Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00322 005858 13850384 na godz. na dobę w sumie
Nana - ebook/pdf
Nana - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 216
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> lektury szkolne, opracowania lektur >> liceum
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

'Nana' (1879) to dziewiąta powieść z cyklu o Rougon-Macquartach. Tematem są dzieje Anny Coupeau, aktorki i kurtyzany, córki praczki. Dziewczyna z nizin, obdarzona urodą i bardzo seksowna, debiutuje w marnej operetce. Nie ma taklentu ani głosu, ale budzi nieodparte pożądanie. Swoją profesję kurtyzany traktuje jako okazję do niszczenia każdego mężczyzny, który się z nią zwiąże. Nie kocha nikogo i nie jest kochana. Zola uczynił z niej symbol luksusu, zepsucia i zgnilizny Drugiego Cesarstwa. Jej śmierć zbiega się z końcem Drugiego Cesarstwa; zaczyna się wojna 1870 r. - wojsko idzie na Berlin.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Emil Zola NANA 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 Rougon-Macquartowie Historia naturalna i społeczna rodziny za Drugiego Cesarstwa Tytuł oryginału LźS ROUżON-MACQUART Histoire naturelle et sociale d une famille sous le Second źmpire «NANA» 4 I O godzinie dziewi(cid:261)tej sala teatru „Varietes” była jeszcze pusta. Na balkonie i w rz(cid:266)dach parterowych czekało kilka osób zagubionych w(cid:286)ród ciemnoczerwonych pluszowych foteli, w słabym blasku na pół przyćmionego (cid:286)wiecznika. Cie(cid:276) otulał wielk(cid:261) czerwon(cid:261) plam(cid:266) kurtyny. Ze sceny nie dochodził (cid:298)aden odgłos, rampa była wygaszona, pulpity orkiestry poskładane. Tylko w górze, na trzeciej galerii, dokoła rotundy plafonu, gdzie na płaskorze(cid:296)bach nagie kobiety i dzieci wzbijały si(cid:266) w niebo zazielenione od gazowego (cid:286)wiatła, w(cid:286)ród wrzawy sły- chać było nawoływania i (cid:286)miechy. Na tle szerokich zaokr(cid:261)glonych wn(cid:266)k, obramowanych złotem, pi(cid:266)trzyły si(cid:266) głowy w kapturkach i czapkach. Chwilami ukazywała si(cid:266) zaaferowana bileterka prowadz(cid:261)c przed sob(cid:261) jakich(cid:286) pa(cid:276)stwaś siadali, on we fraku, ona szczupła i wci(cid:266)ta w talii, o powłóczystym spojrzeniu. Dwóch młodych ludzi zjawiło si(cid:266) na parterze. Stali rozgl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266). (cid:326) A nie mówiłem, Hektorze (cid:326) zawołał starszy, wysoki, z czarnymi w(cid:261)sikami (cid:326) przyszli(cid:286)my za wcze(cid:286)nie. Mogłe(cid:286) spokojnie pozwolić mi doko(cid:276)czyć cygara. (cid:326) Ach, panie Żauchery (cid:326) rzekła do niego poufale przechodz(cid:261)ca bileterka (cid:326) to rozpocznie si(cid:266) dopiero za jakie(cid:286) pół godziny. (cid:326) Dlaczego wi(cid:266)c zapowiadaj(cid:261) na dziewi(cid:261)t(cid:261)? (cid:326) mrukn(cid:261)ł Hektorś na jego poci(cid:261)głej, chudej twarzy znać było irytacj(cid:266). (cid:326) Klarysa, która wyst(cid:266)puje w tej sztuce, przysi(cid:266)gała mi jeszcze dzi(cid:286) rano, (cid:298)e zaczn(cid:261) punktualnie o dziewi(cid:261)tej. Na chwilk(cid:266) zamilkli. Podnosz(cid:261)c głowy w gór(cid:266), badali lo(cid:298)e zatopione w cieniu. Lecz zielony papier, którym były wytapetowane, jeszcze je zaciemniał. Na dole pod balkonem lo(cid:298)e parte- rowe były pogr(cid:261)(cid:298)one w mroku. W lo(cid:298)ach pierwszego pi(cid:266)tra siedziała tylko jedna gruba pani, rozparta na pluszowej por(cid:266)czy. Po prawej i lewej stronie, mi(cid:266)dzy wysokimi kolumnami, lo(cid:298)e prosceniowe, ozdobione lambrekinami o długich fr(cid:266)dzlach, były puste. Zamazywały si(cid:266) kształty biało-złotej sali w odcieniu delikatnej zieleni. Zdawało si(cid:266). (cid:298)e drobne płomyki wiel- kiego kryształowego (cid:286)wiecznika zasypywały j(cid:261) pyłem. (cid:326) Czy dostałe(cid:286) bilety do lo(cid:298)y prosceniowej dla Lucy? (cid:326) spytał Hektor. (cid:326) Owszem (cid:326) odrzekł dziennikarz (cid:326) ale nie było to takie proste. Ach! Lucy na pewno nie przyjdzie za wcze(cid:286)nie! (cid:326) Stłumił lekkie ziewni(cid:266)cie. Po chwili milczenia odezwał si(cid:266)Ś (cid:326) Udało ci si(cid:266), bo skoro nie widziałe(cid:286) jeszcze (cid:298)adnej premiery... Jasnowłosa Wenus b(cid:266)dzie wydarze- niem sezonu. Mówi si(cid:266) o niej od pół roku. Ach! mój drogi, co za muzyka! Co za szyk!... Bor- denave zna si(cid:266) na rzeczy i dlatego chował to na okres Wystawy (cid:285)wiatowej. Hektor słuchał uwa(cid:298)nie. (cid:326) A znasz Nan(cid:266), now(cid:261) gwiazd(cid:266), która ma grać Wenus? (cid:326) zapytał. (cid:326) Masz ci los! Znów si(cid:266) zaczyna! (cid:326) wybuchn(cid:261)ł Żauchery gestykuluj(cid:261)c. (cid:326) Od rana zanu- dzaj(cid:261) mnie Nan(cid:261). A czy Nana to, a czy Nana owo, i tak ze dwadzie(cid:286)cia razy! Có(cid:298) ja o niej wiem? Czy(cid:298) znam wszystkie dziewki paryskie?... Nana to wynalazek Bordenave a. To ju(cid:298) musi być co(cid:286) odpowiedniego! (cid:326) Uspokoił si(cid:266), lecz dra(cid:298)niła go pustka sali, przyćmiony blask (cid:286)wiecznika, ko(cid:286)cielne skupienie przerywane szeptami i trzaskaniem drzwi. (cid:326) Do(cid:286)ć tego! (cid:326) rzekł raptem. (cid:326) Co za nuda! Chod(cid:296)my... Mo(cid:298)e na dole znajdziemy Bordenave a. Dowiemy si(cid:266) od niego jakich(cid:286) szczegółów. Na dole, w wielkim marmurowym westybulu, gdzie sprawdzano bilety, zaczynała si(cid:266) zja- wiać publiczno(cid:286)ć. Trzy otwarte bramy ukazywały pulsuj(cid:261)ce (cid:298)ycie bulwarów, rojnych i rozja- rzonych w t(cid:266) pi(cid:266)kn(cid:261) noc kwietniow(cid:261). Turkot powozów urywał si(cid:266) nagle, drzwiczki zamykały si(cid:266) z hałasem i ludzie wchodzili grupkami. Zatrzymywali si(cid:266) przed kontrolerem, potem wst(cid:266)- powali na schody, gdzie kobiety zwalniały kroku, kołysz(cid:261)c si(cid:266) w talii. W jaskrawym (cid:286)wietle gazowym, na wyblakłej nago(cid:286)ci tej sali, któr(cid:261) licha dekoracja empirowa przekształcała w 5 tekturowy perystyl (cid:286)wi(cid:261)tyni, rzucały si(cid:266) w oczy wielkie (cid:298)ółte afisze z imieniem Nany wypisa- nym grubymi czarnymi literami. Panowie przystawali na chwilk(cid:266) w przej(cid:286)ciu, by je przeczy- tać, lub te(cid:298) pochłoni(cid:266)ci rozmow(cid:261) zagradzali drzwi. W innej cz(cid:266)(cid:286)ci westybulu t(cid:266)gi m(cid:266)(cid:298)czyzna o szerokiej ogolonej twarzy opryskliwie odpowiadał osobom, które uparcie (cid:298)(cid:261)dały miejsc. (cid:326) To Bordenave (cid:326) rzekł Żauchery. Dyrektor zauwa(cid:298)ył dziennikarza na schodach. (cid:326) Ładne rzeczy! (cid:326) krzykn(cid:261)ł z daleka. (cid:326) To tak pan napisał... Dzi(cid:286) rano otwieram „Żigaro”, szukam i... nic. (cid:326) Niech(cid:298)e pan poczeka! (cid:326) odrzekł Żauchery. (cid:326) Musz(cid:266) przecie(cid:298) poznać pa(cid:276)sk(cid:261) Nan(cid:266), zanim o niej napisz(cid:266)... Niczego zreszt(cid:261) nie obiecywałem. I chc(cid:261)c zmienić temat rozmowy przedstawił swego kuzyna, pana Hektora de la Żaloise, młodego człowieka, który wła(cid:286)nie przybył do Pary(cid:298)a, by doko(cid:276)czyć swej edukacji. Dyrektor jednym spojrzeniem oszacował młodzie(cid:276)ca, a Hektor, wzruszony, przypatrywał mu si(cid:266) uwa(cid:298)- nie. Wi(cid:266)c to jest ten Bordenave, wystawca kobiet, które traktuje jak dozorca skaza(cid:276)cówŚ to ten reklamiarz, co krzyczy, pluje i klepie si(cid:266) po udach, cynik o mentalno(cid:286)ci (cid:298)andarma! Hektor uznał, (cid:298)e nale(cid:298)y powiedzieć co(cid:286) uprzejmego. (cid:326) Pa(cid:276)ski teatr... (cid:326) zacz(cid:261)ł słodkim głosem. Bordenave przerwał mu spokojnie, lecz rubasz- nie, jak człowiek, który lubi jasne sytuacjeŚ (cid:326) Niech pan raczej powieŚ mój burdel. Na to Żauchery za(cid:286)miał si(cid:266) z aprobat(cid:261), podczas gdy la Żaloise, z komplementem uwi(cid:266)złym w gardle, czuł si(cid:266) ura(cid:298)ony, lecz usiłował wywołać wra(cid:298)enie, (cid:298)e i on gustuje w tym słowie. Dyrektor rzucił si(cid:266), by u(cid:286)cisn(cid:261)ć dło(cid:276) pewnemu krytykowi teatralnemu, którego felieton miał du(cid:298)e znaczenie. żdy wrócił, la Żaloise ju(cid:298) ochłon(cid:261)ł. Bał si(cid:266), (cid:298)e skoro b(cid:266)dzie za bardzo zmie- szany, potraktuj(cid:261) go jak prowincjusza. (cid:326) Mówiono mi (cid:326) zacz(cid:261)ł na nowo, chc(cid:261)c koniecznie co(cid:286) powiedzieć (cid:326) (cid:298)e Nana ma cudny głos. (cid:326) Ona? (cid:326) krzykn(cid:261)ł dyrektor wzruszaj(cid:261)c ramionami. (cid:326) To(cid:298) to istna wrona! Młody człowiek dorzucił spiesznieŚ (cid:326) No, ale znakomita aktorka. (cid:326) Có(cid:298) znowu!... Niezdara! Nie wie, co pocz(cid:261)ć z r(cid:266)kami i nogami. La Żaloise zarumienił si(cid:266) lekko. Nic ju(cid:298) nie rozumiał. (cid:326) Za nic na (cid:286)wiecie nie opu(cid:286)ciłbym dzisiejszej premiery (cid:326) wyj(cid:261)kał. (cid:326) Wiedziałem, (cid:298)e pa(cid:276)- ski teatr... (cid:326) Powiedz panŚ mój burdel (cid:326) przerwał znowu Bordenave z uporem człowieka przekonane- go o swej racji. Tymczasem Żauchery z całym spokojem patrzał na wchodz(cid:261)ce kobiety. żdy zobaczył, (cid:298)e kuzyn stoi z otwartymi ustami i nie wie, czy ma si(cid:266) (cid:286)miać, czy obrazić, przyszedł mu z pomo- c(cid:261). (cid:326) Zrób(cid:298)e t(cid:266) przyjemno(cid:286)ć panu Bordenave, nazywaj jego teatr, tak jak tego (cid:298)(cid:261)da, skoro go to bawi... A pan, mój drogi, niech nas pan nie nabiera. Skoro pa(cid:276)ska Nana nie (cid:286)piewa ani nie gra, b(cid:266)dzie pan miał po prostu klap(cid:266), czego si(cid:266) zreszt(cid:261) obawiam. (cid:326) Klap(cid:266)! Klap(cid:266)! (cid:326) krzykn(cid:261)ł dyrektor, którego twarz stawała si(cid:266) purpurowa. (cid:326) Czy kobieta musi umieć grać i (cid:286)piewać? Ach, mój mały, głupi jeste(cid:286)... Dalibóg! Nana ma co(cid:286) innego, co(cid:286), co starczy za wszystko. Ju(cid:298) ja to wyw(cid:261)chałem, w tym tkwi jej siła, a je(cid:286)li tak nie jest, to mój nos (cid:326) diabła wart... Zobaczysz, zobaczysz, wystarczy, (cid:298)e si(cid:266) poka(cid:298)e, a cała sala wywiesi j(cid:266)- zyki. (cid:326) źntuzjastycznym gestem podniósł swe grube dłonie, które dr(cid:298)ały mu lekko, a wyła- dowawszy si(cid:266) w krzyku zni(cid:298)ył głos i mruczał do siebieŚ (cid:326) O, tak. ona zajdzie daleko, ach, do kroćset, daleko... Co za ciało, och! co za ciało! Poniewa(cid:298) Żauchery wypytywał go dalej, Bordenave zgodził si(cid:266) opowiedzieć nawet pewne szczegóły, z dosadno(cid:286)ci(cid:261) wyra(cid:298)e(cid:276) (cid:298)enuj(cid:261)c(cid:261) dla Hektora de la Żaloise. Poznał Nan(cid:266) i chciał j(cid:261) 6 lansować. Wła(cid:286)nie szukał obsady dla roli Wenus. Nie zaprz(cid:261)tał sobie długo głowy kobiet(cid:261), wolał od razu zaprezentować j(cid:261) publiczno(cid:286)ci i ci(cid:261)gn(cid:261)ć zyski. Ale miał w swej budzie zło(cid:286)ni- c(cid:266), któr(cid:261) wzburzyło przybycie tej okazałej dziewczyny. Jego gwiazda, Ró(cid:298)a Mignon, subtelna aktorka i zachwycaj(cid:261)ca (cid:286)piewaczka, domy(cid:286)laj(cid:261)c si(cid:266) rywalki, z w(cid:286)ciekło(cid:286)ci(cid:261) groziła codzien- nie, (cid:298)e go porzuci. A co za ceregiele były z ustalaniem tekstu afisza! W ko(cid:276)cu zdecydował si(cid:266) drukować nazwiska obu aktorek jednakowymi literami. Nie ma u niego (cid:298)adnych kaprysów. Skoro tylko która(cid:286) z tych kobietek, jak je nazywał, Simona czy Klarysa, miała muchy w no- sie, dawał jej kopniaka w tyłek. Inaczej nie dałby sobie rady. Sprzedawał te ladacznice i wie- dział, co s(cid:261) warte! (cid:326) Patrzcie! (cid:326) rzekł przerywaj(cid:261)c sobie (cid:326) Mignon ze Steinerem. Zawsze razem. Wiecie, Ste- iner zaczyna mieć Ró(cid:298)y powy(cid:298)ej uszuś tote(cid:298) m(cid:261)(cid:298) jej nie odst(cid:266)puje go na krok boj(cid:261)c si(cid:266), (cid:298)e zwieje. żazowa rampa, płon(cid:261)ca na gzymsie teatru, rzucała na trotuar fal(cid:266) ostrego (cid:286)wiatła. Dwa drzewka odcinały si(cid:266) wyra(cid:296)nie jaskraw(cid:261) zieleni(cid:261)ś bielił si(cid:266) jaki(cid:286) słup tak silnie o(cid:286)wietlony, (cid:298)e z daleka mo(cid:298)na było czytać afisze jak za dnia. A dalej, w g(cid:266)stym mroku bulwaru, jarzyły si(cid:266) lampy, kre(cid:286)l(cid:261)c niewyra(cid:296)ny obraz ruchliwego tłumu. Wiele osób nie wchodziło od razu. Roz- mawiali na dworze, ko(cid:276)cz(cid:261)c cygara, w (cid:286)wietle rampy, które powlekało ich blado(cid:286)ci(cid:261) i ryso- wało na asfalcie krótkie, czarne cienie. Mignon, chłop rosły i barczysty, z kwadratow(cid:261) głow(cid:261) jarmarcznego Herkulesa, torował so- bie przej(cid:286)cie w tłoku, ci(cid:261)gn(cid:261)c u swego ramienia malutkiego Steinera z poka(cid:296)nym ju(cid:298) brzusz- kiem i okr(cid:261)gł(cid:261) twarz(cid:261) okolon(cid:261) pier(cid:286)cieniem siwiej(cid:261)cej brody. (cid:326) No i co (cid:326) rzekł Bordenave do bankiera (cid:326) spotkał j(cid:261) pan wczoraj w moim gabinecie? (cid:326) Ach, to była ona! (cid:326) krzykn(cid:261)ł Steiner. (cid:326) Domy(cid:286)lałem si(cid:266). Ale wychodziłem w chwili, kie- dy wchodziła, wi(cid:266)c widziałem j(cid:261) tylko przelotnie. Mignon słuchał ze spuszczonymi powiekami, kr(cid:266)c(cid:261)c nerwowo na palcu wielki diament. Zrozumiał, (cid:298)e chodzi o Nan(cid:266). A gdy Bordenave nakre(cid:286)lił portret debiutantki w ten sposób, (cid:298)e rozpalił ognie w oczach bankiera, Mignon wtr(cid:261)ciłŚ (cid:326) Niech drogi pan da spokój, to ladacznica! Publiczno(cid:286)ć sama j(cid:261) przep(cid:266)dzi... Steinerku, pan wie, (cid:298)e moja (cid:298)ona oczekuje go w swej garderobie. Chciał go zabrać. Ale Steiner nie miał ochoty rozstawać si(cid:266) z Bordenave em. Przed nimi, przy kontroli, tłoczyła si(cid:266) kolejka, rosła wrzawa, imi(cid:266) Nany d(cid:296)wi(cid:266)czało w (cid:286)piewnym rytmie dwóch zgłosek. M(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni sylabizowali je gło(cid:286)no staj(cid:261)c przed afiszami lub rzucali je mimo- chodem w tonie pytania. A kobiety, zaniepokojone i u(cid:286)miechni(cid:266)te, powtarzały je po cichu z wyrazem zaskoczenia. Nikt nie znał Nany. Sk(cid:261)d si(cid:266) wzi(cid:266)ła? Kr(cid:261)(cid:298)yły historyjki i (cid:298)arty szeptane od ucha do ucha. Pieszczotliwie brzmiało to imi(cid:266), imionko, którego poufały ton pasował do wszystkich ust. Wystarczyło je tak wymówić, a tłum rozweselał si(cid:266) i swawolił. żor(cid:261)czkowa ciekawo(cid:286)ć podniecała ludzi, ciekawo(cid:286)ć typowo paryska, gwałtowna jak atak nagłego szału. Chciano zobaczyć Nan(cid:266). Jakiej(cid:286) damie oderwano falban(cid:266) od sukni, jaki(cid:286) pan zgubił kapelusz. (cid:326) Ach! Za wiele ode mnie (cid:298)(cid:261)dacie! (cid:326) krzykn(cid:261)ł Bordenave, którego około dwudziestu m(cid:266)(cid:298)- czyzn osaczyło pytaniami. (cid:326) Zaraz j(cid:261) zobaczycie... Zwiewam, jestem tam potrzebny. Znikn(cid:261)ł zachwycony, (cid:298)e udało mu si(cid:266) podniecić publiczno(cid:286)ć. Mignon wzruszał ramionami przypominaj(cid:261)c Steinerowi, (cid:298)e Ró(cid:298)a czeka na niego, bo chce mu pokazać swój kostium z pierwszego aktu. (cid:326) Popatrz! Lucy wysiada z powozu (cid:326) rzekł la Żaloise do kuzyna. Istotnie była to Lucy Stewart, nieładna kobietka lat około czterdziestu, o zbyt długiej szyi, mizernej i poci(cid:261)głej twarzy, ustach grubych, lecz tak (cid:298)ywych i wdzi(cid:266)cznych, (cid:298)e dodawały jej wiele uroku. Przyprowadziła Karolin(cid:266) Hèquet i jej matk(cid:266). Karolina (cid:326) chłodna pi(cid:266)kno(cid:286)ć, jej matka (cid:326) bardzo godna, z min(cid:261) nad(cid:266)t(cid:261). (cid:326) Chod(cid:296) z nami, zarezerwowałam miejsce dla ciebie (cid:326) powiedziała. (cid:326) Jeszcze czego! (cid:297)ebym nic nie zobaczył (cid:326) odrzekł Żauchery. (cid:326) Mam fotel, wol(cid:266) siedzieć na dole. 7 Lucy rozgniewała si(cid:266). Czy(cid:298)by nie miał odwagi z ni(cid:261) si(cid:266) pokazywać? Ale, nagle uspokojona, przeskoczyła na inny temat. (cid:326) Dlaczego nie powiedziałe(cid:286) mi, (cid:298)e znasz Nan(cid:266)? (cid:326) Nan(cid:266)? Nigdy jej nie widziałem. (cid:326) Naprawd(cid:266)?... Przysi(cid:266)gano mi, (cid:298)e z ni(cid:261) spałe(cid:286). Stoj(cid:261)cy przed nimi Mignon z palcem na ustach dawał znak, (cid:298)eby zamilkli. Na pytanie Lucy wskazał przechodz(cid:261)cego młodego człowiekaŚ (cid:326) To facet Nany (cid:326) szepn(cid:261)ł. Wszyscy spojrzeli na niego. Wydawał si(cid:266) sympatyczny. Żauchery rozpoznał w nim Dagu- eneta, który przejadł z kobietami trzysta tysi(cid:266)cy franków. a teraz kr(cid:266)cił si(cid:266) na giełdzie, by móc od czasu do czasu fundować im bukiety i obiady. Lucy stwierdziła, (cid:298)e ma pi(cid:266)kne oczy. (cid:326) Ach, Blanka! (cid:326) krzykn(cid:266)ła. (cid:326) To ona mi powiedziała, (cid:298)e spałe(cid:286) z Nan(cid:261). Blanka de Sivry, t(cid:266)ga blondyna o pełnej, ładnej twarzy, przyszła w towarzystwie szczupłego m(cid:266)(cid:298)czyzny bardzo starannie ubranego i niezmiernie wytwornego. (cid:326) Hrabia Ksawery de Vandeuvres (cid:326) szepn(cid:261)ł Żauchery do ucha la Żaloise a. Hrabia wymienił z dziennikarzem u(cid:286)cisk dłoni, a tymczasem Blanka i Lucy prowadziły o(cid:298)ywion(cid:261) rozmow(cid:266). Zagradzały przej(cid:286)cie swymi falbaniastymi sukniami, niebiesk(cid:261) i ró(cid:298)ow(cid:261). Imi(cid:266) Nany wracało na ich wargi tak krzykliwie, (cid:298)e wszyscy je słyszeli. Hrabia de Vandeuvres zaprowadził Blank(cid:266) na sal(cid:266). Lecz teraz imi(cid:266) Nany jak echo d(cid:296)wi(cid:266)czało w czterech rogach westybulu w tonacji ju(cid:298) nieco wy(cid:298)szej, w atmosferze po(cid:298)(cid:261)dania wzmo(cid:298)onego oczekiwaniem. Kiedy si(cid:266) wreszcie zacznie? M(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni wyci(cid:261)gali zegarki, spó(cid:296)nialscy wyskakiwali z powo- zów, zanim si(cid:266) jeszcze zatrzymały, grupy ludzi opuszczały trotuar, gdzie spacerowicze prze- chodzili powoli przez opustoszał(cid:261) smug(cid:266) gazowego (cid:286)wiatła, wyci(cid:261)gaj(cid:261)c szyje, by zobaczyć, co si(cid:266) dzieje wewn(cid:261)trz teatru. Jaki(cid:286) urwis, który przechodził gwi(cid:298)d(cid:298)(cid:261)c, stan(cid:261)ł przed afiszem w drzwiach, krzykn(cid:261)ł głosem pijackimŚ „Hej, Nana!”, i poszedł dalej, kołysz(cid:261)c si(cid:266) i powłócz(cid:261)c trepami. Zerwał si(cid:266) (cid:286)miech. Wy- tworni panowie powtarzaliŚ „Nana, hej, Nana!” Popychano si(cid:266), wybuchła sprzeczka przy kontroli biletów, wzmagał si(cid:266) zgiełk, ró(cid:298)ne głosy wzywały Nan(cid:266), (cid:298)(cid:261)dały Nany. Był to typowy dla tłumów wybuch głupoty i brutalnej zmysłowo(cid:286)ci. W(cid:286)ród tej wrzawy odezwał si(cid:266) dzwonek. A(cid:298) do bulwaru dotarły głosyŚ „Ju(cid:298) po dzwonku, ju(cid:298) po dzwonku!”, publiczno(cid:286)ć zacz(cid:266)ła si(cid:266) tłoczyć i przeciskać, mno(cid:298)yli si(cid:266) kontrolerzy. Mignon, zaniepokojony, złapał znowu Steinera, który jednak nie poszedł obejrzeć kostiumu Ró(cid:298)y. Na pierwszy odgłos dzwonka la Żaloise przedostał si(cid:266) przez tłum, ci(cid:261)gn(cid:261)c za sob(cid:261) Żauchery ego, by nie spó(cid:296)nić si(cid:266) na uwertur(cid:266). Ten po(cid:286)piech publiczno(cid:286)ci zi- rytował Lucy Stewart. Co za chamstwo tak potr(cid:261)cać kobiety. Szła na samym ko(cid:276)cu z Karoli- n(cid:261) Hèquet i jej matk(cid:261). Westybul opustoszał. W gł(cid:266)bi szumiało (cid:298)ycie bulwaru. (cid:326) Tak si(cid:266) pchaj(cid:261), jakby te sztuki były zawsze zabawne! (cid:326) powtarzała Lucy Stewart id(cid:261)c po schodach. Na widowni Żauchery i la Żaloise stoj(cid:261)c przed swymi fotelami znowu si(cid:266) rozgl(cid:261)dali. Sala była teraz ol(cid:286)niewaj(cid:261)ca. Długie płomienie gazowe jarzyły si(cid:266) w wielkim kryształowym (cid:286)wieczniku. Ulewa (cid:298)ółtego i ró(cid:298)owego (cid:286)wiatła spływała od sklepienia do parteru. Ciemno- czerwony aksamit foteli mienił si(cid:266) jak mora, na (cid:286)cianach błyszczały złocenia, których blask łagodziły bladozielone ornamenty umieszczone pod zbyt jaskrawymi malowidłami plafonu. Raptowny przypływ (cid:286)wiatła rampy ogarn(cid:261)ł kurtyn(cid:266) ognist(cid:261) fal(cid:261). Ci(cid:266)(cid:298)ka, purpurowa draperia, bogata jak w ba(cid:286)niowym pałacu, kontrastowała ze zniszczon(cid:261) ram(cid:261), na której spod złoce(cid:276) wyzierał gips. Było ju(cid:298) gor(cid:261)co. Przy pulpitach orkiestra stroiła instrumenty. W(cid:286)ród rosn(cid:261)cego gwaru rozlegały si(cid:266) delikatne trele fletu, stłumione westchnienia rogu, (cid:286)piewne głosy skrzy- piec. Widzowie rozmawiaj(cid:261)c popychali si(cid:266) i spieszyli do swych miejsc. W kuluarach tłok był tak wielki, (cid:298)e nieprzerwana fala ludzi z trudem mie(cid:286)ciła si(cid:266) w drzwiach. Suknie i fryzury, przeplatane czerni(cid:261) fraków i surdutów, defilowały w(cid:286)ród nawoływa(cid:276) i szelestu tkanin. Stop- 8 niowo jednak zapełniały si(cid:266) rz(cid:266)dy foteli. Raz po raz błysn(cid:266)ła jaka(cid:286) jasna toaleta, to znów klej- not wpi(cid:266)ty w kok pochylonej głowy o subtelnym profilu, a w lo(cid:298)y skrawek (cid:286)nie(cid:298)nobiałego ramienia. Kobiety wachlowały si(cid:266) spokojnie, omdlewaj(cid:261)co, (cid:286)ledz(cid:261)c wzrokiem napór tłumu. Na parterze młodzi panowie w białych r(cid:266)kawiczkach i gł(cid:266)boko wyci(cid:266)tych kamizelkach, z kwiatami gardenii w butonierkach, nastawiali lornetki czubkami palców. Tymczasem dwaj kuzyni szukali znajomych twarzy. Mignon i Steiner siedzieli obok siebie w lo(cid:298)y parterowej, opieraj(cid:261)c r(cid:266)ce na pluszowej por(cid:266)czy. W lo(cid:298)y prosceniowej na parterze widać było tylko Blank(cid:266) Sivry. Lecz uwag(cid:266) Hektora przykuł przede wszystkim Daguenet, który siedział w fotelu parterowym dwa rz(cid:266)dy przed nim. Obok Dagueneta młodziutki, naj- wy(cid:298)ej siedemnastoletni chłopiec o wygl(cid:261)dzie gimnazisty szeroko otwierał pi(cid:266)kne oczy cheru- bina. Patrz(cid:261)c na niego Żauchery u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266). (cid:326) Có(cid:298) to za dama siedzi na balkonie? (cid:326) spytał nagle la Żaloise. (cid:326) Ta z panienk(cid:261) w niebie- skiej sukni. Pokazywał t(cid:266)g(cid:261) kobiet(cid:266) mocno (cid:286)ci(cid:286)ni(cid:266)t(cid:261) gorsetem. Włosy tej osiwiałej blondynki były far- bowane na (cid:298)ółty kolor, a jej uró(cid:298)owana twarz nadymała si(cid:266) dziecinnym grymasem. (cid:326) To żaga (cid:326) rzekł Żauchery. Zdawało mu si(cid:266), (cid:298)e kuzyn osłupiał, wi(cid:266)c dodałŚ (cid:326) Nie znasz żagi? Robiła furor(cid:266) w pierwszych latach panowania Ludwika Żilipa. Teraz wsz(cid:266)dzie wlecze ze sob(cid:261) córk(cid:266). La Żaloise nawet nie spojrzał na dziewczyn(cid:266). żaga zrobiła na nim silne wra(cid:298)enie, nie spusz- czał z niej wzroku. Uwa(cid:298)ał, (cid:298)e jest jeszcze bardzo ładna, ale nie (cid:286)miał tego powiedzieć. Dyrygent podnosił ju(cid:298) pałeczk(cid:266), orkiestra rozpoczynała uwertur(cid:266), lecz ludzie ci(cid:261)gle jeszcze napływali, wrzawa rosła. T(cid:266) stał(cid:261) publiczno(cid:286)ć premierow(cid:261) ł(cid:261)czyła za(cid:298)yło(cid:286)ć, witano si(cid:266) u(cid:286)miechami. Bywalcy premier swobodnie i poufale wymieniali ukłony nie zdejmuj(cid:261)c kapelu- szy. Spotykał si(cid:266) tu cały Pary(cid:298)Ś literatura, finansjera, arty(cid:286)ci, wielu dziennikarzy, kilku pisa- rzy, giełdziarześ dziewcz(cid:261)t lekkich obyczajów wi(cid:266)cej ni(cid:298) kobiet statecznych. Było to dziwnie mieszane towarzystwo, obfituj(cid:261)ce we wszelkie talenty, ale i zara(cid:298)one zepsuciem. Twarze zdradzały jednakowe znu(cid:298)enie i rozgor(cid:261)czkowanie. Żauchery pokazywał podnieconemu ku- zynowi lo(cid:298)e dziennikarzy i grup literackich, potem wymienił nazwiska krytyków teatralnychś jeden z nich mizerny, zasuszony, miał w(cid:261)skie, zło(cid:286)liwe ustaś inny, grubas o dobrodusznym wygl(cid:261)dzie, tulił si(cid:266) do ramienia swej młodziutkiej s(cid:261)siadki i obejmował j(cid:261) czułym, ojcowskim spojrzeniem. Widz(cid:261)c jednak, (cid:298)e la Żaloise kłania si(cid:266) osobom zajmuj(cid:261)cym jedn(cid:261) z ló(cid:298) na wprost sceny, spytał zdumionyŚ (cid:326) Jak to? Ty znasz hrabiego Muffat de Beuville? (cid:326) Ach! I od jak dawna! (cid:326) odrzekł Hektor. (cid:326) Muffatowie mieli posiadło(cid:286)ć w naszym s(cid:261)- siedztwie. Cz(cid:266)sto u nich bywam... Hrabia jest tu w towarzystwie (cid:298)ony i te(cid:286)cia, markiza de Chouard. Rad, (cid:298)e wprawił kuzyna w zdumienie, i pochlebiaj(cid:261)c swej pró(cid:298)no(cid:286)ci, zacz(cid:261)ł opowiadać bli(cid:298)- sze szczegółyŚ markiz jest radc(cid:261) Stanu, hrabia został ostatnio mianowany szambelanem cesa- rzowej. Żauchery wzi(cid:261)ł do r(cid:266)ki lornetk(cid:266) i przygl(cid:261)dał si(cid:266) hrabinie. Była to pulchna brunetka o białej karnacji i pi(cid:266)knych czarnych oczach. (cid:326) Przedstawisz mnie w antrakcie (cid:326) rzekł wreszcie. (cid:326) Spotykałem ju(cid:298) hrabiego, ale chciał- bym bywać u nich na wtorkowych przyj(cid:266)ciach. „Cicho!” (cid:326) wołano energicznie z górnych galerii. Lecz choć rozpocz(cid:266)to ju(cid:298) uwertur(cid:266), publiczno(cid:286)ć ci(cid:261)gle jeszcze napływała. Spó(cid:296)nialscy zmuszali całe rz(cid:266)dy widzów do wstawania, drzwi ló(cid:298) trzaskały, z kuluarów dobiegały odgłosy kłótni. Na sali zgiełk przypominał ćwierkanie chmary wróbli o zmierzchu. W tym zam(cid:266)cie kotłowały si(cid:266) głowy i ramiona. Jedni starali si(cid:266) usi(cid:261)(cid:286)ć wygodnie, inni z uporem stali, by jesz- cze rzucić ostatnie spojrzenie. Z ciemnej gł(cid:266)bi parteru kto(cid:286) zawołałŚ „Siadać, siadać!” Przez sal(cid:266) przebiegł dreszczŚ nareszcie poznaj(cid:261) t(cid:266) słynn(cid:261) Nan(cid:266), o której Pary(cid:298) mówi od tygodnia. 9 Powoli rozmowy przycichały, choć jeszcze raz po raz kto(cid:286) podnosił głos. W przytłumiony, zamieraj(cid:261)cy szmer sali wpadły (cid:298)wawe tony orkiestry. żrano walca. W jego szelmowskim rytmie było co(cid:286) z łobuzerskiego (cid:286)miechu. Publiczno(cid:286)ć, podniecona d(cid:296)wi(cid:266)kami, ju(cid:298) si(cid:266) u(cid:286)mie- chała, w pierwszych rz(cid:266)dach parteru klaka w(cid:286)ciekle waliła w dłonie. Kurtyna szła w gór(cid:266). (cid:326) Spójrz! (cid:326) rzekł rozgadany la Żaloise. (cid:326) Lucy jest w towarzystwie jakiego(cid:286) pana. Patrzał na balkonow(cid:261) lo(cid:298)(cid:266) prosceniow(cid:261) po prawej stronie. Karolina i Lucy zajmowały tam przednie miejsca. Z gł(cid:266)bi wyzierała pełna godno(cid:286)ci twarz matki Karoliny tudzie(cid:298) profil wyso- kiego młodzie(cid:276)ca o pi(cid:266)knej blond czuprynie, w nienagannym stroju. (cid:326) Popatrz! (cid:326) powtarzał la Żaloise natarczywie. (cid:326) Jest z ni(cid:261) jaki(cid:286) pan. Żauchery skierował ku lo(cid:298)y prosceniowej lornetk(cid:266), lecz natychmiast si(cid:266) odwrócił. (cid:326) Och! To Labordette (cid:326) mrukn(cid:261)ł oboj(cid:266)tnie, jakby obecno(cid:286)ć tego pana była rzecz(cid:261) oczywi- st(cid:261) i bez (cid:298)adnego znaczenia. Z tyłu wołanoŚ „Spokój!” Musieli zamilkn(cid:261)ć. Sala znieruchomiała. Od parteru po amfiteatr wznosiło si(cid:266) morze głów wyci(cid:261)gni(cid:266)tych w oczekiwaniu. Pierwszy akt Jasnowłosej Wenus rozgrywał si(cid:266) na Olimpie. Był to Olimp tekturowy, z chmurami zamiast kulis i tronem Jowi- sza po prawej stronie. Najpierw Irys i żanimed z udziałem sług niebia(cid:276)skich (cid:286)piewali chó- rem, rozstawiaj(cid:261)c siedzenia przed narad(cid:261) bogów. I tym razem tylko klaka biła rytmiczne bra- waś publiczno(cid:286)ć czekała jakby troch(cid:266) zdezorientowana. La Żaloise oklaskiwał jedn(cid:261) z kobie- tek Bordenave a, Klarys(cid:266) Besnus, która grała rol(cid:266) Irys w bladoniebieskiej szacie z wielk(cid:261), siedmiokolorow(cid:261) szarf(cid:261) przewi(cid:261)zan(cid:261) w talii. (cid:326) Czy wiesz, (cid:298)e ona zdejmuje koszul(cid:266), kiedy wkłada ten strój? (cid:326) rzekł do kuzyna tak, by słyszano go dokoła. (cid:326) Przymierzali(cid:286)my dzi(cid:286) rano. Koszula wyłaziła jej z dekoltu. Lekki dreszcz poruszył sal(cid:266). Weszła Ró(cid:298)a Mignon jako Diana. Drobna czarnula, jak urwis paryski urocza, a zarazem brzydka, nie miała wzrostu ani twarzy odpowiednich do tej roli. Ale było co(cid:286) czaruj(cid:261)cego w tych kpinach z postaci Diany. Wyst(cid:266)p rozpocz(cid:266)ła od bezdennie głupiej piosenki, w której skar(cid:298)yła si(cid:266) na Marsa, (cid:298)e porzucił j(cid:261) dla Wenus. (cid:285)piewała t(cid:266) melo- di(cid:266) z wstydliw(cid:261) pow(cid:286)ci(cid:261)gliwo(cid:286)ci(cid:261), ale w tek(cid:286)cie było tak wiele spro(cid:286)nych dwuznaczników, (cid:298)e publiczno(cid:286)ć si(cid:266) rozpaliła. M(cid:261)(cid:298) Ró(cid:298)y i Steiner u(cid:286)miechali si(cid:266) (cid:298)yczliwie. A kiedy zjawił si(cid:266) ulubieniec publiczno(cid:286)ci Prullière w roli generała, kabaretowego Marsa, z ogromnym pióropu- szem i szabl(cid:261) si(cid:266)gaj(cid:261)c(cid:261) mu do ramienia, sala buchn(cid:266)ła (cid:286)miechem. Mars miał ju(cid:298) dosyć Diany, za bardzo zadzierała nosa. A Diana przysi(cid:266)gała, (cid:298)e b(cid:266)dzie go miała na oku i (cid:298)e si(cid:266) zem(cid:286)ci. Duet ko(cid:276)czył si(cid:266) błaze(cid:276)sk(cid:261) piosenk(cid:261) tyrolsk(cid:261), któr(cid:261) Prullière (cid:286)piewał pociesznie głosem po- dra(cid:298)nionego kocura. Był zabawny w roli pró(cid:298)nego, uszcz(cid:266)(cid:286)liwionego amanta. Jego pyszałko- wate spojrzenia wzbudzały gło(cid:286)ny (cid:286)miech kobiet w lo(cid:298)ach. Potem publiczno(cid:286)ć znowu ochłodła, bo nast(cid:266)pne sceny okazały si(cid:266) nudne. Jedynie stary Bosc, jako głupawy Jowisz przytłoczony ogromn(cid:261) koron(cid:261), rozweselił na chwil(cid:266) publiczno(cid:286)ć, gdy(cid:298) miał sprzeczk(cid:266) mał(cid:298)e(cid:276)sk(cid:261) z Junon(cid:261) na tle rozliczenia z kuchark(cid:261). Ale niewiele brako- wało, by zepsuła wszystko defilada bogów, Neptuna, Plutona, Minerwy i innych. Niecierpli- wiono si(cid:266), wzrastał powoli niepokoj(cid:261)cy szmer, spektakl przestawał interesować widzów, któ- rzy rozgl(cid:261)dali si(cid:266) po sali. Lucy (cid:286)miała si(cid:266) z Labordette emś hrabia de Vandeuvres łakomie spogl(cid:261)dał na t(cid:266)gie ramiona Blanki, a Żauchery k(cid:261)tem oka zerkał na Muffatów. Hrabia był bardzo powa(cid:298)ny, jakby niczego nie rozumiał, hrabina, u(cid:286)miechaj(cid:261)c si(cid:266) tajemniczo, patrzała zadumana i rozmarzona. Nagle po(cid:286)ród ogólnej nudy klaka zatrzeszczała jak regularny ogie(cid:276) plutonu. Wszyscy zwrócili si(cid:266) ku scenie. Czy(cid:298)by nareszcie Nana? Jak długo kazała na siebie czekać! Irys i żanimed wprowadzili delegacj(cid:266) (cid:286)miertelnychŚ szacownych mieszczan. Byli to zdra- dzeni m(cid:266)(cid:298)owie. Przybyli przedstawić najwy(cid:298)szemu z bogów skarg(cid:266) na Wenus, która nadmia- rem (cid:298)arów miłosnych rozpalała ich (cid:298)ony. Bardzo zabawny był chór, jego (cid:298)ałosny i naiwny (cid:286)piew przeplatały chwile wymownego milczenia. „Chór rogaczy, chór rogaczy” (cid:326) krzyczano na sali i domagano si(cid:266) bisów. żłowy chórzystów były komiczne, uwa(cid:298)ano, (cid:298)e maj(cid:261) twarze 10 odpowiednie do swych ról, zwłaszcza jeden grubas jak ksi(cid:266)(cid:298)yc w pełni. Tymczasem zjawił si(cid:266) rozw(cid:286)cieczony Wulkan, pytaj(cid:261)c o (cid:298)on(cid:266), która zwiała trzy dni temu. Chór znowu zacz(cid:261)ł (cid:286)pie- wać zanosz(cid:261)c błagalne modły do Wulkana, boga rogaczy. Wulkana grał komik Żontan, orygi- nalny w swej wulgarno(cid:286)ci. Jako wielki kowal pociesznie kołysał si(cid:266) w biodrachś miał rud(cid:261), płomienn(cid:261) peruk(cid:266) i gołe ramiona z tatua(cid:298)em w kształcie serc przebitych strzałami. Jaka(cid:286) ko- bieta wyrwała si(cid:266) bardzo gło(cid:286)noŚ „Ach, jaki(cid:298) on brzydki!”, a inne (cid:286)miały si(cid:266) przyklaskuj(cid:261)c. Nast(cid:266)pna scena wlokła si(cid:266) bez ko(cid:276)ca. Jowisz przeci(cid:261)gał narad(cid:266) bogów, chc(cid:261)c przedstawić pro(cid:286)b(cid:266) zdradzonych m(cid:266)(cid:298)ów. A Nany ci(cid:261)gle jeszcze nie było! Czy(cid:298)by j(cid:261) chowano na sam ko- niec przedstawienia? Tak długie wyczekiwanie zirytowało wreszcie publiczno(cid:286)ć, która znowu zacz(cid:266)ła szemrać. (cid:326) Jako(cid:286) niedobrze (cid:326) powiedział do Steinera rozpromieniony Mignon. (cid:326) B(cid:266)dzie ładny wpa- dunek, zobaczy pan! W tej chwili rozst(cid:261)piły si(cid:266) chmury i ukazała si(cid:266) Wenus. Bardzo wysoka i jak na swoje osiemna(cid:286)cie lat bardzo t(cid:266)ga, w białej tunice bogini, z długimi rudymi włosami rozpuszczo- nymi na ramiona. Nana spokojna i pewna siebie zst(cid:261)piła ku rampie, (cid:286)miej(cid:261)c si(cid:266) do publiczno- (cid:286)ci. Zacz(cid:266)ła (cid:286)piewać swoj(cid:261) popisow(cid:261) melodi(cid:266)Ś żdy Wenus bł(cid:261)ka si(cid:266) z wieczora... Ale ju(cid:298) od drugiego wiersza publiczno(cid:286)ć zamieniała z sob(cid:261) spojrzenia. Czy(cid:298) to miał być (cid:298)art, czy te(cid:298) jaki(cid:286) zakład Bordenave a? Nigdy nie słyszano równie prymitywnego i fałszywe- go głosu. Dyrektor trafnie j(cid:261) okre(cid:286)liłś istotnie (cid:286)piewała jak wrona. Nie umiała nawet si(cid:266) ruszać na scenie, wyrzucała r(cid:266)ce naprzód, kołysz(cid:261)c całym ciałem w sposób wulgarny i bez wdzi(cid:266)ku. Na parterze i na ta(cid:276)szych miejscach dały si(cid:266) słyszeć gwizdy oraz ró(cid:298)ne „ochy” i „achy”, gdy raptem jaki(cid:286) młodziutki, nieopierzony kogucik odezwał si(cid:266) z foteli parterowych dobitnym głosemŚ (cid:326) Bajeczna! Wszyscy spojrzeli na niego. Był to cherubinek, jasnowłosy gimnazjalista, który na widok Nany wytrzeszczał pi(cid:266)kne oczy, a twarz mu płon(cid:266)ła. żdy poczuł zwrócone ku sobie spojrze- nia, sp(cid:261)sowiał ze wstydu. Jego s(cid:261)siad, Daguenet, przygl(cid:261)dał mu si(cid:266) u(cid:286)miechni(cid:266)ty, publicz- no(cid:286)ć, jakby rozbrojona, (cid:286)miała si(cid:266) i ju(cid:298) nie my(cid:286)lała o gwizdaniu. Młodzie(cid:276)cy w białych r(cid:266)ka- wiczkach, tak(cid:298)e oczarowani sylwetk(cid:261) Nany, rozpływali si(cid:266) w zachwytach i klaskali. (cid:326) Tak, tak! (cid:285)wietnie! Brawo! Nana zareagowała (cid:286)miechem na (cid:286)miech sali. Nastrój robił si(cid:266) coraz weselszy. Ta pi(cid:266)kna dziewczyna była jednak zabawna, (cid:286)miech dr(cid:261)(cid:298)ył w jej bródce rozkoszny dołeczek. Wcale nie zmieszana, swobodna, nawi(cid:261)zuj(cid:261)ca bezpo(cid:286)redni kontakt z publiczno(cid:286)ci(cid:261), mrugni(cid:266)ciem oka zdawała si(cid:266) mówić, (cid:298)e nie ma za grosz talentu, ale có(cid:298) to szkodzi, skoro ma co(cid:286) innego. Zwróciła si(cid:266) do dyrygenta z gestem oznaczaj(cid:261)cymŚ „Zaczynamy, mój drogi!”, i rozpocz(cid:266)ła drugi kupletŚ żdy Wenus przechodzi o północy... (cid:285)piewała ci(cid:261)gle tym swoim cierpkim głosem, lecz teraz tak ju(cid:298) dobrze wiedziała, jak po- łechtać publiczno(cid:286)ć, (cid:298)e chwilami wywoływała dreszczyk na sali. (cid:285)miały si(cid:266) przy tym ser- decznie jej czerwone usteczka i wielkie, jasnoniebieskie oczy. Przy bardziej ognistych zwrot- kach jej ró(cid:298)owe nozdrza rozdymały si(cid:266), a policzki płon(cid:266)ły. I wci(cid:261)(cid:298) kołysała si(cid:266) w biodrach (cid:326) jedyne, co umiała. Ale nie widziano w tym ju(cid:298) nic brzydkiego, przeciwnie, m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni j(cid:261) na- wet lornetowali. Pod koniec kupletu zabrakło jej zupełnie głosuś skoro zorientowała si(cid:266), (cid:298)e dalej nie da rady, wygi(cid:266)ła si(cid:266) w biodrach, których kr(cid:261)gło(cid:286)ć zarysowała si(cid:266) pod cienk(cid:261) tunik(cid:261), i przechylona w tali, wypinaj(cid:261)c pier(cid:286), uniosła ramiona. Wybuchły oklaski. Ona, bez namysłu 11 odwróciwszy si(cid:266), schodziła ze sceny, a jej rozsypane rude włosy wygl(cid:261)dały jak złote runo. Sala zatrz(cid:266)sła si(cid:266) od oklasków. Koniec aktu był mniej porywaj(cid:261)cy. Wulkan chciał spoliczkować Wenus. Bogowie naradzali si(cid:266) i zdecydowali, (cid:298)e zanim dadz(cid:261) satysfakcj(cid:266) zdradzonym m(cid:266)(cid:298)om, zrobi(cid:261) wywiad na Ziemi. Wtedy wła(cid:286)nie Diana, która podsłuchała czuł(cid:261) rozmow(cid:266) Wenery z Marsem, przysi(cid:266)gła, (cid:298)e podczas podró(cid:298)y nie spu(cid:286)ci ich z oka. Nast(cid:266)powała scena, w której dwunastoletnia dziew- czynka w roli Miło(cid:286)ci, dłubi(cid:261)c w nosie, odpowiadała na wszystkie pytania tonem beksyŚ „Tak, mamo... Nie, mamo...” Potem Jowisz, srogi jak rozgniewany nauczyciel, zamykał Mi- ło(cid:286)ć w ciemnym gabinecie, ka(cid:298)(cid:261)c jej dwadzie(cid:286)cia razy odmieniać słowo „kocham”. Bardziej spodobała si(cid:266) partia finałowa, (cid:286)wietnie wykonana przez chór i orkiestr(cid:266). Lecz gdy opadła kurtyna, klaka daremnie usiłowała wywołać artystów. Wszyscy ju(cid:298) wstali i kierowali si(cid:266) ku drzwiom. Dreptano, popychano si(cid:266) w (cid:286)cisku pomi(cid:266)dzy rz(cid:266)dami foteli, dziel(cid:261)c si(cid:266) wra(cid:298)eniami. Powta- rzało si(cid:266) jedno zdanieŚ „To jest idiotyczne.” Jaki(cid:286) krytyk twierdził, (cid:298)e nale(cid:298)ałoby gruntownie si(cid:266) po tym przejechać. Zreszt(cid:261) nie chodziło wcale o sztuk(cid:266), gdy(cid:298) rozmawiano przede wszystkim o Nanie. Żauchery i la Żaloise, wyszedł- szy z pierwszych rz(cid:266)dów, spotkali si(cid:266) w kuluarach na parterze ze Steinerem i Mignonem. Duszno było w tej w(cid:261)skiej i ciasnej kiszce, która wygl(cid:261)dała jak o(cid:286)wietlony gazowymi lam- pami korytarz w kopalni. Na chwil(cid:266) przystan(cid:266)li u stóp schodów po prawej stronie, osłoni(cid:266)ci por(cid:266)cz(cid:261). Publiczno(cid:286)ć z ta(cid:276)szych miejsc schodziła stukaj(cid:261)c ci(cid:266)(cid:298)kim obuwiem, jednocze(cid:286)nie przelewała si(cid:266) fala czarnych fraków, a bileterka robiła, co mogła, by przed naporem tłumu osłonić krzesło, na którym spi(cid:266)trzyła okrycia. (cid:326) Ale(cid:298) ja j(cid:261) znam! (cid:326) krzyczał Steiner spostrzegłszy Żauchery ego. (cid:326) Na pewno j(cid:261) gdzie(cid:286) widziałem... Zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e w Kasynie, sk(cid:261)d musiano j(cid:261) wynie(cid:286)ć, tak była pijana. (cid:326) Dokładnie ju(cid:298) nie pami(cid:266)tam (cid:326) powiedział dziennikarz (cid:326) ale podobnie jak pan na pewno j(cid:261) gdzie(cid:286) spotkałem... (cid:326) Zni(cid:298)ył głos i dodał (cid:286)miej(cid:261)c si(cid:266)Ś (cid:326) Mo(cid:298)e u Tricony. (cid:326) No, prosz(cid:266)! W tak wstr(cid:266)tnym miejscu (cid:326) o(cid:286)wiadczył Mignon, który wydawał si(cid:266) rozdra(cid:298)- niony. (cid:326) Doprawdy oburza mnie, (cid:298)e publiczno(cid:286)ć tak przyjmuje pierwsz(cid:261) lepsz(cid:261) dziewk(cid:266). Niedługo w teatrze nie b(cid:266)dzie ju(cid:298) uczciwych kobiet... Dojdzie do tego, (cid:298)e zabroni(cid:266) Ró(cid:298)y grać. Żauchery nie mógł powstrzymać si(cid:266) od u(cid:286)miechu. Tymczasem na schodach nie ustawały odgłosy ci(cid:266)(cid:298)kiego obuwia. Jaki(cid:286) jegomo(cid:286)ć w kaszkiecie mówił powoliŚ (cid:326) Niczego sobie ta tłu(cid:286)cioszka! Hoho! Byłoby co schrupać. W kuluarach kłóciło si(cid:266) dwóch młodych ludzi, ufryzowanych, wytwornych w swych zagi(cid:266)tych kołnierzykach. Jeden powta- rzałŚ „Okropna! Okropna!”, bez (cid:298)adnego uzasadnienia, a drugi gardz(cid:261)c tak(cid:298)e wszelk(cid:261) argu- mentacj(cid:261) odpowiadałŚ „Wspaniała! Wspaniała!” La Żaloise uwa(cid:298)ał, (cid:298)e jest bardzo ładna. O(cid:286)mielił si(cid:266) tylko dodać, (cid:298)e byłoby dobrze, gdyby szkoliła głos. Steiner, który ju(cid:298) nie słuchał, nagle jakby oprzytomniał. Jego zdaniem, trzeba raczej poczekać, bo wszystko mo(cid:298)e si(cid:266) zepsuć w nast(cid:266)pnych aktach. Publiczno(cid:286)ć okazała (cid:298)yczliwo(cid:286)ć, ale spektakl jeszcze jej nie porwał. Mignon przysi(cid:266)gał, (cid:298)e klapa nast(cid:261)pi jeszcze przed ko(cid:276)cem przedstawienia, a gdy Żauchery i la Żaloise poszli do foyer, chwycił za r(cid:266)k(cid:266) Steinera, przywarł do jego ramienia i szepn(cid:261)ł mu do uchaŚ (cid:326) Zobaczy pan strój mojej (cid:298)ony w drugim akcie... W(cid:286)ciekle pikantny! Na górze w foyer trzy kryształowe (cid:298)yrandole (cid:286)wieciły jaskrawo. Kuzyni zawahali si(cid:266) na chwil(cid:266). Przez otwarte oszklone drzwi widać było od jednego do drugiego ko(cid:276)ca sali rozkoły- sane fale głów, które kr(cid:261)(cid:298)yły to w t(cid:266), to w tamt(cid:261) stron(cid:266). W ko(cid:276)cu jednak przecisn(cid:266)li si(cid:266). M(cid:266)(cid:298)- czy(cid:296)ni stali grupkami, rozmawiali bardzo gło(cid:286)no i gestykulowali, nie ruszaj(cid:261)c si(cid:266) z miejsca po(cid:286)ród poszturchiwa(cid:276)ś albo te(cid:298) dreptali jeden za drugim, a zmieniaj(cid:261)c kierunek stukali obca- sami w woskowany parkiet. Po prawej i lewej stronie pomi(cid:266)dzy marmurowymi kolumnami kobiety siedziały na czerwonych pluszowych ławeczkach i obserwowały przechodz(cid:261)cy tłum, 12 znu(cid:298)one, jakby omdlałe z gor(cid:261)caś z tyłu w wysokich lustrach odbijały si(cid:266) ich koki. W gł(cid:266)bi przy bufecie jaki(cid:286) opasły m(cid:266)(cid:298)czyzna pił szklank(cid:266) soku. Żauchery chc(cid:261)c odetchn(cid:261)ć wyszedł na balkon. Za nim pod(cid:261)(cid:298)ył wnet la Żaloise, który stu- diował fotografie aktorek wisz(cid:261)ce, podobnie jak lustra, w ramach pomi(cid:266)dzy kolumnami. Przed chwil(cid:261) zgaszono gazow(cid:261) ramp(cid:266) u wej(cid:286)cia do teatru. Na balkonie, który wydał im si(cid:266) pusty, było ciemno i chłodno. Tylko w prawej wn(cid:266)ce jaki(cid:286) młody człowiek ukryty w cieniu opierał si(cid:266) łokciami o kamienn(cid:261) balustrad(cid:266) i palił papierosa, który skrzył si(cid:266) z daleka. Żauche- ry rozpoznał Dagueneta. U(cid:286)cisn(cid:266)li sobie dłonie. (cid:326) Có(cid:298) pan tu robi, kochaneczku? (cid:326) spytał dziennikarz. (cid:326) Na premierze chowa si(cid:266) pan po k(cid:261)tach albo nie opuszcza wcale widowni. (cid:326) Jak pan widzi, po prostu pal(cid:266) (cid:326) odrzekł Daguenet. A Żauchery chc(cid:261)c zbić go z tropu spytałŚ (cid:326) No có(cid:298) pan my(cid:286)li o debiutantce?... W kuluarach mówi(cid:261) o niej raczej nieszczególnie. (cid:326) Och! (cid:326) szepn(cid:261)ł Daguenet (cid:326) tak mówi(cid:261) m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni, których ona nie chciała! To była cała jego ocena talentu Nany. La Żaloise wychylił si(cid:266) i patrzał na bulwar. Po prze- ciwległej stronie ulicy okna hotelu i jakiego(cid:286) klubu były jasno o(cid:286)wietlone. A na tarasie Ka- wiarni Madryckiej a(cid:298) czarno było od stłoczonych przy stolikach go(cid:286)ci. Pomimo spó(cid:296)nionej pory (cid:286)cisk był niebywałyś ludzie posuwali si(cid:266) wolno, wychodzili nieustannie z pasa(cid:298)u Jo- uffroy i musieli czekać co najmniej pi(cid:266)ć minut, by przej(cid:286)ć przez jezdni(cid:266), bo powozy jechały nie ko(cid:276)cz(cid:261)cym si(cid:266) sznurem. (cid:326) Co za ruch! Co za zgiełk! (cid:326) powtarzał la Żaloise, którego Pary(cid:298) jeszcze zdumiewał. Odezwał si(cid:266) przeci(cid:261)gły dzwonek, foyer opustoszało. W kuluarach zapanował gor(cid:261)czkowy po- (cid:286)piech. Kurtyna poszła ju(cid:298) w gór(cid:266), a jeszcze du(cid:298)e grupy publiczno(cid:286)ci wchodziły, ku oburzeniu tych widzów, którzy ju(cid:298) siedzieli na swych miejscach. Wszyscy w napi(cid:266)ciu oczekiwali dalszego ci(cid:261)gu przedstawienia. La Żaloise od razu rzucił spojrzenie na żag(cid:266). Zdziwił si(cid:266) ujrzawszy przy niej wysokiego blondyna, który przed chwil(cid:261) siedział w lo(cid:298)y prosceniowej Lucy. (cid:326) Jak si(cid:266) ten pan nazywa? (cid:326) spytał. Żauchery z pocz(cid:261)tku go nie dostrzegł. (cid:326) Ach, Labordette (cid:326) powiedział wreszcie z gestem oznaczaj(cid:261)cym zupełn(cid:261) oboj(cid:266)tno(cid:286)ć. Dekoracja drugiego aktu była zaskakuj(cid:261)ca. Przedstawiała wn(cid:266)trze „Czarnej Kuli”, przed- miejskiej spelunki, w tłusty wtorek. Postacie w maskach karnawałowych (cid:286)piewały wesoł(cid:261) piosenk(cid:266) akompaniuj(cid:261)c sobie przy refrenie przytupywaniem obcasami. Ten marny numer, po którym wiele sobie nie obiecywano, tak rozbawił publiczno(cid:286)ć, (cid:298)e musiano bisować piosenk(cid:266). W tej wła(cid:286)nie spelunce bogowie rozpoczynali wywiadś zabł(cid:261)dzili zreszt(cid:261) z winy Irys, która ich oszukała mówi(cid:261)c, (cid:298)e zna Ziemi(cid:266). Dla niepoznaki byli przebrani. Jowisz ukazał si(cid:266) jako król Dagobert, w spodniach wywróconych na lew(cid:261) stron(cid:266) i w wielkiej koronie z białej blachy. Żeb zjawił si(cid:266) jako Pocztylion z Longjumeau, a Minerwa jako Mamka normandzka. Szalo- nymi wybuchami wesoło(cid:286)ci przyj(cid:266)to Marsa w dziwacznym stroju szwajcarskiego Admirała. A gdy ukazał si(cid:266) Neptun, wszyscy parskn(cid:266)li (cid:286)miechemŚ w bluzie, w wysokiej wyd(cid:266)tej czapie, z loczkami przylepionymi na skroniach, szedł człapi(cid:261)c pantoflami i mówił grubym głosemŚ „Co chcecie, skoro jestem pi(cid:266)knym m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261), musz(cid:266) pozwolić, by mnie kochano!” Wywo- łał tym seri(cid:266) „ochów”, damy zasłoniły si(cid:266) z lekka wachlarzami. Lucy w lo(cid:298)y prosceniowej (cid:286)miała si(cid:266) tak gło(cid:286)no, (cid:298)e Karolina Hèquet musiała j(cid:261) uciszyć, trzepn(cid:261)wszy wachlarzem. Od tej chwili było ju(cid:298) wiadomo, (cid:298)e sztuka wyszła z próby zwyci(cid:266)sko, a nawet zanosiło si(cid:266) na wielki sukces. Królewsk(cid:261) uczt(cid:261) wydawał si(cid:266) ten karnawał bogów, Olimp sponiewierany w błocie, bezlitosne kpiny z religii i poezji. Kulturalna publiczno(cid:286)ć premierowa w gor(cid:261)czce wy- szydzania szargała legend(cid:266) i burzyła antyczne postaci. Jowisz był gór(cid:261). Mars pobity. Królew- ska godno(cid:286)ć stawała si(cid:266) fars(cid:261), armia (cid:298)artem. żdy Jowisz, zakochany nagle w praczce, zacz(cid:261)ł ta(cid:276)czyć wyuzdanego kankana, Simona, która grała praczk(cid:266), podrzuciła nog(cid:266) pod sam nos najwy(cid:298)szego z bogów, nazywaj(cid:261)c go tak zabawnie swoim „grubaskiem”, (cid:298)e szalony (cid:286)miech wstrz(cid:261)sn(cid:261)ł sal(cid:261). Podczas ta(cid:276)ca Żeb podawał Minerwie czarki z grzanym winem, a Neptun 13 królował w otoczeniu siedmiu czy o(cid:286)miu kobiet, które raczyły go ciastkami. Podchwytywano aluzje, dodawano spro(cid:286)ne słowa, okrzyki orkiestry przekr(cid:266)cały sens niewinnych wyrazów. Od dawna ju(cid:298) si(cid:266) nie zdarzyło, by publiczno(cid:286)ć teatralna upajała si(cid:266) tak bezdenn(cid:261) bzdur(cid:261). Było to dla niej odpr(cid:266)(cid:298)eniem. W(cid:286)ród tych szale(cid:276)stw akcja toczyła si(cid:266) dalej. Wulkan jako elegancki młodzian, ubrany cały na (cid:298)ółto i w (cid:298)ółtych r(cid:266)kawiczkach, z monoklem w oku, uganiał si(cid:266) za Wener(cid:261), która weszła na scen(cid:266) jako Handlarka Ryb, w chustce na głowie, z biustem nader obfitym i obwieszona złotymi (cid:286)wiecidełkami. Nana, biała, pulchna, tak pasowała do tej postaci mocnej w biodrach i w g(cid:266)bie, (cid:298)e od razu podbiła sal(cid:266). Zapomniano o Ró(cid:298)y Mignon, która, jako rozkoszne Bobo w słomkowym kapelusiku i krótkiej mu(cid:286)linowej sukience, czaruj(cid:261)cym głosem wypowiadała (cid:298)ałosne skargi Diany. Publiczno(cid:286)ć upajała si(cid:266) przede wszystkim wdzi(cid:266)kami Nany, t(cid:266)giej, try- skaj(cid:261)cej werw(cid:261) dziewczyny, która klepała si(cid:266) po udach i gdakała jak kura, roztaczaj(cid:261)c swe kobiece uroki. Od drugiego aktu mogła sobie ju(cid:298) na wszystko pozwolićŚ (cid:296)le si(cid:266) poruszać na scenie, (cid:286)piewać fałszywie, nie pami(cid:266)tać roli. Wystarczyło, (cid:298)e odwracała si(cid:266) i (cid:286)miała, a ju(cid:298) zrywały si(cid:266) brawa. Kiedy pociesznie wypinała biodra, orkiestra rozpalała si(cid:266), podniecenie ogarniało cał(cid:261) sal(cid:266) a(cid:298) pod samo sklepienie. Jako rej wodz(cid:261)ca w spelunce osi(cid:261)gn(cid:266)ła szczyt powodzenia. Czuła si(cid:266) doskonale w roli Wenus siedz(cid:261)cej w rynsztoku na brzegu trotuaru, podpartej dło(cid:276)mi w talii. Muzyka była (cid:286)wietnie dobrana do jej głosu dziewczyny z przedmie- (cid:286)ciaŚ d(cid:296)wi(cid:266)ki jakby fujarki na jarmarku w Saint-Cloud, gdy zabawnie kichnie klarnet i w(cid:286)ci- biaj(cid:261) si(cid:266) fletowe tony. Bisowano jeszcze dwa numery. Walc z uwertury, ów walc o szelmowskim rytmie, odezwał si(cid:266) znowu i porwał bogów. Junona jako Żarmerka docinała Jowiszowi wymawiaj(cid:261)c mu pracz- k(cid:266) i tłukła go po głowie. Diana, która przyłapała Wenus w chwili, gdy umawiała si(cid:266) na schadzk(cid:266) z Marsem, napr(cid:266)dce wyznaczała miejsce i godzin(cid:266) spotkania Wulkanowi, który krzyczałŚ „Ja ju(cid:298) mam swoje plany.” Nast(cid:266)pne sceny nie wydawały si(cid:266) zupełnie zrozumiałe. Wywiad ko(cid:276)czył si(cid:266) galopem, po którym Jowisz, zadyszany, zlany potem, bez korony, o(cid:286)wiadczył, (cid:298)e kobietki ziemskie s(cid:261) rozkoszne i (cid:298)e m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni nie maj(cid:261) racji. Kurtyna opadała, gdy rozległy si(cid:266) gwałtowne okrzyki, gło(cid:286)niejsze od brawŚ „Na scen(cid:266)!” Kurtyna poszła w gór(cid:266). Arty(cid:286)ci wyszli trzymaj(cid:261)c si(cid:266) za r(cid:266)ce. W (cid:286)rodku Nana i Ró(cid:298)a Mignon stały obok siebie i kłaniały si(cid:266). Zerwały si(cid:266) oklaski, klaka wrzeszczała. Potem z wolna sala opró(cid:298)niła si(cid:266) do polowy. (cid:326) Musz(cid:266) si(cid:266) przywitać z hrabin(cid:261) Muffat (cid:326) powiedział la Żaloise. (cid:326) Doskonale, teraz mnie przedstawisz (cid:326) odrzekł Żauchery. (cid:326) Potem zejdziemy. Lecz nie było rzecz(cid:261) łatw(cid:261) dotrzeć do ló(cid:298) balkonowych. Na górze w kuluarach panował nie- zno(cid:286)ny tłok. Chc(cid:261)c si(cid:266) przecisn(cid:261)ć musieli si(cid:266) skulić i prze(cid:286)lizgiwać, manewruj(cid:261)c łokciami. Jaki(cid:286) znany krytyk, oparty grzbietem o miedzian(cid:261) lamp(cid:266), w której palił si(cid:266) płomie(cid:276) gazowy, omawiał sztuk(cid:266) otoczony gronem uwa(cid:298)nych słuchaczy. Osoby przechodz(cid:261)ce wymieniały pół- głosem jego nazwisko. Według kr(cid:261)(cid:298)(cid:261)cej w kuluarach pogłoski krytyk ten (cid:286)miał si(cid:266) przez cały aktś a jednak teraz okazał si(cid:266) bardzo surowy, rozwodził si(cid:266) na temat dobrego smaku i moral- no(cid:286)ci. Opodal krytyk o w(cid:261)skich wargach wyra(cid:298)ał si(cid:266) o przedstawieniu przychylnie, ale miało to posmak czego(cid:286) cierpkiego. Żauchery przegl(cid:261)dał lo(cid:298)e przykładaj(cid:261)c oko do okr(cid:261)głych otworów wyci(cid:266)tych w drzwiach. Hrabia de Vandeuvres zatrzymał go zasypuj(cid:261)c pytaniami. A gdy si(cid:266) dowiedział, (cid:298)e dwaj ku- zyni id(cid:261) powitać Muffatów, wskazał im lo(cid:298)(cid:266) siódm(cid:261), z której wła(cid:286)nie wyszedł. Potem, po- chylaj(cid:261)c si(cid:266) do ucha dziennikarza, rzekłŚ (cid:326) Niech(cid:298)e pan powie, mój drogi, wszak to t(cid:266) Nan(cid:266) widzieli(cid:286)my którego(cid:286) wieczoru na rogu ulicy Provence. (cid:326) No wła(cid:286)nie! Ma pan racj(cid:266) (cid:326) krzykn(cid:261)ł Żauchery. (cid:326) Mówiłem przecie(cid:298), (cid:298)e j(cid:261) znam. La Żaloise przedstawił swego kuzyna hrabiemu Muffat de Beuville, który przyj(cid:261)ł go ozi(cid:266)ble. Lecz hrabina słysz(cid:261)c nazwisko Żauchery ego podniosła głow(cid:266) i z umiarem komplementowała 14 dziennikarza za jego artykuły w „Żigaro”. Oparta łokciami o pluszow(cid:261) por(cid:266)cz, odwróciła si(cid:266) ku niemu bokiem z wdzi(cid:266)cznym ruchem ramion. Po chwili rozmowa zeszła na temat Wysta- wy (cid:285)wiatowej. (cid:326) To b(cid:266)dzie bardzo pi(cid:266)kne (cid:326) rzekł hrabia, którego kwadratowa i regularna twarz wyra(cid:298)ała urz(cid:266)dow(cid:261) powag(cid:266). (cid:326) Zwiedzałem dzi(cid:286) Pole Marsowe... Wróciłem zachwycony. (cid:326) Mówi(cid:261), (cid:298)e nie wszystko b(cid:266)dzie gotowe na czas (cid:326) odwa(cid:298)ył si(cid:266) zauwa(cid:298)yć la Żaloise. (cid:326) Tam jeszcze taki kram... Lecz hrabia przerwał mu surowoŚ (cid:326) B(cid:266)dzie gotowe... Tak chce cesarz. Żauchery opowiadał z humorem, jak pewnego dnia udawszy si(cid:266) tam w poszukiwaniu tematu do artykułu o mało co byłby został w akwarium, które wówczas budowano. Hrabina u(cid:286)mie- chała si(cid:266). Chwilami spogl(cid:261)dała na sal(cid:266), podnosz(cid:261)c rami(cid:266) w białej r(cid:266)kawiczce długiej do łok- cia i wachluj(cid:261)c si(cid:266) powolnym ruchem. Sala, ju(cid:298) prawie pusta, zapadała w sen. W rz(cid:266)dach parterowych kilku panów rozło(cid:298)yło dzienniki. Panie swobodnie przyjmowały go(cid:286)ci jak w swoim domu. Pod (cid:298)yrandolem, którego jasno(cid:286)ć przyćmiewał drobny pył unosz(cid:261)cy si(cid:266) przy zmianie dekoracji, słychać było tylko szept wytwornego towarzystwa. W drzwiach gromadzili si(cid:266) m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni, by zobaczyć kobiety, które pozostały na swych miejscach. Stali przez chwil(cid:266) bez ruchu, wyci(cid:261)gaj(cid:261)c szyje i ukazuj(cid:261)c białe gorsy kształtu wielkich serc. (cid:326) Liczymy na pana w najbli(cid:298)szy wtorek (cid:326) powiedziała hrabina do la Żaloise a. Zaprosiła te(cid:298) Żauchery ego, który si(cid:266) skłonił. Nie mówiono wcale o sztuce, nawet nie wy- mieniono imienia Nany. Hrabia zachowywał tak lodowat(cid:261) godno(cid:286)ć, jakby był na posiedzeniu Ciała Ustawodawczego. Chc(cid:261)c usprawiedliwić ich obecno(cid:286)ć na tym spektaklu, powiedział po prostu, (cid:298)e jego te(cid:286)ć lubi teatr. Drzwi lo(cid:298)y pozostały otwarte. Markiz de Chouard, który wy- szedł, by zrobić miejsce odwiedzaj(cid:261)cym, prezentował swoj(cid:261) wysok(cid:261), starcz(cid:261) figur(cid:266) i zmi(cid:266)t(cid:261), biał(cid:261) twarz. Spod kapelusza o szerokim rondzie patrzał m(cid:266)tnym wzrokiem na przechodz(cid:261)ce kobiety. Otrzymawszy od hrabiny zaproszenie na wtorkowe przyj(cid:266)cie, Żauchery opu(cid:286)cił lo(cid:298)(cid:266). Wy- czuł, (cid:298)e byłoby rzecz(cid:261) niestosown(cid:261) mówić teraz o sztuce. La Żaloise wyszedł ostatni. W pro- sceniowej lo(cid:298)y hrabiego de Vandeuvres zauwa(cid:298)ył wła(cid:286)nie blondyna Labordette, który roz- siadł si(cid:266) wygodnie, rozmawiaj(cid:261)c poufale z Blank(cid:261) de Sivry. Spotkawszy znowu kuzyna po- wiedziałŚ (cid:326) Ach! Ten Labordette zna chyba wszystkie kobiety?... Popatrz, teraz dla odmiany zabawia si(cid:266) z Blank(cid:261). (cid:326) Oczywi(cid:286)cie, zna je wszystkie (cid:326) odpowiedział z flegm(cid:261) Żauchery. (cid:326) Czy(cid:286) ty z d(cid:266)bu spadł, (cid:298)e nie wiesz o tym? W kuluarach nieco si(cid:266) rozlu(cid:296)niło. Żauchery miał wła(cid:286)nie zej(cid:286)ć, gdy nagle Lucy go zawołała. Stała u wej(cid:286)cia do swej lo(cid:298)y prosceniowej. Mówiła, (cid:298)e w (cid:286)rodku mo(cid:298)na si(cid:266) ugotować. Zaj- mowała cał(cid:261) szeroko(cid:286)ć korytarza w towarzystwie Karoliny Hèquet i jej matki, które chrupały praliny. Bileterka rozmawiała z nimi familiarnie. Lucy wymy(cid:286)lała dziennikarzowiŚ ładnie to, (cid:298)e chodzi ogl(cid:261)dać inne kobiety, a ich nawet nie spyta, czy nie chciałyby si(cid:266) czego(cid:286) napić! A przechodz(cid:261)c na inny temat, powiedziałaŚ (cid:326) Wiesz co, kochanie, moim zdaniem Nana (cid:286)wietnie wygl(cid:261)da. Chciała, (cid:298)eby został u nich w lo(cid:298)y na ostatni akt, ale on uciekł obiecuj(cid:261)c, (cid:298)e spotka si(cid:266) z nimi przy wyj(cid:286)ciu. Na dole, przed teatrem, Żauchery i la Żaloise zapalili papierosy. Przycichał ju(cid:298) szum bulwaru. Ludzie, którzy zeszli po kamiennych schodach, by odetchn(cid:261)ć (cid:286)wie(cid:298)ym powietrzem, zagradzali trotuar. Tymczasem Mignon zaci(cid:261)gn(cid:261)ł Steinera do kawiarni „Varietes”. Po sukcesie Nany zacz(cid:261)ł mówić o niej z entuzjazmem, obserwuj(cid:261)c bankiera k(cid:261)tem oka. Znał go dobrze i ju(cid:298) dwa razy pomógł mu zdradzić Ró(cid:298)(cid:266), a potem, gdy kaprys min(cid:261)ł, przyprowadzał go z powrotem, wier- nego i pełnego skruchy. W przepełnionej kawiarni go(cid:286)cie siedzieli w (cid:286)cisku przy marmuro- wych stolikachś niektórzy spiesznie pili na stoj(cid:261)co. Wielkie lustra odbijały w niesko(cid:276)czono(cid:286)ć morze głów i pogł(cid:266)biały w(cid:261)sk(cid:261) sal(cid:266) z trzema (cid:286)wiecznikami, ławeczkami z moleskinu, kr(cid:266)tymi 15 schodami ozdobionymi czerwon(cid:261) draperi(cid:261). Steiner zaj(cid:261)ł stolik w otwartej na bulwar pierwszej sali, której drzwi wyj(cid:266)to troch(cid:266) za wcze(cid:286)nie na t(cid:266) por(cid:266) roku. Przechodzili wła(cid:286)nie Żauchery i la Żaloise, wi(cid:266)c bankier zatrzymał ich mówi(cid:261)cŚ (cid:326) Mo(cid:298)e wypijecie z nami kufelek? Lecz był pochłoni(cid:266)ty jedynie my(cid:286)l(cid:261), (cid:298)eby posłać bukiet Nanie. Zawołał w ko(cid:276)cu garsona, którego poufale nazywał Augustem. Mignon, który nadsłuchiwał, spojrzał na niego tak wy- mownie, (cid:298)e Steiner zmieszał si(cid:266) bełkocz(cid:261)cŚ (cid:326) Niech August wr(cid:266)czy bileterce dwa bukiety. Po jednym dla ka(cid:298)dej z tych dam, i podać im w odpowiedniej chwili, dobrze? W drugim ko(cid:276)cu sali stała nieruchomo przed pust(cid:261) szklank(cid:261) młoda, najwy(cid:298)ej osiemnasto- letnia dziewczyna. Z głow(cid:261) opart(cid:261) o ram(cid:266) lustra, tkwiła przed pust(cid:261) szklank(cid:261) jakby odr(cid:266)twiała przez długie i daremne czekanie. W oprawie naturalnych, pi(cid:266)knych, popielatych loków miała twarz Madonny i pełne słodyczy aksamitne, niewinne oczyś miała sukni(cid:266) z zielonego, wy- płowiałego jedwabiu i okr(cid:261)gły, zniszczony kapelusz. Była blada od nocnego chłodu. (cid:326) Patrzcie! Satin (cid:326) szepn(cid:261)ł Żauchery dostrzegłszy j(cid:261). La Żaloise zacz(cid:261)ł go wypytywać. źch, nic nadzwyczajnego, po prostu dziewka z bulwarów. Ale taka z niej szelma, (cid:298)e mo(cid:298)na si(cid:266) ubawić tym, co mówi. Dziennikarz podnosz(cid:261)c głos zapytałŚ (cid:326) Co ty tu robisz, Satin? (cid:326) Pluj(cid:266) i łapi(cid:266) (cid:326) odpowiedziała spokojnie, nie ruszaj(cid:261)c si(cid:266) z miejsca. Czterej m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni, zachwyceni, zacz(cid:266)li si(cid:266) (cid:286)miać. Mignon zapewniał, (cid:298)e maj(cid:261) sporo czasuś ustawianie dekoracji do trzeciego aktu potrwa jakie dwadzie(cid:286)cia minut. Lecz dwaj kuzyni, wypiwszy piwo, chcieli ju(cid:298) wrócić na gór(cid:266)ś było im zimno. A Mignon, zostawszy sam ze Steinerem, podparł si(cid:266) łok- ciami i powiedział mu bez ogródekŚ (cid:326) No wi(cid:266)c załatwione, pójdziemy do niej, przedstawi(cid:266) pana... Oczywi(cid:286)cie to zostaje mi(cid:266)dzy nami, moja (cid:298)ona nie potrzebuje o tym wiedzieć. Wróciwszy na swoje miejsca, Żauchery i la Żaloise zauwa(cid:298)yli w jednej z ló(cid:298) skromnie ubran(cid:261), ładn(cid:261) kobiet(cid:266). Była w towarzystwie pana wygl(cid:261)daj(cid:261)cego powa(cid:298)nie, naczelnika w Ministerstwie Spraw Wewn(cid:266)trznych, którego la Ża- loise znał, bo spotkał go u Muffatów. Co do niej, Żauchery mniemał, (cid:298)e to pani RobertŚ ko- bieta uczciwa, która nie ma wi(cid:266)cej jak jednego kochanka, i to zawsze człowieka godnego sza- cunku. Musieli si(cid:266) jednak odwrócić. U(cid:286)miechał si(cid:266) do nich Daguenet, który teraz, gdy Nana odnio- sła sukces, ju(cid:298) si(cid:266) nie ukrywał, a przed chwil(cid:261) triumfował w kuluarach. Obok niego młody gimnazjalista nie ruszał si(cid:266) ze swego fotela, osłupiały z podziwu dla Nany. „Ach, có(cid:298) to za wspaniała kobieta!” Rumienił si(cid:266), wkładał i zdejmował r(cid:266)kawiczki. A gdy usłyszał, (cid:298)e jego s(cid:261)siad rozmawia o Nanie, odwa(cid:298)ył si(cid:266) zapytaćŚ (cid:326) Przepraszam pana, czy pan zna t(cid:266) dam(cid:266), która wyst(cid:266)puje na scenie? (cid:326) Tak, troch(cid:266) (cid:326) szepn(cid:261)ł z pewnym wahaniem zaskoczony Daguenet. (cid:326) Wobec tego zna pan jej adres? Pytanie padło tak obcesowo, (cid:298)e miał ochot(cid:266) odpowiedzieć policzkiem. (cid:326) Nie (cid:326) rzekł oschle. I odwrócił si(cid:266) plecami. Blondynek zrozumiał, (cid:298)e popełnił co(cid:286) niewła(cid:286)ciwego. Jeszcze bar- dziej sp(cid:261)sowiał i stropił si(cid:266). Zabrzmiał trzeci dzwonek, garderobiane miały urwanie głowy z odbieraniem pelis i palt od wracaj(cid:261)cej na sal(cid:266) publiczno(cid:286)ci. Klaka ju(cid:298) oklaskiwała dekoracje. Przedstawiały one grot(cid:266) na stokach źtny, wydr(cid:261)(cid:298)on(cid:261) w kopalni srebra. Jej (cid:286)ciany l(cid:286)niły jak nowe srebrne talary. W gł(cid:266)bi blask bij(cid:261)cy od ku(cid:296)ni Wulkana podobny był do zachodu sło(cid:276)ca. W drugiej scenie Diana umawiała si(cid:266) z Wulkanem, który miał udać, (cid:298)e wyje(cid:298)d(cid:298)a, by ust(cid:261)pić miejsca Marsowi i We- nus. Ledwie Diana została sama, na scen(cid:266) weszła Wenus. Dreszcz przebiegł przez sal(cid:266). Nana była naga. Ukazywała sw(cid:261) nago(cid:286)ć spokojnie i zuchwale, pewna wszechmocy swego ciała. Otulała j(cid:261) tylko gaza. Kr(cid:261)głe ramiona, piersi amazonki o ró(cid:298)owych p(cid:261)kach stercz(cid:261)cych i 16 sztywnych jak lance, szerokie biodra kołysz(cid:261)ce si(cid:266) lubie(cid:298)nie, uda bujnej blondyny, wszystkie wdzi(cid:266)ki jej ciała wyzierały z powiewnej, białej jak piana tkaniny. Spowijał j(cid:261) jedynie płaszcz włosów. Była to Wenus wyłaniaj(cid:261)ca si(cid:266) z fal morskich. żdy unosiła ramiona, w (cid:286)wietle ram- py widać było złoty meszek pod pachami. Nikt nie klaskał, nikt si(cid:266) nie (cid:286)miał. Powa(cid:298)ni m(cid:266)(cid:298)- czy(cid:296)ni patrzeli z napi(cid:266)ciem, nosy mieli wyci(cid:261)gni(cid:266)te, usta roznami(cid:266)tnione i wyschłe. Jakby wiatr lekki, brzemienny głuch(cid:261) gro(cid:296)b(cid:261), powiał p
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nana
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: