Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00060 005870 11250746 na godz. na dobę w sumie
Murzynowo - ebook/pdf
Murzynowo - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-2218-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> socjologia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka jest niezwykłą relacją z etnograficznych badań terenowych prowadzonych w latach 1978–1987. Jacek Olędzki, mieszkając przez wiele lat w Murzynowie, w sposób niemal perfekcyjny zrealizował postulat „obserwacji uczestniczącej”. Przedmiotem jego zainteresowań były wszelkie przejawy bycia i istnienia, analizowane w kontekście codziennego życia mieszkańców wsi. Praca może być pretekstem do dyskusji na temat znaczenia metody etnograficznej w badaniach społecznych, sposobu konstruowania opisu etnograficznego czy też przenikania się wiedzy teoretycznej i doświadczenia terenowego. Murzynowo jest ważną publikacją dla studentów oraz przedstawicieli nauk społecznych i humanistycznych, przede wszystkim antropologów, etnografów i socjologów.
academia

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Jacek Olędzki Murzynowo Znaki istnienia i tożsamości kulturalnej mieszkańców wioski nadwiślańskiej XVIII–XX wieku MURZYNOWO-2016-okladka.qxp_UW 30/03/16 23:57 Page 1 J a c e k O ę d z k i l • M u r z y n o w o Jacek Olędzki (1933–2004) to jedna z ciekawszych postaci w historii polskiej etnografii. Prowadził badania między innymi na Kurpiach, Podlasiu, w Mongolii, Afryce, na Mazow- szu i w Warszawie. Jest autorem książek o tematyce antro- pologicznej oraz artykułów publikowanych w periodykach etnograficznych (np. w czasopiśmie „Polska Sztuka Ludowa”). Zrealizował także kilka filmów etnograficznych i wykonał tysiące czarno-białych fotografii. Był pracownikiem Uniwer- sytetu Warszawskiego oraz współpracownikiem Instytutu Sztuki PAN. Aktywność naukowa Jacka Olędzkiego koncen- trowała się wokół problematyki tożsamości, znaków istnienia, lokalności, estetyki sztuki ludowej, wrażliwości mirakularnej. Książka jest niezwykłą relacją z etnograficznych badań tere- nowych prowadzonych w latach 1978–1987. Jacek Olędzki, mieszkając przez wiele lat w Murzynowie, w sposób niemal perfekcyjny zrealizował postulat „obserwacji uczestniczącej”. Przedmiotem jego zainteresowań były wszelkie przejawy bycia i istnienia, analizowane w kontekście codziennego życia mieszkańców wsi. Praca może być pretekstem do dyskusji na temat znaczenia metody etnograficznej w badaniach społecznych, sposobu konstruowania opisu etnograficznego czy też przenikania się wiedzy teoretycznej i doświadczenia terenowego. Murzynowo jest ważną publikacją dla studentów oraz przed- stawicieli nauk społecznych i humanistycznych, przede wszyst- kim antropologów, etnografów i socjologów. www.wuw.pl ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== MURZYNOWO_2016_tytulowe.qxp_uw 26/01/16 12:58 Page 1 Murzynowo ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== MURZYNOWO_2016_tytulowe.qxp_uw 26/01/16 12:58 Page 2 O czym gadają muszle afrykańskie...? ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== MURZYNOWO_2016_tytulowe.qxp_uw 26/01/16 12:58 Page 3 INSTYTUT ETNOLOGII I ANTROPOLOGII KULTUROWEJ UNIWERSYTETU WARSZAWSKIEGO Jacek Olędzki Murzynowo Znaki istnienia i tożsamości kulturalnej mieszkańców wioski nadwiślańskiej XVIII–XX wieku Opracowanie naukowe Łukasz Smyrski ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Recenzenci wydania pierwszego Maria Biernacka Zofia Sokolewicz Projekt okładki Elz˙bieta Chojna Redaktorka prowadza˛ca Ewa Wyszyn´ska Kaja Kojder Redaktorka Barbara Słomka Redaktorka techniczna Zofia Kosin´ska Korektorka Elwira Wyszyn´ska Skład i łamanie Logoscript ISBN 978-83-235-2218-8 # Copyright by Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1990, 2015 Publikacja dofinansowana przez Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW Pierwsze wydanie: Warszawa 1991 Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 00-497 Warszawa, ul. Nowy S´wiat 4 e-mail: wuw@uw.edu.pl Ksie˛garnia internetowa: www.wuw.pl Wydanie II zmienione, Warszawa 2016 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Spis tres´ci Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii perypate- tycznej Jacka Ole˛dzkiego (Łukasz Smyrski) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Słowo wste˛pne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 25 Wprowadzenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27 Rozdział 1. Nazwy – orientacja w przestrzeni i czasie . . . . . . . . . . . . . . 60 Rozdział 2. Mit pochodzenia wsi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 118 Rozdział 3. Nomen omen (imiona, przydomek – nazwisko) . . . . . . . . . . . 180 Rozdział 4. S´wiadomos´c´ przemijania (wiek) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 220 Rozdział 5. Potrzeba samookres´lenia (dbałos´c´ i zaradnos´c´) . . . . . . . . . . 260 Rozdział 6. Wie˛zi, przyjaz´nie, uczucia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 318 Rozdział 7. Znaki istnienia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 380 Zakon´czenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 413 Aneks . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 429 Bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 431 Z´ro´dła archiwalne. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 440 Słownik . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 442 Spis ilustracji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 452 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Łukasz Smyrski Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii perypatetycznej Jacka Ole˛dzkiego Jacek Ole˛dzki (1933–2004) to jedna z ciekawszych i bardziej kontrowersyjnych postaci w historii polskiej etnografii. Okres´lany przez swoich przyjacio´ł antropologo´w jako badacz osobny, nies´wia- domy fenomenolog czy człowiek niewygasłego wejrzenia, uprawiał szczego´lny rodzaj etnografii. Nazywał ja˛ – dystansuja˛c sie˛ wobec obowia˛zuja˛cych mo´d i nurto´w teoretycznych – perypatetyczna˛. Tym, co stanowiło jej podstawe˛, było chodzenie, gadanie, przy- gla˛danie sie˛ i dociekanie, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Cze˛sto towarzyszyło temu – ska˛dina˛d charakterystyczne dla je˛zyka dzieci – pytanie po co? Rozległa wiedza o miejscu i ludziach, ws´ro´d kto´rych przebywał, oraz rzadka umieje˛tnos´c´ dostrzegania w „te- renie” „nieistotnych” szczego´ło´w, stanowiły fundament jego etnografii. Ten rodzaj wiedzy, zdobytej w wyniku dos´wiadczenia etnograficznego, przedkładał nad czysto teoretyczne rozwaz˙ania. I choc´ Ole˛dzki był programowo „antyteoretyczny”, to jednak dostrzegał koniecznos´c´ odniesienia własnych spostrzez˙en´ do teorii antropologicznych. W tym wzgle˛dzie jego postawe˛ cechował eklek- tyzm intelektualny. O´ w nies´wiadomy fenomenolog ła˛czył ze soba˛ to, czego – jak mogłoby sie˛ wydawac´ – poła˛czyc´ nie sposo´b. Inspirował sie˛ zaro´wno ewolucjonizmem krytycznym, jak i funkcjonalizmem, semiotyka˛ czy tez˙ załoz˙eniami amerykan´skiej antropologii kultu- rowej (z połoz˙eniem szczego´lnego akcentu na etnopsychologie˛). W jego tekstach widac´ wpływ determinizmu geograficznego Friedricha Ratzela i historycyzmu Jana Stanisława Bystronia. Silnie oddziaływały na niego fenomenologia i psychologia. Taka intelek- tualna polaryzacja dla wielu akademickich badaczy była trudna do zaakceptowania. Dotyczyło to przede wszystkim tych, kto´rzy przywia˛zywali duz˙a˛ wage˛ do zachowania „przyje˛tego porza˛dku” ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 8 Łukasz Smyrski analizy naukowej oraz stosowania aparatu poje˛ciowego charakte- rystycznego dla danej teorii. Ole˛dzki nie przejmował sie˛ jednak opiniami kolego´w po fachu i – jak przystało na etnograficznego ekscentryka lub ekscentrycznego etnografa – kontestował koniecz- nos´c´ opowiedzenia sie˛ za jakims´ konkretnym nurtem. Przyznawał racje˛ Zbigniewowi Benedyktowiczowi, kto´ry uznawał go za repre- zentanta jakiejs´ nies´wiadomie wyznawanej koncepcji. Murzynowo. Znaki istnienia i toz˙samos´ci kulturalnej mieszkan´co´w wioski nadwis´lan´skiej XVIII–XX wieku było rozprawa˛ habilitacyjna˛ Ole˛dzkiego. Pierwsze wydanie tej pracy ukazało sie˛ w 1991 roku, w nakładzie zaledwie 300 egzemplarzy. Strona edytorska pozosta- wia wiele do z˙yczenia, a całos´c´ bardziej przypomina zbio´r konspi- racyjnych ulotek drukowanych na powielaczu aniz˙eli rozprawe˛ naukowa˛. Jednak nie ze wzgle˛do´w edytorskich ponownie wydajemy te˛ publikacje˛. Od czasu pierwszego wydania Murzynowa wiele sie˛ zmieniło. Dotychczasowe ogo´lne rozwaz˙ania o „kulturze” zasta˛piły nowe waz˙ne zagadnienia i problemy: „płec´”, „dyskurs”, „władza”, „sprawczos´c´” etc. Głe˛bokim przemianom uległy nie tylko przed- miot i pola badawcze, ale takz˙e sama dyscyplina i status reprezen- tuja˛cych ja˛badaczy. Pod wpływem postmodernistycznych dyskusji dawne, osadzone w pozytywistycznych wzorcach poznania nauko- wego paradygmaty osłabły, a badania terenowe – opoka antropologii – przestały byc´ z´ro´dłem etnograficznego autorytetu. I tak oto dla znacznej cze˛s´ci antropologo´w Murzynowo stało sie˛ etnografia˛ staros´wiecka˛, anachroniczna˛, nieefektowna˛; etnografia˛, kto´rej autor w niewystarczaja˛cym stopniu odwołuje sie˛ do teoretycznych i metodologicznych dyskusji o kondycji antropologii. Inna˛ opinie˛ na temat tej pracy wyraziła Joanna Tokarska-Bakir (1995). Autor- ka Dalszych loso´w syna marnotrawnego zwro´ciła uwage˛ na to, z˙e cała etnografia Ole˛dzkiego była podszyta dos´wiadczeniem poznania Innego. Wskazała na oryginalnos´c´ jego podejs´cia, polegaja˛ca˛ na tym, z˙e autor sam siebie uz˙ywał jako narze˛dzia etnograficznego. Uwaz˙ała go takz˙e za jednego z niewielu polskich antropologo´w sto- suja˛cych w praktyce ge˛sty opis. Murzynowo warto wie˛c odczytac´ na nowo. Z perspektywy czasu bowiem łatwiej odnalez´c´ w pracy walory, kto´rych dostrzez˙enie 25 lat temu nie było moz˙liwe. Ksia˛z˙ka ta moz˙e byc´ cieka- wym pretekstem do dyskusji na temat sposobu sporza˛dzania opisu etnograficznego, znaczenia metody etnograficznej w badaniach ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 9 społecznych czy tez˙ ro´z˙norodnos´ci wykorzystanych z´ro´deł w opracowaniach monograficznych. Czytaja˛c Murzynowo, moz˙na zastanawiac´ sie˛ nad strategiami konstruowania tekstu etnograficz- nego, „gramatyka˛” etnograficznego czasu teraz´niejszego, dla kto´rego kluczowe jest przenikanie sie˛ wiedzy etnograficznej i empirycznej (Hastrup 2008). Tym samym nalez˙y docenic´ w ksia˛z˙ce znaczenie dos´wiadczenia – zaro´wno samego etnografa, jak i ludzi, ws´ro´d kto´rych przebywał. Prezentowana etnografia jest dziełem człowieka, kto´ry przez całe z˙ycie zmierzał własna˛ droga˛. Droga ta prowadziła mie˛dzy innymi przez Kurpie, Podlasie, Mongolie˛, Afryke˛, Mazowsze, Warszawe˛. Niezalez˙nie od tego, w jakim miejscu s´wiata autor przebywał, podmiotem i jednoczes´nie przedmiotem jego zaintere- sowania był zawsze zwyczajny człowiek. Ole˛dzki uwaz˙nie przy- gla˛dał sie˛ czynnos´ciom z˙ycia codziennego, powszednim – z˙eby nie powiedziec´ banalnym – zachowaniom, kto´re w swych tekstach analizował z charakterystyczna˛dla siebie wnikliwos´cia˛. Te na pozo´r błahe detale, jak np. sposo´b przybijania gwoz´dzikami blaszanych łatek do szalunkowych desek ochraniaja˛cych kos´cio´ł w Wielgiem, nabierały w pracach autora fundamentalnego znaczenia. Tym, co go interesowało, były bowiem wszelkie przejawy bycia i istnienia i to one stały sie˛ kluczowymi poje˛ciami w jego etnografii. Bez wa˛tpienia widac´ tutaj inspiracje filozofia˛ Gabriela Marcela, trzeba jednak pamie˛tac´, z˙e Ole˛dzki wypracował swoja˛ własna˛ oryginalna˛ optyke˛. „Celem jego studio´w były imponderabilia, esencja tego, co w kulturze elementarne i najtrudniej uchwytne: zwia˛zki kategorii etycznych i estetycznych, typy religijnos´ci. Słuz˙yła temu obserwa- cja wychodza˛ca od szczego´łu: mimiki, gestu, specyficznych wyraz˙en´ je˛zykowych, a jednoczes´nie wgla˛d w ekspresje˛ materialna˛, usytuowana˛ jednak z reguły w takiej przestrzeni, kto´ra z pers- pektywy tzw. kultury wysokiej traktowana była z pogarda˛ jako nieistotny margines albo wre˛cz s´mietnik” (Zowczak 2004, s. 239). Etnografia Ole˛dzkiego to specyficzny sposo´b patrzenia na s´wiat. „Jacek Ole˛dzki – to przede wszystkim oczy” (Wasilewski 2004, s. 237), „Jacek umiał widziec´. Inni patrza˛, lekcewaz˙a˛ to co dokoła, a dla niego waz˙ne były rysunki dzieci na boisku, napisy w tramwajach – wszystko. Interesowali go ludzie, umiał dostrzec w nich to, co ciekawe” (Jackowski 2004, s. 241). Umieje˛tnos´c´ wy- patrywania, dostrzegania pie˛kna i głe˛bi w zwyczajnym ges´cie czy ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 10 Łukasz Smyrski przedmiocie codziennego uz˙ytku s´wiadczyła o wyobraz´ni, ale takz˙e o szczego´lnym typie wraz˙liwos´ci. Ole˛dzki dowartos´ciował to, co innym jawiło sie˛ jako zwyczajne, niewaz˙ne czy brzydkie. Postawe˛ taka˛odnajdziemy nie tylko w tekstach, ale takz˙e w wizualnej sferze jego two´rczos´ci: w urzekaja˛cych zarazem prostota˛ i głe˛bia˛ filmach oraz w czarno-białych fotografiach. Sposo´b nas´wietlenia tas´my, kadrowanie zdje˛c´, gra s´wiatłem czy rytmem cieni, jak ro´wniez˙ sam przedmiot fotografii mo´wi nam wiele o człowieku, kto´ry je wykonał. W niniejszej ksia˛z˙ce takz˙e znajdziemy zdje˛cia, kto´re wbrew pozorom nie sa˛„zwyczajnymi” fotografiami dokumentuja˛cymi mu- rzynowskie realia: ska˛po ubrany chłopiec prezentuja˛cy swoje zabaw- ki – statki wis´lane, dawne przybory toaletowe, belemnity s´cierane na proszek i przyjmowane jako lekarstwo na przestudzenie – to przy- kłady ładnych fotografii, kto´re nobilituja˛ zwyczajnos´c´. Sa˛ to takz˙e zdje˛cia komplementarne wzgle˛dem całego tekstu. Wizualizuja˛ nie tylko „rzeczywistos´c´ tekstualna˛”, ale takz˙e tytułowe znaki istnienia. A zatem oczy, ale takz˙e pio´ro. W tekstach Jacka Ole˛dzkiego dominuje specyficzny niewymuszony styl. Moz˙na nawet powie- dziec´, z˙e etnograf nie opisuje „rzeczywistos´ci społecznej”, ale ja˛ relacjonuje. Te˛ relacje˛ charakteryzuje z˙ywy, swobodny, ciekawy je˛- zyk. Autor cze˛sto posługuje sie˛ okres´leniami zaczerpnie˛tymi z je˛zyka swoich rozmo´wco´w (np. pisze, z˙e Wisła „gada”), cze˛sto odwołuje sie˛ do konkretnych sytuacji. Czytelnik jego teksto´w moz˙e wre˛cz „zobaczyc´”, „usłyszec´” okres´lone zdarzenia ba˛dz´ postaci (np. wodniaka Jana Małkowskiego, kto´ry twierdził, z˙e przebywanie na Wis´le w czasie burzy jest bezpieczne, czy Hipolita Kowalskiego, człowieka „statecznego”)1. Cecha˛ teksto´w Ole˛dzkiego jest to, z˙e 1 Jacek Ole˛dzki w prezentowanej ksia˛z˙ce cze˛sto przywołuje personalia poszczego´lnych mieszkan´co´w wsi. Upodmiotowił swoich rozmo´wco´w posługuja˛c sie˛ pewna˛maniera˛– pisze o tym we Wprowadzeniu – polegaja˛ca˛na „cze˛stym wywoływaniu przedstawianych w pracy postaci z imienia i nazwiska, a cze˛sto ro´wniez˙ tytułu pan, pani. Wypowiedzi konkretnych oso´b traktowane sa˛ tez˙ nie jako anonimowe informacje opiecze˛towane «rejestrem wywiadu», lecz jako suwerenne wartos´ci, niczym okres´lone pozycje z literatury przedmiotu czy jej fragmenty, a wie˛c tak samo jak jakies´ szczego´ły tekstowe” (s. 37). Z tego wzgle˛du – wbrew praktyce stosowanej przez etnografo´w ukrywaja˛cych dane rozmo´wco´w – maja˛c na uwadze zachowanie niepowtarzalnego stylu Autora oraz fakt, z˙e opisywane przez niego wydarzenia rozgrywały sie˛ dos´c´ dawno (ok. 40 lat temu), w niniejszym wydaniu zachowany został pełny zapis nazwisk. W kilku miejscach ze wzgle˛do´w etycznych nazwiska gospodarzy zasta˛piono inicjałami. Usunie˛to jedynie dwa kro´tkie fragmenty ksia˛z˙ki, kto´re moga˛naruszac´ dobre imie˛ potomko´w i krewnych oso´b – bohatero´w przytaczanych historii. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 11 unika on niepotrzebnego teoretyzowania, a jego wnioski i gene- ralizacje zawsze odnosza˛ sie˛ do obserwacji z badan´ terenowych. Badacz „nie uz˙ywał nieomal sło´w typowych dla je˛zyka naukowego – zawodowego z˙argonu, ma˛drze brzmia˛cych, napuszonych zwroto´w, kto´re niejednokrotnie miały byc´ oznaka˛ kompetencji naukowej autora. Pisał bardzo prosto, zas´ kompetencje widoczne były poprzez materiał, jaki prezentował i oryginalnos´c´ analizy” (Mro´z 2004, s. 245). Sposo´b, w jaki Ole˛dzki konstruuje tekst, oddaje głos swoim rozmo´wcom, formułuje mys´li czy umieje˛tnie odwołuje sie˛ do wyobraz´ni czytelnika, stanowia˛ niewa˛tpliwie zalety jego stylu. Dzie˛ki nim odbiorca moz˙e skupic´ sie˛ na tym co waz˙ne – na niebanalnych obserwacjach dotycza˛cych z˙ycia zwykłych ludzi, obserwacjach zaprezentowanych bez zbe˛dnych ozdobniko´w, ob- serwacjach zadziwiaja˛cych swa˛ prostota˛, a mimo wszystko do- tykaja˛cych najgłe˛bszych sfer ludzkiego istnienia. Tak moz˙e pisac´ ktos´, dla kogo etnografia jest z˙yciowa˛ pasja˛. Za tekstami Ole˛dz- kiego kryje sie˛ wprawdzie jego trudna osobowos´c´, ale opro´cz niej dostrzez˙emy w nich takz˙e osobiste odczucia człowieka o rozległej wiedzy etnograficznej. Co wie˛cej, autor nie tylko nie ukrywa sie˛ przed czytelnikiem, ale takz˙e pokazuje samego siebie jako uczest- nika etnograficznego spotkania. Przywołajmy choc´by moment, kiedy autor pisze o tym, jak siedział ze Zdzichem na grubym pniu s´cie˛tego drzewa. Prowokował swojego znajomego długim milcze- niem, kto´re w kon´cu przerwał sam Zdzicho: – A moz˙e bys´my sroce gniazdo zrzucili?(rozdz. 6, s. 327)(oczywis´cie propozycja niezreali- zowana). Umieje˛tnos´c´ znalezienia wspo´lnego je˛zyka z ro´z˙nymi ludz´mi, wyczucie „rytmu” wypowiadanych przez nich sło´w, wspo´lne siedzenie na pniu albo na ławce, gadanie przy zapalonych papierosach Ole˛dzki traktował bardzo powaz˙nie. Widac´ to nie tylko w sposobie prowadzenia rozmowy, ale takz˙e w sposobie, w jaki autor umieszcza jednostke˛ w teks´cie. Ta jednostka staje sie˛ podmiotem nie tylko w sensie czysto ludzkim, ale ro´wniez˙ nau- kowym. Ole˛dzki „odchodzi od tradycyjnie przyje˛tej klasyfikacji fenomeno´w kultury i wprowadza kategorie, odnosza˛ce sie˛ do wraz˙liwos´ci człowieka, nosza˛ce, moz˙na by tu powiedziec´, silne zna- mie˛ subiektywizmu, wyraz˙aja˛ce nie chłodny osa˛d autora-badacza, ale włas´nie własne kategorie mys´lenia rozmo´wcy, wynikaja˛ce z ogromnego szacunku badacza dla partnero´w w rozmowie” (Soko- lewicz 2010, s. 36). Jego poste˛powanie poznawcze było wie˛c ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 12 Łukasz Smyrski podporza˛dkowane idei rozmowy. To wszystko sprawia, z˙e je˛zyk ksia˛z˙ki Ole˛dzkiego, czyli ostatecznego efektu pracy badawczej, jest daleki od je˛zyka raportu czy wiwisekcji (Tokarska-Bakir 1995, s. 19). Znaczna˛ cze˛s´c´ swojego dos´wiadczenia Jacek Ole˛dzki posiadł w tytułowym Murzynowie. Jest to wies´ połoz˙ona na prawym brzegu Wisły, w południowo-zachodniej cze˛s´ci ziemi dobrzyn´skiej, niedaleko Płocka. Ole˛dzki przybył tam w 1978 roku jako pracownik Wydziału Geografii i Studio´w Regionalnych UW. Paradoksem jest, z˙e, be˛da˛c etnografem, otrzymał tam zadanie utworzenia placo´wki Mazowieckiego Obserwatorium Geograficznego. Okolicznos´ci, w jakich przybył do wsi, nie były dla niego sprzyjaja˛ce. Rok wczes´niej powro´cił do Polski po rocznym stypendium w Afryce. W trakcie jego nieobecnos´ci przestało istniec´ Studium Afrykanis- tyczne UW, z kto´rym był zwia˛zany zawodowo. Po powrocie do kraju wykonywał mało interesuja˛ce zaje˛cia. Zwykle były to prace o charakterze technicznym w pracowni audiowizualnej nowo powstałego Instytutu Krajo´w Rozwijaja˛cych sie˛ (Mro´z 2010, s. 202). Wyjazd z Warszawy był wie˛c pewnego rodzaju porzuce- niem nieprzyjaznych okolicznos´ci. Z drugiej jednak strony, jak wiemy ze wspomnien´ jego przyjaciela, pocza˛tkowy okres pobytu w Murzynowie (przede wszystkim zwia˛zany z praca˛ w MOG) Ole˛dzki traktował jak zesłanie do łagru (Marchlewski 2010, s. 134). W takim konteks´cie duz˙o bardziej refleksyjnie brzmia˛ słowa wprowadzenia do ksia˛z˙ki, w kto´rych autor nawia˛zuje do reminis- cencji afrykan´skich w realiach mazowieckiej wsi nadwis´lan´skiej: „Przybyłem do wsi, kto´rej nie tylko nazwa, lecz nawet s´ciany opuszczonej, starej chałupy, gdzie miałem zatrzymac´ sie˛ dłuz˙ej (przyszłe Muzeum-Biblioteka-Pracownia), nie pozwalały wyła˛czyc´ sie˛ z afrykanistycznych problemo´w. S´ciany chałupy były wewna˛trz jaskraworo´z˙owe. Na ich powierzchni dbała gospodyni namalowała przez szablon tysia˛ce białych palm, a pod nimi symetrycznie dwakroc´ wie˛cej ananaso´w [...]. Dodac´ moz˙e nalez˙y jeszcze, z˙e do Murzynowa dojez˙dz˙ało sie˛ wo´wczas z przystanku autobusowego w Płocku, przy ulicy Wolnej Afryki” (Wprowadzenie, s. 27–28). Mimo niesprzyjaja˛cych sytuacji z˙yciowych i „afrykan´skich” sko- jarzen´, Ole˛dzki wsia˛kł w realia Murzynowa bardzo mocno. Wies´ na przestrzeni lat z miejsca zesłania przemieniła sie˛ w „miejsce wybrane”. Spe˛dzał tam duz˙o czasu. Zdarzało sie˛, z˙e mieszkał tam wre˛cz przez wie˛ksza˛ cze˛s´c´ roku. Nawet po powrocie do Warszawy ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 13 w latach 80. XX wieku nie zerwał kontakto´w z mieszkan´cami, stale odwiedzaja˛c wies´ nad tzw. bajorem (czyli Zalewem Włocławskim). Wro´c´my jednak do pocza˛tku jego pobytu. Autor niemal od pierwszych dni zaja˛ł sie˛ organizacja˛ obszaru chronionego krajobrazu kulturalnego. Cze˛s´c´ Murzynowa połoz˙ona blisko Wisły, w wyniku budowy Zalewu Włocławskiego oraz specyficznej modernizacji lat 70. XX wieku, została przeznaczona do całkowitej rozbio´rki. Niewielki fragment osady, s´wiadcza˛cy o bliskich zwia˛zkach jej mieszkan´co´w z rzeka˛, udało sie˛ Ole˛dzkiemu uratowac´. Autor zamieszkał w starym ocalonym domu. W nim to oraz w dwo´ch zabezpieczonych zagrodach urza˛dził muzeum. Zgromadził liczne eksponaty (mie˛dzy innymi wiele fotografii i przedmioto´w), kto´re pozwoliły mu nie tylko na studia dotycza˛ce kultury materialnej, ale ro´wniez˙ przyczyniły sie˛ do jego rozwaz˙an´ nad kwestiami egzysten- cjalnymi – posiadania i bycia, jednym słowem istnienia. Ole˛dzkie- mu zalez˙ało na tym, z˙eby muzeum stanowiło waz˙ny punkt na mapie Murzynowa, z˙eby było to „z˙ywe” muzeum, a nie tylko zbio´r przypadkowo zgromadzonych artefakto´w. Pisze o tym we wste˛pie, zwierzaja˛c sie˛, z˙e uratowana przez niego chata i okoliczny ogro´d stały sie˛ arena˛ nieraz bardzo osobistych wyznan´, zaro´wno ludzi młodych, jak i starych. Co prawda wielu Murzynowiako´w nie mogło zrozumiec´ sensu istnienia takiej placo´wki, tym niemniej nadali jej lokalna˛ nazwe˛: Muzeum, a niekto´rzy uz˙ywali takz˙e bardziej „ludz- kiego”, „nobilituja˛cego” okres´lenia – u pana Jacka. Tym samym dom Ole˛dzkiego na stałe wpisał sie˛ w murzynowski krajobraz, a nawet otrzymał nazwe˛ „własna˛”, podobnie jak Przystan´, Ła˛ki, Ogrody, U Figury czy Sklep. Murzynowo stało sie˛ wie˛c dla Ole˛dzkiego miejscem. Miejscem, i do kto´rego lubił przyjez˙dz˙ac´. w kto´rym dobrze sie˛ czuł Znakomicie ilustruje to wspomnienie Magdaleny Zowczak: „Kiedy przywołuje˛ obraz Jacka pogodnego, widze˛ Go w Murzynowie, w pocza˛tkach lat osiemdziesia˛tych, w s´rodku lata; Jacek zasiada w cieniu rozłoz˙ystego klonu przed swoim muzeum i, obserwuja˛c mnie, nuci figlarnie: Szła baba z ła˛k, ugryzł ja˛ ba˛k...” (Zowczak 2004, s. 239). Ole˛dzki, człowiek o trudnym charakterze (o czym niejednokrotnie przekonywali sie˛ jego etnograficzni wspo´łpracow- nicy), człowiek nielubia˛cy patosu, oficjalnos´ci, urze˛dniczych okienek i akademickiej administracji (o tytuły i stopnie naukowe tez˙ nie dbał...) w realia murzynowskie zanurzył sie˛ całym soba˛. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 Łukasz Smyrski Znalazł wspo´lny je˛zyk z sa˛siadami, zaangaz˙ował sie˛ w wioskowe relacje sympatii i nieche˛ci, aktywnie uczestniczył w z˙yciu miej- scowej społecznos´ci. Etnograf – inaczej niz˙ sugeruja˛to podre˛czniki prowadzenia badan´ terenowych – bywał rozmo´wca˛ charakternym i krna˛brnym. Miał własne zdanie, irytował sie˛, prowokował, a nawet kło´cił, jez˙eli odczuwał, z˙e ktos´ go lekcewaz˙y. Czasami zdarzało mu sie˛ nawet wyprowadzic´ rozmo´wco´w z ro´wnowagi, z˙eby uzyskac´ bardziej emocjonalne, podszyte nerwem opinie. Uwaz˙ał, z˙e sa˛one bardziej szczere niz˙ kontrolowane wypowiedzi (Marchlewski 2010, s. 126). Z drugiej jednak strony potrafił – niekiedy dłuz˙ej niz˙ kilka godzin – bez słowa pomagac´ w pracy. Czynił to po to, z˙eby po´z´niej uzyskac´ moz˙liwos´c´ rozmowy (Caban 2010, s. 46). Czytaja˛c jego ksia˛z˙ke˛, nie ma wa˛tpliwos´ci, z˙e Ole˛dzki zaangaz˙ował sie˛ w kontakty mie˛dzyludzkie, a „ludzi z Murzynowa traktował jak przyjacio´ł. Szanował i co waz˙ne – lubił” (Jackowski 2004, s. 241). Ole˛dzki wie˛c zamieszkał w „swojej” wsi. Jednak nie dlatego, z˙eby stac´ sie˛ bardziej skutecznym etnografem (czyli realizowac´ postulat bada- wczy), ale dlatego, z˙e ta wies´, typy ludzkie, a przede wszystkim codzienne postawy gospodarzy po prostu go uje˛ły. W nawia˛zaniu dobrych relacji z mieszkan´cami Murzynowa zapewne pomogły Ole˛dzkiemu wspomniane juz˙ cechy charakteru i osobowos´ci. Ludzie przekorni, o trudnym charakterze, nie zadowalaja˛ sie˛ lukrowanymi relacjami, pełnymi nieszczerych rozmo´w, nieznacza˛cych konwencji. Nalez˙y nadmienic´, z˙e podobnie jak Ole˛dzki, ro´wniez˙ jego rozmo´wcy nie byli ludz´mi „łatwymi” w bezpos´rednich kontaktach. Moz˙na odnies´c´ wraz˙enie, z˙e obydwie strony w jakims´ stopniu pasowały do siebie. Murzynowiacy cze˛sto byli zamknie˛ci, mało wylewni, skoncentrowani na codziennych czynnos´ciach, nie lubili okazywac´ emocji. Rozmowy z nimi bywały trudne i niewdzie˛czne. „Murzynowo, przedmies´cie naftowej metropolii, nie nalez˙ało do tzw. dobrych tereno´w badawczych: ogo´lnie rzecz biora˛c niegos´cinne, nieche˛tne, nieprzyste˛pne, jak zreszta˛ w ogo´le Mazowsze [...]. Dopiero po´z´niej zdałam sobie sprawe˛, z˙e Jacek potrzebował opornej, niewdzie˛cznej rzeczywis- tos´ci, z˙eby chronic´ sie˛ przed fałszywymi pozorami łatwych kontakto´w; nie traktował bowiem etnografii jako ucieczki od rze- czywistos´ci, ale przeciwnie, jako sztuke˛ przyjmowania jej w postaci spote˛gowanej az˙ do granic wytrzymałos´ci” (Zowczak 2004, s. 239). Zatem Murzynowo, kto´re ze wzgle˛du na nieprzyste˛pnos´c´ i nie- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 15 gos´cinnos´c´ wydało sie˛ antropoloz˙ce mało pocia˛gaja˛ce, dla Ole˛dz- kiego nabrało waloru pozytywnej wartos´ci. Autor pisze, z˙e jest to wies´ pod kaz˙dym wzgle˛dem wyja˛tkowa, nieprzystaja˛ca do stereo- typo´w powielanych w opracowaniach etnograficznych. Pisze ro´wniez˙, z˙e na miejsce swoich badan´ wybrał rzeczywistos´c´ arty- stycznie wygaszona˛, a nawet kontrartystyczna˛. I chyba rzeczywis´- cie była to wies´ oporna i niewdzie˛czna, ale ro´wniez˙ przez to ciekawa i wcia˛gaja˛ca. Jednak nie dla przecie˛tnego etnografa, ale dla człowieka ciekawego, chca˛cego poznawac´, dowiedziec´ sie˛. Tym samym Ole˛dzki w sposo´b niemal doskonały zrealizował jeden z postulato´w prowadzenia badan´ terenowych. Wprowadził w z˙ycie zasade˛ mo´wia˛ca˛, z˙e antropolog powinien tak długo pozostawac´ w miejscu badan´, az˙ jego obecnos´c´ zostanie uznana przez stałych mieszkan´co´w za oczywista˛. Niezalez˙nie od tego, co oni sami uwaz˙ali na temat etnografa, to jednak zaakceptowali jego obecnos´c´. Nie znaczy to, z˙e zrozumieli sens jego pobytu. Cze˛s´c´ mieszkan´co´w uznała, z˙e pan Jacek jest niegroz´nym wariatem, kto´ry poprzez swoje zachowanie i tryb z˙ycia przypomina letnika. Czasami etnolog rzeczywis´cie zachowywał sie˛ „dziwnie”: chodził po wsi z kijem, nagrywał na magnetofon kumkanie z˙ab, ka˛pał sie˛ w rzece. Inni uznali go za osobe˛ „poz˙yteczna˛”. Ci, kto´rzy uwaz˙ali go za wczasowicza – raczej go ignorowali. Ci drudzy, licza˛c na osia˛gnie˛cie jakiejs´ korzys´ci materialnej (np. zapłate˛ za jaka˛s´ wykonana˛ prace˛), odwiedzali (Marchlewski 2010, s. 138–139). Ten badacz osobny był jednym z niewielu polskich antropolo- go´w, kto´rzy badania terenowe traktowali niezwykle serio. Badania nie były dla niego wygodnym wytrychem umoz˙liwiaja˛cym zdobycie etnograficznego autorytetu, ale sposobem, dzie˛ki kto´remu mo´gł wypowiadac´ sie˛ na temat osobis´cie dos´wiadczonego skrawka rzeczywistos´ci. Jez˙eli przyjmiemy, z˙e badania terenowe stanowia˛ dla antropologo´w najwaz˙niejsze z´ro´dło wiedzy o danej społecz- nos´ci (Eriksen 2009, s. 35), to nalez˙y uznac´, z˙e Ole˛dzki był etno- grafem perfekcyjnym. Musiał rozmawiac´, obserwowac´, łazic´, przy- gla˛dac´ sie˛, szczego´łowo dociekac´, dlaczego jest tak a nie inaczej – bez tego etnografia nie miałaby dla niego sensu. Ma racje˛ Jerzy Wasilewski, pisza˛c, z˙e Ole˛dzki „był badaczem terenowym jak mało kto – wykraczaja˛c poza wymogi etnograficznej obserwacji uczest- nicza˛cej realizował ws´ro´d swoich murzynowiako´w uczestnicza˛ce uczestnictwo” (Wasilewski 2004, s. 238). Pisał o tym zreszta˛ sam ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 16 Łukasz Smyrski badacz, podkres´laja˛c, z˙e jako forme˛ gromadzenia wiadomos´ci przyja˛ł trwała˛ obecnos´c´ w wiosce. I nawet kiedy wyjez˙dz˙ał ze wsi, potrafił uczynic´ z tego walor poznawczy. Przywołajmy zanotowany przez niego dialog z niejakim Mirkiem, przeprowadzony po dłuz˙szej nieobecnos´ci etnografa we wsi: „– No i jestes´ wreszcie docencie. – Nie jestem z˙adnym docentem, tylko badaczem. – A, badaczem. To zbadaj mi hemoroidy. – Nie zbadam!” (Ole˛dzki 1996, s. 32). Mamy oto szczego´łowy, kro´tki zapis „nieznacza˛cej” pogawe˛dki, jakich mogło byc´ setki na przestrzeni wielu lat. Ale wnioski, jakie wyprowadza autor na podstawie tego kro´tkiego fragmentu, maja˛ juz˙ walor etnograficzny. Mimo z˙e Ole˛dzki przyjez˙dz˙ał do Murzynowa na przestrzeni 20 lat, mimo z˙e znał wszystkich, a wszyscy znali jego, musiał za kaz˙dym razem przedstawiac´ sie˛ na nowo, wyjas´niac´, tłumaczyc´, kim jest. Za kaz˙dym razem pro´bował takz˙e poznawac´ miejscowa˛ rzeczywistos´c´, tak jak by sie˛ w niej znalazł po raz pierwszy. W dodatku nie krył zdziwienia, z˙e takie przypadkowe codzienne okolicznos´ci stwarzały nieograniczone moz˙liwos´ci cia˛głego gromadzenia nowych materiało´w. A o tym, z˙e Ole˛dzki znakomicie potrafił analizowac´ własne spostrzez˙enia powstałe w wyniku takich kro´tkich, niearanz˙owanych spotkan´, moz˙e s´wiadczyc´ kolejna sytuacja. Ta na pozo´r nieistotna po- gawe˛dka, stała sie˛ po zanotowaniu interesuja˛cym z´ro´dłem: „S. po- witał mnie z uniz˙eniem. – Dzien´doberek panie inz˙ynierze! – Nie jestem inz˙ynierem. Mam prosze˛ pana tytuł powaz˙niejszy. S. sie˛ zapienił i przykładaja˛c dłon´ do gardła zacza˛ł krzyczec´: – Ja bym wszystkim takim z˙yletka˛ łby poucinał i mam tylko osiem klas. – Nie gadaj głupot Jo´zek, mniej masz, chodz´ tu Jo´zek – zawołała z˙ona” (ibidem). Czytaja˛c ten kro´tki fragment, moz˙emy wyobrazic´ sobie rozsier- jego z˙one˛ (kto´ra zreszta˛ „celnie” trafia w dys- dzonego Jo´zka, kutowany problem), a nawet moz˙emy usłyszec´ ironiczna˛intonacje˛ głosu przy zwrocie dzien´doberek panie inz˙ynierze. Trzeba przyznac´, z˙e Ole˛dzki potrafił znakomicie oddac´ klimat okres´lonej sytuacji, zdarzenia, przedstawic´ charakterystyke˛ konkretnego człowieka. Ale waz˙ne jest ro´wniez˙ to, z˙e badacz ten, przestrzegaja˛c kolego´w po ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 17 etnograficznym fachu, wskazywał na pewnego rodzaju dialektyke˛, kto´ra wsparta zawodowa˛ spostrzegawczos´cia˛ mogła przyczynic´ sie˛ do powstania cennego z´ro´dła: „Kaz˙dy uz˙yczony ci tytuł przyjmuj z pokora˛. Z drugiej jednak strony, nie protestuja˛c moz˙esz sie˛ nie dowiedziec´ rzeczy dosyc´ istotnej. Mianowicie, jak bardzo uraz´liwi i draz˙liwi sa˛tutejsi ludzie. Wie˛cej, jak im łatwo przychodzi zmienic´ swo´j nastro´j. Wniosek: ba˛dz´ jednak zawsze soba˛, sie˛ nie dosto- sowuj i nie udawaj” (ibidem). To ostatnie zdanie znakomicie uka- zuje postawe˛ badawcza˛, ale ro´wniez˙ i z˙yciowa˛autora. Chodziło o to, z˙eby unikac´ sytuacji „pozornych”, dwuznacznych, w kto´rych kontakt z drugim człowiekiem opierałby sie˛ na pewnego rodzaju grze czy udawaniu. Moz˙liwos´c´ zderzenia, ale nie konfliktu, obsta- wania przy swoim, a nie przymilnego przyznawania racji, stwarzała moz˙liwos´c´ „prawdziwych” relacji, bez kto´rych „uczestnicza˛ce uczestnictwo” nie byłoby moz˙liwe. Przywoływanie tego rodzaju sytuacji w teks´cie etnograficznym wskazuje na jeszcze jeden istotny walor metodyczny etnografii Ole˛dzkiego. Autor ten docenił znaczenie przypadku w etnogra- ficznej pracy badawczej. Przypadkowe okolicznos´ci czy niespo- dziewane, spontaniczne reakcje i wypowiedzi to waz˙na cze˛s´c´ codziennos´ci badan´ „terenowych”. Kaz˙dy etnograf o tym wie. To waz˙ne, z˙e autor uczynił zaleta˛ to, co inni chcieliby ukryc´, przed- stawiaja˛c własna˛ prace˛ jako cia˛g przemys´lanych strategii zastoso- wanych w celu zgromadzenia materiało´w z´ro´dłowych. Przejdz´my teraz do kro´tkiej charakterystyki bazy z´ro´dłowej, na podstawie kto´rej powstało Murzynowo. Ole˛dzki, stawiaja˛c przed soba˛ problem badawczy dotycza˛cy tytułowych znako´w istnienia i toz˙samos´ci, oparł swoja˛ prace˛ na z´ro´dłach ro´z˙nego rodzaju. Niewa˛tpliwie najwaz˙niejsze były dla niego jego własne obserwacje prowadzone podczas całego pobytu w Murzynowie. Obserwacje te stanowia˛istotny element poznania antropologicznego i składaja˛sie˛ na cos´, co Kirsten Hastrup (2008) nazwała podzielaniem rzeczywis- tos´ci społecznej. Autor, uwikłany w kontekst lokalnych realio´w, mo´gł rejestrowac´ niekto´re z obserwowanych zdarzen´ jako wydarzenia o znaczeniu etnograficznym. Ole˛dzki był w Murzynowie s´wiadkiem wielu ro´z˙nych sytuacji, jednak tylko niekto´re z nich opisywał na kartkach swojej ksia˛z˙ki, nadaja˛c im znaczenie „kulturowe”. W takich zdarzeniach mo´gł uczestniczyc´ pos´rednio jako obserwator lub jako ich aktywny uczestnik (np. spotkania z Mirkiem lub Jo´zkiem). ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 18 Łukasz Smyrski Ole˛dzki wyłania sie˛ wie˛c z lektury Murzynowa jako uwaz˙ny obserwator. Za przykład niech nam posłuz˙y scenka, kto´rej był s´wiadkiem. Oto´z˙ w jednym z murzynowskich domo´w wspo´lnie z rodzina˛ gospodarzy oczekiwał na odwiedziny drugiego dziadka, kto´ry to ste˛sknił sie˛ za swoja˛ wnuczka˛ Martynka˛. Kiedy nadszedł, wszyscy zasiedli do stołu, ale Martynka najwyraz´niej lekcewaz˙yła obydwu dziadko´w. „W ten sposo´b wyraz˙a swa˛ czułos´c´ do tych dwo´ch oso´b. Ty dziadu jeden powiada na przemian to do jednego to do drugiego [...]. Obserwuja˛c zachowanie Martynki, nie ma dla mnie znaczenia wie˛kszego to, z˙e zmienił sie˛ stosunek dzieci do starszych i odwrotnie. Mam cały czas przed oczyma obrazek, kto´rego nie sposo´b dos´wiadczac´ inaczej, niz˙ jako cos´ niezwykłego, trwałego w tym s´rodowisku. Oto´z˙ jest obyczajem, z˙e cze˛sto krowy dojone sa˛ w tych stronach nie przez kobiety (‘grabieja˛ nam re˛ce’), kto´re nie maja˛siły wyciskac´ wymion spasionych na ła˛kach zwierza˛t, lecz przez me˛z˙czyzn. Martynka, aby w tej niedoli wesprzec´ ojca, przysiada na stołeczku do dojenia za jego plecami. Siedzi do kon´ca dojenia oparta swoimi plecami o jego plecy” (rozdz. 6, s. 340). Chciałoby sie˛ dodac´, z˙e dzieje sie˛ to we wsi, w kto´rej mieszkaja˛ ludzie o wygaszonych emocjach... Oto włas´nie przykład etnogra- ficznego rozumienia wydarzenia. Na tym mie˛dzy innymi opiera sie˛ ksia˛z˙ka Ole˛dzkiego – jest utkana z wielu tego rodzaju wydarzen´. Jakas´ przypadkowa sytuacja zestawiona w ro´z˙nych konfiguracjach z innymi wydarzeniami staje sie˛ nagle niezwykle istotna. Zwia˛zane z nimi zachowania poszcze- go´lnych oso´b moga˛ byc´ charakterystyczne nie tylko dla konkret- nych jednostek, ale moga˛wre˛cz nabierac´ znaczenia symbolicznego dla całej społecznos´ci. Moga˛ tworzyc´ niewidzialne granice, okres´laja˛ce wspo´lnote˛ ludzi mieszkaja˛cych w Murzynowie. Przy- kłado´w moz˙na podac´ wiele. Przywołajmy np. postac´ sołtysa graja˛- cego w tysia˛ca podczas najbardziej absorbuja˛cych prac w polu, czy tez˙ w czasie „słuz˙bowych” wizyt interesanto´w. Zwyczajny obser- wator potraktowałby to zachowanie jako przejaw zwykłego niero´b- stwa albo lenistwa. Ole˛dzki jednak odnosi je do znacznie szerszego kontekstu. Zauwaz˙a, z˙e miejscowi gospodarze, zaabsorbowani jaka˛s´ czynnos´cia˛ (bez wzgle˛du na to, jak waz˙na czy pilna by ona była), powinni ja˛ natychmiast przerwac´, gdy ktos´ przychodził do nich z niespodziewana˛ wizyta˛. „Osoba maja˛ca poczucie swojej godnos´ci winna przerwac´ najbardziej absorbuja˛ce zaje˛cie i usza- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 19 nowac´ druga˛ osobe˛ gotowos´cia˛ wła˛czenia sie˛ w oznajmiany rodzaj kontaktu. W przypadku me˛z˙czyzn bywała to nieraz kro´tsza lub nawet dłuz˙sza rozmowa przy wypalanych papierosach”. Sposo´b, w jaki Murzynowiacy wygaszaja˛ emocje, panuja˛ nad soba˛ w sytu- acjach trudnych, jest charakterystyczny dla całej społecznos´ci. To jawne, wprost demonstracyjne przerywanie pracy było wyrazem szacunku nie tylko dla gos´cia, ale takz˙e dla siebie samego. Kolejnym rodzajem z´ro´deł sa˛ rozmowy i zasłyszane historie. Autor gadał z ludz´mi w najro´z˙niejszych sytuacjach: w czasie uroczystos´ci rodzinnych w domach sa˛siado´w, w Muzeum, na drodze, na ławeczce czy choc´by w sklepie. Materiały pochodza˛ce z rozmo´w sa˛ szalenie interesuja˛ce, a ilos´c´ przytaczanych przez autora miejscowych narracji momentami wre˛cz przytłacza. Ale ro´wniez˙ bawi, a czasami – jak w przypadku małz˙en´stwa Leona i Leokadii (czyli Leosia i Leosi) – wzrusza. Jest to historia o... flaczkach. Przygotowuja˛c sie˛ do wyprawienia chrzcin „Leosia wysłała Leosia za rzeke˛ do Duninowa, aby kupił tam w jatce flaczko´w. Leos´ zrobił to, co mu polecono. Flaczko´w jednakz˙e nie dowio´zł, poniewaz˙ z ło´dki wys´lizgne˛ły mu sie˛ do wody i popłyne˛ły z pra˛dem. Przyszedł Leos´ do Leosi i opowiedział, jakie spotkało go nieszcze˛s´cie. Leosia – osoba łagodna i wielkiej dobroci – poprosiła Leosia, aby jeszcze raz popłyna˛ł do Duninowa. Leos´ powto´rzył zadanie i... flaczko´w nie donio´sł do domu. Leosia flaczki jednak widziała, jak psy po podwo´rzu rozwło´czyły ich resztki” (rozdz. 5, s. 301). Dalej było juz˙ tylko gorzej: Leosia kazała Leosiowi zabic´ kaczora, lecz mie˛so zjadły koty i ptaki. Kiedy z kolei Leos´ nałowił we˛gorzy, te uciekły do studni. Cała historia skon´czyła sie˛ tym, z˙e Leosia, pro´buja˛c złapac´ sie˛ butelki wina stoja˛cej na stole, wpadła do piwnicy, gdyz˙ Leos´ przez swoje roztargnienie zostawił otwarte drzwi klapy w podłodze. Powyz˙sza przygoda jest ujmuja˛ca. Autor nie umieszcza jej jednak w ksia˛z˙ce ze wzgle˛do´w humorystycznych. Ole˛dzki dostrzega w tej sytuacyjnej historii wzajemna˛ relacje˛ mie˛dzy rodzinna˛ uroczystos´cia˛ (chrzcinami) a wywołanym przez nia˛ stanem ducha. Rozkojarzenie sympatycznych gospodarzy tłumaczy w tym przypadku nadmiarem emocji zwia˛zanych z tak waz˙nym wydarzeniem, jakim sa˛chrzciny dziecka. Mało tego, autor zwraca nam uwage˛ na szerszy kontekst tej opowies´ci. Istotna jest dla niego nie tylko sama tres´c´, ale takz˙e osobowos´c´ człowieka, kto´ry opowiedział te˛ historie˛. Oto´z˙ mieszkaniec wsi, od kto´rego Ole˛dzki ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 20 Łukasz Smyrski usłyszał anegdote˛ o flaczkach, ro´wniez˙ nie nalez˙ał do oso´b ostroz˙nych. Kilkakrotnie przytrafiło mu sie˛ wyla˛dowac´ własnym samochodem w rowie tuz˙ obok swojego domu... Zupełnie innego rodzaju z´ro´dłem sa˛ Zapiski domowe Teresy Trojanowskiej. Autor słusznie klasyfikuje je jako niezwykle cenne. Pani Trojanowska to rodowita mieszkanka Murzynowa, kto´ra przez 9 lat, niemal dzien´ po dniu prowadziła cos´ w rodzaju osobistego pamie˛tnika. Mamy tu do czynienia z bardzo sugestywnym „dzie- łem” z˙ycia, zawieraja˛cym ro´z˙norodne opisy przyrody, notki o codziennych zakupach zapałek i ma˛ki, informacje o relacjach sa˛siedzkich, zaje˛ciach gospodarskich, własnych stanach emocjo- nalnych, cechach charakteru me˛z˙a, a w kon´cu jego s´mierci. Ole˛dzki, analizuja˛c wspomniane pamie˛tniki, zwraca uwage˛ nie tylko na plastycznos´c´ przedstawianych charakterystyk, ale ro´wniez˙ na ekspresyjnos´c´ emocji towarzysza˛cych z˙yciu małz˙onko´w Teresy i Jana – ska˛dina˛d waz˙nych bohatero´w jego pracy. Na ksia˛z˙ke˛ Ole˛dzkiego składaja˛ sie˛ nie tylko opowiastki, obserwacje czy wspomniane pamie˛tniki, ale takz˙e – pieczołowicie przegla˛dane przez badacza – dane archiwalne. Autor zała˛cza tutaj mie˛dzy innymi całe strony wyimko´w z ksia˛g Akt Cywilnych kos´cioło´w parafialnych z ziemi dobrzyn´skiej. Ws´ro´d nich znaj- dziemy obszerne fragmenty ksia˛g chrzcielnych, ale takz˙e opisy stano´w maja˛tko´w, dzie˛ki kto´rym moz˙emy s´ledzic´ kolejnych rezydento´w i ekonomo´w Murzynowa. Momentami czytelnik moz˙e miec´ wraz˙enie, z˙e tak szczego´łowe wykorzystanie dokumento´w zwia˛zanych z historia˛ lokalna˛ jest zbe˛dne. Te˛ cze˛s´c´ ksia˛z˙ki czyta sie˛ najtrudniej. Dzieje sie˛ tak pewnie dlatego, z˙e autor odchodzi od porza˛dku synchronicznego na rzecz specyficznej diachronii. Nadmiar szczego´łowych archiwalio´w moz˙e byc´ dla czytelnika nieczytelny i po prostu trudny do przyswojenia. Ponadto, tak obfite przytaczanie tego rodzaju z´ro´deł w poła˛czeniu z materiałami „terenowymi” z codziennego z˙ycia, budzi pewne wa˛tpliwos´ci pod wzgle˛dem metodologicznym i chyba stanowi słabszy, a na pewno mniej przejrzysty (choc´ dos´c´ długi), fragment ksia˛z˙ki. Nie ulega jednak wa˛tpliwos´ci, z˙e Murzynowo opiera sie˛ na i bogatej bazie z´ro´dłowej, kto´rej walory sa˛ nie do wyja˛tkowej przecenienia. Ole˛dzki błyskotliwie szyje niewidzialnymi nic´mi „obraz” wioskowej, zro´z˙nicowanej społecznos´ci. Bohaterem jego ksia˛z˙ki nie jest jakas´ anonimowa zbiorowos´c´, owa modelowa ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 21 społecznos´c´ wiejska, ale jednostki – konkretni, niepowtarzalni ludzie, ze swoimi z˙yciorysami, przywarami, charakterami. Nalez˙y jasno podkres´lic´, z˙e autor nie buduje teoretycznego modelu relacji wiejskich, nie sprowadza bogatych realio´w z˙ycia codziennego do suchej abstrakcyjnej struktury społecznej. Pokazuje nam wielora- kos´c´ rozmaitych postaw z˙yciowych, a samych mieszkan´co´w Murzynowa opisuje jako „refleksyjne” jednostki. Czyni to przy pomocy relacji, kto´ra byc´ moz˙e nawet spełnia kryterium Geertzow- skiego ge˛stego opisu. Z pewnos´cia˛ nie jest to opis formalny, ale „z˙ywy”, „społeczny”, w kto´rym widac´ nie tylko autora, ale i relacje społeczne (kto´rych zobaczyc´ przeciez˙ nie moz˙na...), a takz˙e ich znaczenia. Z˙eby ukazac´ owa˛ ro´z˙norodnos´c´, wykorzystuje np. tak specyficzne z´ro´dło jak ballada o go´wnie napisana przez jedna˛ z mieszkanek wsi. Jest to dos´c´ długi wierszyk, o charakterystycz- nym rytmie siedmiozgłoskowca, kto´ry za sprawa˛ co chwile˛ poja- wiaja˛cego sie˛ słowa, powszechnie uwaz˙anego za brzydkie, nabiera komicznego charakteru. A ten stanowi o niewa˛tpliwych walorach wierszyka. Moz˙emy sobie wyobrazic´ rozbawionych mieszkan´co´w Murzynowa słuchaja˛cych o tym, jak pewna kupa we˛druje po wsi od domu do domu (badacz precyzyjnie zauwaz˙a, z˙e we˛dro´wka ta zaczyna sie˛ w zachodniej cze˛s´ci wsi...), odwiedzaja˛c prawie kaz˙- dego z gospodarzy: Srał Szatkowski pod wozem, wia˛zał go´wno powrozem. Go´wno sie˛ urwało, do Marciniaka poleciało (rozdz. 3, s. 205). I tak dalej. Jednak u Ole˛dzkiego nie ma miejsca na z˙arty, nie jest to dykteryjka obliczona na rozs´mieszenie czytelnika, choc´ niewa˛tpliwie bawiła samego autora (zwłaszcza kiedy go´wno odwie- dziło jego samego, a on wielce zdziwiony, po co go´wno przyszło w te strony). Autor z tego kilkunastozwrotkowego wierszyka uczynił kawał etnografii. Jego zdaniem przytoczone z´ro´dło s´wiadczy nie tylko o spostrzegawczos´ci mieszkan´co´w, ale ro´wniez˙ o umieje˛tnos´ci formułowania przez nich lapidarnych charakterystyk. Dzie˛ki owej kupie otrzymujemy nawet cos´ w rodzaju mapy komunikacyjnej Murzynowa. Go´wno bowiem nie wybiera przypadkowych mieszkan´- co´w – unika wizyt w domach oso´b uwaz˙anych za stateczne. Wierszyk ten pomaga Ole˛dzkiemu zwro´cic´ uwage˛ na „umieje˛tnos´c´ tworzenia syntetyzuja˛cych portreto´w, niepowtarzalnych w swej istocie oso´b”. To ostatnie zdanie jest szalenie waz˙ne, dotyka bowiem kwestii podmiotowos´ci poszczego´lnych jednostek. Poprzez barwne przed- stawienie ro´z˙nych postaci: np. Hipolita Kowalskiego, Henryka ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 22 Łukasz Smyrski Gurdzin´skiego, Teresy Trojanowskiej czy jej me˛z˙a Jana Trojanow- skiego (kto´ry na stereotypowe pytanie urze˛dniczki o nazwisko z re- guły odpowiadał Holdesdewildesfidestatkiewicz), badacz stara sie˛ dotrzec´ do kardynalnego zagadnienia, jakim jest uchwycenie osobowos´ci konkretnych ludzi w konteks´cie okres´lonej zbiorowos´ci. Ksia˛z˙ka o Murzynowie, a raczej o mieszkan´cach Murzynowa, powstała w oparciu o dos´wiadczenie etnograficzne jej autora. Jest głe˛boka˛relacja˛z badan´ terenowych, kto´re z kolei przyczyniły sie˛ do skonceptualizowania gło´wnego problemu badawczego: toz˙samos´ci i znako´w ludzkiego istnienia. Praca ta niewa˛tpliwie zawiera walory odkrywcze i opiera sie˛ na znakomitej bazie z´ro´dłowej. Wydaje sie˛ wie˛c, z˙e spełnia wszelkie kryteria etnograficznej monografii terenowej. Co prawda „klasyczna” monografia etnograficzna juz˙ nie istnieje (Eriksen 2009, s. 42), nie znaczy to jednak, z˙e w ogo´le wyczerpała sie˛ jej formuła. To prawda, z˙e wielu antropologo´w przedkłada dzis´ artykuły w czasopismach lub pojedyncze rozdziały w pracach zbiorowych nad obszerne ksia˛z˙ki powstałe w wyniku badan´ terenowych (wia˛z˙e sie˛ to zreszta˛z pewna˛„ekonomia˛” czasu, sił, nakłado´w oraz polityka˛ gromadzenia punkto´w za publikacje). Mimo to sa˛dze˛, z˙e włas´nie w monografiach terenowych wcia˛z˙ tkwi siła całos´ci etnograficznego przedsie˛wzie˛cia. Monografie powsta- ja˛ce na podstawie rozległych studio´w poszczego´lnych zagadnien´ przy wykorzystaniu intensywnej metody pozwalaja˛ formułowac´ problemy w terminach wiedzy etnograficznej i analizy teoretycznej. Znakomicie dowodzi tego Hastrup, podkres´laja˛c ła˛cznos´c´ efektu badan´ (czyli opracowania monograficznego) z praktyka˛ etnogra- ficzna˛ (Hastrup 2008). W dodatku monografie słuz˙a˛ nie tylko budowaniu wiedzy, ale ro´wniez˙ wyznaczaja˛ zasadnicze zwroty w dominuja˛cych paradygmatach naukowych, stanowia˛c wre˛cz fundament antropologii (Malewska-Szałygin 2010, s. 56). Niestety, w Polsce powstało stosunkowo niewiele monografii etnograficznych. Pod tym wzgle˛dem wyro´z˙nia sie˛ jednak publikacja, kto´ra˛ ponownie oddajemy do ra˛k Czytelniko´w. Murzynowo to ksia˛z˙ka wyja˛tkowa. Obok Społecznos´ci wiejskiej Kazimiery Zawis- towicz-Adamskiej (1948) nalez˙y do grona najwaz˙niejszych opraco- wan´ monograficznych, jakie wyszły spod pio´ra polskich etnografo´w. I chociaz˙ sam Ole˛dzki deklarował, z˙e jego praca nie jest monografia˛ ani nawet jej odmiana˛, to – jak sa˛dze˛ – włas´nie Murzynowo jest monografia˛ etnograficzna˛ w s´cisłym znaczeniu tego słowa. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Murzynowo, czyli znaki istnienia – wprowadzenie do etnografii... 23 Bibliografia Caban W. 2010 Ciarka R. 2004 Tematy nieobecne: moje wieczorne spotkania z Jackiem Ole˛dzkim w Murzynowie, „Etnografia Nowa”, nr 02, s. 45–50. Pan Jacek, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 242, 243. Eriksen T. H. 2009 Małe miejsca, wielkie sprawy. Wprowadzenie do antropologii społecznej i kulturowej, Oficyna Wydawnicza Volumen, War- szawa. Hastrup K. 2008 Droga do antropologii. Mie˛dzy dos´wiadczeniem a teoria˛, Wydaw- nictwo Uniwersytetu Jagiellon´skiego, Krako´w. Jackowski A. 2004 Jacek, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 241. Kubiak A. 2004 Jacek, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 244. Malewska-Szałygin A. 2010 terenowych [w:] Antropolog Nieprzemijaja˛cy urok monografii wobec wspo´łczesnos´ci, red. A. Malewska-Szałygin, M. Radkow- ska-Walkowicz, s. 52–62, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Warszawa. Marchlewski W. 2010 W miche˛ go... O metodzie badawczej Jacka Ole˛dzkiego, „Etnografia Nowa”, nr 02, s. 123–142. Badacz osobny, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 245–247. Jacek Ole˛dzki (1933–2004) [w:] Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne, t. 3, red. A. Spiss, Z. Szromka-Rysowa, s. 199–205, Wydawnictwo Naukowe PWN, Wrocław, Krako´w. Mro´z L. 2004 2010 Ole˛dzki J. 1996 1999 2004a Jednakowo, albo badacz i wcia˛z˙ to samo s´rodowisko, „Ło´dzkie Studia Etnograficzne”, t. 35, s. 31–38. Ludzie wygasłego wejrzenia, Dialog, Warszawa. Jacek Ole˛dzki – bibliografia, opr. K. Dudzin´ska, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 252, 254. 2004b Z˙ yciorys, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 249–251. Sokolewicz Z. 2010 Jacek Ole˛dzki: jakim go pamie˛tam, „Etnografia Nowa”, nr 02, s. 29–39. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 24 Tokarska-Bakir J. Łukasz Smyrski 1995 Dalsze losy syna marnotrawnego. Projekt etnografii nie- przezroczystej, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 1, s. 13–22. Wasilewski J. S. 2004 Człowiek niewygasłego wejrzenia, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 237–238. Zadroz˙yn´ska A. 2004 Jacek Ole˛dzki (1933–2004), „Lud”, t. 88, s. 414–416. Zawistowicz-Adamska K. 1948 Społecznos´c´ wiejska. Dos´wiadczenia i rozwaz˙ania z badan´ terenowych w Zaborowie, Polski Instytut Słuz˙by Społecznej, Ło´dz´. Zowczak M. 2004 Bania karmelicka albo antropologia niezwykłos´ci, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, nr 3–4, s. 239–240. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Słowo wste˛pne i Neofilologii Praca – kto´ra˛ przedkładam Czytelnikowi – powstała w latach i Studio´w Regionalnych 1978–1987 na Wydziale Geografii Uniwersytetu Warszawskiego. Wykorzystuje˛ w niej ro´wniez˙ dos´wiadczenia badawcze zdobywane w czasie studio´w i pracy na tegoz˙ Uniwersytetu oraz Wydziale Historii w Instytucie Historii Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk. Byłem zatrudniony w zespołach kierowanych przez nieodz˙ałowanej pamie˛ci prof. dr. Witolda Dynowskiego, prof. dr Anne˛ Kutrzebe˛- -Pojnarowa˛, naste˛pnie przez prof. dr hab. Zofie˛ Sokolewicz i prof. dr. Bogodara Winida. Kaz˙dej z tych oso´b zawdzie˛czam odre˛bne, wszelako zawsze inspiruja˛ce i wzbogacaja˛ce szlaki badawcze, wio- da˛ce przez Europe˛, Azje˛ i Afryke˛ zawsze do podstaw rodzimych. Szczego´lne podzie˛kowanie kieruje˛ do pani doc. dr hab. Alicji Kostrowickiej, dziekana WGiSR UW, aktualnej mej przełoz˙onej oraz Jej me˛z˙a prof. dr. hab. Andrzeja Kostrowickiego, pierwszych dociekliwych i krytycznych Czytelniko´w tej pracy. Pragne˛ ro´wniez˙ podzie˛kowac´ niezliczonej liczbie oso´b, z kto´rymi rozmawiałem w ro´z˙nych miejscach s´wiata, szczego´lnie zas´ mieszkan´com Murzynowa. Dzie˛kuje˛ ksie˛z˙om, byłemu proboszczowi parafii w Rokiciu Ja- nowi Degowskiemu, prałatowi dr. Tadeuszowi Z˙ebrowskiemu i dr. Michałowi Grzybowskiemu z Seminarium Duchownego w Płocku za objas´nienia i pomoc w udoste˛pnianiu bezcennych z´ro´deł archiwalnych. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wprowadzenie Badania w ziemi dobrzyn´skiej rozpocza˛łem w 1972 roku, be˛da˛c gos´ciem w klasztorze oo. Bernardyno´w w Ske˛pem. Interesowałem sie˛ wo´wczas kultami wotywnymi, tres´cia˛ tych praktyk religijnych, niegdys´ niezwykle powszechnych w całym kraju. Wro´ciłem do Ske˛pego ponownie po dwuletniej podro´z˙y do Afryki1. Nie mogłem jednak pełniej zwia˛zac´ sie˛ z badanym obszarem, albowiem opus´ciłem kraj, wyjez˙dz˙aja˛c do Mongolii, a naste˛pnie do Afryki. Ostatecznie dopiero w 1978 roku w innej cze˛s´ci tej ziemi, na jej południowo-wschodnim kran´cu, we wsi Murzynowo, udało mi sie˛ zorganizowac´ baze˛ do prac prowadzonych systematycznie przez dalszych blisko dziesie˛c´ lat. Nazwa wioski Murzynowo (wioski, w kto´rej znalazłem miejsce pracy po likwidacji Studium Afrykanistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie byłem zatrudniony) uzyskała dla mnie jakiej nie moz˙na znaczenie symboliczne o takiej konotacji, w rozprawie naukowej zlekcewaz˙yc´. Przybyłem do wsi, kto´rej nie tylko nazwa, lecz nawet s´ciany opuszczonej, starej chałupy, gdzie miałem zatrzymywac´ sie˛ dłuz˙ej (przyszłe Muzeum-Biblioteka-Pracownia), nie pozwalały wyła˛czyc´ sie˛ z afrykanistycznych problemo´w. S´ciany chałupy były wewna˛trz jaskraworo´z˙owe. Na ich powierzchni dbała gospodyni namalowała przez szablon tysia˛ce białych palm, a pod nimi symetrycznie dwakroc´ wie˛cej ananaso´w (według niekto´rych badaczy, kto´rych pogla˛do´w w pełni nie podzielam, jest to przykład realizowania sie˛ 1 Rezultatem tych wste˛pnych badan´ sa˛: Andrzej Hemka i Jacek Ole˛dzki, Wraz˙liwos´c´ mirakularna, „Polska Sztuka Ludowa” 1990, t. 44, z. 1, s. 8–14, Jacek Ole˛dzki, Pacierze Szczypawki. Uwagi o zalez˙nos´ci dzieła sztuki od pogla˛do´w estetycznych i etycznych artysty, „Polska Sztuka Ludowa” 1976, t. 30, nr 1, s. 29–42; tenz˙e, Pos´lubiwszy wota, tamz˙e. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 28 Wprowadzenie archetypicznego, tworzenie „drzew z˙ycia”). Dodac´ moz˙e nalez˙y jeszcze, z˙e do Murzynowa dojez˙dz˙ało sie˛ wo´wczas z przystanku autobusowego w Płocku, przy ulicy Wolnej Afryki. Czyz˙by wie˛c – stawiałem sobie pytanie – s´wiat az˙ tak sie˛ upo- dobnił? Czyz˙by murzynowiacy byli ro´wniez˙ reprezentantami takich cech osobowych, kto´rych two´rcy poje˛c´ ne´gritude i african personality doszukiwali sie˛ tylko w murzyn´skos´ci? Z trudem, ale na koniec zdecydowanie, musiałem przeciwstawic´ sie˛ tym złudzeniom, podob- nie jak zniszczyc´ pie˛kne malowidła pani Marianny Wie˛ckowskiej, aby uratowac´ sam dom. Zgromadzone zostały w nim liczne eksponaty, pozwalaja˛ce na szczego´łowe studia nad dawnym inwen- tarzem kultury materialnej, a pos´rednio – jak sie˛ okaz˙e – nad waz˙kimi kwestiami egzystencjalnymi, posiadania i bycia – istnienia. Powracaja˛c do wspomnianych konotacji, zwia˛zanych z nazwa˛ Murzynowo, pragna˛łbym wyznac´ gwoli rozwinie˛cia dalej załoz˙en´ metodologicznych i metodycznych tej pracy, z˙e wszelkie zabiegi poro´wnawcze w niekto´rych naukach humanistycznych (od dawna w etnologii, a od niedawna w psychologii czy psychiatrii) nie maja˛ dzisiaj – jak mi sie˛ wydaje – powaz˙niejszej motywacji czy sensu (nawet w granicach błe˛du naukowego, wyzwalaja˛cego silna˛ opozy- cje˛ two´rcza˛ u innych), kiedy nie stanowia˛ rezultatu prac badaw- czych prowadzonych przez dobrze zorganizowane zespoły – nie zas´ pojedyncze osoby – i to w czasie nieraz dłuz˙szym niz˙ jedno dziesie˛ciolecie. Uczestnicza˛c w pierwszych polskich ekspedycjach badawczych do odległych miejsc w Azji S´rodkowej, sa˛dziłem, z˙e nie odrywam sie˛ od najbliz˙szej mi problematyki kultury Polski. Przeciwnie, byłem w pełni przekonany, z˙e uzyskuje˛ nie tylko potrzebna˛ wiedze˛ faktograficzna˛ (odpowiedz´ na najprostsze pytanie, jak te, dlaczego archeologowie nie odnajduja˛ inwentarzy pasterskich albo dlaczego go´ry sa˛ czczone w koincydencji z czcia˛ okazywana˛ koniom), ale takz˙e niezbe˛dna˛ perspektywe˛, dystans emocjonalny, zrozumienie innos´ci, a wie˛c dos´wiadczenie, pozwa- laja˛ce na podejmowanie oceny polskich odre˛bnos´ci. Dzisiaj juz˙ nie mam takiego pełnego przekonania, z˙e odległa perspektywa i o´w emocjonalny dystans, zrodzony przez badanie odmiennych za- sadniczo struktur kulturowych, pozwala kaz˙demu na wyrazistsze i głe˛bsze rozpoznanie (interpretacje˛) miejsca, kto´re jest badaja˛ce- mu najbliz˙sze. Wa˛tła jest nasza kondycja, tylko wybran´com, wyja˛tkowym osobom wystarcza jednego z˙ycia, aby dokonac´ tej ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wprowadzenie 29 jakim jest Lud Oskara Kolberga. Wiele wszak miary dzieła, zalez˙y od rodzaju osobowos´ci badacza, jego pamie˛ci, uczucia i wy- obraz´ni. Zainteresowania kulturami zamarłymi albo kulturami wspo´ł- czesnymi, lecz zachowuja˛cymi elementy przeszłos´ci w stopniu najwyz˙szym (kultura wsi, kultura ludo´w oddalonych od aktual- nych centro´w cywilizacyjnych), okres´lane sa˛ cze˛sto jako ucieczka. Mirosław Z˙uławski, znakomity pisarz i ro´wniez˙ dyplomata, mo´wi o tym wprost w tytule swej ksia˛z˙ki Ucieczka do Afryki. Dla Z˙uław- skiego ucieczka to rozbrat z przyziemnos´cia˛, beznadzieja˛ zas´cian- kowos´ci. Powiada: „Wiedziałem, z˙e ziemia˛ zajmie sie˛ Izabella (z˙ona ambasadora PRL w Dakarze – J.O.). S´wiat przez ten czas trzymac´ sie˛ be˛dzie na pie˛ciu podstawach, jakimi sa˛z˙o´łw, wa˛z˙, krab, krokodyl i ptak kalao, wie˛c niebo nie oderwie sie˛ od ziemi, lecz be˛dzie stanowic´ z nia˛jednos´c´ (jeden z mito´w Afryki Zachodniej – J.O.), i wszystko, co moz˙na widziec´ okiem i słyszec´ uchem, a takz˙e to, czego ani widziec´, ani słyszec´ nie moz˙na, be˛dzie trzymac´ sie˛ kupy. Czyz˙ pierzasty wa˛z˙ nie był wynalazca˛sztuk pie˛knych i pisma? Sztuka˛zawsze rza˛dziły stwory; totez˙ literatura to jednoroz˙ec, a nie krowa”2. Sens tej i wielu innych ucieczek jest podobny. Nie stanowi wyrzeczenia sie˛ samego siebie ani tez˙ kultury, w kto´rej sie˛ wyrastało, lecz stanowcza˛ decyzje˛ rozbratu z wartos´ciami tej kulturze narzuconymi – przemoca˛, pyszałkowatos´cia˛, brutalnos´cia˛, niepohamowana˛ z˙a˛dza˛ posiadania czy zno´w gnus´nos´cia˛ i kłam- stwem. Zwykło sie˛ to nazywac´ „panuja˛cym porza˛dkiem społeczno- -politycznym”. Spo´jrzmy na ucieczki w przeszłos´c´, w innos´c´ i niezwykłos´c´ postaci nam najbliz˙szych: Kolberga, Krzywickiego, Szolc-Rogozin´skiego, Piłsudskiego, Kotwicza, Czekanowskiego, Malinowskiego, Bystronia i Moszyn´skiego. W ich pełnych deter- minacji decyzjach dostrzegam inne jeszcze szczego´lne potrzeby, motywy i nakazy: – przemoz˙na˛ te˛sknote˛ do zmiany s´rodowiska, archetypiczna˛ potrzebe˛ we˛dro´wki, odnajdywania – niczym u prehistorycznych przodko´w – nowych, nieznanych ekumen – a z tym zwia˛zanych podniet, emocji, wraz˙en´, nadaja˛cych sens z˙yciu; 2 Mirosław Z˙uławski, Ucieczka do Afryki, Czytelnik, Warszawa 1983, s. 7. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 30 Wprowadzenie – ro´wnie przemoz˙na˛ nieraz te˛sknote˛ do zmiany s´rodowiska, terapeutyczna˛ potrzebe˛ pociechy w zwa˛tpieniach i najskrytszych rozterkach. Wszystkie te motywy ucieczek w inna˛niz˙ własna kultura wydaja˛ mi sie˛ chwalebnymi, a tym samym niebudza˛cymi zastrzez˙en´ etycz- nych. Rozpatruja˛c zas´ je ze stanowiska poznawczego – mo´wia˛c je˛zykiem filozoficznym – gnostycznego czy epistemologicznego, maja˛ one dla nauki znaczenie decyduja˛ce. Dokonania postaci, kto´re wymieniłem (tylko najgłos´niejsze), nadaja˛ polskiemu ludo- znawstwu range˛ s´wiatowa˛, oryginalna˛, samodzielna˛. A tylko taka ranga poste˛powania badawczego, kto´rego nie spowija cien´ zastrze- z˙en´ i głe˛bokich wa˛tpliwos´ci etycznych, pozostawia trwały s´lad w nauce. Przy systematycznej, trwaja˛cej wiele lat pracy badawczej etnologa, ale tez˙ socjologa, a takz˙e historyka – choc´by na pocza˛tku ich zainteresowan´ wchodziły w gre˛ jedynie najrozmaitsze aspekty innej niz˙ badacza formuły bytowania czy nawet istnienia – nieuchronnie powinno sie˛ dotrzec´ do kardynalnego zagadnienia, jakim jest osobowos´c´ – sam człowiek albo, mo´wia˛c inaczej, osobowos´c´ konkretnych oso´b i osobowos´c´ konkretnej, zintegrowa- nej zbiorowos´ci. Ktos´ powie od razu, przeciez˙ to jest tradycyjna domena zainteresowan´ psychologicznych z psychologia˛osobowos´- ci na czele. Niewa˛tpliwie tak. Trzeba jednak dodac´, z˙e jeszcze do niedawna psychologia nie miała prawie nic do powiedzenia o ludach pierwotnych, społecznos´ciach plemiennych ani tez˙ – co zabrzmi paradoksalnie – o przedstawicielach własnej kultury, lecz tej nieoficjalnej, w reprezentacji ludowej czy plebejskiej. I jes´li nasta˛pił w tej dziedzinie jakis´ przełom, to pod wpływem pojawienia sie˛ w nauce niewielkiej grupy badaczy, gło´wnie amerykan´skich etnopsychologo´w i antropologo´w kultury3. Im tez˙ zawdzie˛czamy – 3 Dlaczego włas´nie amerykan´ska orientacja etnologii i antropologii kulturowej stanowi szczego´lnie inspiruja˛ca˛ formułe˛ badania rzeczywistos´ci? Wydaje sie˛, z˙e sa˛ tego trzy zasadnicze przyczyny: l) W Ameryce nasta˛piła niespotykana zbrodnia wyniszczenia zastanych wielkich kultur autochtonicznych. 2) Ro´wniez˙ w Ameryce spotkały sie˛ – jak nigdzie indziej – ro´z˙ne reprezentacje narodo´w. Juz˙ tylko te dwa czynniki mogły spowodowac´ zrodzenie sie˛ doniosłej refleksji humanistycznej. I z ta˛ refleksja˛ zwia˛zany jest kolejny powo´d. 3) Wyzbycie sie˛ u badaczy postawy nacechowanej dystansem do badanych, a nieraz ich osobliwe uprzedmiotowienie. Tak zrodziły sie˛ badania nad osobowos´cia˛ grup i pojedynczych oso´b z pozycji nie psychologicznych, lecz kulturowych. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wprowadzenie 31 ale wczes´niej badaczom formatu Malinowskiego – humanizacje˛ praktyk psychologicznych. Z dos´wiadczen´ etnologicznych wywodzi sie˛ nurt psychologii (psychiatrii) humanistycznej z jej najwaz˙niej- szym reprezentantem, two´rca˛ poje˛cia dezintegracji pozytywnej, Kazimierzem Da˛browskim. Fakt ten niesłychanie obliguje wspo´ł- czesna˛ etnografie˛ polska˛. Zarazem obliguje do ogo´lnej refleksji etycznej nad pro´ba˛ ewentualnych badan´ s´rodowiska wiejskiego, grup regionalnych, czy tez˙ niewielkich zbiorowos´ci – wioski, parafii, z pozycji etnopsychologicznych. Dos´wiadczen´ nie mamy w kraju z˙adnych. Dos´wiadczenia zagraniczne, jak dota˛d, mogły jedynie przenikna˛c´ w postaci wybranych opracowan´, dosyc´ juz˙ przebrzmiałych i dzisiaj w nikłej mierze inspiruja˛cych4. Zwraca na te˛ ograniczona˛ kompetencyjnos´c´ psychologii dystansowana˛ w wielu przy- padkach badania osobowos´ci przez socjologie˛ i etnologie˛ kaz˙dy, kto przyswajał dorobek amerykan´skiej etnopsychologii czy antropologii kulturowej (Bohdan Molin´ski, Antonina Kłoskowska czy Władysław Adamski). Margaret Mead zakwestionowała sensownos´c´ posługiwania sie˛ przy badaniu osobowos´ci testami psychologicznymi. I moz˙e włas´nie dlatego jej Coming of Age in Samoa zdobyła wielki s´wiatowy rozgłos. Por. Margaret Mead, Kultura i toz˙samos´c´, przekł. Jacek Hoło´wka, wste˛p Władysław Adamski, PWN, Warszawa 1978, s. XIII. Antonina Kłoskowska ujmuje to jeszcze wnikliwiej: włas´nie w USA spotkało sie˛ nagle tylu reprezentanto´w ro´z˙nych kultur i ras, z˙e wymagało to najdociekliwszych analiz, nieprowadzonych w s´wiecie od czaso´w Herodota. Ruth Benedict „została wcia˛gnie˛ta w okresie wojny do inicjowanych przez Biuro Informacji Wojennej studio´w nad charakterem narodowym ro´z˙nych krajo´w, zaro´wno sojuszniczych, jak i nieprzyjacielskich. Gło´wnym rezultatem prac Benedict w tym zakresie była ksia˛z˙ka The Chrysanthemum and the Sword: Patterns of Japanase Culture. Ksia˛z˙ka ukazała sie˛ juz˙ po wojnie. Zgodnie z in- tencjami autorki, miała ona ułatwic´ zrozumienie w stosunkach pomie˛dzy podbita˛ Japonia˛ i krajami zwycie˛skim
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Murzynowo
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: