Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00519 007502 11263483 na godz. na dobę w sumie
Niezwykłe przygody przedszkolaków - ebook/pdf
Niezwykłe przygody przedszkolaków - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-1171-10 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> dla dzieci
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Niezwykłe przygody przedszkolaków - to zbiór krótkich opowiadań dla dzieci i rodziców, składający się z trzech odrębnych historii dzieci z różnych przedeszkoli.
Historii z życia, chwilami wesołych, chwilami smutnych. Wszystkie na szczęście kończą się radośnie. Uczą dzieci przyjaźni, miłości do zwierząt, cierpliwości w dążeniu, i wiary w spełnianie marzeń.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Halina Krüsch Czopowik Niezwykłe przygody przedszkolaków © Copyright by Halina Krüsch Czopowik Projekt okładki Beata Barbedet ISBN 978-83-272-1171-10 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. Niezwykłe przygody przedszkolaków - to zbiór krótkich opowiadań dla dzieci i rodziców, składający się z trzech odrębnych historii dzieci z różnych przedszkoli. Historii z życia, chwilami wesołych, chwilami smutnych. Wszystkie na szczęście kończą się radośnie. Uczą dzieci przyjaźni, miłości do zwierząt, cierpliwości w dążeniu, i wiary w spełnianie marzeń. Spis opowiadań: 1. Przyjaciółki to my 2. Urodziny Jacusia 3. Gdzie jesteś Burek? Fragment opowiadania - Popatrz, popatrz mamusiu, karetka pogotowia wjeżdża na naszą ulicę! - głośno zawołała przejęta i nieco przerażona Fela, łapiąc swoją mamę za rękę, i kurczowo się jej trzymając. - Widzę, Felusiu. Ktoś ma dzisiaj smutny dzień, pewnie się rozchorował - powiedziała mama Feli. Fela wybrała się z mamą odwiedzić swoją koleżankę Patrycję, która mieszkała dwie ulice dalej. Taki miały zwyczaj, że w każdą sobotę, albo Fela odwiedzała Patrycję, albo Patrycja Felę. I chociaż przez cały tydzień były razem w przedszkolu, i nieraz nawet po przedszkolu, nigdy nie miały siebie dosyć. Obydwie bardzo lubiły soboty, bo mogły się dłużej razem pobawić. A nieraz zdarzało się nawet tak, że w sobotę razem z rodzicami wyjeżdżały gdzieś za miasto. Ich mamy też lubiły soboty, i w tych dniach, też bardzo chętnie się spotykały. One również były przyjaciółkami od przedszkola. Zawsze też razem się trzymały - przez wszystkie lata. Razem chodziły do szkoły. Razem studiowały. I razem też pracowały, jako nauczycielki w tej samej szkole. Fela dochodziła z mamą do domu Patrycji. I nagle obie naraz z trwogą stwierdziły, że karetka pogotowia stoi właśnie pod Patrycji domem. Zaczęły biec. I kiedy dobiegały już do furtki przy ogrodzeniu, zauważyły, że dwaj sanitariusze wynoszą kogoś z domu. Obydwie wystraszyły się okropnie i wbiegły momentalnie przez furtkę do ogrodu. Wtedy zobaczyły, że na noszach leży Patrycja i płacze. Fela puściła mamy rękę i szybko doskoczyła do przyjaciółki. - Pati kochana, co ci się stało? - spytała się wystraszona i również się rozpłakała. - Upadłam ze schodów w piwnicy i chyba się połamałam - odpowiedziała Patrycja, łkając z płaczu. - Cichutko kochana, zaraz przestanie ciebie boleć - uspakajającym tonem powiedziała Patrycji mama, która nagle razem z mężem wybiegła zza drzwi wyjściowych domu. - Widzicie, co się stało? Biedna Pati. Wracajcie do domu, bo my jedziemy razem z Pati do szpitala. Jak tylko coś będziemy wiedzieli, to zaraz zadzwonimy i damy wam znać. - Nie płacz Pati! Zaraz pan doktor ci pomoże i będziesz zdrowa. I jak wrócisz ze szpitala, to ja zaraz do ciebie przyjdę i… będziemy się bawić - płaczliwym głosem wołała Fela za oddalającą się na noszach Pati. Kiedy Fela z mamą wróciła już do domu, to cały czas siedziała przy oknie i wyglądała na ulicę, albo odwracała główkę i wpatrywała się w aparat telefoniczny. Była bardzo smutna. Żal jej było Pati. Mama próbowała Felę pocieszyć i mówiła, że wszystko z Pati będzie dobrze, że tylko pan doktor zbada ją w szpitalu i na pewno pozwoli jej wrócić do domu. Obiecała jej nawet, że zaraz jak tylko Pati wróci, pójdą do niej, i to bez względu na porę. Było już pod wieczór, kiedy mama Pati zadzwoniła i powiedziała, że niestety Pati musi zostać przez cały weekend w szpitalu na obserwacji. Chociaż pan doktor na szczęście stwierdził tylko złamanie nogi, ale że Pati uderzyła się również w główkę, obserwacja jest niezbędna. Ale jak się okaże, że wszystko jest w porządku, to Pati z nogą w gipsie wróci do domu w poniedziałek. - Mamusiu, idziemy! - zawołała Fela, gdy tylko jej mama odłożyła słuchawkę telefonu. - Ależ Felusiu, Pati musiała zostać w szpitalu. I już jest bardzo późno - powiedziała mama. - Mamusiu, to nic, że późno. Obiecałaś! Ja muszę do Pati. Ona na pewno tam płacze. Ja muszę do Pati… - wołała Fela, coraz bardziej zalewając się łzami. Co było robić? Mama Feli w końcu się zgodziła. Ale zaznaczyła, że tylko na chwilkę. Zadzwoniła do mamy Pati i przedstawiła jej jak sprawa wygląda. Wyszło więc na to, że wszyscy razem pojechali do szpitala. Bo rodzice Pati i tak tam się wybierali, musieli tylko spakować jeszcze parę rzeczy dla Pati. Po godzinie wszyscy razem wysiadali już z samochodu pod szpitalem. Fela bardzo bała się szpitala. Dlatego mocno złapała mamę za rękę, a potem drugą rączką jeszcze i mamę Pati chwyciła za rękę. I tak udały się na oddział Ortopedii Dziecięcej, gdzie w jednej z sal leżała Patrycja. Fela była coraz bardziej zdenerwowana. I kiedy stanęli już wszyscy razem pod drzwiami sali 106, Fela poczuła, że nawet kolana jej drżą. Obydwie mamy jednocześnie mocno ścisnęły ją za rączki i kazały jej się nie bać. Tato Pati otworzył drzwi do sali. No i weszli. - Jak się cieszę, że jesteście! Że wszyscy jesteście! - zawołała uśmiechnięta Pati na widok wchodzących. - A co, ciebie już nie boli? - spytała od razu Fela, widząc uśmiechniętą koleżankę, leżącą na wysokim szpitalnym łóżku. - Tylko troszeczkę boli. Ale na wasz widok przestało boleć - odpowiedziała Pati, wyciągając ręce, by wszystkich przywitać. - Dzielna jesteś córeczko - stwierdził tato Patrycji. - Widzisz Felciu, jaki ładny mam bucik? Dotknij, jaki twardy - zawołała uradowana Pati. - A kolor sama sobie taki wybrałam. Pan doktor założył mi biały gips i potem się mnie spytał, jaki kolor bandażu mi się bardziej podoba, bo wiesz, on miał dwa kolory do wyboru: różowy i niebieski. Więc ja wybrałam różowy. No i pani pielęgniarka założyła mi taki właśnie… Co, podoba ci się? - Fajny! - stwierdziła Fela i delikatnie popukała paluszkiem po Pati gipsowym buciku. - A nie boli już? No powiedz mi, moja kochana Patusiu. - Już nie, bo pan doktor zrobił mi dwa zastrzyki. A wiesz, jak pan doktor mi robił te zastrzyki, to ja wcale nie płakałam, bo pan doktor powiedział, że za małą chwileczkę zastrzyki zaczną działać i nie będę już czuła bólu. Więc ja bardzo się ucieszyłam i dzielnie czekałam, aż ból minie. Bo wiesz Felciu, ta nóżka bardzo mnie bolała przedtem. Ale już nie boli. A pani pielęgniarka, jak mnie tu do sali przywiozła, na takim fajnym wózeczku, to powiedziała, że jak będę czegoś potrzebowała, albo gdy będzie mnie coś bolało, to mam tutaj, o, widzisz, na ten nazywają się te promienie guziczek przycisnąć, to ona usłyszy taki sygnał i zaraz do mnie przyjdzie, i zaraz mi pomoże. No to ja przestałam się już bać, bo przedtem, to ja się bardzo bałam. A najbardziej tej maszyny, co to robiła zdjęcie mojej nogi. Bo w tym pokoju, gdzie była ta maszyna, to było całkiem ciemno i sama musiałam tam zostać. Bez mamusi i bez tatusia. Bo pan doktor powiedział, że tak musi być, bo ta maszyna wysyła takie promienie, które tak jakoś śmiesznie się nazywają… - Rentgenowskie… promieniami rentgenowskimi. - Tato Patrycji wszedł jej w słowo i zabrał się za tłumaczenie Feli działania promieni. - Bo wiesz Felu, w tym pokoju był taki specjalny aparat, który wytwarza właśnie te promienie rentgenowskie, a one prześwietlają dokładnie ciało i pozwalają zrobić zdjęcie złamanej kości. Gdyż lekarz musi dokładnie wiedzieć, w którym miejscu ona jest złamana, żeby móc odpowiednio założyć gips, aby złamana kość szybko się z powrotem zrosła… - No właśnie…! Żebym znów mogła biegać i chodzić do przedszkola. - Tym razem Patrycja przerwała tatusiowi i zaczęła dalej z przejęciem opowiadać: - Bo pan doktor powiedział, że moja nóżka musi być usztywniona gipsem, bo inaczej, to by się krzywo zrosła i zawsze już bym krzywo biegała. A ja nie chcę krzywo biegać, więc muszę tak długo nosić gips, dopóki pan doktor nie powie, że już wystarczy. Ale to trochę potrwa…ale ja wytrzymam! Muszę! Prawda mamusiu, że wytrzymam? - Ależ oczywiście córeczko, że wytrzymasz - zapewniła mama Pati. - Ty jesteś dzielną dziewczynką. Jestem dumna z ciebie. - Ja też cię podziwiam Pati - powiedziała mama Feli. - Ojej, Pati, jaka ty jesteś odważna! - zawołała Fela i zadumała się. Po chwili odezwała się znów: - Ja to bym się chyba bała tej maszyny, czy jakiegoś tam… tego, no, aparatu. Bo jak to tak? Być z nim w ciemnym pokoju, i to jeszcze bez mamusi i tatusia? Dlaczego? Ja chyba bym strasznie beczała. - Pan doktor mi mówił dlaczego - powiedziała Pati w zadumie. - I potem pani pielęgniarka też mi mówiła, ale ja zapomniałam dlaczego. Tatuś ty wiesz? Tak? To powiedz Feli. - No bo ten aparat rentgenowski jest bardzo czuły, a wytworzone przez niego promienie nie mogą być rozproszone przez inne światło. Promienie te muszą dokładnie dochodzić do chorego miejsca na ciele pacjenta, które w specjalny sposób wcześniej zaznacza i zabezpiecza pan doktor, albo pani pielęgniarka. Dlatego w tym pomieszczeniu musi być ciemno. Od tego też zależy wynik prześwietlenia i dokładność zrobionego przez aparat rentgenowski zdjęcia chorego miejsca… No więc, kiedy pani pielęgniarka już wszystko przygotowała, kazała się Pati położyć na takiej specjalnej leżance, a nam kazała wyjść z tego pomieszczenia. Sama też wyszła. Pati musiała zostać sama. Ale tak musiało być. A wiecie dlaczego? Nie wiecie, bo i skąd macie wiedzieć. No bo te promienie rentgenowskie, choć są niezbędne, by zrobić zdjęcie chorego miejsca, to też są szkodliwe. Dlatego dla własnego zdrowia, trzeba unikać zbędnego naświetlania się tymi promieniami. Pamiętasz Pati? Pani pielęgniarka przykryła twój brzuszek takim grubym… no, powiedzmy fartuchem, bo sam nie wiem jak się fachowo nazywa taki ochraniacz przed promieniowaniem. A to wszystko po to, by te promienie ci nie zaszkodziły, a tylko, by prześwietliły twoją nóżkę i utrwaliły na kliszy, w którym miejscu jest ona złamana. - Właśnie, właśnie… tak mi mówiła pani pielęgniarka - zawołała uradowana Pati, że sobie przypomniała, ale zaraz jej mina nieco zrzedła, bo w drzwiach stanęła pani pielęgniarka ze strzykawką w ręku. - Dobry wieczór dziewczynki! Dobry wieczór państwu! - z uśmiechem zawołała pani pielęgniarka i podeszła do łóżka Patrycji. - No, moja dzielna pacjentko, czas na zastrzyk. Po nim nic cię nie będzie bolało i będziesz spała całą nockę spokojnie. No co, chyba się nie boisz? - Nie, nie… no, chyba troszeczkę - odpowiedziała lekko wystraszona Pati. - Ale ja wytrzymam! Prawda mamusiu? - No pewne, że wytrzymasz. Jesteś przecież zuch-dziewczynka! - zapewniła Pati mama. - Pokaż Feli jak to się robi. - A właśnie, pokaż twojej siostrzyczce, jaka potrafisz być dzielna - miłym głosem powiedziała pani pielęgniarka. - To nie jest moja siostrzyczka, to jest moja przyjaciółka. Najlepsza przyjaciółka, proszę pani - wyjaśniła Pati drżącym głosem. - A więc nich twoja najlepsza przyjaciółka widzi, że ty, jej najlepsza przyjaciółka, nic a nic się nie boisz jakiś tam zastrzyków - powiedziała wesoło pani pielęgniarka. - Malutkie „pik” i po wszystkim… No widzisz, i już jest po wszystkim. Brawo Pati! - Już?! Ojej, jak to dobrze! - zawołała uradowana Pati, że ma już za sobą to „pik”. - Nic nie bolało, tylko troszeczkę zapiekło. Ale wytrzymałam dzielnie. Prawda mamusiu? - Prawda, córeczko - przyznała mama Pati z szerokim uśmiechem i pocałowała ją w policzek. - Widzisz Felu, jaką masz odważną przyjaciółkę? - Patuńka, ty to jesteś superowa przyjaciółka! - oznajmiła Fela i wdrapała się na Pati łóżko, by ją też pocałować. - Miłe dziewczynki - stwierdziła pani pielęgniarka, głaszcząc obydwie po główkach. Po czym zwróciła się do rodziców Pati. - A państwa proszę ze mną. Pan Ordynator ma życzenie z państwem porozmawiać. Kiedy rodzice Pati razem z pielęgniarką wyszli z sali, mama Feli postanowiła na chwileczką dziewczynki zostawić sobie porozmawiały po swojemu, i też wyszła. Łącznie - 18 stron same, aby
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Niezwykłe przygody przedszkolaków
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: