Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00236 013883 11051789 na godz. na dobę w sumie
Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej (1764 — 1773), tom drugi - ebook/pdf
Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej (1764 — 1773), tom drugi - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 138
Wydawca: Wydawnictwo Armoryka Język publikacji: polski
ISBN: 978–83–7639–010–9 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Władysław Łoziński, pseudonimy Wojtek ze Smolnicy, Władysław Lubicz (ur. 29 maja 1843 w Oparach pod Samborem, zm. 20 maja 1914 we Lwowie) - polski powieściopisarz i historyk, badacz przeszłości kultury polskiej, sekretarz Ossolineum, kolekcjoner dzieł sztuki.


Opowieści pana Wita Najrwoja przenoszą nas w czasy schyłku osiemnastego stulecia. Są to trzymające w napięciu powieści o żołnierzach, wojnach, podjazdach, pojedynkach, złoczyńcach, szlachciurach, ale też o alchemikach, zbójcach, rycerzach i pięknych kobietach na tle dziejów chylącej się ku upadkowi Rzeczpospolitej.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Władysław Łoziński NOWE Opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardji koronnej A. D. 1764 1773― Armoryka Władysław Łoziński Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej (1764 — 1773) Władysław Łoziński Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej (1764 — 1773) Armoryka SANDOMIERZ 2009 Redaktor: Brunisława (Brunia) Kot Projekt okładki: Juliusz Susak Tekst książki według edycji: NOWE OPOWIADANIA Jmć Pana Wita Narwoya Rotmistrza Konnej Gwardyi Koronnej (1764 — 1773) spisał Władysław Łoziński we Lwowie, Nakładem Księgarni Gubrynowicza i Schmidta z drukarni Wł. Łozińskiego, 1884. Pisownię uwspółCześniono w niewielkim zakresie. Ilustracja na okładce: Jan Piotr Norblin, Targ na Pradze, 1791 (licencja public domain), źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Targ_na_Pradze.jpg Copyright © 2009 by Wydawnictwo i Księgarnia Internetowa ARMORYKA Wydawnictwo ARMORYKA ul. Krucza 16 27–600 Sandomierz tel (0–15) 833 21 41 e–mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl http://www.armoryka.strefa.pl/ ISBN 978–83–7639–010–9 SERENISSIMUS I. A miał JPan burgrabia lwowski Pohorecki, choć na pozór chudopachołek był i dość mizerny urząd trzymał, wina stare a przednie u siebie, bo na to smakosz wielki bywał, a gdzie się na lwowskim zamku loch jakowy chłodny a głęboki zdarzył, tedy on tam nie delikwenty i gwałtowniki, ale hungaricum stare i zawiesiste pod areszt sobie sadzał... Rzecze tedy JPan burgrabia do wesołej kompanii: — Owo teraz, panowie bracia i oficerowie, kiedyście już na mnie w ten dzień patrona mego łaskawi byli, znajcież, żem i ja z serca wam rad, gościowie mili... Mam ja tu pod jurys- dykcją moją grassanta i rabownika setnego; drab to i siłacz okrutny, od zeszłego wieku in fundo siedzi, a teraz czas mu, aby tu gardło dał... Węgrzyn jest rodem Barabasz ten, w Kra- kowie żakiem był, ale nie w Jagellonicum jeno w piwnicach siedział, potem jako excessant po Rzeczypospolitej chadzał, wiele konfuzji i złości narobił, szlachtę wadził, rebelią wszczy- nał, braci rodzonych kłócił, senatorom głowę zawracał... teraz 5 u mnie w lochu siedzi; niechże tu staje a sprawę zda; już ja go w ten dzień solenny Waćpanom pod krygsrecht oddawam... Że kompania już ciepłe czupryny miała, tedy ten i ów my- śli, że to naprawdę o delikwencie jakim mowa, którego poena laquei czeka — a wszyscy oczy szeroko otwierają, aż tu pacho- łek wchodzi i kosz wina stawi, a każda butelka stara, sędziwa, mchem brodata, czubatym łbem ciekawie wyziera, bo słonka bożego dawno nie oglądała... — Owo comparens jest złoczyńca ów praedictus! Tedy bierzcie go, niech gardło da, ale i wy jemu gardła dajcie, bo jakem Pohorecki, wart tego cale... Wszyscy tedy w śmiech serdeczny na to rozwiązane enig- ma, a JPan Pohorecki mówi dalej: — Ale ze szkła podłego pić go nie będziecie, bo to by de- spekt był, aby na tak mizernym wózku taki pan jechał, jeno ze srebra szczerego, i to z tego oto świdra, aby ten likwor szla- chetny do góry nie szedł, ale na dół, co znaczy: nie do głowy a do serca, i czoła nie chmurzył, jeno affekta braterskie roz- grzewał... A był ten świder nie co innego, jeno puchar srebrny, zło- tem misternie pleciony, jak wąż kręcony, a takowym kształ- tem po staremu kuty, że figurę świdra prezentował, a zamiast podstawki wierutny nawet świderek miał, tak, że na stole po- stawić go nie sposób było, ale wświdrować go było potrzeba. Pocznie się tedy admiracją i oblektament wielki, tak z wina, jak i z onego pucharu, każdy go rad oglądać, a każde- mu zda się, że kiedy pełny, tedy piękniejszy. JPan porucznik Zachariasz Łada Zawejda trzy razy go oglądał, zawsze przed lustracyą taką po brzeg go nalawszy, bo (mówił) „próżny kielich oglądać, i zdrożna i niebezpieczna jest, jako iż z tego głowa boli i od suchości takowej humory w człowieku rebelię szkodliwą czynią”. Tak go z bliska i grun- townie spenetrowawszy, Zawejda rzecze: — Wiele admiracji tu słyszałem, ale w admiracji nie było racji!... A chcecie wiedzieć, jakowa racja jest świdra tego, i po 6 co go ów sztukmistrz tak mądrze urządził? Owoż wiedzieć macie, że ten świder nie tylko symbolem jest głębokiego sen- tymentu serc szlacheckich, ale taki w tem sekret leży, że ten tylko mistrz jest, kto trzy takie puchary wypiwszy, czwarty pełniusieńki świderkiem tym w stół zakręci, ani kropelki na- wet nie uroniwszy z niego. Rzekłszy to Zawejda, ku podziwieniu kompanii całej pu- char ten po same brzegi napełnił, dłonią go z góry ujął, na stół postawił i tak zręcznie świderkiem wkręcił, że się ani kro- pla wina nie przelała. Dopieroż ten i ów także próbować so- bie, ale nikt sztuki nie dokazał, a JPan porucznik Zawejda nuż kompanię na przekwinty brać a strofować, aby wodą sztuki doświadczali a nie szlachetnym likworem, bo go już i tak sporo na stół wylali... Szedł tedy świder ów koleją między biesiadniki ale już próżny, a każdy chwali i koncept zabawny i przedziwną robo- tę sztukmistrza, bo były na tym pucharze kowane rozmaite fi- gury i floresy, a wszystko z misternością wielką... Rzecze pan Zawejda do kompanii: — Kiedy ten kielich w podziwieniu sobie mamy, a każdy go chwali, to mi pozwól- cie, panowie bracia i mili kamradowie, że wam tu pokrótce opowiem historię wierną jednego przedziwnego kielicha, a to z narracji śp. ojca mojego, namiestnika w husarskiej chorą- gwi JMPana Michała Potockiego, niegdy starosty Krasno- stawskiego, i z tego, co sam później słyszałem i widziałem. II. Dużo ja już kielichów i pucharów widziałem, ale nie czy- niąc despektu temu oto świdrowi JMPana Pohoreckiego, ta- kiego z was żaden nie widział, jaki ja widziałem. Jaki pan taki kram, jaki jeździec taki koń, jaki rycerz taka i szabla, tedy nie dziw, że kędy szlachcic amator wina prawy i piwnica zasobna, tam i vitra gloriosa bywają, a przednich pucharów od święta i od wielkiej parady nie brak. 7 Owo kto z Waćpanów nie słyszał o JMPanu Sanguszce, or- dynacie ostrógskim, który był Wielki Bibosz Litewski, albo o JMPanu kasztelanie Zawichoskim, co był Bibosz nad Bibo- sze i jakoby Arcybibosz w całej Najjaśniejszej Rzeczypospoli- tej? U wszystkich tych panów bywałem i pijałem, a daj mi Boże tyle lat i zdrowia jeszcze, ile razy ów sławny puchar pana krajczego z Bąkowej góry, zwany Corda fideltum, pod tym wąsem moim się znajdował... Pucharów pysznych lub przeróżnej uciesznej figury widy- wałem tedy sporo w moim życiu; pijałem z rogów, trąb, z ki- jów szklanych, bukłaków, z kuflów, ananasów, waltorni, łyka- czów, susłów, żurawi, welkomów i widerkomów, z portugal- skich pistoletów, z jungferskich spódniczek, i z innych instru- mentów wszelakiego rodzaju, nie mówiąc już nic o trzewicz- kach przeróżnych gładkich Marianeczek i Zosieczek — ale to wszystko furda przed kielichem Sapieżyńskim! To był puchar nad puchary, król nad wszystkie polskie kielichy — i nie dar- mo zwał się też Serenissimus1! Trzymał ten Serenissimus setną miarę, mniejszą trochę od onego Krajczyńskiego Corda fidelium, ale zawsze potężnego tchu trzeba było, aby duszkiem go wychylić. Szczerozłoty cały był, augszpurski, a robota takiej przedziwnej misterności, że w admiracji go wszyscy mieli. Nie darmo też mówiono, że ja- kiś sławny kunsztmistrz niemiecki pięć lat nad nim pracował, a kiedy skończył, oślepł biedny Niemczysko. Prawda bo i to, że kto ów puchar dobrze zgruntował, i co na nim wszystko było, odczytał i obejrzał, temu już i Nowe Ateny na nic się nie zdały, bo już wszelkie ciekawości znał perfecte. Były tam figu- ry najmisterniejsze i wyobrażenia mężów sławnych, i curiosa i jacosa i sacra i profana, i historia bożka Bachusa i gody w Kannie Galilejskiej. Nie pytać już nawet, co tam było, a ra- czej pytać, czego tam ów sztukmistrz nie wsadził? Dokoła zaś był ten puchar drogimi kamieniami wykładany, a były to ka- mienie najprzedniejszej wody i wyobrażać miały kolory win 1 Najjaśniejszy. 8 przeróżnych. Tedy były tam i żółtawe brylanty, i topazy i ru- biny... Tak wyglądał Serenissimus. Ale nie dla tego był on Sere- nissimus, że od złota i klejnotów świecił, bo i żydowski pająk także sobie strojny być może, ale z innej ważniejszej racji, al- bowiem był on przez trzech monarchów uczczony, na god- ność dostojną wyniesiony, i przywileje miał swoje królewskie. A jak to się stało, to według opowieści pana ojca mego powta- rzam: Było to anno Domini 1700, kiedy król August z rycerskimi imprezami się nosił, a szwedzka wojna już w sercu i głowie mu była. Owoż opowiadał pan ojciec mój, że wielki wówczas obóz był pod Brzeżanami w Trybuchowcach, dokąd i on z chorągwią swoją husarską się ściągnął. Było tam mnogo koronnego wojska i Litwy; z wojskami swymi stanęli i J. O. wojewoda Jabłonowski, hetman wielki koronny i wojewoda wileński, wielki hetman litewski, i p. Szczęsny Potocki, hetman polny koronny i mnóstwo pa- nów senatorów z hufcami swoimi. Król Jegomość August II wojsko swe także przywiódł; co najprzedniejszego żołnierza 30.000 stawiąc w pole; a były to piękne regimenty, zbrojne i strojne, jak mało jaka armia; chłop w chłopa w chędogich moderunkach, sam lud szumny i obrotny w żołnierskim rze- miośle. Czekano samego króla Jegomości w obozie, a gońce były od niego, że już w drodze jest i rychło przed zgromadzonym rycerstwem stanie. Któż z was nie wie, że król August biesia- dy lubił, kompanii wesołej nigdy krzyw nie był, z kielichem dobrze się znał i mało komu prym dał przed sobą, kiedy pił; choć dyssymulant wielki bywał, i nigdy po nim nikt tego nie poznał, że miarę przebrał w szlachetnym trunku. Insza biesiada w komnacie pałacowej a insza bywa w obo- zie; kto tego nie wie, niech w pole idzie między towarzysze, a przekona się, że tu i fantazja bystrzej nosi i głowa więcej może, bo kto się rezolwował krwi nie litować swojej, ten 9 i wina nie pożałuje. A już za Sasa najbardziej, bo kiedy pito choć się nie bito, co wtedy dopiero, kiedy bić się miano?... Owo JM. pan wojewoda wileński Sapieha, który podów- czas nie był jeszcze malkontentem i adwersarzem króla Jego- mości, znacznie przedtem wiedząc, że August w obozie będzie a gościem o każdego z hetmanów zawadzi, wysłał do rezyden- cji swojej po ów puchar sławny i misterny, którego przedziw- ną figurę opisałem, a że czas krótki był, tedy litewscy Tataro- wie, co w wojsku byli, w ułak, to jest rozstawnymi końmi po puchar skoczyli, a że ułak pod srogim rygorem szedł, więc piorunem kielich był w obozie, dobrze przedtem jeszcze, nim o królu Jegomości gońce były, że się zbliża.. Kiedy tak króla czekano, a hetmańskie obozy gotowe już były na przyjęcie Najjaśniejszego gościa, przybiega nagle ofi- cer saski do hetmana Jabłonowskiego z posłaniem, jako król Jegomość w Rawie, kilka mil ode Lwowa się znajduje, ale da- lej ruszyć nie może, albowiem nagle i niespodzianie, bez wszelkiego awiza, spadł mu tam gość rzadki i dostojny, a go- ściem tym nie kto inny jest, jeno sam Car Jegomość, Piotr! Zamiast tedy do obozu jechać, król w Rawie tak potężnego gościa podejmować musi, i p.p. hetmanów prosi, aby dla większego splendoru i uczczenia tak sławnego monarchy co żywo przybywali do Rawy. Tak wielka a niespodziewana nowina znaczny wywołała rumor w obozie, a p.p. hetmani i co najdostojniejsza szlachta w lot na koń siedli, biorąc z sobą tylko półtora tysiąca najwy- borniejszej jazdy dla orszaku; i w kawalkacie tej znajdował się właśnie pan ojciec mój. A z tem nagłym przybyciem cara Piotra tak się rzecz miała, że kiedy car bawiąc w Wiedniu u Jego Mości cesarza rzym- skiego Leopolda, o rebelii i niespokojnościach różnych w Mo- skwie się dowiedział, natychmiast do państwa swego pospie- szył. Jechał bez wszelkiej parady, i bez wystawy monarszej się obchodził, bo nawet kolaski nie miał, jeno teleżkę z najętymi końmi, a takich dziesięć teliżek to i cała jego kawalkata. 10 Opowiadał mi pan ojciec, że gdy do Rawy się zbliżali, śmiech wielki ich zebrał, kiedy ujrzeli na polach kampament żydowski, bo aby dworom obom rum uczynić w tak nędznej mieścinie, żydów wyrzucić musiano, a ci tedy wielkim obo- zem na polu się rozłożyli. Cały rynek w Rawie pokryty był pysznymi namiotami, które przytykały do mizernych do- mostw żydowskich, a w tych namiotach i lichych izbach mieszkali obaj monarchowie i dwory ich całe. Ojciec mój wtedy dobrze sławnego cara oglądać mógł, a było też i na co z podziwieniem patrzeć, bo już o monarsze tym w całym świecie chrześcijańskim głośno było, a o jego peregrynacjach po różnych dworach i miastach najcudow- niejsze czyniono narracje, tak że go wszędy jako monstrum monarchorum okrzyczano. Niepokaźny był i nie tak wyglądał, jak go sobie imaginacja pana ojca mego wymalowała. Na monarchę nie wyglądał; w szarym, bardzo mizernym i wytartym kubraczku z biczy- kiem w ręku na lustracje wojsk saskich wyjeżdżał; a koniuszy p. hetmana polnego Potockiego, nie znając go a chudzinę ta- kiego widząc przed sobą, potrącił go był nawet koniem, z cze- go omal wielkiego gwałtu i nieszczęścia nie było, bo car Jego- mość biczykiem przeparzył koniuszego, a koniuszy szabli nań dobył, a gdyby go w czas nie poznano, byłyby go ciury obozo- we zasiekły szablami. Cały tydzień Car Jegomość i król August w Rawie bawili, a nigdy przedtem nie widziało i nigdy potem widzieć już pew- nie nie będzie to nikczemne miasteczko takowych festynów i lustracji i biesiad i igrzysk przeróżnych rycerskich. Obaj mo- narchowie wyprawiali uczty po ucztach, a hetmani znowu ko- lejno podejmowali ich w swoich namiotach w kole co naj- przedniejszego rycerstwa i Ichmość p.p. senatorów... Owo tak przyszła kolej i na pana wojewodę wileńskiego Sapiehę — ten tedy, kiedy wino podano, a miał z sobą pan wojewoda najszlachetniejsze wina i węgierskie i zamorskie, ów puchar swój przesławny familijny napełniwszy, na klęcz- 11 kach zdrowie obu monarchów wypił, i królowi Augustowi go podał. Król zaraz z niego zdrowie Cara JMci pił, a Car Jego- mość znowu komplement takiż sam królowi uczynił, poczem znowu obaj zdrowie rycerstwa Korony i Litwy i saskiego orę- ża wypili, a zawsze duszkiem z onego pucharu. Tak król Jegomość jak i car Piotr piękności i misternej ro- bocie puchara dosyć nadziwować się nie mogli, wizerunki i fi- gury na nim kształtnie cięte oglądali, sentencje mądre z po- gańskich filozofów czytali — a podając go sobie kolejno, z we- sołą i serdeczną ochotą przez cały czas zeń pili. Aż król Au- gust mówi: — Puchar ten wasz panie wojewodo, nie tylko że bogaty i pełen misternego jest kunsztu, ale w nim jakoby vis magica leży, jakowaś wdzięczność taka, że trunkowi i smaku i słodko- ści dodaje; a to nie wiem czy to sztukmistrza, co go robił, jest sprawa, czy też gospodarskiego serca arcanum. Skłonił się do stóp króla Jegomości Sapieha, za taki kom- plement łaskawy dziękując, a tu i car Jegomość rzecze: — Prawdę mówi brat mój korol Awgust (bo tak króla cią- gle zwał) zaczarował swój kielich susid mój, pan wojewoda, bo nie pamiętam już, kiedy mi wino tak smakowało, jako dziś, kiedy je z tego kielicha piję. A zwał Car JM. „sąsiadem” Sapiehę tak samo jak pana het- mana Jabłonowskiego, bo obaj koło Białejcerkwi włości mie- li. Po takich słowach kiedy pić już przestano, pan wojewoda na węgrzynka skinął, a ten z pięknem, srebrzystym, turkusa- mi sypanem puzdrem przybiegł i panu je podał. Wziął więc p. wojewoda puchar ów i w puzdro go zamknąwszy rzecze: — Kiedy taki splendor spadł dzisiejszego dnia na puchar ten, że rozweselił serca dwóch monarchów sławnych i symbo- lem niegodnym był ich wzajemnych ku sobie affektów, tedy ten kielich już od momentu tego Serenissimus jest, i już go się nie tkną usta moje, chyba kiedy w domu moim summa solenitas przypadnie, i to tylko na zdrowie Majestatu! 12 — Niechże się tedy tak zwie, jak rzekłeś — mówi król Au- gust — daję mu tytuł Serenissimus, a gdyby u was Polaków wszystko nie elekcją szło, tobym go królem mianował nad wszystkie kielichy. JMPan wojewoda malborski, Prebendowski, który z kró- lem jako konsyliarz przyboczny przyjechał, ozwie się na to żartobliwie: — Najj. Panie, tedy chyba diploma wystawić i pieczęć dać panu wojewodzie in aeternam rei memoriam? Wszyscy na te słowa p. wojewody Prebendowskiego śmiać się poczęli, a król i car także, ale jako że w każdej wesołej kompanii i na biesiadzie ochoczej między żartem a prawdą wąska bywa miedza, tedy król Jegomość zwraca się do adiu- tanta swego, generała grafa Flemminga, i mówi: — Flemming, przypomnij mi to jutro, co tu Prebendowski mówił... Poczem wesoła ochota przeciągnęła się dalej, a mój pan oj- ciec, który z saskimi gardekurami straż honorową u namiotu trzymał, opowiadał mi, że obaj monarchowie w wesołości swojej wszystkim hetmanom i senatorom pole dali, w uciesz- ności żartownych konceptów prym wiodąc między kompanią całą. Król August, jako wiadomą jest rzeczą, że siłacz był okrutny, Herkules tego wieku, talary jednym palcem w trąbki jakoby papier na stole zwijał, kubki w dłoni jak wosk gniótł, jedną ręką stół z całkowitą ciężką zastawą dźwigał, i inne ta- kie mirabilia zdumionym biesiadnikom z siły swojej dużej prezentował. A potem zaś w ochocie serdecznej królowi przodku nie dając, Car Jegomość dragoński kocioł do namio- tu wnieść sobie kazał, i na tarabanie owym popis swój czynił, werble, fergatrunki i generałmarsze wybijając, a wszystko z wielką sprawnością i ku niemałej admiracji panów polskich i saskich... Miała zaś owo ochocie tej taka być przyczyna, że obie Se- renissimae Majestates w alianse ze sobą weszły, i planty w ścisłej konfidencji na Szweda i o inne politica ułożyły, tedy 13 obaj tak radzi sobie byli i w takim przednim humorze czas w kompanii trawili. Jakoś w trzeci dzień po owej biesiadzie, kiedy car Jego- mość w dalszą drogę przez Litwę ku Moskwie a król August ku Lwowu się wybierali, przyszedł niespodzianie do p. woje- wody wileńskiego Sapiehy generał graf Flemming i z kancela- ryi królewskiej pergamin z pieczęciami mu przyniósł. Był zaś ten dokument przez obie Serenissimae Majestates, tak króla Augusta jak cara Piotra, wystawiony i podpisany, a formali- ter solemniterque stanowił, że „jako puchar JMPana Woje- wody zaszczyt taki miał, że w pamiętnej dobie serca obu mo- narchów nie tylko radował ale i ku sobie affektem szczerym pociągał, tedy mu obie Majestates tytuł Serenissimi dają in aeternam rei memoriam tego radosnego a niespodzianego spotkania swego i zawartej w Rawie przyjaźni, i po wieczyste czasy stanowią i rozkazują, jako puchar ten tylko przy straży honorowej dobywany być ma, która to straż monarsze saluta- cje robić mu jest powinna, a to jest: z hauptwachu trzy razy wołać, broń skwerować, sztandar chylić i potrójny werbel w kotły uderzać”... Dokument ten pan wojewoda wileński do owego srebrzy- stego puzdra, w którym puchar Serenissimus spoczywał, zło- żyć kazał, i od tego czasu między klejnoty najdroższe skarbca domowego liczył, a nawet misternie rzeźbiony kredens dlań z osobna ustawił. W kilka lat później po owej rawskiej historii, z której tu za panem ojcem moim wierną opowieść czynię, rzuciły fata pana wojewodę wileńskiego w przeciwny obóz i adwersarzem króla Jegomości a wielkim adherentem szwedzkiego Karola XII zrobiły. Rozpoczęły się niespokojności i wojna wybuchła, a rycerski monarcha szwedzki, w męstwie i animuszu bohater nad bohatery wszelkie, jako lew srogi padł na potężnych nie- przyjaciół swoich, fortuny wojennej jakiś czas dziwnie zaży- wając. 14 Owoż kiedy król ten młody, w kunszcie wojennym i zapal- czywości rycerskiej fantazji całemu światu chrześcijańskiemu i pogańskiemu także ter quaterque sławny, na Cara Jegomo- ści i na ziemie jego się wyprawiał, tedy Litwą idąc, JMPana wojewodę Sapiehę jako malkontenta a swego alianta odwie- dził i trzecim monarchą był, co w pucharze tym przednim i w winie wojewodzińskiem upodobanie znalazł, choć pan to trzeźwy był i wodę czystą nad wszelkie trunki szlachetne przekładał. Tu nocleg odprawiwszy kiedy winem z tego puchara się pokrzepił, pan wojewoda Sapieha mu rzecze: 15
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej (1764 — 1773), tom drugi
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: