Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00076 006939 14488893 na godz. na dobę w sumie
Na celowniku - ebook/pdf
Na celowniku - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 217
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8250-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Agentka specjalna Joanna Rhodes przylatuje do Kolorado, by pomóc miejscowej policji w kilku śledztwach. Ma rozwiązać zagadkę morderstwa agentki FBI, a także znaleźć pięćdziesiąt milionów dolarów, które mafijny boss ukrył na tym terenie. Joanna zna tu każdy kąt, to kraina jej dzieciństwa, gdzie wszystko przypomina jej o bolesnej przeszłości. W dodatku musi ściśle współpracować z mężczyzną, którego przed laty porzuciła bez słowa wyjaśnienia…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Julie Miller Na celowniku Tłumaczył Jacek Żuławnik Tytuł oryginału: Pulling the Trigger Pierwsze wydanie: Harlequin Books, 2009 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Małgorzata Narewska, Władysław Ordęga ã 2009 by Harlequin Books ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Sensacja są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8250-3 PROLOG – Musisz zniknąć – rozległo się w słuchawce. Sherman Watts najpierw opróz˙nił szklaneczkę whisky, nim odpowiedział komuś, o kim wiedział co nieco, ale znał tylko z głosu: – A moja kasa? – Zdąz˙yłeś juz˙ wydać wszystko, co dostałeś w zeszłym miesiącu? Nie twój interes, cieniasie, pomyślał Watts, co robię z moją forsą. Zarobił o wiele więcej, niz˙ był wart bezpieczny telefon komórkowy, z którego musiał korzystać, by nie namierzono ich rozmów. – Obiecano mi pięćdziesiąt kawałków. Twoi lu- dzie są mi krewni jeszcze dziesięć. – W poniedziałek wpłacę środki na twoje konto. Wiesz, z˙e nie mogę zrobić tego wcześniej. Jeśli zbyt szybko przeleję kasę, zaraz ktoś zacznie węszyć wokół naszego układu. Czyli ktoś jeszcze, pomyślał Watts. Od momen- tu, gdy policjanci z hrabstwa Kenner w stanie Ko- lorado oraz agenci FBI wzięli pod lupę Kenner City i rezerwat Ute, w którym mieszkał Sherman, i zabrali się do śledztwa w sprawie agentki, która 6 JULIE MILLER zadarła z tymi, z którymi nie powinna była zadzie- rać, wokół zaczęło kręcić się mnóstwo ludzi, którzy zaglądali pod kaz˙dy kamień. Zabawne, z˙e koleś z drugiego końca linii nie bał się płatnego zabójcy, któremu Sherman pomagał ukrywać się w rezer- wacie i dla którego wykonywał zlecenia. Z˙eby było jeszcze śmieszniej, facet, który próbował wydawać Shermanowi rozkazy, umiał prowadzić interesy z dwiema zwalczającymi się przestępczymi rodzi- nami z Las Vegas i nie tracić przy tym zimnej krwi, ale trząsł tyłkiem na samą myśl, z˙e Sherman w kaz˙- dej chwili moz˙e spodziewać się wezwania do urzę- du skarbowego i przesłuchania, podczas którego będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, z˙e nie pije juz˙ tego ohydnego zajzajeru, który przez lata rujnował mu szare komórki, lecz nagle zaczął kupować porządną whisky. Nalał sobie jeszcze szklaneczkę. – Kiedy mi jest wygodnie w Mesa Ridge. – Napił się cudownie piekącego bursztynowego płynu. – Poza tym miałem być na pierwszej linii frontu, czyz˙ nie? Nikt tak dobrze jak ja nie zna rezerwatu. Chodzę, gdzie chcę, gadam, z kim chcę, i nikt nicze- go nie podejrzewa. Jestem dla Boyda Perkinsa chłop- cem na posyłki, a takz˙e zbieram informacje, z˙eby mógł szukać tych zaginionych pięćdziesięciu milio- nów dolców rodziny Del Gardo i zająć się swoimi sprawami. Do diabła, przeciez˙ nieźle mi idzie. Po- noć gliny myślą, z˙e Perkins uciekł do Meksyku. – Gwałtownie odstawił szklankę, co w małej przy- NA CELOWNIKU 7 czepie narobiło niezłego hałasu. Czy coś się stało? Moz˙e ten gość nie bał się Perkinsa, jednak Sherman Watts miał na tyle oleju w głowie, by wiedzieć, z˙e wstępowanie na wojenną ściez˙kę z bezwzględnym mordercą to po prostu czysta głupota. Przekonał się, do czego zdolny jest Perkins, gdy z jego polecenia musiał pozbyć się ciała tamtej agentki. Schrzanienie czegoś i naraz˙enie się na jego gniew nie wchodziło w rachubę. – Myślą, z˙e wyjechał z kraju, nie? – Nie mają pojęcia, z˙e nadal tu jest. – Więc w czym problem? Po kiego mam wyjez˙- dz˙ać? I dlaczego to on mi o tym nie powiedział? – Wyświadczam ci przysługę, idioto. Daję ci fory. – Aha, fory... – Poznał po protekcjonalnym to- nie, z˙e wcale nie chodziło o przysługę. Tego gościa interesowało tylko to, jak uchronić własny tyłek. – FBI przypuszcza, z˙e jesteś zamieszany w mor- derstwo Julie Grainger. – Oz˙ez˙... – No to miał przerąbane. Zerwał się na równe nogi i ruszył na tył przyczepy, z˙eby poszukać torby i zacząć się pakować. – Uwaz˙ają, z˙e coś wiesz. Sprowadzili z Waszyng- tonu wybitnego profilera, ma cię przesłuchać. – Co? – Jeden z agentów nie z˙yje. Być moz˙e mają za mało dowodów, z˙eby postawić ci zarzuty, ale za- mierzają zbadać kaz˙dy moz˙liwy trop. A ty jesteś tropem. W cholerę z tym. Wyciągnął pistolet z górnej 8 JULIE MILLER szuflady komody i wcisnął go za pasek z tyłu spod- ni. Do torby wrzucił dwa pudełka z nabojami. – Kogo jeszcze będą przesłuchiwać? – Nikogo. Posłuchaj, oni nie wiedzą, z˙e Perkins nadal tu jest, ale wiedzą, z˙e nie przepuścisz z˙adnej knajpie, burdelowi i kasynu, i na pewno chcą spraw- dzić, czy nie widziałeś osoby, która odpowiadałaby jego rysopisowi. Sherman postawił torbę na łóz˙ku. Ostatnich sześć miesięcy, podczas których pracował dla rodziny Nicky’ego Wayne’a z Las Vegas, było dla niego finansowym rajem. Nie zamierzał z tego rezygno- wać, jeśli federalni chcieli tylko pokazać mu parę zdjęć i zadać kilka pytań. – Przeciez˙ będę trzymał gębę na kłódkę. Nic na mnie nie mają. A moz˙e boisz się, z˙e powiem im o telefonach, a oni domyślą się, z˙e mają w swoich szeregach zdrajcę? Długa cisza dowodziła, z˙e trafił w sedno. – Nic o mnie nie wiesz, nawet nie znasz mojego nazwiska. Czy naprawdę będziesz milczał, kiedy wóda przestanie działać? Nie piśniesz słówka o Per- kinsie? O morderstwie Grainger? Naprawdę chcesz wziąć na siebie wszystkie nasze zbrodnie? To jest śledztwo federalnych, Watts, a nie jakiegoś szeryfka z zapyziałej mieściny, który da ci golnąć z pier- siówki, poklepie po plecach i puści wolno. Słysza- łem, z˙e ta kobitka jest twarda. Złamie cię. – Kobitka? – Do diabła, to przez kobietę zaczął pić. Ukochana z liceum, Naomi, poślubiła jego naj- NA CELOWNIKU 9 lepszego kumpla, Ralpha Kuchu. Osiemnaście lat później pijana Naomi zasiadła za kierownicę, uśmier- cając i siebie, i męz˙a. Sherman stracił w ten sposób zarówno kobietę, którą wciąz˙ kochał, jak i pienią- dze, które Ralph był mu dłuz˙ny. Kobiety nadawały się tylko do jednego, a wiercenie pytaniami dziury w brzuchu z pewnością tym nie było. Jeśli lalunia z FBI pokaz˙e mu cycki i tak bardzo otumani, z˙e powie, co wie na temat morderstwa Julie Grainger i miejsca, gdzie ukrył się Perkins, wtedy będzie trupem. – Dobra, mogę się ukryć na kilka dni. – Przeniósł torbę na stół i wypełnił zapasem whisky. Dorzucił czyste skarpetki, sprzęt wędkarski i śpi- wór. – Przekaz˙ Perkinsowi i panu Wayne’owi, z˙e juz˙ mnie tu nie ma. – Rozłączył się. Otworzył drzwi przyczepy i spojrzał w niebo. Zbierały się chmury, zwiastując deszcz. To dobrze. Co prawda spanie będzie mordęgą, bo w górach nawet w czerwcową noc bywa zimno, ale za to deszcz zmyje ślady. Sięgnął po czarny kapelusz z płaskim rondem i przykrył nim postrzępione wło- sy, wciąz˙ tak samo czarne jak w dniu, w którym Sherman przyszedł na świat prawie sześćdziesiąt lat temu. Zaprawiony w sztuce przetrwania, wytrzyma nawet kilka tygodni pośród czerwonych skał i kli- fów łańcucha Mesa Verde. Oby tylko miał co pić. ROZDZIAŁ PIERWSZY Agentka specjalna Joanna Rhodes wsiadła do awionetki w Durango i w strugach deszczu przyle- ciała do Kenner City w stanie Kolorado. Dwójka współpasaz˙erów przemknęła po płycie lotniska, szukając schronienia w terminalu, nato- miast Joanna zamarła na moment, lustrując surowy, złoz˙ony z czerwonych skał i jałowej pustyni krajob- raz Four Corners. Tajemniczy i majestatyczny, bu- dził podziw i skłaniał do mistycznej zadumy. Mimo to nie potrafiła dostrzec jego piękna. Czuła na twarzy mz˙ący deszcz, a klaustrofobiczne odczu- cie, z˙e świat zamyka się wokół niej, w drastyczny sposób kłóciło się z poszarpaną, ginącą za horyzon- tem otwartą przestrzenią. Wraz˙enie było tak silne, z˙e zabrakło jej tchu. – Oddychaj, kochana, oddychaj... – Wyprosto- wała plecy i wypięła pierś do przodu, nakazując płucom wciągnąć powietrze. Wcale nie chodziło o wysokość, na której znajdowało się lotnisko, ani o wiosenny chłód czy o deszcz, który wzbijał zale- gający na ziemi znajomy, wszechobecny pył pach- nący ozonem. Nie dlatego nie potrafiła ruszyć się z miejsca. To agresywne wspomnienia sprawiły, z˙e NA CELOWNIKU 11 powrót do domu przypominał spacer długim koryta- rzem w więzieniu o zaostrzonym rygorze, zakoń- czonym pozbawioną okien celą, na której drzwiach widniało jej nazwisko. – Skup się na pracy – upo- mniała siebie. Tego typu dziwaczne wyobraz˙enia w z˙aden spo- sób nie pasowały do jej wizerunku praktycznej, sku- tecznej osoby, nad którym tak cięz˙ko pracowała. Przyleciała tutaj po to, by dokonać przełomu w śledztwie, które lokalna komórka FBI oraz jed- nostka kryminalna policji hrabstwa Kenner prowa- dziły juz˙ od ponad pięciu miesięcy. Jej zadaniem było rozwiązać zagadkę morderstwa agentki fede- ralnej, odkryć powiązania z walczącymi o wpływy przestępczymi rodzinami Wayne’ów i Del Gardo z Las Vegas, a takz˙e wpaść na trop zgubionych pięćdziesięciu milionów dolarów, które niez˙yjący juz˙ mafijny boss, Vincent Del Gardo, ukrył podobno na terenie Four Corners. Aby uzyskać odpowiedzi na wszystkie dręczące szefów pytania, musiała spojrzeć w oczy koszmaro- wi z przeszłości. Biuro FBI w Durango wybrało ją do tego zadania ze względu na pochodzenie etniczne oraz osobiste związki z Four Corners. Szefowie w Waszyngtonie zapewniali, z˙e Joanna staje przed szansą na awans, szansą, z której głupotą byłoby nie skorzystać. Praca to praca. Zamrugała, by osuszyć z kropelek deszczu rzęsy, sprawdziła, czy glock kaliber 9 mm i odznaka FBI 12 JULIE MILLER znajdują się na swoim miejscu, po czym zapięła prąz˙kowaną marynarkę i potrząsnęła cięz˙kim od deszczówki kucykiem. – Bułka z masłem – mruknęła, łapiąc torbę i ru- szając raźnym krokiem w kierunku terminalu. – Agentka Rhodes? – Zza szklanych drzwi na Joanny wybiegł męz˙czyzna ubrany spotkanie w smoking, stetsona i wysokie kowbojki. Odruchowo stanęła, przesuwając dłoń w kierun- ku kabury. – Nie mogłem cię znaleźć, więc pomyślałem, z˙e pewnie się rozminęliśmy. Przepraszam za spóźnie- nie, musiałem odebrać z˙onę i syna, a potem od- prowadzić pannę młodą do ołtarza. – Zatrzymał się, uszczypnął palcami rondo kapelusza, wyciągnął rę- kę. – Nazywam się Patrick Martinez. – Joanna Rhodes. – Natychmiast skojarzyła na- zwisko i rysopis, który otrzymała od szefa FBI w Durango, Jerry’ego Ortiza: wysoki i szczupły, ciemne włosy, błękitne, irlandzkie oczy. Uścisnęła jego dłoń. – Nie spóźniłeś się, szeryfie, ale mogłam przeciez˙ wynająć samochód i sama przyjechać do biura. – Źle by to świadczyło o naszej gościnności, praw- da? – odparł z uśmiechem szeryf hrabstwa Kenner. By jakoś zareagować na przyjazną uwagę, ułoz˙y- ła usta w wyćwiczony grymas, lecz zanim Patrick zdąz˙ył sięgnąć po jej torbę, na powrót przywdziała maskę twardej sztuki. Dawno juz˙ nauczyła się dbać sama o siebie. NA CELOWNIKU 13 – Nie trzeba. – W porządku. – Skinął głową i ruszyli przed siebie. – Zabiorę cię z tego deszczu i wtajemniczę w szczegóły. Pomimo tak jawnej demonstracji niezalez˙ności, Patrick szybkim krokiem dotarł do drzwi i otworzył je przed Joanną. Kiedy przez nie przechodziła, spojrzał na popołudniowe, zasnute chmurami niebo i powiedział: – Przez cały weekend spodziewamy się przelot- nych burz. Ta mz˙awka to dopiero początek. Pamiętała z dzieciństwa, jak bezkompromisowa panuje tu aura: latem suchy skwar, a nocami bywa chłodno, natomiast zimy są mroźne, zwłaszcza wy- soko w górach. Podczas okresów przejściowych pa- nują ulewne deszcze i błyskawiczne powodzie albo zamiecie śniez˙ne, w zalez˙ności od temperatury po- wietrza. Akurat była faza wiosennych roztopów, kiedy to gigantyczna górska pokrywa śniez˙na topi się i wypełnia rzeki i potoki, które wraz z nadejś- ciem jesieni staną się suche jak pieprz. Ale przeciez˙ nie przyjechała tu, by snuć wspomnienia i dyskuto- wać o pogodzie. Gdy znaleźli się na zewnątrz, szeryf wskazał za- parkowanego przy krawęz˙niku, noszącego oficjalne oznaczenia chevroleta. Otworzył tylne drzwi. – Moz˙esz tu rzucić torbę. – Tak, dzięki. – Uznała kwaśno, z˙e jego kow- bojskie maniery są co prawda urocze, ale komplet- nie zbędne. 14 JULIE MILLER – Jednostka kryminalna i biuro szeryfa znajdują się w tym samym budynku. Działamy w hrabstwie Kenner według sprawnie zorganizowanego syste- mu. Wiadomo, jakie są ograniczenia budz˙etowe, więc umieszczenie wszystkich organów ochrony porządku publicznego w jednym miejscu miało sens. Sala odpraw, szatnie, biura szefostwa, pokój przesłuchań, pokój okazań i areszt tymczasowy znajdują się na parterze i pierwszym piętrze. Więk- szość pomieszczeń laboratorium kryminalistyczne- go zajmuje drugie piętro, a na trzecim urządziliśmy magazyn. – Wyjechał na szosę prowadzącą do mias- ta. – Będziemy za dziesięć minut. Joanna obserwowała, jak krajobraz zmieniał się z surowego pustkowia w upstrzoną metalowymi bu- dynkami z prefabrykatów strefę przemysłową. Mi- nęli połoz˙oną u stóp wzniesienia schludną dzielnicę mieszkalną, która składała się z kwadratowych, przypominających puebla domów, bungalowów i duz˙ych rezydencji na modłę wiktoriańską. Sze- ryf skręcił w stronę zbudowanych z cegły i kamie- nia budynków, które wyznaczały granicę śródmieś- cia. Kenner City było uroczym, tętniącym z˙yciem, przemysłowym miasteczkiem, które usadowiło się w niecce między wysokimi wzniesieniami. Dumnie pręz˙yło pasiaste markizy i sosnowe balkony, po- wiewając patriotycznie flagami sponad witryn skle- powych. Ani jednego osiedla przyczep kempingowych w zasięgu wzroku. Zero szemranych sklepów mo- NA CELOWNIKU 15 nopolowych przy głównej ulicy. Z˙adnej obszarpa- nej nastolatki, która co noc biega i szuka swoich rodziców po obskurnych barach i ciemnych ulicz- kach, mając nadzieję, z˙e tym razem nie upili się na smutno i nie będą protestować, kiedy córka zacznie ciągnąć ich do domu, lub z˙e nie schlali się w trupa i nie są agresywni, albo z˙e skończyła im się kasa na podłą whisky. Wszystko urocze i pedantycznie zadbane – tak daleko, a zarazem tak blisko, zaledwie kilka kilome- trów od rezerwatu Ute, w którym Joanna dorastała. Wiedziała, z˙e powinna zagaić rozmowę, umilić czas podczas jazdy, ale zbudowała swoją karierę na umiejętności obserwacji i oceny i nauczyła się, z˙e lepiej słuchać, niz˙ gadać cokolwiek ponad to, co absolutnie konieczne. Zresztą zawsze niezobowią- zująca pogawędka sprawiała jej problemy. Szeryf najwyraźniej nie miał z tym kłopotu. – Hotel, w którym będziesz mieszkać, znajduje się przecznicę od mojego biura, w którym będziesz przesłuchiwać świadka. Gdy wypadnie ci gdzieś pojechać, zawiezie cię tam jeden z moich zastęp- ców. Albo moz˙e lepiej wypoz˙yczymy dla ciebie auto. Zobaczy się. – Zwolnił, bo przejez˙dz˙ali przez ścisłe centrum miasteczka. Pozdrowił przechod- niów idących chodnikiem. Kiedy minęli ostatnie sklepy i punkty usługowe usytuowane przy głównej ulicy, wskazał palcem dobrze oświetloną restaura- cję z mnóstwem okien, która nazywała się Morning Ray Café. – To lokal mojej mamy. Moz˙esz tu zjeść 16 JULIE MILLER o kaz˙dej porze dnia dobre, domowe jedzenie – oznajmił z dumą. Dla jej matki domowe jedzenie oznaczało wyję- cie z lodówki porcji gotowego dania i wrzucenie go do mikrofalówki, oczywiście o ile w ogóle pamięta- ła, z˙e nalez˙y córce przygotować coś do jedzenia. Zanim Joanna skończyła trzecią klasę, z˙ycie i wola przetrwania nauczyły ją całkiem nieźle gotować. Brak trzech porządnych posiłków kaz˙dego dnia okazał się najmniejszym z jej problemów. Szeryf szturchnął ją delikatnie w łokieć, wyrywa- jąc z zamyślenia, i skinął głową w stronę wznoszą- cego się na rogu imponującego budynku z fasadą z szarych cegieł i białego kamienia. – To twój hotel. Kiedyś było tu biuro spółki górniczej, ale niedawno całkowicie przebudowano wnętrze. Chcesz się najpierw zameldować? Zdając sobie sprawę, z˙e jej myśli niepokojąco podryfowały ku wspomnieniom, wyprostowała się w fotelu. – Pojedźmy do biura. Chciałabym trochę się rozejrzeć, przywyknąć, nim spotkam się z podej- rzanym. Gdy prawie dotarli do granicy miasta, Joanna wreszcie ujrzała monumentalny, trzypiętrowy bu- dynek, a na nim tabliczki z napisami: ,,Szeryf Kenner City’’ oraz ,,Jednostka kryminalna policji hrabstwa Kenner’’. – Oczywiście przeczytałam akta, które dostałam od agenta Ortiza, chciałabym jednak poznać twoje
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Na celowniku
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: