wpisując poezję Kry- nickiego w przestrzeń wyznaczoną przez „alternatywy” (czy jak to się częściej określa: antynomie, modelowe pozycje modernizmu). Jest to myślenie, którego genezę trzeba by rozpoznać w kształtują- cym się na początku lat 70. pojęciu Wysokiego Modernizmu, cze- mu towarzyszyło – w ramach studiów modernistycznych – budowa- nie ostrych modeli opozycji w tworzonych w tym czasie koncepcjach postmodernizmu literackiego (do problemu tego szczegółowo po- wrócę w tym podrozdziale). Drugi problem, jaki pojawia się w cytowanej wypowiedzi Pio- tra Śliwińskiego, związany jest z konsekwencjami tegoż opisanego przed chwilą przeze mnie myślenia w ramach „alternatyw” moder- nizmu oraz z brakiem rodzimej koncepcji „późnego modernizmu”. Prowadzi to poznańskiego krytyka w objęcia hipotezy „anachro- niczności” poezji Krynickiego, hipotezy, z którą co prawda Śliwiń- ski sobie zręcznie radzi, ale nie jest w stanie skutecznie jej wyelimino- wać, usunąć ze swego słownika. Już choćby dla wspomnianych tu powodów próba wypracowania koncepcji późnego modernizmu – jako zasadniczego konceptu histo- rycznoliterackiej eksplikacji projektów poezji Ryszarda Krynickiego i Stanisława Barańczaka – wydaje się koniecznością. 2. Tymczasem podstawowym schematem, dominującym sposobem opisu nowofalowej odmiany lingwizmu są charakterystyki włącza- jące wczesną poezję Ryszarda Krynickiego i Stanisława Barańczaka w rytm pokoleniowej zmiany i przełomów w polskiej historii litera- 51 Piotr Śliwiński, Lektura jako wstęp do lektury, w: Słowa? Tchnienia? O poezji Ryszarda Krynickiego, red. Piotr Śliwiński, Poznań 2009, s. 5. Co jeśli modernizm nie umarł?  29 tury XX wieku. Oznacza to, że kontekstem rodzinnym tych twór- czości jest zwykle perspektywa pokolenia Nowej Fali (jego poznań- skiej frakcji) oraz wpisanie zasadniczego doświadczenia poetyckiego w przełom wyznaczony przeżyciem marca 1968 roku52. Obserwato- rowi wczesnej poezji Krynickiego i Barańczaka trudno jednak bez reszty utrzymać skupiony wzrok wyłącznie na tym punkcie; z coraz większą uwagą traktuje on perspektywy do tej pory – wydawałoby się – marginalne; coraz istotniejsze miejsce w opisie przemian pol- skiej poezji XX-wiecznej odgrywać zaczyna perspektywa studiów modernistycznych. W tę stronę – by posłużyć się poręczną metaforą kognitywną – chciałbym skierować światło punktowego reflektora (badawczej obserwacji). Oznacza to tyle, że perspektywa pokolenia oraz cezura roku 1968 (i 1971) nie tyle znikną, co raczej traktowane będą z mniejszą uwagą. Celem tego postępowania jest bowiem uwy- datnienie optyki, jak mi się wydaje, najradykalniej odstępującej od dotychczasowych schematów periodyzacyjnych. W tej części rozważań postaram się zrekonstruować punkty gra- niczne, opisać teksty najważniejsze w polskojęzycznych studiach mo- dernistycznych, by następnie zasygnalizować zmienioną sytuację tychże studiów w końcu pierwszej dekady wieku XXI. Takimi punktami granicznymi niewątpliwie były dwa nume- ry „Tekstów Drugich” z roku 1994 (nr 5/6) i 2002 (nr 4). Wspomnę w tym miejscu o dwóch zamieszczonych w nich tekstach: Edwarda Możejki Modernizm literacki: niejasność terminu i dychotomia kie­ runku53 oraz Włodzimierza Boleckiego Modernizm w literaturze pol­ skiej XX wieku (rekonesans)54. Dzieli te teksty osiem istotnych dla polskiego literaturoznawstwa lat. Warto więc zapytać o różnicę pro- ponowanych przez nie ujęć. Swój tekst Możejko rozpoczyna znaczą- cą deklaracją: W poniższych uwagach pragnę skoncentrować się przede wszystkim na: a) sprecyzowaniu terminu „modernizm” z perspektywy porównawczej; 52 Por. choćby Stanisław Stabro, Pokolenie „Nowej Fali”, w: tegoż, Litera­ tura polska 1944–2000 w zarysie, Kraków 2005, s. 96–98 czy Marian Kisiel, Pięćdziesięciolecie. Próba periodyzacji literatury polskiej po 1939 roku, w: tegoż, Pokolenia i przełomy. Szkice o literaturze polskiej drugiej połowy XX wieku, Ka- towice 2004, s. 9–21. 53 Edward Możejko, Modernizm literacki: niejasność terminu i dychotomia kierunku, „Teksty Drugie” 1994, nr 5/6, s. 26–45. 54 Włodzimierz Bolecki, Modernizm w literaturze polskiej XX wieku (reko­ nesans), „Teksty Drugie” 2002, nr 4, s. 11–35. 30 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne b) opisie zasadniczych aspektów tego potężnego ruchu artystycznego, jakie decydują – moim zdaniem – o jego specyfice i istocie55. Ujęcie esencjalistyczne, lekko tylko osłabione świadomością perspektywiczną, doprowadziło autora Modernizmu literackie­ go w zakończeniu szkicu do aporetycznej konkluzji – niemożliwo- ści adekwatnej formuły. Możejko pisał: „modernizm budując swoją tożsamość, stale się dekonstruuje, procesowi budowy całości towa- rzyszy jej burzenie poprzez ustawiczne poszukiwanie nowości, co oczywiście czyni modernizm zjawiskiem trudnym do zdefiniowa- nia. Wymyka się on łatwym uogólnieniom i dlatego tak trudno jest zamknąć go w zadowalającej formule”56. Warto zwrócić uwagę na szczególny chwyt, którym posłużył się Możejko, by wytłumaczyć niezadowalający efekt swego szkicu. Brak jednoznacznej definicji, „zadowalającej formuły”, nie staje się winą badacza jedynie dzięki zgrabnemu odwróceniu. Pojęcie „modernizm”, niewdzięczny przed- miot opisu, przejmuje na siebie ową winę klęski esencjalistycznych dążeń dzięki temu, że zostaje upersonifikowane. W miejscu, w któ- rym kończył swój artykuł Możejko, rozważania rozpoczyna osiem lat później Włodzimierz Bolecki: Po przeszło stu latach od pojawienia się w piśmiennictwie polskim termi- nu „modernizm” termin ten nie tylko nadal nie ma ustabilizowanego zasto- sowania, ale nie ma też ustabilizowanego znaczenia – akceptowanego przez historyków literatury polskiej. Mówiąc w największym skrócie, w polskiej historii literatury XX wieku termin „modernizm” powoduje równocześnie dwa kłopoty: 1) kłopot z terminem oraz 2) kłopot z przedmiotem57. Miejsce wyrafinowanego chwytu zajmuje suche stwierdzenie – problem nie jest już odczuwany jako nieuchronna klęska. Cały szkic Boleckiego pozbawiony jest bowiem chęci dotarcia do istoty „modernizmu”, staje się natomiast próbą skonstruowania jednego z możliwych obrazów polskiego modernizmu. W pewnym momen- cie autor Modernizmu w literaturze polskiej XX wieku pisze o swo- im przedsięwzięciu wprost – jako o możliwości „wydobycia (...) nad- 55 Edward Możejko, dz. cyt., s. 29. 56 Tamże, s. 44. 57 Włodzimierz Bolecki, dz. cyt., s. 11. Ową „różnorodność definicji moder- ny”, jak problem zostaje nazwany, opisuje szczegółowo Joanna Orska w książce Przełom awangardowy w dwudziestowiecznym modernizmie polskim (Kraków 2004; por. szczególnie część III pracy pt. Modernizm i modernistyczna świado­ mość w polskim literaturoznawstwie, tamże, s. 227–298). Co jeśli modernizm nie umarł?  31 rzędnych idei”, które proponuje nazwać dominantami58. Co więcej, osłabia Bolecki swoją wypowiedź, wprowadzając do niej znaczące kategorie: w podtytule – „rekonesans”, w jednym ze śródtytułów – „prolegomena”59. Klęska nie może być więc ostateczna, gdyż i pro- jekt badawczy, leżący u podstaw szkicu, nie był totalny. W tym sensie tekst Włodzimierza Boleckiego wydaje się poświad- czać podobną świadomość co szkic Petera Brookera o znaczącym w tej perspektywie tytule Introduction: Reconstructions60, wydany w roku 1982. Zaczyna się on przywołaniem zasadniczych tez rozpra- wy Franka Kermode’a Modernisms61, na marginesie której Brooker stwierdza: Kermode podnosi tutaj wiele zasadniczych problemów: z periodyzacją, z akademickim i potocznym użyciem, z ideologicznym i krytycznym stano- wiskiem oraz smakiem, t a k ż e z d e f i n i c j ą. Jest zwyczajnie więcej niż jeden modernizm, co więcej, nie wszystkie modernizmy są jednakowe62. Jedna zasadnicza różnica zdań otwierających teksty Boleckie- go i Brookera warta jest podkreślenia. O ile dla polskiego badacza problemem nadrzędnym jest sam termin „modernizm” i modernizm jako przedmiot opisu, o tyle autor Introduction: Reconstructions do- daje do tego repertuaru jeszcze jeden istotny składnik. Myślę tutaj nie tyle o sferze popularnych i akademickich użyć, ile o „ideologicz- nym i krytycznym stanowisku oraz smaku”, który przesądzać ma o wielości – możliwych – ujęć. Taką wielość perspektyw daje się wy- czytać z sygnalizowanego tutaj nowego otwarcia polskich studiów modernistycznych oraz z książek powstających w latach 90. XX wie- ku i w pierwszej dekadzie wieku XXI. W kolejnej części tego pod- rozdziału postaram się uporządkować – choćby prowizorycznie – tę mnogość, wskazując trzy zasadnicze, jak mi się wydaje, sposoby powracania kategorii modernizmu: po pierwsze – w relacyjnym ze- stawieniu z innymi kategoriami, po drugie – w różnych próbach wy- łonienia cech swoistych modernizmu literackiego, po trzecie – w ge- 58 Tamże, s. 23. 59 Por. także znaczący podtytuł ksiązki Ryszarda Nycza – Język moderni­ zmu. Prolegomena historycznoliterackie (Wrocław 2002). 60 Peter Brooker, Introduction: Reconstructions, w: Modernism / Postmo­ dernism, red. Peter Brooker, London–New York 1982, s. 1–33. 61 Frank Kermode, Modernisms, w: tegoż, Continuities, London 1968, s. 1–32. 62 Tamże, s. 1. 32 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne stach budowania obrazów formacji wyraźnie się rozpadającej czy rozwarstwiającej. 3. Najczęściej powracającym sposobem definiowania modernizmu jest umieszczanie go w r ó ż n i c u j ą c e j p e r s p e k t y w i e i n- n e g o p o j ę c i a. Stosunkowo mało kontrowersji wywołuje ze- stawienie terminów „modernizm” i „nowoczesność”. Joanna Or- ska, przytaczając definicje proponowane przez Zygmunta Bauman- na63, konstruuje ujęcie sekwencjonalne: nowoczesność – modernizm – postmodernizm, w którym modernizm jako „intelektualny prąd” okazuje się wynikiem, swoistym rezultatem nowoczesności jako „okresu historycznego” zapoczątkowanego w Europie w XVII wie- ku64. Włodzimierz Bolecki w przywoływanym już szkicu Modernizm w literaturze polskiej XX wieku zauważał w podobnym duchu: Historyk literatury piszący o modernizmie w Polsce musi więc przedstawić różne koncepcje nowoczesności w literaturze, ponieważ dopiero wszystkie razem – jako swoje radykalne zaprzeczenia i dopełnienia – tworzą zjawisko, które można nazywać „modernizmem”. Dziś przecież nikt z nas nie może wiedzieć, które z XX-wiecznych rozumień modernity będzie inspirować przyszłe pokolenia pisarzy65. Warto podkreślić jeden zasadniczy element tych stwierdzeń – pojęcie modernizmu zostaje tu związane nierozerwalnie z przyj- mowaną koncepcją nowoczesności. Innymi słowy, stwierdzenie to otwiera drogę ku rozumieniu modernizmu jako zbioru wielu moder- nizmów66. 63 Por. Zygmunt Baumann, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, Warszawa 1995. 64 Joanna Orska, dz. cyt., s. 20–21. To ujęcie dość powszechnie – wstępnie – przyjmowane, by w tym miejscu wspomnieć tylko książkę Richarda Sheppar- da Modernism – Dada – Postmodernism (Evanston 2000, s. 8). 65 Włodzimierz Bolecki, dz. cyt. s. 29–30. 66 By przywołać w tym miejscu po raz kolejny tytułową formułę pracy Fran- ka Kermode’a – Modernisms (dz. cyt.). Por. także: Peter Nicholls, Modernisms: A Literary Guide, Berkeley 1995. Ujęcie to uznać można za swoiście charaktery- styczne dla krytyki anglosaskiej (por. Włodzimierz Bolecki, dz. cyt., s. 12–13 czy Edward Możejko, dz. cyt., s. 26 i 30; w tym też duchu wypowiada się Peter Brooker, dz. cyt., s. 15). Co jeśli modernizm nie umarł?  33 O ile zestawienie terminów „modernizm” – „nowoczesność” wy- daje się mieć wyraźne konsekwencje dla perspektywy opisu, o tyle kolejne zestawienie, często powracające w refleksjach nad zajmu- jącym mnie tu zagadnieniem („modernizm” – „postmodernizm”), wywołuje o wiele więcej kontrowersji, i są to wielokrotnie kontro- wersje natury ideologicznej. Dominują w tej konstelacji tekstów dwa ujęcia. Badacze reprezentujący pierwsze z nich zainteresowani są wyrazistym określeniem relacji między pojęciami. I tak na przy- kład Ryszard Nycz mówi o modernizmie jako inkluzie67, Wolfgang Welsch nazywa zaś ową relację następująco: „postmodernizm nie oznacza pożegnania z modernizmem, lecz jest r a d y k a l n y m ś l e d z t w e m w jego sprawie, skoro nie jest on oddzielony od mo- dernizmu pęknięciem, lecz powiązany z nim specyficznymi splo- tami [podkr. moje, T.C.-S.]”68. Z drugiej strony, owa relacja często bywa opisywana jako repertuar opozycyjnych cech dystynktyw- nych. Tak stało się choćby w przywoływanej już książce Joanny Or- skiej69. Wspólna tym różnym propozycjom wydaje się jedna zasadni- cza przesłanka – perspektywa postmodernizmu wymusza ponowne przemyślenie pozycji, z której podejmuje się próby opisu, charakte- rystyki, definicji modernizmu. Fakt ten stwierdza dobitnie Ryszard Nycz w Słowie wstępnym do książki Odkrywanie modernizmu: 67 Por. Ryszard Nycz, Literatura nowoczesna: cztery dyskursy (tezy), „Teksty Drugie” 2002, nr 4, s. 44. Por. także czwartą część rozdziału pierwszego Kilka uwag o literackiej formacji modernistycznej pt. Punkt dojścia: modernizm jako inkluz postmodernizmu książki Ryszarda Nycza Język modernizmu (dz. cyt., s. 42–45). 68 Wolfgang Welsch, Narodziny filozofii postmodernistycznej z ducha sztu­ ki modernistycznej, przeł. Jan Balbierz, w: Odkrywanie modernizmu. Przekłady i komentarze, red. Ryszard Nycz, Kraków 1998, s. 429–461. 69 Najbardziej rozbudowane takie listy pojawiają się w pracach Ihaba Has- sana, szczególnie w tekście The Culture of Postmodernism, zawierającym tabelę liczącą ponad trzydzieści par opozycji (por. Ihab Hassan, The Culture of Post­ modernism, „Theory, Culture and Society” 1985, nr 2/3, s. 123). Warto wspo- mnieć w tym miejscu o wskazywanych w dyskusjach z postulatami Hassana nie- konsekwencjach jego koncepcji. Podkreślano przede wszystkim niezgodność pomiędzy poszczególnymi parami opozycji – wątpliwości te referuje wyczer- pująco Peter Brooker (por. tegoż, dz. cyt., s. 12). Na pewną trudność propozycji Hassana zwracała też uwagę Marjorie Perloff, zauważając, że część z propono- wanych przez niego cech postmodernizmu obecna była już w kanonie moderni- stycznej literatury (tejże, Modernist Studies, w: Redrawing the Boundaries: the Transformation of English and American Literary Studies, red. Stephen Green- blatt, Giles Gunn, New York 1992, s. 170). 34 Moment lingwistyczny a doświadczenie auratyczne istotny impuls do podejmowania nowych rozpoznań wypłynął z – czę- sto dość nieoczekiwanego – uświadomienia sobie przez badaczy p r z e- m i e s z c z e n i a ich stanowiska obserwacyjnego; przemieszczenia, które- go źródłem były zjawiska i prądy określane jako postmodernistyczne. Jest uderzające (...), że zupełnie niezależnie od deklarowanej sympatii, dystan- su, niechęci czy nawet zdecydowanej wrogości do owej ponowoczesności samo jej pojawienie się uprzytomniło badaczom, że i c h w ł a s n a p o- z y c j a i p u n k t w i d z e n i a z m i e n i ł y s w o j e p o ł o ż e n i e. Nie znajdują się bowiem dalej w polu rozwojowym formacji, opisywanej przez nich dotychczas z konieczności „od wewnątrz”, a więc zawsze cząstkowo, hipotetycznie i w trybie uczestniczącym [podkr. moje, T.C.-S.]70. Konstatacje te uzyskują potwierdzenie w słowach Franka Kermo- de’a z jego klasycznego tekstu Modernisms z 1968 roku, w którym upominał się o przemyślenie nowych języków opisu w zmieniającej się – tak wtedy odczuwanej – sytuacji studiów modernistycznych: Fakt, że definiowanie modernizmu jest zadaniem, które narzuca się obec- nie wielu różnym uczonym, może być znakiem, że okres modernizmu jest zamknięty. Potrzebujemy języka, żeby przekonywać o tym, tak jak choćby dowodzimy o renesansie. Wynaleziona formuła będzie – w ten sam sposób co w przypadku badań nad renesansem – zmieniać się z czasem. Dokumen- towanie historii modernizmu było inne dwadzieścia lat temu, będzie inne za lat dwadzieścia71. Jedno stwierdzenie wydaje się warte powtórzenia – „wymyślo- ne sformułowanie będzie (...) zmieniać się z czasem”. Pobrzmiewa w nim przeświadczenie o nieostateczności każdej historycznoliterac- kiej narracji, każdej próby ustanowienia stałej relacji pomiędzy mo- dernizmem a zmienionym położeniem punktu widzenia, by ponow- nie przywołać zdanie Ryszarda Nycza. Owa zmieniona perspektywa okazuje się więc przede wszystkim perspektywą właśnie, świadomo- ścią owej perspektywy, koniecznością ciągłego zapytywania o moty- wacje, składniki takiego, a nie innego stanowiska. W przywoływanym już tu szkicu Modernizm literacki Edward Możejko stwierdzał w pewnym miejscu znacząco: Opowiadam się za rozumieniem modernizmu w jego bardziej rozległym znaczeniu [tzn. jako „długofalowego okresu historycznego” – przyp. mój, 70 Ryszard Nycz, Słowo wstępne, w: Odkrywanie modernizmu..., s. 7. Por. także Joanna Orska, dz. cyt., s. 25–50. 71 Frank Kermode, dz. cyt., s. 28. Co jeśli modernizm nie umarł?  35 T.C.-S.], zmusza ono bowiem do poszukiwania wspólnego mianownika cech, które mogłyby wskazać na pewną spójność epoki (...)72. Zdanie to poświadcza kolejną, nie wiem, czy nie najczęstszą, strategię definiowania pojęcia „modernizm”, strategię polegającą na próbie s t w o r z e n i a r e p e r t u a r u j e g o c e c h s w o i s t y c h. Przy czym tę tendencję badawczą zwykło się rozważać na dwa zasad- nicze sposoby. Z jednej strony, pojawiały się mniej lub bardziej roz- budowane katalogi owych cech, by w tym miejscu wspomnieć tyl- ko o definicji słownikowej Janusza Sławińskiego73 oraz propozycji Włodzimierza Boleckiego74 dotyczącej wyróżnienia dominant pol- skiego modernizmu. Z drugiej strony, ową wielość możliwych cech próbowano sprowadzać do wspólnego mianownika, poszukując jed- nego, zasadniczego spoiwa całej epoki. Tę perspektywę opisu daje się zauważyć choćby w zamyśle rządzącym książką Andrzeja Skren- dy Poezja modernizmu, w której za kluczowe doświadczenie moder- nizmu zostaje uznane doświadczenie nihilizmu. Polegać ono ma, we- dług badacza, na „osuwaniu się m
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Moment lingwistyczny
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: