Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00022 005586 13091373 na godz. na dobę w sumie
Nie chodzi tylko o to, kogo znasz - ebook/pdf
Nie chodzi tylko o to, kogo znasz - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 261
Wydawca: MT Biznes Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7746-132-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> poradniki
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Sukces – zarówno w biznesie, jak i w życiu – jest oparty na relacjach. W swoim znakomitym przewodniku Spaulding przenosi klasyczną filozofię Dale’a Carnegiego na następny poziom – opisuje, jak tworzyć trwałe relacje, które wychodzą poza powszechne powierzchowne kontakty i relacje „drugiego piętra”. Książka Nie chodzi tylko o to, kogo znasz Tommy’ego Spauldinga – byłego dyrektora generalnego Up with People – to nowa wersja Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi Dale’a Carnegiego na dwudziesty pierwszy wiek. Tommy Spaulding w bardzo młodym wieku zdał sobie sprawę, że nie jest mu dane zostać gwiazdą nauki. Średnią ocen 4,0 uzyskiwał tylko pod warunkiem, że dodał do siebie średnie ze szkoły średniej i college’u. Powodem jego trudności w szkole była, jak odkrył później, dysleksja. Ale dolegliwość ta tak naprawdę nie powstrzymała go, a wręcz przeciwnie – pomogła mu rozwinąć talenty, które rzeczywiście posiadał. Tommy jest naturalnym liderem; bardzo wcześnie uświadomił sobie, że ma unikalną zdolność do nawiązywania kontaktu z ludźmi, bez względu na ich wiek czy pochodzenie. Jako nastolatek dostał od ojca egzemplarz Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi i książka ta szybko stała się jego biblią. W szkole średniej był krajowym finalistą konkursu na Przedsiębiorczą Firmę DECA (Distributive Education Clubs of America) i wygrał wybory na przewodniczącego klasy maturalnej. Jakiś czas później został dyrektorem generalnym Up with People, jednej z największych międzynarodowych organizacji non-profit zajmujących się liderstwem na świecie. Na każdym kroku Tommy Spaulding uczył się, że sekretem odnoszenia sukcesu jest proszenie o wsparcie, zdanie i wpływ innych ludzi. Nikt z nas nie osiągnął wielkiego sukcesu w pojedynkę. Potrzebujemy pomocy innych osób. W tej bezstronnej, odkrywczej książce Tommy wzbogaca zasady, które Dale Carnegie naszkicował siedemdziesiąt pięć lat temu, i pokazuje, jak przesunąć je o krok dalej, aby dokonać niemożliwego w życiu i karierze. Aby zaprosić innych ludzi do autentycznego partnerstwa w naszym życiu, tłumaczy Tommy, najpierw trzeba wykazać zainteresowanie innymi ludźmi. Nie chodzi tylko o to, kogo znasz czy co ktoś może zrobić dla ciebie, ale o to, co ty możesz zrobić dla nich. Ważne są motywy. W ustanawianiu głębszej więzi chodzi o:

- autentyczność, nie manipulację;

- wzajemność, nie egoizm;

- zrozumienie, iż każda relacja jest jak droga prowadząca w dwie strony;

- świadomość, że przypadkowo spotkana osoba może zmienić kierunek naszego życia.

W duchu bestsellerowej tradycji klasycznej już publikacji Dale’a Carnegiego książka Nie chodzi tylko o to, kogo znasz pokazuje, jak każdy z nas może wykorzystywać moc netgivingu – pomagania innym – do powiększania swoich światów i osiągania celów oraz zmieniania pracy, kariery i społeczności.

O AUTORZE

Tommy Spaulding jest prezesem Spaulding Companies LLC, organizacji zajmującej się rozwojem liderów w całym kraju, consultingiem, coachingiem i sztuką przemawiania. Był najmłodszym prezesem i dyrektorem generalnym znanej na całym świecie organizacji liderskiej Up with People (2005–2008). W 2000 roku Spaulding założył Leader’s Challenge, która stała się największym obywatelskim i liderskim programem przeznaczonym dla szkół średnich w Kolorado. Jest również prezesem The Spaulding Leadership Institute, założonej przez siebie organizacji non-profit, która realizuje programy Center for Third Sector Competence (Centrum Kompetencyjne Trzeciego Sektora), Globar Challenge (Globalne Wyzwanie), Colorado Close-Up (Bliżej Kolorado), Kid’s Challenge (Dziecięce Wyzwanie) i National Leadership Academy (Krajowa Akademia Liderów). Wcześniej był menedżerem sprzedaży ds. partnerów biznesowych w IBM/Lotus Development i uczestnikiem programu Japan Exchange and Teaching (JET). Spaulding zdobył tytuł licencjata w dziedzinie nauk politycznych na East Carolina University (1992) i dyplom MBA na Bond University w Australii (1998), gdzie był na Stypendium Ambasadorskim Rotary Foundation; oraz tytuł magistra z zarządzania organizacjami non-profit na Regis University (2005), gdzie był stypendystą stanu Kolorado. W 2007 roku otrzymał honorowy doktorat z nauk humanistycznych od Instytutu Sztuki Kolorado. W 2002 roku wygrał nagrodę Czterdziestu poniżej Czterdziestki „Denver Business Journal”. W 2006 roku został nagrodzony tytułem Najwybitniejszego Absolwenta East Carolina University, najwyższym wyróżnieniem przyznawanym absolwentom uniwersytetu. Spaulding jest przewodniczącym Zewnętrznego Zarządu Doradczego ds. Liderów East Carolina University i pierwszym „liderem-rezydentem” uniwersytetu. Jako znany na całym świecie mówca w dziedzinie liderstwa, Spaulding przemawiał do setek organizacji, szkół i korporacji na całym globie. Mieszka w Denver z żoną i dziećmi. Aby skontaktować się z Tommym Spauldingiem, odwiedź stronę www.tommyspaulding.com

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tytuł oryginału: IT’S NOT JUST WHO YOU KNOW: TRANSFORM YOUR LIFE (AND YOUR ORGANIZATION) BY TURNING COLLEAGUES INTO LASTING, GENUINE RELATIONSHIP Przekład: Katarzyna Sobiepanek-Szczęsna Redakcja: Maciej Zweiffel Projekt okładki: Radosław Krawczyk Skład: Camélia Copyright © 2010 by Thomas J. Spaulding Jr. All rights reserved. Copyright © 2011 for the Polish edition by MT Biznes Ltd. All rights reserved. This translation published by arrangement with Broadway Books, an imprint of the Crown Publishing Group, a division of Random House, Inc. Warszawa 2012 MT Biznes sp. z o.o. ul. Oksywska 32, 01-694 Warszawa tel./faks 22 632 64 20 www.mtbiznes.pl e-mail: info@mtbiznes.pl ISBN 978-83-7746-132-7 Z PLIKU ZOSTAŁY USUNIĘTE PUSTE STRONY. Książkę tę dedykuję mojemu ojcu, Tomowi Spauldingowi seniorowi, najwspanialszemu człowiekowi, jakiego kiedykolwiek znałem. Pamięci ukochanych Anthony’ego D’Aquanni, Toma France’a, Paula Gilletta i Lori Nolan. Spis treści Przedmowa Wstęp. Wspierając się na barkach Carnegiego CZĘŚĆ PIERWSZA.  Relacyjne odkrycia 1.  Nieoczekiwany cud 2.  Barman 3.  Gospodarka relacji CZĘŚĆ DRUGA.  Jak zbudować kapitał relacyjny 4.  Pięć pięter relacji 5.  To, co robisz 6.  Nie strzelaj do łosia 7.  Odrabiaj pracę domową 8.  Przełamywanie lodów… i ich tworzenie 9.  Tylna strona wizytówki 10.  Wykorzystywanie filantropii 11.  Nigdy nie całuj się na pierwszej randce 12.  Nie bądź ćwierkającym ptaszkiem 13.  Przepraszam, ale rozmawiam z twoją żoną 14.  Bezustanna komunikacja 15.  Graj w szachy, a nie monopol 16.  Zamiast ubijać interesy, poszukaj rady 17.  On po prostu do mnie nie pasuje 9 11 17 19 39 46 57 59 66 69 73 81 87 91 98 101 107 110 118 123 128 www.mtbiznes.pl 8 CZĘŚĆ TRZECIA.  Potęga netgivingu 18.  Jak uczynić biznes sprawą osobistą 19.  Wyjść poza networking 20.  Autentyczność: jak sprawić, aby relacje były prawdziwe 21.  Empatia: budowanie podstawy zaufania 22.  Wrażliwość: otwieranie okna na swój wewnętrzny świat 23.  Poufność: kierowanie się prawem skarbca 24.  Ciekawość: potęga zadawania pytań 25.  Hojność: wpływanie na świadomość 26.  Pokora: dar dystansu 27.  Poczucie humoru: beztroskie życie 28.  Wdzięczność: sztuka bycia wdzięcznym CZĘŚĆ CZWARTA.  Zmiana relacji: życie w penthausie 29.  Wycieczka do penthouse’u 30.  Jerry Middel: najlepszy nauczyciel 31.  Denver Moore: więcej niż można dostrzec 32.  Kolekcjonowanie ważnych rzeczy 33.  Dawcy piątego piętra 34.   Życie według praw dawania/dostawania i na zewnątrz/w środku 35.  Podwyższenie: rozwój, połączenie i wyniesienie 36.  Służenie udziałowcom 37.  Przestrogi CZĘŚĆ PIĄTA.  Stawianie celu na pierwszym miejscu 38.  Relacje + Wizja = Wpływ 39.  Pas Oriona 40.  Jak sprawić, aby świat kręcił się lepiej Podziękowania O autorze 133 135 139 142 145 147 150 153 155 157 159 161 165 167 170 177 183 189 195 206 219 237 247 249 254 261 267 269 Spis treściwww.mtbiznes.pl Przedmowa Mój ojciec ukończył pierwszy kurs Dale’a Carnegiego w 1927 roku, wycho- wałem się więc na zasadach z książki Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi. Idee Carnegiego dotyczące rozpoczynania relacji są ponadczasowe. A jednak Tommy Spaulding zdał sobie sprawę, że jest coś więcej. Zdobył wiedzę, któ- ra, jak myślę, przychodzi tylko z wiekiem: dopiero w dorosłości zdajesz sobie sprawę, że w życiu chodzi raczej o służenie niż bycie obsługiwanym, dawanie, a nie otrzymywanie oraz, jak często mówi Zig Ziglar1, „uświadamiasz sobie, że ludzie nie troszczą się tak bardzo o to, jak dużo wiesz, dopóki nie wiedzą, jak bardzo ci zależy”. Tommy uczy nas w tej książce, jak rozwijać prawdziwe, trwałe relacje. Są ludzie, którzy, kiedy cierpisz i zadzwonisz po pomoc, nie zadając żadnych pytań, staną w twoich drzwiach, aby ci pomóc. Pojawią się, aby przykryć cię kocem, kiedy jest ci źle. W skrócie, zawsze są do twojej dyspozycji. Dlaczego? Ponieważ wiedzą, że zrobiłbyś to samo dla nich. Jestem wielkim fanem Tommy’ego Spauldinga i jego książki Nie chodzi tylko o to, kogo znasz. Przeczytaj ją, zastosuj jej mądrość i żyj według jej zasad. Gwarantuję, że opłaci się to w niezwykły sposób zarówno tobie, jak i lu- dziom, w których życiu się pojawiasz. Stworzysz to, co Tom nazywa zwrotem z relacji (ROR). Stosowanie tych zasad nie tylko poprawia finansowe zdrowie jednostek, organizacji i społeczności – przynosi również radość i poczucie spełnienia. 1 Hilary Hinton „Zig” Ziglar – jeden z najpopularniejszych amerykańskich ekspertów w zakre- sie motywacji, autor wielu bestsellerów – przyp. tłum. www.mtbiznes.pl 10 W życiu chodzi o coś więcej niż zdobywanie przyjaciół i zjednywanie so- bie ludzi – chodzi o służenie innym. Wiesz, co stanie się, kiedy będziesz wpływać na poprawę życia innych ludzi? Poprawisz również swoje życie. Dzięki, Tommy. – Ken Blanchard, współautor Jednominutowego menedżera i Helping People Win a Work Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl WSTĘP Wspierając się na barkach Carnegiego To właśnie od Dale’a Carnegiego i jego książki Jak zdobyć przyjaciół i zjed- nać sobie ludzi zacząłem wzmacniać i rozwijać relacje, które stały się samym centrum mojego życia. Trzymałem tę książkę na mojej szafce nocnej, kiedy byłem w szkole średniej, college’u, na uniwersytecie i podczas mojej kariery biznesowej. Żyłem tą książką – żyłem nią, powiedziałbym, jak niewiele in- nych osób. Dlaczego? Ponieważ współgrała z moją intuicją. Dostałem obsesji na punkcie wysyłania odręcznych wiadomości, kartek urodzinowych, oddzwaniania, używania imion i doceniania innych ludzi. Do dzisiaj zawsze, kiedy w gazecie przeczytam o jakimś znajomym po- zytywny artykuł, wycinam go i wysyłam do tej osoby wraz z odręcznym listem. Jeśli jego matka żyje, piszę mu: „Może zechcesz wysłać to swojej mamie. Będzie dumna, mogąc powiesić to na swojej lodówce!”. Robię to kilkaset razy w ciągu roku i wątpię, żeby się to kiedykolwiek zmieniło. Przez lata wydawało się, że to, czego nauczyłem się dzięki Jak zdobyć przy- jaciół i zjednać sobie ludzi, otworzy wszelkie drzwi w każdym korytarzu na mojej drodze. Ostatecznie przesłanie Carnegiego jest aktualne po dziś dzień, ponieważ działa. Skorzystajcie z jego nauk, a naprawdę zdobędziecie przyja- ciół i zjednacie sobie ludzi. Wasze notatniki na wizytówki zaczną rosnąć jak www.mtbiznes.pl 12 kudzu2 w Mississippi i będziecie dostawać więcej kartek bożonarodzenio- wych niż święty Mikołaj. A czy nie tak właśnie buduje się karierę? Czy nie w ten sposób posuwamy się do przodu w biznesie? Czy nie to jest sednem przekazu: „Nie chodzi o to, co wiesz, lecz kogo znasz”? Cóż, jak przyszło mi się nauczyć, istnieje coś więcej. To, co wiesz, jest ważne, ale to, kogo znasz – decydujące. Jednak prawdziwy sukces oznacza coś więcej niż to, co wiesz lub kogo znasz. Tak naprawdę chodzi właśnie o to coś więcej, co ma znaczenie dla rozwoju waszej kariery i budowania firmy czy instytucji. To coś więcej pozwala wam odnaleźć satysfakcję w życiu prywatnym oraz zawodo- wym, może przynieść znaczącą zmianę w waszej społeczności, a nawet potrafi zmienić świat. Dlaczego mamy stawiać sobie małe cele, prawda? Carnegie pomógł mi rozpocząć tę ambitną drogę. Jednak jego przełomo- wa książka – będąca międzynarodowym bestsellerem nawet dzisiaj, ponad siedemdziesiąt lat po pierwszym wydaniu w roku 1937 – mogła mnie dopro- wadzić tylko do pewnego miejsca. Wiem, że nigdy nie przestanę korzystać z technik i zasad, których nauczał, ale zacząłem dużo bardziej zagłębiać się w wartość wspaniałych relacji i sposoby ich rozwijania. Im dłużej trwały moje badania i rozważania, tym mocniej zdawałem so- bie sprawę z tego, jak bardzo jednostki i organizacje – korporacje, małe fir- my, fundacje, rządy, instytucje charytatywne, kościoły itd. – mogą korzystać z umiejętności i postaw, które są kluczowe w procesie budowania głębokich, znaczących relacji zawodowych. Nie mówię o relacjach, które zapewnią wam kartkę bożonarodzeniową. Mowa o relacjach, które wiążą się z zaproszeniem na kolację wigilijną. Wspierając się na barkach arcydzieła Carnegiego, możemy żyć wspa- nialszą wersją jego przesłania w dwudziestym pierwszym wieku. Możemy wykorzystać te ponadczasowe zasady na różne sposoby, które przeniosą nas od taktyki do transformacji. Możemy budować lojalność klientów przyno- szącą rezultaty większe, niż sobie potrafimy wyobrazić. Możemy odkryć, jak uczynić nasz wpływ bardziej znaczącym oraz zdobyć przyjaciół kluczowych w naszej organizacji, wśród naszych klientów i w naszych społecznościach. 2 Kudzu – roślina należąca do rzędu strąkowców, rosnąca w Azji, głównie Chinach, a także w podzwrotnikowych i zwrotnikowych regionach Ameryki, znana ze znacznego rozprzestrzeniania się i tworzenia zielonych dywanów pokrywających drzewa i krzewy. Jako roślina pnąca osiąga nawet 12-metrową wysokość – przyp. tłum. Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl 13 Taki poziom zaangażowania i lojalności jest ważniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Carnegie napisał swoją książkę w latach trzydziestych częściowo po to, by zapełnić pustkę wielkiego kryzysu na prowadzonych przez siebie zajęciach z wystąpień publicznych oraz relacji międzyludzkich. Zaczęło się od podręcznika, a techniki, umiejętności i zasady, jakie bezpośrednio ofero- wał, trafiały w potrzeby jego czytelników. Zapowiadał przecież indywidualne sukcesy w epoce naznaczonej masowymi porażkami. Mimo iż na przestrzeni ostatnich siedmiu dekad świat przeszedł drama- tyczne zmiany, nasz klimat ekonomiczny jest bardzo, a nawet aż za bardzo podobny do tego z czasów Carnegiego. Upadłe instytucje finansowe, puste konta inwestycyjne, wysokie bezrobocie i gruby całun niepewności spowija- jący krajobraz. W takich czasach relacje – głębokie, trwałe relacje typu „za- dzwoń do mnie o 3 nad ranem w dowolnej sprawie” – są dla nas ostatnią deską ratunku. Czasami tak naprawdę są one wszystkim, co mamy. Zasady i  techniki Carnegiego wydają się ponadczasowe. I  większość z nich taka jest. To dlatego jego książka została sprzedana w ponad 15 mi- lionach egzemplarzach. Ale czas rozszerzyć perspektywę i  wpływ, które były centralne w jego przesłaniu. Nie wystarczy już dłużej używać czyjegoś imienia wyłącznie strategicznie. Nie wystarczy już unikać sporów. Wreszcie nie wystarczy już tylko mówić o zainteresowaniach innych ludzi. Są to miłe i opłacalne nawyki. Jednak nie można zdobyć przyjaciół i klientów na lata wyłącznie przez uśmiechanie się, pamiętanie imion i mówienie komplemen- tów. Musi być coś jeszcze. W naszym świecie zażartej konkurencji ci, którzy wychodzą na prowa- dzenie, definiują zainteresowania innych ludzi i  pracują niezmordowanie, aby pomóc im osiągnąć postęp. Dzisiaj musisz wykroczyć poza oczywistości i przejść całą drogę do czegoś, co nazywam relacjami penthouse’u3 – relacja- mi, które przechodzą od powierzchownego wymieniania się wiadomościami i grzecznościami (pierwsze i drugie piętro relacji), wymiany opinii (trzecie piętro) oraz mówienia o uczuciach (czwarte piętro) i dochodzą do piątego piętra, czyli penthouse’u, zarezerwowanego dla całkowitej przejrzystości oraz definiowanego przez długoterminową lojalność. Relacje piątego piętra – penthouse’u – są możliwe. Stworzyłem ich dzie- siątki, z czego wiele z klientami, sąsiadami i współpracownikami, z którymi 3 Penthause – apartament na najwyższym piętrze budynku – przyp. red. Wspierając się na barkach Carnegiegowww.mtbiznes.pl 14 zaczynaliśmy jako kompletnie obcy ludzie. Jestem postrzegany jako osoba z koneksjami oraz siecią kontaktów, i to prawda. Mam długą listę kontak- tów, jednak kluczowa jest tu jakość, a nie ilość – obustronna głębia i oddanie w wielu z nich, a także nagrody, jakie zyskuję za postrzeganie każdego czło- wieka – nie tylko wysoko postawionego i potężnego – jako potencjalnego kolejnego gościa na piątym piętrze. W następnych częściach tej książki podzielę się historiami wielu relacji, od pani Singer, nauczycielki, która stawiała przede mną wyzwania i inspiro- wała mnie w szkole średniej, po prezesa organizacji osiągającej jedne z naj- większych sukcesów na świecie. Wszyscy oni znacząco na mnie wpłynęli, a ja miałem szczęście rozwinąć z nimi poziom relacji, na którym mamy wpływ na zmianę świata. Poprzez ich historie i zasady, które reprezentują, zobaczycie, że przeno- szenie relacji na wyższy poziom nie jest tylko ładną teorią, lecz czymś, co każdy z nas powinien przyswoić i stosować w swoim codziennym życiu oso- bistym, swojej organizacji i społeczności. Większość ludzi oczywiście zrozumiała już podstawowe, praktyczne znaczenie silnych relacji zawodowych. Chętnie korzystają ze wszystkich technologii, których nie było w czasach Carnegiego. Mają najnowsze pro- gramy, które śledzą i gromadzą wszystkie możliwe informacje o ich klien- tach. Są na LinkedIn, Twitterze, Facebooku, prowadzą blogi i skype’ują ku kolejnemu nowemu interesowi. I oczywiście czują się zagubieni jak dzieci we mgle, jeśli wyjdą z domu bez telefonu komórkowego, który pozwala im smsować, mailować i utrzymuje ich w kontakcie ze wszystkimi sieciami społecznościowymi w internecie. Wiedzą, że na horyzoncie zawsze pojawi się jakieś nowe opłacalne narzędzie networkingu, a kiedy to się stanie, będą go używać jak szaleni. Jednak wielu ludziom brakuje umiejętności, pewno- ści lub motywacji do budowania relacji zawodowych, które wychodzą poza czysty networking. Niektórzy postrzegają siebie jako relacyjnie upośledzonych, nie zdając so- bie sprawy, że są zdolni w takim stopniu budować wartościowe relacje, jak dyslektyczny nastolatek potrafi zdobyć dwa dyplomy wyższych uczelni (i na- pisać książki!). Niektórzy potrzebują tylko wskazania kierunku i delikatnego kopniaka, aby zacząć. Inni już „tam” są, ale wciąż mogą dalej się rozwijać, ponieważ nigdy tak naprawdę nie docieramy do miejsca, w którym mogli- Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl 15 byśmy być. Jednak większość po prostu stara się poradzić sobie przy pomocy wszystkiego, co działa, ponieważ tylko to zna. Jest to wygodne. I bezpieczne. I złudne. Dzisiejszy świat biznesu często cierpi na „syndrom reaktywności”. Budo- wanie znaczących relacji to coś, do czego się uciekamy, kiedy mamy kłopoty. Uprawiamy networking, jednak nigdy nie wychodzimy poza nasze płytkie, chwilowe potrzeby. Nigdy nie doświadczamy pełni głębokich, znaczących relacji. To bowiem, przyjaciele, oznacza podejmowanie ryzyka i życie poza granicami rozsądnych oczekiwań. Chodzi w tym o prawdziwe rozumienie i przejęcie się aspiracjami innych ludzi oraz zadawanie pytań o to, co mo- żemy zrobić, aby pomóc im je osiągnąć czy nawet przekroczyć. A następnie zrobienie tego. Kiedy spoglądam wstecz na to, jak potęga relacji pomogła mi – chude- mu, sepleniącemu dzieciakowi z ocenami poniżej średniej i niezdolnością do uczenia się – przejść z klasy średniej na pozycję lidera, dzięki której podróżo- wałem po całym świecie, mogę sprowadzić to do jednego: nie chodzi o mnie. Za każdym razem, czy chodziło o samorząd uczniowski, grę w futbol, pracę kelnera w czasie college’u, międzynarodowe podróże, sprzedawanie oprogra- mowania Lotus Development, kierowanie firmą, tworzenie mojej własnej fir- my bądź udzielanie konsultacji liderom wielkich korporacji i instytucji, naj- ważniejszymi punktami odniesienia mojego sukcesu były relacje, w których koncentrowałem się na pomaganiu innym. Ten rodzaj zaangażowania generuje to, co nazywam zwrotem z relacji (ang. Return on Relationship – ROR), a potęga ROR jest wielka i zróżni- cowana. Dla organizacji to napęd ekonomiczny, nie tylko motywacyjne na- rzędzie HR. W stosunku do jednostki oznacza on nie tylko szybszą ścieżkę awansu w hierarchii firmy, lecz przy okazji również radosne doświadczenie i poczucie spełnienia. Natomiast społeczeństwu zapewnia większe zaangażo- wanie i udział jednostek, przede wszystkim zaś pozytywną siłę zmieniająca rzeczywistość. To jest to coś więcej, co stanowi przyczynę całej różnicy. To jest to coś więcej, co może sprawić, że świat stanie się lepszy. Wspierając się na barkach Carnegiegowww.mtbiznes.pl CZĘŚĆ PIERWSZA Relacyjne odkrycia www.mtbiznes.pl ROZDZIAŁ 1 Nieoczekiwany cud Każdy ojciec ma nadzieję na cudowne dziecko – kolejnego wielkiego fizyka, muzyka, artystę, sportowca czy uczonego – i jak mi się wydaje, mój ojciec nie stanowił tu wyjątku. Jednak jako mądry człowiek wcześnie zdał sobie sprawę, że mój bilet do sukcesu dotyczy innego pociągu. Całkiem jasne było dla niego, że nie zapowiadam się na zdobywcę Na- grody Nobla z  fizyki, autora arcydzieła malarstwa współczesnego, twórcę uznanego przez krytykę koncertu czy zawodnika w którejś z wielkich lig. Jednak dostrzegł we mnie przebłyski innego daru. I dlatego, kiedy wcho- dziłem w wiek nastolatka, wręczył mi pewną książkę. Wtedy właśnie inni chłopcy zaczęli gwałtownie dorastać, a ja nie. I to wtedy test, który przepro- wadzili moi rodzice, potwierdził, że cierpię na zaburzenia uczenia się i jestem aż dwa lata w tyle w stosunku do moich rówieśników w takich sferach jak czytanie ze zrozumieniem. Rzeczywistość podszepnęła mojemu ojcu pomysł. Tata, nauczyciel szkolny, wiedział, jakie lekcje powinienem sobie przyswoić przede wszystkim i miały one niewiele wspólnego z odmianą czasowników, rozwiązywaniem złożonych problemów matematycznych czy zapamiętywa- niem historycznych dat. „Synu – powiedział – twoja matka naciska, abyś przeczytał jedną książkę – Biblię. A ja chcę poprosić cię o przeczytanie tej”. I mówiąc to, wręczył mi egzemplarz Dale’a Carnegiego. Byłem już w college’u, kiedy eksperci dokładnie zdiagnozowali moje problemy jako dysleksję. W związku z tą dolegliwością czytanie każdej www.mtbiznes.pl 20 książki w gimnazjum prowadziło w moim przypadku do zawrotów głowy. Wątpię, czy przed ukończeniem szkoły średniej przeczytałem więcej niż trzy lub cztery książki. Ponieważ jednak był to prezent i prośba mojego ojca, przeczytałem Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi od odeski do deski, a sugestywne zasady i intuicje zawarte w tym klasycznym poradni- ku Dale’a Carnegiego dały mi dokładnie to, czego potrzebowałem, prze- dzierając się przez szkołę średnią i co chwila napotykając nowe przeszko- dy na naukowej drodze. Książka ta zapewniła mi mapę, która ostatecznie doprowadziła mnie do sukcesu na niewyobrażalnym dla mnie poziomie. Jednak aby zrozumieć znaczenie książki Carnegiego dla mojego życia, musicie pojąć, skąd pochodzę i poznać kilka relacji, które mnie ukształ- towały. Moja podróż – po edukacji, biznesie i życiu – miała kilka interesujących, nietypowych i, szczerze mówiąc, dość bolesnych zwrotów. Zmagałem się (i nadal zmagam) z wieloma rzeczami, które większość ludzi uważa za klu- czowe dla odniesienia sukcesu – na samym początku z czytaniem, pisaniem i arytmetyką. Jednak już w młodym wieku nauczyłem się, jak wykorzystywać moje silne strony i przełamywać słabe. Poznałem wartość kluczowego „R” w moim alfabecie – relacji. Nauczyłem się nie tylko sztuki zdobywania przyjaciół i zjednywania sobie ludzi, lecz również panowania nad relacjami w życiu osobistym i zawodo- wym. Książka ta jest poświęcona tworzeniu takich relacji, które mogą zmienić wasze życia, wasze firmy i wasz świat. A to dlatego, że w biznesie chodzi o re- lacje. W sukcesie chodzi o relacje. W byciu liderem chodzi o relacje. W życiu chodzi o relacje. Miasteczko Suffern w stanie Nowy Jork leży spokojnie u podnóża Gór Ra- mapo, zaledwie 42 kilometry na północny zachód od miasta Nowy Jork. Około jedenastu tysięcy mieszkańców tworzy wspólnotę w mozaice innych ciasno położonych miasteczek i wsi, w których mieszanka pracowników fi- zycznych i dojeżdżających do pracy w wielkim mieście reprezentuje najlepszą spuściznę kolonializmu i miejskiej wytrwałości. Moi rodzice wychowali mnie na zrównoważonej diecie tradycyjnych war- tości rodzinnych, która wysoko ceniła znaczenie pomagania innym i kładła duży nacisk na ciężką pracę i edukację. Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl 21 Pomaganie i ciężka praca przychodziły mi łatwo. Jednak edukacja to już zupełnie inna para kaloszy – moje chęci topniały szybciej niż asfalt w upalny sierpniowy dzień. Bałem się, że zostanę nazwany głupim przez moich nauczycieli i kole- gów z klasy – ponieważ wierzyłem, że na to właśnie wskazują moje oceny. Zawalałem klasówki lub zaliczałem je ledwo, ledwo tylko po to, by nie zdać standardowego testu kończącego klasę i musieć uczęszczać na zajęcia szkoły letniej, aby poprawić punktację – a to wszystko mimo że pracowałem nad zadaniami domowymi i nauką równie ciężko co inne dzieciaki, które znałem, a zwykle nawet ciężej. Moja pewność siebie legła w gruzach. Im bardziej byłem zawstydzony moimi ocenami, tym bardziej starałem się to kompensować poprzez osią- gnięcia w sferze pozaedukacyjnej – uczestnicząc w zawodach sportowych, kandydując do szkolnego samorządu, zdobywając odznakę skauta orlego4. Bardzo podobnie do tego, jak niewidomi doświadczają wyostrzania się zmy- słów, ja próbowałem radzić sobie z moimi naukowymi ograniczeniami przy pomocy zwiększonej zdolności komunikowania się i nawiązywania kontak- tów z innymi ludźmi. Nie wiem, jak duża część tej umiejętności tkwiła w mo- jej naturze, a jaka została wyhodowana przez osoby, które mnie otaczały (oraz książkę Dale’a Carnegiego), jednak była ona tak realna jak deszcz. Wydawało się, że mam zdolność zaprzyjaźnienia się dosłownie z każdym. Nie paliłem, nie piłem (za dużo), nie brałem narkotyków, ale z łatwością ga- dałem z każdym, kto to robił. Nie interesowałem się grą Dungeons Dra- gons, ale ci, którzy to robili, traktowali mnie jak brata. (Na zajęciach wy- równawczych można zaprzyjaźnić się z każdym rodzajem dzieciaków). Nie byłem utalentowany fizycznie, ale zostałem kapitanem drużyny narciarskiej oraz grałem w piłkę nożną, bejsbol i futbol amerykański. Byłem w szkolnym zespole wokalno-tanecznym oraz występowałem w musicalach. Równie ła- two nawiązywałem kontakt z członkami klubu szachowego, co ze sportow- cami. Każda grupa była moją grupą. Zostałem wybrany na przewodniczącego klasy maturalnej i wygrałem plebiscyt na „najbardziej przyjaznego” oraz „oso- bę, która zrobiła najwięcej dla szkoły średniej w Suffern”. I lubili mnie nie tylko uczniowie. Wszyscy nauczyciele w szkole średniej w Suffern wiedzieli, jak się nazywam, a ja znałem ich. Znałem dozorców 4 Ang. Eagle Scout – skaut, który zdobył 21 sprawności – przyp. tłum. Nieoczekiwany cudwww.mtbiznes.pl 22 i woźne. Znałem wszystkie sekretarki i pracowników administracji szkoły. Nawet znałem większość członków ich rodzin. Budowanie tych relacji przychodziło mi w naturalny sposób. Jednak po- strzeganie budowania relacji jako daru, a nie jako protezy kompensującej moje szkolne ułomności, było częścią procesu dojrzewania, który zajął wiele lat bolesnych zmagań. Wcześnie zdałem sobie sprawę, że moja naukowa droga będzie inna niż większości moich przyjaciół. Już w szkole podstawowej zawarłem bliską zna- jomość z salą zajęć wyrównawczych – miejscem, w którym dzieci ze szczegól- nymi potrzebami otrzymywały dodatkową pomoc. W rzeczywistości przez trzy lata w którymś momencie szkolnego dnia odbywałem wstydliwy spacer do tej sali, próbując skorygować seplenienie poprzez umieszczanie aparatu pomiędzy koniuszkiem języka a podniebieniem. A „normalne” lekcje również nie były dla mnie ratunkiem. Pamiętam ści- skający za gardło strach, który czułem zawsze, kiedy nasz nauczyciel naka- zywał klasie zrobić „rundkę czytania”. Otwieraliśmy książki i pierwszy uczeń stawał na środku klasy, aby przeczytać akapit na głos. Potem kolejny czytał następny akapit i tak dalej, aż do ostatniego ucznia i końca fragmentu książki wybranego przez nauczyciela. Kiedy inne dzieci czytały, czułem, jak pocą mi się ręce, a w żołądku rośnie supeł wielkości piłki nożnej. Wiedziałem, że będę się jąkał i zacinał i wszyscy utwierdzą się w przekonaniu, że jestem jedyną osobą w klasie, która nie po- trafi czytać. Z mojego miejsca, blisko końca sali, mogłem doliczyć się szesna- stu uczniów, którzy siedzieli przede mną. Następnie znajdowałem siedemna- sty akapit, który miałem przeczytać. Wyłączałem się, tak aby nie słyszeć, jak inni czytają, i skupiałem całą uwagę na moim fragmencie, zmuszając się do zapamiętania każdego słowa do momentu, aż nadejdzie moja kolej. Pamięć często okazywała się moim wybawieniem. Kiedy patrzyłem na znajdujące się na kartce słowa, litery wirowały i uciekały z pola ostrości jak obrazki w kalej- doskopie. Ale jeśli miałem dość czasu, aby zapamiętać akapit, byłem w stanie czytać bez trudu i w ten sposób ukryć moją niemożność czytania. Gdy zaś nie znalazłem tyle czasu, czułem głęboki wstyd, patrząc, jak moi rówieśnicy starają się powstrzymać śmiechy, spojrzenia i zakłopotanie. Dysleksja nie jest czymś, co można naprawić; trzeba z nią żyć każdego dnia. Szczególnie boleśnie uderzyło mnie to na przykład wtedy, kiedy w 2009 Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl 23 roku umarła moja babcia. Około godziny przed pogrzebem jedna z zakon- nic – moja ciotka, siostra Loreen – zapytała, czy nie przeczytałbym jednego z trzech czytań. Kiedy pokazała mi tekst, zobaczyłem tylko gromadę długich, nieznanych słów, a moje ręce natychmiast pokryły się zimnym potem. Popa- trzyłem na nią przepraszająco i błagalnie i powiedziałem: „Wolałbym nie”. Zaledwie parę miesięcy przed moimi czternastymi urodzinami ja – zna- komity mówca – wciąż byłem owładnięty strachem przez publicznym czy- taniem. Jeśli miałbym więcej czasu, zapamiętałbym tekst i „przeczytał” go bez patrzenia na kartki. Zamiast tego straciłem możliwość uczczenia kobiety, którą bardzo kochałem. Tymczasem z  dala od książek rozkwitałem. Jak większość chłopców miałem dużo energii, ale byłem dobrze wychowany i ciężko pracowałem, dlatego moi nauczyciele uwielbiali mnie, a ja dogadywałem się ze wszyst- kimi w klasie. W  przedostatniej klasie stało się jasne, że przyczyną moich kłopotów z nauką nie jest po prostu opóźnienie. Cyfry i litery wyglądały tak, jakby wy- sypały się z woreczka do skrabli, a moje wizyty na zajęciach wyrównawczych były jak szkarłatne litery wyszyte na moim plecaku. Kiedy spoglądam na to wstecz, myślę, że prawdopodobnie miałem szczęście, że moi rówieśnicy nie dokuczali mi bardziej. Ale moje własne borykanie się z brakiem pewności siebie w tamtym czasie było dla mnie nie do zniesienia. Nawet kiedy inne dzieciaki nic nie mówiły, wiedziałem, że one wiedzą, i to mi wystarczało. W  dziewiątej, dziesiątej i  jedenastej klasie, kiedy moi przyjaciele grali w bejsbol i wyjeżdżali na obozy letnie, tata zawoził mnie do szkoły letniej. Zapisywałem się na te zajęcia, ponieważ musiałem, a poza tym chciałem po- prawić wyniki testu końcowego, aby zyskać jakąkolwiek nadzieję na dostanie się do college’u. Większości ludziom, którzy znali mnie i moje naukowe dokonania, idea college’u wydawała się marzeniem ściętej głowy. Na początku klasy matural- nej znalazłem się w biurze Davida Tiltona, jednego z doradców szkolnych. Ponieważ nigdy nie przychodził on na zajęcia wyrównawcze, a ja nie miałem żadnych kłopotów jako uczeń, spotkaliśmy się po raz pierwszy. Wszedłem do jego biura i ujrzałem wysokiego, chudego dżentelmena w granatowym garniturze w kratkę i krawacie z dużym, kiepsko zawiązanym węzłem. Jego włosy sterczały we wszystkich kierunkach. Usiadłem na krześle, nie wiedząc, Nieoczekiwany cudwww.mtbiznes.pl 24 czego mogę się po nim spodziewać. Byłem lekko zaskoczony, kiedy zapytał: „A więc powiedz mi, do którego college’u chciałbyś pójść”. Być może znala- złem sprzymierzeńca, pomyślałem i powiedziałem mu, że chciałbym pójść do Notre Dame albo Boston College oraz że interesuję się biznesem i polityką. Pan Tilton wyjął moją teczkę, spojrzał na moje oceny, a następnie na mnie. Wiedziałem, co teraz nastąpi. „Czy wiesz, jaka jest twoja średnia ocen?” – zapytał. Wiedziałem: nie za dobra. „Czy wiesz, jaki wynik osiągnąłeś na egzaminie SAT?”. Wiedziałem: nie za dobry. (Mimo ukończenia kursu przy- gotowującego do SAT mój pierwotny wynik wynoszący 640 udało mi się poprawić jedynie o 40 punktów, czyli miałem 680 na 1600). „Czy wiesz, które miejsce zajmujesz w klasie?”. Wiedziałem: nie za wysokie. Następnie, tak uprzejmie, jak to było możliwe, pan Tilton opisał mi, co musiałbym zrobić, aby dostać się do college’u. I do końca rozmowy delikatnie sugerował, że może studia licencjackie lub szkoła handlowa bardziej pasowa- łyby do moich potrzeb. Nie był złośliwy; po prostu starał się przekazać mi, że moje oceny wskazują na to, iż nie jestem gotowy na akademickie rygory uniwersytetu. Wróciłem do domu zupełnie załamany, ale nie z powodu przeświadcze- nia, iż jestem zbyt dobry na studia licencjackie czy szkołę handlową. Służą one wielkim celom i wielu ludziom pozwalają spełnić ich marzenia. Po pro- stu miałem w sobie zakorzenione, acz błędne przekonanie, że aby odnieść sukces, „muszę pójść do college’u”. Ponadto wierzyłem, że z dyplomem col- lege’u miałbym większą szansę osiągnięcia moich osobistych celów. Jednak przekaz pana Tiltona mimowolnie wzmocnił moją niewiarę w siebie. Podobnych uczuć doświadczyłem, kiedy przyszły wyniki egzaminu SAT i wszystkie inne dzieciaki chwaliły się nimi, podczas gdy ja robiłem wszystko, aby je ukryć. Wiedziałem, że moje oceny nie są dobre. Podczas gdy wszyscy moi bystrzy koledzy rozmawiali o pójściu na Michigan czy Cornell albo do innych najlepszych szkół, moje położenie przytłaczało mnie. Pamiętam, jak mówiłem tacie o moim rozczarowaniu tym, że nie dostanę się do dobrego college’u. Będąc od początku moim największym fanem, ojciec zawsze powtarzał mi trzy rzeczy: po pierwsze, życie z dobrocią w sercu liczy się bardziej niż dobre oceny; po drugie, masz obowiązek wesprzeć ten kraj. Demokracja nie jest darmowa. Zamiast koncentrować się na swoich ocenach, skup się na tym, jaki będzie twój wkład w życie naszego kraju. I po trzecie, ci Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl 25 ludzie z twojej klasy, którzy dostają A i B, pewnego dnia będą dla ciebie pra- cować. (Okazało się, że miał rację. Zatrudniłem mnóstwo osób, którzy uczyli się w Ivy League i osiągnęli imponujące wyniki na egzaminie SAT). Jednak do czasu mojej wizyty u pana Tiltona w klasie maturalnej zmie- rzyłem się już z moją naukową słabością i takie niepowodzenia nie powstrzy- mywały mnie na długo. Im mocniejsze było odrzucenie, którego doświadcza- łem, tym ciężej pracowałem. Mój osobisty punkt zwrotny miał miejsce w drugiej klasie, kiedy zostałem zapisany na trwające semestr zajęcia pani Deanne Singer z marketingu han- dlowego. Lubiłem panią Singer. Była inspirująca i pełna energii, choć też tro- chę ekscentryczna. Lekcje prowadziła w humorystyczny sposób. Znała imio- na wszystkich uczniów. Pokazywała, że jej zależy. Poza tym na jej zajęciach radziłem sobie całkiem dobrze. Miałem średnią C, co w moim przypadku było bardzo dobrą oceną, kiedy ogłosiła końcowy projekt egzaminacyjny – wymyślenie pomysłu na firmę i napisanie siedmio-, dziesięciostronicowego planu biznesowego. Po raz pierwszy w życiu poczułem energię w związku z projektem na- ukowym. Należę do ludzi, którzy mają sto pomysłów dziennie na biznesy, ale oczywiście nigdy niczego nie zapisałem, a tym bardziej nie zrobiłem planu marketingowego, analizy konkurencji czy wyceny. Po prostu wpadałem na pomysł wymarzonej firmy, odkładałem go do akt mojego umysłu, a następnie ruszałem do następnego. Teraz natomiast miałem sposobność do wyciągnię- cia jednego z nich i sprawdzenia, czy rzeczywiście ma szanse powodzenia. Mój ojciec wychował się w Saratoga Springs, w stanie Nowy Jork, ojczyź- nie najstarszych torów wyścigowych dla koni rasowych w Ameryce. Zatem jednym z moich biznesowych marzeń było otwarcie w Saratoga Springs lo- kalu o nazwie Winners Losers (Zwycięzcy i Przegrani) – pięciogwiazdko- wej restauracji oddzielonej szybą od pubu znajdującego się po drugiej stronie. Gracze, którzy wygrali na torze, mogliby zamawiać ślimaki, steki i dobre wino serwowane w prawdziwej porcelanie, siedząc przy stołach z wiśniowego drewna, okrytych lnianymi obrusami i stojących na pluszowych czerwonych dywanach. Kelnerzy nosiliby stroje dżokejów, a ściany byłyby udekorowa- ne zdjęciami słynnych koni, dżokejów i hodowców. Po stronie pubu klienci, którzy mieli mniej szczęścia, zamawialiby hot-dogi, hamburgery i nachosy. Betonową podłogę zaścielałyby łupinki od orzechów i przedarte kupony. Nieoczekiwany cudwww.mtbiznes.pl 26 Zacząłem pisać biznesplan restauracji. Tata zawiózł mnie do oddalone- go o trzy godziny jazdy Saratoga Springs, abym mógł zrobić kompetentną analizę tamtejszego rynku restauracyjnego. Co zaskakujące, żadna z knajp w owym czasie na nawiązywała do tematu zakładów czy torów wyścigowych. Znaleźliśmy nawet idealne miejsce dla naszej restauracji – stary wiktoriań- ski dom naprzeciwko toru, wystawiony na sprzedaż za 74 tysiące dolarów. (Dziś ta nieruchomość jest warta ponad milion. Oczywiście powinniśmy byli ją kupić!). Wszystko opisałem. Napisałem nawet analizę SWOT (dosł. kujon; Strengths, Weaknesses, Opportunities, Threats – mocne i słabe strony, szanse, za- grożenia). Byłem bardziej podekscytowany tym projektem niż czymkolwiek innym, co zrobiłem w szkole – no, czymkolwiek innym, co nie dotyczyło sportów lub dziewczyn. Około dwóch tygodni po zebraniu prac pani Singer oddała je z oceną: dostałem A z plusem. A z plusem! Nigdy jeszcze nie dostałem żadnego A. Nigdy wcześniej nie dostałem nawet B, może poza gimnastyką. Nagle uro- słem tak wysoko jak wieżowce Nowego Jorku. Spojrzałem jeszcze raz na oce- nę i przeczytałem to, co było napisane pod nią: „Tommy, to jest doskonała praca. Ktokolwiek napisał ją dla ciebie, powiedz mu, proszę, że zrobił świetną robotę – pani Singer”. Byłem zły. Naprawdę wściekły. Dałem z siebie wszystko przy tym projek- cie. OK, miała rację, moi przyjaciele zwykle pomagali mi odrabiać prace do- mowe. Ale w przypadku tego projektu wszystko zrobiłem sam. Podszedłem do niej po zajęciach i powiedziałem gwałtownie: „To nieprawda, proszę pani! Ten projekt zrobiłem zupełnie sam!”. Prawie mi uwierzyła. „Tommy, przez cały semestr pracowałeś w zupełnie inny sposób. Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale to jest wyjątkowa praca”. Popatrzyłem jej prosto w oczy i powiedziałem: „Przysięgam, że zrobiłem to sam”. „Jeśli rzeczywiście tak było – powiedziała pani Singer – to musisz dołą- czyć do DECA”. DECA (Distributive Education Clubs of America) był to klub dla uczniów interesujących się marketingiem i biznesem. Ostatecznie nie tylko dołączyłem do klubu, ale również wystawiłem mój biznesplan w stanowych mistrzostwach DECA przeciwko planom setek innych uczniów. Mój piętnastostronicowy plan urósł do ponad siedemdziesięciu stron i wziąłem go do Concord Ho- Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl 27 tel w północnej części stanu Nowy Jork, gdzie spędziłem moją pierwszą noc w hotelu bez rodziców. I wróciłem do domu z trofeum za drugie miejsce! Nigdy wcześniej nie wygrałem żadnej naukowej nagrody, a tu nagle byłem jednym z dwóch uczniów ze stanu Nowy Jork, którzy zakwalifikowali się do konkurencji ogólnokrajowej. Parę dni później po raz pierwszy w życiu lecia- łem samolotem – do Atlanty, gdzie miałem rywalizować z najbystrzejszymi uczniami w kraju. Przybyłem do Atlanty, nie oczekując niczego więcej poza wspaniałą wy- cieczką. Poszedłem na mecz bejsbolowy Braves i  odwiedziłem światową siedzibę CNN i  Coca-Coli. Ale ku mojemu zaskoczeniu mój biznesplan restauracji Winners Losers ostatecznie zdobył trzecie miejsce w kraju! Metaforycznie rzecz ujmując, byłem dla odmiany po zwycięskiej stronie na- ukowej szklanej ściany! Po raz pierwszy wtedy stwierdziłem, że moim talentem jest przedsiębior- czość. Kiedy przemawiałem do komisji złożonej z liderów biznesu, którzy zgłosili się na ochotnika do zagrania grupy inwestorów, zdałem sobie sprawę, że moja zdolność do werbalnego komunikowania się obejmuje również grupy ludzi i że swoją pasją potrafię przekonać innych do moich koncepcji. Pani Singer była pierwszym nauczycielem, który dostrzegł moje niewyro- bione jeszcze zdolności i zachęcił mnie do sięgnięcia wyżej. Wielu nauczycieli dawało mi zdać, ponieważ byłem sympatycznym dzieciakiem, lubiano mnie, nigdy nie wpadłem w kłopoty i zawsze odrabiałem lekcje. Ale pani Singer ujrzała we mnie coś innego. Gdyby nie postawiła mi A i nie napisała tego lekceważącego komentarza, nie wkurzyłbym się, a ona nigdy nie zachęciłaby mnie do dołączenia do DECA. Pani Singer zobaczyła we mnie coś, czego sam nie widziałem; zachęciła mnie do podjęcia ryzyka i zostania liderem. Jednocześnie stawałem się już liderem w kręgach nienaukowych. W dru- giej klasie, jako najmłodszy w naszej drużynie, zdobyłem odznakę skauta orlego. Powiedziano mi, że tylko 2 procent wszystkich skautów zostaje orła- mi. Pokazuje to, jak byłem zdeterminowany, aby sprawdzić się poza klasą, ale dzięki temu po drodze nauczyłem się wielu rzeczy. Aby zdobyć odznakę, zorganizowałem remont starej powozowni naszej plebanii. Kościół, który często prowadził zbiórki jedzenia i ubrań dla po- trzebujących, potrzebował do tego odpowiedniego pomieszczenia. Najpierw zatem zebrałem zespoły robocze i razem wybebeszyliśmy nieużywaną powo- Nieoczekiwany cudwww.mtbiznes.pl 28 zownię. Następnie zbudowaliśmy półki i zmieniliśmy pomieszczenie na ma- gazyn jedzenia i ubrań. Do pomocy znalazłem ludzi z całego miasta i wszyst- kich zawodów. Podczas tego procesu nauczyłem się, że nie da się wykonać całej pracy samodzielnie, a liderzy nie dysponują wszystkimi odpowiedziami. Ale potrafią pozyskać zaangażowanie innych ludzi. Pomiędzy drugą a trzecią klasą byłem również jednym z dwóch studentów wybranych do Akademii Młodych Liderów Rotary (Rotary Youth Leader- ship Academy – RYLA). Był to pięciodniowy obóz liderski, który w dużym stopniu ukształtował mój sposób myślenia. Na obozie było około setki dzieci, ze wszystkich szkół w okręgu. Prawdo- podobnie najważniejsza lekcja, jaką dostałem, zawierała się w mowie Toma France’a, rotarianina, który nominował mnie do RYLA. „Świat składa się z trzech rodzajów ludzi – liderów, naśladowców i krytyków – powiedział nam. – Najważniejsze pytanie, jakie musicie sobie zadać, dotyczy tego, do którego z tych rodzajów chcecie należeć”. Choć wcześniej o byciu liderem myślałem raczej w kategoriach czegoś, z czym się rodzimy, niż jako kwestii wyboru, był to przekaz, który szybko przyswoiłem z nowo odkrytą energią i pasją. Po powrocie do szkoły zostałem wybrany na wiceprzewodniczącego trze- ciej klasy, wygrywając z popularną dziewczyną, która piastowała ten urząd w klasie drugiej. Zacząłem myśleć o szkole w inny sposób. Miałem poczucie pewności i celu. Moje oceny na przedostatnim i ostatnim roku nie poprawiły się, ale postanowiłem, że nie pozwolę, aby definiowały mnie oceny, średnia i wyniki egzaminu SAT. Zamiast dać się opanować temu, czego nie potrafię robić, skierowałem swoją uwagę na to, co umiem. W trzeciej klasie zapisałem się na zajęcia z księgowości do pani Dizzi- ne, starszej kobiety o surowym usposobieniu, której osobowość musiała zo- stać chirurgicznie usunięta już w dzieciństwie. Dostałem D, ledwo zaliczając przedmiot. Pod koniec semestru pani Dizzine wzięła mnie na stronę, aby porozmawiać o mojej przyszłości. Kiedy powiedziałem jej, że chcę iść do college’u, a potem do szkoły biznesowej, spojrzała mi w oczy i powiedziała: „Tommy, jeśli dostaniesz się do college’u, a tym bardziej do szkoły biznesu, to będziesz miał dużo szczęścia”. W tym momencie nie mogłem pozbyć się uczucia zniechęcenia. Ucie- kłem więc z podkulonym ogonem, aby zobaczyć panią Singer, która szybko Nie chodzi tylko o to, kogo znaszwww.mtbiznes.pl 29 przywróciła mnie do pionu. „Kiedy natkniesz się na kogoś, kto w ciebie nie wierzy, powiedziała, powiedz mu, żeby się pocałował w dupę!”. Była to jej typowa riposta. Pani Singer rozpoznała i  hodowała mój potencjał przywódczy. Kiedy wystartowałem w wyborach na przewodniczącego ostatniej klasy, ona i mój ojciec pomogli mi zorganizować kampanię. Pani Singer prowadziła szkolny sklepik, więc skorzystała z drukarki do zrobienia znaczków (VOTE FOR TOM FOR A GREAT PROM [pol. Jeśli chcesz mieć wspaniały bal, głosuj na Toma]) i T-shirtów promujących moją kandydaturę. Tata zrobił kwia- ty z papier-mâché, z których każdy przedstawiał inną „obietnicę Thoma- sa”. W ten sposób łatwo pokonałem chłopaka, który był przewodniczącym w przedostatniej klasie. Podskórnie jednak czułem, że moim celem nie jest bycie popularnym. Nie chodziło tylko o zdobywanie przyjaciół i zjednywanie sobie ludzi. Nie w pełni rozumiałem, o co jeszcze chodzi, ale wiedziałem, że moja popular- ność – ten cenny fundament, który zapewnił stabilność mojemu kruchemu poczuciu własnej wartości – wiąże się z równie dużą odpowiedzialnością. „Słodzenie ego” było przyjemne, ale świadome kierowanie życiem musiało wymagać czegoś więcej niż karmienia mojego poczucia własnej wartości. Zacząłem sobie uświadamiać, że relacje prowadzą do wpływu i że liczy się to, jaki użytek zrobię z tego wpływu. Nie chodziło tylko o wygranie wyborów; chodziło o robienie tego, co pomaga innym ludziom. Kiedy postanowiliśmy zrobić bal trzeciej klasy, poprowadziłem zespół, który go organizował. A kiedy zdałem sobie sprawę, że nasz bal stał się za drogi dla wielu uczniów, poszedłem do administracji i przedstawiłem pomysł na zdobycie funduszy – zorganizowanie konkursu pomiędzy najlepszymi ze- społami garażowymi z naszej szkoły. Wicedyrektor był zdania, że to się nie uda, ale dał nam zielone światło. Dzięki temu zarobiliśmy więcej pieniędzy niż jakakolwiek akcja zdobywania funduszy w historii szkoły. Kiedy nie znajdowałem sposobności przewodzenia, one wydawały się znajdować mnie. W ten sposób właśnie znalazłem się w szkolnej drużynie futbolu amerykańskiego w ostatniej klasie i przemawiałem na napiętym spo- tkaniu zarządu szkoły. W Suffern High byłem przeciętnym piłkarzem; moją pozycją była ławka rezerwowych. Trener prawie nigdy nie dopuszczał mnie do gry, a jeśli już Nieoczekiwany cudwww.mtbiznes.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nie chodzi tylko o to, kogo znasz
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: