Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00157 007857 15046785 na godz. na dobę w sumie
Nie uciekaj, Aleksandro! - ebook/pdf
Nie uciekaj, Aleksandro! - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 134
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3345-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Aleksandra prowadzi z pozoru idealne i poukładane życie: ma kochających rodziców, studia które lubi, bliższych i dalszych znajomych z którymi spędza czas. Jednak pewnego dnia jej poukładany świat runie i okaże się tylko fikcją, a Aleksandra po ocknięciu się ze śpiączki będzie zmuszona na nowo szukać punktów orientacyjnych dla siebie i swojego świata. Czeka ją wiele pracy nad sobą, zanim będzie mogła sobie powiedzieć że jest szczęśliwa i nie chce nic w swoim życiu zmieniać. Nie bez znaczenia będzie wtedy obecność Filipa i odpowiedź na pytanie dlaczego kogoś o imieniu Aleks wykreśliła nie tylko ze swojego życia ale i z pamięci...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Małgorzata Włodarczyk Nie uciekaj, Aleksandro! 1 Małgorzata Włodarczyk Nie uciekaj Aleksandro! 2 © Małgorzata Włodarczyk 2010 Zdjęcie na okładkę wykonała Karolina Rączkowska ISBN: 978-83-272-3345-5 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. 3 Warszawa, 22 października 2011 r. 4 Dedykuję Andrzejowi z podziękowaniem za te wszystkie chwile kiedy był i miał dla mnie czas, żadne słowa nie są w stanie wyrazić jak bardzo jestem wdzięczna… Krysi – bo tak wiele dzięki niej zrozumiałam i to dzięki niej moje wakacje 2011 były tak niesamowite… Tomkowi – za wszystko co było, co jest i co jeszcze może być, bo dzięki niemu moje życie nabrało barw. 5 Motto: „Nic nie powróci. Oto czasy już zapomniane; tylko w lustrach zsiada się ciemność w moje własne odbicia- jakże zła i pusta. O znam, na pamięć znam i nie chcę powtórzyć, naprzód znać nie mogę moich postaci” K.K. Baczyński, „Spojrzenie” AWERS Zawsze chciałam wiedzieć, czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie. Jako mała dziewczynka bez opamiętania wróżyłam sobie nie tylko z liści akacji, ale ze wszystkiego co się dało, z kart, serduszek, imion…. Nieustannie ciekawa, co przyniesie los. Czy ten, do którego uśmiecha się serce, też się uśmiechnie, czy przyszłość będzie taka różowa, jak bym tego chciała? Chyba wszystkie byłyśmy w tamtym czasie takie zakręcone- małolaty, dla których teraźniejsze sercowe dramaty i łzy wydają się być nie do zniesienia, a nie zdają sobie sprawy, że za jakiś czas zapomną i jeśli zostanie ślad to tylko w postaci karteluszek z serduszkami przebitymi strzałą i imion, słów: Kocham Marcina, Kocham Olę, M.L+K.D.=Wielka Nieskończona Miłość. 6 Po latach nie pamiętałam już imion tych, którzy dawniej byli tacy ważni, nie pamiętałam, co niosły ze sobą wróżby. Dziecięce, nastoletnie dramaty jakoś wyblakły. Co więcej, zapomniałam nawet imiona dawnych przyjaciół. Zmieniłam otoczenie, przeprowadziłam się. Inne rzeczy stały się ważniejsze niż pytania o przyszłość. Nie zastanawiałam się, czy istnieje przeznaczenie. Czy przyszłość jest gdzieś zapisana czy nie- coś przecież dalej będzie- myślałam czasem. Później biegłam do swoich spraw, które tu i teraz nie dawały mi spokoju, wymagały mojej uwagi, mojego zaangażowania. Zawsze jednak tak, jak to mówią „na pół gwizdka”. Moje życie nie wydawało mi się ani specjalnie interesujące, ani trudne. Po zwyczajnym, spokojnym dzieciństwie przyszła równie spokojna młodość, zwyczajna i bez większych niespodzianek. Czasem, owszem, stawiałam sobie tarota na Onecie, ale bezlitośnie drwiłam z niego, raz jeden w życiu poszłam do wróżki. Tak, dla dowcipu, dla żartu. I chyba to właśnie zaważyło. Później już nic nie było takie samo. To chyba wtedy stwierdziłam, że trzeba myśleć przede wszystkim o przyszłości. A żeby myśleć tylko o tym, postanowiłam odrzucić całą przeszłość, bez wyjątku. Za to godzinami potrafiłam planować przyszłość, snuć fantazje, jak będzie, jak się ułoży, kogo spotkam na swojej drodze i co się między nami zdarzy. Nic innego nie miało już aż takiego znaczenia. Piękny sen. Ciepłe, słoneczne lato. Biegną z Jakubem z górki, po łące pełnej kwiatów, trzymając się za ręce. Wiatr rozwiewa ich włosy. Śmieją się jak szaleni, jest im tak dobrze razem, na tej łące pełnej słońca. Na dole zdyszani padli na trawę i zaczęli się całować. Ich dłonie zaczynały błądzić pod lekkimi ubraniami, kiedy… No właśnie wtedy nad uchem Oli zadzwonił budzik. Nie otwierając oczu, sięgnęła po telefon i jednym ruchem go uciszyła. –Ejjj…, litości, jeszcze chwilkę- mruknęła.-Całe szczęście, że Jakub śpi obok i to nic, że nie biegnie ze mną bo ciepłej, letniej łące, jeśli znajduje się w cieplutkim, miękkim łóżku, ze mną…- pomyślała, a na głos mruknęła ciepło: -Ssskarbie, śpiiisz? -Uhmm… Śpię. Daj mi jeszcze pospać… sekundkę, dobrze?... 7 Przypomniała sobie ten zwariowany czas po tym, jak Inka z Kasią stwierdziły, że mieszkanie „na poważnie” z Jackiem i Markiem wyklucza możliwość mieszkania z nią, Olą. Rzuciła się w wir poszukiwania mieszkania, ale też w wir internetowych znajomości. Niektóre znajomości później się urwały, inne zostały koleżeństwem czy przyjaźnią. Tak też poznała Jakuba. Była zaskoczona tym, że na świecie istnieją jeszcze dżentelmeni. Był wyjątkowym facetem i to czuło się od razu- nic nie rozumiejąc, zaufała mu od samego początku. Minęło sporo czasu, zanim poczuli do siebie coś więcej. Od dnia, kiedy zaczęli stawać się sobie coraz bliżsi, chodziła niezmiennie uśmiechnięta. Teraz też uśmiechnęła się do swoich myśli. Przysunęła się do Kuby i mocno się do niego przytuliła. Nie wiedziała czemu, ale nagle zaczęło jej się wydawać, że coś jest nie tak. Otworzyła oczy. I zatkało ją. Przytulała się nie do Kuby. Obok niej w łóżku leżał… Paweł, jej były chłopak, przecież tą czuprynę poznałaby wszędzie. -Tylko spokojnie-pomyślała, ale spokojna przestała być na dobre.- Zamknę oczy, otworzę je za chwilkę i wszystko będzie okej, prawda? –zamknęła oczy. Otworzyła je. Paweł był Pawłem, za nic w świecie Kubą być nie chciał. –O kurwa!- szepnęła z bezbrzeżnym zdumieniem.- Z rezygnacją zamknęła oczy. –Co ja wczoraj robiłam? Piłam. Okej. Jak się za dużo wypije, widzi się różne rzeczy: białe myszki, różowe słonie, tak? Tak. W takim razie można widzieć też Pawła, tak? I nieważne, że Paweł zerwał ze mną ładnych parę miesięcy temu, w mojej ulubionej kawiarni na ulicy Kubusia Puchatka. Tak??!! Otworzyła oczy. Paweł leżał w łóżku, przytulony do niej i nie chciało być inaczej. –O nie! To ponad moją wytrzymałość! -pomyślała i postanowiła, że wstanie, obudzi się na dobre i dzięki temu wszystko wróci do normy. Tu czekała Olę kolejna niespodzianka. –Co?? To też? Nieee, no… Co jak co, ale zwidy, że jestem w dawnym mieszkaniu to już jak jakaś paranoja. -Idę do łazienki, jak wezmę kąpiel, wszystko minie. –pomyślała. Zaczęła wlewać wodę do wanny. Zerknęła w lustro. –Nie! Obcięły mi włosy! Nie… co za żartownisie, to ich sprawka, jak nic! No ja wiem, że lubiły Pawła, ale żeby aż tak?? Kurczę, ja chyba wpadam w paranoję. Zasnęłam wczoraj, w ramionach Jakuba, gdzieś na Mokotowie, w jego łóżku i w jego mieszkaniu. Więc czemu jestem przekonana, że obudziłam się w mieszkaniu, które dzieliłam przez dwa lata z Kasią i Inką? Nie mieszkam już tutaj, od kilku ładnych miesięcy- kilka domów dalej, na tej samej ulicy, ale nie tu. Pewnie to wszystko tylko mi się śni. Zaraz się obudzę, tak? -Kochanie, wszystko ok.?-usłyszała zza drzwi głos.. Pawła. -Takkkk, okej, zaraz… wychodzę.- O kurczę…- dodała w myśli. -Bo wiesz, trochę późno się zrobiło. Wolałbym się nie spóźnić do pracy, a jeszcze muszę dojechać do metra… -Tak, racja, a ja mam zaraz zajęcia. Chwilka!- Że co?- do jakiego metra? Przecież Jakub… Z impetem otworzyła drzwi i na widok Pawła aż zaniemówiła. Złapała oddech i krzyknęła: -Co ty tu do cholery robisz? Najpierw lądujesz ze mną w łóżku, później mówisz, że mnie „tylko lubiłeś”, zrywasz ze mną w Lente, a po niespełna roku mam się obudzić z tobą w łóżku w swoim mieszkaniu?! Jeśli to miał być dowcip to marny!!! Dziewczyny ci pomogły? Czemu???!!!! -Oluś, co ci jest? Śniły ci się koszmary? Jakie zerwanie? Jaki dowcip?? 8 -Paweł, ty mnie lepiej nie denerwuj. Ostrzegam!!! -Olka, a ty się uspokój. Ja się wykąpię, ty się w tym czasie obudź lepiej. -A właśnie, że się nie uspokoję. Mam faceta. Jestem w nim po uszy zakochana. A Ty… -A ja też jestem po uszy zakochany w tobie. Zbieraj się, bo się spóźnimy. I tak się spóźnili. Oboje. ******** Spóźniona Ola wbiegła na zajęcia i zdyszana usiadła przy stole. -Nieee, to jakiś durny dowcip!- krzyknęła.- Przecież zajęcia z teorii literatury mieliśmy w zeszłym roku, Inka, przecież… a co z zajęciami z literatury współczesnej?- dodała już ciszej. Inka nie mówiła nic, spoglądając na nią okrągłymi z zdumienia oczami. -Ciiiicho, o co ci chodzi ? Jeszcze usłyszy… Współczesną mamy przecież na czwartym roku, co Ty gadasz?? -Ale ja nie mam ochoty na takie powtórki!! To już wolę szalonego Marcina i „magistra- szatana”, no wiesz: „gorąco tu jak w piekle!”. Widząc, że koleżanka patrzy na nią dziwnie, i że inne dziewczyny też zaczynają się patrzeć podobnie, zamilkła. No bosko! Więc jednak studia na trzecim roku, zajęcia z tych samych przedmiotów, te same koleżanki co dawniej, aż śmiać się chciało. Kilka razy Oli wyrwało się: kurczę, ale…! Z biegiem czasu coraz częściej milkła bo i tak koleżanki patrzyły na nią cokolwiek dziwnie a jej się to za specjalnie nie uśmiechało. Więc to nie był tylko głupi dowcip Inki i Kaśki. Tak, jak „rok temu”, Ola mnóstwo czasu spędzała ze swoimi współlokatorkami. Śmiały się, żartowały, czasem urządzały sobie babskie wieczory przy winie, do późna gadały o wszystkim i śpiewały do karaoke na YouTube. Tylko Oli spojrzenie już się zmieniło. Mając świadomość, że dla dziewczyn i tak najbardziej na świecie liczą się ich faceci, a ona „pasuje do obrazka”, tylko będąc z Pawłem… nie była już tak bezgranicznie szczera wobec Kasi i Inki, za nic też nie chciała poświęcać im już tak wiele czasu, jak dawniej. I nawet nie chodziło o to, czy lubi, czy nie lubi Jacka i Marka. Lubiła ich od dawna i lubi dalej, bo to fajni faceci. Tylko… powoli się odsuwała, swoją uwagę kierując na tych znajomych, których za nic w świecie nie chciała zaniedbać. Wracała z zajęć kompletnie przemarznięta i zziębnięta. Roztopiony śnieg walał się tu i tam po chodnikach, po ulicach hulał wiatr a buty przemiękły. Szła ulicą tak jak zawsze zamyślona, nawet nie wiedziała, kiedy znalazła się pod blokiem numer 18. Sięgnęła do kieszeni po klucze i … no tak. Był tam tylko klucz do mieszkania. Jeden mały kluczyk, a nie trzy, co znaczyło, że… pomyliła mieszkania. Już miała odejść, kiedy… - Cześć! -Cześć! Eeee, my się znamy? -Przepraszam, myślałam że to moja koleżanka. 9 No tak, trudno żeby mnie znała. Jeśli się spotkamy to najwcześniej za jakieś 9-10 miesięcy. Kurczę, to naprawdę koniec 2008 nie 2009 roku.-pomyślała. Człapiąc noga za nogą, wróciła do starego mieszkania. Kasia była najwyraźniej nie w humorze. Ola zdążyła się rozebrać, wstawić wodę na herbatę, gdy usłyszała: -Znowu zostawiłaś niepozmywane naczynia. -Zmyję, nie bój się. Nie mam do Ciebie pretensji, kiedy to ty zostawisz bajzel, więc? Tobie też to zazwyczaj nie przeszkadza więc jak mniemam powód twojego złego humoru jest inny. Mylę się? -Olka, przestań się wykręcać. I nie czepiaj się mnie. Przecież wiesz, że ostatnio… -Inny. Niech zgadnę. Zbliża ci się okres, hormony psują ci humor i postanowiłaś popsuć go mi bo uznałaś że paskudna pogoda i przemoknięte buty to stanowczo za mało, więc czas mi dowalić, tak? -Upraszczasz wszystko. I nie bądź taka cyniczna. Dobrze wiesz, że powinno ci być głupio za to, co ostatnio odwalasz i tylko głupio udajesz, że nie wiesz o co chodzi. -Co ja niby takiego odwalam? -Już ty dobrze wiesz co i nie udawaj niewiniątka. To się musi zmienić, bo… -Bo co? Bo powiesz mi, że mam się wyprowadzić? Ok., nie ma problemu. Może sama niebawem będę miała dość i podejmę tę jakże dobrą dla wszystkich decyzję i każdy będzie zadowolony. A teraz wybacz, ale właśnie zagotowała mi się woda na herbatę, poza tym nad wątpliwą przyjemność wymiany zdań z Tobą przedkładam w tej chwili przyjemność płynącą z lektury „Gramatyki Historycznej Języka Polskiego” jak również pewnej przeuroczej książki, której tytułu nie zdradzę. A… na zły humor dobra jest czekolada. I banany.- uśmiechnęła się słodko i poszła do kuchni. Kiedy wróciła z parującym kubkiem, drzwi do pokoju Kasi były zamknięte. Kilka godzin później zadzwonił Paweł zaskoczony jak do tej pory dziwnym milczeniem Oli. Pytał co u niej, był tak zaskakująco troskliwy jak chyba nigdy dotąd. Ola zdawała się być znudzona rozmową, w końcu oznajmiła, że jest trochę zajęta i musi się pouczyć. Pożegnali się czule i Ola wróciła do fascynującej lektury. Nieco później stwierdziła, że ma już dość. Włączyła komputer, sprawdziła pocztę i weszła na gg. Nieustannie drażniła ją data w roku ekranu. 13 grudnia 2008… Ki diabeł? -pomyślała. Mało jeszcze było tych dziwnych numerów? No dobra, wszystko mogłoby być dowcipem, ale… nie zajęcia na uczelni. Zdała sobie sprawę, że nie wiedząc jak, cofnęła się o rok. Kurwa, to niemożliwe!- syknęła. Zapomniała o wszystkim kiedy zagadnęła do niej Magda, pytając, czy mogłyby się spotkać. Miała paskudny humor, wszystko przez Marcina, jej chłopaka. Ola domyśliła się, że znów coś się złego między nimi zdarzyło, więc bez większych oporów zgodziła się na spotkanie i wyjście z ciepłego mieszkania w ten bez przesady jesienny wieczór. Miała również nadzieję, że w końcu dojdzie do czegoś sensownego w związku z tym, co odkryła. Na razie postanowiła się trzymać wersji, że to tylko dziwny sen, ale na wszelki wielki postara się nie robić głupstw. W międzyczasie wróciła też Inka. -Hej! 10 -Hej! Jak tam? -Brrrr… co za pogoda! Kasi nie ma? -Jest. U siebie. -Uczy się? -Pojęcia nie mam. Wchodzę zaraz. Idę się z Magdą spotkać. -Dawno się nie widziałyście- trochę kpiąco rzuciła Kasia. -Cóż, muszę zadbać o swoje przyjaźnie na wypadek gdybym się kiedyś z wami pokłóciła.- z przekąsem rzuciła Ola. -A tobie o co chodzi?- rzuciła zaskoczona Inka. -O nic, słońce, absolutnie o nic. Mam dziś jakieś dziwne poczucie humoru. Tylko tyle. Dobra, ja się zbieram. Za pół godziny mam być w Arkadii. Inka w milczeniu robiła sobie herbatę i kanapki kuchni a później patrzyła w telewizor, od czasu do czasu rzucając zdziwione spojrzenia w stronę szykującej się Oli. –Co jej się stało? – myślała. –Zawsze taka niepewna siebie i spokojna, zrobiłaby wszystko, żeby nikt się na nią nie gniewał a dziś?... Nic nie rozumiem. -To ja lecę. Będę późnawo. Pa. -Pa. Inka zapukała do drzwi pokoju Kasi. -Mogę? -Wejdź. -Co się stało? -Kurczę, właśnie nie wiem. Wczoraj była taka spoko, a dziś, kiedy jej powiedziałam o niepozmywanych naczyniach to ona zaczęła żartować ze mnie i … -Ona tak ma, ja to olewam. Powiedzieć, że coś jej nie pasuje, to powie, ale żeby sama… Ty jej dwa słowa, ona ci pięć i sama ciebie się zacznie czepiać. -Gdyby jeszcze się czepiała. Ona niemalże odwróciła się na pięcie i rzuciła coś w stylu że ma ciekawsze zajęcia niż się ze mną kłócić. -Olka? -No przecież że nie święty turecki. -Nie kumam już… ******** 11 -Opowiadaj, co się stało?- zapytała, kiedy siedziały już z Magdą u Grycana.- pewnie twój Marcin znowu coś naodwalał, zgadłam? -Nom… niestety… I wiesz, co jest najgorsze? On jest taki słodki, że nawet gniewać się na niego nie umiem. Najpierw mnie zezłości na maksa, nie odzywa się całymi dniami, później znów spotykam go w pracy a on jakby nigdy nic słodko się do mnie przytula i całuje. Już sama nie wiem… Ci faceci są dziwni… -Magda, weź go w końcu olej… Ciągle jest ci przez niego źle, próbujesz coś zmieniać, ale on nie chce zmian. Zastanów się. -Eh, gdyby to było takie proste. On czasem jest taki kochany. Namawia mnie, żebyśmy gdzieś razem pojechali w wakacje. Chce pojechać na jakąś głupią wyspę, gdzie kiedyś byli na wakacjach jego rodzice, tyle że to strasznie drogie jest.. -Nie wiem, czy powinnam ci o tym mówić, ale… nie mam do niego zaufania. Boję się, że on cię nie traktuje zbyt poważnie. Boję się, że za jakiś czas będziesz przez niego cierpieć. -Ty o czymś wiesz. -Nie. Mówię ci tylko co widzę. -Co ty się taka jakaś zrobiłaś? Gadasz jak psycholog. -Tak się jakoś porobiło. -Coś ci nie wierzę. A jak tam twój Pawełek? -Jak to on, po wariacku. Był u mnie. Teraz to ja go olewam, żeby za szybko nie pomyślał, że tak bardzo mi na nim zależy.- puściła oczko do zaskoczonej kumpeli. -A tobie co się stało? Haha, i tak nie wierzę, że ci się uda na dłuższą metę. -To uwierz. –uśmiechnęła się niewinnie. ******** Zasypiając wieczorem zdała sobie sprawę, że przez cały dzień nie wymieniła nawet jednego smsa z Łukaszem, najfajniejszym (poza Jakubem) facetem pod słońcem. Już chciała mu wysłać smsa, kiedy zdała sobie sprawę, że… nie ma jego numeru telefonu. Shit!- pomyślała. Przejrzała kontakty w telefonie i okazało się, że nie tylko jego numeru brakuje. To przestawało być śmieszne! Oczywiście do Jakuba również nie mogła zadzwonić ani napisać. Zrezygnowana, zasnęła z nadzieją, że jutro się obudzi, wszystko okaże się dziwnym snem wartym może pamiętania, ale jednak tylko snem. Niestety, nie było. Obudziła się w tym samym łóżku i tym samym mieszkaniu. Z ulgą stwierdziła przynajmniej, że nie jest to chociaż „dzień świstaka” i w łóżku nie ma z nią Pawła. Inka spokojnie spała na drugim łóżku. Ola powoli wychynęła spod ciepłej kołdry i usiadła na brzegu łóżka, spoglądając przez okno. -Czy ja zwariowałam?- pomyślała.-Przecież to niemożliwe! Rok w plecy! Jak to się mogło stać?? Takie rzeczy zdarzają się w jakichś pokręconych książkach, filmach science-fiction, ale 12 żeby naprawdę? I co, przeżyję teraz rok w stanie nieustannego deja-vu? W życiu! Ja chcę do Jakuba!- po jej policzku popłynęła łza. -Nad czym tak dumasz?- znienacka zapytała Inka. -Nad śmiercią i przemijaniem- odparowała Ola.- Jak również nad wpływem puchowej, śnieżnej pierzynki za populację turkucia podjadka, zżerającego co roku miliardy liści kasztanowca pospolitego.- dodała z poważną miną. -Serio?- zapytała Kasia z konsternacją na twarzy. -Nie. Idę się ubrać bo zimno mi od samego patrzenia przez okno. Zostawiła totalnie już skonsternowaną Kasię w pokoju i poszła do kuchni wstawić wodę na herbatę. Później zabrała kilka ciuchów i zamknęła się w łazience. Kiedy stamtąd wyszła, nie wyglądała już ani na zadumaną, ani smutną. -Ola, coś się stało? -A tobie? Dawno nie pytałaś o takie rzeczy. -Jesteś jakaś dziwna. -Zawsze byłam. Taka specyfika mojej rogatej natury. Ale to nic nowego. Dopiero teraz zauważyłaś? -Nie wykręcaj się, przecież widzę, że coś się stało. Kaśka nie chciała mi powiedzieć o co się pokłóciłyście. Nigdy taka nie byłaś. -Jaka? -Nie wiem. Inna. -A ty jaka byś była, wiedząc, że dostałaś rok „w prezencie”, cofnęłaś się o rok i możesz przeżyć coś jeszcze raz, ale też masz też szansę, by coś zmienić? -O czym ty mówisz? -Eh, o niczym. Usiłowałam zgrabnie zmienić temat, ale się nie udało. -Wiec o co chodzi? -Ale ty jesteś uparta. Nie musisz się o mnie martwić. Mam teraz trochę zawirowań w domu, poza tym z Pawłem różnie nam się układa. Ale dam sobie radę. -Jakby coś, pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. -Teraz to ja… (cię nie poznaję- dodała w myślach). Dzięki. ******** Z ulgą wybiegła z mieszkania. Znów padał śnieg. Pomyślała, że miło byłoby w takiej scenerii zobaczyć Ogród Saski. Szła zaśnieżonymi uliczkami i myślała. Im dłużej się zastanawiała, tym mniej to wszystko było logiczne. Pomyślała, że musi coś zrobić. Wyjęła z torby telefon. 13 -Wiola? Słuchaj, mogłybyśmy się spotkać? Dziś wieczorem? Szkoda… A jutro? Nie, nic się nie stało. To jak, jutro o 18ej u Ciebie? Oki. Do zobaczenia. Zajęcia byłyby bardziej fascynujące, gdyby nie to, że wszystkie po kolei były tymi samymi, które „odbębniła” już rok temu. Słuchała więc, znudzona. Koleżanki, mimo że nie były na tych zajęciach już drugi raz, podobnie jak ona zdawały się być potwornie zniechęcone. Ola spod oka zerkała na Jolkę, koleżankę z grupy. Wydawała się być jakaś bledsza niż do tej pory, smutniejsza, jakby schudła. Kiedy czasem we czwórkę szły do Coffe Heaven na kawę, nawet nie była już tak zgryźliwa jak do tej pory, nie uciszała hahających się z niczego dziewczyn słowami „wszyscy się na was gapią”… Była jakby nieobecna. Ola domyślała się powodów jej nieokreślonego smutku. Jolka nie zdawała sobie sprawy, że ona wie- o ojcu, który pije i w napadzie złości nieraz pobił mamę, o tych wszystkich złych rzeczach które się zdarzały i zdarzają w jej życiu, o kłopotach z chłopakiem, który nie rozumie humorów Jolki i coraz częściej ma jej dość i po prostu milczy, ucieka w swoją pracę, studia, tłumaczy się brakiem czasu. . Zdawała sobie sprawę, że niewiele czasu minie i Jolka napisze jej o wszystkim na gg. I zastanawiała się, co jest dla niej ważniejsze: by komuś choćby spróbować pomóc, nawet niezależnie od tego, co będzie efektem- czy zachować spokój, mając świadomość, że zostanie później obgadana i skrytykowana- po prostu napisać- nie mam teraz czasu na rozmowę, pogadajmy innym razem… a innego razu nie będzie. –Czy ja w ogóle mogę tak beztrosko zachować się zupełnie inaczej? Czy to nie jest gdzieś zapisane? Przeznaczenie i te sprawy… Sama nie wiem…- myślała. Póki co jednak- zajęcia się skończyły i Ola z Inka stały na przystanku, czekając na autobus. Było zimno. Śnieg padał wielkimi płatkami. Prawie nie rozmawiały, każda z nich miała jakieś sprawy do przemyślenia. Rozgadały się dopiero w mieszkaniu. Chłopaki przynieśli tarczę i rzutki, skoczyli po piwo i reszta wieczoru minęła sympatycznie: rzucali do tarczy, przekomarzali się, i śmiali do łez. -Co ty, Ola, taka poważna? –zagadnął Jacek -Nie poważna, zmęczona po prostu. -Ej, wypij jeszcze piwa, poprawi ci się humor. -Uważaj, bo humor to ja mogę mieć gorszy, na razie nie jest jeszcze tak najgorzej.-puściła oko do Jacka.- Moja kolej? -Tak. -Ooooł, Olka, szalejesz. Im więcej piwa wypijesz, tym lepiej do tarczy rzucasz- z niejakim podziwem rzucił Marek. -Heh, ma się ten talent. - uśmiechnęła się niewinnie i jak Smoczyca ze „Shreka” zatrzepotała zalotnie rzęsami. Wszyscy zgodnie się roześmiali. Do późna rzucali do tarczy i było naprawdę wesoło. Kiedy wszyscy już poszli spać, tylko Ola nie mogła zasnąć. Brakowało jej zwariowanego, przesympatycznego Łukasza i jego ciętych komentarzy: ciekawe, co by powiedział o tej dość niecodziennej sytuacji? Miała nadzieję, że jutrzejsze spotkanie z Wiolą jej pomoże, że z nią może być szczera. Zaczynała wątpić w swój rozsądek i świadomość. Powoli coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to nie sen. Więc co? 14 ******** -Wiolu, jak ja się cieszę, że się ze mnę spotkałaś.- Ola przytuliła się do niej na powitanie i pocałowała ją w policzek. -Coś marnie wyglądasz. Co się stało? -Nie uwierzysz. -Opowiadaj, a ja wstawię wodę na herbatę.- przeszły razem do kuchni. -Uwierzysz, że mówię prawdę, niezależnie od tego, co powiem? -Uwierzę, nie martw się. Opowiadaj, bo intrygujesz mnie coraz bardziej. Czyżbyś spotkała Artura Rojka i miała okazję z nim pogadać? -Gorzej. -Wszystkich chłopaków z Myslovitz? -Chciałabym. -Więc? -Więc… -Ja cię zaraz zabiję jak nie zaczniesz mówić. Zginiesz marnie. Chcesz? -Poczekaj jeszcze chwilkę z zabijaniem. Który dziś jest? -15 grudnia -Którego roku? -Noooo… dwutysięcznego ósmego. -Znaczy: jest źle. -Z czym źle? O co ci chodzi? Mogłabyś skończyć z tymi dziwnymi pytaniami i powiedzieć mi co jest grane? To nie Hitchcook, mogłabyś skończyć z tym budowaniem napięcia i przejść do akcji właściwej? -Posłuchaj… ja… nie wiem jak, ale cofnęłam się w czasie o rok. Albo wszyscy mi wmówili że jest koniec roku 2008. Sądzą po twojej minie, to ostatnie odpada. Kilka dni temu był sobie 2009 jak diabli i pięknie miał się ku końcowi a któregoś dnia- to nieprawdopodobne więc uważaj- budzę się obok Pawła i uświadamiam sobie, że… coś jest nie tak. Mijają kolejne dni i przekonuję się, że nie chce być inaczej: w najlepsze jest rok dwutysięczny ósmy i moje życie jest pokręcone jak dawniej. Nie zmieniła się tylko moja świadomość. I co ty na to? -Mam być szczera? -Pewnie. -I nie obruszysz się na to co powiem? 15 -Nie. Obiecuję. -Olu, jest rok dwutysięczny ósmy. Nie wiem, czemu mówisz o podróżach w czasie. Martwię się o ciebie, po prostu. To niemożliwe. -Możliwe! Czemu mi nie wierzysz??!! A jeśli ci powiem, że… - Olu, daj spokój. Zostań dziś u mnie, dobrze? Opowiesz mi o wszystkim, ale zostań. - Nie wierzysz mi. -Wierzę, tylko… to nieprawdopodobne. Wydaje mi się, że powinnaś z kimś o tym pogadać. Mam znajomego, który… -Wiolu, czemu mi nie wierzysz??? A jeśli ci powiem, że za kilka miesięcy wyprowadzisz się z Warszawy bo… -Po co mi to mówisz? Przecież wiesz, że świetnie się tu czuję. -Nie będziesz miała wyjścia. –Ola zamilkła. -Wyglądasz, jakbyś coś wiedziała. Martwię się. -Czym? I tak mi nie wierzysz. ******** -No nie! Mówiłaś mi, że to twój znajomy i co? Proszę cię, masz mnie za wariatkę??! Po jaką cholerę zaprowadziłaś mnie do psychologa? -Uspokój się. Wszystko Ci później wytłumaczę na spokojnie. Zrób coś dla mnie. Pogadaj z nim. Okej? Ola zmierzyła Wiolę ponurym spojrzeniem w którym niemal dawało się wyczuć groźbę: jeszcze sobie pogadamy… oczy ciskały gromy, widać było, że cała aż kipi ze złości, ale spokojnie weszła do gabinetu. -Proszę. – mężczyzna w wieku jej ojca wskazał jej krzesło. Usiadł po drugiej stronie biurka, założył okulary na nos, zerknął na kartkę, którą trzymał i spojrzał na Olę. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. Widziała siwe włosy, ciemnoszary garnitur i okulary w cienkich oprawkach. I wybijające się ponad wszystko znudzone spojrzenie. Wyjął z kieszeni mały zegarek, ustawił go na biurku. Znów na nią spojrzał. -Nie, jeszcze białych myszek nie widzę, różowych słoni też nie. I wcale nie potrzebuję rozmów o życiu bo mam z kim rozmawiać. Czuję się świetnie i w życiu mi się układa zajebiście po prostu. To w ogóle jakaś pomyłka, przyszłam tu tylko ze względu na moją przyjaciółkę. Ja…- urwała widząc jego półobojętne spojrzenie. -Spokojnie, pani Olu. Chcę pani pomóc. Może opowie mi pani o tym co się ostatnio wydarzyło? Wiola wspominała mi, że zdarzyło się coś dziwnego.. -No nie! Obiecała mi, że nikomu nie powie! -O czym nie powie? 16 -Pan też mi zaraz powie, że zwidy, omamy i jeden diabeł wie co jeszcze… i każe mi jeść prochy. A ja tylko już nic nie rozumiem… -dodała już mniej buntowniczo. -Rozumiem, że czuje się pani zagubiona… Chce pani o tym porozmawiać? Spojrzała na niego niechętnie. Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. -I tak uzna mnie pan za kompletną wariatkę…- powiedziała w końcu, z wyraźnym wahaniem. -Czemu? -Bo takie rzeczy nie zdarzają się… poza książkowym światem zmyślonych bohaterów. -Jakie rzeczy? -OK, powiem. Więc… Ciągle mam wrażenie, że cofnęłam się w czasie. Wróciłam. Dzieje się w moim życiu to samo, co rok temu. Najpierw myślałam, że to głupi żart… -Więc ma pani wrażenie, że wszystko już się kiedyś zdarzyło? -Właśnie nie. Chodzi raczej o to, że … to tak, jakbym miała szansę zmienić coś na lepsze, zachować się inaczej. -Dużo myśli pani o przeszłości? -Chyba jak każdy… czasem… -Więcej w tym smutku czy żalu? -Nie wiem… chyba smutku… chociaż żal też jest… -A żałuje pani czegoś z przeszłości? -Czy ja wiem? Chyba nie… -A kiedy pani myśli o tym, co minęło, przypomina sobie pani też miłe sytuacje? -Czasem tak, chociaż więcej jest tych złych. -Zapytam tak: czy w pani dzieciństwie zdarzyło się coś, czego mogłaby pani nie chcieć pamiętać? -Co pan sugeruje? Przyszłam tu tylko po to, żeby moja przyjaciółka wreszcie się uspokoiła… Nie potrzebuję takich rozmów. -A ja myślę, że problem tkwi głębiej i powinna pani nad nim popracować. -A jeśli nie chcę? -Wcześniej czy później to wróci. Oczywiście nie będę pani do niczego zmuszał. Po prostu, jeśli będzie pani tego chciała, spotkamy się. Jeśli nie, pani wybór. O, czas nam się kończy- dodał. -Dziękuję pani za rozmowę, tu jest moja wizytówka.- uścisnął jej dłoń, później podał wizytówkę. Wyszła. Za drzwiami czekała na nią Wiola. Nie chciało jej się nawet opowiadać, jak było, wykręciła się zmęczeniem i pojechała do mieszkania. Dziewczyn nie było. Ola poczuła się koszmarnie zmęczona. Wyjęła z łóżka koc, owinęła się nim i zasnęła. Śniły jej się 17 dziwne rzeczy, ale kiedy się obudziła, nic nie pamiętała. Spojrzała na zegarek i o zgrozo znów było koszmarnie późno. Szybko się spakowała i pobiegła na autobus, na zajęcia. Do końca dnia ciągle gdzieś po głowie plątały się myśli o tej rozmowie ze znudzonym swoją pracą psychologiem. ********** Długi weekend postanowiła spędzić w rodzinnym domu. Spakowała wszystko to, co jej zdaniem było szalenie potrzebne, uwzględniając w tym jakieś szalone ilości ciuchów, których i tak pewnie nie założy, książek, do których nawet nie zajrzy i filmów, których zapewne i tak nie obejrzy. Takie mini sado-maso, dźwigania nigdy za wiele. Oczywiście, kiedy wychodziła z mieszkania, łudziła się że to wszystko jest jej bardzo potrzebne. Ta sama nadzieja za każdym razem kiedy jechała na dłużej do domu. Inka już poprzedniego dnia pojechała do domu z Jackiem. Kasia tym razem zostawała. Pogadały o niczym, życzyły sobie nawzajem miłego weekendu i Ola wyszła. Obładowana doczłapała na przystanek autobusowy, później z trudem się do niego wepchnęła. Była już w połowie drogi na dworzec, kiedy zadzwonił telefon. To był Paweł. -Hej, co tam?- zapytała. -Cześć skarbie. Miałabyś ochotę wpaść do mnie wieczorem? -Hmm… jak by ci to powiedzieć… -Takie małe słówko: tak? -Spóźniłeś się trochę. -Jak to? -Jadę właśnie na dworzec. Chcę odwiedzić rodziców. -Czemu nic nie mówiłaś? -A pytałeś? -…. -Paweł?- odpowiedział jej przeciągły sygnał, najwidoczniej Paweł nie był przyzwyczajony do Oli nie zdradzającej mu wszystkich swoich planów z wyprzedzeniem. Trochę ją to zmartwiło, ale stwierdziła, że woli być taka jak teraz niż później być rozżalona, że tak bardzo jej na nim zależało a jemu ani trochę. Miała nadzieję, że wybrała dobrą drogę. ********** Nawet w domu nie mogła przestać myśleć o Jakubie. Ciągle nie mogła przyzwyczaić się do myśli, że teraz go jeszcze nie zna. Przez ostatnich kilka miesięcy stał się dla niej kimś wyjątkowo ważnym, a teraz musiała sobie powtarzać, że go nie zna. Czasem zaglądała na jego profil na nk lub facebooku. Przecież nie mogła mu wysłać zaproszenia- nie znali się przecież i możliwe że się nie poznają, najlepiej byłoby więc nie myśleć, nie wracać pamięcią do tych dziwnych czasów ale przecież to wydawało się takie realne, takie nęcące i takie inne od tego, co działo się teraz! Zasypiała, przypominając sobie sytuacje ze swojego „przeszłego” 18 życia, rozsmakowywała się w nich na nowo, przeżywała je. To było trochę jak ulubiony film, który ogląda się po raz kolejny, mimo, że zna się na pamięć wszystkie dialogi, powtarza się je razem z aktorami, zna się każdą scenę i pamięta każdy gest a jednak niesamowitą frajdę sprawia oglądanie go jeszcze raz, delektowanie się nim. Nie dawało jej też spokoju, jak się to wszystko ułoży, jeśli ona sama zacznie być inna- szczególnie wobec Pawła. Zagadką było dla niej to, czy współlokatorki zaczną traktować ją inaczej. Innymi słowy coraz częściej zastanawiała się nad tym, czy rzeczywiście wszystko zależy od niej. Na razie wszystko zdawało się to potwierdzać, Paweł był zaskoczony, dziewczyny nie mniej, koleżanki na studiach nie poznawały Oli, a rodzice… Rodzice traktowali ją jak zawsze. Jak małą dziewczynkę, która nic nie wie o życiu. Wiedzieli że ma chłopaka, więc czasem zagadywali o to, kiedy go poznają, jak im się układa… Odpowiadała półsłowkami, starała się mówić o Pawle jak najmniej, ostatecznie to było jej życie i jej uczucia. ********** Spotkała Julkę zupełnie przypadkiem, na zakupach. -Hej, jak miło cię widzieć. Kiedy przyjechałaś? A może byś do mnie wpadła wieczorem na małe piwko?- zagaiła przyjaciółka. -Wiesz, chętnie.- uśmiechnęła się w odpowiedzi.- Przyjechałam wczoraj, ale taka byłam zmęczona że przespałam cały wieczór i noc.. -A jak tam z Pawłem Ci się układa? -Opowiem jak się spotkamy, obiecuję.- pożegnały się i każda poszła w swój stronę. Oli nie dawała spokoju myśl, że może tym razem lepiej będzie ugryźć się w język- nie miała za specjalnej ochoty znów być potraktowana jak wariatka. Wieczorem oznajmiła rodzicom, że idzie do Julki. Postanowiła, że przejdzie się na piechotę. Był dość ciepło jak na późną jesień. Szła dróżką między drzewami, do najbliższych latarni było kilkaset metrów, więc szła niemal w absolutnej ciemności. Kiedy spojrzała w górę, zobaczyła gwiazdy. Mnóstwo gwiazd. Przypomniała sobie dzieciństwo i wszystkie te spacery z mamą nawet kiedy zapadał zmrok, nawet kiedy było zupełnie ciemno- czasem nawet wtedy zdarzało się im wracać od znajomych. Przy mamie nie bała się niczego. Patrzyła w gwiazdy i miała wrażenie, że znów jest tą małą dziewczynką. Z zamyślenia wyrwał ją przelatujący nietoperz, wystraszyła się a chwilę potem postanowiła, że pospieszy się bo pewnie Julka już się niecierpliwi. Zrobiła kilka kroków i nagle ogarnął ją silny lęk. Niczym niewytłumaczalny, chwytający za gardło lęk, zmuszający serce do szybszego bicia, sprawiający że nogi robią się jak z waty i nie można zrobić nawet kilku kroków. Po chwili wszystko się uspokoiło. Stała jeszcze chwilę na środku drogi oszołomiona, po czym ruszyła dalej. -O, już miałam do ciebie pisać czy będziesz- powitała ją Julka. -Eh, tak ciężko było mi się zebrać, mama chciała żebym jej pomogła przy lepieniu pierogów- skłamała gładko. -Co ty taka blada? 19 -Blada? Pewnie przez to niedosypianie. Ostatnio ciągle tylko zakuwam, nie ma czasu się wyspać, a jak już znajdę czas… to ciągle mi się wydaje, że to za mało… -Skąd ja to znam… napijesz się herbaty? -Pewnie. A co tam u Ciebie? Dawno cię nie widziałam. -Ostatnio chyba więcej cię nie ma niż jesteś. Nie widuję cię prawie… U mnie okej, z Radkiem raz układa mi się gorzej, raz lepiej… jak się pokłócimy, zdarza się, że mama staje po jego stronie. Ogarniasz to? Tak go lubi, że uważa że to moja wina jak się pokłócimy… -Nieźle. Moja mama nawet nie zna Pawła… -Zastanów się, zanim jej go przedstawisz… A później będziesz żałowała, jak ja. A tak serio- co tam u twojego Pawła? -Jak to on: pisze pracę magisterską, jest wiecznie zajęty, bo jak nie praca to magisterka, a jak nie magisterka to coś tam… -Ty uważaj, żeby… -Ej, daj spokój. Ostatnio go olewam. Chcę sprawdzić, czy mu na mnie zależy. Nie chcę kiedyś żałować, że miał mnie na każde zawołanie a później zostawił. Niech chłopak potęskni. -Nie poznaję cię. -Sama siebie też nie poznaję- westchnęła Ola. -Coś się stało? -Nie, po prostu ostatnio zdarza mi się często myśleć o tym, co po studiach i kompletnie nie wiem… boję się trochę przyszłości. -Wiesz, czasem mam podobnie… -Ale ty masz przynajmniej bardziej przyszłościowy kierunek. A ja? Polonistka bez przyszłości, bo przecież nauczycielką nie będę…-posmutniała. -Weź nie marudź… Ty przynajmniej jesteś śmiała, przebojowa… -A ty niby nie?- zaskoczona Ola popatrzyła na Julkę uważnie- Kto był w szkole najbardziej wygadany z całej klasy, kto opowiadał super dowcipy i wokół kogo zawsze był wianuszek koleżanek? -Wiesz… jak kogoś znam, to jestem śmiała… Gorzej w nieznanym towarzystwie… -Weź mnie Julka nie wkręcaj. -Mówię serio.-Julka patrzyła na nią poważnie i nie wyglądało na to, by żartowała. Ola podeszła do niej i ją przytuliła. ********** 20 -Dzień dobry- podał jej dłoń jak ostatnim razem, usiadł przy biurku, na skos od niej, tak samo jak ostatnim razem wyjął mały zegarek i postawił go przed sobą. Wyjął notatki. Zdjął okulary, wytarł je i założył na nos. -Zdziwiłem się, że chciała się pani ze mną spotkać. Ostatnim razem nie wydawała się pani zbyt przychylnie do mnie nastawiona.- powiedział z namysłem. -Doszłam do wniosku, że jednak chciałabym sobie pewne sprawy poukładać w głowie, poza tym… -zamilkła, szukając odpowiednich słów- …poza tym, myślę, że są rzeczy, z którymi nie poradzę sobie sama. Zapisał coś w swoich notatkach, po czym podniósł wzrok na Olę. Widziała jego szare oczy za szkłem okularów, znudzone spojrzenie, zmarszczki. I ten nienaganny garnitur. Przyszła trochę wcześniej i miała okazję widzieć go przebiegającego tu i tam po poczekalni, snującego z koleżankami i kolegami po fachu dyskusje na temat powieści szalenie poczytnego wśród psychologów Irvina Yaloma. Wszystko idealnie, wszystko na zapięte na ostatni guzik. -…zgadza się pani na to?- dotarł do Oli jego głos. -Przepraszam, zamyśliłam się. Mógłby pan powtórzyć? -Zaproponowałem, żebyśmy spotykali się co tydzień, najlepiej tego samego dnia i o podobnej porze. Już samo to bardzo pomaga, taka stałość, wie pani. -Ok., zgadzam się. -Wolałbym, żeby pani informowała mnie, w razie nieobecności. I, w miarę możliwości chcę prosić o nieopuszczanie spotkań. -Jasne, dziękuję. -Myślę, że możemy skończyć na dziś. Chciałbym, żeby się pani zastanowiła, o czym będziemy rozmawiali za tydzień. -W porządku, zastanowię się. Do zobaczenia. -Do widzenia. Schodziła powoli po schodach starej kamienicy w której mieściła się przychodnia. Właśnie została klientką psychologa. Dla jej mamy byłoby to wręcz jak obelga, albo… uznałaby, że źle wychowała córkę. Postanowiła jej więc nic nie mówić. Ostatecznie takie spotkania, to tylko jej sprawa… Czuła że to coś, czego naprawdę w tej chwili potrzebuje. ********* Wiola nie dawała spokoju i co jakiś czas pisała do Oli. Pytała co u niej, proponowała spotkanie. Ola z kolei, zupełnie inaczej niż kiedyś, wykręcała się a to brakiem czasu, a to zajęciami, zmęczeniem. Nie miała siły tłumaczyć się jej z tego, o czym wspomniała niedawno- o nadchodzących zmianach w życiu Wioletty, i to takich zmianach, na które nie będzie miała wpływu. Bo co właściwie miałaby jej powiedzieć? Wiesz, cofnęłam się w czasie i wiem, co się wydarzy na przestrzeni najbliższego roku, pewnie niewiele się zmieni… wiem, co cię spotka, wiem, kto cię opuści, wiem z kim się zbliżysz i z kim stracisz kontakt. Tia, a ona jej powie: idź do psychologa, którego ci poleciłam, bo marnie z twoją głową? Poczuła się 21 przytłoczona tym, że tak naprawdę z nikim nie mogła szczerze pogadać. Kto by jej uwierzył? Złościła ją reakcja Wioli, ale czego innego mogła się spodziewać? Nie mogła sobie przypomnieć kogoś, kto wydawał się dla niej kimś szalenie ważnym a teraz za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć ani jego imienia, ani jak wyglądał, co lubił jeść i pić, jak go poznała. Był ktoś, kto ciągle jej się wymykał. Głupie uczucie. Czy ja wariuję?- myślała. Zamyślona szła Krakowskim Przedmieściem w stronę kampusu UW, nie zauważyła nawet znajomej sylwetki dawno niewidzianego kolegi. -Halo, a ty co taka zamyślona? Widzę intensywne procesy myślowe… -Maks? Co ty tu robisz? -Jak to co? Odpoczywam od zgiełku miasta. Masz ochotę pójść ze mną do parku? -A poszedłbyś ze mną coś skserować? Trochę mi to zajmie a później będę wolna. -Mogę się przejść. Co będziesz kserować? -Takie tam… wiesz, jak to na polonistyce- odpowiedziała wymijająco.-Chodźmy, chcę mieć to z głowy. Maks ze zdziwieniem obserwował Olę, która była jakaś inna. Z jednej strony, jakby pewniejsza siebie, odważniejsza a z drugiej… sprawiała wrażenie przytłoczonej obowiązkami, zmęczonej. Czekał na nią przed punktem ksero, obserwując ją przez przeszkolone drzwi, a kiedy wyszła oznajmił: -To teraz zabieram księżniczkę na zamek. -Maaaks, o co ci chodzi?- zerknęła na niego dziwnie. -Hmmm… no nie wiem, czy mogę ci zdradzić. Chyba że tak w sekrecie. Nie zdradzisz nikomu?- zapytał konspiracyjnie, zabawnie marszcząc nos. Ola skonsternowana patrzyła na niego z narastającym zdumieniem kiedy Rafał uklęknął przed nią na chodniku i oznajmił: -Damo mojego serca, przyjmij me zaproszenie i przyjdź straszyć na moim zamku. Będziemy zgodnie razem straszyć, upodlimy się wieczorem i zaśniemy pijani o świcie, oglądając „Noce i dnie” albo jakieś inne „Quo Vadis” Nie obiecuję ci luksusów, złota i marmurów, ale kupę śmiechu i odrażające gofry na śniadanie, które zwykłem wpychać w gości o poranku… O przyjmij me zaproszenie!- ukłonił się dwornie. Zdumienie Oli szybko przerodziło się w rozbawienie, spojrzała na Maksa, on na nią i zgodnie się roześmiali. Pomogła mu wstać z klęczek, otrzepał spodnie i poszli dalej. -Widziałeś jak się na ciebie gapili?- zapytała. -A wiesz co mnie to? Najważniejsze, że cel osiągnęłam. -A jaki był cel? -Twój uśmiech. 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nie uciekaj, Aleksandro!
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: