Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00442 007125 11241362 na godz. na dobę w sumie
Nauczyciele i przyjaciele - ebook/pdf
Nauczyciele i przyjaciele - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-1115-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biografie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka wspomnieniowa jednego z najwybitniejszych polskich badaczy kultury, poświęcona osobom, które go ukształtowały. Jest to zbiór osobistych relacji ze spotkań Andrzeja Mencwela z życiem i dziełem twórców współczesnej kultury polskiej: Jerzym Andrzejewskim, Bronisławem Baczko, Jerzym Giedroyciem, Stanisławem Grochowiakiem, Jarosławem Iwaszkiewiczem, Leszkiem Kołakowskim, Zdzisławem Liberą, Czesławem Miłoszem, Igorem Newerly, Krzysztofem Pomianem, Konstantym Puzyną, Adolfem Rudnickim, Adamem Sikorą, Barbarą Skargą, Jerzym Stajudą, Janem Strzeleckim, Stefanem Swieżawskim, Jerzym Szackim, Andrzejem Walickim, Józefem Wilkoniem, Kazimierzem Wyką i Stefanem Żółkiewskim.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

100 95 75 25 5 0 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== NAUCZYCIELE-Mencwel 24 kwietnia 2013 14:55:50 nauczyciele-tytulowe 1/7/10 23:32 Page 1 N a u c z y c i e l e i P r z y ja c i e l e ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== nauczyciele-tytulowe 1/7/10 23:32 Page 2 a n d r z e j m e n c w e l N a u c z y c i e l e i P r z y ja c i e l e Jerzy Andrzejewski Bronisl-aw Baczko Jerzy Giedroyc Stanisl-aw Grochowiak Jarosl-aw Iwaszkiewicz Leszek Kol-akowski Zdzisl-aw Libera Czesl-aw Mil-osz Igor Newerly Krzysztof Pomian Konstanty Puzyna Adolf Rudnicki Adam Sikora Barbara Skarga Jerzy Stajuda Jan Strzelecki Stefan Swiez˙awski Jerzy Szacki Andrzej Walicki Józef Wilkon´ Kazimierz Wyka Stefan Zól-kiewski . ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Projekt okładki i stron tytułowych Elz˙bieta Chojna Redaktor prowadza˛cy Katarzyna Sobolewska Redaktor Anna Mencwel Indeks Zofia Sobolewska Redakcja techniczna Zofia Kosin´ska Korekta Anna Smaga Skład i łamanie LogoScript # Copyright by Andrzej Mencwel and Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010 ISBN 978-83-235-0675-1 Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 00-497 Warszawa, ul. Nowy S´wiat 4 http:// www.wuw.pl; e-mail: wuw@uw.edu.pl Dział Handlowy: tel. (0 48 22) 55 31 333 e-mail: dz.handlowy@uw.edu.pl Ksie˛garnia internetowa: http://www.wuw.pl/ksiegarnia Wydanie I. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== SPIS RZECZY 1. Toz˙samos´c´ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2. Redaktor Giedroyc . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3. Błysk epoki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 4. Według Miłosza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5. Bezinteresowna sztuka słowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 6. Szkic do portretu Kazimierza Wyki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7. Trud przyjaz´ni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8. Jerzy wielopostaciowy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9. Stefan Z˙o´łkiewski: nauczyciel . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 10. Adolf Osobny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11. Przymierze czaso´w . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 12. Pan Igor . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13. Dreszcz historii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 14. Leszek Kołakowski: dzieło w cieniu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15. Styl to człowiek . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 16. Puzyna, czyli ujawnienie w skrytos´ci . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17. Wyzwalanie umysłu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 15 26 33 42 49 56 60 69 79 83 92 97 108 125 130 141 5 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 18. Dojrzewanie Os´wiecenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19. Jerzy Szacki dla kaz˙dego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 20. Stas´ w apogeum . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 21. Kaligramy Jerzego Stajudy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 22. Wielka opowies´c´ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23. Czytac´ Strzeleckiego! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24. Majowe zapiski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 148 155 164 170 175 182 189 Indeks oso´b . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 1 TOZ˙ SAMOS´C´ I O braz wisiał w izbie połoz˙onej na prawo od sieni. Pan Ignacy z zadawnionego nawyku nazywał ja˛ salonem. Trudno jednak było sobie wyobrazic´ salon w skromnym domku krytym słoma˛, w kto´- rym na resztkach dostatniego niegdys´ folwarku pan Ignacy doz˙ywał swoich dni. Obraz malował dziadek, wielki polski malarz, bywały i ceniony w s´wiecie, zapewne przed stuleciem. Widac´ było na nim zaka˛tek miejscowego stawu z olbrzymim kawałem mazowieckiego nieba i kilka koni, kto´re sie˛ w tym stawie taplały. I – jak pisze autor – „obraz grał, brzmiała w nim jednotonna nuta dzwonia˛ca polna˛pełnia˛”. Było to ostatnie z dzieł sztuki „roztrwonionych przez czas”, kto´re pozostało panu Ignacemu, rozbijali sie˛ o nie handlarze i kolekcjonerzy. Pan Ignacy, choc´ z˙ywe konie uwaz˙ał za pie˛kniejsze od malowanych, a starego bezze˛bnego Biłka, na kto´rym krzyz˙yk postawił weterynarz, kochał braterska˛miłos´cia˛, przesiadywał godzinami przed tym obrazem, zatracaja˛c sie˛ w sobie. Obraz nazywał sie˛ Pławienie koni. Pan Ignacy trzykrotnie poprawiał jednak gos´ci: „tutaj, twierdził, mo´wi sie˛ pło- wienie koni, płowienie”... I tak tez˙, z ta˛zmieniona˛głoska˛, mys´lał o tym obrazie. W jednym dz´wie˛ku, nikłym przesunie˛ciu fonetycznym, ukryła sie˛ jego toz˙samos´c´. Całe, niemal niewyobraz˙alnie wielorakie dzieło Jarosława Iwasz- kiewicza jest rozpoznawaniem, zdobywaniem, osia˛ganiem toz˙samos´ci. 7 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== W pewnym sensie jest nim takz˙e całe jego z˙ycie i działalnos´c´. Poprzez dziesie˛ciolecia, a w najdalszych swych odniesieniach, tak z˙ywych w tej two´rczos´ci poprzez stulecia, toz˙samos´ci tej sie˛ docieka, dobywa sie˛ ja˛ i wykuwa. Dzis´ wiemy juz˙, z˙e jest to rdzen´ tego z˙ycia i tego dzieła, ale dz´wigał sie˛ on w go´re˛ długo, przyrastały don´ stale nowe słoje, inne jego rzez´ba wysubtelniła sie˛ odpadały, z czasem dopiero okrzepł, i uwypukliła, uzyskuja˛c osobista˛ i historyczna˛ juz˙ oczywistos´c´ w po´z´- nej two´rczos´ci wielkiego mistrza. Dlatego trzeba wnikac´ niespiesznie w s´wiat Xenii i Elegii, Zarudzia, Ogrodo´w Petersburga, Podro´z˙y, Mapy pogody, aby dosta˛pic´ onies´mielaja˛cego widoku na całe dzieło Jarosława Iwaszkiewicza i na całe nasze dos´wiadczenie. Poniewaz˙ jest ono w dziele tym obecne, a samo to dzieło wycisne˛ło juz˙ na nim niezby- walne pie˛tno. Wobec utworo´w, kto´re wydaja˛ sie˛ tylko wyczuwalne, nastrojowe, opisowe, wnikliwos´c´ taka jest najtrudniejsza. Jak dotyk ociemniałego, kto´ry wszystkie włas´ciwos´ci osoby musi rozpoznac´ przez sko´re˛. II O pisarstwie tym moz˙na mo´wic´ tylko osobis´cie, poniewaz˙ ono samo jest najgłe˛biej osobiste. Najwaz˙niejsze dzieła Jarosława Iwaszkie- wicza przypominaja˛ paje˛czyne˛, sa˛ zwiewne, cieniste i nieomylne. Wszystkie skrywaja˛ odrobiny decyduja˛cych znaczen´ utajonych, w po´ł- cieniach i po´łtonach, w przesunie˛ciu akcento´w i modulacjach ledwo słyszalnych. Widok ogo´lny wydaje sie˛ prosty, jak obła płaskos´c´ mazo- wieckiej ro´wniny, ale poprzestaja˛c na tym, poprzestaje sie˛ nieuchron- nie na nastroju, kto´ry two´rczos´c´ ta sugeruje i narzuca nieodparcie. Trzeba umiec´ wyczuc´ ten nastro´j, przeja˛c´ sie˛ nim, ale nie wystarczy to do zrozumienia. Dlaczego jednak pan Ignacy mo´wi „płowienie koni” a nie pławienie? Dlaczego w Zarudziu w jednym z najbardziej nieby- wałych zdan´, jakie kiedykolwiek napisano po polsku, „konie depcza˛ konwalie”? Jak rozumiec´ „zielonos´c´”, dominuja˛cy motyw analizy Idioty Dostojewskiego w Petersburgu? Co znaczy zdrobnienie Wotana na Tano? Czy wyjas´nienie Podro´z˙y do Polski, jest wystarczaja˛ce? Dlaczego zwierze˛ta w pisarstwie Iwaszkiewicza „gina˛” lub „umieraja˛”? Te i dziesia˛tki, setki innych pytan´, odnosza˛cych sie˛ do kaz˙dego tomu, utworu, fragmentu, zdania, wersu. I ten poruszaja˛cy, ostatni wiersz S´piewnika włoskiego: jakie podaje autor, „Niech be˛dzie cicha plaz˙a i zupełny brak / pytan´ / z˙adnych pytan´”. Nie, nie zamierzam ani przez chwile˛ twierdzic´, z˙e umiem sie˛ z tym uporac´. Wypowiadam tylko pewne przes´wiadczenia. 8 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== W ostatnim dwudziestoleciu pisarstwo Iwaszkiewicza osia˛ga osta- tecznie swoja˛ toz˙samos´c´. Tworzy własny, przenikliwie osobisty, nie- zbywalnie wyła˛czny sposo´b wypowiedzi. Jego dominuja˛cym tonem jest rozmys´lanie, ale jest to ton, a nie rozmys´lanie samo. Mys´l wnik- ne˛ła tu w zmysłowos´c´ i uczuciowos´c´, zrosła sie˛ z nimi, wielkodusznie oddalaja˛c wszelka˛ retoryke˛. Rozmys´lac´ zmysłami, rozmys´lac´ sercem – oto zwrot, kto´ry brzmi jak paradoks, ale w S´piewniku włoskim, Mapie pogody, Zarudziu, Ogrodach jest po prostu wielka˛ sztuka˛ pisarska˛. Włas- ny sposo´b wypowiedzi to takz˙e własny gatunek literacki. III Ksia˛z˙ki maja˛ swoje tytuły i swoje okładki, swoje „zaszeregowania rodzajowe”, nawet swych osobnych czytelniko´w i krytyko´w. Ale jak naprawde˛ odro´z˙nic´ Jazdy do Sandomierza od Petersburga, Se´re´nite´ od Starego poety, S´piewnik włoski od Podro´z˙y do Włoch? Liryka, epika, esej wnikaja˛ tu w siebie, przerastaja˛ sie˛ wzajemnie, utoz˙samiaja˛. Wola pi- sarza jest s´wie˛ta – on sam ułoz˙ył swe dzieło lat ostatnich tak, jak je otrzymujemy w poszczego´lnych tomach, rozdziałach, gatunkach. Ale do wykrycia, zrozumienia owego decyduja˛cego tonu rozmys´lania, kto´- ry czyni z tego pisarstwa zjawisko wyja˛tkowe w literaturze polskiej i europejskiej, chciałoby sie˛ je chociaz˙ przez chwile˛ ujrzec´ inaczej: w s´cisłej chronologii powstawania, przestrzegaja˛cej nocy i dni, tak aby wiersz znalazł sie˛ na powro´t obok epizodu opowiadania, zapisu eseju. Zrozumiec´ ten ton bowiem to odtworzyc´ cała˛, muzyczna˛ w istocie, symfonie˛ przydz´wie˛ko´w, kto´ra przekracza podziały, wia˛z˙e ro´z˙nice. Ale wola pisarza jest ro´wniez˙ ma˛dra – osia˛ga on swa˛toz˙samos´c´ nie przeciw tradycji, nie przeciw konwencjom, lecz poprzez nie. Oto pisarstwo, o kto´rym jednego nie godzi sie˛ mo´wic´ – z˙e jest oryginalne. Ono tego nie wymaga i nie potrzebuje. Dlatego trzeba je czytac´, respektuja˛c w cało- s´ci. W jego własnej wie˛zi z tradycja˛i własnym juz˙ teraz w niej miejscu. IV Rozmys´lanie zmysłami, rozmys´lanie sercem tworzy nie tylko własny sposo´b wypowiedzi, tworzy takz˙e własny jej je˛zyk. Przys´wiad- cza temu kaz˙de zdanie, kaz˙dy wers, kaz˙de słowo. Oznacza to zatem, z˙e w tym niezbywalnie osobistym, niezaprzeczalnie własnym, całkowicie jedynym je˛zyku z˙adne ze znaczen´ nie jest po prostu toz˙same ze zna- czeniem zwyczajnie poprawnego je˛zyka oraz konwencjonalnej kultury literackiej. Przy tym wszystkim nie traci to dzieło wie˛zi z tym je˛zykiem 9 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== i z ta˛ kultura˛, przeciwnie, nieustannie ja˛ nawia˛zuje, roztacza nad nimi piecze˛. Dlatego jest tak pozornie przejrzyste i zwodnicze zarazem. Po- niewaz˙ działa cieniami, obrysami, zbiegami znaczen´. Drobnymi, pra- wie niedostrzegalnymi przesunie˛ciami fonetycznymi, w kto´rych skryły sie˛ przepas´cie senso´w. Rzeczywistos´c´ tych senso´w wymyka sie˛ je˛zy- kowi krytyki ukształconemu we wszystkich nowoczesnych przed- szkolach, ro´wnie bezradne sa˛ wobec niej narratologia i mitografia, psychoanaliza i egzystencjalizm, strukturalizm i socjologizm. Wymaga ona swojego je˛zyka, własnej wypowiedzi krytycznej, nieustaja˛cej w poszukiwaniu odpowiednios´ci wobec tego pisarstwa. Kaz˙da dok- tryna oznaczyc´ moz˙e tylko niekto´re wspo´łrze˛dne pola, na kto´rym to dzieło spoczywa, nie moz˙e dotkna˛c´ jego samego. Ma oczywis´cie ta two´rczos´c´ swoje słowa uprzywilejowane, swoje motywy znacza˛ce, skupienia senso´w. Młodos´c´ i staros´c´, sztuka i kraj- obraz, ogrody i cmentarze, wiele innych. Ale z˙adne z tych sło´w, mo- tywo´w, skupien´ nie znaczy tego samego co gdzie indziej, nie jest powto´rzeniem, „toposem”. Kaz˙de ma własne przydz´wie˛ki, unikalne przesunie˛cia fonetyczne, kto´re wyznaczaja˛ jego sens, a sens ten wple- ciony jest trwale w etiudy innych przydz´wie˛ko´w, koncerty znaczen´. Dlatego czytaniu Iwaszkiewicza potrzebna jest kaz˙da wiedza, ale z˙ad- na nie jest w stanie go odkryc´. Wymaga ono przede wszystkim słuchu – słuchu na słowo poezji i słowo dos´wiadczenia. Cmentarze, nade wszystko cmentarze, maja˛ tu sens jedyny i nie- zwykły, sa˛ pamia˛tkami z˙ycia, pomnikami istnienia. V Zrozumiec´ te˛ two´rczos´c´ to zrozumiec´ jej własny ruch osia˛gania toz˙samos´ci. Maja˛ swoje miejsce w tym procesie linie rozwojowe po- szczego´lnych gatunko´w – istnieje historia poezji Iwaszkiewicza, jak istnieje historia jego prozy i eseistyki. Nad odtworzeniem tych linii natrudzili sie˛ juz˙ niemało krytycy i be˛da˛ jeszcze sie˛ trudzic´. Najmniej dota˛d, jak mys´le˛, zauwaz˙ano eseistyke˛ i biografistyke˛, ujawnia ona najbardziej bezpos´rednio samowiedze˛ pisarza. Ro´wniez˙ jej profil osob- ny we wcale niebiednej, lecz nienalez˙ycie cenionej dwudziestowiecznej eseistyce polskiej jest mocny. Ale sa˛ to rozpoznania cze˛s´ciowe, w osta- tecznym obliczu tej two´rczos´ci wszystkie te linie rozwojowe sie˛ zbie- gaja˛, przedziały gatunkowe maja˛ tylko – jak juz˙ powiedziałem – wto´rne znaczenie. Podobnie ma sie˛ sprawa ze zwia˛zkami tego dzieła z ro´z˙nymi nurtami i kierunkami. Mo´wiono o tym wiele i mo´wi sie˛ nadal – modernizm i neoklasycyzm, romantyzm i realizm sa˛ waz˙nymi 10 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== odniesieniami tej two´rczos´ci, w jej kształtuja˛cym sie˛ dawniej zarysie. Ale zalez˙nos´ci te bywaja˛ wczes´niej trafne i mylne, a poprzez ro´z˙no- rodne stylizacje wydobywa sie˛ dopiero, us´wiadamia i ukształca o´w dominuja˛cy w kon´cu głos własny: Hilary, syn buchaltera jest tylko złym wste˛pem do Brzeziny, a Brzezina bliz˙sza jest Zarudziu niz˙ Zenobii Pal- murze. Nigdy dos´c´ przestrzegania przed narodowa˛ skłonnos´cia˛ do po- s´piesznego wznoszenia spiz˙owych pomniko´w, kto´re przetyka sie˛ gip- sem. Nigdy ro´wniez˙ dos´c´ przestrzegania przed duchota˛ krytyczna˛, kto´ra fikcje poje˛ciowe bierze za rzeczywistos´c´ dzieła sztuki. Ostatecz- nie two´rczos´c´ Iwaszkiewicza nie jest juz˙ ani modernistyczna, ani neo- klasyczna, ani romantyczna, ani realistyczna. Klasyczna przejrzystos´c´ i romantyczna namie˛tnos´c´, modernistyczny estetyzm i realistyczna opisowos´c´ wspo´łgraja˛ w niej razem. Bardzo stary juz˙ Siwek, kto´ry nie moz˙e robic´, zrywa sie˛ wieczorami z uwie˛zi i kra˛z˙y po ogrodzie siedmiu me˛drco´w, kto´ry jest parkiem w Stawisku, przemienia sie˛ w Biłka, sta- jennego brata pana Ignacego, bliz´niaka sławnego obrazu, i umiera chca˛c z młodzien´cza˛ namie˛tnos´cia˛ przeskoczyc´ własna˛ staros´c´, prawie tak samo, jak naprawde˛ umarł Siwek. Dzieło Jarosława Iwaszkiewicza wznosi sie˛ ponad wszystkie dawne odniesienia, pozostaja˛c wyła˛cznie soba˛. VI Dos´wiadczenie historyczne jest tu waz˙niejsze niz˙ wszystkie od- niesienia literackie. Ma ono przejmuja˛ca˛ głe˛bie˛ czasowa˛ i własny spo- so´b istnienia. Czas przez˙yc´ dziejowych, czas przyswojonych dos´wiad- czen´ Jarosława Iwaszkiewicza przekracza zdumiewaja˛ca˛ długos´c´ i peł- nie˛ jego z˙ycia osobistego. Mys´le˛ tu nawet nie o Czerwonych tarczach i innych utworach stanowia˛cych pisarskie wycieczki historyczne. Waz˙- niejsze niz˙ dos´wiadczenia wprost tematyzowane wydaje sie˛ to, kto´re stanowi podłoz˙e całego pisarstwa, słyszalne we wszystkich wypowie- dziach, obecne trwale w postawie two´rczej. Na pocza˛tku Ksia˛z˙ki moich wspomnien´ mo´wi tak: „Przez to, iz˙ byłem dzieckiem starych rodzico´w, z˙e miałem znacznie starsze od siebie rodzen´stwo, sie˛gałem jak gdyby pocza˛tkami istnienia o wiele bardziej w gła˛b XIX stulecia, niz˙ na to data mego urodzenia wskazuje. A poniewaz˙ Ukraine˛ i jej zapadłe ka˛ty w XIX wieku ła˛czyło niejedno jeszcze z wiekami poprzednimi, wydaje mi sie˛ czasami, z˙e pierwsze lata mego z˙ycia przypadaja˛niemal na czasy Trylogii – a w kaz˙dym razie na ostatnie lata Rzeczypospolitej”. Wie˛c stamta˛d – az˙ do naszych dni, az˙ do tej przyszłos´ci, kto´ra odnajdzie sie˛ w tym dziele. Ta głe˛bia czasowa, ten zakro´j historyczny przesa˛dziły 11 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== o swoistej tonacji epickiej, w jakiej mo´wi ten poeta, o epickiej ro´wniez˙ postawie, włas´ciwej temu działaczowi. Dystans – oto słowo, kto´re cze˛sto powtarzano przy okazji tej two´rczos´ci, zaro´wno negatywnie, jak i pozytywnie. Ale dystans jest tylko poje˛ciem formalnym – nie jest to pisarstwo oddalone od historii, lecz z nia˛ zros´nie˛te. Oddalone jest natomiast od doraz´nych historyjek, kto´re zbyt cze˛sto myli sie˛ u nas z dziejami. Jest to sztuka „długiego trwania”, wnika ona w historyczna˛ trwałos´c´ i zmiennos´c´ wraz˙en´ i uczuc´, obyczajo´w i kultur, zalez˙nos´ci społecznych i toz˙samos´ci narodowej. Dlatego tak cze˛sto akcentuje, zwłaszcza w owej ostatniej, decyduja˛cej fazie, nastro´j, pogode˛, klimat. W nich bowiem ukrywaja˛ sie˛ owe prawie niedostrzegalne drgnienia zmian atmosferycznych, w kto´rych dogasaja˛i rodza˛sie˛ stulecia. Histo- ryczna grzybnia, paje˛cza siec´ skrytych pod igliwiem wydarzen´ białych niteczek, w kto´ra˛zapadaja˛sie˛ stare owocniki i z kto´rej wyrastaja˛nowe, jest jego macierzystym z˙ywiołem. Dlatego nie wolno mo´wic´ o tym dziele, z˙e jest „oryginalne”, nie moz˙na tez˙ mo´wic´, z˙e jest „zaangaz˙o- wane”. Zaangaz˙owanie jest postulatem oderwanych, to dzieło jest wros´nie˛te, jego z˙ywotny krwiobieg jest historyczny. Mo´wi sie˛ jeszcze w Ksia˛z˙ce moich wspomnien´: „I chociaz˙ nikt juz˙ z otoczenia nie chodził oczywis´cie w kontuszu, niekto´re postaci mo- jego dziecin´stwa przybrac´ by w ten stro´j nalez˙ało, a z˙ywcem przy- pominałyby bardzo dawno minione epoki”. Od tych kontuszo´w do stroju go´rniczego, w kto´rym został pochowany. Taka jest głe˛bia histo- ryczna tego z˙ycia i tej two´rczos´ci. Wie˛cej mys´la˛cego zamilczenia, mniej pospiesznych komentarzy. VII Ukraina jest stale tu obecna. W poezji i prozie, w eseju i rozmowie. Odnalez´c´ ja˛ moz˙na na Mazowszu i w Sandomierzu, we Włoszech i w Danii. Zastanawiam sie˛, w jaki sposo´b jest obecna i co naprawde˛ lat dziecinnych i narodziny wraz˙liwos´ci poetyckiej, znaczy. Kraj intensywnos´c´ pejzaz˙u i wtajemniczenie w sztuke˛, ro´z˙norodnos´c´ je˛zyko´w i rozdroz˙e kultur, „inne czasy” i „inne miejsca”. Sa˛ to wszyst- ko nabytki, kto´re dla artysty i człowieka maja˛ znaczenie formotwo´r- cze. Ale wiedza˛c to, trzeba ro´wniez˙ niespiesznie wnikac´ w znaczenia i wystrzegac´ sie˛ schemato´w. U Iwaszkiewicza Ukraina obecna i nieza- pomniana nie przesłania innych pejzaz˙y, je˛zyko´w i kultur. Nie tylko Włochy i Dania zostały na zawsze w kulturze polskiej zwia˛zane juz˙ z jego imieniem, takz˙e Mazowsze i Sandomierz, Jarocin i Brwino´w. Ciepła i zadumy, uczucia i namysłu, inspiracji i refleksji wsze˛dzie tu 12 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== obfitos´c´ – w stronach dziedziczonych i w stronach wybranych. Ukraina jest wspomnieniem przechowywanym przez czujna˛ pamie˛c´, ale pamie˛c´ nie wchłone˛ła tu s´wiadomos´ci, „inny czas” pozostaje jed- nym z czaso´w, nie uniewaz˙nia wszystkich innych. Ukraina Jarosława Iwaszkiewicza, z˙ywa i pamie˛tana, nie jest uniwersum i nie jest tez˙ mitem. Istnieja˛ dwa, jak sie˛ zdaje, procesy w literaturze dwudziestego wieku, w ramach kto´rych rozgrywa sie˛ zasadnicza ich dramaturgia. Oba daja˛ sie˛ uja˛c´ przez odniesienie do owych „innych czaso´w” i „in- nych miejsc”, sposobu ich artystycznego przetworzenia, aksjologicz- nego naznaczenia. Jeden przemienia te czasy i miejsca w uniwersum, drugi w mit. Staja˛ sie˛ one ba˛dz´ to arcywzorem relacji mie˛dzyludzkich, kosmosem kulturalnych znaczen´, ba˛dz´ tez˙ mityczna˛ kraina˛ szcze˛s´cia, prostoty i przejrzystos´ci, utopia˛ retrospektywna˛. W tym pierwszym przypadku ruch artystycznego przetworzenia polega na stopniowym oczyszczeniu ich ze wszystkiego co przypadkowe, obyczajowe i spo- łeczne, nadawaniu rangi „strukturalnego modelu”, filozoficznej prawie abstrakcji. W tym drugim przypadkowos´c´ włas´nie, konkretnos´c´, etnograficzna niemal szczego´łowos´c´ jest dominuja˛ca, mit tym bardziej staje sie˛ powszechny, im bardziej jest niepowtarzalny i unikalny. James Joyce i Gabriel Garcı´a Ma´rquez stanowia˛ w literaturze s´wiatowej pra- wie idealne spełnienia tych dwo´ch wzoro´w; Witold Gombrowicz i Leopold Buczkowski odpowiadaja˛ im w literaturze polskiej. Wobec Ma´rqueza (Faulknera, Grassa...) czy Buczkowskiego (Stryjkowskiego, Kus´niewicza...) wydaje sie˛ to oczywiste, trudniej poja˛c´ regionalnos´c´ Joyce’a czy Gombrowicza. Ale jeden był pisarzem dublin´skim, drugi małoszyckim. Oto´z˙ „inne czasy” i „inne miejsca” w pisarstwie Iwasz- kiewicza nie ulegaja˛ ani kosmologicznemu uogo´lnieniu, ani retros- pektywnej mitologizacji – przyrastaja˛ do nich nieustannie nowe czasy i nowe miejsca. Tak jak do Ukrainy przyrasta Mazowsze i Sando- mierszczyzna. Do tych nowych czaso´w i nowych miejsc przyrasta nieustannie cała jego two´rczos´c´, przechowuja˛c przeszłos´c´, ale poszu- kuja˛c przyszłos´ci. Dzieło Iwaszkiewicza w podstawowych perspekty- wach literatury wspo´łczesnej rysuje proces trzeci, najmniej moz˙e dota˛d oczywisty, ale najtrudniejszy do uchwycenia. Epopeja kolejki brwi- nowskiej jest jego trasa˛ wybrana˛ i czasem przyswojonym. Pan Ignacy nie urodził sie˛ w Kukułce, chociaz˙ jest to jego ziemia rodzinna. Przybył do niej i przez˙ył wraz z Michałem i Wojtkiem, do- bytkiem domowym, to, co stanowi tres´c´ jego osobowos´ci. Pejzaz˙ ma- zowiecki, spłachec´ ziemi, zadomowienie, ludzie tutejsi, obraz i kon´ – 13 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== osobiste przywia˛zania. Nawiedzaja˛ go czasem wspomnienia, przecho- wuje pamia˛tki. Ale mo´wi i mys´li, odczuwa tak, jak „tutaj” sie˛ mo´wi, mys´li i odczuwa. „Tutaj” to znaczy: pos´ro´d nas, poprzez nasze przy- wia˛zania. Wiecznos´c´, kto´ra przes´wietla jego słowa, liczy zaledwie lat czterdzies´ci. Pan Ignacy posiadł najwie˛ksza˛ sztuke˛ – sztuke˛ wytwa- rzania przywia˛zan´. Pisarstwo Jarosława Iwaszkiewicza jest taka˛ sztuka˛. Nam, kto´rzy mamy za soba˛ tyle miejsc opuszczonych i oswajanych, tyle czaso´w zrywanych i przez˙ywanych, tyle cmentarzy zrujnowanych i nawie- dzanych, sztuka ta jest k o n i e c z n a po prostu do z˙ycia. „Pogoda ziemi niechaj be˛dzie z toba˛” ... Pierwodruk: „Literatura”, 1980, nr 14, przedruk według: Andrzej Mencwel, Spoiwa. Refleksje krytyczne, Czytelnik, Warszawa 1983, s. 127– 137. Wprowadzono poprawki redakcyjne. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 2 REDAKTOR GIEDROYC (...)O dkrywac´ Jerzego Giedroycia nie jest łatwo, gdyz˙ nie mo´wi on o sobie, lecz zdaje relacje z czynnos´ci i spraw. Jego z˙yciorysy, wywiady, wypowiedzi az˙ do tej zasadniczej, jaka˛ jest Autobiografia na cztery re˛ce, sa˛ zamierzonymi sprawozdaniami. Dotycza˛ wie˛c jego samego w słuz˙bie publicznej oraz innych o tyle, o ile w słuz˙bie tej byli czynni. Działalnos´c´ publiczna Jerzego Giedroycia zacze˛ła sie˛ w wieku dojrzewania, a trwa po dzis´ dzien´, sprawozdania z niej sa˛ zwie˛złe i tres´ciwe. Wydaje sie˛ zreszta˛, z˙e wczes´niej jakby nie miał on dziecin´stwa, bo jako pamie˛tna˛ceche˛ swego domu rodzinnego wskazuje tolerancje˛, a wie˛c wartos´c´ polityczna˛, nie zas´ intymna˛, rodzina natomiast spełnia sie˛ w wartos´ciach intymnych, bo to one sa˛ pierwotne. Rzecz jasna, na wartos´ciach politycznych skupiaja˛ sie˛ raporty ze wszystkich epizodo´w słuz˙by – przedwojennych organizacji akademickich i ministerialnych radcostw, redagowania „Buntu mło- dych” i „Polityki”, wojennych przedsie˛wzie˛c´ dyplomatycznych i wy- dawniczych, powołania potem Instytutu Literackiego i „Kultury” oraz nie tylko działalnos´ci tych placo´wek, ale takz˙e z˙ycia w ich słuz˙bie. Marginalnie gdzies´ doprawdy, nieomal pod kreska˛, dowiadujemy sie˛, z˙e Jerzy Giedroyc ongis´ był z˙onaty, a zwia˛zek ten rozpadł sie˛ beznamie˛t- nie, gdyz˙ nie miał on na niego dos´c´ czasu. Co włas´ciwie chce˛ powie- dziec´, tak grube czynia˛c uwagi? Z˙e nalez˙y wszcza˛c´ dochodzenie maja˛ce na celu ukazywanie zagadek z˙ycia prywatnego Redaktora? Nie, 15 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== co pewne, bo nie mo´j to gatunek i mam dla niego nalez˙yta˛wzgarde˛. Ale z˙ycie osobiste t o z˙ s a m e z z˙yciem publicznym jest problemem „Kul- tury” i jako takie podlega dociekaniu. Papiery genealogiczne ksia˛z˙a˛t Giedroycio´w spłone˛ły w czasie woj- ny i z˙al mi ich, jak wszystkich bezpowrotnie straconych starych pa- piero´w. U nas starych papiero´w zawsze z˙al bardziej, bo raczej sie˛ one paliły, niz˙ przechowywały. Ale chciałbym wiedziec´ wie˛cej nie tyle o genealogii, ile o socjologii tej rodziny. Bo nie nalez˙y ona do osobli- wos´ci, lecz do prawidłowos´ci społecznej historii Polski. Dziadkowie Jerzego nie posiadaczami, lecz dzierz˙awcami byli juz˙ raczej, ojciec zas´ o własnych siłach, jak wolno sa˛dzic´, zdobywał wykształcenie. Skoro studiował farmacje˛, moz˙emy go sobie wyobrazic´ jak znanego nam dobrze z Dzienniko´w studenta weterynarii. Czy w dziurawych butach biegał z lekcji na lekcje˛, z braku poduszki spał na kułaku i cierpiał czasem halucynacje głodowe? Moz˙e az˙ tak z´le nie było, bo gdzies´ tam, w tle, widnieje jeszcze jakis´ folwarczek. Przyjmijmy wie˛c, z˙e Ignacy Giedroyc mo´gł przyjez˙dz˙ac´ do domu, na co nie było stac´ Wacława Nałkowskiego, i nie widywał swego rodzica wyrzucanego z warszaw- skiej knajpy, co przytrafiało sie˛ Stanisławowi Brzozowskiemu. Nalez˙ał on jednak do tej samej generacji „wysadzonych z siodła”, kto´rzy na miejskim bruku zostawali „inteligentnymi proletariuszami”, choc´ w dacie urodzenia, kto´rej nie znamy, bliz˙szy był raczej Brzozowskiemu (1878) niz˙ Z˙eromskiemu (1864). Ci dwaj pisarze zreszta˛ mieli w bio- grafii intelektualnej redaktora „Kultury” inicjacyjne znaczenie i wspo- mina on ich zwykle na pierwszych miejscach. Wierze˛ w moc sprawcza˛ słowa pisanego, nie na tyle jednak, by sa˛dzic´, z˙e jest ono zdolne ini- cjowac´ postawy, kto´re nie zostały przedtem przygotowane. Jes´li Jerzy Giedroyc z˙ycie poja˛ł jako słuz˙be˛, to nie dlatego, z˙e wyczytał to w Lu- dziach bezdomnych czy Płomieniach. Lektury te mogły mu tylko us´wia- domic´ sens tego, w czym sam wyrastał i dojrzewał. A wyrastał i doj- rzewał w domu, kto´ry nalez˙y do historii Warszawiako´w. Warszawiacy wyłonili sie˛ z inteligentnych proletariuszy, to ich symboliczne portrety pokazywał Cezaremu Baryce Szymon Gajowiec. Byli oni raczej „kulturnikami”, jak mo´wiono na przełomie wieko´w, niz˙ politykami, choc´ znajdziemy ich we wszystkich nurtach niepodleg- łos´ciowych. Przede wszystkim jednak tworzyli ruch os´wiatowy i spo´ł- dzielczy, wydawniczy i naukowy, zakładali czytelnie i stowarzyszenia społeczne. Wskazuja˛c ich wybitnych przedstawicieli jako me˛drco´w, Stefan Z˙eromski wskazywał nosicieli „idei polskiej”, bez kto´rej to idei Niepodległa stawała sie˛ „odzyskanym s´mietnikiem”. Jerzy Giedroyc 16 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== miał krytyczny stosunek do rzeczywistos´ci mie˛dzywojennej i wbrew rozpowszechnionej dzis´ idealizacji pozwalał sobie sa˛dzic´, z˙e „panowały w niej bałagan i bezhołowie”. Kiedy chce jednak znalez´c´ przykłady dodatnie, znajduje je w kre˛gu Warszawiako´w, a problem „idei polskiej”, choc´ inaczej nazywany, jest jego własnym problemem. Oto´z˙ ojciec redaktora „Kultury”, aptekarz bez własnej apteki, co przed wojna˛ było pewna˛ sztuka˛, społecznik i działacz zwia˛zkowy, nalez˙y bez wa˛tpienia do tego samego kre˛gu. Gdzies´ uchowały sie˛ zapewne s´wiadectwa stanu słuz˙by medycznej i społecznej Ignacego Giedroycia i nalez˙y je, czym pre˛dzej, odnalez´c´. Ojciec trzech syno´w, z kto´rych kaz˙dy, tam gdzie mu przypadło, spe˛dził z˙ycie w nienagannej słuz˙bie publicznej, musiał byc´ kims´ wie˛cej niz˙ ojcem. Choc´ nie opisywano go w z˙adnej powies´ci, musiał byc´ wzorem osobowym. Wzo´r taki tym głe˛biej zostaje przy- swojony, im mniej jest us´wiadamiany. Dlatego syn nie potrafi o ojcu opowiedziec´, potrafi go tylko wskazac´. To Ignacy Giedroyc, kto´ry mieszkał z rodzina˛ w szpitalu, w kto´rym pracował, stworzył taki wzo´r toz˙samos´ci domu i warsztatu pracy, jaki fascynuje wszystkich w Maisons-Laffitte. „Tak sie˛ złoz˙yło, z˙e zawsze prowadziłem z˙ycie aktywne. Co gor- sza, wikłałem sie˛ w wiele spraw ubocznych miast skupic´ sie˛ na samym pis´mie, co by na pewno wyszło mu na dobre. Ale cia˛gle pojawiaja˛ sie˛ jakies´ sprawy, kto´re pochłaniaja˛mnie i odcia˛gaja˛. Totez˙ mam poczucie zmarnowanego z˙ycia. Mo´wie˛ nie o ambicjach, ale o z˙yciu czysto oso- bistym. Wszystko, co zrobiłem, zrobiłem kosztem z˙ycia osobistego, kto´rego nie mam. Bywa to niekiedy dos´c´ dokuczliwe. Przypuszczam jednak, z˙e nie umiałbym z˙yc´ inaczej”. Takie wyznanie człowieka, kto´ry wyznan´ nie udziela, a na jego stulecie zbierze sie˛ zdan´ konfesyjnych moz˙e tuzin, winno pows´cia˛gac´ wszelka˛ che˛c´ komentarza. Trzeba sie˛ jes´li nie chcemy poprzestac´ na jednak na komentarz taki zdobyc´, przypadkowych znamionach osobniczych chciwie tropionych dzis´ jaka˛ uprawiac´ be˛da˛ przez media lub pospolitej psychoanalizie, biografowie. Wie˛c sarnie oczy, rze˛sy jak firany i uczulone na golenie policzki nas tu nie zajmuja˛, takz˙e papierosy mentolowe, szklaneczka whisky i nieodła˛czny fularek. Nie be˛de˛ tez˙ wnikał, jak to sie˛ stało, z˙e ten, kto´ry według sło´w własnych „jest wielkim zwolennikiem kobiet”, a nawet uwaz˙a je za „lepsza˛ połowe˛ Polski”, znajdował w nich wspo´ł- pracowniczki, a nie towarzyszki z˙ycia. Wyzbywaja˛c sie˛ zatem po- wierzchownych spostrzez˙en´ i pogłe˛bionych domnieman´, poprzestaje˛ odpowiedzialnie na tym, co słowo rzekło. Jerzy Giedroyc tedy zawsze i prowadzic´ be˛dzie z˙ycie aktywne. Ucieles´nieniem tej prowadził 17 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== aktywnos´ci jest od po´łwiecza pismo, jedyna w swoim rodzaju narodowa instytucja kultury. Nie da sie˛ wymienic´ spraw ubocznych odcia˛gaja˛cych go od tej instytucji, poniewaz˙ waz˙ne pismo jest zawsze splotem spraw ubocznych, a tego splotu redaktor nigdy nie wypus´cił z re˛ki, a nawet chwytu nie luzował. Pismo to bowiem jest całym jego z˙yciem i trwac´ be˛dzie wraz z tym z˙yciem. W tym znaczeniu jest ono „kosztem z˙ycia osobistego”, co na pewno bywa „dokuczliwe”, zwłaszcza w wieku se˛- dziwym. Ale nie wierze˛ w spełnione „z˙ycie czysto osobiste” pozbawione spełnien´ publicznych. Kaz˙dy z nas wymienia jedne na drugie, a kwestie˛ koszto´w rozwia˛zuje na swo´j sposo´b. Jerzy Giedroyc kwestie˛ te˛ rozwia˛zał wyja˛tkowo, poniewaz˙ „nie umiałby z˙yc´ inaczej”. (...) Dobrze znana jest natomiast alergiczna draz˙liwos´c´ Redaktora na kwestie˛ finansowa˛, od kto´rej zaczyna on takz˙e swoja˛ autobiografie˛. Materialna˛ niezalez˙nos´c´ Instytutu Literackiego i „Kultury” Jerzy Gied- royc z garstka˛najbliz˙szych wykuwał latami, miesia˛c po miesia˛cu, dzien´ po dniu, bezustannie zarazem wspomagaja˛c pisarzy emigracyjnych i krajowych. Rejestr dłuz˙niko´w zawieraja˛ indeksy osobowe ro´z˙nych dokumentalnych publikacji, zwłaszcza listo´w Zygmunta Hertza. Gu- staw Herling-Grudzin´ski powiedział mi, z˙e kaz˙dy z członko´w ekipy był goto´w dac´ z siebie wszystko, niczego w zamian nie z˙a˛daja˛c, a on sam zarabiał w obcoje˛zycznych pismach na to, aby mo´c pracowac´ w „Kul- turze”. Nieskory do uniesien´ publicznych Czesław Miłosz napisał tak oto: „Ci, kto´rzy biora˛ do re˛ki roczniki «Kultury» i ksia˛z˙ki wydane przez Instytut Literacki, i kto´rzy be˛da˛ je brac´ do re˛ki w przyszłos´ci, powinni pomys´lec´ chwile˛ o garnkach kuchennych, o przygotowywaniu s´niada- nia, obiadu i kolacji przez te same trzy, cztery osoby odpowiedzialne za redakcje˛, korekty, ekspedycje˛, o zmywaniu, o zakupach, na szcze˛s´cie we Francji łatwych, i pomnoz˙yc´ liczbe˛ tych i podobnych domowych zaje˛c´ przez liczbe˛ dni, miesie˛cy i lat. A takz˙e o sznurkach, papierze pakowym, o dz´wiganiu, noszeniu, nadawaniu przesyłek na poczcie”. (...) Lakoniczny Redaktor najmniej umie powiedziec´ o najbliz˙szych, przekonalis´my sie˛ o tym na przykładzie rodzico´w. O pani Zofii Hertz wypowiada jedno zdanie proste i jedno prawie złoz˙one: „bez niej nie dałbym sobie rady”, „jest widoma˛ ilustracja˛ mojej teorii, wedle kto´rej w Polsce najwaz˙niejsze sa˛ kobiety”. To duz˙o, a jednoczes´nie mało, bo ilustracja teorii jest tylko dopełnieniem. Nie moga˛c wie˛c oprzec´ sie˛ na słowach, opieram sie˛ na obrazkach i przegla˛dam wszystkie doste˛pne mi fotografie. Jerzy Giedroyc najwyraz´niej wykres´la woko´ł siebie znacze- nie przestrzeni. Kaz˙dy kra˛g ludzki zawsze zwraca sie˛ ku niemu, on sam jest odosobnionym os´rodkiem tego kre˛gu. To on narzuca ten dystans, 18 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== czy tez˙ wszyscy ten dystans odczuwaja˛? Zbigniew Brzezin´ski wygla˛da przy nim jak uwaz˙ny student, Maria Da˛browska jest przed nim, ale to on jest ponad nia˛, Jerzy Andrzejewski najwyraz´niej został odsunie˛ty, a Gustaw Herling-Grudzin´ski jest bliskim, lecz wspo´łpracownikiem. Osoba˛, kto´rej ta kategoryzacja dystanso´w nie obejmuje, jest Zofia Hertz. Z nia˛ Jerzy Giedroyc jest jak z bratem: ramie˛ w ramie˛, głowa przy głowie. Najbliz˙ej jak umie. Pos´ro´d tych zdje˛c´ uwage˛ przycia˛ga ro´wniez˙ pierwsze: „Sierpien´ 1920. Jerzy Giedroyc jako telefonista w Dowo´dztwie Okre˛gu General- nego Warszawa”. Ten chłopczyk z grzywka˛, o kra˛głej buzi i oczach jelonka, ile ma lat włas´ciwie? Jes´li ufac´ dokumentom, dopiero co, pod koniec lipca, skon´czył czternas´cie, ale mo´j młodszy syn, kto´ry jeszcze nie ma trzynastu, wygla˛da ro´wnie dziecinnie. U chłopco´w to jest wiek przykry i niesprawiedliwy, jedni strzelaja˛ w go´re˛, głos im me˛z˙nieje i zarost kiełkuje, a inni pozostaja˛ jeszcze dziec´mi i musza˛ to jakos´ przetrwac´. Ten telefonista z Dowo´dztwa Okre˛gu Generalnego mutacje˛ juz˙ miał za soba˛ czy moz˙e piszczał dyszkantem w słuchawke˛? Raczej to drugie, bo policzki ma jeszcze mie˛kkie jak osesek. Przywdział jednak nowiutki sukienny mundur skrojony do figury i zapie˛ty na ostatni guzik. Bardzo jest dumny z tego munduru i bardzo jest rad sobie w tym mundurze. Gdyby ktos´ chciał zrozumiec´ wojskowe cia˛goty Jerzego Giedroycia, kto´re zdradzał on po´z´niej („Mnie idzie o wojsko, kto´re be˛dzie sie˛ biło, dlatego mys´le˛ o typie Legii Cudzoziemskiej”), winien zaczynac´ od ikonologii tego wizerunku. Cia˛got tych nie podzielam i nie rozumiem, uwaz˙am je za błe˛dy i odste˛pstwo od gło´wnej linii „Kul- tury”. Moz˙na to złoz˙yc´ na karb ro´z˙nic generacyjnych, bo mo´j ojciec, powstaniec wielkopolski, kto´ry w sierpniu 1920 atakował znad Wkry, a doszedł pod Min´sk, miał te˛ sama˛, co Jerzy Giedroyc, słabos´c´ do munduru, jaka˛ miało całe zapewne pokolenie niepodległos´ciowe. Zdaje sie˛, z˙e po naste˛pnej wojnie słabos´c´ do munduru uległa rozproszeniu i pozostała tylko zawodowcom. Ale o to mniejsza, gdyz˙ pierwsze opublikowane zdje˛cie przyszłego Redaktora pocia˛ga mnie z innego po- wodu. Zadziwia to, z˙e ten miły chłopczyk znajduje sie˛ nie gdzie indziej, tylko w Dowo´dztwie Okre˛gu Generalnego. Jako osoba Jerzy Giedroyc zjawia sie˛ w roli publicznej, w roli tej zas´ od razu wyste˛puje w os´rodku władzy. Jes´li na tym polega bycie „zwierze˛ciem politycznym”, Jerzy Giedroyc, jak widac´, był nim od małego. W maju 1926 dwudziestoletni student stawia sie˛ w Belwederze i pełni straz˙ od strony Łazienek. Zaraz potem jako dziennikarz Polskiej Agencji Telegraficznej uczestniczy 19 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== w posiedzeniu Rady Ministro´w. Po´z´niej sekretarzuje kolejno kilku mi- nistrom i nalez˙y do niejawnej ekipy młodych urze˛dniko´w dubluja˛cej włas´ciwie prace gabinetu rza˛dowego. Jego formalna ranga nie jest na- wet s´rednia, ale przyjaz´ni sie˛ z ministrami i premierami. „Odgrywałem wtedy ponieka˛d role˛ szarej eminencji, zajmowałem sie˛ inspirowaniem moich szefo´w” – powiada. Inspiracje te poszły tak daleko, z˙e kro´tko przed wojna˛ pro´bował dokonac´ zmiany Naczelnego Wodza. Generał, kto´remu oferował to stanowisko, wysłuchał referenta, zamiast go aresztowac´. „Zwierze˛ta polityczne”, wolno mniemac´, maja˛ jakis´ własny zaumnyj jazyk. Kiedy we wrzes´niu 1939 roku władze Rzecz- pospolitej zostaja˛ internowane, wie˛c i ubezwłasnowolnione w Rumu- nii, radca Giedroyc przygotowuje abdykacje˛ prezydenta, co umoz˙liwia legalna˛ sukcesje˛ i zachowanie cia˛głos´ci pan´stwowej. Przerzucony potem na Bliski Wscho´d „porucznik czasu wojny” szybko zostaje sze- fem wydawnictw i czasopism II Korpusu, „to mu wystarczyło, aby w całkiem niewidoczny sposo´b podporza˛dkowac´ sobie najwaz˙niejsze agendy. Jurek G.” – pisał dalej jego przyjaciel w cytowanym lis´cie – „z kaz˙dym rokiem sie˛ wyrabia i uwaz˙am go zupełnie stanowczo w na- szym pokoleniu za najwaz˙niejszego k a n d y d a t a n a p r e m i e r a, gdyby te kandydatury były wybierane stosownie do istotnej wartos´ci człowieka”. Rozmys´lnie pomina˛łem tutaj oficjalne stanowiska i funkcje – w organizacjach akademickich, w nomenklaturze ministerstw i am- basad, w redakcjach dwutygodnika „Bunt Młodych” i tygodnika „Po- lityka” (kto´re redaguje, ale kto´rych nie podpisuje). Było to juz˙ i be˛dzie jeszcze przedmiotem osobnych opracowan´, a ja tu wyczuwam to, co instynktowne. Byc´ „zwierze˛ciem politycznym” to odruchowo trafiac´ tam, gdzie sie˛ waz˙a˛ decyzje, a kiedy trzeba, podejmowac´ je samemu. Z decyzji tych najwaz˙niejsza˛ okazała sie˛ ta, w wyniku kto´rej po- wołano do z˙ycia Instytut Literacki, a zaraz potem „Kulture˛”. Skoro polityka stawała sie˛ sztuka˛ słowa, sprawa˛ pierwszej wagi było miec´ w re˛ku organy tej sztuki. Osobliwos´c´ polskiej historii dochodziła zno- wu do głosu, a wydawnictwa literackie stawały sie˛ waz˙niejsze od no- minacji generalskich i sukcesji prezydenckich. Dostrzez˙eniu tej osobli- wos´ci i nalez˙ytemu jej wyzyskaniu zawdzie˛cza Jerzy Giedroyc dzieło swego z˙ycia. Dzie˛ki temu wpływowy, lecz anonimowy przedtem radca stawał sie˛ samowładnym, uosobionym Redaktorem (choc´ pisma nadal nie podpisywał), zamiast inspirowac´ ministro´w, zacza˛ł tez˙ inspirowac´ pisarzy. Zapewne wolałby inspirowac´ polityko´w, ale ci, kto´rzy pozostali na placu, nie byli podatni na pobudzenia two´rcze, w tej sytuacji historycznej, z kolei, w jakiej powstawała „Kultura” od praktyki 20 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw==
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nauczyciele i przyjaciele
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: