Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00073 006023 14678416 na godz. na dobę w sumie
Nasze histerie, nasze nadzieje. Spotkania z Tadeuszem Konwickim - ebook/pdf
Nasze histerie, nasze nadzieje. Spotkania z Tadeuszem Konwickim - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 442
Wydawca: Iskry Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-244-0312-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> publicystyka >> wywiad
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Książka ta, składająca się z wywiadów, których Tadeusz Konwicki udzielił w ciągu wielu lat różnym rozmówcom, stanowi pewną opowieść – poniekąd autobiograficzną, bo i mówi przecież sam pisarz i reżyser. To zbiór kilkudziesięciu migawek z konkretnych momentów jego życia. Jest tu nie tylko zwielokrotniony portret samego Konwickiego, ale i obraz sytuacji, pośród których się znajduje i którym niby z dystansem, a jednak z niesłabnącą uwagą się przygląda.

 

„Nie wiem, co to jest miłość ojczyzny. Czy to jest zakochanie się? Ekscytacja na widok pejzażu (ale tylko do granicy, dalej już nie)? Podniecenie na widok tłumu idącego ulicami Warszawy? Rozumiem, że można kochać kobietę, być przywiązanym do przyjaciela. Ale miłości patriotycznej nie rozumiem. Ja uważam, że trzeba te rzeczy uskromnić. Wystarczy być lojalnym wobec swego otoczenia i swojego społeczeństwa”.

(z wywiadu Elżbiety Sawickiej, 1991)

 

„Żyjemy na prowincji, na skraju Drogi Mlecznej, w nieznanym wszechświecie albo – jak twierdzi Stephen Hawking – w miliardach wszechświatów. Wszystkie utwory science fiction są słodkie, bo one wynikają z naszego tutejszego doświadczenia. Nie można od niego się oderwać i wyobrazić sobie innego bytu ani innego sensu. I do końca chyba nie będziemy wiedzieli. Bo jakbyśmy się dowiedzieli, to – jak mówił Dudek Dziewoński – kitowajko”.

(z wywiadu Tadeusza Lubelskiego, 2007)

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 1 Nasze histerie, Nasze Nadzieje Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 3 Nasze histerie, Nasze Nadzieje spotkania z tadeuszem Konwickim z rysuNKami mieczysława PiotrowsKiego wybór i układ Przemysław Kaniecki Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/21/13 12:11 PM Page 4 Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki Redakcja: Przemysław Kaniecki Opieka edytorska: Agnieszka Dziewulska Korekta: Bogusława Jędrasik Koncepcja okładki: Andrzej Barecki Zdjęcie na obwolucie: Krzysztof Gromek Zdjęcie na okładce: Krzysztof Wojciewski/FORUM W książce wykorzystano rysunki autorstwa Mieczysława Piotrowskiego Copyright for the drawings © by Irena Laskowska Copyright © by Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2013 ISBN 978-83-244-0220-5 Wydawnictwo ISKRY ul. Smolna 11, 00-375 Warszawa tel./faks (22) 827 94 15 iskry@iskry.com.pl www.iskry.com.pl Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 5 Od redaktOra chyba nie jest to tom „wywiadów wybranych” tadeusza Konwickiego, jak zwykło się określać tego typu książki. czytelnik, owszem, znajdzie tu wybór spośród bardzo wielu wywiadów, jakich udzielił pisarz i reżyser w ciągu po- nad czterdziestu lat swojej działalności artystycznej i po jej zamknięciu czy też – miejmy nadzieję – zawieszeniu w 1995 roku. Nie ma tu jednak, czego za- pewne oczekuje się od podobnych publikacji, ani jakiegoś kompletnego zbio- ru najistotniejszych zapisów rozmów, bo ważkość tekstów była niejednym kryterium przy ich doborze, ani nie ma tu pełniejszego oglądu każdej z dekad – główny nacisk pada bowiem na trzy ostatnie dziesięciolecia, to materiał z te- go czasu składa się na podstawową narrację książki. z premedytacją używam wyrażenia – narracja. w zamierzeniu redakcyj- nym ta książka stanowić miała pewną opowieść. opowieść poniekąd auto- biograficzną, bo i mówi przecież sam tadeusz Konwicki. widzimy, jak będąc autorem owianych legendą podziemnych powieści z końca lat siedemdziesią- tych, Kompleksu polskiego i Małej Apokalipsy, powraca w sezonie „solidarno- ści” za kamerę i kręci film według powieści czesława miłosza, następnie, gdy ogłoszony zostaje stan wojenny, wraca do drugiego obiegu, jak potem wyda- je nagle książkę w oficjalnym wydawnictwie (Nowy Świat i okolice, 1986), kręci adaptację Dziadów adama mickiewicza, a później, na początku lat dziewięćdziesiątych, stopniowo wycofuje się z życia kulturalnego, by w koń- cu odłożyć pióro literackie i rozpocząć, jak sam je określa, „życie po życiu”. Przy czym znowuż – nie jest to przecież autobiografia Konwickiego, bo głos jego zapośredniczony został przez twórców wywiadów, a także przez niżej pod- pisanego redaktora całości, który rzecz dość ryzykownie skomponował (choć sam pomysł pisarz zechciał zaaprobować). „Narracja” nie jest linearna. Żal by- ło jednak kilku materiałów starszych niż te składające się na zasadniczą oś kon- strukcyjną. a poza tym ciekawe wydawało się porównanie tego, co mówi Kon- Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 6  N Nasze histerie, Nasze Nadzieje wicki w roku 1980 czy 1994, ze zdaniami, w których ujmował ten sam albo pokrewny temat w roku 1954 czy 1971. znalazły się więc w książce – jak je określam – retrospekcje. same w sobie jak najbardziej intrygujące, starsze roz- mowy dają poszczególnym wywiadom z „podstawowego trzonu” ciekawy kon- tekst, a przy okazji grupują je w dość zwarte bloki. Powracające motywy, specjalnie wydobywane przez owe przypomnienia wcześniejszych wywiadów, mogą się okazać atrakcyjne, niemniej z drugiej strony trzeba było chronić tom przed zbytnią intensywnością powtórzeń. to właśnie z tego powodu nie mogłem włączyć (niestety) do niego kilku rozmów – ważnych, ale poświęconych zagadnieniom już zaznaczonym przy innych spotkaniach. istotniejsza pozostaje bowiem, uznałem, całość książki. z tego też powodu zdecydowałem się wprowadzić w niektórych przedrukowywanych wywiadach drobne skróty (najczęściej jedno- czy parozdaniowe); miejsca wskazane są przez wykropkowanie, by możliwa była ewentualna rekonstrukcja tekstu przy sięgnięciu do pierwodruku. jest w tomie garść niezbędnych przypisów, starałem się jednak ograniczyć ich liczbę. Było to o tyle łatwiejsze, że ma on swego rodzaju aneks – kalenda- rium życia i twórczości reżysera Jak daleko stąd, jak blisko. czytelnik, który chciałby przed lekturą albo podczas lektury danego wywiadu dowiedzieć się czy przypomnieć sobie, w jakim momencie życiowym znajduje się mówiący Konwicki, punkt ten odnajdzie w zestawieniu, które dodatkowo może też ułatwić orientację w wielu wątkach poruszanych podczas rozmów. czym więc jest ta książka? sam tadeusz Konwicki określił ją kiedyś nie- opatrznie – zapomniawszy się, w krótkiej chwili wykroczenia poza bacznie pil- nowane granice własnego niezaangażowania w projekt – jako album biograficz- ny. trudno znaleźć trafniejszą formułę. to zbiór kilkudziesięciu migawek z konkretnych momentów jego biografii artystycznej, zresztą nie tylko arty- stycznej, układających się w pewną – jakkolwiek fragmentaryczną – panoramę. jest w niej nie tylko zwielokrotniony portret samego Konwickiego, ale i obraz sytuacji, pośród których się znajduje i którym niby z dystansem, a jednak z nie- słabnącą uwagą się przygląda. Przemysław Kaniecki Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 7 to jeszcze nie ta chwila [„kino”, luty 1981] tadeusz LubeLski: jednym z motywów stale powtarzających się w pa- na twórczości jest koniec świata. od Sennika współczesnego przez Zwie- rzoczłekoupiora aż po Małą Apokalipsę – pańscy bohaterowie spodziewa- ją się powszechnej zagłady, czekają na nią czasem z lękiem, a czasem jak na wybawienie. a równocześnie mi się zdaje, kiedy czytam pana książki albo kiedy oglądam pana filmy, że pan w gruncie rzeczy w ten koniec świata nie wierzy, że pan ufa, że wszystko będzie dobrze. tadeusz koNwicki: wie pan, ja w swoich książkach czy filmach wybierałem za- wsze takie wyjątkowe momenty tej społeczności, którą opisywałem – mo- menty magiczne, inne, odświętne. w Senniku ludzie czekają na koniec świa- ta, we Wniebowstąpieniu wyjątkowość nocy dożynkowej podparta jest międzynarodowym konfliktem, który może lada chwila wybuchnąć, w Kom- pleksie polskim – wigilia; i tak mniej więcej w każdej książce. Po prostu lubię – to dla mnie czysto techniczne pisarskie udogodnienie – kiedy powieść czy film dzieje się w czasie odrobinę niezwykłym, w czasie, który ma pewną ma- gię i tej magii udziela bohaterom. t.L.: szczerze mówiąc – kiedy tak zacząłem, to byłem ciekaw nie tylko ko- mentarza do pana wyborów artystycznych, ale pana aktualnego sądu o świecie. Bo literatura literaturą, a kiedy się przyjrzeć, co się aktualnie ze światem dzieje, kiedy sobie zdać sprawę, że nikt nie czuje się na nim bez- pieczny – zadajemy sobie pytania: co nas wszystkich zbawi? co nas cze- ka? jak pan sobie na takie pytania odpowiada? t.k.: to chyba każdemu pokoleniu się wydaje, że dzieje się coś niezwykłego – z ziemią, ze współczesnymi, że coś zagraża, że następuje jakieś przesilenie; Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 8 8 N Nasze histerie, Nasze Nadzieje ale chyba tak będzie jeszcze długo. jeszcze w ciągu tysiącleci wszystkie poko- lenia będą się ciągle spodziewały końca świata i będzie im się wydawało, że już są jego świadkami. a ja się poddaję temu przekonaniu, ponieważ ono mi służy literacko. ja w ogóle lubię dramatyzować, demonizować, przesadzać, bo to uciekawia każdą sytuację, zwłaszcza kiedy się pisze książki albo robi filmy. Natomiast równocześnie wierzę w szaloną siłę i umiejętność przystosowywa- nia się gatunku ludzkiego. uważam, że ludzie do wszystkiego się przystosu- ją, również do najcięższych chwil, które będą powstawać w miarę rozwoju cy- wilizacji. w każdej sytuacji kryzysowej ludzie znajdą jakiś sposób, żeby przetrwać i żeby dalej trwać. zresztą nie chcę się w to dłużej wdawać, bo jestem w trakcie – no, może za dużo bym powiedział: pisania, bo kondycja fizyczna po chorobie jeszcze mi nie za bardzo pozwala pisać, ale – przygotowywania książki, która tro- szeczkę by się tymi rzeczami zajęła. „tymi rzeczami” – to znaczy zagadką na- szej egzystencji, tym, co wszystkich od wieków dręczyło. oczywiście mam na tyle poczucia humoru, żeby nie zapowiadać, że ja rozwiążę tę zagadkę. ty- le tylko, że ona mnie irytuje. i zachęca mnie do stworzenia pewnego stanu li- terackiego, który może przypominać taki sposób postępowania w matematy- ce wyższej, kiedy zakłada się błąd – po to, żeby ewentualnie dojść do jakiegoś prawdziwego, bezbłędnego rozwiązania. t.L.: skoro o tym mówimy – interesuje mnie, jak pan pisze. Kiedyś pan po- wiedział, że przystępując do realizacji filmu, ma go pan już w głowie w ca- łości i pozostaje konieczność wydobycia go od współpracowników. a jak jest z powieściami? czy to jest tak, że pan, pisząc, udaje się na poszukiwa- nie? jak odkrywca, który ma przed sobą cel, ale nie zna jeszcze drogi? czy też mniej więcej dokładnie już pan wie, co pan chce napisać i pozostaje tylko wysiłek zmuszenia się do roboty? t.k.: ja mam na ogół z góry obmyślony cały przebieg, cały rebus, całą zagadkę. to znaczy mniej więcej wszystkie sytuacje mam pomyślane, a oprócz tego wi- dzę je w sposób szalenie wiarygodny – i dopiero wtedy czuję się upoważnio- ny do tego, żeby zacząć pisać. a już potem sam proces pisania zależy od dys- pozycji. jednego dnia jestem w lepszej dyspozycji i to, co piszę, jest wyraziste, Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 9 to jeszcze Nie ta chwiLa N 9 puchnie mi w ręku, umięśnia się, staje się kolorowe. a czasem, przy gorszej dyspozycji, jest cienkie, wątłe, czyli jest tylko taką kładeczką do dalszych sytu- acji. wtedy staram się po prostu przerywać. Nie umiem na siłę; próbowałem, ale z najgorszymi wynikami. to znaczy, że dyspozycja jest mi potrzebna, żeby ten szkielet czy projekt sytuacji, który jest częścią całej konstrukcji – stał się prawdziwy. użyłem trywialnego, ale niezwykle odpowiedniego określenia, ponieważ – moim zdaniem – sensem sztuki jest prawda. t.L.: czyli wynika z tego, że właściwa twórczość to – u pana – myślenie, wyobraźnia, a już samo pisanie książek czy robienie filmów to uzależnio- ny od codziennej „dyspozycji” wysiłek przypominający pracę wyrobni- czą? t.k.: otóż nie. to, o czym pan mówi, dotyczyć może tych literatów, którzy co- dziennie w określonych godzinach siadają i ileś tam godzin poświęcają na pracę, a potem się zajmują czymś innym. ja natomiast piszę kapryśnie. miewam zapaści, ni z tego, ni z owego wydaje mi się, że to, co piszę, jest bez- sensowne i w związku z tym przerywam, na parę tygodni zapadam się, nic nie robię. Potem nagle pod wpływem jakiegoś impulsu – bo ja jestem szale- nie wrażliwy na impulsy zewnętrzne – znienacka z powrotem siadam i jak mi pójdzie, to już piszę. Nie odznaczam się systematycznością pracy. oczywiście, kiedy robiłem filmy, to nie mogłem sobie pozwolić na to, że- by przerywać pracę na parę tygodni ze względu na złe samopoczucie czy na to, że mi źle idzie. Film – przez to, że zaangażowanych jest w niego mnó- stwo ludzi, pieniędzy, środków – przymusza do systematyczności. i przymu- sza – wmoim wypadku – zpewną szkodą dla tego, co robię. Bo wtedy czło- wiek wlecze z siebie nitkę tej grubości, jaka z niego wychodzi. Podczas gdy w literaturze ma prawo do neurastenicznych zniechęceń, które – przypusz- czam – pojawiają się wtedy, kiedy człowiek widzi, że nie tak mu idzie, jak po- winno. to jest taki aparat bezpieczeństwa wewnętrznego, który mnie w pew- nym momencie wyłącza z pracy, aż się znowu moje akumulatory tak naładują, że mogę skutecznie dalej coś robić. ja się zresztą początkowo ba- łem, że te zapaści są nieodwracalne, ale potem się przyzwyczaiłem i zrozu- miałem, że one są częścią procederu, że tak powinno być. Poza tym wierzę Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 10 1 N Nasze histerie, Nasze Nadzieje w te bodźce, o których wspomniałem. ja ulegam bodźcom negatywnym, to znaczy nie sukcesy mnie podniecają do pracy, ale klęski, zwątpienia, depre- cjacje wewnętrzne. one po jakimś czasie wywołują we mnie rodzaj furii, któ- ra jest chęcią zmierzenia się ze słabością człowieczą. t.L.: w wyniku jednego z takich ataków wściekłości został pan kiedyś re- żyserem filmowym. t.k.: tak. Ostatni dzień lata był taką cezurą w moim życiu, która zresztą przy- padła na okres zmiany w życiu całego społeczeństwa. zacząłem z innej becz- ki. Furii dodawała mi także chęć zaatakowania tego szalenie skonwencjona- lizowanego ładu, jakim była ówczesna sztuka filmowa i którym pysznili się filmowcy. t.L.: chciałbym, żebyśmy trochę pociągnęli ten filmowy wątek. czy często chodzi pan teraz do kina? t.k.: Kiedyś kino było moim narkotykiem. Potrafiłem biegać do kina trzy ra- zy dziennie. a teraz przeżywam rodzaj zniechęcenia kinem. Kiedy myślę, dlaczego tak się dzieje, to widzę – po pierwsze – moje powody osobiste. mia- łem dramatyczny romans z kinem i z naszą kinematografią. Bywałem z tej ki- nematografii usuwany, przyjmowany z powrotem, parę razy to się działo. zresztą byłem długi czas outsiderem i sam mocowałem się z nawykami śro- dowiska. Nawet nie mogę powiedzieć, że środowisko filmowe było mi nie- życzliwe, ale patrzyło na mnie nie jak na branżowca, tylko jak na „reżysera niedzielnego”. Poza tym wydawało mi się parę razy, że zostałem niesprawied- liwie potraktowany ze swoimi filmami, to znaczy nie dano mi szansy pełne- go skonfrontowania się z publicznością, krajową i zagraniczną. t.L.: No, w wypadku rozpowszechniania filmu Jak daleko stąd, jak blisko ta niesprawiedliwość była – i do dziś jest – ewidentna. t.k.: Przez to nabrałem urazów do filmu. druga przesłanka tej niechęci jest bardziej obiektywna: widzę, że publiczność kina ochłodła, przestała się tak pasjonować i przejmować filmem, jak to robiła dziesięć czy piętnaście lat te- mu. skąd to się może brać? otóż w filmie kinowym ogromną rolę odgrywa forsa. ona łatwo się zjawia w obrębie warsztatu filmowego, kino daje szybką sławę, koło kina krąży wiele takich rzeczy, które nazwalibyśmy komercjali- Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 11 to jeszcze Nie ta chwiLa N 11 zmem. w związku z tym kino jest bardziej chytreńkie od innych sztuk, ma takie oko muchy i wszystko widzi dookoła: co jest modne, co znajdzie widza, co da łatwy poklask. i film taki się zrobił wszechstronny, wielostronny, tak szybko zaczął wszelkie tabu obalać, że jakby przegryzł się na drugą stronę. w momencie gdy przeczytałem o jakichś filmowcach, którzy – po to, żeby nakręcić śmierć swojej bohaterki – autentycznie ją zabili, doszedłem do wniosku, że kino już samo siebie zdeprecjonowało. a jest jeszcze trzeci powód osłabienia mojego zainteresowania. Każda sztuka ma swoje lepsze i gorsze momenty. i mnie się wydaje, że film ma te- raz na świecie taki gorszy czas. Być może to wynika z tego drugiego punktu, który starałem się objaśnić, ale może to zawiniła telewizja, może zgnuśnienie publiczności albo skłopotanie szalonymi problemami, które zewsząd wyłażą. a może po prostu kino zamknęło swój najpiękniejszy okres, ten wspaniały, zwycięski, naiwny, romantyczny. myślę tu szczególnie o kinie z drugiej poło- wy lat trzydziestych, o tym kinie, które moje pokolenie w ogóle wychowało i ukształtowało. t.L.: a czy nie myśli pan, że nowe młode pokolenie, to dzisiejsze, które zaczyna swój kontakt z kinem od innych filmów, więc powiedzmy ośmio- czy dziesięciolatki chodzą na Gwiezdne wojny, a szesnasto- czy osiemna- stolatki na filmy herzoga albo saury, że to pokolenie także może się w ki- nie zakochać? t.k.: a wie pan, że to już może będzie inna miłość? i to, że użyję tytułu sche- matycznego filmu, Trudna miłość. w końcu ja już nie jestem najmłodszy, więc wypada mi mieć sklerotyczne gusta. mianowicie mnie okropnie odrzu- ca od kina styl paradokumentalny. wydawało mi się, że już czesi go wyeks- ploatowali, ale nie – on co rusz odżywa. właściwie każda młoda generacja filmowa, w Polsce przynajmniej, która się chce zbuntować, buntuje się stylem paradokumentalnym. a ten styl jest dla mnie nieapetyczny. zbyt przypomi- na życie. chodzę i widzę dużo brzydkich ludzi dookoła siebie. idę do ki- na i też widzę aktorów łysawych i bezzębnych. Nie, no… do kina się chodzi- ło na te dwie godziny magicznej przygody. ja wychodziłem przed wojną z kina oszołomiony, wstrząśnięty, zdruzgotany, wracałem z innego świata Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 12 1 N Nasze histerie, Nasze Nadzieje i zinnego wymiaru. oczywiście, można powiedzieć, że to było szkodliwe opium dla mas, że kino ambitne musi być bliskie życiu. ale mnie się wydaje, że ta bliskość życia może być inna, musi być inna. Bo żeby to mnie tylko ten styl zniechęcał. a przecież ja udaję skromnego, że tylko mnie, a czytam sta- tystyki i widzę, że on zniechęca też widza. Filmy tak zwanego niepokoju mo- ralnego, które – zdawałoby się – powinny były mieć gigantyczną widownię, bo zapowiadały te wszystkie przełomy, które się stały w naszym kraju, miały tymczasem widownię cieniutką. t.L.: tylko czy nie jest tak, że ta odnotowana w statystykach niska fre- kwencja jest wynikiem pewnej manipulacji: zbyt małej ilości kopii, złej re- klamy, złośliwości rozpowszechniania? ja sobie zdaję sprawę, że powta- rzam w tej chwili argumenty samych autorów tych filmów. Niemniej byłem ostatnio drugi raz na Amatorze Kieślowskiego, w końcu wiele mie- sięcy minęło od premiery, a tu pełna sala odebrała film świetnie, z emo- cją i ze zrozumieniem. t.k.: hm… Nie chce mi się kłócić z panem. to być może ja tylko odbieram słabiej te filmy; i to, zaznaczam, odbieram je słabiej nie w sensie treściowym czy problemowym, tylko styl, figurę stylistyczną, która się rodzi z tak zwane- go paradokumentu, czyli dosłownego odtwarzania życia. mnie to po prostu śmiertelnie nudzi. ale też tak mi się wydaje, że i publiczności było troszkę nudnawo. Bo skoro pan mówi o małej liczbie kopii – próbowano zrobić ma- łą liczbę kopii dla Człowieka z marmuru i publiczność wymusiła większą. t.L.: to prawda. o czym innym: pan był jednym z pierwszych u nas ludzi, którzy – w latach pięćdziesiątych – przekonywali do tego, żeby widzieć za filmami autorów, żeby traktować kino jako sztukę taką jak inne. czy to ówczesne traktowanie kina jeszcze się dzisiaj panu potwierdza? i przy oka- zji: czy wśród nowych reżyserów ma pan takich, których rozwój stara się pan śledzić, którzy są panu bliscy? t.k.: wie pan, kino autorskie to jest termin ukuty przez krytykę. Kiedy ja za- czynałem w tamtych czasach – chyba nie miałem przygotowanych przesła- nek teoretycznych. Po prostu, chciałem wtrącić swoje trzy grosze do sztuki, którą uwielbiałem. dzisiaj to, co nazwalibyśmy kinem autorskim, stało się Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 13 to jeszcze Nie ta chwiLa N 1 ogromnie skomplikowanym zjawiskiem, w którym masa była hochsztapler- stwa, masa nudziarstw, masa fałszów. mogę powiedzieć jedno: to jest sztuka, która codziennie zgania dziesiątki milionów ludzi do kin. i te kina demon- strują codziennie rzeczy rozrywkowe, rzeczy sentymentalne, rzeczy pomaga- jące przetrwać dwie godziny. wśród tych demonstracji zdarzają się także de- monstracje jakichś osobowości ludzkich. i co jakiś czas pojawia się wśród nich osobowość na tyle silna, że z ekranu wchodzi w nasze współczesne ży- cie, w pewien sposób nawet to życie modyfikuje. mnie się wydaje, że nie tak trudno spostrzec te osobowości. już nie chcę mówić o Fellinim, bo to oczy- wiste. ale wymienię choćby saurę, o którym pan już wspomniał. t.L.: właśnie, byłem ciekaw pana opinii o nim. jeśli widziałem w świato- wym kinie coś, co przypominało Jak daleko stąd, jak blisko, to były to nie- które filmy saury, zwłaszcza Kuzynka Angelika. t.k.: tak, zgoda. ale też jest zjawisko inne. Ludzie o skłonnościach grafomań- skich, przez wieki miarkowani, w naszej chaotycznej epoce hasają bezkarnie. także i w kinie jest wiele tak zwanych osobowości artystycznych, które mnie się wydają wątpliwe. Byłem teraz w ameryce, widziałem tłumy poczciwych amerykanów czekających w ogonku na film godarda. a mnie się zawsze wydawało, że to jest człowiek, który nie do filmu się urodził. i odwrotnie – są artyści niedocenieni. w naszym filmie to przede wszystkim has. Bardzo ubolewam, że nie widzę go, że gdzieś odpadł i pewnie zdziwaczał. Bo filmo- wiec musi trenować, jak pianista, nie może sobie pozwalać na długie prze- rwy, bo sztywnieją palce, zapomina się biegłości, traci się śmiałość. a w kinie najbardziej potrzebna jest śmiałość, dlatego powinni je uprawiać młodzi. Bardzo mi też żal, że andrzej Brzozowski nie miał tyle siły przebicia, łok- ci, hucpy, żeby się na stałe ulokować w filmie fabularnym. uważam go za bar- dzo wybitnego artystę; ile razy tylko mam okazję, tyle razy przypominam je- go genialny film o okupacji, na podstawie opowiadania zofii Nałkowskiej Przy torze kolejowym. może teraz, kiedy się wiele rzeczy odblokowuje, jacyś szlachetni ludzie zwlekliby ten film z półek i pokazali na ekranach, jeśli się taśma nie rozpadła. t.L.: a czy pan zrobi jeszcze film, jak pan myśli? Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 14 1 N Nasze histerie, Nasze Nadzieje t.k.: ja myślę, że już nie zrobię filmu. Bo też i trochę mi się nie chce. ja już zresztą powiedziałem, że kino jest sztuką młodych ludzi, z wielu względów. Po pierwsze – kino wymaga śmiałości. Kiedy przyjrzymy się historii kina, to się zorientujemy, że tylko śmiali, tylko ryzykanci posuwali kino do przodu. Po drugie – to jest straszna walka z materią i z ekipą kilkudziesięciu ludzi, z których każdy o czym innym myśli i co innego w tym przyszłym filmie wi- dzi. to jest walka z pieniędzmi, ze środkami produkcji, z czasem, z własnymi depresjami, z lękiem przed odpowiedzialnością. ja na przykład przy Jak da- leko stąd, jak blisko, ponieważ kosztorys wynosił sześć i pół miliona, przez dwa miesiące żyłem na środkach uspokajających, bo tak się lękałem tej sumy. t.L.: a gdybyśmy nie mówili o całej tej stronie praktycznej, tylko o wy- obraźni, o marzeniu. jaki film zrealizowałby pan teraz? t.k.: ja nie zastanawiałem się teraz nad możliwością skomunikowania się z najbliższymi czy z moimi widzami albo czytelnikami, przy pomocy filmu. jedno wiem: czy bym pisał, czy bym kręcił – to drugie jest raczej nieprawdo- podobne – to znowu chciałbym zacząć z innej beczki. to jest moje wieczne marzenie: zupełnie się odmienić, zacząć od nowa. ta ciągła chęć wynika zresztą z mego znaku zodiaku; urodzeni pod znakiem raka ciągle zaczynają życie na nowo. i moja wieczna tragedia: kiedy już coś skończę, napiszę czy nakręcę, to widzę, że znowu się powtórzyłem. t.L.: teraz ja chcę powtórzyć schemat mojego pierwszego pytania o koniec świata, tylko odnosząc go do często u pana powracającego sądu o końcu literatury. rzecz jasna, literatura ma dziś u nas inną rangę niż przed stu la- ty i tamtej dawnej pewnie nigdy nie odzyska. a jednak łatwo się zoriento- wać, że ludzie znowu bardzo dużo czytają, i to namiętnie, z pasją. i zresz- tą jako przeciwwagi dla owego sądu o kończeniu się literatury użyję tu pewnego cytatu z Małej Apokalipsy. Pana bohater mówi tam do awangar- dowego prozaika, rysia: „gdybyś używał znaków przestankowych, to mo- że nie trzeba by było w tym kraju umierać na pokaz”. to wręcz myśl o po- słannictwie literatury, tylko posłannictwie nierealizowanym. t.k.: a wie pan, ja się nie zgadzam z tymi słowami mojego bohatera. Bo on się tu demagogicznie upomina o literaturę bardziej komunikatywną, przy tym Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 15 to jeszcze Nie ta chwiLa N 1 obywatelską. a ja jestem zdania, że literatura nie powinna być formułowa- na doraźnie, na użytek epoki. marzę, żeby było w tej chwili u nas wszystko: że- by był w Polsce Proust, céline, żeby była literatura anarchistyczna, pornogra- ficzna – i oprócz tego ta z przesłaniem obywatelskim. dieta, która jest zdrowa dla organizmu – to dieta wszechstronna. jeśli się organizm zacznie karmić rzeczami wybranymi – natychmiast muszą nastąpić objawy chorobowe. i dla- tego sztuka najbardziej wszechstronna jest potrzebna dla naszego zdrowia. zresztą nasze społeczeństwo jest na tyle dynamiczne i zdrowe, że nie trzeba postulować dla niego jakiejś specjalnej, jednostronnej diety. i ono powinno mieć w swoim pokarmie duchowym wszelkie rodzaje soli mineralnych i uży- wek. wszystko jest potrzebne i wszystko ma w końcu jakąś korzystną konse- kwencję w życiu społeczeństwa. t.L.: większość dostępnych świadectw, i tych dawnych, i zwłaszcza tych nowych, potwierdza, że nasza publiczność nie lubi się zadowalać byle czym, jest krytyczna. t.k.: to znaczy, że i wymagająca. ale pan mówił o renesansie czytelnictwa – musimy dodać, gdzie pan ten renesans widzi. widzi go pan w krajach, w których czytelnictwo jest formą rekompensaty społecznej. w ameryce czyta się tylko parę wylansowanych czytadeł. a miliony tomów leżą nieczy- tane. teraz państwo tam zaczyna walić podatek od leżących książek, tak że rynek wydawniczy jeszcze bardziej się skurczy. i nie bardzo widzę, żeby na zachodzie ludzie czytali. wie pan, czytają ci, którym nie idzie w życiu. ci mają umysłowość bardziej giętką, świadomość ciekawszą, oni się garną do czytania. Natomiast sytość jest wrogiem literatury. syty człowiek nie uru- chamia za często zwojów mózgowych. t.L.: a u nas ludzie do lektury się garną. co pan czyta najchętniej? t.k.: mógłbym powiedzieć tak banalnie, jak wszyscy teraz mówią, że czytam pamiętniki, literaturę faktu. ale powiedziałbym nieprawdę. Bo ja czytam róż- ne rzeczy. w swojej karierze czytelniczej także kieruję się passami. więc mam passę, kiedy na przykład zajmuję się tylko pamiętnikami z XiX wieku, potem przychodzi passa, gdy lubię anglosaską literaturę poczytywać, potem nagle wracam do francuskiej. zawsze lubię rosyjską, stale mogę do niej się- Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 16 1 N Nasze histerie, Nasze Nadzieje gać. i to moje urozmaicenie nie bierze się stąd, że jestem takim oryginalnym typem, tylko widać to jest naturalna rzecz, że się człowiek zniechęca do pew- nych rzeczy, które lubi, i odwrotnie. Przypuszczam, że doborowi lektury sprzyjają i pewne dyspozycje wewnętrzne, i dyspozycje, które są w społecz- nym klimacie. t.L.: od pewnego czasu zaczął się nowy okres w pana twórczości, chyba od Kalendarza i klepsydry. Pisał pan w tej książce z jednej strony, nieco tyl- ko ironicznie, że przyzwyczaił się pan do chodzenia w maneżu i że w grun- cie rzeczy kocha pan swojego cenzora, bo wymusza on ograniczenie, któ- re zawsze dobrze robi twórcy. z drugiej strony ciekaw pan był swoich książek, napisanych w uwolnieniu od podobnych ograniczeń. No i cóż? co jest dla twórcy lepsze? t.k.: Pytanie jest bardzo ciekawe. i ja mógłbym powiedzieć teraz sporo rze- czy, ale jakby niepedagogicznych. t.L.: zdarzyło się w przedostatniej pana książce, w Kompleksie Polski, że mo- tyw Powstania styczniowego, który od dawna występował w pana powie- ściach, ale w tle, w oddaleniu, wydobyty został w pewnym momencie na czoło. Po raz pierwszy wprowadził pan tę epokę – widać po raz pierwszy stało się to panu potrzebne. t.k.: ja rosłem, bez mała dotykając Powstania styczniowego. mój dziadek, któ- ry mnie wychowywał, urodził się w 1865 roku. czyli rósł jeszcze w resztkach powstania i we wszystkich jego skutkach. tak że odbierałem to powstanie przez niego – na zasadzie dotyku, zapachu, prawie słyszałem szelest deszczu w lasach i odgłosy kopyt końskich. Po drugie, czułem pewną paralelność swe- go losu i losu młodych powstańców 1863 roku, paralelność przede wszystkim w wyborze: czy się decydować i czy nie decydować? Pamiętajmy, że powstania przez całe dziesięciolecia były przeklęte, uznane za zmarnowanie sił. a mnie się wydawało, kiedy patrzyłem i na swój los, ina to, co się stało za mego życia, że jednak one miały jakiś sens. Nawet ta tragiczna niewspółmierność ogrom- nych przygotowań, wysiłku – i efektów militarnych, która poraziła mnie w hi- storii o mineyce… to wszystko było właściwie nieudane, ale w jakiejś mierze też udane i konieczne. Konieczne mimo nieudania. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 17 to jeszcze Nie ta chwiLa N 1 t.L.: a czy nie jest też tak, że mineyko, który jest rówieśnikiem pa- na z okresu partyzantki, jest też obrazem pana młodzieńczego wyboru, a bohater drugiego powstańczego opowiadania z Kompleksu Polski, trau- gutt, jest bliski raczej pana późnemu, dojrzałemu wyborowi, kiedy inaczej już się rozumie odpowiedzialność. t.k.: tak jest. w takich proporcjach mi się to przypuszczalnie ułożyło. zresztą obecność traugutta całe życie czuję. on zawsze gdzieś obok stoi, w milczeniu. i jeszcze jedno. ja jestem związany z chwilą dzisiejszą, niczego innego nie ro- zumiem, tak widać wynika z mojej wewnętrznej biochemii. Nigdy bym nie umiał pisać książek historycznych. w związku z tym strasznie mnie kusiło, że- by się spróbować w takim momencie, który dla czytelnika będzie opowiada- niem historycznym, a dla mnie opowiadaniem z mojego dzieciństwa. ja nie użyłem w historii o mineyce jednego rekwizytu, którego bym nie pamiętał. Bo wileńszczyzna była dość archaiczna, ona wyglądała za mego dzieciństwa tak jak w czasie powstań; z wyjątkiem tego nasypu kolejowego, którym się strasz- nie nasładzam, bo to było pierwsze wejście świata, cywilizacji. t.L.: wydaje mi się, że dla pana szczególnie ważny był zawsze kontakt z odbiorcą. jak pan dziś ten swój kontakt ocenia? t.k.: ja dosyć wcześnie, dzięki Bogu, zrezygnowałem z pokusy podobania się wszystkim. zrozumiałem, że ludzie są tak wyspecjalizowani wewnętrznie, że tylko pewną przeciętnością można wszystkich zadowolić. w związku z tym ja kontaktuję się z pewną grupą czytelników i widzów i wyobrażam sobie, że oni są podobni do mnie, że mają podobne wnętrza, tylko że są ode mnie oczywiście o oczko mądrzejsi. Bo to mnie mobilizuje, ja chcę im sprostać. ale ja też nie chcę, żeby oni mnie tylko akceptowali. Nie mam też tych ambicji, żeby mnie czytali z refleksją, po pięć stron dziennie. ja chcę mieć ze swoimi odbiorcami emocjonalne, dramatyczne starcie; tak też lubię się w życiu kon- taktować z ludźmi. i sam to uwielbiam jako odbiorca: odbyć walkę psychicz- ną z drugim człowiekiem, który chce się ze mną czymś podzielić. t.L.: co najbardziej skłania pana do pisania? t.k.: strach, żeby mnie koledzy nie przeskoczyli, żeby nie zostać z tyłu, żeby mnie nie przepędzili z obiadków w związku Literatów. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 18 18 N Nasze histerie, Nasze Nadzieje Nie, co mnie skłania… wie pan, kiedy się przez większość życia tym zaj- muje, to potem się to staje rodzajem nałogu, a poza tym staje się – mimo że to jest śmieszne – no, staje się to strasznie ważne. ciągle czekam na to objawie- nie: że nagle coś będę mógł zakomunikować nadzwyczaj ważnego swoim bliź- nim, że coś zrozumiem, coś przemyślę, coś odkryję – co moim współczesnym w czymś dopomoże. No i za każdym razem człowiek zaczyna pisać z takim przekonaniem, że to będzie ekstra; a potem, jak napisze – to zaczyna mieć wątpliwości, a jak to już wyjdzie – to się okazuje, że – eee… wie pan, ktoś mi opowiadał, że jakiś uczony miał strasznie mądry odczyt, a w pierwszym rzę- dzie siedział facet i co jakiś czas mówił – eee… więc te – eee… człowiek za- raz usłyszy – od recenzentów, od znajomych – i to go z powrotem sprowadza na ziemię i poucza, że to jeszcze nie ta chwila. może kiedyś przyjdzie ten do- bry czas, w którym uda mi się powiedzieć to coś – specjalnego, rzeczywiście niezwykłego, co nie było już tysiąc razy powiedziane przez innych. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 19 Jestem po prostu pierwszym widzem [„ekran”, lato–jesień 1981] jaNiNaszymańska: Życie jest krótkie. czemu tak dawno nie robiłeś filmów? tadeusz koNwicki: dlatego między innymi unikałem wywiadów, żeby nie od- powiedzieć na to pytanie… j.s.: ale przecież paść musiało. t.k.: No więc nie robiłem filmów, bo nie był to dobry czas dla moich filmów. jestem przecież raczej outsiderem w kinematografii. takim niedzielnym re- żyserem. Byłem zresztą zajęty innymi rzeczami. miałem bardzo dobry okres – mogłem pisać, co chciałem, nieskrępowany zakazami cenzury. j.s.: zapowiadałeś też, że nigdy już do filmu nie wrócisz. t.k.: jako reżyser. Nie mam wrażenia, żebym tak zupełnie złamał słowo. j.s.: Kręcisz Dolinę Issy. t.k.: to zupełnie co innego. właściwie czuję się trochę tak, jakbym brał udział w imprezie ku czci miłosza. dlatego w końcu się złamałem i zacząłem udzie- lać wywiadów. Pomyślałem sobie, że swoim milczeniem nie mogę obciążać laureata Nagrody Nobla. j.s.: co to znaczy w Polsce być Litwinem? t.k.: ??? j.s.: dobrze, powiedzmy inaczej. czy wierzysz w to, że istnieje coś takie- go jak genius loci? t.k.: Ludzie z Litwy – to pojęcie niezwykle szerokie. Przyznają się do niego lu- dzie od Litwy Kowieńskiej, Kłajpedy, po wołyń. Na przykład traugutt, po- chodzący z Polesia, też uważał się za Litwina. otóż ten kraj, ta fosa łącząca – lub dzieląca – wschód z europą, ten tygiel, wktórym tradycje Bizancjum mieszają się z tradycjami zachodniego katolicyzmu, to miejsce, gdzie wschód Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 20  N Nasze histerie, Nasze Nadzieje styka się z zachodem, ten fragment obszaru dawnej rzeczypospolitej obojga Narodów w literaturze zaczęto nazywać Litwą, a ludzi stąd się wywodzących Litwinami. Ludzie ci dla odróżnienia, dla kokieterii, dla pewnego snobizmu wreszcie – od czasu do czasu na ten swój litewski rodowód się powołują. j.s.: Należysz do nich? t.k.: to już ostatni, którzy nie wymarli – jak miłosz, jak ja. ale, rzecz jasna, ci kulturalni Litwini powołujący się na litewski genius loci należą do ogromnej mozaiki narodów, które zamieszkiwały dawne Kresy rzeczypospolitej. Nale- żały do niej i liczne polskie rody, które uległy zbiałorutenizowaniu, a później na powrót spolonizowaniu. Na mój kod genetyczny złożyła się też niewiary- godna praca genów i białoruskich, i litewskich, i tatarskich. jednym słowem, był to przedziwny i bardzo sympatyczny zaścianek. j.s.: jedyny w swoim rodzaju? t.k.: może w jakiejś dalekiej filiacji podobny do tego, co w Wieczorach na fu- torze opisuje gogol. ten gogolowski – to zaścianek południowy, też taki ma- ły tygiel narodów i nakładających się kultur, pełen migracji i duchów. dziw- ny stwór, ale od czasu do czasu bardzo sympatyczny. to siła tego genius loci. j.s.: w Dolinie Issy odczuwana niemal fizycznie? t.k.: miłosz wiele na ten temat pisał w swojej eseistyce, a szczególnie w Ro- dzinnej Europie, która mam nadzieję, że się ukaże w kraju. j.s.: a geniusz czasu? t.k.: czas to podstawowy stymulator naszej egzystencji. ale jego ocena nie jest zależna od nas, ale od potomnych – dopiero oni nasładzają się… j.s.: …czy to znaczy, że ich ocena nigdy nie jest sprawiedliwa? t.k.: jeżeli oni będą mówić, jakie to mieliśmy dziś wspaniałe czasy, to nie wyj- dzie z tego, jak się męczyliśmy i chcieliśmy się powiesić… j.s.: czy nie boisz się zarzutów, że dziś, w dobie zaangażowania społecz- nego całego społeczeństwa, realizujesz film o odległym czasie i przestrze- ni, film w pewnym sensie anachroniczny? t.k.: skoro już się w to wdałem, to się niczego nie boję. a zresztą, stoi za mną autorytet laureata Nobla. jestem już człowiekiem w podeszłym wieku i nie mo- gę traktować poważnie takich zarzutów. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 21 jestem po prostu pierwszym widzem N 1 j.s.: czy tylko autorytet laureata Nagrody Nobla skłonił człowieka w po- deszłym wieku do realizacji tego filmu? t.k.: Podlegając urokom prozy miłosza, byłbym daleki od ekranizacji jego książki. chociaż wiele rzeczy w niej jest mi bliskich. oczywiście, pewne im- ponderabilia współżycia dawnych narodów rzeczypospolitej – to treści i do dziś tlące się nawyki jako spadek po przeszłości. Funkcjonuje to w bio- grafii samego miłosza – awięc i w biografii generacji, które pr zeniosły się stamtąd w świat. ale jest jeszcze coś innego. to materia baśni podszytej we- wnętrznym chichotem, jakaś ironia narracji. ja ujmuję ją w komentarz miło- sza, posługując się jego wierszami. staram się nadać całości pewne cechy eto- su pielgrzyma. j.s.: ten poetycki komentarz sprawia, że ona – w scenariuszu w każdym razie – staje się czymś w rodzaju przypowieści o losie człowieczym, dale- ko chyba wychodząc poza pierwotne założenia książki. miłosz rejestruje pewne miejsce i pewien czas. ty idziesz dalej? t.k.: dla mnie osobiście ten zabieg bardzo uaktualnia, uwspółcześnia tę baśń. ale jestem po prostu jej pierwszym widzem i reaguję jak widownia. zarów- no sobie, jak widowni podaję miłosza tak, jak go widzę. staram się być wier- ny wobec miłosza i staram się go w sposób najbardziej wierny, rzetelny i czy- telny przedstawić w filmie. j.s.: mam wrażenie jednak, że inaczej zupełnie niż miłosz widzisz głów- nego bohatera Doliny Issy – małego tomaszka. dla miłosza jest to nie tyl- ko „sposób obserwacji”, punkt odniesienia narracji. w jego stosunku do swojego bohatera jest wiele czułości, jaką obdarzamy zapewne niejed- nokrotnie portrety własnego dzieciństwa. ty traktujesz go o wiele chłod- niej, czasem mam wręcz wrażenie, że niespecjalnie go lubisz? t.k.: Nigdy nie robiłem czegoś takiego jak film z dziecięcym bohaterem. mia- łem ogromne lęki, żeby nie wpaść w konwencję piewcy dziecięcego losu albo pokazywania świata oczami wrażliwego, neurotycznego dziecka. zbyt jest to już wyeksploatowany sposób opowiadania. a więc nie chciałem filmu o świe- cie widzianym oczami dziecka, ale filmu o świecie, w którym to dziecko ży- je. zresztą u miłosza tomaszek jest raczej elementem warstwy stylistycznej, Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 22  N Nasze histerie, Nasze Nadzieje a wscenach konkretnych występuje bardzo rzadko. rzecz dzieje się w grun- cie rzeczy między dorosłymi. wychodząc z tego założenia, ograniczyłem je- go udział do scen, w których rzeczywiście występuje. jest nosicielem pamię- ci o miejscu i czasie. Nie należy jednak liczyć na to, że będzie to film dla dzieci lub dla młodzieży. takie mi się zdarzyły wakacje w moim życiu, w momencie może niesprzy- jającym wakacjom, ale chętnie z nich korzystam. z przyjemnością myślę o tym, że przejadę się w pejzaże, które mi przypominają i moje młode lata. Przez jakiś czas będę wiódł tryb życia, który zmusza do wstawania o świcie. można go przyrównać do odsługiwania powinności wojskowej… j.s.: gdzie znalazłeś swoją filmową dolinę issy? t.k.: Będziemy kręcić w województwie suwalskim, ewentualnie z wyskokami do Puszczy augustowskiej. j.s.: czy znalazłeś tam krajobrazy podobne do opisywanych przez miłosza? t.k.: otóż ja nie wiem, czy są one podobne – i to mnie nie interesuje. ta doli- na issy, którą sobie upatrzyłem koło turtla, wygląda tak, jak powinna wyglą- dać dolina issy we śnie. i to mi wystarcza. a w przekonaniu o tym, że wybra- łem słusznie, że jestem w pobliżu issy, to znaczy Niewiaży, utwierdza mnie fakt, że słońce tam podobnie świeci, że takie same wiatry wieją. jestem na skraju te- go samego jęzora klimatu kontynentalnego, który, jak pamiętam, obejmował i Litwę. więc mam nadzieję, iż przysunąłem się tak blisko, że genius loci i ge- niusz czasu, który się tam snuje po bagnach i rojstach, będzie mi sprzyjał. j.s.: mam jednak wrażenie, że twój świat jest o wiele bardziej okrutny od świata miłosza. t.k.: jak to? Przecież pełno u niego duchów, strachów, wilkołaków, które wca- le nie mają łagodnych charakterów. j.s.: No właśnie, ale to wszystko jest okrucieństwo wyobraźni. u ciebie przechodzi w okrucieństwo życia. t.k.: Książka miłosza jest czymś w rodzaju Pana Tadeusza – utworem napisa- nym w pewnej tradycji literackiej, konwencji i symbolice. a refleksy mani- chejskie zbliżają pana czesława do pana jarosława. Nie mówię tego, żeby przyczepiać się do utworu laureata Nobla, ale jego książka podległa stylizacji. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 23 jestem po prostu pierwszym widzem N  ja jestem cały stworzony przez epokę pieców wojny i prawdziwe okrucień- stwa, a nie literackie, zmusiły mnie, żeby patrzeć bardziej realistycznie na na- szą egzystencję. jesteśmy z innej generacji i może z innych warstw kulturo- wych. on trochę arystokrata, a ja plebej. stąd też poza tym, że się lubimy, nie ma komunikacji między nami. w rozmowie z nim ciągle trafiałem jak kulą w płot… to, że pochodzimy z tych samych stron, wcale nie świadczy o tym, że musimy się rozumieć, może być wprost przeciwnie. z tym że ja, jeżeli cho- dzi o obszar filmu i beletrystyki, uważam się za bardziej kompetentnego. Pan czesław dwa razy w życiu – właściwie można powiedzieć, że od święta – wy- prawił się w krainę powieści. stąd może pewna bezceremonialność w tym, jak się zabrałem do jego materiału literackiego. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 24 Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 25 retrOspekcJe 19, 19–19 Jeszcze raz to samo [„Nowa kultura”, październik 19]1 Przy okazji moich kontaktów z kinematografią, kontaktów częstokroć boles- nych, dostrzegłem wyraźnie, wprost namacalnie, że bardzo łatwo, a jednocześ- nie niezwykle trudno jest zrobić dobry film. my, początkujący filmowcy, przy- pominamy trochę ćmy. widzimy przed sobą w pełnym, pięknym świetle pomyślany przez nas film. zdawałoby się, że wystarczy tylko rękę wyciągnąć. Lecz kiedy spróbujemy zbliżyć się do naszego ideału, uderzamy boleśnie gło- wami w niewidzialną szybę. mam nadzieję, że nasze obrady prześwietlą krytycznymi promieniami ową tajemniczą szybę. Bardzo słusznie wysunięto w referacie na czoło zagadnienie realizatora. uważam, że już czas najwyższy śmiało i odważnie powiedzieć, iż jedynym i ostatecznym autorem filmu jest reżyser. to, że przez dłuższy czas nam, sce- narzystom, wmawiano pierwszą i decydującą rolę w filmie, wynikało z za- ściankowości kinematografii polskiej. w nowoczesnym kinie autorem filmu jest reżyser. tylko w jego mocy jest zrobić z propozycji scenariuszowej film nieudolny lub dobry. Kilkakrotnie odwiedzałem ekipy filmowe na plenerach. dostrzegłem tam zadziwiające zjawisko. co nasi twórcy oglądają wieczorami? Gildę, Modelkę, Frau meiner Träume, Mściwego jastrzębia, Błękitną rapsodię itp. Nie jestem de- wotem. wszyscy lubimy filmy rozrywkowe, ale przecież nie można po stokroć oglądać tych samych szmir. asystent reżysera, który uroni łzę, oglądając Błę- kitną rapsodię, nie nakręci nigdy wartościowego filmu. 01 referat na sesji filmowej Plenum stowarzyszenia Polskich artystów teatru i Filmu; publika- cja całości materiałów z sesji: „Kwartalnik Filmowy” 1954, nr 3–4; skróty wybranych wystą- pień: „Film” 1954, nr 4. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 26  N Nasze histerie, Nasze NadzieJe • retrOspekcJe 19, 19–19 młodzi, ale poważni reżyserzy bardzo cenią rzemiosło i lubią o tym często rozmawiać. rzecz to chwalebna. ale kiedy rzemiosło staje się jakimś tajemni- czym zaklęciem, kiedy tworzy się z niego sprawę najważniejszą, odczuwam gwałtowną irytację. Bo rzemiosło może nas zamordować. może wprowadzać do naszej kinematografii młodych – stetryczałych i poprawnych staruszków. rzemiosło trzeba znać, nie wolno natomiast nad rzemiosłem cmokać. Nie wolno robić filmów na zimno, z wyrachowania. ambitny artysta jest artystą walczącym. artysta walczący nie boi się tendencyjności, nie cofa się przed ujawnieniem swoich poglądów, swoich zamiłowań czy upodobań. wszystkie cechy walczącego artysty składają się na indywidualność jego dzie- ła filmowego. wydaje mi się na przykład, że Piątkę z ulicy Barskiej i Celulozę tworzyli arty- ści całym sercem, a nie rękami, które podpisują listy płacy. jeśli widz choć jeden raz wzruszy się lub choć jeden raz spojrzy z szacunkiem na ekran, wybaczy nie- dostatki filmu. mamy wszystko przed sobą do zdobycia. Nie boimy się, nie jeste- śmy znów tak słabi. czerpiemy śmiało z bogactw życia. Nasza sztuka filmowa musi być wszechstronna, wychodząca daleko poza poczciwy, dosłowny realizm szarości, który pewni ludzie uważają za realizm socjalistyczny. Nie sztafaż, nie konfiguracja sceny, nie temat świadczą o partyjności filmu, ale tendencja artysty, jego pasja ideowa. Nawet film o duchach może służyć Polsce Ludowej. zdetronizowałem na początku scenarzystów, cały czas schlebiam realiza- torom. czyżbym lekceważył literatów? Nie. scenarzysta uzyska bardzo godzi- we miejsce w hierarchii filmowej, gdy prawidłowo ułoży się jego współpraca z reżyserem. ci dwaj ludzie – literat i realizator – powinni być najpierw przy- jaciółmi, wyznawcami jednakowych upodobań artystycznych, a dopiero po- tem mają prawo popróbować wspólnego filmu. Niedopuszczalne są przypad- kowe małżeństwa, skojarzone w dyrekcji cuK-u, są to bowiem przeważnie małżeństwa nietrwałe i kłótliwe, prowadzą do rozwodu. a dzieci zrodzonych w takim stadle nikt nie chce oglądać. więc najpierw przyjaźń i miłość, a do- piero później wiadome konsekwencje małżeństwa. artyści powinni demonstrować te zagadnienia i te sprawy, które ich naj- bardziej obchodzą. jeśli artysta jest ideowy, w każdym temacie pokaże wiel- Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 27 Jeczcze raz tO samO N  kość naszych czasów. jeśli artysta jest ideowy, sięgnie ambitnie po temat trudny i piękny, choć niezamieszczony w urzędowej tabeli. wierzę, iż tylko z głębokiego osobistego przeżycia artysty może powstać wartościowe dzieło. wiele dyskutowaliśmy w ciągu dziesięciolecia o filmie, omówiliśmy po dziesięćkroć wszystkie możliwości, wszystkie aspekty i wszystkie szczegóły ki- nematografii, przeteoretyzowaliśmy całą sprawę, popadamy nawet w schola- stykę, a filmów dobrych niewiele. czas dać odpocząć organom mowy, zatrud- nić trzeba natomiast głowę i ręce. Niech tematem następnej konferencji sPatiF-u będzie: co zrobić z nadmiarem dobrych polskich filmów? Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 28 * * * [w rubryce„rozmowy z naszymi laureatami”2,„Nowa kultura”, styczeń 19] krystyNa NastuLaNka: może nam coś opowiesz, tadziu, o początkach swojej kariery literackiej? tadeusz koNwicki: Niestety, genialnym dzieckiem nie byłem. Nawet na lek- cjach polskiego nie zabłysnąłem umiejętnością pięknego pisania. w zdumie- nie, podziw i pewnego rodzaju zawstydzenie – bo zawsze miałem tę jakąś wstydliwość stylu – wprawiały mnie kwieciste wypracowania moich kolegów, dobrych polonistów. z czasów szkolnych pamiętam tylko jeden, i to stosun- kowo krótki, okres prosperity, kiedy zadawano nam wypracowania na temat bajek Krasickiego. wypisywałem wówczas historyjki pełne mniej lub bardziej zakamuflowanych złośliwości pod adresem kolegów i profesorów. zyskałem sobie wprawdzie popularność, ale nawet na stopniu z polskiego nie odbiło się to w sposób widoczny. owszem, za treść otrzymywałem pięć, lecz ortografia była na dwa, a więc w sumie czyniło to znowu zaledwie dostatecznie. ale prawdziwą i poważną działalność literacką rozpocząłem dopiero na uniwersytecie. jako dwudziestoletni oczytany młody człowiek, oburzony staroświecczyzną i tradycjonalizmem współczesnej prozy, napisałem obszerną pracę seminaryjną, w której zniszczyłem kompletnie Nałkowską. zdumiewało mnie, że ludzie zupełnie nie rozumieją, o co chodzi w sztuce, i czułem wyraź- nie, że na moich właśnie barkach spocznie ciężar zrewolucjonizowania prozy. czułem się jednak na siłach podołać temu zadaniu, gdyż byłem właśnie na tro- pie wielkiego odkrycia – odkrycia powieści syntetycznej, skondensowanej. je- 02 tj. laureatami Nagrody „Nowej Kultury”, obok rozmowy z profesorem Kazimierzem Feliksem Kumanieckim (nagrodzony za Cycerona i jego współczesnych; Konwicki – za Dziurę w niebie). Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 29 * * * N 9 den tom był już nawet gotowy. miał on objętość półtorej strony maszynopisu. Nie śmiej się – powieść była zupełnie prawidłowa: wielowątkowa, z opisem, dialogiem, charakterystyką postaci… doprowadzona jednak do kwintesen- cji… w tym czasie pisywałem także wiersze arytmiczne, nierymowane, z po- twornymi podtekstami. k.N.: No i dałeś się jednak złamać i uległeś starym konwencjom. (Mój roz- mówca jest wyraźnie zgnębiony i zażenowany). Powiedz wobec tego, którą ze swoich książek najbardziej lubisz? t.k.: w całości nie lubię żadnej. mam w nich jakieś takie wątki, opowiadania, podopowiadania, i te lubię, ale są to najczęściej rzeczy, które zupełnie ucho- dziły uwadze krytyków i recenzentów. k.N.: a jak to się stało, że zacząłeś się zajmować filmem, i czy pisząc po- wieść, myślisz równocześnie o jej ekranizacji? t.k.: Nie, nigdy. zacząłem się zajmować filmem, bo film jest w jakiś sposób po- jemniejszy od literatury, bo w filmie mogę przekazać to, czego nie da się powie- dzieć w literaturze. Poza tym film nie jest tak wyeksploatowany i dlatego raczej w nim niż w literaturze wyczuwam formułę współczesności. Być może, że to po prostu młodość tej dziedziny sztuki sugeruje takie zabiegi poszukiwawcze. k.N.: czy uważasz więc, że Ostatni dzień lata na przykład nie mógłby być opowiadaniem, a Dziura w niebie filmem? t.k.: Naturalnie, pisząc scenariusz, wiedziałem, że może on być tylko scena- riuszem i że jego temat jest do zapisu zupełnie nieatrakcyjny. a jeśli chodzi o przeróbki filmowe powieści, to nawet te propozycje sprawiają mi pewną przykrość. Proponowano mi ekranizację Dziury w niebie, ale odmówiłem, uważam, że ta książka zupełnie się do tego nie nadaje. ma ona zaledwie ja- kieś pozory filmowości – przez to, że jest może trochę barwna, ruchliwa. w gruncie rzeczy stawiam tu jednak na współpracę z czytelnikami, i to tak dalece, że bałem się nawet ilustracji w książce. k.N.: a jak wyglądają twoje plany filmowe? t.k.: chcemy z jerzym Kawalerowiczem robić Matkę Joannę od Aniołów, po- za tym proponowano mi w telewizji krótkie piętnastominutowe etiudy filmo- we. Będąc w zasadzie przeciwny pisaniu do druku i dla ekranu, bo jest w tym Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 30  N Nasze histerie, Nasze NadzieJe • retrOspekcJe 19, 19–19 jak gdyby coś dwuznacznego, z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ten po- dwójny tor jest oczywiście korzystny. Bo proza koresponduje z filmem, podob- nie jak poezja z piosenką, na przykład. zwłaszcza że u ludzi zajmujących się sztuką jest jakiś głód, poczucie ograniczoności warsztatu i film daje tu jakąś re- kompensatę. k.N.: a co najchętniej czytasz i czy w ogóle masz dosyć czasu na czytanie? t.k.: Najchętniej czytam polską literaturę współczesną i uważam ją właśnie za najbardziej interesującą. w bardzo szerokim wachlarzu zresztą, od [stanisława] zielińskiego, przez Leopolda Buczkowskiego, do mieczysława Piotrowskiego. tę ostatnią prozę uważam za bardzo ambitną, a na pewno bardziej autentycz- ną od tego wszystkiego, co tak gorąco poleca się do czytania. a jeśli idzie o kwestię czasu, to mam go po prostu za dużo. Nigdy nic nie robię, nigdy nie mam do załatwienia żadnych spraw, a w ogóle pracę uważam za czynność sza- lenie wstydliwą. k.N.: czyżbyś wobec tego nie zaniedbał także swoich zainteresowań sportem? t.k.: Naturalnie, że nie. w tej sprawie doszedłem do stadium najwyższego wta- jemniczenia, najwyższej sublimacji. Kiedyś chodziłem na wszystkie imprezy, przejmowałem się losami moich faworytów, oburzałem się na sędziów. dzisiaj jestem na tym szczeblu samoświadomości, że ograniczam się tylko do czyta- nia „Przeglądu sportowego”, działam na zasadzie zupełnej abstrakcji. wiem na przykład, że [Kazimierzowi] zimnemu pękł mięsień trójgłowy, wiem kie- dy i w jakich okolicznościach, ale samego zimnego nigdy w życiu nie widzia- łem. wydaje mi się, że sport, ta dziedzina życia pozornie absurdalna, jest w gruncie rzeczy jakimś wielkim rezerwuarem abstrakcji. i zaspokaja ten ja- kiś istniejący w ludziach głód abstrakcji. odkrył to zresztą Kisielewski. Bo czyż to ma naprawdę jakieś znaczenie, że ktoś tam skoczy lub nie skoczy cen- tymetr wyżej? k.N.: obawiam się, że okropnie się narażasz mniej filozoficznie nastawio- nym kibicom sportowym. No, ale dość o sporcie, powiedz jeszcze coś o so- bie – o swoich pasjach, planach na przyszłość, może o jakichś zamierzo- nych podróżach, o czym chcesz zresztą. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 31 * * * N 1 t.k.: a więc tak – jeśli chodzi o zainteresowania, to jako człowiek pozbawiony wykształcenia interesuję się cybernetyką, teorią kwantów i podróżami mię- dzyplanetarnymi. co do planów – ponieważ nigdy nic nie robię, nie mogę mieć także żadnych planów działania. a podróże? Nie, nie odczuwam głodu podróży. uważam, że trzeba z godnością znieść swoje miejsce geograficzne. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 32 Niejubileuszowy stanisławski [wypowiedź w piśmie„iskusstwo kino”, kwiecień 19; przełożył tadeusz Lubelski] Najbardziej zdumiewające w metodzie stanisławskiego jest to, że ona się nie sta- rzeje, choć istnieje już od wielu lat. co więcej, okazuje się ciągle świeża i współ- czesna. z ogromnym sukcesem stosowali ją i stosują nadal najwybitniejsi akto- rzy amerykańscy, jak james dean czy montgomery clift. Podobnie jak w całej współczesnej literaturze stanów zjednoczonych można zauważyć oczywiste śla- dy wpływu literatury rosyjskiej (zwłaszcza dostojewskiego), tak i w mistrzo- stwie dzisiejszych aktorów amerykańskich czuje się naśladowanie tradycji sta- nisławskiego, choć często sami naśladowcy nie zdają sobie z tego sprawy. w związku radzieckim, jak mi się zdaje, metoda realistyczna oparta na ucze- niu stanisławskiego także zajmuje pozycję wiodącą i doprowadziła do wielkich sukcesów, mimo że w minionym okresie dominowały raczej odświętność i mo- numentalizm. Prawdziwa tradycja stanisławskiego ożywa dziś najwyraźniej w twórczości innokientija smoktunowskiego i aktorów teatru sowriemiennik. metoda stanisławskiego narodziła się w teatrze, obecnie jednak jest ona najskuteczniej wykorzystywana w kinie i telewizji, gdzie zresztą jest nieodzow- na. Przecież początkowo kino było rozrywką jarmarczną i chociaż wzniosło się do rangi pełnoprawnej sztuki, kinematografia nie zapomina o swoim plebej- skim pochodzeniu i się go nie wstydzi. o ile bowiem dzisiejszy teatr, przestra- szony tempem rozwoju masowych środków komunikowania, szuka najbar- dziej wyrafinowanych sposobów ekspresji, o tyle kino, dziecko ulicy, pozostało sztuką realistyczną; obiektem zainteresowania kamery jest – jak dawniej – re- alny świat, na którym żyją prawdziwi ludzie. Po to zaś, żeby człowiek w fotelu kinowym mógł uwierzyć w człowieka na ekranie, ten ostatni powinien być Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 33 NieJubiLeuszOwy staNisławski N  prawdziwie i wszechstronnie scharakteryzowany przez aktora. i tu wyłaniają się ogromne możliwości przed metodą stanisławskiego, jeśli rzecz jasna nie bę- dziemy jej uważać za środek dyscyplinowania, lecz za twórczy światopogląd aktora. tylko przy takim stosunku do systemu stanisławskiego można mówić, jak mi się zdaje, o jego prawdziwym przeznaczeniu – jest nim osiągnięcie ab- solutnej precyzji psychologicznej w stworzeniu realistycznego portretu współ- czesnego człowieka. ta precyzja psychologicznego portretu bohatera wydaje mi się we współ- czesnej sztuce niezwykle ważna – w odróżnieniu od takiej sztuki, którą nazy- wamy dziś tradycyjną, od sztuki, w której bohater podporządkowany był fa- bule, stanowiąc nie – jak dziś – centralny obiekt zainteresowania artysty, lecz zaledwie jeden z elementów konstrukcji fabularnej. ja osobiście, jako reżyser, a przede wszystkim jako pisarz, czuję zupełnie oczywisty związek z pogląda- mi stanisławskiego, związek tworzący się może intuicyjnie, tym niemniej sil- ny i chyba – o ile dotyczy to mojej twórczości – całkowicie uchwytny. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 34 Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 35 Jest teraz taka dziwna pauza [niezależny„tygodnik mazowsze”, grudzień 198; przedruk:„promieniści”, styczeń 198] jaN kLiNcz [joaNNa szczęsNa]: mówi się, że zaproponowano Panu wyda- nie w Kaw-ie Małej Apokalipsy i Kompleksu polskiego w wielkim nakła- dzie… tadeusz koNwicki: Nikt mi tego nie zaproponował. Po prostu Bratny w wy- wiadzie telewizyjnym powiedział – sam nie słyszałem, ale tak mi powtarza- no – że są możliwości dogadywania się z opozycją i że w sferze literatury mój zakres opozycyjności jest do przyjęcia, a Małą Apokalipsę i Kompleks polski można by wydać. Bratny zresztą, którego znam od wielu lat, wspomniał mi kiedyś, że jest w radzie Kaw-u i żebym tam spróbował. ale ja nie mam za- miaru chodzić kolędować. Po pierwsze dlatego, że kiedyś te książki, wydane w drugim obiegu, jakby podarowałem, włożyłem w ten kompleks wspólnych starań, we wspólną walkę o nasz los. i nie mogę teraz lekkomyślnie pakować walizek i przenosić się do podejrzanych antyszambrów reżymowych. Po dru- gie, gdyby nawet ktoś mi to oficjalnie zaproponował, musiałbym spytać mo- ich dotychczasowych wydawców i oczywiście musiałoby być zaznaczone, że pierwsze wydanie ukazało się w Now-ej czy Kręgu. jak na razie jest to więc tylko plotka, zresztą służąca do doraźnych manipulacji politycznych3. j.k.: a czy dostrzega pan jakieś liberalizacyjne gesty władzy, czy też po bliższym przyjrzeniu się wszystko wygląda jak ta informacja o wydaniu pańskich książek? t.k.: mnie się wydaje, że w tej chwili żadne koniunkturalne gesty władzy i tak niczego nie zmienią. Nic nie ruszy do przodu w sensie społecznym, ekono- 03 Małą Apokalipsę w końcu rzeczywiście wydrukuje oficjalne wydawnictwo, alfa – w 1988 roku. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 36  N Nasze histerie, Nasze Nadzieje micznym, stabilizacyjnym, póki to społeczeństwo nie poczuje się jakoś suwe- renne. w swej negacji posunęło się ono niezwykle daleko. ten stan, w którym żyjemy, można by nazwać gigantycznym strajkiem włoskim. wszystko funkcjo- nuje na jedną piątą gwizdka, wszystko trwa w półletargu. ale jest jednocześ- nie taki opór, taka siła bezwładu, zawzięcie się; po latach przepychanek, prób, walk społeczeństwo powiedziało władzy: dosyć. to jest sprawa zbiorowej świadomości, takiego obłoku twardego, który wytworzył się nad krajem. i nie skruszeje w wyniku wysiłków grupek czy pojedynczych ludzi. to zdumiewa władzę, która wykonuje szereg gestów, niby realistycznych, i jest strasznie za- skoczona, że nie ma na nie odpowiedzi. Bo ten obłok, o którym mówiłem, mógłby skruszyć tylko jakiś silny impuls polityczno-moralny, który pchnąłby ludzi do tego, co się nazywa codziennym kreacjonizmem, codzienną twórczo- ścią, żeby każdy ruszył i zrobił coś z pożytkiem dla wszystkich. j.k.: Pan wierzy w taką możliwość? t.k.: tyle się w Polsce i w tym obozie zaczyna dziać dziwnych rzeczy, że mo- że się zdarzyć coś zaskakującego, niekonwencjonalnego. Liczę na to, że ro- sjanom w którymś momencie musi się znudzić rola strażnika więziennego. Nie lubię polityki i dlatego mogę mówić rzeczy naiwne. Pamiętam taki cytat z jerzego Lubomirskiego, dziewiętnastowiecznego arystokraty: „jeżeli intere- sy rosji na to pozwalają, chętnie zwracam uczucia ku mojej pierwotnej oj- czyźnie”. otóż mnie się wydaje naiwnie, że gdyby rządzący w tym kraju chcieli realizować interesy tego społeczeństwa, „zwracali uczucia ku swojej pierwotnej ojczyźnie” – moglibyśmy dużo więcej uzyskać w naszym kontek- ście politycznym. sam jestem zresztą ciekaw, co tu się będzie działo. Bo przecież widać nama- calnie, że aspiracje tego społeczeństwa do suwerenności muszą być zaspokojo- ne i żadne siły zewnętrzne ani wewnętrzne nie mogą go już teraz ich pozbawić. ale lękam się i myślę o tym, że narody przyparte do muru stają się często nieapetyczne dla reszty świata. chorują przede wszystkim na jakiś elephan- tiasis nacjonalizmu, zaściankowości, partykularyzmu. w zniewoleniu te wszystkie cechy bardzo źle działają na kondycję psychologiczną i ideologicz- ną społeczeństwa. Konwicki01-3.qxp:Stach.Piw.01/3 3/12/13 12:42 PM Page 37 jest teraz taka dziwNa pauza N  j.k.: czy pan to dostrzega na przykład w działalności opozycyjnej? t.k.: może nie tak jaskrawo, ponieważ każdy ruch opozycyjny, podziemny uzyskuje z czasem pewną charyzmę, sakralizuje się – wymogi konspiracji i pewne skutki prześladowań czynią ludzi lepszymi, niżby mogli być w in- nych warunkach. Przez dziesiątki lat próby zajęcia stanowiska przez liderów intelektualnych kończyły się fiaskiem z powodu cenzury. to było pewnego rodzaju spętanie opinii publicznej, a do opinii publicznej zaliczam przede wszystkim sztukę. w nienormalnych, a czasem tragicznych okolicznościach, w jakich żyjemy, tylko sztuka gwarantuje, że społeczeństwo będzie w jakiś sposób zdrowe, nie straci dystansu do świata zewnętrznego, wolnego. uważam, że z biegiem czasu coraz bardziej będzie się doceniać te mania- kalne ruchy, otoczone powszechną podejrzliwością i niechęcią – próby stwo- rzenia niezależnego obiegu wydawniczego, które zaczęły się w połowie lat sie- demdziesiątych. ten mężny wysiłek grupy ludzi nas uratował, jakaś półkula mózgowa, dotąd uśpiona, zaczęła pracować. w tej chwili społeczeństwo jest obudzone, żyje bardzo aktywnie w sensie światopoglądowym i politycznym. j.k.: jest pan podejrzanie łagodny… t.k.: Na mnie zawsze działa ogólna sytuacja psychiczna, jestem bardzo wrażli- wym odbiornikiem. w tej chwili jest taka dziwna pauza w nastroju społeczeń- stwa i w nastroju opozycji, która się nagle znalazła na powierzchni i zastanawia się, co robić. tu trzeba znaleźć na długie lata polityczny i społeczny sposób na życie. złagodzenie ogólne nastrojów mnie się
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nasze histerie, nasze nadzieje. Spotkania z Tadeuszem Konwickim
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: