Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00383 007403 13615602 na godz. na dobę w sumie
Nie tylko rock and roll. Podróże koncertomanki - ebook/pdf
Nie tylko rock and roll. Podróże koncertomanki - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 9788362480562 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> budownictwo
Porównaj ceny (książka, ebook (-24%), audiobook).
Do napisania książki zachęcili mnie znajomi z klubu fanów Deep Purple, którym bardzo spodobały się moje teksty pisane na internetową stronę dotyczącą tego zespołu. Postanowiłam zebrać razem swoje relacje koncertowe, i dodać do tego mnóstwo innych koncertów nie tylko rockowych, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Mam nadzieję, że książka spodoba się szerszej publiczności. Koncerty opisane w kolejnych rozdziałach są z różnych półek, jako że jestem melomanem w ogóle, nie tylko miłośnikiem hardrocka. Będzie tu jazz, blues, a nawet poezja śpiewana. Kilka imprez przedstawiłam retrospektywnie, toteż może tam być więcej błędów rzeczowych. Co zrobić, nawet najlepsza pamięć czasem zawodzi... Ale starałam się wszystko w miarę dokładnie sprawdzić. Gdyby okazało się, że jeszcze coś się nie zgadza, zawsze można do mnie napisać i to sprostować, a ja postaram się naprawić swój błąd. Inne koncerty opisywałam na bieżąco, a potem uzupełniałam braki oraz poprawiałam błędy i nieścisłości. Oczywiście w relacjach jest mowa o wrażeniach bezpośrednio po koncercie, nie obecnych. Podziękowania dla Urszuli i Agnieszki, które sporo mi pomogły, głównie merytorycznie. Jeszcze większe podziękowania dla Zenka, mojego nadzwyczaj cierpliwego męża, który wykonał kawał gigantycznej pracy, czytając moje rozdziały po każdej ich korekcie i dodając następne poprawki, głównie stylistyczne. Do jednego z koncertów dodałam i jego relację. Chyba go namówię, aby sam napisał książkę, on bardzo dobrze to robi.Nie mniejsze podziękowania dla wszystkich tych, co swoim zainteresowaniem poprzednią pracą, czyli 'Spotkaniami', zachęcili mnie do dalszego pisania. Przyjemnej lektury! Joanna Ostrowiecka   Spis treściNa dobry początek... 8Początki rockowego wariactwa 11Kolory, Park Żeromskiego, Warszawa, późna wiosna 1969 Grechuta en avant! 15Marek Grechuta + Anawa + goście, klub Riwiera, Warszawa, 1978 Punkt zwrotny 19Budka Suflera + Iza Trojanowska + Intercity, Sala Kongresowa, Warszawa, zima 1981 Pierwszy objaw nieuleczalnej purplomanii 23Deep Purple, Vilniaus Koncertu ir Sporto Rumai, Wilno, 30 marca 2002 Jazzrockowe szaleństwo 29Pat Metheny Group, Torwar, Warszawa, 29 maja 2002 Dziwnie i pięknie w Warszawie 33Joe Satriani, Sala Kongresowa, Warszawa, 14 lipca 2002 Purpurowych fascynacji ciąg dalszy 37Deep Purple + The Planets + Dio, Stadthalle, Zwickau, 1 września 2002 Dwie nowości i trzygodzinny ubaw 45Deep Purple + Kickhunter + Lynyrd Skynyrd, Parkbühne Wuhlheide, Berlin, 17 czerwca 2003 Zenit, który nie potrzebował reklamy 52Deep Purple + Lynyrd Skynyrd, Zénith, Paryż, 29 czerwca 2003 Spodek o mało nie rozbity 60Deep Purple + Corruption, Spodek, Katowice, 3 grudnia 2003 Czterej panowie M. 67M3 + Chainsaw, Sala Kongresowa, Warszawa, 13 marca 2004 Podwójny Szczecin 71Deep Purple + Free Blues Band+Moonlight, Stadion Lekkoatletyczny, Szczecin,  28 czerwca 2004 Legia Purple Super Szał 78Deep Purple + Harlem + Acid Drinkers, Legia, Warszawa, 29 czerwca 2004 Duże rozczarowanie 86G3 = Robert Fripp + Steve Vai + Joe Satriani, Torwar, Warszawa, 13 lipca 2004 Zaskoczenie na Wembley 90Deep Purple + D.Howard + Thunder + P.Frampton, Wembley Arena, Londyn,  13 listopada 2004 Piekielny wtorek 96Deep Purple + D.Howard + Thunder + P.Frampton, Brighton Centre, Brighton,  16 listopada 2004 Eklektyczne kombinacje 103Jon Lord i Gemini Orchestra, Grosser Sendesaal, Berlin, 13 lutego 2005 Caprices Festival: wariacka wyprawa 108Deep Purple + Magma, La Grande Scene, Crans-Montana, 3 marca 2005 Czadowo i odlotowo 115Glenn Hughes + The Lizards, klub Golem, Zlin, 12 marca 2005 Czarownice na herbatce 120Free Blues Band, klub Free Blues Club, Szczecin, 18 marca 2005 Jazzrock znowu w stolicy 126Pat Metheny Group, Torwar, Warszawa, 21 maja 2005 Kolejny sabat czarownic 131Free Blues Band, klub Free Blues Club, Szczecin, 27 maja 2005 Południowe rytmy na Starówce 135Septeto Nacional (Kuba), Rynek Starego Miasta, Warszawa, 2 lipca 2005 Odczytywanie Milesa Davisa 139Asocjacja Andrzeja Przybielskiego, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 23 lipca 2005 Nefrytowy wąż 142International Edition Quintet, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 30 lipca 2005 Dr. Smith w swoim żywiole 146Dr. Lonnie Smith Quartet, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 27 sierpnia 2005 Motorowy odlot z purpurą 149
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

JJOOAANNNNAA OOSSTTRROOWWIIEECCKKAA NNIIEE TTYYLLKKOO RROOCCKK AANNDD RROOLLLL Podróże koncertomanki J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 3 © Copyright by Joanna Ostrowiecka Zdjęcia Joanna Ostrowiecka, Zenon Kołota Projekt okładki: Paweł Wójcik Korekta: Anna Wyrwik ISBN 978-83-62480-56-2 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2010 www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 4 Książkę tę poświęcam nieodżałowanemu Ronnie’mu Jamesowi Dio, jednemu z najwspanialszych wokalistów rockowych świata. Od- szedł od nas, ale nie całkiem. Jego muzyka zawsze będzie z nami. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 5 Spis treści Na dobry początek... ..........................................................................................................................8 Początki rockowego wariactwa ........................................................................................................ 11 Kolory, Park Żeromskiego, Warszawa, późna wiosna 1969 Grechuta en avant! .......................................................................................................................... 15 Marek Grechuta + Anawa + goście, klub Riwiera, Warszawa, 1978 Punkt zwrotny .................................................................................................................................. 19 Budka Suflera + Iza Trojanowska + Intercity, Sala Kongresowa, Warszawa, zima 1981 Pierwszy objaw nieuleczalnej purplomanii ...................................................................................... 23 Deep Purple, Vilniaus Koncertu ir Sporto Rumai, Wilno, 30 marca 2002 Jazzrockowe szaleostwo ................................................................................................................... 29 Pat Metheny Group, Torwar, Warszawa, 29 maja 2002 Dziwnie i pięknie w Warszawie ........................................................................................................ 33 Joe Satriani, Sala Kongresowa, Warszawa, 14 lipca 2002 Purpurowych fascynacji ciąg dalszy .................................................................................................. 37 Deep Purple + The Planets + Dio, Stadthalle, Zwickau, 1 września 2002 Dwie nowości i trzygodzinny ubaw .................................................................................................. 45 Deep Purple + Kickhunter + Lynyrd Skynyrd, Parkbühne Wuhlheide, Berlin, 17 czerwca 2003 Zenit, który nie potrzebował reklamy .............................................................................................. 52 Deep Purple + Lynyrd Skynyrd, Zénith, Paryż, 29 czerwca 2003 Spodek o mało nie rozbity ................................................................................................................ 60 Deep Purple + Corruption, Spodek, Katowice, 3 grudnia 2003 Czterej panowie M. .......................................................................................................................... 67 M3 + Chainsaw, Sala Kongresowa, Warszawa, 13 marca 2004 Podwójny Szczecin ........................................................................................................................... 71 Deep Purple + Free Blues Band+Moonlight, Stadion Lekkoatletyczny, Szczecin, 28 czerwca 2004 Legia Purple Super Szał .................................................................................................................... 78 Deep Purple + Harlem + Acid Drinkers, Legia, Warszawa, 29 czerwca 2004 Duże rozczarowanie ......................................................................................................................... 86 G3 = Robert Fripp + Steve Vai + Joe Satriani, Torwar, Warszawa, 13 lipca 2004 Zaskoczenie na Wembley ................................................................................................................. 90 Deep Purple + D.Howard + Thunder + P.Frampton, Wembley Arena, Londyn, 13 listopada 2004 Piekielny wtorek .............................................................................................................................. 96 Deep Purple + D.Howard + Thunder + P.Frampton, Brighton Centre, Brighton, 16 listopada 2004 www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 6 Eklektyczne kombinacje ................................................................................................................. 103 Jon Lord i Gemini Orchestra, Grosser Sendesaal, Berlin, 13 lutego 2005 Caprices Festival: wariacka wyprawa ............................................................................................. 108 Deep Purple + Magma, La Grande Scene, Crans-Montana, 3 marca 2005 Czadowo i odlotowo ...................................................................................................................... 115 Glenn Hughes + The Lizards, klub Golem, Zlin, 12 marca 2005 Czarownice na herbatce ................................................................................................................. 120 Free Blues Band, klub Free Blues Club, Szczecin, 18 marca 2005 Jazzrock znowu w stolicy ................................................................................................................ 126 Pat Metheny Group, Torwar, Warszawa, 21 maja 2005 Kolejny sabat czarownic ................................................................................................................. 131 Free Blues Band, klub Free Blues Club, Szczecin, 27 maja 2005 Południowe rytmy na Starówce ..................................................................................................... 135 Septeto Nacional (Kuba), Rynek Starego Miasta, Warszawa, 2 lipca 2005 Odczytywanie Milesa Davisa .......................................................................................................... 139 Asocjacja Andrzeja Przybielskiego, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 23 lipca 2005 Nefrytowy wąż ............................................................................................................................... 142 International Edition Quintet, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 30 lipca 2005 Dr. Smith w swoim żywiole ............................................................................................................ 146 Dr. Lonnie Smith Quartet, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 27 sierpnia 2005 Motorowy odlot z purpurą ............................................................................................................. 149 Deep Purple + Rausch, Polo, Düsseldorf, 3 września 2005 Piekło i niebo ................................................................................................................................. 159 Dio, klub Stodoła, Warszawa, 3 października 2005 Paice kontra Malcherek.................................................................................................................. 164 Ian Paice + Free Blues Band + Andrzej Nowak, Teatr Jana Kochanowskiego, Opole, 19 października 2005 Angielscy goście Malcherka ............................................................................................................ 171 Ty Garner’s Blue Note Quartet, Free Blues Club, Szczecin, 19 listopada 2005 Rendez-vous z Alicją ....................................................................................................................... 178 Deep Purple+Alice Cooper, Max–Schmeling–Halle, Berlin, 6 lutego 2006 Memento i stracony kontakt .......................................................................................................... 186 Deep Purple + SBB, Spodek, Katowice, 24 lutego 2006 Po czterdziestu latach .................................................................................................................... 193 Czerwone Gitary, Sala Kongresowa, Warszawa, 4 marca 2006 www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 7 Preludium z fletem ......................................................................................................................... 198 Mini+Free Blues Band, Free Blues Club, Szczecin, 3 czerwca 2006 Promocja bez promocji................................................................................................................... 203 Deep Purple + Five Men On The Rocks, Parkbühne IGA, Rostock, 5 czerwca 2006 Kontrabas nie z tej ziemi ................................................................................................................ 208 Avishai Cohen Trio, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 8 lipca 2006 Polska–USA 3:1 .............................................................................................................................. 212 Krzesimir Dębski Jarek Śmietana Group, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 15 lipca 2006 Ich czterech i ona jedna .................................................................................................................. 216 Gwyneth Herbert Band, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 5 sierpnia 2006 Jazzrock Deana Browna .................................................................................................................. 220 Dean Brown Quartet, Rynek Starego Miasta, Warszawa, 12 sierpnia 2006 Wolny blues na pokładzie .............................................................................................................. 224 Free Blues Band, klub Pokład, Gdynia, 24 sierpnia 2006 Magicy po raz drugi ........................................................................................................................ 229 Deep Purple + SBB, Torwar, Warszawa, 9 października 2006 Bitwa w Bournemouth ................................................................................................................... 236 Deep Purple + Thin Lizzy + Styx, BIC, Bournemouth, 27 kwietnia 2007 Zwierzaki w Szczecinie.................................................................................................................... 244 The Animals and Friends, Free Blues Club, Szczecin, 23 lutego 2008 Powtórka sentymentalna ............................................................................................................... 248 Big Bit, Hard Rock Cafe, Warszawa, 4 kwietnia 2008 To teraz ja! ..................................................................................................................................... 253 1951 gitarzystów, Thanks Jimi Festival, Rynek Starego Miasta, Wrocław, 1 maja 2008 To nie koniec .................................................................................................................................. 264 www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 8 NNaa ddoobbrryy ppoocczząątteekk...... Nareszcie zobaczyłam ich na żywo! Omegę, zespół z Węgier, który ratował nasz rynek roc- kowy, gdy jeszcze nie było Lady Pank, Lombardu ani Perfectu. Węgrzy byli już u nas wcześniej kilka razy, ale dopiero teraz udało mi się pójśd na ich koncert. Poświęcony pamięci Czesława Niemena, z którym zespół chciał, ale nie zdążył razem wystąpid kilka lat temu – artysta za szybko od nas odszedł. Jak wiadomo, Niemen sięgał do poezji Asnyka, Tuwima i Norwida, i może dlatego koncert zaczął się dośd nietypowo – poezją śpiewaną w wykonaniu Ady Gostkowskiej. Konferansjer mówił, że to na prośbę muzyków Omegi. Organizatorzy zafundowali nam jakieś pół godziny piosenek Agnieszki Osieckiej i własnych kompozycji pani Gostkowskiej. Pomysł był całkiem dobry; szkoda tylko, że zamiast akompaniamentu z playbacku nie było żywego fortepianu. Ale i tak recital wypadł nieźle, chod zniecierpliwiona publicznośd nie mogła się doczekad Omegi. Trochę przesadzili, w koocu to było tylko pół godziny, a Węgrzy poza tym wcale się nie spóźnili. Zanim się pojawili, z głośników rozległ się jeszcze „Marsz Radetzky’ego”, co mnie zdumiało niebotycznie: skąd ten pomysł? Ale nie miałam nic przeciw, bo lubię klasykę, a zwłaszcza Straussa. Już początek głównego koncertu potwierdził, że Węgrzy to bardzo sympatyczny naród. Przy- witali nas słowami „Dobry wieczór!” i przez cały występ dziękowali nam po polsku. Prawie bez obcego akcentu. Ale nie promowali swojej najnowszej, szesnastej płyty, tylko dali nam przekrój całej swojej twórczości. Tak swoją drogą, to wiele innych grup z Zachodu, nawet tych z ponad 30-letnim stażem, mogłoby się przy nich schowad: 16 płyt studyjnych w prawie tym samym składzie (tylko raz się zmniejszył o jednego muzyka) to nie byle co. Poza tym przy kondycji Jánosa Kóbora wielu solistów to sztywne nienaturalne lalki. Czego on nie wyczyniał na tej scenie! Nie notowałam tytułów, ale chyba najwięcej zagrali ze swojej szóstej płyty, między innymi „Czarodzieja” i „Nie znam twojego imienia”. Był i „Ptak” z „piątki”, i pierwsza częśd „Rabusia www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 9 czasu” z „siódemki”; z „dziewiątki” na pewno dali „Kobietę z letniej nocy”, i o ile pamiętam – „Srebrny deszcz”. Nie pamiętam też na sto procent, co to był za rock and roll, aż sprawdza- łam potem tytuły na płytach – może „Wiecznie żywy rock and roll” z „dziesiątki”? Tak czy owak, wszystko wypadło super. Akustyka, w każdym razie tam, gdzie siedziałam, była świet- na. W jednym ze swoich wywiadów pan Kóbor mówił, że grupa pożycza sprzęt na koncerty. Nie do wiary, wcale nie dało się poznad! Światła, zwłaszcza przy „Rabusiu czasu” i „Nie znam twojego imienia” zapierały dech. Puszczono nam takie wiązki i strumienie z lasera, że wiele ekip z innych zespołów leży na dwie łopatki! Nie widziałam dotąd takich rozet i zygzaków na suficie. To, co najlepsze, zostawili na bis. Najpierw „Lampę naftową”, a potem – jakżeby inaczej – „Dziewczynę o perłowych włosach”. Dwa superprzeboje z drugiej płyty. Ale nie puściliśmy ich tak prędko, musieli wrócid jeszcze raz. – Jeszcze jeden? – zapytali, oczywiście po polsku, i zagrali nam coś skocznego. Chyba z pierwszej płyty, którą – paradoks – poznałam dopiero parę dni po koncercie. Ale to jeszcze nie był koniec atrakcji, bo po koncercie ustawiono w hallu pięd krzeseł, długi stół, ułożono na nim małe i duże plakaty, całośd odgrodzono od publiczności – i za jakieś pół godziny przyszli muzycy rozdawad autografy. Tłum ludzi na nich czekał, ale zapewniono nas, że wszyscy dostaną podpisy. I rzeczywiście! Wszystko było dograne jak w zegarku, wpuszczano po kilku fanów, ci podcho- dzili po kolei do każdego muzyka i podawali pamiątki. Zabawnie to wyglądało, jak taśma pro- dukcyjna, ale to dużo lepszy pomysł niż tłok i przepychanki za kulisami, gdzie kto silniejszy, ten lepszy. Wielkie brawa dla Sali Kongresowej, zaczynam ją naprawdę lubid. Przypuszczam, że gdyby Czerwone Gitary i Joe Satriani zechcieli do nas przyjśd po swoich występach, to też by to zorganizowano. Omega to jeden z najsympatyczniejszych zespołów, jakie dotąd spotkałam. Nie tylko na sce- nie. Nie zdążyliśmy z mężem z nimi porozmawiad, ale podpisali nam wszystko co się dało, i bardzo ich ujęło, że dziękuję po węgiersku. Najbardziej basistę, który odwdzięczył mi się panoramicznym uśmiechem. Gdybym miała aparat, na zdjęcia też by się zgodzili. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 10 Koncert Omegi w Sali Kongresowej był 14 marca 2009 roku, kiedy zakooczyłam już pisanie tej książki, Ale był tak udany, że musiałam o nim wspomnied, i to na samym początku. To jedna z najbardziej udanych imprez „zaliczonych” przeze mnie i męża. Tym bardziej, że zmęczona wszechobecną angielszczyzną, miałam okazję posłuchad rocka w innym języku. Koncerty opisane w dalszych rozdziałach są z różnych półek, jako że jestem melomanem w ogóle, nie tylko miłośnikiem hardrocka. Będzie tu jazz, blues, a nawet poezja śpiewana. Kilka imprez przedstawiłam retrospektywnie, toteż może tam byd więcej błędów rzeczowych. Co zrobid, nawet najlepsza pamięd czasem zawodzi... Ale starałam się wszystko w miarę do- kładnie sprawdzid. Gdyby okazało się, że jeszcze coś się nie zgadza, zawsze można do mnie napisad i to sprostowad, a ja postaram się naprawid swój błąd. Inne koncerty opisywałam na bieżąco, a potem uzupełniałam braki oraz poprawiałam błędy i nieścisłości. Oczywiście w relacjach jest mowa o wrażeniach bezpośrednio po koncercie, nie obecnych. Podziękowania dla Urszuli i Agnieszki, które sporo mi pomogły, głównie merytorycznie. Jesz- cze większe podziękowania dla Zenka, mojego nadzwyczaj cierpliwego męża, który wykonał kawał gigantycznej pracy, czytając moje rozdziały po każdej ich korekcie i dodając następne poprawki, głównie stylistyczne. Do jednego z koncertów dodałam i jego relację. Chyba go namówię, aby sam napisał książkę, on bardzo dobrze to robi. Nie mniejsze podziękowania dla wszystkich tych, co swoim zainteresowaniem poprzednią pracą, czyli „Spotkaniami”, zachęcili mnie do dalszego pisania. Przyjemnej lektury! www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 90 ZZaasskkoocczzeenniiee nnaa WWeemmbblleeyy DDeeeepp PPuurrppllee ++ DD..HHoowwaarrdd ++ TThhuunnddeerr ++ PP..FFrraammppttoonn,, WWeemmbblleeyy AArreennaa,, LLoonnddyynn,, 1133 lliissttooppaaddaa 22000044 Po „zaliczeniu” dwóch czerwcowych występów Deep Purple w Polsce poczułam się nasycona i pomyślałam, że na ten rok może już wystarczy. Pieniądze się kooczyły, a zespół pojechał za daleko. Aż przejrzałam jeszcze raz ich listopadową trasę po Europie i coś mi nagle strzeliło do głowy. Tyle razy byłam na ich występach za granicą, zaliczyłam nawet Francję, to dlaczegóżby teraz nie pojechad do Anglii? Jeszcze nigdy tam nie byłam, a do tego trafiły mi się w Internecie w miarę tanie noclegi. Po rozmowie z mężem okazało się, że nie stoimy tak źle finansowo, więc nie było nad czym medytowad. Zaczęłam załatwiad: przelot samolotem (następna atrakcja – jeszcze nigdy nie lataliśmy!), mieszkanie (wybór padł na Interhome, tak jak we Francji), no i oczywiście bilety na koncert. Z początku miały byd tylko do Wembley, ale póź- niej zaszły dodatkowe okoliczności, których w ogóle się nie spodziewałam. Po kolei. W październiku wyszła drukiem książka o spotkaniach z Gillanem, mój debiut pisar- sko-dziennikarski. Koniecznie chciałam dad muzykom po egzemplarzu. Przecież Wembley to świetna po temu okazja! Niestety, zaraz potem dowiedziałam się, że nie mogę się spotkad z zespołem w Wembley. Była za to taka możliwośd w Brighton, kilka dni później. Nie przewidzieliśmy biletów na koncert w Brighton, ale wobec takiego stanu rzeczy zaczęli- śmy się o nie starad. Dzięki uprzejmości i karcie kredytowej kolegi męża (znowu, bo ja wciąż nie miałam takowej) szybko się załatwiło bilety i do Wembley, i do Brighton. Teraz już nie zostało nam nic innego jak odebrad książki z drukarni, spakowad się i czekad na odlot. Miałam jeszcze dwa tygodnie urlopu – specjalnie przełożyłam go na listopad. Chciałam przy okazji koncertów zwiedzid jak największy kawałek Anglii. Poza tym chciałam mied margines www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 91 czasowy, na wypadek przesunięcia koncertów. Wileoskie doświadczenie się kłania. Ale tym razem nikt niczego nie przekładał, takie poślizgi to na szczęście rzadkośd. Z nadmiaru wrażeo z pierwszego pobytu w Anglii pomyliłam daty i do Wembley zawitaliśmy o dzieo za wcześnie. Nawet mężowi coś się pomyliło! Ale ta pomyłka miała swoje dobre strony, chod przepadł nam jeden dzieo na zwiedzanie. Zrobiliśmy mały rekonesans i zorien- towaliśmy się co do zmian w komunikacji, spowodowanych przedolimpijskimi przebudowa- mi. Dzięki temu nie błądziliśmy w dniu koncertu, chociaż bardzo ciężko było tam trafid bez kolei i metra! W Anglii też zdarzają się „koniki”. Nasze bilety (miejsca daleko od sceny) kosztowały 30 fun- tów za jeden, a oni chcieli od ludzi po 48 funtów w dzieo koncertu. Faktycznie, impreza miała duże powodzenie, zwłaszcza występ Deep Purple, o czym za moment. Wembley Arena to olbrzymia hala, akustyki nie ma za dobrej, bo pod sufitem sterczy trochę metalowych „drabin”. Za wygodnie też nam nie było. Siedzenia wąskie, byliśmy stłoczeni jak szprotki w puszce, chod oczywiście wygodniej siedzied niż stad i byd jeszcze bardziej ściśnię- tym. Szkoda, że scena była za daleko, bo pozwolono nam wnieśd amatorski sprzęt fotogra- ficzny. No i zdjęcia z koncertu wyszły takie sobie. Ruszyli punktualnie. Najpierw Dean Howard i spółka. Od razu ich polubiłam. Grali monoton- nie, ale całkiem nieźle. Według oceny męża ci ludzie mieli wszelkie szanse, aby się rozwinąd. Co do sali, to była wypełniona w połowie. Potem była przerwa i następna przedgrupa. Najpierw zgasły światła, rozległa się głośna mu- zyka i co chwilę do rytmu padały okrzyki „Thunder!”. Potem wyszła grupa Thunder „we wła- snej osobie” i od razu ruszyła z kopyta. Sala wypełniła się do trzech czwartych. Zespół, działa- jący od lat, grał nie gorzej od Deana Howarda. Solista ubawił wszystkich swoimi numerami, a zwłaszcza tym przy swojej najdłuższej wokalizie, kiedy nagle padł na plecy, pokazał numer buta i fiknął koziołka do tyłu. Przerwał wokalizę, zapewne z wrażenia, że tak pięknie ją za- śpiewał. Wszyscy na sali pękaliśmy ze śmiechu. Thunder wypadł świetnie, ale o ile pamiętam nie dał bisów. Nie zależało mi specjalnie na nich, bo przyszłam głównie ze względu na Deep Purple. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 92 Następna przerwa. Miejsca siedzące mają swoje zalety. W każdej chwili można wyjśd i nie trzeba się przepychad przez tłum. Toteż wychodziłam na każdej przerwie, aby złapad trochę powietrza, bo duszno było. Myślałam, że po Thunder wejdą wreszcie Purple. A gdzie tam! Znowu przedgrupa. No nie, trzy przedgrupy to jednak trochę za dużo! Zaczęłam byd zła. Ale Peter Frampton był tak do- bry, że szybko mi przeszło. Zapewnił frekwencję na jakieś 90 sali. Nie padał na plecy, nie fikał koziołków, grał i śpiewał w innym stylu. Bardziej balladowo. Jeden z utworów zabrzmiał tak, jakby był śpiewany w ciekłym helu. To takie dziwne urządzenie przy mikrofonie znie- kształciło głos. Jakieś rurki. Co to mogło byd??? Dostał owacje na stojąco. Po czym dał bis i znowu zgotowaliśmy mu brawa na stojąco. Stara gwardia trzyma się świetnie! Znów przerwa, znowu wyszłam na chwilę, a jak wróciłam, cała widownia stała i wołała Deep Purple. Lubią ich tu w Anglii! Nie spodziewałam się, że aż tak. Bardzo mnie ucieszyło, że Wy- spiarze nie strugają zblazowanych malkontentów i wiedzą, co dobre. Pomimo wrzawy, jaką robili, ci ludzie zachowywali się grzecznie. Za nami siedziała grupka dwudziestolatków, chyba Harleyowców, którzy z początku trochę rozrabiali i przeszkadzali. Ale jak weszli Purple, od razu przestali! Jak już mówiłam, wszyscy stali. Zrobiłam w przejściu kilka zdjęd i wróciłam na miejsce. Bez problemu, wszyscy mnie grzecznie przepuszczali. Chwilami nic nie widziałam z tego swojego miejsca, ale było sympatyczniej niż myślałam. Ten entuzjazm! Publicznośd do samego kooca koncertu nie chciała usiąśd. Repertuar grupa grała ten sam co w Warszawie i Szczecinie, a do tego dodała dawno nie gra- ne „Demon’s Eye”, przy którym Gillan znowu zapomniał tekstu. Znamy, znamy! Specjalnie, dla urozmaicenia, co, panie Ianie?! Niech panu będzie! Zapomniał czy nie zapomniał, formę nadal miał świetną. Wcale nie fałszował! Tyle, że przy „Space Truckin’” już się chyba nieco zmęczył. A przed koocem zasadniczej części koncertu zasapał się. Co zrobid, w koocu nie jest już 20-latkiem. Ta jego zadyszka wcale nie przeszka- dzała, dodała mu tylko wdzięku. Kto u licha powiedział, że obniżyły mu się rejestry?! Nie- prawda! Głos super, można by pójśd za nim chodby na koniec świata. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 93 Mąż zauważył, że zapuścił włosy. Przyznam, że nie zwróciłam na to uwagi, ale jak mąż to po- wiedział, przyjrzałam się dokładniej. Rzeczywiście, dłuższe niż zwykle! Bardzo dobrze. Czasem robił sobie taką brzydką, pół łysą pseudofryzurę, że patrzed na niego nie mogłam: murowana siedemdziesiątka! Teraz zaczęłam się zastanawiad, jak długo wytrzyma z długimi. Nie tylko wyglądał świetnie w nowej fryzurze, ale i strój miał jakiś ciekawszy. Biały, trochę węższy niż dotychczas. Z daleka nie widziałam szczegółów, ale zauważyłam, że miał tego wie- czoru zgrabną figurę. Do „Silver Tongue” (od którego zespół zawsze zaczynał występ w trasie „Bananas”) Don Airey wprowadził parę własnych improwizacji. Na plus. Im dłużej gra w Deep Purple, tym więcej ma świetnych pomysłów. Ostatnio grupa zaczęła częściej grad „Strange Kind of Woman”. Teraz też to dała, a cała sala zaśpiewała razem z muzykami. Tak samo przy „Smoke”. Angielska publicznośd świetnie śpie- wa a capella! A przy „Highway Star” cała sala taoczyła. My też, chociaż te ciasne siedzenia nieznośnie nam w tym przeszkadzały. W utworach natomiast przeszkadzało mi dorabianie (jak zwykle) sztucznych zakooczeo do „Perfect Strangers” i „Knocking at Your Back Door”. Muzycy ciągle to robią, chociaż za każdym razem wychodzi im to jakoś kulawo. Może lepiej byłoby dad płynne przejście do następnego kawałka. Jednak to wszystko były drobiazgi, bo tak w ogóle to bardzo lubię „Perfect Strangers” na koncertach, i te widowiskowe błyskawice, które mu towarzyszą. Ale przed „Perfect Strangers” było „Contact Lost”. Gillan, usiadłszy na scenie po turecku, za- powiedział utwór, dedykując go zmarłemu 9 listopada Emlynowi Hughesowi, brytyjskiemu kapitanowi drużyny Liverpool. Po tej zapowiedzi wyszedł na kilka minut. Domyślam się, dla- czego... „Contact Lost” wypadł jak zwykle cudownie, a publicznośd całkowicie się wyciszyła na kilka minut. Ożywiła się dopiero przy „The Well Dressed Guitar”. Solo Airey’a było oczywiście „pod Anglię”. Pierwszy kawałek był bardzo piękny. Potem była poleczka, przy której zachciało mi się śmiad, następnie „Marsz torreadora”, przy którym mę- żowi zachciało się śmiad. I „gwiezdne wojny”, zapewne ulubiony motyw pana Airey’a. Dośd długie solo, więc pan Gillan miał sporo czasu na przebranie się. Włożył coś zupełnie innego niż zwykle: kwiecistą kamizelkę do czarnych spodni. Do twarzy mu w tym było przy nowym www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 94 uczesaniu. Szkoda tylko, że dekoracje nie były twarzowe. Jakieś niegustowne bananowe drzewka, którym nic nie pomogło, że pod wpływem różnych świateł przybierały różne kolory. Deep Purple, Londyn 2004 Przy „Perfect Strangers” pan Ian dał nam taki popis swoich możliwości, że wszyscy o mało nie oszaleliśmy. Błyskawice przy tym były już nie tylko zielone, ale jeszcze niebieskie i białe. Dar- liśmy się z mężem nie gorzej od pozostałych ludzi na widowni. Mąż krzyczał chyba najgłośniej z całej sali. Potem żartowaliśmy, że ze swoim głosem i wzrostem jest rozpoznawalny z dale- ka. A propos widowni, jeden z naszych sąsiadów mocno nas intrygował. Był bardzo podobny do Jona Lorda – z jasną brodą, w okularkach (trochę innych niż ma organista), z jasnymi włosami związanymi w kucyk... Mąż zastanawiał się, czy to nie sam Lord, i nawet prosił mnie, bym go o to spytała, ale nie chciało mi się. Ten pan znał na pamięd wszystkie utwory Deep Purple i miał świetny głos. Swoją drogą ciekawe, jaki głos ma Lord. Podobno kiedyś coś zaśpiewał w czasie sesji w studiu, ale nie pozwolił tego nagrad. Jak się wkrótce okazało, nasz sąsiad to nie był Jon Lord. O czym za moment. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 95 Już wspomniałam, że przed koocem głównej części koncertu Gillan się zasapał. Ale przed bisami zespół zrobił sobie małą przerwę, więc przy „Speed King” solista był już wypoczęty. Aż do zejścia ze sceny był w doskonałej formie. Dał jak zwykle ekstra wiązankę różnych kawał- ków, ale nie przypadła mi do gustu. Zwłaszcza jego „piejąca” wokaliza mi się nie podobała. I jeszcze ta pioseneczka „kocham swoją żonę, kocham swojego psa”. Eee, nie lubię. Już lepiej wypadło „O sole mío”. Za to „Hush” wyszło super, szczególnie solo na klawiszach i popis Iana Paice’a na bębnach, którego zabrakło w „Speed King”. A przy trzecim bisie zgotowano nam nie lada niespodziankę. To był grom z jasnego nieba! Podobno nawet sami Purple tego się nie spodziewali. W pewnej chwili mąż mnie trącił i rzekł, że przy klawiszach siedzą dwie osoby. Zdziwiłam się: jak to, Airey się rozdwoił? I to rosnące podniecenie na widowni. Przyglądam się i oczom nie wierzę. O rrrany!!! Jon Lord we własnej osobie!!! A więc to nie mistrz Hammonda siedział obok nas. Prawdziwy Lord był na scenie. Z początku grał do spółki z Airey’em, ale w koocu Don zostawił mu cały instrument do dyspozycji. Śmieliśmy się potem, że miał wolne i wpadł na chwilę na koncert Deep Purple, aby sobie pograd w „Black Night”. Myślałam, że nigdy go nie zobaczę na żywo z Deep Purple. Swój pierwszy koncert, w Wilnie, zaliczyłam już po zmianie składu. To cudownie, że pan Lord przyszedł nam zagrad do Wem- bley Arena. Szkoda wprawdzie, że nie zdobyłam jego autografu, ale to było niesamowite uczucie widzied obu mistrzów naraz przy klawiszach! Wielkie dzięki, panie Lord! Wyszliśmy z sali wciąż rozmawiając o Lordzie. Publicznośd była zachwycona. Koncert był świetny, równy, przedgrupy bardzo dobre, ale takiej niespodzianki nikt nam dotąd nie spra- wił. Jak fajnie byłoby, gdyby Jon Lord zagrał nam jeszcze w Brighton! Wracaliśmy do domu dwoma autobusami, z przesiadką w Ealing, które to miejsce też obfo- tografowaliśmy – zostało nam trochę filmu. Żeby było zabawniej, kilka dni przedtem, wraca- jąc z tegoż Ealing do domu w Twickenham, przesiadaliśmy się w Hounslow, rodzinnym mie- ście Gillana. To ci zbieg okoliczności, co? Było trochę czasu między jednym autobusem a dru- gim, więc pstryknęłam kilka kadrów z nocnego życia miasta, które teraz jest dzielnicą Londy- nu. Zdjęcia wyszły całkiem nieźle. Może dam kiedyś jedno Gillanowi... www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 253 TToo tteerraazz jjaa!! 11995511 ggiittaarrzzyyssttóóww,, TThhaannkkss JJiimmii FFeessttiivvaall,, RRyynneekk SSttaarreeggoo MMiiaassttaa,, WWrrooccłłaaww,, 11 mmaajjaa 22000088 A tak, ja też dałam jeden koncert. Jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby mi do głowy, że sama wystąpię jako muzykant, chodby jeden z 1951! Gitarowy Rekord Guinnessa (GRG), inicjatywa Leszka Cichooskiego, jednego z najlepszych polskich gitarzystów, jest organizowany przez niego co roku w ramach festiwalu na cześd Jimi’ego Hendrixa. Z każdym rokiem coraz więcej gitarzystów, zawodowych i amatorów, gra wspólnie „Hey Joe” na wrocławskiej Starówce. Chciałam zasilid tę orkiestrę już dwa lata wcześniej, ale na dwa dni przed imprezą był inny koncert, w Szczecinie, i nie chciało mi się wędrowad z pokaźną gitarą zawiłym szlakiem Warszawa-Szczecin-Wrocław-Warszawa. W następnym roku w czasie Thanks Jimi Festival byłam w Anglii (gdzie oczywiście też „zali- czyłam” świetny koncert– patrz: Bournemouth). Dopiero w 2008 roku nie miałam nic w pla- nach i nareszcie odkurzyłam swoją przez tyle lat nie używaną gitarę. Zaczęłam dwiczyd, nie tylko „Hey Joe”, ale i „Dom wschodzącego słooca” (podobno większośd gitarzystów zaczyna od tego naukę) i „Blowing in the Wind”. Nie było tych dwóch kawałków w programie, ale co szkodzi przypomnied sobie akordy ze studenckich czasów. Zastanawiałam się tylko, czy bę- dzie mnie słychad przy gitarach elektrycznych. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 254 Próbuję „Hey Joe” pod pomnikiem Fredry– fot. Zenek Kołota www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 255 Słyszałam, że gitary akustyczne są mile widziane, ale wolałam się upewnid. Znalazłam namia- ry do Leszka Cichooskiego, a ponieważ znaliśmy się od roku – akompaniował Johnowi Bro- adway’owi Tuckerowi na „zaliczonym” przeze mnie koncercie podczas zlotu żaglowców w Szczecinie – swój list do niego zaczęłam słowami „witam po raz drugi”. Oczywiście nie mu- siał mnie pamiętad, ale wiadomośd, że jeszcze jedna amatorka gitary chce wziąd udział w Thanks Jimi Festival, bardzo go ucieszyła. Odpowiedział, że rzeczywiście gitary akustyczne są mile widziane, a nawet uważał, że takie są najlepsze. Dowiedziałam się też, że tylko „Hey Joe” jest utworem obowiązkowym, ale im więcej kawałków zagram, tym lepiej. Cały materiał festiwalowy miałam w Internecie. Zaczęłam próbowad. Z „Wild Thing” nic mi nie wyszło. Gram ze słuchu, tego utworu akurat nie znałam, więc spis akordów mi nie wy- starczał. Nauczyłam się trochę dopiero w czasie prób we Wrocławiu. „Thanks Jimi”, kompo- zycja Leszka Cichooskiego, była dla mnie zbyt skomplikowana – za szybkie zmiany akordów jak na moje możliwości. Dwadzieścia lat bez gitary w ręku dało znad o sobie. Ale „Kiedy by- łem małym chłopcem” opanowałam raz dwa, a „Hey Joe” już umiałam, bo akordów dowie- działam się dużo wcześniej od Andrzeja Malcherka. Którego też miałam nadzieję spotkad we Wrocławiu. Mało brakowało, żeby w festiwalu wziął udział Michael Lee Jackson, mój znajomy rockman z Internetu. Nie mylid z innym Michaelem Jacksonem, tym od muzyki bardzo lekkiej! Chodzi tu o Michaela LEE Jacksona, który niedawno nagrał płytę „In a Heartbeat”, gdzie śpiewa tak- że Ian Gillan. Kilka miesięcy przed Thanks Jimi Festival wspomniałam mu o Gitarowym Re- kordzie Guinnessa. Mieszka w Buffalo, nie mógł przyjechad do Wrocławia i nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek występował w Europie. Ale obiecał, że będzie obecny duchem na na- szym festiwalu i zagra „Hey Joe” w Buffalo. W USA byłoby to zapewne bladym świtem, ale może wcześnie wstaje? I bomba pękła! Leszek Cichooski, gdy tylko mu o tym powiedziałam, poprosił o jego adres. Oniemiałam. Gitara Michaela Lee Jacksona też się będzie liczyd?! To pięknie, tyle że nigdzie nie znalazłam tego adresu. Oficjalna witryna M.L.Jacksona odsyłała nas do Myspace, gdzie była opcja „napisz list”, ale szczegółowych namiarów tam nie ujawniono. Jedyne, co mogłam zrobid, to powiedzied panu Cichooskiemu, żeby odszukał artystę na Myspace, wcisnął „napisz list” – i napisał do niego. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 256 Nie wiem, czy próbował się skontaktowad, ale chyba i tak nic by z tego nie wyszło. Kilka dni po imprezie dowiedziałam się, że pan Jackson miał 1 maja próbę w studiu i nie mógł się z nami porozumied. Szkoda, artysta pewnie dołączyłby do Thanks Jimi Festival zaocznie. Ale może zagra z nami za rok? Męża oczywiście też musiałam namówid, aby ze mną pojechał na festiwal. Któż byłby dla mnie lepszym kibicem niż druga połowa? Wrocław, miasto gitary, pięknych mostów i jeszcze piękniejszych bulwarów Do Wrocławia przyjechaliśmy już 30 kwietnia. I bardzo dobrze, bo rejestracja uczestników zaczynała się 1 maja przed południem. Ależ się rano śpieszyliśmy na ten Rynek! Przyszliśmy dużo wcześniej niż potrzeba, bo myślałam, że rekord Guinnessa będziemy bid już o dwuna- stej i chciałam zdążyd zająd siedzące miejsce. A tu wejście na teren naszych występów za- mknięte! Okazało się, że rekord będziemy bid dopiero o szesnastej. Na razie więc tylko zare- jestrowałam się i zaczęliśmy z mężem rozglądad się po Rynku. Było dużo chmur, ale i sporo www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 257 słooca. Z każdej strony nadciągali gitarzyści, głównie nieprofesjonalni. W sprzedaży pojawiły się zabawne różowe peruki a’la Jimi Hendrix– podobno świetne jako czapki. Ale ja wolałam koszulkę. Zanim ją kupiłam, mąż pstryknął mi zdjęcie na tle estrady. Oczywiście z gitarą. A potem pod pomnikiem Fredry, już w nowej koszulce. Przydała się druga bluzka, wcale nie było za ciepło. Ja też uwieczniłam męża z gitarą. Nie umiał grad, nie rejestrował się, ale mia- łam nadzieję, że namówię go na udział w następnym roku. Kiedyś bawił się gitarą, może na- uczy się grad? Przed południem nie było deszczu i miałam nadzieję, że pomimo prognoz wcale nie spadnie. Niestety! Festiwal wystartował na mokro. Jak tylko otwarto wejście dla uczestników GRG, zaczęło kropid, i wkrótce rozpadało się na całego. Miałam parasolkę, ale jak tu grad jedną ręką? I czy pobijemy rekord, skoro istnieje duże prawdopodobieostwo, że potencjalnych gi- tarzystów wypłoszy pogoda? Dobrze było zawodowcom, stanęli na zadaszonej scenie. Ale uczestników wciąż przybywało. W przerwach między występami zawodowych muzyków (już grali od jakiegoś czasu) ogłaszano liczbę zarejestrowanych gitar. Coraz większy entu- zjazm, coraz więcej instrumentów wznoszonych do góry. Imponujący widok, i co za niesa- mowita atmosfera! Nasz niezrównany organizator i zarazem główny gitarzysta dwoił się i troił, żebyśmy wszyscy dobrze się czuli. W pewnej chwili moja gitara sama poleciała do zeni- tu. A później, kiedy usłyszałam, że jest już z nami 1900 gitar, zawyłam chyba najdonośniej z całego tłumu. Aż się zdziwiłam, że tak potrafię wyrażad swój entuzjazm. Był okropny tłok, ale nic mi to nie przeszkadzało. Znalazło się nawet miejsce siedzące. Ktoś puścił mnie „na chwileczkę” na swoje, a potem całkiem z niego zrezygnował. Co prawda można było wygod- niej usiąśd pod samą sceną, i nawet nas do tego zachęcano, ale obawiałam się o swoje uszy – tyle tych wzmacniaczy i głośników tam stało! Niepotrzebnie się bałam. Pan Cichooski zadbał o to, aby było słychad gitary akustyczne. Kiedy podczas próby „elektryczni” nie chcieli ściszyd wzmacniaczy, zapowiedział, że wyłączy im prąd. Z miejsca poskutkowało! Na festiwalu oprócz Leszka Cichooskiego zawsze grało wiele innych gitarowych (i nie tylko) sław. Teraz też: Jan Borysewicz, Zbigniew Hołdys, Ryszard Sygitowicz, Zbigniew Krebs, Krzysz- tof Jaworski, Sebastian Riedel. Brakowało mi jednak Andrzeja Malcherka i nie mam pojęcia, www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 258 dlaczego w tym roku go nie było. W poprzednich latach przyjeżdżał, a i teraz mówił, że może przyjechad! Pokłócił się z kimś, czy coś? Nasz Wielki Organizator GRG Nie zabrakło zagranicznych gości. Węgierska grupa Jimi Hendrix Memory Band grała chyba najlepiej i najciekawiej. Były też prezentacje z ubiegłorocznego festiwalu, były pozdrowienia z całego świata – program imprezy był tak bogaty, że nie sposób było spamiętad wszystkich atrakcji. Gdzieś o drugiej po południu Leszek Cichooski zarządził próbę „Hey Joe”, oczywiście z udzia- łem wszystkich gitarowych sław. Potem usłyszeliśmy „Red House Blues”, a po nim była wiel- ka niespodzianka: na dużym ekranie, który wisiał za plecami „akustycznych”, ukazał się tele- dysk „Wrocław and Rock and Roll” z raperem D–Underdog w roli głównej. Ten film puszcza- no na próbę jeszcze przed otwarciem festiwalu, ale z wyciszoną fonią. Teraz usłyszałam mu- zykę i zatkało mnie. Niesamowite wykonanie. Kto by pomyślał, że raper może byd aż takim entuzjastą Hendrixa! Sama kompozycja też była niespodzianką: jej akordy były identyczne z „Hey Joe”. Spostrzegłam to jeszcze zanim pan Cichooski nam o tym powiedział.. Po teledy- sku gitarzysta zapytał nas, co chcemy teraz przedwiczyd: „Hey Joe” czy „Wrocław and Rock and Roll”. Ma się to poczucie humoru. Wszyscy zagraliśmy znowu C, G, D, A i dwa E, a ja cały www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 259 czas się zastanawiałam, o jakiej porze nasz organizator sfilmował się na Moście Grunwaldz- kim we Wrocławiu. Przecież tam jest zawsze olbrzymi ruch! Po drugiej próbie „Hey Joe/Wrocław and Rock and Roll” zaczęły się wspólne próby pozosta- łych utworów, z których „Little Wing” zaśpiewała Ewelina Flinta. Zaskoczyła mnie: świetnie jej to wyszło! Najwidoczniej nie doceniłam jej talentu. Po „Little Wing”, dośd smutnej kom- pozycji, zagraliśmy razem o wiele raźniejsze „Wild Thing”. Przed każdym kawałkiem do prze- dwiczenia pan Cichooski przypominał nam akordy. Jeśli ktoś nie miał wprawy w „siódem- kach”, mógł grad D i E zamiast D7 i E7. Ja nie miałam kłopotów z D7, A7 ani E7, chociaż jesz- cze nie wprawiłam się w przechodzeniu do E7. I stwierdziłam, że gitara nie jest aż tak trudna jak myślałam. „Wild Thing” okazało się dziecinnie proste, kiedy poznałam melodię! Przy niektórych utworach był czas dla samych gitar akustycznych. Niesamowite doświadcze- nie: setki instrumentów bez wzmacniaczy słychad było na całą dzielnicę. Potem znów dołą- czały gitary elektryczne. Co prawda przy pierwszej próbie „Hey Joe” nie dopasowały się do- statecznie, utwór się „rozprzągł”, ale przy drugiej próbie wszystko już poszło równo. Po „Wild Thing” przyszła kolej na „Thanks Jimi”. Coś tam próbowałam pobrzdąkad, ale bez wcześniejszego przedwiczenia rzeczywiście niewiele dało się zdziaład. Do tego się popłaka- łam, bo przyszło mi na myśl, że nie ma z nami Jimi’ego i nie wiadomo, czy w ogóle na nas patrzył z góry. Pan Cichooski zapewniał, że tak, ale wolałabym, żeby był z nami tu na Rynku. Trochę też byłam zła, że nasi muzycy komponują tyle w minorowych tonacjach. Nie było mi dane długo się martwid, bo zaraz po „Thanks Jimi” podeszło do mnie dwóch dziennikarzy, którym chyba spodobał się mój instrument: – Widzimy, że pani ma piękną, ciekawą gitarę. Zapewne ma jakąś historię? – To był chyba jedyny model, jaki można było dostad w Polsce w latach 70.: Defil – odpowie- działam trochę nie na temat, demonstrując im etykietkę wewnątrz pudła i nie zdając sobie sprawy, że ją pokazuję „do góry nogami”. Uświadomiłam to sobie dopiero gdy reporter naje- chał na nią obiektywem. – A konkretnie z którego ona jest roku? – zapytał jeszcze. – Nie pamiętam dokładnie. Chyba 78 rocznik. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 260 Gustowne peruki a’la Jimi Hendrix www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 261 Przy „Kiedy byłem małym chłopcem”, jeszcze prostszym niż „Wild Thing”, poprawił mi się humor. Wreszcie udało mi się coś zagrad bez pomyłek, a poza tym dużą niespodzianką dla mnie było usłyszed tu Pawła Kukiza. Kiedy nie grałam, rozglądałam się za mężem, który, nie będąc uczestnikiem, musiał zostad „za płotem”. Niedługo przed czwartą, podczas generalnej próby „Hey Joe”, nareszcie go zo- baczyłam, jak wymachuje plakatami. To miło, że je zdobył, chociaż to były tylko reklamówki. Jak się później dowiedziałam, „festiwalówki” rozeszły się błyskawicznie. Najwidoczniej było ich o wiele za mało. Ja też próbowałam pomachad mężowi. Nie za często, bo zaraz potem się myliłam. Ale już podczas bicia rekordu nabrałam wprawy: przy akordzie E, dłużej granym, mogłam podnieśd rękę. „Hey Joe” wypadło niewiarygodnie. Niech mi nikt nie wmawia, że im więcej gitar, tym więk- sza kakofonia. Nie było żadnej kakofonii! Nigdy dotąd nie słyszałam tak zgranej orkiestry zło- żonej z prawie dwóch tysięcy gitar! Niech żyje Wrocław! Gdy zakooczyliśmy nasz występ, usłyszeliśmy, że za moment poznamy nowy hejnał Wrocła- wia. Po chwili z ratuszowej wieży odezwała się trąbka i znowu mnie zatkało. Ten nowy hejnał to było ni mniej ni więcej tylko „Hey Jude” Beatlesów! Nawet nieźle pasowało: tu „Hey Joe”, tam „Hey Jude”. Ale to nie był koniec festiwalu, bo jeszcze zorganizowano konkurs, pokaz różnych wideo, i wspólnie zagraliśmy ponownie „Wrocław and Rock and Roll”, który to utwór bezapelacyjnie został wizytówką Thanks Jimi Festival. Koncerty na Rynku ciągnęły się aż do wieczora. Także sprzedaż płyt i innych pamiątek. Mąż zdobył plakaty, ale płyt nie kupował, z obawy, że nie trafi w mój gust. Kiedy znów byliśmy razem, poprosiłam go o wideo. Można było jeszcze dostad DVD z poprzedniego festiwalu. Kupiliśmy je, ale płyty CD z utworami granymi na tegorocznej imprezie nie, czego potem ża- łowałam. Niedługo zresztą, ponieważ kupiłam ją 16 maja na koncercie Leszka Cichooskiego w warszawskim Tygmoncie. Koniecznie chciałam zdobyd autograf od pana Cichooskiego. Nie było to takie proste. Zaraz po pobiciu Gitarowego Rekordu Guinnessa poprzesuwano barierki, zaczęły się występy róż- nych znanych zespołów i zrobiło się zamieszanie. Nie wiedziałam, gdzie szukad artysty, był wciąż nieuchwytny. Dopiero po wypytaniu kilku osób dowiedzieliśmy się, gdzie go złapad. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 262 Stanęliśmy przy jednej z barierek, obok kilku innych amatorów autografów, i po kilkunastu minutach doczekaliśmy się naszego gitarzysty. Był bardzo czymś zaaferowany, sprawiał wra- żenie mocno rozkojarzonego i siłą rzeczy nie pamiętał, że już się trochę znamy. Nie ma się co dziwid: wciąż zapewne miał na głowie wszystkie sprawy organizacyjne, a przedtem przez kil- ka godzin grał razem z nami. Dobrze, że miał jeszcze siłę z nami rozmawiad, po południu mu- siał byd już bardzo zmęczony. Ale DVD i gitarę mi podpisał. Teraz już za skarby świata nikomu nie oddam swojego Defila. Co z tego, że niewygodny, ma za szeroki gryf i bolą od niego palce. To najcenniejsza pamiątka z festiwalu! A tu odpoczywamy po pobiciu rekordu 2008 Gdy wychodziliśmy z Rynku, słyszeliśmy, że zarejestrowano 1925 „guinnessowych” gitar. A po weekendzie dowiedziałam się z Internetu, że gitarowy rekord 2008 pobiło 1951 instru- mentów! Co więcej, zgłoszono to w porę do Księgi Guinnessa (rok przedtem nie zdążono www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 263 tego zrobid). Ustanowiliśmy nowy rekord! Nie na dwa tysiące gitar, jak chciał nasz organiza- tor, ale był. Zdaje się, że na zawsze polubiłam Thanks Jimi Festival. Nieważne, że zdrętwiała mi ręka, że bolały niewprawione palce. Najważniejsze, że znowu grałam i coraz lepiej mi szło. W następ- nych latach też chciałam wziąd udział! Miałam nadzieję, że może magiczna liczba 2000 gitar zostanie przekroczona już w przyszłym roku? P.S. Zaraz potem nasz rekord przebili Amerykanie i to ich wpisano do Księgi Guinnessa. Ale nie cieszyli się długo swoim zwycięstwem, bo rok później pobiliśmy ich na głowę! I jeszcze małe wyjaśnienie: do GRG liczą się gitary zarejestrowane 1 maja na wrocławskim Rynku. www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 264 TToo nniiee kkoonniieecc Thanks Jimi Festival, niejako mój własny koncert, to tak jakby zamknięcie tej książki. Ale to bynajmniej nie koniec mojego „koncertowania”. Mam już na koncie kilka następnych imprez, w tym wspomniany niedawno koncert Leszka Cichooskiego w Tygmoncie. Relację z niego opisałam na stronie internetowej Guitar Emotions. Gdy kooczyłam ostatni rozdział swojej książki, miałam w kieszeni bilet na kolejny występ Deep Purple w Berlinie. Jak zwykle wypadł świetnie, chod miałam pecha – jakaś agresywna, pijana jednostka zepsuła mi zabawę, sztur- chając mnie i wrzeszcząc prosto do ucha tak, że wcale nie słyszałam zespołu. Aż się popłaka- łam: tak dawno nie widziałam Deep Purple na żywo, a tu pół koncertu zepsute. Deep Purple, Berlin 2008 www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 265 Niestety, wkrótce po Thanks Jimi Festival’2008 straciłam zapał do pisania. Pod koniec maja zachorował mi mąż i miałam mnóstwo innych spraw na głowie. Moja „większa połowa” mu- siała na kilka miesięcy zrezygnowad z koncertów. Na występy Budgie 20 listopada i Whi- tesnake 2 grudnia poszliśmy już razem, z tym, że mąż musiał siedzied. Ale jeszcze w lecie, na koncert Carlosa Santany na warszawskiej Gwardii i na występ Jona Lorda w Płocku wybrałam się sama. Co smutniejsze, te dwie imprezy miały byd dla niego prezentem na naszą rocznicę ślubu. Mój drugi GRG – 2009 Jon Lord był jak zwykle wspaniały, tak samo towarzyszący mu muzycy, o czym wspomniałam przy wcześniejszym jego koncercie (patrz Berlin 2005). Ale z koncertu Carlosa Santany nie- wiele pamiętam. Tyle tylko, że polubiłam zespół Dabalski Blues (pierwsza przedgrupa), na- tomiast nie polubiłam „Brathanków” bez Halinki Mlynkovej. Chociaż owszem, żal mi się ich zrobiło, kiedy musieli przerwad koncert z powodu nagłej burzy. Na szczęście Perfect nie mu- siał odwoływad występu, bo wkrótce się wypogodziło. Tyle że konieczny po burzy przegląd www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 266 instalacji opóźnił wszystko o jakieś pół godziny. Oczywiście Carlos Santana wypadł najlepiej, chod nie zagrał wielu swoich przebojów i bardzo mi ich brakowało. Na dobrą sprawę można było zrezygnowad z Brathanków, bo zupełnie tu nie pasowali. Może zmieściłoby się wtedy więcej utworów głównej gwiazdy. Koncert Budgie był świetny pod każdym względem. Poprzedziła go tylko jedna kapela, Leash Eye, ale za to bardzo dobra, zagrała kawał doskonałego rocka. Grupa Budgie nie zapomniała oczywiście o „Parents”, moim ulubionym kawałku tego zespołu, ale utwory z najnowszej pły- ty w niczym nie były gorsze. Po koncercie muzycy, gdy sobie trochę odpoczęli, wyszli do pu- bliczności ponownie i podpisywali płyty. Wszyscy byli bardzo sympatyczni, ale najbardziej rozmowny okazał się gościnnie z nimi występujący Craig Goldy. Tak, ten gitarzysta z Dio! Niestety, inny, długo oczekiwany koncert Whitesnake wcale mi się nie udał. Znowu miałam pecha – z tyłu jakieś rozwydrzone pannice kopały wszystkich po nogach, bo nie udało im się przepchnąd do przodu. A przyjśd wcześniej to nie łaska? Potem jedna z nich, korzystając z mojej nieuwagi, wpakowała się między mnie i moje kumpelki, i zaczęła mi złośliwie zasła- niad. A tu mąż był jeszcze za słaby, żeby mnie chronid. Ta hołota zepsuła mi już nie pół, ale cały koncert. Prawie nic z niego nie zapamiętałam. Na szczęście po imprezie udało mi się zła- pad Douga Aldricha, tego samego, co grał z Dio w Zwickau – i mam przynajmniej autograf od niego. W następnych latach znowu byliśmy na różnych koncertach – opisałam je w Internecie. Nie całkiem zerwałam z pisaniem. Koncertowi bywalcy znajdą moje dalsze relacje na Highway- star, piszę też do witryny Aviator, do klubu fanów Leszka Cichooskiego. Mam poza tym wła- sną stronę poświęconą Ianowi Gillanowi, gdzie jest dział koncertów. Berlin 11 listopada 2008 też tam figuruje, a jakże. Ale teraz więcej dwiczę na gitarze niż piszę, aby na następnych fe- stiwalach Thanks Jimi móc zagrad kilka kawałków więcej. I może namówię kiedyś męża, żeby pouczył się trochę grad. Już raz próbował, więc nie powinno mu to sprawid trudności. Byłoby świetnie, gdybyśmy wystąpili razem we Wrocławiu. Jednak na razie gram tam sama. Muszę tu wspomnied chod w paru słowach o imprezach w 2009 i 2010 roku. Największą niespodzianką był Gitarowy Rekord Guinnessa w 2009 roku – 6346 gitar! To był świetny pomysł ściągnąd Deep Purple na 1 maja do Wrocławia! Ich muzyk, Steve Morse, jeden z najlepszych, a zarazem najsympatyczniejszych gitarzystów świata – www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 267 zagrał razem z nami na Rynku, czym przyciągnął o wiele więcej „wioślarzy” niż się spodziewa- liśmy. Oczywiście nie było siły – ten rekord musiał byd wpisany i został wpisany do Księgi Gu- innessa. No i chyba nie muszę mówid, że wieczorny koncert Deep Purple na Polu Marsowym wypadł super. Wszystko opisałam na swojej stronie – „Panie Ianie”. W następnym roku nie pobiliśmy własnego rekordu, zagrało tylko 4597 gitar. Założę się, że to z winy nieciekawej pogody. Bo Ray Wilson, który zaśpiewał z nami „Hey Joe”, wcale nie jest gorszy od Steve’a Morse’a. Jego wieczorny występ na Wyspie Słodowej był najlepszy, jaki widziałam od początku roku. Nie tylko wspaniale śpiewa, ale i fantastycznie gra! A tak nawiasem mówiąc, to zajęcie i pierwszego, i drugiego miejsca na świecie, tego jeszcze na GRG nie było! Znowu gramy! – GRG 2010 www.e-bookowo.pl J o a n n a O s t r o w i e c k a : N i e t y l k o r o c k a n d r o l l | 268 Muszę jeszcze wspomnied o wydarzeniu bardzo smutnym, ale też bardzo ważnym dla świata muzycznego: w kwietniu tego roku odszedł od nas nieodżałowany Ronnie James Dio. Czło- wiek o niezwykłym, niepowtarzalnym głosie, o niezmiernej życzliwości i wspaniałych pomy- słach muzycznych przegrał walkę z nowotworem... Czuję się tak, jakbym straciła kogoś bar- dzo bliskiego. Jego muzyka zawsze będzie z nami, ale jaka szkoda, że nic już nowego nie skomponuje! To olbrzymia strata dla świata rock and rolla i nie tylko. To zrobiłam na samowyzwalacz, gdyby ktoś nie wierzył, że wzięłam udział... Co dalej? Następne koncerty oczywiście, w tym październikowy maraton Deep Purple – trzy występy na południu Polski. Ciekawe, czy wypadną równie dobrze jak rok temu we Wrocła- wiu. Następne wizyty w szczecioskim Free Blues Club, do którego Andrzej Malcherek zapra- sza coraz ciekawszych muzyków. Może kiedyś znowu napiszę książkę? Wszystko przede mną. Warszawa, 11 czerwca 2010 www.e-bookowo.pl Z wykształcenia jestem ekonomistą, a pracuję jako bibliotekarz. Entuzjastką mocnego grania jestem od dziesięcioleci i bardzo lubię opisywad te koncerty. Z początku pisałam tylko do Internetu, ale po jakimś czasie przestało mi to wystarczad i postanowiłam opisad co ciekawsze imprezy w książce. Nie tylko rockowe, bardzo lubię również jazz, blues i wiele innych. Długo zastanawiałam się nad układem książki, ale w koocu poprzestałam na chronologicznym - przy okazji pokaże on może pewną „sezonowośd” moich koncertów. Nie wszystkie opisałam, tylko te, które zrobiły na mnie szczególne wrażenie. Łatwo zauważyd, że przeważają tu koncerty zespołu Deep Purple... Miejmy nadzieję, że książka zainteresuje Czytelników. Joanna Ostrowiecka
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nie tylko rock and roll. Podróże koncertomanki
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: