Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00076 006400 13426208 na godz. na dobę w sumie
Naszyjnik ze szmaragdów - ebook/pdf
Naszyjnik ze szmaragdów - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323876120 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Rachel Vaile posiada naszyjnik ze szmaragdów, który od pokoleń należał do rodziny milionera Vita Farneste. Wie, że Vito za wszelką cenę pragnie go odzyskać. Zmuszona okolicznościami proponuje mu nietypową transakcję: odda klejnot, jeśli tylko Vito ją poślubi...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Julia James Naszyjnik ze szmaragdów Tłumaczyła Monika Łesyszak Droga Czytelniczko! W tym miesiącu obchodzimy Dzień Zakochanych. Na pewno chętniej więc sięgniesz po powieść o miłości. W lutym zaczynamy cykl zatytułowany ,,Miłość i pieniądze’’. Pierwsza ksiąz˙ka w tej miniserii to ,,Naszyjnik ze szmaragdów’’. A oto wszystkie propozy- cje w serii Światowe Z˙ycie: Kobieta z Rio de Janeiro – opowieść o bogatym biznesmenie, który musi odnaleźć swoją dziewczynę sprzed lat... Naszyjnik ze szmaragdów – historia miłosna z tajemnicą... Niespodzianka i Powrót na Maltę (Światowe Z˙ycie Duo) – dwie barwne opowieści o ludziach, którym los zgotował sporo niespo- dzianek... Z˙yczę miłej lektury Małgorzata Pogoda Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Julia James Naszyjnik ze szmaragdów Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: His Wedding Ring of Revenge Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Harlequin Presents, 2005 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Pogoda Korekta: Zofia Firek ã 2005 by Julia James ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-4422-8 Indeks 389994 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 56 ROZDZIAŁ PIERWSZY Strumyki wody szemrały cichutko pośród gra- nitowych głazów, tworzących fontannę przed oka- załym budynkiem. Nagły poryw wiatru ochłodził twarz Rachel wilgotną mgiełką. Potrzebowała ochłody. Ściśle mówiąc, chłodnego podejścia do sprawy i trzeźwego umysłu, pełnej koncentracji dla osiągnięcia zamierzonego celu. Gdyby zaczęła rozwaz˙ać swoją decyzję, gdyby dopuściła do głosu uczucia, nie odwaz˙yłaby się zrealizować szaleń- czego zamysłu. Kolejny podmuch wiatru przyniósł nowy obłoczek mgły z następnej, przemyślnie zaprojektowanej kaskady. Juz˙ tylko kilka kroków dzieliło ją od najokazalszego z biurowców koncer- nu Farneste Industriale – jednego z najpotęz˙niej- szych przedsiębiorstw w Europie. Siedzibę firmy zlokalizowano wśród zieleni, na obrzez˙ach Chis- wick, najstarszej willowej dzielnicy Londynu, nie- daleko lotniska Heathrow i autostrady. Rachel kroczyła w butach na wysokich obca- sach, swobodnym krokiem, lekko kołysząc bio- drami. Tylko ona jedna wiedziała, jak wiele kosz- towało wypracowanie tej swobody. Przygotowa- nia do wizyty zajęły jej ponad dwie godziny. 6 JULIA JAMES Nałoz˙yła na twarz dyskretny makijaz˙, pomalowała paznokcie, starannie upięła jasne włosy. Obcisła spódniczka w kolorze lawendy opinała smukłe biodra. Dopasowany z˙akiet z satynowymi lamów- kami podkreślał szczupłą talię. Ponad dwa tygo- dnie szukała pantofelków i torebki w identycznym odcieniu. Odwiedziła wszystkie butiki od Chelsea poprzez Bond Street az˙ do Kensington, z˙eby ele- gancko wyglądać. Człowiek, którego odwiedzała, nawet nie spoj- rzałby na osobę pozbawioną klasy. Juz˙ raz zbłaź- niła się przed nim w z˙ałosny, upokarzający sposób. Przysięgła sobie, z˙e tym razem zaprezentuje dos- konały styl, dotrzyma kroku najwspanialszym ko- bietom, które go otaczają. Efekt nie budził naj- mniejszych zastrzez˙eń. Matka powiedziałaby, z˙e wygląda szykownie. Co nie oznaczało, z˙e wzbudzi zainteresowanie. Nie znała gustów przyszłego roz- mówcy. Ani tez˙ nie zamierzała go olśnić. Przynaj- mniej tak sobie wmawiała. Jakiekolwiek emocje osłabiłyby jej wolę i przeszkodziłyby osiągnąć zamierzony cel. Mimo wszystko przez cały czas czuła przykry ucisk w okolicy serca. Weszła do środka. Kiedy usłyszała za plecami szmer zasuwa- nych automatycznych drzwi, poczuła się jak w pu- łapce. Chociaz˙ nie powinna. Nie przyszła po pro- śbie, tylko po to, z˙eby złoz˙yć propozycję transak- cji, korzystnej dla obydwu stron. Zdecydowanym krokiem przemierzyła olbrzymi hol, wyłoz˙ony NASZYJNIK ZE SZMARAGDÓW 7 marmurową posadzką. Podeszła do półkolistego kontuaru recepcji. Obok niego umieszczono kolej- ny wodotrysk w formie kamiennego bloku. Spły- wająca po nim gładka ściana wody przyjemnie odświez˙ała powietrze. Elegancko ubrana recep- cjonistka posłała jej uprzejme, pytające spojrzenie. Rachel zacisnęła palce na pasku torebki. – Chciałabym zobaczyć się z panem Farneste – powiedziała starannie modulowanym, pozornie spokojnym głosem. – Pani godność? – Urzędniczka sięgnęła po kalendarz spotkań. – Rachel Vaile. Kobieta zmarszczyła brwi. – Przykro mi, to raczej niemoz˙liwe. – Proszę zadzwonić i zaanonsować moją wizy- tę. Pan Farneste z pewnością mnie przyjmie – od- parła Rachel, pozornie niewzruszona. Zachowanie spokoju kosztowało ją wiele wysił- ku. Udawała, z˙e nie widzi niepewnego spojrzenia tamtej. Wyobraz˙asz sobie, panienko, z˙e jedna z ko- chanek szefa szuka okazji do spotkania, myślała z kwaśnym uśmiechem. Zastanawiasz się tylko, aktualna czy była? Albo tez˙ juz˙ otrzymałaś in- strukcję, z˙eby mnie nie wpuszczać pod z˙adnym pozorem. Dokładnie znała obowiązującą procedurę, wie- działa, jak trudno dostać się przed oblicze prezesa 8 JULIA JAMES wielkiego koncernu. Przygryzła wargi, gdy recep- cjonistka sięgnęła po słuchawkę. Czekała na wynik rozmowy jak na wyrok. – Pani Walters, w recepcji czeka panna Rachel Vaile. Nie znalazłam jej nazwiska w ksiąz˙ce... Tak, rozumiem, dziękuję. Wyraz twarzy urzędniczki wyraźnie mówił, ja- ką odpowiedź otrzymała. Zanim odłoz˙yła słuchaw- kę, Rachel wyrwała ją z jej rąk. – Proszę przekazać szefowi, z˙e posiadam coś, co sobie wyjątkowo ceni – oznajmiła zdecydowa- nym tonem. – Zamierzam mu to zaoferować. Za trzy minuty wyjdę z budynku. Propozycja będzie juz˙ nieaktualna. Dziękuję, do widzenia. – Wręczy- ła słuchawkę zdumionej kobiecie za kontuarem. – Tam poczekam. – Wskazała ruchem głowy kilka foteli obitych białą skórą po drugiej stronie holu. Spojrzała znacząco na zegarek, potem odeszła zdecydowanym krokiem. Usiadła przy stoliku, wybrała jedno spośród starannie ułoz˙onych czaso- pism i zaczęła czytać. Minęły dokładnie dwie minuty i pięćdziesiąt sekund. Zadzwonił telefon. Rachel nie przerwała czytania. Trzydzieści sekund później recepcjonist- ka stanęła na wprost niej. Na jej twarzy malowało się bezgraniczne zdumienie. – Pani Walters prosi do biura. Rachel wjechała windą na górę. Pokryte war- stewką polerowanego brązu ściany kabiny nada- NASZYJNIK ZE SZMARAGDÓW 9 wały jej odbiciu mroczny koloryt. Na piętrze powi- tała ją zadbana kobieta w średnim wieku. – Tędy, proszę – powiedziała z nieprzeniknio- nym wyrazem twarzy. Rachel skinęła głową. Podąz˙yła za panią Walters długim korytarzem, wyłoz˙onym kremowym dywa- nem. Po drodze mijały monumentalne, abstrakcyjne rzeźby, jakby zaprojektowane w tym celu, z˙eby wystraszyć intruzów. Rachel z trudem przełamywa- ła onieśmielenie. Nie przyszła przeciez˙ przeszka- dzać w pracy tylko załatwić interes. Ani mniej, ani więcej. Przeszły obok kolejnej recepcji na piętrze, a następnie przez sekretariat w kierunku dwóch par drzwi z drewna orzecha włoskiego. Pani Walters delikatnie zapukała do jednych z nich. Otworzyła je i zaanonsowała przybycie panny Vaile. Rachel z kamienną twarzą weszła do środka. Vito Farneste wyglądał równie wspaniale, jak siedem lat temu. Czas nie zatarł jego urody. Regu- larne rysy twarzy z prostym nosem, ostro zaryso- wanym podbródkiem i wysokimi, jakby wyrzeź- bionymi kośćmi policzkowymi przypominały ob- licze klasycznej rzeźby. Miał błyszczące, smoliste włosy, przepastne, okolone długimi rzęsami oczy, i wspaniałe, zmysłowe usta. Rachel nie znajdowała dla niego bardziej stosownego określenia niz˙ ,,pięk- ny’’. Jak pokusa, jak zły anioł grzechu. Siedział w swobodnej pozycji, wygodnie rozparty na krześ- le. Oliwkowa skóra dłoni kontrastowała zarówno 10 JULIA JAMES z czernią hebanowego biurka, jak i ze śniez˙nobia- łym mankietem koszuli. Druga ręka o długich, smukłych palcach spoczywała na poręczy fotela. Na widok nowo przybyłej nie wykonał z˙adnego ruchu. W posągowej twarzy nie drgnął nawet jeden mięsień. Kiedy pani Walters zamknęła za sobą drzwi, obrzucił Rachel lekcewaz˙ącym spojrze- niem spod rzęs. Milczał, lecz w jej uszach wciąz˙ brzmiały słowa, którymi powitał ją przy pierw- szym spotkaniu jedenaście lat temu. Miała wtedy czternaście lat. Była wysokim, chudym, niezręcznym podlotkiem o banalnych rysach twarzy. Planowała wyjechać na dwa tygo- dnie wakacji do przyjaciółki. W ostatniej chwili Jenny zachorowała na zakaźną chorobę. Jej ro- dzice odwołali zaproszenie. Szkoła powiadomiła matkę, która przysłała Rachel bilet do Włoch. Nie chciała jechać. Wiedziała, z˙e nie będzie mile widziana; zawdzięczała zaproszenie tylko zbie- gowi okoliczności. Od kiedy Enrico Farneste za- brał matkę Rachel do swojej ojczyzny, otwarcie unikała kontaktów z córką. Przyjez˙dz˙ała do Lon- dynu raz w roku na jeden tydzień wakacji. Z nie- cierpliwością liczyła dni do wyjazdu, po czym z ulgą wracała do męz˙czyzny swojego z˙ycia. Poza nim dla Arlene Graham nie liczyło się nic i nikt. Enrico umieścił ją w willi na klifowym Wybrzez˙u Liguryjskim niedaleko głównej siedzi- by swojego przedsiębiorstwa. NASZYJNIK ZE SZMARAGDÓW 11 Mimo wcześniejszych oporów piękno okolicy wprawiło młodziutką dziewczynę w absolutny za- chwyt. Nigdy wcześniej nie zwiedzała krajów śródziemnomorskich. Kierowca zawiózł ją z lot- niska prosto do rezydencji. Zastała tam jedynie gosposię, która mówiła tylko po włosku. Na pod- jeździe zauwaz˙yła smukłe, czerwone auto. Zosta- wiła bagaz˙e w pokoju i zaraz wskoczyła do basenu, umieszczonego na najniz˙szym tarasie ogrodu. Ką- piel w ciepłej, lazurowej wodzie sprawiła jej wiel- ką przyjemność. Po pokonaniu dwunastu długości basenu przystanęła, z˙eby wyrównać oddech. Prze- tarła oczy, rozejrzała się i spostrzegła, z˙e nie jest sama. Wysoki, smukły młodzieniec w wieku około dziewiętnastu czy dwudziestu lat stał na tarasie. Wyglądał na Włocha. Po kilku sekundach ruszył w dół po schodach. Poruszał się z taką gracją, z˙e Rachel zaparło dech z zachwytu. Nosił do- skonale skrojone kremowe spodnie i koszulę bez kołnierzyka z podwiniętymi rękawami w tym samym kolorze. Na ramiona zarzucił jasny pu- lower. W ciemnych okularach wyglądał jak gwia- zdor z plakatu. Rachel w z˙yciu nie widziała pięk- niejszej twarzy. Przystanął dwa metry od brzegu basenu. Rachel stała jak skamieniała z oczami utkwionymi w nieziemskie zjawisko. Nie widziała jego oczu, lecz przysięgłaby, z˙e patrzy na nią z mieszaniną lekcewaz˙enia i niechęci. Wyczuwała 12 JULIA JAMES w nim pewność siebie, jaką daje nie tylko uroda, lecz równiez˙ duz˙e pieniądze i wysoka pozycja społeczna. Z pewnością kaz˙da kobieta zrobiłaby wszystko, z˙eby zwrócił na nią uwagę. Tymczasem olśniewający młodzieniec nie od- rywał od niej wzroku. Była skrępowana, z˙e widzi ją w samym kostiumie. Przypomniała sobie wszyst- kie ostrzez˙enia gospodyni na temat swobodnych obyczajów młodych Włochów. Jej uwiedzenie raczej nie groziło. Nie zyskała jeszcze kobiecych kształtów. Za to regularne uprawianie sportu zbyt mocno rozwinęło mięśnie ramion. Własne rysy twarzy uwaz˙ała za pospolite. On najprawdopodob- niej tez˙. Świadczyła o tym jego znudzona mina. Tacy jak on spotykają się wyłącznie z pięknymi i bogatymi kobietami z pierwszych stron gazet, pomyślała. Gdyby nie przypadkowe spotkanie, nawet nie zauwaz˙yłby istnienia chudej nastolatki. Wyglądało na to, z˙e nieznajomy jest tu u siebie, a ją uznał za intruza. Patrzył na nią bez słowa, jakby czekał, az˙ się przedstawi, co jeszcze potę- gowało jej zaz˙enowanie. Pewnie myślał, z˙e jakaś niegrzeczna dziewczynka wkradła się przez płot na cudzą posiadłość, z˙eby popływać w basenie pod nieobecność gospodarzy. Nalez˙ało wyjaśnić nieporozumienie. Uniosła rękę w geście pozdro- wienia. – Cześć, pewnie nie wiesz, kim jestem – wy- krztusiła. NASZYJNIK ZE SZMARAGDÓW 13 Uświadomiła sobie, z˙e uz˙ywa ojczystego języ- ka, którego rozmówca wcale nie musi znać. – Wiem az˙ za dobrze – odparł. Mówił doskona- le po angielsku. – Bękartem kochanki mojego ojca. Ledwie słyszalny, miękki akcent nie złagodził w najmniejszym stopniu wydźwięku obelgi. ROZDZIAŁ DRUGI Jedenaście lat później Vito Farneste patrzył na nią z taką samą obojętną pogardą i przemawiał równie opryskliwym tonem: – A więc w końcu zdecydowałaś się spienięz˙yć ostatnie aktywa? Rachel dostrzegła na dnie przepastnych oczu błysk triumfu. Taki sam jak wtedy, gdy przy pierw- szym spotkaniu jednym zdaniem wdeptał ją w bło- to. Po raz drugi ujrzała podobne, złociste iskierki siedem lat temu w jeszcze bardziej upokarzających okolicznościach. Powtórzyła sobie po raz setny, z˙e nie wolno jej ulegać emocjom. Wiedziała dosko- nale, z˙e przeciwnik tylko czeka na chwilę załama- nia. Dotychczas bez najmniejszego wysiłku nisz- czył ją kaz˙dym słowem i uczynkiem. Jako nastolatka była kompletnie bezbronna nie tylko wobec jego urody, ale i bezprzykładnej aro- gancji. Nie znaczyła dla niego nic ani jej dusza, ani uczucia, ani nawet ciało. Przed laty na krótką chwilę uległa naiwnym złudzeniom. Brutalne przebudzenie ze złotego snu uświadomiło jej, z˙e na zawsze pozostanie w jego oczach bękartem kobie- ty lekkich obyczajów. Przysięgła sobie, z˙e Vito
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Naszyjnik ze szmaragdów
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: