Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00398 007409 15923372 na godz. na dobę w sumie
Mroczne (nie) opowiadania - ebook/pdf
Mroczne (nie) opowiadania - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 114
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3355-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Cztery mroczne (nie) opowiadania o niespełnionej miłości w świecie pełnym wszystkiego, a zarazem niczego.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 Mroczne (nie) opowiadania Sławomir Bogacki ISBN 978-83-272-3355-4 2 Spis treści 1. Lustro.......................................3 Szczęście...................................42 2. 3. Szafa samobójców....................58 4. Namiętny sekret.......................101 3 LUSTRO unikaj witryn, luster, szyb 4 Klub jak klub, klub jakich wiele w mieście, podobny do innych. Lecz ten klub w porównaniu z innymi klubami miał wyjątkowy wystrój, przynajmniej dla mnie. Ten wystrój tutaj odkąd zajrzałem tu pierwszy raz przyciągnął mój wzrok, no i przyciągnął mnie fizycznie, dlatego tu wracam, wracam co jakiś czas. Szczególnie wtedy gdy się sam „zakręcę”, zagubię we własnej życiowej osi. Ta muza, którą tu serwowano przychodzącym gościom dawała ukojenie. Ta smutna muza którą tu grano dawała mi też nadzieję, nadzieję na lepsze jutro. Pewno nie tylko mi dawała, bo z tego co zdążyłem do tej pory zauważyć wielu ludzi podobnych do mnie tu przychodziło, tu zaglądało. Gdy byłem tutaj odrywałem się od realnej rzeczywistości. Ukrywałem się tutaj przed tym wszystkim co spotykałem na co dzień. W tym miejscu zapomina się o wszystkim, a po wypitych trzech piwach z domieszką amfetaminy, która dodaje energii oraz wielkiej odwagi wszystko w głowie i przed oczami jest jakby lepsze, bardziej kolorowe. Wszystko jest wtedy takie optymistyczne. Jest też takie nierealne, ale zarazem też takie moje i tylko moje. Dziewczyny są wtedy jakieś roześmiane, piękniejsze i ładniejsze niż zazwyczaj, ba są wręcz słodkie. Chciałoby się je wtedy mieć na własność, chociaż przez chwilę, przez taką chwilę która utkwi nam w głowie na długo. Fakt, koktajl alkoholu z domieszką narkotyków to ułuda, ale co zrobić gdy człowiek potrzebuje chwilami tej ułudy. Rozejrzałem się po sali by wybrać odpowiednie miejsce dla siebie. Po chwili już wiedziałem gdzie spędzę swój prywatny czas. Wybrałem miejsce i usiadłem na tyłach sali. Siedziałem obserwując wszystko dookoła. Obserwowałem wszystko czyli tak naprawdę nie obserwowałem nic, ale naprawdę siedząc tutaj na tyłach czułem się dobrze, czułem się wspaniale. Siedząc tu na końcu wiedziałem, że nikt nie będzie na mnie patrzył, a to było dla mnie najważniejsze. Wyciągnąłem paczkę papierosów i zapalniczkę z kieszeni kurtki. Po chwili z paczki wyciągnąłem jednego papierosa i odłożyłem go na stolik obok paczki. Przez kilka chwil patrzyłem na paczkę papierosów i na papierosa. Moda na niepalenie, ale ja mam tę modę gdzieś. Tak jak mam gdzieś wszystkie ustawy, nakazy, zakazy, ponumerowanie ludzi. Mam to naprawdę gdzieś. Trzymając zapalniczkę odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się mocno dymem. Paląc wyciągnąłem z drugiej kieszeni kurtki, która już wisiała na oparciu krzesła stojącego obok mnie telefon i położyłem go na stoliku obok paczki papierosów. Siedziałem więc rozkoszując się dymem, słuchałem muzyki, którą tu zapodawano. Naprawdę gdy jej słuchałem odjeżdżałem w swój świat, taki inny świat, niedostępny świat. W tym świecie nie było czubków, konsumentów, urzędników, fałszywych duchownych. Nie było tam też żadnych posiadaczy, znaczy takich posiadaczy na siłę, bo posiadać jednak coś trzeba, ale nigdy na siłę. Otworzyłem oczy. Muzyka wciąż grała. Żyć nie umierać przynajmniej dla mnie. Nie miałem dużych potrzeb, choć fakt dużo miałem i dużo posiadałem, nawet chyba trochę za dużo posiadałem, ale miałem to wszystko dzięki swoim pomysłom, dzięki swojej ciężkiej pracy. Pracowałem dla siebie, pracowałem tez dla innych mimo że tego tak naprawdę nie chciałem, ale 5 aparat państwowy zmuszał mnie bym oddawał to czego oddawać nie chciałem, znaczy podatki. Ale na tym ziemskim łez padole już tak bywa, że należy żyć, następnie umrzeć, ale zanim się umrze niestety należy płacić podatki. Taki to nasz ziemski los. Dlatego widząc to często wydaje mi się, że życie na ziemi to takie małe piekło zrodzone z ludzi dla ludzi. Spojrzałem na zegarek który miałem na ręku. Wskazówki na okrągłej tarczy wykonanej ręcznie w doskonałej szwajcarskiej firmie, która słynie z dobrze wyprodukowanych zegarków wskazywały godzinę, którą wskazywały. Mimo że był to dobry zegarek, który nigdy się nie spóźniał jak to miałem w zwyczaju sprawdziłem tez czas w wyświetlanym w moim telefonie. Chwytając za komórkę zauważyłem, że wyświetlacz w moim telefonie pokazuje cztery koperty, czyli esemesy. Zdziwiło mnie to. Nie spodziewałem się żadnej wiadomości, a tutaj aż cztery. Wziąłem do ręki telefon i przeczytałem tak zwane eski, które do mnie przyszły. Trzy wiadomości były bezsensu, a czwarta była bardzo ale to bardzo tajemnicza. „Hej co porabiasz? Umów się ze mną”. Hmm, dobre. Uśmiechnąłem się nawet. Co porabiam? W sumie odpoczywam. Numer był mi nieznany. Do nikogo nie był w mojej książce przypisany. To na pewno pomyłka. Nie, to musi być pomyłka. Jednak nie dawało mi to spokoju i odczytałem raz jeszcze. „Hej co porabiasz? Umów się ze mną”. Ale z kim? Pomyślałem. Patrzyłem na szybkę wyświetlacza. Kto do cholery chce się ze mną umówić? Patrzyłem przez chwilę i wytłumaczyłem sobie że to na pewno pomyłka. Odłożyłem telefon, zapaliłem kolejnego papierosa. Wciągając powoli dym w siebie , następnie wypuszczając go niczym parowóz czułem, że powoli przechodzą moje uniesienia spowodowane zażywaniem miękkich narkotyków. Trochę szkoda że ten stan opuszcza mnie ponieważ znowu będę depresyjny, będę więc niezabawowy tylko jakiś smutny, jakiś niedostępny i zarazem taki odległy od świata w którym żyję. Znowu nie będzie mi się chciało żyć. Znowu nie będzie chciało mi się nic, dosłownie nic. Znowu nie będą podobały mi się dziewczyny. Nie będzie mi się chciało nigdzie iść, nigdzie jechać i z nikim rozmawiać. Stracę kolejny raz sens tego życia. Jestem dziwnie skonstruowany, zdecydowanie za dziwnie. Wstałem od stolika i podszedłem do baru. Zamówiłem tam pepsi, szklankę zimnej pepsi. Dziewczyna siedząca przy barze, miała piękne oczy. Spojrzałem w ale tak dogłębnie. A ona spojrzała w moje. To było nawet fajne. Te jej oczy były takie ciemne i zarazem takie tajemnicze. Te jej oczy przypominały mi ocean który widziałem kiedyś na żywo nocą, ocean który nocą jest czarny, który jest niedostępny i zarazem taki nieodgadnięty. Gdy dziewczyna nalewała w pustą szklankę pepsi spojrzałem w lustro, które zdobiło ścianę obok baru. W lustrze tym spojrzałem w swoje oczy. Nie wiem dlaczego, ale te moje oczy skojarzyły mi się z oczami pitbula, ale takiego pitbula bez właściciela, takiego opuszczonego i nikomu już niepotrzebnego. Straszny widok. Nie chciałem na to patrzeć. Wziąłem swoją pepsi i wróciłem na miejsce. Narkotyki w moim 6 organizmie wyraźnie przestawały działać. Nie mogłem do tego dopuścić. Nie mogłem dopuścić do tego by być znowu smutny. Spojrzałem na zegarek. Co za dranie. Sprzedają już coraz gorszy towar na mieście. Działa już tylko chwilę. Straszne to. Wyjąłem szybko tabletkę, która pozwoli cieszyć się życiem, popiłem ją zimną pepsi. Boże jak cudnie, kocham te stany. Kocham to uczucie. Po chwili poczułem działanie narkotyku. Ufff jak dobrze. Teraz już wiedziałem że smutki tak szybko mnie nie dopadną. Widziałem piękne dziewczyny, słyszałem wspaniałą muzykę którą tu grano, no i wszystko wirowało wokół mnie i to wirowało tak cudownie. Czułem się jak w raju, w swoim prywatnym raju do którego wpuszczałem tylko tych których chciałem, których sam wybierałem. Będąc szczęśliwy sięgnąłem po kolejnego papierosa i po chwili znowu delektowałem się dymem. Na mapie mojego miasta to już ostatni klub w którym pozwalają palić papierosy. Dlatego powoli wypuszczałem z płuc dym, następnie wpatrując się jak unosi się do góry i gdzieś rozpływa. Widząc to uśmiechałem się ponieważ ja też się rozpływałem tylko że w swoim środku. Chciało mi się żyć, naprawdę chciało mi się żyć. Mimo głośnej muzy, która panowała dookoła ja jednak usłyszałem swój telefon. Utwór IN YOUR ROOM w moim telefonie był głośniejszy od muzyki puszczanej przez głośniki. Trochę to dziwne, nawet bardziej niż trochę. Spojrzałem w telefon. Przycisnąłem klawisz by odebrać, ale niestety nie zdążyłem tego zrobić. Spojrzałem na telefon. Numer który się wyświetlał nie był mi znany. Nie znałem tego numeru. Odłożyłem więc telefon na stoliku i dalej cieszyłem się swoim stanem. Naprawdę czułem się świetnie. Nawet chciało mi się tańczyć mimo, że tak naprawdę nie potrafiłem tego robić, ale moje wnętrze tańczyło, wirowało. Czułem się tak jak ziarenka piasku delikatnie unoszone przez wiatr. Co za stan, piękny stan. Sięgnąłem po szklankę i dopiłem pepsi. Była jeszcze zimna. Była wspaniała. Odstawiając szklankę spojrzałem na ściany lokalu, zerknąłem na wielkiego kwiatka stojącego w rogu tej sali. Wpatrując się tak w niego zaczął przypominać mi mnie przed zażyciem narkotyków. Zrobiło mi się go żal ponieważ on też wyglądał jakiś samotny i opuszczony. Właściciel tego lokalu powinien zauważyć, że ten kwiatek jest samotny i smutny, dlatego powinien jak najszybciej kupić jakiś środek narkotyczny w postaci nawozu by dać radość tej roślinie. Fakt że sztuczną radość, ale zawsze to radość. Patrząc tak na ten kwiatek oparłem głowę o kwietnik, który stał za mną. Uśmiechnąłem się sam do siebie ponieważ wyobrażałem sobie że ten nawóz spowodował że ten kwiat stał się szczęśliwy. Po dawkach, które otrzymał jego liście wznosiły by się do góry. Siedząc tak wygodnie i widząc w mojej wyobraźni szczęśliwego kwiatka zauważyłem w pewnym momencie, że śliczna brunetka siedząca nieopodal mnie wpatruje się we mnie. Jeszcze przed chwilą jej tu nie było, ale teraz była. Widziałem ją wyraźnie. Siedziała przy stoliku i piła jakiś napój. Wymieniliśmy się uśmiechami i znowu wróciłem do swojego stanu, znaczy bycia samym ze sobą. Ale po chwili choć nie wiem dlaczego znowu spojrzałem w jej stronę, znaczy wiem dlaczego spojrzałem. Spojrzałem ponieważ ta 7 nieznajoma była piękną kobietą, a nie patrzeć, nie spoglądać na taką to grzech, grzech marnotrawstwa duszy. Dziewczyna teraz rozmawiała przez telefon. Widząc to zacząłem żałować, że to nie ona napisała tego tajemniczego esemesa do mnie bym się z nią umówił. Skończyła rozmawiać, odłożyła telefon i spojrzała na mnie. Nawet się uśmiechnęła i to się uśmiechnęła tak zalotnie, a może mi się to tylko wydawało. Ponoć jestem przystojnym facetem tak przynajmniej głosi opinia publiczna, w której się obracam, więc może jej się podobam, ale nie, to niemożliwe. Zresztą takie dziewczyny jak ona mają swoich facetów i to takich facetów z dużymi karkami, zaś z małą ilością włosów na głowie, ale w zamian z dużym łańcuchem na szyi. Na pewno ona ma takiego faceta. Pewno do niego dzwoniła, choć nie, to on do niej dzwonił, kontrolował ją. Dzwoniąc kontrolował ją by dowiedzieć się gdzie ona jest, pewno to jakiś świr. Taki świr z siłowni. Chwyciłem paczkę papierosów, następnie wyjąłem z niej jednego, a ona wciąż się na mnie patrzyła i to patrzyła uśmiechając zalotnie. Teraz byłem już tego pewien, że ona chce poflirtować ze mną, przynajmniej spojrzeniami, ale ja nie chciałem tego robić ponieważ ja przed oczami miałem tego świra, jej właściciela, a może źle myślę, rozumuję. Nie wiem. Wypuszczając dym spojrzałem jednak w jej oczy. Naprawdę można było w tych oczach się utopić. Spuściłem mój wzrok. Nie chciałem nawiązać flirtu. Dopiłem pepsi, dopaliłem papierosa, następnie wstałem ze swojego miejsca. Wstając poczułem, że jestem w stanie nieważkości. Uśmiechnąłem się wtedy sam do siebie i powiedziałem po cichu: Niezły towar. Mam niezły stan w swojej głowie. Zaraz stąd odlecę. Tylko dokąd? Spojrzałem teraz na brunetkę. Może by i ją zabrać przy okazji. Chyba wiedziała, ze o niej myślę ponieważ teraz powiedziała do mnie: Cius. Dobre. Ciekawe czy ona patrząc na mnie zorientowała się, ze jestem w stanie wskazującym na zażywanie środków chemicznych. I patrząc tak na nią znowu usłyszałem swój telefon. Zerknąłem. Miałem połączenie i była tam koperta. Połączenie zakończyło się. Znowu ten numer, ten nieznany numer, który uprzednio mnie już atakował. Po chwili odczytałem treść esemesa. To była dość dziwna i tajemnicza wiadomość. „RATUJ SIEBIE”. Mam ratować siebie? Tylko jak i przed czym? Zacząłem się śmiać z tego. Jest za późno by się ratować. Przecież za kilka dni i tak nastąpi koniec świata, więc przed czym tu się ratować? Zrobiłem krok do przodu. Mijając brunetkę powiedziałem jej: No to cius. Idąc w stronę baru znowu usłyszałem telefon. Wyjąłem go szybko z kieszeni spodni, spojrzałem na wyświetlacz. Znowu ten nieznany numer. To już nie było śmieszne. Odbiorę i pojadę z tym kimś 8 - - - równo, pojadę słownie nieźle po bandzie. Skoro ten ktoś jest niewychowany i robi sobie ze mnie żarty to dostanie to na co zasłużył. Odebrałem. To nie jest śmieszne. Z drugiej strony była cisza. Hej, jesteś tam? Jestem- odpowiedział damski piękny radiowy głos. Ten głos był dość smutny. Usłyszałem to wyraźnie. Ten ktoś był smutny. Chciałem coś powiedzieć, ale niestety ten ktoś rozłączył się. Dziwne, bardzo dziwne. Skryłem telefon do kieszeni i nie wiedziałem co czynić. Zadzwonić do tej osoby, czy jak to mówi teraz młodzież „mieć na to po prostu wyjebane”. Podszedłem do baru przy którym było już dość dużo ludzi. Dziewczyna pracująca tam miała więc dużo pracy. Musiałem więc odczekać swoje by zamówić... co by zamówić? Wiem, zamówię kolejną szklankę pepsi i tic-taki. Zdecydowanie kupię tic-tacki, może będę się całował z kimś tej nocy. Stojąc tak i czekając na swoją kolej wyciągnąłem telefon. Przeczytałem wszystkie te dziwne, tajemnicze esemesy. Spojrzałem teraz na połączenie. Ten numer z tego co usłyszałem należał do kobiety, która była smutna. I jak tu mieć na to „wyjebane”? Może to właśnie ona potrzebuje pomocy, tylko nie wie jak mi to powiedzieć. Tylko czy ja umiem pomagać? Tego nie wiem. Postanowiłem jednak, że zadzwonię pod ten tajemniczy numer i gdy już wybierałem to połączenie pomyślałem, że tu nie będę rozmawiał. Za dużo tu kretynów dookoła. Jeszcze ktoś podsłucha. Rozejrzałem się dookoła. Wiem. Zejdę na dół i zadzwonię stamtąd. Może wreszcie się dowiem kto sobie żartuje z mojej osoby, albo potrzebuje pomocy. Idąc w kierunku toalet usłyszałem z głośników głośno grający utwór „WRONG” zespołu Depeche Mode. Przystanąłem na chwilę. Ten utwór naprawdę robił wrażenie, a kto widział clip ten wie o co chodzi. Często czuje się jak ten facet z tego dziwnie jadącego samochodu. Okropne uczucie ale zarazem też fajne, bo nie każdy też może jechać tyłem do przodu. Ja przynajmniej co dnia tak żyłem. Zszedłem na dół. Jakiś dwóch kolesi stało w wejściu. Nie chcąc słyszałem jednak o czym rozprawiają. Przeżywali jakąś historie jakiejś laski. Laski, która ponoć jest instruktorką fitness i na dodatek jest lesbą , która woli używać swego „paleca” niż zadawać się z jakimiś fagasami. Słysząc to z ich ust uśmiechnąłem się. To musi być jakaś fajna i zarazem fantastyczna girls. Chciałbym ją poznać. Dużo byśmy rozmawiali, komentowali różne sprawy. Spojrzałem na nich. Po oczach zauważyłem, że oni cierpieli z jej powodu. Cóż świat nie jest doskonały. A miłość bez wzajemności jest straszna. Choć dzięki Bogu nie znam tego uczucia. Ale dużo o tym czytałem. Chyba nawet za dużo. Dlatego każdą miłość widziałem oczami Wokulskiego, wiadomo o co chodzi. Młodzieńcy wreszcie wyszli z przejścia i zrobiło się cicho. Nie docierała tutaj też muzyka z klubu na piętrze. 9 - - - Oparłem teraz się o ścianę. Poczułem pot na czole i wielkie pragnienie w gardle. Zawsze miałem takie stany po zażyciu narkotyków. A jutro za pewnie będę miał znowu ten dziwny katar. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Byłem sam. Ciekawe na jak długo? Umyję ręce, przemyję twarz i wtedy zadzwonię pod ten tajemniczy numer. Podszedłem więc do umywalki i jak pomyślałem tak zrobiłem. Odkręciłem wodę, ale tylko zimną i przemyłem twarz, następnie spojrzałem w lustro. Byłem tam zadowolony z siebie i to jak zadowolony. Zacząłem teraz przed lustrem robić głupie miny. To było nawet fajne, zabawne. Uwielbiałem tak robić. Robiłem tak od dziecka. Nawet myślałem kiedyś że będę aktorem, takim dobrym aktorem, który nie zagra byle czego. Niestety nie udało się zostać aktorem. Ale z filmem byłem związany, pisałem scenariusze. Raz pisałem lepsze, raz gorsze, żeby było śmieszniej to te gorsze według mnie od razu dostawały akceptację od tych, którzy chcieli dawać na to kasę. Te ambitniejsze zaś ludzie telewizji odrzucali mówiąc: Później, później. Teraz jest czas komercji i rozrywki. Więc pisałem. Kochałem to pisać. To była łatwizna dla mnie. Wymyślało się jakiegoś bohatera. Na przykład jakiegoś warszawskiego taksówkarza, który wożąc pasażerów po mieście przeżywał swe rozterki, radości, miłości. Bezsens totalny, ale ludziom się to podobało. Ponoć według badań co tydzień oglądało to trzy miliony ludzi, a w następnych etapach jego przygód oglądało to już prawie cztery miliony telewidzów. Reklamodawcy widząc taką oglądalność walili drzwiami i oknami, więc boss z telewizji widząc to wszystko dzwonił do mnie mówiąc: Panie Albercie kochany jeszcze niech Pan coś napisze. Jeszcze ze trzy odcinki, a może i cztery. Więc napisałem. Płacili dobrze, aż wstyd się przyznać przed zwykłym zjadaczem chleba, że pisząc scenariusz odcinka dla telewizji pod wpływem narkotyków można wyciągnąć ponad sto tysięcy złotych miesięcznie. No ale tak jest ten świat stworzony. Niedawno piękna kobieta zaproponowała mi nie, nie seks, tylko zaproponowała mi bym powiedział przed kamerą że ten telefon jest wspaniały i w zamian za to otrzymam, naprawdę usłyszana z jej ust suma robiła wrażenie nawet na mnie. Świat jest chory i chyba naprawdę za tym wszystkim stoją jakieś ludzkie potwory. Spojrzałem w lustro. Teraz nie widziałem w odbiciu siebie, ani moich głupich min. zdziwiło mnie to ponieważ jak mogłem nie widzieć swojego odbicia w lustrze stojąc przed nim. Czyżbym był wampirem, albo jakimś duchem? Nie. Mam halucynacje. Pomachałem do lustra, nie było tam jednak mnie, ani mojego machania. Niezłe jaja. To było nawet fajne. Ale po chwili zaczęło mnie to wkurzać. Odkręciłem wodę, wziąłem w dłonie wodę i oblałem nią lustro. Chciałem zmyć to co cały czas w nim się działo, czyli brak mojego odbicia. Spływający strumień wody z lustra nic nie zmienił. Nadal mnie tam nie było. Teraz zrobiło się jeszcze śmieszniej ponieważ w lustrze ujrzałem za mną pod ścianą siedzącą skuloną dziewczynę o kolorze włosów blond. Wyglądała jak anioł. 10 - - Odwróciłem się. Naprawdę wyglądała jak anioł, ale taki anioł co potrzebuje pomocy. To był taki zagubiony, wygoniony z nieba anioł. Odwróciłem się szybko, ale nie było jej tam, znaczy tego anioła. Nie było tam nikogo. Boże mam naprawdę halucynacje. Odwróciłem się szybko i spojrzałem w lustro i znowu ją widziałem. Widziałem jej włosy w kolorze blond oraz białe skrzydła. Siedziała w tej samej pozycji co wcześniej. Gdy się odwróciłem była jednak tylko pusta ściana. To było straszne uczucie. Powtórzyłem tę czynność kilka razy i za każdym razem było to samo. Była w lustrze, a po odwróceniu się nie było jej tam. Albo mam halucynacje, albo występuję w programie „Ukryta kamera” albo inne „Mamy cię”. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Na ścianach, ani na suficie nie było żadnych śladów mini kamer, ani żadnych pluskiew. Czyli to raczej nie była żadna wkrętka telewizyjna. Przygryzłem wargi. Czyli zostają halucynacje, albo jakieś czary. Odwróciłem się teraz powoli, następnie dałem krok do przodu i podszedłem pod ścianę. Nie było tam żadnej dziewczyny, która wyglądem przypominała anioła. Zacząłem dotykać ścianę, choć nie wiem w sumie po co to robiłem, ale robiłem i nie wiem jak długo dotykałbym tej ściany gdyby obok mnie pojawiły się długie nogi. Spojrzałem na te nogi, następni unosiłem swój wzrok coraz wyżej by zobaczyć twarz właścicielki tych pięknych nóg. Przede mną stała ta śliczna brunetka z którą flirtowałem wzrokiem na sali tego lokalu. Teraz mogłem dokładnie jej się przyjrzeć. Wzrost chyba sto siedemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu. Nieźle. Jej wzrost naprawdę robił wrażenie. Jak na moje oko to ważyła tyle co nic. Naprawdę robiła dziewczyna wrażenie. Te jej czarne jak węgiel włosy, oczy niczym łąka wiosną. Naprawdę można było się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia. Ona wyglądała jakby stworzył ją jakiś najwybitniejszy malarz, który na swych płótnach ukazuje tylko samo piękno. Ona wpatrywała się we mnie, a ja wpatrywałem się w nią. Ciekawe co o mnie pomyślała widząc mnie głaszczącego ścianę? Pewno wzięła mnie za jakiegoś kretyna. Zrobiło mi się głupio. Spoglądałem raz na brunetkę, a raz na ścianę, gdzie przed chwilą widziałem tajemniczą blondynkę ze skrzydłami. Zerknąłem w lustro. Szok. Dziewczyna o jasnych włosach była tam i patrzyła na mnie z lustra. Była smutna. Spojrzałem teraz na czarnowłosą dziewczynę. Zamknąłem oczy. Można było zwariować. Żałowałem teraz że brałem prochy. Otworzyłem oczy. Brunetka uśmiechała się do mnie. Odwzajemniłem jej uśmiech choć do śmiechu mi nie było. Po chwili szepnąłem do niej: Hej. Hej - odpowiedziała dość miłym głosem. Przełknąłem ślinę. Czułem też że drżę przez te moje zwidy. Z trudem wydobywając z gardła słowa szepnąłem: Mam do ciebie prośbę. Tak, a jaką? - zapytała dość flirtowanie. 11 - - - -
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mroczne (nie) opowiadania
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: