Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00147 010991 7495878 na godz. na dobę w sumie
Noce krymskie - ebook/pdf
Noce krymskie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 216
Wydawca: Austeria Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-61978-34-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Panuje tu iście dekadencka atmosfera, ale to tylko pozór – jesteśmy przecież na Południu, a noce krymskie są „czarne i gęste”, pełne „namiętności, tłumionego uniesienia”. U Segałowicza nakładają się na siebie kulturowo ugruntowane obrazy Południa i Orientu. Krymska przyroda budzi różne, niebezpieczne pragnienia, ludzie zaczynają żyć intensywniej, emocje wyostrzają się, stają się jednoznaczne, przeciwstawne. „Tak jest, tu można kochać… lub umrzeć” – mówi prokurator z Komnaty miłości. Noc niesie ze sobą wiele znaczeń – może to być upojna, namiętna noc miłosna, ale i mroczna noc, która przynosi śmierć. Noce krymskie to właśnie noce występku. Występku, który zdaje się nie podlegać ocenie moralnej lub – więcej – który zostaje włączony w porządek natury. W galerii bohaterów dominują postaci zagadkowe, o których życiu niewiele wiemy, kryjące w sobie jakąś tajemnicę. Segałowicz umiejętnie przy tym buduje napięcie, sięgając po wzorce powieści gotyckiej.

Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Zusman Segałowicz Noce krymskie Noce krymskie Zusman Segałowicz Noce krymskie nowele Przełożyła Rachela Auerbach Posłowie Karolina Szymaniak Wydawnictwo Austeria Kraków Budapeszt 2010 KOMNATA MIŁOŚCI I Stary sługa okazałej willi „Jaskółcze gniazdo” jest dziś niespo- kojny. Na górne piętro, do ładnego, narożnego pokoju z dwoma balkonami, ozdobionymi smukłymi, białymi kolumnami i do- niczkami różnych kwiatów – wprowadził się znowu młody gość. Zdaniem starego, młodzi ludzie nie powinni mieszkać w tym pokoju. Przez cały rok był on zajęty przez wiekowe małżeństwo, taką sobie cichą, siwą parkę staruszków, którym się nic nie przytrafiło, i stary sługa był spokojny. Stary pilnował bramy, zapisywał i wypisywał gości, zama- wiał dla nich konie do spaceru i inne załatwiał sprawunki. Znał wszystkie ich kaprysy i rozumiał bez słów każde ich skinienie. W ciągu długiego życia napatrzył się na różne rzeczy. Widział wielu zakochanych i wielu zrozpaczonych… Ale co roku na nowo zakwita winna latorośl i co roku więdną kwiaty… Niekiedy wydaje się staremu, że słyszał już wszystkie pieśni świata i rozumie wszystkie namiętności ludzkie. Przez małe Noce krymskie okienko w swoim kącie korytarza patrzy na szare morze, które na niego wzajemnie spogląda, i wówczas ciche myśli o zniko- mości wszechrzeczy rodzą się i zamierają w starej głowie. Tylko ten pokój z szerokim balkonem, ten balkon o białych kolumnach. Młodzi ludzie nie powinni przebywać w tym pokoju, bo… Stary usłyszał nagle dzwonek i biegnie, by zajrzeć, kto go Ha, ha, to nowy gość dzwoni… Nowy gość jest mężczyzną eleganckim, małomównym, o szarych, poważnych i nieco złych oczach; jeden z tych, na których człowiek się patrzy i jak gdyby się ich trochę lęka. Oczy jego nigdy się nie uśmiechają. Włosy na skroniach ma przyprószone siwizną, ale staro nie wygląda. Ruchy jego są spokojne, ale nie zmęczone. W pokoju stoi kilka małych wa- lizek. Walizki są otwarte i różne rzeczy są już stamtąd powyj- mowane. Parę książek, parę gazet, rozrzuconych w nieładzie. Nowy gość z szarymi, zimnymi oczyma stoi u otwartego okna, spogląda na morze – i jakieś dziwne tu zachodzi po- dobieństwo… Jego oczy i morze… Minuty upływają, zanim odwraca się od okna. Stary stoi przed nim i czeka na zlecenia. – Okna niechaj zawsze będą otwarte. – Proszę bardzo! – Na stole niechaj zawsze stoi wino! Lubię pić przed spa- – Proszę bardzo! – Wyszukajcie mi Tatara z dobrym koniem. Wynajmę go na całe lato. – Proszę. wzywa. niem. 6 Komnata miłości się już tutaj przydarzyło. Patrzy na nowego gościa. Właściwie stary może już odejść, ale nie rusza się z miejsca. – Dlaczego mi się tak przypatrujecie? – Cieszy mnie, że pan jest tu sam, bez kobiety. – Co? Skąd wam to do głowy przyszło? – Panie kochany. To przeklęty pokój. Tyle okropnych rzeczy – Nie rozumiem, mówcie wyraźniej! I stary snuć zaczyna opowieść o minionych wydarzeniach. – Przed pięciu laty mieszkała w tym pokoju młoda para, dwoje rozkochanych młodych ludzi, jak para motyli… Patrzono na nich z zazdrością. Gdy przechodzili, oglądano się za nimi. Miało się ochotę zabiec im drogę i kwiaty słać pod ich stopy. Ona miała takie wąskie, białe dłonie, które on wciąż całował, i oczy dziecka, w które on się ciągle wpatrywał. Tu, do tego samego pokoju, wnosiłem codziennie świeże kwiaty, a zwiędłe wyrzucałem do morza. Tu, u białej balu- strady, stawała ona często, wpatrując się w morską dal, a on zakradał się i składał pocałunek na jej wąskich, odsłoniętych barkach… Tak, to była miłość niezwykła. Aż pewnej burzliwej nocy, gdy fale dosięgły naszej willi i walić jęły o jej fundament, a wicher miotał się, jakby roznieść chciał na kawałki cały budynek – w taką noc kochankowie rzucili się przez okno do morza… Któż może wiedzieć, dla- czego to uczynili? Może z nadmiaru miłości… Szaleńcy! Póź- niej przyjechała tu inna para. Ci przebywali dużo w towarzy- stwie, bawili się i tańczyli na równi ze wszystkimi. Pewnego razu wrócili wśród nocy do domu, weszli do siebie, do tego pokoju, i wkrótce usłyszano kilka strzałów. 7 Noce krymskie Piękna noc była wówczas, szalona noc. Nie inaczej, tylko ta para musiała zmysły postradać. Przez długi czas pokój był zupełnie zamknięty, póki nie zapomniano o nieszczęściach. Jak pan jednak widzi, jest tu bardzo ładnie, jest to najlepszy pokój w całej naszej willi. Mo- rze wydaje się stąd jaśniejsze, fale sięgają aż do muru i skaczą u jego podnóża, jak wesołe diabełki. Każdy, więc proszę pana, chciałby mieszkać w tym pokoju, każdego coś tu wabi. Ja sam lubię sobie tutaj postać czasem i podumać… O czym? Sam nie wiem, ale takie słodkie i cza- rowne myśli przychodzą tu człowiekowi do głowy… Więc znowu otworzono ten pokój… Przed niespełna dwoma laty wydarzyło się nowe nieszczę- ście; mieszkał tu młody skrzypek o kędzierzawej czuprynie i wiecznie śmiejących się oczach. Dziewczęta lepiły się do nie- go, jak do miodu, a on wybrał sobie jedną, córkę moskiewskie- go milionera. Panna ta nic sobie nie robiła z wielu rzeczy, które innym ludziom są bardzo drogie. A kto ich tam zresztą wie, wykształconych ludzi! Dosyć, że tych dwoje naniosło pełny pokój kwiatów, zamknęło drzwi i okna i tak usnęło na wieki, trzymając się w objęciach. para staruszków. Czy pan mnie rozumie, mój panie kochany? będę tu sam jeden… Kto ich tam wie, szaleńców! Dlatego też tak długo byłem spokojny, jak długo mieszkała tu – Tak jest, rozumiem, ale bądźcie spokojni zdaje się, że ja Stary sługa wyszedł. Na schodach westchnął… – Nowy młody gość ma takie zimne, prawie złe oczy. Czło- wiek o takich oczach nie ulega czarowi miłości. 8 Komnata miłości I znowu stary stał w swoim kąciku korytarza, oczekując dzwonka i gotów do spełnienia cudzych życzeń. II Upłynęło kilka dni. Hotel, pełen gości, kipiał życiem, mo- rze uderzało miarowo o podnóże skały, na której stała willa „Jaskółcze gniazdo”, a gdy przycichało na moment, słychać było śmiechy i śpiew. Wątły i niemocny jest głos ludzki wobec głosu przyrody, ale gdy przyroda słyszeć zapragnie człowieka, wówczas ucisza wszystkie wiatry i morzu milczenie nakazu- je… Ktoś gra na fortepianie i pełne akordy sączą się z wolna w ciszę przedwieczorną. Z gór na morze spełza mrok, ale fale nie poddają się jeszcze spoczynkowi i ciemności. Skupiają się w szeregi i zastępami całymi napierają na wybrzeże, szczękając kamykami. Kamyki chrzęszczą, jakby tysiąc gęb orzechy chrupało. Potem nadbie- ga wiatr z przeciwnej strony i cofa fale wstecz na stosowniej- szą chwilę. Cisza zalega świat od nieba po ziemię, od willi po góry… Gdzieś odezwał się świerszcz i piłować zaczyna powietrze swoim monotonnym ćwierkaniem. Jest to jakby umówiony sygnał zakochanych. Gdyby ktoś spojrzał z góry, z nieba lub wierzchołka gór, mniemałby zapewne, że na ziemi wszyscy śpią. Tylko cienie snują się wszędzie, podsłuchują wszystkie tajemnice, i tylko im wiadome są miejsca, gdzie kryją się za- kochani. W dzień w pensjonacie gwar. Goście biegają na plażę, grają w tenisa, otrząsają z drzew dojrzałe brzoskwinie. Inni znowu, zmęczeni skwarem słonecznym, wpadają do koszykowych ka- 9 Noce krymskie binek kąpielowych na wybrzeżu i śpią tam, póki nie rozlegnie się gong, wzywający na obiad… Nowy gość z górnego piętra kręci się po swoim pokoju, niby pszczoła w sieci z kwiatów. Przed oczyma jego ogrom morza. Żagiel z daleka i żagiel z bliska. Gdy spojrzy w dół z balkonu, widzi na fali swój nie- wyraźny cień. Z drugiego balkonu widać góry, majaczące w li- liowych odblaskach. Wierzchołki cyprysów, biało-szarych magnolii i smukłych minerałów pną się ku niebu w świętym milczeniu. Kamienne ściany budynku oplecione są setkami, tysią- cami kwitnących róż. Wszyscy goście pensjonatu znajdują się w ogrodzie, po drugiej stronie domu, ale tu, wśród skał przybrzeżnych pływa w swej łupince stary rybak Raim, który wiecznie przebywa na morzu. Raim posiada tylko jedno oko, ale widzi bystro, niby morski ptak, a każdą zmianę pogody wyczuwa o parę dni wcześniej. Małe wgłębienie pod willą stanowi jego ulubiony zakątek. W dnie spokojne, zarówno jak burzliwe – stale się tu krząta ze swoimi sieciami. Pan z feralnego pokoju przechadza się z jednego balkonu na drugi i rozmyśla. Zdaje się, że kogoś oczekuje. Kim on jest? Przyjechał człowiek, milczy lub mówi, kłania się i oddaje ukłony, to przesiaduje wraz ze wszystkimi, to zno- wu na całe dnie przepada w górach. Każdy człowiek nosi w sobie swoją przeszłość, swoje „wczo- raj”, niby tajemnicę. Bywa taki, który wszystko wypapla, inny zaś zamyka się w sobie i prędzej kamień z dna morskiego wy- dobędziesz, aniżeli słowo z jego serca; będzie z tobą mówił 10 Komnata miłości o polityce, o pogodzie, o tym, że zimno dziś było kąpać się, że moskit go ukąsił… Ale kim jest? Co go tu przywiodło i dlaczego stoi często po kilka godzin na balkonie, mówiąc sam do siebie? Czyż nie- me fale łaskawsze są i bardziej godne zaufania od ludzi? Czyż mogą dać mu ukojenie głuche ściany jego pokoju? z markotną twarzą. rze. Siedzi w pokoju pana i pije pańskie wino… Mężczyzna o szarych oczach zaciekawiał wszystkich… Pewnego razu, gdy wracał z kąpieli, stary sługa powitał go – Jakaś pani przyjechała do pana. Jakaś pani. Czeka na gó- Szare oczy rozszerzyły się nieco. Tylko na jedną chwilę. Przerwał służącemu: – Wy pilnujcie swoich spraw, a nie gadajcie tego, o co nikt was nie pyta. W pokoju jego czekała młoda kobieta średniego wzrostu, o twarzyczce gładkiej i puszystej, jak brzoskwinia. W wyglą- dzie jej było dużo dziecinnego jeszcze wdzięku, tylko oczy miała dojrzałe, mądre i stanowcze. – Nie dziwisz się, co? Ty nigdy się nie dziwisz. Przyjecha- łam i na tym koniec. – Niech tak będzie – odrzekł. – Tutaj jest bardzo pięknie, więc dobrze, że jesteś tu… Ale, ale, jakże to się zdecydowa- łaś? Kobieta zaśmiała się i zaczęła opowiadać: – Jak długo byłeś w mieście, nietrudno mi było mówić „nie”, ale gdy odjechałeś, spostrzegłam dopiero wówczas, czego mi brak i – jak tam ty powiadasz: człowiek żyje życie całe dla jednego momentu. Dopiero w tym jednym momencie okazuje się, kim jest naprawdę. 11 Noce krymskie Jano… Okazało się to także i co do mnie. Pojmujesz przecież i wiesz, że pod wszystkimi naszymi uszlachetnionymi obyczajami, pod modnym ubiorem kryje się jeszcze dusza cygana. Jestem twoja… Mężczyzna podszedł do niej, pogłaskał ją po głowie, a ko- – Bałam się twojej siły i teraz się boję, ale odejść od ciebie bieta zadrżała ze szczęścia pod jego dotknięciem. nie mogę… poddaję się… III Słońce za dnia i słońce o zachodzie. Słowa miłości śmiałe a ciche, tajemne. Długie godziny rozmowy, wspomnień, i mi- nuty niemego milczenia. Kwiaty wplatały się same w jego ramiona. Nikt im nie prze- szkadzał. Każdy posiadał to samo, w te dni dojrzałych wino- gron i soczystych brzoskwiń. Tylko stary posługacz „Jaskółczego gniazda” śledził ich nie- spokojnym spojrzeniem… A morze czyniło swoje: niekiedy stawało się całkiem gład- kie, jak aksamit, to znowu mieszać zaczynało i wałkować swoje wody aż do dna. Roztopionym srebrem kipiała topiel i pieniła się i ciskała siwymi warkoczami, łańcuchami, stosami całymi klejnotów… Zakochana kobieta krzyczała z radości do mew, do fal, a pewnego razu wołać zaczęła Raima, który żeglował wśród skał w swoim czółenku i porał się koło swoich sieci. – Raim, Raim, posłuchaj tylko. 12 Komnata miłości – Czego hrabina sobie życzy? (Wszystkich gości z wielkich miast tytułuje Raim hrabinami). – Raim – zapytała kobieta. – Powiedz mi, po co Pan Bóg stworzył świat? – Aby łowić ryby – odrzekł z dołu Raim. Kobieta wybuch- nęła śmiechem. – Takiś stary, a nie wiesz. Bóg stworzył świat dla miłości. Po to, by ludzie się kochali. Raim odciął się żartem. – Ech, dawnośmy to już zjedli. I łódka jego płynie dalej, omijając po drodze szpiczaste ska- ły, sterczące pod wodą. Za chwilę sylwetka jego majaczy już gdzieś daleko, na pełnym morzu, a stamtąd napływają coraz nowe fale i pędzą z rozmachem na skały. IV Mężczyzna o szarych oczach opuścił willę „Jaskółcze gniazdo”. Wyjechał pod wieczór. Stary sługa wyprowadził go i długo za nim spoglądał. Kobieta pozostała sama w pięknym pokoju. Nazajutrz przy śniadaniu pojawiła się milcząca, z zaciśniętymi ustami. Co zaszło między obojgiem zakochanych? Co ich złączyło i co ich ze sobą poróżniło? We wszystkich oczach, patrzących na opuszczoną kobietę, widniało to pytanie. A ona milczała. Wino w jej kieliszku pozostało niedopite. Jadła bardzo mało i nie wyrzekła do niego ani słowa. 13 Noce krymskie Dookoła niej poszeptywano: przecież musiało coś zajść między tą parą. Następnie przesiedziała tak parę dni na górze, w swoim po- koju, i patrzyła, wciąż patrzyła na morze. Zaś morze pieniło się i połykało całe kawały nieba, białe obłoki i strzępy błęki- tu, przetykane migotem promieni. Mięsiło i wałkowało wody swoje, jak zazwyczaj… Dla kogóż to morze pełni swoją nie- skończoną, bezużyteczna robotę? Dla kogo się tak trudzi dzień i noc? Wiecznie szumi, wiecznie się pieni. Czym jest cierpienie? Ból i niepokój duszy? Wydaje się, jakby każda fala wybijała takt do ciszy i kazała milczeć, milczeć… Nagle jedna fala odrywa się od drugiej i zaczyna się taniec, dziki taniec fal. Bez końca, bez początku. Górom sądzona jest wieczna nieruchomość, niebiosom sądzone milczenie, a mo- rzu – wieczyste igraszki, skoki, taniec, niepokój. Morze – ruch odwieczny. O zachodzie, wokoło na górach zawisły skrwawione obłoki. Krwawą czerwienią zalewa się morze. Okna willi zapalają się czerwoną łuną… Płonie pożar. Dzień, który nigdy już nie wróci, odprawia swe majestatyczne pożegnanie z ziemią, i wydaje się, jak gdyby fale i obłoki usiłowały go dopędzić, pożegnać się raz jeszcze. Stary, jak świat, smutek zasnuwa wszystko, a ludzka dusza sta- je się miększa i stęskniona, jak opuszczone dziecko. Ktoś zanucił. Ktoś inny błąka się wśród skał. Zakochani ukrywają się ze swoją miłością, a opuszczeni wspominają mi- nione dni. Rybak Raim wlecze swoje sieci i spogląda w dal, usiłując wywęszyć wiatr jutrzejszy. 14 Komnata miłości willi „Jaskółcze gniazdo”. Chwilami podnosi wzrok i wpatruje się w płonące szyby I nagle… Od jednego z okien odrywa się coś białego i spada w dół. Kobieta w białej sukni. Raim spieszy co tchu ze swą łódką bliżej wybrzeża. Nadbiegają inni. To ona, ta, która lubiła żartować. Skoczyła do morza. Spadła na skały i roztrzaskała się. Kamienie opryskane są krwią, i łódka Raima jest skrwawiona, gdy dobija do brzegu i składa zwłoki na piasku. Mężczyźni milczą. Kobiety płaczą i mdleją. Zaczynają mó- wić o feralnym pokoju, o zaklętej komnacie miłości. A wielkie morze, niebo, góry – jak wzniośle teraz milczą! Nie obchodzą ich ani trochę smutne sprawy drobnych żyjątek ludzkich, które stoją, zdjęte niemocą, nad martwymi zwłoka- mi jednego spośród siebie. Nazajutrz po południu przyjechała komisja z Sewastopola. Weszli do pokoju, z którego kobieta skoczyła do morza. We flakonach na pół zwiędłe kwiaty. Otwarta książka leży na stoliku, a wiatr obraca kartki według swojego upodoba- nia… Młody prokurator ogląda wszystko skrupulatnie. Podszedł do okna, z którego wyskoczyła kobieta, a gdy ujrzał szerokie, nieskończone morze i ogrom przestrzeni, cichy smutek, wio- nący stamtąd, i pierwszą gwiazdę, wnikającą w głąb duszy i budzącą rzewną tęsknotę, wówczas z piersi prokuratora wy- rwał się krótki okrzyk: – Tak jest, tu można kochać lub… umrzeć. 15
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Noce krymskie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: