Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00329 009530 15553204 na godz. na dobę w sumie
Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. Tajna historia II wojny światowej. Tom 2 ilustrowany. - ebook/pdf
Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. Tajna historia II wojny światowej. Tom 2 ilustrowany. - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 533
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 9788391142905 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> sensacja
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Obecny świat powstał w wyniku II Wojny Światowej, Był na rozdrożu, przetrwał, ale mógł również zginąć. Wraz z demokracją i wolnością, ocalał dzięki rozpaczliwej, samotnej walce Polski w 1939 i potem Anglii w drugiej połowie 1940 i pierwszej 1941 roku. Zdumiewające, jak wiele poszło w zapomnienie, a najmniej znana jest kluczowa rola, odegrana przez Polskę w pierwszej fazie wojny.

Istnieje wiele książek na temat II Wojny Światowej, znakomite historyczne publikacje, podręczniki, cytujące pierwszej klasy źródła, więcej dokładnych szczegółów, lub usuwające mniej ważne. Więc dlaczego tak różnię się one miedzy sobą? Prawie każdy kraj przedstawi inną, czasem po kilka różnych wersji. Oczywiście, obraz zmienia się w zależności od punktu widzenia, ale przynajmniej same fakty nie powinny. Pomijając fałszerstwa, podyktowane przez dyktatorów i przez długi czas obowiązkowe w wielu krajach.

Jest rzadko używany źródło, prawie dziewicze, niewykorzystane, otwarte do badań: współczesna opinia publiczna, przedstawiono w prasie tamtych dni. Na pewno nieobiektywna, „mnóstwo za bardzo”! Wydaje się, że na świecie nie było nigdy bezstronnej, obiektywnej gazety. Co z tego? Czyż na procesach, nie zezwala się zeznawać także stronniczym świadkom? Czy mimo uprzedzenia, ich zeznania nie przyczyniają się do odsłonięcia pełnego obrazu prawdy? A większość źródeł historycznych, pamiętniki, wspomnienia, nawet oryginalne dokumenty czy nie bywają też stronnicze i pokrętne? To nie przekreśla ich użyteczności, wymaga tylko krytycznego stosunku, użycia zdrowego rozsądku i porównania z innymi źródłami, z poprawką na brak obiektywizmu. Te inne często są też pokręcone, ale inaczej, mniej lub bardziej.

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Może właśnie dziś, patrząc w szarą mgłę, prosi Boga, żołnierzyku, by zachował cię Rozdział 9. Nieubłagany potok niepamięci. Prostota i prawda przejmującej poezji Petrarki – Szkoła Handlowa w Ostrowcu, przechowalnia młodzieży – okres skrajnej biedy - nowe źródło utrzymania i zmiana środowiska – nieszczęścia wokół nas - pokazowa egzekucja na rynku Ostrowca – próba wstąpienia do oddziału partyzanckiego – między życiem i śmiercią – czy miłość duchowa, sublimacja uczucia, może trwać wiecznie? W kilka dni później, 2 lipca 1942 Angus pobiegł do prof. Mazzurewicza aby zgłosić się na egzamin do prawa prowadzenia pojazdów mechanicznych, oczywiście wyłącznie część teoretyczną. W ostatnich latach przed wojną, był to warunek wymagany do zaliczenia fizyki w IV klasie Gim. Wprawdzie w obecnych okolicznościach raczej absurdalny, ale nie dla Mazzurewicza. Stary profesor był wprawdzie człowiekiem pełnym życzliwości, ale w sprawach szkolnych nie tylko formalistą, ale po prostu fanatykiem. Najmniejsze odstępstwo od programu uważał za herezję. W poprzednim rozdziale opisano już, jak skomplikował życie Angusowi z powodu, jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnego świstka papieru, którego nikt, nigdy więcej nie wymagał. To też Angus przygotował się bardzo starannie Wiedział wszystko o motorach, dwu i czterotaktowych, nisko i wysokoprężnych, znał wykresy spalania, potrafił na ich podstawie przedstawić teoretyczną wydajność pracy i stopień doskonałości przy danych założeniach, uzasadnić teoretycznie wpływ różnicy temperatur itd. Także zasady działania skrzynki biegów, sprzęgła, dyferencjału i innych mechanizmów, jak również instalacji elektrycznej niskiego i wysokiego napięcia, nie miały żadnych tajemnic. Z drugiej strony, jeżeli w ogóle potrafił by uruchomić pojazd, to na pewno nie zdołał by przejechać kilkuset metrów bez poważnych kłopotów. Bardzo możliwe, że np. próbował przełączać biegi dźwignią hamulca i to byłoby jeszcze stosunkowo bezpieczne w porównaniu do innych możliwości. Nie mówiąc już o tym, że nie wiedziałby w ogóle, gdzie szukać zaworów, choć wszystko wiedział o ich działaniu, ani co pokazują jakie zegary. Gdzie są i jak działają przełączniki itp. Krótko mówiąc, przed kierownicą znajdował się diabeł, a on nie wiedział jak go uszczypnąć, czym ugłaskać, lub ukłuć w tyłek. Ale nie o to chodziło, z teorii był przygotowany. Mazzurewicza nie zastał w domu, nie wiadomo było, kiedy wróci - może niedługo. Angus postanowił poczekać, poszedł do ogrodu i usiadł w starej drewnianej altanie, obrośniętej wysokimi krzakami bzu lub może jaśminu, bez kwiatów nie był pewien. Nawet w głębokim cieniu robiło się coraz goręcej, więc zdjął marynarkę, poluźnił krawat, potem rozpiął koszulę i podwinął rękawy. Ubrał się tego dnia formalnie, biała koszula i granatowy garnitur. Nawet wieczne pióro w kieszonce, raczej do dekoracji, bo z reguły go nie używał, wolał ołówek lub zwykłe pióro. Z miasta, od strony pól za ogrodem, wracała właśnie osoba, którą uwielbiał. Zauważyła Angusa, podeszła się przywitać i zapytała co tu robi. Angus wyjaśnił, że czeka na jej ojca. Pani Piesewicz usiadła i zapytała go jak mu teraz idzie. Angus odpowiedział, że załatwił już świadectwo szkoły powszechnej i z kolei, chce formalnie zakończyć kurs gimnazjalny, na razie z przedmiotów matematyczno-przyrodniczych. - „A co z humanistycznymi? I jak ci się układa z profesorem Jarugą?” - Z początku przeglądał jeszcze pożyczone podręczniki, w końcu odłożył je, otarł pot z czoła i wyszukał kąt w altance, do którego dochodziło trochę powiewów powietrza. Upał i brzęczenie pszczół rozleniwiały, pogrążył się w marzeniach. Widział pokój, w którym odbywały się lekcje, ale nie prowadził ich Mazzurewicz, nie była to ani fizyka, ani matematyka. Miał przed oczami te piękne czasy, kiedy uczyła go cudowna, niezapomniana pani Piesowicz. Może przejście do prof. Jarugi to był wyższy stopień i wymagania, może zmiana nauczyciela co jakiś czas jest potrzebna i celowa. Ale lekcje z panią Piesowicz były niepowtarzalne, a nauka u niej, w ogóle jej obecność, wyjątkowym szczęściem. To szczęście trwało tak krótko, wszystkiego kilka miesięcy. Trzeba było udawać kretyna, przedłużyć kurs II klasy. Angus uwielbiał swoją nauczycielkę z pełną czcią, nigdy nie pozwolił sobie na marzenia o niej nacechowane seksem. W momentach, gdy w ogóle sobie na coś pozwalał, przenosił myśli na inny obiekt. Teraz wyjątkowo, przez chwilę wyobraził sobie, że dotknął swego bóstwa tylko na sekundę, żeby poczuć ciepło jej skóry, To wyobrażenie doprowadziło od razu do tak silnej erekcji, że wprost nie mógł wstać z ławki. Natychmiast odwrócił myśli i jednocześnie z całej siły zacisnął mięśnie okrężne, co z początku jeszcze utwardziło erekcję, ale po chwili, powodując zmęczenie, zmniejszyło ją i gdy rozluźnił zwieracz, erekcja minęła. W samą porę, gdyż wkrótce usłyszał na ścieżce jakieś kroki. Angus uważał że profesor jest świetny choć bardzo wymagający, ale jednocześnie nie mógł przemilczeć swego żalu, że pani Piesewicz nie chciała go dłużej uczyć. Sprzedałby duszę diabłu, żeby to mogło trwać dalej choć kilka miesięcy. To były wzniosłe, wspaniałe godziny, nigdy już nic takiego się nie powtórzy i nigdy nie starał się tak bardzo. Więc nie może pojąć, dlaczego jedyna osoba, na której naukach najbardziej mu zależało, nie chciała dalej się nim zajmować. Sto, tysiąc razy myślał o tym, godzinami rozważał każdą minutę i każde zdarzenie, nie może zrozumieć, co takiego zrobił. - „Przecież Pani prowadzi także lekcje z zakresu trzeciej klasy. Więc dlaczego ja, dlaczego nie mnie, czym zawiniłem? Tylko proszę nie mówić, że to dla mojego dobra, w moim najlepszym interesie. Już to słyszałem.” - Wyglądało, jakby pani Piesewicz zastanawiała się kilka sekund, w końcu odpowiedziała: - „Dobrze, pomówmy szczerze. Wiesz, że uczniowie często podkochują się w swoich nauczycielkach, uczennice w nauczycielach jeszcze częściej, a czasem w nauczycielkach też. Mnie to nie ominęło, z własnego doświadczenia pamiętam, kiedy byłam uczennicą. A nauczyciel musi być obiektywny i zachować się na poziomie, jeżeli nie może, jeżeli zauważy, że jednak zaczyna się angażować osobiście, to powinien zrezygnować, przestać uczyć.” - - „Tak, ale ja przecież ani na chwilę tego nie okazywałem, nawet nie pomyślałem przez jedną sekundę. Dlaczego uznała mnie pani za coś tak wstrętnego, niskiego lub podłego, że nawet samej mojej obecności nie można znieść. Robiłem rachunek sumienia, wiele razy i nic nie rozumiem. Bardzo ciężko mi z tym żyć, to boli. Chciałbym znać swoje złe strony, wiedzieć jakie błędy popełniam. Dlaczego ludzie, na których mi zależy, odwracają się?” - - „Słuchaj, ty rozumujesz kompletnie na odwrót. Zrozum, że jesteś całkiem atrakcyjnym chłopcem, jeżeli naprawdę jeszcze tego nie wiesz. Gdybym była młoda dziewczyną w twoim wieku i do tego wolną, to może bym ci się nie oparła. Zrozum, nie tylko jestem od ciebie dużo starsza, ale mam też rodzinę, męża na którym mi bardzo zależy i czteroletniego synka. Przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że trzeba to przerwać, zanim wszystko się skomplikuje. Powód jest taki, że zaczęłam cię lubić za bardzo, a nie odwrotnie, jak sobie wykombinowałeś. Przykro mi, że tak to odebrałeś, ale to jedyne rozsądne wyjście. Normalna rzecz, pierwsze uczucia pozostają w strefie marzeń i wyobraźni. Pierwsze kotki za płotki... Znajdziesz sobie ładną dziewczynę w swoim wieku i będziesz szczęśliwy. Mnie to nawet pochlebia a ty się pocieszysz. Przyszedłeś jak szybka maszynka do liczenia, a poza tym zero, zadziwiająco szybko nabrałeś cech ludzkich. To wielka satysfakcja dla nauczyciela, stałeś się moim ulubionym uczniem. Nie mówię banalnych słów, zapowiadasz się bardzo dobrze. Jest wojna, wyjątkowo trudna sytuacja, a już kończysz Gimnazjum, o dwa lata przed czasem. Masz jeszcze do uzupełnienia przedmioty humanistyczne, ale jak wszystko pójdzie dobrze i nadal utrzymasz takie tempo, masz szansę zdawać maturę za rok, w wieku 15 lat. To wyjątkowy wypadek, dziewczyny się o takich biją.”- - „Dziękuję, mam nadzieję że wkrótce skończę u prof. Jarugi program III klasy, ale czwartej już nie będzie, a tym bardziej Liceum. Koniec pięknych planów.” - - „Dlaczego? Co się stało?” - - „Właśnie wczoraj dostałem wezwanie do Arbeitsamtu . Muszę się stawić w terminie tygodnia, wyślą mnie na roboty do Niemiec.” - - „Jezus, Maria! - Pani Piesewicz impulsywnie chwyciła Angusa za rękę. - Co masz zamiar zrobić?” - W końcu z trudem zdołał opanować, siebie i swój głos: - „Jedno jest pewne, nie pojadę do Niemiec. Cokolwiek się stanie, nie będę dla nich pracował, nawet gdyby się to miało skończyć obozem lub więzieniem. Ojciec też uważa, że pewnych rzeczy nie można zrobić bez względu na konsekwencje. Może uda mi się ukryć i nie złapią mnie.” - W tym, zdanie Angusa rzeczywiście podzielała cała rodzina. Jeżeli ojciec nie całkiem odpowiadał wymarzonemu przez Angusa ideałowi, nie szukał okazji do czynnej walki i wolał siedzieć cicho, to również uważał, że obowiązuje zasada, że nie wolno pracować dla okupanta. Matka stała na podobnym stanowisku, choć z całkiem innego powodu: nie mogła dopuścić, żeby taka krzywda spotkała jej synka. Wprawdzie to nie było równoważne z wyrokiem śmierci, ale wracało około połowy, a wiedziała, Angusa przeszedł długi dreszcz i na całym ciele zaczęła mu występować gęsia skórka. Co więcej zdawał sobie sprawę, że przy podwiniętych rękawach i rozpiętej koszuli, taka reakcja jest widoczna. Ta świadomość krępowała go jeszcze bardziej, najchętniej schowałby się pod ziemię. Nie mógł jednak nic na to poradzić i siedział jak sparaliżowany. Dwa razy otwierał usta i zamykał je znowu, gdyż zdawał sobie sprawę, że dźwięk jaki by się z nich wydobył, nie byłby w niczym podobny do głosu. Czytał a także widział przed wojną na filmach komediowych, jak między zaangażowanymi sobą ludźmi następował jakby przeskok iskry elektrycznej. Uważał to za zabawny wymysł aktorów, śmieszne. Teraz zwykłe dotknięcie dłoni ogłuszyło go jak rażenie pioruna, wprost nieprawdopodobne. że Angus ze swymi poglądami ma marne szanse. Sam Angus żywił nadzieję, że to zdarzenie wymusi jego przejście na statut nielegalny, nareszcie. Po prostu, nie zostanie innej możliwości. Uważał to za szczęście, najlepsze wyjście. Ale najwyraźniej pani Piesewicz nie podzielała tego zdania, przeciwnie, za bardzo się przejęła. Próbował jej wyjaśnić, że to nic ważnego, nie ma o czym mówić i wcale się nie martwi. Od dawna marzył, żeby wreszcie trafiła się jakaś okazja, wymuszająca męską decyzję. Po prostu wstyd, żeby młody człowiek w takich czasach żył sobie spokojnie i w ogóle się nie narażał. Kobiety są dziwne, to do niej w ogóle nie docierało, albo nie słuchała. Argument, że kiedyś chłopcy 14 letni nosili broń i towarzyszyli rycerzom w walce, uznała za bzdurny, kojarzył się jej z rzeźnikiem, który ocenia czy ciele już się nadaje na ubój. Nalegała, kto nie dba i nie stara się unikać niebezpieczeństwa, zwykle ginie przez to. Jego bliscy, ona też odczuli by to boleśnie. Żałuje, że spotkała egoistę, którego inni nie obchodzą. Przed chwilą, zaskoczona jego silną reakcją, cofnęła rękę. Teraz pochwyciła go ponownie. Ponownie, dotyk podziałał wstrząsająco, zaczął powtarzać w kółko to samo, gubić się i mówić od rzeczy. Po chwili pochwycił drugą rękę byłej nauczycielki, potem przysunął się bliżej i otoczył ją ramieniem i nagle powiedział, co naprawdę myślał: - „To, co ze mną będzie, nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko ta chwila i oby się nigdy nie skończyła, trwała choć trochę.” - Pani Piesewicz odpowiedziała, że jeżeli tak, to nie powinien jej udusić, teraz, w tej chwili. Zmieszany, wypuścił ją z objęcia, ale nadal trzymał za rękę, oburącz. Usiłowała mu wytłumaczyć, by był rozsądny: - „Słuchaj, bardzo cię cenię, znaczysz dla mnie więcej niż przypuszczasz. Ale to jest właśnie sytuacja, której chciałam uniknąć. Dla tego przestałam cię uczyć, mimo całej sympatii. Mówiłam już, że mam rodzinę. Zrobiłabym dla ciebie dużo, ale nie wszystko. Ustalmy od razu, że nie mogę i nie chcę mieć z tobą stosunku, to raz na zawsze wyjaśni sytuację i oszczędzi ci rozczarowań. Możemy być przyjaciółmi, możesz mnie nawet traktować jak matkę albo powiedzmy, starszą siostrę.” - - „Brr,- wzdrygnął się Angus,- tylko nie to, okropne, podejrzewałbym się o skłonność do kazirodztwa, kompleks Edypa. Przepraszam, mówię głupstwa. Ale daję słowo, przysięgam, nigdy nawet nie ośmieliłem się o Pani pomyśleć w nieodpowiedni sposób. Pani nauczyła mnie dostrzec piękno tam, gdzie go przedtem niebyło, albo ja nie widziałem. Otóż Pani sama jest najdoskonalszym pięknem, jakie kiedykolwiek spotkałem i jakie w ogóle mogę sobie wyobrazić. Dotąd pragnąłem tylko tego, żeby to piękno widzieć no i jeszcze słuchać, być w pobliżu. Nie mówię o pięknie tylko w sensie fizycznym, odczuwam je wszędzie, w każdym ruchu, geście, myśli, tak intensywnie, przejmująco, aż czasem dławi. Dlatego tak dotkliwie odczułem, gdy nie chciała mnie Pani dłużej uczyć. Przecież nie byłoby w tym nic złego, gdybym mógł być szczęśliwy jeszcze przez kilka miesięcy. Teraz nie ma już takiej możliwości, najpiękniejszy okres życia mina i nigdy nie wróci.” - - „Naprawdę mi przykro, ale to normalne w życiu. Wydawało mi się, że postępuję tak, jak muszę i chciałam ci też oszczędzić rozczarowania. Nie mogłam przewidzieć przyszłości, że tak się ułoży. Gdyby to było możliwe, teraz postąpiłabym inaczej, nie chciałam cię zranić, przyczynić ci ciężkich chwil. Lecz już nie da się tego zmienić.” - Angus natychmiast podchwycił temat: - „Jest jedna rzecz, której pragnę tak bardzo, że gdybym miał zaraz potem zginąć, to i tak uważałbym, że przeżyłem wspaniałe życie i niczego bym nie żałował. To, co mówiłem, że nigdy nie pozwoliłem sobie nawet na niewłaściwą myśl, to święta prawda, teraz też nie. Ale czy Pani zauważyła, jaki niebywały, nieprawdopodobny wstrząs wywołało zwykłe dotknięcie? Przeniknęło mnie całego, a może i Pani odczuła, zauważyła tą iskrę. Gdybym mógł poczuć Pani dotyk całym ciałem, przez minutę, pół, nawet tylko sekundy, nie dbałbym, co się potem ze mną stanie. To by zmieniło natychmiast cały świat. Przysięgam, że nie pragnę niczego więcej, to jest najwyższe szczęście, jakie potrafię sobie wyobrazić, na zawsze zostałoby ze mną wspomnienie. Gdybym został królem, cesarzem świata, wzniósł się do nieba, albo wpadł do piekła, żył tysiąc lat albo zaraz umarł, to nie miało by żadnego znaczenia!” - jedno Prawdopodobnie Angus mówił coś jeszcze, sam nigdy nie przypuszczał, że potrafi zdobyć się na tyle i takich słów. W każdym razie pani Piesewicz została wyraźnie wzruszona. Wstała nagle i powiedziała: - „Dobrze, wierzę ci, mówisz uczciwie. Rozbierz się.- I po sekundzie dodała: - Tylko proszę, jeżeli to ci nie popsuje wszystkiego, nie patrz.” Angus nie spodziewał się aż tego, w gruncie rzeczy nie miał nadziei, że jego prośba odniesie skutek. Wydawało mu się, że śni. Mówił w desperacji, zapominając, że do nieprzewidywalnej idealistki, kierującej się odczuciem chwili. Słyszał, jak w 1939 roku jako wolontariuszka w szpitalu polowym, w czasie wypraw po rannych okazałe niezwykłą odwagę, zasłaniając własnym ciałem rannego, którego żołnierz Niemiecki chciał dobić. Podobno, lufa karabinu dosłownie wbiła się w jej ciało, a nie ustąpiła i ostatecznie wydostała go żywego, choć zmarł później w szpitalu. Ona przypłaciła to chorobą, podobno zachorowało też dziecko, które jeszcze karmiła. Podobnie, gdy rozpoczęła uczyć w tajnym Gimnazjum, polskiego i Łaciny, uczyła niekonwencjonalnie, z pełnym zaangażowaniem. Często lekcje kończyły się wolną dyskusją, każdy mógł prezentować własne stanowisko, jeżeli miał co do powiedzenia, a musiał się liczyć z bystrą i inteligentną krytyką. Reagowała z szybkością światła. Teraz też, to cudowne stworzenie Boskie tak zareagowało na jego błagania, nie mogło się wprost pomieścić w głowie, wydawało snem. Angus zerwał się, krawat już przedtem miał rozluźniony i koszulę rozpiętą z powodu upału, zapomniał o wszystkim w czasie rozmowy i nie poprawił tego. Gdzieś w tyle głowy mignęło mu, jak kiedyś rozmawiali ze Stachem o dziewczynach, kolega żartował sobie z niego. Raz, kiedy przechodzili koło wygniecionego miejsca w zbożu (a takich miejsc na polach spotykało się sporo, najwyraźniej ludzie tutaj byli inni, bardziej gorącokrwiści, niż w Wielkopolsce), powiedział, że prawdziwy gentleman układa najpierw swe ubranie i dopiero na nim dziewczynę. Odruchowo rozłożył marynarkę i resztę rzeczy w miejscu, gdzie między altanką a krzakami rosła trawa, a na nią padały plamy przebijających się promieni słońca. To miejsce było osłonięte z wszystkich stron, jedynie ktoś, kto stanąłby w samej altance, mógłby mieć widok z góry ponad wysoką gdzieś do pasa boczną ścianą i drewnianą kratką. Tego był świadomy tylko częściowo, jak na marginesie. Potem bez reszty zaabsorbowały go pierwsze zetknięcia, przejmujące dreszcze i zaraz potężny prąd, elektryczny, magnetyczny, a może przepływ eteru, flogistonu, promieniowania czy cokolwiek to było, gdy ich ciała spotkały się i wreszcie splotły. Ze wszystkich sił pochwycił swoją wymarzoną, nawet nie usiłował jej pocałować, tylko przylgnął, jak przyssawka do skały, policzek do policzka i tak aż do stóp. Czuł potężny przepływ nowej formy energii, działanie cząstki elementarne z potęgą, odwrotnie proporcjonalną nie do drugiej, ale czwartej lub piątej potęgi odległości. W jednej sekundzie przysiągłby, że to rezonans, w drugiej, że materia astralna, a w trzeciej że grecka legenda o odnalezieniu się rozdartych całości. Wypełniło go przemożne uczucie szczęścia, ale to uczucie nie było jeszcze kompletne. tajemniczych sklejających sił, Zapytał łamiącym się głosem: - „czy mógłbym, na krótką chwilę wejść do środka? Zaręczam, że nic nie zrobię, nawet się nie poruszę, chcę tylko poczuć pełny kontakt.” - - „Czy zdołasz to wytrzymać? Nie mogę dać ci więcej, zrobić tego na prawdę.”- - „Dotrzymam umowy! Przysięgam na swoje głowę, na życie, niech zaraz zginę, jeżeli nie i....” - - „Cicho, wystarczy, nie mów tak więcej!” - Zmienili położenie, przedtem na boku, teraz Angus przesunął się na górę, a jego partnerka sama wsunęła jego członek, on zapewne nie wiedziałby nawet jak to zrobić. Angus koncentrował się w tej chwili na tym, żeby nie przyduszać swoim ciężarem najwspanialszej i najlepszej kobiety na świecie, wypełniało go poczucie wdzięczności i czułość do osoby, która tyle dla niego robi. Jednak obok tego pragnął ze wszystkich sił więcej, chociaż raz poruszyć się, pchnąć z całych sił. Jednak udawało mu się zapanować nad sobą, pozostać nieruchomo, jedynie tylko drżał wciąż nieustannie. Choć nie wykonał najmniejszego poruszenia, serce biło mu jak oszalałe i brakowało powietrza. Ciśnienie krwi musiało przekraczać wszelkie rekordy, dla młodego organizmu wciąż jeszcze nie była to niebezpieczną granicą, chociaż starszy mężczyzna mógłby takich wrażeń nie przeżyć. To oczywiście nie miało znaczenia, dotrzymanie słowa było konieczne, przeżycie nie. Czy nie słyszał czegoś podobnego na lekcjach? Tak ...”vivere non est necesse”. Trudno powiedzieć, jak to było ze wzrokiem, z bliskiej odległości obraz i tak był niewyraźny, zaś zamknięcie oczu jakby oszczędzało sił, ale w uszach dzwoniło mocno, na ułamki sekund tracił chyba świadomość. Odnosił takie wrażenie, jakby unosił się do góry, potem przebijał pułap i znajdował się w nowym świecie. prawie takim samym jak poprzedni bardzo podobnym, a jednak zupełnie innym. Po sekundzie a może jej ułamku, znowu przebijał nowy pułap i przechodził do kolejnego świata. Tak, jakby jechał windą i mijał kolejne piętra. Ciągle czuł przepływ cudownego promieniowania, a może jakiejś innej formy energii, lub nieznanej, niematerialnej substancji. Jednocześnie całą siłą woli starał się nie poruszać, za wszelką cenę wytrwać w bezruchu tak, jak obiecał, Tylko drżał coraz mocniej. A przy tym usiłował pamiętać, by nie przyduszać jej swoim ciężarem, utrzymać się na rękach i nogach. Nie był do tego przyzwyczajony, (niezgrabnie utrzymując się na dłoniach i palcach stóp), to znaczny wysiłek. Oddałby duszę diabłu, gdyby mógł wykonać parę, choć jeden ruch - ale to w żadnym wypadku nie wchodziło w rachubę. Nie mógł zawieść tej niebiańskiej, nieskończenie dobrej istoty, która bez reszty mu zaufała. Sto razy lepiej umrzeć, a w ogóle umrzeć teraz byłoby szczęściem, ale bardzo egoistyczne, nie, co za bzdura. Właściwie powinien już się cofnąć, ale myśl o tym była nie do zniesienia, okropna, wolał zapomnieć o tym jeszcze na kilka sekund. Niech ta chwila jeszcze się nie kończy! Kiedy tak trwał na samej granicy bytu i niebytu, w absolutnym bezruchu - no, niezupełnie, w bezruchu w sensie fizycznym, bo jednocześnie w szalonym pędzie przebijał kolejne sufity i wznosił się do nowych, mijanych jeden za drugim światów, wymiarów lub może pięter, nagle poczuł słaby, lekki, ale wyraźny skurcz lub uścisk w przestrzeni, w którą zajmował. To ledwie dostrzegalne uczucie, szarpnęło całą jego istotą, nadal zdołał się opanować i nie poruszyć, ale to nie pomogło. Zaczął osuwać się w dół, i choć ze wszystkich sił wbijał w ziemie dłonie i stopy, nie mógł się zatrzymać, spadał teraz w dół w niekończącym się pędzie. Nie miał na to żadnego wpływu, przelatywał przez nowe światy - a może to były te same światy, które przebył w odwrotnym kierunku. W końcu wpadł, jeszcze uchwycił się ze wszystkich sił, ale mimo największego wysiłku, zaczął zanurzać się w ocean niepojętej rozkoszy, coraz dalej, aż objęła ona całe jego ciało. Minęło jeszcze parę sekund wyraźnej przerwy, zanim eksplodował. I w momencie, kiedy wydawało się, że niczego więcej już nie można czuć i że świat nie istnieje, ponownie poczuł lekki skurcz czy uścisk. Efekt skrzydeł motyla, nie stał się jednak tym razem przyczyną odległego cyklonu, jak dopuszcza teoria chaosu. Zamiast tego, wśród rozbłysków światła, wyrzucił Angusa na środek tarczy słonecznej. Cokolwiek twierdzi się na ten temat, przeżycie seksualne jest w pierwszym rzędzie funkcja stanu umysłu, Angus nie miał wtedy żadnej techniki ani żadnego doświadczenia, a właściwie nawet nie wiedział dokładnie, co i jak mężczyzna powinien robić z kobietą. Przeciwnie, był zmanierowany, przyzwyczajony do innych pobudek, nastawiony w inną stronę, przywykł do zaspokajania się sam, do onanizmu. Zupełnie inny rodzaj podniet i fizycznych czynności, Czyli nie tylko zero, ale mniej niż zero, odwrotne uwarunkowanie. Zostań tak jeszcze chwilę. - Nie rozumiał, co to ma znaczyć, nie potrafił sobie wprost tego wyobrazić, ale to zabrzmiało, jakby mu wybaczyła. Ponownie przywarł do Zresztą nie tylko nic nie wiedział i nie umiał, ale i faktycznie nie zrobił, ani też niczego nie zrobiła partnerka, może za wyjątkiem nieświadomego, mimowolnego odruchu. Mimo to, przeżycie którego doznał, absolutnie nie można porównać ani z niczym, co poznał dotąd, sam, ale także i z niczym co poznał kiedykolwiek w dalszym życiu. Doświadczenie, umiejętności i technika nie mają z tym nic wspólnego. Zresztą to logiczne: jeżeli te funkcje służą utrzymaniu gatunku, to muszą być atrakcyjne, pełniąc rolę tzw. pułapki biologicznej. Lecz nie mogą często prowadzić do tak wielkich przeżyć, to byłoby zbyt niebezpieczne. Nie wiadomo, czy byłoby więcej narodzin, czy zgonów. Nie ulega wątpliwości, że Angus znalazł się na samej granicy życia i śmierci. Wracał z bardzo daleka. Kiedy odzyskał świadomość, szarpnęła nim straszna rozpacz. Chciał, nie usprawiedliwiać się, bo tu nie mogło być żadnego usprawiedliwienia, ale wyrazić żal, że tak zawiódł. Ale Pani Piesewicz przytuliła go mocniej i szepnęła: - Nie mów nic. żadnej, najmniejszej. To niej i wciąż czuł nadal to wspaniałe uczucie bliskiego kontaktu, zupełnie oddzielnie od doznanej rozkoszy, uczucia przenikania, promieniowania. Niestety, coś w tym przeszkodziło. Był jak świeżo wyjęty z wody, pocił się obficie, choć przecież nie wykonywał żadnej pracy, nie poruszał się w ogóle. Z twarzy, czoła i po nosie spływały mu całe strumyki potu, starał się, aby trafiały w bok, ale w pewnym momencie kilka kropel wpadło do oka kobiety. Wzdrygnęła się, chyba zapiekło, czar prysnął. - Ponownie zaczął: - „nie zasługuję na przebaczenie....” - Ale partnerka przerywa mu: - „za co? Byłeś jak rycerz bez skazy, po prostu cudowny. Do ostatniej chwili dotrzymałeś słowa, nie ponosisz żadnej winy, ponoszę odpowiedzialność, jestem dojrzałą, doświadczona kobietą, a ty, wybacz, tylko niedoświadczonym chłopcem. Ale przysięgam, że choć jestem i dorosłą kobietą i ponadto jeszcze lekarzem, mającym fachową wiedzę o organizmie ludzkim, nigdy dotąd nie przypuszczałam, nawet nie potrafiłabym sobie wyobrazić, że to co nas spotkało jest w ogóle możliwe. Nigdy nie słyszałam ani nawet nie czytałam o podobnym wypadku. Więc choć mówię, że ponoszę odpowiedzialność, ja też nie czuję się winna, albo niewiele i nie potrafię za to żałować. Zaczęło się od współczucia, chciałam dać ci to, o co prosiłeś, ale nie więcej. Potem nie wiem i nigdy nie zrozumiem, jak się to stało, byliśmy w ręce niepojętej siły. Może to Bóg nas dotknął, może w ogóle stworzył nas i prowadził tylko do i dla tej chwili. Może szatan tak się wysilił, żeby ten raz dać nam poczucie wyjątkowego szczęścia i skusić do dalszych grzechów. Spotkało nas coś wyjątkowego. Jak cud, nikt nie ponosi winy, nie ma i nie może niczego żałować.” - raczej ja Stopniowo te wspaniałe słowa docierają do Angusa. Przerywa je pierwszym w ogóle pocałunkiem. znowu przejmujący wstrząs, to nie pocałunek samymi wargami, jak dotąd wyłącznie całował, ale poza, mówiąc językiem Homera, przegrodę zębów . Przed chwilą ledwie żywy, teraz ponownie czuje swoja męskość. Lecz partnerka prosi: - „nie psuj tej jedynej chwili. Teraz, to byłoby ciężkim, świadomym grzechem. Przedtem nie chcieliśmy tego. Może i to, od czego zaczęliśmy było też grzechem, nie mamy całkiem czystego sumienia. Ale mniejszym grzechem, a reszta stała się bez naszej intencji i woli, nawet bez wiedzy. Ale gdybyśmy teraz zrobili to ponownie, nic by nas nie usprawiedliwiało. A poza tym, taka chwila nie może się powtórzyć, byłbyś rozczarowany.” - Angus znów jej nie rozumie, ale instynktownie jest przerażony: - Jaki grzech, i najwspanialsza rzecz, jaka zdarzyła się w całym życiu. Czy to możliwe, sumienie? Najpiękniejsza, najwznioślejsza jakie żeby ona wierzyła w te bzdury, takie same, jakie dwa lata temu ciężko zaważyły na jego losie, omal nie doprowadziły do nieszczęścia? - „O czym właściwie mówisz?” - pyta. - „Kochany, to się nie może powtórzyć, musimy się rozstać i nigdy więcej się nie spotykać. Proszę, postaraj się mnie zrozumieć. Ja nie jestem katoliczką, jak ty. Wasz kościół łatwiej wybacza, jest łagodny i bardziej tolerancyjny. Ja jestem prawosławna, cerkiew traktuje grzech bardzo surowo. Grzesznik sam musi się potępić i pogodzić z ogólnym potępieniem, jest napiętnowany, nie otrzymuje tak łatwo przebaczenia. Może tego nie rozumiesz, wyrośliśmy w innych światach, ale to moja wiara i nie mogę ani nie chcę jej zmienić. Czy chcesz wepchnąć już tutaj, na ziemi, do piekła kobietę za to, że zrobiła dla ciebie wszystko co mogła i przekroczyła granice? Ja naprawdę cię też pokochałam, myśl o rozstaniu rozdziera mi serce, ale nie mogłabym żyć z tobą ani spotkać cię więcej. Bardzo chcę spotkać się kiedyś, ale na innym świecie, przecież Bóg nie dopuści do tego, żebyśmy już nigdy nie mieli się zetknąć. Ale nie potrafiłabym też żyć w grzechu. Jest jeszcze druga rzecz, pomyśl praktycznie. Czy wyobrażasz sobie, że gdybyśmy nawet teraz, szaleni, rzucili wszystko i próbowali odejść gdzieś razem, byłoby na świecie takie miejsce, gdzie moglibyśmy się schronić? Przecież ludzie nie pozostawiliby nas w spokoju, nie tylko wytykali, ale wprost zagryźli. Każdy poczytywałby sobie za zasługę prześladować nas. Spadlibyśmy na samo dno i w końcu znienawidzili i przeklinali siebie, winili się nawzajem.” – Rozmowa trwała nieco dłużej, chaotyczna i może patetyczna, właściwie nie sposób ją odtworzyć. Ale nie sposób zaprzeczyć racji. Przed chwilą otwarły się bramy niebios, teraz się zatrzasnęły i widać tylko dno rozpaczy. We własnej głowie, Angus słyszy urywek wiersza, który uważał kiedyś, biedny głupiec, za nierealny, wymyślony, pretensjonalny, napuszony, bez sensu: Potępi nas świętoszek, rozpustnik wyśmieje, Że chociaż samotnymi otoczeni ściany, Ze choć................., on tak zakochany Ona tylko rozpacza, on tylko łzy leje. On chciałby zachować przynajmniej nadzieję, Ona zwłaszcza nadzieję chce na wieki zniszczyć.... Ale nagle błysnęła myśl: - A jeżeli będziemy mieli dziecko?- - Nie będziemy. Pamiętaj, że jestem nie tylko kobietą, ale i doktorem medycyny, wiem, że jestem w okresie niepłodnym. A nawet, gdyby pod wpływem niezwykle intensywnego przeżycia doszło do dodatkowego jajeczkowania, to i tak może się zdarzyć dopiero po pewnym czasie, a ja wiem, co zrobić, żeby nie doszło do zapłodnienia. Ale daję ci słowo, że gdyby jednak doszło, tylko w tym wypadku, powiem ci o tym sama.- - Idź już teraz kochany, nie żegnaj się, nawet nie odwracaj, bo będzie nam tylko jeszcze trudniej. Wierzę, że taki los zesłał nam Bóg i będę się za nas modliła. - Te słowa zapiekły, nie zasługiwał na nie. Angus wyszedł z ogrodu, ale nie uszedł daleko. Przysiadł na chwilę na miedzy wśród zbóż i momentalnie przysnął. Mój Boże, w ciągu tysięcy lat, miliardy ludzi przeżywały wszelkie możliwe kombinacje zdarzeń. to nie były żadne sztuczne wymysły. Petrarka opisywał, w najprostszych, oszczędnych, aż za ubogich słowach prawdziwą, autentyczną sytuację. To wszystko już było, nawet, jeśli niezmiernie rzadko. Ilu ludzi mogło mieć podobne przeżycie? Jeden na dziesięć milionów? Na pewno nie! Jeden na sto milionów? Ale nawet przy minimalnym prawdopodobieństwie setki musiały już znaleźć się na, asymptotycznie zbliżającej się do zera, części krzywej Gaussa. Inni ludzie. przed nim, czuli ten sam ból i rozpacz, może takie same łzy. Zbudził się dość szybko, chyba było nie wiele po południu, może minęła godzina? Był z początku zupełnie nieprzytomny, nie miał pojęcia jak się tu znalazł i co robi. Powoli wracała pamięć. Jedno było pewne, nie mógł wrócić teraz do domu, musiał być sam. Najpierw, musiał dojść jakoś do ładu ze sobą, przemyśleć i wszystko poukładać. Po drugie, był prawie nieprzytomny i musiał wyglądać jak pijany, zwłaszcza gdy rozmawiał sam ze sobą. Omijając zabudowania, przeszedł ulicę Piaski i zagłębił się w lesie po drugiej stronie, ale to nie wystarczało. To niezbyt duży, zagospodarowany las i można było w nim natknąć się na ludzi, nawet znajomych z Piasków. Po drugiej stronie szosy, ciągnęła się też wstążka lasu, młodego i częściowo ogrodzonego, kawałki stanowiły własność prywatną, a za tym pasmem teren opadał i dalej ciągnęły się bujne, wilgotne samego Romanowa. Tam poszedł, przeskoczywszy szosę. łąki do Przez krótką chwilę widział niebo i znalazł się w nim, zaraz bramy się zatrzasnęły. Ta krótka chwila musi wystarczyć na resztę życia, nigdy nie mają się już spotkać, przynajmniej na tym świecie. Co więcej, musi tego za wszelką cenę dotrzymać, nie mógł po raz drugi złamać słowa. Ale jednocześnie nie potrafi ani się z tym pogodzić, ani wyobrazić sobie dalszego życia. Zawiódł i miał poczucie winy, a z drugiej strony częściowo uwierzył w to, co nieziemski anioł dobroci mu powiedział: Może ta wina nie była tak wielka, może rzeczywiście w pewnym momencie stali się tylko bezwolnymi pionkami w ręku przepotężnych, pierwotnych sił, nie mogli na to nic poradzić. Znaleźli się w rwącym prądzie, wodospadzie, który ich porwał i niósł mimo, że naprawdę nie chcieli i nie zrobili ostatecznego kroku, pozostając wierni sobie. Ale mimo, że ona go usprawiedliwiła i nawet broniła przed samym sobą, nie czuł się usprawiedliwiony. Angus, pod wpływem głęboko wpojonego męskiego szowinizmu, uważał, że odpowiedzialność ponosi tylko mężczyzna, zawsze i automatycznie. Jednak, bez względu czy zachował się jak rycerz bez skazy, czy też najgorsza podstępna świnia, nie potrafił nigdy tego żałować. Gdyby był religijny jak kiedyś, to w tej chwili dziękowałby Bogu na kolanach za ciężki grzech, jako największą łaskę, jaka go w życiu spotkała. Na dnie świadomości dręczyła go jedno skojarzenie. Piosenka, którą kiedyś podśpiewywał wraz z kolegami w szkole, z przesadą wywracając oczami, parafrazując ją komicznie. (Teraz mógł tylko przy tych wspomnieniach powiedzieć: z czego się głupi śmiejesz, z czego, co widzisz zabawnego?). Piosenka jeszcze z okresu branki moskiewskiej w 1863r: Idę na góry Kaukazu, Tak wyrok Boski zażądał Może tam zginę od razu Już cię nie będę oglądał. Może tam pójdę w niewolę ............................. Któż mnie pocieszy w niedoli Jeśli nie ty, lube serce. Jeżeli stało się podobnie, jeżeli wziął ją na litość, wykorzystał, znając jej impulsywność i szlachetne porywy, faktycznie był nędzną, podłą świnią. W takim wypadku, powinien wstydzić się do końca życia, schować się pod ziemie i nigdy więcej nie pokazywać na oczy. Samo dno, wykorzystać litość. Bohater oznajmia, że ma zginąć, dobry anioł rozjaśnia mu ostatnie chwile życia. Ale uczciwie, taka myśl nawet nie powstała mu w głowie. Teraz to skojarzenie było nie do zniesienia. Z drugiej strony, wśród tysięcy lat i milionów ludzi, pewne zdarzenia mogą się powtarzać, to nie znaczy, że są takie same. A może coś w tym było. Kiedy wspomniał jej o wysłaniu na roboty do Niemiec, co w tych czasach uważano za zagrożenie prawie pewną zgubą, to prawie tak, jakby wypowiedział „morituri te salutant”. Szlachetna i całkowicie, można powiedzieć, sterylnie pozbawiona zdrowego i naturalnego egoizmu, z gatunku dawnych entuzjastek, zareagowała spontanicznie i porywczo, zgodnie ze swoją naturą. Chciała uchronić go przed depresją i rozpaczą, przed sobą samym, zostawić dobre wspomnienie. Paradoksalne, takiej obawy nie było, on zupełnie nie myślał wtedy o swoim losie. Obecnie, dalszy los nie miał najmniejszego znaczenia. Jak Tristan, mógł powiedzieć - „teraz niech przyjdzie śmierć”. Jedyne co się liczyło to pamięć chwili, kiedy zetknęli się z przemożną, nadprzyrodzoną potęgą, która ich nieoczekiwanie ogarnęła i którą, miał nadzieję, oboje odczuli. Właściwie, czy lepiej jest poznać najwyższe szczęście, nawet wtedy, jeżeli nie ma już szans, by się mogło powtórzyć? Gdyby żył miliony lat i ciągle szukał, a zapewne nawet gdyby mogli być razem, to prawdopodobieństwo drugiej takiej chwili było znikome. Milionom ludzi nie zdarza się nigdy podobne przeżycie. Czy lepiej przeżyć normalne, zwykłe życie i nie odczuwać, nie zdawać sobie sprawy, nie doświadczać żadnego braku? Czy też raz znaleźć się w otwartych bramach niebios i płacić całe życie wieczną tęsknotą? Mimo wszystko, wewnętrznie pewien był, że musi ją kiedyś jeszcze zobaczyć. Niemożliwe, żeby mieli się nigdy nie spotkać, bez względu na to co postanowili i czego na pewno dotrzyma, tym razem. Może po wielu latach, siwemu starcowi, będzie dane kiedyś paść do kolan staruszki. Kiedyś, gdzieś to musi się zdarzyć. Miał nadzieję nie żyć i nie czekać zbyt długo. Wtedy, jako górną granicę wieku wyobrażał sobie pięćdziesiąt lat, właściwie trzydziestolatka uważał za starca. Tymczasem jednak, nadal rozmawiał z nią przez cały czas, w swym umyśle. To wyobrażenie zostanie z nim zawsze, tego nikt mu nie odbierze. A jednak, czy rzeczywiście potrafi sprawić, żeby zostało? Jeżeli ciebie zapomnę... …, niech zapomnę prawicy mojej. Nie wymawiając w złą godzinę, widział ludzi, którzy zapomnieli więcej, niż swoją prawicę. To byłoby przerażające, nie chciał dożyć momentu, w którym mógłby stracić wspomnienie. Wszystko byle nie to! Miłość, co tylko miłością się płaci Tak................................ Że aż powstrzymał się nią poruszony Nieubłagany potok niepamięci. Stara i piękna poezja, niestety, kłamliwa. Dawni trubadurzy, podobnie jak współcześni poeci, akcentowali, koloryzowali, przesadzali chcąc dobitniej coś powiedzieć. Jeżeli nie zamierzone fałszerstwo, to jednak mijanie się z prawdą. Nic, nigdy nie potrafi zatrzymać nieubłaganego potoku niepamięci, czasu. Żadne najbardziej rozpaczliwe postanowienie, najgorętsze pragnienie, modlitwy ani błagania, bunt ani desperacja nic nie pomogą. Kiedyś, po wielu latach, można nadal pamiętać same fakty, ale ich znaczenie, odczucia, wewnętrzne światło je przenikające, znikają. Nawet w wyobrażeniu, nie da się wrócić do tego co było naprawdę, co się rzeczywiście przeżyło. Może zresztą to jest największe miłosierdzie jakiego doznaje człowiek. Inaczej, nie mógłby ciągnąć życia. Idąc na przełaj przez podmokłe. poprzecinane rowami łąki Angus doszedł do kanału wodnego, doprowadzającego wodę do huty i skręcił ścieżką biegnącą wzdłuż tego kanału w prawo. Prowadziła ona do zapory * * * i mostów Romanowskich. Był tam i kąpał się już przedtem. W Romanowie, rzeka Kamienna przegrodzona została wykonaną z drewnianych bali zaporą, dzielącą się na osiem szerokich bram, które mogły być unoszone do góry przy pomocy ręcznie nastawianych mechanizmów korbowych. Maksymalne spiętrzenie wody mogło wynosić do 6 m, zwykle mieściło się w granicach ok. 4 m. Wraz z tamą, zbudowany był również drewniany most drogowy. Zarówno tama jak i most, miały wspólny szkielet metalowy, ze względu na znaczny napór wody, a przed tą konstrukcją zbudowano jeszcze szereg skośnych, klinowych osłon tak, żeby spływające kry lodowe nie uderzały w potężne bele i metalowe prowadzenia, w których osadzone były podnoszone wrota. Na tych osłonach, oddalonych ok. 6 m, od głównej konstrukcji, umieszczono dodatkową kładkę z grubych desek, z poręczą tylko od jednej strony, od mostu. Kładka, o szerokości trochę mniej, niż 2 m., górowała znacznie nad mostem, a wchodziło się na nią po zbudowanych z obu stron schodach. Pod spodem, przypory osłonowe podnosiły się stopniowo z wody aż do wysokości kładki przy poręczy i opierały się o belki żelazne, wystające jeszcze kilkadziesiąt cm wyżej. natomiast druga ich strona, skierowana klinem przeciw prądowi, pokryta była dwoma listwami żelaznymi złożonymi pod ostrym kątem, Przed zaporą, rzeka utworzyła spore rozlewisko, ok. 1 km powyżej, przy jego początku znajdował się most kolejowy ze stalowej kratownicy, na wysokich przęsłach. Natomiast przy drewnianym moście drogowym i zaporze, rozlewisko to zwężało się i pogłębiało, a na ostatnich kilkudziesięciu metrach ujęte było w drewniane ocembrowanie, opadające stromo w dół, nad tym ocembrowaniem znajdował się płaski parapet z desek, a dalej skośnie wznoszące się, niskie obwałowanie pokryte murawą. Po latach, już w rozbiórce. W lecie, w zaporze podnoszono zwykle jedną lub dwie, rzadko kiedy trzy przegrody na wysokość od kilkudziesięciu cm do 1 -1,5 m. i woda wyciśnięta ze spodu spiętrzenia, wyrywała się białym, spienionym jęzorem najpierw w krótkie jakby korytarze między przegrodami zapory stanowiącymi jednocześnie podpory mostu i następnie spływała na drewniany pomost o szerokości ok. 15 m., a z niego dalej na duże wymyte zagłębienie tworzące owalne jeziorko, otoczone piaszczystymi brzegami. Za tym jeziorkiem, otoczonym piaszczystą plażą i niskimi piaszczystymi wydmami, rzeka już spokojnie, płynęła dalej. Woda w jeziorku też była spokojna, za wyjątkiem jednego lub kilku języków wrzącej piany, które kończyły się pasami silnego prądu, w połowie długości jeziorka. Wtryśnięta woda rozpraszała się stopniowo w masie zbiornika, po obu jego brzegach zaznaczał się wolny prąd wsteczny. Dzięki dobremu natlenieniu i stałemu mieszaniu, woda była bardzo czysta, o lekko zielonkawej barwie. Piaszczysty brzeg, najszerszy naprzeciw zapory, do kilkudziesięciu m., przypominał prawdziwą morska plażę. Tylko piasek był oczywiście ciemniejszy, a podobne do wydm zwały piaskowe porośnięte innymi, niż nad morzem krzakami. Konstrukcję zbudowano dla celów przemysłowych: z górnego zbiornika, mniej więcej na połowie odległości między mostem drogowym i kolejowym, po lewej stronie rzeki, śluza doprowadzała wodę do kanału, dostarczającego ją do Zakładów Ostrowieckich. Huta potrzebowała wielkich ilości wody, a Kamienna była kapryśną rzeką o zmiennym poziomie, tama i zbiornik zapewniający stałą i znaczną rezerwę, niezależnie od wahań rzeki. Przekopany w łąkach kanał o stałym spadku miał trapezoidalny przekrój, o szerokości ok. ok. 6m u góry a zwężający się do 4 m na dnie, na głębokości 2- 2,5 m. Jednak, na marginesie funkcji przemysłowych, oba zbiorniki w Romanowie stały się największym kąpieliskiem Ostrowca. Oczywiście, kąpano się też w wielu innych miejscach Kamiennej, a niektórzy pływali także i w kanale, chociaż tego nie było wolno. Kanał był stale oczyszczany tym pracownicy opowiadali, że znajdują się w nim potłuczone butelki i różne podobne rzeczy, można łatwo rozciąć sobie nogę. (Zapewne bajki, które miały zniechęcić do kąpieli ludzi, którzy w drodze do Romanowa siadali i odpoczywali czasem na łąkach). i konserwowany, a zajmujący się Natomiast w rzece kąpano się w wielu innych miejscach, wprawdzie Romanów był najlepszy, ale odległy od miasta. Na przykład, Angus mieszkając akurat od najbliższej strony i właściwie już na samym skraju miasta, do Romanowa miał około godziny szybkim krokiem, albo około półtorej godziny wolnego spaceru, zwłaszcza w upale. Dotychczas chodził tam czasem w towarzystwie ojca. Tym razem, droga skończyła się dziwnie szybko, nie zdążył nic przemyśleć. Automatycznie przeszedł most z zaporą i skierował się nad niższy zbiornik. Angus nie umiał pływać, chociaż zwykle udawał, że potrafi przynajmniej parę metrów. W rzeczywistości wchodził tylko do takiej głębokości, żeby móc podeprzeć się nogą, chociaż co jakiś czas odbić od dna, trzymając głowę tuż nad wodą i rozgarniając wodę rękami. Wprawdzie od dzieciństwa bardzo pociągała go woda i wszystkie wakacje musiały być nad wodą, w której moczył się długie godziny, ale jakoś nie nauczył się pływać. Może dlatego, że matka też nie umiała pływać i nie pozwalała mu wchodzić na głębszą wodę, bała się o jedynaka. Ojciec umiał, ale kiepsko, raczej utrzymywał się na wodzie i wyrażał wątpliwości, czy potrafiłby kogoś uratować. Obiecywał wprawdzie, że nauczy syna pływać, ale na tym się kończyło, na płytkiej wodzie to nie nauka. Dlatego jak zwykle, Angus ominął głęboki zbiornik i poszedł do dolnego, który miał piaszczyste i płytkie brzegi, można iść po dnie dobre kilkadziesiąt metrów. Przy górnym zbiorniku było tylko kilkanaście osób, kilka pływało i po parę siedziało na brzegach, większość opalała się rozłożona na deskach wysokiej kładki. Nad dolnym zbiornikiem zwykle kąpały się dzieciaki, z matkami lub pod opieką dorosłych. Teraz nie było nikogo, także żadnych dziewczyn. Tylko jeden upust wody był podniesiony i środkiem jeziorka biały strumień rwał ze sto metrów, potem zwalniał, jeszcze z 50 m silnego prądu aż woda się rozproszyła i dalej, do piasku ze 150 m spokojnej wody. Angus nie miał ze sobą kąpielówek, a postanowił wykąpać się w krótkich białych majtkach. Zdąży przecież rozebrać się i wejść do wody, zanim ktoś nadejdzie, a po wyjściu z wody, mokrych rzeczy dobrze nie widać. Z resztą nie zanosiło się tak szybko na nadejście ludzi, jeżeli, po prostu nie będzie się zbliżał. Z pewnej odległości i tak nikt nie odróżni co ma na sobie, a potem szybko się przebierze. Po chwili był już w jeziorku. Zwykle dochodził dotychczas do najbliższego, wbitego w piasek pala. Rzędy pali, o grubości około 40 cm, ciągnęły się od mostu aż dobrze za połowę jeziora. Może kiedyś drewniany pomost, po którym spływały potoki wody z upustów śluzy i który zabezpieczał zaporę i most przed podmywaniem od spodu, też ciągnął się dalej, aż do połowy zbiornika. A może te rzędy pali miały stanowić jakąś granicę spienionych potoków, by ograniczać zawirowania wody z boków, trudno powiedzieć. Niektóre z rzędów kończyły się jeszcze na głębokiej wodzie, niektóre na płytszej. Angus dochodził zwykle do tego, przy którym woda podchodziła mu prawie do nosa, a czasem trochę ponad, zaczerpnięte przedtem powietrze wystarczało, żeby dotrzeć i złapać się drewna. Następny pal znajdował się w odległości ok. 10 m. Już dawno przychodziło mu na myśl, żeby spróbować sił, wydawało mu się, że miałby rozsądną szansę żeby tam dotrzeć, taką odległość powinien jakoś pokonać. Po kilku głębokich oddechach, odepchnął się od pierwszego pala i ruszył w stronę drugiego. Połowę odległości przebył łatwo, ale potem wytracił szybkość i stopniowo poruszał się coraz wolniej. Ostatnie parę metrów było najgorsze, poczuł prawdziwą emocję i miał wątpliwości, czy uda mu się dotrzeć do celu. Był całkiem blisko, ale wciąż nie mógł dosięgnąć zbawczego drewna, zbliżał się dosłownie po centymetrze, gdyż rozgarniał wyłącznie wodę rękami. Bez pracy nóg, przechodził do ustawienia pionowego, co oczywiście powodowało duży opór. W końcu uchwycił się i ponownie mógł wykonać szereg głębokich wdechów. Powrót nastręczał więcej problemów, przedtem miał wybór, a teraz to była konieczność, musiał wrócić, a miał poważne wątpliwości. Prześladowała go myśl, strach, że może przekroczył granicę swoich Zdecydował się nagle. Jeśli nabierze powietrza, musi starczyć, żeby dopłynąć do następnego pala, nawet gdyby poszedł pod wodę. Zapas powietrza powinien teoretycznie wystarczyć na dobre kilkadziesiąt sekund. Jedyne co mogło mu grozić, to gdyby utracił samokontrolę i zaczął wykonywać ulegnie niespodziewanej panice, to drobnostka. bezsensowne nie ruchy. Jeżeli możliwości i wypłynie, lub wyłowią go dopiero po pewnym czasie. Za to po wylądowaniu, poczuł się wspaniale. Najchętniej spróbowałby teraz, czy potrafi także latać, ale rozsądek przeważył. Ostatecznie powtórzył to ćwiczenie jeszcze raz. Potem powiedział sobie, na dzisiaj dosyć, ubrał się bez przeszkód, (wciąż jeszcze nie było nikogo) i ruszył do domu. Właściwie drobne zdarzenie, bez większego znaczenia, jednak całkowicie zmieniło obraz świata, rozładowało napięcie nerwowe. To nie znaczy, żeby próba sił na głębokiej wodzie spowodowana była desperacją albo zgoła szukaniem ryzyka, narażania życia. Przecież gdyby utonął, to nie byłaby kara dla niego, ale dla tych których kochał. Właściwie tak do końca Angus nie potrafił wyjaśnić sobie motywów, ale były pozytywne, a nie negatywne. Nagle poczuł się na siłach i zrobił to, o czym myślał od dawna, a dotąd nie mógł się zdecydować. W drodze powrotnej, powinien nadal czuć winę, ale celowo odwracał myśl od najważniejszego problemu, od swojej wielkiej miłości. Nie mógł o tym myśleć, czuł, że nie wytrzymałby tego. Będzie wracał do tego jutro, pojutrze, może całą resztę życia, ale nie teraz. Znajdzie, musi znaleźć rozwiązanie, jakiś sposób, to nie może być rozstanie na zawsze, przed nim jeszcze długie życie i niepodobna przewidzieć wszystko, co się zdarzy. Jedno jest pewne: spotkają się, muszą się jeszcze spotkać. Choć nie wiedział, gdzie i kiedy, tego był pewien. Natomiast w tej chwili, koncentrował myśli na drobnym sukcesie, to pozwalało przypuszczać, że jednak się rozwija, może nie jest takim beznadziejnym niedołęgą, nieudacznikiem, jak sądził. Nauczy się samodzielnie pływać i stopniowo stanie się dobrym pływakiem, będzie ćwiczył często, może nawet codziennie. Dotąd szereg razy próbował różnych ćwiczeń fizycznych, bez większego powodzenia i po pewnym czasie przestawał. Zdawał sobie sprawę, że bardzo tego potrzebuje, jego sprawność fizyczna pozostawia dużo do życzenia. Teraz znalazł to, co mu odpowiadało, czego szukał. Idealną drogę rozwoju fizycznego, pływanie to samo zdrowie i siła. A co najważniejsze, nigdy się nie zniechęci, to mu odpowiadało, czuł pełny entuzjazm. Tak, jeszcze ciągle szczeniak, ale dzisiaj przybyło mu co najmniej parę lat, czuł wewnętrzną siłę i widział dalszą drogę, poradzi sobie z problemami. Będzie się starał nadal rozwijać. Kiedy osiągnie odpowiedni poziom, wszystko zdoła rozwiązać. Tego dnia wrócił późno do domu. Jakoś udało mu się wytłumaczyć zaniepokojonym rodzicom, że czekał długo i bezskutecznie na prof. Mazzurewicza, a potem, ledwie żywy z upału, poszedł na Romanów ochłodzić się i wykąpać. Było to jedno z niewielu postanowień, które udało się zrealizować. Przez następne kilkanaście dni chodził na Romanów codziennie, zwykle lekcji, profesor Jaruga zaakceptował po lekcjach polskiego, łacinę już skończył, nieco wcześniej. Podczas ostatnich i ocenił dobrze dotychczasową pracę ucznia, ale miał też uwagi. Między innymi, uznał, że Angus nie odczuwa ducha poezji i żeby temu przeciwdziałać, polecił mu nauczyć się na pamięć całej masy wierszy. To było do zrobienia, gorzej, że następnie wymagał wygłaszania ich w sposób odpowiadający duchowi utworu, znacznie trudniejsze. Fakt, że Angus od wczesnych lat dziecinnych, kiedy próbował układać trochę rymów, przestał interesować się poezję, stracił pociąg . W gimnazjum tylko raz uczył się długiego wiersza, „Maratonu” Kornela Ujejskiego w II klasie. Temat bardzo mu odpowiadał, jakoś zdołał wydusić z siebie trochę uczucia. Natomiast profesor Jaruga miał swoje własne podejście. Był jakby bogiem olimpijskim, który obniżył swój poziom na tyle, żeby być zrozumianym przez maluczkich, ale nie na tyle, żeby ścierpieć byle jaką pracę. Oceniał surowo nawet niewielkie potknięcia, pamięć nie wystarczała, żądał perfekcji. Trzeba jednak przyznać, że to, co żądał, miało ręce i nogi, warte wysiłku. Przez parę następnych tygodni, Angus po lekcjach polskiego, szedł z książką nad dolny staw. Nie zawarł żadnej znajomości ani nie rozmawiał z nikim, tylko ćwiczył pływanie i uczył się na pamięć wierszy, względnie uczył się wierszy, a w przerwach pływał. Z początku od pala do pala, potem wzdłuż rzędów pali aż do pomostu i z powrotem. Najpierw to nie pływanie, a raczej taplanie się, ale szybko nauczył się unosić na wodzie wykorzystując pojemność płuc i stwierdził, że pozycja pozioma, nawet bez prawidłowej pracy nóg, przyśpiesza poruszanie się. Dość często przed, albo po lekcjach spotykał Stacha i Stefana, którzy też chodzili na lekcje u prof. Jarugi, a przerabiali już IV klasę. Nie mieli więc wspólnych z wyjątkiem kontaktów przyjacielskich i od czasu do czasu, partii szachów. Natomiast kiedy zainteresowań, Apollo, Daphne Angus wspomniał, jakiej ilości wierszy musi się nauczyć, wybuchli śmiechem i powiedzieli, że może się cieszyć. Nie przerabia czwartej klasy i nie musi uczyć się wierszy po łacinie. Profesor Jaruga jeszcze znany jest z tego, że swym zamiłowaniem do poezji doprowadza uczniów do czarnej rozpaczy, byli już tacy, którzy o mało nie zwariowali, według własnych słów. Podobno niektórzy uczyli się Przemian Owidiusza bijąc głowami w ścianę. Za to ręczą, widzieli to osobiście Więc nie ma co się przejmować tą odrobiną wyjątków z Mickiewicza i Słowackiego, a recytacja po polsku jest dużo łatwiejsza, po łacinie nie tylko będzie musiał oddać uczucia i zachować akcenty, a jeszcze do tego rytm. I to nawet wtedy, jeżeli ten rytm zmienia normalny akcent, podział słów i czasem przekręca te słowa na zupełnie nowe, niezrozumiałe i niepodobne do normalnych, dźwięki. Jeszcze po zakończeniu programu trzeciej klasy, może należałoby powiedzieć, przezwyciężeniu pierwszych trudności, Angus nadal uczył się wierszy, sam dla siebie. Pozostało przyzwyczajenie, a wybierał teraz taką poezję, która mu się podobała. W pierwszym rzędzie prawie całą Odyseję i fragmenty z Iliady (oczywiście polskie tłumaczenia), a poza tym odpowiadające mu nastrojowo wiersze Asnyka, Anczyca itp. Płynąc, jeszcze wciąż dość wolna, powtarzał sobie na przykład: Arystomenes w świątyni Ateny... , albo Narody, plemiona, rasy, we krwi, pożodze i dymie, wchodzą ze sobą w zapasy, budują państwa olbrzymie. Te znowu nikną bez śladu... i tak do następnego oddech Buddy. A zwłaszcza, do końca życia, pozostał mu zwyczaj recytowania w myśli, w chwilach trudnych lub bez wyjścia, albo po prostu oczekiwania czy bezsenności: ... skończył, a jam co żywo na siebie zarzucił ostry miecz srebrno-kuty, łuk ze strzał sajdakiem i każę się tym samym poprowadzić szlakiem. Ale on się oburącz u mych kolan wiesza i te lotne wyrazy roniąc, z łkaniem miesza. - O nie wlecz że mnie z sobą ty, boski Odysie, czuję, że sam nie wrócisz, że nie uda ci się... Albo: ......... ...znów drudzy Radzą zgarnąć na okręt ten dobytek cudzy. Potem rozwinąć żagle i umykać cwałem... i dla urozmaicenia, coś z Eneidy:
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. Tajna historia II wojny światowej. Tom 2 ilustrowany.
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: