Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00467 012946 17308208 na godz. na dobę w sumie
Nogi Izoldy Morgan - ebook/pdf
Nogi Izoldy Morgan - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 100
Wydawca: Biblioteka Analiz Język publikacji: polski
ISBN: 83-89143-41-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kultura, sztuka, media
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Tom zatytułowany „Nogi Izoldy Morgan” zawiera trzy opowiadania oraz trzy manifesty Brunona Jasieńskiego. Tytułowy utwór jest przesyconą podtekstami groteską i powstał we Lwowie w 1923 roku. Autor dał w nim wyraz swoim awangardowym ambicjom, tym razem wyrażonym w formie utworu prozatorskiego.

Inny charakter ma niesamowite opowiadanie 'Klucze”, opublikowane na łamach lwowskiego czasopisma „Torpeda” i pozostające przez wiele lat w zapomnieniu. Zamieszczenie go w niniejszym zbiorze jest jego pierwszą książkową publikacją. Z kolei utwór „Nos” powstał w Związku Radzieckim i jest zręczną groteską wymierzoną przeciwko hitlerowskiej ideologii rasowej. Czytelnik znajdzie także w książce trzy głośne swego czasu manifesty artystyczne pióra Jasieńskiego. Są to: „W sprawie krytyki artystycznej”, „W sprawie poezji futurystycznej” oraz „Do narodu polskiego. W sprawie natychmiastowej futuryzacji życia”. Wszystkie trzy pochodzą z 1921 roku, najbardziej obrazoburczego okresu w literackim życiu Jasieńskiego.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

NOGI IZOLDY MORGAN Bruno Jasie(cid:276)ski NOGI IZOLDY MORGAN Redakcja i wstęp Piotr Kitrasiewicz Tłumaczenie opowiadania „Nos” Wiesława Komornicka Jirafa฀Roja Warszawa฀2005 © Copyright by Bruno Jasieński © Copyright by Jirafa Roja, 2005 Tłumaczenie z języka rosyjskiego opowiadania „Nos” © Wiesława Komornicka Skład i łamanie: Tatsu Projekt okładki: Żaneta Delegacz Druk: Drukarnia Cyfrowa WSiP ISBN 83-89143-41-0 Wydawca dziękuje pani Marii Więckowskiej za udostępnienie elektronicznych wersji tekstów Bruno Jasieńskiego Wydanie I Warszawa 2005 Spis฀treści Bruno Jasieński: Człowiek bez ojczyzny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Część I. Opowiadania Klucze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23 Nogi Izoldy Morgan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 33 Nos . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 51 Część II. Manifesty Manifest w sprawie krytyki artystycznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83 Manifest w sprawie poezji futurystycznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . 85 Do narodu polskiego. Manifest w sprawie natychmiastowej futuryzacji życia . . . . . . . . 91 Bruno฀Jasieński Człowiek฀bez฀ojczyzny „Taka kara, choć na to nie zasłużyłem, będzie w pełni sprawiedli- wą formą samoobrony radzieckiego państwa przed wrogami i przyjmę ją bez sprzeciwu. Tylko niech Pan nie pozwoli dalej mnie męczyć – jest to moja ostatnia i jedyna prośba”. Ten tragiczny w treści list wystosował do szefa NKWD i general- nego komisarza bezpieczeństwa państwowego Nikołaja Jeżowa, wię- zień polityczny, Bruno Jasieński w 1938 roku na krótko przed swoją śmiercią. Do niedawna znany i hołubiony przez władzę pisarz, autor licznych utworów prozatorskich tłumaczonych na języki zachodnie, stał się strzępem człowieka, przerażonym i steranym torturami despe- ratem błagającym jak o łaskę o szybką karę – śmierć. Przyjrzyjmy się jego życiu, charakterystycznemu w swojej kapryśnej zmienności, dla tamtej epoki. Epoki powstawania totalitaryzmów europejskich, będą- cej upiorną ilustracją chińskiego przysłowia-przekleństwa „Obyś żył w ciekawych czasach”. Nie tylko dla Jasieńskiego owe „ciekawe cza- sy” stały się tragicznym i beznadziejnym, chociaż początkowo jakże obiecująco-zwodniczym signum tempori. Futurysta z pomieszanym rodowodem Urodził się w Klimontowie, dużej wiosce, która utraciła prawa miejskie, położonej niedaleko Sandomierza, 17 lipca 1901 roku jako Wiktor Zysman. Niektóre źródła podają, że przyszedł na świat jako Bruno Zyskind, ale jego ojcem był lekarz, Jakub Zysman, do niedaw- na jeszcze członek żydowskiej wspólnoty wyznającej prawo mojże- szowe. Porzucił jednak swoją religię i przyjął chrzest, żeby poślubić 7 Polkę i katoliczkę, Eufemię Marię Modzelewską. Zanim przyszedł na świat Wiktor – późniejszy Bruno – mieli już syna, Jerzego. W mo- mencie narodzin drugiego potomka, jego ojciec miał czterdzieści lat, a matka trzydzieści cztery. Dziecko zostało natychmiast ochrzczone, nadano mu imię Wiktor. Pana Jakuba lubiano i szanowano we wsi. Po latach nazwano jego imieniem jedną z ulic obecnego Klimontowa Sandomierskiego. Państwo Zysmanowie mieli jeszcze córkę, Irenę. Kiedy Wiktor miał siedem lat zmarł jego ojciec. Trójkę dzieci usy- nowił daleki krewny matki, mieszkaniec Kowna, Iwan Jasieński. Poza formalnym nadaniem dzieciom polskiego nazwiska, nic więcej z tego aktu nie wynikało. Być może Iwan Jasieński wspomagał finansowo byłych Zysmanów, ale na ten temat brakuje jak dotąd pewnych da- nych. Kolejne fakty z życia Wiktora są następujące. Uczył się w warszawskim liceum im. Mikołaja Reja, ale edukację przerwał wybuch I wojny światowej. Matka z trójką dzieci wyjechała do Moskwy. Tam Wiktor ukończył polską szkołę średnią, tam również uległ fascynacji rosyjską poezją futurystyczną, zwłaszcza Włodzimie- rzem Majakowskim, bardzo popularnym w moskiewskim środowisku artystycznym, nie tylko jako poeta, ale i aktor (występował w filmach). Po przewrocie bolszewickim rodzina powróciła do kraju. Wiktor za- czął pisać oraz tłumaczyć poetów rosyjskich. W ten sposób narodził się Bruno Jasieński, bo właśnie tym imieniem i nazwiskiem nabytym w wieku siedmiu lat podpisywał własne i tłumaczone utwory. Zamiesz- kał w Krakowie i zapisał się na Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studiował filozofię oraz filologię polską. Kiedy Armia Czerwona ruszyła na Polskę, Bruno zaciągnął się na ochotnika do woj- ska. Spędził w armii cztery miesiące, ale trudno mówić o jego aktyw- nym wkładzie w obronę ojczyzny. Zorganizował w koszarach wieczór poetycki na którym odczytał utwory będące… pochwałą agresora. Tra- fił za to do aresztu (miał szczęście, że go nie rozstrzelano za dywersję ideologiczną) i w sumie spędził za kratkami dwa miesiące czyli połowę swojej wojskowej służby. Wrócił z wojska jeszcze bardziej zbuntowa- ny i zaczął wyrażać swój protest wobec świata coraz bardziej dosadnie w twórczości literackiej. W 1921 roku ukazał się pierwszy tom jego wierszy futurystycznych zatytułowany „But w butonierce”. 8 Rozpoczął się pierwszy – skandalizujący – okres jego pisarstwa. Poeta atakował czytelnika warstwą wizualno-dźwiękową swoich wierszy, pisanych z urąganiem zasadom ortografii, a raczej zasady te łamiących w sposób prowokacyjny. Pisownia była fonetyczna (np. „dni dziwne” to „dńi dźiwne, a „chodnik” to przez przekorę „hod- nik”, „rzeka” to „żeka” itp). Tak pisane utwory, sławiące „miasto- masę-maszynę”, według ideologii twórcy włoskiego futuryzmu, To- maso Marinettiego, wywoływały aplauz jednych, a do białej gorączki doprowadzały innych. Może nawet futuryzm polski przeszedłby bez większego rezonansu jako rodzaj pseudoartystycznego dziwactwa, gdyby nie to, że futuryści wkładali dużo sił i energii w odpowiednią autoreklamę. Autoreklamę kreowaną za pomocą skandalu. A do skandali nadawały się wieczory autorskie, na których poeci futurystyczni recytowali swoje utwory. Pierwsze publiczne wystąpie- nia Jasieńskiego odbywały się w krakowskim klubie „Katarynka”, za- łożonym razem z Tytusem Czyżewskim i Stanisławem Młodożeńcem. Trzech przyjaciół po piórze serwowało widzom niczym dania swoje recytacje nie stroniąc przy tym od różnego rodzaju błazeńskich popi- sów, a publiczność ryczała ze śmiechu lub gwizdała, a często robiła jedno i drugie. Ten krakowski okres jego życia i twórczości tak wspominał po la- tach Witold Zechenter: „Widzę go jak spaceruje po Plantach krakowskich w latach dwu- dziestych – i to wyłącznie na odcinku między ulicą Szewską a Uni- wersytetem. Jakby nigdzie indziej nie chodził, jakby w dzień pogod- ny, w słońcu, które złotymi płatami sypało się przez cień kasztanów na aleję, jeszcze nie pokrytą twardym betonem, życzliwą miękką aleję plantową, pośrodku której co kilkadziesiąt metrów stały latarnie ga- zowe… jakby tylko na tym odcinku przebywał, przechadzał się, kła- niał, uśmiechał. (…) Chodził ekscentrycznie ubrany, inny surdut, inne spodnie – spodnie jasne, surdut ciemny, chyba z malarskiego materia- łu, jakiegoś aksamitu czy sztruksu, kolorowa koszula, czarna atłaso- wa muszka, albo czerwona wstążka związana w kołnierzyku. Niekie- dy nawet nosił monokl, zawsze – laskę, lekką ze srebrną gałką. (…) Takiego widzę go do dziś – z tą laseczką, w aksamitnej marynarce, 9 w monoklu na alejce Plant krakowskich, czy też zaszytego w kąt pary- skiej kawiarni – człowieka już bez ojczyzny, poetę, którego zaszczuto, banitę, dopytującego się, jak tam w Krakowie – i proszącego, by Kra- ków pozdrowić od niego” („Bruno Jasieński”, w: „Życie Literackie”, 5 grudnia 1965). Wkrótce Jasieński wyjechał do Warszawy. Tutaj właśnie ukazał się „But w butonierce”, tutaj rozpoczęła się jego prawdziwa kariera. Wszedł do kręgu stołecznych futurystów, zaprzyjaźnił się z Anatolem Sternem, Tadeuszem Peiperem i innymi literackimi buntownikami. W marcu 1921 roku w sali Filharmonii Warszawskiej odczytał „Ma- nifest w sprawie krytyki artystycznej”. Kolejne deklaracje artystyczne – „Manifest w sprawie poezji futurystycznej” oraz „Do narodu polskie- go w sprawie natychmiastowej futuryzacji życia” (oba z kwietnia tego samego roku) – zostały odczytane w sali Towarzystwa Higienicznego przy akompaniamencie wrzawy, wygwizdów i hałaśliwego aplauzu. Bruno i jego koledzy po futurystycznym piórze organizowali wie- czory autorskie w różnych częściach ówczesnej Rzeczypospolitej. A publiczność tak zwanego terenu nie zawsze była tak wyrozumiała jak przyzwyczajeni do różnorodnych nowości i dziwactw mieszkań- cy stolicy. Podczas futurystycznych recitali dochodziło do demonstra- cji, wyzwisk, a nawet obrzucania recytujących wiersze wykonaw- ców jajkami. Często interweniowała policja. Zdarzało się nawet, że niektórzy trafiali za kratki. Tak było, na przykład, z Anatolem Ster- nem, który podczas wieczoru autorskiego w Wilnie odczytał wiersz, w którym porównywał Boga do lokaja. Zrobiła się nielicha zadyma. Autora omal nie zlinczowano, a następnie oskarżono o publiczne bluźnierstwo. Trafił do aresztu na kilka tygodni, zanim ostatecznie zwrócono mu wolność po licznych interwencjach wpływowych przy- jaciół wspierających towarzystwo futurystów (jednym z nich był pi- sarz i pułkownik, Juliusz Kaden-Bandrowski). Jak można było przewidzieć, fascynacja futuryzmem szybko przeszła Jasieńskiemu. Owszem, współpracował jeszcze z awangar- dową „Zwrotnicą” wydawaną przez Tadeusza Peipera, ale ciągnęło go w kierunku bardziej konkretnym, bardziej związanym z rzeczy- wistością. Zawsze wrażliwy na społeczną krzywdę, zaczął skłaniać 10 się w stronę komunizującej lewicy. Nawiązał współpracę ze źle wi- dzianymi w ówczesnej Polsce czasopismami: „Nową Kulturą” i „Try- buną Robotniczą”. Mówienie o kimś, że komunizuje, było wówczas wilczym biletem, wystawieniem poza nawias. Dotyczyło to każde- go, bez względu na pochodzenie społeczne. W praktyce, rzecz jasna, na o wiele więcej mógł sobie pozwolić potomek szanowanej rodziny polskiej o szlacheckich lub mieszczańskich korzeniach niż pochodzą- cy z małego miasteczka (a raczej większej wioski) parweniusz i w do- datku pochodzenia żydowskiego. Pochodzenie to – zawsze kłopotliwe w większości krajów Europy i nie tylko – było szczególnie niewygod- ne ze względu na fakt, że Komunistyczna Partia Polski, organizacja postrzegana przez ogół społeczny jako wywrotowa i szkodząca inte- resom państwa polskiego, składała się w dużym stopniu z Polaków o żydowskich korzeniach, zwabionych pod czerwone sztandary wizją nowych możliwości i mrzonką sprawiedliwości społecznej. W 1924 roku wydał razem ze Sternem tom wierszy pt. „Ziemia na lewo”. Było to nowe określenie artystyczne Brunona. Korzystając z awangardowych środków wyrazu (obaj porzucili pisownię fonetycz- ną jako nie odpowiadającą oczekiwaniom mas) poeci wyrażali nowe treści, bardziej społeczne, kontestujące rzeczywistość, pełne buntu i radykalizmu. Jasieński zamieścił w tym tomie (wydanym w nakła- dzie 1000 egzemplarzy, a firmowanym przez oficynę KPP „Książka”) między innymi świetny, zrytmizowany „Marsz”, w którym to poetyc- kim majstersztyku słowa poszczególnych wersów padają niczym mar- szowa komenda tworząc onomatopeiczną ciągłość melodyczną. Sytuacja poety komplikowała się coraz bardziej. Postrzegano go jako wywrotowca lub błazna, a sytuacji na pewno nie poprawiły dwa ataki na niego jakie wyszły spod piór wybitnych pisarzy. Pierwszym był obszerny esej Stefana Żeromskiego „Snobizm i po- stęp”, opublikowany w 1923 roku. Autor „Siłaczki”, przyznając Jasień- skiemu niekwestionowany talent poetycki, zarzucił mu ślepe uleganie rosyjskim wzorom i działanie przez to na szkodę języka polskiego po- przez stosowanie udziwnionej, fonetycznej pisowni. Siła zarzutu była trafna, choć rychło utraciła swoje znaczenie, gdyż jak już wspomnieli- śmy Jasieński sam zrezygnował z tego rodzaju literackiej awangardy. 11 Drugi atak był chronologicznie wcześniejszy (artykuł ukazał się w „Robotniku” w 1922 roku), a wyszedł spod pióra Karola Irzykow- skiego, który w rozprawie „Plagiatowy charakter przełomów literac- kich w Polsce” z właściwą sobie bezwzględnością i analitycznym zmysłem rozpracował wpływy poezji Majakowskiego na polskich po- etów futurystycznych. Wpływy niekiedy bardzo bliskie, pełne zapoży- czeń, momentami faktycznie bliskie plagiatowi. Dostało się Sternowi, dostało Czyżewskiemu, Watowi, Słonimskiemu, a także Jasieńskie- mu. Dzieło Irzykowskiego kończyło się mocnym akcentem: „To jest atmosfera pasożytnictwa, rozleniwienia umysłowego, w której żadna nowa myśl ani forma literacka zrodzić się nie może. Jesteśmy ciura- mi Zachodu. (…) Tolerancja dla plagiatu wiąże się z tolerancją wo- bec paska, wobec partactwa, niesprawiedliwości, brudu, kradzieży”. Artykuł ten, aczkolwiek nie pozbawiony istotnych uwag i bystrych spostrzeżeń, jako całość był krzywdzący i niesprawiedliwy wobec ro- dzimych futurystów, którzy zapatrzeni w Majakowskiego istotnie nie- kiedy powielali (zwłaszcza na początku swoich karier) pewne sche- maty i konwencje typowe dla kolegów zza wschodniej granicy. Ale mieli także swoje oryginalne osiągnięcia jako poeci futurystyczni, do- cenione przez czytelników i historyków literatury. Pisząc o tym okresie życia i pracy twórczej Jasieńskiego nie spo- sób nie wspomnieć o jego „Prologu” do „Wesela” Wyspiańskiego oraz inscenizacjach dramatów polskich mistrzów w Klimontowie. W latach 1919-1922 Bruno odwiedzał swoje rodzinne strony i założył lokalny teatr dający spektakle w sali gimnastycznej miejscowego li- ceum ogólnokształcącego, mieszczącego się w zabytkowych murach byłego klasztoru. Poeta wyreżyserował i wystawił m.in. „Ich czwo- ro” Gabrieli Zapolskiej oraz „Sędziów” Stanisława Wyspiańskiego, a także – a raczej przede wszystkim – „Wesele”. Prolog do arcydzieła Wyspiańskiego napisał w Krakowie i jest w nim mowa o zrywie na- rodowym, ale nie tyle przeciwko zaborcy, ile wyzyskiwaczom spo- łecznym. Poeta wprowadza nową postać, jest nią Widmo Głodu. Sam wyrecytował prolog, a w roli Pana Młodego obsadził swojego brata, Jerzego. Rachelę zagrała siostra, Irena, zwana Renią. Wspomnieć na- leży w tym miejscu o rychłej śmierci ukochanej siostry poety i przej- 12 mującym wierszu „Pogrzeb Reni” jaki jej poświęcił. A napisany w 1922 roku poemat „Pieśń o głodzie” zadedykował zmarłej. W 1923 roku poeta wyjechał do Lwowa. Współpracował tam m.in. z „Wiekiem Nowym” i kabaretem Mariana Hemara, w którym ostrzył swoje zapomniane dzisiaj pióro satyryka. Poznał tam i poślubił w 1925 roku Klarę Arem, córkę bogatego kupca żydowskiego. Za po- życzone od teścia – czy też podarowane w posagu – pieniądze wyje- chali do Francji i osiedlili się w Paryżu. W życiu Jasieńskiego roz- począł się nowy okres, najbardziej triumfalny, ale i pełen wyrzeczeń i bolesnych konfrontacji. Sławny i wygnany W Paryżu Jasieńscy początkowo korzystali z pieniędzy, które otrzymali od Arema. Sytuacja skomplikowała się, kiedy okazało się, że nie mogą liczyć na kolejne sumy od lwowskiego kupca. Wypro- wadzili się z wynajmowanego mieszkania i zamieszkali na przedmie- ściu Paryża, w lichym hoteliku znajdującym się na zagruzowanym pla- cu otoczonym dymiącymi zakładami przemysłowymi. Bruno zbierał materiały do poematu „Słowo o Jakubie Szeli”. Dużo czasu spędzał w Bibliotece Polskiej. Działał w założonym przez siebie teatrze prze- znaczonym dla polskich robotników. „Słowo o Jakubie Szeli” wydał własnym sumptem (poszła na ten cel reszta oszczędności), a egzempla- rze wysyłał przyjaciołom i znajomym w kraju. Dzieło nie wzbudziło zachwytu. Za bardzo postrzegano pisarza jako futurystycznego skan- dalistę próbującego za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Wśród szyderców, którzy pastwili się nad „Słowem” znalazł się nawet bli- ski wówczas ideowo Jasieńskiemu Julian Tuwim. Wycierając paryski bruk zarabiał grosze pisując korespondencje oraz fraszki i utwory sa- tyryczne do „Wieku Nowego”. Sygnował je pseudonimami, na przy- kład Chevalier de Faux-Pas lub la von Tamten. Chciał wyrwać się da- lej w świat, ale na to nie miał funduszy. Równocześnie pracował nad powieścią, która miała przynieść mu światową sławę. Była nią „Palę Paryż”. Inspiracją tego utworu okazała się nowela Paula Moranda 13 „Palę Moskwę” („Je brule Moscou”), którą Jasieński odczytał jako paszkwil na życie w Związku Radzieckim, a o realizmie której miał sam się przekonać w kilka lat później. „Palę Paryż” napisał po pol- sku, ale dziennik francuskich komunistów „L’Humanite” opublikował ją w tłumaczeniu na francuski. Nie jest jasne, kto dokonał przekładu tego utworu. Jedni twierdzą, że sam Jasieński, ale wspomnienia jego znajomych z tamtego okresu zdają się świadczyć, że słabo znał fran- cuski i podczas rozmów z Francuzami za tłumaczkę służyła mu żona. Może więc to ona pod okiem męża przetłumaczyła utwór? Taka wer- sja wydaje się najbardziej prawdopodobna. Początkowo miał trudności z publikacją swego dzieła, ale pracując w teatrze robotniczym poznał krytyka paryskiego, Stephana Priacela. Ten z kolei przedstawił go pi- sarzowi-komuniście Henri Barbusse’owi, z którym Jasieński zaprzy- jaźnił się. Przyjaźń tę zepsuje wspólny pobyt w Moskwie. Ale na razie Barbusse pomaga Brunonowi. Proteguje go w redakcji „L’Humanite” i dziennik podejmuje decyzję o druku powieści. Otwiera w ten sposób Jasieńskiemu drogę do sukcesu, pierwszemu Polakowi, którego dzie- ło „idzie” w odcinkach na łamach paryskiej gazety. Powieść wywołu- je burzę. Konserwatystom i przedstawicielom prawicy nie podoba się ta fantastyczna alegoria o zadżumionej stolicy Francji, w której po- wstają różnonarodowe komuny toczące ze sobą walkę o przetrwanie. Pod redakcją dochodzi do demonstracji, napływają petycje do władz domagające się wydalenia bezczelnego cudzoziemca. Wkrótce po- wieść ukazuje się w wydaniu książkowym nakładem oficyny Flamma- rion. To dolewa tylko oliwy do ognia. Następuje jej przekład na rosyj- ski i inne języki, także wydanie po polsku. Warszawskie wydanie „Palę Paryż” poprzedza wstępem Juliusz Kaden-Bandrowski. Tymczasem Francuzi mają go dosyć. Rząd Republiki odmawia mu prawa dalszego pobytu. Jasieńscy wyjeżdżają do Niemiec i zamiesz- kują we Frankfurcie nad Menem. Do Polski wrócić także nie mogą, bo rząd sanacyjny także nie chce autora „Buta w butonierce”. Bruno i Klara stają się banitami, tułaczami bez ojczyzny. Ale interwencje le- wicowych środowisk artystycznych Francji przynoszą skutek. Władze cofają decyzję. Jasieńscy wracają do Paryża, ale jak się okazuje nie na długo. 13 kwietnia 1929 roku Bruno zostaje aresztowany i odsta- 14 wiony pod konwojem do granicy z Belgią. Oczywiście towarzyszy mu Klara. W Brukseli otrzymują zaproszenie od rządu radzieckiego. Po- stanawiają skorzystać z niego. Płyną statkiem do Leningradu, a stam- tąd jadą pociągiem do Moskwy. Władze komunistyczne przygotowują na cześć znanego pisarza owacyjne przyjęcie. Jasieńskich witają de- legacje robotników, są kwiaty i przemówienia. Bruno staje na progu ostatniego – tym razem śmiertelnie tragicznego okresu swojego ży- cia i pracy twórczej. Ale na razie patrzy z optymizmem w przyszłość. Znalazł się przecież w wymarzonym „raju ludu pracującego”. Na równi pochyłej Natychmiast po przyjeździe otrzymuje stanowisko redaktora na- czelnego polskojęzycznego periodyku „Kultura Mas”, organu Cen- tralnej Sekcji Polskiej Wszechzwiązkowego Zjednoczenia Zrzeszeń Pisarzy Proletariackich. Pełni ją przez rok. W 1930 roku otrzymuje bardziej odpowiedzialną funkcję. Zostaje redaktorem naczelnym „In- tiernacjonalnoj Litieratury” („Literatury Międzynarodowej”), czaso- pisma wydawanego w czterech językach: niemieckim, angielski, fran- cuskim i rosyjskim. W 1931 roku ukazuje się w Moskwie jego wybór wierszy („Stichy”). Zatrzymajmy się przy pracy Jasieńskiego w redakcji „Intiernacjo- nalnoj Litieratury”. Lokal redakcyjny mieścił się w Moskwie przy ul. Twerskiej w ciasnej komórce podzielonej deskami na kilka „boksów”. W jednym z nich, o wymiarach pięciu metrów kwadratowych, mieści- ło się stanowisko kierownictwa redakcji. Oto jak wspomina Jasień- skiego z tamtego okresu jego współpracownik, Antal Hidas: „Chudy, wysoki, na pozór zawsze spokojny, Jasieński mówił mia- rowo, wyraźnie, zastanawiając się nad każdym słowem. O sobie – nie- chętnie. Ani krzty chorobliwego egocentryzmu, tak częstego u wielu pisarzy i artystów. Jasieński był zawsze pochłonięty pracą. Pisarskie- go trudu nie uważał za twórczość, lecz po prostu za zawód. W pracy był niezmordowany, aż zazdrość brała, nigdy się nie widziało po nim, że jest zmęczony. (…) Był człowiekiem wielkiej pasji, ale przysłaniał 15 to pozorami niezmąconego spokoju, prawie flegmatyczności. Czym- kolwiek się przejął – a zdarzało się to nierzadko, gdyż był surowy i względem siebie, i innych – twarz pozostawała spokojna, tylko mu kark czerwieniał. Śmiał się także rzadko, uśmiech zjawiał się na jego twarzy najczęściej, gdy spotykał człowieka, który mu był miły i który mówił coś takiego, co mu już bardzo przypadało do serca. Wówczas uśmiechał się dobrym, aprobującym uśmiechem; było w nim zdzi- wienie i uznanie. Urzędowych, oficjalnych uśmiechów w ogóle nie pochwalał, pustego dowcipkowania także (uważał to za zbyteczną stratę czasu), a zjadliwe, nie uzasadnione wypowiedzi wyprowadza- ły go z równowagi” („Słowo o Brunonie Jasieńskim”. w: „Przyjaźń” 30 września 1962). W skład rady redakcyjnej wchodziły tuzy komunistycznej lite- ratury, nie tylko europejskiej. Byli w niej: Francuz Henri Barbusse, Amerykanin Upton Sinclair, Chińczyk Kuo Mo-Żo, Rosjanie Mak- sym Gorki i Anatolij Łunaczarski. W ramach dyskusji redakcyjnych Jasieński często ścierał się z Barbussem, a pogłębiający się konflikt między nimi wychodził także poza siedzibę redakcji. Na I Międzyna- rodowym Zjeździe Pisarzy Rewolucyjnych w Charkowie Bruno za- atakował publicznie swojego przyjaciela zarzucając mu jakieś odstęp- stwo od przyjętej linii politycznej. Nie wiadomo, czy atak ten był jego własną inicjatywą, czy ktoś pokierował Jasieńskim. Na pewno autor „Palę Paryż” coraz bardziej ulegał wpływom złych doradców z krę- gów partyjnych. Nie orientując się dobrze w środowisku, do którego przystąpił, bał się potknięć i błędów, za dobrą monetę przyjmował wskazówki rozmaitych dwulicowych kolegów i pseudo-przyjaciół. Na razie wszystko posuwało się dobrze, nie licząc rozwodu z Kla- rą. Miał z nią dziecko, syna, Andrzeja, ale nie widywał go w ogóle, płacąc jednak sumiennie alimenty. Podobno przyczyną rozwodu były zdrady małżonki. Poślubił Annę Berzin, sekretarza redakcji w „Lite- raturze Międzynarodowej”, z którą dzielił redakcyjną klitkę kolegial- ną. Coraz mniej kontaktów utrzymywał ze środowiskiem polskich ko- munistów. Zbliżał się za to do szczytów władzy. Bywał na przyjęciach wydawanych przez szefa NKWD Gienricha Jagodę, nota bene Polaka z pochodzenia i doznawał kolejnych łask ze strony władzy. Przystąpił 16 do sowieckiej partii komunistycznej WKP(b), został członkiem zarzą- du głównego Związku Pisarzy Radzieckich. Podczas I zjazdu tej or- ganizacji w Moskwie w 1931 roku wygłosił wiernopoddańczą dekla- rację w której znalazły się słowa: „Tylko ten artysta poznał ogromną radość nazwania siebie twórcą nowego rozumnego świata, dla którego Związek Radziecki stał się prawdziwą ojczyzną”. Ukazywały się jego kolejne utwory: dramat groteskowy „Bal ma- nekinów” oraz sztuka „Rzecz gromadzka”, opowiadania „Moskwa- Tadżykistan”, „Męstwo” i inne. Przystąpił do pracy nad największym pod względem objętości dziełem swojego życia, powieścią „Człowiek zmienia skórę”. Materiały do niej zbierał w Tadżykistanie, gdzie powstawała wiel- ka budowa systemu nawadniającego pustynię. O przedsięwzięciu tym właśnie powstało epickie, dwutomowe dzieło nie odbiegające kon- wencją ani stylem od ówczesnych socrealistycznych produkcyjnia- ków. Oryginalnym pomysłem ze strony autora było natomiast po- wierzenie roli głównego bohatera Amerykaninowi, inżynierowi owej budowy, który z początkowego sceptyka zmienia się w apologetę ustroju komunistycznego. Pomysł nie był wcale nieprawdopodobny, w Tadżykistanie rzeczywiście pracowali inżynierowie zza oceanu, ja- ko że pustynne przedsięwzięcie wykonywała amerykańska firma. Powieść podobała się władzom. Szybko przełożono ją na kilka ję- zyków. Doczekała się nawet wydania w Nowym Jorku, jako jedno z licznych dzieł mamiących umysły Amerykanów na temat warunków życia w ZSRR. Podobała się zwłaszcza decydentom partyjnym Ta- dżyckiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, którzy uhonorowali pisarza członkostwem w swoim Komitecie Centralnym. Było to ostat- nie wyróżnienie, jakie spotkało Jasieńskiego w Związku Radzieckim. Sygnałem do niepokoju mogły już być – i może faktycznie były – aresztowania w środowisku polskich komunistów, które rozpoczęły się na początku lat trzydziestych. Jeśli Bruno spodziewał się, że z cza- sem ustaną, mylił się bardzo. Drugim sygnałem – już do całkiem re- alnego strachu – było pozbawienie władzy protektora Jasieńskiego, Jagody, pod koniec 1936 roku i aresztowanie go po kilku miesiącach przez jego następcę, Jeżowa. Jagoda został oskarżony o szpiegostwo 17 i stracony w normalnym trybie, to znaczy po procesie, na którym zło- żył samoobciążające oświadczenie. Jednocześnie nasiliły się areszto- wania wśród Polaków. W tym czasie Jasieński pracował nad swoją ostatnią powieścią – „Zmową obojętnych”. Pisał ją po rosyjsku, tak jak wszystkie swoje utwory po zamieszkaniu w ZSRR. Treścią tej nie- dokończonej książki był los ludzi niesłusznie oskarżonych o szpiego- stwo i działanie na szkodę państwa radzieckiego. Na kilka miesięcy przed aresztowaniem Jasieński wziął udział w być może najbardziej ohydnej imprezie propagandowej jaką przy- szło mu sygnować swoim nazwiskiem. „Uczestniczył też w odrażającej wycieczce pisarzy sowieckich wzdłuż wybudowanego przez więźniów Biełomorkanału” – napisał Wojciech Orliński w artykule „Bolszewik z monoklem”. „Słowo wy- cieczka to nie moja ironia, tak tę wyprawę nazywał jej pomysłodawca i organizator, Maksym Gorki. 26 pisarzy w niej uczestniczących napi- sało wspólną książkę, w której każdemu przypadł jeden rozdział. Roz- dział Jasieńskiego zatytułowany »Trzydzieści trzy lata życia«, to opo- wieść o spotkanym podczas wycieczki czekiście. Czy zasługiwałby na współczucie pisarz nazistowski, który uczestniczył w wycieczce do obozu zagłady i spisał w niej hymn na cześć esesmana? Tylko dla- tego, że sam w końcu potem w nim zginął?” („Gazeta Wyborcza”, 30 grudnia 2000 – 1 stycznia 2001). Orliński pisze także, iż w tym samym czasie Jasieński wziął udział w nagonce na swojego rodaka Karola Radka, nazywając go na łamach „Izwiestii” – „profesorem dwulicowości”. Radek został stracony. Stracenie Jasieńskiego było kwestią miesięcy. Czy spodziewał się, że jego usłużna uległość wobec Kremla ura- tuje mu życie? A może po prostu robił to, czego od niego oczeki- wano, żeby tylko odwlec to co i tak nieuniknione? Tego oczywi- ście nie dowiemy się nigdy. Wybierając emigrację w ZSRR dostał się w tryby piekielnej machiny, w której istnienie nie chciał uwie- rzyć podczas lat spędzonych w Polsce, a potem we Francji. Nie wierzył, kiedy wychwalał idącą na Polskę armię bolszewicką, nie wierzył kiedy pisał polemikę z utworem Moranda. Można powie- dzieć, że sam zgotował sobie swój los i dobrze mu tak. Ale było- 18 by to duże uproszczenie. Jasieński był bowiem postacią niczym z tragedii Szekspira, postacią popełniającą błędy, a nawet czyny niegodne i haniebne, ale nie pozbawioną cech głęboko ludzkich, a w finale wzbudzającą prawdziwe współczucie. Ile tego rodzaju postaci było w tamtych czasach? Dokończmy jednak opowieść o Brunonie Jasieńskim. Areszto- wano go w 1937 roku pod zarzutem współpracy z polskimi agen- tami czyli członkami byłej KPP, którzy uciekali do Moskwy przed polskim więzieniem. Według Stalina wszyscy oni byli imperiali- stycznymi szpiegami, pracownikami polskiego wywiadu. Osadzo- nego w moskiewskim więzieniu Butyrki poddawano przesłucha- niom i torturom. Zachował godność odrzucając do końca winę, ale był u kresu wytrzymałości. To wtedy właśnie napisał list do Jeżowa z prośbą o szybką śmierć. A na temat ostatnich chwil Jasieńskiego krążyły różne wersje. Oficjalna wersja radziecka podana po zrehabilitowaniu go po XX Zjeździe KPZR głosiła, że zmarł na tyfus w szpitalu pod Wła- dywostokiem w drodze do obozu pracy. Anatol Stern, przyjaciel i biograf Jasieńskiego, ubarwił tę wersję legendą jakoby konają- cego pisarza wyrzucono na śnieg, gdzie pożarły go wilki. Według innej legendy miał on przeżyć i osiedlić się w wiosce na Syberii. Tam zwariował, ogłosił siebie mesjaszem i do końca swych dni w połowie lat 40. nauczał wierną grupę wyznawców, miejscowych drwali. Oczywiście prawda okazała się bardziej przyziemna i prozaiczna. Materiały zdobyte przed kilku laty przez dziennikarzy z różnych me- diów wskazują, że został on zabity strzałem w tył głowy na terenie moskiewskiego więzienia. Nastąpiło to 17 września 1938 roku, do- kładnie na rok przed agresją radziecką na nasz kraj. Spełniła się więc prośba Jasieńskiego o szybką śmierć, chociaż nie wiadomo, czy jego list w ogóle dotarł do Jeżowa, największego kata w dziejach ZSRR, który wkrótce podzielił los swoich ofiar, zastąpiony przez Ławrien- tija Berię. Los Brunona podzieliła jego była żona, Klara. Natomiast Anna Berzin powędrowała do łagru na kilkanaście lat, skąd powróciła dopiero na fali „odwilży”. Po powrocie pracowała nad przysposobie- 19 niem do druku „Zmowy obojętnych”. Syn Brunona, Andrzej, przy- jechał do Klimontowa w 1967 roku. Zmarł w Moskwie w latach sie- demdziesiątych. * * * W niniejszym zbiorze prezentujemy trzy manifesty i trzy opowia- dania Brunona Jasieńskiego. Manifesty powstały w marcu i kwietniu 1921 i poeta wygłosił je – o czym napisaliśmy – w Filharmonii Naro- dowej oraz sali Towarzystwa Higienicznego przy ul. Karowej w War- szawie. „Nogi Izoldy Morgan”, opowiadanie, a raczej mini-powieść, bo tak autor ją nazwał, ukazała się we Lwowie w 1923 roku. Opowia- danie będące satyrą na niemiecki narodowy socjalizm i ideologię rasi- stowską opublikował moskiewski dziennik „Izwiestia” w 1936 roku. Drukujemy je w przekładzie Wiesławy Komornickiej. Nową propozy- cją dla czytelnika jest opowiadanie „Klucze”, które ma charakter hor- roru i ukazało się na łamach lwowskiego czasopisma rozrywkowego „Torpeda”. Utwór ten nie został jak dotąd opublikowany w żadnym książkowym wyborze prozy Jasieńskiego. Za możliwość zamieszcze- nia go w tym tomie winni jesteśmy wdzięczność pani Marii Więc- kowskiej, twórczyni poświęconej Jasieńskiemu strony internetowej www.republika.pl/mkw98/bruno.html. PIOTR KITRASIEWICZ 20 Część฀I Opowiadania
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nogi Izoldy Morgan
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: