Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00314 006111 14490844 na godz. na dobę w sumie
Największa wygrana  - ebook/pdf
Największa wygrana - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8290-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Damien Medici podejmuje się usprawnić działanie firmy Megalos-De Luca. Od lat marzy, by zemścić się na rodzinie De Luca. Teraz ma ku temu okazję. Potrzebuje jeszcze tylko kilku informacji o znienawidzonym właścicielu firmy. Liczy, że uzyska je od  jego asystentki Emmy. Zdobywa jej zaufanie i serce. Niestety Emma tak zawraca mu w głowie, że realizacja planu zostaje poważnie zagrożona…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Leanne Banks Najwi(cid:281)ksza wygrana Leanne Banks Największa wygrana Tłumaczyła Grażyna Borkowska Tytuł oryginału: Billionaire Extraordinaire Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2009 Redaktor serii: Marzena Cieśla Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Lilianna Mieszczańska ã 2009 by Leanne Banks ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8290-9 GR – 938 ROZDZIAŁ PIERWSZY Wystarczyło po prostu udawać. Wystarczyło zachowywać się tak, jakby rzeczy- wiście była tak spokojna, kompetentna, lojalna i dyskretna, na jaką starała się wyglądać. Emma Weatherfield udawała, odkąd skończyła sześć lat, więc i tym razem powinno się udać. O godzinie szóstej czterdzieści pięć w drzwiach biura pojawił się wysoki czarnowłosy mężczyzna i od progu zmierzył ją wzrokiem. Emmę ogarnęła nagła panika. Nie spodziewała się go tak wcześnie. Jej ramiona pokryły się gęsią skórką. W duchu musiała się zgodzić z zasłyszaną opinią, że ten człowiek wygląda jak wcielenie sa- mego szatana. W jego wzroku nie było litości, wy- dawał się bezwzględny i twardy jak skała. Blizna na policzku tylko potęgowała to wrażenie. Starała się nie zwracać uwagi na swój przyspieszony puls. – Witam w Megalos-De Luca Enterprises, pa- nie Medici – powiedziała doskonale opanowanym głosem. – Emma Weatherfield, jak mniemam – odparł, wyciągając rękę na powitanie. Zawahała się przez ułamek sekundy. Ten czło- 6 Leanne Banks wiek przybył tu z zamiarem przewrócenia do góry nogami korporacji, która stanowiła dla niej jedyne źródło stabilizacji. Pomimo protestów zarządu ak- tualny przewodniczący rady nadzorczej obstawał przy zatrudnieniu zewnętrznej firmy do przepro- wadzenia reorganizacji. Damien Medici zrobił for- tunę dzięki temu, że nie mial żadnych skrupułów przy zwalnianiu pracowników. Mam zadanie do wykonania, przypomniała so- bie w duchu i podała mu dłoń. Mocny, zdecydowa- ny uścisk. Twarda skóra świadczyła, że nie stroni od pracy fizycznej, co wydało jej się dziwne, zwa- żywszy na fakt, że był prezesem wielkiej firmy. Miała zamiar zamiar niedługo znaleźć odpowie- dzi na wszystkie pytania, które nurtują jej byłych pracodawców. Na tym polegało jej zadanie – do- wiedzieć się jak najwięcej o Damienie Medici. – Mów mi po imieniu, gdy jesteśmy sami. W in- nych sytuacjach ,,panie Medici’’. Powiedziano mi, że jesteś bardzo sumienna, ale nie spodziewałem się ciebie tak wcześnie w biurze w poniedziałek rano. – W jego głosie zabrzmiała nuta podziwu. – Siła przyzwyczajenia – odparła. – To nowa posada, chciałam się przygotować. – I udało się? – zapytał, rozglądając się po biu- rze. Nie, pomyślała. Wolałaby, żeby nie był taki pew- ny siebie. – Myślę, że ocena należy do pana. Kiwnął głową, otworzył drzwi do swojego gabi- netu i gestem zaprosił ją do środka. Największa wygrana 7 – Wejdź, proszę. Jeśli dobrze zrozumiałem, pracujesz w tej firmie od sześciu lat. – Zgadza się – potwierdziła, zamykając za sobą drzwi. – Z twojego CV wynika, że dość szybko awan- sowałaś i przez ostatnie dwa lata pracowałaś dla Aleksa Megalosa. Firma zapłaciła za twoje studia i umożliwiła ci elastyczny czas pracy. – Zgadza się – powtórzyła ostrożnie. – Jesteś zapewne wdzięczna swoim szefom – rzucił mimochodem, rozpinając guzik marynar- ki. – Wolałabyś, żeby nie wprowadzano tu zbyt daleko idących zmian. – Obecnie na rynku panuje trudna sytuacja gos- podarcza. Chcę, żeby firma się rozwijała. – Nawet jeśli oznacza to redukcję etatów? – za- pytał, uważnie się jej przyglądając. – Cieszy się pan doskonałą opinią w tym, co robi. Jestem pewna, że jako niezależny i bezstron- ny wykonawca będzie pan miał na względzie naj- lepszy interes firmy. Po jego twarzy przemknął cień uśmiechu. – Dobrze – stwierdził, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z jej gry. – W takim razie chciałbym zobaczyć sprawozdania finansowe wszystkich wy- działów. – Myślałam, że najpierw będzie się pan chciał spotkać z dyrektorami. Pokręcił głową. Wyjął z torby laptopa, ignoru- jąc zupełnie stojący na biurku komputer najnow- szej generacji. 8 Leanne Banks – Dyrektorzy zaczną mi opowiadać wzruszają- ce historyjki. Poproszę o sprawozdania. – Oczywiście, zaraz przyniosę. Czy wolałby pan inny monitor? – Zawsze pracuję na swoim własnym kompute- rze. Mogę wtedy bez problemu zabrać pracę do domu. – Mogę panu dostarczyć kartę pamięci... – za- częła, ale uciszył ją dłonią. Jej zadanie zaczęło się nagle wydawać jeszcze trudniejsze niż kilka godzin wcześniej. W jaki spo- sób miała się dostać do jego prywatnego kompute- ra, kiedy zajdzie taka potrzeba? – Czy w takim razie mogę zaproponować panu kawę? – zapytała zrezygnowana. – Dziękuję, zwykle sam robię sobie kawę. Zaśmiał się, widząc zaskoczenie malujące się na jej twarzy. – W przeciwieństwie do twoich wcześniej- szych przełożonych nie wychowałem się w domu pełnym służby. Potrafię sam o siebie zadbać. Czy tylko jej się wydawało, czy wyczuła nie- chęć w jego głosie, gdy zrobił aluzję do Maksa De Luca i Aleksa Megalosa? – Czy życzy pan sobie czegoś jeszcze? – Dziękuję, to wszystko. Poproszę tylko o spra- wozdania. Żmudną analizę danych finansowych przerwało ciche brzęczenie komórki. Damien wyjął ją nie- chętnie i zerknął na ekran. Rozpoznał numer swo- jego brata Rafe’a. Największa wygrana 9 – Co tam, Rafe? – Wyciągnął się na krześle i kątem oka zarejestrował zachód słońca za oknem. – Zacumowałem jacht na przystani. Kiedy masz zamiar wyjść z roboty i spędzić wieczór jak normalny człowiek? – Przyganiał kocioł garnkowi – zaśmiał się Da- mien. – A może urządzimy sobie partyjkę bilarda, co? Muszę się na tobie odegrać. Ostatnim razem udało ci się fuksem. – W najbliższym czasie będzie trudno. Moje najnowsze zlecenie będzie wymagało zbyt wiele uwagi. James Oldham, nowy przewodniczący rady nadzorczej Megalos-De Luca Enterprises, zatrud- nił mnie do reorganizacji firmy. W słuchawce zapadła cisza. – Zawsze powtarzałeś, że w końcu znajdziesz sposób, by odpłacić rodzinie De Luca za to, co zrobili naszemu dziadkowi. – To zabawne, jak czasem sam los zdaje się mi sprzyjać – mruknął Damien. Od wielu lat marzył o tym dniu. W końcu zreali- zuje swój plan, by zniszczyć rodzinę De Luca. Kie- dyś obrócili w perzynę dziedzictwo jego rodziny, czego konsekwencje odczuł na własnej skórze. Od dziecka czuł, że jego zadaniem będzie odpłacić im pięknym za nadobne. – Kiedy zaczynasz? – Dzisiaj – odparł, odczuwając na samą myśl nowy przypływ adrenaliny. – Zapewnili mi biuro w siedzibie Megalos-De Luca. 10 Leanne Banks – Wpuścili wilka między owce – roześmiał się Rafe. – Dostałem też do pomocy ładniutką asystent- kę. Jest w dodatku bardzo lojalna. – I to zapewne masz zamiar zmienić. – O ile będzie to konieczne – przyznał Damien, któremu nagle przed oczami stanęły niebieskie jak niezapominajki oczy Emmy Weatherfield. – Bądź ostrożny. Cieszysz się opinią osoby, która nie ulega emocjom i potrafi podejmować trudne decyzje. Ten kontrakt to odpowiedź na two- je długoletnie pragnienie zemsty. Trudno ci będzie zachować obiektywizm. – Nie martw się, braciszku. Zawsze kieruję się rozumem i tym razem nie będzie inaczej. – Daj mi znać, gdybyś mnie potrzebował. Damien uśmiechnął się. – Spotkamy się, jak już będzie po wszystkim. Będzie co świętować. Następnego dnia wstępny plan reorganizacji był już gotowy, a na tablicy w gabinecie widniało sie- demdziesiąt pięć punktów do wykonania. Damien nie zamierzał korzystać z usług zaoferowanych mu przez zarząd pracowników. Będzie musiał przesu- nąć swoich zaufanych ludzi do pracy przy tym kontrakcie. O czwartej po południu rozległo się pukanie i przez uchylone drzwi zajrzała Emma. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale nie jadł pan nic od samego rana, więc... Największa wygrana 11 – Wejdź, proszę – powiedział, zaskoczony tym niespodziewanym przejawem troski. – Co tam masz? – Nie wiedziałam, co pan lubi, więc zdałam się na swoją intuicję. – A intuicja podpowiedziała ci, że nie jestem wegetarianinem. – Uśmiechnął się, widząc polęd- wicę wołową z frytkami i sałatkę z pomidorów. – Jeśli zawsze tak trafnie potrafisz odgadnąć upo- dobania swoich przełożonych, przestaje mnie dzi- wić twój szybki awans. Z czystej ciekawości zapy- tam, co zamówiłaś dla siebie. – Zazwyczaj mam przy sobie kanapki. – Nie korzystasz z firmowej stołówki? – Siła przyzwyczajenia. – Wzruszyła ramiona- mi. – Już w szkole średniej sama przygotowywa- łam sobie lunch przed wyjściem z domu. – To tak jak ja – powiedział. – O ile było co włożyć do plecaka. Spojrzała na niego pytająco. – Wychowywałem się w rodzinach zastęp- czych – wyjaśnił krótko. W jej oczach malowało się zakłopotanie pomie- szane ze współczuciem. – Mnie wychowywała matka. Ojciec zmarł, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Spojrzał na nią uważnie i przez chwilę miał wra- żenie, jakby nagle połączyła ich nić porozumienia. Zobaczył, jak zmieszana odwraca wzrok. – Mam nadzieję, że będzie panu smakowało... – Emma, jesteś tu? – rozległ się donośny męski głos zza drzwi. 12 Leanne Banks Wzdrygnęła się i podeszła do drzwi. – Brad, jestem w biurze pana Medici... – Dziękuję, jesteś już wolna – zaczął Damien, ale zamilkł, widząc niecierpliwy ruch jej ręki. – Nie, dziś wieczorem to niemożliwe, muszę się przygotować do zajęć. Wybacz, ale nie mogę teraz rozmawiać – powiedziała, zamykając drzwi. Z zakłopotaniem wytrzymała jego zaciekawio- ne spojrzenie. – Przepraszam, ja po prostu... – Kim jest Brad? – wszedł jej w słowo. – To bardzo miły kolega, pracuje w dziale księ- gowym. – Westchnęła ciężko. – Jest bardzo uczyn- ny, tylko... – ...tylko nie potrafi zrozumieć aluzji – domyś- lił się Damien. – To naprawdę bardzo miły człowiek. – Powtarzasz to już drugi raz. – Nie lubię ranić uczuć innych ludzi – przyzna- ła. – Szczególnie jeśli są dla mnie mili. – Chyba jednak nie jest taki miły, skoro nie zwraca uwagi na twoją odmowę – odparł. – Zapraszał mnie na kolację co najmniej dzie- sięć razy – przyznała niechętnie. – I za każdym razem mu odmawiałaś? – zdzi- wił się. – Mój Boże, ten facet jest jak czołg. – Raz zgodziłam się odwiedzić jego matkę w szpitalu – szepnęła zakłopotana. A więc pod powłoką idealnie opanowanej asys- tentki kryje się osoba o miękkim sercu. Damien wzruszył ramionami. Największa wygrana 13 – Jeśli chcesz, mogę sprawdzić, czy w jego dziale przewiduję redukcję etatów. – Mój Boże, nie! – Emma zbladła przestraszo- na. – Nigdy bym sobie nie wybaczyła. Poza tym to jest naprawdę doskonały pracownik! Obserwował ją przez chwilę w milczeniu. Za- mrugała powiekami z wyraźnym zakłopotaniem. – Proszę zjeść, póki ciepłe. Gdyby pan czegoś potrzebował, będę obok. Emma z ulgą zamknęła za sobą drzwi. Zakryła twarz dłońmi, wymyślając sobie w duchu od idio- tek. Co jej przyszło do głowy? Zawsze szczyciła się swoim opanowaniem w pracy, a przed chwilą zachowała się jak pensjonarka zwierzająca się przyjaciółce ze swoich problemów z chłopcami. I to komu? Damienowi Medici! Pracowała wcześniej dla Maksa De Luca, który miał opinię surowego szefa. Czasem czuła się onieśmielona w jego towarzystwie, ale zawsze po- trafiła zachować zimną krew. Praca dla Aleksa Megalosa wymagała zaś dyskrecji. Nie był wzo- rem cnót przed swoim ślubem z Mallory i Emma nieraz musiała odbierać telefony od wielbicielek, które nie potrafiły pogodzić się z porażką. Damien Medici stanowił twardy orzech do zgry- zienia. Spodziewała się człowieka bez serca, a jed- nak chwilami wydawał się bardzo ludzki. Wbrew sobie musiała przyznać, że ją zaintrygował. – Uważaj – mruknęła do siebie pod nosem. ROZDZIAŁ DRUGI Następnego ranka Emma z duszą na ramieniu udała się do biura Maksa De Luca, aby zdać mu relację ze spotkania z Damienem Medici. Z trudem ukryła zdenerwowanie, gdy stanęła twarzą w twarz ze swoim surowym szefem, choć musiała przy- znać, że jako świeżo upieczony mąż i ojciec zdecy- dowanie złagodniał. – Wiem tylko, że zaczął już tworzyć listę stano- wisk do ewentualnej redukcji. Poprosił o dane fi- nansowe tych wydziałów – powiedziała, wręczając mu przygotowany wcześniej raport. Max rzucił okiem na wydruk i zapytał: – Masz dostęp do jego komputera? – Nie używa firmowego sprzętu, korzysta wy- łącznie ze swojego prywatnego laptopa. Dzwoni zazwyczaj ze swojej komórki, firmowego telefonu używa jedynie do rozmów wewnętrznych. Znaj- dzie pan wykaz tych rozmów na kolejnej stronie. – Hmm... – Max ze skupieniem wertował ra- port. – Wygląda na to, że planuje cięcia na stanowi- skach kierowniczych. No cóż, nie ma wątpliwości, że zmiany w firmie są konieczne. Zgadzam się jed- nak z Aleksem, że Medici nie jest odpowiednią osobą. James Oldham chce za wszelką cenę utrzy- Największa wygrana 15 mać swą posadę, więc zrobi wszystko, byle tylko nie narazić się udziałowcom. – Przykro mi, że nie zdołałam dowiedzieć się więcej. Max uśmiechnął się ironicznie. – Damien Medici nie jest głupcem. To jasne, że nikomu tu nie ufa. Jak się dowiesz czegoś nowego, daj mi znać. – Oczywiście – obiecała i wyszła z gabinetu. Wsiadła do windy i po chwili dotarła do swoje- go biura. Nie bez zdziwienia zauważyła światło zza uchylonych drzwi gabinetu Damiena. Dobieg- ły ją stłumione odgłosy rozmowy, więc odruchowo podeszła bliżej. – Panie Oldham, jeśli naprawdę zależy panu na podniesieniu konkurencyjności Megalos-De Luca, musi mi pan dać wolną rękę. To był mój warunek przed przyjęciem tego zlecenia. Jeśli ma pan trud- ności z dotrzymaniem słowa, możemy w każdej chwili rozwiązać umowę. Emma aż otworzyła usta ze zdumienia. Nikt ni- gdy nie śmiał mówić w ten sposób do przewod- niczącego rady nadzorczej. – Panie Oldham, przechodziłem już przez to wiele razy. Rozumiem, że obawia się pan pogor- szenia wizerunku firmy, ale zapewniam pana, że odpowiednio przedstawiona redukcja etatów oraz program pomocy w znalezieniu zatrudnienia uci- szą ewentualną krytykę. Przez chwilę w gabinecie zapadła cisza. – Więc jak będzie? Mogę liczyć na pańskie słowo?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Największa wygrana
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: