Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00434 006251 15341671 na godz. na dobę w sumie
Moralność i profesjonalizm - ebook/pdf
Moralność i profesjonalizm - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 475
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-195-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> popularnonaukowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Czy przedstawiciel jakiegoś zawodu – lekarz, prawnik, polityk – ma nieraz moralne prawo, a może wręcz obowiązek robić coś, czego nie powinien, gdyby nie wykonywał swojego zawodu? Czy moralność zawodowa i moralność powszechna mogą się różnić lub nawet być ze sobą w konflikcie? To centralne pytanie rozpraw zamieszczonych w tomie „Moralność i profesjonalizm”. Skupiają się wokół niego zarówno studium „W sprawie odrębności etyk zawodowych”, jak i wybór godnych uwagi tekstów z ogólnej teorii etyk zawodowych. W publikacji znajdują się także teksty poświęcone etyce medycznej, prawniczej i politycznej.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

SPÓR O POZYCJĘ ETYK ZAWODOWYCH universitas MORALNOŚĆ I PROFESJONALIZM SPÓR O POZYCJĘ ETYK ZAWODOWYCH SPÓR O POZYCJĘ ETYK ZAWODOWYCH redakcja Włodzimierz Galewicz Kraków Publikacja dofinansowana z Subsydium Profesorskiego nr 4/2006 Fundacji na rzecz Nauki Polskiej © Copyright by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2010 ISBN 97883-242-1195-1 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Wanda Lohman Projekt okładki i stron tytułowych Sepielak www.universitas.com.pl Spis treści CZESC I Włodzimierz Galewicz, W sprawie odrębności etyk zawodowych 9 O niezGOdnOściach SyStemóW mOralnych 10 deontologiczne kategorie czynów 11 Kodeksualne niezgodności systemów moralnych 16 Konstytutywne niezgodności systemów moralnych 27 Spór O pOzycję mOralnOści zaWOdOWej 32 O moralności zawodowej 33 moralność zawodowa i moralność ogólna 37 dwa typy profesjonalnego partykularyzmu 45 UzaSadnienie prOfeSjOnalneGO partyKUlaryzmU czynóW 51 dwa pojęcia moralności powszechnej 51 moralność powszechna a moralność profesjonalna 62 partykularyzm czynów a dwustopniowe uzasadnianie sądów etycznych 64 UzaSadnienie prOfeSjOnalneGO partyKUlaryzmU SądóW 77 W obronie hipokratejskiej etyki lekarskiej 104 O moralnym relatywizmie sądów 78 O właściwej moralności profesjonalnej 85 Spór o wewnętrzną moralność medycyny 97 CZESC II: WYBÓR TEKSTÓW Z ogólnej teorii etyk zawodowych john rawls, Dwa pojęcia reguł 125 Benjamin freedman, Metaetyka moralności zawodowej 157 alan Gewirth, Etyka zawodowa: teza o jej odrębności 181 judith a. andre, Moralność ról jako złożony przypadek zwyczajnej moralności 207 david luban, Etyka zawodowa 223 Z etyki prawniczej monroe h. freedman, Odpowiedzialność zawodowa obrońcy w sprawach karnych: trzy najtrudniejsze pytania 249 richard a. Wasserstrom, Adwokaci jako profesjonaliści: kilka zagadnień moralnych 267 monroe h. freedman, Gdzie zakopano zwłoki: system kontradyktoryjny i obowiązek zachowania tajemnicy 291 Z etyki medycznej Willard Gaylin, Skąd w tak porządnym czasopiśmie wziął się afisz FBI? 301 robert m. Veatch, Zawodowa etyka medyczna: fundament jej zasad 305 edmund d. pellegrino, Zewnętrzne i wewnętrzne cele medycyny: jak je zdefiniować? 333 Gerald dworkin, Pacjenci i więźniowie – etyka śmiertelnego zastrzyku 351 david Silver, Śmiertelny zastrzyk, autonomia i właściwe cele medycyny 363 michael l. Gross, Lekarze w przyzwoitym społeczeństwie 371 Z etyki w polityce michael Walzer, Działalność polityczna: problem brudnych rąk 401 Bernard Williams, Polityka i charakter moralny 425 Kai nielsen, Nie istnieje dylemat brudnych rąk 445 indeks nazwisk 469 noty o autorach 473 CZESC I��, Włodzimierz Galewicz W sprawie odrębności etyk zawodowych czy lekarz może okłamywać – wprowadzać w błąd lub utrzymywać w błędzie – swojego pacjenta, aby uchronić go przed trudną do zniesie- nia i potencjalnie szkodliwą prawdą o jego kondycji zdrowotnej? czy adwokat broniący swojego klienta postępuje w sposób dopuszczalny, gdy bierze w krzyżowy ogień pytań świadka przeciwnej strony i stara się podważyć wiarygodność jego zeznań, mimo iż zdaje sobie sprawę z ich prawdziwości? czy dziennikarz ma moralne prawo rozpowszechniać wiadomości, które uzyskał dzięki zaufaniu swych informatorów, naiw- nie liczących na jego dyskrecję? czy można usprawiedliwić polityka, który w celu wygrania wyborów i uzyskania szansy na realizację swoich społecznie wartościowych celów szuka pomocy takich sprzymierzeń- ców, z jakimi skądinąd wolałby się nie zadawać? We wszystkich wymienionych przypadkach mamy – lub przynaj- mniej zdajemy się mieć – do czynienia z sytuacją, w której przedsta- wiciel pewnej profesji z jednej strony stosuje się do moralnych reguł swojego zawodu, lecz z drugiej, narusza moralne reguły, obowiązujące dla ogółu ludzi. pozostaje do rozpatrzenia, czy tego typu sytuacja jest w ogóle możliwa. zestawione szczegółowe kwestie streszczają się zatem w jednym nadrzędnym pytaniu: czy moralność zawodowa może nie zgadzać się z moralnością ogólną? to jedno sumaryczne pytanie – pytanie o odrębność etyk zawodo- wych – będzie zarówno centralnym tematem, wokół którego obracają się wybrane teksty, wchodzące w skład drugiej części niniejszego tomu, 10 Włodzimierz Galewicz jak i głównym przedmiotem rozważań w tej wprowadzającej części. W toku dokładniejszej analizy okaże się zresztą, że jest ono jedynie na pozór „jedno”, w istocie zaś zawiera w sobie cały szereg zagadnień, ści- śle ze sobą splątanych i przez to też nie zawsze jasno rozróżnianych. aby móc udzielić jakiejś sensownej odpowiedzi na tak sformuło- wane pytanie o odrębną pozycję moralności zawodowej, trzeba przede wszystkim rozwinąć tę jego złożoną problematyczną zawartość. W tym celu najpierw zastanowię się, w jaki w ogóle sposób dwa różne syste- my moralne – a zwłaszcza moralność zawodowa oraz moralność ogólna – mogłyby się ze sobą nie zgadzać. następnie zajmę się samym przeciw- stawieniem moralności zawodowej i moralności ogólnej, próbując po- kazać, że w rzeczywistości kryją się za nim dwie różne opozycje etyczne, którym odpowiadają też dwie różne wersje tezy o odrębnej pozycji etyk zawodowych: jedna, którą nazwę tezą profesjonalnego partykularyzmu czynów, i inna, którą będę nazywał tezą profesjonalnego partykulary- zmu sądów. prezentacji, analizie i ograniczonej obronie tych dwóch po- staci profesjonalnego partykularyzmu moralnego będą służyć dwa ko- lejne rozdziały tego wprowadzenia. moja odpowiedź na pytanie, czy moralność zawodowa zajmuje od- rębną pozycję – czy zatem może być ona niezgodna z moralnością ogól- ną, powszechną lub uniwersalną – z pewnymi zastrzeżeniami będzie brzmiała „tak”. Uzasadnienie tej odpowiedzi będzie jednak dłuższe. O niezGOdnOściach SyStemóW mOralnych Każda moralność jest tworem złożonym i wielowarstwowym. nie- zgodności między dwoma systemami moralnymi – szczególnie zaś między moralnością zawodową i moralnością ogólną – ujawnią się naj- prędzej w warstwie ich „kodeksów”: zbiorów konkretnych norm, przez które jedna i druga moralność odnosi się do określonych sposobów po- stępowania lub czynów i podciąga je pod taką lub inną kategorię deon- tologiczną. aby uporządkować te kodeksualne niezgodności, przedsta- wiam najpierw same deontologiczne kategorie, czyli główne klasy, do których można zaliczać czyny regulowane normami, a następnie roz- różniam najważniejsze możliwe rozbieżności w normatywnej klasyfika- cji tych czynów. W dalszym jednak ciągu omawiam też sposób, w jaki W sprawie odrębności etyk zawodowych 11 te nasuwające się w pierwszym rzędzie różnice między kodeksami mo- ralności zawodowej i moralności ogólnej można wywodzić z głębszej odmienności bardziej konstytutywnych mechanizmów obu systemów moralnych. Deontologiczne kategorie czynów pytając o zgodność lub niezgodność dwóch systemów moralnych, mamy przede wszystkim na myśli relację ich zawartości. dwa systemy moralne różnią się co do zawartości, jeżeli te same indywidualne czyny – lub nawet te same rodzaje czy gatunki działań – określają w inny spo- sób; tak np. jeden z nich może oceniać jako dozwolone lub wręcz na- kazane to samo działanie, które inny uznaje za niedozwolone. W takich razach możemy powiedzieć, że pierwszy system przypisuje temu dzia- łaniu odmienną kwalifikację deontyczną (pozycję normatywną, status moralny) niż drugi, lub że zalicza je do odmiennej kategorii deontolo- gicznej. porównywane systemy moralne mogą zakładać taki sam układ kategorii deontologicznych, ale zaliczać do nich różne czyny. jednak mogą też one przyjmować odmienną listę kwalifikacji deontycznych, a zatem różnić się w samej swojej kategorialnej strukturze. zastanawiając się nad tym, jakie (pod względem normatywnym lub też deontycznym) są rozpatrywane czyny – dozwolone czy zakazane, obowiązkowe czy nienakazane – zakładamy już milcząco, że są one w ogóle jakieś, a zatem posiadają pewną określoną pozycję w obiektyw- nej przestrzeni moralnej. to założenie – choć dla wielu tak oczywiste, że aż niezauważalne – da się wszelako zakwestionować. podważa je – lub wręcz odrzuca – etyczny nihilizm, rozumiany jako pogląd, zgodnie z któ- rym pytanie o deontyczną pozycję tych czy innych działań w „obiektyw- nej przestrzeni moralnej” jest po prostu źle postawione, ponieważ żadna taka przestrzeń nie istnieje. ten całkowity normatywny immoralizm nie będzie jednak uwzględniany w dalszych rozważaniach. teorie moralne, które odżegnują się od nihilizmu, a zatem przyjmują pewien obiektywny porządek moralny, obejmujący przynajmniej część ludzkich zachowań, muszą tym samym wyróżnić pewne podstawowe kwalifikacje moralne, jakie mogą być przyznawane czynom lub też spo- sobom działania, mieszczącym się w tym porządku. jednakże lista tych podstawowych kwalifikacji – kategorii deontologicznych – może być krótsza lub dłuższa. 12 Włodzimierz Galewicz 1. zgodnie z najprostszą teorią kategorii deontologicznych – zakła- daną np. przez klasyczny utylitaryzm – każdy indywidualny czyn jest z moralnego punktu widzenia albo właściwy (right), albo niewłaściwy (wrong). czyn, który jest moralnie niewłaściwy, może być również okre- ślany jako moralnie niedozwolony, zakazany, niedopuszczalny. czyn, który jest moralnie właściwy, może być albo jedynym właściwym, albo też jednym z właściwych sposobów działania w danej sytuacji. W pierw- szym wypadku można powiedzieć, że jest on moralnie nakazany lub obowiązkowy, lub że powinien zostać spełniony. W drugim wypadku moralnie nakazane lub obowiązkowe jest spełnienie któregoś z czynów, moralnie właściwych w danej sytuacji1, natomiast każdy poszczegól- ny z nich jest moralnie dozwolony czy też dopuszczalny. W rezultacie wszelkie indywidualne czyny w szerszym rozumieniu – a więc tak dzia- łania, jak i zaniechania – można ze względu na ich deontyczną pozycję podzielić na trzy główne kategorie: na czyny nakazane, zakazane oraz dozwolone. 2. W stosunku do tej najprostszej teorii kategorii deontologicznych – można by ją nazwać teorią trójwartościową – formułowano dwie kla- syczne obiekcje. po pierwsze więc, oskarżano ją nieraz o szczególny „panmoralizm” – pogląd zakładający, że obiektywny porządek moral- ny nie tylko w ogóle panuje w naszej rzeczywistości, ale rozciąga się na wszystkie nasze czyny, obejmuje całą ludzką praktykę. tymczasem to założenie, zdaniem krytyków, jest błędne, ponieważ istnieje bardzo wiele „czynów” – czy może lepiej zachowań – które z moralnego punk- tu widzenia nie są ani nakazane, ani zakazane, ani nawet dozwolone (przynajmniej w tym sensie, w którym za dozwolone uważa się czyny mające za sobą równie silne moralne racje jak czyny przeciwne), lecz które pod tym względem są po prostu obojętne. niedostrzeganie tej czwartej kategorii deontologicznej – klasy zacho- wań moralnie obojętnych – zarzucano między innymi przedstawicielom klasycznego utylitaryzmu, chociaż można spierać się o to, w stosunku do którego z nich ten zarzut jest trafny. tak np. j.O. Urmson2 próbuje po- kazać, że wbrew wcześniejszym interpretatorom nie godzi on naprawdę w teorię moralną j.S. milla. tradycyjna interpretacja poglądów tego kla- syka utylitaryzmu była taka, iż czynem słusznym jest jego zdaniem czyn optymalny, tzn. taki, który powoduje w świecie jak najwięcej szczęścia 1 por. ross [1930], chapter i. the meaning of „right”. 2 Urmson [1953]. W sprawie odrębności etyk zawodowych 13 (czy też jak najmniej nieszczęścia) jak największej ilości osób. przeciw- ko takiej teorii wysuwano dwa zarzuty: a) zachowanie moralnie słuszne nie zawsze musi być optymalne (np. spełnienie obietnicy), b) zachowa- nie optymalne nie zawsze musi być moralne słuszne (gdyż może być również moralnie obojętne, jak np. pójście na lepszy z dwóch koncertów symfonicznych). Urmson twierdzi jednak, że w rzeczywistości mill wyznawał na- stępującą teorię: (1) indywidualny czyn jest słuszny, jeżeli jest zgodny z pewną właściwą regułą moralną. (2) reguła moralna jest właściwa (correct lub right), jeżeli jej uznawanie (recognition) sprzyja realiza- cji ostatecznego celu. (3) moralna reguła może być usprawiedliwiona tylko w odniesieniu do spraw, które w jakimś istotnym stopniu (more than negligibly) dotyczą dobra publicznego (public walfare)3. (4) jeżeli jakiś czyn nie podpada pod żadną regułę, nie jest on ani słuszny ani niesłuszny, choć może być oceniany w inny sposób. (Uznanie jakiegoś czynu za słuszny albo niesłuszny jest szczególnym typem oceny moral- nej. istnieją jednak innego rodzaju oceny moralne, jak również oceny pozamoralne, np. prudencjalne.) niezależnie od tego, czy rekonstrukcja poglądów milla, propono- wana przez Urmsona, jest historycznie trafna czy też nie, stanowi ona przykład podejścia, które wykracza już poza najprostszą teorię trójwar- tościową, uzupełniając ją o dodatkową kategorię deontologiczną – klasę czynów obojętnych z moralnego punktu widzenia. czyny tej kategorii przypominają nieco czyny dozwolone, już choćby przez to, że również występują w parach: jeżeli moralnie obojętne jest działanie a, moralnie obojętne jest również nie-a. to formalne podobieństwo nie powinno nam jednak przesłaniać istotnej różnicy: podczas gdy w wypadku czy- nów dozwolonych a ma za sobą pewne racje natury moralnej, tyle że równie silne jak nie-a, to w wypadku czynów, które są moralnie obojęt- ne, takie moralne racje nie istnieją. tak np. nasz zdrowy moralny rozsą- dek, którego nie da się wtłoczyć w system trzech wartości, podpowiada nam, że z moralnego punktu widzenia jest na ogół rzeczą całkiem obo- jętną, czy wypiję rano herbatę czy kawę, czy pójdę wieczorem do kina czy też do teatru itp. 3. zgodnie z drugą klasyczną obiekcją, niezależną od poprzedniej i nie zawsze idącą z nią w parze, trójwartościowa teoria moralna, jak 3 tym bardziej że mówiąc, iż ktoś postąpił niesłusznie, przyznajemy tym samym, że powinien on zostać jakoś ukarany – jeżeli nie przez prawo, to przez opinię pub- liczną lub też przez własne sumienie. 14 Włodzimierz Galewicz również zgodna z tą teorią moralność, pomija jeszcze inną kategorię deontologiczną. nie uwzględnia ona mianowicie klasy czynów, które posiadając pozytywną wartość moralną, a zatem mając za sobą jakieś silniejsze racje natury moralnej niż inne czyny możliwe w danej sytuacji, wykraczają jednak poza granice zwykłych obowiązków. zgodnie z teorią trzech pozycji deontycznych każdy czyn, który nie jest czynem tylko do- zwolonym, a więc za którym przemawiają (choćby tylko trochę) silniej- sze racje moralne niż za czynem alternatywnym, jest tym samym obo- wiązkowy czy też nakazany, nawet gdy za wyborem czynu alternatyw- nego przemawiają znacznie silniejsze racje innego rodzaju, np. wzgląd na uprawniony interes własny. zgodnie z teorią konkurencyjną – zwaną koncepcją supererogacji – czyn, który ma za sobą silniejsze racje natury moralnej, jest tym samym czynem moralnie wskazanym; jednak czyn, który jest „wskazany” z moralnego punktu widzenia, nie musi być ko- niecznie nakazany; może być również czynem nadobowiązkowym. Uzupełniając listę kategorii deontologicznych o klasę czynów nad- obowiązkowych – niewymaganych, ale moralnie chwalebnych – wpro- wadza się tym samym, ściśle biorąc, od razu jeszcze inną nową katego- rię. jest nią mianowicie kategoria czynów, które są alternatywne wzglę- dem czynów nadobowiązkowych, tzn. mogą być w uprawniony sposób spełnione zamiast tych ostatnich. Ktoś, kto zamiast dokonać pewnego czynu nadobowiązkowego robi coś innego, decyduje się tym samym na czyn, który jest w pewnym znaczeniu dopuszczalny lub też dozwolo- ny, ale nie całkiem w tym samym znaczeniu, w którym te określenia stosuje się wtedy, gdy dopuszczalne lub też dozwolone może być „za- równo” (czyli równie dobrze) to a to, jak coś odmiennego; bo przecież czyn alternatywny względem czynu nadobowiązkowego nie jest nigdy pod względem moralnym „równie dobry” jak ten drugi. zamiast o czy- nach dozwolonych czy też dopuszczalnych trafniej byłoby zatem w tym wypadku mówić o czynach mieszczących się w granicach moralnej to- lerancji. 4. Oprócz tych dwóch klasycznych uzupełnień, wprowadzanych często do trójwartościowej teorii moralnej, możliwe jest jeszcze jedno, raczej nieklasyczne. aby uświadomić sobie istotę tej kolejnej innowacji, weźmy pod uwagę następującą wypowiedź trzech amerykańskich auto- rów w kwestii rozstrzygalności – czy raczej nierozstrzygalności – najbar- dziej zapiekłych sporów w bioetyce: jesteśmy zdania, że niemal dla żadnej długotrwałej moralnej kontrower- sji w bioetyce lub gdzie indziej nie ma jedynie słusznej odpowiedzi. zgodnie W sprawie odrębności etyk zawodowych 15 z naszym poglądem jednym z właściwych zadań rządów demokratycznych jest przyjęcie jednej z alternatywnych możliwości, godnych moralnej akceptacji. jest to prawdą o kontrowersji wokół aborcji, o dyskusji nad medycznie wspo- maganym samobójstwem, nad właściwym systemem opieki zdrowotnej, jak też o różnych kwestiach ekologicznych i ekonomicznych. to nie znaczy, że niektóre z poglądów na te kwestie nie mogą zostać wykluczone jako moralnie nieakcep- towalne; trzeba tylko jasno zdawać sobie sprawę, że jest nieprawdopodobne, aby jakakolwiek teoria filozoficzna była w stanie dotrzeć do jedynie słusznej odpowiedzi na którąś z tych kwestii. Stanowisko autorów przytoczonej wypowiedzi co do „jedynie słusz- nej odpowiedzi” na którąś z długo dyskutowanych kwestii bioetycznych nie jest co prawda całkiem jednoznaczne. W ostatnim zdaniu stwierdza się jedynie, że nie jest prawdopodobne, aby refleksja filozoficzna mogła kiedykolwiek dojść do takiej trafnej odpowiedzi – niemożliwość, którą dałoby się jeszcze wyprowadzać z rozmaitych przyczyn, np. z nieule- czalnej ułomności umysłu ludzkiego; jednak w pierwszym zdaniu po- wiada się więcej: że tej jedynie słusznej odpowiedzi w wypadku wielu kwestii wcale nie ma – i właśnie przez to, że jej nie ma, nie jesteśmy w stanie jej znaleźć. jak jednak mamy to interpretować? jak na przykład rozumieć negację istnienia słusznej odpowiedzi na to, czy lekarze w naj- bardziej dramatycznych sytuacjach mają prawo lub nawet obowiązek pomagać w samobójstwie pacjentom, którzy o to proszę, jeżeli teza ta ma być czymś więcej, niż tylko formułą lub też konsekwencją etycz- nego sceptycyzmu? teoretycznie biorąc, w tej negatywnej tezie mógłby również dochodzić do głosu jakiś etyczny nihilizm, całkowity immora- lizm, zgodnie z którym nie istnieje żaden obiektywny porządek moral- ny. taki pogląd, odrzucający wszelkie obiektywne kwalifikacje moralne, wydaje się jednak obcy przywoływanym autorom, którzy na pewno nie chcieliby przyznać, że jakiejkolwiek moralnej kwalifikacji w obiektyw- nej rzeczywistości pozbawiona jest np. także „pomoc w samobójstwie” udzielona komuś, kto wcale o nią nie prosił. jeżeli zatem w przytoczonej wypowiedzi znajduje wyraz jakiś immoralizm – a chyba daje się ona in- terpretować w tym duchu – to nie jest to immoralizm totalny, lecz tylko częściowy. taka częściowa wersja teorii immoralistycznej nie neguje zu- pełnie rzeczywistości moralnej, zawierającej trafne odpowiedzi na kwe- stie etyczne, jednakże przyjmuje, że w tej moralnej sferze rzeczywistości występują jak gdyby dziury czy też luki, tak iż prawdziwych odpowiedzi jest faktycznie mniej, aniżeli sensownych i uzasadnionych pytań, które możemy jej zadać. 16 Włodzimierz Galewicz zgodnie z tym częściowym immoralizmem listę kategorii deontolo- gicznych należałoby uzupełnić o jeszcze jedną pozycję: o klasę czynów obiektywnie nieoznaczonych w wymiarze moralnym. czyny moralnie nieoznaczone przypominałyby pod wieloma względami czyny moral- nie obojętne, ale jednak istotnie różniły się od nich. mówiąc obrazowo, w ich wypadku nie chodzi już o to, że jakaś rzecz w ogóle nie mieści się w pewnej przestrzeni, lecz raczej o to, że nie ma w niej jednoznacznie określonego miejsca4. Kodeksualne niezgodności systemów moralnych Systematyzacja pozycji deontycznych, które mogą przysługiwać czy- nom w obiektywnym porządku moralnym, pozwala z kolei uporządko- wać najważniejsze różnice, jakie mogą zachodzić pomiędzy „kodeksem” – czyli zbiorem pisanych lub niepisanych norm – moralności zawodo- wej i tak samo rozumianym „kodeksem” moralności ogólnej. te kode- ksualne różnice polegają bowiem właśnie na tym, że określone sposoby postępowania, zwłaszcza należące do praktyki danego zawodu, zostają jak gdyby przesunięte z jednej deontycznej pozycji na inną – z pozycji, jaka (poniekąd bardziej pierwotnie) przysługuje im w ramach moralno- ści ogólnej, na pozycję, która zostaje im przydzielona w obrębie moral- ności zawodowej. Odpowiednio do wyróżnionych kategorii deontolo- gicznych, można wyróżnić kilka grup takich przesunięć. 1. jeżeli stosowane do indywidualnych czynów lub sposobów po- stępowania kategorie „nakazany”, „dozwolony” i „zakazany” określimy jako podstawowe, możemy powiedzieć, że do pierwszej grupy kode- ksualnych różnic między moralnością zawodową i moralnością ogólną należą rozbieżności wynikające z przesunięcia określonego czynu lub sposobu postępowania z jednej podstawowej pozycji deontycznej na inną. tak np. czyn w moralności ogólnej kwalifikowany jako niedopusz- czalny, w moralności zawodowej może otrzymać kwalifikację czynu do- zwolonego, a nawet nakazanego; albo na odwrót: sposób zachowania w moralności ogólnej traktowany jako obowiązkowy w moralności za- wodowej spada na pozycję zachowania tylko dozwolonego lub nawet zakazanego. 4 Gert, culver, clouser [2000], s. 319 (tłum. moje, W.G). W sprawie odrębności etyk zawodowych 17 B. freedman w swoich uwagach o metaetyce etyki zawodowej5 przedstawia możliwość tego rodzaju przesunięć i różnic na przykładzie reguły poufności (confidentiality) w medycynie i psychoterapii. zasada zachowania tajemnicy lekarskiej zobowiązuje lekarza do niewyjawiania informacji, które w trakcie wykonywania służbowych obowiązków uzy- skał od swojego pacjenta lub na jego temat. jak zauważa freedman, ta reguła dyskrecji czy też poufności nie jest żadną osobliwością etyki me- dycznej, gdyż obowiązuje również w kontaktach potocznych. niemniej jednak poufność medyczna znacząco różni się od zwyczajnej poufności, i to pod dwoma względami. po pierwsze, w potocznych rozmowach za- chowania dyskrecji można wymagać jedynie od kogoś, kto obiecał, że zachowa otrzymane informacje dla siebie, lub komu przynajmniej dało się do zrozumienia, że powierzane mu informacje mają charakter pouf- ny; natomiast lekarz ma obowiązek niewyjawiania informacji na temat pacjenta bez względu na to, czy sam pacjent wyraźnie sobie tego zaży- czył, czy też nie. po drugie, zasada poufności w moralności medycznej jest również silniejsza, bardziej wiążąca niż analogiczna reguła w zwy- kłej moralności. jej większa moc obowiązująca przejawia się choćby w przepisach prawnych dotyczących składania zeznań przed sądem: pod- czas gdy od innych osób w trakcie rozprawy sądowej wymaga się ujaw- nienia posiadanych informacji, mających związek z rozważaną spra- wą, lekarzom przyznaje się w tym względzie uprzywilejowaną pozycję, zwalniając ich z obowiązku ujawniania ich zawodowych tajemnic. z tą różnicą statusu prawnego wiąże się jednak inna, o charakterze moral- nym: jakkolwiek obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej w ujęciu freedmana nie jest obowiązkiem absolutnym, lecz może zostać uchy- lony czy też „przeważony” przez jakieś ważniejsze racje, to jednak owe biorące nad nim górę moralne powody muszą być znacznie silniejsze od tych, które w naszym odczuciu całkiem wystarczają, aby usprawied- liwić naruszenie zwykłej tajemnicy. z tych uwag dotyczących zasady poufności w moralności medycznej i w moralności potocznej można już, zdaniem freedmana, wysnuć ogól- ną konkluzję na temat stosunku obu systemów moralnych: ponieważ poufność medyczna jest bardziej wiążąca niż zwykła poufność i po- nieważ poufność medyczna jest częścią zawodowej moralności lekarzy, wydaje się, że moralność zawodowa może być niezgodna ze zwyczajną moralnością. 5 freedman B. [1978]. 18 Włodzimierz Galewicz niezależnie od tego, czy ta ogólna konkluzja freedmana jest upraw- niona czy nie, jego uwagi na temat reguły poufności dobrze charakte- ryzują pierwszą – i pod pewnym względem podstawową – grupę kode- ksualnych różnic między moralnością zawodową i moralnością ogólną. Skoro reguła poufności w obrębie moralności lekarskiej uzyskuje więk- szą moc niż poza jej granicami, i skoro dzięki tej większej mocy wzgląd na poufność w kontekstach medycznych staje się ważniejszy od wzglę- dów, które gdzie indziej biorą nad nim górę, to stąd wynika, że określone sposoby postępowania – np. zdradzenie tajemnicy jednej osoby w celu ostrzeżenia innej przed grożącym jej niebezpieczeństwem – które moral- ność ogólna traktuje jako przynajmniej dozwolone, jeśli nie obowiązko- we, w zawodowej moralności lekarzy stają się niedopuszczalne; odwrot- nemu przesunięciu ulega naturalnie zachowanie przeciwne do tego, tzn. dotrzymanie tej tajemnicy: na gruncie moralności ogólnej piętnowane jako niedopuszczalny legalizm, w zawodowej moralności lekarskiej bę- dzie ono zapewne uchodzić za obowiązkowy akt lojalności. te wnioski wysnute z opisu freedmana stosują się a fortiori do – nie- podzielanej, a w każdym razie nie potwierdzanej przez niego – koncep- cji, zgodnie z którą istnieją normy moralne w obrębie moralności ogól- nej traktowane jako dopuszczające wyjątki, lecz na gruncie moralności zawodowej awansujące do rangi norm bezwyjątkowych. Sam freedman mówi jedynie, że reguła poufności w medycynie i psychoterapii nabiera większej mocy niż gdzie indziej; nie mówi, że uzyskuje ona na tym te- renie moc bezwzględną, dzięki której staje się normą zwyciężającą we wszystkich ewentualnych konfliktach z innymi normami. to, czego nie mówi freedman, mówią jednak niektórzy inni etycy – jeżeli nie o regule poufności, to o pewnych innych, określonych lub nieokreślonych nor- mach, które mają obowiązywać w moralności zawodowej. tak zatem ija lazari-pawłowska jasno postuluje: Sądzę, że obok głównych wytycznych przypominających o tym, które dobra przedstawiciel danego zawodu powinien stale mieć na uwadze, w etykach za- wodowych poczesne miejsce należy wyznaczyć kilku normom o dużym stopniu konkretyzacji traktowanym jako obowiązujące bezwarunkowo, niezależnie od sytuacji, czyli jako niedopuszczające wyjątków. Być może przedstawiciel dane- go zawodu w jakichś zupełnie niezwykłych okolicznościach uzna, że moralnie słusznie jest odstąpić od danej normy, powinien jednak wiedzieć, że czyni to wbrew obowiązującej etyce i że będzie musiał się z tego tłumaczyć6. 6 lazari-pawłowska [1994], s. 178. W sprawie odrębności etyk zawodowych 19 Wspominając o owych kilku szczegółowych normach – za każdym razem zapewne odmiennych – które powinny być traktowane jako bez- względnie obowiązujące w obrębie poszczególnych etyk zawodowych, autorka najwyraźniej daje do zrozumienia, że poza obrębem tych par- tykularnych etyk, czyli w etyce ogólnej, normy te nie cieszą się aż tak uprzywilejowaną pozycją, a więc nie mają bezwarunkowej ważności. Skoro zaś tak, to zakazywane przez nie sposoby działania – jak zabicie niewinnej osoby albo ujawnienie poufnej informacji – są zawsze niedo- puszczalne w świetle etyki danego zawodu (w tym wypadku na przykład zawodu lekarza), lecz czasami dopuszczalne w świetle etyki ogólnej. innymi słowy, przynajmniej niektóre konkretne zachowania z zakresu tych norm – jak zabicie cierpiącej osoby, która domaga się, aby ją zabić, lub wyjawienie poufnej informacji komuś, kogo można w ten sposób uchronić przed grożącym mu wielkim niebezpieczeństwem – byłyby nadal moralnie niedozwolone w ocenie etyki zawodowej, natomiast do- zwolone lub wręcz nakazane w ocenie etyki ogólnej. „awansowane” do rzędu norm bezwarunkowych mogą w obrębie moralności zawodowej zostać naturalnie jedynie te normy, które nie mają jeszcze tej rangi. nasuwa się zatem pytanie, co dzieje się z tymi, którym ta najwyższa, bezwyjątkowa moc obowiązująca przyznawana jest już na gruncie moralności ogólnej. zdaniem wielu osób do takich bezwzględnych norm moralności ogólnej należy – czy też powinna należeć – na przykład norma zakazująca zabijania, czy też dokład- niej, odbierania życia niewinnej istocie ludzkiej. ci, którzy przyznają jej taki status już na gruncie moralności ogólnej, nie odmówią go jej z pewnością także w obrębie moralności zawodowej; więcej, powiedzą oni niewątpliwie, że oprócz racji ważnych powszechnie lekarze mają również specjalne powody, aby bezwzględnie trzymać się tego zakazu i nie naruszać go pod żadnym pozorem. czy jednak wobec tego można uznać, że na takim stanowisku zakaz zabijania obowiązujący w moral- ności zawodowej niczym nie różni się od tegoż zakazu obowiązującego w moralności ogólnej? Otóż nie byłoby to ujęcie dokładne. pewna róż- nica jednak istnieje i polega znowu na „większej mocy” tej samej reguły jako normy moralności zawodowej niż jako normy moralności ogólnej. Owa „większa moc” nie oznacza jednak tym razem większej zdolności do zwyciężania w konfliktach z regułami konkurencyjnymi, jak to było w przypadku analizowanym przez B. freedmana, skoro ta zdolność, zgodnie z omawianym poglądem, w najwyższym stopniu przysługuje rozważanej regule już jako normie moralności ogólnej; oznacza ona ra- czej większą moc w sensie epistemologicznym, a zatem jeszcze większą 20 Włodzimierz Galewicz ilość racji, które stoją za tą normą na gruncie moralności zawodowej i które sprawiają, że determinacja wywierana przez wszystkie te racje na decyzje kliniczne lekarza może służyć za dobry przykład determi- nacji naddostatecznej (overdetermination). tak rozumiana większa moc niektórych norm moralności ogólnej w obrębie moralności zawodowej nie ma wprawdzie wpływu na zakres tych norm – przy jego wytyczaniu faktycznie należy trzymać się maksymy non numeranda sed ponderan- da sunt argumenta – niemniej jednak nie powinna być pomijana w ich wyczerpującej charakterystyce. zwracają na to uwagę także Brody i mil- ler, broniąc swojej koncepcji „wewnętrznej moralności medycyny” jako swoistej, nieredukowalnej sfery racji moralnych, należących do żywej tradycji zawodu lekarza i wymagających uwzględnienia również w dzi- siejszej praktyce medycznej: czy powoływanie się na wewnętrzną moralność jest zbyteczne? Otóż (...) mno- gość moralnych powodów skłaniających do podjęcia lub zaniechania pewne- go działania niekoniecznie oznacza, że niektóre z tych moralnych powodów są błędne lub bezpodstawne. nie twierdzimy, że lekarze nie mają innych moral- nych powodów, wywodzących się albo z moralności zewnętrznej, albo z ich oso- bistej moralności, aby nie uprawiać seksu z pacjentami lub nie przepisywać ste- rydów [sportowcom]. jeżeli istnieją trzy słuszne powody, by czegoś nie robić, a my wymieniamy tylko jeden lub dwa, wówczas nasze moralne uzasadnienie jest niezupełne, nawet gdy udaje się nam ustalić, że dany czyn jest niewłaściwy7. 2. czy można wskazać na jakiś przypadek rozbieżności dwóch sy- stemów moralnych, polegającej na tym, że to samo zachowanie, które w ramach jednego systemu jest moralnie obojętne, w drugim, jak gdy- by szczelniejszym, staje się zakazane (lub też nakazane)? Otóż wydaje się, że faktycznie mamy taki przykład, chociaż – jak z góry można się domyślić – nie będzie on normatywnie neutralny ani interpretacyjnie bezsporny. przysięga hipokratesa wyraźnie zakazuje lekarzom uprawiać se- ksualne stosunki z ich pacjentami (czy też pacjentkami): „do jakiego- kolwiek wejdę domu, wejdę doń dla pożytku chorych, nie po to, żeby świadomie wyrządzać krzywdę lub szkodzić w inny sposób, wolny od pożądań zmysłowych tak wobec niewiast, jak i mężczyzn”. motyw tego zakazu, a także jego stosunek do zwyczajnej moralności nie jest cał- kiem jasny. także w jak najbardziej zwykłej moralności, nawet tej wy- 7 Brody, miller [1998], s. 394 (tłum. moje, W.G). W sprawie odrębności etyk zawodowych 21 zwolonej spod wpływu religii, stosunki seksualne są często zakazywa- ne. dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy są to stosunki związane z jakąś niedobrowolnością – przymusem lub kłamstwem – lub choćby nawet dobrowolnie akceptowane, ale grożące zbyt dużą szkodą przynajmniej jednej ze stron. Otóż ktoś mógłby powiedzieć, że w szczególnych oko- licznościach praktyki lekarskiej wymienione przeciwwskazania – pew- nego rodzaju przymus, coś w rodzaju kłamstwa, zbyt duże ryzyko – są wszystkie razem praktycznie nie do uniknięcia, tak iż w każdej sytuacji przynajmniej jedno z nich (a częściej niejedno) pozostaje w mocy i de- cyduje o moralnej niedopuszczalności seksualnych konktaktów lekarza z pacjentem. jeżeli tak faktycznie jest – lub jeśli hipokratejski zakaz za- kłada, że tak zawsze jest – wówczas mieści się on doskonale w ramach zwyczajnej lub ogólnej moralności i mimo pozornie większego rygoru jest tylko konsekwencją jej ogólnych zasad. Kto inny powiedziałby jed- nak zapewne, że przynajmniej do pomyślenia, jeśli nie do spotkania w rzeczywistym świecie, są również inne normatywne sytuacje: przypadki, w których lekarz mógłby nawiązać seksualne kontakty z pacjentem (tej czy innej płci), ani nie skłaniając go do nich przymusem czy też niedo- zwolonym naciskiem, ani nie wprowadzając go przedtem w żaden spo- sób w błąd (na przykład co do natury swoich zamiarów), ani wreszcie nie ryzykując wyrządzenia mu jakiejś poważnej (medycznej lub poza- medycznej) szkody – mógłby, a mimo to nie powinien8. Otóż przy takiej interpretacji hipokratejska moralność lekarska za- kazywałaby pewnych zachowań, które (przynajmniej dzisiejsza) zwy- czajna moralność skłonna jest traktować jako obojętne. 3. inne charakterystyczne przesunięcie, jakie dokonuje się w moral- ności zawodowej w porównaniu z moralnością ogólną, polega na szcze- gólnej degradacji czynów, które w tej drugiej uchodzą za nadobowiąz- kowe: na gruncie moralności zawodowej zostają one sprowadzone do rzędu trudnych może nieraz do spełnienia, lecz mimo wszystko „zwy- kłych” obowiązków. ten swoisty, niejako migotliwy status czynów, w których przejawiają się cnoty właściwe dla jakiejś profesji i które na gruncie jej wewnętrznej moralności stają się obowiązkami, podczas gdy w moralności ogólnej uchodzą za przypadki supererogacji, da się dobrze zaobserwować w wypowiedziach edmunda pellegrino na temat moralności lekarskiej. W ujęciu pellegrino każdy kodeks etyki medycznej stanowi trójpoziomowy 8 por. Weithman [1999]. 22 Włodzimierz Galewicz system powinności (obligations); przedmiotem zawodowych powinno- ści jest mianowicie najpierw przestrzeganie obowiązujących przepisów prawnych (laws), następnie przestrzeganie praw (rights) i spełnianie obowiązów (duties), a wreszcie praktykowanie cnoty, czyli dokonywanie dobrych i słusznych czynów wymagających pewnego samopoświęcenia i wykraczających poza obowiązek9. Odnosząc się do tego najwyższego, aretycznego poziomu szeroko rozumianych powinności w zawodzie le- karza, pellegrino pisze: Od osoby cnotliwej oczekujemy, że będzie postępować dobrze i słusznie na- wet kosztem osobistej ofiary i uprawnionego interesu własnego. etyka cnoty rozciąga pojęcia życzliwości, troski o dobro drugich, sumienności, współczucia i wierności, wykraczając daleko poza to, czego wymaga ścisły obowiązek. na jej gruncie wymagana jest pewna doza supererogacji, ponieważ domaga się ona standardów etycznej wartościowości wychodzących poza te, które przeważają w reszcie społeczeństwa10. trudno tutaj nie odnieść wrażenia, że mówiąc o „wymaganej” (man- datory) supererogacji w zawodzie lekarza, pellegrino wikła się w ukrytą sprzeczność, czy nawet w jawną contradictio in adiecto. nie znaczy to oczywiście, aby niektóre akty profesjonalnego heroizmu także na grun- cie etyki lekarskiej nie mogły zachować statusu czynów nadobowiązko- wych. na te przypadki profesjonalnej supererogacji szczególnie trafnie wskazuje j.O. Urmson w swym znanym artykule Saints and heroes11. formułuje on tam między innymi trzy następujące definicje postępo- wania heroicznego: (1) W sposób heroiczny postępuje ten, kto dzięki nadzwyczajnemu panowaniu nad sobą spełnia swój obowiązek w takiej sytuacji, w której większość ludzi z obawy o własne życie tego nie czyni. (2) W sposób heroiczny postępuje ten, kto bez wysiłku spełnia swój obowiązek w takiej sytuacji, w której większość ludzi z obawy o własne życie tego nie czyni. (3) W sposób heroiczny postępuje ten, kto czy to dzięki nadzwyczaj- nemu panowaniu nad swym strachem, czy to bez wysiłku czyni znacz- nie więcej niż jest zobowiązany. 19 por. pellegrino [1994], s. 320. 10 tamże, s. 320 (tłum. moje, W.G). 11 Urmson [1958]. W sprawie odrębności etyk zawodowych 23 zdaniem Urmsona lekarz, który nie opuszcza swoich pacjen- tów w mieście dotkniętym zarazą, zachowuje się w sposób heroiczny w pierwszym (ewentualnie w drugim) znaczeniu. natomiast lekarz, który jako ochotnik specjalnie jedzie do miasta dotkniętego zarazą, postępu- je heroicznie w znaczeniu trzecim. Warto więc podkreślić, że dopiero w tym ostatnim przypadku lekarz dokonuje czynu nadobowiązkowego; w dwóch pierwszych wykonuje on tylko swoje obowiązki, aczkolwiek obo- wiązki trudne do spełnienia, a nawet wymagające pewnej dozy heroizmu. dopowiadając to, czego Urmson nie mówi, można by jednak dodać, że te obowiązkowe akty heroizmu stają się obowiązkowe dopiero na grun- cie etyki medycznej; w obrębie zwyczajnej, obiegowej etyki przyznaje się im rangę czynów nadobowiązkowych. W świetle tych uwag „wymagana supererogacja”, odnajdywana przez edmunda pellegrino w obrębie etyki lekarskiej, wydaje się pewną zbit- ką pojęciową. „Wymagane” są tylko akty heroizmu z dwóch pierwszych kategorii wyróżnianych przez Urmsona, jednakże one nie są nadobo- wiązkowe; aktami supererogacji są natomiast czyny z jego trzeciej klasy, lecz te z kolei – nawet na gruncie realistycznej etyki lekarskiej – nie są „wymagane”, a tylko moralnie wskazane. 4. Ostatnią grupę kodeksualnych różnic między moralnością zawo- dową i moralnością ogólną tworzą rozbieżności polegające na tym, że sposób postępowania, który na gruncie moralności ogólnej pozostaje jeszcze nieokreślony co do swej pozycji, w obrębie moralności zawo- dowej uzyskuje pod tym względem jednoznaczną, a w każdym razie bliższą kwalifikację, na przykład przybiera charakter czynu nakazane- go, dozwolonego lub zakazanego. W odróżnieniu od wcześniej omó- wionych rozbieżności, ta ostatnia nie jest wynikiem przesunięcia owego sposobu postępowania z jednej określonej pozycji na inną, jak by to było, gdyby sposób zachowania, który w moralności zawodowej przy- biera określoną kwalifikację moralną, w moralności ogólnej był ujmo- wany jako pozbawiony tej kwalifikacji, a zatem obiektywnie moralnie nieoznaczony. tak więc różnica, o którą nam obecnie chodzi, jest raczej rezultatem przydzielenia określonej pozycji czynowi, który gdzie indziej takiej pozycji wcale nie posiada. Bliższą determinację na gruncie moralności zawodowej może przy tym uzyskiwać nie tylko bezwzględna pozycja deontyczna określo- nej normy, lecz także jej pozycja względna, czyli hierarchiczna relacja, w której pozostaje ona z pewną inną normą. także na tę możliwość zwraca nam uwagę ija lazari-pawłowska, pod warunkiem, że jej kon- 24 Włodzimierz Galewicz cepcję swoistości etyk zawodowych odczytujemy uważnie i odróżniamy od innej zbliżonej teorii. twierdzi się nieraz, że etyka zawodowa nie wprowadza co prawda innych obowiązków, ale inaczej określa hierarchię wśród tych samych obowiązków, które są uznawane również w etyce ogólnej. ta obiego- wa opinia może występować w dwóch wersjach: mocniejszej i słabszej. W pierwszej z nich głosi, że etyka zawodowa może nieraz zmieniać albo wręcz odwracać stosunek ważności, w jakim pewne wartości czy też obowiązki znajdują się na gruncie etyki ogólnej, tak iż wartości czy też obowiązki, które w tej drugiej uchodzą za ważniejsze, w pierwszej okazywałyby się czasami mniej ważne. jan Woleński polemizuje z tą koncepcją, pisząc: etyka zawodowa nie powinna zmieniać hierarchii poszczególnych norm etyki ogólnej. trzeba pamiętać o tym, że ogólnych moralnych norm nie jest znowu tak wiele. trudno sobie wyobrazić, jak konkretyzacje zawodowe mogłyby zmie- nić hierarchię poszczególnych norm, np. zamienić miejsce „nie zabijaj” z „nie kłam”12. można by się spierać, czy owa zmiana rangi poszczególnych norm, o której pisze Woleński, jest faktycznie tak trudna do wyobrażenia13. tak czy inaczej, koncepcja „inaczej określonej hierarchii” występuje również w bardziej stonowanej i przez to łatwiejszej do przyjęcia postaci, jaką między innymi nadaje jej właśnie lazari-pawłowska: trzeba też liczyć się z tym, że ludzie najlepszej woli przy uważnym wniknię- ciu w specyfikę sytuacji mogą ewentualnie w odmienny sposób rozstrzygnąć niektóre konflikty wartości, a przecież uzgodnienia i ujednolicenia bywają nie- zbędne również tam, gdzie za jedną i drugą racją przemawiają mocne racje. tak oto niejeden lekarz będąc przekonany, że zabiegiem operacyjnym przedłuży pacjentowi życie, chciałby – kierując się życzliwością – dokonać operacji wbrew stanowczej odmowie pacjenta. etyka jednak mu tego zabrania. etyka rozstrzy- 12 Woleński [1994], s. 186. 13 tego typu aksjologiczną rewolucję istotnie „trudno sobie wyobrazić”, jeże- li miałaby być ona rewolucją totalną. tak byłoby na przykład, gdyby norma „nie zabijaj”, zajmująca – jak najwyraźniej zakłada autor – w każdym wypadku wyższą pozycję niż dyrektywa „nie kłam” i w każdym konflikcie wygrywająca z tą drugą, miała zostać przez jakąś etykę, zafiksowaną na wartości prawdy, potraktowana jako zawsze niższa. Łatwiejsze do pomyślenia byłoby na pewno przewartościowanie, w wyniku którego norma „nie kłam” stawałaby się normą bardziej kategoryczną, czyli przeważającą normę „nie zabijaj”, przynajmniej w niektórych wypadkach. W sprawie odrębności etyk zawodowych 25 ga konflikt na rzecz uszanowania woli pacjenta. Uważam tego rodzaju regulacje za niezbędne. tak zwana etyka ogólna zawiera postulat ofiarnej pomocy oraz postulat poszanowania autonomii jednostki, nie sugeruje jednak i – moim zda- niem – nie powinna sugerować generalnie, któremu z nich w przypadku kolizji należy się pierwszeństwo. Odnośnie wskazanej sytuacji problem ten rozwiązu- je etyka lekarska, ustalając hierarchię norm14. autorka bierze tutaj pod uwagę dwa systemy moralne: zawodową etykę lekarską i etykę ogólną. W zależności od tego, który z tych syste- mów przyjmiemy za punkt odniesienia przy naszej ocenie postępowa- nia lekarza, który – kierując się troską o dobro pacjenta – postanawia dokonać operacji wbrew jego stanowczej odmowie, normatywny status tej decyzji przedstawia się różnie. W świetle etyki lekarskiej, przynaj- mniej w jej dzisiejszym wydaniu, paternalistyczna samowola lekarza jest moralnie niedopuszczalna; lekarz ma zatem w tym wypadku mo- ralny obowiązek uszanować sprzeciw pacjenta, a nie ma moralnego (jak zresztą i legalnego) prawa operować go wbrew jego woli. natomiast w świetle etyki ogólnej ta samowolna, ale życzliwa decyzja, z jednej strony naruszająca postulat poszanowania autonomii jednostki, lecz z drugiej spełniająca postulat ofiarnej pomocy, przy braku jednoznacznej hierar- chizacji tych dwóch postulatów prezentowałaby się raczej jako moralnie nieokreślona, pozbawiona jednoznacznej kwalifikacji moralnej. moral- nie nieokreślona byłaby zresztą – w świetle tej etyki – również decyzja alternatywna, czyli rezygnująca z odrzucanej operacji. nie znaczy to jednak, że obie decyzje byłyby wówczas jednakowo słuszne, a w rezul- tacie równie dozwolone (lub po prostu dozwolone); bo przecież również przemawiające za nimi moralne powody nie są tu równie silne czy też równoważne, lecz właśnie nieokreślone co do względnej wagi. tę różnicę między określeniem deontycznej pozycji szczególnych sposobów zachowania w moralności zawodowej i brakiem jakiegokol- wiek określenia tejże pozycji w moralności ogólnej należy jednak rozu- mieć właściwie. Ktoś mógłby uznać za rzecz oczywistą, że etyka ogólna nic nie mówi na temat normatywnego statusu szczególnych zachowań przedstawicieli jakiegoś zawodu, a to już z tego prostego powodu, że w ogóle nic o nich nie mówi – wcale nie zajmuje się nimi. i w pewnym sensie jest to niewątpliwie prawdą – etyka ogólna jako taka „nic nie mówi” o tak szczególnym sposobie postępowania, jakim jest operowa- nie pacjenta w jego medycznym interesie, ale wbrew jego stanowczej 14 lazari-pawłowska [1994], s. 179. 26 Włodzimierz Galewicz odmowie. W tym samym jednak sensie można by również powiedzieć, że etyka ogólna jako taka nic nie mówi o tak szczególnym sposobie za- chowania, jak odłączenie pacjenta od aparatury podtrzymującej przy życiu, wbrew interesowi tego pacjenta i wbrew jego woli. jest jednak jasne, że chociaż norma zakazująca takiego działania nie jest formuło- wana na gruncie moralności ogólnej, to jednak mogłaby w niej zostać sformułowana, ponieważ jest przez nią implicite uznawana. coś takie- go nie stosowałoby się natomiast do norm, których ważność na gruncie moralności ogólnej pozostaje nierozstrzygnięta, nawet jeśli wkraczają one w pole jej uwagi. Wskazane różnice między moralnością zawodową i moralnością ogólną zachodzą też naturalnie między etyką zawodową i etyką ogólną, jeżeli przez etykę rozumie się rekonstrukcję lub projekcję odpowied- niej moralności. Odwracając tę tezę, należy jednak zachować ostroż- ność. nie każdy werbalny konflikt między zaleceniami etyki zawodowej a wskazaniami etyki powszechnej musi być od razu konfliktem moral- nym. tzw. etyka zawodowa będzie często w istocie pewną mieszaniną norm moralnych i pozamoralnych, tzn. pragmatycznych czy też pruden- cjalnych. W tym wypadku jej swoiste normy – dodatkowe zakazy i do- datkowe nakazy – mogą wcale nie mieć natury moralnej. aby zilustro- wać tę możliwość, przytoczmy pewną wypowiedź m. Ossowskiej z jej Podstaw nauki o moralności. W X rozdziale swojego dzieła, poświę- conym „niespójności naszej fizjonomii moralnej”, autorka zastanawia między innymi nad tym, „w jakiej mierze istnienie różnych grup spo- łecznych narusza jednolitość naszej moralności”, rozpatrując tę kwestię także w odniesieniu do moralności zawodowej. Stara się pokazać, że etykę lekarską lub adwokacką można bez specjalnych zastrzeżeń uznać za „przystosowanie naszej obiegowej moralności do pewnych określo- nych sytuacji”15. pewne wątpliwości co do tego nasuwają się natomiast w wypadku etyki kupieckiej, ze względu na obowiązującą w niej regułę „wyciągnąć jak najwięcej, dać jak najmniej”. Uwaga marii Ossowskiej o wyjątkowej pozycji etyki kupieckiej sprawia wrażenie raczej żartobliwe. jest wątpliwe, aby autorka na se- rio sądziła, że dyrektywa „wyciągnąć jak najwięcej, dać jak najmniej” jest w tej etyce polecana jako reguła moralna, zwłaszcza jeśli do reguł moralnych zalicza się te, które mają na względzie jakieś dobro wspól- ne czy też interes ogółu. W istocie jest wyraźnie norma pragmatyczna, 15 Ossowska [1957], s. 352. W sprawie odrębności etyk zawodowych 27 instruująca kupców, w jaki sposób mają postępować, aby – w etycznie dopuszczalnych granicach – jak najlepiej realizować swój własny inte- res. zastrzeżenie „w etycznie dopuszczalnych granicach” jest wprawdzie istotne; oznacza ono, że choć przytoczona dyrektywa etyki kupieckiej nie jest sama regułą moralną, to jednak opiera się ona na pewnej supozycji natury moralnej. jej podstawę stanowi mianowicie założenie, że moralna zasada, nakazująca kupcom, jak i innym ludziom, troszczyć się o dobro powszechne, nie może być przez nas pojmowana jako dyrektywa absor- bująca wszystkie nasze środki, zasoby i siły – że musi być ona raczej rozumiana jako norma pozostawiająca nam pewną przestrzeń swobody, w której – zrobiwszy już wszystko, co do nas należy – możemy robić to, co nam odpowiada. normy tzw. mądrości życiowej nie mogą co prawda podważać, ani tym bardziej rugować właściwych norm moralności, mogą jednakże „zagospodarować” miejsca, które ta druga pozostawia puste. Konstytutywne niezgodności systemów moralnych Usystematyzowane rozbieżności, jakie można stwierdzić w samej warstwie reguł etyki zawodowej oraz etyki ogólnej, czy też w ogóle mię- dzy regułami dwóch odmiennych systemów moralnych, są pod pew- nym względem wtórne i powierzchowne. Wynikają one z głębszych róż- nic, zachodzących między bardziej wewnętrznymi „trybami” w samym konstytutywnym mechanizmie porównywanych systemów. pozostaje jednak określić, jakie to bardziej istotne tryby czy elementy decydują o tym, że normy jednej teorii nie pokrywają się, a nieraz nawet kłócą z regułami drugiej. 1. pewnym rdzeniem większości teorii etycznych jest zakładany przez nie system dóbr czy też porządek wartości. ten aksjologiczny rdzeń nabiera szczególnej wagi w teoriach typu konsekwencjalistyczne- go, które – najprościej mówiąc – każą każdemu etycznemu podmiotowi postępować w taki sposób, aby z jego postępowania wynikało w świecie jak najwięcej dobra (lub chociaż jak najmniej zła). to wymaganie za- kłada, rzecz jasna, że jesteśmy w stanie jakoś zidentyfikować główne elementy, które składają się na owo „dobro w świecie”, a zatem wykryć naczelne obiektywne wartości, jak również ustalić reguły ich hierarchi- zacji niezbędne do tego, by kiedykolwiek można było stwierdzić, że któ- ryś z alternatywnych sposobów postępowania, otwierających się przed podmiotem w danej sytuacji, przypuszczalnie pociągnie za sobą „wię- cej” (lub „mniej”) dobra od innych. 28 Włodzimierz Galewicz tak zatem pierwszą naturalną odpowiedzią nasuwającą się na py- tanie o źródło, z jakiego wynikają najszybciej widoczne, „kodeksualne” różnice między moralnością zawodową i etyką ogólną, jest interpreta- cja, która każe nam skierować wzrok na zakładany przez nie porządek wartości. W tym właśnie kierunku najwyraźniej bodaj wskazuje Benjamin freedman w swoich uwagach o metaetyce etyk zawodowych. Omawia- jąc konlikty moralnych praw i obowiązków, uznawanych w moralności zawodowej i moralności powszechnej, freedman podkreśla, że te nie- zgodności nie występują jedynie przypadkiem, lecz wynikają z samej natury moralności zawodowej – z jej za każdym razem swoistej hierar- chii wartości: W istocie moralności zawodowej zawiera się idea, że reprezentanci jakiegoś za- wodu są bardziej ograniczani przez swoje zawodowe wartości, niż byliby, gdyby nie reprezentowali tego zawodu. innymi słowy (...) moralność zawodowa przy- znaje wartościom zawodowym wyższą pozycję w hierarchii etycznej. przypisuje im większą wagę etyczną niż zwyczajna moralność. to zaś skłania członków zawodu do takich decyzji w rozstrzyganiu konfliktów wartości, które nie mogą być zalecane przez zwyczajną moralność (zważywszy na jej odmienną hierar- chię wartości). (...) Konflikt między moralnością zawodową i zwyczajną nie powstaje więc przypadkiem; jest on istotnym składnikiem opisu relacji, jaka zachodzi między tymi dwiema moralnościami16. Obserwacja freedmana jest konstatacją pewnego faktu, który można oceniać w rozmaity sposób. tak np. robert Veatch również odnotowuje ten aksjologiczny partykularyzm moralności zawodowej, ale wykorzy- stuje go jako argument w swojej krytyce tradycyjnej etyki medycznej, przypisującej lekarzom rzekomą „lepszą wiedzę” o tym, co będzie w su- mie dobre dla pacjentów. jak zauważa Veatch, w rzeczywistości lekarz nie tylko nie znajduje się w jakiejś uprzywilejowanej pozycji, aby wy- dawać sądy na ten temat, lecz nawet przeciwnie. jednym z powodów tego stanu rzeczy jest w jego ujęciu to, że na owo sumaryczne czy też całościowe dobro dla pacjenta oprócz dóbr medycznych, związanych ze zdrowiem, składają się również dobra innego rodzaju. pomiędzy pierw- szymi i drugimi dochodzi nieraz do konfliktu i w takich razach należy ocenić, którym z nich przysługuje pierwszeństwo. lekarze nie nadają się jednak do tej porównawczej oceny bardziej niż medyczni laicy; można nawet powiedzieć, że mają do niej jeszcze mniej danych od innych, gdyż 16 freedman B. [1978], s. 10. W sprawie odrębności etyk zawodowych 29 są „profesjonalnie skrzywieni”: z samej swej zawodowej natury przeja- wiają tendencję do tego, aby przeceniać dobra związane ze zdrowiem – przypisywać im wyższą wartość nawet w tych wypadkach, w których ich wyższość wcale nie jest oczywista17. W innym miejscu Veatch rozwija tę samą tezę tak oto: nie ma żadnego, ale to żadnego powodu przyjmować, że lekarz jest sprawny w porównywaniu wartości dóbr ze sfery medycznej oraz z innych sfer. co wię- cej, możemy z góry przewidzieć, że lekarze (podobnie jak eksperci w jakiejkol- wiek innej dziedzinie dobra) okażą się stronniczy w swych rekomendacjach. podobnie jak prawnicy chcą, żebyśmy byli nierealistycznie ostrożni w ochronie naszej dobrej kondycji prawnej, księgowi, żebyśmy prowadzili nierealistycznie dobre zestawienia wydatków, dentyści, żebyśmy nierealistycznie często szczot- kowali zęby, a księża, żebyśmy nierealistycznie często brali udział w nabożeń- stwach, tak też możemy oczekiwać, że lekarze będą chcieli, żebyśmy przezna- czali więcej z naszych ograniczonych zasobów czasu, energii i pieniędzy na cele medyczne, niż to ma sens, gdy weźmie się pod uwagę znaczenie innych sfer życia (a tym samym całej dobrej kondycji życiowej)18. intencje freedmana są wyraźnie inne. Uwydatniając osobliwe rysy w obrazie wartości, jaki mają przed oczyma przedstawiciele niektórych zawodów, nie wskazuje on – tak jak Veatch – na potencjalnie negatywne konsekwencje tych osobliwości, lecz raczej na ich pozytywne strony, ze względu na które cieszą się one akceptacją społeczeństwa: twierdzę, że społeczeństwo powinno dawać i daje swobodę tym, którzy są fanatycznie oddani pewnemu ideałowi. akceptujemy to, że nie wszyscy z nas mają te same zadania moralne, że niektóre wartości są szczególnie drogie dla niektórych z nas. jeżeli dana wartość wiąże się z zawodem o szczególnym zna- czeniu dla społeczeństwa, ta akceptacja jest jeszcze bardziej jasna19. 2. ta aksjologiczna interpretacja „kodeksualnych” różnic między mo- ralnością zawodową i moralnością powszechną nie wyjaśnia jednakże wszystkiego. Wystarczałaby ona być może w odniesieniu do systemów moralnych zgodnych z modelem konsekwencjalistycznym, nikt jednak nie powiedział, że bądź to moralność zawodowa, bądź to moralność po- wszechna mają stosować się do tego modelu. 17 por. Veatch [1999], s. 213. 18 Veatch [2000], s. 704 (tłum. moje, W.G). 19 freedman B. [1978], s. 14; w tym tomie s. 173. 30 Włodzimierz Galewicz Samuel Scheffler w swojej krytyce konsekwencjalizmu20 zalicza do teorii konsekwencjalistycznych wszelkiego rodzaju etyczne koncep- cje, który najpierw zakładają, że (1) stany rzeczy mogą być oceniane jako lepsze lub gorsze z bezosobowego punktu widzenia, następnie zaś stwierdzają, że (2) podmiot ma zawsze obowiązek (a tym samym i pra- wo) wybierać taki sposób postępowania, który wytworzy obiektywnie najlepszy stan rzeczy. Scheffler uważa, że nawet jeśli zgodzić się ze spor- nym założeniem (1), do twierdzenia (2) należy wprowadzić dwojakie- go rodzaju ograniczenia. zgodnie z pierwszym rodzajem, określanym przez autora jako agent-centred prerogative (egocentryczny przywilej podmiotu działającego), podmiot nie zawsze ma obowiązek wybierać taki sposób postępowania, który wytworzy obiektywnie najlepszy stan rzeczy, jeżeli ten bezosobowo optymalny stan musiałby zostać urzeczy- wistniony z poważnym uszczerbkiem dla jego osobistego dobra. dru- gim rodzajem ograniczeń konsekwencjalistycznej zasady największego dobra są natomiast krępujące podmiot restrykcje (agent-centred restric- tions), sprawiające, że podmiot nie zawsze ma prawo wybierać taki spo- sób postępowania, który wytworzy obiektywnie najlepszy stan rzeczy, jeżeli ten zostałby urzeczywistniony z krzywdą dla jakiejś innej osoby. jak zauważa autor, tego rodzaju restrykcje są również „ześrodkowane na podmiocie działającym” (agent-centred) – a zatem w pewien sposób odniesione szczególnie do niego. chodzi w nich bowiem o to, że istnieją pewne rodzaje czynów (np. torturowanie dzieci), których podmiotowi nie wolno popełniać, choćby nawet dokonując jednego z tych czynów zapobiegał ich większej ilości, popełnionych przez inne osoby (np. ter- roryści mogą się ode mnie domagać, abym zabił lub poddał torturom jednego ich zakładnika, grożąc, że w przeciwnym razie oni sami zabiją lub poddadzą torturom 19 innych – w tym wypadku nie można uciec się do wybiegu, że torturowanie lub morderstwo jest złem tak wielkiego kalibru, którego nie mogą zrównoważyć nawet największe korzyści). podobny szkielet złożonej teorii etycznej, bogatszej, chociaż nie od- żegnującej się zupełnie od prostego konsekwencjalizmu, zakłada tho- mas nagel w swoim artykule Bezwzględność w życiu publicznym21. nagel wyróżnia dwa główne aspekty czy też rodzaje norm moralności: konsekwencjalny i niekonsekwencjalny. na konsekwencjalny aspekt moralności składają się normy, które mają na względzie to, co się sta- 20 Scheffler [1994]. 21 nagel [1978]. W sprawie odrębności etyk zawodowych 31 nie (what will happen), a zatem są „ześrodkowane na wyniku działania” (outcome-centered). jej aspekt niekonsekwencjalny stanowią zaś normy mające na względzie to, co ktoś czyni (what one is doing), a więc „ze- środkowane na samym działaniu” (action-centered). normy ześrodko- wane na wyniku działania każą nam postępować w taki sposób, aby z naszego postępowania wynikało jak najwięcej dobra (bez względu na to, w jakiego rodzaju rzeczach odnajdywane jest to dobro i według jakich kryteriów jest ono mierzone). normy ześrodkowane na samym działa- niu ograniczają tę konsekwencjalistyczną zasadę najlepszego wyniku, przy czym czynią to jeszcze dwojako. jedne z nich zakazują stosowania określonych środków, nawet gdyby za ich pomocą dało się osiągać jak najlepsze cele. inną grupę norm ograniczających zasadę konsekwencja- lizmu tworzą natomiast te, które zwalniają nas w pewnych okolicznoś- ciach z nieustannej bezosobowej troski o powszechne dobro i pozwalają nam zabiegać w pierwszej kolejności o naszą osobistą pomyślność lub o interes osób szczególnie nam bliskich. W ujęciu nagela wszystkie trzy wymienione elementy moralności – normy konsekwencjalne, restrykcje deontologiczne i egocentryczne licencje lub prerogatywy – występują zarówno w moralności prywatnej, jak w moralności publicznej, ale w każdej z nich posiadają odmienną wagę i „mieszają się z sobą” jak gdyby w innej proporcji. nagel wska- zuje na dwie najważniejsze różnice, jakie zachodzą pod tym względem między tymi formami moralności. po pierwsze, w życiu publicznym przykłada się większą wagę niż w życiu prywatnym do racji konsekwen- cjalnych; w rezultacie moralność publiczna usprawiedliwia takie od- stępstwa od deontologicznych zakazów – czyli „uświęca” również takie środki – które na gruncie moralności prywatnej uznałoby się za niedo- puszczalne. po drugie zaś, moralność życia publicznego uchyla – jak gdyby w zamian za to – przynajmniej niektóre egocentryczne prero- gatywy podmiotu działającego, zakazując mu egoizmu i faworytyzmu, i podkreślając rolę bezstronności w działaniach publicznych. tak więc moralność publiczna jest w porównaniu z moralnością prywatną z jed- nej strony mniej rygorystyczna (gdy rozważa się ich stosunek do deon- tologicznych zakazów), lecz z drugiej strony bardziej restrykcyjna (gdy brać pod uwagę ich nastawienie do egocentrycznych licencji). te dwa typy głębszych przyczyn, z których wynikają różnice między kodeksem moralności zawodowej i kodeksem moralności ogólnospo- łecznej – przyczyny aksjologiczne i przyczyny deontologiczne – mogą oczywiście łączyć się ze sobą i wspólnie tłumaczyć tę czy inną kode- ksualną rozbieżność. jedną z osobliwości tradycyjnej etyki lekarskiej 32 Włodzimierz Galewicz jest tzw. przywilej terapeutyczny. pozwala on lekarzowi dla dobra pa- cjenta ukrywać przed nim prawdę o jego kondycji zdrowotnej, jeżeli jej ujawnienie mogłoby wyrządzić śmiertelnie choremu jakąś poważną szkodę psychiczną, czy choćby tylko pozbawić go krzepiącej nadziei. z pozycji etyki
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Moralność i profesjonalizm
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: