Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00070 006023 14678416 na godz. na dobę w sumie
Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651. - ebook/pdf
Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651. - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 385
Wydawca: Avalon Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7730-990-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> historia
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Autor na podstawie bogatej bazy źródłowej snuje bezstronną i szczegółową opowieść o wydarzeniach z lat 1648-1651. W książce przeczytamy o wielkich bitwach i małych potyczkach, strategicznych planach politycznych i przypadkowych sojuszach, o bohaterach i zwykłych ludziach uwikłanych w wielką zawieruchę wojenną.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział dziewiąty 1 Redakcja Agata Sularzówna Skład i opracowanie typograficzne PRIM s.c. Projekt okładki Iwona Weiman Na okładce fragment obrazu J. Brandta, Utarczka (zbiory prywatne) Copyright by Władysław A. Serczyk, Kraków 2009 ISBN 978 83 7730 990 2 Z a m ó w i e n i a p r z y j m u j e Wydawnictwo AVALON T. Janowski Sp. j. ul. Fiołkowa 4/13; 31-457 Kraków tel. +48 606 750 749 zamowienia@wydawnictwoAVALON.pl www.wydawnictwoAVALON.pl Wstęp SPIS TREŚCI WSTĘP .................................................................................................9 ROZDZIAŁ PIERWSZY .................................................................11 Krwawy początek „złotego pokoju” na Ukrainie • Kozaczyzna w stosunkach polsko–tureckich • Klęska Tatarów pod Ochmatowem • Misja Tiepola w Polsce i plany wojenne Władysława IV • Fiasko królewskich projektów • Kozaczyzna w nowej sytuacji • Niepokój na kresach ROZDZIAŁ DRUGI .......................................................................41 Sytuacja społeczna na Ukrainie w przededniu wybuchu powstania • Losy Bohdana Chmielnickiego • Konflikty z Czaplińskim i Koniecpolskim • Ucieczka na Zaporoże • Pierwsze starcia i nieudane pertraktacje • Korespondencja hetmana Potockiego z wojewodą Kisielem • Sojusz kozacko–tatarski ROZDZIAŁ TRZECI ......................................................................69 Chmielnicki hetmanem • Przejście Kozaków rejestrowych na stronę powstańców • Bitwa nad Żółtymi Wodami • Klęska wojsk koronnych pod Korsuniem • Tatarzy na Ukrainie • Wymarsz Jeremiego Wiśniowieckiego z Zadnieprza 5 Na płonącej Ukrainie ROZDZIAŁ CZWARTY .................................................................98 Wiśniowiecki, Kisiel i Chmielnicki • W obozie powstańców • Rajd Wiśniowieckiego i bitwa pod Konstantynowem • Zaciągi wojskowe • Regimentarze • Poszukiwanie sojuszników • Sprawa kozacka na sejmie konwokacyjnym • Wybór komisarze na rozmowy z Kozakami i projektowane warunki ugody • Maksym Krywonos • Upadek Baru ROZDZIAŁ PIĄTY .......................................................................128 Ukraina w rękach powstańców • Pokojowa misja Kisiela • Incydent ostrogski • Pod Glinianami i Czołhańskim Kamieniem • Walki pod Mozyrem • Połączenie się wojsk koronnych • Zajęcie Konstantynowa • Bitwa pod Piławcami • Nadejście Tatarów • Zwycięstwo Chmielnickiego ROZDZIAŁ SZÓSTY ....................................................................159 Upadek Kudaku i losy załogi • Oblężenie Lwowa • Na sejmie elekcyjnym • Plany Chmielnickiego • Obrona Zamościa • Jan Kazimierz królem Rzeczypospolitej • Korespondencja króla z Chmielnickim • Mianowanie komisarzy ROZDZIAŁ SIÓDMY ...................................................................189 Chmielnicki w Kijowie • Misja Pajsjusza i Mużyłowskiego • Podróż komisarzy na Ukrainę • Chmielnicki w poszukiwaniu sojuszników • Rozmowy komisarzy z Chmielnickim i zawarcie rozejmu • Sprawy ukraińskie na obradach sejmowych • Poselstwo Grzegorza Unkowskiego na Ukrainę ROZDZIAŁ ÓSMY ........................................................................221 Przygotowania Chmielnickiego do nowej kampanii • Rzeczpospolita wobec groźby wznowienia działań wojennych na Ukrainie • Misja Śmiarowskiego • Pierwsze starcia i założenie obozu pod Zbarażem • Działania armii litewskiej i zwycięstwo hetmana Radziwiłła nad Krzyczewskim pod Łojowem • Rozpoczęcie oblężenia Zbaraża 6 Wstęp ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY ............................................................249 Oblężenie Zbaraża • Śmierć Burłaja • Dalszy ciąg oblężenia • Rokowania z Chmielnickim • Walki sierpniowe • Wyprawa królewska • Bitwa pod Zborowem • Układ z Islam Gerejem III i Chmielnickim ROZDZIAŁ DZIESIĄTY ..............................................................282 Sytuacja na Ukrainie po traktacie zborowskim • Opinie zainteresowanych • Sejmiki • Polityka Chmielnickiego • Ukraińska misja Nieronowa • Sejm 1649/1650 • Posłowie kozaccy w Warszawie • Rejestr • Kisiel w Kijowie • Misja Kunakowa ROZDZIAŁ JEDENASTY ............................................................311 Poselstwo Puszkinów w Warszawie • Dyplomatyczne zabiegi Chmielnickiego • Próba zmontowania ligi antytureckiej i rola Wenecji • Zbliżenie się Kozaczyzny do Turcji • Mołdawska wyprawa Chmielnickiego • Rady Kisiela • Sejm grudniowy 1650 roku ROZDZIAŁ DWUNASTY ...........................................................341 Dyplomatyczne zabiegi Chmielnickiego • Nastroje Kozaczyzny • Poselstwo Unkowskiego • Pierwsze potyczki • Wyprawa Kalinowskiego • Wysiłek mobilizacyjny Rzeczypospolitej • Obóz pod Sokalem • Siły Chmielnickiego • Bitwa pod Beresteczkiem • Pogrom wojsk kozackich • Ugoda białocerkiewska INDEKS NAZWISK ......................................................................369 7 Na płonącej Ukrainie 8 Wstęp WSTĘP Tę książkę pisałem bardzo długo. Od chwili, gdy zamarzyło mi się wejście w epokę Sienkiewiczowskiego Ogniem i mieczem i napisa- łem początkowe zdania pierwszego rozdziału, do postawienia ostat- niej kropki — swoistej wiechy zamykającej tekst — minęło co najmniej kil- kanaście lat. Byłem pewien, że opisanie dziejów ukraińskiej Kozaczyzny nie zajmie zbyt wiele czasu. Rychło wszakże okazało się, jak zawodne były te obliczenia. To, co zdawało się proste i zwyczajne, niepostrzeżenie obrasta- ło w tajemnice, a znalezione odpowiedzi rodziły nowe pytania. Przybywało nowych źródeł oraz opracowań, ja zaś coraz głębiej wchodziłem w epokę, która przecież i wcześniej nie była mi obca, lecz teraz stała się krainą prawie równie realną jak dla Alicji druga strona lustra. Czasami zaskakiwała, ale nie budziła niepokoju. Będąc więc w pewnym sensie człowiekiem tamtej epoki, wiedziałem, ile jej główni bohaterowie popełnili błędów, ile w gniewie wypowiedziano nie- potrzebnych słów, ile na darmo przelano braterskiej krwi i jak łatwo zrezyg- nowano z przyznania racji słabszemu. To, co jawiło się przez pewien czas jako rzeczywista szansa utworzenia Rzeczypospolitej Trojga Narodów, prze- obraziło się w utopię, fantazję marzycieli, daleką od jakiejkolwiek możliwo- ści urzeczywistnienia. Tymczasem Bohdan Chmielnicki, którego uważano za buntownika, pomógł ukraińskim współbraciom przyoblec w myśl państwo- wą ideały wolności, niezbyt dotychczas dalekie od spontanicznego anarchi- zmu. Była to szansa dla obydwu stron, przez niewielu tylko współczesnych dostrzeżona, którą zaprzepaszczono. 9 Na płonącej Ukrainie Zagubiła się Kozaczyzna wśród wątpliwych sojuszników, mających na uwadze tylko własne interesy; zagubiła się też polska szlachta, niezdolna do zrozumienia prostego przecież faktu, że historia nie stoi w miejscu, że dojrze- wają nie tylko ludzie, ale i narody. Narastała wzajemna niechęć, która w koń- cu przerodziła się w trudną do zwalczenia nienawiść, obrosłą w kompleksy, urazy i rany, odnawiające się co chwila z byle powodu. Ale historia tak pełna paradoksów i tym razem znalazła pole do popisu. Mimo rozlicznych sporów, kłótni, a nawet starć zbrojnych między Polaka- mi a Ukraińcami okazało się, że są oni skazani na wspólne bytowanie, a ich dziejów w żaden sposób nie da się rozerwać i traktować oddzielnie. Kultura polska bez Ukrainy stałaby się uboga i zaściankowa, podobnie jak ukraińska bez Polski. Również w świadomości społecznej obydwu narodów trwale ist- niejemy obok siebie, dla siebie i ze sobą. Henrykowi Sienkiewiczowi i jego genialnemu Ogniem i mieczem zawdzię- czamy szczególne zainteresowanie latami 1648–1651, w których toczy się akcja pierwszej części Trylogii. Cokolwiek by pisać o autorze oraz jego dzie- le, jest to rzecz o postawach ludzi w czasie wielkiej i niesłychanie krwawej wojny, mającej ogromne znaczenie dla wszystkich stron konfliktu. A wojna nie nadaje się do snucia o niej opowieści sentymentalnych i rzewnych. Bo to wprawdzie beznadziejnie głupia, ale prawie wyłącznie męska sprawa. Właś- nie dlatego na kartach Ogniem i mieczem tyle ludzkiego okrucieństwa i tak mało wyważonych racji. Dlatego i w tej książce, traktującej o „płonącej Ukra- inie”, ukazującej rzeczywistość historyczną bez upiększeń, znajdziemy nie- wiele działań rozsądnych, mnóstwo zaś spontanicznych. Ale sceneria pozostała ta sama. Te same rozległe, zda się niemające koń- ca stepy, te same ciemne przepaściste bory, naddniestrzańskie jary, rzeki bo- gate w ryby, a jutro — pełne niepewności. Zanurzmy się więc w tamten świat: odległy od naszego, istniejący wy- łącznie w czasie przeszłym, a przecież bliski i nam, i Ukraińcom... Władysław A. Serczyk Majówka, w październiku 1997 roku 10 Rozdział pierwszy R O Z D Z I A Ł P I E R W S Z Y Krwawy począteK „złotego poKoju” na uKrainie • Kozaczyzna w stosunKach polsKo–turecKich • KlęsKa tatarów pod ochmatowem • misja tiepola w polsce i plany wojenne władysława iV • FiasKo KrólewsKich projeKtów • Kozaczyzna w nowej sytuacji • niepoKój na Kresach 16 grudnia 1637 roku na polach pod Kumejkami, wsią leżącą na pra- wobrzeżnej Ukrainie, między Mosznami a Rosią, doszło do roz- strzygającego starcia wojsk koronnych, dowodzonych przez het- mana polnego koronnego Mikołaja Potockiego, z kozackimi oddziałami po- wstańczymi Pawluka i Karpa Skidana. Zacięty bój trwał do późna w nocy i zakończył się porażką buntowników, którzy wycofali się na południowy wschód, aż do odległej od Kumejek mniej więcej sto kilometrów Borowicy. Dopiero po dwóch dniach hetman dopadł uciekinierów, otoczył ich i rozpo- czął formalne oblężenie. Wysłany jednocześnie przezeń do obozu powstań- ców Adam Kisiel zabiegał o ich kapitulację. Obiecał nawet, że powstańczy przywódcy Pawluk i Tomilenko zachowają życie. W wigilię Bożego Narodzenia starszyzna kozacka, która gotowa była zgo- dzić się na wszystko, byle unieść cało swoje głowy, podpisała podyktowane przez stronę polską warunki kapitulacji. W umowie kapitulacyjnej zobowią- zywała się między innymi do schwytania Skidana, który wcześniej przezor- nie uszedł z obozu, zgadzała na tymczasowe zwierzchnictwo nad Wojskiem Zaporoskim pułkownika perejasławskiego Iliasza Karaimowicza, „który sta- tecznie nie wiąże się do buntów”, oraz wyznaczyła posłów do króla, senatu i hetmana wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego. W umowie stwierdzano także: 11 Na płonącej Ukrainie Co się tyczy Zaporoża, czółnów morskich i straży zwyczajnej, obowiązujemy się: iż skoro będzie wskazanie Jaśnie Wielmożnych Ich Mość Panów hetmanów koronnych i komisarzów na to naznaczonych, gotowiśmy ruszyć się; czółny, gdzie będzie rozkazanie, takie popalić, i czerń, która by nad liczbę naznaczoną do straży tam była, z Zaporo- ża wyprowadzić; co się zaś tyczy samych regestrów, które na ten czas klęską są pomieszane, tedy poddajemy się pod miłosierdzie i wolę Jego Królewskiej Mości i wszystkiej Rzeczypospolitej tudzież Jaśnie Wiel- możnych Ich Mościów Panów hetmanów koronnych; są według tego komputu, których Ich Mość Panowie komisarze sporządzą i w takim porządku, w jakim nas same miłosierdzie Jego Królewskiej Mości [...] mieć zechce, i w zupełnej wierze, cnocie i poddaństwie Rzeczypospo- litej trwać na potomne czasy będziemy. Przy kozackiej pieczęci znalazł się podpis: „Bohdan Chmielnicki, imie- niem wszystkiego wojska Jego Królewskiej Mości Zaporoskiego, jako pisarz wojskowy przy pieczęci wojskowej ręką własną”1. Pierwsze tygodnie nowego roku przyniosły krwawe represje, obejmu- jące niemal całe ukraińskie Naddnieprze. Szlak od Perejasławia do Niżyna, którym przeciągały oddziały Potockiego, wyznaczały teraz liczne szubieni- ce i pale z ciałami straconych powstańców. Szlachta nie poprzestała na tym i na własną rękę szukała zemsty na poddanych. W połowie lutego 1638 roku w Trechtymirowie rozpoczęto sporządza- nie nowego rejestru kozackiego. Rejestrowi musieli teraz składać przysięgę indywidualnie, a nie całymi pułkami, jak dotychczas. Kozacy usiłowali ogra- niczyć represje i po kryjomu wysyłali posłów do Koniecpolskiego, a nawet do samego króla Władysława IV. Ich prośby nie tylko pozostały bez odpo- wiedzi, ale też — wbrew wcześniejszym obietnicom Kisiela — w czasie ob- rad sejmu w Warszawie ścięto i poćwiartowano Pawluka wraz z jego dwoma współtowarzyszami. Uprzednio, 6 kwietnia, Koniecpolski zaprezentował ich królowi i jak triumfator rzucił mu pod nogi zdobyte chorągwie. Równo- cześnie deliberowano nad sposobami zapewnienia spokoju na kresach. Het- man wielki koronny, a zarazem kasztelan krakowski, zaprezentował własną 1 Archiw Jugo-Zapadnoj Rossii (dalej: AJZR), cz. 3, t. 1, Kijów 1863, s. 367–371. 12 Rozdział pierwszy opinię w memoriale Skrypt podany od Jego Mości Pana Krakowskiego [...] na sejmie z strony zatrzymania w porządku Kozaków. Był zwolennikiem rozwią- zań radykalnych. Proponował więc, by cała starszyzna kozacka składała się ze szlachty, a na jej czele stał komisarz królewski rezydujący w Trechtymi- rowie, podlegający bezpośrednio hetmanowi wielkiemu koronnemu. Prócz tego porządku strzec miała ośmiusetosobowa gwardia opłacana przez Rzecz- pospolitą oraz siedmiuset żołnierzy stanowiących garnizon Kudaku. Była to forteczka na prawym brzegu Dniepru, leżąca w pobliżu Siczy Zaporoskiej, zniszczona w 1635 roku przez Kozaków Iwana Sulimy, którą teraz pospiesz- nie odbudowywano kosztem dwudziestu tysięcy złotych. Pod koniec kwietnia sejm uchwalił dwie konstytucje: Obrona Ukrainy i Ordynacja Wojska Zaporoskiego regestrowego w służbie Rzeczypospolitej bę- dącego. Druga z nich zawierała stanowcze sformułowania: Lubo to jest nasze szczególne w sprawowaniu państw tych prag- nienie szukać takich okazji, w których by doznawali zawsze wierni poddani naszej łaski królewskiej, lecz iż swawola kozacka tak się bar- dzo wyuzdała, że też uskramiąjąc ją, przyszło wojsko nasze i Rzeczy- pospolitej przeciwko nim ruszyć i walkę z nimi stoczyć. A gdy za zda- rzeniem Boskim, jako wszystkich wojsk zastępów Pana, pogromiw- szy je i poraziwszy, od Rzeczypospolitej wiszące niebezpieczeństwo odwróciwszy, wszelkie tedy dawne ich prawa, starszeństwo, preroga- tywy, dochody i insze godności przez wierne posługi ich przodków naszych nabyte, a teraz przez tę rebelię stracone, na wieczne czasy im odejmujemy, chcąc mieć tych, których losy wojny żywych zosta- wiły za w chłopy obrócone pospólstwo [podkr. — W.A.S.]2. Rejestr ustalono na sześć tysięcy, wyznaczono komisarzy do oznacze- nia terytorium, gdzie miały istnieć szczątkowe „wolności” kozackie, miesz- kańcom miast zabroniono kontaktowania się z Kozakami, a następnie dość wiernie skopiowano główne założenia projektu Koniecpolskiego. Jedynie setnicy i atamani mogli być powoływani spośród Kozaków, lecz „dobrze nam i Rzeczypospolitej zasłużonych i ludzi rycerskich”. Na koniec stwierdzono: 2 Volumina Legum, t. 3, Petersburg 1859, s. 440. 13 Na płonącej Ukrainie Warujemy też to, aby Kozacy w odleglejszych krajach ukrainnych (krom Czerkas, Czehrynia, Korsunia) i w inszych miastach na samej Ukrainie będących, gdzie dla niebezpieczeństwa od pogan mieszkać muszą, nie mieszkali i dóbr swoich w miastach tam nie mieli, aby się im przez to w kupie mieszkanie odcięła wszelka okazja do schadzek, a za tym i do buntów3. Niemal każde postanowienie obydwu konstytucji sejmowych godziło w kozackie interesy. Zwłaszcza trzy spośród nich były szczególnie uciążliwe. Wprawdzie sześciotysięczny rejestr ustalono już w 1625 roku, w tak zwanej ugodzie kurukowskiej, zawartej po powstaniu Marka Żmajły, lecz chętnych do ucieczki na Zaporoże było kilkakrotnie więcej, co powodowało ciągłe za- targi z władzami polskimi. Siczowcy przyjmowali do swego grona każdego mężczyznę zdolnego do noszenia broni, który się do nich zgłosił, nie przej- mując się narzuconymi ograniczeniami. Rejestr miał zapobiec nadmiernemu wzrostowi liczby uzbrojonych ludzi, formalnie tylko podległych królowi i, zamiast bronić granic, prowokujących — wbrew polityce Rzeczypospolitej — na kresach państwa nieustanne starcia z Tatarami i Turkami. Ograniczenie tradycyjnych swobód kozackich, konieczność powrotu wielu mołojców do statusu „w chłopy obróconego pospólstwa”, wreszcie wyraźny zakaz kontaktów z pozostałymi mieszkańcami Ukrainy musiały prowadzić do kolejnego buntu. Na przełomie lutego i marca 1638 roku załamała się wyprawa pacyfikacyjna przeciw Siczy. W połowie kwietnia Skidan znów dał znać o sobie, wygrywając starcie pod Czehryniem, rozbijając garnizon w Krzemieńczuku i opanowując kilka przepraw na Dnieprze. Wkrótce potem główne siły buntowników, do- wodzone przez Jakuba Ostrzanina (Ostranicę?), zajęły Hołtew, a następnie rozlały się po południowym Lewobrzeżu. Dopiero 16 maja zwyciężył je pod Łubniami Stanisław Potocki, brat hetmana. Po miesiącu Ostrzanin, nękany przez wojska koronne i ochotnicze oddziałki szlacheckie, uciekł do Rosji, a Dymitr Hunia, który przejął po nim dowództwo, wkrótce poszedł w jego ślady. 7 sierpnia na uroczysku Starzec, leżącym w pobliżu ujścia Suły do Dnie- pru, podpisano nową ugodę. „Swawolna czerń” zdała się na łaskę króla i het- mana, wyrażając nadzieję na zachowanie dawnych wolności. 3 Tamże, s. 440. 14 Rozdział pierwszy Na początku września odbyło się w Kijowie posiedzenie rady kozackiej, na którym postanowiono złożyć w Kaniowie całą artylerię kozacką oraz wy- słać posłów do Władysława IV. W skład delegacji weszli: Iwan Bojaryn, Boh- dan Chmielnicki, Roman Połowiec i Iwan Wołczenko. Kanclerz wielki litewski Albrycht Radziwiłł zanotował w pamiętniku: „W Polsce nastał spokój z Ko- zakami, który niewymuszony, ale raczej pobłażliwy z powodu burzącego się wojska, dał im przyzwoite warunki. Wbito im w głowy tę bojaźń, by nie wy- nosili się ponad swój stan służebny i nie knuli coraz większych zbrodni”4. Posłowie pokornie przyjęli warunki narzucone przez sejm. Po ich po- wrocie na Ukrainę na uroczysku Masłowy Staw nad Rosią odbyło się na po- czątku grudnia posiedzenie rady kozackiej, na którym hetman Potocki mia- nował starszyznę. Tak jak polecono, wywodziła się ona ze szlachty. Komisa- rzem został Piotr Komorowski, pułkownikiem czerkaskim — rotmistrz Jan Giżycki, perejasławskim — Stanisław Ołdakowski, kaniowskim — Ambro- ży Siekierzyński, korsuńskim — Kiryk Czyż, białocerkiewskim — Stani- sław Kaleński, a czehryńskim — Jan Zakrzewski. Dwóch esaułów wojsko- wych — Lewka Bubnowskiego i Iliasza Karaimowicza — dobrano spośród Kozaków, podobnie jak i esaułów pułkowych: Kalenika Prokopowicza, Lew- ka Mokijewskiego, Jakuba Andryjewicza, Iwana Nesterenkę Buta, Mojżesza Korobczenkę i Romana Pesztę. Poza tym nominację otrzymało sześćdziesię- ciu setników i sześćdziesięciu atamanów sotennych. Dotychczasowy pisarz wojskowy Bohdan Chmielnicki musiał się zadowolić nominacją na setnika pułku czehryńskiego z pensją dwustu złotych rocznie. Wydawało się, że ci z powstańców, którzy wynieśli cało głowy z pól bi- tewnych oraz pierwszej, najkrwawszej i najokrutniejszej fali represji, a mieli szczęście znaleźć się wśród sześciu tysięcy zapisanych do nowego rejestru, mogli teraz spokojnie myśleć o przyszłości. Jeszcze pewniej czuli się ucieki- nierzy do Rosji, których car Michał Romanow osadzał w twierdzach i fortecz- kach nadgranicznych, wcielał do wojska lub wypłacał im zasiłki. Los rzucił ich do Czugujewa, Putywla, Woroneża, Jelca i innych miast na południowo– -zachodnich kresach państwa moskiewskiego. Niektórzy trafili jeszcze dalej, do Tuły i Kurska. Samotnych albo tych, którzy pozostawili rodziny w Rze- czypospolitej, wojewodowie rosyjscy wykorzystywali do akcji szpiegowskich 4 A.S. Radziwiłł, Pamiętniki o dziejach w Polsce, t. 2, Warszawa 1980, s. 103. 15 Na płonącej Ukrainie przeciw Polsce. Zaopatrywali ich w paszporty i nakazywali zbierać wiadomo- ści głównie o charakterze wojskowym, między innymi o liczebności i dys- lokacji oddziałów na pograniczu. Przyznać trzeba, że praca ta była zorgani- zowana doskonale, a Prikaz Poselski w Moskwie, zajmujący się stosunkami z zagranicą, miał pełne ręce roboty, bowiem stosowne raporty nadchodziły nieustannie. Nie próżnował również Prikaz Razriadny — urząd sprawujący pieczę nad wojskiem i grodami na południu kraju5. Mimo spokoju na Ukrainie sprawa kozacka nadal zajmowała umysły współczesnych. Jedni obawiali się powtórzenia krwawych wydarzeń sprzed kilkunastu miesięcy, drudzy marzyli o zmianie postanowień sejmowych i roz- szerzeniu swobód zaporoskich, inni wreszcie traktowali wydarzenia roz- grywające się na kresach jako dogodny pretekst do wywierania nacisku na Rzeczpospolitą. Celowała w tym Turcja. Od 1634 roku w stosunkach pol- sko–tureckich obowiązywał traktat pokojowy zawarty pod Kamieńcem Po- dolskim. Turcja i Rzeczpospolita zobowiązywały się w nim między innymi wzajemnie do powstrzymywania Tatarów przed wdzieraniem się w granice polskie, a Kozaków od napaści na ziemie podległe Porcie. Postanowienia te były wszakże nagminnie łamane. Obydwaj sygnatariusze traktatu doskona- le zdawali sobie sprawę z własnej bezsilności, ale nieustannie ponawiali żą- danie ich przestrzegania, pragnąc przynajmniej ograniczyć groźne, nie tylko dla pogranicza, „inkursje” tatarskie i kozackie. W 1640 roku ruszyła do Turcji wielka legacja kierowana przez podkomo- rzego lwowskiego Wojciecha Miaskowskiego. W królewskiej instrukcji zale- cano posłowi „ponowienie pakt” z sułtanem oraz przypomnienie niedawnej surowej rozprawy Rzeczypospolitej ze zbuntowaną Kozaczyzną. Zwraca- no jednocześnie uwagę, że „Kozaków nigdy by się tak wiele nie namnoży- ło, gdyby Tatarowie, wielkimi wojskami w państwa Rzeczypospolitej wpa- dając, ubogich ludzi majętności popaliwszy, żony i dzieci w niewolę zabraw- szy, sami kozackiej swawoli nie namnożyli. Bo ubodzy ludzie, nie mając się czym żywić i przy czym zostać, na swawolą się udawali, chleba i pożywienia sobie szukając”. Gdyby zaś wezyr uznał, że przyczyną napaści tatarskich są z kolei Kozacy, należało tłumaczyć, iż „nasi, jeśli kiedy kilka czółnów wpad- 5 Por. np. Wossojedinienije Ukrainy s Rossijej. Dokumienty i matierialy w triech to- mach (dalej: Wossojedinienije), t. 1, Moskwa 1954, s. 261 i n. 16 Rozdział pierwszy li, trudno było ustrzec dzikich kaczek, aby na brzeg zleciawszy, tajemnie się na wodę nie spuścieły, ale i tych przecie nie tylko ostro zawsze karano, ale nawet i teraz świeżo, żeby z rzeczek i różnych uchodów na Dniepr nie zbie- gali (co się im dotąd zabronić nie mogło), postawić Jego Królewska Mość rozkazał fortecę Kudak kosztem wielkim [...]. A z strony tureckiej i jedne- go Tatarzyna nie skarano”6. Wtórowali królowi kanclerz Piotr Gembicki i hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski. Pierwszy z nich radził, jak odpowiadać na ewentual- ne żądanie całkowitej likwidacji Kozaczyzny. „To być nie może” — twierdził Gembicki — jest to bowiem wewnętrzna sprawa Rzeczypospolitej, a poza tym „zawsze granice państw i Królów ich Mościów Polskich aż do Czarne- go Morza rozciągały się. Niech więc i Turcy Tatarów z Budziaków na Krym zapędzą” — proponował kanclerz7. Koniecpolski starał się natomiast spro- wadzić możliwy spór do rozsądnej wymiany zdań i, ewentualnie, do wza- jemnej deklaracji, że zarówno Kozacy, jak i Tatarzy wszczynali napaści bez wiedzy władców i „nie ma nas to wadzić”8. Na początku marca 1640 roku będącemu już w Jassach Miaskowskiemu doniesiono, iż „w zapusty” orda weszła Czarnym Szlakiem w Kijowskie, nie napotykając żadnego oporu i zabierając wiele jasyru. Z kolei 11 kwietnia w miasteczku Ajtos „trwoga od Kozaków z morza była”. W połowie czerw- ca, w drodze powrotnej po wynegocjowaniu nowego traktatu, poseł zetknął się z Kozakami, którzy dokonali napaści na okolice Warny. Atak ten się nie powiódł, dwóch napastników zabito, a jeden dostał się do niewoli9. Realia kresowe dawały o sobie znać na każdym kroku. Miaskowskiemu udało się jednak wykonać swoje zadanie, a zawarty przezeń pakt powtarzał główne postanowienia traktatu chocimskiego z 1623 roku10. Sułtan Ibrahim postulował: 6 Wielka legacja Wojciecha Miaskowskiego do Turcji w 1640 r., opr. A. Przyboś, War- szawa–Kraków 1985, s. 170, 171. 7 Tamże, s. 173, 175. 8 Tamże, s. 177. 9 Tamże, s. 47, 48, 53, 74. 10 Katalog dokumentów tureckich. Dokumenty do dziejów Polski i krajów ościennych w latach 1455–1672, opr. Z. Abrahamowicz, pod red. A. Zajączkowskiego, War- szawa 1959, s. 312. 17 Na płonącej Ukrainie Aby nigdy z Najjaśniejszego Króla Polskiego strony ani od panów starostów i Kozaków jego [...] naszym pogranicznym zamkom, mia- stom, wsiom i miasteczkom, ani ludziom i poddanym naszym w naj- mniejszej rzeczy żadna się szkoda nie działa. Aby kozackie imię na Czarnym Morzu nie było słyszane, a jeżeliby to swawoleństwo wa- żyło się co zrobić, moskiewskimi Kozakami, że to oni uczynili, wy- mawiać by się nie trzeba. Kozacy zaporowscy [!] z moskiewskimi Kozakami na żadnym miejscu aby się nie łączyli. [...] Jeżeliby swa- woleństwo kozackie jakimkolwiek kształtem w włości państw na- szych wpadli, tedy Król wszystkich złoczyńców wynalazłszy, powi- nien surowo skarać11. Wynegocjowany traktat został w tym samym roku potwierdzony przez Władysława IV, a list królewski przywiózł do Konstantynopola poseł Pran- dota Dzierżek12. Do Warszawy ruszył z kolei czausz Osman, wioząc ze sobą między innymi zapewnienie wielkiego wezyra Kary Mustafy Kemankesza — zgodnie z intencjami strony polskiej — że Porta nie będzie traktowała pojawienia się kilku łodzi kozackich na Morzu Czarnym za naruszenie za- wartego paktu. Wezyr przypominał jednak o konieczności trzymania Koza- ków w ryzach. Instrukcja dla Osmana zawierała także informację o rzeko- mym przesiedleniu się dwunastu tysięcy (!) rodzin kozackich z Zaporoża pod Azow i zalecała, by poseł zwrócił się z żądaniem ściągnięcia ich z po- wrotem. Wezyr odwoływał się w tej materii również do Adama Kazanow- skiego, podkomorzego koronnego i kasztelana sandomierskiego, „męża mą- drego i prawego”13. Sprawa Azowa wywołała wówczas sporo zamieszania. Ta świetnie bro- niona twierdza, otoczona kamiennym murem z jedenastoma basztami, opa- sana wałami i rowami, stanowiła oparcie dla Tatarów krymskich i nogajskich podejmujących swe łupieżcze wyprawy na Moskwę i Rzeczpospolitą. Zazwy- czaj przechodziły one przez posiadłości kozackie. Gdy więc zaczęły się wal- ki o władzę w Chanacie Krymskim, a Turcja wdała się w wojnę z Persją i nie mogła poświęcić należnej uwagi wydarzeniom zachodzącym na północnych 11 Wielka legacja..., s. 189. 12 Katalog dokumentów..., s. 314. 13 Tamże, s. 318. 18 Rozdział pierwszy wybrzeżach Morza Czarnego, Kozacy dońscy obiegli Azow. Mimo rozpacz- liwej obrony czteroipółtysięcznego garnizonu, dysponującego dwustu dzia- łami, twierdza została zdobyta po dwumiesięcznym oblężeniu w czerwcu 1637 roku. Od czerwca do września 1641 roku Turcy bezskutecznie próbo- wali odzyskać Azow, blokując i atakując twierdzę od lądu i morza. Dopiero w roku następnym, po odpowiedniej uchwale Soboru Ziemskiego i na rozkaz cara, Kozacy oddali Azow Turkom. Rosjanie obawiali się wojny z Portą, do której Moskwa nie była jeszcze przygotowana. Kozacy zaporoscy niejedno- krotnie współdziałali z dońskimi, ale oskarżenie tych pierwszych o odegra- nie głównej roli w zdobyciu twierdzy i żądanie interwencji Warszawy świad- czyło o tureckiej bezsilności w tej sprawie. Nie było natomiast pozbawione racjonalnych podstaw zalecenie skon- taktowania się z Adamem Kazanowskim, który wychowywał się z królewi- czem Władysławem, a gdy ten objął tron, stał się jego zaufanym powiernikiem i przyjacielem. Czerpał z tego liczne korzyści, w tym również majątkowe, chociaż nie wahał się także w razie potrzeby finansowo wspierać swego pro- tektora. Mawiał: „Ani przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, ubogim być nie mogę, ani bez Ciebie bogatym być nie chcę”14. Mógł więc być pomocny w rozmo- wach czausza z monarchą. 1 kwietnia 1641 roku Osman przedstawił królowi prośbę sułtana „o wol- ne przejście przez granice Korony pod Azow, moskiewską fortalicję, którą Moskwicin zajął przed dwoma [!] laty” i „by Kozaków zaporoskich, którzy w tym zamku byli zamknięci, król wydał lub w jakiś sposób stamtąd wywo- łał”. W tym samym czasie hospodar mołdawski Bazyli Lupu doniósł potajem- nie Władysławowi IV o przygotowywanym przez Turków ataku na Mołdawię i związanych z tym swoich obawach. Król poradził mu zwrócić się o pomoc do sejmu. Dwa dni później senatorowie postanowili, że nie powinno się do- puścić do przemarszu wojsk tureckich przez ziemie Rzeczypospolitej, „aby nie zrodziła się okazja do nieporozumienia”, Kozaków natomiast, „jako re- beliantów”, zalecili usunąć siłą z Azowa15. 14 Tomasza Świeckiego historyczne pamiątki znamienitych rodzin i osób dawnej Pol- ski. Przejrzał w rękopiśmie, objaśnił i uzupełnił przypisami Julian Bartoszewicz, t. I, Warszawa 1858, s. 102. 15 A.S. Radziwiłł, Pamiętniki..., t. 2, s. 242, 243. 19 Na płonącej Ukrainie Bóg raczył wiedzieć, jak senatorowie wyobrażali sobie przeprowadzenie takiej operacji na terenie odległym o przeszło dwieście kilometrów od gra- nic Polski i niepodlegającym jej władzy. Albo nie brakowało im fantazji, albo chodziło po prostu o formalne zadośćuczynienie życzeniom czausza sułtań- skiego obietnicą nie do zrealizowania. Na dworze sułtańskim musiano zresz- tą zdawać sobie sprawę, że żądanie wyprowadzenia przez Polskę Kozaków z Azowa nie może być spełnione. Była to więc obustronna gra pozorów. Tymczasem na Dzikich Polach panowała względna cisza. Sprawiła to zarówno kudacka forteca i zakwaterowana w niej załoga strzegąca spokoju na zaporoskim Naddnieprzu, jak i pamięć o niedawnym upuście krwi koza- ckiej, dokonanym przez wojska koronne w czasie walk z Pawlukiem, Skida- nem, Ostrzaninem i Hunią. Wszystko to miało zapewne wpływ na decyzję posłów, którzy w marcu 1643 roku zdecydowali się zmniejszyć liczebność wojsk regularnych aż o ośmiuset żołnierzy, czyli o przeszło szesnaście pro- cent. Na próżno protestował hetman wielki koronny Stanisław Koniecpol- ski, wskazując na wynikające stąd niebezpieczeństwo osłabienia obronności kraju. Zgodzono się jedynie na utrzymanie tej decyzji w sekrecie16. Zgoła odmiennie od Zaporożców postępowali Tatarzy. W lipcu 1643 roku cztery tysiące ordyńców dowodzonych przez starego już i niedowidzącego Omara agę, któremu towarzyszyli dwaj synowie, napadło na dobra księcia Jeremiego Wiśniowieckiego na Zadnieprzu. Książę, „mający ludzi swoich go- towych”, skorzystał z pomocy oddziałów koronnych oraz Kozaków rejestro- wych z pułku perejasławskiego, dopadł napastników powracających z jasyrem i pokonał ich nad Sułą, dopływem Dniepru. Starszy syn Omara, Bajran Kazi, został postrzelony i wzięty do niewoli, w której zmarł po pięciu dniach. 16 sierpnia 1643 roku komisarz Wojska Zaporoskiego, Mikołaj Zaćwilichowski, pisał do Koniecpolskiego: „Kilkudziesiąt żywcem wzięto, goniąc ich na mil dwie, którzy uchodząc z koszem, sieła więźniów wyścinali, a ostatek rzucać musieli”17. 25 września hetman otrzymał wiadomość o przygotowaniach Ta- tarów budziackich do kolejnej napaści. Natychmiast zarządził koncentrację oddziałów pod Werbką w Bracławskiem, co spowodowało, że ordyńcy od- stąpili od planowanego napadu. Koniecpolski krążył teraz po Ukrainie jak 16 Tamże, t. 2, s. 352. 17 S. Oświęcim, Diariusz 1643–1651, Kraków 1907, s. 9. 20 Rozdział pierwszy pasterz strzegący powierzonego mu stada i starający się mieć baczenie na wszystko. 3 grudnia zajechał do naddnieprzańskiego Trechtymirowa. Wygląd tego niegdyś ludnego miasteczka przypominał o niedawnych zamieszkach. Przed laty stanowiło ono oporę Zaporożców, a teraz — zrujnowane przez wojsko w czasie powstań kozackich — przemieniło się w niewielką wioskę z forteczką–ostrogiem. Trechtymirów był rezydencją komisarza Rzeczypo- spolitej, zwierzchnika Kozaków rejestrowych, trzymającego ich in officio et disciplina militari (w posłuszeństwie i dyscyplinie wojskowej) i czuwające- go, by nie doszło do kolejnych buntów18. Poselstwo podstolego lwowskiego Mikołaja Bieganowskiego do Konstan- tynopola nie powstrzymało najazdów tatarskich. Na skargi zawarte w liście królewskim sułtan Ibrahim odpowiedział, że chan krymski Mehmed Gerej już wcześniej żalił się na brak zwyczajowych prezentów, więc gdy „upomin- ki [...] oddawane będą, i na granicach swawola uskromiona będzie przeciw polskiemu państwu, ekscesy i wykrotności przeciw paktom i przymierzu po- przysiężonemu pohamowane będą”19. Bieganowski powrócił do kraju pod koniec 1643 roku. Na pograniczu trafił na trwające od kilkunastu dni przygotowania do odparcia następnego ataku tatarskiego. Zgodnie z przyjętym planem wojennym Jeremi Wiśnio- wiecki miał bronić Zadnieprza, Koniecpolski — Prawobrzeża, a zastępujący chorego hetmana polnego koronnego Mikołaja Potockiego starosta winni- cki Jan Odrzywolski — pilnować szlaków Czarnego i Kuczmańskiego, któ- rymi mógł wkroczyć nieprzyjaciel (Czarny Szlak wiódł z Krymu przez uj- ście Taszłyku do Bohu, a potem przez Targowicę, Humań na Kamieniec Po- dolski i dalej na Lwów; Kuczmański — nieco bardziej na północ — przez Tawań i Międzybóż). Wojska ściągały pod Winnicę. Minął miesiąc w pełnym napięcia oczekiwaniu. Wreszcie 23 stycznia 1644 roku szpiedzy donieśli, że na czele wyprawy tatarskiej stanął nie chan krymski, lecz murza perekopski Tuhaj bej. Próbował przeprawić się przez Dniepr pod Tawanią, ale musiał od- stąpić od tego zamiaru, bo rzeka jeszcze nie zamarzła, i ruszył dalej. Udało mu się tego dokonać dopiero na przeprawie kiczkaskiej, między Chortycą a Wilnym — ostatnim ze słynnych porohów dnieprzańskich. Wieść o tym uradowała żołnierzy „ochotnie nieprzyjaciela wyglądających”, którzy podob- 18 Tamże, s. 18. 19 Tamże, s. 26. 21 Na płonącej Ukrainie no obawiali się jedynie zmiany planów tatarskich i zwrócenia się ordyńców nie przeciw Polsce, lecz przeciw Rosji. Pogoda sprzyjała Polakom. Gdy w sobotę 30 stycznia hetman ruszył z wojskiem z dotychczasowego miejsca postoju w Stawiszczu nad Tykiczem Gniłym pod Ochmatów, było ciepło i pogodnie, co — po dniach mroźnych i wietrznych — uznano za dobry omen. Pod Ochmatowem Koniecpolski spodziewał się natknąć na ordę i wysłał gońca do Wiśniowieckiego, poleca- jąc księciu, by do niego dołączył. Pod samym miasteczkiem podniosła się mgła, ukrywając zarówno rzeczywistą liczebność oddziałów koronnych, jak i ich późniejsze rozlokowanie. Dzięki temu udało się spokojnie przeprawić całą artylerię z taborami przez wąską groblę na pole przyszłej bitwy. Na cze- le uszykowanych wojsk stanęła jazda starosty winnickiego Jana Odrzywol- skiego, na prawym skrzydle — wojewody krakowskiego Stanisława Lubo- mirskiego, na lewym — wojewody czernihowskiego Marcina Kalinowskie- go i księcia Samuela Koreckiego, między nimi — pułki hetmanów polnego i wielkiego. Działa rozdzielono między prawe i lewe skrzydło. Artylerią do- wodzili Krzysztof Grodzicki i Henryk Denhoff. W odwodzie znalazło się pięciuset dragonów i cztery chorągwie kozackie. Mgła zaczęła opadać. Gdy już zamierzano dać rozkaz do ataku, nadciąg- nęły oddziały Wiśniowieckiego, które skierowano na lewe skrzydło. Siły pol- skie zostały w ten sposób poważnie wzmocnione. Koniecpolski dyspono- wał teraz przeszło dziewiętnastoma tysiącami żołnierzy (w tym ponad czte- rema tysiącami Zaporożców) i dwudziestoma czterema działami. Tuhaj bej prowadził dwadzieścia tysięcy Tatarów. Po wygranym przez hetmana starciu koło grobli Tuhaj bej rozpoczął odwrót, pozostawiając w osłonie kilka tysię- cy ordyńców. Nie zdało się to na wiele. Odwrót przekształcił się w uciecz- kę. Nieprzyjaciel „goniony tedy od wojska na kilka mil, wiele trupa swego zostawił, wiele w niewolę podał; siła ich porzuciwszy wszystko i konie na- wet zbieżałe, w lasy pieszo poszli. Ostatek noc bardzo ciemna okryła”. Dzie- ła dokończyli wysłani w pogoń Kozacy. Resztki pobitych oddziałów tatar- skich rozdzieliły się za Siniuchą na trzy części, uchodząc na Oczaków, Bu- dziak i w kierunku Dniepru. „Trupów wiele by padło, wiedzieć trudno, bo siła ich zrazu pobitych we młyn i kilka domów nakładszy spalili, [...] więź- niów bardzo siła i znacznych”20. 20 Tamże, s. 44. 22 Rozdział pierwszy Na samym polu bitwy zginęło podobno czterystu ordyńców. Jak słusz- nie podkreślał później Albrycht Radziwiłł, za jednym zamachem dokonano trzech rzeczy: po raz pierwszy w dziejach Rzeczypospolitej pokonano Ta- tarów już na początku napaści, nim wdarli się w głąb kraju; zabito i wzięto do niewoli niespotykaną dotąd ich liczbę; nigdy także dotychczas nie zapę- dzono się tak daleko w pogoni za nimi. Co więcej, „innych otoczył pułkow- nik perejasławski [Aleksander Koniecpolski — W.A.S.] i dobrze ich rozgro- mił. Jeszcze inni wracając z Moskwy wpadli na starostę czerkaskiego [Ada- ma Kazanowskiego — W.A.S.], dobrze pokarani, ledwie z życiem uszli do swego kraju”21. Wieści o zwycięstwie ochmatowskim nadeszły do Wilna 20 lutego i „oży- wiły umysł króla”22, który wówczas tam bawił. Pięć dni później zjawił się na dworze Bieganowski, zdając relację z pomyślnie odprawionego poselstwa do Konstantynopola. Towarzyszył mu przysłany przez sułtana czausz, którego przyjęto wprawdzie uprzejmie, ale rychło odesłano z powrotem, nie infor- mując nawet, że zwyczajowe podarunki dla tatarskiego chana postanowiono wysłać dopiero po zakończeniu sejmu. W sierpniu 1644 roku przybyło w tej sprawie do Krakowa poselstwo z Krymu. Zatrzymano je, nie wyjawiając po- wodów, aż do obrad sejmowych. Ochmatowska wiktoria zaważyła wyraźnie na takim stosunku do Chanatu. Nie szczęściło się Tatarom i pod Azowem, gdzie w październiku 1644 roku Kozacy dońscy i zaporoscy pokonali sześciuset ordyńców, którzy przy- byli z Krymu na odsiecz fortecy atakowanej przez trzydzieści czajek. Wiosną 1645 roku znad Donu znów ruszyło na Morze Czarne ponad trzydzieści ło- dzi dowodzonych przez atamana Oleksego Starowę. Dołączyło do nich trzy- dzieści czajek zaporoskich pod komendą pułkownika Sulimy. Według infor- macji otrzymanej przez Prikaz Poselski w Moskwie w ślad za nimi płynęło kolejnych dwadzieścia, tak że liczbę ludzi biorących udział w tej wyprawie (jej celem były Kercz i Azow) obliczano na co najmniej dwa tysiące23. Sprawy tureckie i tatarskie zajmowały coraz więcej miejsca w polityce Rzeczypospolitej. Hetman Koniecpolski otrzymywał z Konstantynopola re- gularne relacje o planach wojennych Porty i jej sytuacji wewnętrznej. Rozpo- 21 A.S. Radziwiłł, Pamiętniki..., t. 2, s. 388. 22 Tamże, s. 391. 23 Wossojedinienije, t. 1, s. 403. 23 Na płonącej Ukrainie częta wówczas trudna i — jak się miało okazać — długa wojna Turcji z Wene- cją o Kretę zaczęła budzić nadzieje na ewentualne, ostateczne już odsunięcie niebezpieczeństwa zagrażającego południowym granicom Polski. Konieczny był do tego sojusz wszystkich państw zainteresowanych zniszczeniem potę- gi Porty. We wrześniu 1645 roku, po zdobyciu przez Turków Kanei na Kre- cie, pojawiły się pogłoski, iż sułtan nakazał Tatarom napaść na Rzeczpospo- litą. Pod wpływem tych wieści Koniecpolski napisał list do hospodara woło- skiego, deklarując, że gdy tylko orda zbliży się do granic Rzeczypospolitej, on sam „zaraz Kozakom wszytką potęgą każe się ruszyć, aby Czarne Morze czółnami i ludźmi swemi usłali”24. Jak słusznie przypuszczał, informacja o tre- ści listu została przekazana do Stambułu, wywierając odpowiednie wrażenie na wielkim wezyrze i samym sułtanie. Zagrozili oni, że gdy tylko kozackie czajki pojawią się na morzu, przeciw Polsce ruszą Tatarzy z Dobrudży pod wodzą baszy sylistryjskiego. Koniecpolski wyjaśniał więc w kolejnym liście prewencyjny charakter swych ostrzeżeń, dodając, że „Tatarowie Portę mo- lestują o szkody, które się im od Kozaków dzieją, a tego nie powiadają, że oni tego są autorami, najeżdżając wprzód Jego Królewskiej Mości państwa: bo jeżeli Kozak, głodny będąc, od Tatarów zniesiony, mszcząc się powie co, weźmie szczyptę, Tatarowie zaś wojska posyłając, biorą garścią, lubo głowa- mi swemi nieraz tęgo nadstawiają”25. Korespondencja nie powstrzymała wszakże przygotowań do kolejnej wy- prawy tatarskiej przeciw Polsce. Wkrótce okazało się jednak, że można liczyć przynajmniej na kilka miesięcy spokoju. Nadciągały słoty i chłody jesienne. Błotniste trakty stawały się całkowicie nieprzejezdne. Przeprawy przez lo- dowate wody rzek także nie należały do przyjemności. Z radością czytano również doniesienia o buntach i niepokojach na Krymie, o sporach między murzami i o niepomyślnym dla Porty przebiegu wojny z Wenecją. Jak wyni- kało z relacji docierających do Polski, flota wenecka prawie zupełnie sparali- żowała okręty tureckie we wschodniej części Morza Śródziemnego. W sierpniu 1645 roku przybył do Rzeczypospolitej ambasador wenecki Giovanni Tiepolo. Zgodnie z instrukcją miał wyrazić poparcie dla dywersyj- nych działań kozackich na Morzu Czarnym, obiecać subwencję w wysoko- ści trzydziestu tysięcy reali, opowiedzieć się za porozumieniem polsko–mo- 24 S. Oświęcim, Diariusz..., s. 84. 25 Tamże, s. 87. 24 Rozdział pierwszy skiewskim oraz — w miarę możliwości — zaciągnąć tysiąc–dwa tysiące żoł- nierzy najemnych26. Atmosfera panująca na dworze sprzyjała realizacji tych planów. Do wojny z Krymem i Turcją dążył zarówno Władysław IV, jak i het- man Koniecpolski. Hetman opracował nawet Dyskurs o zniesieniu Tatarów krymskich i li- dze z Moskwą, którego treść zdradził jedynie monarsze oraz — prawdopo- dobnie — jego najbliższym doradcom w czasie swego pobytu w Warszawie w styczniu 1646 roku. Do publicznej wiadomości chciał go podać później, po uzyskaniu aprobaty króla. Założenia Dyskursu... były bardzo interesujące. Koniecpolski propono- wał opanowanie Krymu w porozumieniu z Rosją, a następnie oddanie jej półwyspu „w posesją”. Pomysł ten — jak stwierdzał sam projektodawca — miał zarówno dobrą, jak i złą stronę. Car odzyskałby Azow i całkowicie by się zabezpieczył przed ewentualną napaścią turecką, ale wobec tego plano- wana wojna z Portą toczyłaby się na ziemiach polskich. Poza tym prawdo- podobnie Rosjanie przyciągnęliby do siebie nie tylko wszystkich chrześci- jan zamieszkujących wybrzeża Morza Czarnego i Azowskiego, ale także Ta- tarów i Kozaków, którzy „mogliby nam być ciężcy”. Zapobiec temu można by przez małżeństwo królewicza Jana Kazimierza z którąś z carskich córek i przekazanie właśnie jemu Krymu we władanie, ale — niestety — królewicz „inszy stan przedsięwziął”. Gdyby jednak, mimo piętrzących się trudności, doszło do urzeczywistnienia hetmańskich projektów, Rzeczpospolita, wy- korzystując osłabienie Porty, mogłaby opanować Wołoszę, Multany, a na- wet Siedmiogród27. Hetman niezbyt długo orędował za swym projektem, gdyż już 11 marca 1646 roku zmarł w swym zamku w Brodach na Wołyniu. Różnie mówiono o jego śmierci. Być może bliski był prawdy współczesny wydarzeniom Joa- chim Jerlicz, który napisał, iż hetman zmarł „od konfortatywy [środka po- budzającego, afrodyzjaku — W.A.S.], którą zażywał dla młodej żony, a którą przesadzono, bo mu aptekarz na razy kilka by dał, co on razem zażył, i tak swego życia dokonał”28. Hetman nie był stary, gdyż miał zaledwie pięćdzie- 26 Il carteggio di Giovanni Tiepolo ambasciatore Veneto in Polonia (1645–1647) a cura di D. Caccamo, Rzym 1984, s. 58, 59. 27 S. Oświęcim, Diariusz..., s. 130–132. 28 J. Jerlicz, Latopisiec albo Kroniczka różnych spraw i dziejów, t. 1, Warszawa 1853, s. 49. 25 Na płonącej Ukrainie siąt cztery lata, ale żona Zofia Opalińska (siostra znanych pisarzy: marszałka koronnego Łukasza i wojewody poznańskiego Krzysztofa) nie przekroczy- ła szesnastu. Blisko czterdziestoletnia różnica wieku budziła sensację, plot- ki, śmiech, a niekiedy zgorszenie, chociaż w tym czasie równe temu czy na- wet większe dziwactwa nie wywoływały zdziwienia29. Koniecpolski był jed- nak postacią publiczną. Miesiące poprzedzające śmierć Koniecpolskiego wypełnione były jednak nie tylko amorami niedawno owdowiałego i starzejącego się hetmana czy też przygotowaniami do przyjęcia przybywającej z Francji Marii Ludwiki Gonza- gi, która miała być zaślubiona Władysławowi IV. Był to okres intensywnych zabiegów Tiepola oraz nuncjusza papieskiego Giovanniego Torresa, starają- cych się wciągnąć Rzeczpospolitą do wojny z Turcją, chociażby tylko przez wyrażenie zgody na dywersyjne wyprawy kozackie na Morze Czarne. Z ich punktu widzenia sprawa była prosta, nie wymagała bowiem ani zaciągów na- jemnego żołnierza, ani żadnych działań mobilizacyjnych. Wystarczyło tylko znieść istniejące zakazy lub przymknąć oko na ich łamanie, a już całe Zaporo- że runęłoby na dobrze znane Kozakom cele. Strona polska daleka jednak była od spodziewanego entuzjastycznego przyjęcia tej oferty. Obydwaj zachod- ni wysłannicy nie tracili jednak nadziei. W czasie rozmowy przeprowadzo- nej przez Tiepola i Torresa z kanclerzem wielkim koronnym Jerzym Osso- lińskim, do której doszło pod koniec września 1645 roku w Warszawie, oka- zało się na przykład, że król Władysław także myśli o wojnie, a ewentualny sukces militarny wzmocniłby jego pozycję w kraju. Konieczne było wszak- że liczenie się z opinią szlachecką, niechętną wszelkim projektom tego typu. Dlatego monarcha pragnąłby, aby konfrontacja militarna rozpoczęła się jako wymuszona obrona przed napadem tatarskim i dopiero później przekształ- ciła się w wojnę ofensywną przeciw Turcji. Niezbędne subsydia zachodnie szacowano na pół miliona eskudów rocznie30. Było to po myśli Tiepola, dla którego najistotniejszy był rezultat jego misji, nie zaś metody, dzięki którym można go było urzeczywistnić. Sprawa jednak się przeciągała. 24 września odpowiedź na propozycje Tiepola wystosował również Ko- niecpolski. Uznawał je za odpowiadające interesom Polski, ale zwracał uwa- 29 L. Podhorodecki, Stanisław Koniecpolski, ok. 1592–1646, Warszawa 1978, s. 410, 30 Il carteggio di Giovanni Tiepolo..., s. 119–121. 420. 26 Rozdział pierwszy gę, że Rzeczpospolitą wiąże z Turcją traktat pokojowy. Na dywersyjną wy- prawę kozacką i wszczęcie akcji przeciw Porcie konieczna byłaby więc zgoda wszystkich stanów, a więc zarówno (w tym wypadku) sejmu, jak i senatu31. W miarę upływu tygodni rozmowy ambasadora weneckiego z kanclerzem i marszałkiem wielkim koronnym Łukaszem Opalińskim stawały się coraz konkretniejsze, przybierając formę wzajemnych obietnic i zapewnień. Co- raz częściej mówiono też o współdziałaniu z Moskwą32. Spodziewano się, że na wiosnę ruszy wyprawa kozacka. Wieść o śmierci Koniecpolskiego, która nadeszła do Warszawy w drugiej połowie marca 1646 roku, wstrząsnęła nie tylko monarchą, pozbawionym teraz najbliższego współpracownika w przy- gotowaniach do wojny tureckiej, chociaż bardziej niż król liczącego się z gło- sem szlachty. Również Tiepolo uznał śmierć hetmana za nieszczęście rujnu- jące przygotowania do zaplanowanej dywersji Zaporożców33. Tymczasem 9 marca przybyli do Warszawy posłowie moskiewscy bojarzyn Wasilij Iwanowicz Strieszniew oraz okolniczy Stiepan Matwiejewicz Proje- stiew. Władysław IV przyjął ich 20 marca. Ich oficjalnym zadaniem było za- komunikowanie o śmierci cara Michała Romanowa, złożenie życzeń w związ- ku z zaślubinami pary królewskiej oraz przeprowadzenie rozmów w sprawie ostatecznej delimitacji granicy między Polską a Rosją. Właśnie w czasie jed- nej z takich konferencji Strieszniew, po wypowiedzeniu paru okrągłych zdań o koniecznej zgodzie, jaka winna panować między narodami, zaproponował w imieniu nowego cara Aleksego Michajłowicza zawarcie sojuszu wymierzo- nego przeciw Tatarom. Na tajnym posiedzeniu senatu postanowiono przyjąć propozycję, jeśli tylko posłowie przybyli z odpowiednimi pełnomocnictwa- mi. Okazało się, że legaci mieli jedynie zasięgnąć ustnej opinii w tej spra- wie, a gdyby była pozytywna, odłożyć pertraktacje do następnego poselstwa. W innych kwestiach bez poważniejszych kłopotów osiągnięto porozumienie. Na pożegnanie (26 kwietnia 1646 roku) posłów „pojono bez miary. Powró- cili do siebie nietrzeźwi, mile odprawieni, obdarowani złotymi pucharami”. Dzień wcześniej poseł tatarski Islam aga tak przedstawiał królowi cel swej misji, że uznano, iż „to, co przywiózł, pachniało pokojem”34. 31 Tamże, s. 123. 32 Tamże, s. 158. 33 Tamże, s. 223. 34 A.S. Radziwiłł, Pamiętniki..., t. 2, s. 492. 27 Na płonącej Ukrainie Tymczasem wojna wisiała na włosku, a o Kozakach mówiono coraz częś- ciej, zwłaszcza że w Warszawie pojawiło się ich kilku wysłanników, między nimi zaś — podobno — Bohdan Chmielnicki. Na Kozaków patrzono podejrzliwie, mimo iż planowano wciągnąć ich w dywersję czarnomorską. Wynikało to z wiadomości o projektowanym przez nich porozumieniu się z Tatarami. Wiele tego typu informacji prze- niknęło do najbliższego otoczenia zmarłego niedawno hetmana. Koniecpol- ski nie dowierzał ciszy na Zaporożu i wysłał między Kozaków swoich szpie- gów. Ci zaś donosili mu: Kozacy, utęsknieni nazbyt tak długo żyć in ea disciplina et seve- ritate legum [w tej dyscyplinie i surowości prawa — W.A.S.], w któ- rą byli od lat kilku [...] wprawieni, że ani wolnego uścia na Czarne Morze, z którego częste przedtem odnosili łupy, ani wodzów i inszej starszyzny z pośrodka siebie [...] więcej miewać nie mogli, ale cale pod rządem oficerów szlachty polskiej, imieniem komisarza i pułkow- ników intytułowanych (od których często uciążani, jako to zwykło bywać i angariowani [dręczeni — W.A.S.] bywali), zostawać musieli i od ich rządu zawsze nie bez wielkiej ich mortyfikacji dependere [za- leżeli — W.A.S.], chcąc się kiedykolwiek z tego [...] jarzma wybić [...] — aby tedy tym łacniej do tego przyjść mogli, zaczęli od niedawne- go czasu traktować z Tatarami krymskiemi ligę, cale się jem poddać obiecując, byle jem tylko szczyrze na Lachy pomogli, co lubo po- wabna rzecz i Tatarom była, naturalna jednak ich ku chrześcijanom diffidencja [niedowierzanie — W.A.S.], czyli też szczególna Boska nad ojczyzną naszą providentia [opatrzność — W.A.S.] sprawowała to, że dotąd ta liga effektu swego jeszcze była nie wzięła35. Tak więc do licznych powodów, z których należało ruszyć Kozaków, doszło jeszcze ich rzeczywiste czy też tylko zmyślone porozumiewanie się z Chanatem. Skłócenie obydwu stron, otwarcie możliwości ponownych na- padów Zaporożców na osiedla tatarskie stwarzało nie tylko szansę rozerwa- nia tworzącego się sojuszu, ale także — pacyfikacji antypolskich nastrojów. 35 S. Oświęcim, Diariusz..., s. 135. 28 Rozdział pierwszy Wreszcie bomba wybuchła. Gdy Tiepolo zobowiązał się w imieniu Re- publiki Weneckiej do subsydiowania Rzeczypospolitej coroczną kwotą pół miliona talarów, obiecał zapłacić z góry ćwierć miliona, a do tego jeszcze na- tychmiast wypłacić gotówką dwadzieścia tysięcy, stronnictwo „wojenne” przystąpiło do działania. Albrycht Radziwiłł, wstrząśnięty rozgrywającymi się wydarzeniami, pisał w Pamiętnikach, że Tiepolo „do tego doprowadził króla, że ten niepomny za- przysiężenia praw i nie zważając na trudności, jakie w przyszłości mogą stąd wyniknąć, prywatnie zadeklarował wojnę [z Turcją — W.A.S.], pomianował pułkowników i kapitanów, rozdzielił między nich około 80 000 dukatów bez wiedzy nas wszystkich”. Również królowa oświadczyła się z pomocą finan- sową i pożyczyła mężowi dwieście tysięcy (dukatów?). Władysław IV, wy- dawszy je, poprosił o więcej, na co ta oświadczyła, „że nawet zdejmie z szyi perły, byleby królowi służyły, ale dla Rzeczypospolitej Weneckiej niczego nie zrobi, chyba za realnym zastawem”. Między małżonkami doszło do sprzecz- ki. Przeciw zamierzeniom króla oponowali posłowie i senatorzy, ale monar- cha nie ustępował, opracowawszy już nawet plan działań wojennych. Część wojska koronnego, dowodzona przez hetmana wielkiego, do któ- rej miały dołączyć oddziały prywatne i wojska moskiewskie (spodziewano się, iż armia ta liczyć będzie łącznie około stu tysięcy żołnierzy: trzydzieści tysięcy Polaków i siedemdziesiąt tysięcy Rosjan), winna była uderzyć z Za- dnieprza na Krym. Drugą częścią, złożoną z czterdziestu tysięcy żołnierzy z nowych zaciągów oraz z Kozaków zaporoskich, dowodzić miał sam król, uderzając wzdłuż Dniepru na Oczaków, a wzdłuż Bohu i Dniestru — na Bia- łogród oraz inne miasta położone na zachodnich wybrzeżach Morza Czarne- go. Posiłkować go mieli pięćdziesięciotysięczną armią hospodarowie wołoski i mołdawski, działając w rejonie Dunaju i dalej na Bałkanach. Głównym ich zadaniem była obrona przepraw dunajskich. Reszta Zaporożców miała ata- kować posiadłości tureckie od strony morza36. W tym czasie król naradzał się z przybyłymi do Warszawy posłami ko- zackimi: Iwanem Barabaszem, Bohdanem Chmielnickim, Iwanem Eliaszem (lub Iliaszem) i Maksymem Nesterenką. Kozacy zobowiązali się do wysta- 36 Tamże, s. 133, 134; A.S. Radziwiłł, Pamiętniki..., t. 2, s. 493, 497; Il carteggio di Giovanni Tiepolo..., s. 241–246. 29 Na płonącej Ukrainie wienia na wojnę turecką sześćdziesięciu dobrze uzbrojonych czółen, jednak pod warunkiem otrzymania na ich wyekwipowanie sześciu tysięcy talarów (osiemnastu tysięcy złotych). Otrzymali je od ręki wraz z zapewnieniem zwiększenia liczby rejestrowych z sześciu do dwudziestu tysięcy. Najważ- niejszym wszakże zobowiązaniem był wydany podobno przez króla przywi- lej, zabraniający chorągwiom polskim posuwanie się dalej niż za Białą Cer- kiew, co praktycznie oznaczało oddanie w ręce kozackie niemal całego wo- jewództwa kijowskiego37. Tego typu decyzja, chociaż bezprawna, gdyż niemająca ani aprobaty sej- mu, ani senatu, z pewnością zaspokajała ambicje legatów zaporoskich i świad- czyła o tym, do czego gotów był posunąć się Władysław IV, byle tylko zre- alizować swe plany wojenne. Jeszcze nigdy Kozacy nie otrzymali tak wiele, nawet wówczas, gdy sami stawiali żądania Rzeczypospolitej, gwałtownie szu- kającej ich orężnego wsparcia. Wprawdzie już od kilkudziesięciu lat marzyli o rozszerzeniu swych wolności, a zwłaszcza o przyznaniu im autonomii na terenach naddnieprzańskich, ale zawsze daleko było do urzeczywistnienia ich postulatów. Teraz monarcha ofiarowywał im to wszystko sam, bez żadnego nacisku z ich strony. Sukces skłaniał ich do szybkiego powrotu na Ukrainę, gdzie z niecierpliwością oczekiwano na wyniki rozmów. Nie wiadomo, czy jeszcze byli w Warszawie, gdy na początku maja 1646 roku, po powrocie z polowania w okolicach Rawy, król zdecydował się na ujawnienie swoich zamiarów. Na polecenie monarchy kanclerz wielki koronny Jerzy Ossoliński po- wiadomił kanclerza litewskiego Radziwiłła, „że wojna turecka została już ogłoszona, patenty i listy na żołnierzy rozdane [...]”. „Zapytałem — zano- tował Radziwiłł — czy listy dla kapitanów były opieczętowane? Kiedy kan- clerz powiedział, że «nie», rzekłem, że prędzej pozwolę odciąć sobie rękę, aniżeli zezwolę na przyłożenie pieczęci W. Ks. Litewskiego, o czym podobnie myślał kanclerz”38. Nawiasem mówiąc, wszystkie dokumenty w tej sprawie zostały opatrzone pokojową pieczęcią Władysława IV, o czym — być może — nie wiedział żaden z kanclerzy. Taką też pieczęć nosił prawdopodobnie i przywilej dla Kozaków. 37 A.S. Radziwiłł, Pamiętniki..., t. 3, s. 141; S. Oświęcim, Diariusz..., s. 134. 38 A.S. Radziwiłł, Pamiętniki..., t. 2, s. 494. 30 Rozdział pierwszy Projekty monarchy spotkały się z ogromną opozycją, a każdy dzień przynosił wieści o jej wzroście. Wojewoda czernihowski Marcin Kalinowski oświadczył nawet, że jeśli król samowolnie przekroczy granice państwa, „po- łoży się mostem i przeszkodzi mu”. Spiskowali obydwaj kanclerze, a także kasztelan krakowski Jakub Sobieski, referendarz koronny Jakub Maksymi- lian Fredro i starosta łomżyński Hieronim Radziejowski, zdecydowani „uni- cestwić królewski zamiar”. Przeciw wojnie opowiedzieli się również hetman polny koronny i wojewoda bracławski Mikołaj Potocki, hetman polny litewski Janusz Radziwiłł, wojewoda ruski Jeremi Wiśniowiecki, marszałek nadwor- ny koronny Adam Kazanowski, biskup chełmiński i podkanclerzy koronny Andrzej Leszczyński oraz wielu innych39. Król nie miał innego wyjścia, jak wycofać się z honorem z całej imprezy, chociaż trudno mu było od razu zrezygnować ze swych planów. W czerwcu wysłał listy do wszystkich senatorów, zapewniając, że nie zamierzał uderzyć na Turcję, lecz planował jedynie wyprawić się przeciw Tatarom, a poza tym nigdy niczego nie uczyni bez zgody Rzeczypospolitej. Mimo to jednocześ- nie nakazywał hetmanom nadal rozsyłać listy przypowiednie. Po koronacji Marii Ludwiki, na posiedzeniu senatu w połowie lipca w Krakowie, wpraw- dzie ponownie zaprzeczył, jakoby zamierzał wypowiedzieć wojnę Turcji, ale rychło po tej deklaracji udał się do Lwowa, by na miejscu dopilnować sto- sownych przygotowań. Zażądał też wówczas od hetmana Potockiego prze- sunięcia wojska pod Kamieniec, bliżej przyszłego teatru działań wojennych. Potocki nie wykonał rozkazu i jakoś zdołał usprawiedliwić się przed mo- narchą, ten zaś, chcąc go przeciągnąć na swoją stronę, ofiarował mu buławę wielką koronną. A w Rzeczypospolitej wrzało. Województwo poznańskie zorganizowało oddziały, liczące w sumie trzy tysiące ludzi, mające bronić go przed zaciąg- niętymi przez króla na wojnę wojskami niemieckimi, które poczynały sobie niczym w okupowanym kraju. Na czele samoobrony stanął sam wojewoda Krzysztof Opaliński. Po kraju zaczęły krążyć wieści, że w czasie zbliżających się obrad dojdzie do przelewu krwi, gdy zaczną się ze sobą ścierać przeciw- nicy i zwolennicy wojny z Turcją. Pojawiły się też ulotki wykpiwające wo- jenne plany lub też ostrzegające przed nimi, między innymi Zaciąg nowy za 39 Tamże, s. 497–499. 31 Na płonącej Ukrainie objęciem buławy nowego hetmana oraz Głos wołającej Ojczyzny. Projekt wy- dany na publicum, gdy król Władysław IV z Wenetami alians uczynił podnieść wojnę na Turczyna, a nie dołożyła się w tym Rzeczpospolita40. W takiej atmosferze, której echa dotarły zapewne i na daleką Ukrai- nę, 25 października rozpoczęły się obrady sejmowe. Stanowisko senatorów najlepiej sprecyzował kasztelan gdański Stanisław Kobierzycki, mówiąc, „że Rzeczpospolita słusznie odczuwa niepokój, budzą obawę listy przypowied- nie wydawane żołnierzom pod pokojową pieczęcią królewską; żołnierz nie- miecki wprowadzony do Rzeczypospolitej nie tylko bez jej zgody, ale nawet bez wiedzy, niepokoją też naznaczone po wszystkich dobrach szlacheckich i Rzeczypospolitej leża żołnierskie i nieznośne egzekwowanie żywności”41. 2 listopada posłowie: czernihowski Jerzy Ponętowski i bracławski Mikołaj Kazimierz Kossakowski zażądali rozpuszczenia bezprawnie ogłoszonych za- ciągów42. Sprawa ta zajęła wiele miejsca w obradach sejmowych i chociaż po- słowie nie wiedzieli o wcześniejszych przyrzeczeniach danych przez króla Kozakom, kwestia kozacka i tak stała się przedmiotem dyskusji. Zastanawiano się, jak doprowadzić do zniesienia stanu pogotowia wo- jennego bez narażania Rzeczypospolitej na niebezpieczeństwo ze strony Porty. Podczaszy koronny Mikołaj Ostroróg nalegał na wysłanie poselstwa do Konstantynopola, które miało potwierdzić układ pokojowy, oraz na po- wstrzymanie morskich wypraw Kozaków na posiadłości tureckie. To ostatnie żądanie znalazło się również wśród innych postulatów poselskich przedsta- wionych 28 listopada królowi. Monarcha obiecał porozmawiać w tej sprawie z hetmanem, nie zobowiązując się jednak do niczego konkretnego. Jak miał to zresztą uczynić, skoro pół roku wcześniej w rozmowach z Barabaszem, Chmielnickim i innymi nie tylko zgodził się na rozpoczęcie przez Kozaków przygotowań wojennych, ale nawet ich do tego zachęcił! Wstrzemięźliwość monarchy wywołała wzburzenie posłów. Nazajutrz, po naradzie z senatora- mi, Władysław IV odpowiedział przez kanclerza Ossolińskiego, iż co praw- da Kozacy przygotowywali czajki na nową wyprawę, ale działo się to zgod- nie z zaleceniem senatu, „gdyż w paktach jest powiedziane, że Turek nie ma 40 J. Nowak–Dłużewski, Okolicznościowa poezja polityczna w Polsce. Dwaj młodsi Wazowie, Warszawa 1972, s. 74–77. 41 A.S. Radziwiłł, Pamiętniki..., t. 2, s. 507. 42 W. Czermak, Plany wojny tureckiej Władysława IV, Kraków 1895, s. 233. 32 Rozdział pierwszy wspierać Tatarów w Budziakach [tj. Tatarów budziackich, mieszkających między Prutem a Dniestrem, w dolnym biegu obydwu rzek — W.A.S.]; dla- tego, ponieważ ów przekraczał pakty, wydawało się słusznie postraszyć go Kozakami”. Skoro jednak teraz posłowie wypowiedzieli się przeciw takiemu rozwiązaniu, król zgodził się na wysłanie pisma do hetmana, by ten z kolei zwrócił się do rwących się na morze Zaporożców o poniechanie „statków” oraz nakazanie zachowania spokoju i niedawania pretekstu do naruszenia po- stanowień podpisanego traktatu pokojowego43. Nim sejm dobiegł końca, monarcha musiał wysłuchać jeszcze pouczeń, których na forum publicznym udzielili mu stolnik krakowski Stefan Kory- ciński i starosta generalny wielkopolski Bogusław Leszczyński. Leszczyński grzmiał: „Ponieważ ustrój naszej ojczyzny został naruszony, trudno głośno nie narzekać i nie niepokoić się. [...] Dochodzi do naszej wiadomości, że nie- dawno zawarto traktaty z innymi państwami bez wiedzy Rzeczypospolitej i senatorów rezydentów. [...] I to prawem zastrzeżono, by nie używać poko- jowej pieczęci do spraw publicznych” i tak dalej, i tak dalej... Z kolei Ostro- róg powtarzał swoje rady w sprawie kozackiej, mówiąc nadto, by rolę pacy- fikatora kresów spełnił Hadziacz, a Tatarów ułagodzono upominkami44. Być może propozycja nie byłaby pozbawiona sensu, gdyby nie to, iż Ha- dziacz oraz szesnaście innych miejscowości na Lewobrzeżu, stanowiących królewszczyznę, oddanych niegdyś w dożywotnią dzierżawę hetmanowi Koniecpolskiemu, był
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651.
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: