Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00482 007041 14664900 na godz. na dobę w sumie
Niby-dziennik. Ostatni 1981–1987 - ebook/pdf
Niby-dziennik. Ostatni 1981–1987 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 750
Wydawca: Iskry Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-244-0255-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże >> literatura faktu
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

 

Tom ten kończy edycję Dzienników Zygmunta Mycielskiego – artysty i arystokraty, kompozytora i publicysty muzycznego. Swoje zapiski, prowadzone jeszcze przed wojną, nazwał ostatecznie „Niby-dziennikiem” – bliższe są bowiem eseistyce niż kronice, choć autor żywo interesował się otaczającą rzeczywistością.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/21/12 2:36 PM Page 4 Projekt graficzny obwoluty, oklejki i stron tytu∏owych: Janusz Wysocki Redakcja: Barbara i Jan St´szewscy T∏umaczenie tekstów z j´zyka francuskiego: Renata Prag∏owska-Woydtowa Opracowanie indeksu osób: Dobros∏awa Paƒkowska Korekta: Zespó∏ Zdj´cie autora na obwolucie: Andrzej Zborski Zdj´cia na wk∏adce: Jan Hausbrandt – 5, 6, 7; Bronis∏aw Lutos∏awski – 4; Maciej Sochor – 3; Marek Suchecki – 8, 9, 10; Andrzej Zborski – 1, 2, 12; pozosta∏e zdj´cia z archiwum rodziny autora. Wydawnictwo Iskry dzi´kuje Paƒstwu Zofii i Ryszardowi Wojtkowskim za wspar- cie wydania tej ksià˝ki. Copyright © by Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012 ISBN 978-83-244-0206-9 Wydawnictwo do∏o˝y∏o wszelkich staraƒ, aby ustaliç autorstwo zamieszczonych w ksià˝ce zdj´ç. W odosobnionych przypadkach okaza∏o si´ to niemo˝liwe. Dla- tego w∏aÊcicieli praw do zdj´ç, z którymi nie zosta∏y podpisane umowy prosimy o pilny kontakt z wydawnictwem. Wydawnictwo ISKRY ul. Smolna 11, 00-375 Warszawa tel./faks (22) 827-94-15 iskry@iskry.com.pl www.iskry.com.pl Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 5 S∏owo wst´pne Niby-dziennik ostatni 1981–1987 Zygmunta Mycielskiego, który oddajemy do ràk Czytelników, dope∏nia bodaj najwa˝niejszà cz´Êç obszernej spuÊcizny pisarskiej kompozytora, krytyka, ese- isty, który prawie przez czterdzieÊci lat prowadzi∏ zapiski, nazy- wane poczàtkowo dziennikami, potem notami, notatkami, a˝ ostatecznie pod koniec lat szeÊçdziesiàtych przyjà∏ dla nich na- zw´ Niby-dziennika. Zamyka równie˝ – nieformalnà – seri´ opu- blikowanà dotychczas przez Wydawnictwo „Iskry”, na którà sk∏adajà si´: Niby-dziennik 1969–1981 (1998), Dziennik 1950–1959 (1999) oraz Dziennik 1960–1969 (2001), w opracowaniu redakcyj- nym Zofii Mycielskiej-Golikowej. Niniejszy tom obejmuje zawartoÊç dziewi´ciu zeszytów po- numerowanych i opatrzonych datami r´kà Autora. Wi´kszoÊç z nich to ulubione Zygmunta Mycielskiego grube notatniki niety- powego formatu w p∏óciennej oprawie, w które zaopatrywa∏ si´ w Pary˝u. Niewielka cz´Êç zapisków nale˝àcych do tego zbioru udost´pniona zosta∏a przez „Zeszyty Literackie” w nume- rach 100, 102, 106, 107 i 108, jakie ukaza∏y si´ w latach 2007–2010. Ramy czasowe zbioru zakreÊla pierwszy zapis z 16 stycz- nia 1981 i ostatni z 15 maja 1987 roku, niespe∏na trzy miesiàce przed Êmiercià Autora. Owe szeÊç burzliwych lat na trudnej pol- skiej drodze do wolnoÊci i demokracji wyznacza∏y powstanie NSZZ „SolidarnoÊç”, stan wojenny, zwiàzane z nim represje i przeÊladowania, zamordowanie kapelana „SolidarnoÊci”, entu- zjazm towarzyszàcy pielgrzymkom papie˝a Polaka, wreszcie symptomy rozluênienia polityki wewn´trznej po przej´ciu w∏a- 5 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 6 dzy przez Michai∏a Gorbaczowa. Znalaz∏y one w Niby-dzienniku odbicie w skrupulatnych kronikarskich zapisach, wnikliwych ob- serwacjach, Êmia∏ych i niezale˝nych komentarzach i refleksjach kompozytora i pisarza muzycznego, który sprawy publiczne traktowa∏ zawsze z równym zaanga˝owaniem i odpowiedzial- noÊcià, jak powinnoÊci wynikajàce z komponowania muzyki i pi- sania o muzyce. Nie by∏ bezkrytyczny wobec narodowej odnowy w duchu „SolidarnoÊci”. W czasach ogólnej euforii zachowywa∏ swój ch∏odny, arystokratyczny dystans, pozostajàc cz´sto w spo- rze z przyjació∏mi, m∏odymi zapaleƒcami – uczestnikami poli- tycznych i spo∏ecznych przemian. èród∏em tej postawy by∏y towarzyszàce mu od dawna wàtpliwoÊci co do mo˝liwoÊci zbu- dowania dobrze zorganizowanego i normalnie funkcjonujàcego paƒstwa. Opiera∏ je na historycznych faktach, a potwierdzenie znajdowa∏ w pog∏´bionej lekturze oraz w∏asnej refleksji na temat losów Polski w ostatnim dwustuleciu. Trudno si´ dziwiç, ˝e obserwacja i osobisty komentarz do zda- rzeƒ tamtych lat zajmuje tyle miejsca w blisko czterystustronico- wym Niby-dzienniku. O sile pisarstwa Mycielskiego – diarysty stanowi jednak wielowàtkowoÊç, wynikajàca z jego rozleg∏ych zainteresowaƒ i kontaktów w Êwiecie muzyki, polityki, w kr´- gach arystokracji, jego zwiàzków i przyjaêni z wa˝nymi posta- ciami skupionymi wokó∏ paryskiej „Kultury”, jego bliskich, ciep∏ych i szczerych relacji z ksià˝´cà parà i dworem Liechten- steinu, ˝eby wymieniç tylko najwa˝niejsze. Ostatni tom dziennika wzbogaca obraz Zygmunta Mycielskie- go jako kompozytora. W czasie, który obejmuje Niby-dziennik, po- wstawa∏y Fantazja, Trzy Psalmy, Liturgia sacra, 8 pieÊni do s∏ów Zbigniewa Herberta, Ostatnia symfonia i Fragmenty do wierszy S∏o- wackiego, utwór ukoƒczony 9 kwietnia 1987 roku i zamykajàcy katalog jego dzie∏. Mycielski dopuszcza czytelnika do tajemnic to- warzyszàcych procesowi komponowania, pe∏nemu obaw i wàtp- liwoÊci, równie˝ w konfrontacji z muzykà mistrzów, b´dàcych dla niego muzycznym wzorem i punktem odniesienia. Uwa˝ne podà˝anie tym tropem, wczuwanie si´ w jego rozterki, wybory i decyzje pozwala zajrzeç do Êwiata, który twórcy chronià zazwy- czaj przed osobami postronnymi. Niby-dziennik jest dlatego rów- 6 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 9/7/12 1:48 PM Page 7 nie˝ wa˝nym i ciekawym Êwiadectwem introspekcji dojrza∏ego kompozytora, Êwiadomego swego miejsca, a jednoczeÊnie umie- jàcego przyjàç postaw´ krytycznà wobec w∏asnej muzyki, dum- nego z wielu dokonaƒ twórczych, nie zawsze dostrzeganych i docenianych, kompozytora niespe∏nionego i rozczarowanego niemo˝noÊcià us∏yszenia wielu swoich utworów, poddania ich konfrontacji z publicznoÊcià. Chocia˝ w póênych latach ˝ycia da- ne mu by∏o doznaç satysfakcji z wykonaƒ przyj´tych przez s∏u- chaczy i krytyk´ z wielkim uznaniem, to przecie˝ powodzenie, jakie zas∏u˝enie spotka∏o Trzy Psalmy i Liturgia sacra, nie prze∏o- ˝y∏o si´ na lepszà znajomoÊç jego twórczoÊci w szerszych kr´- gach, a sama muzyka nie uzyska∏a dotychczas odpowiedniego spo∏ecznego rezonansu. JeÊli nie liczyç zapisków przedwojennych, których Zygmunt Mycielski nie w∏àczy∏ za ˝ycia do zbioru, dzienniki prowadzone systematycznie od lat pi´çdziesiàtych pe∏ni∏y wiele funkcji w ˝y- ciu ich Autora. By∏y równie˝ dla niego zwyk∏ym notatnikiem, w którym szkicowa∏ pomys∏y muzyczne, utrwala∏ myÊli do przygotowywanych artyku∏ów i wyk∏adów, robi∏ notatki z lektur; wkleja∏ do dziennika rozmaite dokumenty, w∏àcza∏ listy o szczególnym znaczeniu, a nawet reprodukcje obiektów muze- alnych, które pobudza∏y jego wyobraêni´ i otwiera∏y pole do roz- wa˝aƒ o sztuce. Ostatnie zdanie zapisane r´kà Autora pod datà 15 maja 1987 roku wyra˝a wielokrotnie powtarzanà na kartach Niby-dzienników wàtpliwoÊç, czy przygotowujàcy je do publikacji potrafi dokonaç radykalnych skrótów, jakich – zdaniem Autora – wymaga∏y. Za- równo w odniesieniu do poprzednio wydanych cz´Êci, tak i w tym przypadku decyzja o integralnym opublikowaniu ca∏oÊci bez jakichkolwiek skrótów i zmian, poza uwspó∏czeÊnieniem pi- sowni i interpunkcji, by∏a bezdyskusyjna. Szcz´Êliwie si´ sta∏o, ˝e od poczàtku spotka∏a si´ z aprobatà prezesa Wydawnictwa „Iskry” pana Wies∏awa Uchaƒskiego, dzi´ki wyrozumia∏oÊci i cierpliwoÊci którego mo˝emy ostatni tom Niby-dziennika Zyg- munta Mycielskiego udost´pniç Czytelnikom. Barbara i Jan St´szewscy 7 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 8 Nota edytorska To wydanie nie odbiega od poprzednich pod wzgl´dem wiernoÊci r´kopisowi, a przyj´ta zasada najdalej posuni´tej powÊciàgliwoÊci w ingerowaniu w tekst r´kopiÊmienny dotyczy przede wszystkim interpunkcji. Typowe dla Zygmunta Mycielskiego d∏ugie zdania, wype∏nione uj´tymi w pauzy wtràceniami, odpowiadajàce cha- rakterystycznemu sposobowi mówienia Autora, zosta∏y w wielu przypadkach poddane uproszczeniu, które polega na zredukowa- niu znaków interpunkcyjnych. Nieliczne poprawki stylistyczne dotyczà kilku miejsc, w których by∏y konieczne dla zrozumia∏oÊci tekstu. Poprawione zosta∏y b∏´dy w zapisie nazwisk i nazw geo- graficznych. Dla wtràceƒ obcoj´zycznych przyj´ta zosta∏a zasada, ˝e zwroty krótkie, jedno-, dwuwyrazowe objaÊnione zosta∏y w na- wiasach kwadratowych w tekÊcie, co u∏atwia p∏ynne czytanie. Kal- ki j´zykowe – przede wszystkim z j´zyka francuskiego – którymi Autor ch´tnie si´ pos∏ugiwa∏, objaÊnione zosta∏y – w miar´ mo˝li- woÊci – w tekÊcie lub jeÊli wymaga∏y obszerniejszego komentarza – znalaz∏y si´ w przypisach. Na niniejszy zbiór Niby-dziennika sk∏ada si´ dziewi´ç zeszy- tów u∏o˝onych chronologicznie. Ze wzgl´dów praktycznych, zwa˝ywszy na sporà obj´toÊç poszczególnych cz´Êci, przypisy ponumerowano osobno w obr´bie ka˝dego zeszytu, z którym sà zwiàzane. Szczególnie „muzyczny” charakter tego zbioru sk∏oni∏ nas do rozbudowania przypisów odnoszàcych si´ do tej warstwy tekstu. StaraliÊmy si´ jednak, by poza przypadkami szczególnie uzasadnionymi ich obj´toÊç nie narusza∏a zasady proporcjonalno- Êci wzgl´dem innych dziedzin. 8 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 9 Wiernie zachowane zosta∏y wyró˝nienia w tekÊcie zastosowa- ne przez Autora (du˝e litery, podkreÊlenia). Ze wzgl´du na p∏yn- noÊç czytania liczby zapisane w manuskrypcie cyframi zamienione zosta∏y na ich form´ s∏ownà, ujednolicono równie˝ form´ zapisu dat. Tytu∏y dzie∏ wyró˝nione zosta∏y kursywà. Rozwini´cie poda- nych skrótowo nazwisk oraz nieliczne korekty lub zmiany zapisu oryginalnego uj´te zosta∏y w nawias kwadratowy. Przek∏ady z j´- zyka niemieckiego, przy których nie wskazano autora, pochodzà od redakcji. Specjalne podzi´kowania kierujemy do pani Renaty Prag∏ow- skiej-Woydtowej, której wk∏ad we wspó∏redagowanie tekstu te- go zbioru jest nieoceniony. Zawdzi´czamy jej równie˝ ogromnà pomoc w identyfikacji pewnych miejsc i osób, a tak˝e przek∏ady tekstu, cytatów i zwrotów z j´zyka francuskiego, poza funkcjo- nujàcymi w powszechnym u˝yciu, oraz tymi, przy których nie wymienia si´ ich autora. Dzi´ki jej starannoÊci i trosce o objaÊnie- nia szczegó∏ów dotyczàcych rzeczywistoÊci tamtych lat Niby- -dziennik Zygmunta Mycielskiego staje si´ bardziej otwarty równie˝ dla m∏odszych Czytelników. Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 11 16 stycznia – 8 listopada 1981 Warszawa, 16 stycznia Perspektywa dwóch dni obrad Rady Wydawniczej PWM (27, 28 stycznia), potem mówiç 29 w PEN Klubie, potem byç na dwu- dniowym zjeêdzie Zwiàzku Kompozytorów 30 i 31 stycznia i 1 lutego w redakcji „TwórczoÊci” radziç nad r´kopisami Iwasz- kiewicza – przera˝a mnie. Mo˝e nieróbstwo, lenistwo czy zm´- czenie nieco si´ cofa, to prawda, gdy musz´ coÊ robiç, mówiç, ruszaç si´. Jednak˝e stan myszy pod miot∏à najbardziej mi odpo- wiada. Wstyd, ale prawda. Czym jest historia? Poczynajàc od w∏asnej historii ˝ycia, hi- storii rodzinnej, historii wsi, miasta, kraju, narodu, po ca∏y Êwiat? Moja historia trwa 74 lata, wi´c lata 1914–1920 i dalsze, wi´c dzieƒ dzisiejszy widz´ historycznie, chocia˝ nie wiem o dniu ju- trzejszym, który teraêniejszoÊç stworzy, u∏o˝y. Nie wszyscy stojà przed bramà, na której jest pisane „za póê- no”. Tylko niektórzy – bo ogó∏ nie zna co jest wczeÊnie, za wczeÊ- nie, póêno czy za póêno. Mo˝e to jest jednak bardziej powszechne, ni˝ sàdz´ – taksujàc ludzi tak nisko, ˝e ich s∏owa „za póêno” nie gn´bià – bo niczego nie chcieli, nie zamierzali, do niczego nie dà- ˝yli. Chyba to niemo˝liwe? Chyba ka˝dy cz∏owiek dà˝y, chce, za- mierza – przynajmniej w jakiejÊ chwili swojego ˝ycia, swojej m∏odoÊci. Dopiero potem, gdy mu uroÊnie brzuch i w∏osy wylecà – zmarnieje i wtedy poznajemy go, kim by∏, kim jest. Kim potrafi∏ si´ staç. Nie chc´ wpadaç w panik´ z moim osobistym „za póêno”! Jest 5 rano. Jeszcze ciemno. Czemu nie dajà mi spaç te myÊli, któ- re nazywam „za póêno”? Zwi´kszaç doz´ proszków, ˝eby jeszcze 11 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 12 bardziej idiocieç? Przecie nie mog´ braç proszków rano – nie mam warunków Prousta! Ci, co majà spokojne sumienie, powinni spaç spokojnie. Tak by si´ wydawa∏o. Tymczasem nie chodzi tu o spokojne sumienie, ale o jakiÊ gatunek spokoju w myÊli i czuciu, w odczuwaniu. 18 stycznia I co z tego, ˝e si´ wie; odczytuj´ zbiór Alaina Besançona Le présent soviétique et le passé russe1, który Kisielewski mi wreszcie odda∏. Fakty o Rosji by∏y znane od 1917 i 1918 roku, jak znane by- ∏y fakty z Niemiec hitlerowskich od 1933 roku – og∏oszone jako program w Mein Kampf. I co z tego? W jakim momencie ÊwiadomoÊç ogólna, powszechna, reaguje czynem – rewolucyjnym, wojennym? W momencie gdy prze∏o˝e- ni, wojsko, policja odmawiajà wykonania rozkazu. W momencie gdy wed∏ug wzorów Monteskiusza2 w∏adza wykonawcza odma- wia wykonania wskazaƒ, rozkazów czy ukazów w∏adzy ustawo- dawczej, politycznej. Gdyby si´ zacz´∏y pojawiaç (a pojawiajà si´) strajki w ZSRR, to zawsze mo˝na strzelaç, zamknàç, wywieêç – tysiàce ludzi i ich prowodyrów. Czy zawsze jakieÊ pu∏ki z Kau- kazu czy Syberii b´dà strzela∏y do Rosjan lub vice versa? Cz∏owiek ruski buntowa∏ si´, na wsi, w miastach i portach. W 1917 i 1918 roku kl´ska wojenna, uderzenie z zewnàtrz – jak ju˝ w czasie wojny rosyjsko-japoƒskiej – umo˝liwi∏o bunt – w koƒcu wojskowy, bo to ˝o∏nierze przestali s∏uchaç, a ochrana3 zosta∏a rozbrojona, bezsilna. Ekonomiczne dno by∏o ju˝ wiele ra- zy rzeczywistoÊcià w tym kraju. U nas ró˝ni ministrowie nawo- ∏ujà do spokoju i do pos∏uszeƒstwa. Ferment w PRL jest g∏´boki, niebezpieczeƒstwo roÊnie; wysi∏ki, ˝eby to partia opanowa∏a, co- raz drastyczniejsze. Jutro Wa∏´sa wraca z triumfalnej podró˝y po W∏oszech. „La prise du pouvoir communiste, c’est, avant l’étatisation des moyens de production, la mainmise sur tous les moyens de com- munication. (…). Tout langage vivant devient de`s lors subversif”4. Zgadza si´ to, jak 2+2 jest 4, tutaj, teraz: j´zyk robotników i ich 12 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 13 zwiàzków ca∏kiem inny od „urz´dowego”. Ich zebrania i wszyst- ko, co partia robi, ˝eby uniemo˝liwiç komunikacj´, odciàç, sk∏óciç wreszcie miliony cz∏onków tych „wolnych zwiàzków” z ich „gó- rà”. Uniemo˝liwiç t´ komunikacj´ i lojalny dialog, odcinajàc ich od prasy, radia, telewizji. Dawaç wycinkowe i bezradne odpowie- dzi i wypowiedzi ministrów i cz∏onków KC sprawiajàce wra˝e- nie, ˝e to partia chce odnowy, a „SolidarnoÊç” czy „Mazowsze” bruêdzi, strajkuje, anarchizuje, spycha kraj na dno ekonomiczne. Wszystko to wynika logicznie z nielogicznego fundamentu, pod- pisanego w porozumieniu sierpniowym w Gdaƒsku, gdzie nieza- le˝ne zwiàzki ustanowiono przy zachowanej kierowniczej roli partii. Z∏apa∏em si´ wtedy za g∏ow´, czytajàc ten tekst. Dodano do tego drugi absurd, ˝e wielomilionowy ten zwiàzek nie jest po- lityczny. To tak, jakby mówiç papie˝owi, ˝e Pan Bóg jest, ale nie istnieje. Albo ˝e istnieje, ale go nie ma. Wóz albo przewóz. A Ro- sja jest ciàgle jak wystajàca z budy g∏owa psa – twierdzimy tu, ˝e on jest na ∏aƒcuchu, ale tego nie wiemy. Co wiedzieli o rozbiorach Polacy epoki stanis∏awowskiej? w nocy Czy jesteÊmy na poczàtku nowej, pe∏nej udr´ki drogi? W nie- ÊwiadomoÊci przewidywania próbuj´ zobaczyç. A po có˝ wie- dzieç, czego jest poczàtkiem ten rok? Mo˝e minie jak inne i fatum rozejdzie si´ w p∏ynnym ˝yciu tego kraju, w jego tak ma∏o przej- rzystej wodzie. Czytam, a pe∏ne zatrwo˝eƒ myÊli wracajà jak g∏u- che przeczucie tragedii, która – mo˝e – si´ nie rozegra? Jest dopiero druga, daleko do rana. Warszawa, 20 stycznia Kartka od mojej bratowej, Hanki5: „Musz´ troch´ pofolgowaç ze s∏uchaniem telewizji i czytaniem o tym co si´ dzieje, bo zanad- to si´ przejmuj´. Nienawidz´ ba∏aganu, anarchii i awantur, za- nadto mnie to denerwuje. Tak jak mój ojciec, mog´ ˝yç tylko 13 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 14 w jakichÊ normalnych i uporzàdkowanych warunkach. Nie mo- g´ spaç i trz´s´ si´ wewn´trznie…”. Po prostu i bez literatury wyrazi∏a to, co odczuwam i prze˝y- wam – mój ojciec te˝ móg∏ ˝yç w „normalnych i uporzàdkowa- nych warunkach”, by∏ dobrym i dobrze organizujàcym prac´ gospodarzem, pochodzi∏ z Poznaƒskiego i przeszed∏ przez dobrà, niemieckà szko∏´ rolniczà. Do dzisiaj pami´tajà w Przeworsku je- go rzàdy ordynacjà Lubomirskich, budow´ cukrowni i „post´po- wà” na prze∏omie XIX i XX wieku gospodark´, którà doprowadzi∏ na tym obszarze do kwitnàcego stanu, wprowadzajàc melioracj´, nowoczesne wtedy maszyny rolnicze, sztuczne nawozy, budujàc domy dla s∏u˝by folwarcznej itd., a wszystko to nie na zasadzie teorii o pracy organicznej czy o socjalizmie, ale w praktyce i wzo- rowej organizacji, takiej, jaka wtedy by∏a mo˝liwa. Warszawa, 21 stycznia Na drugiej stronie sztambuchu, który moja matka rozpocz´∏a w 1892 roku, wlepiona jest pi´kna fotografia pi´knego dworu w Porembie, który mój dziadek Zygmunt Szembek6 sprzeda∏ Jó- zefowi Szembekowi. Wszystko to nie istnieje, spalone; zapewne jest staw, mo˝e kilka drzew? Bywa∏em tam jeszcze, bawiàc si´ ja- ko dziecko z Zuzà i Mariellà Szembekównymi. Zmar∏y tam one, przygarni´te po wojnie przez ch∏opów w jakiejÊ cha∏upie, gdzie hodowa∏y koz´. Dom by∏ du˝y, na stopie tego, co nazywano paƒ- skà rezydencjà. Pod tà fotografià napisa∏a Mama, w owym 1892 roku: „Naître, vivre et mourir dans la meˆme maison”7. W tym zdaniu zawarte jest wiele ze Êwiata, który mnie ukszta∏- ci∏, pomimo wszystkich moich ucieczek do Pary˝a, Wilna czy na Bukowin´, przed samà wojnà. Dzisiaj w ma∏ym pokoiku pa- trz´ na inny Êwiat. Wczoraj kalifornijski gubernator Reagan wpro- wadzi∏ si´ do Bia∏ego Domu. Tutaj nasze dziwaczne polskie spo∏eczeƒstwo wymiotuje tym daniem, które Rosja nam do zje- dzenia poda∏a. Rozmno˝ony nasz gatunek podwa˝a to, co two- rzy∏o esencj´ rodziny i czego widomym znakiem by∏ dom: ch∏opa, 14 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 15 firmy, osiad∏ej szlachty i pa∏aców paƒskich, warsztatów, klaszto- rów i plebanii. Mrowisko si´ zaroi∏o, wyroi∏o; jesteÊmy wszyscy czàsteczkami w p∏ynie, który coraz bardziej jest potrzàsany ogromnà r´kà, w∏asnà r´kà, jakby z tych˝e czàsteczek powsta∏à. Mo˝emy to nazwaç r´kà Boga, zawsze tego samego Boga, które- go nie znamy, o którym mówimy, ˝e umar∏. Niebaczni na t´ zbie˝- noÊç, która ze Êmiercià Boga ∏àczy zgub´ Rodzaju. W wodzie stawu odbija si´ ca∏e skrzyd∏o wielkiego dworu w Porembie. Tak dok∏adnie, bez jednej zmarszczki na wodzie, ˝e mo˝na t´ fotografi´ oglàdaç „do góry nogami” i widz´ wtedy wszystko odwrotnie: baszta jest zamiast z lewej, na prawej stro- nie, a wielkie lipy, Êwierki i d´by czubami si´gajà i w dó∏, i do gó- ry – jak odbicia w Mickiewiczowskiej Âwitezi. Cz´sto myÊl´ o wszystkim, co ju˝ tylko ja jeden pami´tam, wiem, widz´. Jak zawsze z ka˝dym Êwiatem, który ka˝dy cz∏o- wiek nosi w sobie. Rozmaicie, bogaty, biedny – ale zawsze Êwiat osobisty i jedyny. Stary cz∏owiek coraz bardziej Êwiadom jest chwili, która za m∏odu jest jego w∏asnà rzeczywistoÊcià. Potem topi si´, coraz bardziej nieuchwytna. Morze rzeczywistoÊci (?) zalewa moment teraêniejszoÊci. Nie mog´ si´ dowiedzieç, co si´ dzieje w tej chwi- li, uÊwiadamiajàc sobie iloÊç przebytych i prze˝ytych punktów, o których rewelacje ciàgle mnie dochodzà, korygujàc i manipu- lujàc to wszystko, co prze˝y∏em i czego nie widzia∏em w 1920, 1940 roku. Dotyczy to i mojej w∏asnej osoby, która kiedyÊ, s∏yszàc i czytajàc bitw´ pod Marignano, La guerre Clémenta Janequina8, tylko olÊnienia doznawa∏a – g∏upie dziecko o spóênionym roz- woju. A dzisiaj? Rozwój tych chwil mnie przerós∏, gdy wynosiç si´ trzeba. Zagadka pozostaje nierozwiàzana, pude∏ko, którego otworzyç nie potrafi∏em. MyÊl´ wtedy – bo ka˝dy jakiejÊ pocie- chy wyglàda – kto je potrafi∏ otworzyç? Je˝eli nikt – a tak mi to wyglàda – to pozostajà ci, którzy wo∏ajà „ja, ja!” – dumni, wy- nioÊli, czasami nawet i wznioÊli w tym przekonaniu, które wia- ra rozÊwietla i pozwala jaÊnieç Êwiat∏em, które sp∏ywa na p∏atki liÊci, kwiatów, na skrzyd∏a papug, kolibrów, motyli, na skór´ lamparta i zebry. Co my jesteÊmy winni, ˝e nam przypad∏ ludz- ki los w udziale? 15 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 16 Chwila. Jeszcze chwila. Ju˝ dawno wiem, ˝e nigdy jej nie chwyc´ – ani myÊlà, ani czuciem. Wi´c skàd bierze si´ chwila, gdy si´ wydaje, ˝e to ju˝, ˝e wiem, czuj´ i nawet wyraziç potrafi´? – Tik-tak-tik-tak budzika, jak w wierszu Apollinaire’a9. On te˝ ju˝ z epoki, gdy tykanie zegara wprawia∏o w panik´. Czy dawni, ukochani moi mistrzowie mogli popadaç w chwile podobne, czy za∏amanie – rysujàce si´ od tak dawna – zatoczy∏o dziÊ kr´gi, któ- rych ju˝ nic i nikt nie zetrze z powierzchni, którà nazwaç mo˝na powierzchnià i g∏´bià ludzkiej istoty? Wszystko ju˝ wydaje mi si´ powierzchowne, nawet te ruchy i odruchy t∏umne, porywy religijne i patriotyczne, zrywy nienawi- Êci i entuzjazmów, strachy i nadzieje. Wszystko aktorskie, naiwne, bezsilne wobec jakby si∏y odgórnej, która nieporzàdek wprowa- dza wsz´dzie tam, gdzie zwyczaj trwa∏ d∏ugo, przez kilka i przez wiele pokoleƒ. Bunt cz∏owieka jest buntem przeciwko zwycza- jom. Wszystko i ka˝dy ma byç niezwyczajny, nadzwyczajny – w czasach, gdy wsz´dzie zacz´to budowaç takie same domy, ubieraç si´ tak samo, przenosiç z miejsca na miejsce z tà samà szybkoÊcià. Ka˝dy chce byç niezwyczajny i inny w Êwiecie, któ- ry coraz bardziej si´ staje taki sam jak wsz´dzie: paradoks, gdy przez wieki spo∏eczeƒstwa, nie dà˝àc do oryginalnoÊci, stwarza- ∏y i tworzy∏y tak rozmaite kultury i cywilizacje. Warszawa, 24 stycznia Jutro mam jechaç do Krakowa na dwudniowe zebranie Rady Wydawniczej Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, potem, 29 stycznia tu mówiç w PEN Klubie o „muzykach o literaturze” (?!), z Kisielewskim i Tomaszewskim10, dyrektorem PWM – akurat te- mat na teraz! – a 30 i 31 stycznia da∏em si´ namówiç, jak osio∏, na przewodniczenie na Walnym Zjeêdzie Zwiàzku Kompozyto- rów Polskich, który zapowiada si´ burzliwie, choç uwa˝am to za burz´ w szklance wody. Niechby si´ ci koledzy, zrzeszeni w ZKP, cieszyli z uprzywilejowanego miejsca, jakie w tym ustro- ju zajmujà artyÊci i sportowcy, prawdziwe „pieszczoszki re˝imu”. Przecie w ˝adnym ustroju tylu s∏abych artystów, niemajàcych nic 16 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 17 do powiedzenia, [nie] ˝yje na zasadzie paƒstwowych przywilejów, dotacji, zamówieƒ, wydawców – nawet wykonaƒ. Wykonuje si´ tu i wydaje rzeczy, które przy jakiejkolwiek demokratycznej kon- kurencji nie ujrza∏yby Êwiat∏a dziennego! Boj´ si´ tej tygodniowej aktywnoÊci, b´dàc w stanie ciàg∏ego usypiania, nieuwagi, niepoznawania osób, które znam „od za- wsze”. W dodatku stan kraju nie tylko mnie p∏oszy, ale i irytuje, a wi´c i m´czy – ˝e najch´tniej zniknà∏bym z powierzchni tego globu, nie mogàc stworzyç we w∏asnym umyÊle koherentnego obrazu tego, co si´ dzieje. Nie mogàc zwiàzaç obrazów z prze- sz∏oÊci z teraêniejszoÊcià i jakàÊ projekcjà, dà˝eniem w przysz∏oÊç. To znaczy: co nale˝y robiç zaraz i teraz. Nale˝a∏oby zmieniç „cha- rakter” Polaków, ˝eby potrafili organizowaç prac´ i znaleêli (od- naleêli? Ale czy jà miewali?!) ch´ç do pracy, tego plaisir de bien faire11, który cechuje Francuzów, Niemców, Anglików, Amery- kanów, Japoƒczyków… Bardzo to ogólnikowe i powierzchowne uj´cie sprawy, ale kto chce, ten zrozumie, o co mi chodzi. W XVIII wieku mówiono cz´sto, ˝e Polska nierzàdem stoi. To nie by∏ ˝art, ale teoria, ˝e takiego kraju „nikt nie ruszy”. Dzisiaj ob- serwuj´, cz´sto stykam si´ z argumentem, ˝e w tym stanie ekono- micznym, w jakim jesteÊmy, Rosja nie zechce i nie mo˝e nas „braç”, jako zbyt wielki dla niej ci´˝ar – bo co zrobiç z krajem, w którym bierny opór sprawi, ˝e ta Polska b´dzie dla Rosji zbyt du˝ym ci´- ˝arem w∏aÊnie. A wtedy przecie Ameryka i paƒstwa zachodnie przestanà nam pomagaç, dawaç po˝yczki, dostawy itd. Czy takie rozumowanie nie styka si´ z teorià, ˝e „Polska nierzàdem stoi”? W takim usposobieniu przygotowaç odczyt dla PEN Klubu czy do Dubrownika, po niemiecku, jest mi czymÊ nieznoÊnym. Naj∏atwiej jest milczeç i… nic nie robiç. Nawet do Michnika nie mam ochoty iÊç. Czuj´ si´ jak wykastrowany szczur. Biegaç czy jeêdziç do Kisiela, Michnika, Andrzejewskiego, do papie˝a, Mi∏o- sza czy Wa∏´sy, do prymasa czy So∏˝enicyna?! Miotaç si´, gdy ca- ∏e pokolenie m∏odszych o kilkadziesiàt lat a˝ dudni od krzepy, nadziei – od zawiÊci i l´ków te˝, ale innych ni˝ moje. Stopieƒ ÊwiadomoÊci, którego znanym nam szczytem jest cz∏o- wiek. W dodatku ten stopieƒ jest niewàtpliwie ró˝ny, rozmaity u ka˝dego z ludzi. Zwiàzany z maszynà, która funkcjonowaç mo- 17 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 18 ˝e do stu lat i funkcjonuje podobnie, jak w ca∏ej rodzinie kr´gow- ców. I która to maszyna wtopiona jest, wraz z ca∏à masà indywidu- alnych ÊwiadomoÊci, w spo∏ecznoÊci zbiorowe, których sum´ nazywamy ludzkoÊcià. (Stada zwierzàt, roje owadów ró˝nià si´ od ÊwiadomoÊci zbiorowej cz∏owieka). Ten zbiór usi∏ujemy podpo- rzàdkowaç czy te˝ usprawiedliwiç jakimÊ dà˝eniom celowym, nadaç mu sens ogólny, zbiorczy, jako wspólny i ciàg∏y proces: ˝eby by∏o lepiej, ˝eby to nie by∏o chaotyczne. PodÊwiadomie, a te˝ i Êwia- domie, spekulatywnie i uczuciowo, poszukujemy kszta∏tu dziejów: Historia. Religia. Filozofia. A tajemnica jednostki i jej sumy (zbior- czej) pozostaje od trzydziestu mniej wi´cej wieków równie ciemna, zaledwie domyÊlna i imaginacyjna. Nie do przewidzenia pojawia- nie si´ i zachowanie jednostki, przy pewnych, mo˝liwych do prze- widzenia, zachowaniach zbiorowiska, t∏umu, cechach narodu, rasy te˝: zbiorowe entuzjazmy, okrzyki, wyciàgania ràk: Johnny Hally- day12 na estradzie, Hitler, Jan Pawe∏ II, Wa∏´sa; entuzjazmy Amery- kanów, Francuzów, Murzynów, wojna, Cz´stochowa, nienawiÊci narodowe czy przeÊladowania ˚ydów, czarownic, heretyków. Re- wolucje czy wojny krzy˝owe, podboje i ofiary, patriotyzmy i go- ràczka z∏ota. Ogony ludzkie do wystawionej (w Tokio?) Giocondy Leonarda czy do mauzoleum Lenina. By∏ tam przez jakiÊ czas i Sta- lin, to i do Stalina chodzili, przestali chodziç, gdy go usuni´to i z∏o- ˝ono w grobie za mauzoleum twórcy rewolucji paêdziernikowej. Teraz Francuzi odkrywajà ze zdumieniem, ˝e i w Chinach jest i by- ∏o za Mao Tse-tunga okropnie, a Amerykanie odkrywajà, ˝e 50 ich „zak∏adników” by∏o przez 14 miesi´cy bardzo êle traktowanych w Iranie. (Czy oni tam w Ameryce sàdzili, ˝e tym „zak∏adnikom” przynoszono Êniadanie do ∏ó˝ka w dobrym pensjonacie?). Naiw- noÊci, owczy p´d, bezmyÊlnoÊç, jakby cz∏owiek pozbawiony by∏ w∏asnej, indywidualnej myÊli, przy tak przecie ogromnej ró˝nicy ka˝dego poszczególnego indywiduum. Zdawa∏oby si´ to wszystko niemo˝liwe. Gdy jednak widz´ t∏um, gdy s∏ysz´ odpowiedzi na zadawane w ankietach pytania, zmuszony jestem bardzo nisko szacowaç jednostk´ ludzkà. A jed- noczeÊnie, gdy si´ z tà jednostkà zetkn´ osobiÊcie, w cztery oczy, i zadam sobie trud, ˝eby w jakiÊ sposób w∏asne serce i w∏asnà tros- k´ otworzyç i okazaç zainteresowanie bliêniemu, znajduj´ – 18 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 19 w wi´kszoÊci wypadków – jakby „ukryte skarby” w niemal ka˝- dym – czy to robotnik, ch∏op, ch∏opiec, który czegoÊ pragnie, cze- goÊ oczekuje, nad czymÊ cierpi – choçby tylko nad sobà. Teoretycznie, mo˝liwy jest taki rozwój jednostki, ˝eby i zbio- rowoÊç „coÊ z tego mia∏a”, znalaz∏a sens istnienia, rozwijajàc ÊwiadomoÊç, która tkwi w ka˝dym cz∏owieku. Obok naszych mo˝liwoÊci istnieje jednak coÊ, co – szukajàc odpowiedniej na- zwy – nazwaç mog´ ujarzmieniem cz∏owieka. Ujarzmieniem przez co, przez kogo? Przez jakie pozosta∏e warunki bytu na zie- mi, wspó∏˝ycia z drugimi? Pomi´dzy rozwojem indywidualnym a rozwojem zbioru ist- niejà powiàzania – u roÊlin kwiaty, liÊcie, ga∏´zie, pieƒ, korzenie – nazywamy to wszystko razem drzewem. U ludzi, daleko nam do zbiorowego kszta∏tu, który grozi∏by koszmarnà wizjà roju, mrowiska czy termitiery. W∏aÊnie brak tego zbiorowego kszta∏tu ludzkoÊci pozwala na rozwój ÊwiadomoÊci, który tak nas od zwie- rzàt ró˝ni. Ratuje nas koncept [poj´cie] duszy i koncept Boga. Kwestio- nowanie tych „konceptów” niszczy naszà (ludzkà!) esencj´. Nie znajdujemy bowiem niczego w ideach dobrobytu, wolnoÊci, co by nas chroni∏o przed zejÊciem do rz´du funkcjonujàcej – sprawnie czy mniej sprawnie – maszynki lub do zbioru, który nie podlega ˝adnym innym prawom ni˝ prawa danego w∏aÊnie zbioru. Jedy- nà nadziejà pozostaje wtedy ju˝ tylko organizacja zbioru, a ta po- s∏u˝yç si´ mo˝e tylko si∏à, przemocà: demokratyczne wolnoÊci sà tylko doraênym „paliatywem”, który nie mo˝e byç stosowany do ca∏oÊci tego ludzkiego zbioru. Funkcjonuje tylko przy pewnym, korzystnym w danej chwili uk∏adzie stosunków, na niewielkich stosunkowo obszarach. Jest jakby rezultatem „zbiegu okolicznoÊ- ci” – to prawda, ˝e przy wspó∏udziale Amerykanów, Anglików czy Francuzów – ale to nie jest recepta dla „reszty Êwiata”. Pozo- staje wi´c branie jako podstawowej rachuby, rachuby przypadku, deus ex machina procesów dziejowych, których kierunkowà jest: jak trzymaç i utrzymaç mas´ ludzkà w jakim takim koherentnym a nie anarchicznym stanie. To, przy koƒcu drugiego tysiàclecia, jest ju˝ widocznym jak na d∏oni problemem numer jeden. Wynalazki, ekologia, rozmno- 19 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 20 ˝enie, coraz bardziej komplikujà spraw´ owego jak i w imi´ cze- go utrzymaç „jaki taki porzàdek”, czyli istnienie naszego gatun- ku, tego zbioru wielomiliardowych ÊwiadomoÊci, których nag∏e i nieprzewidziane przebudzenia, w rodzaju naszego Zwiàzku „SolidarnoÊç”, „Mazowsza”, czy zwiàzków ch∏opskich, Êwiad- czà, ˝e Polacy nagle zwymiotowali narzucony przez Rosj´ porzà- dek i w∏adz´ partii, która te˝, w polskiej wersji, nie wytrzymuje w∏asnej „wewnàtrzpartyjnej dyscypliny”. Sejmiki w XVIII wieku, a˝ po Sejm Czteroletni, by∏y czymÊ po- dobnym – a potem – powstanie, a wi´c bunty tego kraju co kilka- dziesiàt lat. Do konkretnej samoorganizacji nigdy tu nie dochodzi∏o, poza krótkim okresem 1918–1939. Im wi´cej o tym okresie myÊl´, tym wi´cej ceni´ rol´ Pi∏sudskiego, zw∏aszcza w ciàgu dziesi´ciole- cia 1914–1924. On i próbowa∏, i stworzy∏ wtedy coÊ, co by∏o jednak mo˝liwie podobne do demokracji! A w ka˝dym razie powsta∏o paƒ- stwo, które od pierwszej chwili swego istnienia odrzuci∏o zdecydo- wanie wariant bolszewicki i – wr´cz nieÊwiadomie – uchroni∏o ówczesnà Europ´ przed ówczesnym bolszewizmem, którego za- krzep∏e oblicze straszy Êwiat od przesz∏o 60 lat. Mo˝e naszym przeznaczeniem jest historyczna rola, coÊ jakby „od cudu do cudu”?! Podobnie jak niezwyk∏a historia ˚ydów w historii Êwiata, tak i nasza historia – mo˝e byç przyrównana do jakiejÊ szczególnej misji, o której nasi wizjonerzy tak cz´sto pisali? Wszystko jest mo˝liwe, sà rzeczy na ziemi i niebie, o któ- rych nie Êni∏o si´ filozofom ani racjonalistom. Wi´c i ja te˝ – có˝ robiç?! – nale˝´ do tej spo∏ecznoÊci, której nazwa POLACY tak cz´- sto koÊcià w gardle mi stoi. A przysz∏y tydzieƒ, z wizjà – znowu – generalnego strajku, to jeden wi´cej ci´˝ki tydzieƒ! I tak, z tygodnia na tydzieƒ, jakoÊ si´ ˝yje, jakoÊ istnieje, jakoÊ to b´dzie, nie damy si´, Polacy wszyst- ko przetrzymajà… Nie do poj´cia! Tymczasem mia∏em dla siebie ci´˝ki – wr´cz fizycznie – ty- dzieƒ: dzieƒ po dniu, dwa dni Rady Wydawniczej PWM w Kra- Warszawa, 1 lutego 20 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 21 kowie, powrót i zaraz prelekcj´ w PEN Klubie, potem 2 dni Wal- nego Zjazdu Zwiàzku Kompozytorów, gdzie da∏em si´ namówiç, ˝eby prowadziç obrady. „Spuch∏em” wczoraj, gdy ka˝dy chcia∏ czego innego ze statutem, cz∏onkami nadzwyczajnymi, kandyda- tami itd. A˝ poprosi∏em, ˝eby mnie Szweykowski13 zastàpi∏. Ca- ∏y ten nasz zwiàzek ˝yje jakby poza tym, co si´ w kraju dzieje – takie to w ka˝dym razie robi wra˝enie. Lutos∏awski tak ∏adnie powiedzia∏ par´ s∏ów, ˝e mi si´ p∏akaç chcia∏o – ledwie dotrwa- ∏em do pó∏nocy w sali Muzeum Etnograficznego. Warszawa, 3 lutego Widzàc w TV zebranie „SolidarnoÊci” z Wa∏´sà – fajka, swe- ter pod szyj´, odpowiedzi pewne, ale ju˝ zautomatyzowane – myÊl´, jakà jest grozà TEN socjalizm dla sztywnych panów, któ- rzy – w ZSRR od dawna, a tu od 35 lat – obroÊli w swojà pewnoÊç i w jakieÊ ju˝ pozory form EUROPODOBNYCH. Nasi socjaliÊci z Wybrze˝a, a teraz ju˝ i z ca∏ego kraju, doznajà pierwszego szo- ku wobec koniecznoÊci pertraktacji, zderzenia z rozmaitoÊcià spraw i ludzi, z moralnoÊcià, która stoi przed prostym faktem, ˝e trzeba mieç biuro, samochód, a nie prze∏adowany autobus, jakàÊ obron´ przed wielotysi´cznà klientelà, a nie bezpoÊredni kontakt charyzmatycznego trybuna z wiecem i zadymionà salà, w której padajà pytania, okrzyki, interwencje. Styl rewolucyjny to dobre na poczàtek. Potem trzeba rzàdziç, organizowaç prac´, biuro, se- kretariaty i kartoteki, hierarchi´ i kszta∏t demokracji – czy auto- kracji. Nawet kszta∏t bezpoÊrednioÊci, prawdy i uczciwoÊci, który ka˝da w∏adza po swojemu realizuje i… przekracza. Warszawa, 4 lutego Na Walnym Zjeêdzie Zwiàzku Kompozytorów uchyliliÊmy wniosek, który swego czasu (1951?) wykluczy∏ Romana Palestra14 z ZKP. Przychodzi∏y wtedy takie ukazy w stosunku do kompo- zytorów, którzy byli lub wyjechali za granic´ – Sza∏owski15 te˝, 21 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 22 Spisak16 – nie, bo tu przyje˝d˝a∏ i utrzymywa∏ stosunki z Polskà. Gdy pad∏o nazwisko Panufnika17, Baird18 oÊwiadczy∏, ˝e wypa- dek Panufnika jest (by∏) inny, bo Panufnik dosta∏ paszport „pod” gwarancj´ Serockiego19 (zmar∏ on teraz) i onego˝ Bairda. By∏em tak Êmiertelnie zm´czony przewodniczeniem zjazdu (przewod- nictwo to, zresztà, odda∏em Szweykowskiemu, nie wytrzymujàc d∏u˝ej trzech bezsennych nocy i siedzenia na zjeêdzie do blisko pó∏nocy) – ˝e nie zareagowa∏em – co mnie teraz gn´bi. By∏em za s∏aby, fakty zapomnia∏em – zamiast podaç w wàtpliwoÊç „gwarancje” Bairda, tak wtedy m∏odego – twierdzi∏, ˝e mia∏ z te- go nieprzyjemnoÊci (a có˝ ja miewa∏em za „nieprzyjemnoÊci”) – w koƒcu nie chcia∏em wywo∏ywaç ogromnej dyskusji w sprawie wyjazdu Panufnika, co do której wiem, ˝e wielu cz∏onków ZKP ma pretensje, zastrze˝enia: nawet Kisielewski, który by mnie nie popar∏. Ciàgnà∏em wi´c dalej sprawy statutowe i odda∏em wszystko w r´ce owego Szweykowskiego, czu∏em si´ (wr´cz) bli- ski jakiegoÊ omdlenia (czy serce?) co – zresztà – poczciwy Pat- kowski20 dostrzeg∏ i poczciwie podszed∏ do mnie: „jesteÊ zm´czony, oddaj przewodniczenie Szweykowskiemu”. Bardzo mu jestem za to wdzi´czny. W kraju: nawet StaÊ21 tak jest zasumowany: 2 dni temu ko∏o pierwszej w nocy, idàc spaç powiedzia∏: „Co b´dzie z Polskà?”. To, na Stasia, jest wi´cej ni˝ „gdybyÊ rozkroi∏ me serce, nie znaj- dziesz w nim nic krom s∏owa Ojczyzna” (czy tak jakoÊ, cytuj´). W numerze informatora wewn´trznego dla kó∏ nauki i techniki oÊwiaty „SolidarnoÊç” (25 I nr 2/14), na 13 stronie: „…przyt∏oczo- na mnóstwem spraw bie˝àcych Krajowa Komisja Porozumiewaw- cza nie jest w stanie o wszystkich sprawach decydowaç, rozstrzygaç o nich w sposób demokratyczny i z zachowaniem zasad statuto- wych. Szczególne znaczenie zdobyli w niej eksperci, którzy w spo- sób oczywisty przekraczajà swoje kompetencje, przyjmujàc cz´sto rol´ decydentów. (…) Wiele decyzji istotnych dla Zwiàzku nie zo- sta∏o, z niewiadomych przyczyn, dotàd podj´tych, np. sprawa re- gionalizacji (wyznaczenie okr´gów dzia∏ania poszczególnym MKZ-tom [Mi´dzyzak∏adowym Komitetom Za∏o˝ycielskim]) czy 22 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 23 te˝ ordynacji wyborczej w regionach. Wydaje si´, ˝e ca∏y mecha- nizm podejmowania decyzji w zwiàzkach wymaga zasadniczej reformy. JeÊli go nie zmienimy – grozi nam katastrofa. Instytucje te stanà si´ urz´dami, zwiàzkowymi dworami, na których kwitnàç b´dà personalne intrygi”. Du˝o takich zjawisk, jak to z demokra- cjà. Sejmiki, Ursus, huty, stocznia, nie mówiàc o sprawie „Solidar- noÊci Wiejskiej”, wreszcie zak∏ady w ma∏ych miejscowoÊciach. „Robi si´ olbrzymi chaos” pisze przewodniczàcy „SolidarnoÊci” w Miejskich Zak∏adach Komunikacji w W-wie „nasz region prze- staje kontrolowaç sytuacj´”. 7 lutego Dziwne te dwa: racjonalizm i irracjonalizm. W koƒcu, najbar- dziej sceptyczny umys∏ przyznaç musi, ˝e istniejà takie fakty, jak wiara czy uczucie. Có˝ wi´c robiç z faktem religijnym, nawet wte- dy, gdy on pociàga za sobà absurdalne twierdzenia, dogmaty, przepisy? Rozum jest tylko czàstkà ca∏oÊci, jakà jest cz∏owiek. Jego myÊ- lenie, jego zachowanie i gest. Gest, w sensie ruchu i odruchu, za- równo uczuciowego, jak umys∏owego. A co dopiero za dziwactwa, gdy si´ przyjrzymy twórczoÊci artystycznej! Niczego tu zrozumieç ani wyrozumieç nie mo˝na! Dalej siedzimy w kraterze wulkanu, w którym lawa wrze, a wulkan (jeszcze) nie wybucha. Warto dodaç, ˝e nie sposób dostaç mas∏a, nawet p∏atków owsianych, którymi si´ ˝ywi´ wieczorem, z mlekiem. Mleko jesz- cze jest. Owies przecie roÊnie na najgorszych polach czy pólkach. Takie braki, od najwi´kszych cementowni i fabryk po podstawowe produkty, to za∏amanie wszystkich dziedzin produkcji, rolnictwa, przemys∏u i handlu nie wydaje mi si´ mo˝liwe do WYSANOWA- NIA22 w jakimÊ znoÊnym, rocznym, dwuletnim terminie. Wziàç 23 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 24 si´ do dobrze zorganizowanej pracy w tym systemie, u nas, to wymaga gruntownych zmian systemu, ustroju, nie mówiàc o edukacji, która wypleni∏a tu prac´ fizyczno-indywidualnà, pro- dukcyjno-zarobkowà. Kolosalny procent ludnoÊci obija si´ po biurach, gada i dyskutuje. Czy mo˝e to przywróciç ch∏opom wiar´ w nienaruszalnoÊç ich statusu, gospodarstwa? Czy mo˝e stworzyç warstw´ ludzi, którzy dbajà o swój warsztat, fabryk´, sklep? 8 lutego Wszcz´te Êledztwo przeciwko KSS KOR? Prowokacja? G∏upo- ta? Decyzja, ˝eby utopiç wszystko, skoƒczyç z buntem, kontrre- wolucjà, wolnoÊciami, które si´ Ênià Polaczyszkom; a gospodarczo takie jest dno, niemo˝noÊç i niedo∏´stwo, ˝e – mo˝e zamykajàc jed- nych – dajàc kartofle (skàd?) innym – pos∏u˝yç si´ mo˝na tymi, którzy nawet nie znajàc historii, znajdà drog´ targowiczan. Jutro, pojutrze, za miesiàc czy rok? Warszawa, 11 lutego Gdy czytam o rozruchach – od maja, w Zurychu, alkoholicy i narkomani awanturujà si´ tam z policjà, która nie mo˝e ich po- chodów opanowaç – nie chce mi si´ Êmiaç: cz∏owiek potrzebuje awantury, starç, niebezpieczeƒstw, wojny w koƒcu. Cz∏owiek mu- si byç trzymany za mord´. Biedny czy bogaty, atakowany jest – jakby – przez w∏asnà natur´. Tutaj, chyba tylko jakiÊ sojusz zdy- scyplinowanej „SolidarnoÊci” z – jakàÊ (?) – po swojemu zdyscy- plinowanà i rozumnie (?!) tolerancyjnà partià móg∏by „coÊ daç”. Czy to mo˝liwe? Nie wyglàda na to. DziÊ minister obrony Jaru- zelski zostaje premierem PRL. Kolejna próba – mo˝e generalski, czyli wojskowy porzàdek, z tym polskim genera∏em. Wczoraj, na (drogim) targu na Polnej, ani mas∏a, 2 kg kartofli „spod lady” kupi∏em. Gruba przekupka: „Panie, ch∏opy si´ zbie- si∏y. Póki im onych zwiàzków nie dadzà, to oni kartofli nie do- 24 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 25 wiozà”. Sàd od∏o˝y∏ na miesiàc zatwierdzenie „SolidarnoÊci Wiej- skiej”. ˚eby to nie by∏ zwiàzek, ale jakieÊ stowarzyszenie. Tu zawsze odk∏ada si´ „wszystko” na póêniej. Temporyza- cja23 i bezsilnoÊç. Nawet rozwa˝ania na Zachodzie na temat zad∏u˝enia Polski (24, a zapewne wi´cej miliardów dolarów) przypominajà – z dal- szej perspektywy – spraw´ d∏ugów Stanis∏awa Augusta. Ale Sta- nis∏aw August zostawi∏ – przynajmniej – pi´knie rozbudowanà Warszaw´, a z tych miliardów teraz co zostanie, co mamy? Bez- u˝yteczne i nierentowne fabryki, rdzewiejàce maszyny, zatrzy- mane inwestycje. Âwiat wyglàda dziÊ jak bezmierne stado, którego poganiacze tylko jedno majà na oku: „opóêniajmy koniec Êwiata”. Âwiat kara∏ filozofów, jak kara∏ proroków. Pierwszych za sta- wianie pytania, skàd wzi´li si´ bogowie, drugich za Êwiadectwa dawane o Bogu. Cz∏owiek wpad∏ na pomys∏, ˝e ludzie muszà si´ baç bogów. Wtedy bowiem b´dà si´ bali, nawet skrycie, grzeszyç myÊlà, mowà i uczynkiem. Wprowadzono wi´c poj´cie bóstwa. G∏oszono, ˝e jest to „duch wiecznie ˝yjàcy, który s∏yszy i wi- dzi…” etc (Syzyf – z u∏amków Kritiasa24, okres sokratyczny). Od 25 wieków ten PROCES trwa: Cz∏owiek – Bóg, Bóg – cz∏o- wiek. OÊ naszej historii i prahistorii. Podejrzany Sokrates, podej- rzany Plato, niby idealista. Podejrzani wszyscy, którzy myÊlà, podejrzani bezmyÊlni, choç ∏atwiej nad nimi panowaç. Podejrza- ni bogaci i biedni, podejrzany Êwiat, cz∏owiek i Bóg. Przera˝enie, ˝e Êwiat przestanie istnieç, jest logiczne tylko z osobistego, cielesnego – ˝e tak powiem – punktu widzenia. Czy˝ bowiem tak rozklekotany wóz mo˝e jeszcze ujechaç choç kilometr drogi? „Pi´kny wóz” powie poeta, „Jedyny jaki znamy, wi´c mo˝e i pi´kny” powie zwyk∏y Êmiertelnik, obdarzony szczyptà inteligencji. „Pe∏en b∏ota ten wóz” powie ten, kto – znie- ch´cony – ma dosyç Êwiata. Wszyscy majà racj´, swojà racj´, nie mogàc przyjàç ultima ratio, której szukamy, od kiedy nauczyliÊ- my si´ zapisywaç s∏owa, a wi´c i myÊli. Pozostaje mi wi´c okno. Nad zbyt wysokim dachem przy- chodni lekarskiej widz´ skrawek nieba, nad nim chmury, a cza- sami s∏oƒce. W∏aÊnie wyglàda, w lutym. Lute s∏oƒce. 25 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 26 Warszawa, 19 lutego Wczoraj by∏em wieczorem u Georgie de Bénouville25, która tu wpad∏a samolotem na 2 dni z Pary˝a. By∏ St. Lipkowski26 i J. Za- moyski27. Da∏a nam jakàÊ kolacj´. Zaobserwowa∏em z moim ga- tunkiem wstydu, ˝e potn´ na kawa∏ki francuski ser, dobry pasztet en terrine, pomaraƒcze, z myÊlà, ˝eby to zabraç. Nie je- steÊmy tu g∏odni, ale ju˝ na jedzenie patrzymy jak na rzadkà zdo- bycz. Przypomnia∏y mi si´ czasy g∏odu w obozie, gdy zatyka∏em uszy, s∏yszàc, ˝e ktoÊ w kàcie je coÊ ukradkiem. Nigdy si´ nie pcha∏em do jedzenia jak teraz; wol´ zdechnàç, ni˝ ∏apaç ukrad- kiem ser, kie∏bas´ czy owoce tym, co to wszystko majà. Dopro- wadziç kraj do g∏odu jest zawsze winà g∏odujàcych. Ich niesprawnoÊci: administracyjnej, organizacyjnej. BezmyÊlnego mno˝enia si´ wsz´dzie – jak dzicy, którzy nie ∏àczà faktu kopu- lacji z zap∏odnieniem (póki nie WYMYÂLÑ hodowli?…). Jest coÊ upokarzajàcego i prymitywnego w kraju za biednym. Jest coÊ egoistyczno-ograniczonego w kraju zbyt bogatym. „Oto cz∏o- wiek” mo˝na by powiedzieç, odwracajàc sens ewangelicznego przekazu, którym K.H. Rostworowski28 zaczyna Mi∏osierdzie, Charitas. Mo˝e to, co napisa∏em, t∏umaczy mojà niech´ç do wyjazdu: Monte Carlo, Pary˝a, nawet Vaduz, nie mówiàc o Kalifornii u pa- ni Porter29. Kazio [brat]30 atakuje mnie o przyjazd do Johannes- burga… Nie mam ju˝ kura˝u na to wszystko! Papie˝ obje˝d˝a triumfalnie Filipiny, Japoni´. Te przemowy, jazdy od Markosa31 po najbiedniejsze dzielnice, okrzyki miliono- wych t∏umów woko∏o bia∏ego pojazdu, wÊród taƒców, piór, kwia- tów, te˝ mnie irytujà – ale nie chc´ byç skwaszonym staruszkiem, który tylko tak reagowaç potrafi. Nie znajduj´ terminu na francu- ski GRINCHEUX [zrz´da]. Z tego powodu nie id´ na przyk∏ad do Ad[ama] Michnika. Mój drogi Karol Staniszewski32 mówi∏ o „niewolniczej duszy”. Pewien stan braków i biedy tworzy dusz´ niewolnika. Nie chodzi o dostatki i bogactwa, ale o poczucie równorz´dnoÊci w stosun- ku do mo˝nych tego Êwiata. Nie byç onieÊmielonym, gdy si´ wi- dzi ministra, biskupa, milionera, „wielkiego cz∏owieka”. Nigdy 26 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 27 mi nie przychodzi∏o do g∏owy, ˝e jestem biedniejszy, mniejszy, mniej utalentowany, gdy si´ styka∏em np. ze Strawiƒskim czy dzisiaj z Pendereckim. „On sobie, a ja sobie”. Mo˝e gra tu rol´ i pewien „arystokratyzm” – nie chodzi tu jednak o to, ˝e jestem lepszy czy gorszy. Mo˝na to te˝ nazwaç: nie mam, ani nie chc´ mieç kompleksów. Iwaszkiewicz przez ca∏e ˝ycie pami´ta∏, ˝e by∏ nauczycielem u Woronieckich (?), czy – ˝e Tonio Sobaƒski33 go nie przedstawi∏ swojej matce. Takie rzeczy nie mogà mi przycho- dziç do g∏owy na marionetkowym dworze u Rainiera34, z Pende- reckim, czy dlatego, ˝e ktoÊ mnie nie zauwa˝a. Ale te˝ nie potrafi´ si´ skar˝yç na mojà conditio ani si´ puszyç, ˝e s∏u˝àcy mi czyÊci∏ buty w WiÊniowej, gdzie ˝ycie by∏o skromne, ale i su- rowe w stosunku do dzisiejszych wygód, ∏azienek, temperatury w hallu i w korytarzach. MyÊl´ o epokach, które prze˝y∏em, sie- dzàc dziÊ w jednym zagraconym pokoju, z pi´cioletnià s∏u˝bà w niewoli niemieckiej, na najni˝szych szczeblach tej drabiny, któ- rà stworzy∏ cz∏owiek. Dopiero teraz przeczyta∏em (w polskim numerze „Osserva- tore Romano”) pe∏ny tekst drugiej encykliki Jana Paw∏a II Dives in misericordia – tak jak z przemówieniami, „za d∏ugo, za du˝o, za cz´sto”, jakby chcia∏ iloÊcià zapchaç nadmiary iloÊci. Z jego jazdami jest podobnie: oblatuje i obje˝d˝a teraz na bia∏ym ry- dwanie Filipiny, a miliony Filipiƒczyków wiwatujà, taƒczà i krzyczà. W encyklice – jak we wszystkich dokumentach, do których przywiàzuj´ wi´kszà wag´ ni˝ do codziennych wypowie- dzi – uderza zawsze ten sam ton, mesjanistyczny, eschatologicz- ny, apokaliptyczny. Nowy Testament i Biblia sà niewzruszonà podstawà ca∏ego wywodu – rozwini´ta przypowieÊç o synu mar- notrawnym i teologiczna próba uzasadnienia „równowagi bo- ˝ego mi∏osierdzia i sprawiedliwoÊci boskiej”, co styka si´ z problemem z∏a, grzechu i Êmierci. Splàtane to jest, bo i od za- wsze w chrzeÊcijaƒstwie niedopowiedziane: skàd bierze si´ z∏o i nieszcz´Êcie? Jan Pawe∏ nie si´ga do êróde∏, którymi sà walki i stràcenie zbuntowanych anio∏ów. Wskazuje na motyw mi∏o- sierdzia i dobroci w Biblii (hesed, hesed werahamim35) – co tyl- ko pot´guje nasze wàtpliwoÊci – mo˝emy przecie wskazaç i cytowaç tyle wersetów, w których Jehowa jest mÊciwy, napast- 27 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 28 liwy, wr´cz okrutny! Stàd i ca∏a strona Mi∏oÊci Bo˝ej, Boga, „któ- ry tak ukocha∏ Êwiat, ˝e Syna swego jednorodzonego” z∏o˝y∏ (w ofierze?) za grzechy ludzkoÊci, jest koncepcjà mo˝e i wspa- nia∏à, ale niemieszczàcà si´ w ludzkim umyÊle, jak nie mieÊci si´ w nim ofiara Izaaka i tyle innych biblijnych opowieÊci. Jan Pawe∏ próbuje wyt∏umaczyç Êwiat i los cz∏owieka, stworzonego na obraz i podobieƒstwo Bo˝e – udaje te˝ twórczy i ufny opty- mizm – przeÊwieca tu jednak koniec tego Êwiata, bimillenium i apokaliptyczna wizja zniszczenia, którego narz´dzia cz∏owiek, boskie stworzenie, wyprodukowa∏. Nie sposób te˝ wyt∏umaczyç papie˝owi sensu nierównoÊci, egoizmu, g∏odów, kl´sk i prze- Êladowaƒ. Odwo∏uje si´ do wartoÊci, wst´puje na najwy˝szy po- ziom moralnoÊci – jakby nieistniejàcej czy tylko dla wybranych dost´pnej. Âledzàc ten bosko-papieski proces, widz´ wiwatujà- ce masy, b∏ogos∏awiàcego im „cz∏owieka w bieli” i pogrà˝ajàcy si´ w masowym nieszcz´Êciu Êwiat, którego nie mo˝e uratowaç „dziesi´ciu sprawiedliwych”. Ten pi´kny i wznios∏y tekst spra- wia wra˝enie „bezradnoÊci na tronie”, a wiele ust´pów brzmi jak kazanie Êwiàtobliwego proboszcza, który zwraca si´ do t∏u- mów, pragnie ochrzciç Êwiat, nazywajàc wszystkich „ludem bo- ˝ym”, podnoszàc Eucharysti´ na wysokich trybunach tak, aby jà wszyscy i zewszàd widzieli. Stary proces, ˝eby ca∏à zgraj´ ludz- kà skupiç wokó∏ jakiejÊ Êwi´tej sprawy. Karol Hubert Rostwo- rowski te˝ bi∏ si´ o to, nie tylko w Judaszu, Kaliguli (Demetrius!) i Mi∏osierdziu! Przez ca∏y optymizm papieski przeÊwieca groza, widmo kata- strofy, której ofiara krzy˝a i misterium zmartwychwstania nie mogà za˝egnaç. Wieczorem, skandalicznie bezradny, g∏upi i twardog∏owy dia- log czterech panów, którzy usi∏owali broniç marksizmu, powie- dzieç, ˝e nie jest on martwà doktrynà i stekiem zbankrutowanych frazesów, w które nikt ju˝ nie wierzy. A gospodarka jak le˝a∏a, tak le˝y, od szeÊciu miesi´cy nie mo˝na w tym ustroju poprawiç funkcjonowania jednej fabryki, przedsi´biorstwa, kopalni te˝. Mo˝e teraz indywidualni ch∏opi wezmà si´ „za lepszà robot´” – ale czy ich synowie wrócà na ma∏e i zbyt rozdrobnione poletka, ˝eby oraç, siaç, zbieraç, hodowaç Êwinie i krowy? 28 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 29 Warszawa, 20 lutego Czemu uciekam od muzyki na pustyni´ – bez wyobraêni. Bez uczucia innego ni˝ ta przestrzeƒ sucha i ja∏owa. Poza jej horyzon- tem strach, rozpacz czy zwàtpienie bez sensu. A kilka skromnych taktów (choçby z Sekstetu Mendelssohna!) – wi´cej ˝ycia, jak na ∏àce; ˝ycie, ˝ycie! Co d∏awi i jest d∏awiàce, co zbawia? Nie dopuÊciç, ˝eby gas∏a ochota do ˝ycia? Odczytuj´ Urani´ i Wie˝e, trzecià cz´Êç tego wiersza, który Ja- ros∏aw Iw[aszkiewicz] pisa∏ kilka dni przed Êmiercià – majàc osiemdziesiàt kilka lat. 3 marca Wczoraj w PEN Klubie Pawe∏ Hertz36 mówi∏ o Jaros∏awie, Ha- ni37 i o Êmierci, a Jurek Lisowski38 gwa∏townie zaatakowa∏ tych, którzy zarzucajà Iwaszkiewiczowi kolaboranctwo, ugodowoÊç – mówi∏ o jego zas∏ugach jako prezesa Zw[iàzku] Literatów, re- daktora „TwórczoÊci”, nawet o trudnoÊciach z cenzurà, którà na w∏asnej skórze odczu∏, gdy szereg jego rzeczy d∏ugo musia∏o czekaç na wydanie. Potem Andrzej ¸apicki i Hanna Stankówna, bardzo êle, z bardzo z∏à dykcjà, recytowali wiersze i proz´ – Ura- ni´ i Wie˝e, Ogród na Stawisku z Ogrodów, wiele innych rzeczy. Ja- ros∏aw ma metafizyczny l´k przed nicoÊcià, fizyczny l´k przed ciasnym, zimnym grobem, przy zach∏annym stosunku do urody, urody cia∏a przede wszystkim. Jak mo˝e istnieç artysta, który nie jest nami´tny? Byli mo˝e i tacy, ale czy sztuka bez na- mi´tnoÊci jest mo˝liwa? Mo˝e zegarmistrz, mo˝e jakiÊ kronikarz, ale artysta „prawdziwy”?! Jaros∏aw mia∏ nami´tnoÊç, którà okreÊ- li∏bym jako „zwierz´cà nami´tnoÊç”, co dobrze rozumiem, bo i mnie to jest bliskie. Ale Jaros∏aw zawsze si´ kocha∏ (czy˝by te˝ zwierz´cà mi∏oÊcià?), co u mnie inaczej wyglàda∏o… D∏ugi temat! Pe∏no go w jego prozie zw∏aszcza – nie mówiàc o ˝yciu. Mi∏osz, gdy przeczyta∏ Urani´, ostatni wiersz Jaros∏awa, by∏ przera˝ony NIHILIZMEM tej „postawy”. Mnie nihilizm Jaros∏awa nie razi – 29 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 30 zapewne i ja widz´ nicoÊç, która nas ogarnia. Powiem, „kosmicz- nà” nicoÊç ziemskiego losu. Z up∏ywem lat parali˝uje mnie to, a nie chc´, ˝eby ta nicoÊç by∏a zwiàzana z niemo˝noÊcià starczà. Marysia, córka Jaros∏awa, da∏a mi na tym wieczorze list, do otworzenia w domu. MyÊla∏em, ˝e tam b´dà jakieÊ pretensje – np. ˝ebym broni∏ pami´ci ojca przed atakami, czy coÊ takiego. Tymczasem znalaz∏em w tym liÊcie czek na 30 000 z∏ i list: „Bar- dzo, bardzo drogi Zygmuncie! Wszystko, co napisz´ poni˝ej, po- traktuj za zwyk∏e i naturalne. Ojciec mi przekaza∏ ustnie polecenie opiekowania si´ przyjació∏mi w potrzebie, a gdyby nawet tego nie zrobi∏, uwa˝a∏abym to za swój obowiàzek wobec Jego pami´- ci. Podró˝, jaka Ci´ czeka, pociàga zapewne wydatki. Zawsze mo- ˝esz uwa˝aç mojà «kies´» za swojà. Zresztà, ja Êwi´cie wierz´, ˝e wszelkie us∏ugi jakoÊ si´ zwracajà, mnie te˝ pomogli, kiedy mi by∏o trzeba. Pieniàdze nie dajà przyjemnoÊci, je˝eli si´ ich z kimÊ nie dzieli. Przyjmij, Kochanie, ten czek. Realizuje si´ go w banku na placu Napoleona, na parterze, po prawej stronie od wejÊcia. Ca∏uj´ Ci´ mocno Marysia Iwaszkiewicz”. Nigdy tyle pieni´dzy od nikogo nie dosta∏em. Odpisa∏em Ma- rysi wzruszony jej przyjaênià. HojnoÊcià te˝. Niestety wi´kszego mieszkania nie kupi´, ani nawet mi´sa czy mas∏a, ale b´d´ móg∏ przed wyjazdem pomóc Z., Kl., K., paru osobom, którym czasem coÊ posy∏am – sam teraz ma∏o wydaj´… Odpisa∏em zaraz Marysi. Âwiat by∏ – w jakimÊ sensie – „normalny” do tych dni, gdy w 1945 roku zniszczona zosta∏a jednà bombà Hiroszima, a drugà Nagasaki. Od tego czasu pog∏´bia si´ ÊwiadomoÊç, ˝e przysz∏oÊç ludzi i Êwiata zale˝na jest od jednej decyzji i jednej sekundy. Do 1945 roku przysz∏oÊç ziemi i Êwiata rozciàga∏a si´ w bezkresny w prak- tyce horyzont szeregu wieków i pokoleƒ, które kiedyÊ si´ skoƒczà, ale to kiedyÊ jest odleg∏e, nie dotyczy ciàgów z ojca na syna. Przez ostatnie 36 lat obserwuj´, jak mno˝àca si´ ludzkoÊç uÊwiadamia so- bie bezpoÊrednie zagro˝enie swego istnienia. Jest to ca∏kiem nowy element w naszych dziejach, niepodobny do strachów z czasów pierwszego millenium czy okresu upadku cesarstwa rzymskiego. Wszystkie sklepy sà tak puste, ˝e wspominam i widz´ porewo- lucyjny stan rzeczy w Rosji, gdy kobiety posiadajàce jeszcze pier- Êcionki oddawa∏y je za bochenek chleba. Chleb tu jeszcze jest – ale 30 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 31 na targu sprzedajà ju˝ „spod lady” kilo mi´sa za 3 i 4 dolary, a ki- lo cukru za 100 z∏otych. Rzuci∏em okiem do wn´trza sklepów ˝ywnoÊciowych: zupe∏nie puste pó∏ki, siedzàcy personel pali∏ pa- pierosy, nawet nie by∏o ogonka, bo nie by∏o po co staç. Uczucie wstydu za t´ polnische Wirtschaft [polska gospodarka] – przy 25 i 30 miliardach d∏ugów dolarowych; nasi wierzyciele radzà nad tym w Pary˝u – majà nam daç dalsze 12 (!) miliardów dolarów na sp∏aty i sp∏at´ procentów. Ciàgle nie mam odwagi, kura˝u, ˝e- by pójÊç do Michnika czy Kisielewskiego. „Polska nierzàdem stoi” mówiono ongiÊ, a teraz „Rosja przecie nie mo˝e ani zechce braç ta- kiego ci´˝aru (ekonomicznego) na swoje barki”. Âliczny „program” polityczny! JakiÊ – sympatyczny zresztà – bubek chce zrobiç film o mnie! Te˝ pomys∏! Wykr´cam si´ od tego od paru miesi´cy. Chce mnie braç w lecie do WiÊniowej, nawet jechaç za mnà z kamerà do Pa- ry˝a, ˝eby kamera patrzy∏a na te miejsca moimi oczami! Pokaza- ∏em mu album Mamy z paru fotografiami z WiÊniowej. Oni na mnie patrzà jak na „˝ywà histori´”! Warszawa, 4 marca By∏em dziÊ u Adama Michnika. Zasta∏em innego ni˝ wtedy, gdy triumfalnie wróci∏ z wi´zienia. Zagadnà∏em go o projekto- wanà na 8 marca manifestacj´ studentów: „Studenci to baranki. Dynamit to robotnicy w wielkich zak∏adach. Ja przy nich jestem ugodowcem” – widzi on w tym wielkie niebezpieczeƒstwo. Za- pytany o „gaszenie po˝aru wiaderkiem” przyzna∏, ˝e „Solidar- noÊç” i oni tym gaszeniem tylko sà zaj´ci, ˝e „SolidarnoÊç” traci panowanie nad masà robotniczà. „Czego oni chcà? Zmiany ustro- ju? Sprawy bytowe? Rosja?”. „Oni chcà wypierdoliç parti´”. Pyta- ny o szczegó∏y i o ludzi biada∏ nad poziomem wywiadu z Wa∏´sà, który si´ ukaza∏ w „Tygodniku Powszechnym” – a wreszcie – mnie on pyta∏ – czemu Rosja jeszcze nie interweniowa∏a – a przy po˝egnaniu jeszcze: „Co ty myÊlisz – oni tu nie wejdà?”. O sytuacji gospodarczej ma∏o mówiliÊmy, on, jak prawie wszy- scy tu, g∏ówny nacisk na sytuacj´ politycznà k∏adzie – wreszcie – 31 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 32 na brak reform ekonomicznych. Mówi∏em mu, ˝e póki partia b´- dzie mog∏a zachowaç – choçby pozory tylko – panowania tu nad sytuacjà, póty Rosja nie b´dzie interweniowaç, nie ma ochoty na – choçby czasowe tylko – zamkni´cie kurka dostaw z Zachodu – technologii, ˝ywnoÊci, po˝yczek. Widz´, ˝e i w oczach Michnika, Kuronia, sytuacja jest bardzo groêna, a ˝ywio∏ robotniczy dr˝y jak wulkan przed wybuchem. Wiedzà oni, czym grozi wybuch, ale… Par´ s∏ów do Prymasa skierowa∏em w sprawie 8 marca. Ma to byç tylko ods∏oni´cie tablicy wewnàtrz gmachu Uniwersyte- tu. Michnik zapewnia∏ mnie, ˝e nie wyjdà na ulic´. Wraca∏em. StaÊ, bardzo spokojnie, oÊwiadczy∏ mi, ˝e pralnie nie przyjmujà bielizny do prania, bo nie majà proszków (do pra- nia). JesteÊmy w sytuacji jakichÊ afrykaƒskich paƒstewek czy azja- tyckiej biedoty. Jeszcze nie umiera si´ tu z g∏odu – ale – czy kobiety, które majà jeszcze pierÊcionki, nie b´dà ich wkrótce od- dawaç za bochenek chleba – jak w Rosji po rewolucji? StaÊ mi mó- wi: nie ma wojny, b´dziemy si´ tu urzàdzaç. Tak. Nie ma wojny, nie ma trz´sieƒ ziemi. Mo˝na tu ˝yç – czy jednak b´dzie mo˝na wy˝yç? Jak d∏ugo? Warszawa, 6 marca Wychowany w atmosferze krakowskiej szko∏y historycznej (z prze∏omu XIX na XX wiek) widzia∏em przyczyny upadku Pol- ski nie tylko w stosunku si∏ naszego paƒstwa do si∏ Rosji, Prus i Austrii, ale i w naszych w∏asnych wadach i cechach ustrojo- wych, dzia∏ajàcych przez ca∏y XVII i XVIII wiek. Tak samo i dziÊ, nie mog´ wszystkiego zwalaç na importowany z Rosji ustrój, ale stan kraju widz´ tak˝e jako wynik niedo∏´stwa i kryminalnej mentalnoÊci takiej partii, jakà ten kraj wyda∏, na pohybel narodu, który zwymiotowa∏ ten porzàdek w sierpniu 1980. Nasze miej- sce, otoczenie wianuszkiem demokracji ludowych, jest niedobre, ale niedo∏´stwo gospodarcze przekracza to, co si´ w tej dziedzi- nie dzieje w Czechos∏owacji, NRD i na W´grzech czy w Jugos∏a- 32 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 33 wii. By∏o u nas sporo szlachciców, którzy czytali ró˝ne dziwne ksià˝ki z najrozmaitszych dziedzin, a folwarki si´ wali∏y, na êle uprawionych polach ros∏y chwasty, a okoliczni handlarze z ˝y- dowskich miasteczek po˝yczali w∏aÊcicielowi na weksle po 100 i 1000 z∏otych do chwili, gdy zbankrutowany „wylatywa∏ z ma- jàtku”. Du˝o takich przyk∏adów widzia∏em, czasami trwa∏o to d∏ugo – gdy by∏o du˝o folwarków i morgów na sprzeda˝. Micha- ∏owscy z Dobrzechowa sprzedawali najpierw majàtki, potem fol- warki, a wreszcie morgi naoko∏o folwarku i domku, w którym mieszkali po spaleniu w 1915 roku pa∏acu, stojàcego w pi´knym parku. KilkanaÊcie lat potem reforma rolna zniszczy∏a i najlepiej prowadzone majàtki, a˝ wreszcie partia zniszczy∏a ca∏y kraj, ob- cià˝ajàc go miliardami dolarowych d∏ugów. Takim rezultatem gospodarczym poszczyciç si´ mo˝e tylko Rosja, ale latyfundium rosyjskie, od W∏adywostoku po ¸ab´, wytrzymuje stokroç wi´cej i trwaç mo˝e d∏u˝ej ni˝ priwiÊlaƒski kraj i jego niecierpliwi miesz- kaƒcy. Nasza wspania∏a klasa robotnicza to nowa beczka prochu, po- t´˝niejsza ni˝ wychowankowie szko∏y rycerskiej, podchorà˝o- wie 1830 roku i wymykajàcy si´ do leÊnych partyzantów szlacheccy synowie. ¸atwiej tu o Króla Ducha ni˝ o dobrego go- spodarza. Takiego jak Eugeniusz Kwiatkowski39, Lubecki40 czy Tyzenhaus41. Mój wyjazd, projektowany na 19 marca, nape∏nia mnie prze- ra˝eniem w miar´, jak si´ zbli˝a ta data. Wyobraênia podsuwa mi obrazy zablokowania, w jakimÊ Pary˝u czy Vaduz – nie wy- trzyma∏bym perspektywy niemo˝noÊci powrotu tu, bycia tu, gdyby na (trzykrotne!) pytanie Michnika: „Czy myÊlisz, ˝e Rosja b´dzie interweniowaç?” odpowiedê mia∏a byç twierdzàca: tak, i to rych∏o. Na razie myÊl´, ˝e Rosja ma du˝o czasu, wed∏ug re- cepty „niech si´ Polacy we w∏asnym sosie gotujà”. Gdyby jednak partia przesta∏a panowaç nad POZORAMI panowania nad sytua- cjà tu, to Rosja wkroczy, nagle i niespodziewanie – i pozostanie nam wtedy tylko modlitwa-suplikacja: „od nag∏ej i niespodzie- wanej Êmierci zachowaj nas Panie”. Polacy ˝arliwie si´ modlà, 33 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 34 gdy jest êle. Teraz, z papie˝em na czele, modlitwy b´dà mia∏y temperatur´ s∏onecznà. – Bo˝e, zmi∏uj si´ nad nami. – Ale có˝, skoro ja nie widz´ Bo˝ego mi∏osierdzia, widz´ tylko ludzkà nie- moc, Êlepot´, bezradnoÊç i ma∏oÊç, z której tylko nieliczne egzem- plarze dêwigajà si´, ka˝dy wed∏ug si∏, które znajduje, którymi zaopatrzy∏a go NATURA (?)! – A poza tym przypuszczaç mo˝na, ˝e Rosja znajdzie szczególnà jakàÊ form´ interwencji, ingerencji mo˝e. Czy mo˝liwe to jednak b´dzie bez opanowania „wszelki- mi mo˝liwymi Êrodkami” (par tous les moyens) kilkuset tysi´cy, a mo˝e i paru milionów ludzi tu? Czy wystarczy zamknàç par´ tysi´cy ludzi? Czy, czy… Polacy liczà jednak zawsze na „jakoÊ to b´dzie” – bo i rzeczy- wiÊcie nie∏atwo jest stàd ruszyç 35 milionów ludzi, nawet je˝eli jest to kraj o granicach „na kó∏kach” (od Dniepru po ¸ab´?!). Prze- trwanie jest jakàÊ cechà czy cnotà biernà – ale inaczej biernà ni˝ biernoÊç rosyjska, ich biernoÊç wobec w∏asnej w∏adzy. JesteÊmy tu jak jakaÊ europejska ZAWALIDROGA, pomi´dzy Rosjà a Niem- cami. CzymÊ niewygodnym, a niemo˝liwym – jak dotàd – do usuni´cia. JesteÊmy, istniejemy. Voila` tout… [ot i wszystko]. Odczytuj´ Podró˝ w∏oskà Goethego, zdumiewa mnie jego po- goda, prawdziwa apolliƒskoÊç. Jego Rzym i Neapol to samo s∏oƒ- ce, obfitoÊç, ludzie na swoim miejscu, a on w tym Êwiecie szcz´Êliwy. Cienia buntu w tym Êwiecie, który ju˝ zaraz potem wkroczy∏ w 1789 rok. Szcz´Êcie cz∏owieka Pó∏nocy, który si´ do- rwa∏ do Morza Âródziemnego, do Italii, w której widzi raj, po- mno˝ony ˝ywym jeszcze geniuszem jego mieszkaƒców. Warszawa, 10 marca Wczoraj, po dwóch godzinach czekania, dowiedzia∏em si´, ˝e nie ma decyzji z moim paszportem – za miesiàc, mo˝e wczeÊniej (16 marca?). Wobec tego nie jad´ do Dubrownika na zjazd, sàdz´, ˝e na jury Monte Carlo pojad´, ˝e to „niedopatrzenie”, bo prze- cie „du˝o gorsi ode mnie” dostajà teraz paszporty. Nie mam si∏, ˝eby si´ o to awanturowaç przez Zwiàzek Kompozytorów czy ministra kultury (Tejchma42). 34 Mycielski01-3.qxp:Layout 2 8/10/12 11:33 AM Page 35 WiadomoÊci o stanie gospodarczym ciàgle i zewszàd coraz gorsze. Na rozmowach Kani43 i Jaruzelskiego w Moskwie strona rosyjska, na najwy˝szym szczeblu, z Bre˝niewem, Andropowem i genera∏ami w mundurach, mia∏a przed sobà grube pliki tekstów „SolidarnoÊci”, KOR-u, artyku∏ów, jakie u nas si´ pisze, wydaje. Takie teksty dla nich to przecie dowody kontrrewolucji!… Marysia Iwaszkiewicz znowu tak serdeczny list mi przys∏a∏a. Prosty, ludzki. Z ka˝dym dniem wzbierajà zagro˝enia: roz∏amy w „Solidar
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Niby-dziennik. Ostatni 1981–1987
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: