Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00361 008362 11063057 na godz. na dobę w sumie
Moralia - ebook/pdf
Moralia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 182
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1135-7 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Moralia abo rzeczy do obyczajów, nauk i przestróg w każdym stanie żywota ludzkiego z łacińskich  i z polskich przypowieści ojczystym krótko napisane wierszem. część pierwsza księgi pierwszej przekładania z greckiego języka erazma roterodama przez wacława potockiego, podczaszego krak[owskiego], roku pańskiego 1688

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1135-7 OGRÓD, ALE NIE PLEWIONY; BRÓG, ALE CO KROK TO INSZEGO ZBOśA; KRAM ROZLICZNEGO GATUNKU: na cóŜ chwalić? W OGRODZIE chwastu, gdzie pokrzywa, sparzać; W BROGU plugastwa, gdzie matonóg, zawrócić głowę; W KRAMIE szpilek, którymi zakłuć, zwierciadeł, w których się przejźreć moŜesz; między towarem na poły RZECZY, POWIEŚCI, PRZYGODY, PODOBIEŃSTWA, PRZYKŁADY, które, jeśli nie były, być mogły w obojej płci, w róŜnych stanach i wieku Ŝywota ludzkiego. TudzieŜ ethica do cnoty, moralia do obyczajów, sacra do nauki, seria do przestrogi wiodące powaŜnych i uwaŜnych. Festiva, ludicra, satyrica, salsa, aluzyje z imion, przezwisk, urzędów i kompleksyj róŜnych, krom zgorszenia cnotliwego człeka, bo czystemu wszytkie rzeczy są czyste, próŜnujących zabawiające ludzi; SĄ I śARTY z podufałymi bez sarkazmów przyjacioły, choć ci I w róŜej, i w lilijej, i w wonnym krokosie, Gdzie pszczele o miód łacno, o truciznę osie, Acz tamta i z pokrzywy i z kolącej szczotki, Kędy ta Ŝądło ostrzy, wysysa miód słodki. 5 6 NA OGRÓD FRASZEK Paraenesis Fraszki tytułem, ale pewnie staną Za rzecz z rozmysłem wielkim napisaną. Mózg w zadumaniu, usta mają w śmiechu, Czytać i chwalić moŜesz je bez grzechu. Nie zawsze przecie wierz wesołej karcie, Bo czasem ostrze w miękkim kryje Ŝarcie; Choć się przykładem na inszych zamierzy, Często i tego, co czyta, uderzy, OstroŜnie jednak i z taką uwagą, śe się nikt gniewać nie moŜe pod plagą. Tych zasię więcej, co nic nie zaszkodzą, Zabawne tylko posiedzenie słodzą, Bezpiecznie prawda: połóŜ skrupulacie I wy, co w Ŝartach grzechu się lękacie. Są z tegoŜ pióra budzące do skruchy, Które nie ciało cieszą, ale duchy. I nie skłamam nic, choć rzekę dołoŜniej, śe nikt, prócz świętych, nie pisał naboŜniej. Tu igra tylko, i gdy wielkie dzieje Na papier późnej pamięci wyleje, śeby w rzeźwiejszej sile do nich wrócić, Musi teŜ czasem i śmiejąc się nucić. Zacny Potocki, jakiego nie miały Wieki poety, wszędzieś doskonały: Lubo się modlisz, lub płaczesz, lub szydzisz, Równego sobie w koncepcie nie widzisz. Niech się nie cenią, bo ich wiersz jałowy Zbiera za twoim pegazem podkowy. Dawniejszym sławę a rezolucyją Bierzesz tym, którzy po nas następują. I moje pióro chwaliłoby dłuŜej, CóŜ? przy twych wierszach śmiałość mu nie słuŜy. 7 8 Ogród nie plewiony Część pierwsza 9 10 DO śAŁOSNEJ KORONY POLSKIEJ Po traktatach tureckich Wzdychasz męŜna Dziewojo, sarmackiego rodu Bogini, z uprzejmego tłukąc pierś zawodu Pełną ręką tryumfów, nie bez wiecznej straty, Widząc w drugiej Ŝałosne z Turkami traktaty. Farbujeć skroń rumieńcem tak niezwykła plama, Ani w nich znasz Polaków, ani siebie sama. Owych, mówię, Polaków, co swej ostrzem bronie Za lodowatych nurtów gdzieś zagnali tonie Durnego Moskwicina; onych, mówię, którzy, Kiedy się na nich tyran wschodowy oburzy, Cały świat swych zastępów zatrwoŜywszy gromem, Nie z polskiej, z jego ziemie odprawią go z sromem; Których, gdy pojedynkiem nie mogą, ostępem Chcą poŜyć, lecz wprzód spasą swoje ścierwy sępem Szwedzi, Węgrzy, Kozacy, Multani, Wołosza, Aleć wszyscy ci wzięli pałaszem od kosza. Hamuj jednak swe treny, bo ta szkoda, co cie Dziś potkała, nie moŜe dać szkody twej cnocie. Fortuna i przedwieczne wszech rzeczy przyczyny: Trudno komu inszemu dać w tej mierze winy. Wszytko, co w górę rośnie, doszedszy terminu, Spada zaś na dół lotem, jako woda z młynu. Jeden tylko świat stoi, jako począł z młodu; Na nim mi nie pokaŜesz nic bez peryjodu. Rzym w oczach, kędy tysiąc tryumfów po sobie, Plugawy jeden traktat kaudyński wyskrobie; Stąd Hannibal, stąd Kanny, wzór klęski szkarady: Czy gardzi nowa troska starymi przykłady? Pojźry wkoło a obacz jako na regiestrze Wszytkie państwa. Co naprzód twej się stało siestrze, Czeskiej koronie: zginął przepis złotej bule, Ledwo ją po języku znać i po tytule; Kiedy ją ptak dwugłowy do niewolej spycha, 11 PróŜno nieboga pierwszej do wolności wzdycha. A one, przed którymi świat dygotał, Włochy, W jakie cząstki i w jako drobne poszły trochy! DrŜał Francuz pod angielską niedawno siekierą, TąŜ jęczał Portugalczyk obarczony bierą. Patrz na onę szerokowładną w Niemcech rzeszą, Jako ją marni Szwedzi sromotnie okrzeszą; śadna blizna takiego nie zarości strupu, AŜe moŜnym Augustom przyszło do okupu. Hiszpan, który świat w morskim okrąŜył zatopie, Co nań złoto bogata Ameryka kopie, Tyle koron trzymając, aŜ i antypody, Musi iść z poddanymi do miru, do zgody I, którym wczora chłopi, dziś Holendrom pisze: Przyjaciele sąsiedzi, moi towarzysze! śałosnym rozerwane nocą Węgry trenem; Wykupiła się Szwedom Dania Schonenem. Patrzaj na tron Neptunów, choć w pół morza stoi, I Bogu się przeciwnej fortuny okroi: Jeszcze swej nie opłacze Wenecyja Krety. Powszechna tu natura rzeczy winna, nie ty. Gdy pięć lat wytrzymawszy, po trzydziestoletniej Wojnie w mir, Ŝe konieczny, dlatego nie szpetny, Wchodzisz z Turki, a wŜdy świat chrześcijański drzymie. Z Turki mówię, ach, groźne wszem narodom imię! KaŜdego dosiąc moŜe tak Ŝałosna zmaza, Która dziś Polskę smuci, ale aza, aza Wolą się chrześcijanie sami z sobą waśnić, NiŜeli krzyŜ Chrystusów na świecie objaśnić, Choć tysiącem kościołów, milijonem ludzi, Co rok tamtych meczetem, tych rznięciem paskudzi. JuŜ Bóg Ŝegnaj Podole z ukraińską dziczą, JuŜ i was, juŜ poganie wiecznie odgraniczą, A których ciał nie mogli przy duszy, przy siłach, Martwe kości w niewolą bierą po mogiłach. A bodaj zachęcony z takiego obłowu, Jeśli nas Bóg opuści, nie pomknął ku Lwowu. Bóg Ŝegnaj płodna ziemi, wszech Ŝołnierzów matko, JuŜ do nas niewrócona; bo nigdy, nie rzadko, Cokolwiek ta szkarada bestyja poŜarła, 12 Nigdy, mówię, z chciwego nie wyrzygnie garła. Chyba się uŜaliwszy nas, Bóg ją przymusi, śe nazad jego czyste świątnice wykrztusi; Ale patrząc na grzechy, co siągają nieba, Barziej Ŝyczyć, niŜeli spodziewać się trzeba. INWENTARZ PODGÓRSKICH MAJĘTNOŚCI śebym dosyć twojemu uczynił Ŝądaniu, Pytałem się w Podgórzu o wsi na przedaniu Od Gorlic do Grybowa; te leŜą przy Ropie, Te przy Białej, celniejszych rzekach w Europie. Kraj we wszytkim bogaty. Z rajfurami zaczym Zniósszy się, oznajmuję: jest Jamna z Widaczem, Zbęk, Pogwizdów, Wiskidna, śebraczka, Wygodna, Poświst, Bieśnik, Biedowa, Skrętła, Gwoździec, Głodna, Pobiednik za Wytrzeszczką; tymŜe idą szykiem Smrokowiec z Pogorzynem, Kiprzna z Sikornikiem, Polichta z Miciakami, a Kanina z Nowem Wielką w górze derewnią świecą Berdechowem. Wesoły Opłakaniec, Litacz i Kołkówka Zalecą się, choć o nich nie napiszę słówka. Sławny Obzdów statutem, gdzie nim pójdziesz w górę, Samo pojźrenie radzi wylekczyć naturę; TudzieŜ Skwiertne z Wierzchowcem, Golesz i Ptaszkowa, Oderny z Derepczynem, Kudbrzyn, Zyndranowa. Prawda, Ŝe się pszenica nie rodzi i Ŝyto, Ale owiec nagrodzi robotę sowito, Wysieje korzec, z korca kopa będzie pewnie, Z kopy korzec prócz tego, co idzie do plewnie; Buk raz w dziesięć lat kwitnie, kto nachowa świni, NuŜ Ŝołądź, nuŜ orzechy, szkody nie uczyni. Zima na święty Michał swój miewa początek, Najeździsz się na saniach do Zielonych Świętek. Drwa tylko w piec nie lecą. Samo się zaleca Miejsce, bo prawie wszędy moŜe być forteca. Ptastwo krzyczy cały rok; nie uświadczysz strzechy, 13 Wieś pod gontem: tu oczom, tam uszom uciechy. Tam kaŜdy ptak do cieplic, jąwszy na suchedni, Lecąc pasie; poŜytek i to niepośledni, Bo chociaŜ, co zastanie w polu, wszytko zobie, Sprawi rolą, gdy nawóz zostawi po sobie, Gdzie indziej sieją, orzą, gdy się wiosna wraca, Bydło pasą, tu jeszcze gospodarz domłaca. Powódź nigdy, grad chociaŜ na kaŜdy rok spada, Albo mało, albo teŜ nic szkody nie zada. Nie wynidzie zwierzyna nigdy ze spiŜarnie, Kto ma sieci, psy, chłopy, zawsze pewien w sarnie. Ryba, łosoś, pstrąg, lipień, kiełb, jelce, jeśliŜe Będzie wola co z tych jeść: najpewniejsze śliŜe. Jeszcze miski, talerze i sprzęt z drewna iny, Byleś miał rzemieślnika, nie kupujesz cyny. Huta tuŜ; zdrój pod górą kryształowej wody, Bo się tu ani piwa, ani rodzą słody; Owsiana gorzałeczka i kozia Ŝętyca: Tak u chłopa dobra myśl, jako u szlachcica. Konia tam nie zaŜyjesz, bo by strącił karki, Saniami kopy lecie woŜą na folwarki. Młyna nie masz co prawda, w stępie tłuką krupy. Powietrza nie bój, co rok wiatr odrze chałupy. Chcesz sąsiadów, upewniam, Ŝe nie upośledzą, Nie pieniacze, piekarze i w nocy nawiedzą. Chcesz mieć całe, nie tam śpi, kędyś posłał, boki. Siałeś: grodźŜe dla dzikich świni płot wysoki, Bo tam sierpa nie trzeba, chceszli co siec: kosą. Gęsi teŜ ani kury, i to pisz, nie niosą, Bo je liszki; owce, psy; dzieci, wilcy jedzą. Pczół nigdzieŜ przed napaścią nie schowasz niedźwiedzą, Ale teŜ, jeśli które w dół za kaczką wleci, Przypłaci futrem gęsi, baranów i dzieci. Inszych drobniejszych rzeczy i wspominać szkoda, Bo wszytko w pomieszkaniu nagrodzi wygoda: Prospekt w dalekie strony, tuŜ niebieskie sfery, Pogasły przy Krakowie nowe Belwedery. Masz, co tylko pomyślisz, krom jednego chleba A odzienia; to kupić, gdyby za co, trzeba. 14 NA OGRÓD NIE WYPLEWIONY W las idąc, czytelniku, słuszna wprzódy, Ŝe się Sprawisz ode mnie, co w tym zawiera się lesie. Im dalej weń, więcej drew przypowieści wedle. Są tam buki, są dęby, są sośnie, są jedle. Po staremu wszytko drwa, co ten plac osięgły, ChociaŜ jedne na wągle, a drugie na węgły. Nie trzeba lekcewaŜyć i leśnej jabłoni; Są maliny do smaku, są róŜe do woni. Tylko ostroŜnie siągać, bo to nie na stole, W ostatku teŜ odpuścisz, choć cię i zakole. Te usta i smakiem swym nasycają kiszki, Drugie albo nic, albo płone rodzą szyszki. Jak się pięknie w orzeszku jądro zaskorupi, Lecz pozór smak przechodzi, skoro go rozłupi; Czasem teŜ będzie i czczy. Jeśli się to przyda Naturze, nikt się pewnie za fraszki nie wstyda, Gdy prócz papieru tylko a prócz inkaustu, Jeśli ją mądry zgryzie, nie znajdzie w niej gustu. Trzeba znać rodzaj bedłek, kto chce grzyby zbierać, Bo jedne tuczą, trzeba od drugich umierać; Kto błazen, ten nie ujdzie pewnie samołówki: Insze rydze i białe a insze węŜówki. WŜdy i tych bez potrzeby Bóg w lesie nie sadzi, Ale tylko lekarz wie na co i poradzi. Zdybiesz łanuszkę, uszczkni; daleko szmer z lichem Mijaj, ma rada, szaleć nie chceszli opichem, Bo kto się na czym nie zna, tego niech nie liźnie: Dobry jest wąŜ dryjakwi, dobry i truciźnie. Znajdziesz pczoły, jest tam miód pewny, a w mrowisku Na co gmerać, na co się dać kąsać bez zysku? Wszytko to, jako w lesie, wszytko, jako w boru. W mym ogrodzie baczywszy nie tylko koloru, Smaku radzę najpierwej patrzyć po gotowiu, Nie słuchać apetytu, ma li szkodzić zdrowiu. Wszędzieć, lecz i w potrawach potrzebny rozsądek, Bo nie kaŜdy jednako strawny ma Ŝołądek. 15 Do lasa, czytelniku, idziesz, nie do raju, Tam same tylko frukty, drzewa biorą w gaju. Ścinaj, coć się zda, i bierz, nie uczynisz szkody; Jednak cię w tym przestrzegam: nie wal przez pień kłody. Krzywo li gdzie, nie wskok się miej do nieprzyjaźni: Wielka pomsta poecie, odpisać mu raźniéj. PROSTACTWO CHŁOPSKIE Polak z Niemcem, dwu w mieście cyrulików było, Gdzie teŜ z bliskiej wsi, na krew, dwu chłopów chodziło. Mnie Polak ciął trzy razy, a tylko się groszem Kontentował: chwali się Maciek przed Bartoszem; A ten mnie raz i ledwie puszczadłem dosiąga, Groszem teŜ dać Niemcowi musiał do szeląga. Drogoś, Bartku, jeden raz zapłacił nieboŜe, Tak ci psia krew niemiecka drze nas kędy moŜe. ODśARTOWANIE Do doktora wielmoŜna pani śle w chorobie. Gdy ten kaŜe urynę prezentować sobie, Panienka, Ŝeby z niego uczyniła Ŝarty, Swojej mu, miasto paniej, przyniesie dwie kwarty. Doktor sztukę od razu zrozumiawszy z moczu, Pewny, rzecze jejmości: „Połóg o półroczu, Brzemienna, dalszego jej nie kładę terminu”; A ta: „By cię zabito, łŜesz pogański synu!” „CóŜ, albo męŜa nie ma?” „Alem ja nie chora, Com ci dała uryny”. „Nie drwijŜe z doktora”. śEBY GĘBY OCALIĆ A kiŜ ci diabeł gębę przeciął, miły bracie? Ba, i ja, dziwując się, z całą patrzę na cię, Musiałeś na to zaŜyć jakiego sekretu. Kto chce gębę ocalić, niech nadstawi grzbietu. 16 AEQUIVOCATIO Idąc do cyrulika szlachcic jeden z brodą, Potka się z nim w ulicy przed swoją gospodą. Proszę, panie, wróćcie się. Nie masz czasu, rzecze. Nie będzie teŜ talera. Wnet balwierz odwlecze Przedsięwziętą potrzebę, ochotnie pozwoli, Wraca się i owego z fizlami wygoli. Widząc parę szóstaków: Nie masz tu talera, A słowa nie dotrzymać szpeci kawalera. KtóŜ ci go obiecował, szlachcic go tym zbędzie, WŜdym ci zaraz powiedział: Talera nie będzie. ROśNE AFEKCYJE KOŁTUNA Ganiono, Ŝe prędko szła za mąŜ, jednej wdowie, Po pierwszym nieboszczyku; na co tak odpowie: Nie masz się czym uraŜać, nie masz czemu dziwić, Trudno się kołtunowi ma człowiek sprzeciwić; RóŜne jego skłonności do kaŜdego członka, Jedne skłania do trunku, drugie do małŜonka; Wolęć, niźliby mnie miał, jako inszych, krzywić, śe się zechce skądinąd, nie chcąc z głowy wywić. NA SER Nie Ŝadzę się ja, choć w przegniłym serze W zębach mi kędy Ŝywy robak gmerze, Mieszam go z chlebem, niech kto patrzy krzywo, On mnie po śmierci, ja go kąsam Ŝywo. O, nieszczęśliwa mizernego świata We wszytkich rzeczach taka alternata. HIROGLIFIK Nic sam nie czyniąc, kaŜe nasz ksiądz pleban siłę. Trzeba by przy ambonie malować kobyłę: Milczy ta, lecz przykładem swoim chce w nas wlepić, 17
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Moralia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: