Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00062 008294 20965893 na godz. na dobę w sumie
Nakarm, naucz i puść wolno. Jak wychować dzieci na szczęśliwych dorosłych - ebook/pdf
Nakarm, naucz i puść wolno. Jak wychować dzieci na szczęśliwych dorosłych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 166
Wydawca: SELF-PUBLISHER Język publikacji: polski
ISBN: 9788395674310 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> życie rodzinne
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

 

Odpowiedzi na te i wiele innych pytań w książce Izabeli Antosiewicz podane są w lekkiej formie opowieści i sprawdzonych w życiu rodzinnym rozwiązań. Wrzuceni w sam środek historii po chwili przechodzimy do refleksji skłaniających do podjęcia działań. Śmiejemy się i wzruszamy, czasami niedowierzając, że to może być aż takie proste. Autorka zaprasza nas do swojego domu i do rodzin, z którymi miała okazję pracować. Jak sama mówi, nigdy nie dzieli się tym, czego nie przetestowała na żywym organizmie własnej rodziny.Propagatorka rodzicielstwa opartego na Mocnych Stronach i metody „zielonego ołówka”, przewodniczka rodziców po drodze do szczęśliwej dorosłości ich dzieci, twórca marki przytulam.pl Żona z ponad 25-letnim stażem, matka trójki dorosłych dzieci. Jest energetyzującym mówcą, więc spotkamy ją na scenie, w radiu i w sieci, nie tylko podczas indywidualnych sesji coachingowych czy mentoringowych.

 

Pisząc tę książkę, zapytała swoich najbliższych o esencję stylu ich rodziny…

 

Piotr (mąż): „W naszym rodzicielstwie najważniejsza i jednocześnie najtrudniejsza zawsze była wiara, że dzieci dadzą sobie radę ze wszystkim, co je w życiu spotka. Wciąż w to wierzymy. Pod tym względem nasze rodzicielstwo nigdy się nie skończy”.

 

Michał (25 lat): „Ciężko dać dziecku to, czego potrzebuje, a nie to, czego ono chce. Ale gdy zrobi się to z głową, będzie wdzięczne na całe życie, a nie na parę chwil. Dziękuję, mamo i tato”.

 

Zuzanna (22 lata): „Wyszłam z domu nauczona szczęścia, wdzięczności i mówienia «kocham Cię». Uważam to za sukces moich rodziców”.

 

Justyna (18 lat): „Kiedy byłam na rocznej wymianie we Włoszech, pytano mnie, co zrobili rodzice, że jestem tak dobrze wychowana. Uświadomiłam sobie wtedy, że pozwalają mi upadać, ale zawsze podają rękę, by mnie podnieść”.

 

 

 

 

 

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

JAK WYCHOWAĆ DZIECI NA SZCZĘŚLIWYCH DOROSŁYCH NAKARM, NAUCZ I PUŚĆ WOLNO Izabela Antosiewicz NAKARM, NAUCZ I PUŚĆ WOLNO JAK WYCHOWAĆ DZIECI NA SZCZĘŚLIWYCH DOROSŁYCH NAKARM, NAUCZ I PUŚĆ WOLNO Izabela Antosiewicz Copyright© by Izabela Antosiewicz, Warszawa 2020 Redakcja i korekta Aleksandra Nizioł Projekt graficzny, skład i łamanie Wojciech Błasiak Zdjęcie na okładce Ewa Rykowska www.uchwycone.com Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. ISBN 978-83-956743-0-3 Dziecko jest goÊciem w naszym domu. Nakarm, naucz i puÊç wolno. màdroÊç indiaƒska Jak czytaç t´ ksià˝k´? 1. Na poczàtku otwórz jà na chybił trafił i przeczytaj, co ona sama chce ci przekazaç. 2. Przygotuj zakreÊlacz i inne przybory do pisania, które lubisz. Nast´pnie zrób z nich u˝ytek – zaznaczaj, kreÊl, komentuj w czasie lektury. 3. Czytajàc, stwórz własny spis treÊci – na koƒcu ksià˝ki znaj- dziesz specjalne strony, które ułatwià ci zadanie. 4. Sprawdzaj, czy przytoczone w ksià˝ce sposoby działajà w twojej sytuacji (uwaga – raz to za mało – czasami warto zrobiç test kilka razy). 5. Traktuj opisane sposoby jako pretekst do rozmowy o doÊ- wiadczeniach z innymi rodzicami. 6. Wracaj do tych samych treÊci kilkakrotnie, mózg za ka˝dym razem znajdzie coÊ nowego. 7. NoÊ jà ze sobà. Rozdziały sà tak krótkie, ˝e umilà ci czas w komunikacji albo kolejce, podobnie jak Facebook czy inne portale społecznoÊciowe. 8. Czytaj przed snem z tego samego powodu co powy˝ej. Nie zdà˝ysz zasnàç, zanim rozdział si´ skoƒczy. 9. Nie porównuj swojej rodziny z naszà. To tylko inspiracja. Wypracuj własny, niepowtarzalny styl. 10. Nie wyrzucaj swojego egzemplarza, jeÊli znasz go ju˝ na pami´ç. Przeka˝ go innej rodzinie albo do biblioteki. 11. JeÊli wdro˝ysz choç jednà zmian´ w swojej rodzinie, to moja praca miała sens, bo dokładnie o to mi chodziło. 12. JeÊli masz swoje metody i pomysły, którymi chcesz si´ podzieliç, napisz do mnie: iza.antosiewicz@przytulam.pl Dzi´kuj´ za zaufanie, Iza Wst´p MieliÊmy z Piotrem po 22 lata, studiowaliÊmy. On był moim pierwszym chłopakiem, ja jego drugà dziewczynà. Przez pi´ç lat budowaliÊmy relacj´, potem wzi´liÊmy Êlub. Zanim w uroczystym orszaku doszliÊmy do ołtarza, obiecałam sobie, ˝e nigdy nie b´d´ innym êle mówiç o moim m´˝u. Postanowi- łam, ˝e nasze sprawy zawsze b´d´ załatwiaç tylko z nim. Wzi´- łam Boga na Êwiadka i gwaranta tej obietnicy. My, Antosiewicze Michał, nasz syn, urodził si´ ponad rok po Êlubie. Trzy lata póêniej przyszła na Êwiat Zuzanna. Niecałe cztery lata po niej powitaliÊmy Justyn´. Rocznikowo mieliÊmy trójk´ dzieci co trzy lata. Wiele razy, gdy traciłam panowanie nad sobà, zastana- wiałam si´, dlaczego w szkole nie uczà nas rodzicielstwa. Praca z pierworodnym była poligonem doÊwiadczalnym. Piotr i ja wyszliÊmy z naszych domów z obrazem tego, co chcielibyÊmy powieliç oraz czego za ˝adne skarby nie. Wtedy jeszcze wierzyliÊmy, ˝e dziecko mo˝na odpowiednio uło˝yç. Były wi´c nagrody, kary, szanta˝e, sukcesy i pora˝ki wychowawcze. Oboje 7 jako najstarsi z rodzeƒstwa musieliÊmy ust´powaç młodszym. Dopiero historia z l´kami Michała i wizyta w poradni psycho- logicznej uÊwiadomiły nam, ˝e ust´powanie młodszej siostrze nie zawsze słu˝y. Kiedy rodziła si´ Zuzanka, mieliÊmy pewnoÊç, ˝e o wycho- wywaniu wiemy ju˝ du˝o. W koƒcu wczeÊniej zdobywaliÊmy bezcenne doÊwiadczenie. Tylko ˝e Zuzia była inna. Do tej pory ci´˝ko mi połàczyç wspomnienie naprawd´ trudnego do okieł- znania dziecka z tà wspaniałà studentkà medycyny, którà si´ potem stała. Mo˝e to byç nadzieja dla rodziców, ka˝dego dnia wystawianych na prób´ cierpliwoÊci… Justynka, nasze trzecie dziecko, chowała si´ sama. W zaba- w´ i czytanie bajek anga˝owaliÊmy starszaki. Pami´tam, ˝e byliÊmy potwornie zm´czeni. Wzajemne komunikaty ogra- niczały si´ do technicznych spraw domowych, a konflikty rozwiàzywaliÊmy z pozycji autorytetu i siły. Kiedy czytam współczesne poradniki dla rodziców, z bólem odkrywam, ˝e popełniliÊmy mnóstwo klasycznych bł´dów. A jednak za nami kawał dobrej roboty W tym całym szaleƒstwie stresowego wychowania nie zatracili- Êmy w naszych dzieciach tego, co najistotniejsze – ich serc. Cokol- wiek si´ działo, wiedzieliÊmy, w czym maluchy sà naprawd´ dobre. PokazywaliÊmy im to na wszelkie mo˝liwe sposoby. Towa- rzyszyliÊmy w w´drówce przez ˝ycie, uczàc, ˝e ka˝da decyzja pociàga za sobà konsekwencje. Zawsze. Dajàc swobod´, jedno- czeÊnie nie wyr´czaliÊmy ich w braniu odpowiedzialnoÊci za Êwiadome działania. I to musiało powodowaç stres, np. kiedy dziecko wracało z kolonii bez odtwarzacza mp3 i nie dostawało nast´pnego, bo uprzedzaliÊmy, ˝eby nie zabieraç wartoÊciowych przedmiotów na wyjazd (a jeÊli ju˝, to odpowiednio ich pil- 8 nowaç). Nie było przyjemnie, gdy póênym wieczorem wyciàgali- Êmy je z łó˝ka, ˝eby zabrało swoje klocki ze wspólnej przestrze- ni. Nie było tak te˝ wtedy, gdy musiało czekaç na kolejny posiłek bez ˝adnej przekàski, jeÊli wczeÊniej odmówiło zjedzenia obiadu. I wszystko to w atmosferze naszej rodzicielskiej zasady, ˝e jeÊli nie poniosà konsekwencji, to si´ nie nauczà. Pozwala- liÊmy doÊwiadczaç, sami doÊwiadczajàc z nimi. Były zmiany klas, szkół, studiów. Ró˝norodnoÊç zaj´ç pozaszkolnych, ich porzucanie i powroty. Były pierwsze kolonie bez rodziców i całonocne imprezy. Balet, szkoła muzyczna, praca zamiast nauki, długoterminowa wymiana mi´dzynarodowa. Cokolwiek decydowali, ˝e zrobià, dostawali wolnà r´k´ po uprzednim omówieniu konsekwencji, jeÊli widzieliÊmy jakiekolwiek za- gro˝enie. Nie zakładaliÊmy barierek ochronnych na schody, tylko uczyliÊmy zeÊlizgiwaç si´ na brzuchu. Nie przywiàzywali- Êmy choinek do sufitu, tylko pokazywaliÊmy, ˝e ukłucie nie jest przyjemne. DostarczaliÊmy ogromne iloÊci papieru, ˝eby nie było pokusy pisania po Êcianach. Z tego samego powodu dzieci nie miały dost´pu do niezmywalnych pisaków. OczywiÊcie, popełnialiÊmy bł´dy i ponosiliÊmy ich konsekwencje. ZrobiliÊmy z Piotrem bardzo wiele, by zbudowaç naszà wi´ê, ale rodzicielstwa uczyliÊmy si´ dzieƒ po dniu, doÊwiadczajàc. DziÊ, kiedy zdarza mi si´ czytaç wpisy matek, które pytajà o naj- lepszà metod´ nauki j´zyka angielskiego dla swoich rocznych dzieci, ciesz´ si´, ˝e budowaliÊmy rodzin´ bez internetu i z ogra- niczonym dost´pem do poradników. Sytuacja zmuszała nas do szukania odpowiedzi wewnàtrz, nie poza naszym domem. Dzi´- ki zawartym w tej ksià˝ce opowieÊciom dowiesz si´, co ostate- cznie si´ sprawdziło. Niestety, to wcale nie znaczy, ˝e tak b´dzie równie˝ u ciebie. Mam ÊwiadomoÊç, ˝e cz´Êç elementów na- szego stylu działania jest bardzo nieoczywista, tym ch´tniej si´ nimi dziel´. 9 Dlaczego pisz´? Byłam dumna z tego, ˝e twardo stàpam po ziemi, nie bujam w obłokach. Wiele lat ˝yłam w przekonaniu, ˝e moim zadaniem jest weryfikowanie czyichÊ marzeƒ – wspieranie albo pozba- wianie wszelkich złudzeƒ. W naszym domu to mój mà˝ miał dalekosi´˝ne plany, a ja skutecznie szukałam słabych stron. Byłam Êwietna w punktowaniu, co mo˝e nie wyjÊç. W drodze po szczeblach kariery… nie było ani szczebli, ani kariery. To akurat wiedziałam od zawsze: jeÊli mam wybieraç mi´dzy rodzi- nà a pracà, wybieram rodzin´. Prac´, którà rozpocz´łam na uczelni tu˝ po egzaminie magis- terskim, przerwałam drugà cià˝à. Po drodze zaanga˝owałam si´ w rodzinny biznes, działalnoÊç samorzàdowà, ruchy społeczne. Pisałam i publikowałam w lokalnej prasie. Czymkolwiek si´ za- j´łam, odnosiłam sukces, poniewa˝ do wszystkich spraw pod- chodziłam odpowiedzialnie i z entuzjazmem. Promiennym uÊmiechem zjednywałam sobie ludzi. Miałam trzydzieÊci siedem lat, gdy powstał kolejny pomysł na ˝ycie – sprzeda˝ bezpoÊrednia. Wtedy po raz pierwszy zetkn´- łam si´ z poj´ciem rozwoju osobistego. Zacz´łam czytaç ksià˝ki, które od dawna stały w domowej biblioteczce. WczeÊniej, jako mama i działacz społeczny, nie miałam czasu na takie lektury. Po przeczytaniu tysi´cy màdrych słów, sp´dzeniu setek godzin w salach szkoleniowych, pokonaniu wielu zakr´tów i podj´ciu licznych decyzji rozpocz´łam prac´ jako trener mocnych stron w mi´dzynarodowej firmie trenerskiej. W styczniu 2016 roku w procesie Formuły Geniuszu™ po raz pierwszy uÊwiadomiłam sobie i nazwałam mojà misj´ osobistà. Wiedziałam, z czego w ˝yciu jestem naprawd´ dumna i co chc´ po sobie zostawiç. Wydarzył si´ jeden z wielu cudów: odkopałam marzenia, o któ- rych istnieniu nie miałam poj´cia. Mocno przykurzone i Êmier- 10 telnie przera˝one tym, ˝e ujrzały Êwiatło dzienne, siedziały w kàcie przez kolejne dwa lata. W lutym 2018 roku zacz´łam pisaç ksià˝k´ z przesłaniem dla rodziców zm´czonych swojà rolà, pytajàcych siebie, czy aby na pewno si´ do niej nadajà. Rodziców, którzy wraz z dorastaniem dzieci oczekiwali zmiany na lepsze, ale rzeczywistoÊç zacz´ła ich rozczarowywaç. Adresuj´ jà do rodziców dzieci szkolnych, bo zwykle na tym etapie rodzinnym wprowadzamy kontrol´, mamy zwi´kszone oczekiwania i właÊnie wtedy zaczynamy zbieraç owoce wybranego wczeÊniej stylu rodzicielstwa. Ale za- praszam do lektury równie˝ rodziców dzieci ju˝ dorosłych. To ksià˝ka mamy – trenerki, której marzeniem jest przekazanie wizji dobra we wszystkim, co nas otacza; wiadomoÊci o bogac- twie w ró˝norodnoÊci; o znaczeniu słów, które wypowiadamy i słyszymy; o bezwarunkowej miłoÊci wyra˝anej wiarà, ˝e dzieci sobie poradzà; o tym, ˝e nie ma jutra, jest tylko dziÊ. A tak˝e o wdzi´cznoÊci za wszystko, nawet jeÊli sà to rzeczy niezgodne z naszymi oczekiwaniami i planami. 11 Rozdział 1 Jaka wartoÊç jest najwa˝niejsza w twojej rodzinie? Od kogo najlepiej zaczàç wdra˝anie zmian? Co si´ dzieje, gdy przestajemy słuchaç swojego wn´trza? Michał, chodê! Pomo˝esz mi przestawiç doniczk´! – krzyk- n´łam na gór´ i po chwili był przy mnie. W naszym domu trwały przygotowania do Wielkanocy, a na balkonie wcià˝ stała do- nica z choinkà. Na wiosn´ zamierzaliÊmy jà posadziç w przydo- mowym ogródku. Nadeszły ciepłe dni, kolejne Êwi´ta, wi´c postanowiłam, ˝e szybko załatwi´ spraw´, nie czekajàc, a˝ dwóch m´˝czyzn zajmie si´ tym bez mojego zaanga˝owania. Kucn´łam przy donicy i szarpn´łam, zanim Michał wykonał swój ruch. BoleÊnie chrupn´ło. Zgi´ta w pół wiedziałam ju˝, ˝e do Êwiàt niewiele zrobi´. Modliłam si´, ˝eby do niedzieli w ogóle puÊciło. Dotkliwie odczułam posiadanie kr´gosłupa, a właÊciwie zmian´ w jego normalnym funkcjonowaniu. Przez wiele lat, podobnie jak nad tym cielesnym, zupełnie nie za- stanawiałam si´ nad szkieletem naszej rodziny. WychowaliÊmy si´ z Piotrem w domach z podobnym systemem wartoÊci, wi´c od 12 samego poczàtku mieliÊmy wspólne punkty odniesienia. Nigdy te˝ nie prowadziliÊmy powa˝nych rozmów na ten temat. Obecny kształt naszej rodziny jest efektem ponad 20 sp´ dzo- nych razem wiosen. I jeÊli nawet wyglàda sielankowo, dla niektórych nierealnie, to nie oznacza, ˝e nigdy nie bolało. Ka˝- dy ma takà histori´, na jakà jest gotów, i takie doÊwiadczenia, jakie mo˝e znieÊç. OkolicznoÊci bywajà diametralnie ró˝ne. Kr´gosłup pozwala wstawaç i iÊç dalej przez ˝ycie. Z perspekty- wy wspólnych doÊwiadczeƒ widz´, ˝e ogromnà rol´ odegrała wiara w Boga. W trudnoÊciach nigdy nie zostawaliÊmy sami. MieliÊmy te˝ płaszczyzn´, co do której nie było ˝adnych wàt- pliwoÊci, wi´c budowaliÊmy dom na skale. Bóg to rdzeƒ kr´gowy wewnàtrz naszego kr´gosłupa, a bazà naszych wartoÊci jest za- ufanie. Bez zaufania nie ma partnerstwa, czyli nie ma nas – m´˝czyzny i kobiety, którzy dali poczàtek tej rodzinie. Komputery i telefony – do kontroli! Wychowawczyni Justyny stała lekko oparta o biurko. Trzymała przed sobà stosik wydruków z ocenami i notatki do prowa- dzenia zebrania. Chodz´ na wywiadówki od lat, wi´c przywykłam ju˝ do ró˝nego rodzaju szkolnych akcji. Tym razem poruszony został problem aktywnoÊci dzieci w internecie i zdj´ç prze- syłanych mi´dzy sobà w postaci wiadomoÊci tekstowych. Cyber- przemoc wcià˝ narasta i chc´, ˝eby mnie dobrze zrozumiano – jestem przeciwna ka˝dej formie agresji. JeÊli młodzie˝ si´ga po Êrodki wyrazu, które kogoÊ ranià, to zawsze pytam: kto zranił t´ młodzie˝ jako pierwszy? Kto jej odpowiednio nie uwra˝liwił lub t´ wra˝liwoÊç zniszczył? Wychowawczyni odczytała niepokojàce statystyki, ostrzegła, ˝e problem jest obecny w szkole, i zaape- lowała, by sprawdzaç prywatnà korespondencj´ i treÊci esemesów w telefonach naszych dzieci. W klasie zapadła grobowa cisza. Rozejrzałam si´ po dorosłych siedzàcych jak uczniaki w ławkach. Schylili głowy, jakby wstydzili si´ własnych myÊli. 13 – Uwa˝am, ˝e jeÊli dziecko ustawiło w komputerze hasło, to znaczy, ˝e coÊ przed nami ukrywa – wygłosiła dobitnie swoje zdanie jedna z mam. Wypowiedê wywołała poruszenie, ale w powietrzu wcià˝ czuç było zwyczajny niesmak. – Nie b´d´ sprawdzał prywatnej korespondencji mojego dziecka, bo je szanuj´ i mu ufam – Êmiało wypowiedział si´ jeden z ojców. – JeÊli ktoÊ nie mo˝e zaufaç własnemu dziecku, niech sprawdza – dodał impulsywnie. Odetchn´łam z ulgà. GłoÊno wyraził moje krzyczàce wr´cz myÊli. Sprawdzanie prywatnej strefy byłoby zamachem na wszystkie wartoÊci, które z takà pieczołowitoÊcià realizujemy w naszej rodzinie. Złamaniem kr´gosłupa dziecku, a przez to całej wspólnocie. JeÊli oczekuj´ od niego zaufania, musz´ zaufaç sobie i jemu. Zaufanie to najcenniejszy dar, jaki mog´ daç i otrzymaç. Oznacza, ˝e autentycznie wierz´ w szczeroÊç i dobre intencje drugiej strony. Zaufanie to dla mnie po prostu akt wiary. Kto ma realizowaç moje wartoÊci? Wyobraê sobie teraz, ˝e pragniesz, aby ktoÊ ci zaufał, czyli uwierzył w twoje dobre intencje, ale sam jesteÊ bardzo ostro˝- ny, wr´cz zamkni´ty na gł´bokà relacj´. Wszystko skoƒczy si´ na deklaracjach, a nie prawdziwej realizacji wartoÊci. Wyma- ganie od kogoÊ, by realizował NASZÑ wartoÊç, jest moim zdaniem nieuczciwe. JeÊli jest to MOJA wartoÊç, to ja przede wszystkim musz´ jà piel´gnowaç, a nie tylko o niej mówiç albo, co gorsza, wymagaç, by inni jà realizowali wobec mnie. W realiach rodzinnych zaufanie budujemy krok po kroku, dzieƒ po dniu. Czasami to bardzo mozolna praca, jak budo- wanie mostu podmywanego przez rzek´ codziennoÊci. Zwłasz- cza gdy stracimy zaufanie, czyli poczujemy smak zawodu. JeÊli zale˝y ci właÊnie na zaufaniu, zacznij od siebie. Zdobàdê si´ na odwag´, by podczas wywiadówki powiedzieç, ˝e nie b´dziesz 14 sprawdzaç prywatnej korespondencji dziecka. Ka˝dy z nas ma serce, a w nim cichutki głosik intuicji. Mamy te˝ rozum i krzyk rozsàdku, potrafimy analizowaç dane, przy- swajaç màdre ksià˝ki. Wiele rzeczy robimy naszym dzieciom, bo uwierzyliÊmy, ˝e tak trzeba, tak wypada. JeÊli czujesz, ˝e twoje dziecko potrzebuje przytulenia, przytulaj. Mo˝e widzisz, ˝e odpoczywa w samotnoÊci – uszanuj. Zaufanie to budowla wznoszona etapami. Przedszkolak nie ma dojrzałego systemu nerwowego, wi´c nie słu˝y mu wielogodzinne oglàdanie nawet dzieci´cych kreskówek. Nastolatek szuka to˝samoÊci, wi´c byç mo˝e b´dzie eksperymentował z fryzurami, kolczykami, ró˝- nymi rodzajami muzyki. Istniejà Êwiatowe badania na temat za- ufania. Wniosek z nich płynàcy napawa nadziejà. Im wi´cej zaufania, tym szybszy rozwój. JeÊli chcesz, by twoje dziecko doj- rzało do odpowiedzialnoÊci, zaufaj jako pierwszy. Kiedy mam do czynienia z rodzicami nadmiernie kontrolujà- cymi swoje dzieci w ka˝dym wieku, pytam o ich własny okres batalii o ró˝ne swobody. Mo˝e ty równie˝ pami´tasz, ˝e nie poz- wolono ci zostaç dłu˝ej na imprezie albo studiowaç w obcym mieÊcie? Mo˝e nie zaufano twojej intuicji i teraz jesteÊ nieszcz´- Êliwym prawnikiem zamiast weterynarzem, jak jeden z moich klientów? Czy to, ˝e ktoÊ ci nie zaufał, zmieniło twoje ˝ycie? Czy to, co zmieniłeÊ pod wpływem nacisków Êwiata dorosłych, daje ci radoÊç i satysfakcj´? Czy naprawd´ chcesz przejàç pełnà kontrol´ nad ˝yciem twojego dziecka i ponieÊç tego konsekwencje? Najlepsze, co mo˝esz zrobiç, to zaufaç, ˝e ka˝dy z nas ma instynkt samozachowawczy. Skup si´ na tym, ˝eby wzmocniç kr´gosłup swojej rodziny. Zaufaj sobie. Zrób to w zgodzie ze swoim sercem. Co dziÊ podpowiada ci ten cichutki głosik intuicji? 15 Rozdział 2 Gdzie tak naprawd´ jest centrum domu? W jaki sposób dbaç o jakoÊç w rodzinie? Czy spisanie rodzinnych zasad ma sens? Ostatnie zdj´cie w naszym Êlubnym albumie jest zaskakujàce dla ka˝dego oglàdajàcego. Na stole w kuchni stojà dwa talerze z jajecznicà, obok chleb i pomidory. To pamiàtka pierw- szego mał˝eƒskiego Êniadania. Kuchenny stół jest centrum naszego rodzinnego ˝ycia. Przez ponad 25 lat mał˝eƒstwa mieliÊmy tylko cztery stoły. Jajecznica ze zdj´cia jest dla mnie symbolem tego, co nas jednoczy. Cokolwiek si´ działo, siadali- Êmy, ˝eby razem zjeÊç. Kuchenne stoły były Êwiadkami naj- pi´kniejszych i najtrudniejszych dni. Słuchały Êmiechu, płaczu, zbyt długiego milczenia i słów, którymi si´ pocieszaliÊmy. Pa- trzyły na kłótnie i godzenie si´ ze sobà. Czuły małe, lepkie paluszki dzieci i ci´˝ar niektórych rozmów z dorastajàcà młodzie˝à. Wspólne posiłki sà naszym rodzinnym fundamen- tem. Przy stole poznajemy siebie gł´biej, mamy czas na omówie- nie tego, co wa˝ne. Bywajàc w innych miejscach, wielokrotnie obserwowaliÊmy, jak 16 wyglàda konsumpcja przy kreskówkach albo filmie, ale u nas w kuchni nigdy nie było telewizora. Nie zgadzaliÊmy si´ na to. Upór przyniósł owoce – dojrzałe dzieciaki same szukajà okazji do rozmów przy stole. Wołamy si´ wzajemnie, ˝eby choç chwil´ posiedzieç razem w ciàgu dnia. Przy naszych aktywnoÊciach rodzinnych wspólne Êniadania w pewnym momencie stały si´ mo˝liwe tylko w weekendy, w tygodniu obiady jadamy zwykle poza domem, a na kolacj´ nie ka˝dy miał ochot´. To jednak nie przeszkadzało, by usiàÊç wieczorem przy stole i opowiedzieç, jak minàł dzieƒ. Nie musimy jeÊç, czasami po prostu kubek herbaty jest pretekstem do spotkania. Mała sonda Zapytałam rodzin´, co dla niej znaczy stół. – To nasze centrum, najwa˝niejszy punkt domu, wszystko dzieje si´ wokół niego – powiedziała Zuzia. Po chwili dodała: – Przy tym stole poznałaÊ mojego chłopaka, tu te˝ si´ potem rozsta- liÊmy. Michał pami´tał, ˝e na jednym z krzeseł były czarne literki. Kiedy przeprowadziliÊmy si´ z pierwszego domu, nasz syn nie miał jeszcze czterech lat. Siadał wtedy na przypadkowych miej- scach. W jakiejÊ ksià˝ce przeczytałam, ˝e dziecko nie musi umieç czytaç, by powa˝nie traktowało napisy. Nakleiłam na oparciu jednego z krzeseł jego imi´ i powiedzieliÊmy, ˝e to jego miejsce. Mam wra˝enie, ˝e do tej pory je wybiera, chocia˝ to ju˝ kolejny stół w naszej kuchni. Dla Justyny stół to nie mebel, ale przestrzeƒ do budowania wi´zi. – Przecie˝ to najlepsza okazja do bycia razem. Przed wyjazdem Zuzi na roczne stypendium do liceum w Sta- 17 nach Zjednoczonych zaprosiłam mojà mam´, ˝ebyÊmy wspólnie ulepiły uszka do barszczu. Zawsze to ona szykowała wigili´, wi´c nawet nie było okazji, by przekazaç rodzinne receptury. Przy stole usiadły trzy pokolenia kobiet. KładłyÊmy maleƒkie porcje farszu z suszonych grzybów na cieniutkie kawałki ciasta i rozmawiałyÊmy. Zuzia wyjechała na rok. Podczas kolejnej wigi- lii w domu moich rodziców swoje miejsce na stole miał iPad, za pomocà którego łàczyliÊmy si´ z naszà odÊwi´tnie ubranà córkà, oddalonà o tysiàce kilometrów. Razem łamaliÊmy si´ opłatkiem. Chodzi o jakoÊç Na jednym z wielu szkoleƒ, które odbyłam, usłyszałam tekst godny zapami´tania: ma byç JAKOÂå, a nie jakoÊ. W kontek- Êcie tamtej wypowiedzi łatwo było okreÊliç, co stanowi jakoÊç, a co nià nie jest. Kiedy odpowiadasz za odcinek dzieła czy za całokształt, masz kryteria wyznaczajàce standard. Porównujesz swój wynik i doskonale wiesz, co jest zrobione doskonale, a co trzeba poprawiç, by trzymało wysokà jakoÊç. W rodzinie nie- stety nie jest tak prosto. Mo˝emy szukaç wzorców w historii, ˝ywotach Êwi´tych, w dalszej rodzinie, Êrodowisku, ale poniewa˝ relacje sà sferà prywatnà, nie ma nieskomplikowanego sche- matu. U nas standard wyznaczajà wartoÊci, które przekuwamy w panujàce tu zasady. Zakładam, ˝e wiesz, co dla ciebie kryje si´ pod słowem wartoÊç. W pewnej fazie rozwoju potrzebowaliÊmy klarownych norm, z którymi ka˝dy z nas by si´ zgodził i których mógłby przestrze- gaç. Zaczàł powstawaç doÊç skomplikowany Kodeks Rodziny Antosiewiczów. Szczegółowe wytyczne miały pomóc nam złapaç punkt odniesienia w kwestiach trudnych i spornych. Piotr za- mienił si´ w rodzinnego skryb´ i z wrodzonà skrupulatnoÊcià przystàpił do zadania. Po kilku punktach zgłoszonych podczas 18 narady przekreÊlił wszystko i skwitował jednym zdaniem: – W naszej rodzinie najwa˝niejsza jest miłoÊç. Nià mamy si´ kierowaç w pier wszej kolejnoÊci, w ka˝dej sytuacji. I po kodeksie! JeÊli nie wiesz, czym si´ kierowaç, po prostu za- cznij bezwarunkowo kochaç ka˝dà osob´ w rodzinie. Przypomi- na mi si´ Êw. Augustyn ze swoim Kochaj i rób, co chcesz. Gdy przyjmujemy miłoÊç jako wartoÊç nadrz´dnà, wszystko układa si´ w solidnà całoÊç. Kochajàc drugiego człowieka, chcesz, by mógł si´ rozwijaç i doskonaliç. Bez dopasowywania si´, bez stra- chu przed opinià innych. Zale˝y ci, by ka˝dy pod twoim dachem miał zapewnionà przestrzeƒ do bycia sobà. Szanujesz odr´bnoÊç i doceniasz wyjàtkowoÊç. Kiedy kochasz, cieszysz si´ po prostu tym, ˝e jesteÊcie razem. Kochajàc bezwarunkowo, jesteÊ dawcà, a nie rewan˝ystà (osobà oczekujàcà czegoÊ w zamian). W ro- dzinie, gdzie podstawowym zadaniem jest kochaç siebie wza- jemnie, rozwija si´ wra˝liwoÊç, empatia i wzajemna troska. Kochaj i rób, co chceszjest bardzo ogólne i jednoczeÊnie szale- nie szczegółowe. JeÊli prawdziwie kochasz, nie mo˝esz mieç złych intencji, bo miłoÊç jest czysta ze swej natury. Wdra˝anie jakoÊci Najwa˝niejszym przejawem obecnoÊci zasad jest ich szanowanie i przestrzeganie przez wszystkich. Nie mo˝na wymagaç od dzieci punktualnoÊci, jeÊli mama si´ spóênia. Dzieci majà sprzà- taç ze stołu, a rodzice nie. Tata jest zbyt kategoryczny, a mama zbyt pobła˝liwa wobec ustalonych zasad. SpójnoÊç wizerunku rodzi-ców to jedno z podstawowych zało˝eƒ, które pomagajà utrzymaç kultur´ rodzinnà. Rodzice majà byç jednoÊcià zbu- dowanà na tych samych wartoÊciach. Koniec, kropka. W naszej rodzinie koncepcja kodeksu po prostu umarła Êmier- cià naturalnà, ale byç mo˝e dla ciebie lepszym wyjÊciem b´dzie 19 stworzenie listy zasad, do której odniesiecie si´ w trudnych dla was sytuacjach. Siàdêcie przy stole i spiszcie jà. Za ka˝dà zasadà kryje si´ wartoÊç i od nich zacznijcie konstruowanie waszego kodeksu. Wa˝ne, ˝eby w twórczà prac´ zaanga˝owaç wszystkich, to mo˝e byç Êwietna zabawa. Najwa˝niejsza jest konsekwencja. Zamachem na waszà JAKOÂå b´dzie uznaniowoÊç lub cofanie danego słowa. JeÊli nie zamierzacie trzymaç si´ wytycznych, szkoda czasu na ich wyłanianie. Z kolei pójÊcie Êcie˝kà kodeksu wià˝e si´ z potrzebà rewizji zało˝eƒ co pewien czas. Na przykład zasada konsumpcji słodyczy tylko za zgodà rodziców w pewnym wieku przestaje mieç racj´ bytu. Zasady majà słu˝yç rodzinie, a nie odwrotnie. Zasady w praktyce Pewna samodzielnie wychowujàca dzieci mama cz´sto traciła cierpliwoÊç, miała doÊç. Jej potomstwo wymagało wyjàtkowo wiele uwagi. Sp´dziliÊmy w ich domu wystarczajàco du˝o czasu, by stwierdziç, ˝e mo˝e byç zm´czona. – Co mam zrobiç? One mnie wcale nie słuchajà – zapytała kilka dni po naszej wizycie. – Ty ich posłuchaj – odpowiedziałam. Była nieco zaskoczona, ale zanim dodała cokolwiek, podpo- wiedziałam jej, aby wspólnie stworzyli kodeks. Starsze dziecko na du˝ym kawałku papieru pisało zasady, młodsze dorysowało coÊ od siebie, ustalali je razem. Kilka dni póêniej młodsze wier- ciło si´ w łó˝ku podczas zasypiania. W koƒcu cichuteƒko wciàgn´ło do łó˝ka swój plecaczek z przedszkola i rozwin´ło z papieru bułk´. Mama, le˝àc w łó˝ku, miała zamkni´te oczy, ale nie spała. – Przecie˝ nie wolno jeÊç w łó˝ku – usłyszała szept i szelest za- 20 wijanej w papier bułki. RozmawiałyÊmy o tej historii nast´pnego dnia. Nie mogła wyjÊç z podziwu, jak skutecznym narz´dziem jest kodeks zbudowany na bazie pomysłów dzieci. Byç mo˝e ju˝ niedługo siàdziesz do stołu ze swojà rodzinà. Posłuchasz, co jest dla nich wa˝ne? 21 Rozdział 3 Kiedy przestajemy rozumieç, o co chodzi naszym dzieciom? Dlaczego tak szybko koƒczy si´ nam cierpliwoÊç? Jaki jest najwi´kszy grzech komunikacyjny rodziców? Syn powiedział tacie, ˝e zamierza o˝eniç si´ ze swojà dziew- czynà. – Chodêmy na spacer, musimy porozmawiaç – odparł ojciec tonem nieznoszàcym sprzeciwu. W parku przystanàł i podnie- sionym głosem wycedził: – PrzeproÊ. – Ale tato, za co mam przeprosiç? – syn nie rozumiał całej sytu- acji. – PrzeproÊ – ojciec był nieugi´ty. – Tato, nie rozumiem… Za co mam przepraszaç? – PrzeproÊ – ojciec mówił coraz bardziej stanowczo. Syn był ju˝ mocno zdenerwowany. Szli w ponurym milcze- 22 niu. W powietrzu wisiało coÊ niedopowiedzianego. Ojciec ob- stawał przy swoim niezrozumiałym poleceniu, syn kompletnie nie potrafił si´ odnaleêç w ojcowskim oczekiwaniu. W koƒcu, ˝eby przerwaç pat, z ogromnà niech´cià i złoÊcià burknàł: – Przepraszam. I co, lepiej ci? Ojciec tylko si´ uÊmiechnàł. – Synu, teraz dopiero mo˝esz si´ ˝eniç. Pami´tam małà ksià˝eczk´ z czarno-białymi rycinami. Na okładce siedzàcy na kamieniu starzec w kapeluszu. Było to kilka opowiadaƒ Walentyny Osiejowej wydanych pod wspólnym ty- tułem Czarodziejskie słowo. Uwielbiałam, kiedy najpierw czy- tała mi je mama, potem sama czytałam siostrze i bratu. To była ksià˝ka naszego dzieciƒstwa. Wiele razy mówiliÊmy do siebie: – A czarodziejskie słowo? Chodziło oczywiÊcie o „prosz´”. Bohater historii chciał po˝y- czyç farby od swojej siostry, ale zapomniał poprosiç i powstała awantura. Do kanonu czarodziejskich słów, które zmieniajà rzeczywistoÊç, warto jeszcze dodaç „dzi´kuj´” i „przepraszam”. Empatyczne słuchanie O ile w partnerskiej relacji rozumiemy, ˝e czarodziejskie słowa sà wa˝ne, o tyle ju˝ w kontakcie z naszymi dzieçmi jest o wiele trudniej. Prosiç dziecko, przepraszaç, dzi´kowaç, przecie˝ to tylko dziecko! Jeszcze si´ w głowie poprzewraca! Jeszcze czego! Nie b´d´ gówniarza przepraszał! Po moim trupie!Czujesz sił´? Widzisz przemoc? Słyszysz, kto tu rzàdzi? Byç mo˝e myÊlisz, ˝e u ciebie tak si´ nie zdarza. To wspaniale. Starsze dziecko dostało nowà zabawk´, młodsze bardzo chce si´ 23 pobawiç. Wiesz, co cz´sto słyszałam? Ustàp, jesteÊ màdrzejsza. Byłam najstarsza. Nie zawsze miałam ochot´ byç màdrzejsza. Przyznaj´, ˝e tak samo traktowałam nasze dzieciaki. Ustàp, jesteÊ màdrzejszy; Ustàp, jesteÊ starsza; Bàdê màdra, ona nie rozumie.Wtedy nie pytałam, o co tak naprawd´ chodziło w kon- flikcie. Chciałam jak najszybciej rozstrzygnàç spór, z którym do mnie przyszły, nie miałam wiedzy ani przykładu, tylko trójk´ maluchów do pogodzenia. Cz´sto nakazywałam, ˝eby podali sobie r´ce i wypowiedzieli czarodziejskie słowo. Jedno z nich, a mo˝e nawet oboje wychodzili z takiej sytuacji z poczuciem krzywdy. Czarodziejskie słowo niewiele zmieniało, jeÊli w sercu narastał ˝al albo pojawiała si´ myÊl, ˝e nie chc´ byç starsza/y, bo ciàgle musz´ ust´powaç. Zamiast wi´zi mi´dzy rodzeƒ- stwem powstawał mur. NieÊwiadomie wzmacniałam ich poczu- cie krzywdy. Gdy odkryłam Stephena R. Coveya i jego koncepcj´ empaty- cznego słuchania, zacz´łam stosowaç negocjacje. Prosiłam, by obie strony konfliktu usiadły, i rozmawialiÊmy a˝ do skutku, czyli zrozumienia. Po dwóch czy trzech takich podejÊciach słyszałam czasami odgłosy kłótni, a zaraz potem: Cicho, cicho, nie idê do mamy, bo znowu b´dzie rozmowa. Bycie negocja- torem podczas empatycznego słuchania polega na pilnowaniu, która ze stron mówi, a która uwa˝nie słucha. Negocjator jest bezstronny, nie sugeruje ˝adnych rozwiàzaƒ, nie rozstrzyga. Jest tylko odpowiedzialny, ˝eby obie strony wyszły ze swoim zwyci´stwem. Rzecz w tym, ˝eby nauczyç dzieci wzajemnego szacunku i słuchania. Pierwszy raz taka rozmowa mi´dzy Zuzià a Michałem zaj´ła nam prawie 45 minut. Definitywnie rozwiàzała ich konflikt i do dziÊ nie ma sporów w tej kwestii. Ciocia Iza od zwyci´stwa KiedyÊ odwiedziłam kole˝ank´, której dzieci boleÊnie si´ pobiły, 24 w koƒcu jedno z nich ugryzło drugie. Starsze chodziło do szkoły, młodsze było przedszkolakiem. Zapytałam, czy mog´ byç negocjatorem. Mama, zm´czona ciàgłym rozdzielaniem rodzeƒstwa, zgodziła si´ nad wyraz ch´tnie. Pogodzone dzie- ciaki wróciły do pokoju, ju˝ si´ u nas nie pojawiały z kolejnà awanturà czy skargà. Kilka dni póêniej mama usłyszała: Cioci Izy to ju˝ wi´cej nie zapraszamy. T´ samà metod´ stosuj´ na sesjach synergii w rodzinach, gdy siadajà do stołu osoby pora- nione wieloletnim brakiem obustronnego zrozumienia. Istotà rozwiàzania win-win (wygrany-wygrany) jest wystarczajàca doza cierpliwoÊci i ch´ci, ˝eby usłyszeç i zrozumieç intencje, które kryjà si´ za zachowaniami drugiej strony. Motywacjà do roli negocjatora w empatycznym słuchaniu niech b´dzie fakt, ˝e w twoim domu b´dà wzrastaç młodzi ludzie z umiej´tnoÊciami okreÊlania swoich wartoÊci i potrzeb. Efek- tem b´dzie tak˝e to, co wydarzyło si´ w naszym domu – dzieci przestały si´ skar˝yç, a czarodziejskie słowa nie były wymu- szone, zacz´ły płynàç prosto z serca. Kiedy przyjdzie ci stawiç czoło młodemu człowiekowi w sporze o rzeczy najistotniejsze (o mało istotne nie warto si´ kłóciç), b´dziesz umiał dopro- wadziç do win-win bez gwałtownych emocji. Brzmi sielankowo i takie jest. W rodzinach, w których ka˝dy ma szans´ na wy- powiedê i czuje si´ wysłuchany, w ten sposób rozwiàzuje si´ spory. Dialekty Najwa˝niejszym krokiem jest przyj´cie do wiadomoÊci, ˝e ka˝dy z nas jest inny – ani lepszy, ani gorszy. To, co dla nas, rodziców jest oczywiste, dziecku trzeba wytłumaczyç. Jego j´zykiem, nie naszym. To, co jest oczywiste dla niego, musi byç zrozumiałe w naszym j´zyku. Wyobraê sobie, ˝e twoje dziecko właÊnie przy- było do waszej rodziny z obcego kraju, obcej kultury i mówi 25 tylko swoim dialektem, nawet nie j´zykiem, ale gwarà, specy- ficznà wyłàcznie dla miejsca, w którym do tej pory si´ wycho- wywało. I ono czegoÊ chce, a ty kompletnie go nie rozumiesz. Niemo˝liwe? Przypomnij sobie pierwsze doby z noworodkiem w domu. Cała wasza uwaga skupiona była na zrozumieniu płaczu. Frustracja, jeÊli si´ pojawiała, to tylko z powodu braku zrozumienia potrzeb, a nie dlatego, ˝e młody człowiek nie wykonuje poleceƒ, nie dostosowuje si´ albo robi rzeczy, których nie wypada. Noworodek urósł, nam zmieniły si´ oczekiwania, a co z nim? Wracajàc do dialektu. To fakt, ˝e dziecko zacz´ło mówiç naszym j´zykiem, tylko czy na pewno to ten sam dialekt? Na spotka- niach z rodzicami wykonuj´ çwiczenie, którego nauczył mnie Tomasz Zieliƒski, najwa˝niejszy w moim ˝yciu nauczyciel słuchania. Rzucam publicznoÊci wyzwanie: – Pierwsze skojarzenie ze słowem „bràzowy”. Potem natychmiast odpytuj´ zebranych na sali, ka˝dego po kolei. Padajà skrajne odpowiedzi – od misia i czekolady po drzewo i… inne rzeczy… Weêmy wi´c najcz´stsze: czekolad´ i kup´. Mnie bràzowy zawsze kojarzy si´ z tym drugim, wi´c ko- munikat na temat bràzowego b´dzie wyglàdał mniej wi´cej tak: – Uwa˝aj, to Êmierdzi i gdy si´ przyklei do buta, mo˝esz si´ gwałtownie poÊlizgnàç. Co z tego komunikatu rozumie osoba, dla której bràzowy to czekolada? Widzisz ró˝nic´? A to tylko jedno słowo. Kiedy przychodzi do ciebie dziecko, miej przed sobà ten obraz i dopy- taj, o który bràz tak naprawd´ chodzi. Wiem, ˝e nie wiem Najwi´kszy grzech komunikacji, jaki popełniamy w relacji 26 z dzieçmi (choç tak naprawd´ ze wszystkimi), to fakt, ˝e wiemy lepiej. Zachowujemy si´, jakbyÊmy zjedli wszystkie rozumy. Wiemy, jak ˝yç, wiemy, co jest dla nich dobre, co powinny jeÊç, w co si´ bawiç, co szkoliç, a co odpuÊciç. W tej ksià˝ce znajdziesz wiele sugestii, ˝eby przestaç wiedzieç, wróciç do wspomnieƒ pierwszych dni razem i na nowo uczyç si´ od- czytywaç dialekt. Drugim krokiem, niezwykle wspierajàcym komunikacj´, jest za- ło˝enie, ˝e nikt, naprawd´ nikt w twojej rodzinie nie ma złych intencji. I ˝e ka˝da potrzeba jest dobra. Cz´sto mam do czynienia z dorosłymi dzieçmi rozwiedzionych rodziców. Cier- pià, bo nie mogà pozbyç si´ myÊli z dzieciƒstwa, ˝e gdyby były grzeczniejsze, rodzice do dziÊ byliby razem. Im młodsze dziecko, tym naturalniejsze formy przekazu tego, co dzieje si´ w małym sercu i głowie. One swoim zachowaniem chcà zwróciç naszà uwag´ na coÊ bardzo istotnego, ale mówià dialektem, którego nie mamy czasu ani ochoty rozumieç. Wydaje si´, ˝e mamy racj´, wi´c tłumaczymy „po polsku”, o co nam chodzi. Grzeczne dzieci od razu chwytajà rodzicielskà intencj´, sà posłuszne i rosnà, cieszàc rodziców i tworzony przez nas system społeczny. Złamane karki naszych dzieci to karni pracownicy zgadzajàcy si´ na mobbing w Êrodowisku zawodowym czy inny przejaw niesprawiedliwoÊci w ˝yciu. Twoje dziecko sprawia problemy wychowawcze? Posłuchaj o jego bràzowym i nie odpowiadaj, dopóki nie potwierdzi, ˝e dobrze je rozumiesz. Marz´ o tym, ˝ebyÊ przyjàł, ˝e zrozumienie dialektu ka˝dego członka rodziny to nasze podstawowe zadanie komunikacyjne. Wszystko inne zrobià sami, gdy dostanà przestrzeƒ, w której b´dà mogli stawaç si´ najlepszà wersjà siebie. Którego „bràzowego” do koƒca nie rozumiesz? 27 Po więcej zapraszam na www.przytulam.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nakarm, naucz i puść wolno. Jak wychować dzieci na szczęśliwych dorosłych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: