Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00093 006003 15935256 na godz. na dobę w sumie
Niezwykłe przygody Don Kichota z la Manchy - ebook/pdf
Niezwykłe przygody Don Kichota z la Manchy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 208
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> lektury szkolne, opracowania lektur >> podstawówka
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
'Donkiszoteria', 'walka z wiatrakami' znaczy współcześnie tyle, co występowanie na z góry przegranej pozycji, beznadziejne zmagania naiwnego człowieka o naprawę świata. Don Kichot na swym chudym koniu Rosynancie, w towarzystwie giermka Sancho Pansy ruszył w świat, aby mścić pokrzywdzonych i zwalczać ich ciemięzców, a przy okazji bronić honoru damy swego serca, wieśniaczki Dulcynei. Literacki don Kichot przeżywający serię groteskowych przygód jest ofiarą własnej szlachetności i romantycznej wyobraźni. Przedstawia je książka, będąca dokonaną przez Wiktora Woroszylskiego adaptacją oryginału.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Niezwykłe przygody Don Kichota z La Manczy według Miguela Cervantesa de Savedry na nowo opowiedziana przez Wiktora Woroszylskiego Wydawnictwo „Tower Press” Gda(cid:276)sk 2001 1 Rozdział pierwszy, w którym nie mieszkaj(cid:261)c, bo i po có(cid:298) mieliby mieszkać, pojawiaj(cid:261) si(cid:266) bohaterowie ksi(cid:261)(cid:298)ki: Don Kichot i Sanczo Pansa Przez skwar, od jasnego nieba do rudej roli jak na sznurze wielkie pranie sztywno rozwieszony w powietrzu, przez skwir ptactwa polnego, przez ojczystej ziemi skwierczenie na przyrody i dziejów gor(cid:261)cej blasze, jedzie, kolanami chudymi chude boki rumaka swego Rosynanta (cid:286)ciskaj(cid:261)c, bohaterski rycerz Źon Kichot. Ju(cid:298) niebawem dowiecie si(cid:266) o nim wi(cid:266)cej, w pierwszym zdaniu za(cid:286) o to tylko chodziło, (cid:298)eby wjechał Źon Kichot w ów skwar i skwir, i skwierczenie, i zarazem pierwszy (cid:286)lad na tej białej przedtem kartce zostawił, i przejechał dalej, a wy – by(cid:286)cie oczy zaciekawione na rycerza unie(cid:286)li i czekali, co te(cid:298) go spotka. Jedzie, chudy i długi, spiczasto(cid:286)ci(cid:261) kolebi(cid:261)cej si(cid:266) w siodle postaci widnokr(cid:266)gi okr(cid:261)głe kłuj(cid:261)c, z Rosynantem jak on ko(cid:286)cistym niemal jedno(cid:286)ć tworz(cid:261)c, niezmo(cid:298)ony Źon Kichot, ju(cid:298) niemłody, nim wyruszył bowiem w sw(cid:261) drog(cid:266), do rycerskiej doli sposobi(cid:261)c ducha lat strawił wiele, jedzie wi(cid:266)c nasz bohater, oby Bóg mu sprzyjał i Wszyscy (cid:285)wi(cid:266)ciĄ Par(cid:266) kroków za nim, na osiołku brzuchem powłócz(cid:261)cym po ziemi, Źon Kichota giermek, Sanczo Pansa jak miech p(cid:266)katy, wypukło(cid:286)ci(cid:261) kształtów mn(cid:261)c i tłamsz(cid:261)c prost(cid:261) krech(cid:266) drogi, w skwar ten sam, a jakby nie tak doskwieraj(cid:261)cy, wje(cid:298)d(cid:298)a, w skwir ten sam i skwierczenie, by(cid:286)cie jego tak(cid:298)e dojrzeć zd(cid:261)(cid:298)yli, boć i o nim dowiecie si(cid:266) wnet co niemiara, a na razie – byle go dojrzeć, jak za panem swoim walecznym pierwszy (cid:286)lad na białej zostawia karcie. Jad(cid:261) obaj, nierozł(cid:261)czni w tej opowie(cid:286)ci i w pami(cid:266)ci (cid:286)wiata, ró(cid:298)ni tacy, (cid:298)e trudno o wi(cid:266)ksz(cid:261) ró(cid:298)no(cid:286)ć, nie do pomy(cid:286)lenia wszelako – Źon bez Sancza, Sanczo bez Źona. Źon Kichot, chudy i długi, niczym tyka grochowa ku górze pnie si(cid:266). Sanczo Pansa, bulwiasty ziemniak, bruzdy si(cid:266) trzyma. Źon Kichot, srebrny kłos wybujały, wiatr kołysze nim, (cid:298)eby tylko nie złamałĄ Sanczo Pansa, nać przyziemna, z p(cid:266)drakami ledwie-ledwie pełzn(cid:261)ca, nie pop(cid:266)dzisz jej, nie przep(cid:266)dziszĄ Jeszcze mo(cid:298)na do drzew porównać obydwuŚ Źon Kichota do topoli w błyszcz(cid:261)cym hełmie, Sancza – do przysadzistej oliwki, my(cid:286)my nie zwyczajni takiego drzewa, lecz w Hiszpanii oliwka, co wody prosi niewiele, w twardy grunt korzenie wbija czepliwe, owocem za(cid:286) mi(cid:266)sistym, choć drobnym, bez sknerstwa darzy, tam oliwka – jak s(cid:261)siad znany od dziecka, niebogaty, szary, ale zaradny, on nie zginie i z nim nie zginiesz. Jad(cid:261), nierozł(cid:261)czni, rycerz i giermek, rycerz przodem, giermek, jak przystoi, par(cid:266) kroków za nim, w górze niebo rozpostarte jasno(cid:286)ć rozlewa, w dole – ko(cid:276)skich i o(cid:286)lich kopyt b(cid:266)bnienie w skór(cid:266) ziemi napi(cid:266)t(cid:261), a przed nimi – niewiadome przygody. 2 Rozdział drugi, w którym wszyscy (cid:286)miej(cid:261) si(cid:266) z szale(cid:276)stwa Don Kichota, autor za(cid:286), choć powinien si(cid:266) z tego cieszyć, ma uczucia mieszane W naszych czasach nie ma ju(cid:298), niestety, bł(cid:266)dnych rycerzy. W czasach, w których (cid:298)ył i w(cid:266)drował Źon Kichot, te(cid:298) ich ju(cid:298) wła(cid:286)ciwie nie było, i dlatego wytykano Źon Kichota palcami, i rysuj(cid:261)c palcem kółko na czole (cid:286)miano si(cid:266) do rozpuku. Kiedy mówi(cid:266) o czasach Źon Kichota, mam na my(cid:286)li te czasy, w których nie(cid:286)miertelne (cid:298)ycie jego pocz(cid:266)ło si(cid:266) w wyobra(cid:296)ni człowieka imieniem Miguel de Cervantes Saavedra i niezwykłe przygody Źon Kichota przez tego(cid:298) Cervantesa po raz pierwszy opisane zostały w dwóch grubych ksi(cid:266)gach. Ja jestem tym, co opowiada wam je na nowo kilka wieków pó(cid:296)niej w czasach zupełnie innych, maj(cid:261)cych jednak z tamtymi przynajmniej tyle wspólnego, (cid:298)e w nich tak(cid:298)e nie ma bł(cid:266)dnych rycerzy. Mo(cid:298)e zreszt(cid:261) nie tylko tyle, ale na razie nie b(cid:266)dziemy si(cid:266) w to wdawali. Miguel Cervantes de Saavedra urodził si(cid:266) w połowie szesnastego stulecia w Alcala de Henares, małej mie(cid:286)cinie na północ od Madrytu, jako jedno z siedmiorga dzieci niezbyt zamo(cid:298)nego szlachcica (po hiszpa(cid:276)sku – zapami(cid:266)tajcie to słowo – hidalga), paraj(cid:261)cego si(cid:266) medycyn(cid:261). Kiedy byłem w Hiszpanii, odwiedziłem Alcala de Henares, a w nim – stoj(cid:261)ce po dzi(cid:286) dzie(cid:276) domostwo pana doktora, z wewn(cid:266)trznym podwórkiem, na którym ro(cid:286)nie drzewo figowe i wod(cid:261) orze(cid:296)wiaj(cid:261)c(cid:261) darzy niewielka studnia. W pokojach obejrzałem stare meble i inne przedmioty – i wiecie, co uderzyło mnie tam najbardziej? Łó(cid:298)ka – bo u(cid:286)wiadomiłem sobie naraz, jacy mali i drobni musieli być ludzie, którzy w nich sypiali. Je(cid:298)eli tacy byli współcze(cid:286)ni Źon Kichota, có(cid:298) dziwnego, (cid:298)e gniewał ich i (cid:286)mieszył mi(cid:266)dzy innymi wzrost, którym rycerz wybijał si(cid:266) nad otaczaj(cid:261)cy go tłumekĄ Ju(cid:298) ten wzrost oznaczać musiał dla nich dziwol(cid:261)ga, odmie(cid:276)ca... A mo(cid:298)e Miguel de Cervantes sam był wy(cid:298)szy od innych i niemało si(cid:266) przez to nacierpiał, i dlatego bohatera swojego obdarzył tak(cid:261) postaci(cid:261), przenosz(cid:261)c na niego własne upokorzenia i współczuj(cid:261)c wymy(cid:286)lonemu bardziej ni(cid:298) mógłby sobie (cid:298)ywemu? Nie dziwiłbym si(cid:266) wcale, gdyby tak wła(cid:286)nie było... Ale teraz zbyt nam przecie(cid:298) pilno do walecznego rycerza i dziwnych jego przypadków, by(cid:286)my chcieli dokładniej zaj(cid:261)ć si(cid:266) (cid:298)yciem, choć te(cid:298) niezwyczajnym, tego, który go stworzył. Pomijaj(cid:261)c wi(cid:266)c wszystko, co było przedtem, odnajd(cid:296)my Cervantesa w momencie, gdy z 3 pobru(cid:298)d(cid:298)on(cid:261) ju(cid:298) twarz(cid:261) i siwiej(cid:261)c(cid:261) brod(cid:261), w du(cid:298)ym i bardzo pi(cid:266)knym (wiem, bo tak(cid:298)e byłem mie(cid:286)cie Sewilli, lecz, niestety, odgrodzony od wszystkich jego pi(cid:266)kno(cid:286)ci, za siedmioma zamkami, za siedmioma troskami, za siedmioma smutkami i nieszcz(cid:266)(cid:286)ciami, w sewilskim wi(cid:266)zieniu pióra si(cid:266) chwyta, by w zbroj(cid:266) rycersk(cid:261) odziać i na ko(cid:276) wsadzić bohatera imaginacji swojej, jegomo(cid:286)cia Kichan(cid:266), co si(cid:266) przezwał był Źon Kichotem... Czemu(cid:298) to – sam si(cid:266) sobie dziwi(cid:261)c, pyta Cervantes – niemłodego ju(cid:298) i steranego w t(cid:266) wypraw(cid:266) (cid:298)mudn(cid:261) wysyłam? Czy(cid:298)by w moim, który ruszyć si(cid:266) st(cid:261)d nie mog(cid:266), zast(cid:266)pstwie miał przestworem cwałować, od skr(cid:266)powa(cid:276) wszelakich wolny, nie podległy nawet my(cid:286)li potocznej, rozs(cid:261)dn(cid:261) zwanej, mój bohater jak ja szalony, lecz inaczej ni(cid:298) ja – nie wstydz(cid:261)cy si(cid:266) swego szale(cid:276)stwa? I tu nad samym jego uchem głos si(cid:266) rozlega, jakby do własnego podobny, a inny – nie słyszany dot(cid:261)d – głos Źon KichotaŚ có(cid:298) słodszego – mówi głos ów – nad w(cid:266)drówk(cid:266) w poszukiwaniu przygody, nad stawianie czoła łotrostwu w obronie wdów, sierot i dziewic napastowanych? Ach, nieĄ – broni si(cid:266) przed pokus(cid:261) Cervantes. – Pisarzowi cel zbo(cid:298)ny winien przy(cid:286)wiecaćŚ ku przestrodze i pouczeniu powstaj(cid:261) dzieła. I ja te(cid:298) ucieszn(cid:261) histori(cid:266) o Źon Kichocie szalonym opowiedzieć pragn(cid:266), by rodaków przed wpływem przestrzec, jaki szerz(cid:261) opowie(cid:286)ci rycerskie. To one umysły m(cid:261)c(cid:261), prawu (cid:298)ycia niewierne, swoim prawem ułudnym na manowce zwodz(cid:261)... Ledwie wszak(cid:298)e wypowiada oskar(cid:298)ycielskie te słowa, mimowolne westchnienie t(cid:266)sknoty z piersi mu si(cid:266) wyrywaŚ ile(cid:298) ja im oddałem nocy, jak słuchałem ich głosu... I jakby tylko czekał na t(cid:266) chwil(cid:266) słabo(cid:286)ci, metaliczny głos ksi(cid:266)gi rycerskiej, w mieczy jasne szcz(cid:266)kanie oprawny, przybywa z oddaliŚ daj(cid:261)c ci miecz, przyjmuj(cid:266) ci(cid:266) do stanu rycerskiego – huczy – który nie uznaje (cid:298)adnej podło(cid:286)ci. Pami(cid:266)taj o tym, rycerzu, (cid:298)e kiedy przyjdzie ci walczyć, a pokonany przeciwnik błagać b(cid:266)dzie o lito(cid:286)ć, wysłuchaj go, prosz(cid:266), i z zimn(cid:261) krwi(cid:261) nie zabijaj... Wzburzony Cervantes wstaje z zydla i zaczyna chodzić po celi. Wojny, w których walczył, staj(cid:261) mu przed oczyma, l(cid:261)dowe i morskie – podobnego głosu, pami(cid:266)ta, nikt nie słyszał wówczasĄ Źobijano le(cid:298)(cid:261)cych, dłonie ucinano bezbronnym, czci kobiecej nie oszcz(cid:266)dzano... Mo(cid:298)e kiedy(cid:286) istniało prawo rycerskie, aleć dzisiaj czas nowy – sławny wiek szesnasty oto ko(cid:276)ca dobiega, siedemnasty w fanfarach wschodzi – podło(cid:286)ć rz(cid:261)dzi (cid:286)wiatem i mało(cid:286)ć, nie uznaje za(cid:286) jej chyba tylko Źon KichotĄ I tu w celi samotnej pisarza wrzawa si(cid:266) rozlega, (cid:286)miechy, głosy z wszystkich stron, przekrzykuj(cid:261)ce si(cid:266) wzajemŚ – Obł(cid:261)kany Źon KichotĄ – Naczytał si(cid:266) tych bredniĄ – Na uwi(cid:266)zi, jak psa, trzymać go trzebaĄ – Inkwizycji (cid:285)wi(cid:266)tej na prób(cid:266) oddaćĄ – Patrzcie, patrzcie, ludzie, na obł(cid:261)ka(cid:276)caĄ – (cid:285)miejcie si(cid:266) z Źon KichotaĄ S(cid:261) to głosy współczesnych – i Cervantes chciałby przył(cid:261)czyć si(cid:266) do nich, sam wi(cid:266)c nie wie dlaczego, miast przyklasn(cid:261)ć ogólnemu weselu, odzywa si(cid:266) z raptown(cid:261) pop(cid:266)dliwo(cid:286)ci(cid:261)Ś – HolaĄ Nie my(cid:286)licie chyba, (cid:298)e ja, autor, razem z wami naigrawam si(cid:266) z nieszcz(cid:266)(cid:286)nikaĄ (cid:285)miejcie si(cid:266) – po to pisz(cid:266) t(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) – ale znajcie miar(cid:266), bo wasz gło(cid:286)ny triumf mnie mierzi. Odrobina szacunku i współczucia te(cid:298) nale(cid:298)y si(cid:266) rycerzowi. Podnie(cid:286)cie go z ziemi, zdejmijcie zbroj(cid:266) strzaskan(cid:261), zaprowad(cid:296)cie do łó(cid:298)ka... I ju(cid:298) widzi, (cid:298)e stanowczy rozkaz jego zostaje spełniony, kto(cid:286) podnosi Źon Kichota, prowadzi go ostro(cid:298)nie – ach, toć i ja po kilku wiekach to samo widz(cid:266) – i wy, troch(cid:266) tylko wyt(cid:266)(cid:298)cie oczy, te(cid:298) widzicie, nieprawda(cid:298)? – jak rycerza we wrota domu jego wprowadzaj(cid:261), 4 naprzeciw gospodyni przej(cid:266)ta ze schodów zbiegaŚ Matko MiłosiernaĄ – woła. – Mój panĄ Có(cid:298) to si(cid:266) stało? Przeczuwałam bied(cid:266), gdy przepadł przed trzema dniami razem z koniem i zbroj(cid:261)Ą – Znalazłem go bez czucia na drodze – poczciwy s(cid:261)siad klaruje – a gdym spytał, co mu dolega, o Rodrygach jakowych(cid:286) i Baldwinach powiadał, ani chybi w gor(cid:261)czce... – Przywołajcie wró(cid:298)k(cid:266) Urgand(cid:266), aby mi(cid:266) opatrzyła i wyleczyła rany – słabym głosem prosi Źon Kichot. żospodyni pot(cid:266)(cid:298)ne rami(cid:266) nadstawia, radzi Źon Kichotowi, (cid:298)eby si(cid:266) oparł, i dorzucaŚ – Bez tej jakiej(cid:286) Żurkandy poradzimy uleczyć was, panie, byle(cid:286)cie zechcieli nas słuchać. O, przekl(cid:266)te ksi(cid:266)gi, które rozum wam pomieszałyĄ Ceryantes odkłada pióro i zamy(cid:286)la si(cid:266). Nie zna jeszcze dalszego ci(cid:261)gu swej opowie(cid:286)ci, ale jedno wieŚ (cid:298)e Źon Kichot nie usłucha tych, co uleczyć go pragn(cid:261) z rycerskiego szale(cid:276)stwa, gdyby bowiem usłuchał, bohater opowie(cid:286)ci przestałby istnieć, a i w ogóle opowie(cid:286)ci tej by nie było... 5 Rozdział trzeci, w którym dowiadujemy si(cid:266)., co miał i czego nie miał Don Kichot, wyruszaj(cid:261)c na pierwsz(cid:261) swoj(cid:261) wypraw(cid:266) Pierwsz(cid:261) wypraw(cid:266), z której w tak opłakanym, jak widzieli(cid:286)my, powrócił był stanie, samopas, bez giermka odbył Źon Kichot, a to dlatego, (cid:298)e n i e m i a ł go jeszcze wcale. Przez wiele lat sposobił si(cid:266) do wyprawy, wiedz(cid:266) z ksi(cid:261)g o szlachetnym rzemio(cid:286)le rycerskim czerpi(cid:261)c i wci(cid:261)(cid:298) nowe nabywaj(cid:261)c foliały, trzeba za(cid:286) wiedzieć, (cid:298)e nie było to w owych czasach tani(cid:261) rozrywk(cid:261), dro(cid:298)sz(cid:261) nad gr(cid:266) w ko(cid:286)ci było lub polowanie, musiał wi(cid:266)c nasz hidalgo, by nami(cid:266)tno(cid:286)ci do lektur uczynić zado(cid:286)ć, raz po raz włóki ziemi odziedziczonej po ojcach sprzedawać, i tak stopniał jego maj(cid:261)tek, ledwie domek mu został, par(cid:266) grz(cid:266)d za domem oraz ko(cid:276) zołzowaty w stajni. żospodyni jego rumiana i siostrzenica blada (m i a ł , jak z tego widać, gospodyni(cid:266) i siostrzenic(cid:266)) porz(cid:261)dnie musiały si(cid:266) nafrasować, (cid:298)eby w podupadłym tym gospodarstwie miska soczewicy na stole była codziennie i goł(cid:261)bek w niedziel(cid:266). Zatopiony w ksi(cid:266)gach Źon Kichot o tak błahe bytowania drobiazgi mało si(cid:266) troszczył. Kiedy za(cid:286) uznał, (cid:298)e czas ju(cid:298) najwy(cid:298)szy na rycersk(cid:261) wypraw(cid:266) ruszać, je(cid:286)li bowiem dłu(cid:298)ej zwlekać b(cid:266)dzie, krzywdy ludzkie nienaprawione zostan(cid:261), łzy nieotarte, bezece(cid:276)stwa nieukarane, jednym słowem – (cid:286)wiat szkody poniesie, jakich wolałby n i e m i e ć na sumieniu Źon Kichot, kiedy uznał zatem, (cid:298)e czas na niego, zaraz gestem stanowczym ksi(cid:266)gi na półk(cid:266) odło(cid:298)ył, zbroj(cid:266) przywdział, konia dosiadł i przed lipcowym (cid:286)witem gor(cid:261)cym na rozstajne drogi wyjechał. T(cid:266) zbroj(cid:266) m i a ł po przodkachŚ rdz(cid:261) i kurzem prze(cid:298)arta, wieki w jakim(cid:286) k(cid:261)cie le(cid:298)ała – wyci(cid:261)gn(cid:261)ł j(cid:261), wytrzepał i wyszlifował, a(cid:298) zdatn(cid:261) mu si(cid:266) zdała do boju, z jedn(cid:261) tylko skaz(cid:261), (cid:298)e bez przyłbicy. Z tektury przyłbic(cid:266) przyczepiwszy wi(cid:266)c do szyszaka, na prób(cid:266) mieczem ci(cid:261)ł i zniszczył za pierwszym ciosem. Niezra(cid:298)ony, now(cid:261) zrobił, na blaszanej obr(cid:266)czy, i tej ju(cid:298) na wszelki wypadek nie próbował mieczem. Rumaka w stajni znalazł – wiadomo ju(cid:298), co to był za rumak – i Źon Kichot wiedział, nim go osiodłał – ale siodłaj(cid:261)c nadał zarazem konisku imi(cid:266) nowe i pi(cid:266)kneŚ Rosynant – i z tym imieniem d(cid:296)wi(cid:266)cznym, którego (cid:298)aden wierzchowiec przedtem nie nosił, gdy(cid:298) Źon Kichot sam je wymy(cid:286)lił w trudzie wyobra(cid:296)ni, z tym imieniem wi(cid:266)c ko(cid:276) wydał mu si(cid:266) całkiem inny ni(cid:298) dot(cid:261)d, po chabecie chuderlawej nie zostało (cid:286)ladu, kopytem grzebał najwspanialszy z rumaków (cid:286)wiata, godny swego pana Rosynant. 6 Bodaj (cid:298)e i Rosynant poczuł swoj(cid:261) odmian(cid:266), w chwili bowiem gdy go Źon Kichot dosiadł, zar(cid:298)ał dono(cid:286)nie i tak jako(cid:286) wyzywaj(cid:261)co, chocia(cid:298) z lekka chrapliwie. W opowie(cid:286)ciach, na których Źon Kichot wzorował swe post(cid:266)powanie, ka(cid:298)dy rycerz miał dam(cid:266) sercaŚ pi(cid:266)kn(cid:261) pani(cid:261), czasem nawet ksi(cid:266)(cid:298)niczk(cid:266), któr(cid:261) kochał gor(cid:261)co i miło(cid:286)ci tej dowodził na wszelkie, zdarzało si(cid:266), (cid:298)e bardzo dziwne sposoby. Musiał wi(cid:266)c i nasz rycerz, oprócz zbroi i konia, m i e ć dam(cid:266) sercaŚ obrał ni(cid:261) urodziw(cid:261) wie(cid:286)niaczk(cid:266) ze wsi Toboso, imieniem Aldonza, ale imi(cid:266) to zmienił na du(cid:298)o melodyjniejsze – Źulcynea. Prawd(cid:266) mówiać, Aldonza nie wiedziała nawet, (cid:298)e jest Źulcyne(cid:261) i dam(cid:261) serca znakomitego rycerza, jak dawniej chodziła za krowami i w pole, mniemaj(cid:261)c, (cid:298)e po staremu jest zwyczajn(cid:261) Aldon(cid:298)(cid:261). Ale tym z kolei Źon Kichot si(cid:266) nie przejmował i roj(cid:261)c o damie serca, widział ju(cid:298) w duchu, jak zwyci(cid:266)(cid:298)eni przeze(cid:276) w bitwach mocarze udaj(cid:261) si(cid:266) z hołdem do Źulcynei umiłowanej, by padaj(cid:261)c na kolana o(cid:286)wiadczać na przykład co nast(cid:266)pujeŚ „O PaniĄ Jam jest niegodziwy Karakuliambro, przez nikogo dot(cid:261)d nie pokonany, pokonany jednak przez Źon Kichota, który rozkazał mi do stóp twoich przypa(cid:286)ć i słu(cid:298)by, jakich tylko za(cid:298)(cid:261)dasz, pełnić w pokorze”. M a j (cid:261) c ju(cid:298) konia, zbroj(cid:266) i dam(cid:266) serca, o giermku nasz rycerz na (cid:286)mierć zapomniał, chocia(cid:298) ksi(cid:266)gi, które czytał, wspominały wyra(cid:296)nie o po(cid:298)ytku dla bł(cid:266)dnych rycerzy z giermków płyn(cid:261)cym. Ostatecznie, nie ma co si(cid:266) dziwić, (cid:298)e zapomniał, i bez tego wyruszaj(cid:261)c m i a ł do(cid:286)ć na głowie. Ale jak markotno bywa w drodze samemu, m i a ł si(cid:266) wnet przekonać. Na razie nie było mu jeszcze markotno, tylko bardzo podnio(cid:286)le, bo nie co dzie(cid:276) si(cid:266) przecie(cid:298) Źon Kichotowi zdarzało, a prawd(cid:266) powiedziawszy, przez blisko pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t lat (cid:298)ycia nie zdarzyło si(cid:266) ani razu na rycersk(cid:261) wypraw(cid:266) przed (cid:286)witem ruszać, w zbroi, wierzchem na Rosynancie, z Źulcyne(cid:261) w sercu, z płomiennymi nadziejami w okrytej szyszakiem głowie. (cid:285)wi(cid:266)tem nie lada był wi(cid:266)c ten pocz(cid:261)tek wyprawy, i ka(cid:298)dy krzew przy drodze rozjarzony promieniami jutrzenki, ka(cid:298)dy ptak ćwierkaj(cid:261)cy w gnie(cid:296)dzie, ka(cid:298)dy obłok na coraz ja(cid:286)niejszym niebie temu (cid:286)wi(cid:266)tu wtórował. Niewiele brakowało, a za(cid:286)piewałby nawet Źon Kichot z przepełniaj(cid:261)cej go podniosło(cid:286)ci, skoro za(cid:286) nie za(cid:286)piewał, to dlatego tylko, (cid:298)e, niestety, słuchu n i e m i a ł ni głosu. No, a skoro o zapomnieniach mowa, to i ja w chwili wyruszania Źon Kichota zapomniałem, po pierwsze, zaznaczyć, (cid:298)e Źulcyne(cid:261) nie nazywała si(cid:266) po prostu Źulcyne(cid:261), lecz okazalejŚ Źulcyne(cid:261) z Toboso, a to z przyczyny, (cid:298)e imi(cid:266) jej wsi ojczystej brzmiało, jak si(cid:266) rzekłoŚ Toboso. S(cid:261)dz(cid:266), (cid:298)e nie jest jeszcze za pó(cid:296)no, by wam o tym powiedzieć – wszak Źon Kichot nawet stai nie ujechał od wrót swego domostwa. Co si(cid:266) jego tyczy, to nie po prostu Źon Kichotem, lecz Źon Kichotem z La Manczy si(cid:266) nazwał, La Mancza bowiem – to całej cz(cid:266)(cid:286)ci Hiszpanii miano, tej wła(cid:286)nie, gdzie urodził si(cid:266), mieszkał i m i a ł prze(cid:298)yć najwi(cid:266)ksze swoje przygody. Nadrobiwszy te przeoczenia, pozwólmy rycerzowi spokojnie posuwać si(cid:266) naprzód, min(cid:261)ć dróg rozstaje, skr(cid:266)cić w jedn(cid:261) z czterech, jakie miał do wyboru, bez namysłu, na ko(cid:276)skim kaprysie raczej si(cid:266) opieraj(cid:261)c, cały dzie(cid:276) potem jechać pod pra(cid:298)(cid:261)cym sło(cid:276)cem, bez wytchnienia, kropli napoju i kruszyny jadła, i wieczorem dojechać wreszcie do zajazdu, gdzie nie czekał na Źon Kichota nikt z ludzi, a czekała przecie(cid:298) pierwsza przygoda. Kln(cid:266) si(cid:266) wszystkimi rycerskimi ksi(cid:266)gami, (cid:298)e m i a ł jej sprostać. 7 Rozdział czwarty, w którym Don Kichot sp(cid:266)dza pierwsz(cid:261) noc poza domem rodzinnym, i noc owa, zgodnie z obietnic(cid:261) karczmarza, nastr(cid:266)cza rzeczywist(cid:261) sposobno(cid:286)ć do niezmru(cid:298)enia oka Zajazd, do którego dotarł Źon Kichot, niepoka(cid:296)ny był i plugawy, w gospodarzu ka(cid:298)dy odgadłby łacno szelm(cid:266) i starego obwiesia, kompania za(cid:286), która zatrzymała si(cid:266) tu na nocleg, to umorusani mulnicy i towarzysz(cid:261)ce im w drodze do Sewilli panny lekkich obyczajów, te(cid:298) nie całkiem domyte. Źon Kichotowi jednak roiło si(cid:266), (cid:298)e ma przed sob(cid:261) zamek wspaniały, czterema wie(cid:298)ami niebo podpieraj(cid:261)cy, okolony fos(cid:261) z mostem zwodzonym, dalej – (cid:298)e stary hultaj kasztelanem zacnym jest czy burgrabi(cid:261), mulnicy – rycerzami, dziewki za(cid:286) – damami o białych dłoniach. Traf chciał, (cid:298)e wła(cid:286)nie stado (cid:286)wi(cid:276) p(cid:266)dzono do chlewu i (cid:286)winiopas zad(cid:261)ł w róg z tej okazji. Źon Kichotowi zdało si(cid:266), (cid:298)e to karzeł na murach zamczyska jego przybycie t(cid:261) melodi(cid:261) zwiastuje. Podjechał do wrót gospody, widokiem swoim najpierw strasz(cid:261)c, nast(cid:266)pnie (cid:286)miesz(cid:261)c za(cid:298)ywaj(cid:261)ce wieczornego powietrza dziewki, uniósł przyłbic(cid:266) i przemówił do nich bardzo dwornie, wyja(cid:286)niaj(cid:261)c, (cid:298)e ze strony rycerza nic dostojnym damom nie grozi. Parskn(cid:266)ły (cid:286)miechem, na co pogniewał si(cid:266) troch(cid:266), ale zbli(cid:298)aj(cid:261)cy si(cid:266) gospodarz wnet go udobruchał, bo jako szelma nad szelmami w mig si(cid:266) połapał, na czym szale(cid:276)stwo rycerza polega, i troch(cid:266) (cid:298)eby si(cid:266) nie nara(cid:298)ać, troch(cid:266) dla zabawy, j(cid:261)ł z Źon Kichotem rozmawiać tak, jakby wyobra(cid:298)enia tamtego były sam(cid:261) rzeczywisto(cid:286)ci(cid:261). Obiecał wi(cid:266)c rycerzowi nocne schronienie dla niego i dla rumaka, tyle (cid:298)e – jak zaznaczył – ło(cid:298)a nie mógł mu ju(cid:298) zapewnić, wszystkie bowiem były zaj(cid:266)te, nast(cid:266)pnie zapytał, czy jego szlachetno(cid:286)ć nie chciałby si(cid:266) posilić. Źon Kichot o ło(cid:298)e nie dbał, zgodnie ze star(cid:261) ballad(cid:261), mówi(cid:261)c(cid:261), (cid:298)e po(cid:286)ciel(cid:261) wojownika skały s(cid:261) twarde, snem za(cid:286) wieczyste czuwanie, wieczerz(cid:261) wszak(cid:298)e nie wzgardził, i z bolesnym wysiłkiem zacz(cid:261)ł zsuwać si(cid:266) z konia. – Co do czuwania, czyli niespania – powiedział stary obwie(cid:286) – to nie ma obaw, sposobno(cid:286)ć do tego nastr(cid:266)czy si(cid:266) tu ka(cid:298)dej nocy, nie tylko tej jednej – co mówi(cid:261)c, uprzejmie przytrzymał strzemi(cid:266) Źon Kichotowi – a wieczerza tu na podwórcu podan(cid:261) zostanie, je(cid:286)li waszmo(cid:286)ć pozwolisz. 8 Źon Kichot pozwolił, i gospodarz, zaprowadziwszy Rosynanta do stajni, poszedł wydać rozporz(cid:261)dzenia w sprawie posiłku. Zaraz na chłodzie przed drzwiami zajazdu ustawiono stół bez obrusa, na stole za(cid:286) pojawił si(cid:266) dzban cienkiego wina, kromka chleba czarnego i sple(cid:286)niałego oraz porcja ryby przesolonej i półsurowej, znanej u nas pod nazw(cid:261) dorsza. Tymczasem obie panny lekkich obyczajów z ci(cid:266)(cid:298)kiej zbroi rozbierały rycerza, bo sam nie dałby sobie rady. Ale one te(cid:298), prawd(cid:266) mówi(cid:261)c, nie całkiem dały sobie rad(cid:266)Ś zdj(cid:266)ły mu, owszem, napier(cid:286)nik i naplecznik, domy(cid:286)lacie si(cid:266), nieprawda(cid:298), z tych nazw, co to za cz(cid:266)(cid:286)ci zbroi, w (cid:298)aden sposób jednak nie mogły zdj(cid:261)ć hełmu z przyłbic(cid:261), był on bowiem podwi(cid:261)zany pod grdyk(cid:261) mnóstwem wst(cid:266)g zielonych z tyloma supłami, (cid:298)e rozwikłać ich nijak si(cid:266) nie dawało, najpro(cid:286)ciej byłoby przeci(cid:261)ć, ale na to znów si(cid:266) Źon Kichot nie zgadzał. W ko(cid:276)cu został w tym (cid:298)elastwie głow(cid:266) i twarz skuwaj(cid:261)cym, przez co nie mógł nic do ust własn(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) wło(cid:298)yć, i znów panny mu pomogłyŚ on przyłbic(cid:266) unosił i przytrzymywał, one za(cid:286) paluszkami cienkimi w tak powstał(cid:261) szczelin(cid:266) k(cid:266)sy chleba i ryby wtykały. Wino na odmian(cid:266) gospodarz mu przez trzcin(cid:266) wydr(cid:261)(cid:298)on(cid:261) do gardła wlewał, ale wi(cid:266)cej si(cid:266) za kołnierz przy tym wylało, ni(cid:298) trafiło, gdzie trzeba. Mimo wszystko był zadowolony z posiłku. W tym czasie znowu zabrzmiał opodal róg (cid:286)winiopasa, utwierdzaj(cid:261)c naszego rycerza w mniemaniu, (cid:298)e jest go(cid:286)ciem zamczyska, gdzie na jego cze(cid:286)ć koncert si(cid:266) odbywa przy uczcie, sama za(cid:286) uczta jest wyborna, z pstr(cid:261)gów i kołaczy białych zło(cid:298)ona, przednim winem podlana, przez wykwintne damy u(cid:286)wietniona i przez najzacniejszego z burgrabiów dysponowana. Troch(cid:266) tylko hełm go uwierał i niemiłe poczucie dokuczało, nie od tej chwili zreszt(cid:261), lecz od samego rana, gdy wyruszył był w drog(cid:266), w gł(cid:261)b pami(cid:266)ci spychane, ci(cid:261)gle jednak na wierzch wypływaj(cid:261)ce, a w tej chwili, gdy, jak s(cid:261)dził, tak wspaniale na zamku rycerskim był przyjmowany, osobliwie przykreŚ (cid:298)e nie przysługuj(cid:261) mu do owych splendorów prawa, bo, choć w duszy niechybnie jest ju(cid:298) rycerzem, nigdy nie był oficjalnie pasowany i do stanu rycerskiego przyj(cid:266)ty. Ani przez my(cid:286)l nie przeszło biednemu Źon Kichotowi, (cid:298)e pasowany czy nie, prawdziwszym jest rycerzem ni(cid:298) wszystkie zamki, jakie mo(cid:298)e napotkać – zamkami, kasztelani – kasztelanami, damy – damami... Ledwie przeto spo(cid:298)ył, czym go uraczono, padł na kolana przed starym szelm(cid:261) karczmarzem i wyznaj(cid:261)c mu sw(cid:261) zgryzot(cid:266), błagać zacz(cid:261)ł, by pasował go na rycerza. Tamten w pierwszej chwili nie pojmował, o co chodzi, i wytrzeszczał w zdumieniu (cid:286)lepia, próbował przy tym podnie(cid:286)ć kl(cid:266)cz(cid:261)cego, Źon Kichot jednak opierał si(cid:266) i mówił, (cid:298)e nie wstanie, póki imć kasztelan nie obieca, (cid:298)e nast(cid:266)pnego ranka pro(cid:286)b(cid:266) jego spełni. On sam – dodawał – noc cał(cid:261) sp(cid:266)dzi na zbrojnym czuwaniu i medytacjach w kaplicy, kształc(cid:261)c ducha do czekaj(cid:261)cej go uroczystej chwili, gdy za(cid:286) stanie si(cid:266) to, o co błaga, ruszy dalej w (cid:286)wiat, by zgodnie z powołaniem, potwierdzonym i u(cid:286)wi(cid:266)conym przez pasowanie, walczyć z krzywd(cid:261), t(cid:266)pić bezprawie i ku chwale nadobnej pani Źulcynei z Toboso pokonywać okrutnych wrogów, ludzko(cid:286)ci. Karczmarzowi rozja(cid:286)niło si(cid:266) wreszcie we łbie i poj(cid:261)ł, czego (cid:298)(cid:261)da maj(cid:261)cy go uparcie za rycerza i kasztelana zamku Źon Kichot. Postanowiwszy ci(cid:261)gn(cid:261)ć zabaw(cid:266), szczwany lis skłonił si(cid:266) z najwi(cid:266)ksz(cid:261) gracj(cid:261), na jak(cid:261) stać go było, i oznajmił, (cid:298)e z rozkosz(cid:261) uczyni zado(cid:286)ć m(cid:266)(cid:298)nej ch(cid:266)ci przybysza. Źon Kichot odetchn(cid:261)ł z ulg(cid:261) i nie bez trudu podniósł si(cid:266) z kl(cid:266)czek, podczas kiedy karczmarz z coraz wi(cid:266)kszym zapałem obiecywał, (cid:298)e rankiem odprawi nale(cid:298)ne ceremonie i pasuje go na rycerza, którym jest ju(cid:298), oczywi(cid:286)cie, i w tej chwili, gdy rozmawiaj(cid:261) ze sob(cid:261), niechaj wszak(cid:298)e rytuał pozostanie rytuałem, (cid:298)eby nikt nigdy nie mógł Źon Kichotowi zarzucić, jakoby czegokolwiek zaniedbał. Kaplicy wprawdzie do medytacji bezsennych zdatnej nie ma teraz na zamku, star(cid:261) bowiem zburzono, by now(cid:261) na jej miejscu wystawić, czego jeszcze z kolei nie uczyniono, zbrojnie czuwać wszak(cid:298)e mo(cid:298)na i na dziedzi(cid:276)cu zamkowym. 9 Źon Kichot, zgadzaj(cid:261)c si(cid:266) we wszystkim z wymownym karczmarzem, powa(cid:298)nie kiwał dług(cid:261) głow(cid:261), wci(cid:261)(cid:298) w (cid:298)elastwo odzian(cid:261), i błogo wzdychał na my(cid:286)l o maj(cid:261)cej nast(cid:261)pić za kilka godzin wielkiej chwili pasowania. – I ja w obronie wdów i sierot walczyłem jak tygrys – coraz bardziej zap(cid:266)dzał si(cid:266) stary hultaj – a(cid:298) po wielu wspaniałych czynach osiadłem tu na swym zamku, by go(cid:286)cinno(cid:286)ć okazywać wszystkim bł(cid:266)dnym rycerzom, z samej do nich sympatii, oni za(cid:286) z samej do mnie sympatii, wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci(cid:261) wspartej, dziel(cid:261) si(cid:266) ze mn(cid:261) wszystkim, co posiadaj(cid:261). Wy, panie – zainteresował si(cid:266) w tym miejscu – du(cid:298)o macie pieni(cid:266)dzy? Źon Kichot odparł, (cid:298)e ani grosika, nigdy bowiem nie było mowy w (cid:298)adnej z ksi(cid:261)g rycerskich, by rycerzom potrzebne były pieni(cid:261)dze. – Ksi(cid:266)gi nie wspominaj(cid:261) o tym, co si(cid:266) samo przez si(cid:266) rozumie – wyja(cid:286)nił krzywi(cid:261)c si(cid:266), jakby go z(cid:266)by bolały, karczmarz. – Zapewniam jednak, (cid:298)e prawdziwy rycerz to ten, co ma pełn(cid:261) kies(cid:266) i bielizn(cid:266) na zmian(cid:266) w sakwach przytroczonych do ł(cid:266)ku, i apteczk(cid:266) polow(cid:261), i ró(cid:298)ne inne przydatne rzeczy, (cid:298)e pomin(cid:266) ju(cid:298) wo(cid:298)(cid:261)cego to wszystko giermka. Źon Kichot przyrzekł, (cid:298)e udaj(cid:261)c si(cid:266) w nast(cid:266)pn(cid:261) wypraw(cid:266) uwzgl(cid:266)dni te informacje, za które prawdziwie wdzi(cid:266)czny jest mo(cid:286)ci kasztelanowi. Tamtemu jednak nie rozja(cid:286)niła si(cid:266) mina i mrukliwo(cid:286)ć nagła go ogarn(cid:266)ła, a(cid:298) pomy(cid:286)lał Źon Kichot, (cid:298)e mo(cid:298)e niechc(cid:261)cy dotkn(cid:261)ł czym(cid:286) burgrabiego, lecz choć szczerze (cid:298)ałował takiego obrotu rzeczy, nie miał czasu na zastanawianie si(cid:266), które słówko zawierało mimowoln(cid:261) niedelikatno(cid:286)ć, trzeba bowiem było (cid:298)wawo przyst(cid:261)pić do zbrojnego czuwania i medytacji. Po(cid:286)rodku rozległego dziedzi(cid:276)ca, który mu wskazał gospodarz, widniała studnia, a przy niej drewniane koryto. Na tym korycie zło(cid:298)ył Źon Kichot napier(cid:286)nik swój i naplecznik, po czym z kopi(cid:261) w jednej dłoni i tarcz(cid:261) w drugiej przechadzać si(cid:266) j(cid:261)ł miarowym krokiem dokoła. Noc ju(cid:298) zapadła, ale ksi(cid:266)(cid:298)yc wzeszedł bardzo du(cid:298)y i jasny, wyra(cid:296)nie wi(cid:266)c widać było kr(cid:261)(cid:298)(cid:261)cego wokół koryta rycerzaś przypatrywali mu si(cid:266) te(cid:298) jak dziwowisku i mulnicy umorusani, i towarzysz(cid:261)ce im w drodze do Sewilli panienki, i zły czego(cid:286) gospodarz zajazdu. Naraz jeden z mulników przypomniał sobie, (cid:298)e nie napoił swoich mułów przed noc(cid:261). Chc(cid:261)c to naprawić, skierował si(cid:266) do koryta i si(cid:266)gn(cid:261)ł po le(cid:298)(cid:261)c(cid:261) na nim zbroj(cid:266) Źon Kichota. Ten na widok zuchwalca przerwał przechadzanie si(cid:266) i medytacje i rzekł podniesionym głosemŚ – Kimkolwiek jeste(cid:286), kawalerze, nie wa(cid:298) si(cid:266) dotykać mej zbroiĄ (cid:297)yciem zapłaci, kto nie usłucha wezwaniaĄ Mulnik nie zwracaj(cid:261)c uwagi na pogró(cid:298)k(cid:266) złapał za zbroj(cid:266) i odrzucił j(cid:261) o kilka kroków od koryta. A przecie(cid:298) Źon Kichot wcale nie (cid:298)artował, kiedy go ostrzegałĄ Teraz nie pozostawało mu nic innego, jak spełnić gro(cid:296)b(cid:266). Wyobra(cid:298)aj(cid:261)c sobie, (cid:298)e pani jego serca, Źulcynea z Toboso, przypatruje si(cid:266) z oddali zachowaniu swego zniewa(cid:298)onego wasala, bez namysłu odrzucił tarcz(cid:266) i obur(cid:261)cz ujmuj(cid:261)c kopi(cid:266) wymierzył ni(cid:261) zuchwalcowi cios w głow(cid:266). Mulnik run(cid:261)ł jak długi, a Źon Kichot z powrotem zło(cid:298)ył zbroj(cid:266) na korycie i spokojnie podj(cid:261)ł swoj(cid:261) przechadzk(cid:266), tudzie(cid:298) medytacje. Nie był to jednak koniec jego walk tej nocy w obronie honoru. Niebawem inny mulnik, którego nie było przy opisanym wydarzeniu, skierował si(cid:266) do koryta, by napoić swoje zwierz(cid:266)ta. Jak poprzedni, si(cid:266)gn(cid:261)ł po zawadzaj(cid:261)c(cid:261) w tej sytuacji zbroj(cid:266), a Źon Kichot, rezygnuj(cid:261)c tym razem z ostrze(cid:298)e(cid:276), jak poprzednikowi rozłupał mu kopi(cid:261) głow(cid:266). Uczynił si(cid:266) wielki rejwachŚ pozostali mulnicy, rozw(cid:286)cieczeni, zacz(cid:266)li obsypywać rycerza kamieniami, on za(cid:286), nie opuszczaj(cid:261)c stanowiska przy zbroi, kr(cid:266)cił si(cid:266) tylko w jednym miejscu, to przód, to tył, to boki zasłaniaj(cid:261)c tarcz(cid:261). A choć drugiego mulnika zranił był w milczeniu, teraz krzyczał wielkim głosem przeciwko zdradzie, która rozpanoszyła si(cid:266) w zamku i nie wzbrania bezecnej zgrai napastować z ukrycia bł(cid:266)dnego rycerza. Równie gło(cid:286)no darł si(cid:266) karczmarz, apeluj(cid:261)c do mulników, by dali spokój, bo walcz(cid:261) z obł(cid:261)kanym, takiego 10 za(cid:286), choćby wszystkich pozabijał, ka(cid:298)dy s(cid:261)d uniewinni. Najgło(cid:286)niej piszczały niecnotliwe panienki, ale nie wiadomo, czy za Źon Kichotem, czy przeciw niemu. Nie wiadomo równie(cid:298), czy mulników wystraszyły niezwykłe obelgi miotane przez rycerza, czy raczej przestrogi karczmarza, do(cid:286)ć (cid:298)e z widocznym l(cid:266)kiem zacz(cid:266)li si(cid:266) wycofywać i nawet z dalszej odległo(cid:286)ci zaniechali miotania kamieni na Źon Kichota. Ten szlachetnie zezwolił na wyniesienie obu rannych i podj(cid:261)ł, jak przedtem, zbrojne czuwanie oraz medytacje. Karczmarz wszak(cid:298)e miał i niebezpiecznych. igraszek, coraz bardziej krwawych ju(cid:298) najwidoczniej do(cid:286)ć tych – Ju(cid:298) czas, panie – powiedział, z cał(cid:261) ostro(cid:298)no(cid:286)ci(cid:261), by nie dostać znienacka w łeb, podchodz(cid:261)c do Źon Kichota – odbyć ceremoniał, którym wam przyrzekł. Naczuwali(cid:286)cie si(cid:266) i namedytowali do woli, choć troch(cid:266) wam w tym przeszkodzili nieobyci przejezdni, ale nie tak znów bardzo. Wi(cid:266)c jak, panie, chcecie być pasowani? – Niczego bardziej nie pragn(cid:266) – odrzekł Źon Kichot – skoro bowiem to nast(cid:261)pi, b(cid:266)d(cid:266) mógł naprawd(cid:266) policzyć si(cid:266) z ukrytymi w murach tego zamku wiarołomcami. Oszcz(cid:266)dz(cid:266), naturalnie, was, a tak(cid:298)e niewiasty i tych m(cid:266)(cid:298)ów, których mi polecicie. Karczmarz, nie wdaj(cid:261)c si(cid:266) w dyskusj(cid:266), przyniósł ogarek (cid:286)wiecy i ksi(cid:266)g(cid:266) buchalteryjn(cid:261), w której zwykł zapisywać obrok, na kredyt wydawany mulnikom. Wezwawszy do asysty znane nam ju(cid:298) panienki, rozkazał Źon Kichotowi ukl(cid:266)kn(cid:261)ć, co ten bez sprzeciwu uczynił. Stary obwie(cid:286), zagl(cid:261)daj(cid:261)c do ksi(cid:266)gi, wymamrotał co(cid:286) niezrozumiałego, po czym niespodziewanie waln(cid:261)ł Źon Kichota pi(cid:266)(cid:286)ci(cid:261) w kark i dalej mamrotał. Źon Kichot wzdrygn(cid:261)ł si(cid:266) od ciosu, ale przyj(cid:261)ł go równie posłusznie, jak posłusznie przed chwil(cid:261) ukl(cid:261)kł. Wtedy karczmarz wzi(cid:261)ł miecz Źon Kichota i płaz(cid:261) uderzył go w rami(cid:266), co było nie mniej bolesne od poprzedniego uderzenia pi(cid:266)(cid:286)ci(cid:261), ale rycerz znowu przyj(cid:261)ł pokornie, co go spotykało, jako nale(cid:298)(cid:261)ce do rytuału. Karczmarz wr(cid:266)czył miecz jednej z panienek, aby przypasała go rycerzowi, co te(cid:298) uczyniła, powstrzymuj(cid:261)c (cid:286)miech, a Źon Kichot powa(cid:298)ny ani si(cid:266) domy(cid:286)lił, ile j(cid:261) to kosztuje. Karczmarz, zagl(cid:261)daj(cid:261)c do ksi(cid:266)gi, cały czas mamrotał, tak szybko i niewyra(cid:296)nie, (cid:298)e tyłko kto(cid:286) o wybitnym słuchu i niezwykle skupionej uwadze odró(cid:298)niłby słowaŚ „ćwierć i jeszcze pół ćwierci i ćwierci ćwierć i ponadto ćwierć”. Tak dokonała si(cid:266) owa ceremonia pasowania Źon Kichota na rycerza, a ledwie si(cid:266) dokonała, poczuł nasz bohater, jak wst(cid:266)puj(cid:261) we(cid:276) nowe siły, po(cid:286)piesznie wi(cid:266)c wdział na siebie brakuj(cid:261)ce cz(cid:266)(cid:286)ci zbroi, okulbaczył Rosynanta, u(cid:286)ciskał gospodarza, mówi(cid:261)cŚ „nigdy nie zapomn(cid:266) waszmo(cid:286)ci tej rycerskiej przysługi”, skłonił si(cid:266) dwornie pannom lekkich obyczajów i wsadził nog(cid:266) w strzemi(cid:266), dodaj(cid:261)cŚ „niech Opatrzno(cid:286)ć sprzyja temu go(cid:286)cinnemu zamczysku”. Karczmarz, syty ju(cid:298) i zabaw, i obaw, wybawienia tylko pragn(cid:261)ł od Źonkichotowej fantazji, odpowiedział przeto równie uprzejmie i skłonił si(cid:266) równie dwornie, i z po(cid:286)piechem równym temu, z jakim Źon Kichot zebrał si(cid:266) do drogi, rozwarł mu wrota zajazdu. Źługo jeszcze spogl(cid:261)dał w (cid:286)lad za odje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)cym, niespokojny, czy aby tamtemu nie przyjdzie do głowy zawrócić. Nie za(cid:298)(cid:261)dał nawet zapłaty za wieczerz(cid:266), nocleg i pasowanie, szcz(cid:266)(cid:286)liwy, (cid:298)e pozbył si(cid:266) wreszcie dziwacznego go(cid:286)cia. Ani pomy(cid:286)lał te(cid:298), ani po(cid:298)ałował, (cid:298)e gin(cid:261)c z oczu Źon Kichotowi, sam przemienia si(cid:266) z powrotem z zacnego kasztelana w starego obwiesia, jakim jest naprawd(cid:266), zamczysko, w którym go(cid:286)cił był rycerza – w karczm(cid:266) plugaw(cid:261), kompania za(cid:286), która zatrzymała si(cid:266) tu na nocleg – w umorusanych mulników i towarzysz(cid:261)ce im w drodze do Sewilli panny lekkich obyczajów, te(cid:298) nie całkiem domyte. 11 Rozdział pi(cid:261)ty, w którym Don Kichot po raz pierwszy staje w obronie krzywdzonego i co z tego wynika Jechał nasz rycerz drog(cid:261), a(cid:298) zajechał do lasu (cid:286)rednio g(cid:266)stego, a w tym lesie najpierw d(cid:296)wi(cid:266)ki jakie(cid:286) dobiegły go niezbyt zrozumiałe, nast(cid:266)pnie za(cid:286) obraz przedstawił si(cid:266) jego oczom, niestety czy na szcz(cid:266)(cid:286)cie daj(cid:261)cy si(cid:266) zrozumieć bez trudu. Był to obraz krzywdziciela i krzywdzonego. Krzywdzonym był drobny chłopiec, półnagi i przywi(cid:261)zany do drzewa, krzywdzicielem – rosłe chłopisko z batem w r(cid:266)ku. Tym to batem drab okładał j(cid:266)cz(cid:261)cego chłopca, dogaduj(cid:261)c przy tymŚ – A masz, nicponiuĄ I jeszcze raz masz, (cid:298)eby(cid:286) wiedziałĄ Teraz masz, (cid:298)eby(cid:286) zapami(cid:266)tałĄ A – Oj, wybaczcie, mój panie gospodarzuĄ – szlochał chłopiec. – Ju(cid:298) wiem, ju(cid:298) mam, ju(cid:298) masz, a maszĄ pami(cid:266)tam, ju(cid:298) nigdy nie b(cid:266)d(cid:266)Ą – Źo(cid:286)ć tegoĄ–zawołał zatrzymuj(cid:261)c si(cid:266) oburzony Źon Kichot. –Nie godzi si(cid:266) zn(cid:266)cać nad bezbronnymĄ Źosi(cid:261)d(cid:296) konia i ze mn(cid:261) si(cid:266) zmierz, ty tchórzuĄ Chłop zaprzestał swej okrutnej czynno(cid:286)ci i wyja(cid:286)nił z cał(cid:261) pokor(cid:261)Ś – Panie rycerzu, ten ladaco to mój pastuch niedbały, któremu co dzie(cid:276) ginie jedna owieczka. Kiedy za(cid:286) go karc(cid:266), ł(cid:298)e, nicpo(cid:276), (cid:298)e czyni(cid:266) to, by nie płacić mu nale(cid:298)no(cid:286)ci. – W mojej przytomno(cid:286)ci zadajesz kłam niewinnemu? – jeszcze bardziej oburzył si(cid:266) Źon Kichot. – Odwi(cid:261)(cid:298) go natychmiast i zapłać, co(cid:286) winienś je(cid:298)eli nie, przebij(cid:266) ci(cid:266) kopi(cid:261) na wylot. – Odwi(cid:261)zuj(cid:266), ju(cid:298) odwi(cid:261)zuj(cid:266). Ale(cid:298) waszmo(cid:286)ć pr(cid:266)dki – poskar(cid:298)ył si(cid:266) wie(cid:286)niak i skwapliwie j(cid:261)ł targać sznury. chłopak. kiedy chorzał? – Ile ci jest winien, mów, chłopcze, (cid:286)miało – zwrócił si(cid:266) Źon Kichot do krzywdzonego. – Za dziewi(cid:266)ć miesi(cid:266)cy, panie rycerzu, po siedem reali ka(cid:298)dy – odparł, nie oci(cid:261)gaj(cid:261)c si(cid:266), – To wynosi sze(cid:286)ćdziesi(cid:261)t trzy reale. Nu(cid:298)e, człowiecze, potrz(cid:261)(cid:286)nij kies(cid:261), je(cid:286)li ci (cid:298)ycie miłeĄ – A trzy pary chodaków, którem mu sprawił? – zaprotestował chłop. – A puszczanie krwi, – To ju(cid:298) skwitowane chłost(cid:261) – wyja(cid:286)nił Źon Kichot. – Je(cid:286)li on zdarł chodaki, ty zdarłe(cid:286) mu skór(cid:266) z grzbietu, a je(cid:286)li cyrulik puszczał mu krew, gdy był chory, ty pu(cid:286)ciłe(cid:286), gdy był zdrów. Kwita. 12 – Bieda tylko – westchn(cid:261)ł chłop, nie targuj(cid:261)c si(cid:266) ju(cid:298) o sum(cid:266) – (cid:298)e nie mam przy sobie tej kiesy do potrz(cid:261)sania. Niechby poszedł ze mn(cid:261) do domu, a wypłac(cid:266) mu wszystko co do grosika. – Nie pójd(cid:266)Ą – wrzasn(cid:261)ł chłopiec. – Obłupi mnie w domu ze skóryĄ – Wszak nie zrobi tego – powiedział Źon Kichot – skoro przysi(cid:266)gnie na prawo rycerskie, (cid:298)e usłucha mego rozkazu. – Przysi(cid:266)gam – uderzył si(cid:266) w piersi chłop – na wszystkie prawa rycerskie, jakie s(cid:261) i jakich nie ma na (cid:286)wiecie, (cid:298)e wypłac(cid:266) mu wedle zasług. – No widzisz – ucieszył si(cid:266) Źon Kichot. –Ale bacz, człowiecze – zwrócił si(cid:266) surowo do krzywdziciela – (cid:298)e je(cid:286)li nie spełnisz, co(cid:286) poprzysi(cid:261)gł, wróc(cid:266), aby odszukać ci(cid:266) i ukarać. Wiesz, kto ci rozkazuje? – Wiem, (cid:298)e wielki rycerz. – Usłysz wi(cid:266)c moje imi(cid:266). Jam Źon Kichot z La Manczy, m(cid:286)ciciel wszelkich krzywd i bezprawia. A teraz obydwaj zosta(cid:276)cie z BogiemĄ Co rzekłszy, Źon Kichot spi(cid:261)ł konia i zawrócił ku drodze. Serce przepełniała mu słodka duma i rado(cid:286)ć, (cid:298)e obronił krzywdzonego przed krzywdzicielem. Usłyszał jeszcze, oddalaj(cid:261)c si(cid:266), okrzyk chłopcaŚ – Źzi(cid:266)ki za wstawiennictwo, szlachetny panie rycerzuĄ Ale nie usłyszał ju(cid:298), jak chłop, kiedy tupot kopyt Rosynanta ucichł za lasem, odezwał si(cid:266) – Zbli(cid:298) si(cid:266), najmilszy, zapłac(cid:266) ci, com winien, jak obiecałem temu panu. – Je(cid:286)li mnie zwiedziecie – przypomniał chłopiec – on powróci i zada wam bobu. – Nie zwiod(cid:266) ci(cid:266), nie – przyrzekł chłop, podchodz(cid:261)c do chłopca i unosz(cid:261)c bat. – Masz za pierwszy miesi(cid:261)cĄ – wrzasn(cid:261)ł nagle, spuszczaj(cid:261)c bat na nagie plecy nieszcz(cid:266)(cid:286)nika. – Masz za drugiĄ Masz za trzeci miesi(cid:261)c słu(cid:298)by leniwejĄ – Oj, wystarczy, mój panie gospodarzuĄ – błagał, j(cid:266)cz(cid:261)c pastuszek.–Za reszt(cid:266) ju(cid:298) mi nie łagodnieŚ płaćcieĄ – Nie mo(cid:298)e być, (cid:298)ebym ci został dłu(cid:298)ny – upierał si(cid:266) chłop, okładaj(cid:261)c chłopca. – Źostaniesz wedle zasług. Za siódmy miesi(cid:261)cĄ Za ósmyĄ Za dziewi(cid:261)tyĄ A to – za nieproszonego obro(cid:276)c(cid:266)Ą Wołaj(cid:298)e teraz m(cid:286)ciciela krzywd, niech odbierze, czego ci nie dodałem... – Oj, panie rycerzu – j(cid:266)czał chłopiec – gdziekolwiek jeste(cid:286)cie, o jedno was błagamŚ choćby(cid:286)cie widzieli, (cid:298)e ćwiartuj(cid:261) mnie na kawałki, to nie bro(cid:276)cie, lecz pozostawcie mojej niedoli, bo nie mo(cid:298)e być gorsza od tej, jak(cid:261) wstawiennictwo wasze przynosi... I bodajbym ju(cid:298) (cid:298)adnego bł(cid:266)dnego rycerza w (cid:298)yciu nie spotkał... Biedny chłopiec – ale i biedny Źon KichotĄ Mimo wszystko lepiej, (cid:298)e nie słyszał tych gorzkich wyrzutów... Mo(cid:298)e by si(cid:266) zawahał przed spełnieniem powinno(cid:286)ci rycerskiej? To prawda, (cid:298)e wstawiennictwo za krzywdzonymi czasem powi(cid:266)ksza tylko ich niedol(cid:266) – czy(cid:298)by jednak pomniejszała j(cid:261) oboj(cid:266)tno(cid:286)ć przechodz(cid:261)cych obok i przymykanie na mijan(cid:261) krzywd(cid:266) oczu i uszu?... żdyby Źon Kichot w to uwierzył – i my wszyscy gdyby(cid:286)my uwierzyli za nim – resztka niezb(cid:266)dnej do (cid:298)ycia nadziei znikn(cid:266)łaby ze (cid:286)wiata, w którym tyle jest jeszcze przemocy, niesprawiedliwo(cid:286)ci i okrucie(cid:276)stwa. 13 Rozdział szósty, w którym Rosynant ma wpływ na drogi i upadki Don Kichota, a krewni i przyjaciele chc(cid:261) mieć wpływ jeszcze wi(cid:266)kszy Jechał dalej Źon Kichot i duma go rozpierała, (cid:298)e zaledwie pasowany na rycerza, ju(cid:298) zmierzył si(cid:266) z krzywd(cid:261), krzywdzonego obronił, krzywdziciela od krzywdzenia skutecznie odwiódł. Rozpami(cid:266)tuj(cid:261)c naj(cid:286)wie(cid:298)sz(cid:261) swoj(cid:261) przygod(cid:266), wznosił w duchu oczy do pi(cid:266)knej Źulcynei z Toboso i przemawiał do niejŚ „O, pani mego sercaĄ To twoja niewidzialna opieka aureol(cid:261) opromienia me kroki, mocy dodaje memu ramieniu i słowuĄ Wierzaj, szcz(cid:266)sna, (cid:298)e czyny Źon Kichota nie przynios(cid:261) ci ujmyĄ Jak noc(cid:261) rozp(cid:266)dziłem w zamczysku podł(cid:261) hałastr(cid:266), teraz za(cid:286) łotra, zn(cid:266)caj(cid:261)cego si(cid:266) nad chłopi(cid:266)ciem, zmusiłem do zaprzestania okrucie(cid:276)stw, tak nadal b(cid:266)d(cid:266) wiernie u(cid:298)ywał rycerskiego or(cid:266)(cid:298)a dla powi(cid:266)kszenia twej chwały i pogn(cid:266)bienia zła, gdziekolwiek je spotkamĄ” Tak przemawiaj(cid:261)c w duchu do Źulcynei, kawałek drogi ujechał – i oto dostrzegł jad(cid:261)cy z przeciwka orszak. Byli to kupcy z miasta Toledo, z pachołkami swymi i mulnikami udaj(cid:261)cy si(cid:266) do Murcji po jedwab. Ali(cid:286)ci Źon Kichot nie ujrzał w nich tych, kim naprawd(cid:266) byli, lecz hufiec rycerski, przeznaczony widać przez Opatrzno(cid:286)ć do zademonstrowania na nim przez wielbiciela Źulcynei pot(cid:266)gi jego miło(cid:286)ci. Je(cid:296)d(cid:296)cy nie uczynili wprawdzie nic złego, a przynajmniej nie było jawnych dowodów, (cid:298)eby uczynili, to jednak pal(cid:261)cemu si(cid:266) do walki rycerzowi nie przeszkadzało. Zast(cid:261)piwszy im drog(cid:266) z nastawion(cid:261) kopi(cid:261) zawołałŚ – Ani kroku dalejĄ Musicie przyznać, waleczni rycerze, i(cid:298) nie masz na całym (cid:286)wiecie pi(cid:266)kniejszej damy nad t(cid:266), której słu(cid:298)(cid:266), niezrównan(cid:261) Źulcyne(cid:266) z Toboso. Kupcy si(cid:266) zatrzymali i nawet w pierwszej chwili bodaj (cid:298)e l(cid:266)k ich obleciał, przyjrzawszy si(cid:266) jednak temu, który ich zaczepił, wyzbyli si(cid:266) chyba trwogi i raczej dla (cid:298)artu, ni(cid:298) dla rzeczywistej potrzeby, wdali si(cid:266) w dyskusj(cid:266). – Panie rycerzu – powiedział pierwszy kupiec – ch(cid:266)tnie to przyznamy, ale poka(cid:298)cie nam wprzódy pi(cid:266)kn(cid:261) pani(cid:261), o której mówicie, bo(cid:286)my nigdy jej nie widzieli. – To nie sztuka – sprzeciwił si(cid:266) Źon Kichot – przyznać oczywisto(cid:286)ć na własne oczy stwierdzon(cid:261). Rzecz w tym, by(cid:286)cie nie widz(cid:261)c przecudnej Źulcynei z Toboso, lecz dlatego, (cid:298)e ja tak mówi(cid:266), potwierdzili natychmiast, i(cid:298) nie ma nad ni(cid:261) pi(cid:266)kniejszej, i przysi(cid:266)gli zawsze 14 bronić tego twierdzenia. Je(cid:286)li za(cid:286) odmawiacie, wyzywam was po kolei do walki, jak prawo rycerskie ka(cid:298)e. Pokonani przeze mnie, nie b(cid:266)dziecie mogli dłu(cid:298)ej si(cid:266) wzdragać przed prawd(cid:261). – A mo(cid:298)e – zaproponował kupiec – poka(cid:298)ecie nam chocia(cid:298) konterfekt owej damy, niechby był maciupe(cid:276)ki jak ziarnko, byle(cid:286)my mieli na czym si(cid:266) oprzeć w s(cid:261)dzie, którego od nas (cid:298)(cid:261)dacie. Zreszt(cid:261) – dorzucił pojednawczo – dla przypodobania si(cid:266) wam, panie rycerzu, z pewno(cid:286)ci(cid:261) j(cid:261) pochwalimy, choćby jednym okiem krzywym, drugim kaprawym łypn(cid:266)ła na nas osoba z portretu. – O(cid:286)mieliłe(cid:286) si(cid:266) co(cid:286) takiego powiedzieć o najsłodszych oczach niezwykłej Źulcynei z Toboso? – zapałał gniewem Źon Kichot. – żi(cid:276), blu(cid:296)niercoĄ I wy wszyscy, ilu was jest, zapłacicie mi za t(cid:266) straszn(cid:261) zniewag(cid:266)Ą Co rzekłszy, natarł z furi(cid:261) na kupca, i zaprawd(cid:266), przebiłby go kopi(cid:261) na wylot, dowodz(cid:261)c w ten sposób niezbicie, i(cid:298) nie ma na (cid:286)wiecie damy pi(cid:266)kniejszej nad Źulcyne(cid:266) z Toboso, gdyby Rosynant nie potkn(cid:261)ł si(cid:266) na samym (cid:286)rodku drogi, wywracaj(cid:261)c si(cid:266) sam i zrzucaj(cid:261)c na tward(cid:261) ziemi(cid:266) je(cid:296)d(cid:296)ca. Źon Kichot usiłował si(cid:266) wygramolić z upadku, ale w ci(cid:266)(cid:298)kiej zbroi, z ostrogami, szyszakiem, kopi(cid:261) i tarcz(cid:261), nie było to wcale łatwe. Szamotał si(cid:266) bezsilnie, jak przewrócony (cid:298)ółw w pancerzu, wołaj(cid:261)cŚ – Nie triumfujcie, tchórzeĄ Nie wy(cid:286)cie mnie obalili, lecz ko(cid:276) mójĄ Czekajcie, a(cid:298) wstan(cid:266) i dam wam nauczk(cid:266)Ą Kupcy chcieli jechać dalej, nie zwa(cid:298)aj(cid:261)c na krzyki wysadzonego z siodła rycerza, ale jednemu z mulników mało tego było (tak ju(cid:298) si(cid:266) składało, (cid:298)e poganiacze mułów z zasady nie darzyli Źon Kichota sympati(cid:261)). Ów niegodziwiec zbli(cid:298)ył si(cid:266) do le(cid:298)(cid:261)cego, połamał mu kopi(cid:266), a nast(cid:266)pnie jej szcz(cid:261)tkami zacz(cid:261)ł nieszcz(cid:266)(cid:286)nika tak okładać, tak dokładać mu i przykładać, (cid:298)e ten mimo zbroi odczuł okładanie to, dokładanie i przykładanie z cał(cid:261) dokładno(cid:286)ci(cid:261). Nie skar(cid:298)ył si(cid:266) jednak na ból, lecz nadal gło(cid:286)no zniewa(cid:298)ał wrogich rycerzy, za jakich miał zaczepionych przez siebie kupców. Ci tymczasem, nie krwio(cid:298)erczy wcale, wzywali mulnika, (cid:298)eby dał spokój, ale ten usłuchał dopiero wtedy, gdy porz(cid:261)dnie si(cid:266) zm(cid:266)czył. Zostawiwszy Źon Kichota na ziemi, cały orszak ruszył wreszcie w sw(cid:261) drog(cid:266), on za(cid:286) wówczas znów si(cid:266) próbował podnie(cid:286)ć, taki jednak był obity i obolały wewn(cid:261)trz swej zbroi, (cid:298)e do czego nie był zdolny przed zemst(cid:261) mulnika, tym bardziej nie stał si(cid:266) zdolny teraz. Zaprzestał tedy płonnych wysiłków i le(cid:298)ał spokojnie, z lekka poj(cid:266)kuj(cid:261)c, bynajmniej jednak nie czuj(cid:261)c si(cid:266) nieszcz(cid:266)(cid:286)liwym, nikt go bowiem nie pokonał i zuchwałe m(cid:266)stwo jego w obronie i ku chwale pi(cid:266)knej Źulcynei z Toboso było niezaprzeczalne, jedynie niefortunnemu st(cid:261)pni(cid:266)ciu Rosynanta, który tymczasem wstał, odszedł o par(cid:266) kroków i skubał traw(cid:266) na zboczu drogi, zawdzi(cid:266)czał Źon Kichot swój upadek. Kiedy tak le(cid:298)ał, dla rozrywki i osłody przypominaj(cid:261)c sobie przeczytane historie i po trosze uto(cid:298)samiaj(cid:261)c si(cid:266) z ich bohaterami, jak na przykład z walecznym Baldwinem, którego porzucono rannego w górach, ocalony jednak został przez swego stryja, markiza z Mantui, kiedy wi(cid:266)c tak le(cid:298)ał czas jaki(cid:286), to w gor(cid:261)czce, to znów w omdleniu, znalazł go ów s(cid:261)siad, zesłany, o czym była mowa w rozdziale drugim, przez miłosiernego autora. Nie tylko przez niego jednak, lecz i przez tak(cid:261) okoliczno(cid:286)ć, (cid:298)e wczoraj jechał Źon Kichot w jedn(cid:261) stron(cid:266), a dzisiaj, po opuszczeniu zajazdu, w drug(cid:261), w obu przypadkach na Rosynanta si(cid:266) zdaj(cid:261)c, którego, jak to konia, najpierw bawiło oddalanie si(cid:266) od stajni, nast(cid:266)pnie za(cid:286) powrót do niej. W rezultacie znajdowali si(cid:266) obecnie bardzo blisko wsi rodzinnej, i dobry kmiotek z s(cid:261)siedztwa, który Źon Kichota znalazł, a którego ten nie poznał, bior(cid:261)c za markiza z Mantui, dobry ten kmiotek nie miał szczególnego kłopotu z odtransportowaniem rycerza do domu. Rozebrawszy ze szcz(cid:261)tków zbroi, podniósł go z ziemi i wsadził na swojego chłopskiego kłapoucha, po czym poprowadził za uzd(cid:266) kłapoucha i Rosynanta, a(cid:298) doprowadził do wrót Źonkichotowego domostwa, tam zsadził ostro(cid:298)nie i wprowadził we wrota... Pewnie pami(cid:266)tacie jeszcze okrzyki przej(cid:266)tej gospodyni i pieczołowito(cid:286)ć, z któr(cid:261) prowadziła swego pana po schodach do sypialni, obiecuj(cid:261)c, (cid:298)e bez wró(cid:298)ki Żurkandy uleczony 15 tutaj zostanie, byle słuchał (cid:298)yczliwych sobie i kochaj(cid:261)cych ludzi. Siostrzenica ju(cid:298) mu tymczasem po(cid:286)ciel przygotowała, ksi(cid:261)dz proboszcz i balwierz wioskowy, obecni akurat na miejscu wielcy przyjaciele Źon Kichota, poruszyli z dwóch stron poduszki, (cid:298)eby lepiej mu si(cid:266) le(cid:298)ało... Nie ulega w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, (cid:298)e wszyscy ci ludzie naprawd(cid:266) kochali Źon Kichota i byli mu (cid:298)yczliwi, s(cid:266)k w tym jedynie, (cid:298)e współczuj(cid:261)c jego ciału, wspólnie czuć nie potrafili z jego umysłem ani wspólnie czuwać z jego sumieniem. Tak obce i niepoj(cid:266)te im były jego fantazje, i(cid:298) za dobroczynn(cid:261) swoj(cid:261) wzgl(cid:266)dem niego powinno(cid:286)ć uwa(cid:298)ali wyp(cid:266)dzenie z głowy Źon Kichota rycerskich wyobra(cid:298)e(cid:276) i t(cid:266)sknot, by uczynić go n o r m a l n y m , takim jak oni sami, zjadaczem chleba. W i najprawdziwszej jego istocie, temu, co Źon Kichota Źon Kichotem czyniło, ale skoro tak – czy sprzyjali faktycznie Źon Kichotowi? jemu, nie sprzyjali najgł(cid:266)bszej ten sposób, sprzyjaj(cid:261)cy W nast(cid:266)pnym rozdziale dowiemy si(cid:266) niechybnie, co uczynili bliscy, aby Źon Kichota od Źon Kichota wyzwolić, Źon Kichota z Źon Kichota uleczyć, Źon Kichota w Źon Kichocie zniszczyć i zabić. 16 Rozdział siódmy, w którym pod oknem Don Kichota płonie stos Inkwizycji, ale rycerz, zmorzony pierwsz(cid:261) wypraw(cid:261), (cid:286)pi Kiedy Źon Kichot, opatrzony, umyty i nakarmiony rosołem z pasztecikiem, zasn(cid:261)ł mocnym snem w swoim ło(cid:298)u, jego blada siostrzenica wyrzekła cichym głosem, spuszczaj(cid:261)c oczyŚ – Wielebny ksi(cid:266)(cid:298)e proboszczu i wy, mo(cid:286)ci balwierzu, winn(cid:261) si(cid:266) czuj(cid:266), (cid:298)e nie doniosłam wam w por(cid:266) o szale(cid:276)stwie mego wujaszka. Mo(cid:298)e byliby(cid:286)cie spalili te heretyckie ksi(cid:261)(cid:298)ki i zaradzili nieszcz(cid:266)(cid:286)ciu, zanim doszło do tego, co tu widzicie. – Na całopalenie nigdy nie jest za pó(cid:296)no – uspokoił j(cid:261) proboszcz. – B(cid:261)d(cid:296) panna spokojna, dzie(cid:276) nie minie, a na stos po(cid:286)lemy kacerzyĄ Musicie wiedzieć, (cid:298)e w owych czasach zdarzało si(cid:266) w Hiszpanii palić na stosie nie tylko ksi(cid:261)(cid:298)ki, ale (cid:298)ywych ludzi, skazanych na to przez (cid:285)wi(cid:266)t(cid:261) Inkwizycj(cid:266), czyli bractwo duchowne, tropi(cid:261)ce (cid:286)wi(cid:266)tokradztwo, odst(cid:266)pstwo od wiary, obcowanie z diabłem i inne grzechy. Niestety, łatwiej było o co(cid:286) takiego człowieka oskar(cid:298)yć, ni(cid:298) oskar(cid:298)onemu dowie(cid:286)ć swej niewinno(cid:286)ci. Tak i teraz, gdy blada siostrzenica Źon Kichota oskar(cid:298)ała o herezj(cid:266), czyli obraz(cid:266) prawd religijnych zgromadzone w bibliotece wujaszka opowie(cid:286)ci rycerskie, có(cid:298) mogły biedne powiedzieć na sw(cid:261) obron(cid:266)? Trwo(cid:298)nie i błagalnie szeleszcz(cid:261)c kartkami, musiały poddać si(cid:266) wyrokowi, który zapadł bez uczciwego zbadania rzeczy. Rumiana gospodyni chy(cid:298)o rozpaliła na dworze wielkie ognisko, powiada za(cid:286) autor, cytuj(cid:261)c powiedzonko hiszpa(cid:276)skie, i(cid:298) zajmowała si(cid:266) tym z gorliwo(cid:286)ci(cid:261) takiej pracownicy, która wi(cid:266)ksz(cid:261) ma ochot(cid:266) palić ni(cid:298) tkać płótno, choćby nie wiem jak szerokie i cienkie. Znajdowało si(cid:266) to ognisko akurat na wprost okien komnaty bibliotecznej, do której wprowadzono inkwizytorów – proboszcza i balwierza. – Podawajcie mi tedy ksi(cid:266)gi – rzekł, rozgl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) proboszcz – jedn(cid:261) po drugiej. Zobaczymy, która na stos zasługuje. – WszystkieĄ – zawołała siostrzenica. – Wszystkie co do jednej, to pewneĄ Proboszcz i balwierz zbyt byli jednak ciekawi, (cid:298)eby zgodzili si(cid:266) palić ksi(cid:261)(cid:298)ki bez ogl(cid:261)dania. Balwierz j(cid:261)ł si(cid:266)gać kolejno po oprawne foliały i podawać je ksi(cid:266)dzu po gło(cid:286)nym odczytaniu ka(cid:298)dego tytułuś wtedy dopiero ksi(cid:261)dz ogłaszał wyrok i wykonywał go, nie zwlekaj(cid:261)c. – „Wielkie czyny źsplandiana” – obwie(cid:286)cił balwierz. 17 – żi(cid:276), wszetecznicoĄ – wykrzykn(cid:261)ł proboszcz, przez otwarte okno ciskaj(cid:261)c ksi(cid:266)g(cid:266) na stos. Sypn(cid:266)ły iskry, „Wielkie czyny źsplandiana” zaj(cid:266)ły si(cid:266) odpowiednio te(cid:298) wielkim płomieniem. – „Żlorismarte z Hirkanii”. – Nie zasługuje na łask(cid:266)Ą I „Żlorismarte” pow(cid:266)drował za „źsplandianem”. – „Rycerz Platir”. – Za innymi niech idzie (cid:298)wawoĄ – Tak, dobrodzieju, tak – dogadywała zadowolona gospodyni – toć mówiłam, (cid:298)e wszystkim si(cid:266) stos nale(cid:298)y. – „Palmerin z Oliwy”. – I ta oliwa bynajmniej nie sprawiedliwa – niech spłonie, by ani kropli z niej nie zostało. Tak oto, kiedy Źon Kichot, przygodami zmorzony, spał w swym ło(cid:298)u pod baldachimem, proboszcz z balwierzem, w asy(cid:286)cie gospodyni rumianej i siostrzenicy bladej, nad ksi(cid:266)gozbiorem jego w wielkim po(cid:286)piechu inkwizycj(cid:266) sprawowali najsro(cid:298)sz(cid:261). Mo(cid:298)e i niedobre to ksi(cid:261)(cid:298)ki, mo(cid:298)e i banialuki opowiadały, z naiwno(cid:286)ci autorów lub – odwrotnie – licz(cid:261)c na czytelników naiwno(cid:286)ć, mo(cid:298)e nawet styl ich mocno szwankował, ale wyznam wam, (cid:298)e kiedy opisuj(cid:266) t(cid:266) scen(cid:266), opisuj(cid:261)c za(cid:286) widz(cid:266), jak karty ksi(cid:261)g w płomieniu si(cid:266) skr(cid:266)caj(cid:261) z sykiem (cid:298)ałosnym, raptem serce mi si(cid:266) (cid:286)ciska, jakbym obecny był przy paleniu ludzi na stosie, i chciałbym r(cid:266)k(cid:266) inkwizytora zatrzymać... – „Historia słynnego rycerza Tyranta Białego” – ogłosił balwierz. Proboszcz drgn(cid:261)ł. – Co, macie tam „Tyranta Białego”? – przepytał si(cid:266) podniecony. –Toć to powie(cid:286)ć, gdzie za młodu znajdowałem był kopalni(cid:266) rozkoszy, daj(cid:266) wam słowoĄ Pami(cid:266)tam jak dzi(cid:286), jest tam Źon Kyrieeleyson z Montalbanu, rycerz jakich mało, i brat jego, Tomasz z Montalbanu, walka słynnego Tyranta z brytanem i cesarzowa zakochana w giermku swym, Hipolicie. Styl jest przedni, daj(cid:266) słowo, kumie, we(cid:296)cie t(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) do domu i przeczytajcie, a sami si(cid:266) przekonacieĄ – Przeto ułaskawimy t(cid:266) ksi(cid:266)g(cid:266) – zgodził si(cid:266) balwierz. No, wi(cid:266)c jednakĄ Odetchn(cid:261)łem na chwil(cid:266) i wy chyba ze mn(cid:261). Ale odło(cid:298)ywszy na bok „Histori(cid:266) słynnego rycerza Tyranta Białego”, inkwizytorzy si(cid:266)gn(cid:266)li po nast(cid:266)pne dzieła i te rzadko ju(cid:298) znajdowały w ich oczach łask(cid:266), traf bowiem chciał, (cid:298)e rzadko któr(cid:261) czytali za młodu, by móc teraz z rozrzewnieniem wspominać. Z gór(cid:261) sto ksi(cid:261)(cid:298)ek, proz(cid:261) i wierszem pisanych, poszło na stos, par(cid:266) za(cid:286) zaledwie uniosło głow(cid:266) z tej rzezi i uniesione zostało na plebani(cid:266) lub do domu balwierza, by słu(cid:298)yć wyj(cid:261)tkowym literackim uniesieniom niszczycieli ksi(cid:261)(cid:298)ek. Nie sko(cid:276)czyło si(cid:266) na tym złowrogim ogniuŚ sama komnata biblioteczna, choć ju(cid:298) pusta, zdawała im si(cid:266) miejscem zbyt straszliwych pokus dla Źon Kichota, rankiem tedy, podczas gdy rycerz spał ci(cid:261)gle, sprowadzili robotników, a ci pod nadzorem gospodyni rumianej i siostrzenicy bladej (cid:298)wawo zamurowali i zatynkowali
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Niezwykłe przygody Don Kichota z la Manchy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: