Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00168 007636 18431265 na godz. na dobę w sumie
Nowa siła - ebook/pdf
Nowa siła - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875482 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Doktor Josh Sullivan jest bardzo zadowolony ze swego kawalerskiego życia. Ma piękny dom nad morzem, nieustannie otacza go wianuszek kobiet - czy jest sens cokolwiek zmieniać? Zaczyna się nad tym zastanawiać, gdy poznaje sympatyczną Kat 0'Brien. Szybko dowiaduje się, że jego nowa koleżanka z pracy jest samotną matką. Josh, który dotąd unikał odpowiedzialności, pragnie się do niej zbliżyć. Kat jednak ma złe doświadczenia z ojcem swego synka i unika mężczyzn pokroju Josha...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Sarah Morgan Nowa siła Tłumaczył Zbigniew Kasprzyca Droga Czytelniczko! Powitałyśmy juz˙ nowy rok, pora wrócić do zwykłego trybu z˙ycia. A moz˙e takz˙e do swych ulubionych lektur? Oto nasze styczniowe propozycje: Szpital w dz˙ungli (Medical Duo) – David i Solaina uciekają od miłości: oboje uwaz˙ają ją za groźne uzalez˙nienie... Peruwiańska misja (Medical Duo) – Moriah marzy o licznej rodzinie, Blake zaś na myśl o tym dostaje gęsiej skórki. Dom marzeń (Medical) – mało brakowało, a z powodu swej niecierpliwości Marc straciłby ukochaną kobietę. Nowa siła (Medical) – Kat stara się pogodzić miłość do własnego dziecka z uczuciem do męz˙czyzny, który nie jest jego ojcem. Zapraszam do lektury Ewa Godycka Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Sarah Morgan Nowa siła Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: Gift of a Family Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Stafiej Korekta: Urszula Gołębiewska, Małgorzata Stafiej  2005 by Sarah Morgan  for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXT , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3803-6 Indeks 325260 MEDICAL – 371 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Tylko popatrz na tę dziewczynę. – Josh Sullivan nie mógł oderwać wzroku od zgrabnej postaci na desce surfingowej. W odpowiedzi Mac rzucił mu zniecierpliwione spoj- rzenie. – Lepiej patrz pod nogi. Zachowujesz się gorzej niz˙ Promyczek. Pies biegał po plaz˙y, radośnie oszczekując plaz˙owi- czów. – On potrzebuje psychiatry – dokończył Mac z re- zygnacją. – Niezła laska. – Josh nie przejął się słowami brata. Z uwagą śledził poczynania dziewczyny, która lekko ślizgała się po falach. Widział jej wyciągnięte ramio- na, rozwiane długie włosy i wdzięczne krągłości pod czarną, opinającą ciało pianką. Podziwiał jej styl. Była naprawdę dobra, a przy tym wyglądała bosko. – To powinno być zabronione – rzekł do siebie, rozdeptując zamek z piasku, dzieło przejętej grupki dzieci. Tym razem brat zareagował ostro. – Uwaz˙aj! Jakiś dzieciak budował ten zamek go- dzinami. – Mac potrząsnął głową. Spojrzał na brata, po czym z niepokojem podąz˙ył za jego wzrokiem. – Po- winna płynąć bliz˙ej brzegu. Ona nie wie, jak zdradliwe są prądy w tym miejscu – powiedział z troską w głosie. 6 SARAH MORGAN Josh w duchu rozwaz˙ał, czy Mac ma w ogóle świa- domość tego, jak bardzo zmienił się od czasu małz˙eńs- twa z Louisą. – Pływa nieźle, a fala jest idealna – odparł spokojnie. Przez chwilę korciło go, aby pobiec do domu po deskę, lecz przypomniał sobie plan dnia. Po męczą- cym tygodniu w szpitalu postanowił zjeść porządny lunch, a potem miał do wieczora remontować łódkę. Jeszcze raz popatrzył na fale, z˙ałując, z˙e doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Mac tez˙ zerkał na morze. – Tam są jakieś małolaty. Co oni, do diabła, wy- prawiają? Josh wzruszył ramionami. – Po prostu nieźle się bawią. Wyluzuj. Sam nieraz naraz˙ałeś się dla zabawy. Teraz tez˙ flirtowałbyś na fali ze śmiercią, gdyby z˙ona cię nie ujarzmiła. On robił to samo. W szpitalu widział wiele nie- szczęść i w efekcie nabrał przekonania, z˙e z˙ycie jest po to, aby korzystać z kaz˙dej okazji. Słysząc te słowa, Mac zesztywniał ze złości. – Moja z˙ona wcale mnie nie ujarzmiła. Josh klepnął brata po plecach. – Prowadzi cię na smyczy, braciszku. – Taki pełen współczucia ton zawsze wyprowadzał Maca z równo- wagi. – Do tego na bardzo krótkiej. Była to ulubiona rozrywka Josha. Cieszyło go pro- wokowanie starszego, rozsądnego brata. Tym razem nie musiał długo czekać. W oczach Maca pojawił się niebezpieczny błysk. – Na smyczy? – warknął. – Louisa niczego mi nie zabrania. NOWA SIŁA 7 Josh spojrzał na brata z politowaniem. – Przyznaj, z˙e tej smyczy nie czujesz. To bardzo kobieca umiejętność. – Josh wyciągnął przed siebie opalone ręce w wymownym geście. – Potrafią zarzucić pętlę i zanim się zorientujesz, juz˙ po tobie. – Za chwilę poz˙ałujesz! – Oczy Maca zabłysły ostrzegawczo. – Chcesz powiedzieć, z˙e Louisa zabra- nia mi czegokolwiek? – Och nie, z pewnością nie otwarcie. – Josh po- groził mu palcem, robiąc przezornie krok w tył. – Ko- biety są sprytne. Ty myślisz, z˙e to twoja suwerenna decyzja, ale one działają podstępnie, więc niczego nawet nie zauwaz˙ysz. Do tej pory chodziłeś z kump- lami na piwo, az˙ tu któregoś dnia obojętnie mijasz ulubiony pub, bo pędzisz do domu na kolację. A tam nie ma piwka. – Spochmurniał. – Za to są świece, kryształowe kieliszki i dobre wino. Co za z˙ycie! – Całkiem niezłe – sucho stwierdził Mac, schodząc z drogi malcowi z łopatką i wiaderkiem w rączce. – Czy muszę ci przypominać, z˙e sam lubisz dobre wino prawie tak samo jak kobiety? – Ponadto sport i szybkie samochody – mruknął Josh, przesuwając ręką po nieogolonej brodzie. – Weź- my, na przykład, samochody. Kobiety uwielbiają prze- jaz˙dz˙ki we dwoje, lecz tak naprawdę w czasie jazdy ciągle przygładzają włosy. Gdy odwrócisz wzrok, spra- wdzają w lusterku fryzurę. A po ślubie, zanim zdąz˙ysz się zorientować, juz˙ siedzisz za kierownicą czegoś, co przypomina autobus, z mnóstwem drzwi i przeróz˙nych patentów dla bezpieczeństwa dzieci. Ohyda! – Mój samochód nie przypomina autobusu. – To tylko kwestia czasu. – Josh wzruszył ramiona- 8 SARAH MORGAN mi. – Popatrz na ten ogromny brzuch twojej z˙ony. Takie wielkie dziecko trzeba będzie czymś wozić. – Louisa nie jest ogromna. – Mac ściągnął brwi. – Nie powiedziałem, z˙e Louisa jest ogromna, ale z˙e ma ogromny brzuch – odparł Josh przymilnie. – Nic dziwnego. To dziewiąty miesiąc. – Wcale nie jest ogromna. – Mac zaczynał tracić cierpliwość. – W czasopiśmie medycznym opisano przypadek matki, która zamiast jednego dziecka, urodziła dwo- jaczki – dokończył Josh, z trudem zachowując nie- wzruszony wyraz twarzy. – Tak zwane ,,przekłamanie USG’’. Płody ułoz˙yły się jeden za drugim. Horror, prawda? Mac rzucił się na brata i powalił go na piasek. – Następnym razem, gdy coś podobnego przyjdzie ci do głowy, trzymaj się ode mnie z daleka – wycedził przez zęby. – A jeśli zdenerwujesz Louisę takimi opo- wiastkami, nie odpowiadam za siebie. Skręcając się ze śmiechu, Josh nawet nie próbował wstać. Zastanawiał się, dlaczego ojcostwo zmienia dorosłych facetów w kupę galarety. Jednak, gdy do- strzegł prawdziwe zaniepokojenie na twarzy brata, spowaz˙niał. Widać Mac traktuje to bardzo serio. – Z˙artuję – wykrztusił. – Wiesz dobrze, z˙e nie mam zamiaru jej denerwować. Uwielbiam ją. Mac, przeciez˙ to dzięki mnie ją poznałeś. Co się z tobą dzieje? – Nie wiem. Moz˙e to perspektywa ojcostwa? – Mac odetchnął głęboko i pomógł bratu wstać. – Wierz mi, co innego jest dodawać otuchy pacjent- kom, a co innego, gdy chodzi o własne dziecko. Nie da się tego porównać. Jestem zupełnie rozkojarzony, NOWA SIŁA 9 przyznaję. – Przesunął palcami po włosach i dodał w zadumie: – Martwię się o nią, martwię się o dziecko. Zobaczysz, jak to jest, jak sam zostaniesz ojcem. – Ojcem? Ja? – Josh otrzepywał się z piasku. Juz˙ sam dźwięk tego słowa napawał go przeraz˙eniem. – Pieluchy, nieprzespane noce, z˙egnaj sportowe autko z opuszczanym dachem! Dziękuję bardzo. Ojcostwo to nie dla mnie! Mac rzucił mu zaciekawione spojrzenie. – Naprawdę uwaz˙asz, z˙e jesteś na to uodporniony? Myślisz, z˙e moz˙esz się spotykać z kaz˙dą dziewczyną, która wpadnie ci w oko, i nigdy się emocjonalnie nie zaangaz˙ujesz? Josh się uśmiechnął. – Jeszcze mi się to nie przytrafiło. Relacje męs- ko-damskie rozwijają się według pewnych reguł. Cała sztuka to prawidłowo rozpoznać poszczególne etapy. I nie dać się złapać. – Etapy? – Właśnie. Na początku jest iskrzenie. Spotykasz kogoś i wytwarza się między wami chemia, która zachęca do dalszych kroków. – Josh zdjął okulary słoneczne i mrugnął znacząco do brata. – A więc posuwasz się dalej... – Mów za siebie – rzucił sucho Mac. – Czy to moja wina, z˙e kobiety na mnie lecą? A więc posuwasz się o krok dalej i zaczynacie widy- wać się częściej. Wtedy budzi się poz˙ądanie. I to jest najprzyjemniejszy okres znajomości. – Josh uśmiech- nął się do własnych myśli. Mac wzniósł oczy do nieba, lecz Josh nie zwracał na niego uwagi. 10 SARAH MORGAN – W pewnym momencie, zwykle pomiędzy chwilą, gdy po raz pierwszy zostawi u ciebie szczoteczkę do zębów, a dniem, gdy zacznie tęsknie oglądać się za kaz˙dym wózkiem dziecięcym na ulicy, następuje ledwie wyczuwalna zmiana atmosfery. Nie wolno przeoczyć tego momentu, jeśli chce się jeszcze długo i szczęśliwie pozostać kawalerem. Jeśli jednak zaśpisz, zobaczysz, jak twoja luba kupuje dziecięcy fotelik do samochodu. Kończąc ten wywód, Josh az˙ się wzdrygnął. Mac nie krył przeraz˙enia. – Josh, ty masz trzydzieści dwa lata! Nigdy się nie ustatkujesz? Josh ujrzał w myślach swój dom, a właściwie stary, stojący na plaz˙y opuszczony hangar, gdzie kiedyś przechowywano łodzie, który udało mu się przekształ- cić w luksusowe mieszkanko. Zobaczył plazmowy te- lewizor, podrasowany samochód i swoją łódkę. Pomy- ślał o cięz˙kiej pracy w szpitalu i o tym, z˙e jest panem swojego losu. – Moje z˙ycie nie wymaga zmian. – Uwaz˙asz, z˙e jesteś szczęśliwy? Sam sobie ste- rem... – Przez chwilę głos Maca brzmiał powaz˙nie. – Naprawdę tylko tyle z˙ądasz od z˙ycia? Josh uśmiechnął się chytrze. – Rzadko bywam sam. A jak juz˙ tak się zdarzy... – Leniwym ruchem załoz˙ył okulary. – Mam wtedy okazję odpocząć. Mac z rezygnacją pokiwał głową. – Kto jest tymczasem twoją wybranką? Ostatnio nikogo nie zauwaz˙yłem. – Aktualnie jest wakat – rzucił lekko Josh. – Ale rozwaz˙am kilka kandydatek. Lubię proces rekrutacji. NOWA SIŁA 11 – Kiedy ty wreszcie dorośniesz?! – Kiedy w Kornwalii nie będzie dziewczyn. Mam czas. Josh śledził wzrokiem plaz˙owiczkę w skąpym biki- ni biegnącą w kierunku morza. Mac podąz˙ył za jego spojrzeniem. – Jesteś głęboki jak kałuz˙a podczas odpływu. – Ja? – Josh połoz˙ył rękę na sercu i zrobił obraz˙oną minę. – Nikt mnie nie rozumie. Jestem pełnym po- święcenia lekarzem, który próbuje odpocząć po cięz˙- kiej pracy. Jak pomogłem ci uporządkować sprawy sercowe, zrobiłeś się taki odpowiedzialny, z˙e teraz wolę nie pokazywać się z tobą w towarzystwie, z˙eby nie stracić opinii zepsutego playboya. – Miłość nie wybiera – zauwaz˙ył Mac łagodnie, rozglądając się za psem. – Któregoś dnia przyjdzie kolej na ciebie. A wtedy będę upajał się twoim upadkiem. Josh popatrzył tęsknie na odległy horyzont. Morze mieniło się w promieniach letniego słońca, a fale z szumem wdzierały się na piasek. Dziewczyna na desce zbliz˙ała się do brzegu. Patrząc na jej sylwetkę, Josh wstrzymał oddech. – Jak, do licha, ona utrzymuje równowagę z taką figurą? – Tak jak ty – odparł Mac obojętnie. – Za pomocą stóp i balansowania ciałem. – Nie mam takiego ciała – stwierdził Josh. – Jej budowa nie pozwala na utrzymanie równowagi. Zgod- nie z teorią względności powinna upaść do przodu. – Teoria względności? – Właśnie. – Josh rzucił bratu dwuznaczny u- śmiech. – Rozmiar jej tyłeczka względem... 12 SARAH MORGAN – Rozumiem. – Mac pokiwał głową z politowa- niem. – Ty zawsze o tym samym, prawda? Pewnie jest głupia jak but. – Z takim ciałem, co za róz˙nica. Mac wytrzeszczył oczy. – Nie rozumiem, dlaczego do tej pory z˙adna baba nie podbiła ci oka. – Poniewaz˙ z˙adna mi się jeszcze nie oparła – objaś- nił Josh. Z uwagą śledził dziewczynę, która zeskoczyła z deski, odgarniając mokre włosy. – Idzie w naszą stronę. Zaraz mnie zauwaz˙y. Patrz i ucz się, bracie. Zdaje się, z˙e wakat wkrótce będzie nieaktualny. – U- śmiechnął się podstępnie. – Udzielę jej pierwszej pomocy, gdy zemdleje na widok twojego nadętego ego. Nie bierzesz pod uwagę faktu, z˙e moz˙esz jej się po prostu nie podobać? – Chyba z˙artujesz. – Josh skrzywił się i wypręz˙ył pierś. – Inteligencja i odwaga. Czego jeszcze moz˙e chcieć kobieta? Patrzył z niedowierzaniem, jak dziewczyna rzuca deskę na fale i bez jednego spojrzenia w jego kierunku ponownie oddala się od brzegu. – Nawet cię nie zauwaz˙yła – stwierdził Mac, spog- lądając na zegarek. – Twoje libido wyraźnie potrzebu- je kubła zimnej wody. Idziemy do domu. Moz˙esz u nas wziąć prysznic. Zjemy lunch, a potem wrócisz tu pu- cować łódkę. – Przywołał psa. Twarz Josha pojaśniała na myśl o posiłku. – Moz˙e Louisa przygotowała jakąś hinduską po- trawę? Uwielbiam, kiedy coś takiego gotuje. – Nie mam pojęcia. Wbrew temu, co myślisz o z˙y- ciu małz˙eńskim, nie muszę uzgadniać z z˙oną, co po- NOWA SIŁA 13 stawi na stole. – Mac opędzał się od psa, który tuz˙ obok postanowił otrzepać się z wody. – Ale nie liczył- bym na hinduską kuchnię – ciągnął. – W niedzielę jest zwykle pieczeń. Louisa jest bardzo tradycyjna. Promy- czek, do nogi! Siad! Siadaj, durniu! Josh zapytywał siebie w duchu, czy na świecie istnieje kobieta, która będzie miała taki wpływ na niego, jak Louisa na Maca. Chyba nie. W wyobraźni postawił się na miejscu brata, który miał wkrótce stać się po raz pierwszy ojcem. Nie ma nic gorszego. Zgoda, czasami myślał o dzieciach, ale nigdy powaz˙nie. Za nic nie mógł dopasować dziecka do swojego stylu z˙ycia. I z pewnoś- cią nie zamierzał niczego w nim zmieniać. Praca na oddziale ratownictwa nie pozostawia zbyt wiele czasu wolnego, a on niemal w pełni wykorzys- tuje go na naprawę łodzi i windsurfing. Nie zamierza poświęcać się zmienianiu pieluch. Jego z˙ycie jest idea- lnie ułoz˙one. Nie brakuje mu atmosfery rodzinnego domu, mimo z˙e lubi odwiedzać brata, a bratowa wie, jak uwić męz˙owi zaciszne gniazdko. – Cokolwiek ugotuje, będzie wspaniałe. – Josh ru- szył juz˙ w kierunku wydmy, za którą znajdował się dom Maca. Zatrzymały go krzyki dochodzące z plaz˙y. Odwró- cił się i zobaczył na wodzie grupkę deskarzy. Zmruz˙ył oczy i ujrzał, jak wynoszą na brzeg bezwładne ciało. Mimo odległości dostrzegł, z˙e ten człowiek krwawi. – Zdaje się, z˙e ktoś dostał w głowę – rzekł spokojnie. Mac zaklął pod nosem. – I tak wygląda mój urlop – mruknął. Ruszyli biegiem z powrotem na plaz˙ę. Josh dotarł na miejsce jako pierwszy. 14 SARAH MORGAN – Ja się nim zajmę. – Rzucił się na kolana obok rannego, lecz dziewczyna, której wyczyny na desce podziwiali parę minut wcześniej, była szybsza. Joshowi wystarczyło jedno spojrzenie, aby odnoto- wał dwa fakty. Po pierwsze, z˙e miała rude włosy, po drugie, z˙e była nieprzeciętnej urody. Rzucił jej uśmiech, który niezawodnie gwarantował mu zaintere- sowanie płci pięknej. – Jestem lekarzem. – Ja tez˙ – odparła obojętnie. Taki rzeczowy ton powinien zniechęcić kaz˙dego faceta. – Zasłania mi pan światło. Josh puścił mimo uszu chichot brata, zbyt zaintry- gowany dziewczyną. Widok czarnej pianki opinającej jej ciało niepokojąco podnosił mu ciśnienie krwi. Było to ciało ze snów niegrzecznych chłopców. Nie zwracała uwagi na Josha, skupiając się na ran- nym. Za to on z natęz˙oną uwagą oceniał długość jej rzęs. Rewelacyjnie długie. – Krwotok z rany na przedramieniu. Musiał ude- rzyć się o skałę. Wpadł do wody i dostał deską w gło- wę. Widziałam, jak to się stało – powiedziała, badając ostroz˙nie ranę. – Tętnica. Do diabła, ma przeciętą tętnicę. Gdy rozpięła rękaw pianki, krew trysnęła jak fon- tanna, lecz ona sprawnie ucisnęła krwawiące miejsce i uniosła bezwładną rękę. – Rana jest głęboka. Trzeba zrobić opatrunek ucis- kowy. – Spojrzała na stojących wokół kolegów po- szkodowanego. – Dajcie mi sznurówkę i podkoszulek. Jeden z męz˙czyzn zbladł i zrobił krok do tyłu.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nowa siła
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: