Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00328 008286 15928748 na godz. na dobę w sumie
Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. Tajna historia II wojny światowej, Tom I ilustrowany. - ebook/pdf
Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. Tajna historia II wojny światowej, Tom I ilustrowany. - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 559
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 9788391142905 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> słowniki
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Obecny świat powstał w wyniku II Wojny Światowej, Był na rozdrożu, przetrwał, ale mógł również zginąć. Wraz z demokracją i wolnością, ocalał dzięki rozpaczliwej, samotnej walce Polski w 1939 i potem Anglii w drugiej połowie 1940 i pierwszej 1941 roku. Zdumiewające, jak wiele poszło w zapomnienie, a najmniej znana jest kluczowa rola, odegrana przez Polskę w pierwszej fazie wojny.

Istnieje wiele książek na temat II Wojny Światowej, znakomite historyczne publikacje, podręczniki, cytujące pierwszej klasy źródła, więcej dokładnych szczegółów, lub usuwające mniej ważne. Więc dlaczego tak różnię się one miedzy sobą? Prawie każdy kraj przedstawi inną, czasem po kilka różnych wersji. Oczywiście, obraz zmienia się w zależności od punktu widzenia, ale przynajmniej same fakty nie powinny. Pomijając fałszerstwa, podyktowane przez dyktatorów i przez długi czas obowiązkowe w wielu krajach.

Jest rzadko używany źródło, prawie dziewicze, niewykorzystane, otwarte do badań: współczesna opinia publiczna, przedstawiono w prasie tamtych dni. Na pewno nieobiektywna, „mnóstwo za bardzo”! Wydaje się, że na świecie nie było nigdy bezstronnej, obiektywnej gazety. Co z tego? Czyż na procesach, nie zezwala się zeznawać także stronniczym świadkom? Czy mimo uprzedzenia, ich zeznania nie przyczyniają się do odsłonięcia pełnego obrazu prawdy? A większość źródeł historycznych, pamiętniki, wspomnienia, nawet oryginalne dokumenty czy nie bywają też stronnicze i pokrętne? To nie przekreśla ich użyteczności, wymaga tylko krytycznego stosunku, użycia zdrowego rozsądku i porównania z innymi źródłami, z poprawką na brak obiektywizmu. Te inne często są też pokręcone, ale inaczej, mniej lub bardziej.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. Tajna historia II wojny światowej, ilustrowana. Kindle edition published, available from the Amazon Kindle. Angus: Memoirs of a Boy Soldier through WW II The history of WW II, straight from the horse s mouth. Zamiast wstępu Książka prezentuje osobiste wspomnienia, ujęte jak reportaż. Po ukazaniu tła, starego Poznania i ducha czasu, akcja zaczyna się w bruździe kartofliska pod ogniem karabinów maszynowych, po czym napięcie stopniowo rośnie. Pokazuję czas, gdy Hitler zaplanował błyskawiczny podbój świata przy udziale Polski. Zamierzał przyciągnąć ją do Paktu Antykominternowskiego, następnie pobić szybko Francję i również Anglię, lub zneutralizować ją, póki nie była gotowa do wojny. W tym czasie Polska miała pozostać neutralna, a faktycznie osłaniać Niemcy od wschodu. Biorąc pod uwagę rozpaczliwy stan Armii Czerwonej po czystkach Stalina, to całkiem realne. Zaraz po zwycięstwie na zachodzie, Hitler zamierzał dokonać ostatecznego podboju ZSRR przy Był pewien, że to oferta nie do odrzucenia. Podobnie, kupił Mussoliniego obietnicą odbudowy na południu „Imperium Romanum” i „Mare Nostrum”. Kiedy Polacy nie przyjęli jego „wspaniałomyślnej oferty” i następnie oparli się rosnącej presji i groźbom, przypisał im winę za wynikłe ze zwłoki niepowodzenia, uznał za zoologicznego, naturalnego wroga Niemców, zdecydował ukarać. Szaleństwo? Bez wątpienia. Ale, przecież historia wyglądała by logicznie, w przewidywalny sposób. Smarkacz, nie rozumiał tego, instynktownie wierzył w walkę o wolność. Naturalną reakcją było dążenie do wzięcia w niej udziału, lecz dorośli go odtrącali. Nie ma czegoś takiego, jak odpowiedni wiek, najpierw jest się za młodym, a potem za starym. Ale wojna trwała tak długo, że, dopiero w 1944r., dopchał się do pierwszej linii, choć nic wielkiego nie osiągnął, jego udział był minimalny. Zobaczył z bliska wspaniałych ludzi, także i podłych. ludzie postępowali inaczej, gdyby II wojna światowa się kończy, większość młodzieży nie może pogodzić się, że ich kraj w wyniku rzekomego zwycięstwa poniósł najstraszniejszą w dziejach klęskę, znalazł się pod nową okupacją, potem w długiej niewoli. Trwa polowanie na tych, co walczyli z Niemcami. W szkołach powstają konspiracje uczniowskie, czasem dzieciaków, przygotowujące 2 się do nieuchronnej, ich zdaniem, III wojny światowej. A także kółka samopomocowe, trwa masowy run do nauki. Uzupełniam autentyczną dokumentację, normalnemu człowiekowi trudno uwierzyć w fakty. Oraz zdjęcia, wiele oryginalnych, ukazują rzeczywistość (kiedyś, komiksy trafiały do wyobraźni dzięki naiwnym rysunkom). Jeśli książka mimo to wyda się trzymającą w napięciu sensacją, horrorem lub powieścią przygodową, nie moja wina. Takie były czasy. 3 To ostatnia niedziela, wkrótce się rozstaniemy na wieczny czas... Rozdział 1. Ostatnie dni pięknego świata. Poznań, ukochane miasto, dom rodzinny, duch czasu i Polskie tło - ekonomiczne zarzewie przyszłej wojny - Niemieckie długi, jak sfinansowano zbrojenia i wojnę - słynny oszust finansowy H. Schacht – agape, precz, Szatanie! (kuszenie Polski) - piękno ginącego świata, któremu pozostało tylko kilka dni. 26 sierpnia 1939. W soboty ojciec wracał do domu wcześniej, około pierwszej. Po szybkim obiedzie, Angus z rodzicami wyruszył na Dworzec Zachodni, zaledwie pięć minut marszu ul Wystawową, skrótem od Placu Waszyngtona przez pokryty zielenią teren Międzynarodowych Przejście przez Targi na Dworzec Zachodni. Most kolejowy i zejście na dworzec Główny. Wieża, symbol Targów i Poznania. 4 Targów, (dostęp wolny prawie cały rok, z wyjątkiem krótkich okresów, kiedy akurat Targi trwały). Jeżeli tak, można było iść w dół cichej ulicy Śniadeckich, przy jej końcu skręcając w lewo, na ruchliwą ulicę Marszałka Focha; trochę dalej, ale nie wiele, ok. dziesięć minut. Każda z tych tras prawie cała w cieniu drzew, nic dziwnego. Poznań był tak pokryty zielenią, że każdy, kto chciał mógł przejść z dowolnego końca na drugi nie wychodząc z cienia. Na większości ulic były dwa rzędy drzew, na niektórych tylko jeden, ulice bez drzew zdarzały się rzadko. Nawet niektóre linie tramwajowe wydzielone były od ulicy rzędami drzew, zielone tramwaje harmonizowały z miastem-ogrodem. Angus uwielbiał przejażdżkę otwartym wagonem do Golęcina i z powrotem, jeżeli mógł sobie pozwolić na szaleńczy wydatek dwudziestu groszy. Równowartość czterech lodów w rożkach (ok. czterech ówczesnych centów), ale luksus był tego warty. Większość miejsc siedzących była wolna (z wyjątkiem godzin szczytu), a przy ładnej pogodzie przyjemniej było stać na otwartych balkonach z przodu lub tyłu pojazdu. Liście i gałązki można było dotknąć ręką. Ale to zdarzało się rzadko, codziennym środkiem komunikacji były po prostu nogi. Auta były rzadkością, np., gdy siedział w domu przy otwartym oknie, Angus czasem wyglądał na ulicę słysząc przejeżdżający wóz konny, ale zawsze podbiegał na odgłos motoru. Młodzieży można wyjaśnić, że wprawdzie w tych dawnych czasach wynaleziono już taksówki, ale wozy konne, tak zwane dorożki były liczniejsze, ponad czterokrotnie Na dole ulicy Śniadeckich, na przystanku czekało zwykle pięć lub więcej dorożek, ale tylko czasem taksówka. Chcąc wynająć taksówkę szło się albo aż do dworca, albo też skręcało ul. Marszałka Focha w prawo, do postoju za schodami Parku Wilsona, na Bergera. Teraz rodzina śpieszyła, nie na pociąg podmiejski, ale tzw. krótko- bieżny, po pięciu przystankach i ok. czterdziestu minutach mieli wysiąść na stacji Dopiewo na zachód od miasta. Jedna z częstych wizyt rodzinnych, wujostwo mieszkali w małym majątku Podłaziny. Jak zwykle jechali drugą klasą, zajmując cały przedział (lokalny pociąg miał tylko drugą i trzecią klasę, pierwszej nie było wcale. Ojciec Angusa, urzędnik Okręgowej Dyrekcji Kolejowej w Poznaniu, miał dużą ulgę przy zakupie biletów, a także otrzymywał rocznie dwanaście wolnych, powrotnych biletów rocznych dla siebie i trzy dla rodziny. Angus miał znakomite wakacje, dużo podróżował. Objechał i poznał prawie całą Polskę, a w każdym razie był we wszystkich województwach. Również i tego roku, podobnie jak w poprzednich, Angus studiował mapy i ogromnie podniecony, projektował i przedstawiał rodzicom wakacyjne plany. Zwykle ojciec miał miesiąc wakacji, natomiast matka z Angusem pozostawali na wybranym miejscu jeszcze miesiąc. Obecnie powinni być 5 jeszcze daleko, ale tego roku, ze względu na niepokojącą sytuację polityczną, skrócili wakacje do jednego miesiąca w górach. Cały sierpień spędzili w Poznaniu oraz pobliskiej okolicy, wykorzystując każdą okazje do krótkich wycieczek. Rogalin, a zwykle Podloziny, rodzice często zostawiali Angusa na parę dni dłużej między weekendami. Z reguły nie protestował, książek, wypożyczonych z biblioteki. tylko miał wystarczający zapas jeżeli Bez trudu znaleźli wolny przedział, chłopiec zajął miejsce przy oknie obok matki, ojciec naprzeciw. Jak zawsze, Angus uważał na wszystkie dostrzeżone sygnały kolejowe, które ojciec nauczył go rozpoznawać. W czasie drogi udało mu się nie przegapić ani nie pomylić żadnego, w każdym razie ojciec ani razu go nie poprawił. Angus by dumny z ojca, przypisywał mu wszelkie możliwe i niemożliwe zalety, uważał za nadzwyczajnego i wspaniałego człowieka. Jeżeli to przesada, to jednak było coś niezwykłego w tym, że prosty chłopski syn, z dość zacofanej części Polski, o własnych siłach ukończył Gimnazjum w mieście. Utrzymywał się z korepetycji, miał tylko jeden talent, do matematyki, w tym zawsze najlepszy i najszybszy. Nie miał innych zdolności, lecz nadrabiał pracą, był perfekcjonistą Północno-wschodnia Polska, gdzie urodził się ojciec, była wówczas pod zaborem rosyjskim. Po dwuletniej szkole podstawowej nauczyciel, jeden z ukrywających przekonania patriotów, członek organizacji Macierz Polska (której prezesem był Hentyk Sienkiewicz) zauważył go. Organizacja, o tradycjach pozytywistycznych (personalnie powiązana z Endecją, choć w zasadzie bezpartyjna i nie polityczna) zajmowała się lepszym kształceniem dzieci. Nauczyciel przekonał rodziców, że uzdolniony chłopiec powinien kształcić się w Gimnazjum. Choć z oporem, rodzice ulegli zorganizowanemu naciskowi, ale nie byli w stanie tego sfinansować. Dość, że zgodzili się stracić parę rąk, małych ale bardzo potrzebnych w gospodarstwie. Udało się jednak znaleźć sponsorów, którzy pokryli wysokie opłaty za pierwszy rok nauki. Wyjątkowy zbieg okoliczności, niemal cud, choć trudno nazwać to szczęściem, pierwszy rok był najcięższy. Sama droga do Gimnazjum przy ul Bojarskiej (blisko Pałacowej) w Białymstoku, ponad 10 Km, trwała ok. dwóch godzin, Dla przemęczonego dziecka jeszcze dłużej z powrotem, do tego zawsze za mało snu i jedzenia. Ale znowu przebił się na pierwsze miejsce z matematyki, prawdziwe szczęście, bo po pewnym czasie, jako uznany korepetytor, znalazł miejsce w pałacu Branickich. Miał kilku uczniów, dzieci oficjalistów i tak zaczęła się kariera. Na koniec dostąpił zaszczytu uczenia dzieci dyrektorów, Rosjan, wygodne życie w ostatnich latach nauki. 6 Carski Instytut Szlachetnie Urodzonych Dziewic, dawny pałac Branickich. Ale po ukończeniu Gimnazjum widoki były czarne, praktycznie nie istniała możliwość dalszego kształcenia w części Polski, rządzonej przez Rosję. Wreszcie po długich poszukiwaniach udało mu się zostać studentem Instytutu Kolejowego w Petersburgu (kształcącego inżynierów kolejowych. To była jedna z niewielu szkół, nie dyskryminująca żadnej narodowości, nawet Polaków i przyjmująca studentów ma podstawie egzaminu konkursowego z naciskiem na matematykę. St. Petersburg, Instytut Żelaznych Dróg, Imperatora Aleksandra Szczęście się odwróciło, pierwszego roku nie ukończył. Będąc przyzwoitym, dobrym Polakiem z głębokiej prowincji, niedoświadczonym w konspiracji, został wyrzucony z powodu podejrzenia o uczestnictwo w Polskich kolach studenckich. Skończyło się tylko na tzw. wilczym bilecie, to znaczy nie mógł być przyjęty do żadnej szkoły w Rosji. Śledztwo nie dostarczyło konkretnych dowodów, szczęśliwie uniknął więzienia. To doprowadziło do drugiego, gorszego kryzysu. Przez pół roku żył z niczego, na samym dnie Petersburga. Za nic nie chciał pełznąć do wsi rodzinnej, przyznać się do porażki rodzicom. W końcu szczęście się znów odwróciło. Nowe, mieszane rosyjsko-francuskie przedsiębiorstwo dla eksploatacji wód mineralnych angażowało personel na zasadzie otwartego konkursu. Znowu był najszybszy, chociaż tym razem nie z matematyki, a tylko zwykłej rachunkowości, zdobył dobrą posadę. 7 Wprawdzie to oznaczało pożegnanie się z ambitnymi planami, ale mógł żyć wygodnie aż do WW I (pierwszej Wojny Światowej). Stanowisko inspektora w Mineralnych Wodach, przedsiębiorstwa posiadającego oddziały w całej Rosji, (zwłaszcza Piatigorsk i Kisłowodsk na Podkaukaziu, ale nie tylko), wymagało ciągłego podróżowania. Poznał sporą część Rosji, zarówno europejską i azjatycką, oprócz Przedkaukazia, Kaukaz, wybrzeża Morza Kaspijskiego i Czarnego Także dużą część Ukrainy i środkowej Azji, od gór do południowej Syberii. Był to dziki świat i niebezpieczne życie, pełne przygód, ale zapewniało niezłe zarobki. Mógł sporo odłożyć i pomóc rodzinie. Oczywiście, wszystkie oszczędności zniknęły w czasie rewolucji. Jedyną dobrą inwestycją okazała się duża łapówka, jaką zapłacił w komisji wojskowej. (Nazywano to posmarowaniem ręki). Dzięki temu uniknął poboru i służby w armii zaborcy, najlepsza operacja finansowa życia. jak Ojciec mógł opowiadać wiele barwnych zdarzeń, przedstawić ciekawy świat i prawdziwe, męskie życie. Wkrótce popyt przekroczył podaż, Angus nigdy nie miał dosyć. Niektóre z tych historii znał już na pamięć i ojciec nie chciał ich ciągle powtarzać, jak na przykład o burzy na morzu przy Czarnych Skałach na podejściu do Baku. Albo o lasach Podkaukazia, głównie z jabłoni, choć były też dzikie grusze, śliwy i inne drzewa owocowe. Jesienią tysiące niedźwiedzi schodziło z gór zjadać owoce, łamiąc gałęzie i czasem całe drzewa, lasy w łapach armii niedźwiedzi, żaden człowiek nie ryzykował wejścia. Niedźwiedzia dyskusja o terytorium. Nie zostało lasów owocowych na tej ziemi, To ostatni. . Były też opowiadania o rosyjskich trampach, włóczęgach zwanych boska , ludzie którzy nie mieli i nie chcieli mieć niczego i nigdy nie krzywdzili ani człowieka ani zwierzęcia. Dobrzy z natury, niektórzy jak święci, przypominali świętych hinduskich lub buddyjskich, czasem też ogarnięci manią religijną różnych sekt prawosławnych. W każdym razie nawet najgorsi bandyci (jakich tu nie brakowało), ani najdziksze plemiona nigdy ich nie napadały. Także historie o tych rzekomo dzikich plemionach, w rzeczywistości wspaniałych wojownikach o wolność, ciągle jeszcze walczących z carską 8 władzą i wojskiem rosyjskim. Niestety, skłóceni i walczący również między sobą, nie mogli odnieść sukcesu (mimo to, nigdy nie napadali rosyjskiej boski ). O wioskach, osadach w górach, aułach obronnych, większość prawdziwe fortece, armia nie mogła zdobyć ich bez artylerii. O Drodze Wojennej między Władykaukazem i Groznym, zbudowanej przez żołnierzy i więźniów na skałach i na własnych trupach (także tysiące polskich). Pozwolenie na podróż nią można było otrzymać tylko w konwojach, eskortowanych przez wojsko. Kiedy już ojciec nie mógł znieść żądań opowiadania bez wytchnienia, zaczął czytać synowi książki przygodowe. Znalazł ulgę, ale rozwinął zgubny i przemożny nałóg Angusa, czytania bez przerwy; prawdziwe uzależnienie od książek. Co najgorsze, Dyrekcja Kolei w Poznaniu miała dużą bibliotekę, która stało się jakby nieograniczonym dostępem do narkotyków dla narkomana. Doszło do niewybaczalnego występku czytania pod ławką w szkole. Opowieści ojca niezmiennie kończyły się przed okresem Rewolucji. Ojciec zawsze odmawiał wspominania dalszych zdarzeń, twierdząc, że tego nie może po prostu wytrzymać żołądek, nie tylko chłopca, ale nawet dorosłego mężczyzny. On sam chce zapomnieć o tym koszmarze i nigdy do niego nie wracać. Jeszcze po latach, w czasie Hitlerowskiego terroru, powiedział, że widział już gorsze rzeczy i Niemcy mogliby się jeszcze dużo nauczyć o prawdziwym okrucieństwie. Może wtedy powiedział tak tylko dla podtrzymania ducha rodziny, a także nie widział nazistowskich obozów śmierci. Rodzice Angusa spotkali się w pociągu ewakuacyjnym, który wyruszył do Polski w jednym z najgorszych okresów rewolucji z dalekiego zakątka południowo wschodniej Ukrainy. Po opuszczeni autonomicznego okręgu Kozaków, pociąg stał się jedynym stosunkowo bezpiecznym miejscem. Niemniej życie wiele razy wisiało na włosku. Nieraz rzeczy przybierały zły obrót, zanim uchodźcy dotarli do Kijowa, gdzie znaleźli pomoc i opiekę Komitetu Polskiego. Stamtąd już w parę tygodni dotarli do Polski kolejnym pociągiem. To wszystko teraz, to tylko kilka słów, ale wtedy to były miesiące koszmaru na krawędzi przepaści. Szereg razy przeżyli tylko dzięki wyjątkowemu zbiegowi okoliczności. Niektóre z pociągów ewakuacyjnych wyjechały, ale nigdy i nigdzie się nie pojawiły. Oni mieli dużo szczęścia. Potrzebowali go, wkrótce potem rozpoczęła się wojna sowiecka. Jeżeli 9 ktoś miałby zastrzeżenia, że zbyt szczęśliwy zbieg okoliczności jest mało prawdopodobny, lepiej od razu to wyjaśnić. Zawsze są tacy, co mieli szczęście i tacy, co go nie mieli, tylko ci pierwsi mogą opowiadać jak przeżyli, martwi nie mówią. To dotyczy nie tylko tej sprawy, ale i całej książki, nie ma potrzeby więcej tego powtarzać. Już w Polsce rodzice postanowili pobrać się i zamieszkać w małym mieście Środa koło Poznania, skąd pochodziła matka. W krytycznym okresie wojny bolszewickiej ojciec zgłosił się ochotniczo do wojska. To był tylko krótki okres, zakończony w szpitalu po bitwie warszawskiej, Będąc nie zbyt wielkim i silnym mężczyzną, właściwie nie nadawał się do artylerii, a tam służył i to nie jako szybki matematyk, jak się pewnie spodziewał. Raczej jako zwierzę transportowe do noszenia amunicji i innych ciężarów. Nadmierny wysiłek pod Radzyminem spowodował rozległą rupturę (hermia), okres wielkich czynów skończył się, zanim się zaczął. To rzeczywiście pech, wylądować w szpitalu po pierwszej bitwie, nie będąc nawet draśniętym przez nieprzyjaciela. O tym również nie chciał mówić, robił się zły, gdy syn nalegał. Jeszcze przed tym, rozpoczął pracę na kolei i kontynuował po powrocie. W odrodzonym Państwie Polskim brak było kwalifikowanego personelu, nawet niepełne studia wyższe się liczyły. (Śmieszne określenie, nie skończył nawet pierwszego roku Instytutu Kolejowego w Petersburgu.) Zadecydowała umiejętność szybkiego liczenia; komputery wtedy nie istniały. Po kilku latach, znalazł wygodną niszę i ustabilizował się na stanowisku prawej ręki szefa wydziału budynków w Dyrekcji okręgowej PKP w Poznaniu. Jego umiejętność była tam potrzebna, w stałym użyciu. Odkąd Angus pamiętał ojciec był wzorem urzędnika o pedantycznie uporządkowanym życiu i pracy. Wstawał niezmiennie przed godz. szóstą rano i robił staranną toaletę, czyszcząc także starannie buty i ubranie, czy było to potrzebne czy nie, stała rutyna. Potem śniadanie (robił sam) i droga do pracy. Chodził pieszo, traktował to jako poranny spacer dla zdrowia i nie korzystał z żadnego środka komunikacji, nawet, jeśli miał okazję. Zaczynał pracę o godz. ósmej, a zwykle pół godziny wcześniej, wyjątkowo tylko 20 minut. Kończył o trzeciej, praktycznie, co najmniej kwadrans później. Nigdy nie zostawał dłużej, jeżeli trafiała się pilna praca, brał ją do domu albo szedł do Dyrekcji drugi raz wieczorem. Ale to zdarzało się rzadko, normalnie wszystko było gotowe przed terminem. Chyba miał już dosyć przygód, był całkowicie zadowolony ze swego stanowiska, chociaż nie wysokiego i kilkukrotnie odmawiał przyjęcia awansu. Tym bardziej, że to związane byłoby z koniecznością zadeklarowania się po stronie reżimu. Ojciec był zdecydowanym Endekiem i przeciwnikiem Sanacji, krytycznie oceniał Piłsudskiego, tym 10 bardziej jego zauszników i następców. Ale to w zaciszu domowym; nie udzielał się publicznie. Na ogół, te poglądy podzielała żona, ale gwałtownie oponował syn, który uważał je prawie za bluźnierstwo. Pod wpływem szkoły i stronniczej literatury, stał się on gorliwym stronnikiem Piłsudskiego. Nawet nazywał go, naśladując pół-oficjalny termin, dziadkiem , co bardzo denerwowało rodziców, nie poczuwających się do żadnego pokrewieństwa. W rodzinnym gronie dochodziło do gorących dyskusji, padały ostre słowa, ale Angus miał zawsze prawo do swobodnego wypowiadania swych myśli i opinii. Z wyjątkiem rodzinnych dyskusji, ojciec unikał polityki, cenił spokój. Jednak nie powiedziałby ani nie zrobił niczego wbrew przekonaniom, zwłaszcza dla awansu. Nie miał dalszych ambicji, jak doczekać emerytury i przeżyć spokojnie resztę życia, co wydawało się pewne. Dodatkowo, ubezpieczył się w prywatnym towarzystwie włoskim, co miało podwyższyć i tak dobrą emeryturę prawie dwukrotnie. Nikt nie mógł przewidzieć, że te piękne perspektywy obrócą się w całkowitą stratę, a reszta życia po wojnie w wegetację w biedzie. Podobnie, jak życie wielu Polaków, zwłaszcza uczciwych i przyzwoitych. To był najlepszy okres jego życia. Warunki materialne i finansowe układały się dobrze. Pensja ojca, podnoszona każdego roku, wynosiła trzysta złotych miesięcznie, przez pewien czas ok. 60$ USA, potem mniej, ale wtedy wartość pieniądza była inna. Za jeden złoty można było kupić tyle, co dziś za dwadzieścia, czasem nawet więcej dolarów. Połowa tej sumy wystarczała na utrzymanie, bez ekstrawagancji, ale i bez biedy. Złoty stanowił mocną walutę, najbardziej stabilną po franku szwajcarskim. W porównaniu do złotego, funty i dolary były chwiejne, nie mówiąc już o frankach francuskich, osadzonych na lotnym piasku. Po pewnym czasie to powinno obrócić się na korzyść, ale tak się nie stało. Spowodowało tylko dziwny paradoks, że pieniądz ten zachował część wartości nawet wtedy, kiedy bank, który go emitował dostał się w ręce Niemców. To oczywiście ułatwiło rabunek. Nie tylko w czasie wojny, nawet po niej to widmo pieniądza zachowało zaufanie wielu ludzi, zwłaszcza na Bałkanach i bliskim wschodzie. Prawdopodobnie pamiętali dobrą opinię tej waluty i jej stabilność. W Wielkim Kryzysie została zdewaluowana jako ostatnia z walut wymienialnych, kiedy po dewaluacji funtów i innych walut, banki międzynarodowe zastosowały nacisk wprost. Temu oczywiście Bank Polski nie mógł się oprzeć. Może, gdyby rząd Polski przewidział fałszywą grę sprzymierzeńców i katastrofę wojenna, znalazłby drogę lepszego przygotowania się do wojny. Można było dozbroić się na koszt zrujnowania własnej waluty i gospodarki. Działanie rozpaczliwe, było by usprawiedliwione w tej sytuacji. Oczywiście, ludzie ponieśliby straty, ale i tak je ponieśli, 11 przyszłość nie była lepsza, jedyna różnica, zysk garnął agresor. Niestety, rząd nie miał wyobraźni, naiwnie wierząc że alianci postąpią honorowo (stało się odwrotnie). Uczciwość polityczna i finansowa, obejmujące także walutę, to świetna zasada, ale trzeba zachować instynkt samozachowawczy. Zaczynając WW II od napaści na Polskę, Hitler wkładał po prostu głowę w pętlę, ryzyko zależało od tego, czy alianci odważą się ją zacisnąć. Ta wojna była do wygrania w jeden, najwyżej kilka miesięcy, lepszym psychologiem. jak wierzyli Polacy. Hitler okazał się Stabilną traktowano walutę jak świętość. Angus namówił rodziców, żeby pozwolili mu prowadzić rodzinną księgowość, rezultaty go zdumiały. Stwierdził, że rodzina ma więcej pieniędzy niż potrzebuje na wygodne, choć skromne życie. Niezwłocznie zaczął snuć plany, jak zostać milionerem w amerykańskim stylu, przez oszczędności i zdrowe inwestycje. Dziś zapomniano, jaki wpływ miały amerykańskie filmy. Lata przed jego urodzeniem, rodzice wykupili udział w spółdzielni mieszkaniowej (coś jak kondominium w USA), za znaczną kwotę ośmiuset złotych w złocie. Angus nie rozumiał tego wyrażenia, wyobrażał sobie, że to coś jak skarb piratów. (W rzeczywistości termin prawniczy, oznaczający, że jeżeli parytet waluty się zmieni, zostanie ona przeliczona w stosunku do złota). Gdy w roku 1925 Spółdzielnia Mieszkaniowa wybudowała nowe kamienice na ulicy Śniadeckich, wykupili pięciopokojowe mieszkanie na parterze. Za duże dla dwojga, po urodzeniu Angusa trojga. Matka postanowiła jeden pokój wynajmować, jak mówiono, przyjąć gościa za opłatą. Adres był dobry, na tej samej ulicy wybudowano dwa wydziały uniwersyteckie, a obok, w Parku Wilsona wydzielono tereny sportowo-rekreacyjne Uniwersytetu i Studium Wychowania Fizycznego. Tylne okna wychodziły nad park i boiska, przednie na teren Powszechnej Wystawy Krajowej, następnie Międzynarodowe Targi Poznańskie. 12 Posąg Perseusza i Andromedy. Z drugiej strony Parku, naprzeciw schodów na Ul. Marszałka Focha wznosił się czterometrowy pomnik z brązu Prezydenta Wilsona, pokryty patyną, za wyjątkiem wyciągniętej w kierunku mapy Polski ręki, ubielonej przez gołębie. Brąz Niemcy przetopili na amunicje, nie zachowało się zdjęcia. Szkoda, na zlecenie Paderewskiego wykonał go wybitny rzeźbiarz John Gutzon de la Mothe Borglum, który następnie górę w USA przerobił na głowy (właściwie twarze) czterech prezydentów. Miał pociąg do gigantomanii. 13 Copyright: Dean Franklin, Wikipedia Commons * * * Zastępuje go obecnie posąg projektu Z. Trzcińskiej. Taras Magnolii, z którego w marcu 1938 Prezydent Herbert C. Hoover wygłosił krótkie przemówienie do młodzieży szkolnej zgromadzonej na trawnikach. „Wiara” ze szkoły Angusa, przedrzeźniała zakończenie, „Niech szyje Polska!” Prezydent Herbert Hoover w Parku Wilsona. * * * 14 Wynajmowany pokój sublokatorski pokrywał czynsz za całe mieszkanie, ale wymagał zatrudniania pomocy domowej. Po kilku latach rodzice zdecydowali przenieść się, w tym samym domu, do mniejszego, trzypokojowego mieszkania (z kuchnią i łazienką) na drugim piętrze. Bez wynajmowania pokoju i bez służącej było więcej spokoju, matka radziła sobie doskonale sama. Prowadząc księgowość domową, choć tylko dla zabawy, Angus odkrył, że stałe wydatki były w przybliżeniu równe. Czynsz za mieszkanie 63 złote (przedtem za większe 119 zł.), czesne za jego szkołę 60 zł. i podobnie na utrzymanie, to znaczy zakup żywności. Rodzice posyłali go do prywatnej szkoły, najlepszej w mieście, dotąd nie zdawał sobie sprawy, jaki to wydatek. Był przerażony taką niepotrzebną, ogromną stratą, przecież mógł chodzić do państwowej szkoły powszechnej za darmo. Starał się przekonać rodziców, wprost błagał czując odpowiedzialność za taką astronomiczną rozrzutność, wszystko dla niego, ale rodzice pozostali uparci. Wyrzuty sumienia sprawiły, że postanowił uczyć się za całą wartość tej sumy; zwłaszcza, że dzieci urzędników państwowych mogli ubiegać się o zniżkę, jeżeli ich ocena przekraczała dobrą. Ale decyzję podjął z ciężkim sercem, musiał teraz konsekwentnie zrezygnować z czytania pod ławką. Dopiero dorastając, człowiek dostrzega, jaki okrutny i bezlitosny jest świat. Dziwnym zbiegiem okoliczności okazało się, że jednak w oślim uporze rodzice mieli trochę racji, w ich szaleństwie była metoda. Niemcy zrabowali cały majątek, mieszkanie z całą zawartością i wszystkie oszczędności, dwa razy, przy końcu wojny rodzina też ledwie uszła z życiem. Następnie, choć w bardziej pośredni sposób, rabowali ich Sowieci i ich wspólnicy a raczej sługusi. Jedyną dobrą inwestycją okazały się wydatki na wykształcenie, właściwie tylko początki, ale dobre i trwałe, szkielet stopniowo uzupełniany. Pozostała część stałych wydatków stanowiły koszty życia (utrzymania), czyli zakupu żywności. Za sześćdziesiąt zł, ok. dwa zł. dziennie, rodzina mogła jeść dobrze, faktycznie za dobrze i za dużo. Jako kraj rolniczy, Polska miała stale nadprodukcję żywności, więc żywność była tania i doskonałej jakości. Musiała taka być, żeby producent w ogóle mógł ją sprzedać. Na przykład chleb pytlowy (w tych czasach uważano, że im chleb bielszy, tym lepszy), albo litr mleka z przodującej mleczarni kosztowały 20 groszy, z gorszych dziesięć do kilkunastu groszy. Na rynku od rolników taniej, piekli sami chleb i sprzedawali mleko prosto od krowy i jajka po 2 -5 groszy, a za cały mendel (15 sztuk) wypadało taniej, np. 25 groszy. Ale nie trzeba było nawet iść na rynek, ulicą przejeżdżały wozy z warzywami i woźnica na pół krzyczał, na poły śpiewał: Pyyyrki na fuuunty, trzy kilo za dwadzieścia groooszy . A przy kiepskim rynku, czasem nawet: Po grrrroszemu, po grrroszemu. ( Pyrki to kartofle, a 15 funt 500g.) Czasem mama zawołała z okna i Angus biegł po zakupy. Na ulicy Śniadeckich nie wypadało po prostu opuścić koszyka na sznurku, jak to robiono na mniej ekskluzywnych ulicach. Jedyne towary nie tanie, dostępne tylko w sklepach, to alkohole i cukier (z powodu akcyzy). * * * Kapsuła (można czytać lub opuścić): Gospodarka Polska a położenie geograficzne. Krytycznym czynnikiem dla polskiej gospodarki był brak rynku dla produkowanej żywności. Z powodu nadprodukcji rolnictwo miało trudności, co odbijało się na przemyśle, handlu, finansach, ucieczce kapitału i ostatecznie na całej ekonomii. Nielogiczne, absurdalne zjawisko, bo z obu stron znajdowały się ogromne rynki, od wieków nastawione na polską żywność. Po obu stronach duży popyt i praktycznie nieograniczona chłonność. To za słabo powiedziane, miliony głodnych, niektórzy dosłownie ginący z głodu. Ale obie granice szczelnie zamknięto (nie z powodów ekonomicznych, ale politycznych). Wschodnia granica właściwie nie przypominała granicy, a zastygły front w czasie wojny. Jakakolwiek wymiana handlowa była niemożliwa, choć od czasu do czasu dochodziło do zawarcia małych traktatów handlowych na drodze rokowań handlowych na wysokim szczeblu. Wykluczone, żeby strona radziecka wpuściła polską żywność, Sowiety traktowały każdą transakcję jako element polityki i propagandy. W okresie międzywojennym, Sowiety przez cały czas forsowały państwowy export zbóż i płodów rolnych do Europy zachodniej po dumpingowych cenach Nie zaprzestali tego nawet wtedy, gdy miliony ludzi ginęły z głodu, (tylko w czasie największego zginęło 15 do 20 milionów, większość na Ukrainie). Wielki głód („Holodomor, Golodomor”) został celowo zorganizowany, ale nie brakło mniejszych głodów z przyczyn naturalnych (np. na Powołżu), nie planowanych przez państwo. Możliwe, że przez cały okres istnienia władzy sowieckiej zginęło z głodu do 40 - 45 milionów. Nawet na czasie głodu, Sowiety nadal eksportowały 16 Trupy na ulicach. Śmiertelność, statystyka. pszenicę i ziemiopłody, zwłaszcza do Zachodniej Europy. Zbrodnia eksportu żywności (część w warunkach klęski żywiołowej się marnowała) popełniona została z powodów politycznych i ideologicznych, chociaż potrzebne też były dewizy do budowanego bez względu na ofiary, przemysłu zbrojeniowego. Propaganda głosiła, że Sowiety są rajem klasy robotniczej. Wymysły o głodzie to kłamstwa wrogów, ludzie odżywiają 17 się dobrze, żyją lepiej, niż w krajach kapitalistycznych. Ci co ośmielili się być głodni, byli po prostu rozstrzeliwani tysiącami. Nie wolno ulegać burżuazyjnym kłamstwom. Władze nigdy nie pozwoliłyby na import żywności, za żadną cenę. Pomoc organizacji dobroczynnych, zwłaszcza z Polski, na pewno miałaby wrogi ideologiczny cel, szerzenia herezji. Oficjalna propaganda głosiła, że to Wielki Kraj Rad pomaga ludziom w innych krajach, żyjących w okropnych warunkach, w biedzie głodzie i ucisku. Nienawidzą tam kapitalistów, którzy jedynie mogą sobie pozwolić na kupno najbardziej luksusowej żywności. Naturalnie, jeżeli akurat w danej chwili wolą ją od krwi ludzi pracy, którą pili stale w złotych kubkach jako ulubiony odświeżający napój. Angus nawet nie znał tych bzdur, rodzice też nie, także ogromna większość ludzi w Polsce i na świecie. Co więcej, gdyby kto je powtórzył albo napisał, nikt by mu nie uwierzył, traktując to jako głupią kaczkę dziennikarską. Jakie są granice ludzkiej głupoty? Może się wydawać, że kompletne szaleństwo nie zgadza się ze zdrowym umysłem. Ale zanim określi się coś za zbyt absurdalne, niemożliwe do akceptacji, pamiętajmy, że za naszych czasów, jeszcze niewiele lat temu w krajach bloku komunistycznego oficjalna propaganda głosiła, że plaga stonki występuje wyłącznie z powodu tajnych operacji amerykańskich. To amerykańskie okręty podwodne, samoloty i co tam jeszcze przywożą ją i rozprowadzają. Absurd? Tak, ale przecież w tej sprawie uchwalano masowe protesty i składano je drogą oficjalną. A ktokolwiek odważyłby się wyrazić wątpliwości, ryzykował więzienie. To i tak ogromny postęp w stosunku do Związku Radzieckiego, gdzie niedowiarkom nie pozwalała żyć wykwalifikowana inkwizycja. Czyż prasa komunistyczna nie pisała, że Mao pływał z szybkością 40 węzłów i układał przy tym poematy, które natychmiast po wyjściu z wody dyktował swemu sekretarzowi? Stalin miał jeszcze bardziej zadziwiający umysł. Zasady zdrowego rozsądku nie mają zastosowania pod przymusem. To dobrze znany fakt, że podczas wielkiego głodu na Ukrainie (wywołanego sztucznie) duże okręgi zostały otoczone i odcięte przez GPU, z pomocą podporządkowanych jednostek armii. Całą komunikację wstrzymano, uciekinierów masowo rozstrzeliwano. Ludzi zmuszono do 18 pozostania i umierania w ich domach, skutecznie przeszkodzono w ucieczce - mogliby szukać pomocy w miastach, szerzyć panikę i rozpuszczać wiadomości. Po prostu trudno uwierzyć, że w jednym z najurodzajniejszych krajów świata, zginęły miliony, może do dwudziestu milionów z głodu, a nieznana liczba została rozstrzelana. Ludożerstwo zdarzało się i to nie wyjątkowo, lecz dość często. To i tak zdumiewające, że nie stało się ono w tych warunkach powszechne. Krótko mówiąc, zamiast budować obozy śmierci cały ten kraj podzielono na kilka rejonów, jakby ogromnych obozów i trzymano w izolacji, aż część ludzi wymarła. Jednak mimo izolacji i tłumienia wszelkich wiadomości, zawsze komuś udaje się przeżyć. Pozostały też wspomnienia, nawet pamiętniki, po latach informacja o tym niewyobrażalnym piekle jednak przetrwała i rozszerzyła się. Już wtedy, do blisko położonej Polski przenikały pogłoski, jedni je potwierdzali, inni zaprzeczali, przyjęto je z niedowierzaniem. istniał zabezpieczeń, Innym przykładem jest przemyt. Mimo wszelkich szlak przemytniczy z Niemiec do Rosji na kokainę i inne (sacharyna, kamienie do zapalniczek itd.) i z powrotem złoto, kosztowności i dzieła sztuki. Napisano też na ten temat szereg interesujących książek. Jednym z autorów, dobrze zorientowanych na podstawie osobistego udziału w procederze był odsiadujący wyrok na tzw. Świętym Krzyżu (jedno z najcięższych więzień) Sergiusz Piasecki. Istnieją też podobno nie publikowane pamiętniki sławnego Robin Hood a Polesia, Carton de Viarth a, mogą stać się bombą wydawniczą w krajach anglojęzycznych, gdy wywiad brytyjski pozwoli wreszcie wyjąć je z zamrażarki. (Sir Adrian sam nie uczestniczył oczywiście w szmuglu, ale zatrudniał często ludzi z branży jako kurierów). Autor nie wie nic bliższego o pamiętniku, takie plotki krążyły, może to legenda. Krótko: w ZSRR przemytnik złapany z kokainą lub innymi narkotykami, mógł się on spodziewać dłuższego pobytu w obozach na dalekiej północy, podobnie, jeżeli przemycał złoto lub inne towary. Ale jeżeli złapano go z żywnością, w ogóle nie przekazywano go wymiarowi sprawiedliwości, (co za śmieszne słowo), trupa od razu zakopano na miejscu. To był wróg klasowy, prowokator, podstawowym zadaniem było nie dopuścić do rozpowszechniania fałszywych wiadomości, że w krajach kapitalistycznych rzekomo jest obfitość żywności. W takiej sytuacji żaden człowiek o zdrowych zmysłach po obu stronach granicy nie podejmował takiego ryzyka. Nie warto. 19 Z przeciwnej, zachodniej strony, granica z Niemcami nie była zamknięta, jednak sytuacja była trudna i skomplikowana. Niemcy nie głodowali, w każdym razie nie ginęli z głodu, ale owszem, chodzili głodni i źli, jedli marnie. Przez ostatnie stulecie, ponad wiek, gdzieś od wojen napoleońskich, Berlin, Prusy i wielka część Niemiec stały się naturalnym rynkiem zbytu dla płodów rolnych z Wielkiego Księstwa Poznańskiego, tej części Polski, która pozostała pod zaborem pruskim. Stopniowo żywności sprowadzanej także z dalszych części Polski, znajdujących się w ówczesnej Rosji. Ten rynek istniał nadal i zapotrzebowanie na żywność było większe, niż kiedykolwiek, ale granica teraz została potraktowana z krańcowym protekcjonizmem. Jeszcze gorzej, po kilku latach zaczęła się tzw. wojna taryfowa lub celna, wojna ekonomiczna na pełną skalę. Kolejne rządy niemieckie starały się za wszelką cenę nie tylko całkowicie wykluczyć jakikolwiek import z Polski, a także przeciąć tranzyt z Polski do innych krajów, w szczególności Europy Zachodniej przez krańcowo niekorzystną taryfę opłat kolejowych. Wpływ na polską gospodarkę był katastrofalny. Niewątpliwie Polska była krajem mniejszym, bez porównania słabszym ekonomicznie i bardziej wrażliwym na ciosy. Jednak bat był obustronny, jeżeli nawet silniejsza gospodarka niemiecka mogła łatwiej znieść ten ciężar, ludność ucierpiała tam więcej. Matka Angusa urodziła się w Wielkopolsce, pod zaborem pruskim, uczyła się w niemieckich szkołach w języku niemieckim (pod przymusem). Miała przyjaciółki, dawne koleżanki szkolne, mieszkające po obu stronach granicy, także w Berlinie (przeważnie Polki, ale również Niemki). Także w Poznaniu, zawarła bliską przyjaźń z Panią Balcer, Niemką z Berlina, która wyszła za mąż za Polaka, p. Balcera i w konsekwencji została obywatelką polską. Rodzina Balcerów mieszkała w tym samym domu, z początku wprost naprzeciwko, drzwi w drzwi, a potem po tej samej stronie, ale o dwa poziomy niżej (rodzice Angusa na drugim piętrze). Obie panie spędzały na długich rozmowach kilka godzin dziennie i zaprzyjaźniły się do tego stopnia, że panią Balcer poproszono na chrzestną matkę Angusa. Otóż pani Balcer, bardzo sympatyczna, bystra i dzielna, nigdy nie zdołała nauczyć się poprawnie polskiego a lubiła sobie pogadać, była szczęśliwa mogąc rozmawiać po niemiecku; usta jej się nie zamykały. Z drugiej strony, matka Angusa chętnie korzystała z okazji, uważając, że w ten sposób może zachować znajomość języka niemieckiego na poziomie. Po latach spędzonych w domu zapomniała wiele z francuskiego, większość z rosyjskiego, natomiast jej niemiecki był nadal doskonały. Z 20 * * * biegiem czasu nikt nie zdołałby odróżnić jej od rodzonej Berlinerin . Nic dziwnego, panie gadały i gadały codziennie, z zawrotną szybkością, o życiu i o wszystkim, śpiewnie gruchającym głosem, Angus nie był w stanie odróżnić poszczególnych słów. Jako dziecko nazywał przyjaciółkę matki panią nein nein, ja ja , jedyne dźwięki, jakie załapał. Otóż, pani Balcer często odwiedzała Berlin i swoją rodzinę, a matka Angusa od czasu do czasu towarzyszyła jej. Zabierały ze sobą torbę lub dwie żywności, tyle ile wolno było zabrać podróżnemu dla własnego użytku, dzięki czemu zawsze witano je jak miłych gości. W gruncie rzeczy, matka z torbą żywności, która w Polsce nie kosztowała prawie nic, czuła się tam jak jaśnie pani. Po powrocie z takiej podróży, zwykle była okazja do kilku dodatkowych godzin rozmowy, a kiedy już pani Balcer wyszła, Angus mógł usłyszeć końcowy komentarz po polsku: - Berlin to wspaniałe i bardzo piękne miasto, ludzie są mili i sympatyczni. Wiele się tam można nauczyć i to przy dobrej rozrywce, ale z całą pewnością w Polsce żyje się lepiej. Gdyby Polacy musieli tak kiepsko - po prostu podle jadać, jak ludzie w Berlinie, doszłoby do buntów i zamieszek. Bez żadnych wątpliwości, nie ma się co śmiać – Polak jak głodny to zły . - Te wyjazdy przerwały się, zanim Angus zaczął chodzić do szkoły, właśnie, gdy Hitler doszedł do władzy i zaczął urządzać tysiącletnią Rzeszę . Paniom wyjaśniono, że rodzina zawsze jest rodziną, przyjaciele pozostaną przyjaciółmi, ale tymczasowo, oczywiście tylko na krótki czas, lepiej byłoby zaprzestać wizyt. To po prostu zdrowy rozsądek, o gościach z Polski zaraz się szeroko mówi, to obecnie trochę kłopotliwe. Ten nowy wiatr na pewno wkrótce ustanie, a na razie, po co budzić podejrzenia. Jednak nowy wiatr nie ustał, co więcej, stopniowo nawet pani Balcer przestała odwiedzać swoich rodziców i rodzinę. Tego matka Angusa nie mogła zrozumieć: - Co za bzdury? To przykład niemieckiego porządku, dyscypliny. Niewątpliwie ludzie przesadzają, są zbyt bojaźliwi. Łatwo nimi kierować, słuchają, ulegają i w rezultacie tresuje się ich i ujeżdża jak łysą kobyłę w cyrku. To nigdy nie mogłoby się zdarzyć w Polsce. Jakim prawem ktoś mógłby dyktować mi, kogo mogę przyjmować w domu? Niechby tylko spróbował, już ja bym mu pokazała! - Po latach zobaczyła na własne oczy, w co przedtem nie mogła uwierzyć i wtedy jej komentarz się zmienił: - Co oni zrobili z tymi ludźmi, z całym krajem, z innymi krajami. To po prostu niepojęte, jak się to mogło stać. Byliśmy po prostu ślepi, cały świat oślepł, żeby wcześniej tego nie dostrzec. Ten okres powinien być szczegółowo zbadany i opisany, to ostrzeżenie na przyszłość, powinni o tym uczyć.- 21 Jednak Hitler przerwał wojnę ekonomiczną przeciw Polsce, głównie dlatego, że okazała się bezskuteczna. Powodowała straty po obu stronach, chociaż znacznie dotkliwsze dla słabszej gospodarki polskiej. Jednak w ten sposób nie dało się osiągnąć żadnych ustępstw politycznych, przeciwnie, zgodnie z charakterem narodowym Polaków działało odwrotnie. Dla Hitlera ważne było co innego - spektakularny efekt natychmiastowego podniesienia warunków życia zwykłych ludzi, co dodało mu popularności. Zwłaszcza w okręgu berlińskim i ośrodkach przemysłowych Śląska, także w innych wielkich miastach sytuacja żywnościowa się poprawiła, ceny spadły. To wszystko przypisano zasługom Partii (skąd my to znamy?), nie wyjaśniając tego inaczej, jak tylko nową lepszą administracją. Dokładnie to samo mogły zrobić przed Hitlerem inne rządy i też zyskać taki wzrost popularności, ale nie zdecydowały się na ten krok. Natomiast Hitler chciał choćby tylko małego sukcesu, ale natychmiast, zaraz po dojściu do władzy i uzyskał go. Bez względu na przyczyny, wielu Niemców zapamiętało tylko, że za Hitlera warunki życia się poprawiły. Polacy, szczęśliwi z powodu zakończenia nonsensu wojny celnej, zbyt późno zauważyli, że nie była to zmiana na lepsze, gdyż cały handel zagraniczny, rozliczenia walutowe itd. funkcjonowały teraz na innych zasadach. Podstawowa różnicą było, że marka niemiecka przestała być walutą wymienialną, ze wszystkimi skutkami tegoż. To już nie był wolny handel, strona Niemiecka stosowała rygory planowania państwowego, wprowadzając kontyngenty, kwoty, zezwolenia. Brzmi to prawie komunistycznie, ale w rzeczywistości stare wzory biurokratyczne z czasów I W Ś. Wzorce komunistyczne wzięły się z tych starych niemieckich, stąd podobieństwo. Polska nie była przygotowana na taki rozwój wypadków, gospodarka kontrolowana była tu nieznana, nie istniały odpowiednie instytucje biurokratyczne. Nawet po ich powołaniu były to tylko zaczątki, już to samo dawało Niemcom lepsze pozycje przetargowe. Teoretycznie, wymiana handlowa powinna by zrównoważona. W rzeczywistości jednak, import do Niemiec płatny był w Rentenmarkach, następnie Reichsmarkach, których nie można było wymienić na dewizy. Ponadto, eksport towarów przemysłowych do Polski celowo manipulowano w zakresie drogich cen. Stał się zbyt drogi, z trudem znajdował nabywców, w rezultacie polski eksport był stale większy od importu z Niemiec. Rosła nadwyżka na korzyść - cóż za paradoksalne określenie, w tej sytuacji było akurat odwrotnie - strony polskiej. Według dawnych poglądów była to korzystna sytuacja, ale obecnie chodziło o nadwyżkę w markach, nie przyjmowanych na rynku walutowym). 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. Tajna historia II wojny światowej, Tom I ilustrowany.
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: