Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00134 006703 14065293 na godz. na dobę w sumie
NSZ o Narodowych Siłach Zbrojnych - ebook/pdf
NSZ o Narodowych Siłach Zbrojnych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 895
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-4187-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże >> literatura faktu
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

OD AUTORA:

 

Narodowe Siły Zbrojne, zwane powszechnie NSZ, były organizacją wojskową i luźnym kierunkiem politycznym, gdzie weszli ludzie różnych zapatrywań, prócz komunistów. Było to pokolenie Polski Niepodległej, wyrosłe bez stygmatu niewoli. Oburzeni do głębi nieudolną kampanią Września. Nie wierzący na jotę sprawcom klęski — by w podziemiu rozsądkiem się kierowali. W kraju nie miałem czasu na politykę. Na emigracji politykierstwo wysunęło się na pierwszy plan. Przy bierności działaczy dawnego ONR i stałej kampanii oszczerstw, prowadzonej przeciwko NSZ, nie chcę milczeć. Ponieważ wszyscy kolejni dowódcy NSZ nie żyją, jestem, by dać świadectwo. Mój udział w NÓW i praca od stworzenia NSZ na stanowisku szefa sztabu Dowództwa autentyzuje pamięć, żywa w dyskusjach i decyzjach dowódcy.

Będę bezstronny, bo tylko prawda ma wartość, wsparta przez studia oficera sztabu generalnego, prawnika i historyka. NSZ stały się rozdziałem polskiej historii, jednako wymazywanej przez komunistów i b. KG-AK. Nie mam dość materiałów źródłowych, by ją napisać. Moje wspomnienia z Polski, Naczelnego Dowództwa i z 2. Korpusu będą inne, niż publikowane dotąd. Jedność wykładni lat od 1939 do 1948 jest godna miana bezmyślności. Polakom nie może wystarczać. Przypisywanie sobie wszystkich zasług przez utalentowane pióra akowców, pogrobowców BBWR, tłumi głos wolny, wolność ubezpieczający. To generał Maczek pisał do dr. K. Gluzińskiego, przewodniczącego Rady Politycznej NSZ: rozwój wypadków Wam przyznał rację. Należało wiele tysięcy ludzi wyprowadzić z Polski, jak Wyście to uczynili. Jesteście dla wielu żywym wyrzutem sumienia. Oszczerstwa spadające na NSZ i zachwalanie własnych zasług, są nadużyciem dezinformacji i pieniędzy społeczeństwa.

Ta książka ukazuje się z dużym opóźnieniem. Postanowienie milczenia obowiązuje dawne ONR. Politycy S.N. wypracowują własną legendę, a przynajmniej alibi. Paszkwil Pilacińskiego częściowo napisał i wydał Giertych, już w tytule zaczynając od błędu: NSZ nie istniały w 1939 roku.

Namaszczone opracowania dotyczące Podziemia pomijały NSZ. Nawet Komisja Historyczna Sztabu Głównego odsunęła nasze relacje i własną rzetelność. Zespół b. żołnierzy NSZ wydał cztery Zeszyty do historii NSZ.

Materiał to nierówny ale cenny, bo bliższy czasowi walki. W. Żbik-Kołaciński dał rzecz świetną, pełną życia historię rejonu. W 1950 r. paryska Kultura ogłosiła mój szkic. Ukazały się artykuły Z. Siemaszki.

W 1971 r. napisałem I wersję tej książki; przesiedziała lat 10 w ideowym areszcie 'przyjaciół'. W sześć lat później byłem gotów z II wersją i wtedy otrzymałem serdeczny list od oficera kawalerii K. Krzeczunowicza z obietnicą załatwienia druku tanio i prędko. Posłałem maszynopis i pieniądze. Odpowiedział znacząco, po kilku nagabywaniach, że jest przyjacielem gen. Pełczyńskiego, a drukować będzie minister Roman Czerniawski. Odtąd nie było wątpliwości — maszynopis wyłudzono. R. Czerniawski (handlowe nazwisko — Garby) nie odpowiadał na moje listy. Obaj oficerowie, szlachetni kawalerowie V.M., przeprowadzili cenzurę wraz z b. KG-AK. Tekst otrzymałem z powrotem dopiero po czterech latach. Na marginesach niedbale zatarte uwagi — bujda, skreślić. Rozdziały niektóre przerobione, inne skomponowane przez 'Machejków' w Londynie. Moralność nie jest cechą cenzorów. Wyrzuciłem więc kukułcze jaja i wracam do swego tekstu i stylu. Piszę bez pretensji do artyzmu, jak żołnierz chwytam stygnące fale polskich zmagań. Muszę jednak pisać i o polityce, bo ona decyduje o życiu i śmierci narodów. Opisana cenzura i różne naciski usiłują mnie wprowadzić na tory ulgowej taryfy. Gdybym uległ -- zdradziłbym sens pisania. Będę opisywać błędy i szkicować sylwetki ludzi nieprzeciętnych i zaledwie karykatury. Będę ścierać fałszywą pozłotkę z gipsowych pomników, w nadziei, że w przyszłości karły nie sięgną po rządy, gdy ujrzą swe odbicie w moim zwierciadle. Oby! Lloyd George we Wspomnieniach wojennych zauważył: niezależnie od tego, czy chodzi o potępienie, czy pochwalę, podkreślam konieczność zasady — wszystkie takie opinie mogą być pożyteczne tylko wtedy, gdy są oparte na prawdzie. Jeśli dla czczonych, czy drogich nam wspomnień iluzji, ukryjemy prawdę i zasłonimy ją laurami, nie nauczymy się niczego i następnym razem może nie unikniemy katastrofy. Tak pisał rzeczywisty dyktator Wielkiej Brytanii w I Wojnie Światowej.

W Stanach Zjednoczonych o wszystkich u góry, w Anglii nawet o W. Churchillu, we Francji o de Gaulle'u — historia i prasa wypowiada się swobodnie. U nas stwarzano drugie osoby po Prezydencie, chronione karą i konfiskatą. Nie wierzmy w dziarskie byczo było, byczo będzie, a z legionowego słownika pożyczone kawę na ławę, choć brzmi ludowo.

W NSZ kierowaliśmy się pełnym zrozumieniem potrzeby wojskowej jedności w ostatecznym działaniu podziemia. Powstanie widzieliśmy jako domenę sztabowego przygotowania i operacyjnego dowodzenia Armii Krajowej, która wykona rozkazy Naczelnego Wodza tylko w chwili wejścia na nasze ziemie wojsk z zachodu. Nigdy inaczej! Nie uznawaliśmy celowości w roztopieniu naszych oddziałów w AK, które zastosowano w praktyce wobec NÓW. Stwierdzam, że operacyjne podporządkowanie NSZ było następstwem rozkazu płk. Dziewicza w stosunku do wschodnich terenów, a potem w stosunku do całości organizacji nakazane przez płk. Kurcyusza, na wypadek zmian nagłych, powstanie przyśpieszających. Nic więcej obaj nie zamierzali oddać KG-AK, gdzie panowała małostkowa nieufność i obawa zamachu stanu wobec zasiedziałego zespołu, rządzącego do wybuchu wojny. Dowódcy NSZ obawiali się sprawców klęski z Września i nie mylili się, jak wykazał 'sukces' Powstania. Inspekcjonując Okręgi NSZ, zachęcałem do współpracy z AK na szczeblu okręgów.

Żołnierzy AK w terenie traktowaliśmy jak kolegów z innych formacji. Byłem i dotąd jestem przerażony niefrasobliwością myśli, z którą zawodowi generałowie i starzy sztabowcy zamienili sztukę wojenną, zawsze im obcą, na powstańczą ruchawkę, bo tak już od 5-go września wyglądała kampania. Później przypieczętowały to gruzy Warszawy, gdy planowanie szeregu lat, podarło w strzępy kilku akowskich generałów w piwnicy. Tu nie godziliśmy się z ich żądaniami w pertraktacjach i nie wyrażamy im uznania po Powstaniu — uzurpatorom wiedzy i wojskowej własności Ojczyzny.

Nie jest przypadkiem, że w ciemną noc obu okupacji tylko Kościół Polski miał wielkich ludzi, na miarę narodowego nieszczęścia. Było to poczuciem odpowiedzialności za życie wszystkiej braci. Po Piłsudskim została małość ludzka, przywykła do wyłącznego czerpania z Rzeczypospolitej. Ona uczepiła się Podziemia i po śmierci obu Naczelnych Wodzów dotąd trwa, przynajmniej przy fikcji rządzenia.

Kajetan Morawski taką dał sylwetkę Piłsudskiego: „Nie było systemu pomajowego. Był najpierw tylko Piłsudski, genialny szlachcic kresowy, o intuicji męża stanu i temperamencie rewolucjonisty, wielkopański i rubaszny, równocześnie bliski trywialności jak legendy. Piłsudski, dla którego Polska była jakimś wielkim Żulowem czy Pikieliszkami, że chodził po niej, gderząc i dziwacząc i kijem sękatym poganiał ekonomów i parobków. Swą renesansową bujnością i małostkową mściwością, swą osobą i legendą przesłonił i przytłoczył cafy okres dziejów Polski i wdarł się w życie każdego z nas. Nie darmo o nim mówili rekruci ze Wschodnich Kresów — 'Korol Polski'.

Męczące powtarzanie, że są piłsudczykami, jest dalekie od prawdy.

Piłsudski był wodzem zwycięstwa 1920 roku. Oni stali się autorami klęsk i utraty dziedzictwa, przez niezrównaną megalomanię. Zachowali tylko tupet, widoczny w pomniejszaniu zasług generała Sikorskiego i w zasypywaniu popiołem stolicy — zwycięstwa pod Monte Cassino.

To ci sami, co bez wyczucia proporcji i bez męskiego serca Polaków, rozmawiali z przedstawicielami NSZ, którzy myśleli niezależnie, ale prawidłowo i nie kierowali się prywatą.

 

OD Redaktora: „O Narodowych Siłach Zbrojnych” otrzymałem od Pana Stanisława Żochowskiego wiosną roku 1985.

 

Maszynopis zawierał tekst „O NSZ” w pełnym wymiarze, nieocenzurowany przez wydawnictwo londyńskie, w którym Książka ukazała się w roku 1983.

Perypetie Autora z cenzorami opisane są w poniższym tekście, podobnie jak i wyjaśnienia wielu znaczących kwestii, np. o rzekomym mordowaniu przez NSZ Żydów, będących – w rzeczywistości – nikczemną plotką na potrzeby walki politycznej z NSZ, „wypuszczoną” przez Biuro Informacji Prasowej KG-AK i chętnie podjętą przez system sowiecki, wysługujący się kryminalistami uchodzącymi za Żydów-komunistów.

O problemach z czarną propagandą, Autor pisze następujące, wstrząsające zdania:

„W zagadnieniu nas interesującym Rzepecki określa dokładnie swój stosunek: Pierwsze pertraktacje o wcielenie NSZ torpedowałem uporczywie, wraz z płk. Sanojcą przypominaniem zbrodni pod Borowem. Sanojca był szefem Oddziału I sztabu AK. Przez liczne wydawnictwa podziemne, a zwłaszcza Biuletyn, Rzepecki przez długi czas systematycznie judził, oczerniał i kłamał, zmieniał określenia nadane przez Bora i przeciwdziałał podpisaniu umowy z NSZ, pisząc jakże wyraźnie: widziałem w tym otwartą dla nas drogę w przepaść polityczną. To Rzepecki jest autorem oskarżeń o mordowaniu Żydów przez NSZ. Wysłanemu na własną rękę do Londynu Sałacińskiemu kazał alarmować ministra obrony gen. Kukiela i przedstawić mu katastrofalną sytuację polityczną w AK. Kończył te zabiegi oceną swego komendanta — nasz Kościuszko do chrzanu”.

Dla wyjaśnienia należy podać, iż jako „mord pod Borowem”, opisywana jest akcja oddziału Narodowych Sił Zbrojnych, polegająca na likwidacji bandy pospolitych rabusiów i morderców, terroryzującej okolicę, a wyraźnie stroniącej od potyczek z Niemcami, o czym pisze nawet lewacko stronnicza wikipiedia na: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mord_pod_Borowem

Akcja pod Borowem jest działaniem symptomatycznym dla wszystkich oddziałów regularnych, jak NSZ, we wszystkich krajach świata atakujących bandy rabusiów – patrz   na działania amerykańskiej Gwardii Narodowej w Nowym Orleanie po przejściu huraganu, etc.

Przy okazji Autor wyjaśnia kulisy wieloletniej blagi, jaką system sowiecki forsował w edukacji PRL – o „wyczynach” partyzantki komunistycznej, z oddziałów GL i mitycznej AL, w których – na swoje nieszczęście – szukały schronienia  Osoby pochodzenia żydowskiego, zajmującymi się działalnością rabunkową i mordem, dla zatarcia śladów.

„Oddziały” takie, będące w rzeczywistości bandami rabunkowymi, zarówno AK, jak i NSZ traktowały, jako zwykłych kryminalistów, czego konsekwencją było ich likwidowanie, bez oglądania się na przynależność etniczną sądzonych i rozstrzeliwanych przestępców.

Jest faktem bardzo znamiennym, iż żadna krzywda nie stała się wielu Żydom, którzy – czasami przypadkiem – przystępowali i służyli ofiarnie w oddziałach Narodowych Sił Zbrojnych, na temat czego powstała już dość spora dokumentacja, do której odsyłam – w tym miejscu – Czytelnika, pragnącego pogłębić znajomość historii.

Obszerny fragment otrzymanego od Pana Stanisława Żochowskiego maszynopisu, dotyczący stosunku Narodowych Sił Zbrojnych do Powstania Warszawskiego, a także fragmenty książki „O NSZ” opublikowałem w ukazującym się w Wiedniu czasopiśmie „Myśl Niepodległa” z lata 1985 roku, otrzymując od ich Autora wszelkie prawa do dalszych publikacji, w stosownym czasie i miejscu.

Książka „NSZ, o Narodowych Siłach Zbrojnych” stanowi bezcenny dokument nie tylko historyczny, ale także i polityczny, gdyż zawiera całościowy program Organizacji Narodowo-Radykalnej, Związku Jaszczurczego i kierownictwa politycznego Narodowych Sił Zbrojnych, jakże różnego od – totalitarnych i centralistycznych - deklaracji Ich współczesnych epigonów.

Jednym z ważniejszych – wobec fali oszczerstw – punktów programowych, cytowanych w Książce, jest zawieszenie - na czas wojny -  nie posiadającego nigdy oblicza rasowego, konfliktu pomiędzy ONR a ekonomicznymi interesami żydowskimi, wraz ze zdecydowanym odłożeniem uregulowania kwestii spornych na drodze kompromisu, po zakończeniu okupacji niemieckiej.

Już w pierwszym zdaniu „O Narodowych Siłach Zbrojnych” Autor wyjaśnia Czytelnikowi czym była ta formacja i Kogo się składała:

„organizacją wojskową i luźnym kierunkiem politycznym, gdzie weszli ludzie różnych zapatrywań, prócz komunistów. Było to pokolenie Polski Niepodległej, wyrosłe bez stygmatu niewoli. Oburzeni do głębi nieudolną kampanią Września. Nie wierzący na jotę sprawcom klęski — by w podziemiu rozsądkiem się kierowali”.

Powyższe trzy, lapidarne zdania, stanowią dogłębną, żołnierską krytykę całego systemu politycznego Dwudziestolecia Międzywojennego, będąc jednocześnie zapowiedzią kontynuacji politykierstwa epigonów śp. Marszałka Piłsudskiego w warunkach – co jest zjawiskiem cywilizacyjne niepojętym - bezpośredniej konfrontacji z wrogiem, dążącym do fizycznej eksterminacji Narodów zamieszkujących podbite, na spółkę z sowietami, terytoria Rzeczypospolitej.

Sposób postępowania wyższego dowództwa Armii Krajowej wobec Żołnierzy NSZ jest jednocześnie przestrogą dla współczesności, aby zaprzestała – ciągnących się latami – swarów, pieniactwa i przepychanek „do koryta” i zjednoczyła się dla Dobra Wspólnego, czyli Rzeczypospolitej.

Oddaję Czytelnikowi do rąk jedną z najbardziej wartościowych, gdyż niezakłamaną i nie podkolorowaną, relację naocznego - kompetentnego wykształceniem wojskowym i historycznym – świadka, biorącego bezpośredni udział – jako Szef Sztabu Narodowych Sił Zbrojnych – w procesach organizacji jednostek własnych NSZ i prób ich scalenia z Armią Krajową.

Kwestię, czy opinie Autora, jako Osoby w opisywane wypadki bezpośrednio zaangażowanej - na płaszczyźnie organizacyjnej i emocjonalnej - uznać można za w miarę obiektywne – pozostawiam do rozważenia Czytelnikowi.

Marek Stefan Szmidt, styczeń AD 2014

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

NARODOWE SIŁY ZBROJNE Tło i powstanie Jest sporo artykułów i książek, których autorzy nie zastanawiają się nad przyczynami, nad przesłankami wojskowymi i politycznymi, jakich przemyślenie spowo- dowało powstanie organizacji, najbardziej zwalczanej i opluwanej przez komunistycz- nych rządców Polski z ramienia sowieckiej Rosji. 200 Gotowość do wojny przed 1939 r. Na początku lat trzydziestych wzrastała aura podniecenia wojennego w Europie. Odebranie przez Niemców okupowa- nego Zagłębia Ruhry, bez jednego francu- skiego strzału, było gwarancją dla Hitlera, że może iść daleko i zapewne bez wojny. Dotąd toczy się z przerwami dyskusja, czy marszałek Piłsudski propo- nował Francji wojnę prewencyjną, czy nie. Raczej tak, bo Niemcy były jeszcze daleko od gotowości, którą gen. Kutrzeba okre- ślał na rok 1940. Zmarnowano kilka lat, ale Francja rozbrojona moralnie klęską, stratami ludzi i pyrrusowym zwycięstwem z 1918 r., wypracowała doktrynę obronną, wiarę w linię Maginota i pokaźną ilość czołgów ciężkich, dla krótkich uderzeń między forty. Zapomniano, że fortyfikacje nie dochodziły do morza, co łatwo spene- trował wywiad niemiecki. O ile Francja pokładała ufność w swej nieruchomości, o tyle Niemcy słusznie polegały na pancernym ruchu, na Blitz-Kriegu. Co reprezentowała Polska w dzie- dzinie siły? Zniszczona w pierwszej wojnie światowej, zaledwie sklejona z zaborów, bez 201 kapitałów, z nielicznymi fabrykami wypa- troszonymi z maszyn przy odwrocie przez Rosjan; przy zniszczonych liniach kolejo- wych i słabym taborze; bez przemysłu wojennego; przy zniszczonym rolnictwie; bez handlu — przedstawiała pustynię, bez tysięcy rąk roboczych zabranych na wschód. Przez 20 lat ustanowiono prawa, które były strzeżone i strzegły obywa- teli — panował porządek, a kraj powoli bogacił się i kurował z ran. Piłsudski zwyciężył bolszewizm i jak pisał amba- sador Morawski, chodził po polskiej ziemi z kijem i jak karbowy popędzał opiesza- łych. Ustanowiono jedną walutę, zamknięto granicę wschodnią, gdzie bandy rabusiów przechodziły z Rosji i niszczyły spokój, obudził się przemysł, ruszył handel, polska bandera handlowa ukazała się na odległych morzach. Powstało jedno Wojsko z wielu organizacji i z wielu Stron. Można rzec, że jedno kierownictwo i powszechna zgoda obywateli, Stworzyła państwo. Nie wszyscy byli zadowoleni, co jest rzeczą ludzką. Było dużo znakomitych gadułów, teoretycznych specjalistów, którzy chcieli robić wszystko lepiej. 202 Trwała wojna celna z Niemcami i brak było sąsiedzkiego handlu z Rosją. Długo można wyliczać, co zrobiono przez lat 20. Należy pamiętać o wdzięczności dla nauczycieli, głównie z Małopolski, gdzie cesarz bezwiednie pozwalał na polskość, jeśli nie groziła monarchii. Pracowały Uniwersytety naprawdę polskie. „ Ale nie starczyło pieniędzy i czasu, by stworzyć potężną armię. Zbytnio zezwalano na rządzenie się z prawdziwych lub nieistniejących brygad legunów , zawierzano zwycięstwom z 1920 r. i trąbiono o naszej mocarstwowości. Piłsudski znał dobrze wielkość Rosji, nie doceniał rosnącej potęgi Niemiec. Stał wobec kwadratury koła — pełnego bezpie- czeństwa. Byliśmy słabym państwem patrio- tycznego narodu. Piłsudskiego wyniszczał rak przez dziesięć lat. Fatum dało nam ludzi chorych na górze. Rydz umarł na serce, Beck na gruźlicę, Bortnowski podobnie. Marszałek odchodząc nie pozo- stawił testamentu - - z Niemcami, czy Z Rosją. Z Europą mimo wszystko lub z Azją, 203 która od XII wieku sięgała po Polskę, tertium non datur! Testament ze Słowackiego usypiał nas. Tylko Piłsudski mógł decydować Osta- tecznie — z Rosją czy z Niemcami. Pozosta- wanie na rozdrożu przyszłości wykańcza Polskę. Miał nieszczęśliwą rękę, doko- nując pośredniego wyboru — kto po nim? Na prezydenta wybrał znanego chemika i reprezentatywnego, ale słabego człowieka. W opinii generałów, nie widział nikogo na stanowisko naczelnego wodza. Wierzył zdol- nościom Becka w dziedzinie polityki za- granicznej, ale ten urósł w bufona, dając nam zamiast oparcia, trzeciego wroga w Anglii. Imponowała mu bogactwem i manie- rami dorobkiewiczów. „ Piłsudski miał szacunek dla prawa. Już w 1919 roku dał Małą Konsty - tucję , ale zamordowanie prezydenta Naru- towicza i postrzelanie ułanów w Krakowie, odebrały mu złudzenie do rządów miękką ręką. Te wypadki zmusiły go do założenia obozu odosobnienia, a potem do buntu przeciwko rządowi w maju 1926, gdy w swoje ręce wziął rzeczywistą władzę w 204 państwie, ale poderwał praworządność. Trudno jest władać Polską. Mówił o sobie, że jest twardym Litwinem, ale znał Polaków jak rzadko kto. W Sejmie i w terenie atakowany przez większość i mniejszość, pomawiamy o... spiskowanie z Kremlem tajnym telefonem. Odciął się od gen. Sikorskiego, za jego projekt organizacji najwyższych władz wojskowych, a także od gen. Sosnkowskiego, który strzelał się na wiadomość o puczu. Zbytnio wierzył legionistom, którzy z małej garści ideowców rozrośli się w żądnych zapłaty za byle zasługi. Polska otwarta od wschodu i zachodu, oszczędnie tylko fortyfikowała się od Azji. Miała milion przeszkolonych rezerwistów, niepełne uzbrojenie na armię czynną, bez lotnictwa myśliwskiego, obrony przeciwlotniczej, czołgów i broni przeciw- pancernej, bez transportu samochodowego, bez przemysłu zbrojeniowego — co wszystko przerastało możliwości naszego skarbu. Gen. T. Kutrzeba, jedyny z polskich generałów o wielkiej wiedzy i horyzontach, oceniał naszą armię jako archaiczną. Powinien być szefem Sztabu 205 Głównego, ale wówczas nie starczało innego do kierowania WSWoj. i innych uczelni, które stworzył (W. Szkoła Inży- nierii, W. Szkoła Lotnictwa, W. Szkoła Intendentury). Rydz-Śmigły miał wiedzę o wojnie z 1920 r. i na grze w WSWoj. oświadczył — Z amunicją lub bez będziemy się bić, bo wojsko ma świetnego ducha. Sam nie studiował, nie znał obcych języków, nie znał nowych teorii wojny, nie prowadził sam koniecznych gier na poziomie obrony państwa. Na szefa Sztabu Głównego wybrał sobie generała-teoretyka, który wierzył we francuską une ligne fort, jakżeż odmienną od jedynej dla Polski wojny ruchowej. Sam świetnie się prezentował — Nikt nam nie zrobi nic, bo z nami Śmigły-Rydz — śpiewano. Zepsuł go tytuł marszałka, bo uwierzył, że jest równy Marszałkowi, a potem okólnik premiera Składkowskiego, że wszyscy mają mu oddawać uszanowanie jako drugiej osobie w państwie, po Prezydencie. Wytyczne Piłsudskiego dla min. Becka były: 1. zachować dobre stosunki ze 206 wszystkimi sąsiadami, unikać zadrażnień; 2. do wojny, gdy narzucona, wejść ostatnim. „ Min. Becka ponosiła nieprawdopo- dobna duma i pycha. Wierny uczeń Marszałka wykonywał te wskazania na odwrót. Nie doprowadził do sojuszu z Czechosłowacją, bo twierdził - oni nie będą się bić, a był to jedyny kandydat do aliansu, bo równie zagrożony, bo mógł ubezpieczyć nasze południe i skrócić zachodni front, ponadto lepiej uzbrojony niż Polska i decydował w czasie wojny o transportach z Zachodu. Postępując odwrotnie, Beck doprowadził do odebrania Zaolzia, odrzucając negocjacje, oburzając Stany Zjednoczone, Francję i nawet Rumunię. Wkrótce potem pchał do wojny z Litwą, rozdmuchując zatarg graniczny. Wreszcie zabiegał u marszałka Rydza o stworzenie Korpusu Interwencyjnego, aby przestraszyć Hitlera i postrzelać na Gdańsk . Jednocześnie nie posiadał dość odwagi, by doprowadzić do spotkania z Hitlerem i rozwiązania spraw spornych obu mniejszości, co doradzał ambasador Lipski. „ 207 Anglia mimo ogromnych możli- wości, była rozbrojona. Nie posiadała niezbędnej ilości samolotów do obrony Wysp i składów amunicji artylerii cięż- kiej. Posiadała tylko dwie kadrowe dywizje piechoty. W tej sytuacji, znanej w Polsce, zabiegi o sojusz z Anglią były z naszej strony nonsensem, ale zostały spostrzeżone w Londynie. Zaproszenie min. Becka do rozmów, stanowiło pułapkę dla wepchnięcia Polski do samotnej wojny, co Anglii dawało czas na dozbrojenie. Pierwszy minister Chamberlain mówił swemu Sekretarzowi, że gwarancja nie będzie wiązać Anglii. To nie mogło być znane Beckowi, ale nagłe zaprosiny były wyraźnym ostrzeżeniem. Obaj z Rydzem odczytali to jako poważne liczenie się z siłą i znaczeniem Polski. Kampania wrześniowa Po upadku Czechosłowacji, Polska miała zagrożone niemal wszystkie granice. Mieliśmy tylko 30 dywizji piechoty i licząc razem z Obroną Naro- dową i dywizjami rezerwowymi, o niepełnym uzbrojeniu, jeszcze około 10 Kawalerii i 40 pułków, w brygadach. Jedną brygadę 208 209 motorową, drugą w organizacji. Mało arty- lerii ciężkiej i przeciwlotniczej, brak artylerii przeciwpancernej i transportu motorowego. Mieliśmy świetnych lotników, ale mało i mniej szybkich samolotów, słabą łączność radiową. Dla obstawienia granic ciężką linią żołnierzy, dywizje otrzymywały po 20 i więcej kilometrów, gdy w WSW-oj. uważano, że maksymalny odcinek obrony może wynosić 7 km. Dywizje nie miały odwodów i były łatwo rozbijane, zwłaszcza przez wojska pancerne. Po pancernym włamaniu, czołgi •zły dalej, a nadjeżdżała piechota nie zmęczona, świetnie uzbrojona i zaopatrzona. Na niemieckich skrzynkach amunicyjnych widniały napisy: — NIE OSZCZĘDZAĆ AMUNICJI. Nasze oddziały miały rozkazy oszczędzania i obowiązywały dotacje dzienne, na działa. Jedyne wojska szybkie — kawaleria, były użyte między dywizjami piechoty. Umocnienia nasze istniały już na Śląsku i nad Narwią, ale beton jeszcze nie zasechł na wielu. Nie użyto kawalerii do klasycznych zagonów na tyły Niemców. Dwie niemieckie floty lotnicze bombardowały nasze stacje 210 węzłowe, niszczyły komunikację i zaopa- trzenie. „ Armia Pomorze została rozbita bombami i wepchnięta na Wisłę, już bez mostów. Tylko grupa gen. Bołtucia, na wschód od rzeki biła się z powodzeniem i odeszła na rozkaz, na toruńskie mosty. Niemieckie armie z Pomorza nie szły na Warszawę, ale obchodząc ją od północy zdążały na Brześć litewski, ubezpiecze- niami spychały polskie oddziały, by w wielkie kleszcze ująć Zachodnią i Centralną Polskę i wejść w kontakt z So- wietami. Jednocześnie została rozbita Armia Łódź , którą opuścił dowódca gen. Rómmel i udał się do szefa Sztabu N.W, by otrzymać dowodzenie tworzonej armii „ Warszawa . Pancerny korpus usiłował zaskoczyć Warszawę, która się obroniła, częściowo walcząc już wśród swoich domów. Później, gdy tryumfalna wyprawa samego Hitlera została zaobserwowana, nie była ostrzelana, bo nie było amunicji na zmasowany ogień artylerii. Odwodowa Armia gen. Dęba była rozbita, bo fatalnie dowodzona, a dowódca ją opuścił i jakby w nagrodę otrzymał od N.W. dowodzenie dwóch „ 211 armii odchodzących z północnego frontu na południe Polski. „ „ Armia Kraków , dowodzona przez gen. Szylinga, ciężko walcząc odchodziła przez Tarnów - Rzeszów. Wyklinowana i nie atakowana Armia Poznań , gen. Kutrzeby maszerowała do spotkania z Armią gen. Bortnowskiego, kierowaną przez N.W. na Wisłę, za którą planowano dalszą część kampanii. Obie armie, bez wyznaczenia jednego dowódcy, walczyły w obronie Bzury od 9 do 17 września, bez pomocy ze strony gen. Rómmla, bez skierowania do bitwy zgrupowania wojsk gen. Thomme, bez wreszcie brygady gen. Andersa. Gen. Rómmel toczył własną bitwę, frontem na wschód, nie interesując się bitwą nad Bzurą. Już rankiem 7 września N.W. opuścił Warszawę i udał się do Brześcia. Od tej pory dowodzenie było utrudnione, prowadzone przez szefa Sztabu, który pozostał w Warszawie z grupą oficerów. Wkrótce N.W. przeniósł swą kwaterę do Brześcia, a potem do Włodzimierza Wołyń- skiego. W pogarszającej się sytuacji frontów, marszałek Śmigły-Rydz powinien 212 „ zbliżyć się do wojsk, a nie oddalać. Mógł objąć dowodzenie armiami Poznań i „ Pomorze , swym autorytetem skupić więcej wojsk i wydajnie bić się do końca. Wydaje się, że liczył na tworzenie oddziałów we Francji, gdzie stracił twarz po dekadzie niepowodzeń i dokąd udał się gen. Si- korski, tam dobrze znany. Internowany w Rumunii, przeszedł do Węgier, skąd do Warszawy, ale nie uznany za przełożonego przez gen. Grota, zmarł bez sławy. Tymczasem opuszczone, nie dowo- dzone operacyjnie wojska, walczyły bez nadziei, już tylko o honor obrony do końca. Ostrożny do 17 września, kiedy mogły wystąpić wojska aliantów na Zacho- dzie, Stalin kazał wejść do Polski oddziałom Czerwonej Armii. Odtąd walczono jak w powstaniach, bez jednego kierow- nictwa. Dopóki starczyło amunicji. Gen. Bortnowski 3 września oddał się do dyspozycji N.W., po rozbiciu armii „ Pomorze , co nie zostało przyjęte. Armia „ Łódź załamała się pod przewagą, a dowo - dzący gen. Rómmel uciekł do Warszawy, gdzie szef Sztabu N.W. dał mu obronę stolicy. 213 Ta degrengolada była na bieżąco znana żołnierzom wszystkich stopni. Hel bronił się najdłużej, okręty przebiły się do Anglii, ale biorąc całościowo, koniec września był końcem kampanii. Rozpoczęła się okupacja Polski. Podziemie w Kraju, powstanie Wojska we Francji Naród nie mógł się pogodzić z kagańcem zakładanym mu jednocześnie przez Niemcy i Sowiety. Spontanicznie zaczęto organizować opór, tworzyć organi- zacje i związki. Wiele z nich powstawało w ramach dawniej istniejących pułków, czy innych oddziałów. Tradycja powstań była zawsze żywa, a w naszym pokoleniu, gdy już państwo się formowało, mieliśmy trzy powstania śląskie i powstanie wielkopol- skie, które mocno wpłynęły na kształt granic. Chociaż od Konfederacji Barskiej i Powstania Kościuszki nie uzyskaliśmy wiele, ten sam ogień płonął, gdy Króle- stwo Kongresowe posiadające niedużą, ale świetnie wyszkoloną armię, powstało w listopadzie 1831 r., a dołączyły woje- wództwa przyłączone do imperium. Kilka 214 mniejszych zwycięstw nad Moskalami nie dały powodzenia powstaniu. „ „ „ Władze zaborcze uprawiały masowe prześladowania uczestników, zwłaszcza szlachty, której konfiskowano majątki i nadawano generałom zasłużonym za zgnie - cenie buntu . Chłopi i mieszczanie byli rzadko zsyłani lub więzieni, bowiem te warstwy były mniej lub wcale nie uświa- domione narodowo. Czas zaboru robił swoje, a byli jeszcze wójtowie i sołtysi, noszący medale rosyjskie z napisem: Za stłu - mienie polskiego powstania . Już w 1863 roku wybuchło następne powstanie, z o wiele mniejszą szansą zupełnie słabych sił. Wymordowano wielu odważnych i skon- fiskowano więcej majątków, zamknięto Szkołę Główną, która była jedynym uniwersytetem, zabroniono nauki języka polskiego i obchodów rocznic narodowych. Więcej ludzi zesłano na Sybir i wcielono do rosyjskiego wojska. Dopiero wyjątkowy układ po pierwszej Wojnie Światowej stworzył wa- runki do powstania, walk legionów i wielu innych formacji polskich, które dały wreszcie wolność Polsce, przy decydującym 215 poparciu prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona i zabiegach Ignacego Paderew- skiego, Romana Dmowskiego i mężów stanu Francji. Jeden Piłsudski mimo wywalczonej niepodległości orientował się, że nasze położenie jest niepewne między dwoma wielkimi państwami, które przyzwyczaiły się traktować ziemie nam zabrane, jako niesłusznie i tylko czasowo stracone. Najbardziej niefortunnie nie pojmowali tej sytuacji Rydz-Śmigły i min. Beck. Zwłaszcza drugi zabiegał więcej o wojnę, niż o pokój tak nam konieczny do życia, do okrzepnięcia młodego państwa. Dali się upoić hasłom mocarstwowości, bardzo prze- sadzonym. Kampania wrześniowa oceniana jako porównanie sił naszych i przeciw- ników, była właściwie jeszcze jednym powstaniem. Ten przegląd nieszczęść naro- dowych niczego nie nauczył wojskowych czynników decydujących . Jeśli w 1939 usprawiedliwieniem wejścia do wojny był zdradziecki sojusz z Anglią, to nie było wątpliwości sytuacyjnych w 1944 roku. Sowiety były zwycięskie, Niemcy bite wyco- „ „ 216 fywały się na ogromnym froncie. Opóź- nienie inwazji, czego domagał się Stalin, Anglia okupywała oddaniem połowy Polski w Teheranie i to właśnie Stalin kierował Churchillem, a nie odwrotnie. Stalin kpił z Mikołajczyka, gdy ten w Moskwie mówił o dywizjach AK, bez artylerii i wsparcia lotnictwem. Akowcy w bitwie o Wilno byli rozbijani i wysyłani w głąb Sowietów. Gen. Bór nie mógł zdobyć się na racjonalne rozkazy dla oddziałów. Podobnie robili Niemcy, oszukując do końca -27 Wołyńską d.p. AK. płk. dypl. Oliwy-Kiwerskiego. Od Bora otrzymywał on tylko rozgadane depesze. Byliśmy między młotem i sierpem. Po tej wschodniej przygrywce Bór, Pełczyński i Okulicki zdetonowali wybuch WARSZAWY. Gen. Okulickiego wysłał Naczelny Wódz, by wstrzymał nonsensy powstania. Działał z zapałem, ale odwrotnie. Gen. Sosnkowski chciał sam dowodzić i przylecieć do Warszawy. Bór odrzekł się kontroli pod pretekstem, że nie zapewni mu bezpieczeństwa. Wkrótce, w Italii gen. Sosnkowski mówił do gen. Andersa - Oni mnie nie posłuchają! Klęskę, ale bohaterską spowodowała Armia 217 Krajowa, która jeszcze od gen. Sikorskiego miała rozkazy — nie więcej niż kadry 500 ludzi na obszar. Powstawać nie wolno wcze- śniej, aż nasze i alianckie wojska wejdą na polskie ziemie. Szaleńcy nie usłuchali. Anglicy ostrzegali, że nie będą mogli dać żadnej pomocy. Świat ma nas za wariatów. Podziemny rozrost armii bez broni zwiększał ambicje wodzów. Nie meldo- wano do N. W. nazwisk oficerów rozsądnych, jak płk. I. Oziewicza, dowódcy dywizji we wrześniu, ani płk. dypl. T. Kurcyusza. „ ” Terej - Na Rozstajach dróg podaje, że w składzie AK było 48 legioni- stów — oficerów różnych stopni. Inni byli tolerowani, na niskich stanowiskach. Czy chodziło tylko o walkę, gdzie wszyscy byli potrzebni? W organizacji AK była przygo- towana sieć administracyjna kraju. W „ legunisko -sanatorskich marzeniach miała się powtórzyć sytuacja z listopada 1918 r. Niemcy mieli rozbić Sowiety, Alianci z Zachodu mieli odnieść decydujące zwycię- stwo nad Niemcami — Armia Krajowa zorga- nizowałaby państwo, będące przedłużeniem istniejącego do wybuchu wojny, z prioryte- tami dla dawno i obecnie zasłużonych. Z 218 219 tak zwaną wolą narodu cywilów nie liczono się zupełnie. Tak piękny i nie demokratyczny schemat, bardzo wojskowy, zawalił się zupełnie. Historia się nie powtarza. Pozornie podlegano władzom na emigracji, ale kultywowano krajową niezależność. Rząd w Londynie, po śmierci gen. Sikor- skiego nie miał autorytetu, nie był egze- kutywą Rady Narodowej, uniezależnił AK w decydowaniu o powstaniu i staczał się w konflikcie między Naczelnym Wodzem i Mikołajczykiem, aż do cofnięcia mu uznania przez Zachód, co istotnie spowo- dował Churchill w trosce o pozbycie się kłopotu i zaoszczędzenie pieniędzy, na visiting Army, jak nas ochrzczono po kapitulacji Niemiec. Powstanie przyjęto jako dowód aberracji politycznej i wojskowej, po podziwie nad bohaterstwem, zwłaszcza, że rząd mianował Naczelnym Wodzem gen. Bora znajdującego się w niewoli! Dla uzupełnienia i jasności skomplikowanego obrazu, nie wspomniałem w tym przeglądzie o opozycji patriotycznej 220 oraz komunistycznej, służącej czerwonym celom. Po nieudanych wyprawach do Francji, po powrocie ze Słowacji, przy uczciwości przewodnika, bo nie wydał nas Hlinkowej gardzie, otrzymałem list od mego dowódcy w 29 d.p. płk J. Oziewicza i meldowałem się na plebanii ks. prałata Trzeciaka, gdzie mieszkał razem z rodziną. Z internowania na Litwie Pułkownik został szczęśliwie wyciągnięty, jako inwa- lida, ale zdrów i dobrej myśli w ciężki czas. Był to okres, kiedy Stronnictwo Narodowe przeorganizowywało się w Naro- dową Organizację Wojskową, pozostając wielkim zespołem cywilnym oddanym jednej idei, ujętej w pracach Romana Dmowskiego. formalnie Pułkownik i faktycznie do NÓW nie wchodził. Był żoł- nierzem posłusznym przysiędze, zależnym od Prezydenta i N.W., ale miał oczy szeroko otwarte na klęskę wrześniową, spowodowaną przez tych samych ludzi, którzy ujmowali w swe ręce podziemie i zamazywali jej rozmiary powtarzając, że biliśmy się przez miesiąc, gdy prędzej i z 221 „ trzaskiem zawaliły się Francja, Belgia i Holandia. Widział fiasko polityki Becka i brak pomocy sojuszników od początku wojny. Obserwował nieudolność marsz. Rydza, który nie dostrzegał, że Polska wchodzi w ogromną burzę, w obcęgi Rosji i Niemiec. Z niechęcią zabierał się do rozważania szans organizacji wojskowych, ale nie uzbrojonych, znów pokładających nadzieję w parszywieńkim Zachodzie. Dlatego pozostawał doradcą wojskowym S.N. i do NÓW nie wstępował. Mnie tam skierował na szefa III oddziału sztabu i jednocześnie na inspektora, który miał ocenić organizację. W terenie nie było oficerów poza rezerwistami, których bardzo cenię, bo oni w wojnie głównie ponoszą ciężar dowodzenia i daninę krwi, ale organizowanie, a zwłaszcza szkolenie nie jest ich mocną stroną. Nadto spotykałem się z nadzorowa- niem moich podróży przez wysyłanych za mną krok w krok, politycznych wysłan- ników. Zapewne liczono się z tym, że jako oficer zawodowy będę ciążyć do ZWZ i uprawiać politykę nieprzychylną naro- dowcom. Krytykowałem moich starszych kolegów, którzy tak fatalnie kampanię 222 przegrali, ale bez swej - wykonawców tylko winy. Wina leżała o wiele wyżej! „ „ Co meldowałem Pułkownikowi i p. „ Michałowi , dowódcy NÓW (Rokickiemu Józe - fowi), w obecności Adama i Romana ? Że nie widziałem wojska w sensie średnich zgrupowań, bowiem brakowało oficerów do dowodzenia choćby batalionem. Przemiano- wanie władz S.N. w organizacji, na dowódców jednostek wojskowych, nie poma- gało. Oficerowie rezerwy dobrze się spisy- wali na plutonach czy kompaniach, ale nie mogli być dowódcami wyżej. Nadto brako- wało broni. Byli politycznie wyrobieni, patriotycznie pewni, ale dalej pozostawali organizacją, a nie wojskiem. Zachowywano linię przeciwną legionistom i ZWZ. Niemal wszyscy oficerowie skupili się w ZWZ, które reklamowało się jako jedyna legalna organizacja, będąca dalszym ciągiem W.P. Mieli liczną kadrę, stworzyli Komendę Główną i terenowe, ale nie posiadali dołów . Te istniały w orga - nizacjach narodowych, ludowych i socjali- stycznych — wątpliwych ideowo. Połączenie ZWZ z NÓW było więc wskazane z obu stron, od czasu zdecydowania się na „ 223 masówkę przeciwną rozkazom gen. Sikor- skiego, przewidującego wojnę długą, co groziło wyniszczeniem wyszkolonego elementu jeszcze przed końcowym okresem wojny. S.N. dążyło do połączenia, ale na określonych warunkach. Podporządkowanie było przez długi czas odrzucane zdecydowanie, przez krajowego prezesa, Stefana Sachę. Kiedy Niemcy zamordowali Kazimierza Kowal- skiego, pozostali: Stojanowski, Matla- chowski i Stypułkowski, nie mieli w sobie wielkiej zdolności przewodzenia. Sacha zbyt długo powtarzał i w rozmowie ze mną, że będzie pilnować niezawisłości od ZWZ. Kiedy otrzymał dyrektywy Bieleckiego do połączenia się z legunami i sanatorami , obcesowo zmienił front, co wywołało bunt. W lipcu 1942, na odprawie sztabu i komen- dantów okręgów, Sacha wystąpił o połą- czenie i... osiągnął rozłam. Dyskusja była gorąca i w efekcie głosowania sztab i okręgi: radomski, kielecki, podlaski, lubelski, częstochowski i łódzki wyłamały, a do ZWZ poszły okręgi: krakowski, warszawski, poznański, lwowski i biało- stocki -bardzo słabe po aresztowaniach. Za niezależnością opowiedziało się ponad „ 224 80.000 ludzi — według obliczeń mjr. Dani- lewicza-Kuby, który zajmował się organi- zacją i stanami. Związek Jaszczurczy W tym czasie istniały i inne, liczne organizacje, które rozwijały się lokalnie lub znikały, łącząc się z ZWZ. Na kanwie Stronnictwa Ludowego powstawały Bataliony Chłopskie. PPS tworzyła swoją Milicję. Notowano Grupę Wojsk Polskich — Edward, prawdopodobnie tak nazywanych przez Edwarda, co było imieniem lub pseudonimem dowódcy. Istniała Organizacja Wojskowa Brochwicz, co jest herbem, ale nie miało kierunku szlacheckiego wyłącznie. Była Tajna Armia Polska i Organizacja Wojskowa Wilki . Dłużej istniejąca i mocno zorganizowana „ Pług i Miecz inżyniera S. Witkowskiego, później występująca jako Muszkieterowie. Należało ostrożnie kontaktować się z nimi lub kontaktów zaniechać, bowiem konfi- denci okupanta przenikali wszędzie — tak się zawalił Orzeł Biały. „ październiku porucznik rezerwy Wł. Marcinkowski, po bitwie pod W 225 Kockiem przybył do Warszawy i szukał dawnych kontaktów. Rozmawiał z Tadeuszem Salskim i Otmarem Wawrzkowiczem, poczym złożyli wizytę seniorowi ONR inżynierowi Witoldowi Kozłowskiemu. Relacjonował Marcinkowski po latach: - Jestem pełen podziwu dla ścisłości jego rozumowania i logicznych wniosków. Twierdził, że wojna będzie dłuższa niż 1-sza Światowa i mówił to, gdy Polska oczekiwała błyskawicznego zwycięstwa Aliantów. Widział możliwe, ale odległe zwycięstwo nad Niemcami, ale faktyczną klęskę Europy, bowiem osta- tecznym zwycięzcą będzie Rosja. Uważał, że ponieważ nie będziemy mogli wpłynąć na losy wojny, powinniśmy zachować najcen- niejszy element młodzieży, do zakończenia wojny i uwolnienia Polski. Jednak zgodził się, że należy walką i ofiarami utrzymać ideowość tego elementu i poparł nasze plany akcji konspiracyjnej. „ Realistą i pesymistą był Kozłowski, ale masa i kierownicy ugru- powań byli nastawieni optymistycznie, co stało się podłożem masowego podziemia, oczekującego rozbicia Niemców we Francji. 226 Zdecydowano organizowanie Związku Jaszczurczego, gdzie przewodzili inżynierowie, a nazwę wzięto ze spisku szlachty pomorskiej w XV-tym wieku prze- ciwko Niemcom. Do Paryża wysłano Jerzego Kurcyusza, a po nim Harusewicza, który miał oficjalnie reprezentować ONR. Otrzymał instrukcje — do rządu nie wcho- dzić, rozmawiać tylko o wysiłku zbrojnym, ewentualnie zapewnić sobie miejsce w Radzie Narodowej, co się nie udało. Trwała już ewakuacja do Anglii i nie zabezpieczono pozytywnego stosunku ONR z gen. Sikorskim i jego rządem. Dobo- szyński już w Anglii założył organizację Pokolenie Polski Niepodległej z celami: -- Prusy Wschodnie całe i Śląsk po Nysę Łużycką, z prawem Polski do wysiedlenia ludności niemieckiej z tych terenów. Innych zadań politycznych nie precyzo- wano, ale w tym czasie granica traktatu Ryskiego na wschodzie, jako pewna, nie była dyskutowana. Działalność Związku Jaszczurczego była od początku i stale obserwowana przez Niemców. Nastąpiły aresztowania na Pomorzu i głęboko w Niemczech. W 227 Berlinie skazano na ścięcie por. Stani- sława Joyte i 30 osób. Związek Jaszczurczy rozwijał się w stolicy, Krakowie, Kielcach, Często- chowie, na Mazowszu Północnym, we Lwowie, w ziemiach zachodnich i najmocniej w lubelskim. Obliczono na początku 1942 r. stany około 60.000 żołnierzy. W kadrze nie było prawie oficerów zawodowych — liczono ppłk. Piotra Abakanowicza, pilota, jednego z pierwszych w naszym lotnictwie w 1918 r., por. Olgierda Mirskiego, kpt. Antoniego Szackiego i kpt. Tadeusza Bogu- szewskiego. Wydawano sporą ilość perio- dyków, z Szańcem na czele, Naród i Wojsko , Placówka i Załoga . Stąd poszła nazwa Grupa Szańca . Związek Jaszczurczy tworzył elementy władzy państwowej — wojsko, Komisariat Cywilny, służbę bezpie- czeństwa, organizację finansową (wpraw- dzie ze skromnymi finansami), wydział prasowy i system sprawiedliwości. „ „ „ „ „ Ta działalność nie uszła uwagi ZWZ, a potem AK wobec NSZ. ZWZ powołała elementy władzy cywilnej na czele z Dele- gaturą Rządu (teoretycznie Delegat był przełożonym Komendanta ZWZ, ale w prak- 228 229 tyce ten ostatni posiadał władzę wyko- nawczą, przez jego ręce przechodziły poważne finanse, które tylko częściowo widywał Delegat. Emisariusze i skoczkowie z samolotów pocztę miewali od Delegata — czy całą mu wręczano?). J. Rzepecki, w swej książce Przyczynki i wspomnienia histo- ryczne określa stosunek Komendanta ZWZ do Delegata, słowami podobno Grota — jeśli mi na słupie zawieszą kapelusz Delegata, będę mu honory oddawać i płaszcz podawać. AK przygotowała dublo- wanie administracji na wszystkich pozio- mach, przygotowując się na powtórzenie 1918 r. i obawiając się, by Służba Cywilna Narodu nie ubiegła Komendy AK. Pozornie obie strony działały podobnie, ale S.C.N oddała się do dyspozycji dwom kolejnym Delegatom. Ich sprawa, że z tego nie korzystali. „ Wszystkie organizacje uprawiały szeroko propagandę. Grupa szańca dążyła do rozszerzenia państwa o tereny zachodnie, podnosiła ducha w społeczeń- stwie, potępiała sanację i rozwijała pracę wśród kobiet, młodzieży, na wsi i w prze- myśle. Władze okupacyjne germanizowały tereny zachodnich województw i wysiedlały 230 ludność do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie prześladowania były ostre, ale używały ludność polską do pracy w fabry- kach, kopalniach, a zwłaszcza na wsi. Z konieczności powstawały polskie skupiska pracy, dokąd można było przenikać pismami i rozszerzać związki. Rząd na emigracji i Delegaci kontynuowali swe demokratyczne oparcie o cztery stronnictwa, przed wojną istniejące, zamykając oczy na podziemną działalność zawsze energicznego, o innej nazwie ONR. ONR był organizacją młodych narodowców, w stosunku do starego S.N. Ich radykalizm koncentrował się na równiej- szym podziale dochodu narodowego. Dekla- rację swą ogłosili 14 kwietnia 1934 r., stwierdzając swój szacunek dla Wojska, które wywalczyło niepodległość bijąc się w różnych formacjach, nie zaś w jednej naczelnej, podkreślając wagę zasad kato- lickich dla zdrowia rodziny, strzeżenia moralności i wychowania chrześcijańskiego. Gospodarzem w Polsce ma być Naród Polski, a zasięg granic powinien objąć wszystkie ziemie, zamieszkałe zwartą masą narodową i pozostające pod jej 231 wpływem, a prawa publiczne powinni posiadać dziedzice cywilizacji polskiej. Ludność ruska i białoruska również powinna posiadać pełne prawa obywatel- skie. Żydzi nie mogą być obywatelami państwa polskiego. Należy usunąć żydow- skie pośrednictwo w handlu produktami rolnymi. Jest to źródło nędzy wsi polskiej, skąd idzie emigracja. Nie Polacy, a Żydzi powinni emigrować, zwłaszcza, że mają w wielu krajach świata swoje oparcie w handlu i przemyśle. ONR od 16 czerwca 1934 był orga- nizacją nielegalną, ale mimo to działającą. Członkowie ONR wywodzili się ze środo- wisk inteligencji miejskiej, głównie stołecznej. Wielu z nich było zesłanych do obozu w Berezie kartuskiej. Wydawali pismo pod tytułem ABC. Zachowano po maso- wych zwolnieniach tajność organizacji w Głównym Zarządzie. Rząd oceniając energię i pracowi- tość organizacji, przydatnej państwu, nawiązywał rozmowy z ONR. Do czerwca 1937 roku rozmawiali dr. Tadeusz Gluziński, mec. Jan Jodzewicz i Jerzy Kurcyusz z gen. Norwid-Neugebauerem. 232 O Śmigłym mieli opinię, że jest słabym politykiem, a przy tym ultra- konserwatywnym: nie chciał reformy rolnej. Dr. Jan Mosdorf miał poglądy skrajne i dążył do wprowadzenia wodzo - stwa w ONR, prawdopodobnie dla zajęcia tego stanowiska, co spowodowało usunięcie go z władz organizacji. Aresztowany przez okupantów, zesłany do Oświęcimia, został tam zamordowany. „ Organizacja terenu i obsada personalna Narodowe Siły Zbrojne przejęły organizację terenową ustaloną przez Związek Jaszczurczy. Dla ułatwienia dowo- dzenia, inspekcji i odpowiedzialności próbowano wprowadzić podział na trzy Inspektoraty: Centralny na obszarze Generalnej Guberni; Ziem Zachodnich obej- mujący Poznańskie, Pomorze, Śląsk i woje- wództwo łódzkie; Ziem Wschodnich, zwany również Wschód. Brak odpowiednich oficerów nie pozwalał na wydzielenie obsad Inspektoratów. W praktyce istniał Inspektorat Ziem Zachodnich, zainstalo- wany w stolicy dla uchronienia od szyb- kiej likwidacji. Inspektorat Centralny 233 podlegał szefowi sztabu Dowództwa. Wschód nie doczekał się realizacji z powodu słabości Z.J. na terenie województw wschodnich i dlatego okręg białostocki i ziem południowo-wschodnich podlegały wprost Dowództwu NSZ. Do Inspektoratu Centralnego należały Warszawa-miasto, Warszawski, Mazowsze Północne, Lubelskie, Krakowskie, Kieleckie i Częstochowskie. okręgi: Inspektorat Ziem Zachodnich (IZZ) Nasze ziemie najstarsze, kolebka Piastów, zostały włączone w październiku 1939 r. do Rzeszy, a terror o nieprzewi- dywanym nasileniu zaczął się natychmiast po przekroczeniu granicy przez Niemców. Jeśli w centrum kraju organizacje poli- cyjne i NSDAP potrzebowały pewnego czasu na rozwój prześladowań, to na zachodzie oddziały regularnej armii poczynały od razu działać w gestapowski sposób. Największe zaskoczenie przeżyło Pomorze. Nie uczestniczyło w powstaniach, opierało się Hakacie ekonomicznie, na podstawie prawa cesarskich Niemiec i utrzymywało 234 język ojczysty. Teraz nie ostrzeżeni, nie wyewakuowani na czas przez rząd własny, dobrze znani działacze, jeszcze z okresu I Wojny Światowej, byli eksmitowani, więzieni i mordowani. Pomorze nie mogło wybaczyć Warszawie, że nie otrzymało broni, że było opuszczone i co mówiono ze zgrozą i prze- konaniem, zdradzone przez Galicjoków z Kongresówy. Sanacja, a w konsekwencji ZWZ czy AK, nie mogły tam mieć uznania. Ucieczka od nich stała się powszechna. Wyprzedzał element młody, młodzież wojskowa, oficerowie i marynarze floty handlowej, studenci, młodzież szkolna, rzemieślnicy. Znakomita ich większość weszła do ZJ. Wkrótce nadeszły masowe wysiedlenia. Dla Śląska kierownictwo okręgu zostało umieszczone w Krakowie, by włączyć się do IZZ w 1941 r. Pozostałe okręgi zachodnie komunikowały się z Inspektoratem głównie przez tereny łódzkie. Informacja, a więc dostarczanie pism grupy Szańca, postępowała. Uporządko- wała się łączność. Potrzeba było jednak długiego czasu, by IZZ został mocno ujęty 235 w ręce. Stało się to jesienią 1941r. Praca obejmowała wywiad, propagandę, informację i legalizowanie (zaopatrywanie w fałszywe dokumenty). Przez rok wydawano własny organ Na Zachodnim Szańcu. W roku następnym masowe areszto- wania i przymusowy pobór młodzieży do wojska niemieckiego zdezorganizowały naszą sieć. Przedpoborowi otrzymali instrukcje unikania wcielenia do wojska, symulowania walki na froncie wschodnim, a na zachodnim przechodzenia przy nada- rzającej się okazji do aliantów i odszuki- wania polskiego kontaktu, wreszcie sabo- tażu i wywiadu z terenów Rzeszy i przez nią okupowanych. Z czasem wywiad nasz na rozkaz włączał do organizacji Todta i pokrewnych, własne wtyczki, które poma- gały i w łączności, prócz zbierania potrzebnych danych. Rok 1942 i 1943 są najcięższe dla Inspektoratu. Praca kosztowała wielkie straty. Ścinano toporem z wyroku sądów cywilnych, rozstrzeliwano z wyroków wojskowych i mordowano po cichu. Tylko z wywiadu Z ścięto w tym okresie 31 żołnierzy wraz z szefem Stanisławem „ 236 Zachodnim (Joyte). Trzeba było w konse- kwencji ograniczyć kontakty. Ostatnie dwa lata wojny, przy zelżeniu terroru wroga, przynoszą odrodzenie prac. Stany oddziałów przekraczają te z początku okupacji. Inspektorem Ziem Zachodnich był płk Thiel. W kwietniu 1943 po śmierci płk. Thiela obowiązki jego przejął dotychcza- sowy szef sztabu IZZ mjr Kajetan . Na terenach ZZ oprócz ludzi ujętych w sieć ZJ dochodzą członkowie Narodowej Partii Robotniczej (NPR), Młodej Wsi, a także działacze społeczni i ich otoczenie, inaczej politycznie urobione, ale na czas wojny popierające grupę Szańca. W zestawieniu charakterystycz- nych elementów, obsad i osiągnięć okręgów, należy pamiętać o najtrudniejszych warun- kach, aresztowaniach, zmianach i braku fachowców do pełnienia wielu funkcji. Tylko improwizacja i ogromny wysiłek indywidualny umożliwiały aktywność. 237 Okręgi Związku Jaszczurczego od 1939 r. do jesieni 1942 Okręg Poznański. Początkowo istniała tylko sieć rezydentów w Po- znaniu i miastach powiatowych województwa. Wywiad — niezależny od dowódcy okręgu. Przewaga Stronnictwa Narodowego w terenie. Stanisław Kasznica (Wąsal) orga- nizował okręg nie przechodząc do tworzenia nawet najmniejszych oddziałów. Powstający ZJ czerpał z najlep- szego materiału województwa. Byli to członkowie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Żeńskiej, którą przez trzy lata prowadził ks. Wojciech Gajdus z Pelplina. Ks. Gajdus był - o czym niezu- pełnie wiedzieli jego przełożeni — szefem tajnego ONR, Sztafety na Pomorze. Był on bardzo popularnym, powszechnie szanowanym działaczem i poważnie przygotował grunt dla przyszłych zadań, które przerwała wojna. Druga grupa była skupiona przy Biuletynie Pomorskim. Była bardziej elitarna. Młodzi absolwenci wyższych 238 239 uczelni, akademicy, poważni kupcy, mieli cel lokalny na oku, oddanie rządów Pomorza w ręce miejscowych, po zalewie biurokratów z południa. Ludzie ci nie byli rewolucjonistami i dlatego stronili przed wojną od ONR. Wielu z nich dołą- czyło do ZJ pod okupacją. Elementem siły okręgu stała się Milicja Pomorska, stworzona dzięki poro- zumieniu dowódcy okręgu z inż. Mieczy- sławem Bujalskim i inż. Janem Jankowskim (późniejszym Delegatem na Kraj). Milicja podlegała Delegatowi na województwo, miała pomóc w uwolnieniu terenu w przewidy- wanym powstaniu i dać ochronę władzom państwa. W ten sposób ZJ zyskiwał lega- lizm terytorialny. Usiłowania nawiązania współpracy z ZWZ, ku której dążył por. Zapora, rozbiły się o żądanie podporządko- wania. Wówczas i później ZWZ nie posiadał żadnej sieci na Pomorzu. Oddziały Milicji Pomorskiej zostały zorganizowane w Toruniu (ba- talion w sile 1000 ludzi), Bydgoszczy, Świeciu z Chełmnem i w Gdyni. Oprócz tego ZJ miał mocno ujęty Tczew i powiat, zarówno jak powiat i miasto Starogard, 240 gdzie dowodził ks. Gutman. Inne, mniejsze miejscowości posiadały ośrodki ZJ. Okręg Śląski nie może być przed- stawiony bardziej wyczerpująco, gdyż podobnie jak i w Poznańskiem, straty w obsadzie sztabów były nieustanne, zmiany ciągłe, co prawdopodobnie przyczyniło się do braku oficerów z tych okręgów na Zachodzie, a więc i brak relacji. Dowodził okręgiem mjr Roch (Jan, Jarema). Dowództwo było umieszczone na terenie łatwiejszym i będącym ilościowym trzonem okręgu --na Śląsku Cieszyńskim i na Zaolziu. Stan okręgu, gdzie zorganizowano obsadę wszyst- kich powiatów, obliczano ostrożnie na 4000 do 5000 ludzi. Okręg Łódzki. W listopadzie 1939 r. dowódca okręgu — Infułat, przystąpił do pracy organizacyjnej z pomocą małego sztabu. Mgr. Ordziński został oficerem organizacyjnym, mecenas Dudek rozpoczął wywiad terenu, szkolnictwem zajął się dr Kanty, propagandą por. B. Wolski. Stosowano surową selekcję przy przyjmowaniu żołnierzy. Byli to głównie członkowie ONR, częściowo Młodzieży Wszechpolskiej. Wkrótce jednak zaciąg 241 rozszerzył się i na ludzi o rozmaitej przynależności politycznej. Ofiarność i samozaparcie towarzyszyły wszystkim. Już w grudniu życie zmusiło do zwiększenia sztabu. Biuro Studiów i Wydział Laboratoryjny podlegały bezpo- średnio dowódcy. Laboratorium pod ręką wybitnego naukowca, profesora wyższej uczelni, przygotowało poważną jakościowo broń bakteriologiczną, której jednak nie zastosowano w walce. Od kwietnia 1941 r. szefem sztabu i pierwszym zastępcą dowódcy został płk Stieńka Riazin (pseud.). Stworzono Wydział Opieki Społecznej. Zorganizowano komendy powia- towe w Zgierzu, Sieradzu, Zduńskiej Woli, Kaliszu, Brzezinach i Pabianicach. Powiaty na swoim terenie wiązały ludzi systemem piątek i przeszły do szkolenia w sabotażu i walk w miejscowościach. „ Łączność była dobra z Warszawą, skąd otrzymywano prasę, wojskowe instrukcje, czcionki i klisze do drukarni. Łączność wewnątrz okręgu dzia- łała bez zarzutu. Kontakty z innymi organizacjami zostały bardzo ograniczone dla bezpieczeństwa. Wywiad miał liczne 242 wtyczki w różnych organizacjach. Dowódca okręgu przesunął mgr. T. Ordzińskiego na wydział propagandy, który uważał czasowo za najważniejszy. Po przeszkoleniu ze- cerów z grupy harcerskiej i otrzymaniu przez nich maszyny drukarskiej, wydano Pochodnię o nowej nazwie Na zachodnim szańcu. Pismo szło przede wszystkim na wieś. Nie przekroczono 3000 egzemplarzy nakładu, ale pismo krążyło wszędzie i wspierało propagandę szeptaną, kierowaną przez wydział. Dla alianckich jeńców wojennych wydawano pisemka i jednod- niówki w języku angielskim i francu- skim. Niezmordowany Ordziński stworzył seminaria dla przepracowania różnych zagadnień, głównie ustrojowych i ekono- micznych. Systematycznie pracowało sześć seminariów w Łodzi i kilkanaście w okręgu. Zapraszano na nie ludzi o różnych zapatrywaniach i przynależności politycznej. Szkolnictwo w Okręgu, dzięki powszechnemu zrozumieniu nauczycielstwa, którego było sporo i o różnym zabar- wieniu, udało się zorganizować, poważne 243 osiągając wyniki. Chęć do nauki, poparcie w rodzinach uczniów i ciągła zapobiegli- wość dr. Kantego — kuratora Okręgu, doprowadziły nawet do egzaminów matural- nych i wydania świadectw. Nie było wpadek zatrzymujących prace. Kilka uczennic aresztowano, ale niczego nie wydały na przesłuchaniach. Inspektorat Ziem Zachodnich Po stworzeniu NSZ pracował jak uprzednio, z pewnymi zmianami. Wszystkie okręgi (oprócz pomorskiego) zdołały urzą- dzić swe dowództwa na własnych terenach. Dowódcą okręgu poznańskiego został por. inż. X z NÓW. Przyjeżdżał osobiście na odprawy do Warszawy. Okręg łódzki objął por. Janusz z NÓW, przy czym por. Infułat kierował propagandą, a por. Boruta wywiadem. Na wiosnę po licznych aresztowa- niach por. Boruta objął okręg. W okręgu śląskim utrzymano poprzednią obsadę. W okręgu pomorskim, po aresztowaniu kpt. Pawła, pracą kierował por. Jan Kam, z siedzibą w stolicy. Z Pomorza w tym 244 okresie przyjeżdżał ks. Wojtek (Gutman), który świetnie znal okręg i składał dokładne meldunki o sytuacji. Okręg miał w stolicy zorganizowane kursy szkole- niowe. Wszystkie okręgi utrzymywały w Warszawie swe ekipy łącznikowe. Inspektorat Centralny szefowi Podlegał sztabu Dowództwa NSZ. Wobec braku oficerów nie utworzono do końca obsady inspektoratu. Szef sztabu posługiwał się aparatem Dowództwa. Na inspekcje wyjeżdżał sam. W ciągu roku aresztowania wykruszyły mu kolejno trzech adiutantów. Łączenie w jednej osobie kilku funkcji, wymagających oddzielnie pełnego zaangażowania czasu i energii, odbijało się niekorzystnie na pracy. Prowadząc inspekcję, szef sztabu tracił kontakt z tokiem prac w Dowódz- twie. Było to możliwe tylko dlatego, że okręgi były w rzeczywistości samodzielne. Poza rozkazami ogólnymi, regulującymi czynności okręgów, nie były przedsiębrane 245 żadne akcje większymi siłami, z wyjątkiem okresu po Powstaniu. Okręg Warszawa-Miasto Okręg został stworzony już w październiku 1939 r. przez por. inż. Miko- łaja Kozłowskiego, który początkowo objął swoją siecią także województwo warszawskie. Powstał sztab, dowództwo dzielnic, powiaty, Pomocnicza Służba Kobiet, wreszcie najbar- dziej potrzebna komórka legalizacyjna (wystawiająca fałszywe dokumenty). Po zorganizowaniu się Dowództwa ZJ, teren województwa został wydzielony w oddzielny okręg. Na terenie stolicy została stwo- rzona Szkoła Podchorążych w sile bata- lionu, Szkoła Podchorążych Łączności w sile plutonu, dywizjon artylerii (bez dział) i kadrowa grupa lotnictwa. Oddziały piechoty były powiązane w plutony i bataliony, ale brak broni lub jej tylko szczątkowe posiadanie, zmniej- szało wartość ogromnego nakładu pracy dowódcy i całego okręgu. Stan liczbowy na 1.7.1944 r. (tylko dawny ZJ) wynosił -- 246 5300 ludzi. Razem z ludźmi z NÓW stan nie dochodził do 7000 ludzi. Na terenie stolicy znajdowały się: Dowództwo NSZ, brygada zmoto- ryzowana Kolo w dyspozycji dowódcy NSZ, batalion osłony Dowództwa NSZ, dowództwo IZZ i Szkoła Podchorążych IZZ, dowództwo okręgu pomorskiego, dowództwo okręgu warszawskiego. Dowódca okręgu miał rozpracowane plany opanowania wielu punktów decy- dujących o posiadaniu Warszawy i wystar- czające siły do ich wykonania. W powstaniu ten okręg NSZ nie wziął udziału w zorganizowanych jednostkach, gdyż NSZ nie zostały o pogotowiu poinfor- mowane. Żołnierze NSZ dołączali do wielu formacji walczących. Tylko kilka kompanii NSZ walczyło jako całości organizacyjne. Okręg Lubelski Został zorganizowany już na początku 1940 roku i był później stale rozbudowany. Dowódcą Okręgu był mjr rez. kaw. Zygmunt Broniewski (ps. Bogucki ), „ 247 szefem sztabu od lipca 1942 Witold , szefem I Oddziału Franuś . Szefem AS rtm. Ząb. Dowództwo Okręgu mieściło się w maj. Garbów. Okręg dzielił się na dwa podokręgi: I. powiaty - Lubartów, Parczew, Włodawa, Chełm. II. powiaty — Lublin, Kraśnik, Biłgoraj, Zamość. Oddziały liczyły ponad 6000 ludzi, głównie z siatki ZJ. Akcja Specjalna obejmowała oddziały: Stępa, Cichego, Lechity, Znicza, Orzełka, Jana i inne. Okręg był samowystarczalny finansowo. Dość dobrze uzbrojony w broń zakopaną w lasach podczas okrążenia oddziałów we Wrześniu. Kontrwywiad działał bardzo sprężyście, co bardzo ogra- niczyło aresztowania. Łączność, Realizo- wana środkami prymitywnymi, pracowała dobrze. Wykonywano drobne napady na Niemców po aresztowaniach i konfiskatach produktów rolniczych. Od 1942 r. okręg prowadził walki z Niemcami i komunistami. W sierpniu 1944 do oddziału mjr. Witolda dołączyły „ 248 249 niedobitki z rozbitej przez Sowieciarzy 27 Wołyńskiej Dywizji AK. Okręg Ziem Południowo-Wschodnich. Zaplecze polityczne ZJ organizo- wało się we Lwowie wkrótce po zakoń- czeniu kampanii. Prace bardziej systema- tyczne przeprowadziła ekipa organiza- cyjna, która dotarła do Lwowa w roku 1941, po ponownym opanowaniu miasta przez Niemców. Komendant ZJ inż. Marcinkowski i por. Wawrzkowicz uporządkowali sieć porwaną przez okupację sowiecką. Okręgiem dowodził do czerwca 1942 r. kpt. Smreczyński, potem płk „ Zbigniew . Szefem sztabu był por. „ Andrzej . Okręg miał zorganizowane drogi na południe. Przez Rumunię szły wiado- mości, ludzi natomiast kierowano przez Węgry. We Lwowie były zorganizowane kadry kilku batalionów. Natomiast samo- dzielne kompanie i plutony były rozmieszczone na całym terenie. Od początku współpraca z AK układała się dobrze. Rozsądek dowódcy 250 obszaru Lwów AK gen. Sawickiego, później płk. dypl. Filipkowskiego, nie dopuszczał do żadnych nieporozumień, a Warszawa leżała za daleko, by w tej mierze bruź- dzić. Obaj dowódcy obszaru AK uszanowali odrębność organizacyjną innych niż AK jednostek. Sprawy kwatermistrzowskie. Każda instytucja ma szereg niekończących się spraw życia wewnętrz- nego, które jeśli rozwiązane rozsądnie i administrowane logicznie, pozwalają zachować więcej czasu i energii dla celu, który uzasadnia ich istnienie. Substancją, której ciągłe posiadanie w słusznej przewidywanej ilości ułatwia oliwienie maszyny organizacyjnej, są pieniądze. Zaczynam od tej przyziemnej materii, ale ogromnie ważnej, gdyż byliśmy zdani na własne tylko siły w każdym kierunku i dziedzinie. Na początku konspiracji i okupacji istniało dość silne życie eko- nomiczne, jeszcze idące przedwojennym rozpędem. Liczni mecenasi, sympatyzujący z naszym kierunkiem politycznym, mieli własne dochody pozwalające na wspieranie 251 organizacji. Postępujące jednak ubożenie społeczeństwa, w parze z konfiskatą źródeł dochodu, wymianą pieniędzy, ustala- niem zarządów przymusowych i kontrybu- cjami wyznaczanym przez lokalne władze, obcinało wpływy ze sprzedaży organizacyj- nych bonów, czy stałego systemu wpłat dobrowolnych. System ten z trudnością wystar- czał na potrzeby ZJ. Wkrótce po zawią- zaniu NSZ, rozroście zadań i zwiększeniu wydatków, trzeba było przejść do zdoby- wania funduszów na okupancie. Jednym z zadań dla oddziałów Akcji Specjalnej (AS) było przeprowadzanie wypadów na insty- tucje niemieckie lub pozostające pod okupanta zarządem, dla zdobywania pieniędzy lub towarów, które można było sprzedać na czarnym rynku i uzyskać gotówkę. Przy dowództwie NSZ powstał Centralny Wydział Finansowy (CWF) mający swe odpowiedniki w okręgowych i powiato- wych Wydziałach Finansowych. Działania AS były kontrolowane przez dowódców okręgów, a przeprowadzane przez małe oddziały, podlegające dowódcy AS okręgu. Co mie- 252 siąc okręgi były zobowiązane do podli- czenia dochodów i odprowadzenia do CWF połowy zdobyczy. Drugą połowę okręgi miały używać na własne potrzeby. Kierował CWF oficer o pseudonimie Izydor. Do jego obowiązków opracowywanie budżetu, tylko na dwa miesiące, ponieważ wpływy były niepewne i nieregularne. należało „ W końcu 1943 r. wydatki miesięczne nie przekraczały 2.000.000 zł, co wynosiło około 2.000 dolarów. Był to budżet głodowy , pokrywający zaledwie najpilniejsze potrzeby. Nie było niemal zupełnie pracowników płatnych. Pokrywano koszta podróży służbowych. Kupowano broń, materiały kancelaryjne, płacono komorne za niektóre lokale. Niemal cały stan organizacji pracował bezinteresownie w pełnym znaczeniu tego słowa. Wydano prze- pisy o gospodarowaniu funduszami organi- zacji. Nie można zapomnieć o pomocy udzielanej przez społeczeństwo oddziałom w lesie. Czyniły to hojnie i powszechnie zwłaszcza dwory i dworki. W miarę możności zaopatrzenie dawali bogatsi gospodarze wiejscy. Wszelkie konfiskaty 253 były zakazane, z wyjątkiem gospodarstw rolnych i przemysłowych znajdujących się pod zarządem niemieckich Treuh nderów. Przekroczenie tych zakazów było trakto- wane jako ciężkie przestępstwo i karane kijami. Wstyd i ból lepiej uczyły kandy- data na zawodowego rabusia, niż kara śmierci. Tę zbytnio spopularyzował okupant. ä „ Problem stanowiły kwatery, których potrzebowano wiele dla ukry- wających się rannych, spalonych w innych miejscowościach, przyjeżdżających z meldun- kami lub wezwanych z terenu. Najtrud- niejsze było to w Warszawie, gdzie osób wymienionych kategorii było bardzo dużo, przy dużej ilości różnych organizacji. Względy bezpieczeństwa nakazywały częste zmiany kwater, dlatego pamiętam, że miesz- kałem w bardzo wielu domach, których mieszkańcy zachowywali powszechną i zupełną dyskrecję. W stolicy działem kwaterunkowym kierował inż. Plater i w jego ręku ściany rozsuwały się niezawodnie. Do niego nale- żało również przygotowanie pomieszczeń na odprawy komendantów okręgów, czasem 254 wzywanych do Warszawy. Lokal taki musiał zapewniać duże szansę ucieczki w razie wsypy. Miejscowe oddziały dawały tzw. obstawę, czyli wartowników z bronią dla ochrony odprawy. Kwaterunek ułatwiała ogólna postawa ludności. Ostrzeżenia były dawane powszechnie przed Niemcami i przed agen- tami. Obawa narażenia się była duża, ale zawsze przeważało poczucie obowiązku. Krzyżowanie się organizacyjnych sieci komplikowało właściwą ocenę zagrożenia. NSZ odczuwały nieustanny brak oficerów starszych stopni, zwłaszcza przy- datnych do służby w sztabach. Wielu oficerów rezerwy, zwłaszcza inżynierów w życiu cywilnym, ludzi młodych o umyśle ścisłym i pełnym oddania organizacji, nie ustępowało najlepszym spośród oficerów zawodowych, o których mógłbym pomyśleć. W pracy kwatermistrzowskiej występowały trudności wynikające z braków finansowych. Braki w uzbrojeniu były z czasem łatwe do pokrycia, zwłaszcza w ostatnich latach okupacji, gdy rozprzę- gała się zwartość niektórych elementów wojska niemieckiego. Byliśmy finansowo 255 zdolni do kupowania nielicznych egzem- plarzy broni. Oddziały leśne zaczynały często bez niczego. Przy pierwszych akcjach drogo płaciły rannymi i zabitymi za zdobyte pistolety i karabiny. Zaopatrzenie w mundury było jeszcze trudniejsze. Używano zdjętych z poległych. Opanowanie magazynu niemiec- kiego, zawsze w większym garnizonie, pod nosem niemieckich oddziałów, raz tylko zostało zrealizowane. Swetry, kożuszki, ciepła bielizna dla oddziałów leśnych była rzadko i w bardzo niewystarczającej ilości dostarczana. Podobnie z obuwiem, a napraw dokonywano we własnym, party- zanckim zakresie. Materiały sanitarne dla lżej chorych i opatrunku rannych były kupowane, a często ofiarowywane przez właścicieli aptek i składów aptecz- nych. Szpitale miejskie w dużych ośrod- kach, w Warszawie zwłaszcza, wciągały na listę chorych rannych w akcji. Trudniej było w małych miejscowościach, gdzie wszystko wszystkim jest wiadome i wsypa łatwiejsza. Wielu lżej rannych wracało do zdrowia w oddziałach. 256 Z prawdziwą ulgą, po przejściu z NÓW — gdzie usiłowania politycznego pouczania i gotowości do dyskusji zasadni- czych prowadziły do zacietrzewienia i usuwały na bok istotną pracę wojskową — stwierdziłem zupełnie inny klimat w NSZ. Ściśle mówiąc, ton nowo powstałej organi- zacji nadawał Związek Jaszczurczy. Nie chcę przez to powiedzieć, że dawni oene- rowcy nie byli zainteresowani w sprawach politycznych. Umieli jednak zupełnie wyłączyć mówienie o ideologii, pozosta- wiając to wyłącznie prasie. Ponieważ w środowisku ZJ, a potem NSZ, znajdowali się ludzie urabiani początkowo przez różne i często przeciwstawne kierunki polityczne, było to podejście rozsądne i przyzwoite. Podkreślano w ten sposób, że teraz jest czas walki, że wszyscy są zobo- wiązani do wzięcia w niej udziału, a z ustawieniem szczegółów orientacji poli- tycznej można poczekać. Oprócz walki o pełną niepodległość, druga wytyczna była bezdyskusyjna — antykomunizm. Łączyła się z pierwszą, bo nie wątpiliśmy, że niepod- ległość leży tylko poza zasięgiem wpływów Rosji. Pobite Niemcy będą musiały opuścić nasz kraj. 257 ORGANIZACJA I PRACE N.S.Z. Oceniano, że część N.O.W. pozostała poza Z.W.Z., liczy ponad 10.000 ludzi. Nie była to liczba przesadzona. Najważniejszą sprawą była siatka organizacyjna. Na odprawie zwołanej do Warszawy, stawili się komendanci okręgów z obu łączących się organizacji, a także politycy stojący na szczycie. Zawiązano Narodowe Siły Zbrojne z Tymczasową Radą Polityczną (T.N.R.P.) jako głównym organem kierowniczym orga- nizacji. Pan Czesław został mianowany Dowódcą NSZ. Ta nazwa, zdaje się zasugerowana przez adw. Stypułkowskiego, odnosiła się odtąd do organizacji politycznej i do pionu wojskowego. Używano dalej różnych określeń wywodzących się z niedawnej historii; mówiono o O.N.R., o Grupie Szańca, a potem zaistniały dwa NSZ-ty, co kultywują dotąd niektóre wydawnictwa emigracyjne. Ponieważ drukarnia S.N. i wydawnictwa, a zwłaszcza najbardziej znana Walka, odeszły do Z.W.Z., Szaniec reprezen- tował NSZ. 258 259 Na tej odprawie nie byłem obecny. Jej przebieg i szczegóły opowie- dział mi pan Czesław, gdy siedzieliśmy w moim sadzie w Godowie w pogodny letni dzień i otaczał nas względny spokój polskiej wsi. Pułkownik dodał, ze mianuje mnie szefem sztabu NSZ, skraca odpo- czynek do tygodnia i zabiera mnie do Warszawy, dla konsolidacji i rozpoczęcia szkolenia. Słuchałem, a w głowie kłębiły mi się różne sprawy, które należało rozwiązać. Zapytałem o rzecz najważniejszą — o współpracę z Z.W.Z., a więc o jedność dowodzenia, potem w walce. Pan Czesław widział to jako funkcję siły - Kiedy ją będziemy posiadać to dogadamy się, bo z obu stron są przecież żołnierze. Nie było to takie proste. Poli- tycy tylko pozornie zmieniali się w żołnierzy, bo trudno zmienić starą skórę i chęć politycznego przewodzenia. Żołnierze u góry, gdzie coraz mocniej wierzyli w raporty o stanach oddziałów, stawali się skłoni do upatrywania w nich nie tylko narzędzi do osiągnięcia niepod- ległości, ale również do narzucenia wygodnej formy państwa, co nie czyniło z nich polityków, ale często igraszkę poli- 260 tyki. Wiele myśli polskich w tym okresie zakładało powtórzenie sytuacji po I-szej wojnie światowej. To powodowało, że myśleli nierealnie i lekceważyli a priori, uważając Niemcy za zbliżające się ku klęsce. Wydawało się, że Rosję w jakiś sposób powstrzymają Anglosasi naturalnie na naszej wschodniej granicy z 1939 roku. Nie było to zbyt jasne. Widziałem, że wchodzimy w splot niewiado- mych, bez broni, bez łączności z rządem w Londynie, bez wspólnego języka
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

NSZ o Narodowych Siłach Zbrojnych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: