Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00461 007039 14670262 na godz. na dobę w sumie
Na dalekiej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny do 1648 roku. - ebook/pdf
Na dalekiej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny do 1648 roku. - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 369
Wydawca: Avalon Język publikacji: polski
ISBN: 978-7730-991-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> historia
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Ukraina i Kozaczyzna kojarzą się dziś z wydarzeniami zaprezentowanymi w Trylogii Sienkiewicza. Barwność i plastyczność opisywanych przez niego obrazów miała niespotykaną do tej pory siłę. Tymczasem rzeczywistość była zgoła inna - nie brakowało w niej humoru, radości i wesela. Ale nie brakowało też żalu, smutku, a nawet rozpaczy. Swobodne bytowanie wielokrotnie okupione było łzami i krwią. Za demokratycznymi instytucjami kryła się głęboka nierówność społeczna. Wspaniała, bujna przyroda - jakże pięknie opisywana - dotkliwie dawała się ludziom we znaki. Bohaterskie czyny często przypłacano życiem. Książka nie jest ani systematycznym wykładem, ani chronologicznym opisem wydarzeń. Zamiarem Autora było przedstawienie kozackiej codzienności, a także wprowadzenie czytelnika w świat tamtejszych zwyczajów, wierzeń, funkcjonowania instytucji, niezrealizowanych ideałów oraz stosunków panujących wewnątrz ukraińsko-kozackiej społeczności.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział dziewiąty 1 Wstęp 1 Na dalekiej Ukrainie 2 Wstęp 3 Na dalekiej Ukrainie Redakcja Agata Sularzówna Skład i opracowanie typograficzne ZINEL s.c. Projekt okładki Weiman Na okładce fragment obrazu J. Brandta, Kozacy, Muzeum Narodowe w Szczecinie sygn. MNS/WRys/110 Copyright by Władysław A. Serczyk, Kraków 2008 wydanie I ISBN 978 83 7730 991 9 Z a m ó w i e n i a p r z y j m u j e Wydawnictwo AVALON T. Janowski Sp. j. ul. Fiołkowa 4/13; 31-457 Kraków tel. +48 606 750 749 zamowienia@wydawnictwoAVALON.pl www.wydawnictwoAVALON.pl 4 Spis treści SPIS TREŚCI WSTĘP .................................................................................................9 ROZDZIAŁ PIERWSZY .................................................................17 Dniepr • Porohy • Chortyca • Relacje o Naddnieprzu w XIV–XVII wieku • Zwierzyna • Szarańcza • Dzikie ptactwo • Lasy i stepy • Klimat • Szlaki i trakty ROZDZIAŁ DRUGI .......................................................................43 Sprzeczne opinie o Kozakach • Pierwsze wzmianki • Niebezpieczeństwo tatarskie przeszkodą w kolonizacji Kresów Wschodnich • Akcje Połozowicza i Kmitycza • Daszkowicz • Pretficz • Samowola kozacka • Dymitr Wiśniowiecki • Uniwersał Zygmunta Augusta (1568 r.) ROZDZIAŁ TRZECI ......................................................................69 Chanat Krymski i Ordy: Jedyczkulska, Perekopska, Oczakowska oraz Budziacka • Obyczaje tatarskie • Sposób prowadzenia walki • Los jeńców tatarskich • Akcja hetmana polnego koronnego Jerzego Jazłowieckiego w 1572 r. • Bohdan Różyński • Uniwersał 1578 r. i rejestr kozacki • Kozacy w wojnie moskiewskiej • Niepokoje na Kresach • Konstytucja „Porządek ze strony Niżowców i Ukrainy” (1590 r.) 5 Na dalekiej Ukrainie ROZDZIAŁ CZWARTY .................................................................93 Krzysztof Kosiński • Wybuch powstania • Bitwa pod Piątkiem • Śmierć Kosińskiego • Sprawa tytułu hetmańskiego • Koło i Rada Kozacka • Wybory starszyzny • Jeszcze o tytule hetmańskim • Starszyzna Kozacka: Wojskowa (Generalna) i Kurenna • Położenie Czerni ROZDZIAŁ PIĄTY .......................................................................119 Sicze: Chortycka, Tomakowska i Bazawłucka • Morskie wyprawy Kozaków • Misja Eryka Lassoty • Powstanie Semena Nalewajki i Hryhorego Łobody • Zwycięstwo hetmana Żółkiewskiego pod Sołonicą • Sicze: Mykityńska, Czortomlicka, Kamieńska i Oleszkowska • Nowa Sicz Zaporoska ROZDZIAŁ SZÓSTY ....................................................................146 Wolności zaporoskie • Kozacy i hhłopi • Hetman Samuel Kiszka • Status kozacki • Kolonizacja Ukrainy • Udział Kozaków w walkach nad Bałtykiem i w wyprawach Samozwańców • Wojna z Moskwą • Sprawa utrzymania wojsk kozackich • Starcia z Turkami • Ugoda olszaniecka ROZDZIAŁ SIÓDMY ...................................................................172 Monastery i cerkwie ukraińskie • Unia brzeska • Kozaczyzna i prawosławie • Zaporożcy w walce z unią • Bractwo kijowskie • Ugoda rastawicka • Misja patriarchy Teofanesa • Odbudowa hierarchii prawosławnej na Ukrainie • Kozacy w obronie Cerkwi ROZDZIAŁ ÓSMY ........................................................................195 Połochy, chaty i domy • Skarby kozackie • Ubiór Zaporożców • Ikonografia • Wygląd zewnętrzny Kozaków • Uzbrojenie • Pożywienie • Pijaństwo • Choroby • Medycyna ludowa ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY ............................................................220 Uprawa roli • Hodowla • Rybołówstwo • Myślistwo • Pszczelarstwo • Handel • Czumacy • Dola czumacka • Zimowniki • „Burdiugi” • Przygotowania do wojny z Turcją • Bitwa pod Chocimiem 6 Spis treści ROZDZIAŁ DZIESIĄTY ..............................................................243 Kozacy i kobiety • Pobratymstwo • Dzień na Siczy • Gry • Obyczaje Wielkanocne • Zabawy Zaporożców • Hulanki • Powrót z wyprawy chocimskiej • Śmierć Sahajdacznego • Rozmowy z Rzecząpospolitą • Wyprawy przeciw Turcji • Traktat z Szahin-Gerejem • Bunt Żmajły • Ugoda kurukowska ROZDZIAŁ JEDENASTY ............................................................267 Byliny i dumy • Dumy a literatura • Najstarsze dumy kozackie • „Płacze niewolników” • Epickie wyobrażenie niewoli tureckiej • Dola kozacka w dumach zaporoskich • Dumy o powstaniach kozackich • Obraz Polaków i świata muzułmańskiego w dumach zaporoskich ROZDZIAŁ DWUNASTY ...........................................................293 Kozackie zaloty i miłość • Ożenek • Obyczaje weselne na Ukrainie • Śmierć • Pogrzeby starszyzny • Realizacja postanowień ugody kurukowskiej • Kozackie poselstwa do króla • Wyprawy na Krym • Spory w łonie Kozaczyzny • Bunt Tarasa Fedorowicza • Kozaczyzna w czasie bezkrólewia po śmierci Zygmunta III ROZDZIAŁ TRZYNASTY ...........................................................317 Spory o immunitet sądowy • Sprawy cywilne • Przestępstwa kryminalne • Kary na Zaporożu • Obyczaje sądowe według Nikity Korża • Piotr Mohyła metropolitą kijowskim • Kozaczyzna w pierwszych latach panowania Władysława IV • Budowa Kudaku i Bunt Sulimy • Misja Kisiela • Powstanie Pawluka • Bitwa pod Kumejkami • Kapitulacja borowicka • „Ordynacje” sejmowe w sprawie kozackiej • Powstanie Ostrzanina i Huni • Rada na Masłowym Stawie INDEKS NAZWISK ......................................................................353 7 Na dalekiej Ukrainie 8 Wstęp WSTĘP Kozaczyzna budziła żywe zainteresowanie niemal od pierwszych chwil swego istnienia. Wynikało to z kilku dość oczywistych przyczyn. Jej tereny stanowiły pogranicze trzech potęg, które skazane przez hi- storię na sąsiedztwo niejednokrotnie prowadziły ze sobą spory, wdawały się w konflikty, a również podejmowały otwarte wyprawy wojenne. Ziemie nad- dnieprzańskie przez wiele wieków nie zaznały spokoju. Symboliczne niemal znaczenie ma fakt, iż krótki okres zawarty między latami 1638–1648, gdy na tym obszarze nie doszło do żadnego poważniejszego przelewu krwi, tak zdumiał współczesnych, że nie wahali się nazwać go dziesięcioleciem „zło- tego pokoju”. Polska i Litwa, złączone w unii lubelskiej w potężny organizm Rzeczypospolitej, ścierały się tutaj z ekspansywnym i stale nawiązującym do tradycji Rusi Kijowskiej państwem moskiewskim, z południa zaś prawie co- rocznie ruszali do walki Tatarzy krymscy inspirowani lub też powstrzymy- wani przez Portę w zależności od aktualnej sytuacji i potrzeb politycznych. Czy rzeczywiście chodziło tylko o ten, spory zresztą, skrawek naddnie- przańskiej ziemi? Czy kwestia rozszerzenia granic odgrywała główną rolę? Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Kolejno zawierane rozejmy i traktaty pokojowe kończące epizody wojenne wydawałyby się potwierdzać hipotezę, że najpoważniejsze znaczenie miały spory terytorialne. W każdym bowiem z tych układów odnaleźć można było jeden lub więcej punktów zawierających postanowienia utrzymujące dotychczasową granicę lub przesuwające ją na inne miejsce, określające strefy interesów, czy wreszcie zmieniające przynależność państwową przygranicznych zamków, forteczek i stanic. Względna równowaga sił nakazywała zwaśnionym stronom godzić się na pozostawienie określonych 9 Na dalekiej Ukrainie obszarów bez ludzkich osiedli, czynić z nich „pustki” i to „na wieczne czasy”, czyli tak długo, jak trwać miało porozumienie. Zazwyczaj jednak okazywało się, że ów „wieczny porządek” nie był zdolny do przetrwania nawet najbliż- szych kilku czy kilkunastu lat i ... wszystko zaczynało się od nowa. Spory i walki trwały przez pokolenia. Żadna jednak ze stron nie liczyła się z możliwością powstania nowego czynnika, który byłby zdolny do wmie- szania się w nie; nie myślała zwłaszcza o mieszkańcach tych ziem, najbardziej zainteresowanych decydowaniem o kształcie przyszłych rozwiązań. Gdy za- częli formułować własne żądania, szczególnie zaś gdy okazało się, że ich in- teresy godzą w zamiary wszystkich dotychczasowych stron sporu, zasko- czenie było zupełne. Istniał już bowiem pewien określony porządek prawno- państwowy, w którym nie było miejsca na jeszcze jednego partnera. I bez niego nad Dnieprem stawało się tłoczno. Co gorzej, nowy uczestnik gry wy- suwał pretensje do suwerennego bytowania, usiłując ograniczyć pole działa- nia trzech tradycyjnych już kontrpartnerów. Zaczęła powstawać Kozaczyzna. Pierwsze jej zawiązki wyłoniły się na terenie podległym władzy Wielkiego Księstwa Litewskiego, które jednak rychło po unii lubelskiej stało się cząst- ką Rzeczypospolitej, a należące do niego ziemie ukraińskie weszły w skład Korony. Dla państwa polskiego powstanie Kozaczyzny było więc niemal od początku problemem wewnętrznym. Wszelkie środki i metody, które za- stosowano dla jego rozwiązania, odpowiadały takiemu pojmowaniu sprawy. Trudno się temu dziwić. Kozaczyzna usiłowała bardziej lub mniej udatnie prowadzić samodziel- ną politykę zagraniczną, nie bacząc na rzeczywiste interesy Rzeczypospoli- tej. Szczególnie wiele kłopotu sprawiały jej zarówno odwetowe, jak i niczym niesprowokowane wyprawy kozackie przeciw Krymowi. Polska, starająca się wówczas prowadzić wobec Chanatu i Turcji politykę porozumienia, a nie- kiedy nawet zgodnego współdziałania przeciw państwu moskiewskiemu, nie mogła godzić się z takimi demonstracjami samodzielności. Trudno natural- nie łupieżcze wyprawy traktować jako wyraz w pełni uformowanych celów polityki zagranicznej tworzącego się dopiero organizmu, niemniej najistot- niejsze i budzące największy niepokój tendencje były jasne od samego po- czątku. Chodziło o objęcie szeroką autonomią części terytorium Rzeczypo- spolitej, przy czym postulaty tego typu występowały coraz częściej, formu- 10 Wstęp łowane były w coraz pełniejszej postaci, coraz lepiej je artykułowano i coraz aktywniej walczono o ich realizację. Gdy jednak okazało się, że uzyskanie pełnej samodzielności jest niemoż- liwe, Kozaczyzna podjęła próby zawierania sojuszów, głównie o charakterze taktycznym, z Rosją lub Turcją. Wywołało to natychmiastową reakcję zain- teresowanych stron. Jeśli Kozakom udało się zbliżyć do Rosji, następowało zbliżenie stanowisk Turcji i Polski wymierzone przeciw takiemu porozumie- niu; z kolei Polska i Rosja starały się przeciwdziałać jakiemukolwiek zbliżeniu między Kozaczyzną a Turcją. Układ taki był łatwy do przewidzenia i likwido- wał w zarodku wszelkie kozackie przedsięwzięcia emancypacyjne, a w dalszej perspektywie — dążenie Ukrainy do uzyskania samodzielności. Już w XVII w. Kozacy stali się nosicielami idei państwowości ukraiń- skiej. Reprezentowali ją hetmani kozaccy, których ambicje osobiste stano- wiły dodatkową przeszkodę w jej urzeczywistnieniu. Różnili się między sobą nie tylko wyborem sojusznika, ale również zdolnościami, umiejętnościami i metodami działania. Należeli do nich przecież i Piotr Konaszewicz–Sahaj- daczny, i Bohdan Chmielnicki, i Piotr Doroszenko, a także Iwan Mazepa. Ocena postępowania hetmanów zależała w znacznej mierze (i zależy nadal) od osiągniętych rezultatów i od głównej orientacji politycznej, której starali się być wierni w miarę istniejących możliwości. A że zmuszały ich one nie- jednokrotnie do zmiany planów, przeto mieli niekiedy sporo kłopotu z sa- mymi Kozakami podporządkowanymi ich woli. Wzorcami postępowania stały się w głównej mierze urządzenia ustrojo- we podpatrzone w Rzeczypospolitej. Stąd zaczerpnięto wzory ustalające za- kres władzy hetmańskiej; system wyboru urzędników kozackich łączył w so- bie obyczaje panujące w kole wojskowym z pewnymi elementami polskiego systemu elekcyjnego; narzucony przez Polskę rejestr kozacki stał się punk- tem wyjścia dla utworzenia uprzywilejowanej pozycji Kozaków rejestrowych, którzy — na wzór szlachty — reprezentowali tendencję do stworzenia zamk- niętej grupy społecznej wewnątrz Kozaczyzny. Nie było rzeczą przypadku, że przygotowywana przez wiele miesięcy ugoda perejasławska (1654) nie zo- stała od razu zaaprobowana przez wszystkich Kozaków spodziewających się, że zgodnie z obyczajami panującymi w Rzeczypospolitej wysłannik panują- cego zaprzysięgnie w jego imieniu warunki zawieranej umowy. Miał też ustrój Zaporoża, a później Naddnieprza i wreszcie niemal całej Ukrainy, liczne elementy całkowicie odmienne, powstałe wskutek określo- 11 Na dalekiej Ukrainie nych warunków bytowania. Rozległość pustych, prawie zupełnie niezago- spodarowanych terenów; konieczność ciągłej walki ze stale się odradzającym niebezpieczeństwem tatarskim; tradycyjna swoboda i... tradycyjne lekcewa- żenie zarządzeń władz przyczyniły się do stworzenia systemu demokracji wojskowej. Odbiło się to również na kompetencjach powstających władz administracyjnych jednoczących funkcje cywilne i wojskowe. Rychło ziemie zamieszkane przez Kozaków stały się upragnionym schro- niskiem dla tych wszystkich, którzy usiłowali zerwać z siebie krępujące ich więzy; dla chłopów pańszczyźnianych uciekających od panów, dla ubogiej szlachty szukającej sposobów łatwego wzbogacenia się, a także dla zwykłych przestępców umykających nad Dniepr przed wyrokami sądowymi grożący- mi im na ziemi ojczystej. Z problemem kozackim, a później — ukraińskim musiała się zetknąć każ- da próba wzmocnienia władzy centralnej lub zagospodarowania niczyich, bo wymykających się spod dyspozycji monarszej, terytoriów. Gdy jeszcze dodamy do tego obrazu istne legendy o warunkach natural- nych panujących na ziemiach naddnieprzańskich, pociągającą śmiałków eg- zotykę, trudno się dziwić, że wszystko, co się tutaj działo, budziło najżyw- sze zainteresowanie sąsiadów. Doszedł poza tym jeszcze jeden czynnik, którego nie sposób pominąć w naszych rozważaniach. Luźne zrazu watahy kozackie szybko przekształ- ciły się w dobrze uzbrojone i świetnie znające teren zapalnego pogranicza oddziały wojskowe. Podjęcie prób związania ich z armią koronną i wyko- rzystania dla realizacji państwowych celów politycznych stało się naturalną konsekwencją istniejącego stanu rzeczy. Od schyłku XVI w. Kozaczyzna była aktywnym czynnikiem wpływającym na kształtowanie się sytuacji w Europie Wschodniej. Stale wybuchały bunty i powstania, a bogate ziemie ukraińskie użyźniała krew ich mieszkańców. Gdy wreszcie przekształcające się w imperium państwo rosyjskie niemal całkowi- cie spacyfikowało tereny naddnieprzańskie, zaczęła tworzyć się legenda Koza- czyzny. Stała się ona trwałym elementem świadomości narodowej Ukraińców, a wielcy romantycy polscy nieraz przywoływali ją w swych utworach. Antoni Malczewski już w pierwszych strofach Marii wprowadzał czy- telnika w tajemny świat targany wielkimi namiętnościami: 12 Wstęp Ej! Ty na szybkim koniu gdzie pędzisz, kozacze? Czy zaoczył zająca, co na stepie skacze? Czy rozigrawszy myśli, chcesz użyć swobody I z wiatrem ukraińskim puścić się w zawody? Kończył zaś swój poemat słowami: I cicho — gdzie trzy mogił w posępnej drużynie; I pusto — smutno — tęskno w bujnej Ukrainie1. Wtórował mu Seweryn Goszczyński w Zamku kaniowskim: I dalej: Wspaniałe zamku kaniowskiego wieże Wznoszą się w chmury jak olbrzyma ramię; A dzielnej ziemi powiewa z nich znamię, A wielkich granic twarda ich pierś strzeże. Gdzież jest ataman? — każdy zapytywa. Ataman: stary w kole starych ojców; Jak sam pan polski, przed panem tak hardy; Prędki jak połysk, co biegnie żelazem, Lecz w swej zemście jak żelazo twardy; Czczony od swoich zarówno z obrazem: Duszą jest dziewcząt i wieczornic razem! Kończył wreszcie: Mijają lata, z latami zdarzenia. W ostatnim dymie zgasłego płomienia Wróciły w piekło szatany zniszczenia. Świetnie przejrzały nieba Ukrainy, 1 A. Malczewski, Maria, Powieść ukraińska, Warszawa 1976, s. 51, 99. 13 Na dalekiej Ukrainie Zabrzmiała śmiało cicha pieśń dziewczyny, Czas latem okrył ostatki ruiny. Gdzie bojowiska czaszkami bielały — Ulewna burza bruzdy tam zorywa, W skwarny dzień lata złocą się tam żniwa, Kwiat się tam z wiosną wykluwa nieśmiały. Złomki szubienic świecą próchnem z ziemi. Nad zwycięzcami, na zwyciężonymi Trawą usłana mogiła zapada: Tam błędny żebrak do snu pacierz gada. Piekła za wojną zatrzaśnięto bramę. Znów tenże pokój i zbrodnie te same!2 Warto dodać, że cenzor carski nie dopuścił do opublikowania w pierw- szym wydaniu poematu ostatnich słów „I zbrodnie te same!” Wreszcie Bohdan Zaleski w Dumce Mazepy przedstawiał marzenia słyn- nego hetmana: Niech mam Kudak i ostrowy, Zaporożców pięć tysięcy, W pasie kindżał ostry, nowy, Nie — nic w życiu nie chcę więcej! Wolę niźli panów panem Ukraińskim być hetmanem. Zagram Lachom i potańczę, Daj no Boże wyniść w pole! Jak powietrze, jak szarańcze Zbiegniem Litwę, Ruś, Podole; Po staremu, ogniem, mieczem, Wytniem, spalim i ucieczem3. 2 S. Goszczyński, Zamek kaniowski, Warszawa 1958, s. 25, 38–39, 112. 3 Tamże, s. 146. 14 Wstęp Wielkie porywy stworzyły wielką legendę, ta zaś poezję nie mniejszej wielkości. Do dzisiaj przeszłość Ukrainy i Kozaczyzny wywołuje z pamięci obra- zy wydarzeń i postaci zawarte w Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. Jest to spojrzenie bardzo jednostronne, chociaż o niespotykanej gdziekol- wiek indziej barwności i plastyczności. Tymczasem rzeczywistość była zgoła inna. Nie brakowało w niej humoru, radości i wesela, ale też — żalu, smut- ku i nawet rozpaczy. Swobodne bytowanie często okupywano łzami i krwią, a za demokratycznymi instytucjami kryła się głęboka nierówność społeczna. Wspaniała, bujna przyroda, o której pisano nie jeden raz, potrafiła dotkliwie dać się we znaki ludziom, bohaterskie zaś wyczyny przypłacano życiem. O tym wszystkim chcemy opowiedzieć w tej książce. Nie będzie ona zawierać jedynie systematycznego wykładu i opisu wy- darzeń w takiej kolejności, w jakiej następowały: dzień po dniu, miesiąc po miesiącu czy też rok po roku. Uczynili to już przed nami inni autorzy: pol- scy, ukraińscy, rosyjscy... Chcielibyśmy prócz tego przedstawić Czytelni- kom codzienność kozacką, wprowadzić Ich w świat kozackich obyczajów, wierzeń, instytucji, niezrealizowanych ideałów oraz panujących wewnątrz tej społeczności stosunków. Z pewnością nie jest to książka łatwa, chociaż nie chcielibyśmy, aby odstręczała niejasnością lub zawiłością stylu. Przypomina gęsty las pełen drzew–faktów (ale nie „ogród plewiony” czy zabałaganiony pokój wypełnio- ny sprzętami różnej wartości). Znaleźć w nim można i szerszą drogę, i wi- jące się tajemnicze ścieżki. Autor chciałby być tylko przewodnikiem, dając wszakże Czytelnikom pełną samodzielność w wyborze szlaku, którym za- mierzają kroczyć. Nie skrywam, że lubię ten las, chociaż — być może — nie poznałem jesz- cze w pełni wszystkich jego zakamarków. Pragnąłbym, aby ci, którzy wejdą weń wraz ze mną, z moją książką, nie żałowali swej wędrówki i polubili go jak ja, daje on bowiem poczucie swobody. Gdy cierpliwy Czytelnik dotrze wraz z autorem do ostatnich kart tej książki, stwierdzi, że dzieje Kozaczyzny wraz z opisem jej obyczajów pozo- stały niedokończone. Urwały się nagle, może nawet zbyt raptownie. Nie znaj- dzie w książce ani opisu powstania Chmielnickiego, które w połowie XVII stulecia wstrząsnęło Rzecząpospolitą, ani też opowieści o czasach, kiedy na 15 Na dalekiej Ukrainie Ukrainie pojawili się hetmani z Lewo- i Prawobrzeża. Wśród bohaterów za- braknie Iwana Mazepy, postaci przykuwającej uwagę współczesnych i potom- nych. Także ostatnie lata istnienia Kozaczyzny, tzw. Nowej Siczy Zaporoskiej, pozostają poza zasięgiem dzieła. To wszystko jeszcze przed Czytelnikiem i przed... autorem, który nie kryje chęci napisania dalszego ciągu barwnych dziejów mieszkańców Naddnieprza. Być może nastąpi to już wkrótce, być może na kolejne tomy trzeba będzie jeszcze poczekać. Autor Kraków, w lutym 1982 roku 16 Rozdział pierwszy R O Z D Z I A Ł P I E R W S Z Y Dniepr • porohy • ChortyCa • relaCje o naDDnieprzu w XiV–XVii wieku • zwierzyna • SzarańCza • Dzikie ptaCtwo • laSy i Stepy • klimat • Szlaki i trakty Przed laty prawy brzeg Dniepru, wysoki, stromy i z pozoru niedostęp- ny, otwierał się niekiedy przed płynącymi łodzią wędrowcami mrocz- nym jarem prowadzącym w gęstwinę zarośli. Kryły one niejeden se- kret, a schylone w pełnym zaciekawienia skłonie drzewa, drapieżnie uczepio- ne spadzistych ścian, mogłyby zapewne wiele opowiedzieć o rozgrywających się tu wydarzeniach. Lewy brzeg to rozścielona szeroko stepowa równina, porośnięta buj- ną trawą, falującą w porywach wiatru, wdzierająca się piaszczystymi łachami w nurt rzeki. Gdzieniegdzie roślinność wgnieciona w ziemię znaczyła szla- ki, którymi od czasu do czasu przeciągały wozy kupców i najętych woźni- ców–czumaków. Dniepr płynął wartko. Czasem rozgałęział się, obejmując swymi ramio- nami wyrastające w jego nurcie wyspy i wysepki. W dolnym biegu przyspie- szał nerwowo, obijał się o podwodne skały, przemykał między kamiennymi mieliznami po to, by zmęczony i poraniony rozpleść się znów na spokojne wody limanu nad Morzem Czarnym, w którym znajdował swe ujście. Herodot nazwał go Borystenesem, ale już w źródłach pochodzących sprzed piętnastu wieków spotykamy nazwę Danapris. Do dzisiaj trwają spo- ry, co mogła ona oznaczać: „dnem płynący” czy też może „rzeka zachod- nia”, „apris” bowiem w sanskrycie tłumaczy się jako „zachodni”. Plemio- na tiurkskie nazywały go po swojemu — Uzu lub Uzom; w sagach skandy- nawskich występował jako „woda Wandów”. Każdy z ludów, który dotarł 17 Na dalekiej Ukrainie do rzeki, zauroczony jej wielkością i pięknem nadawał jej własne miano. Ale Sławutyczem — synem sławy, nazywali Dniepr tylko stali mieszkańcy ziem okolicznych. W eposie Słowo o wyprawie Igora, pochodzącym z końca XII stulecia, córka księcia kijowskiego Jarosława „zawodziła żałośnie”: „Dnie- prze mój, Sławuto! [...] Ty mi męża przyhołub na łodzi, bym na morze łez nie słała za nim”1. O Dnieprze i o jego największym dopływie Desnie opowiadano, że to brat i siostra, których ojcem był Liman. Gdy się zestarzał i oślepł, postanowił zezwolić dzieciom na samodzielne życie. Pierwszeństwo miał syn — Dniepr, ale Desna użyła podstępu i pierwsza uzyskała błogosławieństwa ojcowskie. Ruszyła w drogę, rzucając za siebie góry i skały, aby bratu utrudnić pościg. Gnał Dniepr za nią długo, aż wreszcie dopadł. I popłynęli ręka w rękę, on po prawej, a ona po lewej stronie. Wszystkie zaś porohy i przeszkody, które Desna postawiła na dro- dze, Dniepr porozrzucał i jak zaryczał... Będzie tak ryczał i szumiał, póki słońce świecić będzie. Dniepr postąpił sprawiedliwie, bo dno oczyszcza i pogłębia, daje drogę statkom; Desna zaś tworzy mieli- zny i piaskowe ławice2. Dniepr był łaskawy, ale czasem też groźny dla ludzi. Żywił ich obfitością ryb żyjących w jego nurtach, ułatwiał poruszanie się, lecz na wiosnę rozlewał się szeroko, zatapiając wioski i osiedla na lewym brzegu. Niejednokrotnie ich mieszkańcy ginęli wraz z dobytkiem w spienionych wodach. Dnieprowe porohy pochłonęły także niejedną ofiarę. Kozacy traktowali go jak ojca rodu i poświęcili mu kilka dum, śpiewanych przez wędrownych lirników. W jed- nej z nich Zaporożcy uwolnieni z niewoli tureckiej Dnieprowi–Sławucie nisko się kłaniali: — Chwalimy Cię Panie i dzięki czynimy! 1 Słowo o wyprawie Igora, przełożył J. Tuwim, opracował M. Jakóbiec, Wrocław 2 Ukraińskie skazki i legiendy, sbornik sostawił i s ukrainskogo pieriewieł G. Piet- nikow, Symferoplo 1971, s. 330. 1950, s. 34. 18 Rozdział pierwszy Przez pięćdziesiąt cztery lata byliśmy w niewoli, Może teraz na wolności chociaż krótko Bóg nam żyć pozwoli3. Inna duma poświęcona była rozmowie Dniepru z Dunajem. Zastana- wiały się rzeki, co się stało z Kozakami, którzy od kilku miesięcy nie poja- wili się na ich wodach. Oni dróg i szlaków pilnowali, Miasta bisurmańskie plądrowali, Ogniem–mieczem wojowali, Srebra–złota pod dostatkiem zdobywali, Do rzeki Chortycy przybywali, Przez rzeczkę się przeprawiali, Do Siczy starodawnej pośpieszali, W Siczy starodawnej kołem zasiadali, Srebro–złoto tureckie na trzy części rozdzielali, Miód i wódkę okowitą popijali, O świat cały Pana Boga błagali, Ci Kozacy, co w czystym polu przebywali, Rzeczki niżowe, pomocnice Dnieprowe dobrze znali4. Dniepr ma niemal 2300 km długości, a jego dorzecze obejmuje prze- szło pół miliona kilometrów kwadratowych. Źródła znajdują się na Smoleń- szczyźnie, skąd rzeka biegnie na południe, zbierając po drodze wody dopły- wów, by stać się spławną na wysokości Dorohobuża, w odległości około 200 km od źródeł. Wkracza tutaj na Wyżynę Ukraińską. Z prawej strony wpada- ją do niej Druć, Berezyna, Prypeć i Teterew, z lewej — Soż i Desna. Poprze- gradzany dzisiaj licznymi tamami i zaporami, tworzącymi tzw. dnieprowską kaskadę hydroelektrowni, Dniepr w znacznym stopniu zatracił swój pier- wotny, dziki charakter. Trzy ogromne zbiorniki wodne: w rejonie Kijowa, 3 Na ciche wody. Dumy ukraińskie, przełożył, wstępem i komentarzem opatrzył M. Kasjan, Wrocław 1973, s. 93. 4 Tamże, s. 101. 19 Na dalekiej Ukrainie Krzemieńczuka i Kachowki utemperowały niesforną rzekę przyczyniającą niegdyś wiele kłopotów. W czasach, o których piszemy, dopiero od ujścia Desny, nieco powyżej Kijowa, Dniepr dochodził do 1,5–2 km szerokości. Koło Moszen, jak pisał obrazowo w ubiegłym stuleciu Wacław Nałkowski: góry prawego brzegu na chwilę oddalają się i przechodzą na pra- wy brzeg rzeki Taśminy, dnieprowego dopływu, którego bieg na pewnej przestrzeni jest równoległy do rzeki głównej. Tutaj, według wszelkiego prawdopodobieństwa, Dniepr dzielił się na dwa ramio- na: jedno płynęło tędy co i obecnie, a drugie wzdłuż bagna Irdynia i Taśminy; obejmowały one wyspę, na której obecnie stoją Czerka- sy i Czehryń5. Za Krzemieńczukiem granitowe dno formowało poprzeczne ławy utrud- niające żeglugę, natomiast od ujścia Samary zaczynały się słynne dnieprowe porohy. Z końcem XVI w. Eryk Lassota von Steblau, poseł cesarski na Za- poroże, notował w swym diariuszu: Porohy są to rafy lub skaliste miejsca, które są częściowo pod wodą, częściowo na jej poziomie, niektóre zaś wysoko wystają nad wodą. Przez to jazda jest bardzo niebezpieczna, szczególnie gdy woda jest mała, a w najniebezpieczniejszych miejscach ludzie muszą wy- siadać i częściowo łodzie powstrzymywać długimi linami lub powro- zami, częściowo wchodzić do wody, podnosić łódź ponad spiczasty- mi kamieniami i powoli przenosić. Jednakże ci, którzy przytrzymu- ją łódź linami, muszą bardzo uważać na tych, którzy są w wodzie, i według ich rozkazów liny przyciągać lub popuszczać, aby łódź się nie uderzyła, gdyż łatwo można ją uszkodzić6. 5 Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, wydany pod redakcją F. Sulimierskiego, B. Chlebowskiego i W. Walewskiego, t. 2, War- szawa 1881, s. 45–46. 6 Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy, w przekładzie Z. Stasiew- skiej i S. Mellera, pod redakcją, ze wstępem i komentarzem Z. Wójcika, Warszawa 1972, s. 66. 20 Rozdział pierwszy Lassota doliczył się aż trzynastu tych przeszkód. Nie znalazło to uzna- nia w oczach historyków, którzy wymieniają ich dzisiaj tylko sześć. Pół wie- ku później inżynier francuski w polskiej służbie Wilhelm Beauplan potwier- dził jednak wiadomości Lassoty. Chwalił się, że przebył wszystkie porohy, i to płynąc w górę rzeki: Wśród Kozaków nikt nie może być uznany za prawdziwego Ko- zaka — pisał — kto nie przebędzie wszystkich porohów. W ten spo- sób, wedle ich obyczajów, mogę i ja być uznany za jednego z Kozaków i jest to właśnie owa sława, którą zdobyłem w czasie tej wyprawy7. Oto jak opisywał potężne, naturalne przeszkody: Niektóre z nich wystają nad powierzchnię od 8 do 10 stóp, a wszystkie są wielkie jako domostwa i stoją tak blisko siebie, że zdają się być groblą lub drogą zatrzymującą bieg rzeki, która spa- da następnie z wysokości 5 do 6 stóp w jednych miejscach, w in- nych zaś od 6 do 7, w zależności od tego, jak Borystenes jest wez- brany wodami8. Wiosną rzeka przykrywała je wszystkie, wyjąwszy jeden z nich, zwa- ny Nienasytcem; natomiast latem wystawały nad wodę 10 do 15 stóp (tzn. około 3 do 4,5 m). To właśnie porohom Krzemieńczuk zawdzięczał swój szybki rozwój. Kupcy płynący z towarami musieli je tutaj przeładowywać na wozy, by omi- nąć przeszkody uniemożliwiające dalszą żeglugę. Część towarów wieziono dalej, ale część sprzedawano na miejscu. Ponieważ droga prowadziła w oby- dwie strony, zarówno na południe, jak i na północ, przeto ruch był duży. W domach zajezdnych i w karczmach rozsiadywali się woźnice, którzy cze- kali na wynajęcie i zarobek. Dzięki porohom rozwinęły się również wsie Kamionka i Kudak (wzgl. Kodak), zamieszkane w znacznej mierze przez wytrawnych żeglarzy–sterni- 7 Tamże, s. 117–118. 8 Tamże, s. 118. 21 Na dalekiej Ukrainie ków doskonale znających wszystkie przesmyki, przez które z trudem, ale bez- piecznie przecisnąć się mogły mniejsze łodzie. Tutaj ich wynajmowano, tutaj też przystosowywano czółna do przeprawy i przy niskiej wodzie zdejmowano część ładunku z łodzi, by nie narazić ich na rozbicie. Jeśli jednak wydarzył się wypadek, ludność okoliczna także wyciągała z tego korzyści, wyławiała bowiem wówczas z wody zatopione towary. Później zabroniono tego procederu. Porohy ciągnęły się na przestrzeni około 70 km, a spór co do ich liczby wynikał z faktu, że część z nich składała się z kilku położonych w stosunko- wo niewielkiej odległości progów skalnych. Jedni liczyli je oddzielnie, inni zaś łączyli w grupy, obejmując jedną tylko nazwą. Pierwszy z nich był poroh Kudacki, który jeszcze w X w. n.e. Konstan- tyn Porfirogeneta nazwał Essupe albo Nessupe, co według jednych miało oznaczać „nie śpij”, według innych — „nasyp”; drugi Surski; trzeci — Lo- chański; czwarty — Strzelczy. Wśród jego skał leżała równie skalista i niedo- stępna wyspa zarośnięta dziką winoroślą, na którą przylatywały tylko ptaki. Piąty z kolei poroh to Dzwoniec, zwany przez Porfirogenetę Gelandri. Da- lej Dniepr rozgałęział się na dwie odnogi, między którymi leżała spora wy- spa. Jedna z tych odnóg przegrodzona była następnym porohem — Kniahi- nińskim, zwanym również Tiahińskim lub Tehnińskim. Wyspą był natomiast Kniaży Ostrów, na którym zazwyczaj zatrzymywali się podróżni, by odpo- cząć przed czekającymi ich największymi niebezpieczeństwami. Z lewej stro- ny była ona łatwo dostępna i, jak zapisał Lassota w diariuszu, na niej właśnie zjadł śniadanie w czasie swojej trwającej dwa dni przeprawy. Najgroźniejszym, pochłaniającym wiele ofiar i mającym przez to złą sławę, był siódmy z porohów — Nienasytec (według Porfirogenety — An- far lub Neaset). Miejscowi przewoźnicy nazywali go również Didem. Skła- dał się aż z 12 ław skalnych rozciągających się na przestrzeni niemal jedne- go kilometra. Tatarzy urządzali tu często zasadzki na wysiadających na lewy brzeg wędrowców. Tuż za porohem leżała mała wysepka nieraz służąca im za schronienie. Odpoczynek tutaj był bardzo przydatny, wkrótce bowiem należało pokonać poroh zwany Woronową Zaworą. Nie wyglądał groźnie, lecz powodował sporo wypadków. Wywrotki łodzi zdarzały się często, ale doświadczeni przewoźnicy byli na to przygotowani i ratowali nieszczęśni- ków z przymusowej kąpieli wśród skał przy pomocy czółen ratowniczych, tzw. podjezdków. 22 Rozdział pierwszy Dziewiątym porohem był Wołnik (od ros. wołna — fala), Porfirogene- ta znał go również i nazwał Barnoforosem lub Wulniprahem, miejscowi zaś — Wnukiem. Jak uważano, był to po Nienasytcu najniebezpieczniejszy próg skalny, co wynikało z dużego spadku wód na stosunkowo niewielkiej prze- strzeni (prawie 2 m na 200 m). Wacław Nałkowski pisał w Słowniku geogra- ficznym, że między Woronową Zaworą a Wołnikiem znajdowała się jeszcze tzw. Krzywa Zapora (względnie Zawora)9, o której jednak nie wspomniał ani Lassota, ani też Beauplan. Później następował poroh Budziłowski lub Budyło, znany przez Porfiro- genetę jako Leanti i Weruczi, obfitujący w groźne wiry. Za nim Dniepr uspo- kajał się i zwężał się do tego stopnia, że Tatarzy potrafili się nawet przepra- wiać przezeń wpław lub na małych łódkach obciągniętych skórą. Następną przeszkodą był poroh Tawołżański, przy którym leżała wyspa o identycznej nazwie. Wyglądała podobnie jak znajdująca się na porohu Strzelczym, cho- ciaż była bardziej dostępna i według twierdzenia Beauplana „nie tak przepaś- cista jak poprzednia”. Sądził on, że nazwa jej pochodzi od drzewa zwanego tawuły, „które jest czerwone, a twarde jako bukszpan, i posiada właściwości wywołujące u koni wydzielanie się moczu”10. Potem trzeba było pokonać poroh Liszny (ros. lisznij — zbyteczny), już niegrożący żadnym niebezpie- czeństwem. Porfirogeneta nazywał go Struwunem lub Naprezi. Ostatnim, trzynastym porohem był Wilny lub Wolny, nazywany rów- nież Gadniczym, to znaczy Wężowym, ze względu na kształt drogi, którą musiały przemykać się łodzie między skałami. W jego pobliżu, jak oceniał Beauplan, znajdowały się dogodne warunki do wybudowania twierdzy lub nawet całego miasta. Po prawej stronie znajdowało się ujście rzeczki noszą- cej tę samą co poroh nazwę. Tym, którzy przebyli szczęśliwie wszystkie progi skalne, wydawało się, że niebezpieczeństwo pozostawili za sobą. Jak złudne było to wrażenie, przeko- nał się sam Lassota, gdyż łódź, na której siedział, dobiła wreszcie do brzegu i to tego rzekomo bezpieczniejszego, znajdującego się po lewej, „tatarskiej” stronie. Pisał: „przy wjeździe na ląd uderzyliśmy o kamień, jednak na szczęś- cie przodem, samym dziobem, który był dobrze zabezpieczony”11. 9 Słownik geograficzny..., t. 2, s. 47. 10 Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy..., s. 118. 11 Tamże, s. 67. 23 Na dalekiej Ukrainie nosił około 32 m. Spadek wód na całym odcinku Dniepru przegrodzonym porohami wy- Niżej, „o wystrzał z działa”, wyłaniała się z Dniepru niewielka skalista wyspa — Kaszewarnica. Tutaj szczęśliwi po bezpiecznym zakończeniu po- dróży wędrowcy zjadali swój ostatni posiłek, „warzyli kaszę” i ruszali w dal- szą, niedługą już drogę do lewego dopływu Dniepru — Kiczkasu. Dniepr zwężał się tu tak bardzo, że wystrzelona z jednego brzegu strzała przelaty- wała na drugi i spadała kilkadziesiąt metrów dalej. Obydwa brzegi były nie- zalesione i łagodnie opadały do koryta rzeki. A dalej? Dalej była już Chortyca, największa wyspa na Dnieprze. Jej po- wierzchnia wynosi dzisiaj 2650 ha, długość — 12 km, szerokość — 2,5 km. To tutaj powstała pierwsza Sicz Zaporoska — umocniony obóz Kozaków. 17 września 1965 r. wyspa została uznana za państwowy rezerwat historyczny i kulturalny. Niestety wymieniona jeszcze pod 1103 r. w starym „Roczniku Ipatiewskim” dzisiaj leży w centrum przemysłowego miasta Zaporoża (daw- niej — Aleksandrowsk) i jest dewastowana wskutek rabunkowej gospodar- ki Centralnego Instytutu Naukowo–Badawczego i Elektryfikacji Hodowli, zajmującego cztery piąte powierzchni wyspy, mimo że przyznano mu tyl- ko jedną piątą. Jeśli dodać do tego, że oprócz wymienionej instytucji znaj- dują się tu jeszcze ośrodki wypoczynkowe czternastu zakładów pracy, sześć osiedli oraz prewentorium itp., można sobie wyobrazić efekty owej „opieki” nad rzeczywistym zabytkiem historycznym12. Lassota nazywał ją „piękną, dużą i przyjemną”, a Beauplan, przekazując wiadomości zasłyszane od innych, stwierdzał: Wyspa ta jest bardzo znaczna, jeśli chodzi o wysokość i wznie- sienia, i że prawie cała otoczona jest przepaściami, w następstwie cze- go mało jest dostępna [...] Zwęża się i obniża w kierunku zachod- nim, dużo na niej dębów, i byłaby pięknym miejscem do zamiesz- kania, nie zalewają jej powodzie, które mogłoby służyć za strażnicę przeciw Tatarom13. 12 Uwagi krytyczne oraz informacje stanie zabytku zawarte w: W. Kadżaja, Osto- rożno: zapowiednyj ostrow, „Ogoniok”, nr 31 (2820) z 1 sierpnia 1981 r. 13 Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy..., s. 67, 119. 24 Rozdział pierwszy W kilku miejscach wysokość linii brzegowej przekracza 7 m, tak że jej mieszkańcy nie musieli się specjalnie obawiać napadów ze strony nieprzyja- ciela, zwłaszcza Tatarów stale buszujących w tym rejonie Dniepru. Nieco dalej znajdował się Wielki Ostrów, położony naprzeciw lewobrzeż- nego dopływu Dniepru, Końskiej Wody. Wyspa ta była pozbawiona roślin- ności i niemal corocznie zalewana na wiosnę przez wezbrane wody rzeki. Za Wielkim Ostrowem Dniepr skręcał na zachód, rozgałęział się na kilka odnóg, z których dwie otaczały wyspę, będącą kolejną siedzibą kozackiej Siczy. Na- zywała się Tomakówka. Wyjąwszy jej południowy brzeg, wznoszący się ja- kieś dwa metry nad wodą, była łatwo dostępna ze wszystkich stron. Szeroka niemal tak jak Chortyca, zajmowała jednak powierzchnię prawie dziesięcio- krotnie mniejszą14. Twierdzenie współczesnych, że z jej najwyższego wznie- sienia można zobaczyć zarówno Chortycę, jak i wyspę Tawań leżącą w dol- nym biegu Dniepru, stosunkowo niedaleko od jej ujścia do Morza Czarne- go, było wyraźną przesadą, od Chortycy bowiem dzieliło ją przeszło 60 km, a od Tawania jeszcze więcej. Teraz Dniepr rozgałęział się jeszcze bardziej i rozlewał coraz szerzej, two- rząc setki wysp i wysepek, z których niemal żadna nie nadawała się do zamiesz- kania, gdyż co roku powodzie pokrywały je wodą. Kanały między wyspami za- rośnięte były gęstą trzciną, tak że nawet z brzegu czy z rozrzuconych gdzienie- gdzie wzniesień nie można było stwierdzić, gdzie kończy się ziemia, a zaczyna rzeka. Kanały tworzyły istne labirynty, w których niejeden śmiałek dokonał życia, zaskoczony przez ukrytego w szuwarach napastnika. Tylko nieliczni za- puszczali się w te strony lub w towarzystwie kilku osób. Miejsce to upodobali sobie Kozacy do urządzania zasadzek na wyprawy tatarskie. U ujścia do Dniepru jego lewobrzeżnego dopływu Czartomliku (zwa- nego m.in. Czortomłykiem) leżała wyspa o tej samej nazwie, określana też mianem Bazawłuk. Była to kolejna siedziba kozackiej Siczy. W miejscu, gdzie Dniepr wpadał do Morza Czarnego, rozsiadło się mia- sto tureckie Dżan–kerman, bardziej znane jako Oczaków; między Kiczka- sem a Oczakowem istniało pięć przepraw przez rzekę, używanych zarów- no przez Kozaków, jak i Tatarów. Nazywały się kolejno: Kiczkas, Nosówka, 14 D.I. Ewarnicki, Czisło i poriadok zaporożskich sieczej s topograficzeskim oczerkom Zaporożja [oddz. odbitka], Kijów 1884, s. 7. 25 Na dalekiej Ukrainie Tawań, Burhunka i Oczaków. Najchętniej korzystano z Tawania, gdyż tam Dniepr i płynąca równolegle Końska Woda były spokojne i niezbyt szero- kie, tak że przebywano je nawet wpław. Innych przepraw używano niechęt- nie, gdyż albo gęsto zarosły wysokimi i ostrymi trzcinami, albo były szero- kie, albo wreszcie szybki, rwący nurt groził zatopieniem przeprawiających się ludzi i koni. Dzisiaj niewiele pozostało z dawnych, malowniczych krajobrazów nad- dnieprzańskich. Większość wysp znalazła się na stałe pod wodą, zalana przez spiętrzenie rzeki w rejonie Kachowki. Cywilizacja zniszczyła naturę. Trudno jednak winić człowieka za to, że chce żyć wygodniej... O ziemiach zagarniętych we władanie przez Dniepr opowiadano legen- dy. Obfitowały we wszystko, co ludziom potrzebne było do życia. Niezli- czone liczby rodzaju zwierząt, bujna roślinność, rybne rzeki, urodzajna gle- ba stwarzały — jak twierdzono — niemal rajskie warunki bytowania. Ściągali więc tutaj osadnicy, zachęcani opowieściami wędrowców, którzy roztacza- li przed słuchaczami obrazy krainy tak pięknej i bogatej, że nawet trudno było uwierzyć w jej istnienie. Tereny naddnieprzańskie wydawały się też ide- alnym miejscem schronienia dla chłopów uciekających przed samowolą pa- nów i dla przestępców kryjących się przed karzącym ramieniem sprawied- liwości. Rozległe obszary pogranicza Rzeczypospolitej i państwa moskiew- skiego nęciły wymarzoną swobodą. Od stolic tych państw dzieliły je setki kilometrów. Rzadka sieć forteczek i stanic warownych strzegących kreso- wych rubieży wyzwalała nadzieję na uniknięcie ewentualnego pościgu. Wy- dawało się, że jedyne realne niebezpieczeństwo stanowili Tatarzy osiedli na Krymie, niemal corocznie organizujący łupieżcze wyprawy przeciw sąsia- dom. Jednak w porównaniu z możliwymi korzyściami groźba tatarska nie wydawała się zbyt straszna. O części tych ziem, o Podolu (wschodnim) — późniejszej Bracławszczyź- nie — pisał Długosz, że jego „pola do tego stopnia są żyzne, że gdy się raz za- sieje zboże, powtórny zasiew sam się odnawia ze spadającego ziarna, tak że następne żniwa są już bez zasiewu”. Gdy komtur krzyżacki Henryk von Kra- nichsfeld wyprawił się w 1361 r. na Ruś, uczynił to m.in. „z powodu żyzności tej ziemi — nie brak jej bowiem zarówno bydła, jak innego dobytku”15. 15 Jana Długosza Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. 1–2, War- szawa 1962, s. 183; ks. 9; Warszawa 1975, s. 389. 26 Rozdział pierwszy Niespełna dwa wieki później Szymon Starowolski również nie miał wąt- pliwości, że Ruś, ziemie ukraińskie mają „nieograniczony zasób zbóż, dzi- kiego zwierza, bydła, ryb i miodu”. Była to bowiem dla współczesnych pro- wincja „mlekiem i miodem płynąca”16. Z licznych podróżników, którzy dotarli do Ukrainy, oraz kronikarzy i hi- storyków, jacy zawarli w swych dziełach jej opis, najwięcej do powiedzenia miał Beauplan. Twierdził, że to „kraj piękny i niezwykły, którego część naj- większa dopiero za mych czasów zaludniła się miastami tudzież fortecami, których kształty sam zarysowałem”17. Karty jego siedemnastowiecznego Opisu Ukrainy pełne są zachwytu nad poznaną ziemią, tak żyzną, że „tyle zboża dostarcza, iż częstokroć nie wie- dzą, co z nim czynić”. Dopływy Dniepru w środkowym biegu: Psioł, Omel- nik (notabene dwie rzeki o tej samej nazwie), Worskla i Oreł pełne były ryb i raków. Jedno zarzucenie sieci u ujścia Orła przynosiło podobno przeszło dwa tysiące ryb, z których najmniejsze miały po około 20–30 cm długości. U ujścia Samotkani „znajduje się wiele jezior tak bardzo rybnych, iż nieskoń- czona ilość ryb zdycha na skutek zbyt wielkiego stłoczenia w tej nadmiernie stojącej wodzie, powodując zgniliznę niebywałą, od której nawet woda robi się stęchła”. W Samarze Kozacy łowili jesiotry i śledzie rzeczne, przybywa- jące na wiosenne tarło18. Na lewym brzegu Dniepru między jego dopływami: Sułą a Supojem za- mieszkiwały bobaki, przypominające króliki. Te niewielkie zwierzątka wzbu- dziły sympatię Beauplana, który spędził niejedną godzinę na obserwowaniu ich zwyczajów. Polubił je tak, że nie zawahał się przed przypisaniem im cech ludzkich. Twierdził na przykład, że gromadząc zapasy na zimę, bardziej leni- we osobniki wykorzystywały pracę niewolniczą innych. Tak więc: każą niewolnikom położyć się na plecach i kładą im na brzuchy wielką garść suchej trawy, którą bobaki trzymają obejmując łapami, a właś- ciwie, gwoli ścisłości, wypadałoby mówić o rękach, gdyż zwierzęta 16 Sz. Starowolski, Polska albo opisanie położenia Królestwa Polskiego, Kraków 1976, s. 89, 90. 17 Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy..., s. 105. 18 Tamże, s. 109, 115, 116. 27 Na dalekiej Ukrainie te pomagają sobie nimi prawie jak małpy swoimi. Potem pozostałe zwierzaki wloką takiego bobaka za ogon aż do wejścia do kryjów- ki i w ten sposób służy im on za sanie. Z tego zaś miejsca każą mu znieść trawę do schowków. Nory mieszkalne podzielone były na „małe pokoiki. Jedne stanowią ma- gazyny, inne służą za cmentarze i za groby, do których odciąga się zmarłych. Inne jeszcze przeznaczone do celów specjalnych”. Zafascynowany stadnie ży- jącymi bobakami Beauplan przyrównywał je do mrówek lub pszczół. Uwie- rzył też w bałamutne zapewnienia, że bobaki były hermafrodytami. Teren między Sułą a Supojem obsiadły tak gęsto, że ich nory stanowi- ły niebezpieczeństwo dla jeźdźców, których konie nieraz łamały sobie nogi, napotykając na te, wydawałoby się, niegroźne przeszkody19. W okolicy porohów przebywały suhaki, zwane też sumakami (dzisiaj całkowicie przetrzebione), podobne do kóz, „lecz o sierści bardzo cienkiej i gładkiej, a miękkiej niemal jak jedwab”. Ich mięso miało smak mięsa ko- ziego. Żyły tu też jelenie, łanie, ogromne dziki, a także zdziczałe kozy i ko- nie w stadach. Konie te nie są nic warte przy pracy — pisał Beauplan — nawet oswojone za młodu nie nadają się do tego celu, lecz jedynie do jedze- nia. Mięso ich jest nader delikatne, bardziej kruche, aniżeli cielęcina, lecz na mój gust nie jest jednak równie smaczne, bo mdłe. [...] Nogi mają niedołężne, gdyż zrogowaciała skóra tak ściska ich kopyta, że są ukryte i nie dają się wcale oczyścić. Z tego powodu nie mogą dobrze biegać, a to wyraźnie wskazuje na opatrzność boską, która zwierzę to przeznaczyła do służby dla człowieka, gdyż jeżeli pozostaje ono bez opieki, staje się bezradne i niezdolne do biegu20. W 1644 r. notował w pamiętniku Jan Florian Drobysz Tuszyński: Są też tam w Dzikich Polach zwierze różne, osobliwie najwięcej koni dzikich; są też jelenie, sarny, a nadto pewne zwirze jest prze- 19 Tamże, s. 156–157. 20 Tamże, s. 158. 28 Rozdział pierwszy zwiskiem suhak, podobne wełną i rogami, i nogami do największe- go barana białego, u którego trąba [!] dłuższa niż na łokieć, a gęba u niego spodem pod samem gardłem, pod szczęką, inaczej jeść nie może, gdyby wspak nie szedł, wspak idąc i je, a pysk się za nim wle- cze. Gadzin też rozmaitych jest tam dosyć. Siła by o tym pisać i cza- su by nie stało21. Dalej na wschód, przy granicy z państwem moskiewskim żyły bawoły, białe zające i żbiki; na południe, w pobliżu Dniestru dzielącego Ukrainę od Mołdawii można było spotkać stada baranów, zdziczałych psów i taranto- watych koni, używanych z powodzeniem do zaprzęgów. Nie wszystkie okazy fauny budziły sympatię. Wiele z nich, zwłaszcza owady, przyczyniały ludziom kłopotów. Podmokłe równiny rozciągające się na lewym brzegu Dniepru i wilgotne, błotniste wyspy limanu były istną wy- lęgarnią komarów i małych dokuczliwych muszek. Wieczorem nie dawały spokoju, gęsto obsiadając niechronione odzieżą części ciała. Kto je zlekce- ważył i nie bronił się przed ich ukąszeniami, następnego dnia budził się cał- kowicie spuchnięty, niekiedy do tego stopnia, że zapuchnięte powieki nie pozwalały mu na otwarcie oczu. Niewiele pomagał dym z rozpalonych ognisk. Ci, których było na to stać, kryli się pod specjalnie skonstruowanymi namiotami — połohami. Szkielet namiotów stanowiły gałęzie leszczyny, długości 50–70 cm, wbijane w zie- mię w równomiernych odstępach tak, że tworzyły kwadrat. Na nich wzdłuż i w poprzek kładziono żerdzie, wiązano sznurem i następnie pokrywano płachtą bawełnianą. Przed deszczem chroniły tureckie gęsto tkane dywany, ułożone na wierzchu całej tej konstrukcji22. Muszki i komary były dokuczliwe, ale prawdziwą klęskę stanowiła sza- rańcza. Nawiedzała wówczas Ukrainę dość często, niekiedy nawet corocz- nie. Pojawiała się zazwyczaj późną wiosną, chociaż bywały wypadki, gdy spa- dała na pola i stepy w pierwszych tygodniach jesieni. Nadlatywała wielkimi 21 Dwa pamiętniki z XVII wieku: Jana Cedrowskiego i Jana Floriana Drobysza Tuszyńskiego, wydał i wstępem poprzedził A. Przyboś, Wrocław–Kraków 1954, s. 40. 22 Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy..., s. 152–153. 29 Na dalekiej Ukrainie chmurami, tak stłoczona, że zasłaniała słońce. Gnana przez wiatr przelaty- wała ogromne przestrzenie, by spaść nagle na pola uprawne. Swoje przejścia z nią w 1646 r. opisywał obrazowo Beauplan: Powietrze było nią tak zapełnione, że w moim własnym pokoju nie mogłem jeść nie zapaliwszy uprzednio świecy. Wszystkie zresz- tą domy były tym zapełnione, jak też stajnie, stodoły, izby, strychy, a nawet i piwnice, do których się te owady zapędzały. [...] Było rze- czą nader uprzykrzoną, gdy wychodziło się na dwór i zderzało się twarzą z tymi bydlakami, które obsiadały zarówno nos, jak oczy i po- liczki, i to do tego stopnia, iż nie można było ust otworzyć, by się jaki i tam nie dostał. Ale to jeszcze nic. Przy jedzeniu bydlaki te nie dawały chwili spokoju; gdy się kroiło na talerzu jakie mięso, kroiło się zarazem i szarańczę. Zaledwie się usta zdołało otworzyć, by doń owo mięsiwo wetknąć, a niezwłocznie trzeba było wypluwać sza- rańczę. [...] Widziałem kiedyś wieczorem, jak szarańcza przysiadła na nocleg. Drogi całe były nią pokryte warstwą do ponad czterech kciuków grubości; jedne leżały na drugich, tak że konie nie chcia- ły przechodzić tędy, chyba tylko pod silnymi razami bata. [...] Gdy przysiądzie na ziemi, by się popaść, całe pola są nią wtenczas pokryte i słyszy się szmer, który wydaje przy żarciu. W czasie niespełna go- dziny lub dwóch wyjadają wszystko do samej ziemi, po czym wzbi- jają się i lecą, gdzie je wiatr poniesie23. Przed tymi szkodnikami nie było obrony. Kopano doły, rowy, wypełnia- no słomą i zapalano; część pól zalewano wodą, by zatopić żerujące owady, ale poza iluzoryczną satysfakcją z zemsty dopełnionej na niewielkiej cząstce niszczycielskiej żywej chmury, nie zyskiwano praktycznie nic. Najczęściej więc patrzono z bezradną wściekłością na obżerającą się szarańczę, a potem z rozpaczą na opustoszałe, ogołocone ze zbóż i traw pola i łąki. Współcześni opisywali tylko te zwierzęta, które zdarzyło im się napot- kać, lub które stanowiły ich pożywienie. Ukraińska fauna była jednak o wie- le bogatsza, niż zdołały zaświadczyć najpełniejsze i najbardziej drobiazgo- we relacje. 23 Tamże, s. 154–155. 30 Rozdział pierwszy W lasach i na stepowych równinach grasowały lisy, zające, kuny, wilki i gronostaje. Od czasu do czasu pojawiły się również potężne żubry i tury, nie licząc łosi, jeleni i saren. Nad wodami zamieszkiwały wydry, norki i bobry. Między krzewami przemykały borsuki, a rozległe obszary lasostepu pokryte były gęstymi kryjówkami susłów, chomików i myszy polnych. Na niebie niejednokrotnie dostrzec można było potężne sylwetki orłów, urządzały też wyprawy łowieckie sokoły, myszołowy i jastrzębie. Najbardziej jednak charakterystycznym, niemal symbolicznym elementem ukraińskiego pejzażu był bocian. Jego gniazda znajdowały się na drzewach i na chatach rozrzuconych po całym dorzeczu Dniepru. Było też mnóstwo żurawi, a na południu gnieździły się pelikany. Na stawach, jeziorach i rzekach pojawiły się dzikie gęsi i kaczki, stanowiące — podobnie jak kuropatwy — urozmai- cenie jadłospisu mieszkańców tych ziem. Człowiek stale przebywał wśród zwierząt, dzikich i oswojonych. Nic też dziwnego, że trafiały one do opowiadanych często bajek i legend. Niekiedy właśnie one oddawały mu ostatnią posługę. W dumie o trzech braciach, któ- rzy uciekli z Azowa, znaleźć można słowa: Jak dusza kozacka–mołojecka Z ciałem się rozłączyła, Wtedy do niego wilki bure przybywały, Białe ciało pożerały, Czarnoskrzydłe orły przylatywały, W głowach siadały, Na kędziory czarne wstępowały, Kare oczy spod czoła wyrywały, A jeszcze kukułki przylatywały, W głowach siadały, Jak siostry rodzone kukały. A jeszcze drobne ptactwo przylatywało, Ciało koło kości żółtych obdzierało. Wilki bure przychodziły, Kości żółte po jarach rozwłóczyły, Pod zielonymi jaworami chowały, Szuwarami przykrywały 31 Na dalekiej Ukrainie I żałośnie, żałobnie kwiliły, Tak że one ciemny, pogrzeb odprawiły24. Sokołowi i jego pisklęciu anonimowy twórca poświęcił oddzielny utwór. Sokoły cieszyły się zresztą specjalną estymą. Ich dalekie wyprawy łowieckie, swobodne szybowanie w przestworzach i zręczność spowodowały, że stały się symbolem wolnych Kozaków, których niejednokrotnie przyrównywano do tych wspaniałych ptaków. Duma o sokole kończyła się opisem odzyskania pisklęcia, któremu udało się wyrwać z niewoli, z Carogrodu. Alegoria była nader przejrzysta. „Ej, sokolę moje, nieszczęsne, sieroce, Lepiej, że będziemy po polu latali I żywność sobie zdobywali, Niżbyśmy wiek swój w ciężkiej niewoli U panów przeżywali. Ej, bo panowie jeść i pić nam dają, Ale wolno na świecie żyć nie pozwalają”. Ej, jak to walczy ptak o ptaka, Rodzina o rodzinę, Ej, tak oto walczy ojciec i matka O swą rodzoną dziecinę25. W koszach i sieciach rybackich najczęściej pojawiały się karpie, leszcze, płotki, czasem sum lub groźny szczupak. Nawet niezamieszkane przez ludzi bory i stepy nie były puste. Od rana do wieczora rozbrzmiewały śpiewem ptaków. Słychać było porykiwanie łosi, chrząkanie dzików, a w nocy ciszę przerywało wycie samotnych wilków wy- prawiających się na poszukiwanie zdobyczy lub pohukiwanie sów polujących w ciemności. „Wilków takie mnóstwo było, że zabijali je kijami, a ze skóry robili buty albo ubrania”26. W każdym niemal zakątku znaleźć można było 24 Na ciche wody..., s. 76–77. 25 Tamże, s. 98–100. 26 D.I. Ewarnicki, Istorija zaporożskich kozakow, t. 1, Petersburg 1892, s. 52. 32 Rozdział pierwszy żywą istotę. Wszystko to szeleściło, szumiało, brzęczało, ćwierkało, dając znać o swoim istnieniu. Na wiosnę na rozkwiecone łąki wylatywały dzikie pszczoły. Michalon Lituanus, litewski pisarz polityczny z połowy XVI w., pisał, że „w starych dębach i bukach, w których ze starości potworzyły się dziuple, gnieżdżą się roje pszczół dających miód smaczny i piękny, aromatyczny”27. Podbierano go wprost z barci, później łapano roje i osadzano w przygotowanych uprzed- nio ulach tworzących rozległe pasieki. Ziemia była tutaj wyśmienita. Przeważały czarnoziemy średnio- i nisko- humusowe, bogate w związki azotowe, potas i wapń. Jedynie na południu, niemal u wybrzeży Morza Czarnego, występowała przewaga gleb ze znacz- ną zawartością soli, co przy ówczesnej prymitywnej technice uprawy roli, a zwłaszcza słabym stopniu skolonizowania tych terenów, nadawało im ste- powo–pustynny charakter. Na prawym brzegu Dniepru lasy występowały w większej obfitości niż na lewym. Były to głównie lasy liściaste, przy czym na Prawobrzeżu najczęś- ciej występowały buki, nad Dnieprem — graby, a na Lewobrzeżu — klony i lipy. Dość gęsto rozsiadły się między nimi zwarte skupiska potężnych dę- bów, rzadziej — wierzby, wiązy i jesiony. Gdzieniegdzie urywały się ściany lasów, otwierając przed oczami wędrowców szerokie przestrzenie łąk poro- słych bujną, soczystą trawą. Trawa pokrywała również zbocza parowów w do- linach rzek. Miejscowa ludność nazywała te parowy „bałkami”. Stepy rozciągały się na południe od Krzemieńczuka. Rosła na nich ko- strzewa (Festuca sulcata), ostnica (Stipa) i inne trawy tego rodzaju. Były one tutaj wyjątkowo wybujałe i osiągały czasem wysokość 50–60 cm. Powodo- wało to szerzenie się wieści o takich ich rozmiarach, że mógł się w nich rze- komo skryć jeździec na koniu. Wydaje się, iż wyjaśnienie tych pogłosek zna- leźć można w relacji Beauplana o wyprawach tatarskich. Pisał więc: Okolice te porośnięte są trawami wysokości do dwóch stóp, tak iż nie mogą się oni poruszać nie pozostawiając na niej śladów. Tworzy się wówczas ścieżka i wedle niej można poznać, w jakiej ilości i w któ- 27 Cyt. za: F. Rawita–Gawroński, Kozaczyzna ukrainna w Rzeczypospolitej Polskiej do końca XVIII wieku, Warszawa 1922, s. 52. 33 Na dalekiej Ukrainie rą stronę idą. W obawie, by ich usilnie nie goniono, wynaleźli i na to sposób. Tak, jak ich jest 400, dzielą swe oddziały na cztery części, w każdym po 100 koni, jedni zmierzają na północ, inni na południe, pozostali zaś na wschód i zachód. Krótko mówiąc, każdy z tych czte- rech oddziałów rusza z wyznaczonego miejsca na odległość około półtorej mili, a na końcu tej drogi ów stuosobowy oddziałek dzieli się na trzy części i tak dochodzą [...] do miejsca, w którym zostaną podzieleni na dziesięcio-, jedenastoosobowe grupki [...]. Wszystkiego tego dokonują w przeciągu niespełna półtorej go- dziny, pędząc wielkim kłusem, gdyż w razie ich odkrycia byłoby już zbyt późno na wszelki pośpiech. Wszyscy potrafią wykonać bardzo zręcznie ten manewr. Tatarzy znają stepy tak, jak sternicy znają ob- sługiwane przez się porty. [...] Każdy z oddziałów kroczy inną dro- gą na spotkanie, dla jednych jest ona krótka, dla innych zaś z powo- du krętości dłuższa. Śladów żadnych nie pozostawiają, jako że trawa podnosi się z dnia na dzień po przejściu owych jedenastu koni28. Tak więc nie bujna roślinność kryjąca jeźdźców, lecz szybkość przeprowa- dzonego manewru i świetna znajomość terenu utrudniały ich wytropienie. Szczególnie pięknie wyglądał step późną wiosną, gdy flora budziła się ze snu zimowego, a bezmierne równinne przestworza pokrywały się świeżą zie- lenią i różnobarwnym, mocno pachnącym kwieciem. Gdzieniegdzie, jak wy- spy na oceanie, pojawiały się spore kępy rozrośniętych gęstych krzewów. Zachodnią granicę terenów stepowych stanowił dolny bieg Bohu, rzeki uchodzącej do limanu dnieprowego. On również obfitował w porohy, w stop- niu nawet większym niż Dniepr, chociaż nie miały one podobnej sławy. Było ich 21, a prócz tego kilka tkwiących w nurcie rzeki skał obdarzonych przez ludność miejscową obrazowymi nazwami, jak na przykład Sowa, Brama czy Puchacz. Wpadały do niego z lewej strony m.in. Sina Woda, zwana także Si- niuchą, Korabielna, Taszłyk, Martwa Woda i Inguł, z prawej zaś — Adamka, Sahajdak, Suchokleja i Gromokleja. Ukształtowanie terenów stepowych było — mimo pozorów — mocno zróżnicowane. Na północy przerzynały je liczne bałki, dość głębokie i z boga- 28 Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy..., s. 136. 34 Rozdział pierwszy tą roślinnością, na południu zaś — płytkie parowy, na ogół nieliczne i rzadko porośnięte trawą i krzewami. Trudno zresztą, aby było inaczej, skoro połu- dniowe, ostre słońce wypalało step do cna. Po długotrwałych okresach suszy ziemia przypominała twarde klepisko poprzecinane licznymi i dość głęboki- mi szczelinami. Dopiero długotrwałe jesienne deszcze przywracały tym te- renom ich poprzedni stan. W północnych regionach stepowych gęsta trawa chroniła glebę przed wysuszeniem, a i słońce operowało tam z mniejszą intensywnością. Niekie- dy step stawał w płomieniach wywołanych uderzeniem pioruna lub zapró- szeniem ognia przez nieostrożnych ludzi. Ginęło wtedy mnóstwo zwierząt, ptaki nawet, a trawa tliła się przez długie tygodnie. Ziemie ukraińskie zajmowały znaczną część Równiny Wsochodnioeuro- pejskiej i rozciągały się na obszarze przeszło 600 tys. kilometrów kwadrato- wych. Nasuwały się na nie masy powietrza znad Płaskowyżu Syberyjskiego, podlegały działaniu umiarkowanego klimatu czarnomorskiego, a także kon- tynentalnym wpływom zachodnio- i środkowoeuropejskim. Powodowało to charakterystyczne częste zmiany pogody. Zaporoże i Dzikie Pola, na których głównie rozgrywały się opisywane wydarzenia, stanowiły wprawdzie teren bardziej jednorodny pod względem klimatycznym, ale wpływy różnych typów klimatu dawały się tutaj odczuć bardzo wyraźnie. Zaporoże — kraj leżący „za porohami”, nie miało trwale wyznaczonych, stabilnych granic. Znacznie łatwiej wykreślić jego zasięg geograficzny niż umiejscowić na mapie jako pewien obszar historyczny. Współcześni często bowiem za Zaporoże uznawali teren przyznany Kozakom przywilejami kró- lewskimi, w granicach tzw. wolności kozackich (por. rozdział szósty książ- ki, zwłaszcza cytowany tam przywilej Stefana Batorego, wydany 20 sierpnia 1576 r.); czasem zaś łączyli Zaporoże z Dzikimi Polami w jedną krainę. Już w drugiej połowie XVI w. granice te znajdowały się w odległości za- ledwie 90–100 km od Kijowa. Jednak granica geograficzna przebiegała znacz- nie dalej na południe. Od wschodu i południa pokrywała się ona z linią rozgraniczającą posiad- łości Rzeczpospolitej, państwa moskiewskiego i Chanatu Krymskiego; od za- chodu przebiegała wzdłuż Ingulca; na północy — wzdłuż Samary i dalej na zachód do Ingulca. Na zachód od Zaporoża rozciągały się Dzikie Pola, któ- rych granice stanowiły linie rzek Sinej Wody (Siniuchy) i Bohu. 35 Na dalekiej Ukrainie Były to tereny poddane działaniu klimatu kontynentalnego, chociaż w le- cie nasuwały się na nie masy nagrzanego powietrza ze strefy subtropikalnej. Charakteryzowały się one dużym nasłonecznieniem (rocznie 2000–2400 go- dzin), średnia temperatura lipca wynosiła 23°C, stycznia minus 3–5°C. Ilość opadów była zmienna i wahała się w ciągu roku od 350–400 na południu do 400–500 mm na pozostałym obszarze. Klimat strefy stepowej wyróżniał się gorącym, suchym i długim latem; krótką, intensywną wiosną, w czasie której często występowały „suchowie- je” — silne wiatry, wiejące niekiedy z siłą huraganu i przeradzające się w tzw. czarne burze, gdy obłoki pyłu zakrywały tarczę słoneczną. W zimie dość czę- sto zdarzały się odwilże, tak że pokrywa śniegowa była bardzo niestabilna. Jednak najbardziej zmienną porą roku była jesień. Chmurna i dżdżysta po- goda mogła raptownie ustąpić miejsca pięknym, słonecznym dniom, a tem- peratura powietrza wzrastała nagle do 18–20°C29. Skoki temperatury sprawiały sporo kłopotu, szczególnie nagłe ochło- dzenia i zdarzające się surowe mrozy. W 1646 r. zaskoczyły one Beauplana, wywierając na nim takie wrażenia, że poświęcił im sporą część swego „Opi- su Ukrainy”. Pisał: Do spraw, które zasługują na uwagę w tym kraju, należy na pew- no mróz. W czasie tych kilku lat dał mi się on tak we znaki, tak był wielki ostry i gwałtowny, iż jest to nie do wytrzymania nie tylko dla ludzi, szczególnie tych, co są w wojsku bądź za nim podążają, lecz nawet bydła oraz dla koni i innych zw
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Na dalekiej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny do 1648 roku.
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: