Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00270 004970 14833476 na godz. na dobę w sumie
Nieznajomy przesyła wiadomość - ebook/pdf
Nieznajomy przesyła wiadomość - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 652
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-6330010-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

 

Powieść Nieznajomy przesyła wiadomość”, opisuje trudne emigranckie życie w Grecji. Historia miłosna dzieje się na tle pięknych antycznych krajobrazów i szumu fal morza Egejskiego.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Podziękowania Kiedy zaczęłam pisać powieść, nikt o tym nie wiedział. Ja sama nie spodziewałam się, że później zechcę ją wydać. Aby skończona powieść ujrzała światło dzienne, potrzebowałam pomocy. Zawdzięczam ją wielu osobom. Dziękuję mojemu ku- zynowi Henrykowi Borowskiemu i Wasilisowi Markowi Sofia- nopoulosowi. Do grona osób, które wspierały mnie duchowo, i którym też chcę podziękować, należą: Szymon Politowski, Eleni i Wasilis Liwas, Janis i Wandzia Bafaloukos, Dorota i  Jacek Karpińscy, Marysia Nevrla, Rysiek Jantas, Janis Gagacoudis, Marzenka Efstathopoulou, Grzegorz Pilarek, Renata Tokarska, Edmund Salach, Wojtek Zawiska, Zuzanna i Janek Całus, Xristos Prekates, Sławomir Krajniewski, Eleni Loytsoy, córka Piotra – Eleni Karanika i jej mąż, Panayotis Kotsos oraz Urszulka Klimczyk. Korzystałam też z książki Aleksandry Fiada – Grecy, poradnik ksenofoba. Dziękuję za słowo o książce ambasadorowi Wojtkowi Lamentowiczowi, Wasilisowi Sofianopoulos i Markowi Hopko. Dziękuję mojemu synowi Teodorowi Soroń za to, że nigdy we mnie nie zwątpił. Podziękowania należą się też mo- jemu wydawcy Piotrowi Porczyńskiemu za jego cierpliwość, a Pauli Zembrzuskiej za wspaniałą korektę. Jako że wydaję pierwszą powieść, pytaniom nie było końca. 13 Nieznajomy przesyła wi@domość Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, zdarzeń i sytuacji jest przypadkowe. Początek Myślałam, że można stworzyć własny świat z drugą osobą i po- być w tym świecie, może nierzeczywistym, ale przyjemnym. Lecz to tylko w dobrej książce lub dobrym filmie jest możli- we, bo idzie według scenariusza. Zawsze wszystko musimy zburzyć, zniszczyć, a chcemy ponoć być szczęśliwi, jednak czy my wiemy, co to jest szczęście? Chyba nie. Każdą chwi- lę powinno się smakować, przecież ona już się nie powtórzy, czas minął. Ludzie jednak (nie wszyscy) przechodzą obok, idą dalej i marnują to, co piękne. Taki świat nie może istnieć, bo i po co? Życie i chwile są ulotne. Nie można zmienić biegu zdarzeń. Czy jesteśmy jak ten listek, który płynie z prądem rzeki, jednak jest za lekki, żeby mógł podjąć się walki? Tak jak i człowiek jest niesiony prądem życia, ale… A może to, co było piękne dla mnie, nie było piękne dla ciebie? W takim ra- zie przepraszam. Mój świat dalej będzie czekał na przechod- nia, strudzonego i zmęczonego banalnością. Wchodząc do samolotu, zastanawiałam się, jak przeżyję te dwie godziny lotu. Pewnie nikt by nie uwierzył, że lecę po raz pierwszy w życiu, i pewnie nikt by mnie na ten lot nie 15 Nieznajomy przesyła wi@domość namówił, gdyby nie to, że coś tak istotnego wydarzyło się w moim nowym życiu. Nowe życie. Nie było ono takie cał- kiem nowe. Raczej powrót do życia, które przedstawiało dla mnie olbrzymią wartość, ale które gdzieś w pogoni, sama nie wiem za czym, potrafiłam tak bezczelnie stłamsić, zagłuszyć, zagubić. Nawet nie uchwyciłam momentu, kiedy to się stało. Teraz jednak postanowiłam, że wcale tak nie musi być. Kie- dy on, czyli mój mąż, odszedł, nie wpadłam w panikę, raczej postanowiłam iść do przodu. Zresztą nie miałam innego wy- boru, miałam ośmioletniego synka, który potrzebował mojej opieki. Nie znaczy to, że wcale mnie to nie obeszło, kiedy po piętnastu latach własny mąż mnie zostawia. Te kilka miesięcy było dla mnie koszmarem. Nagle zostajesz sama, nie, nie cał- kiem nagle, po prostu nie uchwyciłam tego momentu, kiedy samotność powolutku zaczęła pukać do drzwi mojego życia. Wkradała się cal po calu, a ja nie byłam zbyt czujna, żeby to zauważyć, i wcale nie byłam przygotowana na to, co miało się wydarzyć. Czy można być przygotowaną? Chyba nie. Właśnie, byłam nieprzygotowana, ale czy można przewidzieć kolejne dni, kolejne tygodnie i miesiące? Nie. Nie można. A później wszystko się wali, powolutku zamienia się w ruinę dom, któ- ry tak pieczołowicie budowaliśmy, może tylko ja budowałam, a on stał gdzieś z boku i się tylko przyglądał, nie brał udziału w mojej mozolnej budowie. Pewnie dlatego runął. Nie tak od razu, najpierw się chylił jak wieża w Pizie, a później trach i już nie było domu. I nastąpił koszmar samotności. Samotne dni, noce i ciągle ta niepewność, że dla mnie już chyba się wszyst- ko skończyło. Nie. Nie byłam sama, obok mnie pojawił się stres. Ogromny. O bladych oczach i zaciśniętych ustach, któ- ry wielkimi krokami człapał i doganiał mnie w każdej sytu- 16 AiramGR acji, łapał mnie za gardło wielkimi łapskami, ściskał je i tłam- sił, niemal dusił, wyciskał łzy z moich oczu, które ciurkiem płynęły, najpierw jako małe strumyczki, a później jako wiel- kie wodospady, zalewając moją twarz. Nie jest to przyjemne uczucie, zwłaszcza kiedy jest się na emigracji. Znajomi już cię tak często nie zapraszają ani nie odwiedzają, a wręcz przeciw- nie – unikają cię. Siedzisz sama w domu i własne myśli powoli cię zabijają. Szybko wyrzucono mnie na skraj społeczeństwa, czułam się jak banita. Tak, emigracja, z dala od rodziny, z dala od kraju, właściwie po tylu latach powinnam się przyzwycza- ić do tego stanu rzeczy. Jednak w chwilach klęski brak mi wsparcia rodziny, przyjaciół, ale takich prawdziwych przyja- ciół, nie takich, którzy dzisiaj są, a jutro ich nie ma. Bo w koń- cu kto to jest przyjaciel? Przyjaciel to ten, który zostaje, kiedy inni dawno już poszli. Tak, w takich chwilach poznajemy war- tość swojego charakteru. Do tego dochodzi ta niepewność, jak sobie poradzę sama z dzieckiem, to nie jest takie proste. Szu- kasz odpowiedniej motywacji, ale jak to bywa w takich sytu- acjach, wszystko rozłazi się w rękach. Każda kolejna decyzja jest nie tą, z której jesteś zadowolona, i już nie wiesz, czego tak naprawdę chcesz i czego oczekujesz od życia. Dodatkowo dobija cię wyobraźnia. Ludzie, którzy mają jej nadmiar, widzą nawet to, czego nie ma. Szukają w sobie niedoskonałości, po- czucia winy i Bóg wie jeszcze czego, a w gruncie rzeczy tego nie ma. I to jest największą przeszkodą w starciu się z rzeczy- wistością, powrotem do normalnego życia, jeżeli mogę je na- zwać jeszcze normalnym. Bo jak można przestać kochać tak z dnia na dzień, a może to trwało już od dawna, tylko ja tego nie zauważyłam? Może pozwoliłam mu na to, nie widząc tego, co się dzieje? Zaufanie. Tak, miałam do niego zaufanie, ale 17 Nieznajomy przesyła wi@domość może oprócz zaufania powinnam mieć oczy szeroko otwarte? Tylko jak można tak żyć, kontrolując wszystko? Zabawa w po- licjanta? To nie leżało w moim charakterze. Przecież nie będę biegać po mieście i sprawdzać, co robi mój mąż. Dorosłość do pewnych rzeczy zobowiązuje, do tego dochodzi rodzina, a gdzie w tym wszystkim znajdujemy się my, ja i nasze dziec- ko? Czy mężczyzna nie myśli? A może to ja jestem winna, może to ja za mało kochałam, za mało w to wkładałam serca? NIE. A może to ja popełniłam jakiś błąd, który zaważył na naszym życiu? Może to ja go pchnęłam w ramiona tamtej ko- biety, może to mnie brakowało czegoś, a tamta to miała? Łzy ściekały mi po twarzy, kapały powoli na kołnierzyk, robiąc coraz większe plamy, a wraz ze łzami spływały moje uczucia. Ale łzy się nie kończą, więc ile będę jeszcze musiała się napła- kać, żeby to wyciekające ze mnie uczucie w końcu całkowi- cie wyciekło? Jeszcze dobiła mnie moja koleżanka Wandzia. Uświadomiła mi, że cierpi się latami, wtedy się przeraziłam. Latami? Ja muszę normalnie żyć! Ja chcę się znowu śmiać! Ja chcę normalnie chodzić po ulicach i nosić wysoko głowę, a nie patrzeć ludziom w oczy i zastanawiać się, czy się nie śmie- ją! Ja chcę powrotu do mojego życia! Moje dziecko nie może mieć ciągle zapłakanej matki! Moje dziecko musi się śmiać razem ze mną! Jestem silna! Muszę być silna! Niech sobie nie myśli, że sobie nie poradzę nawet sama z dzieckiem! Co z tego, że brak mi drugiej osoby, z którą mogłabym wszystko dzielić, radości i smutki, powodzenia i porażki? Jak zmierzyć wartość straconego człowieka i straconego uczucia? Z kolei lepiej być samemu niż znosić upokorzenia, więc nie ma ta- kiej recepty, która byłaby zadowalająca, a szkoda. Powinno się szczęście kupować w odpowiednich aptekach jak pigułki 18 AiramGR czy syrop. Nie wynaleziono tego jeszcze? No to przykro mi, ja chętnie bym kupiła, przecież mam obolałą duszę. Samolot wystartował. Wznosimy się w powietrze. Niezna- na siła wciska mnie w fotel, a ja wpadam w lekką panikę. Ci- śnienie zatyka mi uszy, zastanawiam się, co mam w tej chwili zrobić, żeby to ustąpiło, przełykam ze strachu ślinę, głęboki oddech i powoli się uspokajam. Mój synek wcale się tym nie przejął. Wręcz przeciwnie, spoglądał w dół i bardzo mu się to wszystko podobało. Patrzył z rozszerzonymi ze zdumienia oczami, jak to tylko dziecko potrafi, ciągle mówił „mamuś, zobacz” i wszystko mu się podobało, a mnie ściskał strach. Pilot wyrównał maszynę. Teraz dopiero zobaczyłam leni- wie przesuwające się chmury za oknem przybierające różne kształty na tle granatowego nieba, a w dole oświetlone Ateny. W środku miasta dwa wzgórza, na wyższym widać oświetlony Akropol, na nieco mniejszym, Likawitosie, widać oświetlony teatr. Światełka miasta nanizane jak perełki na cienką żyłkę, ale po chwili i to zostawiamy gdzieś z boku. Gdzieniegdzie pojawiają się tajemniczo mrugające gwiazdy. Zza chmur wyj- rzał wspaniały władca nieba nocą księżyc, a samolot mknie przed siebie wyznaczonym torem. Jest tylko noc i my. Powoli gwar głosów uświadamia mi, że nie jesteśmy sami. Zamknę- łam oczy, to tylko dwie godziny lotu, ale o spaniu nie mogłam nawet marzyć, strach i tak do końca nie minął. Siedziałam zamyślona na tarasie i nawet nie zwróci- łam uwagi na to, że moja koleżanka Wandzia badawczo mi się przygląda. – Czy ty mnie słuchasz? – jej ton głosu nie wróżył nicze- go dobrego. 19 Nieznajomy przesyła wi@domość – Tak, oczywiście, chyba nie masz wątpliwości? – kłam- stwo jakoś przeleciało mi przez usta, aż sama się tym fak- tem zdziwiłam. – Pewnie, że mam, jakoś tak nieobecna jesteś duchem, cia- łem pewnie też. – O co ci chodzi? O to, że na chwilę się zamyśliłam? – by- łam trochę rozdrażniona i tego jakoś nie mogłam ukryć. – Masz jakieś problemy? – zapytała z troską w głosie. – Nie, nie o to chodzi, że mam problemy, każdy je ma, jed- ni większe, inni mniejsze, w ogóle świat jest problematyczny. Chociaż nie. Co ma do tego świat, raczej ludzie stwarzają je sobie sami – powiedziałam to z nutką złości. Jakoś bałam się dzisiaj zostać sama. Koleżanka już się niecierpliwie wierciła na fotelu. Pewnie sobie zaraz pójdzie, a ja zostanę sama. Sy- nek spał u ojca, więc nie pozostawało mi nic innego, jak tylko zasiąść do komputera i zapomnieć o całym świecie. – Przestań się zamartwiać, co się stało, to się nie odstanie. Poszedł sobie, no i dobrze, głowa do góry. – No tak, ale szlag mnie trafia, że to akurat na mnie trafiło. Jakoś ciebie mąż nie zostawił? – spojrzałam speszona. – Niechby tylko spróbował, nie dożyłby poranka. Zoba- czysz, jakoś to będzie – no tak, to się nazywa pewność. – Wiesz, kiedy go spakowałam, trochę mi ulżyło, ale kiedy wychodził, chciałam go zatrzymać – łzy już kapały, było mi wstyd, że się mażę jak mała dziewczynka, ale nie mogłam ich powstrzymać. Znowu wróciły wspomnienia i ten jego wzrok, kiedy powoli wychodził i kiedy z takim namaszczeniem drżą- cą ręką zamykał drzwi. I ten ból serca, którego nie mogłam opanować, a który mnie trawił do dzisiaj. Każdej nocy wi- działam to jego oskarżycielskie spojrzenie. Chciał, żebym się 20 AiramGR czuła winna, żebym cierpiała, tylko że ja nie czułam się win- na, ale cierpiałam. – Wandziu, ja znowu przegrałam, co ja źle robię? – patrzyłam wyczekująco, czekałam na jakąś radę, na jakieś usprawiedliwienie. – Zwariowałaś? Przecież ma kochankę. – No właśnie, a dlaczego ma kochankę? Bo ja jestem do niczego – zapadła niezręczna cisza. To pytanie nie dawało mi spokoju. Dlaczego mężczyźni mają kochanki, czyżby ich żony nie mogły sprostać zadaniu? Czego im brakuje? W czym ko- chanka jest lepsza od żony? Co daje kochanka, a czego nie może dać żona? No tak, przecież to proste. Bo czym się róż- nimy my, żony, od kochanek? Niczym szczególnym. Jedynie tym, że kochanki mają zawsze czas dla swoich ukradzionych mężczyzn, zawsze są gotowe zrobić wszystko dla nich, za- spokoić każdą ich zachciankę czy kaprys. Zawsze są świeże, wypoczęte i piękne. Przecież nie muszą dla nich gotować czy prać ich spoconych skarpet. Nie muszą słuchać ich narzekań na złą, wyczerpującą pracę, na to, że szef ich nie docenia i za mało im płaci, ale za to słuchają z otwartymi ustami tego, że żona jest do niczego, że nie może z nią znaleźć wspólnego ję- zyka, że go nie rozumie i że od dawna nie sypiają razem, bo w łóżku też im się nie układa i że sprawa rozwodowa już jest w toku, chociaż to wcale nie musi być prawdą. I te kłamstwa. Kiedy dzwonił, że musi zostać dzisiaj dłużej w pracy, bo ne- gocjacje się przedłużają, bo musi jeszcze dopiąć wszystko na ostatni guzik. Jak ja w to wszystko wierzyłam. I ta gra. Kiedy przychodził z pracy, a jego cała osoba mówiła, niemal krzycza- ła, żeby dać mu spokój, żeby nic od niego nie wymagać i o nic go nie prosić, bo cierpi, bo jest zmęczony, bo szef go zdołował. Ale kiedy wychodził na spotkanie, to już wszystko mijało jak 21 Nieznajomy przesyła wi@domość za dotykiem czarodziejskiej różdżki, oczy już mu się śmiały, już biegł, teraz wiem, że do niej. – Nie, to on jest do niczego, zrozum to wreszcie. To on nie jest wart ciebie. Przecież wiesz dobrze, jaki on jest, po tylu la- tach już zapewne to odkryłaś. Szuka następnej, która za nie- go podejmie każdą decyzję, która załatwi mu pracę, a może i zapracuję na nich oboje. On po prostu jest wygodny, od daw- na o tym wiedzieli wszyscy oprócz ciebie. Poza tym każda kobieta, która rozbija małżeństwo i zabiera ojca dziecku, to dla mnie jest jak suka. Chociaż nie, obrażam w tym wypadku ród pieski. Suka szuka psa, kiedy ma cieczkę, a to nie jest to samo. Ciekawe, jak szybko odkryje, jaki jest naprawdę i że nie jest tym wymarzonym królewiczem. I nie pal tyle. Dobrze, że siedzimy na tarasie, już byś mnie uwędziła – uśmiechnęłam się przez łzy. – Prędzej czy później to odkryje, że trzeba go prowadzić jak małe dziecko przez życie i pokazywać drogę, która akurat dla niego jest dobra. Że będzie musiała wziąć na barki więcej niż normalna kobieta, że będzie musiała sama podejmować decyzję i nie będzie mogła liczyć na niego, tylko i wyłącznie na siebie. Najgorsze jest to, że się boję. – Czego? – Jak to czego? Samotności. – Głupia jesteś. A twój synek? Jeszcze zobaczysz, nie ma tego złego… – Dobra, nie musisz kończyć, znam to. Na razie jest źle. – No nareszcie. Słusznie zauważyłaś, na razie. I tak trzymaj. – Na razie, ale kiedy będzie to później? Na razie wszystko jest świeże. Mój uśmiech gdzieś zniknął. Optymizm poszedł też spać. Przebojowość, którą tak się szczyciłam, została odło- 22 AiramGR
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nieznajomy przesyła wiadomość
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: