Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00443 007914 13454135 na godz. na dobę w sumie
Niezwykła księżniczka - ebook/pdf
Niezwykła księżniczka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875734 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Księżniczka Maria Anna ma dosyć życia na świeczniku. Ucieka do Stanów Zjednoczonych i tu rozpoczyna nowe życie. Wraz z przyjaciółkami otwiera księgarnię i kawiarnię, a potem obejmuje posadę kelnerki. Tymczasem ojciec wysyła jej śladem pewnego nieustępliwego detektywa. Jace musi namówić księżniczkę do powrotu do domu, gdzie czeka na nią wybrany przez ojca narzeczony..

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 1 0 2 R N , Holly Jacobs 5 Niezwykła księżniczka 01-RO-1.indd 2 01-RO-1.indd 2 11/20/06 1:00:11 PM 11/20/06 1:00:11 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Holly Jacobs Niezwykła księżniczka Tłumaczyła Anna Bieńkowska Drogie Czytelniczki! Witam Was serdecznie w nowym roku. Oby był dla nas wszystkich lepszy od poprzedniego! Mam nadzieję, że gdy odpoczniecie już po szaleństwach sylwestrowych, znów zatęsknicie do książek z serii ROMANS, które po raz kolejny dostarczą Wam sporej dawki wzruszeń. W tym miesiącu szczególnie polecam dwie nowe miniserie. Dary losu to dwuczęściowa opowieść o kobietach, które miały odwagę rozpocząć nowe życie. Natomiast Królewskie śluby to trzyczęściowa historia pewnej europejskiej królewskiej rodziny. Jej członkowie wyznają zasadę, że prawdziwa miłość jest równie ważna, jak dobro dynastii... A oto wszystkie propozycje na styczeń: Słodka niespodzianka – pierwsza część miniserii Dary losu. Czy prawdziwe życie zaczyna się, gdy dzieci opuszczają rodzinne gniazdo? Dla niektórych rodziców na pewno tak... Niezwykła księżniczka – pierwsza część miniserii Królewskie śluby. Pewna księżniczka tak bardzo chce zapomnieć o ciążących na niej obowiązkach, że zostaje... kelnerką! Barwy miłości - biedna dziewczyna, której jedynym majątkiem są marzenia, poznaje biznesmena, który już nie umie marzyć... Drobna przysługa – pewna para znała się od dziecka, ale dopiero niezwykłe okoliczności sprawiły, że oboje ujrzeli siebie nawzajem w zupełnie innym świetle. Bezpieczna przystań, Zastępcza narzeczona (DUO) – dwie opowieści o silnych uczuciach, które pokonują naprawdę wielkie przeszkody. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Holly Jacobs Niezwykła księżniczka Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Once Upon the Princess Pierwsze wydanie: Silhouette Romance, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Izabela Romanowska Korekta: Ewa Popławska, Izabela Romanowska © 2005 by Holly Fuhrmann © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są (cid:26) kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak (cid:26) rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra(cid:26) a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3058-0 Indeks 360325 ROMANS – 885 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Muszę znaleźć pracę. Gdy Parker Dillon tydzień temu w czasie rozmowy ze swoimi najlepszymi przyjaciółkami, Shey Carlson i Carą Phillips, wypowiedziała te słowa, nie zdawała sobie spra- wy, w co się pakuje. Od tego się zaczęło. Teraz była kobietą pracującą, wprawną kelnerką. No, może to nieco naciągnięta opinia. Do doskonałości trochę jej jeszcze brakowało. Stawiała dopiero pierwsze kroki w zawodzie i nie za- wsze wszystko jej wychodziło, ale pocieszała się myślą, że to dopiero siódmy dzień. Wprawdzie skończyła zarządza- nie, jednak studia raczej nie przygotowały jej do kariery kelnerki. Choć z drugiej strony nie powinna się tym szcze- gólnie przejmować. Przecież przez całe życie chciała być taka jak inni, zwyczajna. Jeśli nawet nie uda się jej zostać doskonałą kelnerką, świat się od tego nie zawali. – Dzień dobry, co mogę państwu podać? – zapytała go- ści, którzy przed chwilą zasiedli przy stoliku kawiarenki „Monarch” na Perry Square w Erie w Pensylwanii. Mężczyzna i towarzysząca mu dwójka dzieci podnieśli na nią wzrok. Dziwne, ale miała wrażenie, że skądś ich zna. Mężczyzna był ubrany w czarny golf, czarne dżinsy 6 Holly Jacobs i czarną skórzaną kurtkę. Jego kruczoczarne włosy wyda- wały się bardzo miękkie, jakby zapraszały do… Wszystko jedno. Parker to nie interesowało. Nie miała czasu na mężczyzn. Nawet na tych wyjątkowo przystojnych. Przeniosła spojrzenie na dzieci i uśmiechnęła się do nich. – Od kogo zaczynamy? Dziewczynka odpowiedziała uśmiechem i oznajmiła: – Ja poproszę gorącą czekoladę i bułeczkę z jagodami. Parker zapisała zamówienie na kartce, po czym odwró- ciła się do chłopca. – A dla ciebie? – Dla mnie gorącą czekoladę i czekoladowego pączka. Mężczyzna chrząknął znacząco. – Przepraszam, wujku Jace – powiedział chłopiec i na- tychmiast dodał: – Poproszę. Wujku? A więc nieznajomy nie był ojcem dzieci. Z jakichś powodów serce Parker zabiło odrobinę szybciej. Mężczyzna – wujek Jace – przeniósł na nią spojrzenie. Miał czarne oczy. Tak samo czarne jak miękkie, zapra- szające włosy. Patrzył na nią przenikliwie, badawczo. Jak- by widział coś więcej. Jakby wiedział, że znoszone dżinsy i jasne włosy spięte w koński ogon były tylko zewnętrzną fasadą, maską, za którą ukrywała swoją prawdziwą tożsa- mość. Przyglądał się jej tak, jakby znał fakty dotyczące jej życia. Fakty, które wolała zachować w tajemnicy. – Poproszę kawę – odezwał się niskim, miękko brzmią- cym głosem. Od tego głosu coś się w niej poruszyło. Niezwykła księżniczka 7 – Z cukrem i śmietanką? – zapytała, z trudem panując nad oddechem. – Czarną. No tak, mogłam się tego domyślić. Taki przystojny bru- net pija wyłącznie czarną smołę. – Zaraz podam. Odeszła od stolika, ale nie mogła się powstrzymać, by się nie obejrzeć. Wujek Jace chyba strofował dzieci, bo oboje mieli skruszone miny. – Całkiem niezły – skomentowała Shey, gdy Parker weszła za bar. – Szkoda tylko, że już zajęty. Te dzieci… Cóż, jak głosi stare porzekadło, najlepsi faceci zawsze są już żonaci. – To nie jego dzieci. Mówią do niego „wujku”. – W takim razie nie jest najgorzej. Rzeczywiście, nie wi- dzę obrączki – odparła Shey, uważnie wpatrując się w sie- dzącego przy stoliku mężczyznę. – Znasz go? Cały czas ci się przygląda. Parker odwróciła się. Nieznajomy błyskawicznie prze- niósł spojrzenie na dzieci, ale Parker nie dała się zwieść. Rzeczywiście ją obserwował. – Nic nie kojarzę, mam jednak wrażenie, że skądś go znam. Tylko nie wiem skąd. – To go zapytaj – podsunęła Shey. Oto i cała Shey. Zawsze idzie za ciosem. Do przodu, i to najkrótszą dro- gą. Nie zastanawia się, nie dywaguje, szkoda jej czasu na takie dyrdymały. Nie wie, co to rozterki i wahanie. To właśnie Shey namówiła Parker i Carę na rozkręcenie interesu i założenie spółki. Przekonała je do tego pomysłu. Nawet studia Parker okazały się trochę przydatne – wyko- rzystała swoją wiedzę, by przygotować biznesplan, odpo- 8 Holly Jacobs wiadała za (cid:26) nanse i zarządzanie. Szczęśliwie miała spory kapitał na koncie, więc łatwiej było im zacząć. Shey prowadziła kawiarnię „Monarch”, a Cara, najspo- kojniejsza z ich trójki, ulokowaną po sąsiedzku księgarnię „Titles”. Szło im całkiem nieźle, choć bardzo się różniły i charak- terami, i umiejętnościami. Jednak dzięki temu każda wno- siła do wspólnego przedsięwzięcia coś innego. Doskonale się uzupełniały. Wprawdzie interes dopiero się rozkręcał i zyski nie były jeszcze zbyt duże, niemniej jednak dziewczyny miały przed sobą perspektywy. Do czasu, gdy ojciec Parker zablokował jej konto. Od tej pory zaczęło być krucho z pieniędzmi i z płyn- nością. Właśnie dlatego Parker zdecydowała się na pracę kel- nerki. Chciała w ten sposób zminimalizować koszty. Shey i Cara próbowały ją zniechęcić, ale zawzięła się i postawiła na swoim. I nie żałowała. Praca dawała jej sa- tysfakcję, sprawiała przyjemność. Na przykład teraz, gdy ukradkiem zerkała na przystojnego wujka Jace’a. – Idź, śmiało! – podpuszczała ją Shey. – Zapytaj, czy się skądś znacie. – Daj spokój, po co? – oponowała Parker. – To przecież nie ma żadnego znaczenia – dodała, nalewając do (cid:26) liżanki gorącą czekoladę. – Parker, no idź! – nie zrażała się Shey. – Zobacz, jaki to przystojniak. Dobrze ci pójdzie, nie ma obawy. Skoro po- tra(cid:26) łaś przeciwstawić się ojcu, to będzie dla ciebie pestka. O, właśnie… On znowu do ciebie dzwonił. A raczej jego sekretarz. Prosił o telefon. Mówił, że sprawa jest pilna. – Nie wydaje mi się. – Parker ozdobiła czekoladę gwiazd- ką bitej śmietany i sięgnęła po (cid:26) liżankę do kawy. Niezwykła księżniczka 9 – Powinnaś zadzwonić – upierała się Shey. – Czemu tak się wzbraniasz? Przecież on nic nie może ci zrobić. Powie- działaś mu jasno, że masz inne zdanie niż on. Jesteś doro- sła, masz prawo postępować według własnej woli. Posta- nowiłaś nie wracać do domu i nie zamierzasz spełnić jego żądań, ale to nie znaczy, że powinnaś odciąć się od rodziny. Rodzina jest bardzo ważna. Parker poczuła wyrzuty sumienia. Cóż, nie była w tym wszystkim bez grzechu. Powinna bardziej cenić swoich najbliższych. Ale przecież nie byli jej obojętni. Kochała ich. Mama to cudowna, otwarta na innych kobieta. Drugiej takiej osoby nie ma pod słońcem. Jaka szkoda, że nie odziedziczyłam po niej usposobie- nia, pomyślała. Była inna niż matka. Nie miała jej spokoju. Była zawzię- ta i pewna siebie. Jak ojciec i brat. Uśmiechnęła się do siebie. Kochała swoich bliskich, nawet ojca, choć był apodyk- tyczny. I bardzo, bardzo za nimi tęskniła. Jednak kochać ich, a mieszkać razem z nimi pod jed- nym dachem, to dwie absolutnie różne rzeczy. Bycie członkiem rodziny o takim nazwisku oznaczało ży- cie wystawione na pokaz opinii publicznej. Parker nie była nieśmiała z natury, jednak świadomość, że każdy ruch, nie- mal każdy gest może zostać zarejestrowany i skomentowa- ny, była nie do zniesienia. Dziennikarze wyciągali najbardziej prywatne szczegóły z jej życia, śledzili ją, czuła się jak tro- pione zwierzę. Już samo wspomnienie wywoływało przykry skurcz żołądka i ucisk w klatce piersiowej, a serce zaczynało bić przyspieszonym rytmem. 10 Holly Jacobs Zmusiła się, by nabrać powietrza i oddychać powoli i miarowo. Odepchnęła od siebie przykre wspomnienia. Nie, nie ma mowy, by wróciła do tamtego życia, ale to wcale nie znaczy, że nie tęskniła za rodziną. Mimo wszyst- ko dobrze było ich mieć. W porównaniu z Shey była prawdziwą szczęściarą. Biedna Shey miała tylko ją i Carę, nikogo więcej. Były dla siebie jak siostry, ale przecież to nie wystarcza. Parker intuicyjnie wyczuwała, że Shey marzy o rodzinie. Przyja- ciółka oddałaby wszystko, byle ją mieć, nawet gdyby wią- zały się z tym jakieś obciążenia. – Zadzwonię wieczorem – obiecała. – Teraz idę dosko- nalić moje kelnerskie umiejętności. – Koniecznie zapytaj tego przystojniaka, czy się gdzieś wcześniej spotkaliście, pamiętaj. – Zobaczę, może – odparła, stawiając naczynia na tacę i próbując utrzymać je w równowadze. – Może zapytam. – Może nic nie powiem, jeśli obiecacie, że już więcej za mną nie pójdziecie. – Jace O’Donnell z powagą popatrzył na siostrzenicę i siostrzeńca. Bliźniaki miały zawzięte minki. – Wiecie, że wasza mama zaraz się z wami rozprawi? Z mamą nie ma żartów. Trochę przesadzał. Jego siostra, choć starała się odgry- wać rolę twardej i bezkompromisowej osoby, miała złote serce. I to było w niej takie ujmujące. Choć przez to miękkie serce teraz tak bardzo cierpiała. – Skończymy jedzenie i sobie pójdziecie – ciągnął Jace. – I może, kto wie, może was nie wydam. Niezwykła księżniczka 11 – Wujku, nie mów tak – zamruczała Amanda. Tak bardzo przypominała Jace’owi siostrę. Shelly mia- ła takie same brązowe włosy z jaśniejszymi pasemkami, przenikliwe niebieskie oczy… a kiedy była w wieku bliź- niąt, była dla brata prawdziwym utrapieniem. Widać nie- daleko pada jabłko od jabłoni. Wszystko to jest zapisane w genach. Jace najchętniej uściskałby swoją małą siostrzeniczkę, ale rozsądek podpowiadał, by tego nie robić. Musi trzy- mać dzieciaki w ryzach, inaczej wejdą mu na głowę. Miały spędzić u niego całe wakacje, więc przez ten czas musiał- by się przed nimi pilnować. Bezustannie by mu deptali po piętach, to pewne jak w banku. – Dobrze wiecie, że nie powinniście iść za mną – rzekł stanowczo. – Mogliście mi bardzo zaszkodzić. – Nie, na pewno nie! – z przekonaniem zapewnił go Bobby. – To dla nas dobre ćwiczenie. W przyszłym ro- ku będziemy w liceum, a za cztery lata skończymy szkołę i przyjdziemy do ciebie do pracy. Też zostaniemy prywat- nymi detektywami. Jace stłumił jęk. Właściwie powinien się cieszyć, że bliź- nięta chcą iść w jego ślady. Powinno mu to pochlebiać. Był dla nich wzorem. We wszystkim chciały być takie jak on. Jednak czasami ich podziw psuł mu szyki. Na przykład teraz. – To sprawa dużej wagi – rzekł. – Nie mogę dopuścić, by coś poszło nie tak. – Opowiedz nam o tym. – Amanda zrobiła przymilną minkę. – My ci pomożemy. – Nie. – Wujku, zostały nam tylko cztery lata – do rozmowy 12 Holly Jacobs wtrącił się Bobby. – Czterdzieści osiem miesięcy. Już po- winniśmy zacząć się uczyć. – Żadne cztery lata – rzeczowo sprostował Jace i zrobiło mu się przykro, bo dzieciom natychmiast zrzedły miny. Biedactwa, ostatnio tyle przeszły, powinien oszczędzić im przykrości. – Nie cztery, a osiem – powiedział łagodniejszym tonem. – Najpierw musicie skończyć studia, dopiero potem, jeśli nadal będzie podobało się wam takie zajęcie, możecie za- cząć pracę. – Ale po co nam studia? – zaprotestował Bobby. – Bę- dziemy pracować u ciebie. Ty nauczysz nas wszystkiego. Możemy zacząć już teraz. Kogo mamy śledzić? Jace pominął to pytanie. Wolał nawiązać do kwestii edu- kacji i niechęci dzieciaków do dalszej nauki. – Tak się niestety składa, że zatrudniam tylko ludzi po studiach. A co do tej sprawy… Parker Dillon zmierzała w ich stronę, niepewnie balan- sując tacą trzymaną na jednej ręce. – Cii… – urwał Jace. Nie chciał, by Parker cokolwiek usłyszała. Zwłaszcza że sprawa dotyczyła jej. Oczywiście tego bliźniętom nie zamierzał mówić. Naraz Parker poślizgnęła się i taca zachwiała się niebez- piecznie. Jace oczami wyobraźni już widział spadające (cid:26) liżanki z go- rącą czekoladą. Poderwał się z miejsca i rzucił się na pomoc. – Dziękuję, to było bardzo rycerskie z pana strony! – po- wiedziała z uśmiechem Parker, gdy tylko odzyskała rów- nowagę. – Nie ma sprawy – odparł Jace, oddając jej tacę i siada- jąc na swoje miejsce. – To by dopiero była katastrofa, gdyby to wszystko pole- Niezwykła księżniczka 13 ciało na podłogę. Uratował mnie pan, dziękuję. W zamian ja pokryję rachunek. Jace nachmurzył się. Dobrze wiedział, że Parker Dillon nie miała pieniędzy. W zeszłym tygodniu ojciec zabloko- wał jej dostęp do konta i dziewczyna została bez grosza. Sprzedała samochód, by mieć na czynsz i opłacenie (cid:26) rmo- wych rachunków za ostatni miesiąc. Jej ojciec pewnie nic o tym nie wiedział. W kolejnym raporcie poinformuje go o sytuacji córki. – Naprawdę nie ma powodu – odparł. – Będzie mi miło. Nie co dzień spotyka się bohatera. – Nie jestem bohaterem – zaprotestował Jace. Parker patrzyła na niego z pełnym uznania podziwem. Czuł się bardzo nieswojo. Choć tak naprawdę nie miał powodów, by odczuwać wyrzuty sumienia. Nie przyjechał tu przecież po to, by zro- bić dziewczynie krzywdę. Przeciwnie, miał ją chronić. – A właśnie że tak – upierała się Parker. – Ja… Nim Jace zdążył powiedzieć coś więcej, bliźnięta prze- jęły inicjatywę. – Jasne, że jesteś bohaterem, wujku! – żarliwie oświad- czyła Amanda. – Pamiętasz, w zeszłym tygodniu mama też tak cię nazwała, po tym jak zabrałeś nas na cały dzień do Cedar Point. – A jak złapałeś bandziora, który wyrwał torebkę jakiejś pani? – przypomniał Bobby. – Nawet w gazecie napisali, że zachowałeś się jak bohater! Parker uśmiechnęła się do bliźniąt, po czym odwróciła się do Jace’a. – No widzi pan? Jest pan bohaterem. Ja mam oko. Wasze 14 Holly Jacobs zamówienie idzie na mój rachunek. Miałabym się z pyszna, gdyby nie pana szybka akcja! – dodała ze śmiechem. Jace patrzył na nią spod oka. Była w bardzo trudnym położeniu, a jednak trzymała fason. Parker po raz pierwszy w życiu musiała pracować, by zarobić na utrzymanie, a sądząc po tym, jak niezręcznie obchodziła się z tacą, chyba jeszcze nie całkiem przystoso- wała się do nowej roli. Ale czy rzeczywiście musiała pracować? Parker Dillon nie była zwyczajną kelnerką. Parker Dillon była księżniczką. Pochodziła z panującego rodu, w jej żyłach płynęła błę- kitna krew. Zadanie Jace’a polegało na odkryciu powodów, jakie powstrzymywały ją przed powrotem do rodzinnego domu i objęciem ciążących na niej obowiązków. Póki ich nie odkryje, musi zapewnić bezpieczeństwo księżniczce Marii Annie Parker Mickowicz Dillonetti z Eliason. – Naprawdę nie możemy pozwolić, by płaciła pani za na- sze zamówienie. Wiem, jak to jest, gdy człowiek ma ogra- niczone środki. W delikatny sposób przypomniał o jej sytuacji. Nie po- winna szastać pieniędzmi, gdy nie ma na życie. – Będzie mi bardzo miło pokryć państwa rachunek. Jak już powiedziałam, nie co dzień spotyka się bohatera. A skoro już o tym mowa, to czy my się gdzieś wcześniej nie spotkaliśmy? Wydaje mi się, że pana znam. – Nie. Zaskoczył ją tą krótką odpowiedzią. Odczekała moment, jednak nic więcej nie powiedział. Zre+ ektowała się. – Cóż, trudno. Gdyby państwo życzyli sobie jeszcze cze- goś, proszę mnie zawołać.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Niezwykła księżniczka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: