Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00070 005903 13604423 na godz. na dobę w sumie
Negocjator - ebook/pdf
Negocjator - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 217
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8323-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wszystkie siły policyjne hrabstwa Kenner zostają postawione na nogi, gdy ginie bez śladu synek wpływowego biznesmena. Szybko udaje się ustalić, że dziecko porwał gangster pracujący dla mafii. Policja wzywa na pomoc Colina Forestera, negocjatora z FBI. Na miejscu Colin dowiaduje się, że podczas akcji będzie go wspierać psycholog dziecięcy. Okazuje się nim Danielle, która za trzy dni przestanie być jego żoną. Teraz od ich dobrej współpracy zależy życie niewinnego dziecka…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Delores Fossen Negocjator Tłumaczył Jacek Żuławnik Tytuł oryginału: She’s Positive Pierwsze wydanie: Harlequin Books, 2009 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Maria Nowicka Korekta: Sylwia Kozak-Śmiech, Maria Nowicka ã 2009 by Harlequin Books S.A. ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Sensacja są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8323-4 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Zakładnikiem jest Luke Vaughn, trzyletni chło- piec – usłyszał Colin Forester od technika. Pozornie nie wywołało to w nim z˙adnej reakcji, ale tak naprawdę rozpętała się w nim emocjonalna burza. Colin od siedmiu lat pracował jako negocjator FBI, widział juz˙ niejedno i wiedział, z˙e porwanie dziecka to najgorsza ze wszystkich spraw. Ofiara – mały chłopiec – wpadła w nie lada tarapa- ty, poniewaz˙ tym razem nie chodziło o zwyczajne porwanie. Według informacji, jakie Colin uzyskał od szefa komórki FBI w Durango, przestępca nie pasował do typowego profilu porywacza – prócz tego, z˙e uwięził chłopca – był bowiem płatnym mordercą. Dlatego właśnie Colin wyruszył z Durango niemal w tej samej chwili, w której otrzymał zawiadomienie o porwaniu. Zamierzał jak najszybciej dotrzeć do Kenner City i za- radzić sytuacji. – Opowiedz mi o tym płatnym zabójcy – poprosił siedzącego za kierownicą Rusty’ego Cepedę, młodego technika laboratoryjnego pracującego przy jednostce kryminalnej hrabstwa Kenner. Gdyby nie to, z˙e Rusty był w zespole nowicjuszem, pracowałby teraz na miej- scu zbrodni, a nie robił za szofera dla Colina. 6 DELORES FOSSEN – Nazywa się Boyd Perkins. Ma czterdzieści jeden lat. Jego kartoteka sięga prawie dwadzieścia lat wstecz. Pracuje dla Nicky’ego Wayne’a, bossa mafii z Las Vegas. Aha, czyli nie tylko zawodowy cyngiel, ale do tego przestępca z burzliwą przeszłością. Rusty prowadził SUV-a po śliskim od deszczu, pną- cym się stromo pod górę szlaku wijącym się serpen- tynami prosto do posiadłości Vaughna. Kiedy Colin wsiadł do auta, usłyszał od Rusty’ego, z˙e Kenner City dzieli od willi Vaughnów kwadrans jazdy samocho- dem, więc chciał wykorzystać kaz˙dą chwilę, by dowie- dzieć się czegoś więcej na temat osób zamieszanych w sprawę. – Boyd Perkins – powtórzył pod nosem. Kiedy nawiąz˙e z nim kontakt, zwróci się do niego po imieniu i spróbuje wkraść się w jego łaski, aby opanować sytuację. – Czy związki Boyda z mafijną rodziną Way- ne’a zostały potwierdzone? – O, tak – pokiwał głową Rusty. – Na pewno słyszałeś o tym, z˙e Boyd zamordował agentkę FBI, prawda? – Owszem, słyszałem. – Colin musiał wziąć głębo- ki oddech. Morderstwo oczywiście zasługiwało na ka- rę długiego więzienia, ale pierwszeństwo miało po- rwanie. – Powiedz mi jeszcze raz, co wiadomo o po- rwaniu. – Zamknął okno, odcinając się od siąpiącego deszczu i letniego wiatru kołyszącego autem. Odgro- dził się od świata zewnętrznego, by móc się lepiej skupić. – Mniej więcej dziesięć godzin temu ojciec chłop- NEGOCJATOR 7 ca, Griffin Vaughn, poinformował nas, z˙e jego syn został porwany i jest przetrzymywany w jego posiad- łości. Szeryf zawiadomił jednostkę kryminalną Ken- ner City oraz FBI, i wszyscy udaliśmy się na miejsce. Wjazd na teren posiadłości uniemoz˙liwia zamknięta brama, którą Boyd kontroluje z willi. Jeden z agentów FBI, Tom Ryan, zdołał nawiązać kontakt telefoniczny z Boydem, ale porywacz nie chce pertraktować. Przynajmniej na razie. Colin będzie musiał sprawić, by porywacz zmienił zdanie. – A z˙ądania? Wysunął jakieś? – Kazał nam odsunąć się od domu. Wszyscy liczą, z˙e pomoz˙esz nam ustalić motywy jego działania. Tak, to oczywiście jedna z najwaz˙niejszych rzeczy. W następnej kolejności Colin będzie musiał podjąć próbę znalezienia kompromisu z porywaczem. – Czy Boyd powiedział, jak się czuje chłopiec? – Twierdzi, z˙e jest cały i zdrowy. Ale ostrzegł nas, z˙e jez˙eli rodzice Luke’a i funkcjonariusze nie będą się trzymać z dala od posiadłości, chłopiec poniesie kon- sekwencje ich działań. Colina ścisnęło w z˙ołądku. Groźby. Bóg jeden wie, jak to maleńkie, trzyletnie dziecko reaguje na całe to zamieszanie. Colin niewiele wiedział o trzylatkach, ale przypuszczał, z˙e Luke zdawał sobie jednak sprawę z niebezpieczeństwa. Samochód pokonał ostatni odcinek trasy i Colin ujrzał przed sobą dworek stojący nieopodal jeziora, w którego spokojnych wodach odbijało się stalowo- szare niebo. Zajmująca niemal cały szczyt wzniesienia posiadłość robiła doprawdy imponujące wraz˙enie. Tru- 8 DELORES FOSSEN dno będzie zabezpieczyć tak rozległy teren, ale z dru- giej strony Boyd tez˙ będzie miał problem z uciecz- ką z posiadłości z jednej strony ograniczonej jeziorem, a z drugiej urwistym zboczem. – Czy wiadomo, gdzie dokładnie Boyd przetrzy- muje zakładnika? – zapytał Colin. – Nie jesteśmy pewni. Wydaje nam się, z˙e korzysta z systemu monitoringu, by śledzić nasze ruchy. Cały system składa się z duz˙ej liczby kamer. Boyd wie na przykład, kiedy podchodzimy zbyt blisko ogrodzenia. Dlatego umieściliśmy centrum dowodzenia na wschód od posiadłości. Jej właściciel, Griffin Vaughn, twier- dzi, z˙e tam właśnie znajduje się martwa strefa monito- ringu. Sprowadzamy tą drogą agentów, tak by Boyd nie wiedział, jakimi siłami dysponujemy, jez˙eli do- jdzie do tego, z˙e będziemy musieli podjąć próbę od- bicia zakładnika. Próba odbicia. Optymistyczne załoz˙enie. Jeśli do- jdzie do sytuacji, w której agenci będą zmuszeni wkro- czyć na teren posiadłości, szanse Luke’a na przez˙ycie będą niewielkie. – Słyszałem, z˙e rok temu w Mesa Ridge uratowałeś jakiegoś dzieciaka z rąk porywacza – rzucił Rusty. Colin ograniczył się do krótkiego: ,,No, tak’’ w od- powiedzi, ale dobrze wiedział, z˙e to nie była operacja zakończona sukcesem. Owszem, uratował dziecko bę- dące ofiarą przemocy domowej, ale stracił przy tym zakładniczkę, osobę dorosłą, poniewaz˙ nie udało mu się odwieść dwudziestoośmioletniego ojca dziecka od wpakowania kulki w głowę matki maleństwa. Colin zawsze doskonale pamiętał poraz˙ki – zz˙erały NEGOCJATOR 9 go od środka i motywowały do jeszcze bardziej wytę- z˙onej pracy po to, by nie powtórzył tych samych błę- dów w przyszłości. Rusty zatrzymał auto mniej więcej trzydzieści met- rów od ogrodzenia, na skraju zasięgu monitoringu. Choć wszyscy obecni mieli na sobie identyczne, okry- wające ich od stóp do głów ubrania przeciwdeszczo- we, Colinowi udało się dostrzec dwóch znajomych agentów FBI oraz męz˙czyznę w kapeluszu szeryfa hrabstwa Kenner. Zauwaz˙ył ponadto dwójkę człon- ków jednostki kryminalnej w osprzęcie operacyjnym. Rusty otworzył drzwi, ale zanim wysiadł, odwrócił się w stronę Colina i posłał mu podejrzliwe spojrzenie: – Wyciągniesz tego chłopaka, prawda? – Wyciągnę – złoz˙ywszy obietnicę na wyrost, ot- worzył drzwi po stronie pasaz˙era i wysiadł. Krople deszczu cięły powietrze niczym maleńkie ostrza. – Colin? – zawołał ktoś. Colin rozpoznał męz˙czyznę, który zmierzał w jego kierunku. Był to Tom Ryan, agent FBI, oficer prowa- dzący sprawę. Chudy, posępny Tom podszedł do Coli- na. Podali sobie ręce. – Cholernie się cieszę, z˙e cię widzę. Colin skinął tylko głową. – Jak wygląda sytuacja? – W raporcie nie uz˙yłbym słów, z˙e wszystko się chrzani, ale tak to mniej więcej wygląda. Nie jest dobrze, Colin. Brak co prawda ofiar, ale wiesz, dzie- ciak ma zaledwie trzy latka. – Tak, słyszałem. 10 DELORES FOSSEN Colin nie mógł pozwolić, by udzieliły mu się emo- cje wyczuwalne w głosie Toma. Skupić się na pracy, odciąć się od wszystkiego – oto jego zadanie. Emocje nie zdadzą się na wiele. Praca, wyszkolenie, doświad- czenie – oto rzeczy, które przyczynią się do uwol- nienia Luke’a. – Moja z˙ona, Callie, uspokaja rodziców Luke’a. – Tom pokazał kciukiem za siebie na kobietę z mok- rymi blond włosami, dźwigającą osprzęt operacyjny. Rozglądała się dokoła. Za nią stali państwo Vaughn ze wzrokiem utkwionym w posiadłości. – Callie jest w naszej jednostce kryminalnej ekspertem w dziedzi- nie medycyny sądowej. Pracuje nad ustaleniem, czy Perkins działa sam. Powinniśmy w tej chwili spędzać romantyczny miesiąc miodowy – dodał markotnie. Co robić, Colin chciał udziału wszystkich w roz- pracowywaniu sprawy, poniewaz˙ w tej chwili kaz˙dy szczegół mógł okazać się istotny, a niewykluczone, z˙e Callie i jej zespół natrafią na coś, co pomoz˙e Colinowi prowadzić negocjacje z porywaczem. Rusty dołączył do dwójki funkcjonariuszy stoją- cych pod parasolem obok radiowozu i SUV-a nalez˙ą- cego do FBI. Tom zaprowadził Colina do nie najnowszego białe- go vana. – Załoz˙yliśmy tutaj punkt dowodzenia, tuz˙ na gra- nicy zasięgu monitoringu. Chcieliśmy znaleźć się jak najbliz˙ej bramy wjazdowej, w razie gdyby Boyd po- myślał o ucieczce – wyjaśnił agent. – Do komunikacji Boyd uz˙ywa telefonu na kartę. Nie jesteśmy w stanie go namierzyć. Nie odbiera telefonu stacjonarnego. NEGOCJATOR 11 Komórka na kartę mogła sugerować zaplanowane działanie, ale z drugiej strony gość pokroju Perkinsa prawdopodobnie uz˙ywał wyłącznie takich telefonów. – Mówisz, z˙e obstawiliście część frontową. A co z pozostałymi drogami ucieczki? – Wszystko zabezpieczone. Ale to nie takie proste. Na tyłach rezydencji jest nasz agent, ale pod całą posiadłością znajduje się wiele kilometrów tuneli. Boyd zablokował wyjścia, więc ten sposób dostania się do środka odpada. Zabarykadowaliśmy wejścia po naszej stronie, więc on równiez˙ nie moz˙e się nimi przedostać, o czym, jak sądzę, dobrze wie. Colin chciał, z˙eby jedyną opcją porywacza pozo- stały negocjacje. Wziął głęboki oddech, oczyścił umysł i wszedł do vana. Nagle jego świez˙y jasny umysł przysłoniła warstwa chmur. Przed nim, na brązowym skórzanym fotelu vana siedziała ostatnia osoba, jaką miał ochotę teraz oglą- dać. No nie... – Colin – powiedziała takim tonem, jak gdyby oczekiwała jego przybycia. On za to nigdy w z˙yciu by się jej nie spodziewał akurat tu i teraz. – Danielle – wycedził przez zęby. – Znacie się? – zapytał Tom, najwyraźniej nie zda- jąc sobie sprawy z konsekwencji tego banalnego py- tania. – O, tak, znamy się dobrze – warknął Colin. – Da- nielle jest moją byłą z˙oną. To znaczy, będzie... – Zerk- nął na datę na zegarku, choć wcale nie musiał, zrobił to 12 DELORES FOSSEN wyłącznie na pokaz. Dokładnie wiedział, kiedy roz- wód stanie się faktem dokonanym. – Za trzy dni. – Wbił w nią wzrok. – Co tu robisz? Posłała mu spojrzenie swoich chłodnych, zielonych oczu – których odcień przypominał czterolistną koni- czynę, jak mawiał Colin, taką, która przynosiła mu szczęście, dodawał. Ale to było kiedyś. Od trzech miesięcy, kiedy to Danielle porzuciła go, juz˙ nie sypał tak szczodrze komplementami. – Callie i ja mieszkałyśmy w czasie studiów razem w jednym pokoju – wyjaśniła Danielle. – W zaistniałej sytuacji uznała, z˙e przyda jej się na miejscu psycholog dziecięcy, więc zadzwoniła do mnie i poprosiła o przy- jazd. A ty jesteś zapewne tym negocjatorem, którego wezwano. Colin zacisnął zęby. – Potrzebowali najlepszego człowieka. Danielle siedziała za wąskim stolikiem, na którym stały telefony i inny sprzęt słuz˙ący do komunikacji. Colin wcisnął się na siedzenie obok niej, trącając ją biodrem, by się przesunęła. Nie był to najlepszy po- mysł. Choć jedno drugiemu pragnęło wydrapać oczy, jego ciało nadal na nią reagowało. Juz˙ chyba zawsze tak będzie. Cóz˙, choć ich małz˙eństwo okazało się w sumie poraz˙ką, pozostawiło obojgu wspomnienie najlepszego seksu pod słońcem. Jego ciało najwyraź- niej nie miało zamiaru pozwolić mu o tym zapom- nieć. Danielle zerknęła na niego z ukosa, ale się nie poruszyła. – Nie potrzebuję psychologa dziecięcego – rzucił NEGOCJATOR 13 Colin ze złością. – Dam sobie radę sam. Będziesz tylko przeszkadzała. Nagle z jej zielonych oczu zniknęło opanowanie. Danielle wymamrotała coś pod nosem i odgarnęła z twarzy mokre kosmyki włosów. Colin spojrzał na jej lewą dłoń. Nie nosiła obrączki ślubnej ani pierścionka zaręczynowego. Na jej palcu pozostała po nich tylko blada obwódka. Colin szybko schował za siebie swoją lewą dłoń. Danielle nie musi wiedzieć, z˙e az˙ do tej pory nie odwaz˙ył się zdjąć obrączki. Teraz to zrobi. Zsunął złoto z palca i włoz˙ył do kieszeni. Obrzucił Danielle kolejnym chłodnym spojrze- niem. Ze wzajemnością. Przelotne zerknięcia szybko zmieniły się w uporczywe wpatrywanie się z gatunku ,,gdyby wzrok mógł zabijać’’. Deszcz zniszczył jej jasnobrązową, sięgającą do ramion czuprynę, która mimo to wyglądała całkiem atrakcyjnie. Wzbudziło to w nim odrazę. Wyglądała, jak gdyby wyszła przed sekundą spod ciepłego prysz- nica. Jej policzki pokrywał rumieniec, a na czole ze- brały się kropelki wody. Wyglądała na zdrową i zado- woloną z siebie, jakby nie poświęciła nawet minuty na refleksję nad rozpadem ich małz˙eństwa. – Kiedy juz˙ będziecie gotowi, chciałbym, z˙ebyśmy zaczęli pracę – powiedział Tom. Stał na zewnątrz, przenosząc spojrzenie z jednego na drugie i zadając sobie w duchu pytanie, czy ci ludzie na pewno są zawodowcami. Zachowywali się jak amatorzy. Uświadomiwszy to sobie, Colin posta- nowił zabrać się do roboty. Później, kiedy juz˙ nawiąz˙e 14 DELORES FOSSEN kontakt z porywaczem, zastanowi się, jak skutecznie pozbyć się swojej ,,przyszłej byłej’’ małz˙onki, tak z˙e- by zabrała mu w diabły sprzed oczu to swoje ,,świez˙e jak poranna rosa’’ oblicze. – Czy dysponujemy sprzętem do podsłuchu o du- z˙ym zasięgu? – Colin zapytał Toma. – Sprzęt juz˙ jedzie. Powinien pojawić się lada mo- ment. Poprosiliśmy tez˙ o termowizor. – Świetnie. Jedno i drugie bardzo się przyda. Posiadłość jest dość spora. Będą musieli ustalić dokładną pozycję Boyda i Luke’a, na wypadek gdyby doszło do najgor- szego i negocjacje wzięły w łeb. Wtedy nie pozostanie nic innego, jak przypuścić szturm na willę. Colin zabrał ze stolika telefon i spojrzał na informa- cję, którą zapisano w lez˙ącym obok notatniku. – Czy to numer telefonu Boyda? Tom przytaknął. – Próbowałem skłonić go do rozmowy, ale zawsze się rozłącza. Zobaczymy, co da się zrobić. – Dopilnuj, z˙eby rodzice trzymali się z daleka. Nie chcę, z˙eby brali udział w tej rozmowie. Colin włączył nagrywanie, wystukał numer i prze- łączył na głośnik, z˙eby mieć wolne ręce. Chciał zrobić notatki i sporządzić profil porywacza. Miał wraz˙enie, z˙e pierwszy sygnał rozciągnął się w czasie do kilku minut. Czekanie jest zawsze najgor- sze. Colin uspokoił oddech i raz jeszcze głęboko na- brał powietrza. Boyd Perkins odebrał po czwartym sygnale. NEGOCJATOR 15 – Boyd? – Colin nie czekał, az˙ rozmówca potwier- dzi swoją toz˙samość. Zapisał godzinę rozpoczęcia roz- mowy. – Jestem agentem FBI. Nazywam się Colin Forester. – Czego chcesz? – warknął Boyd. Nie było w tym cienia emocji. Ton jego głosu przywodził na myśl osobę, która znalazła się po prostu w niewygodnej sytuacji. – Chcę porozmawiać i dowiedzieć się, jak się czuje Luke. – Dobrze. Na razie. Słysząc groźbę, Colin poczuł ukłucie, ale opanował emocje. – To dobrze. Słuchaj, Boyd, chcę się dowiedzieć, co zrobimy, z˙eby tak pozostało. Z pewnością masz jakieś z˙ądania, o których nas jeszcze nie poinformo- wałeś. – Potrzebuję czasu, z˙eby dokończyć tu parę rzeczy. – Czasu? – powtórzył Colin. Poczuł niepokój. – Po co? – To nie ma nic wspólnego z dzieciakiem – padła szybka odpowiedź. – Szukam czegoś. Kiedy to znajdę, dam wam znać. Ale na razie macie się wszyscy wyco- fać na dół. – Wycofaliśmy się. Rodzice Luke’a martwią się o niego i jestem pewien, z˙e Luke tez˙ za nimi tęskni. To dobry dzieciak, który nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Proponuję, z˙ebyś go wypuścił, a wtedy porozmawiamy o czasie, którego potrzebujesz. Boyd wydał z siebie parsknięcie. – Jeśli go wypuszczę, wpadniecie tu i mnie zabije- 16 DELORES FOSSEN cie. O, nie. Kiedy znajdę to, czego szukam, odezwę się do was. – Zaczekaj – powiedział Colin, wiedząc, z˙e Boyd za chwilę odłoz˙y słuchawkę. – Chciałbym porozma- wiać z Lukiem. Chcę się upewnić, z˙e wszystko z nim w porządku. Zanim odpowiesz ,,nie’’, pomyśl o tym w ten sposób: o ilez˙ chętniej pójdziemy na współpracę, jeśli będziemy wiedzieli, z˙e chłopcu nic się nie stało. Cisza. Mijające sekundy. Ach tak, czekanie to najtrudniejsza część. – W tej sprawie tez˙ się odezwę – rzucił Boyd i się rozłączył. Colin wyłączył nagrywanie i zanotował czas roz- mowy: prawie dwie minuty. Zawsze to jakiś początek, choć wątpił, z˙eby Boyd prędko się odezwał. – Czego on moz˙e szukać? Jakieś pomysły? – zapy- tał Toma. – Sądzimy, z˙e szuka pięćdziesięciu milionów dola- rów. Poprzedni właściciel posiadłości prawdopodob- nie ukrył je gdzieś na terenie rezydencji lub w jednym z tuneli. Pięćdziesiąt milionów? A więc chodziło o zwykłą zachłanność. Pod wieloma względami czyniło to spra- wę łatwiejszą. Boyd nie powinien skrzywdzić Luke’a, poniewaz˙ chłopiec był gwarantem czasu, którego po- rywacz potrzebował na odnalezienie pieniędzy. Ale co się stanie w momencie, gdy połoz˙y swoje łapska na kasie? Tym trzeba będzie się zająć później. Najpierw nalez˙ało załatwić jedną sprawę, by móc posunąć się do przodu z drugą.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Negocjator
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: