Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00069 005669 13431918 na godz. na dobę w sumie
Możesz mieć wszystko - ebook/pdf
Możesz mieć wszystko - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875536 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Pochodząca z wyższych sfer doktor Victoria Radley marzy o karierze zawodowej. Ma ambitne plany i chce zostać profesorem. Pragnęłaby także szczęścia rodzinnego, lecz uważa, że praca i miłość nie dadzą się pogodzić i że trzeba z czegoś zrezygnować. Jej kolega ze szpitala, pochodzący z biednej rodziny Jake próbuje ją przekonać, że można mieć wszystko, czego się tylko zapragnie...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Kate Hardy Możesz mieć wszystko Tłumaczyła Grażyna Woyda Droga Czytelniczko! Oto nasze kwietniowe propozycje: Droga na szczyt (Medical Duo) – Juliet tak zawładnęła pasja zdobycia Mount Everestu, z˙e omal nie straciła największej miłości swego z˙ycia... Wspólna przyszłość (Medical Duo) – Emily i Mike mają za sobą wiele niepowodzeń, totez˙ długo czekali na właściwy moment, by wyznać sobie miłość... Moz˙esz mieć wszystko (Medical) – Vicky i Jack pochodzili z róz˙nych sfer, lecz potrafili wznieść się ponad swoje uprzedzenia... Na całe z˙ycie (Medical) – Ich wzajemna fascynacja staje się coraz silniejsza, tylko jak zapomnieć o przeszłości i nauczyć się znowu kochać? Zapraszam do lektury Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Kate Hardy Możesz mieć wszystko Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: His Honourable Surgeon Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka ã 2006 by Pamela Brooks ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3811-1 Indeks 325260 MEDICAL – 379 PROLOG – Czyz˙ nie jest to najbardziej czarujące dziecko, jakie kiedykolwiek widziałaś? Vicky przytuliła do siebie swoją nową bratanicę. Gdyby ktoś powiedział jej przed rokiem, z˙e Sebastian będzie oczarowany swą córeczką, byłaby mocno roz- bawiona. Jej starszy brat miał opinię playboya i sam przyznawał, z˙e nie znosi dzieci. Teraz był głową rodzi- ny i ojcem. I wszystko wskazywało na to, z˙e Chloë Victoria Radley owinie sobie ojca wokół palca. – Tak, Seb. Ona jest czarująca. – Alyssa i ja chcemy poprosić cię o przysługę. – O co chodzi? – spytała przekonana, z˙e chodzi o opiekę nad dzieckiem podczas ich nieobecności. – Czy zgodzisz się zostać jej chrzestną matką? Chrzestną matką... Vicky nie miała dzieci. Obaj jej starsi bracia byli szczęśliwymi męz˙ami i ojcami, ale ona wiedziała, z˙e z˙ycie rodzinne nie jest dla niej. Nie miała czasu na bycie z˙oną i matką. Zamierzała zostać profeso- rem neurologii i zrobić karierę. Aby się sprawdzić, musiała pracować dwa razy cięz˙ej niz˙ zatrudnieni w jej branz˙y męz˙czyźni. A to wymaga ofiar. Teraz, trzymając na rękach małą Chloë i czując jej słodki zapach, zastanawiała się przez chwilę, czy jej kariera jest warta takich poświęceń. Szybko jednak odrzuciła od siebie te wątpliwości. Była pewna, z˙e 6 KATE HARDY wybrała słuszną drogę. Od dziecka marzyła o tym, by być lekarzem, i to wybitnym. A teraz wiedziała, z˙e jest w stanie zrealizować te marzenia. – Vic, czy dobrze się czujesz? – spytał Seb. – Oczywiście. – To nieprawda. Pracujesz zbyt cięz˙ko. Wiem, z˙e chcesz zostać profesorem. Jestem pewny, z˙e postawisz na swoim. Ale nie chciałbym, z˙ebyś zaharowała się na śmierć. – Nic mi nie jest. Przestań mnie strofować. – Napuszczę na ciebie Alyssę. Albo Sophie. Albo obydwie. – To nic nie da – odparła z uśmiechem Vicky. Obie jej bratowe tez˙ były lekarzami. Alyssa pracowała na oddziale ratownictwa, a Sophie zrobiła specjalizację z chirurgii. – One znają zasady tej gry. Seb westchnął z rezygnacją. – No dobrze, nie będę się wtrącał. Więc zgadzasz się? – Na co? – Na to, z˙eby zostać chrzestną matką. – Wzniósł oczy do nieba. – Jesteś beznadziejna. Kiedy zadaję ci pytanie z zakresu neurochirurgii, potrafisz gadać przez wiele godzin. A kiedy pytam o sprawy prywatne... – Nie jestem az˙ tak monotematyczną maniaczką – mruknęła z uśmiechem Vicky. – Dziękuję wam, pro- pozycja zostania chrzestną matką Chloë jest dla mnie bardzo zaszczytna. Szczególnie z˙e daliście jej drugie imię z myślą o mnie. – Jeśli się okaz˙e, z˙e ma choć połowę twoich zalet, będę z niej bardzo dumny – oznajmił Sebastian. Vicky zamrugała oczami. Miała wraz˙enie, z˙e się MOZ˙ESZ MIEĆ WSZYSTKO 7 przesłyszała. Czyz˙by Seb, który zawsze jej dokuczał, naprawdę zdobył się na komplement? – Widzę, z˙e pod wpływem małz˙eńskiego z˙ycia stra- ciłeś poczucie krytycyzmu – zauwaz˙yła z uśmiechem. – Nie. Po prostu uświadomiłem sobie, co jest waz˙ne. I wiem, z˙e z˙ycie nie polega jedynie na pracy. – Tylko nie próbuj mnie z kimś swatać. Ja nie wtrą- całam się do twoich spraw osobistych... ani Charliego. – Nieprawda, Vicky. To ty zorganizowałaś tę dobro- czynną loterię, w której ja byłem główną wygraną, z˙eby odciągnąć na chwilę uwagę fotoreporterów od Char- liego, który mógł dzięki temu pomyślnie ułoz˙yć swoje sprawy z Sophie. I to ty skłoniłaś Alyssę do przyjęcia moich oświadczyn. – Nie słuchaj taty – rzekła Vicky do małej Chloë. – Ja się do niczego nie wtrącałam. Po prostu otworzy- łam im oczy na kilka spraw, których nie dostrzegali. – I postąpiłaś słusznie – dodała Alyssa, która właś- nie weszła do salonu. – Czy Sebastian juz˙ ci powie- dział? – Tak. A ja z radością przyjęłam waszą propozycję. – To świetnie. Ale słyszałam, co on mówi i uwaz˙am, z˙e ma rację. Ty naprawdę za cięz˙ko pracujesz, Vic. – I bardzo to lubię. Koniec dyskusji – oświadczyła Vicky, a potem, chcąc zmienić temat, spytała: – Czy widzieliście juz˙ te zdjęcia Chloë? Oboje połknęli przynętę i zaczęli się zachwycać pier- wszymi fotografiami swej córeczki, rezygnując z dal- szych uwag na temat prywatnego z˙ycia Vicky. A o to właśnie jej chodziło. ROZDZIAŁ PIERWSZY Jake wszedł na oddział neurologii. Była środa, a on miał zacząć pracę dopiero następnego dnia. Wiedział jed- nak, z˙e tylko w ten sposób moz˙e się przekonać, jak na- prawdę funkcjonuje jego nowy oddział, gdyz˙ w czwar- tek rano wszyscy będą wychodzić z siebie, chcąc zrobić dobre wraz˙enie na nowym konsultancie. Wszystko działało bez zarzutu. Mimo sporej liczby pacjentów na oddziale panował spokój, co dobrze świad- czyło o sprawności zespołu. Wszędzie panowała nie- skazitelna czystość, co równiez˙ wzbudziło jego uzna- nie. Pracował w kilku szpitalach, których administracja lekkomyślnie trwoniła pieniądze, zaniedbując tak pod- stawowe sprawy jak higiena. Dostrzegł duz˙ą tablicę, z której moz˙na się było do- wiedzieć, gdzie w danej chwili przebywają poszczegól- ni lekarze. Doszedł do wniosku, z˙e przepływ informac- ji działa sprawnie, a oddział jest dobrze zarządzany. W tym momencie pojawiła się przed nim jakaś ko- bieta. Miała na sobie biały kitel, z jej szyi zwisał iden- tyfikator. Doszedł do wniosku, z˙e jest to najbardziej atrakcyjna kobieta, jaką kiedykolwiek spotkał. Musiała mieć około metra siedemdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu, bo w butach na wysokich obcasach mogła spojrzeć mu prosto w oczy. Miała tez˙ długie nogi i zna- komitą figurę oraz ciemne, falujące włosy i szaroniebie- MOZ˙ESZ MIEĆ WSZYSTKO 9 skie oczy. A takz˙e najbardziej zmysłowe usta, jakie w z˙yciu widział. Wydała mu się piękna jak gwiazda. Poczuł zdenerwowanie i zapomniał, gdzie się znajduje. Miał ochotę zrobić krok do przodu, chwycić ją w ramio- na i namiętnie pocałować. Zupełnie jak w kinie. – Co mogę dla pana zrobić? – spytała. – Czy pan kogoś szuka? Jej głos przywołał go do rzeczywistości. Gwiazdy filmowe nie mówią z akcentem typowym dla angiels- kich klas wyz˙szych. Zauwaz˙ył pod jej kitlem ciemny kostium, który był zapewne dziełem jakiegoś znanego projektanta, co dowodziło jej zamoz˙ności. Poza tym miała niebawem zostać jego kolez˙anką, a to wyklucza jakiekolwiek bliz˙sze związki. Nigdy nie umawiał się ze współpracownicami. Wiedział z do- świadczenia, z˙e moz˙e to prowadzić do powaz˙nych kom- plikacji. Od dawna jednak nie spotkał kobiety, która przy- prawiłaby go o takie dreszcze zachwytu. – Dziękuję bardzo, jakoś sobie poradzę – odparł chłodnym tonem, ale niemal natychmiast zdał sobie sprawę, z˙e postępuje bezsensownie, ukrywając swoją toz˙samość. – Jestem Jake Lewis – oznajmił, naprawia- jąc błąd i wyciągając do niej rękę. – Zjawił się pan o dzień za wcześnie. Poczuł, z˙e się czerwieni i wzbudziło to w nim złość na samego siebie. Przeciez˙ na miłość boską jestem jej przełoz˙onym! – pomyślał z gniewem. Więc dlaczego reaguję jak uczniak na widok nauczycielki? – Przechodziłem tędy i postanowiłem na chwilę wstąpić – oznajmił zdawkowym tonem. 10 KATE HARDY Vicky natychmiast się domyśliła, z˙e doktor Lewis wcale nie wstąpił do szpitala przypadkowo, lecz chciał po prostu sprawdzić, jak funkcjonuje oddział na dzień przed rozpoczęciem pracy. Nie miała mu tego za złe, bo na jego miejscu postąpiłaby tak samo. Podała mu rękę i stwierdziła, z˙e ma mocną, suchą dłoń. Co więcej, zauwaz˙yła ze zdziwieniem, z˙e jego dotyk sprawia jej przyjemność. Miała wraz˙enie, z˙e w je- go uścisku było coś osobistego. Niemal pieszczotliwe- go. Natychmiast odpędziła od siebie te myśli, uznając je za absurdalne. Nigdy wcześniej nie miewała tego rodza- ju urojeń. A koledzy z pracy nie byli dla niej potencjal- nymi partnerami. Jak na konsultanta Jake prezentował się trochę... dziwnie. Tanie ubranie, tanie buty. Większość dotych- czas spotykanych przez nią wybitnych lekarzy lubiła popisywać się szytymi na miarę garniturami i ręcznie robionym włoskim obuwiem. Pomyślała z nadzieją, z˙e być moz˙e Jake Lewis nie dba o wygląd, gdyz˙ skupia się na medycynie. – Obchód właśnie się skończył – oznajmiła. – Ale jeśli pan chce poznać nasz personel, mogę go panu przedstawić. – Nie, poczekam z tym do jutra. Jest obcesowy, pomyślała z z˙alem. Miejmy nadzieję, z˙e nie będzie taki w stosunku do pacjentów. Gdyby się uśmiechnął, mógłby wyglądać bardzo sympatycznie. Jest wysoki. Ma ciemne, wyraziste oczy. Ciemne włosy, które spadają mu na czoło, a z tyłu są nieco za długie. I usta, których miałabym ochotę dotknąć... Ale on za niecałe dwadzieścia cztery godziny zo- stanie moim przełoz˙onym. A poza tym ja mam na gło- MOZ˙ESZ MIEĆ WSZYSTKO 11 wie waz˙niejsze sprawy. Praca: numer jeden. Związki z męz˙czyznami: zero. Tak od dawna wygląda mój pro- gram i tak będzie, dopóki nie zostanę profesorem neuro- logii. Potem mogę na nowo ocenić sytuację. Ale w z˙ad- nym wypadku nie wcześniej. – Czy chciałby pan zobaczyć coś jeszcze? – Zdała sobie sprawę, z˙e to pytanie zabrzmiało uwodzicielsko. – Chodzi mi o to, z˙e gdybym panu pokazała pokój dla personelu, szatnię i kuchenkę, nie tracilibyśmy na to czasu jutro. Czy chciałby jeszcze coś zobaczyć? Jake miałby ochotę zobaczyć o wiele więcej, ale nie zamierzał ujaw- nić przed nią swoich myśli. Miał nadzieję, z˙e nie zdra- dza ich wyraz jego twarzy. – Nie, zostawmy to na później – odparł, wiedząc, z˙e nie moz˙e sobie ufać. Gdyby szedł za nią, oceniałby jej chód. Zachwycałby się jej figurą. Marzyłby o tym, by ją objąć i pocałować. – Wpadłem tylko na chwilę, a pani z pewnością ma mnóstwo pracy. Uśmiech zniknął z jej twarzy, a on w tym momencie zdał sobie sprawę, z˙e popełnił nietakt. Zamierzał powie- dzieć, z˙e nie chce jej zabierać czasu, ale jego wypo- wiedź zabrzmiała tak, jakby podejrzewał ją o zanie- dbywanie obowiązków. – Ma pan słuszność – odparła lodowatym tonem. – A więc do zobaczenia jutro, doktorze Lewis. Odwróciła się na pięcie i odeszła. Jake zaklął w duchu. Wiedział, z˙e jeśli zostawi spra- wy własnemu biegowi, Victoria potraktuje go jutro bar- dzo chłodno i zapewne powie kolegom, z˙e nowy szef jest nadęty. Jeśli zaś pójdzie za nią, by się wytłumaczyć, 12 KATE HARDY będzie to tylko bezsensowny bełkot. Tak czy owak, stoi na straconej pozycji. Doszedł do wniosku, z˙e woli uchodzić za wyracho- wanego profesjonalistę niz˙ za durnia. Postanowił więc wybrać mniejsze zło i odłoz˙yć wszystkie wyjaśnienia do następnego dnia. ROZDZIAŁ DRUGI – Chciałabym wiedzieć, czy Jake jest kawalerem – powiedziała Gemma, pielęgniarka oddziałowa. – Mnie bardziej interesuje to, czy jest dobrym leka- rzem – odparła Vicky, wzruszając ramionami. Gemma zerknęła na nią badawczo, ale ona zignoro- wała jej spojrzenie. Zastanawiała się, kiedy jej koledzy zrozumieją, z˙e nie zamierza zawierać z˙adnych trwałych związków, dopóki nie osiągnie zaplanowanego szczeb- la swej kariery. I z˙e naprawdę nie interesuje jej Jake Lewis. Nadal była na niego obraz˙ona o wczorajsze zachowanie – usiłowała go z˙yczliwie powitać, a on dał jej do zrozumienia, z˙e zaniedbuje obowiązki. Miała nadzieję, z˙e Jake niebawem odkryje swą po- myłkę i przekona się, z˙e Victoria Charlotte Radley jest osobą niezwykle sumienną. A równocześnie zdawała sobie sprawę, z˙e powinna zignorować jego podejrzenia i robić swoje. Nigdy w z˙yciu nie kierowała się emoc- jami, a jej uczucia zarezerwowane były dla braci i nie- dawno urodzonej bratanicy. – Wydaje się sympatyczny – ciągnęła Gemma. – I musisz przyznać, z˙e jest bardzo przystojny. Wysoki, ciemne włosy, wprost ideał. A te jego oczy... to po prostu zaproszenie do łóz˙ka. Vicky westchnęła. W tym momencie odezwał się jej pager. 14 KATE HARDY – Wzywają mnie na ratownictwo – oznajmiła, zerk- nąwszy na wyświetlacz. – Dokończę obchód później i zadzwonię, kiedy dowiem się, w której sali operacyj- nej będę. – W porządku, a ja naniosę twoje dane na tablicę – obiecała Gemma. – Dziękuję – odparła z uśmiechem Vicky i odeszła szybkim krokiem. – Jestem doktor Radley – przedstawi- ła się dyz˙urnej recepcjonistce. – Ktoś mnie do was wzywał. – Tak... chodzi o jednego z pacjentów doktora Fran- cisa. Zaraz go przyprowadzę. Odeszła, a po chwili wróciła w towarzystwie jakie- goś młodego lekarza. – Jestem Hugh Francis – rzekł do Vicky. – Dziękuję, z˙e zechciała pani przyjść. Mam dziesięcioletniego pac- jenta z podejrzeniem krwiaka podtwardówkowego. – Czy on upadł? – spytała Vicky. – Jeździł na deskorolce, stracił równowagę i uderzył głową o obudowę zjez˙dz˙alni. – Nie miał kasku? – Vicky zmarszczyła brwi. – Nie mogłem z niego wiele wyciągnąć – przyznał Hugh. – Był bardzo wystraszony. Ale powiedział Ruth, jednej z naszych pielęgniarek, z˙e miał kłopoty z jakimiś chuliganami. Kiedy szedł dziś rano do szkoły, otoczyła go w parku grupka napastników, którzy zaczęli mu wmawiać, z˙e jest niezdarą, bo nie potrafi wykonać ja- kiegoś ćwiczenia na deskorolce. Namawiali go, z˙eby spróbował, a kiedy oświadczył, z˙e nie ma kasku, za- rzucili mu tchórzostwo. – A on myślał, z˙e dadzą mu spokój, jeśli to zrobi, prawda?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Możesz mieć wszystko
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: