Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00407 005793 11248708 na godz. na dobę w sumie
Myśli Leona Petrażnickiego - ebook/pdf
Myśli Leona Petrażnickiego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Oficyna Naukowa Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64363-50-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> socjologia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Myśli, sentencje i paradoksy autorstwa Leona Petrażyckiego pochodzą z jego dwudziestu czterech prac, zarówno tych ogłoszonych drukiem, jak i ocalałych w rękopisie. Przedstawione tutaj myśli Leona Petrażyckiego są wyimkami z dwudziestu czterech jego prac, zarówno tych ogłoszonych drukiem, jak i ocalałych w rękopisie. Obrazują one rozległe obszary jego naukowych zainteresowań i dociekań, a także stanowisko, jakie zajmował w rożnych żywotnych kwestiach. Nie są jednakże konspektem, streszczeniem czy uogólnieniem jego poszukiwań, refleksji lub tez naukowych i nie należy ich tak traktować. W większości mają postać krótszych lub dłuższych stwierdzeń, sentencji, pytań, domysłów, niekiedy aforyzmów, a nawet paradoksów doniosłych z punktu widzenia różnych dziedzin wiedzy.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Projekt okładki i stron tytułowych Ireneusz Sakowski Na okładce wykorzystano fotografię wykonaną przez Krzysztofa Micha Redakcja Ewa Pajestka-Kojder © Copyright by Oficyna Naukowa Warszawa 2009 Powielanie zawartych w książce tekstów, zarówno w całości, jak i we fragmentach, bez zgody wydawcy stanowi naruszenie praw autorskich i jest karalne. Dotyczy to również tłumaczenia, wykonywania mikrofilmów i reprodukowania metodami elektronicznymi ISBN 978-83-64363-50-4 Zamówienia na książki można składać w Oficynie Naukowej ul. Mokotowska 65/3, 00-533 Warszawa tel. (0-22) 622 02 41, fax (0-22) 622 02 42 e-mail: oficyna.naukowa@data.pl www.oficyna-naukowa.com.pl ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Spis treści Wstęp (Andrzej Kojder) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 O nauce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27 O poznaniu naukowym . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 53 O społeczeństwie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 71 O socjologii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 95 O psychologii i przeżyciach psychicznych . . . . . . . 103 O głodzie i apetycie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117 O prawie i moralności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127 O człowieku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163 Varia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 183 Wykaz źródeł . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 188 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wstęp W piątek, wczesnym popołudniem 15 maja 1931 ro- ku, w profesorskim mieszkaniu Uniwersytetu Warszaw- skiego przy Krakowskim Przedmieściu podszedł do lu- stra szczupły, niewysoki, szpakowaty mężczyzna w sile wieku. Miał na sobie staromodny tużurek, jego wydatny nos ozdabiał nieodłączny pince-nez. W dłoni trzymał pistolet. Bacznie patrząc w swoje odbicie powoli uniósł broń do skroni i po chwili nacisnął spust. Tak zakończył swoją ziemską wędrówkę jeden z naj- znakomitszych luminarzy wiedzy prawniczej, wybitny myśliciel, socjolog i filozof — Leon Petrażycki. Za- znał w życiu wszystkiego, co może się stać udzia- łem nie tylko uczonego: rozgłosu, sławy i uwielbienia, a także niezrozumienia, goryczy i osamotnienia. Uzna- nie i triumfy spotkały go poza Polską, na obczyźnie, upokorzenia natomiast — wśród swoich, w ojczyźnie. Ale nie one były powodem decyzji o „rzymskim odej- ściu”. Po latach spędzonych niezwykle pracowicie (za ży- cia opublikował kilkanaście książek i innych tekstów o łącznej objętości ponad 5 tysięcy stron, a w manu- skryptach pozostawił kilkanaście tysięcy), po trauma- tycznych doświadczeniach kilku wojen i rewolucji nie ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 8 Andrzej Kojder tylko był fizycznie wyczerpany (od dawna nękało go chroniczne zapalenie opłucnej), lecz coraz dotkliwiej odczuwał, że jego wyobraźnia, zdolności i siły twórcze są na wyczerpaniu. W gronie bliskich osób coraz czę- ściej powtarzał: „maszynka źle idzie”, „maszynka prze- stała pracować”... Maszynką nazywał swój umysł. Czy przeto ma sens nietwórcze życie? Życie bez nowych idei, pomysłów, możliwości prowadzenia badań, zdo- bywania nowej wiedzy? „Żyć — to myśleć”, powtarzał być może za Cyceronem. A ponadto: czy to, co dzieje się w Niemczech, we Włoszech, w bolszewickiej Ro- sji, w Japonii, nie zapowiada ogólnoświatowego katakli- zmu? Czy jego idee, teorie, koncepcje nie pojawiły się przedwcześnie, zanim ludzie, także ludzie nauki, zdo- łają je zrozumieć i docenić? Wszystko więc przemawia za tym — rozważał najpewniej Petrażycki — że za dal- szym istnieniem nie ma mocnych argumentów. Zdecy- dował się więc na rozstanie z życiem. Aby jego wygląd po śmierci nie był przykry dla osób, które pierwsze go zobaczą, wypożyczył i przestudiował podręcznik ana- tomii (czy nie wracał wtedy myślami do pierwszych lat studiów medycznych na Uniwersytecie Kijowskim?). Od bratanka, pułkownika i późniejszego senatora Tade- usza Petrażyckiego (dziewięć lat później został on za- mordowany przez NKWD w Charkowie), pożyczył pi- stolet pod pretekstem, że zamierza się udać na polowa- nie i potrzebuje obrony przed ewentualnym niebezpie- czeństwem. Żonę zaś Marię wysłał do zegarmistrza po odbiór zegarka z naprawy. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wstęp 9 Śmierć, jaką sobie Petrażycki zadał, była więc zapla- nowana i starannie przygotowana. Żył jak uczony i jako uczony, z własnej woli, postanowił umrzeć. Na pogrzebie, który się odbył na warszawskich Po- wązkach 20 maja 1931 roku, wygłoszono 16 mów poże- gnalnych w trzech językach. Rektor Uniwersytetu War- szawskiego, Senat i młodzież akademicka żegnali go w żałobnym nekrologu jako „Badacza Wiedzy Praw- niczej, Wśród Swoich i Obcych Wsławionego, Przez Uczniów Umiłowanego”. Cztery lata wcześniej, w 1927 roku, zostały zorga- nizowane obchody trzydziestopięciolecia pracy nauko- wej i sześćdziesięciolecia urodzin Petrażyckiego. Wrę- czono mu wtedy „złote pióro”, dar polskich i zagra- nicznych uczniów (m.in. Pitirima A. Sorokina i Maxa M. Lasersona). Uniwersytet Stefana Batorego w Wil- nie nadał mu tytuł doktora honoris causa, a rząd ło- tewski przyznał mu komandorię najwyższego orderu Trzy Gwiazdy. Utworzony też został „Komitet uczcze- nia Jubileuszu prof. Leona Petrażyckiego”, w skład któ- rego weszło wielu najwybitniejszych polskich uczo- nych, a na przewodniczącego powołano ówczesnego Marszałka Sejmu profesora Wacława Makowskiego. Komitet uznał m.in., że: „Świat naukowy polski po- winien złożyć hołd należny jednemu ze swych naj- większych myślicieli, a pierwszym, najbardziej godnym i właściwym hołdu objawem będzie dokonanie pol- skiego wydania pism podstawowych Jubilata, ogłoszo- nych dotąd w językach obcych, oraz licznych Jego rę- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 10 Andrzej Kojder kopisów niewydanych”. W wyniku tej decyzji po trzech latach (!) wydany został jeden (!) tom: polski przekład Wstępu do nauki prawa i moralności. Dalsze tomy zamierzonej edycji pod tak wysokim patronatem się nie ukazały. Po niespełna pięćdziesięciu latach od Jubileuszu hi- storia niemal się powtórzyła. Tak zwana październi- kowa odwilż 1956 roku spowodowała złagodzenie rygo- rów ideologicznych również w nauce. Petrażycki prze- stał być burżuazyjnym uczonym w służbie imperiali- zmu i renegatem, jak go nazywał Lenin, i stał się jed- nym z przedstawicieli nauki niemarksistowskiej, którzy zasługują na uzasadnioną, „twórczą krytykę”. W atmosferze odnowy i rehabilitacji niesłusznie oskarżonych został utworzony Komitet Jubileuszowy pod przewodnictwem ówczesnego prezesa Polskiej Akademii Nauk profesora Tadeusza Kotarbińskiego. Staraniem tego Komitetu ukazały się w ciągu dziesię- ciu lat trzy tytuły: został wznowiony Wstęp do na- uki prawa i moralności (1959) oraz wydany przekład Teorii prawa i państwa w związku z teorią moral- ności (t. 1–2, 1959–1960) i Wstępu do nauki polityki prawa (1968). Czwarty tytuł, jedno z najznakomitszych dzieł Petrażyckiego, Bona fides w prawie cywilnym (w przekładzie Jana Sunderlanda), złożony do druku w Państwowym Wydawnictwie Naukowym, po wyda- rzeniach Marca 1968 roku już nie doczekał się publikacji i być może trafi do polskiego czytelnika po półwieczu od daty pierwotnie zamierzonej edycji. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wstęp 11 Pozostający w służbie PRL-owskich władz ideolodzy i łże-uczeni dość szybko się zreflektowali, że z obowią- zującym marksizmem-leninizmem tez Petrażyckiego nie daje się pogodzić. Co bardziej dyspozycyjni prawnicy (a takich nigdy nie brakowało), zwłaszcza propagatorzy tzw. teorii państwa i prawa, albo przemilczali istnienie Petrażyckiego i jego teoryj, albo demaskowali „praw- dziwe oblicze” jego poglądów. Tak np. w „Nowych Drogach”, teoretycznym, według oficjalnej nazwy, or- ganie Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Par- tii Robotniczej, Mieczysław Manelli (w późniejszych la- tach, po opuszczeniu Polski, szanowany profesor ame- rykańskich uniwersytetów) dokonał w 1960 roku „roz- bioru” teoryj Petrażyckiego. Dowodził m.in., że wpraw- dzie można je uznać za oryginalne i przedstawione z ta- lentem krasomówczym (?!), ale w gruncie rzeczy są to „dosyć dowolne konstrukcje [...], cechuje je idealizm su- biektywny [...], są sprzeczne z doświadczeniem społecz- nym” i w ogóle są postawione na głowie. Przez kil- kanaście lat, po okresie narzuconej odgórnie całkowi- tej amnezji, była to obowiązująca, choć stopniowo co- raz bardziej łagodzona wykładnia myśli Petrażyckiego. W końcu można było o nim pisać, byle były wyeks- ponowane akcenty krytyczne odnoszące się do głów- nych jego idei (ich przeinaczanie, aby ułatwić sobie po- lemikę, było na porządku dziennym). Wedle tej niepi- sanej dyrektywy w 1969 roku zostały wydane zbioro- wym wysiłkiem (i z dwuletnim opóźnieniem) Studia dla upamiętnienia stulecia urodzin Petrażyckiego ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 12 Andrzej Kojder (Z zagadnień teorii prawa i teorii nauki Leona Pe- trażyckiego). Fakt, że przedmowę do owych studiów (a w rzeczywistości artykułów) napisał Stefan Rozma- ryn, jeden z głównych propagatorów i egzekutorów sta- linowskiego porządku prawnego w Polsce, dowodzi, że myśl Petrażyckiego ciągle znajdowała się pod nadzo- rem cenzury politycznej. Osobliwe to zresztą były „stu- dia” jubileuszowe, większość bowiem autorów, o któ- rych dziś już prawie nikt nie pamięta, prześcigała się w wykazywaniu słabości nieżyjącego jubilata i w dowo- dzeniu, że swoją wiedzą, rozumem i uczonością znacz- nie nad nim górują. Podobny stosunek do Petrażyckiego mieli poprzed- nicy PRL-owskiego establishmentu prawniczego, mia- nowicie organizatorzy studiów prawniczych w odro- dzonej Rzeczpospolitej po I wojnie światowej. Jak wia- domo, po wybuchu rewolucji bolszewickiej Petrażycki w listopadzie 1917 roku opuścił Rosję i po kilkumie- sięcznym pobycie w Finlandii — w bardzo ciężkich warunkach, nierzadko na linii frontu toczącej się tam krwawej wojny domowej — zamieszkał w Warszawie (odrzucił propozycję objęcia katedry w Oxfordzie, Ber- linie i Rydze). Miał wtedy 51 lat, a za sobą blisko 20 lat pracy na stanowisku profesora w Uniwersytecie Peters- burskim (dwukrotnie był wybierany na dziekana Wy- działu Prawa). Na jego dorobek naukowy składało się kilkanaście książek w języku niemieckim i rosyjskim, a ponadto kilkadziesiąt rozpraw i artykułów oraz ob- szerny przekład. To było jednak najwyraźniej zbyt mało ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wstęp 13 (a może nazbyt dużo?), aby ówczesne władze Wydziału Prawa i Nauk Politycznych zdecydowały się powierzyć mu prestiżowy na studiach prawniczych wykład z Teo- rii (Filozofii) Prawa lub z Encyklopedii Prawa. W za- istniałej sytuacji Petrażycki zdecydował się na powo- łanie ad personam Katedry Socjologii. Była to pierw- sza w Polsce i jedna z pierwszych w Europie uniwer- sytecka katedra tej dyscypliny. Można sobie wyobra- zić, jak bardzo część środowiska prawniczego była za- skoczona i zbulwersowana. — Socjologia? A cóż to za nauka? Kto o niej słyszał? Czym się zajmuje? Co ma wspólnego z prawem? Czy to nie jakieś dziwadło rów- nie osobliwe jak przybysz z Petersburga? A może to jakaś groźna odmiana, nie daj Boże, socjalizmu? — za- pewne zapytywano. Notabene po śmierci Petrażyckiego Katedra została zlikwidowana. Ale Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zgodę na objęcie przez Petrażyckiego Ka- tedry Socjologii wyraziło, obwarowało ją jedynie zo- bowiązaniem, że będzie wykładał także na Wydziale Prawa teorię prawa i historię filozofii prawa. Kiedy kierując się tym zobowiązaniem zgłosił gotowość pro- wadzenia tych wykładów, ówczesny dziekan tego Wy- działu doprowadził do tego, że wykłady te zostały powierzone młodemu docentowi (!), który nie miał ani wówczas, ani później znaczącego dorobku nauko- wego. Odsunięcie Petrażyckiego, wbrew niedawnemu porozumieniu, od prestiżowego, wiodącego wykładu na studiach prawniczych musiało go boleśnie dotknąć, ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 14 Andrzej Kojder zwłaszcza że był przekonany, co publicznie oświadczył, iż ów docent do prowadzenie wykładu z teorii prawa nie miał żadnej legitymacji naukowej. To był pierwszy poważny zgrzyt w stosunkach Pe- trażyckiego z kadrą profesorską Wydziału Prawa UW. Drugim poważnym antagonizmem, którego rezultatem było podanie się Petrażyckiego do dymisji, był jego wniosek o powołanie wybitnego historyka, profesora zwyczajnego Szymona Askenazego, na kierownika Kate- dry Historii Politycznej i Dyplomatycznej Polski Nowo- żytnej. Przed złożeniem wniosku uzyskał zapewnienie i obietnicę poparcia go od wszystkich członków Rady Wydziału. Upewnił się także, że Senat UW wniosek po- prze, a nadto wysondował z pozytywnym skutkiem sta- nowisko Ministerstwa WRiOP. Po tych staraniach jego wniosek Rada Wydziału jednomyślnie uchwaliła, a Se- nat UW zaaprobował go znaczną większością głosów. Lecz w niedługim czasie za sprawą jednego z profeso- rów Wydziału Prawa, którego nazwiska nie warto przy- pominać, zaczęły się mnożyć zastrzeżenia i przeszkody formalne: a to że wniosek nie został umieszczony w po- rządku obrad Rady, a to że bez zgody wszystkich człon- ków Rady został skierowany do Senatu itp. Koniec koń- ców obie uchwały — Rady Wydziału i Senatu — zo- stały unieważnione, w kolejnej zaś procedurze kandy- datura profesora Szymona Askenazego (Żyda!, jak szep- tano) została przez Radę Wydziału Prawa odrzucona. W zaistniałej sytuacji Petrażycki uznał za swój „oczywi- sty obowiązek moralny i patriotyczny” podanie się do ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wstęp 15 dymisji z zajmowanego stanowiska w UW. Uczynił to 12 lutego 1920 roku. Ostatecznie po półtora roku dymi- sja Petrażyckiego nie została przyjęta. A ponieważ dal- sza jego praca w UW pozostawała pod znakiem zapyta- nia, w czerwcu 1921 roku władze Wolnej Wszechnicy Polskiej zaproponowały mu objęcie stanowiska profe- sora socjologii, na co przystał i w roku akademickim 1922/1923 pełnił tam obowiązki prorektora. Wszystkie te okoliczności powodowały, że dla wielu ówczesnych warszawskich profesorów był kimś obcym, z innego świata, inaczej pojmującym naukę, zwłasz- cza naukę prawa, oraz rolę i powinności uczonego i obywatela. Nie wszystkim też obecność Petrażyckiego w UW i jego działalność się podobały. Dzięki temu, że w pierwszych latach pobytu w Warszawie wygłaszał wiele publicznych odczytów, których omówienie skru- pulatnie zamieszczała ówczesna prasa codzienna („Ku- rier Warszawski”, „Przegląd Wieczorny”, „Kurier Pol- ski”, „Express Poranny”, „Naród”), rychło dał się po- znać jako propagator swobód obywatelskich, wolno- ści słowa, równouprawnienia kobiet i mniejszości na- rodowych, a także jako zdecydowany przeciwnik wiel- komocarstwowych aspiracji odrodzonej Rzeczpospoli- tej. Krytycznie wypowiadał się o polityce ekspansji wschodniej, nie ukrywał swoich sympatii liberalnych i racjonalistycznych, a to w oczach wpływowej czę- ści opinii publicznej uchodziło za lewicowość, a nawet bolszewizm. Działacze i zwolennicy Narodowej Demo- kracji kwestionowali jego polskość. Inni mieli mu za ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 16 Andrzej Kojder złe okazywane wsparcie „białym” emigrantom z Ro- sji, a także krytykowanie antyinteligenckiego nastawie- nia sfer rządowych oraz lekceważenia przez nie potrzeb nauki i edukacji. Koronnym wszakże argumentem kry- tycznym było to, że w Rosji Petrażycki był postacią bar- dzo wpływową i że został wybrany na posła do I Dumy Państwowej w 1906 roku z rosyjskiej listy mieszkańców Petersburga, a nadto nie należał do Koła Polskiego, jak pięćdziesięciu innych posłów, m.in. Władysław Grab- ski, Franciszek Nowodworski czy hrabia Maurycy Za- moyski. Zarzut zatraty polskości był w stosunku do Petrażyc- kiego bezpodstawny. W rosyjskich uniwersytetach pra- cowało podówczas wielu sławnych polskich uczonych, by wspomnieć choćby Jana Baudoina de Courtenay, Tadeusza Zielińskiego, Wincentego Lutosławskiego czy Stanisława Ptaszyckiego. Tak jak i oni, od swej polsko- ści i szlacheckiego pochodzenia Petrażycki nigdy się nie odżegnywał ani nie starał się ich ukryć. Co wię- cej, w 1912 roku został wybrany na członka krakow- skiej Akademii Umiejętności, w 1915 zaś na prezesa założonego właśnie w Petersburgu Towarzystwa Pol- skich Prawników i Ekonomistów. W następnym roku podjął współpracę ze zorganizowanymi przez Polskie Towarzystwo Miłośników Historii i Literatury Wyż- szymi Kursami Polskimi, a także z polskim miesięcz- nikiem „Myśl Narodowa”. Ponieważ z trybuny parla- mentarnej wielokrotnie domagał się przyznania kobie- tom pełni praw politycznych, przeto na I Zjeździe Ko- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wstęp 17 biet w Warszawie w 1907 roku (Zjazdowi patronowały Eliza Orzeszkowa i Maria Konopnicka) odwoływano się do jego wypowiedzi i stawiano za światły przykład bo- jownika równouprawnienia. W Polsce o tych dowodach uznania dla Petrażyc- kiego szybko zapomniano. We wpływowych kręgach uniwersyteckich nie chciano też pamiętać, że nale- żał do bardzo aktywnych współuczestników odbudowy Uniwersytetu Warszawskiego w niepodległej Polsce. Kiedy na początku 1919 roku została powołana Komisja Stabilizacyjna przy Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, znalazł się w jej składzie jako jeden z siedmiu profesorów UW. Komisja miała ocenić naukowe kwalifikacje kandydatów do pierwszych no- minacji profesorskich. Po ustanowieniu stanowisk pro- fesora zwyczajnego, nadzwyczajnego i honorowego Pe- trażycki jako jeden z czterech profesorów Wydziału Prawa otrzymał tytuł profesora zwyczajnego, który no- tabene osiemnaście lat wcześniej otrzymał w Uniwer- sytecie Petersburskim. Kiedy jesienią 1919 roku Mini- sterstwo WRiOP powołało Komisję Redakcyjną Ustawy regulującej status wyższych uczelni, także wszedł w jej skład. W lipcu następnego roku opracowany przez Ko- misję jednolity dla wszystkich szkół wyższych Rzeczpo- spolitej projekt ustawy, gwarantujący im szeroką auto- nomię, nabrał mocy prawnej decyzją Sejmu. Z punktu widzenia utrwalonych drukiem dokonań naukowych dwanaście ostatnich lat życia Petrażyckiego w Warszawie nie było udanych. Wprawdzie nadal pi- ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 18 Andrzej Kojder sał bardzo dużo, lecz zniechęcony trudnościami wy- dawniczymi i nieuzyskaniem subwencji na polską edy- cję swych dzieł obcojęzycznych nie starał się publiko- wać manuskryptów, które dotyczyły zagadnień praw- nych, filozoficznych, psychologicznych, socjologicznych, ekonomicznych, pedagogicznych, estetycznych i innych. Cała ta bogata spuścizna piśmiennicza, wypełniająca dużych rozmiarów kufer, zaginęła w czasie II wojny światowej, a potem najprawdopodobniej uległa znisz- czeniu. Osłodą gorzkich lat Petrażyckiego w Uniwersytecie Warszawskim były dowody sympatii i uznania okazy- wane mu przez młodzież studencką, a także wyróż- nienia, jakie go spotkały za granicą. Został bowiem w 1925 roku wybrany na członka i wiceprezesa Mię- dzynarodowego Instytutu Socjologicznego w Paryżu, a także na członka korespondenta Międzynarodowej Akademii Prawa Porównawczego w Hadze. Jednakże wszystko to stanowiło zaledwie namiastkę petersburskich i wcześniejszych, berlińskich, sukcesów. W stolicy carskiej Rosji Petrażycki był bowiem praw- dziwą znakomitością, uczonym powszechnie znanym i wysoko cenionym. W rosyjskiej encyklopedii jego bio- gram ukazał się już w 1898 roku, kiedy w wieku 31 lat uzyskał profesurę. Jego wykłady gromadziły wielkie tłumy młodzieży z różnych wydziałów i uczelni. Fa- scynowało nowatorstwo i oryginalność jego idei. We- dług niektórych relacji był „bożyszczem studentów”. Jeden ze słuchaczy wykładów Petrażyckiego w roku ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw==
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Myśli Leona Petrażnickiego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: