Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00309 006375 13427562 na godz. na dobę w sumie
Na dobre i bez złego? Jak rozpalić miłość w małżeństwie - ebook/pdf
Na dobre i bez złego? Jak rozpalić miłość w małżeństwie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwo W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7906-201-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> religia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W każdym małżeństwie „pogoda bywa zmienna” i okresy pełnej harmonii przeplatają się z trudnymi chwilami. Kłopot pojawia się wtedy, gdy do codziennego życia coraz śmielej wkrada się rozdrażnienie, niezrozumienie, dystans i czujemy, że szala zaczyna przechylać się na złą stronę. Autor podpowiada, jak przezwyciężyć kryzys i sprawić, by wspólne życie dawało satysfakcję i radość. Pomaga skonfliktowanym małżonkom nawiązać dialog, odnaleźć to, co ich pierwotnie łączyło, i pielęgnować codzienną intymność. Pokazuje, jak twórczo podejść do różnic i pokochać „niezgodność charakterów”. Wreszcie – dzieli się głębokim przekonaniem, że związek można odbudować, a miłość rozpalić na nowo.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

MICHEL MARTIN-PREVEL jest Cena det. 00,00 zł www.wdrodze.pl e BOOK Patronat MMMMMM IIIII CCCCC HHHHH EEEE LL M A RRRRRT I N -- PPPPPPP RRRRRRR ÉÉÉÉÉ VVVVV EEEEEEE LLLLL Na dobre i bez złego? Jak rozpalić miłość w małżeństwie ? o g e ł z z e b i e r b o d a N L E V E R P - L E H C I N I T R A M M Na dobre i bez złego? MICHEL MARTIN-PRÉVEL Na dobre i bez złego? Jak rozpalić miłość w małżeństwie Przełożyła Małgorzata Jarosiewicz Tytuł oryginału Quand l’amour cherche à renaître. Dans le couple © EDITIONS DES BEATITUDES, S.O.C., 2017 © Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2018 Redaktor prowadzący Lidia Kozłowska Redakcja Paulina Jeske-Choińska Korekta Agnieszka Czapczyk, Paulina Jeske-Choińska Projekt okładki do serii Radosław Krawczyk Redakcja techniczna i opracowanie okładki Justyna Nowaczyk Fotografi a na okładce Pixabay.com ISBN 978-83-7906-205-8 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie I, 2018 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 www.wdrodze.pl sprzedaz@wdrodze.pl Dla Bénédicte, Adeline, Bernarda i Marie-Hélène Wprowadzenie Gdy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: „Nie mają wina” (…) „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. (J 2,3–5)1 W każdym małżeństwie „pogoda bywa zmienna” i, co zupełnie nor- malne, okresy pełnej harmonii przeplatają się z trudnymi chwilami. Daje się odczuć brak wina. Niepostrzeżenie z upływem czasu utrwala- ją się złe przyzwyczajenia, w dialogu pojawia się dystans, rozdrażnie- nie, niezrozumienie. Żywsze kłótnie wybuchają z powodu chwilowego zmęczenia albo wydarzenia odsłaniającego głęboki brak, który uwił sobie gniazdo w małżeńskim łożu. Wychodzą na jaw rozczarowania, stopniowo górę bierze utrata szacunku wobec współmałżonka. Wtedy w sposób naturalny pojawiają się nowe obiekty zainteresowania. Nie- kiedy wszystko przekształca się w permanentny czyściec, pociągając za sobą cierpienie zarówno małżonków, jak i dzieci, które, jak to się często mówi, wszystko czują. 1 Wszystkie cytaty z(cid:3)Biblii, jeżeli nie zaznaczono inaczej, za: Pismo Święte Starego i(cid:5)Nowego Testamentu, opracował Zespół Biblistów Polskich z(cid:3)inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła, Częstochowa 2009 – przyp. tłum. I E N E Z D A W O R P W 7 Są też klasyczne kryzysy. Po pierwszym, który wynika z faktu, że młodzi małżonkowie „muszą nauczyć się pogodzić różnice”2, przy- chodzi kolejny, związany z pojawieniem się dzieci, potem z okresem ich dojrzewania, wreszcie następuje kryzys pustego gniazda i starość. Są też kryzysy głębsze, wynikające z wewnętrznych zmian osobowo- ściowych, jak kryzys wieku średniego, albo z odnawiania się starych ran z dzieciństwa, które odbijają się na małżeństwie. Kiedy dzieci opuszczą już rodzinne gniazdo, małżonkowie, zwykle około sześćdziesiątki, a więc w „trzecim wieku”, stają naprzeciwko sie- bie w sytuacji granicznej: muszą przejść od funkcjonowania w licznej rodzinie do życia we dwoje, a nie czują już porywów pierwszej miło- ści. Odejście dzieci z domu odsłania jakość więzi rodzinnych i albo uwydatnia wzajemną bliskość małżonków, albo przyspiesza ich odda- lanie się od siebie. Trzeba wtedy ponownie uczyć się życia razem, we dwoje, bez pośredników, niekiedy z utrwalonymi przez rutynę przy- zwyczajeniami, problemami zdrowotnymi, niepokojami co do przy- szłości dorosłych dzieci. Potrzeba wielkiej odwagi i jasności umysłu, aby wobec tych kom- plikacji rozważać odbudowę życia małżeńskiego i rodzinnego; droga wydaje się ogromnie trudna. Wchodźcie przez ciasną bramę, bo szeroka jest brama i(cid:3)prze- stronna droga, która prowadzi do zguby, i(cid:3)liczni są ci, którzy tędy wchodzą. Jakże ciasna jest brama i(cid:3)wąska droga, która prowadzi do życia, i(cid:3) jakże nieliczni są ci, którzy ją znajdują! (Mt 7,13–14) ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 2 Franciszek, Adhortacja apostolska Amoris laetitia, 235. 8 Pojawia się wtedy pokusa łatwego rozwiązania: lekarstwem na wszystko ma stać się separacja. Wielu ludzi obiera dziś drogę pozornie szeroką i łatwą: rozwód. A tymczasem jego konsekwencje uśmierca- ją dotychczasowe życie, przynosząc dojmujące poczucie klęski, cier- pienie dzieci, rozpad rodziny i tkanki społecznej wokół niej: teściów, przyjaciół, jak również komplikacje fi nansowe i materialne. Prawdziwa praca rozeznania przyczyn trudności, ułożenie ich w porządku ważności, powrót do wydarzeń bolesnych będą niełatwe, zwłaszcza jeżeli małżonkowie mają zamiar dokonać tej analizy samo- dzielnie. A jednak jest to jedyna droga, wprawdzie wąska, ale pewna, prowadząca do życia. Pokonamy ją lepiej i łatwiej, jeżeli osoba po- stronna, nazywana doradcą małżeńskim, ściśle neutralna i dyskretna, pomoże małżonkom znaleźć ich własne rozwiązania, działając wobec każdego z  nich jak lustro i  pozwalając dotrzeć do istoty problemu. Taka osoba z zewnątrz, psycholog, ksiądz lub ktoś z doświadczeniem, potrafi pomóc małżonkom rozmawiać z sobą, wybaczyć sobie i otrzy- mać od Pana, który ich niegdyś złączył, łaskę odnowy życia małżeń- skiego. Skoro dziś na Zachodzie rozwodzi się połowa par małżeńskich, a spośród tych, które jeszcze są razem, ponad połowa znosi wspólne życie z rezygnacją – oznacza to, że tylko 20 potrafi na dłuższą metę pielęgnować swoje szczęście. Jak to się zatem dzieje, że niektórym się ta sztuka udaje, choć życie we dwoje jest dalekie od modelu wielkiej spokojnej rzeki? Na czym polega ich sekret, tym bardziej że coraz wyższa średnia życia przedłuża dziś do ponad pięćdziesięciu lat trwa- nie małżeństwa? Takie pary przeszły przez próby i nieporozumienia, stosując, jak się wydaje, następujące zasady: oboje potrafi ą spokojnie mówić o swoich potrzebach, znajdują czas na rozmowę ze sobą, re- zygnują z prób wpływania na współmałżonka za pomocą nakazów, I E N E Z D A W O R P W 9 umieją przyznać sobie nawzajem uzasadnioną autonomię, regularnie sobie wybaczają i dbają o zapewnienie sobie momentów intymności w życiu prywatnym. Są szczęśliwi mimo nieporozumień, które traktują jako drugo- rzędne. Każdy przebyty kryzys wzmacnia ich związek. Rozwody nie oszczędzają małżeństw katolickich, ale są wśród nich rzadsze (tylko 17 zamiast 45 w całości populacji francuskiej). Natomiast wśród małżeństw regularnie praktykujących, które codziennie modlą się ra- zem, odbywają rekolekcje i zachowały wiarę, procent rozwodów jest bardzo niewielki. Oznacza to, że sposoby przeciwdziałania, skuteczne i poważne, istnieją. Coraz częściej szuka się ich po stronie propozycji przedstawianych przez chrześcijan. Papież Franciszek przypomina, że „szczególnie pilna wydaje się posługa wobec tych osób, których mał- żeństwo się rozpadło”3. Jeżeli porozumienie w małżeństwie staje się trudne, a sens dalsze- go trwania związku wydaje się coraz bardziej problematyczny, trzeba zdecydować się na rozmowę we dwoje, aby rozwiązać kryzys i wrócić do źródeł. Przyrzeczenie małżeńskie musi znowu odnaleźć właściwy sens, trzeba wyartykułować i przebaczyć sobie wzajemne zranienia, a nasza miłość powinna odnaleźć nową dynamikę. Zanim zaczniemy myśleć o separacji, pomyślmy najpierw o powrocie do podstaw tego, co jednoczy. W tej książce będziemy w sposób realistyczny, integralny i upo- rządkowany rozważać różne etapy niezbędne małżeństwu w procesie jego rekonstrukcji. Schemat 1 pokazuje przebieg rekonstrukcji pary małżeńskiej. ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 3 Tamże, 238. 10 Podobnie jak droga zbawienia prowadziła od stworzenia do upad- ku, a potem do zbawienia, tak i małżeństwo przeżywa swój szczęśliwy okres budowy, relację bardzo ludzką, na którą składa się łatwość ko- munikacji, stopniowe poznawanie drugiego człowieka, aby stworzyć JEDNO i delektować się harmonią spotkania. Ale stwierdzenie, że jest nas DWOJE, dwie różne osoby, co potwierdzają zakłócające wzajem- ną relację nieporozumienia, prowadzi do zaakceptowania drugiego człowieka jako różnego ode mnie i niedającego się do mnie sprowa- dzić. Prawda wiele zyskuje na tej grze kryzysów i pojednań. DROGA Stworzenie z Ojcem Zbawienie z Synem ŚRODKI CELE Komunikacja Znajomość innego Stanowić JEDNO (cid:2) Moje oczekiwania (cid:2) To, co wiem o innym (cid:2) Dialog Przebaczenie Pozostać DWOJGIEM (cid:2) Rany osobiste (cid:2) Konfl ikty (cid:2) Nadzieja na przebaczenie Pozwolić się kochać Znaleźć PRAWDĘ Akceptacja innego Znaleźć drogę do innego Odnaleźć POKÓJ Zmartwychwstanie Intymność Nowa miłość innego z Duchem Świętym Stać się TROJGIEM (cid:2) Życie wiary (cid:2) Życie uczuciowe (cid:2) Projekt rodzinny Spotkać Boga Znaleźć JEDNOŚĆ I E N E Z D A W O R P W Schemat 1: Program drogi Schemat 1: Program drogi 11 „Trzeci wiek” pary małżeńskiej jest okresem zmartwychwstania: powtarzamy nasze „tak” drugiemu człowiekowi, odnajdujemy nowy rodzaj intymności we TROJE, umieszczając Innego, Pana, w centrum naszego małżeństwa. Z pełnym szacunkiem dla każdej z osób budu- jemy jedność taką, jak przeżywana w relacjach wewnętrznych Trójcy (szacunek dla różnic i jedność woli). Zrekonstruować siebie to zawsze poznać się lepiej, aby bardziej ko- chać siebie samego i umieć kochać innego. Czasownik „poznać” ma w Biblii znaczenie „kochać” i określa nie tylko akt seksualny. Aby się poznać, trzeba się porozumiewać. Znajomość drugie- go człowieka wymaga nawiązania z nim kontaktu. Ale jak się z sobą kontaktujemy? Dokonaliśmy ogromnego postępu w zakresie środków technicznych: esemesy, maile, wszelkiego rodzaju telefony, Skype…, a  mimo to niedostatki naszej komunikacji są bardzo liczne. Dobra komunikacja wymaga przejrzystości, życzliwości i umiejętności słu- chania. Te warunki są niezbędne, żeby wyrazić siebie poprzez swoje potrzeby i najgłębsze aspiracje, ale także usłyszeć innego i wszystko to, co nosi w sobie. Te same warunki musimy także spełnić, aby przy- jąć do wiadomości nasze zranienia i ponownie odczytać je w duchu miłosierdzia. To kolejna próba stworzenia JEDNEGO z  DWÓCH. Do tego dochodzi zjednoczenie w  Bogu, budowanie uczuciowej i  duchowej liturgii, aby stworzyć związek we TROJE. Gdy decydujemy się pracować nad pojednaniem, zaczynamy od lęku i troski, jak przed jakimś złem, chorobą, operacją chirurgiczną. Jezus jest stale z nami na tej drodze! Życie małżeńskie biblijnych par (Adam i  Ewa, Abraham i  Sara, Mojżesz i Sefora, Dawid i Batszeba, Ozeasz i jego niewierna żona, To- biasz i Sara, Zachariasz i Elżbieta, Józef i Maria…) było bardzo burz- 12 ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N liwe albo pełne prób, a Bóg wydatnie je wszystkie wspomagał. Dawid jest dobrym przykładem człowieka, który wprawdzie łatwo ulegał namiętnościom, ale potrafi ł zdobyć się na determinację w okazaniu skruchy i zadośćuczynienie. Miłość jest tak krucha, jak życie, jak wino, które może zmienić się w ocet! „Nie mają wina”… (J 2,3). Proszę, nowe wino czeka w kadziach, w obfi tości. Chodźcie z nich czerpać! Pytania, które należy sobie postawić (cid:2) Czy czuję, że sprawa mnie dotyczy, jako jednego z pary przeży- wającej trudności, utratę sensu? (cid:2) Czy doświadczyłem tych symptomów i  czy rozpoznałem się w wielu opisach? (cid:2) Czy jestem świadomy, że nie poradzę sobie z tym o własnych si- łach, bo czuję się bezsilny i jestem pewny, że to zależy także od mojego współmałżonka? Rozdział 1 Czyżbym się pomylił? Tym, co prawdopodobnie fałszuje w(cid:5)życiu wszyst- ko, jest przekonanie, że mówimy prawdę, ponie- waż mówimy to, co myślimy. Sacha Guitry Każdy człowiek ma trzy charaktery: ten, który ma, ten, który pokazuje, i(cid:5)ten, który uważa, że ma. Alphonse Karr Cechą charakterystyczną miłości jest to, że zmu- szona jest wierzyć pod groźbą osłabienia. André Gide 15 Wątpliwości są dopuszczalne zawsze. Zresztą prowadzą one nie- kiedy do wzmocnienia wiary w drugiego człowieka, pod warunkiem że potrafi my pozostać otwarci na wszystkie możliwe rozwiązania. Je- żeli obiekcje dotyczą przyczyny powstania i celu istnienia związku, są groźne, natomiast jeżeli prowadzą do zmiany sposobu i  warunków funkcjonowania w życiu małżeńskim – są naturalne. Zacznijmy zatem od postawienia sobie dobrych pytań o podstawy naszego porozumie- nia, zamiast roztrząsać motywy nieporozumienia. Czy moje aspiracje osobiste są zaspokojone? Co myślę o moim związku? Jaka jest prawdziwa stawka naszego wspólnego życia? Czy nasze małżeństwo jest wyłącznie poszukiwa- niem ochrony dla mnie lub dla drugiego małżonka, czy służy jedy- nie zaspokojeniu naszego pociągu fi zycznego? Czy jest środkiem do celu, czy celem samo w sobie? Co chcemy przeżyć? Wątpliwości są rzeczą normalną, od czasu do czasu trzeba je formułować. Są oznaką, że powinniśmy od nowa zastanowić się nad podstawą naszego wza- jemnego przywiązania. Przynajmniej połowa rozwodów, które widzi- my wokół nas, przypomina o tym, że miłość nie jest podtrzymywana automatycznie – przez kogo zresztą miałaby być podtrzymywana? – ale że wymaga pracy. Rzeczywistość jest taka, że pomimo przeciwno- ści, mimo różnych czynników, które poważnie zagrażają małżeńskiej wierności, połowa par małżeńskich nadal trzyma się doskonale. Inne dane statystyczne pozwalają stwierdzić, że trzech czwartych rozwo- dów można by uniknąć, ich przyczyny opierają się bowiem w znacz- nym stopniu na przedwczesnej rezygnacji z prób utrzymania związku, chyba że chodzi o jakiś proces, impuls medialny i prawny, który zaska- ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 16 kuje samych zainteresowanych. Gdy ustanie zamęt związany z prze- prowadzeniem procedury prawnej rozwodu, rozwiedzeni sami bywa- ją zaskoczeni tym, że pozwolili na doprowadzenie do końca separacji, której wszystkich konsekwencji psychologicznych, fi nansowych, ro- dzinnych i duchowych wcześniej nie byli w stanie ocenić. Trzy czwarte rozwodów orzeka się teraz na żądanie kobiet, które są w dzisiejszych czasach bardziej niezależne i mogą rozważać życie samodzielne. Przede wszystkim jednak są często bardziej świadome pogorszenia się relacji w swoim związku i trzeźwo oceniają przyczyny i skutki wywołane jego złym funkcjonowaniem. Czy ta ich pewność jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla rozstania? Zbyt często zaniedbujemy mówienie o  swoich potrzebach i  re- gularne ich formułowanie. Niesłusznie sądzimy, że po tylu wspólnie przeżytych latach drugi człowiek zna je bardzo dobrze. Tymczasem w naszym życiu następuje tak wiele zmian, ulegamy tylu najróżniej- szym emocjom! Powinniśmy zakładać, że o naszych potrzebach bę- dziemy musieli mówić przez całe życie. Dobrze jest przy tym umieć odróżniać obiektywne potrzeby, zarów- no fi zyczne, emocjonalne, relacyjne, jak i intelektualne, duchowe, od pragnień, bardziej subiektywnych i  często ambiwalentnych, niemają- cych jeszcze dobrze zdefi niowanego kształtu, które mogą wyrażać albo bardzo wysokie aspiracje, albo tendencje grzeszne czy podejrzane. Bardzo dobrze, jeżeli potrafi my określić potrzeby realne, naprawdę konieczne, wyrażone i potwierdzone przez doświadczenie, i odróżnić je od przelotnych pragnień lub niewłaściwie zidentyfi kowanych po- kus. Analiza tego rodzaju może zostać dokonana wspólnie przez oboje małżonków albo przez każde z nich oddzielnie, bądź też z pomocą osoby trzeciej. Rozmowa na ten temat stanowi już podstawę dobrego dialogu, bo utrudnia koncentrowanie się na gwałtownych narzeka- 17 I ? Ł L Y M O P I Ę S M Y B Ż Y Z C niach pod adresem drugiego współmałżonka. Pozwala za to zwrócić uwagę na siebie, poznać siebie lepiej, docenić swoje najbardziej szla- chetne aspiracje. Kim jestem? Jaki więc jest Boży plan wobec mojej osoby? Streszcza się on w pra- gnieniu, abym kochał i był kochany. Jest prawdą, że przygoda małżeń- ska ściśle wiąże się z tym podwójnym powołaniem: kochać drugiego człowieka i czuć się kochanym. W naszych czasach upatrujemy szczę- ścia w miłości. W innych epokach wiązało się ono z honorem, spra- wiedliwością, darem z siebie. Dzisiaj, mimo nieco zbyt dużego udzia- łu pierwiastka emocjonalnego, szczęście w miłości kojarzy się zawsze z wzajemnością: chcemy kochać, aby być kochanym, albo być kocha- nym, aby kochać. Jest oczywiste, że potrzebujemy miłości, ale zdarza się, że większym szczęściem jest kochać niż być kochanym. „Szczęście polega bardziej na dawaniu niż na braniu” (Dz 20,35). Nawet jeżeli to musi więcej kosztować! Stwierdzono przy tym, że jeżeli nie potrafi my kochać siebie sa- mych, trudno nam kochać innego człowieka. Nasze dorastanie do wieku dojrzałego przebiega według znanego schematu: jako małe dziecko jesteśmy kochani, jako nastolatki przeżywamy stadium go- rączkowych poszukiwań, jak kochać samego siebie, aby wreszcie od- kryć radość kochania drugiego człowieka. Toteż szacunek dla siebie jest etapem koniecznym, aby uwolnić się z miłosnej zależności i speł- nić jako osoba ludzka, składając dar z samego siebie, nazywany miło- ścią altruistyczną. Potrafi my tym pełniej kochać drugiego człowieka, im bardziej czujemy się zdolni do kochania siebie samych. Nie ma to ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 18 nic wspólnego z egoizmem, poszukiwaniem siebie dla siebie ani też z brakiem względów dla siebie, aby lepiej służyć innemu. Przeżywanie miłości rodzicielskiej jako daru z siebie jest oczywi- ście łatwiejsze, bo uczucie dla dziecka jako owocu własnego łona jest bardziej naturalne i  spontaniczne. Natomiast w  małżeństwie trak- towanie miłości jako daru jest większym wyzwaniem, kształtuje się z pewnym trudem i wymaga dodatkowego wysiłku. Na początku, podczas pierwszych spotkań, odnosi się wrażenie tak upragnionej, bo wpisanej w ludzkie ciało, komplementarności, niena- sycone pragnienie związku z płcią przeciwną. Odczuwamy pragnienie rozpoznania w innym istoty podobnej sobie: „Ta wreszcie jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała” (Rdz 2,23), poznania drugiego człowieka w biblijnym znaczeniu tego terminu, narodzenia się dla dru- giego, przez drugiego i w drugim. Chcemy być dla niego kimś znaczą- cym, być kochanym, aby także on stał się kimś dla siebie, kochać go dla jego dobra. Miłość od pierwszego wejrzenia może wynikać z uczucia zachwytu: „nareszcie jest!”. On albo ona jest jak ja! Czy to podobień- stwo, które oczekuje na rozwinięcie, czy kontrast, który trzeba zhar- monizować? Nieświadomość funkcjonuje w oparciu o pozycję, w jakiej znajdowaliśmy się w stosunku do ojca i matki, o podobieństwo albo przeciwieństwo, w obydwu przypadkach w odniesieniu do rodziców, którzy nas wychowywali. Niektórzy utrzymują, że „ten, kogo poszu- kujemy, to ktoś o rysach charakteru dominujących u osoby, która nas wychowywała… Zakochaliście się, bo wasz stary umysł pomylił waszą partnerkę z waszymi rodzicami”1. Czy zawierając małżeństwo, dążymy do tego, aby uleczyć stare rany dzieciństwa albo usunąć wpływ otocze- 1 Harville Hendrix, Le couple, mode d’emploi (Para małżeńska, instrukcja obsługi), Imago, 2014. 19 I ? Ł L Y M O P I Ę S M Y B Ż Y Z C nia z tego okresu? Czy chodzi przy tym o odnalezienie Edenu, odtwo- rzenie pierwotnego poczucia pełnej jedności niemowlęcia z  matką, uproszczony obraz wszechświata? Popęd przywiązania, stereotyp na- szej zdolności do komunikowania się z samym Bogiem, opisana przez św. Augustyna ludzka zdolność do uczestniczenia w Boskiej naturze capax dei2, otwarta na Boga, kieruje nas ku niezbędnej odmienności, bo „nie jest dobrze, by człowiek był sam” (Rdz 2,18). Doświadczenie miłości Miłość przynosi człowiekowi trzy doświadczenia. Najpierw sa- motność: wobec potrzeby wspólnoty tkwiącej w  człowieku, który jest istotą społeczną, relacyjną, rani ona mocno jego uczuciowość. Następnie wrażliwość, właściwą człowiekowi – jedynej istocie ży- wej, której rozwój trwa tak długo: powoduje ona nieuniknione błędy wzrostu i zranienia ze strony własnego środowiska rodzinnego, które budzą silną potrzebę współczucia, otoczenia opieką. Człowiek staje też wobec rozpoznania nagości, z czego wynika ten rodzaj wstydu, który Adam odkrywa w swojej upadłej naturze i wyraża następująco: „Zląkłem się, gdyż jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,10). Wreszcie doświadczenie słabości, rozumianej jako słabość moralna polegająca na zbyt częstym powtarzaniu tego samego grzechu. Przynosi to roz- czarowanie zarówno wobec drugiego człowieka, jak i wobec siebie, i powoduje, że wołamy z prośbą o odkupienie: „Boże, bądź miłosierny dla mnie grzesznego” (Łk 18,13). 2 Capax dei – zdolny do pojmowania Boga, otwarty na Boga, kontemplujący Boga – przyp. tłum. ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 20 W tych trzech doświadczeniach wykorzystujemy swoje trzy funda- mentalne zdolności. Po pierwsze – inteligencję, która tak skutecznie współdziała przy poznawaniu innego człowieka i samego siebie; posłu- guje się rozumem i wiarą, dwoma skrzydłami poznania, niekiedy zabu- rzanymi przez pamięć i wyobraźnię. Po drugie – wolę, prawdziwy napęd miłości i czynnik jej wrastania, który może wprawdzie osłabnąć, ale nie znika nigdy. Wreszcie uczuciowość, tak bogatą, a jednocześnie tak kruchą, siedzibę przyjemności, radości, uczuć szczęścia, ale także ich przeci- wieństw: smutku, gniewu, cierpienia. Miłość odwołuje się głównie do uczuciowości, ale jej odgałęzienia obejmują także inteligencję i wolę, bo zaczyna się od poznania rozumowego i jest napędzana przez wolę! Czułość Czułość Służba Służba Przebaczenie Przebaczenie MIŁOŚĆ WolaWola Inteligencja Inteligencja Znajomość drugiego w(cid:3)prawdzie Znajomość drugiego w(cid:3) prawdzie I ? Ł L Y M O P WiaraWiara RozumRozum Schemat 2: Wzrastanie miłości 21 I Ę S M Y B Ż Y Z C Schemat 2 przedstawia proces wzrastania miłości, jej historię, od momentu zaręczyn przez całe życie małżeństwa. Wiara w drugiego człowieka i rozum współdziałały, inicjując poznanie go w prawdzie. Miłość rodzi się w ten sposób z pogłębiającego się stopniowo pozna- nia; jego narzędziem jest inteligencja, która rozpoznaje, wyobraża sobie, przypomina, i wola, która popycha do działania. Toteż miłość przejawia się w postaci czułości, fi zycznej i duchowej, w formie słu- żenia drugiemu człowiekowi, co stanowi jej normalny wyraz, oraz jako zdolność przebaczania albo miłosierdzie, które tak dobrze le- czą jej słabości. Te trzy efekty miłości: czułość, gotowość do służenia i przebaczenie, są miarą miłości zrównoważonej i żywej, rzeczywis- tej i płodnej. Kiedy jednej z tych trzech cech brakuje, można powie- dzieć, że dzieje się coś niebezpiecznego, co trzeba szybko poprawić. Małżeństwo z  miłości nie jest magicznym błogosławieństwem, moralną rękojmią, ale nadzieją, którą trzeba nieustannie zasilać, szko- łą miłości. Oczywiście nie zostaliśmy stworzeni jedno dla drugiego, ale po to, abyśmy jedno dzięki drugiemu stawali się lepsi. Czy drugi czło- wiek jest w moim życiu celem, czy też środkiem, aby nauczyć się kochać miłością wieczną, boską agape, w której tak długo trzeba się szkolić? Odpowiedź, jaką dał swojej żonie Bismarck, jest dobrze znana: – Madame, musi pani wiedzieć, że poślubiłem panią nie dlatego, że ją kochałem, ale po to, żeby panią kochać! Wzrastanie pary małżeńskiej Kobieta poślubia mężczyznę, mając nadzieję, że on się zmieni, na- tomiast mężczyzna, żeniąc się, oczekuje, że jego żona się nie zmieni! Wynika to bez wątpienia z faktu, że mężczyzna widzi przede wszyst- 22 ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N kim aspekt fi zyczny, kobieta zaś – raczej mentalny. Małżeństwo, mi- łość, wzajemna relacja nie są stanami stabilnymi. Za pięć, dziesięć, trzydzieści lat ja się zmienię i mój współmałżonek też się zmieni. Pod wpływem najróżniejszych wydarzeń: narodzin dzieci, przeprowadzek, pracy, doświadczenia bezrobocia, żałoby, zmieni się również nasze małżeństwo. Po co trwać w nostalgii? Ten drugi człowiek nie jest już tym, kim był. Romantyczne przywiązanie jest znakiem śmierci. Wzra- stanie jest konieczne, inaczej grozi nam cofanie się. Czas może nisz- czyć, ale może też budować. Czy małżeństwo ma być jak zatrzymana budowa, która niszczeje pod wpływem warunków atmosferycznych, czy powinno być raczej codziennym podejmowaniem działań, aby doskonalić budowany obiekt? Mówi się niekiedy o różnych porach roku następujących po so- bie kolejno w małżeństwie3: wiosna jest pełna nadziei i wiary w przy- szłość; lato to okres spokojnych zbiorów; gdy nadchodzi jesień, przy- zwyczajenie rodzi smutek; wreszcie zima przynosi rozczarowanie i gniew. Tyle że cykliczne zmiany pór roku i fatalne rozpoczynanie wszystkiego ciągle od nowa tchnie beznadziejnością. Wolę bardziej linearną wizję trzech okresów życia pary małżeńskiej, widzę małżeń- stwo jako dramat w trzech aktach! Rozumiemy dobrze, że dramat nie musi być tragedią, ale zawsze jest działaniem rozwijającym się w cza- sie, ze zwrotami akcji, zmianami, wzlotami i  upadkami, jest pracą, która uszlachetnia i powoduje, że dochodzi się do rozwiązania, nie- kiedy niestety nieszczęśliwego, skutkującego separacją, częściej jed- nak mądrego i szczęśliwego, stanowiącego owoc rozwoju bolesnego, ale płodnego. Te trzy okresy to jabłko, krzyż i Eucharystia. 3 Gary Chapman, Pory roku małżeństwa, Vocatio, Warszawa 2007. 23 I ? Ł L Y M O P I Ę S M Y B Ż Y Z C Na początku era jabłka, tajemnica radosna małżeństwa naturalne- go, w którym wszystko jest darem, kiedy jesteśmy z sobą stopieni; to okres zespolenia ciał i erosa4, triumf piękna. Po niej następuje, niekiedy dość szybko, era krzyża, tajemnica bolesna małżeństwa chrześcijańskie- go, gdy trzeba wszystko akceptować, gdy żyje się z drugim człowiekiem na dystans; to okres konfrontacji dusz i philia5, triumf dobra. Wreszcie stopniowo przechodzimy do ery Eucharystii, aktu dziękczynienia za świętość małżeństwa, w którym wszystko jest darem, tajemnicy chwa- lebnej, gdy pozwalamy drugiemu małżonkowi być sobą w komunii; to okres spotkania duchowości i agape6, triumf prawdy. Tak więc z  upływem czasu miłość staje się coraz pełniejsza, a wstrząsy i przeciwności pozwalają jej osiągać coraz większą głębię. Do tego potrzeba ponad wszystko dialogu i wierności. Wierność Przedmiot zarazem pragnień i obaw, wierność jest cudem miłości, bo dobru, jakie zapewnia przez wzajemną pomoc, nadaje trwałość i znaczenie. Artykuł 212 francuskiego kodeksu cywilnego stwierdza, że „małżonkowie są sobie nawzajem winni szacunek, wierność, pomoc i opiekę”7. Pojawiają się jednak żądania zniesienia wymogu wierności, ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 4 Eros – miłość romantyczna, miłość fi zyczna; popęd życia – przyp. tłum. 5 Philia – braterska miłość, przyjaźń; jedno z(cid:8)czterech greckich określeń miłości – przyp. tłum. 6 Agape – najwyższa forma miłości, bezinteresowna(cid:8)miłość(cid:8)oparta(cid:8)na(cid:8)więzi(cid:8)du- chowej; bezwarunkowa(cid:8)miłość(cid:8)Boga(cid:8)do(cid:8)człowieka – przyp. tłum. 7 Polski Kodeks Rodzinny i(cid:8) Opiekuńczy w(cid:8) art. 23 [Osobiste prawa i(cid:8) obowiązki małżonków] przewiduje: „Małżonkowie … są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i(cid:8)wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli” – przyp. tłum. 24 co jest świadectwem walki, jaka toczy się dziś wokół tej wartości, tak niezbędnej we wspólnym życiu. Antycypuje ona wieczność, w której będziemy bez końca kochani. Ale zakłada również zgodę na ograni- czenia, wysiłek, zaparcie się siebie, zwłaszcza w okresach, gdy nie to- warzyszą jej przyjemne uczucia. Wróćmy do defi nicji Arystotelesa: ko- chać to chcieć dobra drugiego człowieka, a nie własnego. Jan Paweł II często mówił o miłości jako bezinteresownym darze z siebie samego. Wierność jest w tej poszukiwanej stałości dobrem drugiego człowie- ka, które w zamian jest źródłem naszego własnego dobra. Logika daru jest bardzo różna od logiki kontraktu, po którym oczekujemy własnej satysfakcji. Miłość sytuuje się raczej w logice środków niż rezultatu. Filozof Alain mówił, z grubsza biorąc: „Rzecz nie w tym, żeby uczynić dobry wybór; chodzi o to, aby sprawić, że wybór, jakiego się dokonało, stanie się dobry”. To, czym stanie się miłość, jest większe niż to, czym jest w tej chwili, bo czas ją udoskonala, jak dobre wino. Ojciec Denis Sonet odpowiedział kobiecie, która lamentowała, że nie wydaje jej się, żeby jej mąż się zmieniał: No więc tym, czego dziś chce od pani Bóg, nie jest snucie marzeń o(cid:3)innej drodze, ale postępowanie ze świadomością, że od momentu, gdy otrzymaliście sakrament małżeństwa, pani mąż stał się pani powołaniem; to wezwanie Boga w(cid:3)pani życiu wyrażone poprzez pani racjonalne potrzeby. Kochając swojego męża, robi pani to, czego żąda od pani Bóg, a(cid:3)więc jednocześ- nie kocha pani Boga. Jest tylko jedna Miłość! Dla Borysa Cyrulnika8 małżeństwo jest jak katedra, którą mamy zbudować. Budowa większości katedr we Francji wymagała średnio 8 Borys Cyrulnik – ur. 1937 r., francuski lekarz neurolog, psychiatra i(cid:3)psychoanali- tyk; ofi cer Legii Honorowej – przyp. tłum. 25 I ? Ł L Y M O P I Ę S M Y B Ż Y Z C sześćdziesięciu lat, a więc odpowiada czasowi trwania życia małżeń- skiego. Para małżeńska jest jak dziecko, które, jeżeli chcemy je wy- chować, wymaga cierpliwości i  wierności, stanowiących prawdziwą pożywkę wzrastania. Orężem par excellence wierności są cierpliwość i wola, atrybuty miłości, która w ten sposób oddaje się w służbę prze- miany. To, że małżeństwo jest udane, nie jest przypadkiem. Stworze- nie dobrej rodziny wymaga pewnej pracy, pracy nad sobą, nad naszym sposobem bycia i(cid:3)naszymi relacjami. Kardynał Vingt-Trois9, 1 października 2011 roku Kto powinien się zmienić? Nasza doraźna strategia polega zazwyczaj na dążeniu do tego, żeby zmienić postępowanie współmałżonka za pomocą nakazów, wymó- wek i mniej czy bardziej kwaśnych uwag. Czy w taki sposób zabierałby się do tego Pan, gdyby chodziło o naszego małżonka lub o nas? Dąże- nie do zmiany postępowania drugiej osoby nie jest właściwym celem, a przy tym nie rokuje sukcesu, nawet jeżeli włożymy w nasze działania sporo wysiłku. Jest to natomiast otwarcie drzwi do rozczarowań, pre- tensji i konfl iktów. Jeżeli każdy z małżonków pomyśli najpierw o tym, żeby samemu się zmienić, przemiana współmałżonka, który jest jej bezpośrednim i świadomym aktorem, niezawodnie nastąpi. Musimy jeszcze drogą dialogu nakłonić go, żeby się do tego zabrał, a z naszej 9 André Armand Vingt-Trois – ur.(cid:3)1942 r.(cid:3)w Paryżu, francuski kardynał, arcybiskup Paryża od(cid:3)2005 r., przewodniczący Konferencji Episkopatu Francji od 2007(cid:3)do(cid:3)2013 r. – przyp. tłum. ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 26 strony zdobyć się na przebaczenie i świętą cierpliwość, respektującą jego rytm działania. Obudzić w  drugim człowieku pragnienie dokonania zmian jest znacznie łatwiej, zmieniając się samemu. Bo pragnienie czynienia do- bra jest zaraźliwe, z wyjątkiem sytuacji, gdy staramy się narzucić swoją wolę. Mamy już przecież tyle roboty z naszymi własnymi demonami osobistymi, że walka o wykorzenienie jednocześnie demonów współ- małżonka może okazać się dla nas zbyt wyczerpująca. Małżeństwo służy głównie do tego, żeby się przemienić samemu, uświęcić się, z gwaran- cją efektu „zarażenia” w krótszej czy dłuższej perspektywie. Celem jest więc raczej nasze własne uświęcenie niż uświęcenie drugiego człowieka: takie pragnienie nie jest karygodne jako aspiracja, ale to zadanie powin- niśmy powierzyć Panu. Małżeństwo jest przedostatnią rzeczywistością, poprzedzającą wieczność; zobaczymy współmałżonka dostępującego świętości, pod warunkiem że my sami przygotowaliśmy naszą! Niewierzący mąż uświęca się bowiem dzięki żonie i(cid:3)uświęca się niewierząca żona dzięki temu bratu (1 Kor 7,14). Przeniesienie polega na zamknięciu drugiej osoby w ramach wy- obrażeń, jakie wytworzyliśmy sobie na podstawie dawniejszych re- lacji, często związku z  ojcem czy matką, poprzedniej przyjaźni lub wcześniejszej miłości. Mówimy wtedy: „Zmieniłeś/-aś się, nie jesteś już tym samym mężczyzną (tą samą kobietą), którego/-ą poślubi- łam/-em”. Tymczasem nie tylko współmałżonek mógł się zmienić: bardzo często zmieniło się wyobrażenie, jakie o nim mamy. Przenie- sienia odgrywają w  tym przypadku rolę zaburzającą. Stąd koniecz- ność nieustannych starań o lepsze poznanie osoby, po części niezna- nej, z którą spędzamy życie. 27 I ? Ł L Y M O P I Ę S M Y B Ż Y Z C Zresztą gdy drugi człowiek się zmienia, miłość zyskuje nowy bo- dziec, zachętę do odkrywania na nowo tej odmienionej istoty, jak również nowego sposobu jej kochania. Faktycznie, miłość jest dyna- miczna, bo przecież osoby, która jest bytem nieustannie stającym się, nie można kochać jak rzeczy. To dlatego miłość jest tak pasjonującą przygodą, pełną nieprzewidzianych spraw i sytuacji. Pytania, które należy sobie postawić (cid:2) Jakie są moje potrzeby, moje pragnienia? (cid:2) Na czym polega moje głębokie rozczarowanie, skąd bierze się moja rozpacz? (cid:2) Jakie są osobiste wartości, na których bezwarunkowo mi zależy? (cid:2) Czy moje serce przepełniają różne pasje, skłonności? Rozdział 2 Nieodwracalnie związany z(cid:5)innym Po ślubie mąż i(cid:5)żona są jak dwie strony monety: nie mogą na siebie patrzeć, ale są nierozłączni. Hemant Joshi Małżeństwo jest wtedy, gdy mężczyzna i(cid:5) kobieta decydują się stać jednym. Problemy zaczynają się, gdy muszą zdecydować, którym. Bernard Shaw Miłość jest jedyną siłą zdolną przekształcić wroga w(cid:5)przyjaciela. Martin Luther King 29 Kiedy stosunek do drugiego człowieka zaczyna przypominać łańcuch albo uzależnienie i staje się nie do zniesienia, jak zaakceptować fakt, że mąż i żona są związani z sobą nierozerwalnie? Jaką alchemię zasto- sować, aby zależność, podległość, stała się na nowo upragniona? Żeby kat, który w rzeczywistości jest także ofi arą, zmienił postępowanie? Aby wróg stał się znowu przyjacielem? Uczucia wobec drugiego człowieka Zróbmy przegląd naszych uczuć, tak bogatych i różnorodnych, wo- bec współmałżonka. Czy jest wśród nich przyjaźń, szacunek, podziw? Czy została jeszcze czułość, porozumienie co do pewnych spraw? Czy też, wręcz przeciwnie, chwilami pojawia się brak satysfakcji, nieufność, strach? Czy padłem łupem pragnienia posiadania, dominacji, pogardy wobec drugiego człowieka albo z jego strony? Czy jestem w stosunku do niego obojętny, unikam jego obecności? Czy czuję się wykorzysty- wany/-a i niedostatecznie szanowany/-a? Paleta jest szeroka i uczucia zmienne, nigdy stałe, albo wręcz przeciwnie, boleśnie dręczące. Moje obawy w stosunku do drugiego małżonka są bardzo różno- rodne. Może boję się zostać przez niego porzucony? A może zacząłem odczuwać w stosunku do niego autentyczną fobię? Nasza relacja nie jest egalitarna. Czy to on jest w naszym związku stroną dominującą, czy też ja dominuję nad nim i w jakiej dziedzinie? Bazę naszej relacji stanowią prawa, których już nie mam lub któ- rych żądam, wracając do postawy indywidualizmu i  zapominając o obowiązkach, które kierowałyby mnie raczej ku altruizmowi. Czy troska o  dobrostan drugiego nie koliduje z  rosnącym pragnieniem uzyskania uprawnionej autonomii? W każdym razie każdy z nas ma ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 30 potrzeby i pragnienia. Potrzeby, same w sobie bardziej obiektywne, nie zawsze zostaną zaspokojone. Natomiast pragnienia, bardziej su- biektywne i ukryte, mogą być bardziej dwuznaczne. Zresztą obowiązki męża czy żony bardzo często schodzą na dalszy plan wobec obowiązków rodzicielskich. Doskonały mąż czy przykład- na żona niekoniecznie muszą być też wspaniałymi rodzicami, ale do- bra więź rodzicielska karmi się doskonale silną więzią małżeńską. Czy obowiązek wierności dla projektu małżeńskiego nie jest fundamentem projektu rodzinnego, dzięki czemu mamy do czynienia nie z dwoma równoległymi nurtami życia dziejącymi się obok siebie, ale z ich wza- jemnym przenikaniem się i uzupełnianiem? Poznać innego Termin „poznać” obejmuje wszystkie ludzkie wysiłki, aby zbliżyć się ku istocie podobnej sobie. W Biblii jest często używany zamiast czasownika „kochać”. Na początku Księgi Rodzaju Adam „poznał” Ewę, co oznacza, że współżył z nią, ale także rozpoznał w niej tę, któ- ra stanie się matką rodzaju ludzkiego. Werset Psalmu 851: „Spotkają się ze sobą miłosierdzie i prawda” przypomina, że miłość bez prawdy pozostaje bardzo krucha i być może iluzoryczna. Równolegle, prawda bez miłości łatwo staje się bezdusznością. Inteligencja i wola wzmac- niają uczucie miłości. Sądzę, że wiem wszystko o innym, a tymczasem natura ludzka jest tak złożona i bogata! To cały ogromny, nieodkryty kontynent, i dlatego, nawet po dziesiątkach lat wspólnego życia, znam drugiego człowieka tylko częściowo. Przy tym on się zmienia, co 1 Księga Psalmów, przeł. C. Miłosz, Editions du Dialogue, Paryż 1981. 31 M Y N N I (cid:3) Z Y N A Z Ą W Z I I E N L A C A R W D O E N I oznacza, że to, co o nim wiem, może okazać się już nieaktualne; stale pozostaje coś nowego do odkrycia. To właśnie dlatego małżonkowie powinni regularnie spotykać się w prawdzie. Czy rzeczywiście, bio- rąc pod uwagę wszystko, co nas różni, zostaliśmy stworzeni jedno dla drugiego? Czy może raczej ukształtowaliśmy siebie nawzajem, a więc naszym przeznaczeniem jest być z tym właśnie drugim człowiekiem? Pobraliśmy się, ponieważ się kochaliśmy. Jeżeli to uczucie należy do przeszłości, stanowi nasze pasywa, jako że odczuwaliśmy miłość. Dziś chodzi o to, żeby być małżeństwem, aby się kochać w teraźniej- szości i w przyszłości, i to aktywnie nad tym pracując. Chrystus uczy nas kochać tak, jak On kocha, miłością miłosierną, i dawać swoje życie za tego, kogo się kocha. Ten drugi jest nadal dzieckiem Bożym, zra- nionym, ale zdolnym do miłości. To właśnie defi niuje go jako osobę. Żeby kochać swojego partnera w związku małżeńskim, człowiek jako zwierzę społeczne i relacyjne powinien go poznać. Taka znajo- mość, wsparta na dwóch skrzydłach, którymi są wiara i rozum, za- pewnia komunię dwojga ludzi, którzy starają się narodzić jedno dla drugiego, poznać siebie nawzajem. Koncepcja miłości ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N Skoro miłość jest wartością, której masowo poszukujemy w związ- kach małżeńskich, konkubinatach, PACS-ie2 i wszelkich formach ży- 2 PACS, Pacte civil de solidarité (Cywilny pakt solidarności) – od 1999 roku we(cid:3)Francji związek partnerski, kontrakt rejestrowany dla zalegalizowania nieformalne- go związku dwóch(cid:3)osób pełnoletnich, niepozostających w(cid:3)żadnym innym formalnym związku,(cid:3)bez względu na ich(cid:3)płeć. W(cid:3)2001 roku PACS został wprowadzony również w(cid:3)szwajcarskim kantonie(cid:3)Genewa – przyp. tłum. 32 cia we dwoje, jaka jest jej koncepcja? Dla chrześcijan miłość pochodzi od Boga, nie może więc ograniczać się do uczucia, niezależnie od tego, jak byłoby ono potężne. Samo słowo, wyjątkowe w języku francuskim, opisuje bardzo różne rzeczywistości. Czy można kochać czekoladę, kochać przyjaciela lub kochać Boga – i wszystkie te uczucia opisy- wać tym samym słowem? Język francuski, dysponujący przecież tak bogatym słownictwem, w tym punkcie rozczarowuje, bo inne języki stosują tu kilka różnych określeń: like i love po angielsku; amor, dilec- tio, caritas po łacinie; storge, eros, philia lub agape po grecku. W mał- żeństwie mówimy o miłości zwanej eros, pełnej, bo obejmującej całą osobę, ciało, duszę i umysł, co sprawia, że jest to doświadczenie nie- zmiernie bogate. Ale swoją pełnię osiąga miłość w  miłości – darze, czyli agape. Miłość erotyczna, czyli eros, jest zarazem wyłączna, przepełniająca, gwałtowna, ale też ulotna, ponieważ zbyt mocno zdominowana przez pożądanie i przyjemność. Przeciwnie, miłość agape jest bardziej uni- wersalna i trwała, zdolna do współodczuwania, do ofi ary bez ograni- czeń, nawet do znoszenia cierpień. Uczucie miłości łączy w sobie zara- zem siłę i delikatność. Miłość eros, tak potężna na początku, w chwili spotkania narzeczonych, zmniejsza się szybko, aby zrobić miejsce dla miłości – daru, miłości współodczuwającej, miłości – czułości. Termometrem miłości, choć nie jej celem, jest przyjemność prze- bywania z  drugim człowiekiem. Współczesne zasady „moralności przyjemności” nie zdołały rozwiązać zagadnienia nieuniknionego cierpienia wynikającego z występowania w relacjach małżeńskich lep- szych i gorszych okresów. Bo przyjemność i cierpienie są z sobą wy- mieszane, z pewnością nie w relacjach o zabarwieniu masochistycz- nym czy fatalistycznym, ale w rzeczywistości. Czyż rytuał małżeński nie zawiera sformułowania: „Czy chcecie wytrwać w  tym związku 33 M Y N N I (cid:3) Z Y N A Z Ą W Z I I E N L A C A R W D O E N I w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli…”? Miłość Chrystusa na krzyżu przeważyła nad cierpieniem. Otwiera nam to pewną drogę, drogę miłości pomimo cierpienia. Zbadałam wiele dróg mądrości, zanim doszłam do przekonania, że Miłość, niezależnie od tego, jak byłaby wzniosła, nie gwaran- tuje kompetencji relacyjnych. Można się nauczyć kochać! Serce bez myśli tonie. Obowiązek bez przyjemności gasi przyjemność. Moralność bez etyki rani moralnie nasze działanie. Arouna Lipschitz Schemat 3 opisuje trzy rodzaje napięcia w miłości, tworzące trój- kąt: namiętność, uczucie i zobowiązanie wobec drugiego człowieka. namiętność eros konkubinat romantyczny wzajemność satysfakcji uczucie philia małżeństwo kontraktowe wola trwania zobowiązanie agape uświęcenie braterskie uniwersalność płodności Schemat 3: Trójkąt miłości 34 ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N Namiętność i  uczucie charakteryzują miłość romantyczną albo konkubinat, bo stawiają sobie za cel wzajemność przyjemności. Gdy ta się kończy, nie ma po co kontynuować związku. Namiętność i zo- bowiązanie tworzą małżeństwo kontraktowe, które cechuje wola trwa- nia. Gdy słabnie namiętność, dochowanie wierności staje się krzyżem. Uczucie i zobowiązanie zapewniają natomiast prawdziwie przyjaciel- ski charakter związku, dzięki czemu małżeństwo układa się coraz bar- dziej harmonijnie i przynosi wszechstronne owoce. Różni w(cid:3)różnicach Słońce i Księżyc nie zachodzą nigdy o tej samej godzinie! Kiedy jedno wschodzi, drugie zachodzi! Słońce zbyt często chowa się za chmury i zawsze wędruje ze wschodu na zachód. Fazy Księżyca zmie- niają się co osiem dni, a pełnia jest raz na miesiąc. Jaki fatalny przy- kład daje ta para, Słońce i Księżyc! Dawno powinna się rozstać! Ileż to razy myśleliśmy, że różnice zabijają miłość, podczas gdy w  rzeczywistości są właśnie jej fundamentem. Różnica między ko- bietą i mężczyzną jest podstawą pociągu, który odczuwamy do siebie nawzajem, choć stanowi również źródło napięć. Nieusuwalna różnica pomiędzy dwoma ciałami niebieskimi, Marsem i Wenus, jest dla au- tora znanej książki3 pretekstem, aby z naciskiem podkreślać szacunek należny różnicom i apelować o pogodzenie się z faktem ich istnie- nia. Poczucie humoru w podejściu do różnych ich aspektów pozwala nabrać do nich dystansu. Ale czy humor wystarczy, gdy różnica cha- 3 John Gray, Mężczyźni są z(cid:5) Marsa, kobiety są z(cid:5) Wenus, przeł. K. Waller-Pach, Rebis, Poznań 2008. 35 M Y N N I (cid:3) Z Y N A Z Ą W Z I I E N L A C A R W D O E N I rakterów skrywa w rzeczywistości wady, braki, głęboko raniące zwią- zek, grzechy przyzwyczajenia, które się otorbiły? Zresztą obie planety, Mars i Wenus, nie spotykają się przecież nigdy! Jako model małżeń- stwa nie są więc doskonałe. Wart uwagi wydaje mi się przede wszyst- kim pogląd, że rozsądniejsze jest podejście respektujące sposób funk- cjonowania drugiego człowieka, niż dążenie do tego, aby go zmienić, i że odmienność powinna prowadzić raczej do komplementarności niż do przystosowania się. Wbrew atmosferze społecznej sprzyjającej negowaniu znaczenia płci biologicznej i wynikających z niej różnic na rzecz zastępującej to pojęcie płci kulturowej, musimy zaakceptować fi zyczną różnicę jako właściwą i dobrą podstawę życia we dwoje dla dobra każdego z mał- żonków. Toteż, zgodnie z modelem klasycznym, kobieta sytuuje się raczej w rejestrze intuicji i pamięci, podczas gdy mężczyzna – w re- jestrze rozumowania i  wyobraźni. Kobieta umie robić wiele rzeczy naraz, gdy tymczasem mężczyzna poświęca się często jednej jedynej sprawie. Małżonki są często mało samodzielne, skłonne do zachowań symbiotycznych, zaborcze z  potrzeby „posiadania” swoich bliskich, podczas gdy mężowie są bardziej egoistyczni i obojętni ze względu na potrzebę przebywania w swojej „jaskini”. U kobiet znajdujemy więcej delikatności, wrażliwości, pogody ducha, czułości i harmonii, u męż- czyzn natomiast raczej energię, gotowość do podejmowania decyzji, odpowiedzialność, autorytet i ambicję. Oczywiście zdarza się, że pew- ne cechy odkrywamy także u płci przeciwnej; charakter człowieka jest złożony. Reakcje emocjonalne mężczyzn są słabsze, kobieta łatwiej poddaje się emocjom. Monsieur jest powolny i skierowany na zewnątrz, mada- me – szybka i zwrócona do wewnątrz. Mężczyzna swoją energię ży- ciową angażuje w pracę, kobieta – w życie rodzinne i macierzyństwo. 36 ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N Uczucia mężczyzny są prostsze, ale bardziej gwałtowne, uczucia kobiety – bardziej zniuansowane i silniejsze. Mężczyzna angażuje swoją energię w robienie planów, wykorzy- stując swój intelekt, gdy tymczasem kobieta przywiązuje wagę do szczegółów, posługując się intuicją. Na przykład pan lubi korzystać z mapy GPS, podczas gdy pani woli, gdy urządzenie do niej mówi. Na szczęście skrót GPS oznacza „prowadzony przez Pana”4. Wola ojca nakazuje, zgodnie z osądem ludzkim; matka wpływa po- przez aluzje. Jeżeli chodzi o  różnice psychologiczne między mężczyzną i  ko- bietą, wymienia się wszystkie możliwe zestawy: ekstrawertyk – intro- wertyk, aktywny – kontemplacyjny, logiczny – intuicyjny, racjonal- ny – emocjonalny, zorganizowany – elastyczny, legalista – kreatywny, skupiony na pracy – zaangażowany w relacje. W ten sposób można dowolnie mnożyć różnice charakterów. Uznanie faktu istnienia różnic nie oznacza, że oceniamy je jako dobre lub złe, ale że interesuje nas ich komplementarność. W małżeń- stwie ich poznanie pozwala lepiej rozumieć funkcjonowanie drugiego człowieka, a przez to uniknąć daremnych oczekiwań. Sprawia, że od irytacji i frustracji przechodzimy do zrozumienia, a nawet docenie- nia współmałżonka. Na przykład: „Dla mojego męża bardziej inspi- rujące są spotkania w grupach, ja wolę warunki bardziej kameralne”. Gdy zmywarka skończy pracę, mężczyzna nie dostrzega, że trzeba ją opróżnić, i czeka, żeby go o to poprosić; tymczasem dla kobiety spra- wa wydaje się ewidentna. Podobnie wchodząc po coś na piętro, mąż nie bierze pod uwagę, że mógłby równocześnie coś wnieść. Gdy żona prosi męża: „Mógłbyś zrobić to i to?”, ten rozumie jej słowa jako po- 4 Gra słów: po francusku Guidé Par le Seigneur – przyp. tłum. 37 M Y N N I (cid:3) Z Y N A Z Ą W Z I I E N L A C A R W D O E N I dawanie w wątpliwość jego kompetencji. Tymczasem użycie zwrotu: „Bądź uprzejmy zrobić to i to” odebrałby jako bardziej respektujące jego wolność. Trzeba być do siebie podobnym, żeby się rozumieć, trzeba być różnym, żeby się kochać. Tak, podobni i(cid:3) niepodobni… Och! Jak ładnym słowem mogłoby być „obcy”!5 W małżeństwie, podobnie jak w przypadku współwłasności, ist- nieją „części wspólne”, co do których trzeba się porozumieć, i „części wyłączone”, wymagające wzajemnego szacunku i miłości; na tym po- lega cała sztuka kohabitacji! Oboje jesteśmy odpowiedzialni za nasz związek Każdy uważa siebie za centrum relacji małżeńskiej i widzi drugie- go małżonka przez swoje własne okno. A tymczasem jego koncepcja świata jest tyle samo warta, co moja. Łącząc je obie, a zawsze można znaleźć jakiś sposób, żeby to zrobić, zyskujemy oboje coś więcej, niż tkwiąc każdy na swojej pozycji. Być współodpowiedzialnym za swój związek to przejść od „ja” do „my”. Uderzający jest widok małżonków, którzy siedząc w  restauracji, potrafi ą jeść każdy swoje dania, od przystawek do deseru, nie wypo- wiadając ani jednego słowa, albo przejeżdżają samochodem całe kilo- metry w zupełnym milczeniu. Takie wyobrażenie małżeństwa w  samochodzie oznacza trzy moż- liwości. Albo monotonnie pokonujemy kilometry, siedząc jedno obok drugiego bez prawdziwej wymiany, albo partner wysiada i kontynuuje- my podróż sami, albo wreszcie zmieniamy pojazd, to znaczy tryb życia, ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 5 Paul Geraldy, L’homme et l’amour (Człowiek i(cid:3)miłość), Hachette, 1951. 38 postępowanie. W pewien sposób zmieniamy małżeństwo, ponieważ po- wodujemy zmianę sposobu życia nas obojga jako pary małżeńskiej. Sa- mochód wyobraża tu nie małżeństwo, ale jego tryb życia. Tym niemniej kierowca może się zmieniać, dzieci są w samochodzie albo już ich nie ma, w każdej chwili może się zdarzyć awaria: może zabraknąć benzyny albo jakaś ważna część może się zepsuć. Trasa jest określona mało do- kładnie albo wręcz przeciwnie, uczenie wyliczona, nie uwzględnia jednak nieprzewidzianych objazdów na drodze. Cóż za pasjonująca historia po- dróży, to nasze małżeństwo! Kiedy coś idzie nie tak, czy zawsze albo przynajmniej bardzo czę- sto uważam, że odpowiedzialny jest drugi małżonek? Inny człowiek nie jest przedmiotem, zawsze należy mu się szacunek. Pragnienie co- raz lepszego poznania go sprzyja doskonaleniu małżeństwa, bo po- woduje dojrzewanie w  nas troski o  dobrostan drugiego człowieka. Kryzysy małżeńskie są dla obojga małżonków szansą rozwoju, a ich miłość może z nich wyjść pełniejsza. Błogosławiona autonomia Czy samotność w  małżeństwie jest rzeczą normalną? Czy jest objawem zaniku miłości? Koncepcja życia we dwoje jako symbiozy, odziedziczona po niekończącym się okresie dojrzewania albo nie- doleczonych ranach dzieciństwa, może spowodować wielkie szkody. Małżonkowie muszą znaleźć właściwy dystans, który pozwala każde- mu z nich przeżywać swoje własne życie, realizować swoje szczególne zadania, przejawiać swoje naturalne skłonności. W każdym z nas jest zawsze coś z samotnika, nawet jeżeli nie zostaliśmy do tego stworzeni. Czy moje szczęście zależy w całości od drugiego małżonka? W jaki sposób ma nastąpić porozumienie duchowe, jeżeli jedno od drugiego 39 M Y N N I (cid:3) Z Y N A Z Ą W Z I I E N L A C A R W D O E N I jest zbyt ściśle zależne? Nadmierne inwestowanie na początku w relację małżeńską może po pewnym czasie pozostawić gorzki smak: gdy zestawi- my wyidealizowany obraz drugiego człowieka z rzeczywistością, rozcza- rowanie jest nieuniknione. Współmałżonek nie ma obowiązku spełnić wszystkich naszych oczekiwań, ma tylko swój udział w naszym szczęściu. Znamy obraz dwóch kół (schemat 4), które nakładają się niemal całko- wicie (fuzja6, symbioza), odpowiadający miłości romantycznej. Miłości, o których opowiada historia Tristana i Izoldy, Romea i Julii, czy miłość jak z dramatów Racine’a, często kończą się śmiercionośnym rozdarciem. Fuzja Obok siebie Chrystus JA MY TY Harmonia Schemat 4: Typy małżeństw 6 Fuzja – określenie z(cid:3)dziedziny psychoanalizy; stan skrajnie silnego związku mię- dzy dwiema (lub więcej) osobami, typowy także dla patologicznie ścisłych (symbio- tycznych) więzi w(cid:3)rodzinie – przyp. tłum. 40 ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N Dwa koła zaledwie stykające się z sobą odpowiadają parom, któ- rych nic już nie łączy, poza, być może, wspólną lodówką. Odpowiedni dystans właściwy każdemu małżeństwu reprezentu- ją dwa koła przecinające się, gdzie pojawia się część wspólna, „my”, którą buduje się stopniowo, i części indywidualne „ja” i „ty”; tu każ- dy zachowuje swoją wolność i możliwość własnego rozwoju. Każdy też zachowuje swoje potrzeby w połączeniu z potrzebami drugiego. Zrób- cie doświadczenie, wiążąc swoje dwie nogi razem przy pomocy paska, i spróbujcie maszerować swobodnie z jedną wolną nogą z każdej strony. Tak wygląda trudny marsz małżeństwa, gdy nie bierze się pod uwagę równocześnie ruchu nogi przywiązanej i tej, która jest wolna! Szczęśliwy dystans, który pozwala akceptować różnice, nie unie- możliwiając łączności duchowej! Pozwala stanowić JEDNO, pozosta- jąc DWOJGIEM. Khalil Gibran opisuje sytuację dwóch fi larów, które podtrzymują pełny łuk: stoją prosto tylko dzięki temu, że jest między nimi dystans, jednocześnie zaś są jeden drugiemu niezbędne. Podtrzymywany łuk oznacza oczywiście parę małżeńską, zanim stanie się rodziną, jak mi się wydaje. Pytania, które należy sobie postawić (cid:2) Co wiąże mnie jeszcze z drugim małżonkiem? (cid:2) Jakie uczucie względem niego dominuje? (cid:2) Jaki dokładnie lęk mieszka w moim sercu? (cid:2) Jaką rolę w naszych stosunkach odgrywa dominacja? Rozdział 3 Na jakim etapie jest nasza komunikacja? W małżeństwie, jeżeli oboje mówią jednocześnie, jedno drugiego nie rozumie. Jeżeli ludzie nie roz- mawiają ze sobą, jest nudno. Ze mną on się nie nudzi, ponieważ mówię przez cały czas. Przedtem rozumieliśmy się bez słów. Potem mówiliśmy do siebie, nie rozumiejąc się. Teraz rozumiemy, że nie rozmawiamy już ze sobą. Anne Roumanoff Życie małżeńskie jest bardzo frustrujące. W(cid:5)pierw- szym roku małżeństwa mężczyzna mówi, a(cid:5)kobieta słucha. W(cid:5) drugim roku kobieta mówi, a(cid:5) mężczy- zna słucha. Poczynając od trzeciego roku, mówią oboje, a(cid:5)sąsiedzi słuchają. Anonim 43 Słowo, rozumiane jako komunikat ustny, jest metodą par excellen- ce, za pomocą której ludzie utrzymują wzajemne relacje, nadają im aktualność i ratują przed zagrażającymi im zakłóceniami. Czy istnieją momenty, w których byłoby pożądane powstrzymanie się od mówienia? Jakie są niebezpieczeństwa lub ograniczenia doty- czące zabierania głosu? Czy „nie mówić” jest zawsze równoznaczne z „nie porozumiewać się”? Czy milczenie samo w sobie nie może być znaczące? Przy tym „woleć” milczenie od słów wydaje się sugerować alternatywę: jedno lub drugie. Ale czy słowo i  milczenie wyłączają się nawzajem? Czy słowo może zaistnieć bez milczenia drugiego roz- mówcy? Czy same słowa z ciszą w tle nie brzmią mocniej? Czy mogą istnieć bez rytmu, to znaczy bez chwilowej przerwy, bez pauzy? Czy aby móc „zabrać głos” nie powinniśmy poczekać, aż rozmówca nam go „udzieli”, czyli przestanie mówić? O tylu sprawach trzeba porozmawiać długo i spokojnie, że warto regularnie poświęcać na to trochę czasu. Od dawna ekipy Notre-Da- me1 rekomendują dialog interpersonalny, konieczność spokojnej wy- miany poglądów, jako najważniejszy fi lar życia małżeńskiego. 80 kryzysów małżeńskich bierze się z  braku dialogu, ale 80 z nich dałoby się rozwiązać poprzez dialog. ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N 1 Ekipy Notre-Dame (END) – powstały we Francji ruch rozwoju duchowości małżeńskiej; małżonkowie zobowiązują się m.in. do wspólnej modlitwy, także wraz z(cid:3)dziećmi, comiesięcznej rozmowy ze współmałżonkiem, biorą udział w(cid:3)rekolekcjach weekendowych i(cid:3)wakacyjnych, w(cid:3)pielgrzymkach ruchu. Od ponad 10 lat ruch istnieje też w(cid:3)Polsce – przyp.tłum. 44 Remanent Spróbujmy dokonać przeglądu niedostatków wzajemnej komuni- kacji. Małżonkowie skarżą się bardzo często na brak czasu, bo z tru- dem dzielą go między działalność zawodową, obowiązki domowe, rozrywki i czas poświęcony dzieciom. W ten sposób stopniowo stają się jedno dla drugiego obcy. Może się zdarzyć, że wzajemną relację krępuje brak intymności: zbyt małe mieszkanie albo brak ochrony wobec stałego nacisku świata, który zabija wartości niezbędne do zdrowego porozumienia: wierność, cierpliwość lub nadzieję. W przy- padku niektórych małżeństw pewien brak pokarmu duchowego czy kulturalnego prowadzi do takiego zubożenia wzajemnych kontaktów, że oboje nie mają już o  czym z  sobą rozmawiać. Komunikacja zo- staje zredukowana do prostej wymiany słów, ale brakuje prawdziwej rozmowy. Powoduje to zanik życia małżeńskiego, bo, jak powiedział Xavier Lacroix: „Tajemnica małżeństwa opiera się na ciele i słowie”2. Zresztą substancją sakramentalną małżeństwa jest słowo małżonków: „Biorę sobie ciebie za męża (żonę)”. Przedmiot rozmowy małżonków w  90 przypadków stanowią praca i dzieci. Tymczasem materia ich rozmów powinna wykraczać poza te tematy i pozwalać na opisanie swoich przeżyć, przedstawienie szkicowanych w głębi duszy projektów, własnych pragnień, wyrażenie podziękowania lub przebaczenia. Trucizną numer jeden zabijającą ja- kiekolwiek próby porozumienia jest z całą pewnością obojętność. Ileż karykaturalnych przypadków obserwujemy w funkcjonowa- niu wzajemnej komunikacji! Wymieńmy cztery, bardzo powszechne. I ? A J C A K N U M O K A Z S A N T S E J I E P A T E M K A J I 2 Xavier Lacroix, De chair et de parole: fonder la famille (Ciało i(cid:3)słowo: stworzyć rodzinę), Bayard, 2007. A N 45 Jako przykład weźmiemy sformułowanie prośby o odkurzenie salonu. Może w niej zabrzmieć groźba: „Weź się do odkurzania, albo już nigdy nikogo nie zaproszę…”; rozkaz: „Odkurzanie dywanu należy do cie- bie!”; niepochlebna opinia: „Nie potrafi sz nawet poprawnie użyć od- kurzacza”; próba obudzenia poczucia winy: „Ach, to znowu do mnie należy odkurzanie!”. Przekaz bywa także alienujący i oskarżycielski: „Problem z tobą polega na tym, że jesteś egoistą!”. Konsekwencje nie każą na siebie czekać: agresywność, manipulacja, ucieczka. Ileż zakodowanych wiadomości zawartych jest niekiedy w naszej wymianie zdań! Aby uniknąć powiedzenia pewnych rzeczy wprost, wymagamy od drugiego człowieka rozumienia ich na innym pozio- mie. Można z pewnością stwierdzić, że narzucają się dwie prawidło- wości: mój rozmówca nie odgadnie wszystkiego i ja go nie zmienię (chyba że pośrednio, inną drogą). Aby zilustrować sposób, w  jaki interpretujemy wszystko w  per- spektywie tego, co postrzegamy, przytacza się często historię niewido- mych stojących przed słoniem. Pierwszy dotyka ogona i mówi, że to wąż. Drugi dotyka nogi i uznaje, że to pień drzewa. Trzeci natomiast dotyka trąby i stwierdza, że to rura. Wszyscy oni mówią pozornie rze- czy prawdziwe o słoniu, ale w każdym przypadku jest to ich interpre- tacja! ? O G E Ł Z Z E B I E R B O D A N Po co się porozumiewać? Milczenie jest złotem, jak mówią, mówienie zaś miałoby być tylko srebrem3, zwłaszcza w odniesieniu do ludzi zbyt gadatliwych. W przy- 3 To przysłowie pochodzi podobno z(cid:3)Talmudu. 46 padku osób, które „połknęły język”, bo są nieśmiałe, nieszczere lub ukrywają prawdę czy wreszcie znajdują upodobanie w postawie in- trowertycznej, która dotyczy nie tylko duchowości, milczenie jest karygodne jako „nieudzielenie pomocy osobie w trudnościach z ko- munikacją”, jako utrudnianie osiągnięcia zażyłości prowadzącej do łączności duchowej. Jak kochać drugiego człowieka, skoro ten nic nie mówi, więc nie pozwala się poznać? W tym celu trzeba przecież mieć możliwość wysłuchania go z szacunkiem, gdy opowiada o swoich od- czuciach i potrzebach. Iluż ludzi oczekuje, że drugi małżonek wszystko zrozumie, wszyst- ko odgadnie, wszystko przewidzi! Czy zawsze chodzi tylko o sprawy oczywiste, które druga osoba powinna wychwycić natychmiast? Czy miłość czyni nas jasnowidzami? Zawsze można uprzedzić konfl ikty i to, jeżeli tylko możliwe, zanim się narodzą, znajdując odpowiednie słowa. Słowo łagodzi wzburzenie, przywraca właściwą perspektywę wobec czegoś, co niepokoiło jako nieznane, przyznanie się do błędu przekształca się we wzajemne prze- baczenie. Porozumienie uruchamia obustronną wolę szukania wspólne- go dobra i zaspokojenia obiektywnych potrzeb drugiego człowieka. Dzięki woli
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Na dobre i bez złego? Jak rozpalić miłość w małżeństwie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: