Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00198 009789 7506267 na godz. na dobę w sumie
Naprawdę jesteśmy trzecią władzą - ebook/pdf
Naprawdę jesteśmy trzecią władzą - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 154
Wydawca: C. H. Beck Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7483-899-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> prawo i podatki
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Naprawdę jesteśmy trzecią władzą' autorstwa Profesora Lecha Gardockiego (ur. 1944r.) to zbiór 49 felietonów publikowanych przez Autora co miesiąc na łamach 'Rzeczypospolitej' w latach 1998-2007.
Większość felietonów poświęcona jest przypominaniu znaczenia władzy sądowniczej i udowadniania jej konstytucyjnego charakteru.
Jak napisał we wprowadzeniu Profesor Stanisław Waltoś: 'W książce jest sporo problemów, które z pewnością zainteresują Czytelnika. Mowa w niej o granicach i sensie kryminalizacji, relacjach między mediami a sądami, sztuce umiejętnej legislacji, poczuciu odpowiedzialności za wydawane decyzje, o nadużywaniu prawa, o kunszcie posługiwania się wykładnią prawa i problemie tzw. wykładni kreatywnej, o wymaganiach etycznych wobec sędziów, a także o licznych niefortunnych (...) pomysłach ustrojowych i legislacyjnych.


Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Naprawdę jesteśmy trzecią władzą Lech Gardocki Wydawnictwo C. H. Beck Naprawdę jesteśmy trzecią władzą W sprzedaży: R. Krajewski LEKSYKON INSTYTUCJI WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI I OCHRONY PRAWA E. Kundera, M. Maciejewski (red.) LEKSYKON MYŚLICIELI POLITYCZNYCH I PRAWNYCH, wyd. 2 J. Zajadło (red.) LEKSYKON WSPÓŁCZESNEJ TEORII I FILOZOFII PRAWA K. Burczak, A. Dębiński, M. Jońca ŁACIŃSKIE SENTENCJE I POWIEDZENIA PRAWNICZE U. Kalina-Prasznic (red.) ENCYKLOPEDIA PRAWA, wyd. 4 A. Ohanowicz, Z. Radwański (Wstęp), A. Gulczyński (oprac.) ALFRED OHANOWICZ. WYBÓR PRAC www.sklep.beck.pl Naprawdę jesteśmy trzecią władzą Lech Gardocki Wydawnictwo C. H. Beck Warszawa 2008 Redakcja: Ewa Biernacka, Iwona Duda Projekt okładki: Robert Rogiński © Wydawnictwo C. H. Beck 2008 Wydawnictwo C. H. Beck, Sp. z o.o. ul. Gen. Zajączka 9, 01-518 Warszawa Skład i łamanie: Jolanta Straszewska, Wydawnictwo C. H. Beck Druk i oprawa: P.W.P. INTERDRUK, Warszawa ISBN 978-83-7483-899-3 Spis treści Od Autora ........................................................................................................................... VII IX Co nieco o tym, co w tej książce i na jej kanwie ............................................................ Rozdział I. O sądach i trybunałach ............................................................................... 1 1 Nie upodobnić się do przeciwnika ........................................................................... Apolityczność sędziów ................................................................................................ 4 7 Kamień milowy ............................................................................................................ 9 Sędziowska etyka i obyczaje ...................................................................................... Okazało się, że toczy nas trąd ..................................................................................... 12 15 Między ochroną godności a wolnością wypowiedzi .............................................. 18 Jak powstaje zła opinia ............................................................................................... 20 Kogo tu badać? ............................................................................................................ 23 Szczególne obowiązki i ograniczenia ........................................................................ Niebezpieczne pomysły polityków ............................................................................ 25 28 Słuszny protest może być skuteczniejszy .................................................................. 31 Zawody prawnicze pod kontrolą prokuratury ......................................................... 34 Pomysł szalony i obraźliwy ......................................................................................... Rozdział II. O trzech, a nawet czterech władzach ....................................................... 37 37 Diabeł tkwi w szczegółach ......................................................................................... 40 Czas zaprzeczyć tej plotce .......................................................................................... 42 Krytykę też można krytykować.................................................................................. 46 Trzy władze, a może nawet więcej ............................................................................ Naprawdę jesteśmy trzecią władzą ........................................................................... 49 52 Jeszcze nikt nie wygrał ............................................................................................... Arogancja czwartej władzy ........................................................................................ 56 V Spis treści 58 Sądy i media – wzajemna kontrola ............................................................................ 61 Między pierwszą a trzecią władzą .............................................................................. 64 Trzy władze wkraczają w swe kompetencje .............................................................. 67 Rozdział III. O legislacji, stosowaniu i wykładni prawa ............................................ 67 Osoba publiczna musi mieć twardszą skórę ............................................................ 70 Język prawa: proszę jaśniej ......................................................................................... 73 Wynalazki i zapożyczenia .......................................................................................... 76 Do stanowienia praw mądrych nie wystarczy władza ........................................... 79 Niby po polsku, ale jakoś dziwnie ............................................................................. 82 Martwe przepisy i fałszywe legendy prawne ........................................................... 85 Rekin wcale nie jest rekinem ..................................................................................... 87 Jak łódka Bols opływała prawo ................................................................................. 89 Kto ma interpretować prawo? ................................................................................... 92 Ratownik jest też kobietą ........................................................................................... 94 Na granicy karalności .................................................................................................. Trudno pisać ustawy jasno, ale trzeba próbować ..................................................... 97 Spory o profesora Makarewicza ................................................................................. 100 Każdy miał swoją rację? .............................................................................................. 102 Rozdział IV. O zmianach w prawie karnym ................................................................. 105 Zmiany naprawdę ważne ........................................................................................... 105 Uboczne koszty zaostrzenia przepisów .................................................................... 107 Między prawem a rzeczywistością ............................................................................ 110 Potrzeba przeciwwagi ................................................................................................. 112 Zachować umiar ........................................................................................................... 115 Rozdział V. O polityce kryminalnej .............................................................................. 119 Sędzia nie może być automatem do orzekania ....................................................... 119 Co powinno być przestępstwem ............................................................................... 122 Powracający temat ...................................................................................................... 126 Kłopoty z dziećmi? ..................................................................................................... 128 Teksas a pedoi lia w Polsce ........................................................................................ 131 Jak pisać o procesach? ................................................................................................ 133 Czy każde przestępstwo dyskwalii kuje? ................................................................... 136 Indeks nazwisk .................................................................................................................. 139 VI Od Autora Zamieszczone w tej ksią(cid:268)ce felietony publikowałem w „Rzeczpospolitej” co miesiąc, od grudnia 1998 r. Niektóre z nich były reakcją na bie(cid:268)ące wydarze- nia i wypowiedzi innych osób. Inne miały charakter rozwa(cid:268)ań na tematy stale aktualne. Pisałem o nich, gdy wydawało mi się, (cid:268)e mam coś nowego do doda- nia, albo te(cid:268) uwa(cid:268)ałem, (cid:268)e pewne informacje, twierdzenia lub postaci warte są przypomnienia. Pewnie zabrzmi to nieco patetycznie, ale chciałem, by były wkładem do wspólnego działania wielu osób w Polsce, mającego na celu rea- lizację w naszym kraju idei demokratycznego państwa prawnego. Takie pań- stwo zaś jest nam wszystkim potrzebne po to, byśmy się nie czuli jak Józef K., którego sytuację w genialnym skrócie opisał Franz Ka(cid:292) a w pierwszym zdaniu „Procesu”: „Ktoś musiał zło(cid:268)yć doniesienie na Józefa K., bo mimo (cid:268)e nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany”. Wybrałem do zbioru te felietony, które uwa(cid:268)am za najciekawsze, grupując je tematycznie. Gdyby ktoś mnie zapytał, dlaczego na początku zamieszczo- ny jest felieton o tytule: „Nie upodobnić się do przeciwnika”, odpowiedział- bym, (cid:268)e spośród wszystkich, które napisałem – ten właśnie najbardziej mi się podoba. Tytuł całości („Naprawdę jesteśmy trzecią władzą”) ma związek z tym, (cid:268)e większość felietonów poświęcona jest przypominaniu znaczenia władzy są- downiczej, i udowadnianiu, (cid:268)e naprawdę nie jesteśmy tylko „sądownictwem”, lecz konstytucyjną władzą, o czym wielu ludzi, zwłaszcza polityków, chętnie VII Od Autora zapomina. Jesteśmy władzą, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, apolityczną, i dzięki tej apolityczności zapewniającą jednostce ochronę przed nadu(cid:268)ycia- mi władz stricte politycznych. Władzą, której siła nie polega na kształtowaniu rzeczywistości, lecz na kontrolowaniu ex post tego, co robią pozostałe władze i obywatele. Władzą niepochodzącą z bezpośrednich wyborów, i będącą przez to stabilnym i stabilizującym elementem mechanizmu państwowego. Wła- dzą o szczególnym kodeksie etycznym i obyczajowym, tworzącym specyfi cz- ny etos zawodu sędziowskiego. Władzą nieodpowiadającą przed pozostały- mi władzami (poza czwartą – mediami i, za ich pośrednictwem, przed opinią publiczną), a jednak władzą odpowiedzialną. W ka(cid:268)dym razie taki jest modelowy kształt trzeciej władzy, do osiągnięcia którego musimy zmierzać. Lech Gardocki VIII Co nieco o tym, co w tej ksią(cid:268)ce i na jej kanwie Na ksią(cid:268)kę tę, niewielką rozmiarami, ale treścią bardzo wa(cid:268)ną, składa się 49 felietonów ogłaszanych co miesiąc na przestrzeni 10 lat na łamach tzw. (cid:268)ół- tych kartek „Rzeczpospolitej”. Autorem jej jest znakomity znawca prawa kar- nego, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, a zarazem Pierwszy Prezes Sądu Najwy(cid:268)szego. Piętno czasu zawsze znaczy felietony. Jeden problem staje się gorący, inny stygnie, to co było tematem dnia i wywołało konieczność zajęcia stanowiska, za kilka dni odsuwa się na plan dalszy i nieuchronnie kryje się w cieniu zapomnie- nia. Taka jest reguła, którą podwa(cid:268)yć mo(cid:268)e tylko stopień ogólności tematu. Im mu bli(cid:268)ej do powszechnych wartości i idei, tym większe kiedyś jego szanse na przypomnienie. Na szczęście takim właśnie problemom Autor poświęcał swą uwagę, choć nieraz mo(cid:268)na dostrzec na felietonie ślad uciekającej chwili. Z wszystkich zebranych w tej ksią(cid:268)ce felietonów przeb(cid:295) a przekonanie i Autora, Pierwszego Prezesa Sądu Najwy(cid:268)szego, i znakomitej większości sędziów, (cid:268)e sądy naprawdę są trzecią władzą. Dlatego te(cid:268) ten bardzo trafny tytuł ksią(cid:268)ki. Dobrze byłoby, gdyby nie tylko tak zwany szary czytelnik, ale i politycy, szczególnie ci wykazujący nieukrywaną w ostatnich dwóch latach niczym niehamowaną inklinację do zawłaszczania państwa, przeczytali, na czym polegają korzyści z respektowania zasady niezawisłości sądów, ergo, z pogodzenia się z istnieniem monteskiuszowskiego podziału władzy. Nie- stety zbyt optymistycznie brzmią dzisiaj słowa Autora napisane w felietonie z 20 stycznia 2003 r., (cid:268)e niewielkie są niebezpieczeństwa ze strony władzy wy- konawczej i ustawodawczej podejmowania prób ograniczania władzy sądow- IX Co nieco o tym, co w tej książce i na jej kanwie niczej. Jak sam Autor w innym felietonie celnie podniósł, ostatnimi czasy pol- ski parlament, podnosząc i zacieśniając granice wymiaru kary za niektóre przestępstwa, zawęził swobodę sędziowskiego orzekania, pozbawił sądy pra- wa dostosowywania kary do rzeczywistego stopnia winy i osobowości spraw- cy. Niestety proponowany nowy kodeks karny, wracający do tradycji prawa PRL, utrwali i pogłębi tę niedobrą tendencję. Władza wykonawcza od jesieni 2005 r. równie(cid:268) nie darzy miłością idei niezawisłości sądów. Minister Sprawiedliwości próbował ju(cid:268) zapewnić sobie decydujący wpływ na funkcjonowanie Krajowej Rady Sądownictwa, dopro- wadził do pozbycia się ławników – ludzi, na których jak na razie władza wy- konawcza nie ma wpływu – z większości sądów, zdobył prawo oddziaływania na dobór składów sędziowskich dzięki zręcznie pomyślanym zmianom prawa o ustroju sądów powszechnych, uczynił z prokuratury, nie tylko powszechnej, ale i w łonie IPN, posłuszne i przydatne narzędzie w realizacji niebezpiecznej dla porządku prawnego polityki karnej. To tylko kilka przykładów wyjętych z długiego szeregu posunięć, mających na celu „zdyscyplinowanie” sądowni- ctwa. Jakby zaś ich ukoronowaniem było (cid:268)ądanie premiera, aby sądy bardziej „kierowały się racją stanu” ni(cid:268) suchą literą prawa. Nikt rozsądny nie uto(cid:268)samia niezawisłości sądów z samowolą i beztroską. Niezawisłość sądów to prawo do orzekania wolnego od nacisków, bez wzglę- du na to, od kogo one by pochodziły. I tu dochodzimy do roli mediów, owej „czwartej władzy”, o której mowa bardzo wiele w ksią(cid:268)ce. Spośród licznych mądrych i godnych zapamiętania myśli Autora przypomnę tylko jedną: ka(cid:268)da władza czerpie legitymizację z jakiegoś (cid:266)ródła. Media natomiast jako czwar- ta władza, (cid:268)adnej formalnej legitymizacji nie potrzebują; dziennikarzem mo(cid:268)e praktycznie zostać ka(cid:268)dy, co ma swoje wady, ale na pewno nie mo(cid:268)e być ina- czej, je(cid:268)eli media mają być wolne. Niestety, sprawując nieodzowną w państwie demokratycznym społeczną kontrolę, beztrosko nieraz próbują narzucić pro- kuratorom, policji, sądom własny obraz sprawy. To zresztą nie tylko beztro- ska. To z zasady brak poczucia odpowiedzialności. W ksią(cid:268)ce jest sporo problemów, które z pewnością zainteresują Czytelni- ka. Mowa w niej o granicach i sensie kryminalizacji, relacjach między mediami a sądami, sztuce umiejętnej legislacji, poczuciu odpowiedzialności za wyda- wane decyzje, o nadu(cid:268)ywaniu prawa, o kunszcie posługiwania się wykładnią prawa i problemie tzw. wykładni kreatywnej, o wymaganiach etycznych wo- bec sędziów, a tak(cid:268)e o licznych niefortunnych, czasem wręcz (cid:268)ałosnych, po- mysłach ustrojowych i legislacyjnych. To tylko przykłady. Wprowadzenie do ksią(cid:268)ki nie mo(cid:268)e bowiem słu(cid:268)yć za jej streszczenie. Jest to mądra ksią(cid:268)ka, napisana lekkim piórem, przy zachowaniu precy- zji myśli, z wielką erudycją, dowcipnie, nieraz z sarkazmem i cienko snutą ironią. X Stanisław Waltoś Rozdział I. O sądach i trybunałach Nie upodobnić się do przeciwnika Współczesne zagro(cid:268)enie terroryzmem, a zwłaszcza tragiczne wyda- rzenia z 11 września w Stanach Zjednoczonych, zradykalizowały po- glądy na to, jak powinno się z tym zjawiskiem walczyć, jak mu zapo- biegać i jak odpłacić sprawcom zamachów za zło. Poglądy nie tylko „zwykłych ludzi”, lecz równie(cid:268) tych, którzy przez media kształtują opinię publiczną, i tych, którzy decydują o sposobach reakcji na zama- chy i zagro(cid:268)enie nimi. Słyszy się, (cid:268)e demokratyczne państwa będą musiały ograniczyć prawa i wolności obywatelskie dla skuteczniejszego przeciwdziałania terroryzmowi. Zapewne, ale trzeba sobie zdawać sprawę, jak niebez- pieczna to tendencja. Zwrócili na to uwagę polscy adwokaci uczestni- czący w listopadowym zje(cid:266)dzie krajowym we Wrocławiu. W uchwale zjazdu zawarte są ostrze(cid:268)enia przed „za daleko idącym, wykraczającym poza granice dora(cid:266)nej konieczności ograniczaniem praw i wolności obywatelskich, gdy(cid:268) mo(cid:268)e to doprowadzić do kryzy- su demokratycznego państwa prawnego jako zjawiska i wartości”. 1 Naprawdę jet eśmy trzecią władzą Doświadczenie historyczne uczy, (cid:268)e emocjonalna reakcja na ok- rutne działania wroga mo(cid:268)e prowadzić do upodobnienia się do niego w zachowaniach, a nawet w sposobie myślenia. Za przykład we(cid:266)my naszą reakcję na popełnione w Polsce w czasie wojny zbrodnie hitle- rowskie i przejawy kolaboracji. Tej reakcji jako całości na pewno nie musimy się wstydzić. Niestety, nie mo(cid:268)emy nie zauwa(cid:268)yć równie(cid:268) faktów, poglądów i wypowiedzi, które nas dzisiaj szokują, chocia(cid:268) za- razem, z psychologicznego punktu widzenia mo(cid:268)na je zrozumieć. Gdy w latach osiemdziesiątych interesowałem się bli(cid:268)ej kwestią odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, zaintrygowała mnie ksią(cid:268)ka wydana w 1945 r. „Naród Zbrodniarz”1. Jej autor, Emil Stanisław Rappa- port, profesor prawa karnego i współautor Kodeksu karnego z 1932 r., świadomie nawiązywał do tytułu znanej ksią(cid:268)ki dziewiętnastowiecz- nego lekarza i kryminologa Cesarego Lombroso „Człowiek Zbrodniarz”2. Lombroso, jak wiadomo, był twórcą teorii o urodzonym przestępcy. W ksią(cid:268)ce profesora Rappaporta tytułowy naród zbrodniarz to naród niemiecki, w którym, jego zdaniem, z biegiem dziejów ukształtowała się skłonność do zwyrodnienia moralnego i prawnego. Jak pisał, „z ra- cji rozbójniczego pochodzenia nordyckiego dru(cid:268)yn wojskowych i ich pochodów łupie(cid:268)czych na kontynent europejski w narodzie niemie- ckim, całym narodzie niemieckim, tkwi instynktowna skłonność do agresji wojennej na podło(cid:268)u chęci wzbogacenia się kosztem ofi ar na- padu”. Konsekwencją takiego poglądu była koncepcja ukarania całego narodu niemieckiego. Do tego, jak wiadomo, nie doszło. Zbrodniarze hitlerowscy sądzeni byli w procesach karnych, a ich ukaranie opierało się na indywidualnie udowodnionej winie. Jeden z pierwszych takich procesów dotyczył członków załogi obo- zu zagłady na Majdanku i był przeprowadzony w listopadzie 1944 r. Wydana w 1945 r. w Moskwie ksią(cid:268)ka „Majdanek. Rozprawa przed Specjalnym Sądem Karnym w Lublinie” zawiera m.in. przemówienie oskar(cid:268)ycielskie prokuratora Jerzego Sawickiego. Czytając je, mo(cid:268)na się zgodzić z tymi, którzy twierdzą, (cid:268)e jest to nie tylko wstrząsający tekst, 1 E. S. Rappaport, „Naród–Zbrodniarz. Przestępstwa hitleryzmu a naród niemiecki. Szkic analityczny przestępczości i odpowiedzialności osobowo-zespołowej”, wyd. 1, Spółdzielnia Dziennikarska „Prasa”, Łód(cid:266) 1945. 2 C. Lombroso, „Człowiek zbrodniarz w stosunku do antropologii, jurysprudencji i dyscypliny więziennej. Zbrodniarz urodzony, obłąkaniec zmysłu moralnego”, t. 1–2, Warszawa 1981; t. 3, 1892. 2 Rozdział I. O sądach i trybunałach lecz w swoim gatunku wybitne dzieło literackie. Wiele w nim jednak fragmentów szokuje współczesnego czytelnika, np. gdy prokurator Sawicki mówi: „Najlepiej scharakteryzuje mo(cid:268)e to, co oni z nami zro- bili, je(cid:268)eli wam powiem, (cid:268)e z tego miejsca nie waham się przyznać, i(cid:268) rozumiem średniowieczne kary. Nie wstydzę się powiedzieć, (cid:268)e rozumiem dobrze, i(cid:268) mo(cid:268)na domagać się łamania kości, wyrywania poszczególnych części ciała, przypiekania roz(cid:268)arzonym (cid:268)elazem, roz- rywania końmi”. Czy te(cid:268) gdy w innym fragmencie mówi do oskar(cid:268)o- nych (antycypując przyszłą karę) o chwili, „kiedy pętla będzie się za- ciskać na ich szyi, kiedy ich będą ciągnąć na szubienicę, kiedy ich ciała będą się prę(cid:268)yły w rozkurczu ostatnim, kiedy wydadzą ostatni dech, kiedy im oczy w słup staną (...)”. Oskar(cid:268)onych w tym procesie skazano na śmierć, co nie mo(cid:268)e dzi- wić. Trudniej nam pewnie dzisiaj zrozumieć, (cid:268)e na podstawie nowe- lizacji Kodeksu postępowania karnego, dokonanej w trakcie procesu, zostali oni publicznie powieszeni na terenie obozu. Nie była to jedyna publiczna egzekucja zbrodniarzy hitlerowskich. W literaturze przed- miotu (J. Gumkowski, T. Kułakowski, „Zbrodniarze hitlerowscy przed Najwy(cid:268)szym Trybunałem Narodowym”, Warszawa 1961) opisuje się np. publiczną egzekucję komendanta obozu oświęcimskiego Rudolfa Hössa. Czytamy w niej, (cid:268)e przed egzekucją „przyprowadzono Hössa na teren dawnego obozu i umieszczono w bunkrze na bloku 11, zwanym blokiem śmierci. Przez ten czas jeńcy niemieccy zmontowali specjalną szubienicę. Wprawdzie na bloku 11 zachowała się szubienica, na której dokonywano egzekucji na wię(cid:266)niach obozu, ale nie chciano jej hańbić egzekucją zbrodniarza”. Oddzielny temat to potraktowanie po wojnie obywateli polskich, którzy w okresie okupacji zadeklarowali przynale(cid:268)ność do narodowo- ści niemieckiej. Ju(cid:268) w 1944 r. wydano specjalne przepisy określające ich jako zdrajców, wobec których stosuje się środki zabezpieczające, pole- gające na umieszczeniu ich na czas nieoznaczony w obozie i poddaniu przymusowej pracy. Udzielenie pomocy takiej osobie, „w szczególno- ści przez jej ukrywanie, (cid:268)ywienie lub zaopatrywanie w osobiste lub inne dowody”, zagro(cid:268)one było karą śmierci lub do(cid:268)ywotniego więzie- nia. W praktyce obozy te często organizowane były w gotowych ju(cid:268) obozach poniemieckich, a przebywanie w nich łączyło się z represjami polskich nadzorców. 3 Naprawdę jet eśmy trzecią władzą To, co tutaj piszę, nie znaczy wcale, (cid:268)e chcę zrównywać pod wzglę- dem moralnym i prawnym hitlerowskie zbrodnie z działalnością pol- skich sądów wymierzających sprawiedliwość za nie, czy te(cid:268) nawet z czynami osób, które z (cid:268)ądzy odwetu stosowały go na własną rękę, nadu(cid:268)ywając w sposób przestępny powierzonej im władzy. Je(cid:268)eli piszę o tych zdumiewających dzisiaj, albo wręcz wstydliwych kartach naszej historii, to po to, by ukazać, jak łatwo kierując się emocjami i chęcią sprawiedliwej odpłaty lub po prostu zwykłej zemsty, zbli(cid:268)yć się do tych, których się zwalcza. W rezultacie szkodzi to głównie nam sa- mym, bo tracimy w ten sposób przewagę moralną nad przeciwnikiem. Rzeczpospolita, 31 grudnia 2001 r. Apolityczność sędziów Sędziowie powinni być apolityczni. Co do tego nikt nie ma wątpliwo- ści, chocia(cid:268) jest to niewątpliwie (cid:268)ądanie ograniczające uprawnienia sę- dziego jako obywatela. W dodatku apolityczność jest ograniczeniem, które mo(cid:268)e utrudniać sędziom jako grupie zawodowej osiąganie pew- nych celów dla tej grupy bardzo wa(cid:268)nych. Jednak specyfi ka funkcji sę- dziowskiej, potrzeba zachowania przez sędziów niezawisłości i obiek- tywizmu uzasadnia nało(cid:268)enie na nich takiego obowiązku. Być mo(cid:268)e wielu sędziów takiego ograniczenia nie potrzebuje, ale wa(cid:268)ne jest tak- (cid:268)e, aby nie stwarzać nawet pozorów braku obiektywizmu z powodów politycznych. Oczywiście, nie jest mo(cid:268)liwa ani potrzebna apolityczność we- wnętrzna, to znaczy brak poglądów politycznych. Trudno sobie prze- cie(cid:268) wyobrazić człowieka myślącego, który by (cid:268)adnych poglądów politycznych nie miał i nie interesował się sprawami publicznymi w swoim kraju. Ale i tutaj mo(cid:268)na być zdania, (cid:268)e wprawdzie sędziowie mogą sympatyzować z ró(cid:268)nymi kierunkami politycznymi (tak zresztą w rzeczywistości jest), ale ideałem byłoby, gdyby nie mieli poglądów skrajnych. Z prawnego punktu widzenia nikt im tego nie mo(cid:268)e zabro- 4 Rozdział I. O sądach i trybunałach nić. Ale skrajność w (cid:268)adnej dziedzinie nie mo(cid:268)e, jako indywidualna cecha konkretnego sędziego, nikogo cieszyć, bo na pewno stwarza nie- bezpieczeństwo (chocia(cid:268)by podświadomego) kierowania się motywa- mi pozamerytorycznymi przy orzekaniu. Ludziom o skrajnych poglą- dach po prostu trudniej zachować obiektywizm. Poglądy polityczne sędziów zarówno skrajne, jak i umiarkowane nie powinny więc wpływać na ich orzeczenia. Chocia(cid:268) to nie zawsze łatwe, powinni oni te poglądy „zostawiać w domu”, bo, jak trafnie zauwa(cid:268)ył Trybunał Konstytucyjny w znanym wyroku z 24 czerwca 1998 r., dotyczącym naruszeń przez sędziów w przeszłości zasady nie- zawisłości: „Za naruszenie obowiązku zachowania bezstronności na- le(cid:268)y te(cid:268) uznać sytuacje, gdy sędzia podporządkowywał prawne treści wydawanych przez siebie orzeczeń swym poglądom politycznym czy preferencjom ideologicznym” (Orzecznictwo Trybunału Konstytucyj- nego – Zbiór Urzędowy, Nr 4 z 1998 r.). Tego rodzaju zachowanie sędziego na pewno narusza w pewnym sensie zasadę niezawisłości, chocia(cid:268) dzieje się to w sposób często trud- ny do zauwa(cid:268)enia, a w ka(cid:268)dym razie do udowodnienia, bo nie ma tu nacisku na sędziego innych osób. Łatwiej natomiast wymagać od sędziów apolityczności zewnętrz- nej, jak to czyni art. 178 ust. 3 Konstytucji RP, zakazujący sędziom nale- (cid:268)eć do partii politycznej lub związku zawodowego, a tak(cid:268)e „prowadzić działalność publiczną nie dającą się pogodzić z zasadami niezale(cid:268)ności sądów i niezawisłości sędziów”. To sformułowanie Konstytucji RP jest jasne w zakresie, w jakim stawia pewne bariery formalne dla członko- stwa sędziów w partii politycznej lub związku zawodowym. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co oznacza zakaz prowadzenia działalności publicznej wskazanej w tym przepisie. Czy naruszeniem nakazu apolityczności będzie na przykład pub- liczne deklarowanie, demonstrowanie lub propagowanie przez sędzie- go swoich poglądów politycznych? Moim zdaniem – tak. Ale odpowied(cid:266) taka wydaje się prosta tylko do tego momentu, w którym zapytamy, jakie to poglądy zaliczymy do politycznych. Czy chodzi o poglądy na temat spraw, którymi zajmu- ją się politycy? Ale oni zajmują się prawie wszystkim. I w tym sen- sie wszystko jest polityką. A mo(cid:268)e chodzi o sprawy, które są aktual- nie przedmiotem sporu ró(cid:268)nych ugrupowań politycznych? W takich sprawach zapewne sędzia nie powinien zabierać publicznie głosu. Ale 5 Naprawdę jet eśmy trzecią władzą je(cid:268)eli politycy spierają się o politykę karania lub o ustrój sądownictwa, to czy rozsądne byłoby wymaganie od sędziów, by w takiej sytuacji milczeli? Na pewno jednak sprzeczne z zasadą apolityczności sędziego jest prowadzenie przez niego lub jego udział w kampaniach politycznych, zwłaszcza przy okazji wyborów. I tu, po rozwa(cid:268)aniach raczej ogól- nych, dochodzimy do zagadnienia bardziej konkretnego. Mam na my- śli problem powstający na tle art. 79 ust. 1 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Przepis ten nakazuje sędziemu zrzec się stano- wiska, je(cid:268)eli został „mianowany, powołany lub wybrany do pełnienia funkcji w organach państwowych, samorządu terytorialnego, w słu(cid:268)- bie dyplomatycznej, konsularnej lub w organizacjach międzynarodo- wych”. Ale przecie(cid:268) (cid:268)eby zostać wybranym do pełnienia funkcji w Sej- mie lub w organach samorządu, trzeba najpierw do nich kandydować. Czy ten przepis w gruncie rzeczy nie zezwala sędziemu na działalność polityczną? Profesor Leszek Garlicki pisze dosłownie („Polskie prawo konstytu- cyjne. Zarys wykładu”, Warszawa 1998), (cid:268)e prawo przewiduje „zakaz anga(cid:268)owania się sędziów w kampanie polityczne, ale nie wyklucza kandydowania w wyborach parlamentarnych”. Nie mogę się jednak oprzeć wra(cid:268)eniu, (cid:268)e autor zawarł w tym sformułowaniu zamierzoną ironię. Kandydować w wyborach parlamentarnych, ale nie prowadzić (cid:268)adnej kampanii? Nie spotykać się z wyborcami, nie propagować swe- go programu, lecz tylko zgodzić się na kandydowanie i wyniośle cze- kać na wybór? Delikatnie mówiąc, mało realistyczne jest oczekiwanie takiej postawy od kandydata na posła. To tak, jakby pozwolić sprinte- rowi się ścigać, pod warunkiem (cid:268)e będzie miał związane nogi. Taki przepis jest więc klasycznym wodzeniem sędziów na pokusze- nie. Dlatego uwa(cid:268)am, (cid:268)e powinien być zmieniony. Je(cid:268)eli sędzia chce brać udział w wyborach, to powinien ponieść pewne ryzyko, i przed- tem zrzec się swego stanowiska. Oczywiście, gdyby w przyszłości przyjęto takie uregulowanie prawne tej sprawy, nie zachęcałoby to sę- dziów do kandydowania w wyborach. Ale mo(cid:268)e nie byłby to taki zły rezultat. Rzeczpospolita, 7 grudnia 1998 r. 6 Rozdział I. O sądach i trybunałach Kamień milowy Wybitni przedstawiciele polskiego świata prawniczego wypowiadają- cy się w noworocznym numerze „Rzeczpospolitej” na temat najwa(cid:268)- niejszych wydarzeń XX w. w dziedzinie prawa zgodnie wymienili wśród nich proces norymberski. Trudno nie przyznać im racji. Było to na pewno wydarzenie przełomowe dla kształtowania się zasad od- powiedzialności karnej osób działających w imieniu państwa, w jego imieniu prowadzących wojny napastnicze i w ich trakcie popełniają- cych zbrodnie na ogromną skalę. Byłem kiedyś świadkiem rozmowy prowadzonej w konwencji science fi ction. Jej uczestnicy zastanawiali się, jakie (cid:266)ródła pisane po- winna zawierać przesyłka z naszej planety do przedstawicieli jakiejś odległej cywilizacji pozaziemskiej, (cid:268)eby mogli się jak najwięcej dowie- dzieć (zakładając oczywiście, (cid:268)e umieliby je odczytać) o nas, o naszej kulturze, technice i historii. Wymieniano ró(cid:268)ne (cid:266)ródła relig(cid:295) ne, prace naukowe i arcydzieła literatury. Przyszło mi wtedy na myśl, (cid:268)e wiele o naszej cywilizacji mógłby powiedzieć tekst wyroku norymberskiego i jego stenogramy. Warto wiedzieć, (cid:268)e jeszcze na początku 1945 r. wcale nie było prze- sądzone, czy taki proces się odbędzie. Wprawdzie ju(cid:268) w 1943 r. w „de- klaracji moskiewskiej” trzy mocarstwa sprzymierzone zapowiadały ukaranie zbrodniarzy hitlerowskich, stwierdzając z uzasadnionym patosem, (cid:268)e będą oni ścigani „a(cid:268) do najdalszych krańców Ziemi”, ale decyzje o formie odpowiedzialności głównych zbrodniarzy wojennych odkładano na pó(cid:266)niej. Ze (cid:266)ródeł historycznych wynika, (cid:268)e zwłaszcza politycy brytyjscy rozwa(cid:268)ali, czy główni zbrodniarze wojenni powinni być sądzeni, czy te(cid:268) po prostu rozstrzelani bezpośrednio po ujęciu. Anegdota głosi, (cid:268)e pod koniec wojny, zniecierpliwiony brakiem ofi cjalnej koncepcji, poseł opozycyjny zapytał w Izbie Gmin ministra spraw zagranicznych Sir Anthony’ego Roberta Edena, co właściwie po- winien zrobić brytyjski (cid:268)ołnierz, gdyby natknął się na Hitlera: zastrze- lić go czy aresztować. Eden zaś miał mu fl egmatycznie odpowiedzieć, (cid:268)e skłonny byłby pozostawić decyzję w rękach tego (cid:268)ołnierza. Do formalnego procesu głównych zbrodniarzy hitlerowskich nie zachęcała zapewne nieudana próba przeprowadzenia po I wojnie 7 Naprawdę jet eśmy trzecią władzą światowej procesu o zbrodnie wojenne przeciwko byłemu cesarzo- wi Niemiec Wilhelmowi II. Postanowienia traktatu wersalskiego prze- widywały, (cid:268)e poniesie on odpowiedzialność karną przed specjalnym międzynarodowym trybunałem za „najwy(cid:268)szą obrazę moralności międzynarodowej i świętej powagi traktatów”. Jak wiadomo, nigdy do tego nie doszło. Wilhelm II schronił się w Holandii. Ta zaś, powołując się m.in. na to, (cid:268)e postawiony mu zarzut sformułowany jest nieprecy- zyjnie i nie dotyczy przestępstwa w świetle prawa holenderskiego, od- mówiła jego wydania. Korzystał z azylu a(cid:268) do śmierci w 1941 r., kiedy to Holandia była ju(cid:268) okupowana przez wojska Trzeciej Rzeszy. Po II wojnie światowej, gdy ju(cid:268) zdecydowano się na przeprowa- dzenie procesu, który teraz nazywamy norymberskim, dokładnie określono zbrodnie, za które oskar(cid:268)eni mieli być sądzeni, i zasady ich odpowiedzialności. Zdefi niowano w Statucie Trybunału zbrodnie prze- ciwko pokojowi, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Przesądzono te(cid:268) zasady, które umo(cid:268)liwiły przeprowadzenie procesu i teraz są ju(cid:268) trwałym dorobkiem międzynarodowego prawa karnego. Na ich podstawie Trybunał Norymberski odrzucił argumenty obroń- ców oskar(cid:268)onych, (cid:268)e jednostka nie mo(cid:268)e być obcią(cid:268)ona odpowiedzial- nością wynikającą bezpośrednio z prawa międzynarodowego oraz (cid:268)e chroni ją immunitet wynikający z zasady suwerenności państwowej. Przepisy Statutu, stwierdził Trybunał w wyroku, przyjęły pierwszeń- stwo zobowiązań wynikających z prawa międzynarodowego przed obowiązkiem posłuszeństwa jednostki wobec własnego państwa. W wyroku Trybunału potwierdzona została te(cid:268) zasada sformu- łowana w art. 8 Statutu, (cid:268)e działanie na rozkaz nie zwalnia sprawcy od odpowiedzialności karnej. Pó(cid:266)niej, ju(cid:268) w latach sześćdziesiątych, ukształtowała się w międzynarodowym prawie karnym zasada nie- przedawniania się zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludz- kości, a przy jej formułowaniu powoływano się między innymi na to, (cid:268)e Statut Trybunału Norymberskiego nie przewidywał instytucji przedawnienia. Sceptycy zauwa(cid:268)ają, (cid:268)e proces norymberski nie zapobiegł popeł- nianiu w ró(cid:268)nych częściach świata zbrodni wojennych, nie powstrzy- mał te(cid:268) zbrodniczych re(cid:268)imów od zbrodni ludobójstwa. To wszystko prawda, ale prawdą jest i to, (cid:268)e przełamał tradycję bezkarności takich zbrodni. Rozwiązania przyjęte w Statucie Trybunału Norymberskie- 8 Rozdział I. O sądach i trybunałach go były w du(cid:268)ym stopniu wzorcem dla procesu przeciwko głównym zbrodniarzom japońskim, który toczył się w latach 1946–1948 w Tokio. Międzynarodowe trybunały zajmujące się osądzeniem zbrod- ni wojennych, jakich dopuszczono się na terenie byłej Jugosławii i w Rwandzie, te(cid:268) działają na zasadach mających pra(cid:266)ródło w procesie norymberskim. Są to „trybunały ad hoc”, a więc powołane do osądze- nia tylko pewnego kompleksu zbrodni popełnionych na określonym terytorium. Dawna idea utworzenia stale funkcjonującego Międzynarodowego Trybunału Karnego zaczęła się urealniać (na razie tylko na papierze) na Międzynarodowej Konferencji Dyplomatycznej w Rzymie w 1998 r., kiedy to otwarto do podpisu umowę międzynarodową o nazwie Sta- tut Międzynarodowego Trybunału Karnego. Polska jest wśród sygna- tariuszy tej umowy. Droga do faktycznego uruchomienia tego Trybunału nie jest ła- twa. Potrzeba m.in. ratyfi kacji Statutu przez co najmniej sześćdziesiąt państw. Utworzenie i funkcjonowanie stałego Międzynarodowego Try- bunału Karnego jest więc jeszcze kwestią przyszłości, ale mo(cid:268)na mieć nadzieję, (cid:268)e wcześniej czy pó(cid:266)niej do tego dojdzie. Byłby to na pewno najwa(cid:268)niejszy dalszy skutek precedensowego wydarzenia, jakim był proces, który odbył się ponad pięćdziesiąt lat temu w Norymberdze. Rzeczpospolita, 31 stycznia 2000 r. Sędziowska etyka i obyczaje W Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) trwają prace nad kodeksem etyki sędziowskiej. Właściwie podjęto je na nowo po kilkunastu latach przerwy. Ju(cid:268) wtedy gromadzono ekspertyzy teoretyków prawa i publika- cje na ten temat, ale okazało się, (cid:268)e zwieńczenie tych działań zwar- tym tekstem kodeksu nie jest proste. Dlaczego dziś do tego wracamy? Z czego wzięło się przekonanie o pilnej potrzebie powstania kodek- 9 9
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Naprawdę jesteśmy trzecią władzą
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: