Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00315 011066 16900626 na godz. na dobę w sumie
Na ramionach gigantów. Figura autorytetu w polskich tekstach literaturoznawczych - ebook/pdf
Na ramionach gigantów. Figura autorytetu w polskich tekstach literaturoznawczych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 273
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1011-4 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka opisuje figurę autorytetu we współczesnych tekstach literaturoznawczych, to znaczy w pracach Jerzego Ziomka, Janusza Sławińskiego, Grażyny Borkowskiej, Ryszarda Nycza i Henryka Markiewicza. Główne jej założenie to nieuchronność istnienia tej techniki argumentacyjnej w humanistyce, a cel - pokazanie tekstowych mechanizmów i opis sposobów funkcjonowania autorytetu w literaturoznawczym dowodzeniu i perswazji. Opis zasadniczych części tekstów rozbudowano o analizę bibliografii, indeksów osobowych i formuł tytułowych. Metaliteraturoznawczy charakter książki wpisuje ją w krąg zainteresowań naukoznawczych.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1011-4 O autorytecie w nauce 5 Różnica między nauką a życiem codziennym pole- ga na tym, że w nauce mamy zwyczaj znacznie dokładniej ba- dać, co jest autorytetem, a co nim nie jest. Ale i nauka opiera się w znacznej mierze na autorytecie. J.M. Bocheński, Co to jest autorytet?, w: Logika i filozo- fia. Wybór pism, naukowo opracował J. Parys, Warszawa 1993, s. 251 (tłum. J. Parys). 6 O autorytecie Punktem wyjścia niniejszej książki była rozprawa dok- torska, przygotowana pod opieką naukową prof. Wojciecha Głowali. Pogłębianiu wiedzy, czym jest autorytet, i doskonaleniu umiejętno- ści jego opisu towarzyszyło nieustanne doświadczanie jego istoty. Dziękuję, Panie Profesorze. Za cierpliwą i krytyczną lekturę mojej książki dziękuję Recenzentom – prof. Januszowi Goćkowskiemu, prof. Jerzemu Pasz- kowi oraz prof. Krzysztofowi Migoniowi. Małgorzata Juda-Mieloch Fragment rozdziału drugiego opublikowano jako od- dzielny szkic Literaturoznawca na ramionach gigantów. Figura autory- tetu w późnych tekstach Jerzego Ziomka („Pamiętnik Literacki” XCII, 2001, z. 4). O autorytecie w nauce 7 Rozdział 1 O autorytecie 1.1 O autorytecie w nauce Socjologowie wiedzy chętnie przywołują myśl Newtona, która w atrakcyjnej formie sentencji charakteryzuje isto- tę pracy naukowej. Odkrywca zasad dynamiki określił tę działalność jako „stawanie karłów na ramionach gigantów, by nieco dalej sięgnąć wzrokiem”1. Natomiast John Ziman powiedzenie to rozwinął w sposób następujący: Każdy naukowiec patrzy zarówno swymi własnymi oczami, jak i oczami swoich poprzedników i kolegów2. Oba sformułowania dotyczą zbiorowego, społecznego charakteru przedsięwzięć naukowych. Aby stanąć na ra- mionach gigantów, trzeba jednak najpierw zaufać ich sta- bilności, trzeba wykazać się ponadto umiejętnością wspi- naczki naukowej, trzeba pokornie w obliczu tradycji uznać się za karła. Nauka wypracowała procedury sygnalizowa- nia wspomnianego zaufania i sposoby opisywania drogi na upragniony wierzchołek wiedzy. 1 Słowa te przypisuje się czasem także Bernardowi z Chartres. Zob. J. Goćkowski, Autorytet kluczowym zagadnieniem socjologii nauki, w: Autory- tet w nauce, red. P. Rybicki, J. Goćkowski, Wrocław 1980, s. 6. 2 J. Ziman, Społeczeństwo nauki, przeł. E. Krasińska, przedmową opatrzył B. Suchodolski, Warszawa 1972, s. 42. 8 O autorytecie Wędrówka ta poddaje się deskrypcji w rozmaitych per- spektywach, każda z nich przynosi inne korzyści poznaw- cze. Może więc to być, po pierwsze, punkt widzenia reto- ryki wypowiedzi naukowej; wówczas przedmiotem opisu jest izolowane wystąpienie naukowe. Problem daje się roz- patrywać także, i to po drugie, jako przedmiot zaintere- sowania psychologii i socjologii kariery naukowej; analiza wszystkich tekstów uczonego odkrywa wtedy dynamikę działalności naukowej w perspektywie jednostkowego ży- cia3. Wreszcie spojrzenie trzecie, najrozleglejsze, to ogląd tekstów literaturoznawczych w perspektywie zmiany wzor- ców uprawiania literaturoznawstwa, a więc z punktu wi- dzenia wymiany metodologii i paradygmatów – będzie to spojrzenie socjologii wiedzy. W niniejszej książce skorzystamy z trzech wymienionych sposobów postrzegania tytułowego zagadnienia. I choć w każdym z analitycznych rozdziałów badających konkretną twórczość literaturoznawczą da się wskazać metodę domi- nującą, nie wynika to z przyjętego założenia metodologicz- nego, lecz stanowi raczej rezultat opisu, którego podstawą był materiał empiryczny wymuszający taki, a nie inny spo- sób jego ogarnięcia. Naczelną wytyczną uczyniliśmy tu bo- wiem, postulowaną przy innej okazji przez Jerzego Ziomka, „zmianę ogniskowej”4: statyczny opis „dzieła” może prowa- dzić do refleksji nad dynamiką „epok” naukowych. Czynności, których opis czynimy głównym tematem roz- ważań, stanowią o podstawowych cechach nauki, ale przede wszystkim zapewniają jej międzypokoleniową ciągłość: 3 Takiej autoanalizy dokonał A. Nowicki, Nauczyciele, Lublin 1981. 4 Zob. J. Ziomek, Metodologiczne problemy syntezy historycznoliterackiej, w: Powinowactwa literatury. Studia i szkice, Warszawa 1980, s. 244–288. O autorytecie w nauce 9 Napisanie i opublikowanie czegokolwiek bez powoływania się na wszystkie ważniejsze prace dotyczące tego samego tematu jest rzeczą prawie niemożliwą. [Naukowiec] w bardzo dużym stopniu polega na innych ludziach, na ich opublikowanych pracach, wynikach cudzych doświadczeń, wy- myślonych i wypróbowanych przez nich technikach oraz na mniej lub bardziej rozwiniętych teoriach. Bibliografia załączona do pracy na- ukowej jest wyraźnym dowodem tej zależności5. Oczywistość tych spostrzeżeń powoduje, że wskazany problem rzadko staje się stematyzowaną refleksją, a już zu- pełnie incydentalnie – kwestią poddawaną szczegółowym badaniom. Można także pokusić się o obserwację odwrotną niż wyrażona w cytowanym przed chwilą fragmencie książki Zimana. Miarą powodzenia jakiejś nowej teorii czy ujęcia problemu jest liczba cytowań pracy w publikacjach innych uczonych, co odnotowuje np. SCI (Science Citation Index – Indeks Cytowań Naukowych)6. Zaś za miernik sukcesu niepodważalnego uważa się utrwalenie miarodajności ja- kiegoś twierdzenia poprzez „system kolejnego cytowania” i budowania drzew cytatów7. Następny etap tego procesu to bezimienne oraz powszechne funkcjonowanie tych nie- gdyś autorskich orzeczeń czy terminów, które zostały za- władnięte przez żywioł tradycji danej dyscypliny naukowej i przesunięte na poziom „podparadygmatyczny”, poziom, gdzie wszystkie ustalenia są wspólne. Na marginesie można dodać, że wskaźniki takiej sytu- acji to kolejno (a więc występują zwykle w przedstawionej 5 Ziman, op. cit., s. 106, 107. 6 Wykaz zarzutów wobec miarodajności SCI jako wskaźnika „bycia autorytetem” zawiera praca E. Neyman, Prestiż naukowy w amerykańskich badaniach empirycznych: metody i efekty badawcze, w: Autorytet w nauce, s. 199–202. 7 Ziman, op. cit., s. 108. 10 O autorytecie tu chronologii): wykorzystywanie terminu przez innych uczonych bez określania adresu bibliograficznego (w efek- cie nawet bez nawiasowego podania nazwiska autora), funkcjonowanie nazwy lub definicji w praktyce szkolnej oraz obecność pojęć w słowniku terminów danej dyscypli- ny. Przykładem może tu być „podmiot liryczny”, kategoria mocno zadomowiona w polskim literaturoznawstwie za sprawą wprowadzenia jej i zdefiniowania w szkicu Janusza Sławińskiego O kategorii podmiotu lirycznego (1965) oraz w haśle tegoż autorstwa w Słowniku terminów literackich (1988). Natomiast dydaktycznego sukcesu omawianego pojęcia należy upatrywać w publikacji Bożeny Chrząstow- skiej (Lektura i poetyka, Warszawa 1987). Świadectwem tego chyba oczywistego, niemal zdrowo- rozsądkowego przekonania, że sukces nowej teorii można (lecz od razu za Sławomirem Mrożkiem chciałoby się do- dać „ale nie należy”) mierzyć liczbą cytowań w publikacjach innych uczonych, jest zastosowanie do opisu interesującego nas problemu oprócz metod jakościowych także metod ilo- ściowych8. Jednak głównym sposobem badania tej kwestii pozostaną pierwsze z nich. To z kolei jest owocem jeszcze głębszego, wcześniej już sygnalizowanego przekonania, że nie wszystko w humanistyce warto mierzyć i ważyć, o czym przypomina także retoryczne prawidło głoszące, że argu- mentów nie należy liczyć, lecz ważyć (argumenta non nume- randa, sed ponderanda sunt)9, przy czym słowo „ważyć” ma tu tym razem zupełnie niefizykalne znaczenie. Sukces bo- wiem jest sprawdzianem prawdy tylko w takim typie wie- 8 Szczegółowo o tym zagadnieniu pisze M. Nowakowska, Ilościowe aspek- ty autorytetu naukowego, w: Autorytet w nauce, s. 211–223. 9 K. Szymanek, Sztuka argumentacji. Słownik terminologiczny, Warszawa 2001, s. 45. O autorytecie w nauce 11 dzy, który Znaniecki nazwał wiedzą pragmatyczną10. Nie dotyczy natomiast wiedzy naukowej, choć dla socjologa kwestie ilościowe będą miały znaczenie pierwszorzędne. Nie da się ukryć, że opisane przez (cytowanego na wstę- pie) Zimana tradycyjne obyczaje się zmieniają. Można po- kusić się o przewidywania, jaki model będzie realizowała nauka przyszłości. Zaniechanie sformalizowanych sposo- bów włączania się w intersubiektywną przestrzeń nauki, o których tu mowa, niesie ze sobą niebezpieczeństwo prze- kształcenia dialogu naukowego w izolowane wypowiedzi, które dla Stanisława Ossowskiego stanowią „znamię pre- naukowego stadium dyscypliny”11, a więc mogą świadczyć o swego rodzaju regresie. Wówczas naturalna intertekstual- ność tego obszaru rozrzedza się i niknie, zmieniając zwycza- jowy i na razie prawomocny sposób komunikacji naukowej. Zdaje się, że jest to ambicją tych postmodernistycznych pomysłów metodologicznych, które negując potrzebę ta- kiej prawomocnej metody, głoszą niemożność ustalenia jakichkolwiek standardów zasadności idei, w tym poszcze- gólnych wypowiedzi, także wypowiedzi naukowych12. Zresztą o wiele bardziej niepokojąca jest technika odwrot- na: zwiększenie stopnia intertekstualności, objawiające się nasileniem występowania przywołań, poszerzeniem ich objętości, połączone z osłabieniem wartości logicznej wy- wodu prowadzi do konstruowania cieszących się sukcesem „modnych bzdur”13. Kwestii tych jednak tu nie rozwinie- 10 F. Znaniecki, Społeczne role uczonych, wybór, wstęp, przekład tekstów angielskich i redakcja naukowa J. Szacki, Warszawa 1984, s. 506. 11 S. Ossowski, O osobliwościach nauk społecznych, Warszawa 2001, s. 187. wa 1996, s. 17. 12 R. Dunbar, Kłopoty z nauką, przeł. P. Amsterdamski, Gdańsk, Warsza- 13 A. Sokal, J. Bricmont, Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów, przeł. P. Amster- damski, Warszawa [br.]. 12 O autorytecie my, choć zaprezentowane analizy częstokroć „podprowa- dzą” czytelnika w rejon jedynie zasygnalizowanych w tym miejscu problemów. Kategorią służącą naukoznawczej charakterystyce wspomnianych procedur „powoływania się na” jest auto- rytet. Dowodzenie na nim oparte dokumentuje „zbiorowy, zespołowy charakter argumentacji naukowej”14, którego najprostszym tekstowym wykładnikiem, opisywanym czę- sto za pomocą pojęć stylistyki, jest używanie liczby mno- giej czasowników i zaimków. Sentencja Newtona nie ma jednak ani triumfalistycznego wydźwięku ufnego w moc zbiorowości reprezentanta uczonych, ani nie jest wyrazem wiary w ponadnaturalną ekspansywność nauki. Co praw- da, skorzystawszy z mocy autorytetu, można „dalej sięgnąć wzrokiem” – ale tylko, co także ważne, „nieco dalej”. Ten spowolniający tempo rozwoju nauki mechanizm zabezpie- cza ją przed wejściem na manowce nieprawdy. Prawda bo- wiem dla nauki będzie (czy też powinna być) zawsze war- tością nadrzędną. Powiedzenie Newtona funkcjonuje już jako topos i jako topos jest argumentem obosiecznym: stanowi wezwanie do skromności („nieco”), ale wyraża też dumę („dalej”)15. Dumę karła widzącego więcej, niż pozwalałyby mu jego ograniczenia. Oprócz tego, co jasne, mamy w tej maksymie do czynienia ze świadectwem rozumienia nauki przede wszystkim jako kumulacji wiedzy. Nie ten jednak wniosek wypływający z analizowanej sentencji chcielibyśmy tu wy- eksponować. Zauważmy, że w naszych dotychczasowych, z natury rzeczy wstępnych i ogólnych rozważaniach o autorytecie 14 Ziman, op. cit., s. 106. 15 J. Ziomek, Retoryka opisowa, Wrocław 1990, s. 299. O autorytecie w nauce 13 w nauce nie wprowadziliśmy, czy też raczej nie podtrzyma- liśmy, dobrze zadomowionej w naukoznawstwie dystynkcji na nauki humanistyczne, przyrodnicze i aksjomatyczne16 ani żadnego innego podziału tej sfery ludzkiej działalno- ści. Wręcz przeciwnie – staraliśmy się unikać jakiegokol- wiek rozróżnienia, traktując naukę jako rzeczywistość na tyle spójną, że podlegającą takiemu nazewniczemu ogar- nięciu. Z pewnością przedmiot badań, sposób postępo- wania badawczego, realia instytucjonalizacji oraz tradycja naukoznawcza czynią wspomniane różnicowanie sensow- nym i funkcjonalnym, ale wydaje się, że argumentowanie oparte na autorytecie lub przezeń wspomagane jest cechą wspólną wszystkich działań uznanych za naukowe, stano- wi konstytuującą naukę „ucieczkę od wolności”, choć jak już wspomnieliśmy, często przyjmowaną nie bez uprzedzeń metodologicznych. A jeśli nie wszystkich działań, to z pew- nością tych, które są dokumentowane przez aprobowane w społeczności uczonych teksty naukowe. O ile sam fakt istnienia w każdej publikacji figury autorytetu jest nieza- przeczalny i wspólny rozmaitym naukom, o tyle sposób tej obecności różnicuje wiedzę nie tylko na grupy nauk, ale i na pomniejsze jednostki naukoznawcze. Czas na prezen- tację i opis wspomnianych grup. Podstawą przywoływanej wyżej metodologicznej typolo- gii nauk Kazimierz Ajdukiewicz uczynił jakość dopuszczal- nych w każdym typie nauk tzw. ostatecznych przesłanek. Zaproponował, aby rozumieć je jako twierdzenia, które „się w danej nauce przyjmuje, choć nie są one wyrozumo- wane z jakichś innych twierdzeń już przyjętych”17. Nauki 16 K. Ajdukiewicz, Metodologiczne typy nauk, w: Język i poznanie, t. 1, War- szawa 1985, s. 290–291. 17 Ibidem, s. 287. 14 O autorytecie aprioryczne (np. matematyka, logika) za ostateczne prze- słanki uznają jedynie pewniki i postulaty, czyli tzw. twier- dzenia aprioryczne. Nauki przyrodnicze oprócz twierdzeń apriorycznych jako prawomocne traktują także twierdzenia oparte bezpośrednio na doświadczeniu. Natomiast nauki humanistyczne do tego zestawu dołączają również twier- dzenia bezpośrednio oparte na rozumieniu wypowiedzi. Zgadzałoby się to z uwagą Znanieckiego, który twierdził, że „istnieje wiedza naukowa, która łączy dwa sprawdziany: spójności logicznej i zgodności z faktami. Rozciąga się ona od logicznie spójnej matematyki, tylko pośrednio korzysta- jącej ze świadectwa faktów, do nauk humanistycznych, któ- re rozporządzają ogromnym zasobem faktów, ale wykazują niewiele logicznej spójności”18. Znaczenie figury autorytetu w konstrukcji dowodze- nia rośnie wraz z powiększaniem kolekcji prawomocnych rodzajów zdań. Tak więc szczególnie interesujące nas tu literaturoznawstwo, jako nauka humanistyczna, w dużej mierze opiera się na dowodzeniu wykorzystującym figurę autorytetu, który stanowi domenę, takie założenie tu czyni- my, przede wszystkim zdań opartych na rozumieniu wypo- wiedzi. Figura autorytetu ma w takim dyskursie – wróćmy tu na chwilę do ostatnio zacytowanego spostrzeżenia Zna- nieckiego – także inną funkcję: logicznie uspójnia z natury niezadowalający pod tym względem tekst humanisty. Inna rzecz, że nierzadko jest to logika pozorna – spójność oparta na mechanizmach językowych. Jasne powinno być, że for- mułowanie sądów opartych na bezpośrednim rozumieniu wypowiedzi, choć uwarunkowane pewnymi zasadami19, stanowi czynność subiektywną. Jakby tego było mało, zgo- 18 Znaniecki, op. cit., s. 507. 19 Ajdukiewicz, Język i znaczenie, w: op. cit., s. 145. O autorytecie w nauce 15 da lub niezgoda z takim zdaniem to akt subiektywny co najmniej dwuwarstwowo: jeden autor daną wypowiedź ro- zumie w określony sposób, a następny badacz to rozumie- nie poddaje kolejnemu rozumieniu. Historia literaturoznawstwa w zarysowanej perspektywie to przede wszystkim dzieje takiego właśnie „rozumienia” kwestii dotyczących literatury, a także historia pojmowania tych „rozumień”. Postulowane przez Floriana Znanieckie- go jako obowiązujące socjologa postępowanie badawcze, uwzględniające współczynnik humanistyczny, tzn. przyj- mowanie takich znaczeń zdań, jakie przypisywali im ich autorzy20, w praktyce jest bardzo trudne. Wymaga bowiem od literaturoznawcy rozwijania czynności badawczych na dwóch podstawowych piętrach: na obszarze macierzystej dyscypliny i na płaszczyźnie socjologii nauki. Zaniechanie tej drugiej prowadzi do subiektywnego, czasem nawet swo- bodnego przypisywania znaczeń i eksploatacji błędnego ro- zumienia słów w funkcji dowodzącej. Stanowi to poważną słabość użycia autorytetu, która owocuje w tekstach obec- nością metadyskursywnych dygresji „obronnych”. Oddzielnym i niemałym problemem, choć jego omówie- nie niestety tu pominiemy, jest też rozumienie prac obcoję- zycznych oraz płodne w konkluzje korzystanie z tłumaczeń. Szczegółowe analizy pokażą, że snucie translatorskich roz- ważań oraz podejmowanie dyskusji na ten temat to wcale nierzadki moment literaturoznawczych dowodów lub po- lemik obalających błędne uzasadnienia budowane wokół podobnych nieporozumień. Także autorzy wspomnianych już Modnych bzdur, przewidując zarzut wobec swej krytyki tekstów tłumaczonych, wstęp do analiz zakończyli rozbu- dowaną uwagą: 20 Znaniecki, op. cit., s. 506. 16 O autorytecie Liczne teksty cytowane w tej książce ukazały się pierwotnie po fran- cusku. W wielu przypadkach korzystamy z opublikowanych przekła- dów na angielski, niekiedy odnotowując nasze poprawki. Odnośniki do przekładów podajemy w bibliografii, wraz z odsyłaczem do francu- skiego oryginału. W pozostałych przypadkach przekładu dokonaliśmy sami. Staraliśmy się tłumaczyć tak wiernie, jak tylko to było możliwe, a w przypadkach wątpliwych podawaliśmy wersję oryginalną pojedyn- czego słowa, zdania czy nawet całego fragmentu. Zapewniamy czytel- ników, że jeśli cytowane teksty w przekładzie są niezrozumiałe, tak samo jest z francuskimi oryginałami21. Opis figury autorytetu – tekstowych sposobów radzenia sobie z obecnością „innych” w dyskursie literaturoznawcy – to niebłahy przyczynek do takich, postulowanych przed chwilą, nienapisanych jeszcze dziejów literaturoznawstwa, w tym literaturoznawstwa polskiego. Wiara, że wykazanie mechanizmów jej funkcjonowania ma taki właśnie walor poznawczy, nie stanowiła jednak jedynej motywacji pod- jęcia analiz. Druga – także druga w przyjętej tu hierarchii celów – jest związana z pozytywnym (optymistycznym) i „praktycznym” (nie tylko poznawczym) programem roz- woju nauki o literaturze. Nie bacząc na pesymizm obwiesz- czanych „końców” rozmaitych dyscyplin, raczej trzeba snuć refleksję naprawczą. Ponieważ „nie można (...) mówić o po- prawie lub odnowie nauki jako formacji społeczno-kultu- rowej, jeżeli nie uzna się autorytetu za jedną z najważniej- szych zmiennych”22, podejmujemy zachętę płynącą z tych słów oraz dajemy temu wyraz, czyniąc z figury autorytetu główny temat tej rozprawy. 21 Sokal, Bricmont, op. cit., s. 30. 22 Goćkowski, op. cit., s. 8. Prawda: córka czasu i autorytetu 17 1.2 Prawda: córka czasu i autorytetu Dotychczasowy przegląd interesującej nas problematy- ki wydaje się zaświadczać, że prawdę (w odróżnieniu od sukcesu) w rozważaniach humanistów może uratować je- dynie dialog o znaczeniach i rozumieniach oraz skrupu- latność dokumentacji jednostkowych „przygód człowieka myślącego”. Odbiera to wprawdzie takim przeżyciom czar jednorazowości, ale zapewnia nie mniej ważne – umożliwia mianowicie innym amatorom podobnych wrażeń spraw- dzenie obiektywnej doniosłości indywidualnych dokonań oraz wykorzystanie pracy innych. Być może to właśnie ów pierworodny grzech literatu- roznawstwa, słabość polegająca na tym, że jego rozwój to dzieje kolejnych rozumień następujących po sobie tekstów, wzmagany dodatkowo naukową tęsknotą do pewności jest podstawą ostrego przeciwstawiania naukowości (bez- sprzeczności, do której prowadzi jedynie rozum) autoryte- towi (niepewności związanej z zawierzeniem), które można obserwować w ramach dyscypliny23. Tradycja rozważań nad „naukowością” literaturoznawstwa towarzyszy mu od jego początków i ma odzwierciedlenie w woltach nazewniczych: wiedza o literaturze, nauka o literaturze, literaturoznaw- stwo. Jakiekolwiek przeciwstawienia, w tym kontrastowa- nie, o którym wspomnieliśmy nieco wcześniej, nie wnio- są jednak nic do rozwikłania zagadek humanistyki, która jest – jak wiadomo – rzeczywistością dynamiczną, wielo- funkcyjną, złożoną i na tyle różnorodną, że wymykającą 23 W kontekście szeroko pojętej humanistyki o tych kwestiach pisze H.-G. Gadamer, Prawda i metoda. Zarys hermeneutyki filozoficznej, przeł. B. Baran, Kraków 1993, s. 265–272. 18 O autorytecie się typologicznym uproszczeniom. Także uproszczeniom naukoznawstwa, którego ustalenia mają nie tylko cele po- znawcze, ale owocują „porządkami” w ramach rozmaitych instytucji. Tymczasem, jeśli ufać Karlowi R. Popperowi24, pewności w nauce, a więc co dopiero w wielofunkcyjnej humanistyce, nigdy nie da się uzyskać, co nie znaczy, że ludzka wiedza nie może rosnąć, do tej pewności się zbliżać poprzez ro- zumne traktowanie zawierzenia. Twierdzeniu pierwszemu (że nie da się uzyskać pewności) przyklaskuje także np. Ri- chard Rorty, ale zawyrokowawszy bezsensowność tęsknoty do pewności, porzuca jej pragnienie i wywodzi wniosek o nieistnieniu rzeczywistości obiektywnej, ujmując zresztą nieustannie to wyrażenie w ironiczny cudzysłów25. Nasze analizy jednak będą opierały się na odmiennych założe- niach podstawowych, które przyjdzie nam jeszcze wyeks- ponować w toku dalszych rozważań. Stanowisko Rorty’ego omawiamy jedynie jako zapowiedziany już wcześniej egzo- tyczny przykład takiej koncepcji wiedzy, która w naszym mniemaniu prowadzi do samozagłady, zbliżając naukę do standardów literackości, a czasem nawet – nonsensu. Alan Sokal i Jean Bricmont, przeanalizowawszy teksty m.in. Ja- cques’a Lacana, Julii Kristevej i Luce Irigaray, opisali tech- niki wykorzystywane w preparowaniu takich „naukowych” dyskursów: jedną z nich jest formalne odwoływanie się do autorytetów zastępujące logikę wywodu26. Pożyteczne dla rozumienia kwestii autorytetu jest zesta- wienie rozważań Ajdukiewicza o ostatecznych przesłankach 24 K.R. Popper, Przedmowa, w: Droga do wiedzy. Domysły i refutacje, przeł. S. Amsterdamski, Warszawa 1999, s. 4. 25 R. Rorty, Nauka jako solidarność, w: Obiektywność, relatywizm, prawda. Pisma filozoficzne, t. I, przeł. J. Margański, Warszawa 1999. 26 Sokal, Bricmont, op. cit., s. 251. Prawda: córka czasu i autorytetu 19 nauki z uwagami Poppera na temat ostatecznych źródeł poznania27. Pierwszy z dziesięciu kończących szkic autora Drogi do wiedzy wniosków głosi, że nie istnieją ostateczne źródła wiedzy, tzn. niemożliwa jest analiza naukowego wy- wodu według zastosowania szeregu operacji polegających na odnalezieniu kolejnych odpowiedzi na pytanie: „Skąd to wiadomo?”. Taka procedura nie przyniesie w ostatecz- ności pozytywnego wyniku. W końcu natrafi się na zdanie, którego źródła nie będzie można wskazać. Popper mówi tu najwyraźniej o zewnętrznych wobec podmiotu poznające- go źródłach wiedzy. Wydaje się jednak, że miejsca najbliż- szego ostatecznym źródłom wiedzy humanistycznej należy szukać właśnie w akcie rozumienia wypowiedzi innych, a więc w tym, co Ajdukiewicz wskazał jako differentia spe- cifica nauk humanistycznych, a co „odbywa się” wewnątrz podmiotu poznającego. Subiektywne rozumienie, zaakcep- towane w procesie rozumienia przez inną subiektywność, jest tym, co najbliższe obiektywności, choć z obiektywno- ścią, rzecz jasna, nietożsame. Ponieważ Ajdukiewicz i Popper zgodni są co do ist- nienia prawdy obiektywnej i co do trudności określania prawdziwości zdań funkcjonujących w nauce, ich stanowi- ska są porównywalne. Jednak każdy z nich inaczej reaguje na wskazaną trudność: Ajdukiewicz doprecyzowuje opis prawomocnego uzasadniania, Popper odrzuca w ogóle we- ryfikację na rzecz falsyfikacji. Natomiast zainteresowanie Rorty’ego, który – jak wiemy – istnienie obiektywności od- rzuca, koncentruje się jedynie na urządzeniu się w „niewy- muszonym porozumieniu”, nie chce on bowiem rzeczywi- stości poznać, ale pragnie sobie z nią po prostu poradzić. Ten trop myśli, całą pragmatystyczną teorię prawdy, 27 Popper, O źródłach wiedzy i niewiedzy, w: op. cit., s. 11–57. 20 O autorytecie o czym była już mowa, należy jednak w rozważaniach o au- torytecie porzucić, traktując jako ekscentryczne (w dwóch znaczeniach tego słowa) tło dla roztrząsań przedstawio- nych wcześniej. Nie sama osobliwość zresztą jest powodem tego zanegowania. Relatywistyczne pojęcie prawdy unie- możliwia istnienie autorytetu. W takiej perspektywie nasze refleksje pozbawione byłyby znaczenia i sensu. Epistemo- logicznym – o ile epistemologia jest w takim ujęciu w ogóle potrzebna28 – ideałem jest tu bowiem nie obiektywność, lecz solidarność („niewymuszone porozumienie”), której poszukiwanie polega na tym, że się „nie pyta o relacje, ja- kie wiążą praktyki wybranej wspólnoty z tym, co jest poza tą wspólnotą”29, a więc – ma się za nic klasyczną definicję prawdy. Zapowiadając rozważania bardziej szczegółowe, wstęp- nie powiedzmy na razie tyle, że pytania o zależności mię- dzy podmiotem, przedmiotem i dziedziną zdań są istotą pytań o autorytet. Wygaśnięcie zainteresowania dla tych kwestii wynika z przyjętej koncepcji prawdy i braku potrze- by „wyjaśnienia relacji pomiędzy przekonaniami a przed- miotami”30. Zaś badanie m.in. tych właśnie związków – jak pokażemy nieco później – stanowi dlatego kluczowy, że definicyjny moment teorii autorytetu. Unikanie zagadnienia relacji, które wiążą wspólnotę z czymś, co jest poza nią, być może, wynika ze strachu jej członków przez czasowością, a więc przemijaniem. Jed- nak kultura rozumiejąca istotę autorytetu, a więc kultura, u której podstaw leży klasyczna definicja prawdy, nie boi się historycznej zmienności, po prostu wie o jej nieuchron- 28 Zob. Rorty, Solidarność czy obiektywność?, w: op. cit., s. 37. 29 Ibidem, s. 35. 30 Ibidem, s. 37. Prawda: córka czasu i autorytetu 21 ności i wiedzę tę pielęgnuje. Członek takiej społeczności nie zapomina, że „na jego grobach, na prochach jego kul- tury, o której nikt już wiedzieć nie będzie, budować inni będą swe dzieła”31. I chociaż Franciszek Bacon twierdził, że „prawda jest córką czasu, a nie autorytetu”32, trzeba by w tym miejscu tezę tę znacznie zmodyfikować i powiedzieć, że prawda przypuszczalnie jest córką zarówno czasu, jak i autorytetu, który podlegając zmianie oraz czasowi, prze- chowuje dość długo idee przeszłości. Przechowuje, lecz ich nie konserwuje. Taka temporalna świadomość – i tu pozwólmy sobie na pewien postulat związany z drugim celem naszej książki – powinna być głęboko wpisana w etykę uprawiania społecz- nej roli uczonego, gdzie obowiązkiem ucznia – odmiennie niż w biblijnym ujęciu33 – jest właśnie „bycie nad mistrza”, który także rozumie tę konieczność, a nawet przyczynia się do edukacji nowych uczonych, co stanowi jedno z jego ważniejszych zadań i wyznaczników „bycia autorytetem naukowym”34. Zadań, których świadectwem realizacji nie zawsze jest tekstowa obecność uczonego w rozprawach „ucznia”. Omawiana obecność – wiemy to z potocznego doświadczenia, a także pism Andrzeja Nowickiego – może przyjąć inną formę, np. wypełniania „pola dajmoniona”, które zagęszcza się w procesie autokreacji, czyli stwarzania samego siebie. Prowadzą do niej spotkania z innymi ludź- mi, a zwłaszcza – spotkania z nauczycielami: 31 R. Ingarden, Człowiek i czas, w: Książeczka o człowieku, Kraków 1999, s. 63. 32 Cyt. za: W. Voisé, O autorytecie w nauce, w: Autorytet w nauce, s. 79. 33 Zob. Ewangelia według św. Mateusza (10, 24–25): „Uczeń nie przewyż- sza nauczyciela (...). Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel”. Cytat według Pisma Św. Starego i Nowego Testamentu, opracował zespół biblistów polskich, Poznań, Warszawa 1980, s. 1134. 34 J. Goćkowski, Autorytety świata uczonych, Warszawa 1984, s. 216. 22 O autorytecie Mówiąc o skutkach spotkań, mam na myśli przede wszystkim te zmiany, które zachodzą w osobowości ucznia w rezultacie kontak- tu z nauczycielami, a w szczególności te przypadki, kiedy spotkani nauczyciele przekształcają się – w procesie interioryzacji – w trwa- łe, przedmiotowe składniki osobowości tego, kto kiedyś był ich uczniem35. Taka sytuacja nie może z natury rzeczy być tu przedmio- tem naszej refleksji, ponieważ wspomniana „forma obec- ności”36 autorytetu wymyka się opisowi dostępnymi nam narzędziami. Jeśli jednak autorytet „mistrza” skonstruuje dowodzenie „ucznia”, to moment taki zogniskuje dwie per- spektywy z wymienionych na samym początku rozprawy: punkt widzenia socjologii nauki i retoryki tekstu nauko- wego. „Bycie nad mistrza” to wówczas przede wszystkim obowiązek kontroli i poprawy teorii naukowych przez ko- lejnych następców tak, aby były „cenniejsze dla naszej wie- dzy (...) niż dzieło oryginalne”37. Socjologia wiedzy naukowej rozróżnia tedy wśród roz- maitych cech autorytetu m.in. trwałość jego miarodajności. Trwałość ta definiowana jest jako „czas (...), w jakim orze- czenia i wskazania autorytetu uznawane są za obowiązują- ce bez względu na to, jakie nowe autorytety pojawiły się i są respektowane”38. Trwałość stanowi w tym ujęciu nie tyle zaletę autorytetu, co jedną ze zmiennych po prostu opisują- cych jego istnienie. Autorytet nie może być bowiem wiecz- ny, powszechny i uznawany bezwzględnie. Gdyby taki był, hamowałby postęp nauki, tymczasem definiuje się go jako 35 Nowicki, op. cit., s. 14. Książka omawia ponadto podstawowe założenia inkontrologii (teorii spotkań). 36 Ibidem, s. 98. 37 Ossowski, op. cit., s. 197. 38 J. Goćkowski, Autorytet, hasło w: Encyklopedia socjologii, redaguje ko- mitet, t. 1, Warszawa 1998, s. 49. Prawda: córka czasu i autorytetu 23 „czynnik ciągłości i zmiany”39, a więc element tradycji, któ- ra ma – jak wiadomo – strukturę dynamiczną. Podejmując raz jeszcze problem obiektywności, trzeba stwierdzić, że przeciwstawiona solidarności nie jest tym sa- mym co solidarność prowadząca ku obiektywności. Rorty widzi w obiektywności zagrożenie dla niewymuszonego porozumienia, bo jednostka poszukująca obiektywności „dystansuje się względem aktualnie otaczających ją osób”40. To dystansowanie się w nomenklaturze Poppera jest pró- bą falsyfikacji, a wiemy już, że stanowi ona, według niego, zastępnik niewykonalnego sprawdzianu prawdziwości oraz umożliwia postęp w zbliżeniu się do poznania rzeczywi- stości. I nie eliminuje pojęcia autorytetu. Także Ziman – opisując podobne zagadnienie z perspektywy socjologii (a może w tym wypadku psychologii) wiedzy – wskazuje taki moment badań naukowych, w którym „trzeba nagle zwątpić o wszystkim i wszystko na nowo przemyśleć. Niko- mu ani niczemu nie można ufać. Przestają istnieć wszelkie autorytety poza własnym intelektem”41. Ta chwila to poszu- kiwanie własnych uzasadnień dla twierdzeń innych uczo- nych, którym się intuicyjnie zaufało. Procedura odnalezienia uzasadnień odróżnia autorytet naukowy od bezrefleksyjności w stosunku do autorytetu charyzmatycznego, który „respektuje się na zasadzie wia- ry w absolutną prawdziwość stwierdzeń i orzeczeń proro- ka–wodza oraz absolutną skuteczność jego strategii dzia- łania”42. Choć problematyka charyzmy (a także prestiżu) niewątpliwie lokuje się w bliskim sąsiedztwie kwestii auto- rytetu, zagadnienia te traktujemy tu zupełnie marginalnie, 39 Goćkowski, Autorytety świata uczonych, s. 46. 40 Rorty, op. cit., s. 37. 41 Ziman, op. cit., s. 125–126. 42 Goćkowski, Autorytet, s. 50. 24 O autorytecie wierząc, że mają one moc wyjaśniania pewnego typu rela- cji w naukowym życiu, ale z pewnością nie wyczerpały- by opisu tej problematyki w naukowym tekście, którego swoistość daje się scharakteryzować wyłącznie za pomocą figury autorytetu. Utożsamianie autorytetu i prestiżu jest niezwykle ryzykowne, stanowi zagrożenie dla wyjaśniają- cej funkcji nauki, prowadzi do preparowania „modnych bzdur”. Przyjęcie obiektywnej teorii prawdy nie pozwala na od- rzucenie autorytetu w ogóle czy nawet na zaniechanie go na dłuższy czas. Umożliwia jedynie w określonej fazie pra- cy udawanie, że go nie ma. Zachęca do usiłowań obalenia go, ale jeśli nie zakończą się one sukcesem, trzeba pamię- tać, że prowadzą do skutków odwrotnych – do umocnienia autorytetu, które może odbyć się w zakresie stopnia, zasię- gu lub trwałości jego miarodajności43. Po „izolacyjnej” fa- zie badań następuje (lub powinno nastąpić) jednakże znów sprawdzenie własnych pomysłów w konfrontacji z tradycją: Nie zaszkodzi pociągnąć od czasu do czasu za liny, by sprawdzić, czy jesteśmy dobrze przycumowani44. Świadectwem tego „przycumowania” jest, rzecz jasna, funkcjonowanie figury autorytetu w tekście naukowym – jedynym dokumencie odbytej podróży. Powyższe roztrząsania pokazują, że kwestię autorytetu można rozważać co najmniej dwojako: raz jako wymóg wskazania źródła wiedzy, innym razem jako kryterium prawdziwości zdań. Źródło wiedzy z natury rzeczy odsyła do innego źródła, w związku z tym ustalenie ostatecznego źródła jest niemożliwe, przez co procedura taka została 43 Ibidem, s. 49. 44 Ziman, op. cit., s. 163. Prawda: córka czasu i autorytetu 25 uznana przez Poppera za bezsensowną. Również kryte- rium autorytetu jako kryterium prawdziwości, według niego, należy uznać za tymczasowe, ponieważ głównym zadaniem badacza jest falsyfikacja zdań, zatem w jej ra- mach także próba obalenia zarówno kryteriów, jak i auto- rytetów tak pojętych. Jednak, choć nie istnieją ostateczne źródła wiedzy, istnieją przecież jakieś źródła wiedzy. Pop- per – i tu jest zgodny z socjologami wiedzy – za najważ- niejsze z nich uznaje tradycję, w tym właśnie autorytet. Powyższe jest treścią czwartego i piątego wniosku kończą- cego wspomnianą już rozprawę Poppera: Większość tego, co wiemy, dowiedzieliśmy się z tego, co nam powie- dziano, z lektury książek, dzięki zdobytej umiejętności krytykowania, uznawania krytyki i szacunku dla prawdy45. Zacytowana opinia współbrzmi z twierdzeniem Bocheń- skiego: Większość zdań, które uznajemy za prawdziwe, jest w obecnym okresie oparta na autorytecie (...)46. Także Thomas S. Kuhn zwraca uwagę, że normalne ba- dania naukowe nie są zaplanowane jako rewolucyjne, alter- natywne. Jest to raczej działalność oparta przede wszystkim na consensusie, tradycji i autorytecie. Dopiero długotrwały okres badań normalnych, mocno zakorzenionych w trady- cji stanowi punkt wyjścia do jej złamania. Zaś opis „dwu- biegunowości” działań uczonych umożliwia w miarę pełną charakterystykę procesów rządzących nauką47. Odkrywa także podwójne sfunkcjonalizowanie autorytetu. 45 Popper, op. cit., s. 53. 46 Bocheński, op. cit., s. 251. 47 Th.S. Kuhn, Dwa bieguny: tradycja i nowatorstwo w badaniach nauko- wych, w: Dwa bieguny, przeł. i posłowiem opatrzył S. Amsterdamski, Warsza- wa 1985, s. 319. 26 O autorytecie Autorytet jest zatem potrzebny, aby go obalić w imię sza- cunku dla prawdy obiektywnej. Naukowy tradycjonalizm nie jest więc, jak mu się zarzuca, stanowiskiem jałowym – umożliwia bowiem rozwój wiedzy. Antytradycjonalizm także nie stanowi postawy nieproduktywnej, ponieważ uruchamia mechanizm krytycznej analizy. „Ze dwojej złożony natury” autorytet ma charakter dynamiczny i pa- radoksalny48: przechowuje tradycję, zmuszając do zmian; jest źródłem wiedzy i kryterium jej prawdziwości; można go przeciwstawić przymusowi, ale i perswazji; to więcej niż porada, ale mniej niż rozkaz49. Niemal wszystkie przedstawione dotychczas ujęcia uni- kają – jak widać – bezpośredniego zdefiniowania autory- tetu, przybliżając jego znaczenie poprzez umieszczenie go w polu semantycznym innych kategorii. Na przykład Han- nah Arendt, choć swój tekst tytułuje wiele zapowiadającym pytaniem: „Co to jest autorytet?”, już w pierwszym zda- niu modyfikuje zakres swego zainteresowania („rozsądniej może byłoby zapytać w tytule nie czym jest, lecz czym był autorytet”50), odbierając nadzieję uzyskania odpowiedzi na pierwotne, dla nas tu niebagatelne zagadnienie. Problem autorytetu, w tym podstawowa sprawa jego de- finicji, stanowi kwestię interesującą wiele dziedzin wiedzy: filozofię, etykę, historię, politologię, retorykę, psychologię, socjologię, religioznawstwo, logikę, pedagogikę (w tym wspomnianą inkontrologię), dydaktykę, naukoznawstwo. 48 P. Ricoeur, Paradoks autorytetu, przeł. J. Migasiński, w: Oświecenie dzi- siaj. Rozmowy w Castel Gandolfo, przygotował i przedmową opatrzył K. Mi- chalski, Kraków 1999. 49 H. Arendt, Co to jest autorytet?, w: Między czasem minionym a przyszłym. Osiem ćwiczeń z myśli politycznej, przeł. M. Godyń, W. Madej, wstępem po- przedził P. Śpiewak, Warszawa 1994, s. 115. 50 Ibidem, s. 113.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Na ramionach gigantów. Figura autorytetu w polskich tekstach literaturoznawczych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: