Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00206 006178 13848354 na godz. na dobę w sumie
Nieznajoma - ebook/pdf
Nieznajoma - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 272
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8081-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Anglia, rok 1850 Emily Barrow była bliska załamania. Straciła brata i bratową, którzy osierocili dwoje małych dzieci. Jakby tego nieszczęścia nie wystarczyło, jej mąż, hrabia Stephen stał się ofiarą brutalnego napadu. Rany nie okazały się groźne, ale Stephen zapadł na amnezję. Znał Emily w dzieciństwie, później podkochiwał się w niej jako młodzieniec, wreszcie po latach się z nią ożenił, a mimo to teraz traktował ją jak nieznajomą. Nie pamiętał, że kilka miesięcy temu wzięli ślub. Postanowiła, że się nie podda i będzie cierpliwie czekać. Nadzieja pojawiła się, gdy Stephen, nadal nie mając świadomości, że jest mężem Emily, zaczął ją adorować.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

T A V 5 M Y T W Ł Z 9 9 2 1 A N E C , 3 8 0 9 3 3 S K E D N I 1 1 / 3 0 5 R N Michelle Willingham Nieznajoma Tłumaczył Barbara Ert-Ebertd Drogie Czytelniczki! Kontynuujemy opowieść znakomitej autorki, Brendy Joyce, o rozgałęzionym rodzie de Warenne`ów. Zarówno bliżsi, jak i dalsi krewni tej wielopokoleniowej rodziny są dla siebie oparciem w trudnych życiowych sytuacjach. Tytułowa Zbuntowana księżniczka to lady Ariella de Warenne, nazwana tak przez jej ukochanego. Ten przystojny i bogaty młody mężczyzna, usynowiony i wychowany przez hrabiego St Xaviera, nie jest w pełni zaakceptowany przez arystokratyczne kręgi, ponieważ jego matka była Romką. Ariella, zafascynowana Emilianem, który kultywuje romskie tradycje i zachowuje więź z rodziną matki, buntuje się przeciwko opinii środowiska. Michelle Willingham, autorka wielu nawiązujących do odległych dziejów romansów historycznych, zainteresowała się bliższym współczesności dziewiętnastym wiekiem. Powstały powieści zatytułowane: Nieznajoma i Niepokorna. Pierwszą z nich opowiadającą o dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazła się jej bohaterka Emily, wydajemy w tym miesiącu, druga ukaże się w kwietniu. Mąż Emily Barrow po ciężkim wypadku zapada na amnezję. W kobiecie, która z całym oddaniem się nim opiekuje, nie tylko nie rozpoznaje swojej żony, ale w ogóle niczego nie pamięta… Christina Daventry, bohaterka powieści Na przekór zasadom pióra Elizabeth Rolls, obiecuje sobie, że nie powtórzy błędu matki. Jako dziecko z nieformalnego związku ma za sobą liczne upokorzenia. Postanawia trzymać na dystans zblazowanych arystokratów, z którymi z konieczności ma do czynienia jako guwernantka ich dzieci. Gdy przyjmuje posadę nauczycielki i damy do towarzystwa w rodzinie Trenthamów, poznaje Juliana, wicehrabiego Braybrooka, i po raz pierwszy jest gotowa odstąpić od swoich zasad… Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00–975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Michelle Willingham Nieznajoma Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Pary(cid:402) Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: he Accidental Countess Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Zoia Tomza Korekta: Bożena Hałuszczyńska © 2009 by Michelle Willingham © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00–975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24–25 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa ISBN 978-83-238-8081-3 ROMANS HISTORYCZNY – 321 Rozdział pierwszy Wybierając drób do pieczenia, zważaj, aby kurczak miał gładkie żółte nogi, krótkie grube udka i dobrze umięśnione piersi. Zabij kurczaka przez ukręcenie łba… Z „Poradnika domowego” Emily Barrow Falkirk House, Anglia, 1850 Czyjeś zimne dłonie otarły mu pot z czoła. Stephen Che- sterield bał się, że znowu pogrąży się w czarnej otchłani omdlenia. Ból atakował falami i rozsadzał czaszkę. – Pij – powiedziała kobieta, przytykając mu iliżankę gorą- cej herbaty do warg. Herbata była gorzka, ale przełknął łyk. – Masz szczęście, wiesz? Szczęście? Czuł się tak, jakby mu rozłupano głowę na dwie części. Nie miał nawet siły otworzyć oczu, żeby zobaczyć, kto go pielęgnuje. – Szczęście? – wyszeptał. Szczęście, że żyje, to chyba chcia- ła powiedzieć. – Tak, masz szczęście, że nie miałam arszeniku, by ci do- sypać do herbaty – stwierdziła. – Albo jakiejś innej trucizny. Mógłbyś już nie żyć. 6 Michelle Willingham Poczuł na czole ciepły, pachnący ziołami kompres. – Jak to? – Uchwycił się kurczowo pledu, z wielkim wysiłkiem otworzył oczy. Widział jak przez mgłę. Próbował skupić wzrok na konkretnym przedmiocie. Gdzie jest? I kim jest ta kobieta? Istota żywiąca wobec niego zbrodnicze zamiary miała twarz anioła, miodowego koloru luźno spięty kok, z którego wymykały się długie pasemka włosów, i wielkie oczy, miodo- we, tak jak włosy, i zmęczone. Mimo brzydkiej żałobnej sukni i zapadniętych policzków była raczej ładna. Znał ją, ale nie potraił sobie przypomnieć jej imienia. Chyba spotkał ją w dzieciństwie, w każdym razie w odległej przeszłości. – Złamałeś obietnicę. Gdyby nie ty, mój brat by żył. – W jej głosie dźwięczała raczej gorycz niż pretensja. Oczy zaszły łza- mi, ale nie rozpłakała się. Oskarża go o śmierć brata? To chyba pomyłka. Nie wie- dział nawet, kim ona jest, a co dopiero, kim był jej brat. Strącił kompres z czoła. Wpatrzył się w nią natarczywie. – Ktoś ty? – Nie pamiętasz? – zapytała tonem wyższości. – Myślałam, że najgorsze masz już za sobą. – Odstawiła z hałasem iliżan- kę na spodek. Miał w nosie jej niezadowolenie. Do diabła, przecież to on jest ranny. Ilekroć próbował coś sobie przypomnieć, wspo- mnienia ulatniały się jak dym. Co się z nim działo? – Nie odpowiedziałaś, jak masz na imię. – Nie pamiętasz? Emily. – Pochyliła się nad nim, jakby spodziewała się reakcji z jego strony. Mgliste wspomnienia z przeszłości złożyły się w całość. Emily Barrow. Córka barona Hollingforda. Dobry Boże, nie widział jej od dobrych dziesięciu lat. Nie mógł uwierzyć, że Nieznajoma 7 to prawda. Ta sztywna, skromna, cnotliwa kobieta to ta sama rozdokazywana nastolatka, która rzucała kamykami w jego powóz? I wspinała się na drzewa, żeby go śledzić? I całowała go, gdy był śmiesznym, nieopierzonym mło- dzieńcem. Ucieszył się, że odzyskał przynajmniej niektóre wspomnie- nia. – Co tu robisz? – Mieszkam. Jestem twoją żoną, nie pamiętasz? Zadumał się. Zamilkł. Żoną? O czym ona mówi? Przecież nie jest żonaty. – Chyba żartujesz. Nie był człowiekiem impulsywnym. Zawsze wszystko sta- rannie kalkulował. Nie ożeniłby się z kobietą, której nie wi- dział na oczy przez całe lata. Chyba że byłby pijany jak bela. Ona kłamie. Na Boga, jeśli Emily Barrow chce go wykorzy- stać, to pożałuje. – Nie przyszłoby mi do głowy żartować na taki temat. – Ponownie próbowała go napoić, ale uchylił głowę. Nie miał zamiaru pić z jej ręki. Oczy znowu zasnuła mu mgła, uszy wy- pełnił nieznośny szum. Zamknął powieki, czekał, aż atak bólu minie. Po chwili rozejrzał się po pokoju. Z baldachimu nad łóżkiem zwisały ciężkie, niebieskie kotary. Przeciwległą ścianę wypełniały pół- ki z książkami. Rozpoznał swoją sypialnię w Falkirk House, jednej ze swych wiejskich rezydencji. Za nic jednak nie po- traił sobie przypomnieć, jak się tu znalazł. – Jak długo jestem w Falkirk? – Dwa dni. – A przedtem? Wzruszyła ramionami. 8 Michelle Willingham – Wyjechałeś do Londynu tydzień po naszym ślubie. Nie widziałam cię od lutego. Ty mi powiedz, gdzie byłeś. Próbował sięgnąć pamięcią w przeszłość, ale żaden ob- raz, nawet najdrobniejszy jego fragment nie stawał mu przed oczami. Czarna dziura. Utracił część własnej tożsamości. Było to mocno frustrujące. Wracały tylko niektóre obrazy z dzie- ciństwa i wieku chłopięcego. Przypomniał sobie, że w stycz- niu porządkował rachunki w jednym ze swoich majątków. Co było potem? Nic. – Jaki mamy dziś dzień? – zapytał. Może, cofając się w cza- sie, zdoła wypełnić lukę w pamięci. – Dwudziesty maja. Luty, marzec, kwiecień, prawie cały maj… Z jego życia wypadło ponad trzy i pół miesiąca. Zamknął oczy, wytężył umysł, ale jedynym skutkiem był wzmożony ból głowy. – Gdzie byłeś? – W jej głosie słychać było troskę. Dziwne, niby dlaczego miałaby się o niego martwić. Jeszcze parę minut wcześniej groziła mu otruciem. – Nie wiem – odpowiedział szczerze. – I nie przypominam sobie, żebym się żenił. – Może i nie pamiętasz, ale to prawda. Wyczuwał, że coś jest nie w porządku. Coś przed nim ukry- wała. Była zdenerwowana. Chyba przyłapał ją na kłamstwie. – Jesteś wolna. Czuję, że mój powrót cię nie zachwycił. W jej oczach zamigotały łzy. – Nie masz pojęcia, przez co przeszłam. Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę – powiedziała cicho. Umoczyła wystygły kompres w misce, wyżęła, położyła mu na czole. Czyniąc to, musnęła dłonią jego policzek. Czuły gest zupełnie nie przystawał do poprzednich słów o truciźnie. – Nie jesteś moją żoną. Nieznajoma 9 Skrzyżowała ramiona na piersiach, co sprawiło, że skupił uwagę na jej igurze. Była raczej chuda, ale łagodne wypukło- ści piersi rysowały się wyraźnie pod suknią. Najwyższy guzik był rozpięty, odsłaniał dekolt. – Jestem. – Odważnie patrzyła mu w oczy, pospiesznie ła- piąc powietrze rozchylonymi ustami. Uwolniony z koka nie- sforny kosmyk złotawych włosów odcinał się od czerni ża- łobnej sukni. Zawsze walczyła ze swoimi włosami, nawet wtedy, gdy była dziewczynką. Nieraz pomagał jej doprowadzać je do ładu, bo bała się, że matka będzie ją strofować. Teraz taki gest mógłby być odczytany jako małżeńska czu- łość. Czy naprawdę był jej mężem? Czy odpinał guziki jej suk- ni, by dotknąć jedwabistej skóry, którą skrywała? Wątpliwe, sądząc po skrępowaniu, z jakim przyjmowała jego natarczy- we spojrzenie. – Sprowadź doktora – zażądał, zmieniając temat. – Doktor Parsons badał cię wczoraj wieczorem. Mam ci zmieniać opatrunki i dbać o twoją higienę. Powiedział, że przyjdzie jutro. – Znowu zbliżyła iliżankę do jego ust, ale od- mówił picia z jej ręki. Filiżanka zadzwoniła o spodek. Na twarzy Emily pojawił się przelotnie wyraz jakby zagubienia, osamotnienia, zupełnie niepasujący do obojętnych słów. Nie będzie się nad nią litował. Na Boga, ta kobieta sama przyznała, że chciała go zgładzić. – Ta herbata nie jest zatruta – oświadczyła. – Nie miałam pod ręką arszeniku. – Laudanum też by się nadawało – stwierdził. – W odpo- wiednio dużej dawce. – Sam się sobie dziwił, że jej to pod- powiada. 10 Michelle Willingham – Zapamiętam na przyszłość. – Poweselała, ale się nie ro- ześmiała. – Dlaczego się z tobą ożeniłem? – zapytał cicho. – Powinieneś odpocząć. Odpowiem ci później. – Zaczęła zbierać się do opuszczenia pokoju. – Odpowiesz teraz. Siadaj. Nie posłuchała. Mógł mówić do ściany. Jeśli rzeczywiście było tak, jak twierdziła, jeśli naprawdę ją poślubił, jedno było pewne: stracił nie tylko pamięć, ale i rozum. Emily schroniła się w sąsiedniej sypialni. Była roztrzęsio- na. Hrabia Whitmore wrócił. I nie pamiętał żadnych szczegó- łów z ich ślubu. Do diabła z nim! Z oczu Emily popłynęły wielkie, gorące łzy, mimo że bardzo się starała zachować spokój. To było jak powrót z zaświatów. Jego nieobecność trwała tak długo, że za- czynała już o nim myśleć jak o umarłym, choć nie było wia- domo, gdzie jest jego ciało. Przez ten czas próbowała o nim zapomnieć. Każdego dnia powtarzała sobie, że widać od po- czątku nic dla niego nie znaczyła. Opuścił ją zaledwie tydzień po ślubie. Pojechał do Lon- dynu, pewnie wrócił w ramiona kochanki. Ona tymczasem, naiwna młoda żona, miała wieść samotną egzystencję w ci- szy wiejskiej rezydencji, dokąd nie powinny docierać wieści o niewierności męża. Ostrzegano ją, że tak niekiedy dzieje się w małżeństwie. Nie chciała wierzyć. Była głupia. Zwiódł ją jego urok. W sza- rą rzeczywistość zubożałej panny wkroczył wymarzony książę z bajki i zaproponował małżeństwo. Powinna wiedzieć, że tak pięknie bywa tylko w bajce. Wy- korzystał ją, poślubił z sobie tylko wiadomych powodów, a po- Nieznajoma 11 tem zniknął z jej życia. Teraz, kiedy wrócił, czuła się jeszcze bardziej upokorzona. Otarła oczy, zaśmiała się gorzko. Nie był wart jej łez. Im szybciej znowu opuści Falkirk, tym lepiej. Wstała. Dość tego użalania się nad sobą. To droga doni- kąd. Poślubiła obcego człowieka, kogoś, kto nie dotrzymuje obietnic, i musi z tym żyć. Ale co się z nią stanie, jeśli on wystąpi o unieważnienie małżeństwa? Ze stanu odrętwienia wyrwał ją płacz dziecka. Przeszła do sąsiedniego pomieszczenia przekształconego w tymczasowy pokój dziecięcy. Jej bratanek, Royce, bawił się na podłodze ołowianymi żołnierzykami. Pudełko żołnierzyków i książka z bajkami to jedyne rzeczy, z jakimi przyjechał do Falkirk po śmierci Daniela. Uśmiech- nęła się do malca. – Nie chciałem jej obudzić – tłumaczył się. – Nic nie szkodzi. – Emily uniosła w górę dziewięciomie- sięczną Victorię i przytuliła jej pokrytą rudawym meszkiem główkę do policzka. Widok dzieci dodawał jej otuchy. Jej małżeństwo le- ży w gruzach, ale ma rodzinę. Dzieci brata. Stojąc nad jego grobem, obiecała, że się nimi zaopiekuje. Teraz weźmie się w garść i postanowi, co dalej. – Ciociu Emily, kiedy wróci tatuś? – Royce nagle przerwał zabawę. – Nieprędko, kochanie. – Nie miała odwagi powiedzieć dziecku, że ojciec nigdy nie wróci. Na razie nie chciała nisz- czyć kokonu bezpieczeństwa, w którym żył Royce. Wiedziała i tak, że wkrótce dowie się prawdy. Wyciągnęła rękę, objęła chłopca, przytuliła. – Kocham was, wiesz? 12 Michelle Willingham – Wiem. Mogę wrócić do zabawy? – Możesz. Usiadła w bujanym fotelu. Głaszcząc po plecach ziewają- cą małą Victorię, przyglądała się, jak siedmiolatek toczy swo- je bitwy „na niby”. Kątem oka dostrzegła stojącą w drzwiach postać hrabiego. – Co tu robisz? – Wstała, zasłoniła się Victorią jak tarczą. – Krwawisz. Nie powinieneś wstawać. Przygwoździł ją zimnym spojrzeniem. – To chyba mój dom. – Głębokie bruzdy wokół ust świad- czyły o tym, że bardzo cierpi. Spod owiniętego wokół głowy bandaża sterczały ciemne, potargane włosy. Całym ciałem opierał się o framugę drzwi. Był wychudzony, ale nie sprawiał wrażenia bezsilnego. Kilkudniowy zarost nadawał mu posęp- ny wygląd. Nie był to szarmancki bywalec salonów, za jakiego mógł kiedyś uchodzić. Zastanowiło ją, czy w ogóle go zna. Nie było w nim śla- du chłopaka, którego podziwiała jako dziewczynka. Zniknął gdzieś tak niegdyś pociągający beztroski uśmiech. Spojrzenie szarych, nieczułych oczu było odpychające. Choć chory i ran- ny, budził grozę. Cofnęła się, omal nie przewróciła bujanego fotela. – Jesteś ranny w głowę. Nie powinieneś chodzić. – Niby dlaczego? Przecież byłoby ci na rękę, gdybym się przewrócił i wykrwawił na śmierć. – Masz rację. Tyle że zaplamiłbyś krwią dywan. – Płacę służbie, żeby sprzątała. – Na szczęście masz z czego. Skąd się biorą te wszystkie uszczypliwości? Przecież nie jest taką megierą. Oczywiście ze strachu. Mógł w każdej chwili wyrzucić ją z domu razem z dziećmi.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nieznajoma
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: