Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00409 005625 13094940 na godz. na dobę w sumie
Net - ebook/pdf
Net - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 9788393464814 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).
Dwa równoległe wszechświaty. W jednym Wiktor, student informatyki, nerwus i choleryk. Niedawno stracił matkę i cały świat wydaje mu się za wesoły. W drugim Net, chłopak o niezwykłych zdolnościach paranormalnych, który był świadkiem śmierci swojej dziewczyny. Rozpaczliwie nie potrafi nad sobą zapanować, wszystko mu jedno co się dzieje wokół. Jest też bardzo sprytny psycholog i dziewczyna, która zakocha się w... Skomplikowana historia, zwłaszcza, że jeden z bohaterów planuje zabójstwo. Z zimną krwią. Książka napisana w konwencji dramatu. Nie pozbawiona jest również sporej dawki humoru. Znakomita lektura dla każdego.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ROZDZIAŁ 1 Dzwonek u drzwi był natarczywy, ciągły i trwał wieki. Wiktor skrzywił się. Zły na cały świat poszedł otworzyć. Po drodze zdążył wymruczeć tysiąc i jeden pretensji do ojca, który znowu zapomniał wziąć kluczy i teraz dobija się do drzwi. Wiktor nienawidził, kiedy przerywano mu naukę. Przygotowując się do egzaminów czy kolokwiów potrafił bardzo intensywnie myśleć. Każda nieplanowana przerwa w pracy wytrącała go z toku. Musiał wówczas analizować dany problem od nowa. Otworzył drzwi. Do środka wpadło lodowate zimowe powietrze, a z nim płatki śniegu, które natychmiast stopniały. – Cześć student! Zabieram cię na wódkę! Będziemy pić! Ubieraj się! Wiktorowi opadła szczęka. – Ooo nieee! – odwrócił się na pięcie i teraz już wściekły ruszył z powrotem na górę do swojego pokoju. Oczywiście nie był to ojciec tylko Jacek Wamer, zwany Nieładny , kolega z grupy. Był wysoki i chudy jak tyczka, a każde ubranie wisiało na nim niczym na wieszaku. – Wiedziałem, że się ucieszysz! – Jacek pognał za Wiktorem i obaj znaleźli się w niewielkim, przytulnym pokoju. – Stary! Ale masz nieładny bałagan! Jak ty to robisz!? – Uczę się! – burknął wściekły Wiktor. – Aż tak? – Aż tak! – Niczym bocian przeszedł między książkami rozłożonymi na podłodze i usiadł przy biurku, również usłanym książkami i przyborami do pisania. – Zostaw to bezsensowne dziobanie. I tak zaliczysz! – Spadaj! Nigdzie nie idę! – Przed kolokwium trzeba się zawsze zrelaksować! Zabieram cię na imprezę! – Mowy nie ma! Mówiłem ci, żebyś do mnie nie dzwonił i nie przyjeżdżał, bo nigdzie nie idę! – Wiktor stukał palcem w książkę. – Przecież nie zadzwoniłem! – rozłożył ręce Jacek. Teraz wyglądał jak prawdziwy wieszak. – Ale przyjechałeś! – Bo i tak byś rzucił słuchawkę! Ubieraj się! Szkoda czasu! Głowa Wiktora opadła na stół, aż czołem walnął o blat. Poczuł się bezsilny. – Co za pajac – mruknął do siebie. Z Jackiem trudno było wygrać. Postanowił odegrać się. – Co tak śmierdzi? – pociągnął nosem. – Nic nie czuję – zdziwił się Jacek. Wiktor przysunął się do kolegi. – To ty! Człowieku, coś ty na siebie wylał? Śmierdzisz na kilometr! – Zawsze wiedziałem, że masz coś nieładnego z nosem – zmarszczył czoło Jacek – To Coco Chanel nr 5. – Jezu! – Wiktor wywrócił oczami. – Ubieraj się! – burknął zły Jacek i szturchnął kolegę. – A kto mnie odwiezie? Samochód mam w warsztacie. – Znowu? – teraz Jacek wywrócił oczami – Człowieku! Co jest z tym twoim gruchotem! Wiecznie go naprawiasz! Ale dobra, odwiozę cię. Tylko się pośpiesz. Tam już piją. Bez nas! – Ok! – chłopak wstał nagle. – Ale, pamiętaj, obiecałeś! Odwieziesz mnie do domu, o której będę chciał, jasne!? Z ciężkim sercem Wiktor odwrócił się od swojego nietykalnego biurka, do którego nikomu nie pozwalał się zbliżać, a co dopiero grzebać w szufladach. Zrzucił z siebie nieco zapoconą koszulkę i włożył nową, niemal taką samą tyle, że świeżą. Z biurka, w którym było dosłownie wszystko, wyciągnął dezodorant i użył go ginąc na chwilę w rozpylonej chmurze. Jacek demonstracyjnie rozkaszlał się i powa- chlował dłonią. Chwilę potem obaj zbiegli po schodach. Wiktor włożył ciepłą zimową kurtkę i buty, których nienawidził. Były zbyt wysokie. Rok temu kupił mu je ojciec w przypływie jakiegoś, nazwijmy to, rozczulenia, więc chłopak nosił je nie chcąc sprawiać jedynemu rodzicowi przykrości. Już mieli wyjść, gdy nagle Wiktor stanął w drzwiach. – A jak ojciec nie ma klucza? – O Jezu! – jęknął zniecierpliwiony Jacek. – Co z twoim starym? Nie nosi ze sobą kluczy? – Może dzisiaj wziął... Będę musiał wcześniej wyjść... – Chodź już wreszcie! – Jacek dosłownie wypchnął Wiktora. Bez słowa zamknął drzwi na klucz, chociaż dręczyło go przeczucie, że wracając do domu zastanie ojca siedzącego na schodach przed gankiem, przemarzniętego i wściekłego. Jacek znowu go ponaglił. Wsiedli do niewielkiego, starego jak świat forda i na dodatek żółtego. Kompletny bezguściec pomyślał jeszcze Wiktor o koledze i ruszyli z kopyta, wyjeżdżając z dość dużej posiadłości, zaniedbanej i ponurej.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Net
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: