Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00674 009106 10440615 na godz. na dobę w sumie
Niki i Tesla. Laboratorium pod napięciem - ebook/pdf
Niki i Tesla. Laboratorium pod napięciem - ebook/pdf
Autor: , , , , , , , , , , , Liczba stron: 340
Wydawca: RM Język publikacji: polski
ISBN: 9788377738078 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Niki i Tesla to seria książeczek o sympatycznym rodzeństwie, które ma talent do eksperymentów naukowych i pakowania się w wielkie kłopoty!

Opuszczony dom na końcu ulicy. Tajemnicza dziewczyna w oknie na piętrze. Podejrzany czarny samochód podążający za bohaterami. Kiedy Niki i Tesla Holt zostają wysłani na wakacje do swojego ekscentrycznego wujka, nieoczekiwanie odkrywają, że w okolicy roi się od sekretów. Co tam się dzieje? Aby rozwiązać zagadkę (i ocalić skórę), rodzeństwo będzie musiało wykorzystać przedmioty codziennego użytku do stworzenia elektromagnesu, wyrzutni rakietowej i innych szalonych wynalazków – instrukcje ich budowy znajdziesz w książce, więc ty także możesz je zbudować!


Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

NIKI I TESLA LABORATORIUM POD NAPIĘCIEM NIKI I TESLA LABORATORIUM POD NAPIĘCIEM „SCIENCE BOB” PFLUGFELDER STEVE HOCKENSMITH ILUSTROWAŁ SCOTT GARRETT Niki i Tesla. Laboratorium pod napięciem „Science Bob” Pfl ugfelder, Steve Hockensmith Tłumaczenie: Michał Zacharzewski Original title: Nick and Tesla’s High-Voltage Danger Lab Text Copyright © 2013 by Quirk Productions, Inc. Illustrations by Scott Garrett All rights reserved. First published in English by Quirk Books, Philadelphia, Pennsylvania. This Book was negotiated through Livia Stoia, Livia Stoia Agency. Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved. Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl www.rm.com.pl Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich fi rm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód. ISBN 978-83-7773-646-3 ISBN 978-83-7773-805-4 (ePub) ISBN 978-83-7773-806-1 (mobi) ISBN 978-83-7773-807-8 (PDF) Redaktor prowadzący: Agnieszka Trzebska-Cwalina Redakcja: Anita Rejch Korekta: Małgorzata Podlewska, Składnica Literacka Nadzór grafi czny: Grażyna Jędrzejec Opracowanie grafi czne okładki wg oryginału: Maciej Jędrzejec Ilustracje: Scott Garrett Redakcja techniczna: Anna Nieporęcka Skład: Marcin Fabijański Druk i oprawa: Ofi cyna Wydawnicza READ ME – Drukarnia w Łodzi, Olechowska 83, (42) 649-33-91, druk@readme.pl, http://druk.readme.pl W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl UWAGA! Projekty opisane na stronach Niki i Tesla konstruują wykorzystują elektrycz- ność, substancje toksyczne i  łatwopalne, znajdujące się czasami pod ciśnie- niem, a  także ostre narzędzia. Zanim przystąpisz do  zabawy, poproś kogoś dorosłego o  dokładne prze studiowanie instrukcji. Niekiedy musisz poprosić o pomoc kogoś dorosłego także przy przygotowaniu opisanych projektów. Choć wierzymy, że są one bezpieczne i przyjazne dla rodziny, ostrzegamy, że wypadki chodzą po ludziach. Nikomu nie możemy zagwarantować bezpie- czeństwa. Dlatego właśnie autorzy i wydawcy nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody wynikające z  wykorzystywania, właściwego czy nie- właściwego, informacji zawartych w  tej książce. Pamiętaj, że istnienie szcze- gółowych instrukcji nie zwalnia cię z korzystania z rozumu! ROZDZIAŁ 1 Ktoś wsiadł do taksówki należą- cej do Joego Devlina. Mężczyzna odłożył gazetę na bok i  spojrzał w lusterko. –(cid:10)Dokąd… – zaczął. I znieruchomiał. Za jego plecami siedzieli chłopak i  dziewczyna o  bardzo smutnych, śmiertelnie poważnych twarzach. Wyglądali na jedenastolatków, gó ra dwunastolatków. Żadnych dorosłych nie dostrzegł. Dwoje dzieciaków wsiadających bez opiekuna do taksówki stojącej przed międzynarodowym lotni- skiem w San Francisco? Kłopoty. Joe czuł to w trzewiach. Chłopak spojrzał na list, który miał w dłoniach. –(cid:10)Aleja Chesterfi eld 5/13 – powiedział. Kiedy mówił, słychać było szelest papieru. Naj- wyraźniej drżały mu dłonie. –(cid:10)W miasteczku Half Moon Bay – dodała dziew- czyna pewnym siebie, stanowczym głosem. – Leży niedaleko stąd, prawda? Joe odwrócił się i spojrzał kątem oka na swoich przyszłych pasażerów. Wyglądali jak wszystkie inne dzieciaki – T-shirty, dżinsy, trampki – jednak wydawali się dziwnie spokojni i poważni w sposób, który nie pasował do ich wieku. Mieli ze sobą jedy- nie list, dwie małe, czarne walizki oraz po książce na głowę. Chłopiec trzymał tom zatytułowany Krótka histo- ria czasu. Dziewczynka miała Teorię robotyki stoso- wanej: Kinematyka, dynamika i kontrola. –(cid:10)Nie uciekliście z domu, prawda? – zapytał Joe. – Gdzie są wasi rodzice? –(cid:10)Nie uciekliśmy – odpowiedziała dziewczynka. – Nasi rodzice są… no… –(cid:10)Są w Uzbekistanie – dodał jej brat. Joe mrugnął. –(cid:10)W Uzbekistanie? – upewnił się. –(cid:10)Doglądają wzrostu soi – potwierdził chłopiec. I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 7 I N K –(cid:10)Choć tak naprawdę to nieco bardziej skompli- I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M kowane – wtrąciła jego siostra. –(cid:10)Och. Okeeej – westchnął taksówkarz. –(cid:10)Wysłali nas tu na lato. Do wujka – kontynuował chłopiec. – Miał pojawić się na lotnisku, ale się nie stawił. Joe patrzył przez chwilę na dzieciaki. Zastana- wiał się, czy im wierzyć. Choć nawet gdyby im wie- rzył, bez opieki oznaczali kłopoty. A  on nie lubił kłopotów. Dziewczynka wsunęła dłoń do kieszeni i  wycią- gnęła z niej zwitek banknotów. –(cid:10)Mamy dziewięćdziesiąt trzy dolary – poinfor- mowała go. Chłopiec też wsunął dłoń do kieszeni. –(cid:10)I pięćdziesiąt osiem centów – dodał po chwili. – Czy to wystarczy? –(cid:10)Całkowicie – powiedział Joe. Potem odwrócił się i  uruchomił silnik. Oraz ta ryfi kator. Joe nie lubił kłopotów. Za to lubił pieniądze. 8 Co jakiś czas Joe ukradkiem spoglądał na dzie- ci  w  lusterku. Dziewczynka obserwowała mijane I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 9 wzgórza północnej Kalifornii. Chłopiec bawił się srebrnym wisiorkiem w kształcie gwiazdki. –(cid:10)Przestań – powiedziała dziewczynka, kiedy to zauważyła. – Możesz ją zepsuć. –(cid:10)Ale co? Nawet nie wiemy, co to jest. –(cid:10)Ozdoba i tyle. Upominek od rodziców. –(cid:10)Od kiedy mama i tata rozdają upominki? Dziewczynka wzruszyła ramionami. Chłopiec znów zaczął się bawić gwiazdką. –(cid:10)W każdym razie – mruknął – ja nie noszę bi żuterii. Dziewczynka wróciła do gapienia się w okno. I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 10 Po paru chwilach sięgnęła po identyczny wisio- rek na swojej szyi i zaczęła go bezwiednie pocierać. Joe zauważył, że jakieś dziesięć metrów za nimi sunie duży, czarny SUV. Trzymał się ich już od kilku kilometrów. To prawdopodobnie przypadek, że – tak jak oni – skręcił z  lotniska w  101 Połu- dniową, a  potem 92 Zachodnią. Ale… Gdyby kło- poty potrafi ły prowadzić, pewnie zdecydowałyby się na dużego, czarnego SUV-a, prawda? Taksówkarz lekko przyspieszył. Joe korzystał z krętego zjazdu do Half Moon Bay co najmniej raz w tygodniu. Choć miasteczko było malutkie, leżało w idealnym miejscu – przycupnęło bowiem nad brzegiem oceanu, na skraju długiego pasa bujnego lasu porastającego okoliczne wzgórza. Od jakiegoś czasu żyło z turystyki, gdyż uchodziło za ciche, nieco zacofane, lecz na swój sposób uro- cze. No i nudne, choć turystom to najwyraźniej nie przeszkadzało. Aleja Chesterfi eld ciągnęła się wzdłuż przytul- nego osiedla położonego nieopodal wybrzeża. Dom o numerze 5/13 okazał się jednak zapyziały, z farbą odchodzącą od ścian i  popękanym podjazdem. Podwórko wydawało się bardziej porośnięte chwa- stami niż sąsiednie ogródki. Nawet skrzynkę na listy ktoś wgiął i podrapał z jednej strony. Kiedy taksówka Joego zwolniła i zatrzymała się przed budynkiem, po trawniku krążyła w  kółko kosiarka. Nikt jednak za nią nie dreptał. Wyglądało to tak, jakby trawę kosił jakiś duch. Mocny sznur łączył urządzenie z  palikiem wbi- tym pośrodku trawnika. Na jego szczycie znajdo- wał się sporych rozmiarów zwój. Kiedy kosiarka krążyła, sznurek odplątywał się, dając maszynie coraz więcej swobody. W  efekcie zataczała coraz większe kręgi. Najwyraźniej trawnik miał skosić się sam. –(cid:10)Super! – oceniła dziewczynka. –(cid:10)Aha – zgodził się chłopiec. Potem wskazał na palik. Im mocniej urządzenie ciągnęło za sznurek, tym bardziej przechylał się na bok. –(cid:10)Och! – westchnęła dziewczynka. Palik zadrżał i przewrócił się, a wówczas kosiarka zboczyła z  kursu i  ruszyła prosto do sąsiedniego ogródka. Przejechała przez zadbaną rabatkę, ude- rzyła w krasnala  ogrodowego, wbiła się w  niego i – wyjąc, strzelając oraz wypuszczając obłoki czar- nego dymu – w końcu stanęła w płomieniach. I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 11 I N K –(cid:10)No cóż – odezwała się dziewczynka. – Świetny I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M pomysł. –(cid:10)Sześćdziesiąt pięć dolarów – wtrącił Joe. Pasażerka odliczyła tę kwotę. –(cid:10)Pewnie powinniśmy dać ci napiwek? – zapytał chłopiec. –(cid:10)Nie ma takiej potrzeby – odpowiedział. Coś mu mówiło, że nie powinien zostawiać dzie- ciaków bez opieki przed rozpadającym się domem z płonącą kosiarką w sąsiednim ogrodzie. Ale zwy- ciężyła  chęć jak najszybszego oddalenia się od tego miejsca. Kiedy odjeżdżał, spojrzał jeszcze w  lusterko, by sprawdzić, co robią jego pasażerowie. Przyglądali się sznurkowi, klęcząc przy przewró- conym paliku. Wyglądali, jakby chcieli wbić go w ziemię, znaleźć kolejną kosiarkę i powtórzyć eks- peryment. Nieco dalej taksówkarz zauważył ten sam czarny SUV, który jechał za nimi na autostradzie! Za kie- rownicą siedziała jakaś mroczna postać. Kimkol- wiek była, z pewnością obserwowała dzieciaki. Trzewia Joego miały rację odnośnie tych dwojga. Oznaczali kłopoty. Dziwne kłopoty. 12 Kiedy taksówkarz się ulotnił (i to szybko), złożył sobie pewną obietnicę. Zamierzał jej dotrzymać następnym razem, gdy będzie zabierał pasażerów spod lotniska. Od tej pory przewożę tylko turystów w  średnim wieku. Tylko turyści w  średnim wieku. Turyści w średnim wieku… – mruczał pod nosem. Przynajmniej wiemy, że wujek Newt jest gdzieś w pobliżu – stwierdziła Tesla. –(cid:10)Skąd to wiemy? – zapytał jej brat Niki. Dziewczynka wskazała kosiarkę. –(cid:10)Jak sądzisz, kto ją uruchomił? –(cid:10)To niczego jeszcze nie dowodzi – zauważył chłopiec. – Skoro samodzielnie kosiła, mogła jesz- cze sama się uruchomić. –(cid:10)Racja. Poszukamy regulatora czasowego? Kosiarka już nie płonęła, lecz jej silnik wciąż skwierczał i tlił się niepokojąco. –(cid:10)Może później – zaproponował Niki. –(cid:10)Niech ci będzie… Tesla sięgnęła po walizkę i  ruszyła w  stronę domu. Pogodziła się już z  myślą, że to ona rządzi. Przecież była starsza od brata. Niki sięgnął po swój bagaż i  wdrapał się za nią na ganek. Dziewczynka wyciągnęła rękę w  stronę I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 13 I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 14 dzwonka. Zawył, kiedy jej dłoń znajdowała się dobrych kilkadziesiąt centymetrów od guzika. –(cid:10)Hej! – stwierdziła i rozejrzała się dookoła. Jej brat również zaczął patrzeć na boki. –(cid:10)Czujnik ruchu? – zapytał. –(cid:10)To możliwe. Tesla spojrzała na wycieraczkę, na której stała. Ktoś napisał na niej: „Jeśli jesteś harcerką sprze- dającą ciasteczka, to nie ma mnie w domu”. Dziew- czynka zauważyła też kabel ciągnący się od wycie- raczki do drzwi. Zeszła z niej, a potem znów na niej stanęła. Dzwonek zawył po raz kolejny. –(cid:10)Czujnik nacisku. Nieźle! – podsumował Niki. –(cid:10)Ano. Jeśli wujek Newt jest taki sprytny, to dla- czego nie przyjechał po nas na lotnisko? –(cid:10)Rodzice zawsze twierdzili, że jest trochę… nie- przytomny. Może po prostu zapomniał. –(cid:10)Zapomniał, że bratanica i  bratanek przyjeż- dżają do niego na wakacje? Niki z rezygnacją wzruszył ramionami. To lato zaczęło się dla nich naprawdę niecie- kawie. Minęły zaledwie dwa dni od zakończenia roku szkolnego, kiedy – bum! – ich wycieczka do Dis neylandu została odwołana. Rodzice naukowcy stwierdzili bowiem, że muszą jak najszybciej I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M wyjechać do środkowej Azji, żeby zbadać nowe, szokujące techniki irygacji upraw soi. W  efek- cie wysłali  swoje dzieci do żyjącego samotnie wujka, o  którym wszyscy z  rodziny mówili z  kpią- cym uśmiechem na twarzy lub wręcz wyraźnym niepokojem. No cóż, jak widać, te wakacje miały być… nie- zabawne. Tesla westchnęła. –(cid:10)Nie jesteśmy harcerkami sprzedającymi cia- steczka! – zawołała. Wciąż nikt nie wychodził im na powitanie. Dziewczynka dotknęła klamki. Drzwi nie były zamknięte na klucz i otworzyły się przed nią na oścież. –(cid:10)Jesteś pewna, że powinniśmy to zrobić? – zapy- tał Niki. –(cid:10)A dlaczego nie? – Tesla weszła do środka. – Teraz to jest nasz dom. Przynajmniej przez trzy naj- bliższe miesiące. –(cid:10)Ale co, jeśli… wujek Newt trzyma tu wściekłego, agresywnego psa? –(cid:10)Z pewnością zacząłby szczekać, gdyby usłyszał dzwonek. –(cid:10)Niby racja. Tesla zagłębiła się w  spowity w  ciemnościach dom. Jej brat na wszelki wypadek został na ganku. 15 I N K –(cid:10)Co do… Moje begonie! – usłyszał za sobą czyjś I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 16 głos. Spojrzał przez ramię. Niewielka, ale muskularna kobieta w  przepoco- nych ciuchach roboczych wyskoczyła z  wielkiego, błyszczącego samochodu stojącego na sąsiednim podjeździe. Patrzyła przerażona na zniszczoną rabatkę i wciąż dymiącą kosiarkę. Potem z  grymasem niezadowolenia spojrzała na dom wujka. Grymas ten nie zniknął z  jej twarzy, kiedy zauważyła wpatrującego się w  nią chłopca. Mało tego, jeszcze bardziej się wykrzywiła. Niki uśmiechnął się lekko, pomachał do niej, po  czym wszedł do środka. Starannie zamknął za sobą drzwi. –(cid:10)Łał! – zawołał, kiedy jego wzrok przyzwyczaił się do panującego wewnątrz mroku. Długi korytarz, który zobaczył przed sobą, był wypełniony starymi komputerami. Dostrzegł też teleskop, wykrywacz metalu podłączony do pary olbrzymich słuchawek, staromodny skafander do nurkowania wraz z  mosiężnym hełmem, wypcha- nego niedźwiedzia polarnego (prawdziwego, choć oczywiście martwego), piłę łańcuchową, coś, co wyglądało na miotacz płomieni (ale to raczej nie- możliwe, prawda?), pudełko z  napisem „trzymać w  lodówce”, kolejne z  napisem „tą stroną do góry” (oczywiście było odwrócone), a  także dość ory- ginalną choinkę ze świecącymi lampkami oraz z  ozdobami wykonanymi z  uszkodzonych zlewek i probówek. Pozbawione izolacji kable i  przewody sterczały z  niemal wszystkich kątów, a  dyplomów, patentów i  nagród za osiągnięcia naukowe (przyznanych Newtonowi Galileuszowi Holtowi, znanemu rów- nież jako wujek Newt) było tak wiele, że z trudem dało się dostrzec wolny kawałek ściany. Po lewej znajdował się pokój dzienny wypełniony taką ilością książek, że niektóre biblioteki mogłyby pozazdrościć. Stała tam również półprzezroczysta kanapa zrobiona z  nadmuchanych plastikowych torebek oraz szerokokątny telewizor podłączony wystrzępionymi kablami do niewielkiej trampoliny. Sufi t tuż nad nią był popękany, zupełnie jakby ktoś odbijał się nieco zbyt wysoko. Tuż obok, na podło- dze, leżał poobijany kask. Po prawej stronie znajdowała się jadalnia z taśmą transportową prowadzącą do kuchni, gazowy grill wbudowany w  stół oraz pasy i  zapięcia zwisające z sufi tu, pełniące funkcję krzeseł. Tesla głaskała właśnie łysego kotka, który stał na stole i w skupieniu zlizywał polewę z czekoladowego I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 17 I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 18 ciasta. Kiedy Niki podszedł nieco bliżej, zobaczył żółty lukrowy napis: WITAJCIE IKI I TESLO! Kot najwyraźniej zjadł już literkę N. –(cid:10)Więc wujek Newt nie zapomniał o  naszym przyjeździe – zauważył chłopiec. –(cid:10)Najwyraźniej nie – zgodziła się jego siostra. –(cid:10)To gdzie się podział? Tesla podrapała kota za jednym z  łysych uszek. Zwierzak wciąż lizał ciasto, ale teraz na dodatek mruczał. –(cid:10)Nie mam pojęcia – stwierdziła. – Może i  jego zjadł kot. Potem przechyliła głowę na bok. –(cid:10)Hej, słyszałeś to? – zapytała. Niki przechylił głowę w identyczny sposób, choć zastanawiał się, po co w ogóle ludzie tak robią. „Czy zmiana ułożenia ucha o  około trzydzieści stopni zwiększa zdolność wyłapywania cichych dźwię- ków?”, pomyślał, co pasowało do niego. Potem coś usłyszał. –(cid:10)Ktoś krzyczy – stwierdził. – Ale nie rozumiem słów. I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 19 I N K I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M Tesla przekrzywiła głowę jeszcze bardziej, po czym pochyliła się i  niemal przyłożyła ucho do podłogi. Niki poszedł w jej ślady. Jego siostra bez słowa wyszła z jadalni i – wciąż pochylona – zatrzymała się dopiero w kuchni. Chłopiec ruszył za nią w dokładnie takiej samej pozycji. Po drugiej stronie pomieszczenia, tuż obok lodówki, znajdowały się drzwi. A  na nich wisiało mnóstwo tabliczek. NIE ZBLIŻAĆ SIĘ! WŁASNOŚĆ PRYWATNA! TYLKO DLA PRACOWNIKÓW! ZAKAZ PRZEKRACZANIA! NIEBEZPIECZEŃSTWO! SUBSTANCJE ŁATWOPALNE! TRUCIZNA! WYSOKIE NAPIĘCIE! BACZNOŚĆ! UWAGA! ZŁY PIES KOT! Słowo „pies” zostało niedbale skreślone i  zastą- pione słowem „kot”. 20 Kiedy rodzeństwo przeszło przez kuchnię, głu- I N K che okrzyki stały się głośniejsze. Tesla otworzyła drzwi. Za nimi znajdowały się pogrążone w ciemnościach schody. Na dole coś szumiało i świeciło. –(cid:10)POMOOOOOCY! – wrzasnął ktoś. I I T E S L A  L A B O R A T O R U M P O D I N A P I I Ę C E M 21
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: